Joannici. Historia Zakonu Maltańskiego - Bertrand Galimard Flavigny - ebook

Joannici. Historia Zakonu Maltańskiego ebook

Bertrand Galimard Flavigny

0,0
44,99 zł

lub
Opis

Bertrand Galimard Flavigny przedstawia losy jednego z najsłynniejszych zakonów rycerskich od jego początków do czasów współczesnych. Wpływy i bogactwa joannitów w Ziemi Świętej dorównywały dobrom templariuszy – władali ogromnymi posiadłościami ziemskimi i twierdzami, w tym słynnym Krak des Chevaliers. Po upadku Akki ich siedziby znajdowały się kolejno na Cyprze, Rodos i Malcie. Atakowali ziemie Bizancjum i walczyli z sułtanem Sulejmanem.

Autor skupia się nie tylko na historii zakonu, jego strukturze organizacyjnej i działalności na przestrzeni wieków, lecz także na kwestiach medycyny, floty, korsarstwa, architektury wojskowej, sztuki barokowej i świętości oraz niezwykle istotnych dla losów joannitów relacjach zakonu z kolejnymi europejskimi monarchami, Stolicą Apostolską i Osmanami. Opisując burzliwe dzieje szpitalników, analizuje źródła ich potęgi i stara się odpowiedzieć na pytanie, co sprawiło, że nie podzielili oni losu templariuszy i udało im się przetrwać do dziś.

Dlaczego joannici uznawani byli za zbrojne ramię papieża? Czym były tzw. języki, jakimi metodami leczono „panów chorych”? Dlaczego Caravaggio został nadwornym malarzem zakonu, kto wzniósł mury Valletty, z kim i jakimi sposobami zakon walczył na wodach Morza Śródziemnego i dlaczego joannici przejęli dobra templariuszy? Na te i wiele innych pytań nurtujących czytelnika poszukującego informacji na temat historii zakonu Flavigny udziela odpowiedzi z kronikarską wręcz drobiazgowością. Obraca wniwecz niektóre utarte poglądy, rzucając nowe spojrzenie na dotychczasową wizję organizacji, która zdołała przetrwać kilka stuleci zawirowań politycznych, konfliktów zbrojnych i tułaczki w poszukiwaniu siedziby.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 445

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Tytuł oryginału: Histoire de l’ordre de Malte

© Perrin, un département d’Edi8, 2006 Published by arrangement with Lester Literary Agency

Wszystkie prawa zastrzeżone. Poza uczciwym, osobistym korzystaniem w celu nauki, badań, analizy albo oceny, przewidzianym w Ustawie o Prawach Autorskich, Projektowych i Patentowych z 1988 r., żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana w bazach danych ani transmitowana w żadnej postaci ani żadnymi środkami przekazu – elektronicznie, elektrycznie, chemicznie, mechanicznie, optycznie, przez fotokopie ani w żaden inny sposób – bez uprzedniej, pisemnej zgody właściciela praw autorskich.

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Astra s.c. Kraków 2019

Przekład: Artur Foryt

Przygotowanie edycji: Jacek Małkowski

Redakcja: Justyna Nowakowska

Projekt okładki: Marcin Kośka

Skład i przygotowanie do druku: Wydawnictwo Astra s.c.

Ilustracja na okładce: Koniec oblężenia Malty przez osmańskiego generała Mustafę, wrzesień 1565 Charles Philippe Larivière (1798–1876). Wersal, zbiory zamków w Wersalu i Trianon. © RMN-GP/BE&W

Wydanie IKraków 2019

ISBN 978-83-66625-23-5

Wydawnictwo Astra 31-026 Kraków ul. Radziwiłłowska 26/2tel. 12 292 07 30

www.wydawnictwo-astra.plwww.facebook.com/[email protected]

Prowadzimy sprzedaż wysyłkowąwww.wydawnictwo-astra.pl

Panie Jezu, który zechciałeś powołać mnie w szeregi kawalerów świętego Jana Jerozolimskiego, błagam Cię pokornie, byś za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny z Filerimos, świętego Jana Chrzciciela, błogosławionego Gerarda i wszystkich świętych wspomógł mnie w dochowaniu wierności tradycjom naszego zakonu, poprzez wyznawanie religii katolickiej, apostolskiej i rzymskiej, bronienie jej przed bezbożnością oraz wprowadzanie w czyn miłości bliźniego, w szczególności wobec biednych i chorych. Daj mi siłę konieczną do urzeczywistniania moich pragnień wedle wskazań Ewangelii, w głęboko chrześcijańskim duchu bezinteresowności, ku chwale Boga, dla pokoju w świecie i dla dobra Zakonu Świętego Jana z Jerozolimy. Amen.

(codzienna modlitwa kawalera maltańskiego)

Wstęp

Rzym. Kolumna pojazdów poruszająca się pod eskortą włoskiej policji znika w bramie pałacu przy via dei Condotti, kilka metrów od Piazza di Spagna.

Pojazdy zatrzymują się na dziedzińcu, przed fontanną ozdobioną wielkim białym krzyżem o ośmiu krańcach. Przybyłych gości wita kilku kawalerów w czerwonych mundurach ze złotymi epoletami. To siedziba wielkiego mistrza Zakonu Maltańskiego. Ambasador, minister pełnomocny reprezentujący jedno z 96 państw utrzymujących stosunki dyplomatyczne z Zakonem Maltańskim1, właśnie przyjechał złożyć listy uwierzytelniające na ręce księcia, wielkiego mistrza zakonu.

Kilka minut później w sali ozdobionej portretami dyplomata wręcza listy głowie najmniejszego państwa na świecie wedle szczegółowo opracowanego protokołu. Ciemne stroje ambasadora i jego współpracowników wyraźnie kontrastują z mundurami kawalerów. Postronny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że cofnął się w czasie. Takie myślenie byłoby jednak mylne. Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty – tak bowiem brzmi jego oficjalna nazwa – jest spadkobiercą tysiącletniej historii, i to dzięki niej stanowi ucieleśnienie tradycji, która śmiało wkracza w przyszłość.

Dziś głównym zadaniem zakonu jest niesienie pomocy wszystkim potrzebującym. Członkowie i wysłannicy zgromadzenia są wszędzie tam, gdzie żyją ofiary konfliktów lub klęsk żywiołowych, zapewniając im pomoc, opiekę, lekarstwa, żywność, schronienie i odzież. Na wszystkich kontynentach działają ośrodki zdrowia i przychodnie oznaczone godłem zakonu – białym krzyżem o ośmiu krańcach. W ten sposób ta instytucja zakonna panuje nad całym światem, jej orężem nie jest jednak siła, ale jedyny możliwy sposób działania – miłosierdzie. To słowo wyszło już z użycia, w mowie potocznej, a w języku mediów zostało zastąpione określeniem „humanitarny”, oznaczającym po prostu to, co jest właściwe człowiekowi, podczas gdy greckie caritas tłumaczy się jako „miłość bliźniego”. W katolicyzmie, o czym zapomniano, caritas jest jedną z trzech cnót teologalnych, w myśl której człowiek kocha Boga jak swego pana, a bliźniego swego jak siebie samego. Ów duch miłosierdzia pozostaje głęboko zakorzeniony w tradycji zakonnej.

Zakon Maltański jest przede wszystkim rzymskokatolickim zgromadzeniem zakonnym. W rozumieniu prawa kanonicznego wielki mistrz jest zakonnikiem i cieszy się w Kościele statutem należnym kardynałom; formacja duchowa i zakonna idą w parze ze szczególnym, niemalże zawodowym przygotowaniem, niezbędnym do podejmowania dzieł miłosierdzia. Drugim wyróżnikiem zakonu jest jego ponadnarodowość. Ogromna większość państw, które uznały suwerenność zakonu, nie podjęła tej decyzji z uwagi na jego bogate tradycje dyplomatyczne czy splendor politycznej, gospodarczej i wojskowej potęgi nowoczesnego państwa, lecz przez wzgląd na humanitarny wymiar działalności szpitalniczej prowadzonej przez zakon i jego wysłanników na całym świecie. Ten ponadnarodowy charakter jest bardzo ważny, pozwala bowiem zakonowi służyć narodom, pełniąc funkcję pośrednika w realizacji wspólnego dzieła pomocy, w gromadzeniu ludzi dobrej woli w ramach zakrojonych na szeroką skalę akcji humanitarnych. Obecnie militarny aspekt działalności zakonu widoczny jest jedynie w wymiarze dyscypliny i odwagi. Czasem bowiem o wiele trudniej jest służyć chorym niż walczyć z bronią w ręku.

Przyjęcie do zakonu nie jest przywilejem. Każdego kandydata obowiązują te same zasady, niezależnie od tego, czy jest księciem, czy sanitariuszem, ile ma lat, co robi w życiu prywatnym i jaką pozycję zajmuje w społeczeństwie. Zakon Maltański, jedyny w swoim rodzaju, był obecny w Budapeszcie, Biafrze, Wietnamie, Rwandzie, stale działa w Libanie, niósł pomoc po trzęsieniach ziemi na Sycylii, w regionie Friuli, w Agadirze, Nikaragui, w okolicach Neapolu, w czasie powodzi w Indiach, Pakistanie i Hondurasie, po gigantycznym tsunami w Azji Południowo-Wschodniej, w regionie Sahel i w Ugandzie, dotkniętych klęską suszy. Zapewnił schronienie uchodźcom z Angoli i Kambodży. Można tak wyliczać niemal bez końca. Lecz to nie tylko zwykłe jednorazowe działania, bo dzięki finansowemu wsparciu zakonu na całym świecie powstały ośrodki dla osób niepełnosprawnych, dotkniętych autyzmem, chorobą Alzheimera, kliniki położnicze i szkoły dla ratowników medycznych. Skala działalności szpitalniczej nie jest powszechnie znana; tymczasem to ona jest jedynym powodem dalszego istnienia Zakonu Maltańskiego.

Niniejsza pozycja przedstawia historię zakonu w sposób tematyczny i chronologiczny, w miarę możliwości sprowadzając pewne kwestie do właściwych proporcji. Ukazuje, że zakon jest nierozerwalnie związany z historią Zachodu, zarówno religijną, jak i morską, artystyczną i polityczną.

1 Państw utrzymujących stosunki dyplomatyczne z Zakonem Maltańskim jest już obecnie 103. Należy do nich również Polska. Przyp. tłum.

1

Założenie

„Paschalis, biskup, sługa sług Bożych, do swego czcigodnego syna Gerarda, założyciela i przełożonego bractwa szpitalnego w Jerozolimie, jak i do prawnych jego następców, dopóki takowych będzie posiadał. Twoja pobożna prośba winna spotkać się z przychylnością i zostać spełniona przez wzgląd na Twoją gorliwość, jako że bractwo szpitalne założone przez Ciebie w mieście Jerozolimie, blisko kościoła św. Jana Chrzciciela, ma zapewnione gwarancje Stolicy Apostolskiej i patronat św. Piotra Apostoła. A zatem My, uradowani posługą pobożnego bractwa szpitalnego, przyjmujemy Twoją prośbę z ojcowską przychylnością, zalecając, by owo bractwo, będące zaiste domem Bożym, pozostało zarówno pod opieką Stolicy Apostolskiej, jak i pod patronatem św. Piotra, na mocy niniejszego dekretu […]”.

Tymi słowy papież Paschalis II ustanowił bractwo przy szpitalu świętego Jana w Jerozolimie zgromadzeniem zakonnym wyłączonym ze struktur kościelnych, czyli niepodlegającym zwierzchnictwu biskupów. Bulla ogłoszona w 1113 r. precyzowała dodatkowo, że wszelkie dobra, zobowiązania i posiadłości zakonu po obu stronach morza, w Azji i w Europie, zarówno obecne, jak i przyszłe, zostają mu ostatecznie przyznane na własność. Zapewniała również jego zwierzchnikowi, bratu Gerardowi, prawo do wyznaczania następców w sposób niezależny i autonomiczny, bez udziału jakiejkolwiek innej władzy kościelnej czy świeckiej. Obecnie dokument ten jest przechowywany w Bibliotece Narodowej na Malcie. Można w nim wyczytać, że został „[…] spisany w Benewencie ręką Jana, kardynała i bibliotekarza Świętego Kościoła Rzymskiego, XV dnia przed kalendami marcowymi2, indykcji VI, roku MCXIII od Wcielenia Pańskiego i roku XIV pontyfikatu Paschalisa II […]” (który przybył z opactwa w Cluny). Tekst został opatrzony parafką ojca świętego i podpisami Ryszarda, biskupa Albano, Landulfa, biskupa Prenestiny, Grzegorza, biskupa Terraciny, Jana, biskupa Meliteny, Romualda, kardynała-diakona Świętego Kościoła Rzymskiego, Grzegorza, kardynała-prezbitera kościoła św. Chryzogona, oraz Anastazego, kardynała-prezbitera kościoła św. Klemensa.

Opublikowanie tej bulli wywołało lawinowy wzrost liczby donacji na rzecz zakonu, który mógł dzięki temu tworzyć nowe hospicja w Ziemi Świętej, wówczas pozbawionej instytucji szpitalnych. Hospicja przyjmowały wszystkich bez różnicy, zarówno pielgrzymów, jak i mieszkańców. Pierwsza wzmianka o szpitalnikach-joannitach3, których znaczenie istotnie wzrosło na przestrzeni wieków, pojawiła się kilka lat wcześniej.

Informacje na temat ówczesnego wyglądu Jerozolimy pochodzą z opisu sporządzonego przez pewnego podróżnika imieniem Nasir-i-Husraw, który odwiedził Święte Miasto w 1047 r. Było ono otoczone murami wzniesionymi z kamieni łączonych zaprawą. Bramy, w liczbie 15, były wykonane z żelaza, nie było tam jednak ani jednego drzewa, gdyż Jerozolimę wybudowano na skale. Według arabskiego podróżnika miasto było bardzo duże i liczyło co najmniej 20 tys. mieszkańców. Wszystkie ulice były brukowane, a brać rzemieślników była liczna. Poza meczetami podróżnik opisał wiele budynków przeznaczonych do przyjmowania biednych i cierpiących, w szczególności „wspaniały bimaristan”, inaczej mówiąc: hojnie dotowany szpital. Podróżnik wyjaśnia: „Wielu chorych jest tu leczonych magicznymi napojami i wywarami”. Nasir-i-Husraw nie określa pochodzenia medyków ani pielęgniarzy.

Nieco wcześniej kupcy z Amalfi4, miasta sąsiadującego z Neapolem, które było jednym z głównych ośrodków handlu ze Wschodem, zdołali założyć swoje placówki na ziemiach kalifa Ma’ad al-Mustansira Billaha (panującego w latach 1035–1094) z dynastii egipskich Fatymidów, władających też Jerozolimą. Uzyskali od niego koncesję zezwalającą na zbudowanie w chrześcijańskiej części miasta kościoła i gospody. Chrześcijanie mogli pielgrzymować do grobu Chrystusa bez żadnych trudności. To było miasto trzech religii, mówiono nawet, że równina Sahirah, leżąca naprzeciw Wielkiego Meczetu, będzie miejscem zmartwychwstania całej ludzkości. Nim pielgrzymi przybywający z całej Europy uiścili sztukę złota należną za przekroczenie bram Jerozolimy, czekały ich – jak można się domyślać – mniej lub bardziej przyjemne przygody, z których najmniej dotkliwą było dać się obrabować rozbójnikom grasującym przy gościńcach i polnych drogach. Amalfitańczycy nie byli pierwszymi, którzy założyli w Świętym Mieści dom dla pielgrzymów. Jan Diakon, autor Żywota papieża Grzegorza5 (ur. ok. 540 r., papież w latach 590–604) relacjonuje, że ojciec święty powierzył mnichowi Probusowi zadanie zbudowania szpitala. Został on zniszczony zaledwie 15 lat później, w tym samym okresie co Grób Święty oraz większość chrześcijańskich świątyń, podczas oblężenia miasta przez perskiego króla Chosroesa II (590–628) z dynastii Sasanidów. 200 lat później Karol Wielki uzyskał od piątego kalifa abbasydzkiego Haruna ar-Raszida (786–809) prawo do sprawowania nadzoru nad wszystkimi chrześcijanami w Ziemi Świętej oraz nad należącymi do nich budynkami. Karol skorzystał z tego prawa, doprowadzając m.in. do wybudowania szpitala, kościoła i biblioteki, nad którymi pieczę sprawowali benedyktyni. Ów zespół funkcjonował aż do czasu, kiedy młody kalif al-Hakim Briamtillah (966–1021) zapłonął gniewem przeciwko wszystkim tym, którzy nie byli wyznania szyickiego, w tym przeciwko sunnitom, a w szczególności przeciwko chrześcijanom. W kwietniu 1000 r. Grób Święty oraz całe jego otoczenie, w tym karoliński szpital, zostały ponownie splądrowane i zrównane z ziemią. Chrześcijanie i szyici podjęli na nowo dialog dopiero za panowania kalifa al-Mustansira Billaha.

Wszystko uległo zmianie w 1076 r. w wyniku zajęcia Jerozolimy przez Seldżuków. W 1055 r. ta turecka dynastia, przybyła z obszarów Turkiestanu, podbiła Persję, pięć lat później Bagdad, a następnie podporządkowała sobie większą część Azji Mniejszej. Seldżucy zaczęli prześladować chrześcijan, co doprowadziło do ustania ruchu pielgrzymkowego. Papież Urban II wykorzystał to jako pretekst do zwołania synodu w Clermont i wezwania do krucjaty. Jej uczestnicy mieli zyskać odpuszczenie wszystkich grzechów, co w owych czasach stanowiło nie lada zachętę. W czasie, kiedy wyruszała krucjata, egipscy Fatymidzi odzyskali władzę nad Jerozolimą. Kalif al-Hakim, który kazał zburzyć bazylikę Grobu Świętego, pochodził z szyickiej dynastii wywodzącej się od Fatimy, córki proroka Mahometa. Dynastia ta panowała nad Afryką Północną (910–969), a następnie nad Egiptem (969–1171). Dla chrześcijan wszystkie te dynastie stanowiły jedną grupę, nazywaną Saracenami od określenia dawnego arabskiego plemienia, którym posługiwali się niektórzy chrześcijańscy autorzy do określania Arabów i muzułmanów.

Nie zachował się żaden tekst opisujący dalsze losy założycieli amalfitańskiego kompleksu. Wiadomo jednak, że treść koncesji na jego budowę odpowiadała ówczesnemu położeniu domu Zachariasza, ojca Jana Chrzciciela, uznawanego przez muzułmanów za jednego z proroków mniejszych, a zatem otoczonego przez nich szacunkiem. Amalfitańczycy zbudowali w tym miejscu kościół pw. św. Marii Łacinników, a następnie klasztor i dwa hospicja – xenodochia, czyli domy dla cudzoziemców, jak mawiano w owych czasach – przeznaczone do przyjmowania pielgrzymów obojga płci, zarówno zdrowych, jak i chorych. Dom dla kobiet nosił wezwanie św. Magdaleny; ten dla mężczyzn najpierw otrzymał wezwanie bł. Jana Eleymona, zwanego również Janem Jałmużnikiem lub Miłosiernym, a następnie św. Jana Chrzciciela, zwanego Prekursorem. Pieczę nad przytułkami szpitalnymi powierzono osobom świeckim i – jak twierdzą niektórzy autorzy – benedyktynom. Niewątpliwie przez wzgląd na słynne „czarne habity”, które były wyróżnikiem tych braci. Takie twierdzenie nie wydaje się jednak uzasadnione. Jeśli bowiem wziąć pod uwagę hipotezę o istnieniu dwóch szpitali, wysuniętą przez belgijskiego historyka Alaina Bletjensa, który dokładnie zbadał początki zakonu joannitów, wówczas wzmianki o dwóch świętych patronach i dwóch zarządcach wydają się wiarygodne. Bletjens sugeruje, że ok. 1060/61, ze względu na rosnącą liczbę chorych pielgrzymów, mnisi z opactwa św. Marii Łacinników polecili wybudować, poza obrębem domu gościnnego, szpital i kaplicę ku czci bł. Jana Jałmużnika. Nie byli jednak w stanie zajmować się nimi przez cały czas, powierzyli więc rolę rektora i zarządcy Gerardowi, będącemu osobą świecką. Po 1099 r. Gerard powiększył i przekształcił istniejący szpital, zbudował też kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Nowy kompleks pozwolił Gerardowi na uniezależnienie się od „czarnych mnichów” i założenie bractwa, które kilkanaście lat później zostało uznane za zgromadzenie zakonne. Jak pisał w XII w. kronikarz Jakub z Vitry: „[…] otoczywszy się kilkoma uczciwymi i pobożnymi mężami, przywdział habit zakonny, umieścił na swych szatach biały krzyż, który nosił na wierzchnim okryciu, na piersi, złożył uroczyste ślubowanie i zobowiązał się żyć wedle reguły oraz szlachetnych zasad […]”.

Tymczasem kronikarze zakonu św. Benedykta nie pozostawili – z tego, co wiadomo – żadnej wzmianki o jego udziale w ufundowaniu szpitala w Jerozolimie w XI w. Nie wiadomo, w jaki sposób zakonnicy, których powołaniem jest głównie kontemplacja, mogli założyć wspólnotę na wzór tej z Monte-Cassino. Trudno sobie również wyobrazić benedyktynów porzucających swoją regułę, najlepiej dopracowaną ze wszystkich reguł monastycznych, na rzecz odłamu, po którym nie zachował się żaden ślad. Poza tym nie ma jakiejkolwiek wzmianki o obecności zakonnic. Tymczasem u boku braci kierowanych przez tego, którego wkrótce zaczęto nazywać „czcigodnym Gerardem”, działało zgromadzenie kobiece, na czele którego stała niejaka Agnieszka. Liczne kroniki opisujące dzieje zakonu, zwłaszcza ta spisana przez Jakuba z Vitry, uchodząca za jedną z najbardziej szczegółowych, wspomina, że po uzyskaniu zgody papieża i patriarchy Jerozolimy Agnieszka i Gerard „[…] zostali przyjęci do zakonu św. Augustyna i złożyli te same śluby […]”.

W 1099 r., kiedy krucjata dotarła w pobliże Jerozolimy, Gerard został oskarżony o konszachty z krzyżowcami i poddany torturom. Co ciekawe, nie został stracony, lecz wygnany z miasta. Oczywiście skierował swe kroki ku wojskom chrześcijańskim. Prawdopodobnie dostarczył im informacji na temat sytuacji w Świętym Mieście… i opieki, której potrzebowali ranni. Krzyżowcy, którzy dotarli pod Jerozolimę już 7 czerwca, ruszyli do prawdziwego szturmu dopiero 15 lipca. W międzyczasie zbrojni, w ślad za kapłanami, okrążali mury, śpiewając i modląc się, jak pod Jerychem! Oddziały przypuściły atak zaopatrzone w wysokie drabiny, katapulty oraz dwie ogromne ruchome wieże z drewna. Walki były zawzięte. Krzyżowcy nie okazali litości mieszkańcom Jerozolimy, ani żydom, ani muzułmanom: „[…] wszyscy obrońcy opuścili mury, rzucając się do ucieczki przez miasto, nasi ruszyli za nimi w pościg, zabijając ich i wycinając w pień aż do świątyni Salomona, gdzie nastąpiła taka rzeź, iż nasi brodzili w krwi aż po kostki […]”, przekazuje autor Anonimowych dziejów pierwszej krucjaty, będący bez wątpienia rycerzem z otoczenia Boemunda z Tarentu. „Miasto przedstawiało sobą obraz takiej rzezi nieprzyjaciół, takiego rozlewu krwi, że nawet zwycięzców ścięła groza i obrzydzenie […]” – miał później napisać pierwszy dziejopis krucjat, czy-li Wilhelm, arcybiskup Tyru. Opowiadano też, że 15 lipca wieczorem w „wyzwolonej Jerozolimie”, w czasie gdy chrześcijańscy wojacy „obmywali swe ręce i stopy, zmieniali zakrwawione odzienie na czyste szaty i boso udawali się do Miejsc Świętych”, kilka kroków dalej, naprzeciwko Grobu Świętego, odziani na czarno bracia zakonni wciąż jeszcze krzątali się przy rannych. To najstarsza kronika, która wspomina o tych braciach, nie podając jednak bliższych szczegółów. W dowód wdzięczności za posługę Gotfryd z Bouillon, obrońca Grobu Świętego, podarował przyszłym szpitalnikom św. Jana casalia, ufortyfikowaną wioskę zwaną Hessilią Palestyńską, jak również jedno ze swoich lenn w Brabancji noszące nazwę Montbozon i dwie piekarnie. Akt donacyjny Hessilii, dziś przechowywany w Bibliotece Narodowej na Malcie, jest najstarszym dokumentem dotyczącym przyszłego zakonu. Był to pierwszy krok na drodze jakże niezwykłego rozwoju bractwa.

Błogosławiony założyciel

Brat Gerard, urodzony ok. 1040 r., pochodził z Włoch lub z Francji. Ta ostatnia hipoteza wydaje się bardziej prawdopodobna, choć nie potwierdza jej żaden dowód. Kartuz Hugon, autor kroniki opisującej owe czasy, spisanej ok. 1140 r., wspomina o narodzinach Gerarda w Martigues. Johannes von Hagen, inny kartuz, urodzony w 1415 r., wielki kompilator rękopisów spisywanych od czasów krucjat, również potwierdza francuskie pochodzenie brata Gerarda. W liście datowanym na 1727 r., a odnalezionym kilka lat temu w archiwach w Martigues, wielki mistrz Antonio Manoel de Vilhena zezwala na przekazanie władzom tego miasta relikwii błogosławionego, „[…] zważywszy, że ten wielki mąż pochodzi z waszego miasta, a jego narodziny są największą chlubą dla waszej ojczyzny […]”. Inny historyk, Auguste Donnadieu, odkrył w archiwach w Bouches-du-Rhône, że Gerard powrócił do Francji. Izoard I, który sprawował urząd biskupi do końca XI w., oraz wicehrabia Gap „przyjęli go godnie”. W 1112 r. podarowali mu kościół św. Marcina za Murami wraz ze wszystkimi przynależnymi włościami. Wkrótce potem Gerard założył w Gap pierwszy dom Braci św. Jana z Jerozolimy. Jak wynika z przekazu opata Expilly, prowansalskiego historyka, który opiera swe twierdzenia na akcie zamiany zawartym między arcybiskupem Arles a Rajmundem Berengarem I, hrabią Prowansji, joannici posiadali kościół i szpital w Martigues na długo przed 1222 r. Miasto to „[…] znaczyło wtenczas zbyt mało, aby jakiś założyciel, który z niego nie pochodził, zechciał postawić w nim szpital już w pierwszych latach po ustanowieniu zakonu”.

Trzecia hipoteza zakłada, że Gerard mógł być przedstawicielem jednego z rodów z Alzacji lub Lotaryngii, z których pochodzili papież Leon IX – jego najbliższym współpracownikiem był biskup Amalfi – i hrabina Matylda z Toskanii, której rodzina posiadała Manosque. Powiązania rodzinne czyniłyby go krewnym króla Francji Hugona Kapeta i świętej Otylii, której sarkofag ozdobiony jest krzyżem o ośmiu krańcach, a także krewnym księcia Lotaryngii Gotfryda z Bouillon. Ta seria zbiegów okoliczności wychwyconych przez Guya Perny’ego jest stosunkowo kuszącą hipotezą, należy jednak zachować sceptycyzm.

Liczne opracowania, a nawet marmurowe tablice podają jako nazwisko rodowe Gerarda „Tunc”, „Tenque”, a nawet „Thonc”. Ową fałszywą identyfikację zapoczątkowała praca Pierre-Josepha de Haitze (ur. w Cavaillon w 1648 r., zm. w Trets w 1736 r.), zatytułowana Histoire de la vie et du culte du bienheureux Gérard Tenque (ou Thonc) de Martigues, fondateur de l’ordre de Saint Jean de Jérusalem6, wydana w Aix-en-Provence w 1730 r. Autor w trakcie swych badań nieprawidłowo odczytał zdanie: „Fr. Gerardus tunc Hospitalis praefectus cum a Christianis duce Godefredo Hyerusalem capta est anno domini MLXXXIX” („Brat Gerard, w owym czasie przełożony szpitalników […]”). Błąd był uznawany za prawdę aż do czasu, kiedy wykrył go bibliograf Ferdinand de Hellwald. Jego praca ukazała się w 1885 r., wydaje się jednak, że przeczytało ją niewielu historyków, bo przekłamanie powielano aż do lat 90. XX wieku, a i teraz przewija się ono na licznych stronach internetowych.

Doczesne szczątki brata Gerarda, okrzykniętego przez lud błogosławionym, zostały ok. 1283 r., czyli jeszcze przez upadkiem Akki, złożone w zamku Manosque, przekazanym szpitalnikom w 1149 r. przez hrabiego Guigues’a. Zamek pozostał ich własnością aż do rewolucji francuskiej. Szczątki zostały ekshumowane i zniszczone przez rewolucjonistów. W XVII w. do kaplicy w Manosque zamówiono dwa srebrne popiersia brata Gerarda. Pierwsze opłacił baliw Jean-François de Puget-Chasteuil. Drugie zostało wykonane w 1675 r. przez Pierre’a Pugeta na zlecenie Jean-Jacques’a d’Esparbès-Lussan. Jedno przepadło bez śladu w 1792 r., drugie jest przechowywane w ratuszu w Manosque. 18 sierpnia 1749 r. wielki mistrz Manuel Pinto da Fonseca polecił wydobyć czaszkę błogosławionego założyciela i przewieźć ją na Maltę. Relikwiarz, w którym przechowywane są jego doczesne szczątki, umieszczono przy ołtarzu w kaplicy w rzymskiej siedzibie wielkiego mistrza.

Biały krzyż o ośmiu krańcach

Pojawienie się białego krzyża o ośmiu krańcach, który zyskał miano „krzyża maltańskiego” znacznie później, naszywanego „naprzeciw serca” na czarnej szacie i czarnym płaszczu ze „spiczastym kapturem”, datuje się na czasy rządów Gerarda. Krzyż został wyryty na jednej z wież zamku Krak des Chevaliers, przekazanego szpitalnikom w 1142 r. Kilku autorów zapewnia, że to Rajmund z Puy jako pierwszy dodał do płaszcza „szpic” oraz biały krzyż o ośmiu krańcach. Artykuł 19 reguły zaleca bowiem, aby bracia nosili krzyż na swoich szatach ku chwale Bożej i Świętego Krzyża, aby Bóg poprzez ten gonfanon (znak krzyża), poprzez ich wiarę, czyny i posłuszeństwo ochronił ich dusze i ciała przed szatanem. Ta sama reguła określa też ceremoniał przyjmowania rycerzy. Została ona zatwierdzona przez papieża Kaliksta II, sprawującego urząd w latach 1119–1124. Nie należy zapominać, że płaszcz pozwalał odróżnić szpitalników nie tylko od pozostałych śmiertelników, lecz także od członków innych zgromadzeń. Dla każdego przyszłego zakonnika „przywdzianie habitu” jest uroczystym wydarzeniem, a największą karą, jaką można ponieść, jest „utrata habitu”.

Zgodnie z przekazami, kiedy krzyżowcy wkroczyli do Jerozolimy, „odziani na czarno mnisi” zajmujący się pielęgnowaniem chorych nie nosili jeszcze słynnego krzyża o ośmiu krańcach. Według historyczki Claire-Éliane Engel może się on wywodzić z zespołu rzeźb tworzących znak fenickiej bogini Tanit. Jedno z jej przedstawień, odkryte w Mezopotamii, znane jest archeologom pod nazwą „krzyża maltańskiego”. Jest to romb z rogami zakończonymi równobocznymi trójkątami. Dwa dwudzielne ramiona uzupełniono dwoma identycznymi, prostopadłymi ramionami, tworząc w ten sposób krzyż o ośmiu krańcach. Taki sposób interpretacji należy jednak odrzucić jako co najmniej zawiły, tym bardziej że motyw krzyża o ośmiu krańcach istniał już wcześniej obok wielu innych form krzyża. Na przykład w skarbcu katedry w holenderskim Maastricht przechowywany jest wzór pochodzący z VI w. Powyżej wspomniano również o dekoracji sarkofagu św. Otylii.

Inni autorzy opierają swe twierdzenia na herbie włoskiego miasta Amalfi, na którym widać srebrny krzyż maltański na lazurowym tle. Twierdzą, że szpitalnicy wybrali ten kształt na pamiątkę amalfitańskich kupców, którzy ufundowali pierwszy przytułek pod wezwaniem św. Marii Łacinników. Choć ta interpretacja wydaje się kusząca, nie uwzględnia jednak chronologii. Reguły heraldyczne zostały tak naprawdę opracowane dopiero w XII i XIII w., czyli na długo po wyborze symbolu przez szpitalników. Jednym z pierwszych osobistych herbów był znak rodowy Gotfryda VI Andegaweńskiego, datowany na ok. 1090 r., który można zobaczyć w katedrze w Mans. Według heraldyka Adriana Stricklanda znaki rozpoznawcze pojawiły się po bitwie pod Hastings w 1066 r., w czasie której walczący ze sobą Sasi i Normanowie nie mogli rozpoznać swoich kompanów pod rynsztunkiem bojowym.

Forma krzyża ewoluowała na przestrzeni wieków, przybierając znany nam kształt pod koniec XV stulecia, czego dowodzą drzeworyty i miniatury ilustrujące dzieła Caoursina (w szczególności Le Livre des éstablissements et statuts des chevaliers rhodiens7 z 1499 r.). W rzeczywistości dopiero w pierwszym wydaniu reguły z 1496 r. jest mowa o ośmiu krańcach krzyża i ich symbolice. Najstarsze przedstawienia joannitów ukazują krzyż, który może przywodzić na myśl zarówno krzyż laskowany, jak i krzyż o ośmiu krańcach. „Nie byłbym zdziwiony, gdyby to krzyż laskowany był pierwszym symbolem zakonu […]”, napisał ekspert w tej dziedzinie Adrian Strickland, dla którego krzyż laskowany (nazwa pochodzi od szubienicy lub podpory) jest zbliżony formą do krzyża jerozolimskiego – z tym że bez krzyży zdwojonych (małych krzyży laskowanych umieszczonych w narożnikach między ramionami krzyża) – będącego dla bractwa szpitalnego symbolem doskonałym. Heraldyk Hervé Pinoteau usiłował zebrać prawie wszystkie przedstawienia herbów Jerozolimy z XIII i początków XIV w. Zaznacza, że „[…] z pewnością był to krzyż przypominający laskowany, z podstawą utrąconą niewątpliwie w celu umieszczenia go na końcu włóczni; zachowały się metalowe krzyże w tym stylu pochodzące z XII w.”. Forma krzyża używanego przez joannitów ewoluowała aż do zakrzywienia ramion i powstania ośmiu krańców. Prawdą jest, że w dawnej ikonografii na habitach przedstawiano zarówno krzyże o ramionach rozwidlających się, kotwicznych, jak i prostych. Ernoul podaje w swojej kronice wyjaśnienie, które pokrywa się, w pewnym sensie, z tezą Adriana Stricklanda. Joannici, tak jak templariusze, przejęli część symboli habitowych od bożogrobców: „Na habitach bożogrobców jest czerwony krzyż z dwojgiem ramion (taki, jaki noszą szpitalnicy). A templariusze noszą pełny czerwony”.

Joannici z pewnością nie znali Tanit. Krzyżowcy nosili szaty z naszytym krzyżem łacińskim. Czy joannici wybrali na swój znak rozpoznawczy inną formę krzyża, krzyż laskowany lub dwudzielny, który mógł ewentualnie przypominać krzyże widoczne na zabytkowych stelach, wziętych za chrześcijańskie, zanim jeszcze Ziemia Święta została zajęta przez muzułmańskich Arabów? Symbol ten był bardzo łatwy do rozpoznania dla lokalnej ludności. „Krzyż o ośmiu krańcach posiada poza tym znaczenie bardziej religijne i jest noszony na szatach chórowych, tak jak w innych zgromadzeniach zakonnych, na przykład krzyż w kształcie litery T lub Tau u augustianów” – dodaje Adrian Strickland.

Wydane w 1620 r. opracowanie zatytułowane Le Théâtre d’honneur et de chevalerie8 opisuje znaczenie krzyża przekazywanego przyjmowanym braciom:

Krzyż ten został nam przekazany biały na znak Czystości, którą winniśmy zachować zarówno w głębi serca, jak i na zewnątrz, bez jakiejkolwiek skazy i zmazy. Osiem krańców, które tu widzisz na rzeczonym krzyżu, nawiązuje do ośmiu Błogosławieństw, które zawsze winniśmy w duszy zachowywać, pierwszym z nich jest szczęście duchowe; drugim życie w prostocie, bez złości; trzecim życie w pokorze; czwartym opłakiwanie swych błędów i grzechów; piątym umiłowanie sprawiedliwości, szóstym bycie miłosiernym; siódmym bycie czystym i szczerym w sercu i myślach; ósmym znoszenie cierpień i prześladowań dla sprawiedliwości; owe cnoty winieneś starać się wyryć i zapisać w sercu dla zachowania twej duszy […].

Artykuł 19 reguły Rajmunda z Puy uściśla:

Ponadto, niech wszyscy bracia wszelkich obediencji, którzy od tej chwili poświęcą się Bogu i świętemu Szpitalowi Jerozolimskiemu, noszą na piersi, na kapach i na płaszczach krzyż na chwałę Bożą i Świętego Krzyża. W ten sposób Bóg nas ochroni poprzez ten znak, jak i przez wiarę, czyny i posłuszeństwo i obroni nasze dusze i ciała, jako i dusze, i ciała wszystkich naszych chrześcijańskich dobroczyńców od potęgi szatana, zarówno na tym świecie, jak i na tamtym […].

Joannici mieli „nigdy go nie porzucać, tym bardziej że jest to prawdziwy sztandar naszej religii”.

Joannita – mnich, lekarz, żołnierz

Według historyków następcą brata Gerarda, wybranego pierwszym mistrzem zakonu, został pochodzący z Delfinatu Rajmund z Puy. Należy jednak przypomnieć, że przełożeni zakonu uzyskali prawo do posługiwania się tytułem wielkiego mistrza dopiero w 1267 r. Według Alaina Beltjensa, który opiera swe twierdzenie na zawartym 19 września 1121 r. porozumieniu przyznającym szpitalnikom przywileje w diecezji Tuluzy, bezpośrednim następcą Gerarda był niejaki brat Roger lub Brojant Roger. Belgijski historyk posuwa się o krok dalej, twierdząc, jakoby istniała luka między 3 września 1120 r., czyli dniem śmierci błogosławionego Gerarda, a pierwszą wzmianką o pełnieniu przez brata Rogera funkcji mistrza. W tym okresie zakonem kierować miał Piotr z Barcelony: „Dokument z 30 grudnia 1120 r. wskazuje, że w owym czasie ten zakonnik był uważany za najwybitniejszego przedstawiciela zakonu”. Brat Piotr miał pełnić funkcję tymczasowego mistrza, swoistego namiestnika wielkiego mistrza, aż do mianowania brata Rogera. Pierwsza wzmianka o Rajmundzie z Puy jako mistrzu pojawia się w dokumencie datowanym na 9 grudnia 1125 r. Wydaje się, że został nim wybrany – a nie wyznaczony – w 1123 r. Brata Rogera nie wyszczególniono w spisie mistrzów Zakonu Maltańskiego. Gdyby nie dociekliwość Alaina Beltjensa pewnie popadłby w zupełne zapomnienie. Istnieje jeszcze inna hipoteza, której wspomniany historyk nie wysunął, a mianowicie – istnienie drugiego okresu przejściowego.

Niezależnie od tego, jak było faktycznie, brat Rajmund ułożył, zredagował i wprowadził w życie pierwszą regułę zakonną, opartą na tej opracowanej przez św. Augustyna, „regule w owych czasach powszechnie stosowanej przez zgromadzenia zakonne, skupiające kanoników regularnych, zbliżonych charakterem do joannitów”. Reguła nie jest jednak kodeksem. Określa przede wszystkim kierunek rozwoju duchowego, który obiera wspólnota pragnąca jej przestrzegać. Reguła św. Augustyna, najbardziej wspólnotowa ze wszystkich reguł zakonnych, kładzie większy nacisk na podział niż na odłączenie, stawia wyżej wspólnotę braterską i harmonię niż czystość i posłuszeństwo, nie odrzucając jednak tych dwóch cnót zakonnych. Reguła zakonu została zatwierdzona przez papieża Eugeniusza III przed 1153 r. i z całą pewnością była uznawana przez jego poprzedników, co pozwala datować jej powstanie na ok. 1130 r. Opracowana po łacinie reguła została przełożona na język starofrancuski i składała się z 19 rozdziałów, o opiece nad chorymi traktuje rozdział 169.

Na przestrzeni wieków reguła ewoluowała w sposób naturalny, została uzupełniona o zwyczaje, poprawiona i dopracowana, zaś wszystkie zmiany były każdorazowo zatwierdzane przez ojca świętego. W XX w. ostatnia wersja reguły, zatytułowana Karta Konstytucyjna i Kodeks, ogłoszona 27 czerwca 1961 r., została zmodyfikowana m.in. na nadzwyczajnym posiedzeniu Kapituły Generalnej w dniach 28–30 kwietnia 1997 r. Tekst reguły składa się z 8 części, liczących łącznie 37 rozdziałów, do których dołączona jest reguła generalna.

Zakon przeszedł jednak przemianę rzutującą na całą jego przyszłość. Konieczność zbrojnej ochrony chorych i pielgrzymów, a później obrona chrześcijańskich państw Lewantu przed Saracenami skłoniły bractwo szpitalników do pełnienia oprócz posługi religijnej i szpitalniczej także funkcji wojskowych.

Zaledwie 20 lat po zdobyciu Jerozolimy zbrojna ochrona chorych i pielgrzymów przed atakami Saracenów stała się w Ziemi Świętej absolutną koniecznością. Oczywiście w mieście i w jego okolicach rozlokowani byli żołnierze, ale przytułki, których liczba znacznie wzrosła w ciągu dwóch dekad, były pozbawione obrony przed atakami ze strony miejscowych band. Przemieszczano się tylko w grupach, a patroli było niewiele. W Palestynie pozostało niewiele ludzi, po wyzwoleniu grobu Chrystusa większość krzyżowców powróciła bowiem do swoich królestw.

Dlatego właśnie w 1118 r. inicjatywa niejakiego Hugona z Payns, barona z Szampanii, została przyjęta z zainteresowaniem przez króla jerozolimskiego Baldwina II. Powołaniem jego wspólnoty, „Ubogich Rycerzy Chrystusa”10, było zapewnienie bezpieczeństwa podróżującym pielgrzymom. Początki zgromadzenia nie są znane. Historycy wysuwają na ten temat liczne hipotezy. XII-wieczna Kronika Ernoula, spisana 100 lat później, pozwala sądzić, że jego członkowie byli rekrutowani przez bożogrobców wśród rycerzy przybywających z całej Europy. Ernoul nie wspomina jednak o Hugonie z Payns, wymienionym w regule zakonnej. Wilhelm z Tyru opowiada, że dziewięciu rycerzy złożyło śluby przed patriarchą Jerozolimy, który zażądał od nich, aby w zamian za odpuszczenie grzechów strzegli dróg i bronili pielgrzymów przed wszelką przemocą. Jest to najpopularniejsza hipoteza. Michał Syryjczyk utrzymuje z kolei, że 30 rycerzy pod wodzą Hugona z Payns złożyło śluby, iż nie powrócą już do kraju, dokonają żywota w Jerozolimie i przywdzieją habit. Za namową Baldwina II brat Hugon zgodził się służyć w milicji chrystusowej.

W 1120 r., bez wątpienia przy okazji synodu w Nablusie, zwołanego na prośbę Baldwina II, owi „kanonicy-rycerze” zostali poproszeni o zbrojne eskortowanie pielgrzymów na drogach. Wiadomo, że nowe bractwo otrzymało donacje zarówno od patriarchy Jerozolimy, jak i od króla Baldwina. Szczególnie cennym darem był dawny meczet Al-Aksa, nazywany wówczas świątynią Salomona. Stąd wzięła się nazwa milites Templi, czyli rycerze Świątyni, a później „templariusze”. Bardzo szybko owa religijna milicja zajmująca się eskortowaniem pątników zaczęła uczestniczyć we wszystkich walkach z niewiernymi. Zmiana ta nie dokonała się bezboleśnie, gdyż mnisi nie mogli walczyć. Templariusze składali trzy śluby zakonne – posłuszeństwa, ubóstwa i czystości. Choć byli gwarantami obrony wiary, w oczach Kościoła pozostawali w stanie grzechu, gdyż używali broni.

Wydaje się, że Hugon z Payns zabiegał u swego krewnego, św. Bernarda z Clairvaux, o interwencję u papieża, aby ten uznał jego zakon i ustanowił regułę przeznaczoną specjalnie dla jego braci, „których Bóg powołał do obrony wiary”. Tym sposobem, dzięki protekcji duchownych, zarzut pozostawania w stanie grzechu z powodu używania broni upadł sam przez się. Bernard z Clairvaux ułożył na tę okazję traktat De laude novae militiae11. Dokument odniósł pewien sukces i stał się źródłem inspiracji dla ludzi żyjących w ówczesnych czasach. Opat z Clairvaux wysuwał w nim tezę, wedle której można było pozbawić życia swojego wroga, albowiem w drodze wyjątku było to malicidium12, a nie zabójstwo. Zabijało się zło, a nie człowieka. Przytaczając słowa św. Bernarda, Hugon z Payns oznajmił w liście Christi militibus13, iż rycerz, który zabił wroga Chrystusa, nie znajduje się w stanie grzechu, jeśli jego serce w trakcie walki nie było przepełnione nienawiścią. Owe argumenty zostały skierowane pod obrady synodu w Troyes 13 stycznia 1129 r., wówczas też zatwierdzono nowy zakon. Templariusze jako pierwsi połączyli modlitwę i walkę, dwie postawy dotychczas uważane za przeciwstawne. Była to swoista rewolucja. Przytaczając zwrot św. Bernarda „mnich czy rycerz”, Alain Demurger odpowiada: „Nie, mnich i rycerz. I w tym jest problem.”

Joannici też dostosowali się do nowych porządków, przywdziewając zbroje. Wśród „czarnych mnichów” znajdowali się wciąż dawni towarzysze broni Gotfryda z Bouillon, którym zwrócono miecze i… stan rycerski, nie pozbawiając ich statusu mnichów.

Rajmund z Puy, następca założyciela zakonu, brata Gerarda, dodał do przysięgi składanej przez braci czwarty ślub – obronę pielgrzymów i jednocześnie wiary. Postanowił podzielić członków zakonu na trzy klasy. Do pierwszej należeli ci, których przeznaczeniem, z racji urodzenia i rangi piastowanej niegdyś w wojsku, miała być walka. Druga klasa złożona była z kapłanów i kapelanów mających pełnić posługę duszpasterską pośród chorych i w czasie wojny. Trzecia wreszcie składała się z tych, którzy nie byli ani duchownymi, ani ludźmi szlachetnie urodzonymi, czyli z braci służebnych. Każdy, niezależnie od przypisanej mu kategorii, był zobowiązany do wypełniania posługi wobec chorych lub do walki. Pojęcie trzech stanów przypomina koncepcję wysuniętą przez Georges’a Duby’ego: bellatores (walczących), sacerdotes (modlących się) i laboratores (pracujących). Kościół z trudem akceptował taki stan rzeczy. Protestował przeciwko militaryzacji zakonu szpitalników, przypominając mu, że jego podstawowym obowiązkiem jest pomaganie biednym i chorym. Zaakceptował tę ewolucję dopiero po sromotnej klęsce pod Hittinem w 1187 r. i upadku łacińskiego Królestwa Jerozolimskiego.

Tę hierarchię zapożyczyli kolejno najpierw templariusze, a następnie krzyżacy. Można zatem przyjąć, że mnich zobowiązany do przestrzegania reguły (stan duchowy), jak i żołnierz podporządkowany prawom swego stanu (rycerstwo) połączyli się w jednej organizacji. A jako że rycerz miał w zasadzie pierwszeństwo przed zakonnikiem, zakon szpitalników był powszechnie nazywany „zakonem rycerskim”.

Rycerz zawsze pozostawał rycerzem. Należał do braci, której członkowie powiązani byli ze sobą więzami silniejszymi od tych łączących narody i klany. Nie był na niczyich usługach i jednocześnie przynależał do grona rycerzy całej chrześcijańskiej Europy. Członek zakonu rycerskiego był „podmiotem wykonawczym”, czyli zakonnikiem pozostającym w służbie wspólnoty, i żołnierzem, zgodnie w zasadą obowiązującą w tamtych czasach, czyli „rycerzem”. Pozwoliło to historykowi Zakonu Maltańskiego, ojcu de Vertot, stwierdzić:

Rycerz joannita był żołnierzem samego Jezusa Chrystusa, a kiedy potrzeby wiary nie wymagały odeń sięgania po broń, widziano go zajmującego się jedynie opieką nad biednymi i chorymi: wymagał tego duch tego zakonu oraz praktyka stosowana przez wszystkich szpitalników.

We współczesnej interpretacji pojęcia rycerstwa doszło do pewnego qui pro quo. Rycerstwo i zakon rycerski uznawane są za dwie odrębne instytucje. To nieporozumienie ma wiele źródeł. Pierwsi członkowie zakonu joannitów, przyjmowani już jako pełnoprawni rycerze, nie byli pasowani14. Kawalerowie sprawiedliwości składający uroczyste śluby byli i nadal są poddawani temu rytuałowi. Przedstawiciele pozostałych klas wypowiadają przysięgę o charakterze religijnym. Pozostałe zakony rycerskie rekrutowały swoich członków spośród rycerzy (lub pasowały nowych zakonników na rycerzy), gdyż wymagał tego ich wojskowy status. W przypadku zakonu joannitów wojskowy charakter był jedynie uzupełnieniem – skądinąd niezbędnym – prowadzonej działalności. W tym nieporozumieniu pojawia się też pojęcie szlachectwa. Już w XIII w. rycerze i przedstawiciele arystokracji zaczynali przyjmować odmienne praktyki sukcesyjne, które krystalizowały ich świadomość klasową. To właśnie ta „klasa” wzięła najbardziej czynny udział w wyprawach krzyżowych. Ona też poniosła ich najbardziej dotkliwe konsekwencje. Straciła przez nie dotychczasowe wpływy polityczne, autorytet władców wzrastał bowiem kosztem jej własnej pozycji. Przynajmniej na jakiś czas, gdyż niektórzy przedstawiciele tej klasy weszli w posiadanie księstw lub zasiedli na tronach. Ileż rodów zostało w całości unicestwionych dla kilku zaledwie sukcesów! Zyskawszy wojskowy charakter, zakony szpitalne15 oferowały owej wydziedziczonej, zdziesiątkowanej i pozbawionej politycznego znaczenia szlachcie swoiste zadośćuczynienie. Wkrótce po swoim powstaniu żądały w rzeczy samej przedstawiania dowodów szlachectwa od tych, którzy pragnęli do nich wstąpić, przyczyniając się w ten sposób do zapewnienia szlachcie, do której przynależność stała się dziedziczna, bardziej wyraźnego i realnego kształtu.

Należy zaznaczyć, że ani reguła Rajmunda z Puy, ani ta z 1182 r., spisana za rządów Rogera z Moulins, nie wspominają o nowo przyjętym charakterze wojskowym. Został on potwierdzony dopiero za rządów mistrza Alfonsa z Portugalii ok. 1205 r., po kapitule generalnej zwołanej w twierdzy Margat.

Bardzo szybko po zdobyciu Jerozolimy wielu młodych rycerzy porzuciło armię, wybierając powołanie szpitalnika. Do pierwszych braci joannitów dołączyli pochodzący z Delfinatu Armand z Comps, towarzysz Rajmunda z Puy, i pochodzący z regionu Owernii Conon z Montaigu. Za ich przykładem poszli synowie krzyżowców urodzeni w Ziemi Świętej, których określano mianem „źrebaków”, podobnie jak – wiele wieków później – Francuzów urodzonych w Algierii nazywano „czarnymi stopami”. Koncepcja mnicha-żołnierza, nowatorska i stojąca w sprzeczności z ideą zakonnika zamkniętego w klasztornych murach, osiągnęła natychmiastowy sukces, a bracia zaczęli przybywać ze wszystkich krajów chrześcijańskich. Nie wolno im było „posiadać niczego na własność” i składali trzy śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Co do ubóstwa, to reguła wydana przez wielkiego mistrza Hugona z Revel (1258–1277) zaznacza m.in.:

Ślub ubóstwa oznacza, że jesteśmy pozbawieni swobody dysponowania naszymi dobrami; a zatem zabronione jest przeorom, kasztelanom Amposty, baliwom, komandorom oraz innym braciom zakonnym sporządzanie testamentów, wyznaczanie dziedziców, sporządzanie legatów; czynienie darowizn lub pozostawianie jakiejkolwiek rzeczy swoim sługom lub innym, jeśli nie są to pobory lub sumy im przynależne; mogą jednakże wyznać, kim są ich dłużnicy lub wierzyciele; za zgodą mistrza mogą rozporządzać z umiarem częścią swoich dóbr. 

Bulla papieska z 1243 r. zezwoliła joannitom na zachowanie dóbr, które posiadali jako osoby świeckie. Jak podkreśla Claire-Éliane Engel, „ślub ubóstwa ograniczał się bez wątpienia do testamentów, gdyż rycerze joannici, tak samo jak świeccy, rzucali się na łupy zdobyte na niewiernych w trakcie bitew”. To, co współcześnie mogłoby szokować, w tamtych czasach było rzeczą zupełnie normalną. Joannici byli rzecz jasna mnichami, ale też wojownikami poddawanymi wyjątkowej presji. Przestrzeganie ślubów czystości również pozostawiało wiele do życzenia. Liczne bulle papieskie piętnowały joannitów, którzy porzucili habit, aby wejść w związki małżeńskie, choć nie przewidywały jakichś szczególnych sankcji. W tym także przypadku na wyjątkową okoliczność przewidziano wyjątkową regułę:

Należało zachęcać do powołań i w jak najmniejszym stopniu ingerować w życie rycerzy, którzy zgodzili się znosić trudy życia w zakonie: pilnie bowiem potrzebowano kontyngentu zdecydowanych, energicznych i entuzjastycznie nastawionych ludzi. Stanowił on najważniejszą linię obrony państw Outremer16, konieczne było zatem przynajmniej oficjalne tolerowanie pewnych ułomności u ludzi posiadających niewątpliwe zalety,

zaznacza Claire-Éliane Engel. Nie należy zapominać, że blisko dwa stulecia frankijskiej obecności w Ziemi Świętej były okresem nieustannej walki z Saracenami, a joannici, podobnie jak templariusze, zawsze służyli na pierwszej linii frontu.

 Joannici nie byli zobowiązani do zachowania postu i abstynencji, musieli się dobrze odżywiać, aby być gotowymi do służby. Ponieważ rzadko się myli, uważano ich za dość zaniedbanych. Przynajmniej z początku, gdyż bardzo szybko dostosowali się do lokalnego zwyczaju zażywania kąpieli. Włosy nosili podgolone, brodę krótką, „aby móc patrzeć w przód i w tył”, broń zaś „solidną”, lecz pozbawioną ornamentów czy złoceń. Walczyli najczęściej pieszo, używając szpontonu lub piki. Jedynie rycerze zakładali na kolczugę opończę pod postacią szkarłatnej dalmatyki ozdobionej białym wełnianym krzyżem. Bulla Aleksandra IV z 11 sierpnia 1259 r. zalecała, aby joannici nosili w trakcie walki wyróżniający się habit koloru czerwonego z białym krzyżem, jak na ich chorągwi. Jupell vermeil avec la creis blanche17, noszona przez towarzyszy broni, została zatwierdzona na mocy artykułu 5. statutu Mikołaja z Lorgne (1277–1284), ogłoszonego na kapitule generalnej 8 sierpnia 1278 r. Według Cronica magistrorum defunctorums18 (spisanej ok. 1354 r.) w owym czasie zaczęto używać czerwonych tarcz z białym krzyżem.

W czasie potyczki owe znaki były „niczym chorągiew”. Joannici składali uroczystą przysięgę, że nigdy nie będą dobywać miecza przeciwko chrześcijanom, zaciągać długów i oddawać się grom hazardowym, w każdych okolicznościach będą podejmować walkę, nigdy nie będą „zniżać chorągwi”, prosić o łaskę, wycofywać się lub poddawać. Przysięgi tej wiernie i bohatersko dotrzymywano. Ich zawołanie bitewne brzmiało: „Święty Jan, Święty Jan!”.

Z początku joannici byli podzieleni na trzy klasy: braci duchownych, braci świeckich i braci konwersów. Owo rozróżnienie poprzedzało inne, zdefiniowane za rządów Alfonsa z Portugalii (1202–1206): braci rycerzy, kapelanów i braci służebnych. Ci pierwsi zyskali później miano kawalerów sprawiedliwości. Ojciec de Vertot uściślał, że w latach 1130–1250 do tej klasy należeli „ci, których przeznaczeniem z racji urodzenia i pozycji zajmowanej niegdyś w wojskach było noszenie broni”. Oni to w chwili składania uroczystego ślubu (śluby proste nie istniały) stawali się rycerzami św. Jana i tym samym byli pasowani. Można sądzić, że rycerze, później nazywani profesami, nie byli wyświęcani z powodu obowiązku noszenia broni. Do rzadkości w owych czasach należeli zakonnicy, którzy zostawali kapłanami. Reguła św. Benedykta podkreśla ten wyjątek: „Jeśli opat pragnie wyświęcić kapłana lub diakona na użytek swego klasztoru, niech wybierze spośród mnichów tego, który godzien jest wyświęcenia”. Początkowo kapelani pełnili funkcję kierowników duchowych i odprawiali nabożeństwa, będąc jednocześnie pełnoprawnymi członkami zakonu. Składali śluby tak jak bracia służebni, którzy nie musieli mieć szlacheckiego pochodzenia. Zarówno na początku istnienia zakonu, jak i na Rodos bracia służebni cieszyli się tym samym statusem co rycerze, ale byli pozbawieni dostępu do najważniejszych funkcji. Ów podział na „trzy klasy”, bez klas pośrednich, długo pozostawał niezmienny. Rola rycerza wyraźnie różniła się od roli kapelana i brata służebnego, choć wspólnym mianownikiem wszystkich trzech była służba chorym.

Nie należy zapominać o istnieniu joannitek, które tworzyły osobne zgromadzenie, choć podporządkowane zakonowi joannitów. Siostry asystowały rycerzom w modlitwach i zajmowały się działalnością szpitalną, zwłaszcza na rzecz kobiet. Joannitki działały w Ziemi Świętej, na Rodos i w placówkach na terenie Europy. Od początku istnienia zakonu przyjmowano też członków należących do jeszcze jednej kategorii. Byli to świeccy, zwani „pobożnymi”, gdyż nie składali ślubów zakonnych. Z początku nazywano ich confratres19, następnie donats, gdyż dokonywali aktów donacji, przekazując swe dobra na rzecz zakonu, lub oblacji. Donaci, szlacheckiego lub nieszlacheckiego pochodzenia, to osoby zobowiązujące się do podejmowania, w pewnym zakresie, działalności humanitarnej i wspierania zakonu. Pierwszym znanym z imienia donatem był niejaki Wilhelm z Cirezy, który na mocy aktu sporządzonego 4 stycznia 1111 r. ofiarował szpitalnikom kościół św. Marii w Cirezie. Niektórzy władcy zabiegali o przyjęcie ich w charakterze donatów, zachował się jednak tylko jeden dokument wskazujący na to, że królowie byli przyjmowani w ten sposób do zakonu, a mianowicie nominacja Andrzeja II Węgierskiego (panującego w latach 1205–1235). W pałacu wielkich mistrzów na Malcie można zobaczyć fresk, wykonany przez Matteo Péreza de Alesio, ukazujący scenę przyjęcia owego władcy do zakonu, na której wyraźnie widać płaszcz ozdobiony krzyżem bez jednego ramienia, symbolem donatów. Król ten był zdumiony miłosierdziem i odwagą joannitów, których spotkał w Akce za rządów wielkiego mistrza Garina z Montaigu (1207–1227/28). Podarował im liczne ziemie i 700 srebrnych marek ściąganych corocznie z dochodów salin w węgierskim Saloch. Papież Honoriusz III potwierdził owe donacje na rzecz szpitalników. 9 września 1296 r. do zakonu został przyjęty jako confrater Bonvesin della Riva, jeden z najwybitniejszych XIII-wiecznych poetów lombardzkich. Znakiem rozpoznawczym donatów był trójramienny krzyż. Jak głosi legenda, pewien rycerz będący pod wrażeniem szlachetności swego giermka, wydarł jedno ramię ze swojego własnego krzyża o ośmiu krańcach i ofiarował słudze. Znacznie później świeccy członkowie zakonu stali się „honorowymi kawalerami krzyża dewocji”, kategorii tej odpowiadają współcześni kawalerowie honoru i dewocji. Do zakonu przyjmowano również osoby nieszlacheckiego pochodzenia, bez konieczności przedstawiania rodowodu, „z łaski wielkiego mistrza”, pierwsi kawalerowie „łaski magistralnej” pojawili się w XVII w.

Kandydaci ubiegający się o przyjęcie do zakonu winni byli – i do dzisiaj są – dowieść własnej wartości. Z początku dowody szlachectwa przedstawiały rodziny kandydatów. Około 1270 r. wprowadzono zasadę, zgodnie z którą kandydat winien był „udowodnić na podstawie niepodważalnych dowodów, że rzeczywiście urodził się w rodzinie szlacheckiej z imienia i herbu”. Wielki mistrz musiał „być bratem-rycerzem, zrodzonym z prawego łoża, z ojca szlachcica i matki szlachcianki”. Bastardzi mieli zamkniętą drogę do zakonu, wyjątek stanowili potomkowie władców i książąt krwi. Pod koniec XIII i na początku XIV w. przedstawiciele trzech „języków”20 Francji musieli wywieść szlacheckie pochodzenie do 8 pokoleń wstecz, a kandydaci z Niemiec do 16. Aż do XVI w. wywody szlachectwa przeprowadzano za pomocą zeznań świadków. Na Malcie wymagano przedstawienia dowodów na piśmie, dopuszczając dowody ustne i zeznania świadków. Były to prawdziwe procesy, w trakcie których analizowano i sprawdzano najmniejsze nawet poszlaki.

Joannitą mógł zostać ten, kto nie należał do żadnego innego zakonu. Po akceptacji kandydat musiał zapłacić swoiste „myto”. Śluby składał po wielu latach nowicjatu, który rozpoczynał w wieku 16 lat, w tym okresie uzyskiwał formację zakonną. Niektórzy wstępowali do zakonu w wieku jeszcze młodszym, „nieletnim”, ale składali śluby tak jak inni, po osiągnięciu 20. roku życia. Kilku takich „nieletnich kawalerów”, liczących sobie od 14 do 15 lat, wstępowało na służbę u wielkiego mistrza w charakterze paziów. Rycerz przebywał w klasztorze przez co najmniej pięć lat, wypełniając tam regularnie obowiązki opieki nad chorymi. Na Malcie wielki mistrz Martin Garzes (1595–1601) postanowił, że każdy rycerz powinien odbyć „cztery karawany”, czyli okresy obowiązkowej służby polegające na czterokrotnym zaokrętowaniu się, przez cztery lata z rzędu, na jednej z siedmiu galer należących do zakonu.

Przed przyjęciem do zakonu przyszli kawalerowie, świadomi tego, że „staną się nowymi ludźmi”, pokornie spowiadali się ze wszystkich swoich grzechów. Po uzyskaniu rozgrzeszenia stawiali się w świeckim stroju, jednak bez pasa, na znak bycia wolnym, dzierżąc w ręku zapaloną świecę symbolizującą miłosierdzie. Wysłuchiwali mszy i przyjmowali komunię.

Następnie stawią się z szacunkiem przed tym, który ma poprowadzić ceremonię, prosząc go o przyjęcie do wspólnoty braci i Świętego Zakonu Jerozolimskiego. Tenże wygłosi do nich krótką mowę, aby utwierdzić ich w pobożnym zamiarze i dać im do zrozumienia, jak chwalebne i zaszczytne jest poświęcenie się służbie ubogim Chrystusowym, czynienie dzieł miłosierdzia oraz służba i obrona wiary – to zaszczyt, którego wielu pragnęło, a niewielu dostąpiło. Przypomni im o zobowiązaniu do posłuszeństwa i surowych zasadach, zgodnie z którymi od tej pory nie będą już mogli postępować wedle własnej woli, ale zgodnie z wolą przełożonych – i tak, kiedy zapragną coś uczynić, więzy posłuszeństwa zmuszą ich do uczynienia czego innego.

Mówi się często, że szpitalnicy musieli wyzbyć się własnej woli i być niczym glina w rękach swych zwierzchników. Ideę tę jeszcze bardziej rozbudował Ignacy Loyola, założyciel Towarzystwa Jezusowego.

Wojskowa działalność joannitów zaczęła się tak naprawdę w 1137 r., kiedy król Jerozolimy Fulko przekazał im kasztel Bethgibelin, położony na wschód od Gazy. Odtąd ich służba miała już trwać nieustannie. Joannici stawali do walki, zawsze i wszędzie, z każdym najeźdźcą – z Turkami, Kurdami, Arabami z Egiptu i Libanu, Mongołami. Na polach bitewnych rozpoznawano ich po czerwonym proporcu z białym krzyżem (czerwonej tynkturze ze srebrnym krzyżem łacińskim). Wzór proporca został zatwierdzony w 1130 r. przez papieża Innocentego II na prośbę Rajmunda z Puy. Został sztandarem używanym przez zakon zarówno na lądzie, jak i na morzu, i uznawany jest za najstarszą flagę państwową. Artykuł 6. statutów mistrza Rogera z Moulins (1177–1187), zatwierdzonych na kapitule generalnej w 1181 r., zakłada, że trumny braci zakonnych powinny być przykryte „czerwonym suknem z białym krzyżem”. „Jest to najstarszy znany tekst poświęcony tej kwestii”, jak zauważył Hervé Pinoteau.

Wspomniana chorągiew często mylona jest z inną, również czerwoną, ozdobioną białym krzyżem o ośmiu krańcach, będącym godłem zakonu. Heraldyk Hervé Pinoteau tłumaczy, że „owo zestawienie czerwieni i białego krzyża […] jest identyczne z banderą Świętego Cesarstwa Rzymskiego, którą można było ujrzeć w 1378 r. na pogrzebie Karola IV Luksemburskiego, cesarza rzymskiego i króla Czech; stąd też pochodzi flaga Danii (marchii I Rzeszy) czy godło hrabiów, a następnie książąt Sabaudii (innej marchii)”21.

Istotnymi elementami systemu obronnego łacińskiego królestwa na Wschodzie były twierdze. Joannici byli już w posiadaniu Bethgibelin, w 1140 r. zbudowali Margat, położony na północ od Trypolisu, w tym samym roku otrzymali na własność zamek Belvoir na północ od Nablusu. Posiadali również warownie Sare, Chastel Rouge, Akkar, Belmont i inne, położone w Armenii22. Wznieśli również ufortyfikowane pałace w Jerozolimie, Akce, Tortosie i Antiochii. W 1142 r. hrabia Trypolisu Rajmund II scedował na joannitów wszystkie utracone terytoria, zobowiązując zakon do ich odzyskania, przekazał im również dwie twierdze broniące przesmyku nieopodal Homsu, w tym słynny Krak des Chevaliers. Zamek został zbudowany w 1031 r. przez emira Homsu, który powierzył go Kurdom. Ci nazywali go akrad, skąd prawdopodobnie pochodzi określenie krak lubcrac. W 1099 r. zamek został zdobyty przez Rajmunda z Saint-Gilles zmierzającego do Jerozolimy. Dziesięć lat później hrabia Trypolisu postanowił zbudować na miejscu zamku potężną warownię. Forteca zajmowała dwa i pół hektara i mogła pomieścić garnizon liczący 2 tys. ludzi, w tym 60 joannitów. W cieniu twierdzy żył tłum przedstawicieli najróżniejszych zawodów, nie licząc zwierząt potrzebnych do wyżywienia całej tej ciżby. Krak był tak naprawdę małym miastem, położonym na jałowej ziemi i górującym nad doliną Bekaa, umożliwiającym kontrolę nad przesmykiem Homsu. Wielka sala w Krak jest długa na 120 m, podobnie jak niektóre kapitularze klasztorów cysterskich. Komnata wielkiego mistrza znajdowała się w południowo-zachodniej baszcie w drugim obwodzie murów. Poza komnatami i stajniami Krak posiadał studnie (główna miała 27 m głębokości) i 9 cystern zasilających koryto długie na 72 i szerokie na 8 do 16 m, służące również za basen dla ludzi. Ziarno mełły wiatraki. Piec miał powierzchnię 21 m2. System kanałów ściekowych odprowadzał na zewnątrz zawartość 12 latryn. Dzięki takiej infrastrukturze Krak mógł stawiać opór przez długi czas. Został zdobyty dopiero w wyniku zdrady, po 13 nieudanych oblężeniach między 1115 a 1271 r.

Upadek Edessy w 1144 r. stał się we Francji przyczynkiem do wezwania do drugiej krucjaty. Po zwycięstwie pod Askalonem, odniesionym w 1153 r. przez Baldwina III, a zwłaszcza przez joannitów, królestwo zaznało nieco wytchnienia. Rajmund z Puy, wówczas już bardzo posunięty w latach, wykorzystał ten czas, aby zreorganizować finanse zakonu i odbyć podróż po Europie. Zmarł w 1160 r. po 40 latach sprawowania urzędu wielkiego mistrza, nakreśliwszy kierunek dalszej polityki zakonu – obronę państw łacińskich wszędzie i za wszelką cenę.

2 Czyli 15 lutego. Przyp. tłum.

3 Historyczną nazwą członków Zakonu Kawalerów Maltańskich w pierwszych wiekach jego istnienia są „szpitalnicy”. Określenie „joannici” spopularyzowało się w Polsce za pośrednictwem języka niemieckiego, dlatego w przekładzie niniejszej publikacji stosowane są zamiennie oba określenia. Przyp. tłum.

4 Alain Demurger cytuje imię Maura z Pantalone, przywódcy wspólnoty kupców z Amalfi w Konstantynopolu.

5Grzegorza Wielkiego. Przyp. tłum.

6 „Historia życia i kultu błogosławionego Gerarda Tenque (lub Thonc) z Martigues, założyciela zakonu św. Jana z Jerozolimy”. Przyp. tłum.

7 „Księga założenia i statutów Zakonu Kawalerów Rodyjskich”. Przyp. tłum.

8 „Teatr honoru i rycerskości”. Przyp. tłum.

9 Oto główne artykuły:

„1. Jak bracia winni składać swoje ślubowanie. 2. Co prawnie braciom się należy. 3. O zachowaniu się braci, o posłudze w kościołach i przyjmowaniu chorych. 4. Jak bracia winni się prowadzić na zewnątrz. 5. Kto i jak winien zbierać jałmużny. 6. O dochodach pochodzących z jałmużny i czynnościach domowych. 7. Którzy bracia winni głosić Słowo Boże i jak mają to czynić. 8. O szatach i pożywieniu braci. 9. O braciach popełniających grzech cielesny. 10. O braciach bijących się z innymi braćmi i zadających im ciosy. 11. O milczeniu braci. 12. O braciach, którzy źle się prowadzą. 13. O braciach nakrytych na posiadaniu własnych dóbr. 14. O nabożeństwach, które winno się sprawować za zmarłych braci. 15. Jak powyższy statut winien być przestrzegany. 16. Jak panowie chorzy winni być przyjęci i obsłużeni. 17. W jaki sposób bracia winni strofować innych braci. 18. Jak brat może oskarżyć innego brata. 19. Bracia winni nosić na piersiach znak krzyża”.

10 Oficjalna nazwa zakonu templariuszy. Przyp. tłum.

11 „Pochwała nowego rycerstwa”. Przyp. tłum.

12 Czyli „zabijanie zła”. Przyp. tłum.

13 „Rycerze Chrystusa”. Przyp. tłum.

14 Alain Demurger zaznacza, że po wstąpieniu do zakonu templariuszy nie można było być pasowanym na rycerza, pasowanie mogło się odbyć na krótko przed tym wydarzeniem.

15 Mowa tu o joannitach oraz krzyżakach, które to zakony rozwinęły się ze stowarzyszeń szpitalnych, w przeciwieństwie do templariuszy, mających od początku charakter czysto militarny. Przyp. tłum.

16 Obszar zajęty przez krzyżowców w czasie I wyprawy krzyżowej; składał się z czterech państw: Hrabstwa Edessy, Księstwa Antiochii, Hrabstwa Trypolisu i Królestwa Jerozolimskiego. Przyp. red.

17 Czyli „czerwona tunika z białym krzyżem”. Przyp. tłum.

18 „Kronika zmarłych mistrzów”. Przyp. red.

19 Czyli „współbracia”. Przyp. tłum.

20 Zakon był podzielony na grupy narodowościowo-terytorialne zwane „językami”, na terenie dzisiejszej Francji znajdowały się trzy „języki”: Owernia, Prowansja i Francja. Autor szczegółowo opisuje funkcjonowanie „języków” w dalszej części pracy. Przyp. tłum.

21 Tezy mocno dyskusyjne, by nie powiedzieć, że błędne. Zarówno Dania, jak i Sabaudia (a później i Królestwo Włoch) czerpały swoje symbole z własnych tradycji historycznych, mających niewiele wspólnego ze Świętą Rzeszą, której zresztą oficjalnym herbem był czarny dwugłowy orzeł cesarski na złotym tle. Na przykład, według legendy, czerwona chorągiew z białym krzyżem spadła z nieba 15 czerwca 1219 r. w czasie bitwy duńskiego króla Waldemara II z Estami niedaleko obecnego Tallina, a podobne godło Sabaudii funkcjonowało już od przełomu XII i XIII w. jako herb hrabiego Sabaudii Tomasza I (1177–1233). Motyw białego krzyża na czerwonym tle można spotkać również w innych państwach, np. w Szwajcarii, gdzie również nawiązuje do rodzimej tradycji, co więcej związanej z walkami z wojskami panów niemieckich. Przyp. tłum.

22 Mowa o tzw. Małej Armenii, czyli Cylicji. Przyp. tłum.

2

Model organizacyjny

Wbardzo pobożnym społeczeństwie chrześcijańskim XII w. w biednych i chorych widziano Chrystusa. Każdy datek ofiarowany ubogiemu traktowano jako dar na rzecz Pana. Wystarczy przeczytać Ewangelię św. Jana, rozdział 25, werset 35 i następne, opisujące Sąd Ostateczny. Jezus powiedział: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić […]. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Najpewniejszym sposobem uzyskania odpuszczenia grzechów i zbawienia duszy było zatem rozdzielanie jałmużny biednym, a zwłaszcza tym, którzy się nimi zajmowali. Donacje były przekazywane pod postacią warownych miast, piekarni, ziem, spichrzów, ogrodów warzywnych, domów, zwierząt, pieniędzy, nie licząc przywilejów przyznawanych przez samego papieża oraz wielu książąt i władców.

Dzięki posiadłościom w Lewancie i na Zachodzie zakon zyskał możliwość rozbudowania sieci hospicjów wzdłuż szlaków komunikacyjnych. Część z nich tworzyła baliwat, podlegający baliwowi. Vertot przypomina: „Termin bailli w języku starofrancuskim oznaczał prefekta lub zarządcę budynków i innych dóbr; stąd nasi przodkowie określali komandorie mianem baillie lub bailliage”. Opat utrzymuje też, że wielkie dobra ziemskie, czasami pokaźnych rozmiarów, otrzymane w drodze nadania, nie były przekształcane w przytułki. Na przykładzie Andrzeja II Węgierskiego widać, że wielkość nadań była różna. Królowie Francji Ludwik VIII Lew i Ludwik IX Święty przyczynili się, tak jak Ryszard I Lwie Serce, do przetrwania zakonu dzięki nowym nadaniom, które każdorazowo były zatwierdzane przez papieża. Początkowo owe nadania pochodziły z dochodów miast; następnie, po przyznaniu szpitalnikom licznych przywilejów, w szczególności po zwolnieniu ich z obowiązku płacenia podatków i innych danin, przekazywano im ziemie w różnych prowincjach, aby tworzyli w nich swoje struktury (przyszłe komandorie). Biskupi przyznawali im prebendy w swych kościołach, jak również patronat i dochody z probostw wraz z należnymi im dziesięcinami. Źródłem finansowania działalności szpitalników były też łupy bitewne zdobyte na Saracenach, co pozwalało im na zachowanie niezależności od innych doczesnych potęg.

Wszystkimi tymi dobrami ziemskimi, stanowiącymi źródło dochodów, trzeba było zarządzać. Wielcy mistrzowie powierzali to zadanie swoim przedstawicielom. W strukturach zakonu powstała prawdziwa administracja, co pociągnęło za sobą ustanowienie zakonnej hierarchii. Dobra w danym regionie „rekomendowano” rycerzowi, który tam rezydował. Rozdział XIV statutów zakonnych zaleca: „Nakazujemy, by komandorie i dobra zakonne były administrowane przez zasłużonych braci, godnych i prawych mężów”. Termin „komandoria” wszedł do użytku dopiero pod koniec XIII w.; niektóre starsze przekazy określały je mianem praeceptorerie des Hospitaliers23. Komandor, z początku nazywany magister lub praeceptor, był bratem, który szczególnie wyróżnił się w trakcie swoich kampanii. Był otoczony kalekami pozostającymi pod opieką wspólnoty, przyjmował braci powracających z Ziemi Świętej lub przygotowujących się do wyprawy w tamte strony. Nadzorował sposób korzystania z powierzonych mu dóbr, zwłaszcza lasów, które w owych czasach były ważnym źródłem dochodów, rozdzielał jałmużny, towarzyszył ubogim lub chorym pielgrzymom. Każdego roku wysyłał do wielkiego mistrza responsions lub impositions24, zbierając je ze wszystkich posiadłości komandorii. Sumy te odpowiadały mniej więcej 15% jej dochodów. Instytucja komandorii była w rzeczywistości głównym trybikiem zakonnej machiny. Obejmowała ona ogół posiadłości (ziemskich, parafialnych, senioralnych, gospodarstw itp.), nie zawsze podlegających jednemu dzierżawcy, czasem oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów. Komandoria składała się z zatem z „głównej siedziby”, pod teoretycznym zwierzchnictwem komandora, oraz z „członków” bądź „filii”. Niektóre komandorie mogły ich liczyć nawet siedem, zwłaszcza na obszarze „języka” Owernii. Dlatego też dzisiaj niektórzy właściciele starych domów są przekonani, że mieszkają w dawnej komandorii, podczas gdy chodzi o „filię”. W XIII w. zakon liczył ok. 250 komandorii, na początku XVI w. liczba ta wzrosła do 604, m.in. dzięki przekazaniu joannitom dóbr templariuszy, co podwoiło stan posiadania zakonu. Wiele komandorii odziedziczonych po templariuszach zostało połączonych lub zlikwidowanych; inne w czasach reformacji przeszły pod zwierzchnictwo baliwatu brandenburskiego. W przededniu rewolucji francuskiej ich liczba wzrosła do 671, z czego 13 było protestanckich. We Francji komandorie znajdowały się przede wszystkim na północy, wschodzie i południowym wschodzie, na obszarze Masywu Centralnego, w Sabaudii i Górnej Sabaudii. Istniały tylko dwie komandorie w Bretanii (Nantes i Carentoir), trzy w Bordelais (w tym w Artigue-Longué), cztery w Landach i Kraju Basków oraz jedna w Orleanii (Saint-Marc d’Orléans). W Hiszpanii obecność joannitów była najbardziej widoczna w Katalonii, a w Portugalii – na północy kraju. Co do Włoch, to wydaje się, że komandorie pokrywały właściwie cały „włoski but”, choć szczególne ich zagęszczenie było widać w dwóch regionach – Lombardii i Toskanii, oraz – w nieco mniejszym stopniu – wokół Neapolu. W Anglii i w Irlandii placówki również były rozproszone na całym terytorium obu krajów. To samo tyczyło się państw języka niemieckiego, choć najwięcej komandorii znajdowało się wzdłuż Renu. W tym regionie, należącym do wielkiego przeoratu Czech, istnieje komandoria działająca nieprzerwanie od XII w. Znajduje się w austriackim Mailbergu, ok. 100 km na północ od Wiednia. Kieruje nią komandor, kawaler profesyjny. Komandoria zajmuje się uprawą winnej latorośli na obszarze 44 ha i produkuje cenione wino, jednak w ograniczonej ilości (każda butelka jest numerowana).

Obok siebie istniało wiele rodzajów komandorii, w każdej obowiązywała osobna hierarchia. Komandorie regularne były przydzielane zarówno rycerzom, jak i kapelanom oraz braciom służebnym aż do czasu faktycznego zniesienia tych jednostek dekretem z 1775 r., zabraniającym zakładania tego typu komandorii w „językach” Francji, Aragonii i Włoch. Komandorie o statusie ius patronatus25 były zakładane przez rody szlacheckie lub na nie cedowane, owe rody zarządzały komandoriami, płacąc zakonowi responsions. Funkcjonowały już w czasach wojny stuletniej, zapewniając niektórym rodzinom doświadczonym przez los środki do życia na odpowiednim poziomie. Były one stosunkowo liczne we Włoszech. Później, po utworzeniu „języka” anglo-bawarskiego, założono tego rodzaju komandorie dla polskich rodów szlacheckich, „aby przyjąć do zakonu kawalerów, których nie wiadomo było, gdzie umieścić”, wedle słów Claire-Éliane Engel. Dziedziczni komandorzy efemerycznego prawosławnego wielkiego przeoratu rosyjskiego z początku XIX w. korzystali z tego statusu, zanim Aleksander I zniósł takie komandorie w 1812 r. Ale to już inna historia.

Wielki mistrz zakonu zachował prawo do rozporządzania niektórymi komandoriami. Eugène Mannier uściśla, że „jedną z nich nazywano izbą mistrza; taką właśnie wielki mistrz joannitów miał prawo posiadać w każdym przeoracie. Izbą mistrza wielkiego przeoratu Francji była komandoria w Piéton”. W Rękopisie znalezionym w Saragossie Jan Potocki opowiada, że przy analizowaniu przydziału komandorii wielki mistrz „rozdawał urzędy”. Z godnością wielkiego przeora związana była natomiast „izba przeora”. Wielki mistrz przydzielał komandorie braciom, którym wiek i stan zdrowia nie pozwalały brać udziału w wojnie.

Zarówno jemu, jak i przeorowi wolno było, raz na pięć lat, rozporządzić jedną komandorią i przydzielić ją wedle własnego uznania. Brat zakonny nie mógł zostać komandorem, jeśli: owdowiał, a jego dzieci z poprzedniego małżeństwa pozostawały przy życiu; po przywdzianiu habitu nie spędził co najmniej pięciu lat w klasztorze na Rodos lub na Malcie; jako rycerz lub brat służebny nie odbył co najmniej trzech „karawan”, czyli trzech kampanii na galerach lub statkach zakonu.