Jesteś moim wyzwaniem - Marta Gałuszka - ebook
NOWOŚĆ

Jesteś moim wyzwaniem ebook

Marta Gałuszka

0,0

207 osób interesuje się tą książką

Opis

Myślałam, że mam wszystko pod kontrolą.

Facetów, emocje, nawet własne serce. Zwłaszcza własne serce!

Nie jestem typem kobiety, która przeprasza za to, czego pragnie. Mężczyźni pojawiają się i znikają. Intensywni, namiętni, ale zawsze tymczasowi. Kontrola to moja tarcza, seks – ulubiona broń. A miłość? Najbardziej niepotrzebny mit, w który wierzą inni. Już dawno nauczyłam się, że uczucia nie są walutą wartą inwestycji.

Jednak pewnego dnia na mojej drodze staje Lucas Beckett, kierowca Formuły 1. Nie mogę go zaszufladkować, uwieść jednym spojrzeniem ani podporządkować swoim regułom.

Ten facet nie gra tak jak inni. Widzi więcej, czuje więcej i jest pierwszym mężczyzną, którego nie potrafię rozgryźć ani zdominować. Napięcie między nami jest niebezpieczne i absolutnie nie do zatrzymania.

To nie jest zwykły flirt ani kolejna noc bez konsekwencji.

To gra, w której po raz pierwszy nie mam pełnej kontroli.

Może mnie kosztować więcej, niż kiedykolwiek byłam gotowa oddać…

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 478

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla wszystkich, którzy mają na swojej liście marzeń punkty, których podobno nie wypada czytać na głos.

PROLOG

Jego oddech był szybki, urywany, kiedy patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami, w których malowało się czyste pożądanie. Leżał nago, rozciągnięty na pościeli. Nadgarstki miał ciasno przywiązane czarnymi szarfami do ramy łóżka. Czułam jego napięcie. Widziałam, jak pod moim wzrokiem napinają mu się mięśnie torsu. Był w pełni gotowy, ale wciąż niepewny, co go czeka. Uwielbiałam to – moment, kiedy władza była w całości w moich rękach.

– Powiedz mi, czego pragniesz – szepnęłam, przesuwając palcami po jego szczęce, po czym wyzywająco uniosłam brew.

Przełknął ślinę, jakby próba ubrania myśli w słowa była dla niego zbyt trudna. W odpowiedzi pochyliłam się nad wijącym się pode mną mężczyzną, pozwalając, by moje piersi otarły się o jego tors. Gorący oddech musnął jego ucho, zanim zadałam pytanie. Uśmiechnęłam się z satysfakcją.

– Zabrakło ci języka w gębie?

– Chcę ciebie… całej – wykrztusił w końcu błagalnie.

– Tylko tyle? – Parsknęłam śmiechem i przechyliłam głowę na bok. – Myślałam, że jesteś ambitniejszy.

Delikatnie przesunęłam dłonią wzdłuż jego umięśnionej klatki piersiowej, czując, jak serce bije niespokojnie. Następnie usiadłam na nim, pozwalając, by poczuł ciężar mojego ciała. Kontrolowałam każdy wykonany przez niego ruch.

– Teraz jesteś zdany na moją łaskę – wyszeptałam, przesuwając ustami po jego szyi i zostawiając mokre ślady. – To ja zdecyduję, czy zasłużyłeś na to, czego pragniesz.

Poruszył się nerwowo pode mną, ale więzy skutecznie ograniczyły jego ruchy. Teraz to ja rozdawałam karty.

Powoli uniosłam biodra i umościłam się wygodniej na jego udach. Przejechałam dłonią po wzwiedzionym penisie, a następnie go w siebie włożyłam. Cicho jęknął. Ten dźwięk był muzyką dla moich uszu.

– Rose… – wydyszał moje imię jak modlitwę.

W tamtej chwili nabrałam absolutnej pewności, że był mój. Całkowicie, bez reszty.

Zaczęłam się delikatnie poruszać, utrzymując rytm, który doprowadzał go na skraj szaleństwa, ale nie pozwalał jeszcze na spełnienie. Chciałam, by błagał o więcej, by czuł każdy centymetr, każdą sekundę naszej bliskości. Moje dłonie wędrowały po jego torsie, paznokcie lekko wbijały się w skórę, pozostawiając po sobie ślady, które przypominały mu, kto tu rządzi.

– Powiedz mi, jak bardzo mnie pragniesz – zażądałam, pochylając się nad nim tak, by nasze twarze dzieliły jedynie centymetry.

– Bardziej niż czegokolwiek na świecie – odpowiedział bez krzty wahania.

Uśmiechnęłam się triumfalnie, a potem przyspieszyłam ruchy, pozwalając, by nasze ciała znalazły się w idealnej harmonii. Każdy dźwięk, każde westchnienie wypełniało pokój, a napięcie między nami wzrastało.

Kiedy w końcu oboje doszliśmy do punktu kulminacyjnego, moje ciało wygięło się w łuk, a jego krzyk wypełnił przestrzeń. Na chwilę wszystko zamarło – tylko nasze oddechy i szybkie bicie serc świadczyły o tym, co przed chwilą się wydarzyło.

Kilka minut później, kiedy leżał na łóżku z błogim uśmiechem na twarzy, wstałam i założyłam na siebie jedwabne kimono, które zrzuciłam na podłogę tuż przed naszym małym spektaklem.

– Miło było – mruknęłam, uwalniając go z więzów. Rzuciłam je na łóżko. – A teraz spadaj.

Z jego rozmarzonej twarzy wyczytałam, że jeszcze tego nie zrozumiał. Za to ja byłam pewna jednego – mężczyźni przychodzili i odchodzili, a ja wciąż trzymałam się swoich zasad.

Kiedy w końcu zostałam sama, ciemność rozlewała się po pokoju niczym atrament na pergaminie, otulając każdy kąt w ciężkiej ciszy. Siedziałam na skraju łóżka z kieliszkiem czerwonego wina w dłoni, a bursztynowe światło lampki nocnej rzucało miękkie cienie na ściany.

W lustrze przede mną odbijała się twarz kobiety, która pozornie miała wszystko – usta jak karmin, oczy niewiniątka i włosy w idealnym nieładzie. Ale patrząc głębiej, widziałam tylko pustkę. Moje odbicie wydawało się obce, jakby należało do kogoś innego.

Czy to właśnie nazywają sukcesem? – pomyślałam gorzko, biorąc do ust kolejny łyk wina. Jako kuratorka sztuki obracałam się w wyższych sferach, w świecie luksusowych galerii, wystaw i pięknych osób. Ludzi, którzy potrafili się uśmiechać, nawet gdy ich dusze były wyprane z emocji. Byłam jedną z nich. Wiedziałam, jak grać swoją rolę – z wdziękiem, brawurą i perfekcyjnym sarkazmem. Ale gdy gasły światła i zostawałam sama, nie było nikogo, kto rozproszyłby cienie.

Mężczyźni przewijali się przez moje życie tak, jak wino przelewa się przez kieliszek. Intensywni, namiętni, ale nigdy na dłużej. Przyjemność była chwilowa, a emocje nie sięgały głębiej niż skóra. Zawsze byłam tą, która odchodziła pierwsza, zanim ktokolwiek zdążył się zbliżyć. To dawało mi kontrolę. A przynajmniej tak sobie wmawiałam…

Zerknęłam na telefon leżący obok na nocnym stoliku. Kilka powiadomień z portali społecznościowych, jakieś wiadomości od Avy i innych znajomych. Nic, co mogłoby wywołać emocje. Nic, co mogłoby wypełnić tę pustkę.

Z westchnieniem odstawiłam kieliszek na blat i wstałam, by podejść do okna. Panorama miasta rozciągała się przede mną w całej swojej świetności – światła neonów, sznury samochodów i szmer nieustannego życia. Nowy Jork nigdy nie spał, ale ja czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej. Czy to była cena wolności, którą tak bardzo ceniłam?

Przypomniałam sobie, jak Ava opowiadała o swojej bucket list, o tym, jak zaczęła ją realizować, by odnaleźć sens życia. Czy tylko ja byłam tą, która nie rozumiała, co znaczy prawdziwe życie? Może właśnie dlatego wciąż czułam się jak widmo w tłumie?

Nagle usłyszałam własne myśli głośniej niż kiedykolwiek wcześniej: Czy naprawdę jestem szczęśliwa? Odpowiedź była bolesna. Nie, nie byłam. Gdzieś pomiędzy niezliczonymi romansami, koktajlami na przyjęciach i udawaniem, że kontroluję swoje życie, zgubiłam coś istotnego. Może właśnie dlatego to uczucie pustki stawało się coraz bardziej nie do zniesienia.

Spojrzałam na swoje odbicie w szybie. Czas coś zmienić. Ale gdzie zacząć? Czy było coś, czego jeszcze nie próbowałam? Może… powinnam pozwolić sobie na to, by ktoś zburzył mur, który zbudowałam wokół siebie? Może w końcu znajdę kogoś, kto zobaczy mnie taką, jaka naprawdę jestem, z całą moją kruchością i skomplikowaniem.

Nie wiedziałam jeszcze, że ten ktoś niespodziewanie pojawi się w moim życiu. I całkowicie zmieni wszystko, co znałam. Zanim jednak cokolwiek miało się wydarzyć, musiałam skonfrontować się z własnymi demonami. Pustka, którą czułam, nie była czymś, co mogłam dłużej ignorować. Była we mnie, wołając o zmianę. A ja w końcu musiałam odpowiedzieć na to wezwanie.

Rozdział 1

Ciepłe światło zachodzącego słońca wlewało się przez ogromne okna sali bankietowej hotelu, tworząc złociste refleksy na kryształowych kieliszkach i elegancko ułożonych dekoracjach. Goście rozmieszczali się przy stołach, a gwar rozmów i delikatna muzyka w tle nadawały przyjęciu zaręczynowemu Avy i Nate’a atmosferę luksusowego, ale jednocześnie ciepłego wydarzenia. Stałam obok bufetu, obserwując wszystko z lekkim uśmiechem na ustach.

Wieczór dopiero się rozkręcał, a Ava była w centrum uwagi – dokładnie tam, gdzie powinna być. Nate krążył wokół niej z tym swoim nienagannym uśmiechem i wzrokiem przepełnionym uwielbieniem. Wszystko to wyglądało niemal zbyt idealnie, ale doskonale wiedziałam, ile musieli przejść, by dotrzeć do tego momentu.

Dosiadłam się obok niej i stuknęłam ją lekko w ramię.

– Powiedz mi, jak to jest być w centrum uwagi? – zaczęłam z uśmiechem, odstawiając kieliszek szampana na stół.

Ava zaśmiała się, spoglądając na mnie z rozbawieniem.

– Na razie cieszę się chwilą – odpowiedziała. – A co z tobą? Nie zauważyłam, żebyś dzisiaj rzucała swoje uroczo sarkastyczne komentarze na prawo i lewo.

Przewróciłam oczami.

– Daj spokój. To twój wieczór. Poza tym… – urwałam, a mój wzrok przeniósł się na mężczyznę, który stał w kącie salonu, w cieniu jednej z wysokich ozdobnych palm.

Był wysoki, z ciemnymi włosami i pewnym siebie wyrazem twarzy. Nosił idealnie skrojony czarny garnitur, a jego postawa zdradzała, że raczej nie był osobą, która często pozostaje niezauważona. Bezwiednie przygryzłam dolną wargę, co było dla mnie dość nietypowe.

– Kim jest ten przystojniak? – zapytałam, nachylając się konspiracyjnie ku Avie. – Wygląda na kogoś, kto mógłby być bohaterem mojej osobistej bucket list.

Ava spojrzała na mężczyznę, a potem z powrotem na mnie.

– Nie mam pojęcia – przyznała, unosząc brwi. – Wygląda znajomo, ale… nie wiem. Może to któryś ze znajomych Nate’a?

– Czułam, że los przygotował dla mnie coś wyjątkowego na ten wieczór, ale takiego ciacha się nie spodziewałam. – Poprawiłam włosy, uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam przed siebie.

– Rose, co ty kombinujesz? – zapytała szybko Ava.

– Mam zamiar dowiedzieć się, kim jest. A jak będę miała szczęście, może nawet sprawdzę, co kryje pod tymi wymuskanymi ciuszkami – rzuciłam przez ramię i puściłam jej oko.

Byłam pewna, że Ava patrzy za mną, kręcąc głową z niedowierzaniem. Typowe. Ale taka już byłam – jeśli coś mnie interesowało, nigdy nie czekałam, aż samo do mnie przyjdzie. A ten mężczyzna? Był jak zakazany owoc, który aż się prosił, by go zerwać i skosztować.

Kiedy zbliżyłam się do niego, podniósł wzrok. Jego ciemne oczy spoczęły na mnie, a na ustach pojawił się lekki, kpiący uśmiech. Wyprostował się, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że oto stał się centrum mojego zainteresowania. Powoli odstawił kieliszek szampana na pobliski stolik, jakby czekał na mój ruch.

– Czy to moment, w którym zakochujesz się we mnie na amen i przedstawiasz się jako mężczyzna mojego życia? – zapytałam, unosząc brew. W moim głosie zabrzmiała mieszanka kokieterii i sarkazmu.

Uniósł kącik ust w krzywym uśmiechu, który jednocześnie był tak pewny siebie, że niemal drażnił. Oparł się niedbale o rzeźbiony filar, skrzyżował ramiona i spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek.

– To zależy – odpowiedział niskim, głębokim głosem. – Czy jesteś kobietą, która jest tego warta?

Zaskoczył mnie swoją bezpośredniością, ale nie pozwoliłam, by to zauważył. Przechyliłam głowę, jakbym rozważała jego słowa, a potem uśmiechnęłam się lekko, stawiając krok bliżej.

– Raczej kobietą, która nie odpuszcza, kiedy coś ją intryguje – rzuciłam, patrząc na niego wyzywająco. – A ty zdecydowanie mnie intrygujesz.

Nie odpowiedział od razu, pozwalając, by cisza między nami zgęstniała. Wydawał się w pełni świadomy tego, że czas działa na jego korzyść. W końcu nachylił się lekko i obniżył głos do szeptu, który musnął moje zmysły.

– Kim jest kobieta, która rzuca tak otwarte wyzwania?

Czułam, jak moje serce przyspiesza, ale nie pozwoliłam, by to po mnie poznał. Zawsze byłam mistrzynią gry pozorów, a teraz zamierzałam wykorzystać każdą kartę, jaką miałam w rękawie.

– Rzucam wyzwania tylko tym, którzy wyglądają, jakby mogli je podjąć – odpowiedziałam gładko, przesuwając spojrzeniem po jego sylwetce, jakby to było celowe, a nie instynktowne. – I wygląda na to, że pasujesz do tego opisu.

Jego spojrzenie na moment zatrzymało się na moich ustach, a potem uniósł brew.

– Odważne słowa, jak na kogoś, kto nawet mnie nie zna.

– Nie jestem kimś, kto lubi się ograniczać do tego, co zna – odparłam natychmiast, unosząc podbródek. – A ty?

Zamiast odpowiedzieć, sięgnął po swój kieliszek i upił łyk szampana, nie spuszczając ze mnie wzroku. Cisza była bardziej wymowna niż jakiekolwiek słowa. Czułam, jak napięcie między nami rośnie z każdą sekundą. Było coś niepokojącego, a jednocześnie niezwykle magnetycznego w sposobie, w jaki na mnie patrzył. Jakby dostrzegał coś, czego nie widział nikt inny.

W końcu wyciągnął dłoń.

– Lucas – przedstawił się pewnie i kusząco. – Twoja kolej.

Podałam mu rękę, pozwalając, by jego silny uścisk na chwilę przyciągnął mnie bliżej.

– Rose – odpowiedziałam z uśmiechem, który miał w sobie nutę wyzwania. – Zapamiętaj to imię, bo jeszcze o mnie usłyszysz.

Jego uśmiech poszerzył się, a w oczach pojawiła się iskra, która niemal przyprawiła mnie o dreszcz.

– Wydaje mi się, że już je zapamiętałem.

Przez chwilę staliśmy naprzeciw siebie, a między nami iskrzyło coś, czego nie potrafiłam zdefiniować. Był zagadką, a ja zawsze uwielbiałam je rozwiązywać. Ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam znajomy głos za sobą.

– Widzę, że już poznałaś jednego z moich najlepszych przyjaciół.

Odwróciłam się gwałtownie, patrząc na Nate’a, który podszedł do nas z Avą z nonszalanckim uśmiechem na twarzy.

– To twój przyjaciel? – powtórzyłam, nie mogąc ukryć zdumienia.

– Jak żywy – odparł Lucas, wzruszając ramionami z uśmiechem, który był zarówno irytujący, jak i fascynujący.

Ava była równie zdumiona jak ja.

– Nate, przecież znam wszystkich twoich przyjaciół. O Lucasie nawet się nie zająknąłeś. – Skierowała w kierunku Nate’a pełen wyrzutów wzrok.

– Lucas bardzo ceni sobie prywatność – rzucił Nate, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela w typowo braterskim geście, w którym kryło się więcej, niż mogło się wydawać. – Właśnie wrócił z Europy. Jest kierowcą Formuły 1.

Spojrzałam na Lucasa z mieszanką niedowierzania i ciekawości – faktycznie wyglądał znajomo. Czułam, że ten mężczyzna nie jest kimś, kogo mogłabym łatwo zaszufladkować. A to czyniło go jeszcze bardziej intrygującym. Kierowca wyścigowy? Cholernie seksowne zajęcie!

Ava szybko odzyskała rezon i z uprzejmym uśmiechem wyciągnęła rękę w kierunku Lucasa.

– Ava Michaels. Miło cię w końcu poznać.

Lucas ujął jej dłoń, a w jego spojrzeniu pojawił się cień szacunku, który rzadko widywałam u mężczyzn.

– Lucas Beckett – przedstawił się z lekkim skinieniem głowy. – Muszę przyznać, że jestem ciekaw, jak udało ci się usidlić tego gagatka. Nate raczej nie jest łatwy do okiełznania.

Ava zaśmiała się cicho, spoglądając na swojego mężczyznę z tym ciepłem, które zawsze biło od niej, gdy była przy nim.

– To długa historia – zaczęła, ale zanim mogła dodać coś więcej, wtrąciłam się z typowym dla mnie sarkazmem i bezczelnością, której u siebie szczerze nie znosiłam.

– Pozwolę sobie skrócić tę historię – rzuciłam, poprawiając włosy. – Wszystko przez bucket list Avy. Gdyby nie jej lista, nie wylądowaliby ze sobą w łóżku, a Nate pewnie wciąż szukałby tej jedynej.

Lucas uniósł brew, spoglądając na mnie z zaciekawieniem.

– Bucket list? – powtórzył, jakby właśnie usłyszał coś wyjątkowo intrygującego. – Czyli twoja narzeczona zapisała sobie ciebie na swojej liście marzeń jako obiekt seksualny? – skierował pytanie do przyjaciela.

Nate przewrócił oczami, choć jego usta drgnęły w lekkim uśmiechu.

– Niezupełnie. Powiedzmy, że ta lista była impulsem, by Ava zaczęła żyć odważniej.

– Fascynujące – mruknął Lucas i przeniósł spojrzenie na mnie. – A ty, Rose? Też masz swoją listę?

Nie spodziewałam się tego pytania, ale nie zamierzałam pozwolić, by Lucas mnie zaskoczył. Uniosłam podbródek i uśmiechnęłam się wyzywająco.

– Może – odpowiedziałam, robiąc celową pauzę. – Ale moja lista jest zdecydowanie mniej… grzeczna.

Ava spojrzała na mnie z mieszaniną rozbawienia i zaskoczenia, a Nate wyglądał, jakby próbował zignorować rozwijającą się rozmowę, która ewidentnie zmierzała w niebezpieczne rejony.

Lucas zaś wyraźnie się ożywił. Jego spojrzenie stało się bardziej intensywne, a uśmiech na ustach przybrał drapieżny kształt.

– Niegrzeczna lista – powtórzył powoli, jakby smakował każde słowo. – To brzmi jak coś, o czym chciałbym posłuchać.

– Może kiedyś – rzuciłam, unosząc kieliszek szampana do ust. – Ale tylko, jeśli zasłużysz.

Wybuchnął cichym śmiechem, który przyprawił mnie o dreszcz. Czułam, jak napięcie między nami rośnie z każdą sekundą. Ten mężczyzna wydawał się wyzwaniem, jakiego jeszcze nigdy nie podjęłam.

– No cóż, w takiej sytuacji będę musiał się postarać – powiedział, a w głosie zabrzmiał ton obietnicy.

W tym momencie Nate, jakby przeczuwając, że rozmowa zaczyna przekraczać granice komfortu, wsunął się pomiędzy nas.

– Jestem pewien, że Rose ma wiele fascynujących historii do opowiedzenia, ale może dasz jej odetchnąć? To jest w końcu wieczór Avy i mój – przypomniał, spoglądając na mnie znacząco.

– Oczywiście – odpowiedział Lucas z wyczuwalną nutą rozbawienia w głosie. – Nie chciałbym kraść uwagi.

Odwrócił się lekko, jego spojrzenie jednak na dłuższą chwilę zatrzymało się na mnie, zanim skłonił się lekko i odszedł w kierunku baru.

Kiedy zniknął z pola widzenia, Ava pochyliła się do mnie, szepcząc:

– Rose, co ty właściwie robisz?

Spojrzałam na nią z niewinnym uśmiechem.

– Nic, czego bym nie chciała – odpowiedziałam, choć podświadomość podpowiadała mi, że ten mężczyzna sprawi, że w moim życiu zacznie się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.

Wieczór nabierał tempa. Goście przemykali między stołami z kieliszkami szampana w dłoniach, co rusz były wznoszone kolejne toasty na rzecz narzeczonych, a na sali unosił się dźwięk śmiechu i cichej muzyki. Ale dla mnie cała ta sceneria była jedynie tłem – teatralnym preludium do gry, którą właśnie rozpoczęliśmy z tajemniczym kierowcą wyścigowym.

Czułam jego spojrzenie na sobie, zanim jeszcze je uchwyciłam. Przebijało się przez tłum niczym niewidzialny sznur, który zaciskał się wokół mojej uwagi. Odwróciłam się powoli, starając nadać swojemu ruchowi nonszalancji, jakiej od zawsze mnie uczono. I stał tam – oparty o róg baru, z kieliszkiem w dłoni, wpatrujący się we mnie z intensywnością, która mogłaby wypalać ślady.

Nie mogłam powstrzymać kokieteryjnego śmiechu, który pojawił się na moich ustach. Przechyliłam lekko głowę, próbując go sprowokować. A on? Uniósł brew i odwzajemnił uśmiech. Powolny, leniwy, ale tak samo pełen pewności siebie, jak wszystko, co do tej pory widziałam w jego wykonaniu.

Przechodząc przez salę, wymienialiśmy gorączkowe spojrzenia – on, uważny, drapieżny, jakby oceniał każdy mój ruch, a ja, celowo eksponując swój wdzięk, pozwalałam, by napięcie między nami rosło. Mijając go po raz pierwszy, kiedy rozmawiał z jakimś nieznajomym mężczyzną, delikatnie musnęłam jego ramię palcami. Niby przypadkiem, ale oboje wiedzieliśmy, że to nie była pomyłka. Poczułam, jak pod moim dotykiem napinają mu się mięśnie. W odpowiedzi uniósł kącik ust.

– Rose, wszystko w porządku? – zapytała Ava, która pojawiła się przy mnie, przerywając na chwilę naszą grę.

– Oczywiście. Dlaczego miałoby nie być? – odpowiedziałam, unosząc brew. – Poza tym, że jedyne, co dziś podnosi mi ciśnienie, to fakt, że ty wyglądasz jak milion dolarów, a ja muszę zadowolić się byciem jedynie na drugim miejscu.

Ava przewróciła oczami, ale na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

– Po prostu pytam. Wyglądasz na… wyjątkowo skupioną – zauważyła, przyglądając mi się uważnie.

– Może zastanawiam się, jaką drwinę rzucić podczas toastu, żeby podnieść temperaturę tej imprezy? Albo… – przerwałam na moment, rzucając krótkie spojrzenie w kierunku baru, gdzie Lucas właśnie uniósł swój kieliszek – może po prostu cieszę się widokami?

Spojrzała za mną, marszcząc lekko brwi.

– Rose, doskonale wiem, że coś kombinujesz – stwierdziła podejrzliwie.

– Ja? Nigdy! – odparłam teatralnym tonem i wzięłam łyk szampana. – Ale skoro już o tym mówisz, może powinnaś wrócić do swojego narzeczonego, zanim uzna, że go zaniedbujesz. W końcu to jego wieczór… No dobra, wasz wieczór.

Przyjaciółka zaśmiała się, kręcąc głową.

– Nie zmieniaj tematu. Ty zawsze coś knujesz.

– A ty zawsze musisz się tym przejmować. Idź, baw się, ja sobie poradzę – dodałam z lekkim uśmiechem, machając na nią ręką.

Nie wyglądała na przekonaną, ale w końcu zostawiła mnie w spokoju, a ja mogłam wrócić do swojej gry. Moje spojrzenie znów powędrowało w kierunku Lucasa, który zmienił miejsce. Tym razem siedział na wysokim stołku przy barze. Przyciągał mnie jak magnes, nawet kiedy nie patrzyłam bezpośrednio w jego stronę. To napięcie było niemal namacalne, jakby pomiędzy nami istniało coś więcej niż tylko sala wypełniona ludźmi.

Kiedy przechodziłam obok niego kolejny raz, nasze spojrzenia znów się spotkały. Tym razem wytrzymałam dłużej, nie spuszczając wzroku. W odpowiedzi Lucas oblizał dolną wargę ledwie zauważalnym gestem, który wywołał gęsią skórkę na moich ramionach. Byłam dobra w tej grze – flirtowaniu, uwodzeniu, prowokowaniu. Ale ten mężczyzna zdawał się równym przeciwnikiem. I to mnie fascynowało.

Nie minęło wiele czasu, kiedy Lucas wykorzystał moment, by przejść tuż za mną. Jego ramię delikatnie otarło się o moje plecy, a oddech musnął skórę szyi, wywołując mimowolny dreszcz.

– Wyglądasz na kogoś, kto lubi bawić się ogniem – mruknął cicho, ledwie słyszalnie, zanim zdążyłam się odwrócić.

Nie zdołałam odpowiedzieć, bo już odszedł, zostawiając mnie w stanie lekkiego oszołomienia. Obserwowałam, jak znika w tłumie, a moje myśli zaczynały wirować wokół jednej konkluzji: ten mężczyzna był inny. Nie tylko grał w moją grę – on dyktował jej zasady.

W końcu znalazłam się z powrotem przy bufecie, gdzie Ava i Nate rozmawiali z grupą gości. Przyłączyłam się do nich, starając wyglądać tak, jakbym nic sobie nie robiła z wydarzeń ostatnich minut. Ale wciąż czułam jego obecność. Czułam, jak obserwuje mnie z drugiego końca sali. Gra się dopiero rozpoczynała…

Przyjęcie dobiegło końca. Goście zaczęli się rozchodzić, a sala, która jeszcze przed chwilą pulsowała energią, teraz pustoszała. Pomogłam Avie dopilnować kilku ostatnich szczegółów, ale gdy tylko upewniłam się, że wszystko jest w porządku, zaczęłam zbierać się do wyjścia.

Przesuwając wzrokiem po pomieszczeniu, szukałam jeszcze jednego spojrzenia, znajomego cienia. Nigdzie go jednak nie było. Jakby rozpłynął się we mgle, znikając równie nagle, jak się pojawił. Poczułam dziwne ukłucie rozczarowania.

Czemu w ogóle cię to obchodzi, Rose?

Z tą myślą wyszłam na chłodną, nocną ulicę. Moje kroki odbijały się echem w ciszy, a głowa była pełna obrazów z wieczoru. Gdy tylko zamknęłam drzwi swojego mieszkania, zrzuciłam szpilki, pozwalając sobie na chwilę ulgi. Suknia, która była idealna na wieczór, nagle wydawała się ciężka, krępująca. Rozsunęłam suwak, a jej aksamitny materiał zsunął się po mojej skórze z delikatnością, która przywiodła mi na myśl pewne męskie dłonie.

Stałam przed lustrem w bieliźnie, przyglądając się swojemu odbiciu. Moje policzki były lekko zaróżowione, a włosy, choć nadal nienagannie ułożone, nosiły ślady długiego wieczoru. Ale to oczy… Moje oczy wyglądały inaczej. Było w nich coś nowego, coś, czego nie widziałam od dawna – iskra, która sprawiała, że czułam się… inna.

Lucas.

Jego imię pojawiło się w mojej głowie, zanim zdążyłam je powstrzymać. Zamknęłam oczy, przypominając sobie to elektryzujące spojrzenie – to, jak patrzył na mnie przez cały wieczór. W oczach miał coś pierwotnego. Coś, co zdawało się wnikać głębiej pod powierzchnię skóry. Przygryzłam wargę, próbując stłumić uczucie, które zaczęło narastać w moim ciele.

Dotknęłam palcami ramienia, jakby to miał być dotyk Lucasa. Wyobrażałam sobie, jak jego dłonie przesuwają się po mojej skórze, pewne siebie, ale niepozbawione delikatności. Jak oddechem muska moje ucho, a usta znajdują drogę do mojej szyi.

Co się ze mną dzieje?

Otworzyłam oczy i odsunęłam się od lustra, jakby to miało mi pomóc otrząsnąć się z tych myśli. Nie byłam osobą, która pozwalała mężczyznom wnikać w nie na tyle głęboko, by stawali się czymś więcej niż chwilową rozrywką. Przez całe lata panowałam nad tym, kto ma prawo dostać się bliżej, a kto pozostanie tylko epizodem. A jednak Lucas… Wydawał się przełamywać te bariery bez wysiłku.

Usiadłam na krawędzi łóżka, przesuwając w palcach delikatną koronkę stanika. Mój umysł nie chciał przestać odtwarzać fragmentów wieczoru: sposobu, w jaki jego ramię musnęło moje plecy, subtelnych spojrzeń, które wymienialiśmy, tego niskiego, aksamitnego głosu. To było jak gra, ale czułam się mniej pewna siebie niż zazwyczaj.

Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Rose Devon, przestań. Byłam kobietą, która nie pozwalała sobie na takie chwile słabości, a już na pewno nie przez faceta, którego znałam ledwie kilka godzin. A jednak… Coś w nim sprawiało, że czułam się inaczej. Miałam niedosyt – jakby ten wieczór powinien skończyć się inaczej, niż faktycznie się stało.

Rozdział 2

Poranki w moim życiu były zaskakująco zwyczajne, jakby wszechświat upierał się, że muszę choć na chwilę zasmakować normalności. Dzień zaczynałam od czarnej kawy i szybkiego przeglądu poczty w swoim mieszkaniu na Brooklynie. W kuchni panował porządek kontrastujący z moim wnętrzem, które od przyjęcia zaręczynowego Avy i Nate’a wciąż nie mogło się uspokoić.

Lucas Beckett…

Zamrugałam, próbując wyrzucić go z myśli. Miałam dziś ważny dzień w galerii, a ten mężczyzna nie powinien zajmować nawet sekundy mojej uwagi.

Galeria Devon Contemporary była moim światem. Wysokie, białe ściany ozdobione nowoczesnymi dziełami, zapach świeżej farby i delikatny dźwięk kroków gości na drewnianej podłodze – to wszystko sprawiało, że czułam się na swoim miejscu. Bycie kuratorką sztuki oznaczało nieustanne balansowanie między geniuszem artystów a kaprysami kolekcjonerów, którzy zbyt często mylili wartość dzieła z jego ceną.

– Rose, mamy problem z dostawą rzeźb od Granta. Kurier twierdzi, że utknęły gdzieś na Manhattanie – oznajmił Max, mój wspólnik i prawa ręka, wchodząc do biura z miną człowieka, który widział już wszystko i nadal był rozczarowany.

– Oczywiście, że utknęły. Czy ktokolwiek w tej branży potrafi dostarczyć coś na czas? Same patałachy – mruknęłam, nie odrywając wzroku od laptopa. – Zadzwoń do nich. Powiedz, że jeśli rzeźby nie będą tu do końca dnia, Grant może zapomnieć o wernisażu. Nie płacimy za opóźnienia.

– Już dzwoniłem. Powiedzieli, że „prawdopodobnie dotrą przed zmrokiem”, co według ich standardów oznacza dowolny dzień w tym miesiącu. Może chcesz sama z nimi pogadać i pokazać, jak groźna jesteś, kiedy marszczysz brwi?

– Max, jesteś zabawny tylko wtedy, gdy przestajesz mówić.

– A ty czarująca, kiedy przestajesz grozić ludziom w imię sztuki. – Uśmiechnął się krzywo. – Swoją drogą, czy twoje brwi mają osobną osobowość? Bo jeśli tak, to jedna właśnie zabiła kuriera grymasem.

Westchnęłam, odchylając się na fotelu.

– Dobrze, powiedz Grantowi, że jeśli chce, żeby jego „Postmodernistyczna refleksja nad upadkiem tożsamości” nie została pokazana na zapleczu, to ma wziąć sprawy w swoje ręce.

– A więc dziś jesteśmy twardą, bezkompromisową Rose. Cudownie. Brakuje tylko bicza i czarnego lateksu.

– Max, jeszcze jedno słowo, a dostaniesz dyżur przy katalogowaniu wszystkich czarno-białych grafik z nowej kolekcji Rileya. Bez kawy.

– Sadystka – mruknął, ale bez śladu oburzenia. – W porządku, twoja władza jest nienaruszalna. Ale mam dla ciebie też dobre wieści. Ktoś zadzwonił i zapytał o możliwość prywatnej wizyty po godzinach. Chyba kolekcjoner z Londynu. Brzmi poważnie.

– Z Londynu? O tej porze? To musi być albo szaleniec, albo ktoś bardzo zakochany w swojej karcie kredytowej.

– A może jedno i drugie. Chcesz, żebym go przejął?

– Nie. Chcę się przekonać, czy przyjechał po sztukę czy po dramat. Wiesz, ostatnio tęsknię za odrobiną akcji.

– W takim razie nowy challenge: jeśli uda ci się sprzedać mu cokolwiek powyżej siedmiocyfrowej kwoty, przez tydzień przejmuję twoje poranne spotkania. A jeśli nie, ty prowadzisz moją prezentację dla fundacji Crawford.

Zawahałam się.

– Max, ty perfidny, wyrachowany… Wiesz co? Niech ci będzie!

– Uwielbiam, kiedy tak mnie nazywasz. Przypomina mi to, dlaczego się przyjaźnimy.

Kilka godzin później stałam w sali wystawowej, przyglądając się, jak zespół ustawia nową instalację. Rzeźba była monumentalna, pełna ostrych krawędzi i nieoczekiwanych krzywizn. Idealnie pasowała do tematu naszej najbliższej wystawy.

– Wyżej, jeszcze trochę wyżej! – krzyknęłam do jednego z techników, wskazując na rzeźbę.

Mężczyzna spojrzał na mnie z lekkim zniecierpliwieniem, ale posłuchał. Lubiłam kontrolę, a galeria była miejscem, gdzie nikt mi jej nie odbierał. Tutaj byłam szefową.

– Jeśli jeszcze raz powiesz „wyżej”, ten technik rzuci w nas poziomicą – odezwał się Max, który nagle pojawił się obok mnie z kubkiem kawy. – A swoją drogą, ta rzeźba wygląda jak emocjonalny stan po trzecim espresso i zerwaniu przez SMS-a.

Spojrzałam na niego kątem oka.

– To miała być „Harmonia w chaosie”.

– No właśnie. Pełna sukcesu próba oddania twojego wnętrza.

– Max…

– Dobra, dobra. – Uśmiechnął się złośliwie i upił łyk kawy. – Ale przyznaj, że twoja obsesja na punkcie symetrii zaczyna się wymykać spod kontroli. Jeszcze chwila i zaczniesz ustawiać ludzi w kolejności odcienia garderoby.

– Czyli zawsze będziesz na końcu, bo nosisz się tylko na czarno? – odparłam, unosząc brew.

– Bo czarny to klasyka. I jak wiadomo, najlepiej maskuje ślady kawy oraz pogardy.

Gdy wszystko było na swoim miejscu, odsunęłam się, by ocenić efekt pracy. Moje życie za dnia było skomplikowanym tańcem perfekcji i organizacji, ale nocami… nocami byłam zupełnie inną kobietą.

Tego wieczoru postawiłam na krótką, obcisłą mini w kolorze głębokiej czerwieni i szpilki tak wysokie, że mogłyby uchodzić za broń. Moje włosy opadały luźnymi falami na ramiona, a na usta nałożyłam czerwień równie intensywną jak sukienka. Byłam gotowa.

Klub Oblivion był jednym z moich ulubionych miejsc. Pulsujące światła, głośna muzyka i tłum ludzi, którzy przyszli tu z jasno określonym celem – uciec od rzeczywistości. Ja również tego szukałam.

Zamówiłam drinka przy barze i rozejrzałam się po sali. Tłum pulsował w rytm muzyki, ale moje oczy szybko wyłowiły cel – wysokiego bruneta w rozpiętej koszuli, którego spojrzenie krążyło po sali w poszukiwaniu ofiary. Ale tym razem to ja będę łowcą. Idealnie.

Nie czekałam, aż podejdzie. To nie było w moim stylu. Ruszyłam w jego stronę. Czułam, jak moje szpilki wydają miarowe, pewne stuknięcia na posadzce. Zatrzymałam się tuż przed nim, ignorując przesadny uśmiech, którym próbował mnie przyciągnąć.

– Tańczysz? – zapytałam, nachylając się lekko, żeby lepiej mnie usłyszał przez dudniącą muzykę.

Nie odpowiedział słowami. Chwycił mnie za dłoń i poprowadził na parkiet.

Rytm muzyki wciągnął mnie natychmiast, ale to nie taniec mnie interesował. Przysunęłam się bliżej, pozwalając, by dłonie mężczyzny spoczęły na mojej talii. Czułam, jak jego oddech przyspiesza, a ja tylko się uśmiechnęłam, unosząc głowę, aż nasze oczy się spotkały.

– Masz jakieś imię? – zapytał, ale ja tylko potrząsnęłam głową.

– Dziś wieczorem to nieważne – odpowiedziałam, ocierając się o niego biodrami.

Nie potrzebowałam znać jego imienia. On znał moje zamiary, a ja wiedziałam, że się zgadza. To była prosta gra, w której zawsze wygrywałam.

Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę łazienki dla personelu. Znałam to miejsce jak własną kieszeń. W pomieszczeniu nie było zbyt dużo miejsca, ale nie miało to znaczenia. Brunet oparł mnie o ścianę i zaczął całować.

– Masz ochotę na coś więcej? – zapytał, muskając moje ucho.

Moją odpowiedzią były dłonie, które zsunęły się na rozporek jego spodni. Masowałam i uciskałam go przez materiał, nie przestając patrzeć mu w oczy.

Warknął w moje usta i dłonią podciągnął sukienkę wysoko do góry, odsłaniając nogi i koronkową bieliznę. Czułam pożądanie, które z niego emanowało, ale to ja dyktowałam tempo.

– Spokojnie, to nie wyścigi – szepnęłam, zanim przycisnął mnie do ściany jeszcze mocniej.

Byłam niczym drapieżnik, który dokładnie wie, kiedy uderzyć. Każdy jęk, każdy dreszcz, który przeszywały jego ciało, były dla mnie dowodem, że jest zdany na moją łaskę.

Kiedy skończyłam się z nim zabawiać, zostawiłam go z potarganymi włosami i rozpiętą koszulą. Wróciłam na parkiet, zamówiłam kolejnego drinka i oparłam się o bar, ignorując spojrzenia innych mężczyzn.

To był dobry wieczór. Ale nawet wtedy, gdy popijałam drinka i czułam dreszcz ekscytacji na skórze, moje myśli zaskakująco często powracały do pewnego kierowcy wyścigowego. Czułam się jak na polowaniu, ale to Beckett był dla mnie prawdziwym wyzwaniem.

Zdawałam sobie sprawę, że tej nocy żaden inny mężczyzna nie będzie w stanie mnie zadowolić tak, jak mogłaby to zrobić sama myśl o nim.

Powietrze na zewnątrz było chłodne. Przenikało przez cienką skórę mojej kurtki, kiedy wyszłam z hotelu. Mój telefon wibrował cicho w kieszeni, ale nie miałam ochoty go odbierać. Noc była jak każda inna – szybka randka, intensywny seks i zero zobowiązań. Taka już byłam: moja gra, moje reguły.

Zatrzymałam się przed wejściem, odgarniając włosy z twarzy. Przyzwyczaiłam się do tego, że mężczyźni, których wybierałam, byli jak jednorazowe sztućce – przydatni, ale niezbyt istotni. Jednak dziś czułam coś innego. Może to była pustka, może niedosyt. Obraz Lucasa wciąż przemykał przez moją głowę jak irytująca piosenka, której nie da się wymazać.

– Rose?

Zamarłam. Ten głos był zbyt znajomy, zbyt niski i przenikający, by go z kimkolwiek pomylić.

Odwróciłam się powoli i oczywiście – stał tam. Lucas Beckett, oparty nonszalancko o filar, ubrany w ciemne spodnie i czarny sweter, które wyglądały na niedbale założone, ale idealnie podkreślały jego sylwetkę.

– Co ty tutaj robisz? – zapytałam, unosząc brew. Moje serce przyspieszyło, choć na zewnątrz starałam się zachować chłód.

Uśmiechnął się tym swoim pewnym siebie, drapieżnym uśmiechem.

– Mógłbym zapytać ciebie o to samo – odpowiedział, sunąc po mnie spojrzeniem od stóp do głów. Typowe. – Ale mam wrażenie, że twoja odpowiedź będzie znacznie bardziej interesująca.

Przewróciłam oczami, próbując zignorować gorąco, które zaczęło mnie oblewać.

– Wychodzę. To chyba oczywiste, prawda? – rzuciłam sarkastycznie, poprawiając pasek torebki na ramieniu.

– Widzę – skwitował z uśmiechem. Wydawał się zbyt rozbawiony, jak na mój gust. – Często wychodzisz z hotelu o tej porze nocy?

Poczułam, jak moje policzki lekko płoną, ale zgrywałam pewną siebie.

– A ty? Często opierasz się tak o filar jak jakiś stalker?

Zaśmiał się cicho, a dźwięk tego śmiechu wywołał dreszcz na mojej skórze.

– Mieszkam tutaj – wyjaśnił, wskazując głową w stronę hotelu. – Tymczasowo. Póki nie znajdę sobie mieszkania.

– No proszę – powiedziałam, unosząc brew. – Lucas Beckett w wersji domatora? Myślałam, że twoim domem jest tor wyścigowy, a nie luksusowy hotel.

– Każdy potrzebuje chwili przerwy – odparł, wzruszając ramionami. – Ale widzę, że ty też lubisz luksus.

Zatrzymał spojrzenie na mojej obcisłej sukience, której rozcięcie odsłaniało więcej, niż było konieczne. Czułam, jak jego wzrok mnie rozbiera.

– Luksus to moja praca – odpowiedziałam, mierząc go wzrokiem. – Ale ty chyba o tym wiesz.

– Kuratorka sztuki – powiedział głosem pełnym uznania. – Nate mi coś wspominał.

Przewróciłam oczami, choć te słowa mnie zaskoczyły.

– Nie wiedziałam, że interesujesz się sztuką.

– Interesuję się pięknymi rzeczami – zniżył głos, aż zabrzmiał bardziej intymnie.

Nasze spojrzenia skrzyżowały się, a napięcie między nami stało się niemal namacalne. Miałam ochotę powiedzieć coś sarkastycznego, ale słowa uwięzły mi w gardle.

– No cóż, to była ciekawa rozmowa – powiedziałam w końcu, przełamując ciszę. – Ale jest późno, a ja mam jutro dużo pracy.

Lucas uśmiechnął się lekko, jakby przejrzał moje łgarstwo.

– Pewnie – rzucił. – Miłych snów, Rose.

Odwróciłam się i ruszyłam w stronę ulicy, ale wciąż czułam na sobie jego wzrok. Wiedziałam, że nie spuszcza mnie z oczu. I przeczuwałam, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.

– Rose, skoro już się spotkaliśmy, może wypijesz ze mną drinka? – usłyszałam, zanim zdążyłam złapać taksówkę.

Odwróciłam się powoli, unosząc brew. Stał z rękami w kieszeniach, twarz rozjaśniał mu ten jego nonszalancki uśmiech, który mógłby rozbroić każdą kobietę.

– Drinka? – zapytałam, pozwalając, by moje usta wygięły się w półuśmiechu. – Chyba jest już trochę za późno na alkoholizowanie się.

– Nigdy nie jest za późno na dobrego drinka – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Poza tym myślę, że oboje mamy jeszcze trochę energii, żeby pogadać.

Spojrzałam na niego badawczo. Czy ten facet kiedykolwiek tracił pewność siebie?

– Masz na myśli hotelowy bar? – rzuciłam, próbując go zbić z tropu.

Lucas pokręcił głową.

– Za sztywny. Za rogiem jest mała knajpka z klimatem. Idealne miejsce na luźną rozmowę.

Przez chwilę się wahałam, ale coś w jego spojrzeniu, coś magnetycznego i jednocześnie drażniącego, sprawiło, że kiwnęłam głową.

– W porządku, Beckett. Jeden drink. Ale ostrzegam, nie jestem w nastroju na długie rozmowy.

– To się jeszcze okaże – rzucił, uśmiechając się, jakby właśnie wygrał jakąś cichą grę, o której nie miałam pojęcia.

Bar był mały, przytulny i zaskakująco cichy jak na tę godzinę. Drewno i miękkie światło lamp tworzyły atmosferę, która wręcz zapraszała do spędzenia czasu. Lucas wybrał stolik w rogu, z dala od innych gości i odsunął dla mnie krzesło, zanim sam usiadł.

– Elegancko – zauważyłam, siadając z gracją. – Kto by pomyślał, że kierowca wyścigowy zna się na manierach.

Uniósł brew, uśmiechając się drapieżnie.

– Masz mnie za troglodytę? Do boksów często zaglądają koronowane głowy, znam etykietę lepiej niż niejeden szlachetnie urodzony.

Zamówił dla nas whiskey, a ja uniosłam szkło w jego stronę.

– No to toast – powiedziałam. – Za co właściwie pijemy?

– Za niespodziewane spotkania – odpowiedział bez chwili wahania, stukając swoją szklanką w moją.

Alkohol rozgrzał moje gardło. Lucas nie spuszczał ze mnie wzroku. Miał w sobie coś, co przyciągało jak magnes – pewność siebie, tajemnicę, a jednocześnie tę nutę niebezpieczeństwa, której nie mogłam zignorować.

– Więc, Lucas… – zaczęłam, odstawiając whiskey na stolik. – Dlaczego wróciłeś do Nowego Jorku? Dlaczego już się nie ścigasz?

– Czasem trzeba zrobić sobie przerwę – odpowiedział, obracając szkło w dłoniach. – Sezon nie poszedł najlepiej, więc stwierdziłem, że to dobry moment, żeby na chwilę zwolnić tempo.

Uniósł wzrok i spojrzał na mnie intensywnie, aż poczułam znajome mrowienie na karku.

– A ty? Co robiłaś w tamtym hotelu? – zapytał i choć pozornie ton miał spokojny, w spojrzeniu czaiła się ciekawość.

– Sprawy zawodowe – rzuciłam zbyt szybko.

Uśmiechnął się kącikiem ust, jakby nie uwierzył, ale nie naciskał.

– Praca kuratorki sztuki wydaje się bardziej ekscytująca, niż się spodziewałem – zauważył z rozbawieniem.

– To zależy od perspektywy – odpowiedziałam i upiłam kolejny łyk whiskey. – Twoja praca też zdaje się ekscytująca. Szybkie samochody, adrenalina, piękne kobiety… Nie wydaje mi się, żebyś miał powody do narzekania.

Pochylił się nieco nad stołem i obdarzył przenikliwym spojrzeniem.

– Powiem ci coś, Rose. Adrenalina to jedno, ale czasem największe ryzyko to nie prędkość.

– Ach tak? – zapytałam, unosząc brew. – To jakie jest to twoje „największe ryzyko”?

– Poznawanie takich kobiet, jak ty – odparł szeptem.

Każde słowo odbiło się echem w mojej głowie. Poczułam, jak kąciki moich ust unoszą się w wyrazie rozbawienia.

– Czyli jakich?

Oparł się na krześle i uśmiechnął jeszcze bardziej drapieżnie.

– Wydają się cholernie niebezpieczne. Ale przyciągają jak magnes.

Czułam, jak nasze spojrzenia się splatają, a napięcie między nami sięga zenitu. Moje serce biło szybciej, ale nie pozwoliłam, by zobaczył, jak na niego reaguję.

– W takim razie musisz być ostrożny, Beckett – rzuciłam i zamoczyłam usta w szklance. – Bo ja zawsze idę na całość.

Spojrzał na mnie z tym swoim charakterystycznym półuśmiechem, który sprawiał, że miałam ochotę jednocześnie go zignorować i rzucić się na niego.

– Pamiętam, że podczas przyjęcia wspomniałaś coś o bucket list, prawda? – zapytał niby spokojnie, ale wyczułam w tonie głosu nutę wyraźnego zainteresowania.

Zamrugałam, próbując zachować pozory obojętności.

– A co? Masz własną listę, którą chcesz się pochwalić? – odpowiedziałam, unosząc brew.

Lucas pochylił się lekko, jego ręka znalazła się zaledwie kilka centymetrów od mojej na blacie stołu.

– Nie mam własnej. Ale myślę, że twoja może być… niezwykle interesująca.

Przechyliłam głowę, udając rozbawienie, choć w rzeczywistości bliskość Lucasa zaczynała działać na mnie jak adrenalina.

– I dlaczego sądzisz, że cokolwiek ci zdradzę? – zapytałam, bawiąc się brzegiem szklanki.

– Bo wydaje mi się, że to coś więcej niż typowe „zwiedzić świat” albo „nauczyć się gotować” – odparł intymnie niskim głosem. – Nazwałaś ją „niegrzeczną listą”, Rose. To budzi wyobraźnię.

Zerknęłam na niego. Spojrzenie miał intensywne, przewiercające. Wiedziałam, że próbował mnie rozgryźć, ale jednocześnie czułam dziwną potrzebę podtrzymania tej rozmowy.

– Może faktycznie jest na niej coś, co mogłoby cię zainteresować – odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami. – Ale wątpię, żebyś był gotowy na takie wyzwania, Beckett.

Zaśmiał się cicho i przesunął dłoń jeszcze bliżej, niemal dotykając mojej.

– Rose, jestem gotowy na więcej, niż myślisz. Pytanie, czy ty jesteś gotowa mnie o to poprosić.

Zamilkłam, czując, jak jego słowa przenikają mnie na wskroś. Czy naprawdę chciałam wciągnąć go w swoje fantazje?

– Powiedzmy, że jest tam coś o… przekraczaniu granic – zaczęłam ostrożnie, badając jego reakcję.

– Jakich granic? – Uniósł brew.

– Publicznych – rzuciłam, starając się brzmieć nonszalancko. – Może… orgazm w miejscu bardzo publicznym.

Spojrzenie momentalnie mu pociemniało, stało się bardziej intensywne.

– Odważnie – skomentował cicho.

– To tylko przykład – dodałam szybko, próbując nie zdradzić, jak bardzo ta rozmowa mnie ekscytowała.

Lucas pochylił się jeszcze bliżej, aż poczułam ciepły oddech na swojej skórze.

– Powiem ci coś, Rose. Jeśli naprawdę chcesz spełnić te fantazje, mogę ci pomóc. Ale musisz być gotowa oddać mi kontrolę.

Serce przyspieszyło mi jak szalone. To brzmiało jak wyzwanie, a ja nie byłam pewna, czy bardziej mnie przeraża, czy fascynuje.

– I co dostaniesz w zamian? – zapytałam, udając nonszalancję, choć moje wnętrze tonęło w ogniu.

Uśmiechnął się tak, że zaparło mi dech, po czym sięgnął po moją dłoń i delikatnie przesunął kciukiem po skórze.

– Satysfakcję. Widok ciebie, jak rozpadasz się pode mną, jak spełniasz swoje najskrytsze pragnienia. To nagroda sama w sobie.

Choć dotyk był delikatny, czułam, jak moje ciało reaguje na to wszystko w zintensyfikowany sposób. Spojrzałam na niego z wyzwaniem w oczach, nie chcąc pokazać, jak bardzo mnie zaintrygował.

– Nie sądzę, że potrafiłbyś mnie zaskoczyć – rzuciłam z sarkazmem, choć sama nie byłam tego taka pewna.

Lucas tylko się uśmiechnął, tym razem szerzej, jakby właśnie wygrał jakąś potyczkę.

– Cóż, Rose, mamy czas, żeby to sprawdzić. Ale wiedz jedno, jeśli zdecydujesz się, żeby mnie w to wciągnąć, nie będzie odwrotu.

Czułam, jak napięcie między nami staje się niemal namacalne. Chciałam go przetestować, sprawdzić, czy faktycznie jest tak pewny siebie, jak pokazuje.

– Dobrze, Beckett – powiedziałam w końcu, sięgając po szklankę i unosząc ją w geście toastu. – Za przekraczanie granic.

Stuknął swoim szkłem o moje, a jego spojrzenie mówiło: „ta zabawa dopiero się zaczyna”. Kiedy ponownie się pochylił, poczułam, jak przestrzeń między nami zniknęła. Nie dotknął mnie, jeszcze nie, ale czułam, jak otula mnie swoją energią niczym niewidzialnymi mackami. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, a oddech ugrzązł gdzieś w połowie drogi. Cholera, co się ze mną dzieje? Od dawna nie reagowałam w taki sposób na mężczyznę!

– Rose – zaczął, jego głos był teraz niższy, jak warkot. – Nie wiesz, w co się pakujesz.

– A może to ty nie wiesz? – odpowiedziałam, próbując zachować pewność siebie, choć całe moje ciało drżało w oczekiwaniu.

Uniósł kąciki ust, a spojrzenie wahało się pomiędzy wyzwaniem a pożądaniem. W jednej chwili położył swoją dłoń na mojej szyi, delikatnie, ale stanowczo. Palce przesunął na kark, wywołując dreszcz, który rozlał się po całym moim ciele. Było w tym geście coś niepodważalnie dominującego, a jednocześnie subtelnego. Coś, co sprawiło, że nie chciałam się odsunąć.

– Muszę cię ostrzec – wyszeptał, muskając oddechem moje usta. – Jeśli chcesz grać w tę grę, to rób na poważnie. Nie jestem facetem, który zna umiar.

– Idealnie – wydusiłam, ledwo poruszając wargami, które nagle wydawały się suche.

Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo w następnej chwili docisnął swoje gorące usta do moich. To nie był czuły, delikatny pocałunek. Był surowy, pełen namiętności, która mnie sparaliżowała i jednocześnie rozpaliła. Jego dłoń na moim karku przytrzymała mnie w miejscu, a druga spoczęła na moim biodrze, przyciągnęła bliżej. Czułam ciepło emanujące z jego ciała, intensywność dotyku i smak, który był mieszanką whiskey i czegoś, co mogłam nazwać wyłącznie Lucasem.

Nie miałam kontroli – i to było najgorsze, a jednocześnie najlepsze w tym momencie. Całował mnie tak, jakby chciał mnie pochłonąć, jakby każda sekunda miała znaczenie.

Język delikatnie musnął moje wargi, a ja nie mogłam się powstrzymać, by nie odpowiedzieć. Moje dłonie znalazły się na jego klatce piersiowej. Czułam pod nimi mięśnie, które naprężyły się pod moim dotykiem.

Kiedy się odsunął, zostawił mnie bez tchu. Moje usta były lekko rozchylone, a spojrzenie zamglone. Patrzył na mnie, jakby próbował ocenić, czy właśnie przekroczył pewną granicę. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w rytm przyspieszonego oddechu.

– A to dopiero początek – powiedział cicho. Głos mu wibrował, bliski utraty samokontroli.

Nie mogłam znaleźć słów, które oddałyby, co właśnie czułam. Miałam wrażenie, że moje ciało zostało rozgrzane do granic możliwości, a w głowie panował totalny chaos.

– Chcesz się jeszcze zastanowić nad tą listą? – dodał z zadziornym uśmiechem, zanim odsunął się na tyle, by pozwolić mi zaczerpnąć powietrza.

– Myślę, że ta gra właśnie stała się poważna – odpowiedziałam, choć mój głos brzmiał o wiele mniej pewnie, niż bym chciała.

Uśmiechnął się szerzej, wkładając dłonie do kieszeni i spoglądając na mnie z tym swoim drapieżnym wyrazem twarzy.

– I tak właśnie lubię. Dobranoc, Rose.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odwrócił się i odszedł w kierunku wyjścia z baru. Patrzyłam na niego, próbując uporządkować myśli, ale jedyne, co przychodziło mi do głowy, to jego usta, dotyk, i to, co mogłoby się stać, gdyby nie przerwał, gdyby posunął się dalej.

Zatrzymał się w połowie drogi, jakby nagle o czymś sobie przypomniał. Odwrócił się powoli, a jego wzrok znowu przeszył mnie na wskroś. Siedziałam wciąż przy barze, starając się zebrać myśli, kiedy zbliżył się do mnie z tą swobodną pewnością, która była jego znakiem rozpoznawczym.

– Nie możesz tak po prostu wrócić sama do domu – powiedział stanowczo, spoglądając na mnie z lekkim uśmiechem. – Pozwól, że złapię dla ciebie taksówkę.

Zmarszczyłam brwi, zaskoczona jego troską, która zdawała się tak nie pasować do dominującej, drapieżnej natury, którą emanował. Nie byłam przyzwyczajona, żeby mężczyźni myśleli o takich detalach – to raczej ja kontrolowałam sytuację.

– Nie musisz – odparłam, prostując się. – Poradzę sobie.

Pogłębił uśmiech, jakby moje słowa wcale go nie przekonały.

– Wiem, że sobie poradzisz, Rose – odparł spokojnie. – Ale pozwól mi się tym zająć.

Nie czekał na moją odpowiedź. Kilka chwil później miałam już zapewnione auto. Dominacja przychodziła mu naturalnie, a ja nie byłam w stanie się sprzeciwić, choć mój instynkt podpowiadał mi, żeby nie dawać mu żadnej przewagi.

Kiedy taksówka podjechała pod bar, Lucas otworzył drzwi, gestem zapraszając mnie do środka. Uśmiech miał teraz łagodniejszy, ale w spojrzeniu wciąż czaiło się coś, co sprawiało, że miałam ochotę zaryzykować więcej, niż kiedykolwiek wcześniej.

– Do zobaczenia, Rose – powiedział, gdy zajęłam miejsce na tylnym siedzeniu.

– Lucas? – zaczęłam, ale nie wiedziałam, jak dokończyć. Chciałam powiedzieć coś błyskotliwego, może sarkastycznego, żeby nie czuł, że ma nade mną jakąkolwiek kontrolę, ale wszystko uleciało mi z głowy. – Dziękuję.

Uniósł brew i wygiął usta w zadowoleniu.

– Nie ma za co. Dbaj o siebie.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zamknął drzwi i odsunął się, pozwalając kierowcy odjechać. Przez tylną szybę widziałam, jak wraca do hotelu. Jego sylwetka zniknęła w miękkim świetle ulicznych latarni.

Oparłam głowę o zagłówek, czując, jak moje serce wciąż bije zbyt szybko. Lucas Beckett był wszystkim, czego zawsze unikałam – mężczyzną, który wyzwalał we mnie emocje, na jakie nie byłam gotowa. A jednak, zamiast czuć spokój, że nasze spotkanie dobiegło końca, poczułam jedynie niedosyt.

Wpadłam do mieszkania, ledwo zamykając za sobą drzwi. Wciąż czułam na ustach smak Lucasa, jakby jego obecność przylgnęła do mnie na dobre. Zdjęłam buty, pozwalając im upaść gdziekolwiek i opadłam na kanapę w salonie. W głowie miałam chaos – wspomnienie tego, jak mnie dotykał, jak na mnie patrzył i całował, aż zabrakło mi tchu.

Przymknęłam oczy, chcąc uspokoić myśli, ale zamiast tego jego twarz od razu pojawiła się w mojej wyobraźni. To intensywne spojrzenie, jakby mnie prześwietlał, jakby widział każdą moją myśl. Przesunął dłonią po moim karku, przyciągnął mnie bliżej, oddechem rozgrzewając moją skórę. Nawet teraz, siedząc sama w ciszy, czułam tę bliskość.

Nie potrafiłam tego zignorować. Mój umysł zaczynał dryfować, wyobrażając sobie, jak mogłoby to wyglądać, gdyby nie powstrzymał się przy tym barze. Gdyby zabrał mnie do swojego pokoju.

W mojej wyobraźni wszystko było surowe i intensywne. Widziałam, jak zamyka drzwi za mną, a potem przyciska mnie do ściany. Jego ręce były wszędzie – wplątane w moje włosy, na moich biodrach, pod sukienką, we mnie. Moja skóra płonęła, gdy mnie dotykał, a każdy gest był tak pełen mocy, że nie miałam innego wyboru, jak tylko mu ulec.

Sama myśl o tym, jak mógłby mnie rozbierać, sprawiała, że poczułam znajome ciepło rozlewające się w dole brzucha. W mojej wyobraźni był niecierpliwy, niemal brutalny, ale dokładnie wiedział, co robi. Zdzierał ze mnie ubrania z taką pewnością, jakby robił to setki razy wcześniej. A potem jego usta – te pełne, zdecydowane usta – przesuwały się po mojej szyi, pozostawiając za sobą gorącą ścieżkę, która przyprawiała mnie o drżenie.

Uniosłam ręce i delikatnie przesunęłam je po swoim ciele, jakby to były jego dłonie. Moja wyobraźnia nie znała granic. Widziałam, jak podnosi mnie i rzuca na łóżko, jak wbija spojrzenie w moje ciało z takim głodem, że zapiera mi dech w piersiach. Każdy ruch był pewny siebie, dokładny. Przyciskał swoje ciało do mojego, tak muskularne i potężne, jakby było stworzone tylko po to, by mnie posiąść.

Mój oddech stał się cięższy, a dłonie mimowolnie sunęły po udach, przypominając o tym, jak czułam jego rękę na swoim biodrze, gdy prowadził mnie do taksówki. Wyobrażałam sobie, jak jego palce rozchylają moje uda, zatapiają się we mnie, poruszają się w moim wnętrzu. Jak patrzy na mnie z tą swoją dominującą pewnością siebie, a potem… jak mnie pieprzy, jakby tylko to miało znaczenie.

W myślach słyszałam jego, niski, zachrypnięty głos tuż przy moim uchu. „Jesteś moja, Rose” – mówi, a ja w tym momencie zapominam, jak się oddycha. Palcami odnajduje każdy wrażliwy punkt, a moje ciało reaguje na niego jak nigdy wcześniej. Każdy ruch, każdy dotyk, każdy pocałunek jest jak wybuch. Jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam.

Nie wiem, ile czasu tak spędziłam, zatracając się w swoich wyobrażeniach o nim. Kiedy otworzyłam oczy, moje ciało było rozpalone, a oddech nierówny. Potrzebowałam się rozładować. Czułam się jak nabity rewolwer, który zaraz bez ostrzeżenia wystrzeli. Sięgnęłam do szuflady w stoliku nocnym przy łóżku i wyciągnęłam wibrator. Ten człowiek nie dawał mi spokoju. To, co się dziś wydarzyło, to za mało. Czułam, że potrzebuję więcej. Więcej jego dotyku, więcej jego spojrzeń, więcej wszystkiego. Chciałam, żeby mnie posiadł.

A najgorsze – albo najlepsze – jest to, że zdawałam sobie sprawę z tego, że on o tym doskonale wiedział.

Copyright © Marta Gałuszka

Copyright © Wydawnictwo ReWizja

Wydanie I

Wilkszyn 2026

ISBN 978-83-67520-76-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Projekt okładki: Katarzyna Grdeń, Studio Typika @typikastudio

Zdjęcie na okładce: Karolina Maluchnik

Redaktor prowadzący: Angelika Kuszła poradniaredakcyjna.pl

Redakcja: Angelika Kuszła poradniaredakcyjna.pl

Korekta I: Sylwia Dziemińska korektaprzykawie.pl

Skład i łamanie: D.B. Foryś dbforys.pl

Korekta II: Monika Całka kropkaispolka.pl

Wydawnictwo ReWizja

Książka dostępna również w formie książki drukowanej.

Myślałam, że mam wszystko.

Bezpieczne życie, kochającego narzeczonego, stabilny plan na przyszłość. A potem… jedno spojrzenie, jedno wyznanie, jedna zdrada – i wszystko runęło. Z dnia na dzień zostałam z niczym poza złamanym sercem i listą marzeń, które kiedyś spisałam, by nigdy do nich nie wrócić. Ale teraz… teraz ta lista stała się moją ostatnią deską ratunku.

Wyruszyłam w podróż, żeby odnaleźć siebie – i niespodziewanie znalazłam coś więcej. Namiętność, która odbiera oddech. Intymność, która rozbraja. Dotyk, który przypomina, że wciąż jestem kobietą zdolną kochać i pragnąć.

Problem w tym, że niektóre punkty z bucket list wymagają odwagi większej niż skok ze spadochronem.

Wymagają złamania zasad, które sama sobie wyznaczyłam.

Wymagają... złamania własnego serca po raz drugi.

Po ostatnich zdarzeniach Max przejmuje władzę nad miastem. Po raz kolejny bierze na siebie odpowiedzialność za bliskich i stara się wyciągnąć ich z tarapatów. Przeszłość wciąż depcze mu po piętach, nie dając o sobie zapomnieć.

W tym świecie nie istnieje przeznaczenie. Życie wybrukowane jest manipulacją i chęcią posiadania. Nawet jeśli Maxowi wydaje się, że ma kontrolę, to tak naprawdę jest marionetką w rękach innych. Czy w końcu zerwie krępujące go więzy?

Miał napisać swoją historię na nowo, ale czy na pewno mu się to uda?

Krok naprzód to opowieść o konieczności rozliczenia się z przeszłością i zamknięcia niedokończonych spraw. To także historia o trudności odcięcia się od wcześniejszych doświadczeń, by móc budować nowe, zdrowe relacje. Przedstawia wpływ poprzednich związków na nasze plany, marzenia i decyzje oraz podkreśla wagę dobrej komunikacji między partnerami.

Każdy, kto kiedykolwiek tkwił w toksycznym związku lub został zraniony przez najbliższą osobę, z pewnością będzie mógł utożsamić się z głównymi bohaterami.

Adam, 35-letni rozwodnik, wciąż będący pod wpływem byłej żony. Alicja, 22-letnia studentka po toksycznym związku, który odebrał jej pewność siebie. Oboje poważnie skrzywdzeni przez najbliższe im osoby, oboje poszukujący stabilności, wsparcia i bliskości. Los niespodziewanie połączył ich ze sobą, dając szansę na zbudowanie czegoś zupełnie nowego. Nikt jednak nie wierzy w prawdziwość tej relacji. Wszyscy widzą tylko ogromną różnicę wieku i podejrzewają, że ich związek to forma odwetu na poprzednich partnerach. Czy bohaterowie zdołają przekonać samych siebie, że ich uczucie pokona wszelkie przeciwności? Czy zamkną przeszłość i zrobią krok naprzód, czy powtórzą stare błędy?

Krok naprzód to debiutancka powieść obyczajowo-psychologiczna z elementami romansu. Dzięki licznym opisom przemyśleń i wspomnień poznajemy motywacje głównych bohaterów i zyskujemy wgląd w to, dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje.

Po śmierci ukochanej Jeffrey Lawrence, były agent CIA, traci wszystko, co trzymało go przy życiu. Obsesja zemsty prowadzi go prosto do tajnego więzienia, w którym człowieczeństwo przestaje cokolwiek znaczyć. To tam poznaje Rosalie – kobietę związaną z człowiekiem odpowiedzialnym za tragedię, która go złamała.

Gdy CIA proponuje mu wolność w zamian za ostatnie zadanie, Jeffrey nie waha się ani chwili. Ma odnaleźć i zlikwidować Jocelyn Herman – młodą kobietę zamkniętą w ośrodku leczenia uzależnień, ciężko chorą, zagubioną, nieświadomą tego, jak wiele o niej wiedzą ludzie na zewnątrz. Według niego powinna być łatwym celem. Ale spotkanie z Jocelyn wywraca wszystko do góry nogami…

Ona żyje w świecie pełnym luk i pytań, odcięta od prawdy o sobie. On przyszedł odebrać jej życie.

W tle narasta mroczna gra polityczna, w której granice między dobrem a złem zacierają się z każdym krokiem, a prawda ma swoją cenę.

Gdy ich drogi się przecinają, wersja wydarzeń podawana Jeffrey’owi zaczyna pękać, a platająca ich sieć kłamstw okazuje się znacznie groźniejsza niż ludzie, którzy ich ścigają.

Bo czasem najtrudniej jest ocalić siebie, gdy całe życie zbudowano na cudzych kłamstwach.

Zoe Adams ma wszystko pod kontrolą: naukę, taniec i swoje życie. Jednego tylko nie potrafi uporządkować – relacji z Cameronem White’em, aroganckim kapitanem drużyny koszykarskiej i jej odwiecznym wrogiem. Od dziecka łączy ich niechęć podsycana przez rodzinne spotkania, wspólne wakacje i wzajemne prowokacje.

Granice, które latami ich chroniły, zaczynają się zacierać. Napięcie rośnie, sekrety wychodzą na jaw, a Zoe odkrywa, że Cameron nie jest tym, za kogo zawsze go uważała. Gdy przeszłość zaczyna jej zagrażać, musi odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy można zaufać komuś, kto przez całe życie był wrogiem?

Czasem granica między nienawiścią a czymś znacznie silniejszym jest niebezpiecznie cienka.

Charlotte Bright ma siedemnaście lat i życie, które wydaje się całkiem normalne. Szkoła, najlepsza przyjaciółka Sara, cichy wielbiciel i matka, której sposób wychowania zdecydowanie odbiega od podręcznikowych schematów. A jednak pewnego dnia wszystko się zmienia.

Najbardziej lubiany nauczyciel w szkole, Robert Kulczycki, proponuje Charlotte indywidualne zajęcia z angielskiego. To miało być tylko kilka godzin w tygodniu – dodatkowe ćwiczenia, rozwijanie umiejętności, nic wielkiego. Tyle że bardzo szybko zaczyna być inaczej.

Zbyt długie spojrzenia. Przypadkowy dotyk. Słowa, które nie powinny paść.

– Wiesz, co mnie urzeka w ciemności? – szepnął. – Nie widać w niej granic. Kiedy gasną światła, bariery przestają istnieć.

Robert Kulczycki – charyzmatyczny, pełen pasji nauczyciel, uwielbiany przez uczniów i szanowany przez grono pedagogiczne. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

Ale czy na pewno?

Nastolatka, której świat zaczyna się walić.

Dwie twarze człowieka, który powinien być nieskazitelny.

I one – uczucia, których nie powinno być.

Co tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami pustej sali?

Kiedy Charlotte dostrzeże prawdę, będzie już za późno.

Są relacje, które nigdy nie powinny się narodzić.

I tajemnice, które mogą zniszczyć wszystko…

CZASEM WSZYSTKO NIE ZACZYNA SIĘ OD PIERWSZEGO DOTYKU, LECZ OD SAMEJ MYŚLI:

A co, jeśli…

Matura zdana, wakacje rozpoczęte, chłopak jest – teoretycznie wszystko gra. Mam Szymona, Erykę, plany na lato i poczucie, że wreszcie ogarniam swoje życie. Bez dramatów, chaosu i przede wszystkim bez niespodzianek.

Brzmi nieźle, prawda? Wszystko zaczyna się sypać, kiedy pojawia się Adam, starszy brat mojego chłopaka. Tak, wiem… Zakazany owoc i te sprawy. Ale przecież to totalnie nie w moim stylu!

Tylko że moje ciało i umysł przestają słuchać rozsądku. Myśli co chwilę uciekają w jego kierunku, a policzki aż płoną, gdy do uszu dociera jego głos.

Próbuję być rozsądna. Naprawdę! Szkoda, że serce ma na to trochę inny plan…

Obiecuję Ci to poruszająca historia o pierwszych dorosłych wyborach, lojalności wystawionej na próbę i uczuciu, które pojawia się w najmniej odpowiednim momencie.

OPOWIEŚĆ O CENIE MILCZENIA I SILE, KTÓRA RODZI SIĘ WTEDY, GDY CZŁOWIEK NIE MA JUŻ NIC DO STRACENIA.

Kolacja z mężem w luksusowej willi wpływowego biznesmena miała być początkiem udanego wieczoru. Tej nocy jednak wszystko wymknęło się spod kontroli. Za zamkniętymi drzwiami rozgrywa się coś, czego ludzki umysł nie chce przyjąć do wiadomości – rytuały, sekrety i okrutna gra, w której ludzie są tylko pionkami.

Gdy Anna orientuje się, że to ona ma być stawką, jej świat rozpada się na kawałki. Zdradzona przez osobę, której ufała najbardziej, uwięziona w rzeczywistości pozorów, władzy i manipulacji, musi zmierzyć się nie tylko z oprawcami, ale i z własnymi granicami.

Jak daleko można się posunąć, zanim straci się siebie?

Obudź się, Anno! to mroczny thriller psychologiczny o przemocy ukrytej pod maską luksusu.