Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Nowa książka autorki bestsellera Bóg nigdy nie mruga,
cieszącego się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników na całym świecie
Regina Brett, doświadczona przez los dziennikarka, wie, że szczęście zależy od nas samych. Od naszych wyborów i decyzji, które najczęściej wcale nie są tak trudne, na jakie wyglądają. Każda próba zmiany świata wokół siebie na lepsze sprawia, że dokonujemy rzeczy niemożliwych. Cudów, które są osiągalne dla każdego z nas. Codziennie.
Autorka niezwykłej książki Bóg nigdy nie mruga, którą pokochali czytelnicy na całym świecie, nie stawia przed nami zadania ponad nasze siły. Pisze raz humorystycznie, innym razem refleksyjnie, ale zawsze z niezachwianą wiarą w człowieka; w dobro, które w nim tkwi i które sprawia, że niemożliwe staje się możliwe.
Jesteś cudem to zbiór inspirujących lekcji o tym, jak niewiele trzeba, by coś zmienić. To 50 felietonów, które obudzą w nas natchnienie. Choć każdy z nich jest zupełnie inną historią, zebrane w jednym tomie tworzą przewodnik pomagający dostrzec i docenić siłę zmian na lepsze – małych cudów.
Regina Brett pisze od 1986 roku. Za felietony drukowane na łamach największej gazety w Ohio, „The Plain Dealer”, otrzymała wiele krajowych i stanowych nagród. Była też dwukrotnie nominowana do nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu. Jej ostatnia książka, Bóg nigdy nie mruga, trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”. Regina Brettprowadzi swój własny talk-show oraz stale wspomaga organizacje non profit.
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 7 godz. 57 min
Lektor: Joanna Jeżewska
Tytuł oryginałuBe the miracle. 50 Lessons for Making the Impossible Possible
Copyright © 2012 Regina Brett. All rights reserved.
Grand Central Publishing, Hachette Book Group, 237 Park Avenue, New York, NY 10017 www.HachetteBookGroup.com
Dziękujemy za zgodę na przedrukowanie tekstów.
Felietony, które pierwotnie ukazały się w dzienniku „Plain Dealer”, zostały przedrukowane za zgodą Plain Dealer Publishing Co. Plain Dealer posiada prawa autorskie do felietonów Reginy Brett z lat 2000–2011. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Felietony, które pierwotnie ukazały się w dzienniku „Beacon Journal”, zostały przedrukowane za zgodą Beacon Journal Publishing Co. Inc. Beacon Journal posiada prawa autorskie do felietonów Reginy Brett z lat 1994–2000. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wszystkie cytaty z Biblii pochodzą z IV wydania Biblii Tysiąclecia.
Przekład Olga Siara
Redakcja i korekta Dominika Pycińska, Maria Brzozowska, Lidia Kowalczyk
Konwersja Tomasz Brzozowski
Copyright © for this edition Insignis Media, Kraków 2013. Wszelkie prawa zastrzeżone.
ISBN-13: 978-83-63944-25-4
Insignis Media ul. Szlak 77/228–229, 31-153 Kraków telefon/fax +48 12 636 01 90www.insignis.pl, e-mail: [email protected],facebook.com/Wydawnictwo.Insignistwitter.com/insignis_media
Dla Gabrielle,
Codziennie na swojej drodze mijamy cudotwórców. Najczęściej są przebrani za zwykłych ludzi: nauczycieli, fryzjerów, pielęgniarki, sekretarki, kasjerów, taksówkarzy i tym podobnych.
Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy trzęsąc się z nerwów, przystanęłam, żeby zapłacić za parkowanie. Na większości parkingów podjeżdżasz do budki, parkingowy bierze od ciebie pieniądze, wydaje ci resztę i odjeżdżasz. Wasze oczy się nie spotykają i żadne z was nie pamięta później tego spotkania.
Tym razem parkingowy wyprostował się, wysunął głowę z budki i szeroko się do mnie uśmiechnął. Spojrzał mi prosto w oczy, przywitał się, uścisnął mi dłoń i pobłogosławił mnie, zanim odjechałam.
Powiedział, że uwielbia swoją pracę; że jego powołaniem jest błogosławić wszystkich, którzy w drodze przez swój dzień przejeżdżają przez jego parking. W tym, co ja uważałam za zwykłe pobieranie opłaty, on widział swoją życiową misję. Odjechałam uspokojona, z nową energią.
Wszyscy miewamy takie momenty. Zdarzają się w towarzystwie ludzi, którzy wiedzą, że każdy człowiek się liczy, że nie trzeba zarabiać dużo pieniędzy, żeby naprawiać świat, bo wystarczy zacząć od tego, co masz, i po prostu wyolbrzymiać dobro.
Łatwo poczuć się przytłoczonym wszystkimi problemami tego świata. Ileż to razy słyszymy: „Dlaczego ktoś czegoś z tym nie zrobi?”. Czasem te słowa wychodzą z waszych ust. Z moich też. Słyszymy złe wieści i szepczemy: „Teraz może pomóc tylko cud”. A potem czekamy i czekamy, aż ktoś inny stanie się tym cudem.
Czekamy, aż ktoś inny zareaguje. Ale cudem nie jest to, co robią inni. Cudem jest to, co robi każdy z nas. Cudem jest, kiedy zwykli ludzie dokonują czegoś niezwykłego. Nie musisz rozwiązać problemów całego świata, żeby stać się cudem. Wystarczy, że zrobisz coś we własnym domu, biurze, dzielnicy, społeczności.
Od dwudziestu sześciu lat mam zaszczyt być felietonistką gazety „Plain Dealer”, wydawanej w Cleveland, a wcześniej pisałam dla dziennika „Beacon Journal”, który ukazuje się w Akron. Życie mnie rozpieszcza. Zwykli ludzie ze wszystkich środowisk otworzyli przede mną serca i opowiedzieli mi, w jaki sposób udało im się uczynić niemożliwe możliwym. Niektórych z nich poznasz w tej książce, bo część esejów ukazała się oryginalnie w tych dwóch pismach.
Inspiracją do mojej pierwszej książki – Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu – były moje zmagania z chorobą nowotworową. Tamte pięćdziesiąt lekcji napisałam z wdzięczności za to, że mój licznik wskazał pięćdziesiątkę. Trzynaście lat temu, łysa po chemioterapii i osłabiona po naświetlaniach, nie byłam pewna, czy uda mi się zestarzeć. Od tamtej pory poznałam wiele osób, które pokonały raka – nauczyły mnie, żeby zająć się tym, co możliwe, niezależnie od rokowań.
Tamtych pięćdziesiąt lekcji obiegło świat, najpierw w postaci drukowanych felietonów, później e-maili, które ludzie w całej Ameryce i na całym globie przesyłali sobie nawzajem, wreszcie w postaci książki. Cytują je dyrektorzy generalni korporacji, sędziowie i pracownicy socjalni. Przesłano je w setkach newsletterów i przedrukowano w niezliczonych biuletynach kościelnych i lokalnych gazetach. Ludzie noszą tematy moich lekcji w portfelach, przypinają je pinezkami do ścian w pracy i przyczepiają magnesami do lodówek.
Kiedyś usłyszałam, że ludzie czytają, bo chcą wiedzieć, że nie są sami. Mam nadzieję, że w tych nowych felietonach zawarte są osobiste prawdy, które przemawiają do nas wszystkich. Mam nadzieję, że niniejsza książka pomoże wam zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteście, a po jej przeczytaniu zapragniecie być najlepsi, jak potraficie, żeby uczynić niemożliwe możliwym.
Nie wszystko możemy zrobić, a tego, co zrobić możemy, nie możemy zrobić idealnie, ale to nic. Wystarczy, że postawimy pierwszy krok, właśnie tu i właśnie teraz. Wystarczy, że postawimy pierwszy krok, a odmienimy świat.
Jest takie stare powiedzenie: „Jeśli myślisz, że jesteś za mały, żeby mieć wpływ na świat, to nigdy nie znalazłeś się w namiocie z komarem”.
Zawsze, kiedy to słyszę, aż cierpnie mi skóra na myśl o tym, że przez jednego małego, nieznośnego insekta całą noc nie mogę zasnąć, a potem drapię się przez cały dzień.
Tak naprawdę jesteśmy wystarczająco duzi albo wystarczająco mali, czyli mamy idealne rozmiary, żeby wpływać na świat.
Kiedy pracowałam jako reporterka w Akron w stanie Ohio, redakcja zleciła mi relacjonowanie sprawy dziewczynki porwanej w pewien wrześniowy poniedziałek.
Dziewięcioletnia Jessica Repp wyszła rano z domu, żeby pojeździć na swoim różowym rowerku. Odjechała dwie przecznice, kiedy zatrzymał się przy niej samochód. Kierowca zapytał, czy zna kogoś w tej okolicy. Później wysiadł i otworzył bagażnik, udając, że czegoś szuka. Nagle ściągnął Jessikę z roweru, wrzucił ją do bagażnika i szybko odjechał.
Tata Jessiki zadzwonił do redakcji „Beacon Journal” i błagał nas, żebyśmy napisali o jego zaginionej córce. Było już późno, czasu zostało najwyżej na zanotowanie tych kilku faktów, które mógł nam podać, i opisanie wyglądu dziewczynki. Policja nie potwierdziła jeszcze żadnych informacji o śledztwie, bo sprawa była zbyt świeża. Niewiele wiedzieliśmy na pewno. Nie istniał wtedy jeszcze system natychmiastowego powiadamiania o zaginięciu dziecka ani niezliczone całodobowe kanały informacyjne. Sheryl Harris, jedna z naszych reporterek, została tego dnia dłużej w pracy, żeby wydobyć z ojca wszystkie najdrobniejsze szczegóły. Postarała się, żeby następnego dnia w gazecie ukazało się zdjęcie jego córki. Właściwie zdążyła tylko opisać jasnowłosą dziewczynkę w różowej bluzce.
Minęła doba, a Jessica się nie odnalazła. Wiadomość o jej zaginięciu podawały już wszystkie media. Stałam przed domem Jessiki w tłumie dziennikarzy, czekając na złą wiadomość, która musiała nadejść. Każdy funkcjonariusz organów ścigania powie wam to samo – jeśli dziecko nie odnalazło się w ciągu dwudziestu czterech godzin, to już się nie odnajdzie. Przez dom przewijali się pastorzy, sąsiedzi i parafianie. Już wyglądało to na pogrzeb.
Czy umiecie sobie wyobrazić, co czuje rodzic zaginionego dziecka? Jak to jest – modlić się i przez całą noc nie odchodzić na krok od telefonu w nadziei, że nadejdzie wiadomość o cudzie? Zamiast tego mamę, tatę, siostrę i brata Jessiki obudził dźwięk helikopterów policyjnych, szukających jej ciała. Oficerowie na koniach sprawdzali, czy zwłok nie porzucono na pobliskich polach kukurydzy. W sprawę zaangażował się szeryf i FBI. W okolicy roiło się od policjantów. Funkcjonariusze wzięli nawet łódź, żeby przeszukać okoliczne jeziora. Psom policyjnym dano do powąchania ulubionego misia Jessiki, by podjęły trop zaginionej dziewczynki.
Między domem a zaparkowanym przed nim samochodem szeryfa chodził tam i z powrotem samotny chłopczyk. Jonathan, brat Jessiki, miał trzynaście lat. Ciągle pytał, czy jego siostra już się odnalazła. Miał oczy przekrwione od płaczu i budzenia się co chwilę przez całą noc, żeby sprawdzić, czy może Jessica nie śpi bezpieczna w swoim łóżku.
Stałam na chodniku, obserwując krzątaninę policji wokół mnie i nade mną, i modliłam się za dziewczynkę i jej rodzinę. I wtedy cały dom zadrżał w posadach.
Policja znalazła Jessikę.
Żywą.
Jej mama, siostra, brat i wszyscy pozostali wybiegli na zewnątrz we łzach, dziękując Bogu. Ojciec robił akurat kolejne kopie zdjęć Jessiki, kiedy usłyszał o jej odnalezieniu. Natychmiast zostawił odbitki i puścił się pędem do szpitala.
Ruszyli tam wszyscy dziennikarze. Policjanci, którzy tam byli, jeszcze nie wiedzieli, co dokładnie się wydarzyło. Kiedy zapytali o to dziewczynkę, zaczęła płakać.
Okazało się, że o piątej nad ranem porywacz zabrał ją do sklepu spożywczego sieci Dairy Mart w Barberton. Sprzedawca – czyli człowiek na jednym z najniższych możliwych szczebli kariery – sumiennie wykonywał swoje obowiązki, kiedy do sklepu wszedł mężczyzna z małą dziewczynką, która wyglądała na przerażoną. Chłopak spojrzał na dziewczynkę, a potem na zdjęcie Jessiki Repp obok artykułu, który napisała Sheryl. Rozpoznał dziecko. I zadzwonił na policję.
Ten sprzedawca uratował Jessice życie. Zidentyfikował porywacza, który był klientem jego sklepu. Jakiś czas później pracownik stacji benzynowej wezwał policję, bo zauważył dziwnie zachowującego się mężczyznę. Nagranie ze stacji potwierdziło, że to porywacz. Zatrzymał się, żeby kupić papierosy. Tuż przed jedenastą rano policja rozpoznała jego samochód na parkingu. Obok mężczyzny siedziała mała dziewczynka.
Policjanci powiedzieli, że porywacz był chory psychicznie i nieobliczalny. Ich zdaniem najprawdopodobniej wkrótce wpadłby w panikę i zabił dziewczynkę.
Moja przyjaciółka Sheryl wiele lat później zdobyła Nagrodę Pulitzera – największe wyróżnienie dla dziennikarza – za serię tekstów o stosunkach rasowych. Nawet nie pamięta, że napisała ten krótki artykuł o porwaniu Jessiki Repp. Był zbyt błahy, by wpłynąć na jej karierę. Takie dziennikarstwo nie przynosi nagród, ale moim zdaniem jest jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Takie dziennikarstwo ratuje życie.
Najważniejszy artykuł, jaki kiedykolwiek napisała, był prawdopodobnie jednym z najkrótszych. Nie wiem nawet, czy został w ogóle podpisany. Ale pomógł uratować życie dziecka.
Nigdy się nie dowiedziałam, jakie były dalsze losy tamtego pracownika stacji benzynowej albo sprzedawcy ze sklepu spożywczego, który jako pierwszy zgłosił na policję, że widział porywacza z dziewczynką. Często są to anonimowi ludzie, którym nie patrzymy w oczy, kupując litr mleka, paczkę papierosów czy benzynę.
Ale ta historia zmieniła sposób, w jaki postrzegam tych, których mijamy każdego dnia – ludzi pracujących w zawodach, których większość z nas nie chciałaby wykonywać. Nauczyli mnie, że nikt nie jest zbyt mały, żeby wpłynąć na rzeczywistość.
Jeśli chcesz przynieść światu wielką zmianę, wykonuj swoje drobne zadania z większą miłością, większą uwagą, większą pasją. Po prostu pokochaj swoją pracę, swoją rodzinę, swoją okolicę, zadanie, które ci powierzono.
Wszystko się może zdarzyć, wystarczy, że wykorzystasz okazje, które stwarza ci los. Zaczynając tam, gdzie jesteś, możesz po prostu wbić do kasy mleko, papierosy i benzynę. Albo uratować komuś życie.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Rozdział dostępny w wersji pełnej.
Żeby napisać książkę, musisz uciszyć wszystkie wewnętrzne głosy, które krzyczą, że nie dam rady, albo szepczą, że nie powinnam, albo że nigdy nie uda mi się skończyć.
Jestem dozgonnie wdzięczna…
…mojej rodzinie i przyjaciołom, którzy zagłuszyli te wewnętrzne wątpliwości własnymi głosami. Wasze bezgraniczne wsparcie i miłość są mi nieocenioną pomocą.
Mojemu mężowi, Bruce’owi Hennesowi, któremu nie przeszkadza, że musi spać sam, kiedy inspiracja trzyma mnie na nogach do trzeciej nad ranem. Głębia twojej miłości wciąż zapiera mi dech w piersiach.
Mojej córce, Gabrielle, która jest moim pierwszym cudem. Dziękuję za całą miłość i radość, jaką dzielimy każdego dnia.
Moim synom, Benowi, Joemu i Jamesowi, za waszą miłość i światło, i za to, że dzielicie się ze mną swoim doświadczeniem w zakresie komputerów, fotografii i mediów społecznościowych.
Mojemu wnukowi, Asherowi, za to, że jest radością mojego życia, i małemu Boo-ba-loo, który wkrótce pojawi się na świecie.
Wszystkim, którzy kupili i przeczytali moją pierwszą książkę, Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.
Niezliczonym pisarzom, którzy zaoferowali mi swoje wsparcie, szczególnie doktorowi Michaelowi Roizenowi, Joemu Eszterhasowi, Jeffreyowi Zaslowowi, Dickowi Feaglerowi, Thrity Umrigar, Danowi Chaonowi i Deepakowi Choprze.
Moim kolegom z dziennika „Plain Dealer”, szczególnie Barb Galbincei, Chrisowi Quinnowi, Thomowi Fladungowi, Debrze Adam Simmons, Shirley Stineman, Susan Goldberg oraz Terry’emu Eggerowi, za to, że mogłam napisać swoje najlepsze teksty i podzielić się nimi w tej książce.
Wszystkim tym, którzy pozwolili mi opisać swoje historie w moich felietonach i w tej książce. Nigdy się nie dowiecie, jak ogromny wpływ mieliście na życie innych ludzi.
Moim wspaniałym przyjaciółkom, które mnie inspirują i przypominają mi o tym, co najważniejsze, szczególnie Sheryl Harris, Vicki Prussak i Beth Welch.
Źródłom inspiracji w klasztorze karmelitów, Jezuickim Domu Rekolekcyjnym i w ośrodku The Gathering Place.
Mojej agentce i cudownemu zespołowi w Grand Central Publishing. Dziękuję, że uwierzyliście w obie książki i sięgaliście tak wysoko, że trafiliśmy na szczyt: na listę bestsellerów „New York Timesa”. Wow! Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem waszej pracy.
Lindzie Loewenthal, mojej agentce z David Black Literary Agency. Jesteś prawdziwym klejnotem. Dziękuję, że wspierasz mnie swoją mądrością, cierpliwością i entuzjazmem. Miałaś rację. To była następna książka do napisania!
Wydawcy Jamiemu Raabowi – Twój entuzjazm należałoby butelkować i sprzedawać. Redaktorce Karen Murgolo – tylko z tobą proces redakcji może być taki przyjemny.
Carolyn Kurek, za gaszenie dużych i małych pożarów; Matthew Ballastowi, Jennifer Musico i Danie Trombley, za spopularyzowanie książki na całym świecie (nadal dostaję e-maile z Brazylii, Australii i Chin); Philippie White, która pomaga mi bardziej, niż jej się wydaje; Diane Luger, która projektuje przepiękne okładki; Nicole Bond, za sprzedanie książki w osiemnastu krajach; Peggy Boelke, dzięki której książka była dostępna we wszystkich pięćdziesięciu stanach; i wszystkim z działu sprzedaży i marketingu, za rozpowszechnianie mojego przesłania nadziei.
Większym i mniejszym księgarniom i wszystkim bibliotekom w małych miasteczkach takich jak Ravenna w stanie Ohio, w którym się wychowałam. Dziękuję za to, że dzielicie się radością czytania.
I jak zwykle przepełnia mnie bezbrzeżna wdzięczność dla Przyczyny tego wszystkiego, Boga mojej radości.
Regina Brett jest autorką międzynarodowego bestsellera pod tytułem Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu i felietonistką dziennika „Plain Dealer” wydawanego w Cleveland w stanie Ohio. Dwa razy była finalistką Nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu, a jej artykuły zostały wyróżnione wieloma nagrodami, między innymi National Headliner Award za felietony o raku piersi w 1999 i 2009 roku. Brett prowadzi również własną audycję radiową The Regina Brett Show, w której rozmawia ze słuchaczami w stacji WKSU, filią National Public Radio w północno-zachodnim Ohio.
Mieszka w Cleveland w stanie Ohio ze swoim mężem, Brucem.
Jej strona internetowa to www.reginabrett.com.
Ta książka jest inna i wcale nie dziwi mnie fakt, że pokochali ją czytelnicy na całym świecie. Sama ją pokochałam.
(LubimyCzytać.pl)
Bóg nigdy nie mruga to książka, która od dziś jest jedną z moich ulubionych lektur. Pokochałam w niej wszystko.
(Merlin.pl)
Nieduży tom to świetna książka dla nałogowych zrozpaczonych, wyzutych i wypalonych. Autorka daje w nim proste, ale celne rady: nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo; to nie twoja sprawa, co myślą o tobie inni; nie czekaj na specjalną okazję, wystarczającą jest dzisiejszy dzień – to tylko niektóre z myśli, którymi Regina dzieli się ze światem.
(cjg.gazeta.pl)
Dostajemy od Brett mapę. Możemy ją obejrzeć i odłożyć. Możemy prześledzić kilka tras. Możemy wreszcie ruszyć w drogę. To jedyna mapa, którą lepiej się czyta przez mgłę łez na rzęsach.
(Biblionetka.pl)
Ta książka pozwala uwierzyć w to, że po każdej burzy wychodzi słońce.
(Matras.pl)
