Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Chcesz zacząć biegać, ale boisz się, że znowu odpuścisz po kilku tygodniach? „Jak zacząć biegać i nie rzucić po 3 tygodniach” to praktyczny poradnik dla osób, które chcą wejść w bieganie spokojnie, bez presji i bez udawania, że od pierwszego treningu wszystko będzie łatwe. To książka dla początkujących, którzy chcą poprawić kondycję, schudnąć, poczuć się lepiej i zbudować nawyk biegania na dłużej. Bez motywacyjnego krzyczenia, bez sportowej spiny i bez planów dla zawodowców. W środku znajdziesz odpowiedzi na najczęstsze pytania początkujących: jak zacząć od zera, jak często biegać, jakie tempo wybrać, czy marszobieg ma sens, dlaczego wszystko boli i co zrobić, kiedy po miesiącu przestaje się chcieć. Książka zawiera też praktyczne dodatki: plan dla osoby, która nigdy nie biegała, plan „od zera do 5 km”, checklistę początkującego biegacza, listę najczęstszych błędów oraz FAQ.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 141
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Praktyczny poradnik dla ludzi, którzy zaczynali już pięć razy
Łukasz Nester
Strona tytułowa
Wstęp
Rozdział 1. Pierwszy błąd: chcesz za dużo za szybko
Rozdział 2. Dlaczego pierwsze biegi są okropne
Rozdział 3. Największe kłamstwa świata fitness
Rozdział 4. Bieganie nie rozwiąże wszystkich problemów
Rozdział 5. Najważniejsza zasada: zacznij ZA LEKKO
Rozdział 6. Ile razy w tygodniu biegać?
Rozdział 7. Jak oddychać podczas biegania
Rozdział 8. Jakie tempo jest dobre?
Rozdział 9. Jak przetrwać pierwsze 30 dni
Rozdział 10. Jakie buty kupić na początek?
Rozdział 11. Czy potrzebujesz zegarka sportowego?
Rozdział 12. Jak się ubierać do biegania
Rozdział 13. Gadżety, których nie potrzebujesz
Rozdział 14. Dlaczego wszystko boli?
Rozdział 15. Kontuzje początkujących
Rozdział 16. Regeneracja, której nikt nie szanuje
Rozdział 17. Rozgrzewka i rozciąganie
Rozdział 18. Czy bieganie naprawdę odchudza?
Rozdział 19. Jak jeść, żeby mieć siłę biegać
Rozdział 20. Alkohol, fast foody i życie normalnego człowieka
Rozdział 21. Jak nie rzucić biegania po miesiącu
Rozdział 22. Wstyd przed bieganiem
Rozdział 23. Uzależnienie od wyników
Rozdział 24. Dlaczego bieganie pomaga psychicznie
Rozdział 25. Pierwsze 5 kilometrów
Rozdział 26. Pierwszy bieg, z którego jesteś dumny
Rozdział 27. Co zrobić, kiedy przestaje Ci się chcieć
Rozdział 28. Pierwszy start w zawodach
Zakończenie
Dodatek 1. Plan dla osoby, która nigdy nie biegała
Dodatek 2. Plan „od zera do 5 km”
Dodatek 3. Lista najczęstszych błędów początkujących
Dodatek 4. Co kupić na start, a czego nie
Dodatek 5. Checklist początkującego biegacza
Dodatek 6. FAQ początkującego biegacza
Okładka
Strona tytułowa
Spis treści
Początek książki
Jeśli czytasz tę książkę, istnieje duża szansa, że już kiedyś próbowałeś biegać.
Może nawet kilka razy.
Kupione buty.Nowy plan.Motywacja.Postanowienie, że „tym razem będzie inaczej”.
A później?Po dwóch albo trzech tygodniach wszystko wracało do starego schematu.
Buty lądowały w szafie.Motywacja znikała.Pojawiały się wymówki.Brak czasu.Zmęczenie.Ból nóg.„Może to po prostu nie dla mnie”.
I wiesz co?
To nie znaczy, że jesteś leniwy.Nie oznacza też, że nie masz charakteru.
Prawda jest dużo prostsza.
Większość ludzi rzuca bieganie, bo zaczyna kompletnie źle.
Za szybko.Za mocno.Za ambitnie.
Internet wmówił nam, że wszystko musi być spektakularne.Że trzeba:
wstawać o 5 rano,
robić ciężkie treningi,
dawać z siebie 110%,
cierpieć,
codziennie przekraczać granice.
Tylko że prawdziwe bieganie wygląda zupełnie inaczej.
Prawdziwe bieganie bardzo często jest:
spokojne,
powolne,
nudne,
nieregularne na początku,
pełne kryzysów.
I właśnie dlatego większość ludzi odpada.
Bo oczekują efektów i formy sportowca po kilku tygodniach.
Ta książka nie powstała dla zawodowców.Nie powstała też dla ludzi, którzy chcą biegać maratony po trzech miesiącach.
Napisałem ją dla osób, które:
chcą zacząć,
chcą wytrwać,
chcą poczuć się lepiej,
chcą schudnąć,
chcą odzyskać kondycję,
chcą zrobić coś dla siebie,ale ciągle kończą dokładnie w tym samym miejscu.
Czyli na starcie.
Nie musisz być:
szczupły,
wysportowany,
zmotywowany,
szybki,
zdyscyplinowany.
Naprawdę.
Nie musisz mieć idealnej diety.Nie musisz kochać biegania od pierwszego treningu.Nie musisz wrzucać wyników na Instagrama.Nie musisz wyglądać jak człowiek z reklamy odzieży sportowej.
I co najważniejsze:nie musisz być perfekcyjny.
Bo perfekcjonizm bardzo często zabija regularność.
Ludzie myślą:„Skoro dziś nie zrobiłem idealnego treningu, to cały plan się posypał.”
A później odpuszczają tydzień.Potem miesiąc.Potem rok.
Tymczasem w bieganiu wygrywają nie ci najbardziej zmotywowani.
Tylko ci, którzy wracają.
Nawet po gorszym tygodniu.Nawet po przerwie.Nawet po słabszym treningu.
Nie urodziłem się biegaczem.
I gdybyś zobaczył moje początki, prawdopodobnie nigdy nie pomyślałbyś:„Ten gość będzie kiedyś regularnie biegał.”
Początki były dokładnie takie jak u większości ludzi:
zadyszka po kilku minutach,
ciężkie nogi,
kryzysy,
myśli pod tytułem „po co mi to”.
Były też błędy.
Za szybkie bieganie.Za dużo ambicji.Za mocne treningi.Porównywanie się do innych.
I bardzo możliwe, że gdybym wtedy próbował robić wszystko perfekcyjnie, też rzuciłbym bieganie po kilku tygodniach.
Ale z czasem zrozumiałem coś bardzo ważnego.
Bieganie nie musi być idealne, żeby działało.
Nie trzeba codziennie bić rekordów.Nie trzeba cierpieć na każdym treningu.Nie trzeba trenować jak zawodowiec.
Trzeba po prostu wracać.
Regularnie.
I właśnie o tym jest ta książka.
Nie znajdziesz tutaj:
motywacyjnego krzyczenia,
tekstów typu „nie ma wymówek”,
coachingu sukcesu,
planu na złamanie 3 godzin w maratonie,
udawania, że bieganie zawsze jest przyjemne.
Nie będę Ci też wciskał, że po tygodniu pokochasz bieganie.
Bo bardzo możliwe, że na początku będziesz go wręcz nienawidzić.
I to jest normalne.
Znajdziesz tutaj za to:
praktyczne podejście,
prawdziwe problemy początkujących,
błędy, które popełnia prawie każdy,
sposoby, jak nie wypalić się po miesiącu,
realne spojrzenie na bieganie.
Bez idealizowania.
Prawdopodobnie teraz trudno Ci to sobie wyobrazić.
Ale jeśli wytrwasz kilka miesięcy, wydarzy się coś dziwnego.
Bieganie przestanie być karą.
Przestaniesz myśleć o każdym treningu jak o obowiązku.Organizm zacznie się adaptować.Zniknie część zadyszki.Nogi przestaną boleć po każdym biegu.Głowa zacznie się wyciszać.
I nagle okaże się, że:
masz więcej energii,
lepiej śpisz,
łatwiej radzisz sobie ze stresem,
jesteś dumny z siebie,
robisz coś, czego kiedyś nie byłeś w stanie zrobić.
Nie dlatego, że stałeś się „sportowcem”.
Tylko dlatego, że nie odpuściłeś po trzech tygodniach.
I dokładnie po to powstała ta książka.
Większość ludzi nie rezygnuje z biegania dlatego, że się nie nadaje.
Rezygnują dlatego, że zaczynają kompletnie źle.
I nie chodzi tutaj o złe buty, brak planu treningowego czy niewłaściwą technikę. Największy problem pojawia się dużo wcześniej — w głowie.
Bo kiedy człowiek postanawia „od teraz będę biegać”, bardzo często chce zmienić całe życie w jeden dzień.
Od poniedziałku:
codzienne bieganie,
zdrowe jedzenie,
zero słodyczy,
10 tysięcy kroków,
siłownia,
picie trzech litrów wody,
wstawanie o 5:30.
A później mijają dwa tygodnie i człowiek nie ma siły nawet patrzeć na buty biegowe.
To nie jest brak charakteru.
To po prostu fatalna strategia.
Każdy zna ten moment.
Nowy rok.Nowy miesiąc.Nowy tydzień.Nowa motywacja.
Kupujesz buty.Oglądasz motywacyjne rolki.Zapisujesz plan treningowy.Przez chwilę czujesz się jak nowa wersja siebie.
Problem polega na tym, że emocje bardzo szybko opadają.
A kiedy opadną, zostajesz sam:
ze zmęczeniem,
zakwasami,
brakiem efektów,
zadyszką po kilkuset metrach,
myślą: „chyba to nie jest dla mnie”.
I właśnie wtedy odpada większość ludzi.
Bo zaczęli od poziomu, którego organizm i głowa nie były w stanie utrzymać.
Początkujący bardzo często myślą, że progres robi się poprzez mocne treningi.
Tymczasem największy progres robi się dzięki regularności.
A regularność nie lubi przesady.
Większość ludzi nie zaczyna za lekko.
Większość zaczyna zdecydowanie za mocno.
Pierwszy trening?5 kilometrów bez zatrzymania.
Drugi?Jeszcze szybciej.
Trzeci?Kolano boli, ale „trzeba walczyć”.
Czwarty?„Dzisiaj odpuszczę”.
Piąty już nigdy nie następuje.
Organizm potrzebuje czasu, żeby przyzwyczaić się do biegania. I to dużo więcej czasu, niż ludziom się wydaje.
Twoje płuca, mięśnie i serce adaptują się szybciej niż:
ścięgna,
stawy,
rozcięgno podeszwowe,
głowa.
Dlatego tak wiele osób łapie kontuzje albo psychicznie nie wytrzymuje pierwszych tygodni.
Bo ciało jeszcze jakoś daje radę.
Ale głowa ma dość.
Media społecznościowe stworzyły fałszywy obraz sportu.
Widzisz ludzi:
uśmiechniętych po maratonie,
biegających o wschodzie słońca,
robiących trening o 5 rano,
pokazujących idealne statystyki,
wrzucających tempo, którego nie rozumiesz.
Nikt nie pokazuje:
ciężkich początków,
zadyszki,
marszobiegów,
bólu nóg,
kryzysów,
tygodni bez motywacji.
Przez to początkujący mają kompletnie nierealne oczekiwania.
Myślą, że skoro po dwóch tygodniach nadal:
ciężko im się oddycha,
wszystko boli,
nie ma spektakularnych efektów,to robią coś źle.
Nie robią.
Tak właśnie wygląda początek.
To może być jedna z najważniejszych rzeczy w całej tej książce.
Nie buduj biegania na motywacji.
Motywacja jest świetna na start.Ale fatalna do utrzymania regularności.
Bo motywacja działa wtedy, kiedy:
masz energię,
jesteś wyspany,
wszystko idzie dobrze,
widzisz efekty.
A co z dniami, kiedy:
pada deszcz,
boli Cię głowa,
miałeś fatalny dzień w pracy,
nie chce Ci się kompletnie nic?
Właśnie wtedy większość ludzi wraca na kanapę.
Dlatego osoby, które biegają latami, bardzo często nie są najbardziej zmotywowane.
Są najbardziej regularne.
One nie zastanawiają się codziennie:„Czy mi się chce?”
Po prostu wychodzą.
Nawet na krótko.Nawet wolno.Nawet bez formy życia.
I to właśnie buduje progres.
Internet uwielbia hasła typu:
„No excuses”.
„Pain is weakness leaving the body”.
„Nigdy się nie poddawaj”.
Problem polega na tym, że początkujący biorą to dosłownie.
I później:
biegają mimo bólu,
ignorują zmęczenie,
robią za dużo,
próbują udowodnić coś sobie i innym.
Tylko że bieganie nie jest jednorazowym wyzwaniem.
To nie ma być trzytygodniowa wojna z samym sobą.
To ma być coś, co jesteś w stanie robić przez lata.
Naprawdę nie dostajesz medalu za:
zajechanie organizmu,
bieganie mimo kontuzji,
trening ponad siły.
Największą sztuką nie jest zrobić jeden heroiczny trening.
Największą sztuką jest wrócić na kolejny.
Zaskoczę Cię.
Najlepszym sposobem, żeby nie rzucić biegania, jest… niedociskanie na początku.
Tak.Serio.
Po pierwszym treningu powinieneś mieć poczucie:„Mógłbym zrobić więcej”.
To bardzo dobre uczucie.
Bo dzięki temu:
organizm lepiej się regeneruje,
głowa mniej się buntuje,
łatwiej wrócić następnego dnia,
bieganie nie kojarzy się z cierpieniem.
Większość ludzi robi odwrotnie.
Kończą pierwszy trening kompletnie zajechani i myślą:„Dałem z siebie wszystko”.
Tylko że problem nie polega na tym, żeby dać z siebie wszystko raz.
Problem polega na tym, żeby nie zniknąć po trzech tygodniach.
Na początku to może brzmieć dziwnie.
Ale najlepsze treningi dla początkujących często są… nudne.
Za wolne.Za spokojne.Za lekkie.
I właśnie dlatego działają.
Bo organizm lubi stopniową adaptację.
Największe efekty bardzo często buduje się poprzez:
spokojne treningi,
powtarzalność,
cierpliwość,
małe kroki.
Nie poprzez katowanie się.
Jeśli dopiero zaczynasz, nie próbuj zostać biegaczem życia w dwa tygodnie.
Naprawdę nie musisz:
biegać codziennie,
robić szybkich treningów,
cierpieć na każdym biegu,
wyglądać jak sportowiec z Instagrama.
Na początku najważniejsze są tylko trzy rzeczy:
regularność,
cierpliwość,
rozsądne tempo.
Reszta przyjdzie później.
I uwierz mi — dużo szybciej, niż teraz myślisz.
Nikt Ci tego nie mówi na początku.
Pierwsze biegi bardzo często są po prostu fatalne.
Serio.
Nie „trudne”.Nie „wymagające”.Nie „budujące charakter”.
Tylko zwyczajnie fatalne.
Brakuje oddechu.Nogi robią się ciężkie.Serce wali jak młot.Po kilku minutach masz ochotę się zatrzymać.W głowie pojawia się myśl:„Jak ludzie mogą robić to dla przyjemności?”
I właśnie wtedy większość osób dochodzi do błędnego wniosku:„Nie nadaję się do biegania.”
Tymczasem prawda wygląda zupełnie inaczej.
Tak wygląda początek prawie każdego biegacza.
Jednym z największych szoków dla początkujących jest to, jak szybko organizm mówi:„Stop”.
W teorii wydaje się to proste.Przecież bieganie to naturalny ruch.Każdy człowiek potrafi biegać.
Ale problem polega na tym, że większość dorosłych ludzi od lat praktycznie nie biega.
Organizm odzwyczaja się od wysiłku.
Jeśli przez:
wiele godzin siedzisz,
mało się ruszasz,
pracujesz przy komputerze,
jeździsz wszędzie autem,to ciało nie jest gotowe na nagły wysiłek.
I dlatego pierwsze treningi bywają brutalne.
Nie dlatego, że jesteś słaby.
Po prostu organizm jest niewytrenowany.
To trochę jak z wejściem po schodach do dziesiątego piętra po kilku latach korzystania wyłącznie z windy.
Też byłoby ciężko.
Problem jest jeszcze większy, bo większość ludzi zaczyna biegać zdecydowanie za szybko.
Początkujący często myślą:„Skoro biegnę wolno, to trening się nie liczy.”
I właśnie dlatego po minucie mają zadyszkę.
Bardzo możliwe, że kiedy pierwszy raz pobiegniesz naprawdę spokojnie, poczujesz się wręcz dziwnie.
Tempo będzie wydawało się śmiesznie wolne.
Ale właśnie o to chodzi.
Początkujący nie powinni zaczynać od szybkiego biegania.
Powinni zaczynać od spokojnego ruchu, który organizm jest w stanie wytrzymać bez walki o życie po dwóch minutach.
I tak — marszobieg też się liczy.
Naprawdę.
To jedna z rzeczy, które powinny być powtarzane każdemu początkującemu.
Nie musisz od razu przebiec 5 kilometrów bez zatrzymania.
Ba.Większość ludzi nie powinna tego robić.
Marszobieg to nie wstyd.To jedno z najlepszych narzędzi na start.
Minuta biegu.Minuta marszu.Dwie minuty biegu.Chwila odpoczynku.
I nagle okazuje się, że:
organizm mniej się męczy,
głowa mniej panikuje,
łatwiej utrzymać regularność,
bieganie nie kojarzy się wyłącznie z cierpieniem.
Problem polega na tym, że wiele osób uważa marsz za „oszustwo”.
To kompletna bzdura.
Największym sukcesem początkującego nie jest przebiegnięcie wszystkiego bez zatrzymania.
Największym sukcesem jest wrócić na kolejny trening.
Początkujących często zaskakuje też ból mięśni.
Łydki.Uda.Pośladki.Stopy.
Czasem nawet zwykłe chodzenie po schodach staje się problemem.
I znowu:to najczęściej normalne.
Bieganie angażuje organizm dużo mocniej, niż wielu osobom się wydaje.
Każde lądowanie podczas biegu to obciążenie dla:
mięśni,
stawów,
ścięgien,
rozcięgna podeszwowego.
A jeśli ciało wcześniej nie było przyzwyczajone do takiego wysiłku, reaguje szokiem.
Dlatego pierwszy miesiąc bardzo często jest bardziej adaptacją organizmu niż „budowaniem formy”.
Wiele osób myśli, że problemem są tylko płuca i nogi.
Tymczasem ogromne znaczenie ma psychika.
Początkujący podczas biegu często:
panikują,
analizują każdy oddech,
skupiają się wyłącznie na zmęczeniu,
odliczają każdą minutę do końca.
I to potrafi być bardziej męczące niż sam wysiłek.
Bo jeśli przez cały trening myślisz:„Jeszcze daleko?”„Ile zostało?”„Nie dam rady.”to organizm odbiera wysiłek dużo gorzej.
Z czasem głowa się przyzwyczaja.
Ale na początku bieganie jest również treningiem psychicznym.
Najtrudniejszy etap bardzo często pojawia się między drugim a czwartym tygodniem.
Pierwsza motywacja już znika.Efekty są jeszcze małe.Organizm nadal się męczy.Pojawia się zmęczenie codziennością.
I wtedy człowiek zaczyna szukać powodów, żeby nie wyjść:
pada deszcz,
zimno,
zmęczenie po pracy,
„od jutra wrócę”.
To właśnie ten moment decyduje o wszystkim.
Nie pierwszy trening.Nie zakup butów.Nie post na Instagramie.
Tylko moment, kiedy bieganie przestaje być ekscytującą nowością.
Bo wtedy zostaje już tylko nawyk.
Albo jego brak.
To pytanie zadaje sobie praktycznie każdy początkujący.
I dobra wiadomość jest taka:organizm naprawdę szybko się adaptuje.
Po kilku tygodniach:
oddech zaczyna się uspokajać,
nogi mniej bolą,
regeneracja jest szybsza,
bieganie przestaje szokować organizm.
Nagle okazuje się, że tempo, które wcześniej wydawało się niemożliwe, staje się normalne.
Ale żeby do tego dojść, trzeba przeżyć etap początkowy.
A właśnie na nim większość ludzi się poddaje.
Jeśli początki są ciężkie, to nie znaczy, że robisz coś źle.
To znaczy, że jesteś początkujący.
Naprawdę nie musisz:
biegać szybko,
wyglądać profesjonalnie,
robić długich treningów,
cierpieć na każdym biegu.
Na początku Twoim jedynym celem powinno być przyzwyczajenie organizmu do ruchu.
Nic więcej.
Forma przyjdzie później.Kondycja też.Lepsze tempo również.
Ale najpierw musisz przejść przez etap, którego prawie nikt nie pokazuje w internecie.
Czyli moment, w którym bieganie jest po prostu cholernie ciężkie.
Internet pełen jest ludzi, którzy uwielbiają mówić innym, jak mają żyć.
Zwłaszcza w świecie sportu.
Wchodzisz na Instagrama, TikToka albo YouTube i wszędzie widzisz:
idealne sylwetki,
motywacyjne cytaty,
treningi o świcie,
lodowate kąpiele,
„produktywne poranki”,
hasła o wychodzeniu ze strefy komfortu.
I problem nie polega nawet na tym, że część tych rzeczy działa.
Problem polega na tym, że początkujący zaczynają wierzyć, że właśnie tak powinno wyglądać normalne bieganie.
A później zderzają się z rzeczywistością.
I bardzo szybko dochodzą do wniosku:„Coś jest ze mną nie tak.”
Tymczasem bardzo często problemem nie jesteś Ty.
Problemem są bzdury, które przez lata wmówiono ludziom.
Nie.Bardzo możliwe, że nie pokochasz.
Ba.Możliwe, że przez pierwsze tygodnie będziesz go wręcz nienawidzić.
I to jest całkowicie normalne.
Internet uwielbia sprzedawać wizję, że bieganie od razu daje:
endorfiny,
lekkość,
szczęście,
wolność,
spokój.
Rzeczywistość początkującego często wygląda inaczej.
Boli.Ciężko się oddycha.Nogi są jak z betonu.Każda minuta się ciągnie.
I właśnie dlatego wiele osób odpada.
Bo oczekują przyjemności już na starcie.
A organizm potrzebuje czasu, żeby nauczyć się wysiłku.
