Jak stworzyć wegański świat. Podejście pragmatyczne - Tobias Leenaert - ebook

15 osób właśnie czyta

Opis

W tej prowokującej do myślenia książce Tobias Leenaert wskazuje, że dotychczasowe strategie działania na rzecz praw zwierząt się nie sprawdziły. Pomimo działalności tysięcy zaangażowanych aktywistów i coraz bardziej błyskotliwych, a nie rzadko szokujących kampanii, spożycie mięsa i produktów odzwierzęcych wciąż rośnie. Leenaert prezentuje nową wizję tego, jak możemy stworzyć wegański świat. Biorąc pod uwagę naszą obecną sytuację, gdy niemal całe społeczeństwo zależy od wykorzystywania zwierząt, potrzebujemy innego, bardziej pragmatycznego podejścia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 288

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wiara to ptak, który przeczuwa światło i śpiewa, jeszcze zanim nastanie świt.

Przedmowa

Swoją książkę Wyzwolenie zwierząt zakończyłem następującymi słowami:

Władza, jaką ma człowiek, pozwala mu gnębić inne gatunki po wsze czasy lub do chwili, gdy sprawi, że Ziemia nie będzie się już nadawać do zamieszkania przez żywe istoty. Czy ta tyrania będzie trwać, dowodząc, że w zderzeniu z egoistycznym interesem moralność nic nie znaczy, jak zawsze twierdzili najbardziej cyniczni poeci i filozofowie? A może jednak staniemy na wysokości zadania i udowodnimy, że stać nas na prawdziwy altruizm, kończąc z bezlitosną eksploatacją gatunków, nad którymi mamy władzę, i to nie dlatego, że zmuszą nas do tego buntownicy czy terroryści, lecz że uznamy, iż jest ona moralnie nie do przyjęcia? Odpowiedź na to pytanie zależy od odpowiedzi każdego z nas[1].

Chociaż ponad czterdzieści lat później wciąż jej nie znamy, altruistom udało się wykonać kilka kroków naprzód. W całej Unii Europejskiej – od Portugalii po Polskę i od Finlandii po Grecję – niektóre z metod więzienia zwierząt hodowlanych opisanych w Wyzwoleniu zwierząt zostały zabronione. Zakazano ich też w Kalifornii, a międzynarodowe korporacje takie jak McDonald’s i Walmart zgodziły się wycofać z użytku produkty wytwarzane ze zwierząt chowanych tymi metodami.

Czterdzieści lat temu niewielu ludzi w ogóle wiedziało, co oznacza słowo „wegański”. W miastach takich jak Berlin trudno było znaleźć restauracje podające dania wegetariańskie, a co dopiero wegańskie. Dziś środowisko wegan w Berlinie działa prężnie, podobnie jak w wielu miastach Europy, Ameryki Północnej, Australii i kilku innych krajów świata. Do zmiany tej doszło głównie w ciągu ostatniej dekady. Wegańskie jedzenie staje się coraz smaczniejsze. Inwestuje się znaczne sumy w rozwój firm próbujących uzyskiwać mięso na poziomie komórek macierzystych bądź produkować roślinne zamienniki o tej samej konsystencji i smaku co produkty odzwierzęce.

Są zatem powody, by mieć nadzieję, że wielka zmiana na rzecz wegańskiego świata właśnie się rozpoczyna. Na kolejnych stronach tej książki Tobias Leenaert pokazuje, jak nadzieję tę można zrealizować. Chociaż jego upragniony świat pozostaje zbieżny z tym, o czym marzyłem pisząc Wyzwolenie zwierząt, podejście Leenaerta stanowi użyteczną korektę cytowanego powyżej pytania, którym zakończyłem swoją książkę. Jeśli weganizacja świata zależy od tego, żeby każde z nas wybrało altruizm ponad interes własny, stanie się on w najbliższej przyszłości – w najlepszym razie – jedynie częściowo wegański. Daleko mi jest do cynizmu w kwestii istnienia altruizmu. Działając w ramach ruchu na rzecz zwierząt, jak również w ramach ruchu efektywnego altruizmu, spotkałem ludzi, którzy pracują niewiarygodnie ciężko, by zmniejszyć cierpienie zwierząt oraz osobiście znam trzy osoby, które są dawcami nerek dla ludzi zupełnie im nieznanych. Jednak na świecie żyje wielu ludzi samolubnych i jeszcze więcej takich, których etyczne spojrzenie nie sięga poza siebie samych, swoich przyjaciół i rodzinę. Takich ludzi do zmiany jadłospisu nie przekona fakt, że ulubiona potrawa powoduje cierpienie zwierząt. Nie przekona ich też informacja, że akurat ten posiłek przyczynia się do zmiany klimatycznej bardziej niż bezmięsny. Swoje zachowanie zmienią dopiero wtedy, kiedy przekona się ich, że coś jest zdrowsze lub wygodniejsze, lub tańsze dla nich samych, albo kiedy tylu innych ludzi przejdzie na weganizm, że zaczną się martwić odstawaniem od głównego nurtu i publicznym zawstydzaniem ich ze względu na dietę, która zacznie być uważana za barbarzyńską.

To dlatego uznaję dziś rację Leenaerta, który przestrzega, że jesteśmy nazbyt skłonni wierzyć w jedyną słuszną drogę do naszego celu – jedyną drogę do tego, co nazywa Weganowem – i że wiemy, którędy ona biegnie. Istnieje wiele dróg i często nie mamy pojęcia, która z nich poprowadzi nas szybciej. Niektórzy z nas myślą, że powinniśmy po prostu opowiedzieć ludziom o ogromie rzezi zwierząt i cierpieniu, które zadajemy zjadanym przez nas istotom. Gdy się o tym dowiedzą, na pewno nie znajdą wymówek, by nie przechodzić na weganizm. Inni wierzą, że delikatniejsza, przyjaźniejsza droga okaże się skuteczniejszą. Sądzą, że powinniśmy starać się o poprawę dobrostanu zwierząt hodowlanych i zachęcać ludzi do zmniejszenia spożycia wyrobów odzwierzęcych. Jeszcze inni wolą nie wspominać o cierpieniu zwierząt, wierząc, że rzesze ludzi są gotowe do redukowania naszego śladu węglowego. Ci orędownicy argumentują, że produkcja wyrobów odzwierzęcych przyczynia się do zmiany klimatu. Jeszcze innej grupie wydaje się, że ludzie najpewniej zmienią swoje zachowanie, jeśli zdołamy przekonać ich, że jedzenie zwierząt jest złe dla zdrowia. Ale, jak pokazuje Leenaert, początkowa przyczyna, dla której ludzie się zmienią, nie jest aż tak istotna, a troska o zwierzęta może dołączyć do niej później.

Jeśli chodzi o przekonywanie ludzi do przejścia na weganizm, musimy wypróbować różne podejścia i zebrać jakieś wiarygodne dane o tym, co działa, a co nie. Przede wszystkim jednak powinniśmy z całych sił próbować ułatwić ludziom tę przemianę.

Niewielu posiada tak wysokie kwalifikacje jak Leenaert, żeby mówić tych sprawach. Jako założyciel i – od dziesięciu lat – dyrektor belgijskiej organizacji Ethical Vegan Alternative, był zaangażowany w kampanię zwieńczoną ustanowieniem w Gandawie – jako pierwszym miastem na świecie – cotygodniowego „dnia wegetariańskiego”. Następnie jako współdyrektor (z Melanie Joy) Center for Effective Vegan Advocacy prowadził warsztaty szkoleniowe z orędownictwa na rzecz weganizmu w Europie, Ameryce Południowej, Południowej Afryce, Azji i Australii. Teraz czerpie ze swych rozległych doświadczeń i lektur, by pomóc innym w efektywnym orędownictwie na rzecz weganizmu.

W książce Leenaerta podoba mi się między innymi to, że autor nie posiada żadnych złudzeń co do tego, że dotarcie do celu, czyli stworzenie wegańskiego świata, będzie trudne, ale nie zniechęciło go to do zebrania całej dostępnej wiedzy na temat tego, jak dostać się do niego najprędzej. Jeśli chcesz wesprzeć ruch wegański i lepszy świat, ku któremu on wiedzie, książka ta jest doskonałym miejscem startowym; jeśli już jesteś częścią ruchu, pomoże ci ona przekonać się, jak dobrze już sobie radzisz i przedstawi sugestie, jak możesz czynić to lepiej.

Peter Singer

kwiecień 2017

[1] P. Singer, Wyzwolenie zwierząt, przeł. A. Alichniewicz, A. Szczęsna, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, s. 363.

Wstęp Długa droga do Weganowa

Jest rzeczą zdrową, by we wszystkich sprawach od czasu do czasu postawić znak zapytania po tym, co długo uważało się za pewnik.

– przypisywane Bertrandowi Russellowi

Zakończenie powodowanych ludzką ręką cierpienia i zabijania zwierząt może stanowić jedno z największych wyzwań podjętych kiedykolwiek przez grupę ludzi. Skoro czytasz tę książkę, zapewne do tej grupy należysz. Może jesteś wegetarianką, weganinem, ograniczasz mięso, wierzysz w sprawę albo jesteś naszym sojusznikiem. Może wpłacasz darowizny na cele związane ze zwierzętami, pracujesz lub ochotniczo pomagasz organizacji działającej na rzecz praw zwierząt bądź weganizmu. Może prowadzisz firmę, pracujesz dla władz, a może po prostu chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak pomagać zwierzętom. Mam nadzieję, że niezależnie od tego, kim jesteś i co robisz, jeśli pragniesz pomóc stworzyć świat lepszy dla zwierząt, zyskasz dzięki tej książce nowy ogląd spraw, których dotyczy.

Jak stworzyć wegański świat przedstawia praktyczną strategię, która doprowadzi nas do punktu krytycznego dla postaw i zachowań społecznych wobec zwierząt, zwłaszcza zwierząt hodowlanych. Oto krótki zarys tego, o czym przeczytasz.

Kiedy piszę te słowa, wszyscy jesteśmy zależni od zwierząt. Coraz większa liczba ludzi na świecie je posiłki oparte na produktach odzwierzęcych, nierzadko trzy razy dziennie. Nazywam tych ludzi intermięsariuszami [steakholders][1]. By zmienić tę sytuację, nie możemy polegać głównie, ani nadmiernie, na argumentach z dziedziny etyki; musimy korzystać z wszelkich dostępnych nam środków. Tradycyjnie ruch na rzecz praw zwierząt próbuje zmieniać ludzkie postawy i motywować odbiorców do zmiany zachowań. Podejście uzupełniające, które prezentuję w tej książce, wymaga od aktywistów, by skupili się na ułatwieniu zmiany zachowań ludzi tak, by potrzeba było mniej motywacji.

Proponuję, żebyśmy wykazali się pragmatyzmem w następujący sposób:

zamiast

przekazywać tylko komunikat „przejdź na weganizm!” (

go

vegan!)

, wykorzystajmy

również swoje zasoby do zachęcenia ogółu, by zmniejszył konsumpcję wyrobów odzwierzęcych; w ten sposób szybciej uda nam się dojść do punktu krytycznego, dzięki dużej liczebności zmniejszających spożycie, a nie niewielkiej liczbie wegan;

pozwalajmy

ludziom dokonać zmiany z dowolnego wybranego przez nich powodu, nie tylko dlatego, że przekona ich moralny argument o niejedzeniu mięsa; ludzie często zmieniają postawy

po

zmianie

zachowania, a nie przed nią;

twórzmy okoliczności sprzyjające zmianie, głównie

przez

opracowanie takich zamienników produktów odzwierzęcych, które byłyby lepsze, tańsze i jeszcze bardziej dostępne;

wypracujmy

bardziej swobodną koncepcję weganizmu.

Nieśpieszne opiniowanie

Często przedwcześnie wydajemy opinię na jakiś temat. Internet i media społecznościowe – gdzie publikacja oceny czy drwiny zajmuje kilka sekund – przyczyniają się do budowania atmosfery „szybkiego opiniowania”. Ja jestem entuzjastą „opiniowania nieśpiesznego”. Jeśli wydajesz osądy nieśpiesznie, oznacza to, że jesteś świadom lub świadoma złożoności życia, ludzi i nowoczesnego społeczeństwa oraz nie zamierzasz wyrabiać sobie opinii, zanim nie przemyślisz sprawy i nie dowiesz się czegoś na dany temat.

Nieśpiesznie opiniujący nie uważają, żeby osoby po drugiej stronie sporu z konieczności nie miały racji. Nie śpieszą się z mówieniem „tak” czy „nie”, zadają pytania, a komuś, kto akurat się z nimi nie zgadza, mówią, że wrócą po przemyśleniu kwestii podniesionej przez oponenta. Nieśpieszne opiniowanie łączy się z empatią – z myśleniem, jak to jest być na miejscu tego drugiego. Nieśpiesznie opiniujący zadają sobie pytania o innych: Jakie wartości są dla nich ważne? Na jakiej są pozycji? Może mają dobry powód, by to mówić, pisać, robić? Jedną z największych zalet nieśpiesznych opinii jest zwalczanie krytykanctwa i potępiania w czambuł innych ludzi (łącznie z tymi, których kochamy nienawidzić, czyli politykami i celebrytami) oraz ich osądów.

Ruchy na rzecz zwierząt i weganizm mogłyby wiele skorzystać z nieśpiesznego opiniowania i głębokiego myślenia. Moglibyśmy mniej oceniać innych – ludzi po naszej stronie i po tej drugiej. Nieśpieszne opiniowanie pomogłoby nam doskonalić strategie pozytywnego wpływania na ludzi.

Wielu weganom i moim sojusznikom w działaniach na rzecz zwierząt może się wydać, że podejście zaproponowane w tej książce łamie wszelkie zasady i schodzi z wydeptanych ścieżek. Wierzę jednak, że wszystko – nawet nasze najszczersze przekonania – powinno się od czasu do czasu poddać uważnemu badaniu, byśmy upewniali się, że jesteśmy na dobrej drodze, i wciąż ulepszali nasze taktyki i strategie. Nawet jeśli nie zgodzisz się ze wszystkim, co przeczytasz, proponuję zachować otwartość umysłu, a opinie wydawać powoli.

Sprawdzić, co działa

Dzięki nieśpiesznemu opiniowaniu możemy zacząć działać bardziej rozważnie i strategicznie, ale nie chcę, by nasza otwartość na niuanse i niepewności nas sparaliżowały. To dlatego musimy dołożyć należytych starań, by dowiedzieć się, co działa. Czasem będziemy testować rozwiązania, których nie jesteśmy pewni, aby zobaczyć, czy przybliżą nas do celu.

W filmie Stevena Spielberga Lincoln tytułowy bohater dyskutuje z członkiem Izby Reprezentantów Thaddeusem Stevensem o tym, jak wprowadzić do konstytucji poprawkę zakazującą niewolnictwa. Stevens mówi o „wewnętrznym kompasie”, który powinien wskazywać północ, rozjaśniając, dokąd iść i co jest słuszne. Dodaje, że u wielu kompas niestety jest zepsuty. Lincoln odpowiada mu tak:

Będąc geodetą dowiedziałem się, że kompas (…) wskaże północ właściwą z miejsca, w którym pan stoi, ale nie posłuży radą o bagnach, pustyniach i rozpadlinach, które napotka pan po drodze. Jeśli w dążeniu do celu rzuci się pan wprzód, niepomny przeszkód, i nie osiągnie nic więcej prócz utonięcia w trzęsawisku, (…) gdzie tu pożytek z wiedzy o północy właściwej?[2].

Lincoln (przynajmniej w filmie) jest przebiegły i bystry, chociaż jego ostrożność i rozwaga potrafią rozwścieczyć tych, którzy sądzą, że moralne imperatywy wymagają bezpośrednich działań. Lincoln wie, że efektywne strategie czy taktyki to te, które pomagają nam osiągnąć cel najszybciej, jak to możliwe; nie są może najszczersze ani najczystsze, ani też najbardziej oczywiste.

Dyskutując o strategiach wielu z nas łatwo może popełnić jeden z dwóch błędów. Po pierwsze, można być przekonanym, że istnieje jedno odpowiednie podejście. Ludzie i społeczeństwo w oczywisty sposób są zbyt różnorodni i złożeni, by to była prawda. Drugi błąd jest dokładnym przeciwieństwem pierwszego: myśleniem, że wszystkie strategie są przydatne i potrzebne. Jednak niektóre działają lepiej niż inne, więc chcemy inwestować nasze ograniczone zasoby w najlepsze i najbardziej obiecujące z nich. Nie powinniśmy zadowalać się prawdziwymi, ale banalnymi stwierdzeniami, takimi jak „to zależy od człowieka, jakie podejście zadziała”. Jeśli przekonamy tylko jedną osobę, kiedy mogliśmy przekonać tysiąc, zmarnujemy naszą energię – o ile oczywiście ta osoba nie ma znacznego wpływu na szersze grono odbiorców. Ponadto możliwe jest, że niektóre strategie przyniosą więcej strat niż pożytku. Jeśli dana strategia przemówi do stu osób, ale zrazi tysiąc, prawdopodobnie nie jest efektywna.

Jeśli chcemy dowiedzieć się, które strategie, taktyki czy kampanie są bardziej udane niż inne, nie możemy po prostu polegać na osobistym doświadczeniu, przeczuciu czy intuicji. Te instynkty też mają swoje miejsce, ale musimy poprzeć je danymi z wiarygodnych źródeł. Nasze założenia o tym, co motywuje innych ludzi, czy co na nich wpływa, często są fałszywe, ponieważ i my jesteśmy podatni na uprzedzenia.

Krótko mówiąc, musimy przemyśleć sprawę. Powinniśmy prowadzić badania oraz zbierać dane i dowody, nawet jeśli nie możemy oczekiwać jednoznacznych wyników czy odpowiedzi na wszystkie pytania. Powinniśmy brać pod uwagę wiele różnych czynników, parametrów i niewiadomych w ramach szerokiego spektrum rodzajów badań. Niektórzy badacze, związani czy to z różnymi organizacjami, czy to z instytucjami naukowymi, mogą mierzyć ludzkie reakcje na stwierdzenia lub obrazy, ich predyspozycje psychologiczne i motywacje, ich kliknięcia w sieci i inne zachowania. Inni mogą studiować historię wcześniejszych ruchów społecznych, szukając nauk wartościowych dla naszego. Możemy też wykorzystywać wyniki badań z innych dziedzin, takich jak psychologia czy nauki społeczne, a nawet marketing, wynalazczość i tak dalej. Wiedza nabyta wszystkimi tymi metodami pomoże nam ukierunkować starania, by doprowadzić do pożądanych zmian.

Przy pisaniu tej książki maksymalnie polegałem na badaniach takich jak opisane w powyższym akapicie i wszelkie moje sądy poparłem odniesieniami do nich. Za większością prezentowanych przeze mnie wniosków stoją dowody o różnej mocy. Reszta ma charakter raczej spekulatywny i może – ale nie musi – zostać potwierdzona przyszłymi badaniami. Częściowym zadaniem tej książki jest postawienie pytań, by pobudzić cię do myślenia i sprowokować kolejne badania.

Efektywny altruizm

Efektywny altruizm (EA) jest filozofią i ruchem, którego zwolennicy stosują naukowe dowody i badania do zmniejszenia cierpienia i wzrostu poczucia szczęścia. Ruch EA odgrywa ważną rolę nie tylko w dalszym upublicznianiu kwestii okrucieństwa wobec zwierząt, lecz także w ostatnich latach znacząco wpłynął na orędownictwo na rzecz zwierząt. Koncepcje i idee EA pomogły ruchowi praw zwierząt skupić się na efektywności poprzez uwidocznienie różnych kryteriów, które musimy brać pod uwagę podejmując decyzję i oceniając skuteczność. Kryteria te to rozmiar i intensywność cierpień, zasoby już zainwestowane w dany problem (innymi słowy: czy jest zaniedbywany?), oraz istnienie dobrych i oczywistych rozwiązań tego problemu.

Jedną z organizacji EA działających w domenie orędownictwa na rzecz zwierząt jest Animal Charity Evaluators, która stara się odkrywać i propagować skuteczne metody poprawiania życia zwierząt. Istotne dla oparcia ruchu na rzecz praw zwierząt na dowodach i zorientowania go na rezultaty są książki Nicka Cooneya (Veganomics, Change of Heart, How to Be Great at Doing Good) oraz organizacja Faunalytics. By zapoznać się ze szczegółami, zobacz dodatek i bibliografię.

Droga do Weganowa

W tej książce będę wykorzystywał pewną metaforę, by ilustrować swój wywód i objaśniać poszczególne pojęcia. Ułatwia ona też zapamiętanie strategii.

Weganów jest wymyśloną miejscowością leżącą na szczycie góry. Większość czytelników tej książki może już tam mieszka. Jeśli jednak tam mieszkasz, Twoim (i moim) celem jest sprowadzenie tam możliwie wielu ludzi w możliwie krótkim czasie. Jak wszystkie metafory, nie jest ona doskonała – na przykład nasze miasto powinno zrobić się nieznośnie przeludnione – jednak służy swojemu celowi. Poniżej wyjaśniłem poszczególne części metafory w szczegółach.

W rozdziale pierwszym, Ustalamy pozycję, przyglądamy się temu, dokąd chcemy iść, a gdzie dokładnie jesteśmy teraz. Z krótkiej oceny obecnej sytuacji wyciągam wniosek, że nasz ruch potrzebuje znacznej dozy pragmatyzmu. W każdym kolejnym rozdziale wyjaśniam, jakie podjąć działania.

W rozdziale drugim, Wezwanie do działania, sprawdzamy, o co najlepiej prosić ludzi, by skłonić ich do działania. Może się wydawać, że najprościej powiedzieć im: „Chodź z nami już teraz!”, jednak – idąc za rozumowaniem Lincolna – być może istnieją inne drogi do Weganowa; możemy albo zaproponować ludziom rozłożenie drogi na etapy, albo zaprosić ich na krótkie wycieczki do naszego miasta.

Rozdział trzeci, Argumenty, stawia pytanie o to, jak możemy albo jak powinniśmy uzasadniać zaproszenie innych tak, by do nas dołączyli. Dojście do Weganowa to długa wędrówka pod górę. My wiemy, że warto się tak męczyć, ale oni nie – przynajmniej na razie. Jak najlepiej ich zmotywować?

Rozdział czwarty, Otoczenie, dotyczy wszystkiego, co zewnętrzne wobec naszych wędrowców. Musimy załatać drogi i upewnić się, że po drodze napotkają schroniska, miejsca do odpoczynku i pomocników, gdyby tego potrzebowali.

Rozdział piąty, Wsparcie, mówi o naszym zejściu z góry i zachęceniu innych, by rozpoczęli i kontynuowali wędrówkę. Dotyczy naszych codziennych interakcji i porozumienia z innymi. W tym rozdziale przyglądam się również bliżej temu, jak powinniśmy definiować weganizm.

W rozdziale szóstym, Trwałość, rozważam, jak sprawić, by nasi wędrowcy po dotarciu na miejsce pozostali tam, a ci, którzy pomagają innym się wspinać, nie doznali wypalenia.

(Liczby na zilustrowanej poniżej drodze do Weganowa [rys. 1] odpowiadają rozdziałom w książce.)

Rys. 1. Droga do Weganowa

Terminologia i zakres wywodu

Chociaż zwierzęta cierpią i giną nie tylko z powodu naszych nawyków żywieniowych, skupiam się głównie na dążeniu do zmniejszenia konsumpcji i produkcji pokarmów odzwierzęcych. Hodowla przemysłowa jest najdalej sięgającą i najbardziej brzemienną w skutki formą wyzyskiwania zwierząt. W jej ramach ginie 99 procent zwierząt zabijanych przez ludzi – przemysł spożywczy to znacznie więcej zabitych zwierząt niż badania naukowe, polowania czy branża odzieżowa i rozrywkowa razem wzięte.

Kiedy mówię o mięsie, najczęściej mam na myśli mięso i inne produkty odzwierzęce, takie jak ryby, nabiał i jajka; podobnie termin osoby ograniczające spożycie mięsa oznacza te jedzące mniej produktów odzwierzęcych. Pisząc o weganach włączam w to wegetarian. Jeśli jednak różnica pomiędzy stylami życia jest znacząca, piszę wegetarianie i weganie. Słowami ruch wegański orazruch na rzecz praw zwierząt określam różnorodną i wciąż zmieniającą się grupę ludzi, którzy chcą zmniejszyć ginięcie i cierpienie zwierząt oraz wymierzaną im niesprawiedliwość (o dokładnym ich celu piszę na następnych kilku stronach), choć mogą nieco różnić się co do wizji końcowego wyniku, a znacznie bardziej co do sposobu jego uzyskania. Ludzi, których motywują zwłaszcza bądź głównie względy zdrowotne, nie chcę wykluczać z kategorii wegan. Nie sądzę, by sprzyjało to mojej strategii. Jednak kiedy dla celów tej książki piszę o ruchu wegańskim, myślę o tych, którymi powoduje przekonanie, że wykorzystywanie zwierząt do jedzenia, ubierania się i innych celów jest nieetyczne. Sam się do nich zaliczam, z pewnymi zastrzeżeniami, jak wkrótce się przekonasz.

Przykłady, o których piszę, pochodzą głównie z działalności ruchu w Europie i Ameryce Północnej. Większość dostępnych badań pochodzi z tych regionów, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Czasem fakty i dane można ekstrapolować na inne regiony; czasem nie można lub nie powinno się tego robić – w Ameryce Północnej i Europie spożycie produktów odzwierzęcych stoi w miejscu lub spada; w krajach rozwijających się często wzrasta, i to w szybkim tempie.

Wreszcie, dla zwięzłości, używam słowa zwierzęta zamiastzwierzęta inne niż człowiek.

[1] Gra słów polega na zmianie pisowni wyrazu stakeholders (interesariusze) tak, by pojawił się w nim stek – przyp. tłum.

[2] S. Tuttle, Lincoln Movie — Thoughts on a Compass, Shepherd Project, 21 lutego 2013, http://shepherdproject.com/lincoln-thoughts-on-a-compass/, dostęp: 03.01.2019. Cytaty w przekładzie tłumaczki, o ile nie zaznaczono inaczej.

1. Ustalamy pozycję: Dokąd zmierzamy i gdzie jesteśmy?

Prędkość nie ma znaczenia, jeśli idziesz w złym kierunku.

– Mahatma Gandhi

Jeśli chcemy, by wszyscy przeprowadzili się do Weganowa, musimy mieć pojęcie o sytuacji, w której znajdujemy się teraz. Ile osób żyje u podnóża góry? Co myślą i czują? Czy jest im łatwo rozpocząć podróż? Jaki jest stan dróg? Pytania te, przełożone na konkrety związane z ruchem wegańskim, dotyczą społecznego poparcia dla naszego celu, poglądów, jakie ludzie mają na zwierzęta, dostępności zamienników, przeszkód w przejściu na weganizm oraz motywacji dzisiejszych wegan. Jednak zanim przyjrzymy się obecnej sytuacji, sprawdźmy szybko, na ile zgadzamy się w sprawie końcowych rezultatów, ponieważ nie są one tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Cele naszego ruchu

W największej ogólności, my, członkowie i członkinie ruchu wegańskiego, chcemy pomóc jak największej liczbie zwierząt. Co w tym kontekście oznacza pomaganie? Można rozumieć je na trzy sposoby:

możliwie największe ograniczenie cierpienia;

możliwie największe ograniczenie zabijania;

możliwie największe ograniczenie niesprawiedliwości skierowanej wobec zwierząt.

Przypuszczam, że większość czytelniczek i czytelników zgodzi się z punktem pierwszym i drugim. Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi dopuszcza zabijanie zwierząt, jeśli odbywa się ono bezboleśnie, a zwierzę miało „dobre życie” (cokolwiek to znaczy). Jednak tę książkę piszę z myślą o czytelnikach, którzy uważają ubój zwierząt na mięso, na odzież bądź dla przyjemności za niedopuszczalny i chcą położyć mu kres.

Trzeci punkt na liście to sprawa bardziej zawiła. Niektóre nasze sposoby postępowania ze zwierzętami lub związki z nimi, które można uznać za gatunkistyczne[1] bądź naruszające zdeklarowane prawa zwierząt, niekoniecznie są krzywdzące. Można dyskutować o zjawiskach jazdy konnej, trzymania kur znoszących jaja w ogrodzie czy zwierząt do towarzystwa, takich jak koty lub psy. Ja sam jestem przeciwny niemal każdemu wykorzystywaniu zwierząt, przede wszystkim dlatego, że chcę chronić je od cierpienia i/lub zadanej im śmierci. Niektóre z nich może nie cieszą się pełną wolnością, ale niekoniecznie oznacza to, że są krzywdzone (nie każde użycie to nadużycie). Z drugiej strony, zwierzęta żyjące na wolności, w przyrodzie, mogą czasem doznawać ogromnych cierpień (patrz ramka na s. 25).

Oddawanie się szerokim dyskusjom filozoficznym na temat ostatecznych celów ruchu na rzecz zwierząt – poza trzema wymienionymi powyżej – wykracza poza zakres tej książki. Uważam to za pewnik, że weganie i orędownicy dobra zwierząt w dużej mierze zgodziliby się z tymi celami i chcieliby przybliżyć w czasie ich realizację.

Wegański świat jest zatem takim, w którym ludzie nie wymierzają zwierzętom cierpienia i bólu bezmyślnie, a prawie każde wykorzystanie zwierząt zostało zabronione, chociaż mogą istnieć pewne relacje między ludźmi a zwierzętami korzystne dla obu stron. Według tej definicji, wegański świat nie jest celem samym w sobie, a jedynie nośnikiem tej wizji, tak samo jak nie jest nim weganizm.

Cierpienie dzikich zwierząt

Zwierzęta żyjące na wolności doznają głodu, ataków drapieżników, chorób, pasożytów i nieprzyjaznych warunków pogodowych – niezależnie od działań bądź bezczynności człowieka. Fakt ten dobrze ilustruje różnice pomiędzy skupieniem się na cierpieniu (i zabijaniu) z jednej strony, a na sprawiedliwości, słuszności, autonomii i innych wartościach z drugiej. Nawet jeśli będziemy dążyć do zakończenia niesprawiedliwości, realia przyrody nie znikną.

Wielu z nas trudno jednak przełknąć prawdę, że powód cierpienia – ludzki czy nie – jest nieistotny dla tych, którzy go doznają. Dla królicy nie ma znaczenia, czy cierpi od strasznej choroby, czy dlatego, że człowiek złapał ją w pułapkę. Choroba może nawet powodować większe cierpienie, ale to tylko myśliwego, a nie przyrodę czy drapieżniki, można uznać za winnego złamania zasad moralnych. Podaję ten przykład, by wskazać, że postrzeganie cierpienia jako miary może doprowadzić nas do ingerowania w przyrodę (jeśli będą one możliwe i skuteczne). Koncentracja na poszczególnych wartościach może więc wpłynąć na nasze działania i orędownictwo.

Podwójne żądanie

Jeśli my, członkowie i członkinie ruchu wegańskiego, zastanowimy się nad tym, czego chcemy od nie-wegan, dostrzeżemy, że pragniemy dwóch różnych rzeczy. Po pierwsze, chcemy, by inni zmienili swoje zachowanie: przestali konsumować wyroby odzwierzęce. Po drugie, chcemy również, by zmienili postawę: przestali konsumować te produkty, bo troszczą się o zwierzęta. Innymi słowy, nie wystarczy nam, żeby ktoś słusznie postąpił; chcemy, by postąpił właściwie z właściwych powodów. Mówiąc jeszcze jaśniej: wyobraź sobie świat, w którym nikt nie je produktów odzwierzęcych, ponieważ stały się niepotrzebne jako „zasób”, a alternatywy są łatwiej dostępne, tańsze i zdrowsze. Jestem dosyć pewien, że większość wegan-aktywistów takich jak ja może poczuć się niezupełnie komfortowo z ideą świata „wegańskiego niechcący”. Chcielibyśmy, by ludzi motywowała troska moralna, nie tylko dlatego, że taka postawa zdaje się być fundamentem zmiany na stałe, lecz także dlatego, że bycie dobrym moralnie jest samo w sobie wartościowe. Chcemy świata „wegańskiego w zamierzeniu”, gdzie ludzie wyznają wartości i postawy moralne dotyczące zwierząt jako posiadających przyrodzone i nieinstrumentalne prawa; świata, w którym rzeczywiście ludzie rezygnują z nawyków i tradycji – które, jak się zdaje, w ogromnym stopniu przyczyniają się do konsumpcji mięsa – i stają się świadomi swoich wyborów żywieniowych.

Ilustracja na kolejnej stronie (rys. 2) pokazuje to, czego większość z nas chce: żeby ludzie przeszli na weganizm, bo lubią zwierzęta. Wszystkie inne możliwości – nawet weganizm z innych powodów – wydają nam się niedoskonałe (stąd tyle grymasów).

Ważne są zarówno zachowania, jak i postawy. Jak jednak wyjaśnię w kolejnych rozdziałach, nie musimy apelować o zmianę obydwu jednocześnie i nie ma potrzeby umieszczać tego podwójnego żądania we wszystkich naszych przekazach.

Teraz, kiedy mamy już pojęcie, dokąd idziemy, przyjrzyjmy się naszej bieżącej sytuacji.

Rys. 2: Zachowanie a motywacje

Zbyt wielu intermięsariuszy

Ogrom liczby konsumowanych produktów odzwierzęcych jest możliwy, wspierany i podtrzymywany przez wielką i istotną gospodarczo gałąź przemysłu. Chcąc uzyskać pojęcie o wartości gospodarki generowanej przez zwierzęta wyłącznie w branży spożywczej, musimy wziąć pod uwagę między innymi: produkcję pierwotną (ludzi zarabiających pieniądze na hodowli świń, krów, kur i innych zwierząt), uprawę roślin pastewnych, produkcję maszyn rolniczych, przemysł farmaceutyczny, sprzedający hodowcom antybiotyki i inne leki, weterynarię i inspekcję żywności, rzeźnie, transport, supermarkety oraz restauracje i inne usługi gastronomiczne, na przykład catering.

W swojej książce Changing the Game (Zmiana zasad gry) nieżyjący już Norm Phelps po dokonaniu zawiłych obliczeń, sumując rolnictwo, przetwórstwo i sprzedaż detaliczną, doszedł do kwoty bezpośrednich rocznych przychodów rzędu 2,75 biliona dolarów w samych Stanach Zjednoczonych. W porównaniu z tą liczbą blednie bezpośredni roczny dochód przemysłu samochodowego, wynoszący zaledwie 734 miliardy dolarów – licząc produkcję, sprzedaż i serwisowanie[2]. Do liczby tej można jednak dodać całą bazę kultury konsumpcji tworzonej przez szefów kuchni, autorów książek kucharskich, konkursy kulinarne, lekcje gotowania oraz wiele innych sektorów i podsektorów opierających się na produktach odzwierzęcych będących częścią ich dochodów i sukcesu. A nie zaczęliśmy jeszcze wspominać o roli zwierząt w przemyśle odzieżowym, rozrywce czy badaniach naukowych.

Podany zarys jasno wskazuje, jak silnie nasze społeczeństwo opiera się na wykorzystywaniu zwierząt. Można niemal stwierdzić, że ta planeta – albo też ludzkość – jest napędzana zwierzętami. Według mojej wiedzy nie przeprowadzono żadnego badania sprawdzającego stopień tej zależności, ale najprawdopodobniej jej skala przyćmiewa wykorzystywanie darmowej pracy niewolników, kobiet czy dzieci. Uzależnienie to ma charakter fundamentalny i trzeba się z nim zmierzyć. Trudno jednak zmienić coś, od czego się jest zależnym – lub tak się uważa. Tak naprawdę nie byłoby przesadą stwierdzenie, że w tej chwili (nad)używanie zwierząt może być zbyt istotnym składnikiem naszej kultury i gospodarki, by móc go zaprzestać, nawet gdyby cały świat zgodził się z nami, że obecny stan rzeczy jest problematyczny.

Prawdopodobnie te systemowe uwarunkowania sprawiają, że dla większości ludzi zaakceptowanie odejścia od wykorzystywania zwierząt jako czegoś, co jest konieczne i wprowadzenia tej świadomości w życie jest tak trudne. Dalsze powody tych oporów psycholożka Melanie Joy nazywa „trzema usprawiedliwieniami na N”[3]:

Jedzenie zwierząt jest normalne

. Wyroby odzwierzęce są w niemal wszystkich jadłospisach, we wszystkich supermarketach, w telewizyjnych programach kulinarnych i wielu innych sferach życia codziennego;

Jedzenie zwierząt jest naturalne.

Zjadamy mięso i wykorzystujemy zwierzęta od dziesiątek tysięcy lat. Ludziom zdaje się naturalne, że

Homo sapiens

zabija i zjada zwierzęta, podobnie jak niektóre zwierzęta zabijają i jedzą inne;

Jedzenie zwierząt jest niezbędne.

Chociaż wielu ludzi uważa to za smutne, że hodujemy i zabijamy zwierzęta na mięso, są przekonani, że musimy je jeść, by zdrowo żyć – albo przynajmniej jeść niektóre wyroby odzwierzęce. Troska o zdrowie jest jednym z najważniejszych czynników powstrzymujących ludzi przed przejściem na wegetarianizm bądź weganizm i pozostaniem przy tej diecie. Z drugiej strony, kwestie zdrowotne często motywują ludzi do zmniejszenia spożycia produktów odzwierzęcych

[4]

.

Do przemyślenia pozostaje jeszcze czwarte N: wielu ludzi uważa produkty odzwierzęce za nęcące, czyli smaczne. Obok kwestii zdrowotnych, smak jest drugim z głównych powodów, dla których ludzie nie przechodzą na wegetarianizm[5]. Nie chcą oni, żeby ominął ich soczysty stek, a zamienniki – o ile ich spróbowali – uznają za niesatysfakcjonujące. Skoro wyroby odzwierzęce są naturalne, normalne, niezbędne i nęcące, zmniejszenie ich spożycia albo jego całkowite zarzucenie, wydają się nienaturalne, nienormalne, zbędne i nieatrakcyjne.

Człowiek jako istota konformistyczna

W latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku amerykański psycholog Solomon E. Asch zwerbował uczestników do słynnego dziś eksperymentu przeprowadzonego w Swarthmore College w Pensylwanii[6]. Asch powiedział swoim badanym, że studiuje ludzką percepcję. W rzeczywistości prowadził badania na temat konformizmu i presji społecznej.

Rys. 3. Eksperyment Solomona Ascha na temat konformizmu

Pokazał uczestnikom serię obrazków takich jak na rysunku 3. Następnie zapytał ich, który z trzech odcinków po prawej stronie ma taką samą długość, jak ten po lewej; nie mamy do czynienia ze złudzeniem optycznym: prawidłowa odpowiedź to oczywiście A. Uczestnicy musieli odpowiadać na głos na forum grupy, jeden po drugim. Jednak wszyscy z wyjątkiem jednego byli w zmowie z badaczem, który wcześniej poprosił ich, by podawali tę samą nieprawidłową odpowiedź. Jedyny niczego nie podejrzewający prawdziwy uczestnik musiał odpowiadać ostatni. Ku swojemu zaskoczeniu, Asch odkrył, że w takiej sytuacji ponad jedna trzecia respondentów (37 procent) podawała nieprawidłową odpowiedź w porównaniu z zaledwie jednym procentem w grupie kontrolnej. Poproszeni o wyjaśnienie, dlaczego tak postąpili, niektórzy uczestnicy powiedzieli, że byli przekonani o racji grupy. Inni obawiali się odstawać od grupy i nie chcieli sprawiać nikomu kłopotu. Asch zakończył wnioskiem: „W naszym społeczeństwie skłonność do konformizmu jest tak silna, że względnie inteligentni młodzi ludzie, kierowani jak najlepszymi intencjami, skłonni są białe nazwać czarnym”[7].

Nietrudno przełożyć te wyniki na naszą własną domenę. Badania pokazują, że 63 procentom byłych wegetarian i wegan nie podobało się, że dieta wyróżniała ich z tłumu[8]. Poza potrzebą konformizmu jasne jest, że kiedy znaczna większość ludzi myśli inaczej, trudno komukolwiek być całkowicie przekonanym co do własnych odstępczych myśli. Kiedy ludzie widzą stale, że konsumowanie wyrobów odzwierzęcych uważa się za normalne, trudno wręcz uwierzyć im w nie do końca zrozumiały dyskomfort, którego mogą one doznawać, w związku z czym myślenie, że dzieje się coś złego, staje się jeszcze trudniejsze. Nawet jeśli jesteś już wegetarianinem bądź weganką i przyswoiłaś sobie przeświadczenie, że jedzenie wyrobów odzwierzęcych jest problematyczne, możesz mieć chwile zwątpienia i zastanawiać się, czy widzisz sprawy tak, jak w istocie się mają. Urodzony w RPA pisarz i laureat Nagrody Nobla J. M. Coetzee tak nakazuje rozmyślać swojej postaci, wegetariance Elizabeth Costello:

[J]a już nie wiem, gdzie jestem. Wydaje się, że obracam się wśród ludzi z wielką łatwością, że mam absolutnie normalne relacje z nimi. Czy to możliwe, zadaję sobie pytanie, że wszyscy oni uczestniczą w zbrodni na niewyobrażalną skalę? Czy ja to wszystko sobie uroiłam? Muszę być szalona! Ale codziennie widzę nowe dowody tych zbrodni. I to ci właśnie, których podejrzewam, dostarczają mi dowodów, demonstrują mi je, podsuwają przed oczy. Trupy. Fragmenty zwłok, które kupują w sklepach. (…) A jednak nie śnię. Patrzę ci w oczy (…) i widzę tylko dobroć, ludzką dobroć. Uspokój się, mówię sobie, robisz z igły widły. Takie jest życie. Wszyscy się z tym pogodzili, czemu ty jedna nie możesz? Dlaczego?[9].

Częściowo dlatego, że jedynie niewielka mniejszość ludzi uważa jedzenie mięsa za problematyczne lub postępuje inaczej, większość nie poświęca czasu na świadome rozważenie jedzenia mięsa obierając moralny punkt widzenia, a już na pewno nie zmienia swoich zachowań. Zdaniem psychologa Steven Pinkera do najważniejszych odkryć psychologii społecznej należy stwierdzenie, że ludzie od siebie nawzajem dowiadują się, jak się zachować[10]. Na pytanie, dlaczego większość ludzi je mięso, wśród możliwych odpowiedzi znajduje się ta:

Gdyby nawet ktoś doszedł do wniosku, że jedzenie zwierząt jest złe, przekucie tej myśli w czyn nie byłoby łatwe. Ludzie mają zbyt silne obawy, że będą wyróżniać się z tłumu, doznawać niewygód, podupadać na zdrowiu albo bezskutecznie szukać czegoś smacznego do zjedzenia – a to tylko niektóre z ich trosk. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda na to, że znaczna większość ludzi nie ma zamiaru eliminować spożycia mięsa, a co dopiero innych wyrobów odzwierzęcych[11], a nawet jeśli rozważają takie kroki, nie sądzą, by były łatwe. Jak pisze Matt Ball: „Nikt nie mówi sobie ni stąd ni zowąd: «Coś czuję, że mam ochotę zrezygnować ze wszystkich swoich ulubionych potraw i się odróżnić od swojej rodziny i przyjaciół!»”[12]. Chętni do przejścia na weganizm wciąż mają pod górkę – i właśnie dlatego w naszej metaforze Weganów leży na górskim szczycie.

Weganie, którzy nie zgadzają się z tym punktem widzenia mówiąc, że zmiana stylu życia jest łatwa, zapewne patrzą na wszystko ze swojej perspektywy. Poniżej wrócimy jeszcze do tematu stawiania się na miejscu innych. Jeśli nie wierzysz, że przejście na weganizm może komuś sprawiać trudności, rozważ, że według badań Faunalytics nawet utrzymanie weganizmu jest trudne: 84 procent wegetarian lub wegan w pewnym momencie porzuca ten styl życia[13]. Do tego powrócę w rozdziale szóstym.

Nasza sprawa na czym innym polega

Aktywiści „są świadomi wyjątkowości [swojego] ruchu i uwrażliwieni na nią” – pisze Melanie Joy w Strategic Action for Animals (Działanie strategiczne na rzecz zwierząt)[14]. Zwolennicy weganizmu powinni między innymi mieć na względzie, że nasze zmagania znacząco różnią się od różnorodnych poprzednich mobilizacji tego typu. Weganie lubią porównywać swoją działalność do wszelkiego rodzaju przeszłej i teraźniejszej walki o prawa człowieka: na przykład kampanii prowadzącej do zniesienia niewolnictwa, emancypacji kobiet, walki z rasizmem lub o prawa osób homoseksualnych. Oczywiście można dopatrzeć się podobieństw, a wyzwolenie zwierząt uznać za ruch sprawiedliwości społecznej taki jak wymienione. Staramy się przecież poprawić status uciśnionych, by ich interesy prawo zaczęło traktować równie poważnie[15].

Ponadto można dostrzec paralelę pomiędzy tym, jak ideologiczne systemy przekonań takie jak rasizm i seksizm uzasadniają uprzedzenia wobec ludzkich grup obcych [nazywanych tak w socjologii], a tym, jak traktujemy zwierzęta i o nich myślimy[16]. Osoby wyraźniej dostrzegające różnicę między zwierzętami a ludźmi[17] oraz przejawiające postawy gatunkistyczne[18] jednocześnie wykazują większe uprzedzenia wobec imigrantów czy grup odmiennych etnicznie. Nasze rozumienie ludzkich relacji międzygrupowych może pomóc nam zrozumieć relacje ludzi ze zwierzętami[19].

Tym niemniej, choć porównania do innych ruchów dostarczają przydatnych sposobów widzenia zwierząt i myślenia o nich inaczej, nie powinniśmy tracić z oczu innych różnic czy też przypuszczać odruchowo, że możemy przeszczepić doświadczenia innych ruchów na nasz własny. Poniżej przyglądam się kilku niepowtarzalnym wyzwaniom działalności na rzecz zwierząt.

Zwierzęta to nie ludzie

Niezależnie od tego, czy jako ruch widzimy istotne różnice pomiędzy ludźmi a innymi zwierzętami, czy nie, większość naszych pobratymców zdecydowanie je dostrzega. Antygatunkistyczne argumenty są często eleganckie, mocne i rozsądne, ale jak dotychczas większość ludzi ich nie przyjmuje. Wszystkie inne ruchy – oprócz niektórych aspektów działalności na rzecz środowiska, które jednak często bywają antropocentryczne – dotyczą ludzi. Owszem, kobiety, osoby o różnych kolorach skóry lub nieheteroseksualne uważano lub czasem wciąż się uważa za grupy obce, a członków części z tych grup w niektórych okresach historii i miejscach na mapie nie uważano nawet za ludzi. Łatwiej jednak dostrzec podobieństwa pomiędzy różnymi rodzajami ludzi niż pomiędzy zwierzętami a ludźmi. Zwierzęta być może stanowią pierwotną grupę fundamentalnie „innych”.

Pomimo podobieństw relacji władzy wśród grup ludzkich i relacji władzy między ludźmi a zwierzętami, większość ludzi nie uznaje tego skojarzenia za istotne[20]. Niektóre badania pokazują, że porównywanie ludzi do zwierząt może być nieskuteczne dla poprawy postaw ludzi wobec zwierząt[21]. Zwłaszcza ludzie wyznający tradycyjne wartości kulturowe mogą uznawać weganizm za zagrożenie dla ich statusu społecznego oraz norm kultury głównego nurtu. Jest możliwe, że działalność na rzecz praw zwierząt mogłaby wręcz rozbudzić silniejszy gatunkizm i sprowokować spożywanie mięsa jako formę czynnego oporu wobec sukcesów ruchu wegańskiego[22].

Walka w imieniu ofiar

„Podejmujemy próbę zostania pierwszym w historii ruchem sprawiedliwości społecznej, który osiągnie sukces bez zorganizowanego, świadomego udziału ofiar”, pisał Norm Phelps[23]. Liczba ludzi prowadzących kampanie na rzecz zwierząt pozostaje niewielka: ponad 95 procent populacji jeszcze nie przekonała wizja mniejszości, a już na pewno nie w praktyce. Potrzeba znacznie więcej wsparcia, by zmienić system, i nie nadejdzie ono ze strony zwierząt, które nigdy nie zbuntują się na wzór bohaterów Folwarku zwierzęcego George’a Orwella czy filmu animowanego Uciekające kurczaki.

Jest jasne, że w ramach każdego ruchu po stronie uciśnionych walczyli też uprzywilejowani – czasem w rolach przywódczych, czasem jako wsparcie. Jednak przynajmniej masa krytyczna uciśnionych brała udział w walce. Co gorsza, mówienie za innych samo wytwarza kolejne trudności. Jak pisze Melanie Joy: „Bezpośrednie ofiary mają znacznie większy autorytet moralny, by zwracać uwagę na swoje cierpienie; często wolno im, a nawet oczekuje się od nich, by były oburzone i głośne. Z drugiej strony, rzecznicy ofiar zdają się moralizatorami, kiedy wypowiadają się w cudzym imieniu”[24].

Zmiana prastarego zjawiska

Nasze postawy wobec pożywienia są znane z tego, że trudno je zmienić. Większość czytelników wie, jak to jest powiedzieć „nie” przysmakowi, który jest dla nas niezdrowy, czy uniknąć przejedzenia. (Ten trzeci czy czwarty kawałek tofurnika wciąż wygląda pysznie!) Zmniejszenie spożycia mięsa przez ludzi może być jeszcze trudniejsze. W swojej książce Mięsoholicy