Into Temptation. Chroń nas ode złego. Tom 2 - Monica James - ebook + audiobook

Into Temptation. Chroń nas ode złego. Tom 2 ebook i audiobook

James Monica

4,3

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Zemsta i miłość – tylko ich mocy nie mógł zmienić czas

Dziesięć lat wyciągnięte z życia. Dziesięć lat zapłaty za podjęte decyzje. Dziesięć lat odcinania się od wszystkich, których kochał, aby w ten sposób ich ochronić. Ale okazało się, że to wciąż za mało…

Kiedy Punky wychodzi z więzienia, odkrywa, że świat, który znał, już nie istnieje. Sojusze zostały zerwane, królestwa upadły. Ale niektórzy wciąż postrzegają go jako prawowitego władcę Belfastu. Kiedy wszystkie sekrety z przeszłości w końcu wychodzą na jaw, mężczyźnie pozostaje tylko jedno: zemsta. Zrobi wszystko, aby odzyskać to, czego pragnie: swoje królestwo, swoje nazwisko… i swoją dziewczynę. Ponieważ jego miłość do Laleczki to jedyna rzecz, która pozostała niezmienna. Nawet jeśli oboje wiedzą, że nigdy nie będą mogli być razem.

Poznaj mroczną serię Chroń nas ode złego bestsellerowej Moniki James!

Ostrzeżenie: książka zawiera sceny przemocy mogące budzić niepokój. Powieść 18+.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 378

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 19 min

Lektor: Janina Czerń, Mikołaj Sierociuk

Oceny
4,3 (62 oceny)
32
19
8
3
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
aspia

Dobrze spędzony czas

Uważam, że pierwsza cześć była nieco lepsza, ale w obu dominuje brutalność. Nie wyczułam głównego bohatera - jakoś zawiodła mnie wyobraźnia. Brutalny, ale miękki i zbyt łatwowierny.W tych barwach wojennych jest ok, ale poza nimi jak worek do bicia. Poczekam na 3 część, ale bez szaleństwa w oczach.
10
biszon

Całkiem niezła

O mamo jakie to było nudne. Pierwsza część bardzo mi się podobała i czekałam na drugi tom....na trzeci iuz nie czekam....
11
LadyPok

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna polecam
00
BarbaraIrena79

Nie oderwiesz się od lektury

ale emocje. uwielbiam tę pisarkę potrafi czynić cuda słowami. polecam 😍
00
sylwusiaw1988

Nie oderwiesz się od lektury

❤️
00

Popularność




SŁOWO OD AUTORKI

Into Temptation jest drugą częścią cyklu powieściowego, co znaczy, że nie znajdziecie tu odpowiedzi na wszystkie dręczące was pytania. Jeśli nie lubicie cliffhangerów, przerwijcie lekturę już teraz.

Pamiętajcie też, że jest to czysta fikcja, choć konsultowałam się podczas pisania tej książki z wieloma mieszkańcami Belfastu. Wszystkie opisane miejsca, wydarzenia oraz incydenty są zatem wytworem mojej wyobraźni albo zostały przez nią odpowiednio przetworzone.

Into Temptation to książka z gatunku dark romance, co znaczy, że znajdują się w niej treści przeznaczone dla osób pełnoletnich, mogące sprawić, że niektórzy czytelnicy poczują się niekomfortowo.

Mimo wszystko zapraszam do lektury…

1

PUNKY

Wolność.

Siedem zwykłych liter, każda z osobna nie jest niczym wielkim, ale gdy połączysz je w odpowiedniej kolejności, mogą odmienić życie człowieka.

– Nie możesz stąd wyjść bez stosownego pożegnania.

Cios w szczękę. Kop w żebra.

Nie czuję już bólu. Ciało i umysł uodporniły się na podobne doznania.

Leżę na podłodze celi, czerpiąc energię z brutalności katujących mnie strażników. Każdy zadany przez nich cios służy za karmę dla demonów kłębiących się w mojej głowie. Dostały wystarczająco wiele czasu, by zmężnieć i dorosnąć, dzięki czemu zmieniłem się w gruboskórną okrutną bestię.

Klawisze opluwają mnie na koniec, śmiejąc się przy tym radośnie. Drzwi celi zatrzaskują się z hukiem i znów otacza mnie mrok, mój jedyny przyjaciel.

Syczę z bólu, czołgając się ku ścianie, by oprzeć o nią plecy. Trzymając się za obity bok, powoli uspokajam oddech, wiem przecież, że już za kilka godzin będę wolnym człowiekiem. Problem jednak w tym, że uciekając z jednego więzienia, trafię do drugiego, takiego, które otoczono niewidzialnymi murami i kratami.

„Wybacz mi, Caro. Potrzebuję kozła ofiarnego, a będzie nim Punky… Nasz syn”.

Zaciskam mocno powieki i walę pięścią w ścianę. Wciąż nie mogę uwierzyć w treść słów zapisanych przez Seana w jego pamiętniku. Wiele bym dał, by okazały się kłamstwem. Jedyny człowiek, któremu kiedykolwiek ufałem, okazał się zdrajcą.

Sean oszukał mnie w każdy możliwy sposób. Przez ostatnie dziesięć lat byłem święcie przekonany, że zginął, przez niego winiłem się także za śmierć Connora. Uważałem, że postępując nierozsądnie, sprowadziłem na ród Kellych ostateczną zagładę. Że to przeze mnie zginęli moi najbliżsi.

Okazało się jednak, że byłem zabawką w jego rękach, pionkiem szachowym, za pomocą którego Sean wygrał tę partię.

Wykorzystywał nas wszystkich, by zdobyć to, czego pragnął. Zrobił to, nie bacząc, kogo musi oszukać albo pozbawić życia. Nadal nie mogę uwierzyć, że jestem jego synem. Nie umiem się też pogodzić z tym, że to on zabił moją mamę.

Drzwi celi stają otworem, funkcjonariusz Grenham wzdycha ciężko, gdy zauważa, w jak podłym stanie mnie zostawiono.

– Pieprzeni skurwiele. Wstawaj, czas się umyć. Dzisiaj twój wielki dzień.

To strażnik, dzięki któremu jakieś sześć miesięcy temu w moim życiu nastąpiła diametralna zmiana. Od niego się dowiedziałem, że Hannah czeka w sali widzeń, by wyjawić mi całą prawdę. Gdyby nie jego stanowczość, nie zgodziłbym się na spotkanie z przyrodnią siostrą i nie zyskałbym szansy powrotu na wolność.

Hannah powiedziała mi, że Darcy została znakomitą prawniczką, która wie, jak unieważnić ciążący na mnie wyrok. I nie kłamała.

Nie wiem, jakim cudem zdołała tego dokonać, ale przy pomocy szefa policji Moore’a, który nawiasem mówiąc, okazał się skorumpowaną szują, przekonała sąd, że zasługuję na przedterminowe zwolnienie. Nie chciałem znać szczegółów prowadzonej przez nią sprawy ani spotykać się osobiście, ponieważ zaczynały mnie dręczyć obawy, że to kolejna wredna zagrywka ze strony Doyle’ów. Mój skołatany umysł mógłby rozsypać się jak domek z kart, gdybym po raz kolejny został wrobiony.

Darcy dokonała jednak niemożliwego.

Funkcjonariusz Grenham wie, że nie powinien się do mnie zbliżać. Wstaję więc sam, nie dbając o fizyczne rany, ponieważ te, które noszę w sercu, są o wiele poważniejsze. Skuwa mnie po raz ostatni, po czym prowadzi pod prysznic.

Zimna woda zmywa ze mnie część bólu, potem wycieram się dokładnie i wkładam rzeczy dostarczone przez Hannah – czarne dżinsy i białą koszulę. Zawiązuję sznurówki czarnych butów, mozoląc się przy tym długo, gdyż robię to po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat.

Spoglądam na odbicie w lustrze, przecieram dłonią twarz – upływający czas pozostawił na niej ślady.

Nie jestem już tym Punkym, którym byłem kiedyś. Zwykłym podrostkiem, niczym więcej. Teraz patrzę na dorosłego mężczyznę skupionego na jednym jedynym celu, którym jest zemsta.

– Chcesz się ogolić? – pyta funkcjonariusz Grenham.

Pewnie zauważył, z jaką uwagą wgapiam się w tę dziwną twarz, którą ledwie rozpoznaję.

– Nie – odpowiadam ochrypłym głosem.

Włosy mam podobnej długości jak wtedy, gdy wtrącano mnie do więzienia. Za to broda jest dłuższa i gęstsza. Po kolczykach w nosie i na wardze nie pozostał ślad, ale wytatuowany na nadgarstku krucyfiks i imię mamy na kostkach pozostały i nadal wiele dla mnie znaczą.

– Dobra. Powiedz, kiedy będziesz gotowy. Zaprowadzę cię do twojej prawniczki. Musisz podpisać kilka kwitów, po czym… będziesz wolny.

Obrzucam ostatnim spojrzeniem własne odbicie, potem odwracam się do klawisza i rzucam:

– Mogę wyjść za te mury, ale tak naprawdę nigdy już nie będę wolny.

Potakuje, wiedząc, że takie miejsca jak Riverband House pozostają w człowieku na zawsze. Tutaj nie tylko obrabowano mnie z wolności, ale odebrano mi także coś równie cennego: ludzką godność. W tym piekle na ziemi utraciłem ostatnie jej resztki.

Na tym kończy się nasza rozmowa, funkcjonariusz Grenham wskazuje mi gestem drzwi. Nie skuwa mnie tym razem. Wiem, że to złamanie zasad, ale jemu chyba zależy, bym jak najprędzej uczynił pierwszy krok na drodze ku wolności.

Ruszam przed siebie chwiejnie, niezdarnie nawet, bo zapomniałem już, jak się chodzi, nie mając nóg spętanych łańcuchami. Nie robiłem tego od wielu lat. Wolność jest dla mnie nieznanym stanem, z którym muszę się oswoić.

Idziemy bardzo wolnym krokiem. Funkcjonariusz Grenham otwiera przede mną drzwi, szykowna kobieta w gustownym i zapewne bardzo drogim kostiumie zrywa się na równe nogi, gdy wchodzimy do niewielkiego pomieszczenia. Darcy Duffy także się postarzała. Jak chyba wszyscy, których znałem. Nadal nie umiem oswoić się z tą myślą. Spodziewam się podświadomie, że wszyscy, których znałem, będą wyglądali tak samo jak przed dziesięciu laty.

Niestety, nie ma na to najmniejszych szans.

– Punky. O mój Boże, twoja twarz… – mówi, gapiąc się na mnie zszokowana.

– Co tam? – odpowiadam, nie bardzo wiedząc, jak powinienem zareagować, ponieważ zwykłe podziękowanie to stanowczo za mało.

Zdawkowe powitanie studzi emocje, przypomina powód naszego spotkania.

– Siadaj, proszę. – Wskazuje plastikowe krzesło po mojej stronie stołu.

Robię, co mi każe.

Zauważam, że palce jej drżą, gdy przeszukuje brązową skórzaną aktówkę. Czyżby była zdenerwowana? A może się boi?

Znajduje w końcu właściwy dokument i przesuwa go po blacie w moim kierunku.

– Musisz podpisać te papiery. To warunki twojego zwolnienia. Możemy je omówić, jeśli po przeczytaniu będziesz miał jakieś uwagi.

Podaje mi także pióro, które ciąży mi dziwnie w dłoni, gdy je przyjmuję.

Dawno temu podobne przedmioty były niczym przedłużenie mojej ręki. Uwielbiałem nimi rysować i malować, ale dzisiaj nie pamiętam nawet, jak je poprawnie trzymać. Zapomniałem także, jak to jest, gdy zasiadasz przed sztalugami i przelewasz na białe płótno wszystko to, co kłębi się w twoim pokręconym umyśle. Teraz panuje tam wyłącznie nieprzenikniony mrok.

– Nie muszę niczego czytać – oświadczam, składając podpis na kropkowanej linii.

– Och – mruczy zaskoczona, gdy przesuwam dokument w jej kierunku.

Widzę wyraźnie, że czuje się przy mnie niekomfortowo. Nie wiem, czego się spodziewała. Ciepłego powitania po latach? Cóż, tak właśnie wyglądam, gdy jestem szczęśliwy.

Odchrząkuje cichutko, potem składa podpis pod moim.

– Załatwione. Zajmę się resztą papierkowej roboty. Od tej chwili jesteś wolnym człowiekiem.

Darcy srogo się zawiedzie, jeśli liczy na uronienie łzy albo okazanie innych emocji.

Zdawkowo kiwa głową, potem wstaje i w tym momencie pierś jej drży przy kolejnym głębokim wdechu. Dawno temu, przed tą całą rozróbą, bardzo ją pociągałem, dzisiaj odnoszę wrażenie, że nie wyzbyła się do końca tego uczucia. Zarumienione policzki najlepszym tego dowodem.

– Dziękuję, Darcy – mówię, mając nadzieję, że zrozumie, jak bardzo jestem jej wdzięczny.

– Nie ma sprawy. Żałuję jedynie, że trwało to tak długo.

Zauważam, że ona także czuje się potwornie niezręcznie.

– Nie masz czego żałować. Zawdzięczam ci wolność.

Uśmiecha się, ale tym razem nie dostrzegam nawet cienia zarozumiałości. Ona chyba naprawdę się cieszy, że mogła mi pomóc. Nie rozumiem jednak dlaczego. W dawnym życiu byłem wobec niej bardzo niemiły.

– Parę osób czeka na ciebie – wtrąca funkcjonariusz Grenham, przerywając przeciągającą się niezręczną ciszę.

Darcy ociera ukradkiem łzę kręcącą się w kąciku oka, zauważam to, choć jest teraz odwrócona plecami i zajmuje się pakowaniem teczki.

– Idź przodem. Ja zaraz do was dołączę – mówi.

Nie umiem pojąć, skąd ten płacz. Tak wielu rzeczy jeszcze nie rozumiem.

Nie wiem też, co powiedzieć, ruszam więc za prowadzącym mnie funkcjonariuszem do drzwi. Znów idziemy głównym korytarzem, w pewnym momencie zaczynam odnosić wrażenie, że to najdłuższy spacer w moim życiu. Stalowe kraty otwierają się po głośnym bzyczeniu. Grenham obrzuca gniewnym spojrzeniem stojącego za nimi klawisza, wie, że to jeden z dupków, którzy urządzili mi takie gorące pożegnanie.

Mijając go, odczuwam ogromną satysfakcję, gdy zauważam, jak się wzdryga. Spokojnie, jego czas wkrótce nadejdzie, tyle że ja załatwię sprawę bez świadków. Teraz posyłam mu soczystego całusa.

Funkcjonariusz Grenham otwiera drzwi na końcu korytarza i staje obok nich, uśmiechając się szeroko. On jest tutaj jedynym człowiekiem, któremu na nas zależy. W polu widzenia pojawia się Hannah, łzy ciekną jej po policzkach, ale na widok osoby, która stoi za nią, czuję znajomy ucisk na dnie żołądka. Te wspomnienia są nadal zbyt bolesne.

– Punky! – Siostrzyczka rzuca się ku mnie, nie dbając o zachowanie strefy komfortu, i ściska mnie mocno.

Ta żywiołowa reakcja uspokaja mnie nieco, odpowiadam jej znacznie swobodniejszym uściskiem. Muszę nauczyć się chodzić, zanim zacznę biegać.

– Jestem taka szczęśliwa – wyznaje, płacząc mi w pierś.

– Co słychać, dziecinko?

– Jest świetnie. Cudownie nawet, bo znów dołączyłeś do nas.

Całuję ją w czubek głowy, nadal nie mogąc uwierzyć, że to moja mała przyrodnia siostrzyczka, ta, która mnie uratowała. Nigdy nie przestanę traktować jej jak rodzonej siostry, choć tak naprawdę jest moją kuzynką. Nigdy, przenigdy.

W końcu odsuwa się nieco ode mnie, a ja kciukami ocieram jej łzy.

Przenoszę wzrok na stojącego za nią faceta i uśmiecham się szeroko – to chyba pierwszy od lat szczery uśmiech na mojej twarzy.

– Co słychać, Cian?

Niegdyś uchodził za przystojniaka i z tego, co widzę, czas obszedł się z nim wyjątkowo łagodnie. Jest napakowany jak stodoła, wyrósł też na wielkiego mężczyznę, jak się spodziewałem.

Kiwa głową, z trudem powstrzymując łzy. Zawsze był mięczakiem – to się chyba nigdy nie zmieni.

Wyciągam do niego rękę, ale nie odwzajemnia gestu. Robi to samo co Hannah przed chwilą – wtula się we mnie z całych sił.

– Czujesz się zbyt ważny, żeby uściskać najlepszego przyjaciela? – żartuje, jeszcze mocniej mnie ściskając.

Tego już za wiele, z najwyższym trudem zwalczam pragnienie, by odepchnąć go od siebie. To przecież Cian – mój najlepszy kumpel, chłopak, który zawsze stał przy mnie, na dobre i na złe. Minęło wprawdzie dziesięć lat, ale nawet tak długa rozłąka nie osłabiła więzów łączącej nas przyjaźni.

Właśnie dlatego ściskam go z całych sił.

Klepie mnie po plecach, dając znak, że dość już tego dobrego.

– Wyglądasz jak kupa gówna – rzuca.

Wzruszam jedynie ramionami.

Hannah wita się wylewnie z Darcy, która dołącza w tym momencie do naszej szczęśliwej gromadki.

– Możemy już iść?

– Tak.

Pozostała mi tylko jedna sprawa do załatwienia.

– Dziękuję – rzucam do funkcjonariusza Grenhama. – Tylko ty nie miałeś nas w dupie. Jesteś dobrym człowiekiem.

Potakuje, potem wyciąga do mnie dłoń, którą ściskam z wigorem.

– Ty także, Puck. Powodzenia.

Skoro wszystko zostało już powiedziane, mogę się odwrócić i ruszyć na spotkanie nowego życia jako… wolny człowiek.

Wychodząc na zewnątrz, muszę osłonić oczy przed słonecznym blaskiem – jego także nie widziałem od dawna. Hannah gada radośnie z Darcy, ale przystaje, gdy zauważa, że wlokę się z trudem. Cian natychmiast obejmuje mnie ramieniem, oferując wsparcie.

– Wszystko w porządku? – pyta.

– Tak. Potrzebuję chwili odpoczynku.

Nie puszcza mnie jednak, a ja wiem, że nie wytrzymałbym dotyku innej osoby. Jego mogę znieść. On jest mi znajomy. Przypomina o dawnych szczęśliwych czasach. O chwilach, gdy byłem beznadziejnie zakochany w pewnej ślicznej La…

Próbowałem zapomnieć o niej, lecz nie jest to łatwe, gdy ktoś staje się częścią ciebie. Choć znam prawdę, nie spodziewałem się zobaczyć ją tutaj. Nie sądziłem, że się zjawi, by przywitać z otwartymi ramionami „brata”, i dlatego łatwiej przychodzi mi ukryć poczucie zawodu.

Poprosiłem Hannah, by nie mówiła Laleczce prawdy. Ja chciałem to zrobić. Chociaż tyle jestem jej winien, ale dziesięć lat to przecież szmat czasu. Nie wiem nawet, czy przebywa nadal na terenie Irlandii Północnej. Po co miałaby tutaj zostawać?

Hannah mówiła, że Laleczka pomagała jej na początkowych etapach prób uwolnienia, ale z czasem poczuła się odrzucona. Nie mogę jej zatem winić, jeśli poukładała sobie życie, jestem nawet przekonany, że tak zrobiła. Przez ostatnie pół roku nie rozmawiałem z moją „siostrą” o Camilli, aczkolwiek dziwiło mnie niezmiernie, dlaczego ona nie wspomina o niej nawet słowem.

Laleczka, jak zwykle zresztą, pozostawia mnie z większą liczbą pytań niż odpowiedzi.

Dość tego rozklejania się. Nabieram głębiej tchu i ruszam ponownie przed siebie. Światła czerwonego mercedesa migają, gdy Darcy wyłącza alarm. Rzuca aktówkę na tylne siedzenie wozu.

– Mam teraz spotkanie, na którym sfinalizujemy sprawę uwolnienia. Zdzwonimy się później?

Zdaję sobie sprawę, że mówi do mnie, dopiero po chwili, gdy zauważam, iż nikt inny jej nie odpowiada.

– Tak, oczywiście. Jak ci pasuje.

– Zatrzyma się u ciebie? – pyta Ciana, a ten skwapliwie potakuje.

Nie mogę skorzystać z jego oferty.

– Nie, zawieźcie mnie do domu.

– Punky, zamek to teraz ruina. Nie ma tam prądu ani wody. – Darcy próbuje przemówić mi do rozsądku, ale ja mam to gdzieś.

– To mi nie przeszkadza. Chcę wrócić do domu.

Hannah przygryza nerwowo dolną wargę, ale Cian mnie rozumie.

– Jasne. Jeśli tego chcesz.

– Wpadnę zaraz po popołudniowej herbatce – obiecuje Darcy, na szczęście godząc się z moim życzeniem.

Doceniam wszystko, co dla mnie zrobiła, ale to nie znaczy jeszcze, że może mówić mi, jak mam żyć.

Potakuję i ruszam za Cianem w kierunku szarego forda fiesty. Zatrzymuję się przed nim. Nie mogę uwierzyć, że mój najlepszy przyjaciel jeździ czymś tak… trywialnym. Nie mówię jednak słowa, gdy siadam z tyłu. Hannah proponuje mi miejsce obok kierowcy, lecz odmawiam.

Darcy naciska klakson, gdy nas mija, zanim Cian włączy silnik i ruszymy w kierunku domu. Na szczęście najlepszy kumpel wdaje się w pogawędkę z moją siostrą, dając mi czas na przywyknięcie do nowej sytuacji.

Gapię się w okno, chłonąc widoki i dźwięki, które otaczały mnie w poprzednim życiu. Dzisiaj jednak wydają się całkowicie obce, a wspomnienia o nich bledną z każdą chwilą. Spoglądam na Irlandię Północną jako nowy człowiek. Tak wiele się zmieniło, ale sporo zostało po staremu, jakby czas zamroził te miejsca na czas mojej odsiadki.

Otacza mnie morze zieleni. Nie mogę nacieszyć oczu tą barwą. Dawniej wydawała mi się taka banalna, lecz już nigdy więcej tak o niej nie pomyślę. Widzę pastwiska pełne krów. Zapomniałem już, jakie wielkie są te zwierzęta. Tyle rzeczy i spraw wypadło mi z pamięci.

Przyswajam zbyt wiele za szybko. Zamykam oczy, opieram się o zagłówek i pozostaję w tej pozycji, dopóki nie usłyszę chrzęstu żwiru pod oponami wozu Ciana. Ten dźwięk przenosi mnie momentalnie w przeszłość.

Jestem w domu.

Otwieram powoli oczy, przyzwyczajam się do blasku dnia, a gdy kieruję wzrok w stronę zamku, zaczynam odnosić wrażenie, że trafiłem na plan horroru. Majestatyczny gmach popadł w ruinę.

Okna powybijano – sądząc po licznych graffiti i tagach, zrobiła to okoliczna chuliganeria, uznawszy zapewne, że nie ma niczego złego w dewastowaniu rezydencji człowieka, któremu tak wielu niegdyś zazdrościło. Drzwi wyważono, zauważam też, że ściany wokół wejścia są mocno popękane.

Choć nienawidziłem Connora, i to bardzo, patrzenie na ruiny jego domu mocno mnie zabolało. To chyba ostatnie miejsce, gdzie trwało wspomnienie o nim, a teraz nie zostało już nic. To tylko kupa gruzu, z którą wiąże się tak wiele przykrych wspomnień.

Odpinam pas, otwieram drzwi i wysiadam z samochodu. Świeże powietrze wypełnia mi płuca, wciągam je łapczywie, głęboko, czuję się świetnie, chłonąc zapachy przeszłości. Radość ustępuje jednak szybko goryczy.

– Punky, wolałabym, żebyś tutaj nie zostawał – mówi Hannah, rozglądając się nerwowo wokół.

Wiem, co ją niepokoi.

Twierdziła, że widziała tutaj Seana, który przekradał się pod osłoną nocy jak na potwora przystało. Ale ja się nie boję. Chcę, by wiedział, że wróciłem i chcę odebrać to, co do mnie należy.

Ujmuję ją za policzek i zapewniam najczulej, jak umiem:

– Nic mi nie będzie, dziecko. Jedź już. Z pewnością masz ważniejsze sprawy na głowie.

– Zostanę z tobą – upiera się, wtulając twarz w moją dłoń. – Za nic bym cię nie zostawiła. – Cian trzyma się z boku, ale widzę, że podziela jej zdanie. – Nigdzie nie jadę. Walczyłeś o mnie, gdy nie mogłam się bronić. – Pociąga nosem, przełyka łzy.

– Słuchajcie, potrzebuję czasu, by oswoić się z tą sytuacją. To dla mnie… zbyt wiele.

– Rozumiem – odpowiada, kiwając głową. – Obiecujesz, że już nigdy więcej mnie nie opuścisz?

Łamie mi serce tą prośbą, ponieważ już raz złamałem dane jej słowo, co pewnie bardzo bolało. Nie zdawałem sobie sprawy, jaki wpływ na nią i jej brata ma moje postępowanie. Byli dziećmi, co pozwalało mi wierzyć, że z czasem wyrzucą mnie z pamięci. Ja jednak nigdy nie zapomniałem o mojej mamie, a byłem w podobnym wieku jak oni, gdy mi ją odbierano.

– Obiecuję – zapewniam, biorąc ją w ramiona. Przytula się do mnie mocno, a ja wspominam dawne chwile, gdy jako mała dziewczynka obejmowała mnie z całych sił. – Ocalę go. Drugi raz was nie zawiodę – szepczę jej prosto w ucho.

Łka mi w ramię, jej drobnym ciałem wstrząsają spazmy bólu.

Ethana nie ma tutaj dlatego, że w odróżnieniu od siostry nie jest zainteresowany wspominaniem przeszłości. Cieszy go, że zostałem za życia pogrzebany. Moje wcześniejsze zachowanie odebrał jako zdradę, gdyż poczuł się porzucony. Ja jednak wspominałem ich oboje każdego dnia. Uważałem też, że postąpiłem jak należy.

Zostałem jednak oszukany przez człowieka, który teraz próbuje oszwabić Ethana. Niech mnie szlag trafi, jeśli na to pozwolę.

– Przyjadę później, przywiozę ci trochę jedzenia i ubrania na zmianę. Postaram się też, by podłączono ci na powrót wodę i prąd.

Nie zamierzam się z nią wykłócać, dlatego grzecznie potakuję i całuję ją w policzek.

– Dzięki.

Cian podaje mi komórkę. Jest naprawdę wypasiona w porównaniu z tą, którą kiedyś miałem.

– Wpisałem ci mój numer. Dzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebował. Odezwę się do ciebie później i podrzucę trucka, żebyś miał czym jeździć. Mam drugi wóz, ale wiesz, teraz głównie stoi w garażu i zbiera kurz.

– Dziękuję – mówię, przyjmując telefon i ofertę pożyczenia samochodu, przynajmniej dopóki nie kupię własnego. – Zapłacę za to wszystko, jak tylko uporządkuję sprawy finansowe.

– Nie przejmuj się takimi drobiazgami – rzuca, machając ręką.

Mamy tak wiele do nadrobienia! Chciałbym na przykład usłyszeć, gdzie podziewa się Rory. I co robili obaj przez te dziesięć długich lat. Nie pytam o Laleczkę, ponieważ zdaję sobie sprawę, że gdyby wiedział coś na jej temat, sam by mi o tym powiedział.

– Dobra, dajmy Punky’emu trochę swobody, mała – odzywa się Cian, dając do zrozumienia, że pora jechać.

Zdawałem sobie sprawę, że wiele od niego żądam, gdy prosiłem, by zaopiekował się bliźniętami. Wiem jednak, że śpiewająco wywiązał się z tego zadania. Wystarczy jedno spojrzenie na Hannah, która wyrosła na silną i dzielną dziewczynę. Mam u niego ogromny dług wdzięczności.

Hannah ma oczy pełne łez, ale wsiada w końcu do samochodu. Cian czeka, aż zamkną się za nią drzwiczki, po czym sięga do kieszeni i podaje mi coś, o czym nieomal zapomniałem.

– Przechowałem ją dla ciebie – mówi, wręczając mi broszkę mamy. – Wiedziałem, że wrócisz.

Promienie słońca rozświetlają przedmiot, który w moich oczach zawsze lśni. Przyjmuje go, znów czuję na dłoni jakże znajomy ciężar.

– Dzięki, Cian. Za wszystko. Wiem, mogłeś odnieść wrażenie, że nie chcę cię więcej widzieć, ale uwierz mi, miałem ku temu dobre powody. Ty mnie jednak nie opuściłeś. Nie zasługuję na takiego przyjaciela.

– Daj spokój – odpowiada, kręcąc głową. – Jesteś moim najlepszym kumplem. To nigdy się nie zmieni, ale…

– Ale co? – pytam, gdy milknie.

Wydaje się zamyślony.

– Ale tutaj wiele się zmieniło.

– Czy dlatego nie ma tu Rory’ego? – zgaduję, a on powoli kiwa głową. – Nie umie mi wybaczyć? – Wiem, że tak jest, choćby dlatego, że Cian spuszcza wzrok. – Przepraszam, że sprawiłem wam obu tyle bólu. Dzisiaj postąpiłbym inaczej. Ale takie refleksje po czasie są… gówno warte, o czym dobrze wiesz.

Cian wybucha śmiechem – oto kolejny dźwięk, którego tak bardzo mi brakowało.

– Machniemy po piwku, jak już ochłoniesz. Podjadę później, podrzucę Hannah.

Ściska mnie raz jeszcze, jakby nie mógł uwierzyć, że tutaj stoję.

Odprowadzam wzrokiem jego samochód, dopóki nie skręci w ulicę i nie zniknie mi z oczu. Dopiero wtedy zginam się wpół, opieram dłonie o uda i robię trzy bardzo głębokie wdechy. Potrzebuję dłuższej chwili, by dojść do siebie.

Serce przestaje mi w końcu walić jak oszalałe i mogę rozejrzeć się wokół. Chłonę tę atmosferę.

Przykro patrzeć na zamek w obecnym stanie, choć nigdy nie był dla mnie domem. Ta sterta gruzu należy teraz do mnie i zamierzam przywrócić jej dawną świetność. Tego życzyłby sobie Connor i moja mama zapewne też.

Po chwili wahania ruszam w kierunku gmachu wzniesionego z krwi, potu i łez rodu Kellych. Wiatr przynosi widmowe echa śmiechu bliźniąt – umysł płata mi figle, przenosząc mnie do czasów, gdy wszystko wydawało się takie proste.

Przekraczając próg zamku, uginam się pod naporem fali nostalgii. Nie ma tu już niczego, co dałoby się sprzedać. To miejsce przypomina co najwyżej szkielet dawnego gmachu. Posadzkę zaścieła gruba warstwa śmieci – opakowań po fastfoodowym żarciu, niedopałków i szkła z rozbitych butelek po piwie.

Oto wymarzony raj wszelkiej maści nieudaczników.

Kontynuuję zwiedzanie, wracając do przeszłości w kolejnych przebłyskach wspomnień, porównuję to, co jest, z tym, co było. Tam, gdzie stał ulubiony stół jadalny Fiony, leży teraz rozpruty materac. Nie chcę nawet myśleć, jakich sprośności dopuszczano się na jego zaplamionej powłoce.

Po podłodze walają się wypalone świece, widzę je także w każdej wnęce. Tak zatem radzono sobie tutaj z brakiem elektryczności. Atmosfera tego miejsca jest przytłaczająca. Nic dziwnego, że ludzie gadają tyle o duchach. Hanna mówiła, że okoliczna młodzież urządza sobie tu schadzki, strasząc się wzajemnie opowieściami o upiorze, czyli o mnie.

Spoglądam w górę i widzę smugi słonecznego blasku przebijające się przez dziury w dachu. Niegdyś błyszczące posadzki po latach ekspozycji na żer żywiołów wyglądają tragicznie. Na ścianach zauważam liczne rysy, dzieło ludzi, którzy przebywali tutaj chwilę i odeszli.

Wodzę palcami po wyrytych w tynku literach, zastanawiam się, czy ci, którzy wyrżnęli swoje inicjały w sercach, nadal się kochają. Jest oczywiste, że chcieli powiadomić o swoim związku cały świat, ale nic nie trwa przecież wiecznie.

Po zakończeniu obchodu wychodzę tylną bramą na rozległe pola. Staję tam, unosząc twarz ku niebu. Tak wiele wspomnień spada na mnie z mocą wodospadu. Kiedyś kochałem to miejsce. Tu były ogrody założone i pielęgnowane przez moją mamę.

Czuję ciężar broszki w kieszeni, wiedziony instynktem sięgam po nią, obracam ją w palcach.

– Odtworzę je dla ciebie, mamo – przysięgam na głos. – Zadbam, by to miejsce wyglądało jak kiedyś.

Ruszam dalej, widzę, że wszystko jest bardzo zaniedbane. Boli mnie ten widok, ponieważ zamek był w posiadaniu mojej rodziny od wielu pokoleń. Wściekam się, że Sean, było nie było Kelly, olał go ciepłym moczem. Pozwolił mu popaść w ruinę, po czym zaczął wykorzystywać do niecnych celów, na przykład do prób przekabacenia Ethana.

Zaciskam mocno szczęki na tę myśl.

Ruszam w kierunku stajni znajdujących się na tyłach zamku. Ogrody pozarastały, tutaj także pełno jest butelek i petów. Widzę to wszystko ze szczytu wzniesienia i wzdycham głośno. To miejsce było niegdyś moim sanktuarium, tutaj mogłem zadręczać się życiem, którego nigdy nie pragnąłem.

Przemierzam te same ścieżki, które pokonywałem dziesięć lat temu, ale tak wiele się tutaj zmieniło. Chłopak, którym byłem, nie miał pojęcia, kim jest i dokąd zmierza. Zaskakuje mnie, że drzwi nie zostały wyłamane. Nie są też zamknięte na klucz, uchylam je więc i zaglądam ostrożnie do środka. Wnętrza wyglądają inaczej, niż pamiętam, ale wrażenie odnoszę to samo – jestem w domu.

Wchodzę do swojego dawnego mieszkania, przystaję pośrodku pokoju, chłonę wzrokiem każdy szczegół. Moje rzeczy zostały dawno temu rozkradzione, lecz związane z nimi wspomnienia nigdy się nie zatrą. Przymykam powieki i widzę wyłącznie Laleczkę. Słyszę jej śmiech, słyszę, jak pojękuje cicho, gdy zatracamy się w sobie bez końca raz po raz.

Przypominam sobie, jak mnie testowała, odmawiając poddania się. Była najsilniejszą osobą, jaką znałem.

W tym miejscu wspomnienie jej zapachu i smaku wydaje się wzmocnione, bo stoję pośrodku naszej osobistej oazy. Gdy wchodziliśmy do tego pokoju, świat zewnętrzny przestawał dla nas istnieć. Byliśmy tylko my przeciw wszystkim. Tak cholernie mi jej brakuje!

Wcześniej nie pozwalałem sobie myśleć o niej, ponieważ za każdym razem zaczynałem czuć się tak samo – jakby w mojej piersi na miejscu serca ziała wielka dziura. Nie dowiedziałem się nigdy, czym jest miłość, ale teraz rozumiem, że kochałem Laleczkę całym sobą. Nie umiem powiedzieć, w którym momencie zapałałem do niej takim gorącym uczuciem, wiem tylko, że było nam ono pisane.

Czuję się niepełny, gdy nie ma jej przy mnie, lecz teraz, gdy wiem już, że nie jest moją siostrą, nie mogę przestać myśleć o tym, jak się przy niej czułem. Chciałbym, żeby tamte chwile wróciły.

Pragnę jej.

I oto tak po prostu… wypowiadam to życzenie… i w końcu mogę odetchnąć po dziesięciu długich latach męczarni.

– Cześć, Punky…

2

PUNKY

Odwracam się powoli ze świadomością, że skołatany umysł szwankuje. Tak bardzo pragnę być powitany przez ducha przeszłości, ale gdy spoglądam w te intensywnie zielone oczy, dociera do mnie, że ona tu jest. Naprawdę tu jest.

Potrzebuję dłuższej chwili, by ją rozpoznać, ponieważ także się zmieniła, aczkolwiek pod kilkoma względami pozostała taka sama.

Jej długie brązowe włosy mają teraz jaśniejszą barwę, poprzeplataną tu i ówdzie blond pasemkami. Pamiętam, że gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy, była platynową blondynką. Zastanawiam się, czy farbowała włosy, by ukryć prawdziwą tożsamość. Ma na sobie obcisłe niebieskie dżinsy i kusy sweter robiony na drutach. Zauważam także lekki makijaż, ale całą uwagę skupiam na tych różowiutkich wargach.

Jak bardzo pragnę ich zakosztować.

– Chciałam… – mówi, po czym odchrząkuje, by oczyścić krtań. – Chciałam pojechać tam z nimi po ciebie. – Moje ciało błyskawicznie reaguje na brzmienie jej głosu, zaczynam się zastanawiać, jak przetrwałem bez niej te dziesięć lat. Nagle dociera do mnie, że to nie było życie, tylko marna egzystencja. – Nie wiedziałam jednak, czy powinnam. Nie wiedziałam, czy tego byś chciał. – Pierś jej drży przy długim wydechu. Jest zdenerwowana. – Wyglądasz… – Marszczy zabawnie nos, mierząc mnie od stóp do głów. – Wyglądasz dokładnie tak, jak cię zapamiętałam. Tyle że jesteś teraz starszy. – Chciałbym coś powiedzieć, ale jestem tak uzależniony od jej głosu, że milczę jak grób. Laleczka odgarnia kosmyk włosów za ucho. – To chyba normalne, zważywszy, ile lat minęło. Postarzeliśmy się oboje.

Nie mogę oderwać od niej oczu, a gdy policzki jej czerwienieją, upewniam się, że nadal ją pociągam. Nie zostałem odrzucony. Po prostu zasnąłem na dziesięć lat. Teraz jednak bestia została zbudzona i domaga się nakarmienia.

– Powiesz coś w końcu? – rzuca, potem przygryza dolną wargę. – Chcesz, żebym sobie poszła? Nie cieszysz się, że mnie widzisz? – Nie wie, co myśleć, ponieważ milczę jak zaklęty. Boję się odezwać. Boję się wyznać miłość, bo nigdy wcześniej nie powiedziałem żadnej kobiecie, że ją kocham. – Hm, widzę, że to był błąd.

Obraca się na pięcie, rusza szybkim krokiem w kierunku drzwi, ale doskakuję do niej jednym susem i zatrzymuję ją, chwytając za rękę. Iskra, która pomiędzy nami przeskakuje, doprowadza do detonacji. Ten dotyk uskrzydlił mnie, przypomniałem sobie czasy, gdy pożerałem każdy centymetr jej aksamitnej skóry.

Cichutki jęk wydobywający się z jej uchylonych ust uświadamia mi, że ona jeszcze nie wie o tym, iż nie jesteśmy spokrewnieni. Puszczam ją więc, nie chcąc, by poczuła się zawstydzona pociągiem, który nadal do siebie odczuwamy.

– Cieszę się, że cię widzę – wyduszam z siebie w końcu, obserwując reakcję jej ciała na moje słowa. – Tak mi przykro. To dla mnie… zbyt wiele.

Potakuje, potem spuszcza wzrok.

– Wiem, o czym mówisz. Nie mam pojęcia, od czego powinnam zacząć.

– Tak. To naprawdę popieprzona sytuacja – przyznaję, żałując, że nie umiem lepiej się wysłowić. – Wyglądasz… całkiem dobrze.

Chciałem powiedzieć pięknie, ale wydało mi się to niewłaściwe.

– Jak się czujesz? To znaczy… – Ukrywa twarz w dłoniach, potrząsa głową. – Sama nie wiem, co chciałam powiedzieć. Dlaczego to takie trudne?

Wiem, jakie to uczucie. Sam chciałbym powiedzieć tak wiele, ale nie znajduję odpowiednich słów.

Podchodzę do niej, delikatnie odsuwam jej ręce, bym mógł widzieć twarz. Pozwala mi się dotykać, dlatego nie wypuszczam jej rąk. Wyczuwam szalejący puls w jej nadgarstkach.

– Nie wstydź się tych nerwów. Sam jestem zdenerwowany.

– Naprawdę? – pyta, pozwalając sobie na blady uśmiech. – A nie wyglądasz na takiego.

– Jak zatem wyglądam?

Robi przeciągły wydech, do oczu napływają jej łzy.

– Wyglądasz jak ty – wyznaje półgłosem. – Dlaczego nie chciałeś mnie widzieć? Napisałam setki listów. Przyjeżdżałam na widzenia. Ale ty po prostu… zapomniałeś o mnie? O to chodziło? Chciałeś o mnie zapomnieć? Czy to, co mi kiedyś powiedziałeś… było prawdą?

Boli mnie jej niepewność wynikająca stąd, że nie zna całej prawdy i rozumie wszystko na opak. Zostałem zmuszony do trzymania się z dala od wszystkich, ponieważ tylko w ten sposób mogłem ich chronić. I choć udało mi się ich ocalić, to spowodowany izolacją mentalny ból był o wiele mocniejszy, niż mogłem wcześniej przypuszczać.

Gładzę jej dłonie, potem odpowiadam:

– Nie chciałem, żebyś zobaczyła mnie w takim stanie. Wyglądałem jak zwierzę zamknięte w klatce, ale o tobie nigdy nie zapomniałem.

Łza toczy się po jej policzku.

– Przepraszam za wszystko. Myślałam, że postępuję właściwie.

– Ćśśś, już dobrze. Wszyscy popełnialiśmy błędy. Co z twoją mamą? I z siostrą?

Pociąga nosem, przełyka łzy.

– Mama czuje się dobrze. Jest w remisji już od ponad ośmiu lat, a siostra nie jest już taka mała.

– Cieszę się, że twoja mama wyzdrowiała.

– Było to możliwe dzięki tobie. Dzięki temu, co zrobiłeś. Poszedłeś za mnie do więzienia. Za nas wszystkich – mówi, ściskając moje dłonie.

„W ten sposób wyrównamy rachunki, ale nie chcę cię więcej widzieć. Bez względu na to, co dla mnie zrobiłaś, wcześniej kłamałaś, przez co mam krew bliskich na rękach. Tego nigdy ci nie wybaczę. A ty nie powinnaś wybaczać mnie”.

Takimi słowami ją pożegnałem, a mimo to traktuje mnie nadal jak pozytywnego bohatera tej opowieści.

– Tak bardzo za tobą… tęskniłam – wyznaje szeptem mocno zawstydzona. – Po części umarłam, gdy odszedłeś. Nie umiałam się później odnaleźć, choć próbowałam…

– Muszę ci coś wyznać – wtrącam, nie mogąc dłużej znieść jej cierpienia, ale nie pozwala odebrać sobie głosu, a to, co mówi, zmienia wszystko na zawsze.

– Spotykam się z kimś – mamrocze, spuszczając potulnie wzrok. – Tak mi przykro. Ja… my nie możemy być ze sobą. I… Cholera. To dobry człowiek. Tak mi przykro, Punky. On sprawia, że cz-czuję się szczęśliwa.

Rzuca mi się w ramiona, łka prosto w moją pierś. Cierpi z powodu poczucia winy.

Wypowiedziane przez nią słowa odbijają się setkami ech w zakamarkach mojego umysłu, potrzebuję dłuższej chwili, by przełknąć to wyznanie.

„To dobry człowiek”.

Przymykam powieki, przeklinam każdy pieprzony oddech, który biorę, ponieważ równie dobrze mógłbym być martwy.

Jest tak blisko, że znów czuję zapach jej skóry, staram się go zapamiętać, teraz najbardziej zależy mi na tym, by była szczęśliwa. Muszę się wycofać, skoro ten facet może ją uszczęśliwić.

– Nie przepraszaj. Zrobiłaś to, czego chciałem: przetrwałaś. Niczego więcej mi nie trzeba. Bądź szczęśliwa.

Wybucha płaczem, nie chce mnie puścić, utulam ją więc, pocieszam, ignorując ból we własnej piersi. Co bym osiągnął, wyznając jej to, co wiem? Laleczka jest teraz szczęśliwa. Ja nie mógłbym jej tego dać, nie mam przecież bladego pojęcia, jak wygląda prawdziwe szczęście.

Jedyne, co mogę jej ofiarować, to ból. Jestem uosobieniem błędów przeszłości – tej, którą wybrukowałem kłamstwami i rozlewem krwi. Będzie je wspominała za każdym razem, gdy mnie zobaczy.

Kocham ją nad życie i właśnie dlatego musi odejść stąd wolna. Zabiorę ten sekret do grobu, nigdy nie obciążę ją brzemieniem wyboru, nie będzie go miała, jeśli nikt jej nie powie, że nie jest moją przyrodnią siostrą. Beze mnie może wieść spokojne, bezpieczne życie.

„Jesteś przywódcą. Przewódź więc ze współczuciem odziedziczonym po mamie. I rządź bezlitośnie, jak cię uczyłem, ponieważ to jedyny sposób, by przeżyć w naszym świecie”.

Miłość czyni cię słabym. Pozwala być ludzkim. Laleczka padła tego ofiarą, nie pozwolę, by ucierpiała ponownie z powodu mojej samolubności.

– Chciałabym…

– Daj spokój, nie cofniemy tego, co się wydarzyło – mówię, nie chcąc usłyszeć tego, czego tak desperacko pragnę, bo mógłbym się załamać i wyznać jej prawdę. Nie mogę być aż tak samolubny.

To jej jedyna szansa na szczęśliwe życie z dala ode mnie i poczucia wstydu z powodu tego, co robiliśmy.

– Wiem – szepcze, nadal wtulona we mnie. – Jak to dobrze mieć cię znowu w domu.

– W domu? – Zaskoczyła mnie tym stwierdzeniem. – Mieszkasz teraz tutaj?

Odsuwa się o krok, odgarnia włosy z twarzy.

– Ja nie, tylko mój narzeczony.

Narzeczony?

Właśnie zaakceptowałem fakt, że spotyka się z kimś innym, ale zaręczyny i ewentualny ślub? Ja pierdolę.

Uśmiecham się nadal, choć tak naprawdę umarłem.

– Szczęściarz z niego. Życzę wam wszystkiego najlepszego.

Potakuje, choć widzę wyraźnie, że nie kupiła tego bajeru.

Klin niezręcznej ciszy rozdziela nas coraz bardziej. Nagle zaczyna mi brakować oddechu. Na samą myśl, że inny mężczyzna może jej dotykać… Połamałbym mu wszystkie kości, jedną po drugiej.

Laleczka przygląda mi się z przechyloną głową, jakby próbowała odgadnąć moje myśli. Wiem, że chcąc wypaść przekonująco, muszę ją teraz od siebie odepchnąć. Za żadne skarby nie może przebywać w pobliżu. Uosabia wszystko to, czego pragnę, ale nie mogę mieć.

– Dzięki, że wpadłaś, ale wiesz, muszę teraz ogarnąć kilka spraw – rzucam, dając jej niezbyt subtelnie znać, że nasze spotkanie dobiega końca.

Potakuje, ociera w pośpiechu łzy.

– Jasne. Wybacz. Może umówimy się, jak już przywykniesz do wolności?

– Po co? – pytam, składając ręce na piersi. W tym właśnie momencie kłębią się we mnie rozmaite uczucia, ale najbardziej kusi mnie rozwalenie wszystkiego, co znajduje się w zasięgu moich rąk. Mruży oczy zaskoczona obcesowością tych słów. – Chyba wyjaśniliśmy sobie wszystko?

– No… tak, jak… jak chcesz – odpowiada, ważąc każde słowo. – W każdym razie miło było cię widzieć.

– No. Pozdrów ode mnie swojego chłopaka.

Mruży oczy, wyczuwając sarkazm. Nagle cofamy się do czasów, gdy w okamgnieniu przechodziliśmy od gorącej miłości do bezgranicznej nienawiści. To jedno się nie zmieniło, lecz nadal nie mogę przywyknąć do myśli, że jest zaręczona.

Potakuje, otwiera usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili rezygnuje.

– Do zobaczenia, Punky.

– Żegnaj, Laleczko.

Parska gniewnie, gdy używam tego przezwiska, tyle że dla mnie pozostanie na zawsze Laleczką. Wychodzi szybkim krokiem, a ja ostatkiem sił się powstrzymuję, by nie pobiec za nią. Nic by mi to nie dało.

Nie wiem, jak długo sterczę tak, gapiąc się w otwarte drzwi, wciąż nie mogąc dojść do siebie po tym, co mi wyznała. Czas przestaje mieć znaczenie, ponieważ moje uczucia do niej pozostają niezmienne. Nadal pragnę jej nade wszystko na tym świecie.

Ona jednak ułożyła sobie życie, a ja muszę się z tym pogodzić. Powiedzenie jej prawdy skomplikowałoby życie nam obojgu. Tak będzie najlepiej.

Dlaczego więc mam ochotę kogoś zabić? Najchętniej narzeczonego Laleczki?

Nie mając szans na rozwiązanie tego problemu, postanawiam zająć się bardziej przyziemnymi sprawami, na przykład wysprzątaniem dawnego mieszkania. Muszę zająć czymś myśli, żeby nie oszaleć. Trzeba będzie wielu miesięcy, by przywrócić to miejsce do poprzedniego stanu, ale mogę zacząć już teraz, czasu bowiem mam aż nadto.

Zatracony we własnych bardzo niebezpiecznych myślach, nie od razu zauważam, że mam towarzystwo. Na moje szczęście to tylko Cian. Oj, muszę się skupić, nie stać mnie na powtórzenie tego samego błędu.

– Pomóc ci? – pyta, trzymając w jednej ręce butelkę whisky, a w drugiej miotłę.

– Dzięki.

Natychmiast wyczuwa, że jestem w paskudnym nastroju.

– Co się stało?

– Nic – odpowiadam, wyrywając mu flaszkę z dłoni.

Otwieram ją i leję w gardło solidny łyk alkoholu. Cian, widząc to, nie kryje zdziwienia.

– Nie rób mnie w konia.

– Daj spokój, dobrze ci radzę – rzucam, odwracając się do niego plecami.

Ale nie z nim takie gadanie.

– To ty daj spokój! Rozumiem, że potrzebujesz czasu, ale nie odtrącaj mnie w taki chamski sposób. Wiesz, przez co musieliśmy przejść? Niewiele się to różniło od twojej odsiadki!

– Jakoś w to wątpię – prycham, znów stając twarzą do niego. – To ja trafiłem do paki, nie ty. Nie porównuj się do mnie, bo to naprawdę nieporównywalne!

– Wszyscy robili, co mogli, by ci pomóc, ale ty nas olewałeś. Czułem się taki bezradny! – argumentuje, nie mogąc zapanować nad emocjami. – Wiesz, jak się z tego powodu czułem? Musiałem żyć z poczuciem winy przez dziesięć pieprzonych lat! Chętnie zamieniłbym się z tobą miejscami. W okamgnieniu. A ty po prostu się na nas wypiąłeś… To mnie załamało, do kurwy nędzy.

– Nie miałem wyboru – cedzę przez zęby.

– Gówno prawda! Mogłeś przyjąć widzenie albo chociaż odpisać na któryś z listów. Wolałeś jednak tego nie robić!

– Niczego nie wolałem! – wrzeszczę, rozkładając szeroko ręce. – Brody Doyle kazał mi przysiąc, że z żadnym z was nie nawiążę kontaktu! Gdybym to zrobił, wybiłby was do nogi, nawet bliźnięta. Miałem zgnić tam porzucony i zapomniany, żebyście byli bezpieczni! Myślisz, że z własnej nieprzymuszonej woli wybrałbym samotne gnicie w celi? Oddałbym wszystko, by móc się zobaczyć z tobą, z wami wszystkimi, ale nie mogłem. Próbowałem ratować wam życie. Chciałem choć raz zrobić coś dobrego! Inna sprawa, że po tym, jak zniknąłem, zyskaliście szansę na rozpoczęcie nowego, lepszego życia. Takiego, które sami wybierzecie, a nie wymuszonego czyimiś groźbami.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

TYTUŁ ORYGINAŁU:Into Temptation

Redaktorka prowadząca: Ewelina Czajkowska Wydawczyni: Joanna Pawłowska Redakcja: Bożena Sęk Korekta: Małgorzata Denys Projekt okładki: Łukasz Werpachowski Zdjęcie na okładce: © Michelle Lancaster

Copyright © 2021 by Monica James

Copyright © 2023 for the Polish edition by Niegrzeczne Książki an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Julianna Kowal, 2023

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne Białystok 2023 ISBN 978-83-8321-876-2

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com