I Ty możesz zrozumieć Biblię - Peter Kreeft - ebook + książka

I Ty możesz zrozumieć Biblię ebook

Peter Kreeft

0,0

Opis

 

Istnieją tysiące książek o Biblii. Czym ta różni się od nich? Po pierwsze, jest przeznaczona dla początkujących. Po drugie, jest przeznaczona zwłaszcza (ale nie wyłącznie) dla katolików. Po trzecie, jest krótka i prosta. Każdy rozdział można przeczytać nad filiżanką kawy i pączkiem.

Anglosaska tradycja intelektualna może nam zaoferować coś, czego w suchym europejskich akademickim dyskursie brakuje: radość czytania i poznawania trudnych rzeczy w sposób bardzo przystępny. To wszystko odnajdujemy w książce Petera Kreefta. „I Ty możesz zrozumieć Biblię” to pasjonująca przygoda odkrywania Słowa Bożego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 383

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS



Kolejne rozdziały tej książki były pierwotnie publikowane jako artykuły w wydaniachThe National Catholic Register w latach 1989–1991.

Oryginalne wydanie książkowe:

You Can Understand the Old Testament: A Book-by-Book Guide for Catholics

© 1990 by Twin Circle Publishing Company

Published by Servant Publications, Ann Arbor, Michigan

oraz

Reading and Praying the New Testament: A Book-by-Book Guide for Catholics

© 1992 by Twin Circle Publishing Company

Published by Servant Publications, Ann Arbor, Michigan

Nowe, połączone i zrewidowane wydanie wydrukowano za zgodą Petera Kreefta

 

Przekład:

Dominika Krupińska

 

ISBN 978-83-8043-696-1

 

Wydawnictwo M

31-002 Kraków, ul. Kanonicza 11

tel. 12-431-25-50; fax 12-431-25-75

e-mail:[email protected]

www.wydawnictwom.pl

 

Dział handlowy: tel. 12-431-25-78; fax 12-431-25-75

e-mail:[email protected]

 

Księgarnia wysyłkowa: tel. 12-259-00-03; 721-521-521

e-mail:[email protected]

www.klubpdp.pl

 

 

KonwersjaEpubeum

Od autora

Nie jestem biblistą i książka ta nie jest autorytatywnym i wyczerpującym wprowadzeniem do Biblii. Stanowi ona popularny zarys, mający na celu obudzenie w czytelniku zainteresowania czytaniem i studiowaniem Słowa Bożego. Książka adresowana jest do amatorów. Przekazuje czytelnikowi nie sprawy interesujące tylko uczonych, takie jak argumenty dotyczące datacji i autorstwa, lecz to, o co troszczy się każdy (z wyjątkiem głupców): przemieniającą życie mądrość. Pierwsze pochodzi od ludzkiego umysłu, drugie – od Boga.

Jeżeli nie zaznaczono inaczej, cytaty biblijne pochodzą z Revised Standard Version (RSV). Wybrałem tę szczególną wersję Pisma Świętego, gdyż jest ona zarówno dosłowna, jak i literacka, zarówno dokładna, jak i piękna1.

Ogólne wprowadzenie do Biblii

Istnieją tysiące książek o Księdze. Po co jeszcze jedna?

Sama Księga o tym mówi: „Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca, a wiele nauki utrudza ciało” (Koh 12,12; jest to ulubiony werset biblijny leniwych studentów). Czym różni się od nich ta książka?

Po pierwsze, jest ona przeznaczona dla początkujących. Jest to niezbędne, gdyż znajomość Biblii w cywilizacji Zachodu słabnie, podobnie jak znajomość literatury w ogóle.

Po drugie, jest przeznaczona zwłaszcza (ale nie wyłącznie) dla katolików. Jak na ironię, znajomość Biblii wśród katolików obniżyła się także po Soborze Watykańskim II, chociaż Sobór ten stanowczo wezwał do jej odnowienia. Książka taka jak ta, poświęcona podstawom wiedzy o Biblii, pięćdziesiąt lat temu byłaby zbędna.

Po trzecie, jest krótka i prosta. Każdy rozdział można przeczytać nad filiżanką kawy i pączkiem. Nie została wypełniona najnowszymi teoriami z zakresu profesjonalnych nauk biblijnych. Nie jestem zawodowym biblistą, lecz nauczycielem i amatorem (amator znaczy „miłośnik”).

Jest ona także pomyślana tak, by była praktyczna w użyciu. Nie stanowi drogi na skróty do czytania Biblii. Przypomina raczej skrypt laboratoryjny niż podręcznik. (Podobnie jest z samą Biblią: w zamiarze jej Autora czytanie i myślenie ma poprzedzać działanie, zob. Mt 7,24–29.)

***

Czytanie Biblii powinno być formą modlitwy. Biblię powinno się czytać w obecności Boga i jakby odsłaniając Jego umysł. Jest ona nie tylko księgą, lecz także miłosnym listem Boga do ciebie. Jest objawieniem Boga, umysłem Boga, działającym za pośrednictwem twojego umysłu i czytania, zatem twoje czytanie jest twoją odpowiedzią na Jego umysł i wolę. Czytanie to uzgadnianie twojego umysłu i woli z umysłem i wolą Boga; dlatego stanowi ono wypełnienie modlitwy „Bądź wola Twoja”, która jest najbardziej podstawowym i zasadniczym kluczem do osiągnięcia naszego jedynego celu na ziemi: świętości i szczęścia. Wzywam każdego czytelnika do znalezienia dobrego wytłumaczenia (przed Bogiem, nie przede mną, ani nawet przed sobą), dlaczego nie wygospodarować codziennie piętnastu minut na skorzystanie z tej podstawowej pomocy pozwalającej spełnić sens swojego życia.

Zarówno modlitwa, jak i czytanie Biblii są sposobami słuchania Boga. Należy je połączyć: nasza modlitwa powinna być biblijna, a nasze czytanie Biblii ma stawać się modlitwą.

W teologii katolickiej Biblia nosi znamiona sakramentu: jest znakiem dającym sposobność uzyskania łaski. Biblia pasuje do dwóch klasycznych definicji sakramentu: (1) widoczny znak ustanowiony przez Chrystusa w celu dania łaski i (2) znak, który sprawia to, co oznacza. Jednakże, inaczej niż siedem sakramentów, nie działa ona ex opere operato; nie daje łaski sama z siebie, ale jest zależna od naszego sposobu korzystania z niej.

Jak otrzymujesz łaskę? Tak samo jak stajesz się mokry. Nie sprawiasz deszczu i nie sprawiasz łaski Bożej. Jednak aby otrzymać łaskę, musisz wyjść na zewnątrz siebie, musisz iść tam, gdzie jest Bóg, tak samo jak musisz wyjść na zewnątrz, żeby zlał cię deszcz. Jeśli będziesz stał na środku ulicy, uderzy cię samochód. Jeśli będziesz tkwił w środku Biblii, spotka cię pocałunek Boga. Biblia jest wielką gałązką Bożej jemioły.

Chociaż nie jest sakramentem, posiada moc. Jej moc pochodzi od dwóch woli: Boga i naszej. Jest mieczem Ducha (Ef 6,17) przenikającym nas aż do rozdzielenia (Hbr 4,12), chociaż musimy dać jej do tego sposobność, wystawiając nasz umysł, serce i wolę na jego ostrze. Kiedy to czynimy, Królestwo Boże przychodzi na ziemię. Bo w pierwszej kolejności zstępuje ono na ten maleńki, ale mający zasadnicze znaczenie kawałek ziemi, którym jest twój umysł i wola. Wówczas przekształca twoje życie, kontrolowane przez twój umysł i wolę. Następnie zaś, poprzez twoje życie – twój świat.

A cóż to w ogóle za dziwna księga?

Słowo Biblia oznacza „księgę” (w liczbie pojedynczej). Jednak Biblia składa się faktycznie z siedemdziesięciu trzech różnych ksiąg (w kanonie protestanckim – sześćdziesięciu sześciu) pochodzących od wielu różnych autorów i z wielu różnych czasów oraz spisanych w wielu różnych stylach i formach literackich: mamy tam historię, poezję, proroctwo, dramat, filozofię, listy, wizje, praktyczne porady, pieśni, przepisy prawne… To nie jest księga, to jest świat.

Ale w tej różnorodności jest jedność. W najbardziej podstawowym ujęciu Biblia jest historią. W przeciwieństwie do świętych ksiąg innych religii podstawową dziedzinę Biblii stanowi dziedzina historii. Opowiada ona o prawdziwych wydarzeniach, które naprawdę się przydarzyły prawdziwemu ludowi w prawdziwych dziejach. G.K. Chesterton mówił: „Są tylko dwie rzeczy, które się nie nudzą – opowieści i osoby”. Osoby, o które tutaj chodzi, to trzy najważniejsze Osoby: Ojciec, Syn i Duch Święty. Biblia to „opowieści o Bogu”. Jednak są to także opowieści o nas, o naszych relacjach z Bogiem i innymi ludźmi. (Słowo religia, pochodzące od łacińskiego religare, oznacza zasadniczo „nawiązywanie relacji”). Poziome (człowiek z człowiekiem) i pionowe (człowiek z Bogiem) relacje spotykają się tutaj i tworzą kształt krzyża.

Istnieje jednak wiele rodzajów historii: historie wojenne, historie miłosne, historie detektywistyczne i wiele innych. Jakiego rodzaju jest ta historia? Mówi nam ona to, w jakiego rodzaju historii bierzemy udział, to znaczy mówi nam, jaki jest sens naszego życia.

Jest to historia miłosna, ponieważ historia to „opowieść o Nim”2, a On jest miłością. Miłość stanowi plan i cel Boga we wszystkim, co czyni.

Historia rozgrywa się w trzech aktach, nazywanych przez teologów stworzeniem, upadkiem i odkupieniem. Każda kiedykolwiek opowiedziana historia pasuje do tego wzorca, gdyż jest on podstawowym wzorcem całych ludzkich dziejów.

Możemy nazwać te trzy sceny ustawieniem, komplikacją i ustawieniem na nowo. Najpierw sytuacja zostaje ustawiona; następnie destabilizuje ją problem, konflikt lub wyzwanie; a dalej zostaje ustawiona na nowo, gdy wyzwanie spotyka się z reakcją – udaną lub nieudaną. Raj, Raj Utracony i Raj Odzyskany to trzy akty kosmicznego ludzkiego dramatu. Znajdujemy się obecnie w trzecim akcie, który zaczął się już w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, kiedy Bóg zaczął „odkupywać”, czyli kupować z powrotem upadłą ludzkość.

Ten trzeci akt zawiera znowu trzy sceny. Najpierw Bóg objawia siebie jako Ojca w Starym Testamencie; następnie jako Jezusa – Syna w Ewangeliach; w końcu zsyła Ducha Świętego, aby był duszą Jego Kościoła przez resztę czasu.

***

Księgi zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu dzielą się na trzy główne kategorie: historię, mądrość i proroctwo. Tak więc Biblia obejmuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Jednak jej księgi historyczne są czymś więcej niż zapisem przeszłości; przekazują nam one prawdy, które pozostają nadal prawdziwe i tak samo obowiązują obecnie. A jej księgi mądrościowe mówią o ponadczasowych prawdach, które są przeznaczone nie tylko dla teraźniejszego czasu, lecz dla wszystkich czasów. W końcu jej prorocy nie tylko ogłaszają przyszłość, lecz także „rozgłaszają”3 Bożą prawdę dla wszystkich czasów. Cała Biblia jest stałym Bożym prorokiem, nieustannie rozgłaszającym prawdy, które potrzebujemy znać, aby w naszej ziemskiej wędrówce kierować się ku szczęśliwej wieczności.

***

Istnieją dwa zasadniczo różne sposoby czytania Biblii: jako Słowo Boże do człowieka lub jako ludzkie słowo o Bogu; jako boskie objawienie lub jako ludzkie przypuszczenia; jako pewne „zstępowanie” Boga ku nam lub jako nasze niepewne i po omacku „wstępowanie” ku Niemu. Biblia twierdzi, że jest pierwszą z tych dwóch rzeczy: objawieniem Bożym, „Słowem Boga”. Jednak jest to Słowo Boga w słowach ludzkich. Bóg jest dobrym nauczycielem i dlatego daje nam nie tylko wszystko to, czego potrzebujemy, lecz także tylko to, co możemy przyjąć. Objawia siebie coraz szerzej i szerzej, stopniowo, w miarę jak w ciągu dziejów dokonuje się nasz postęp. Te historie nie są statyczne. Najpierw jest to proste, wręcz nazbyt proste i prymitywne „dziecięce gaworzenie”, by tak powiedzieć. Jednak zarazem to prawdziwe, a nawet doskonałe dziecięce gaworzenie. Powinniśmy się więc spodziewać, że Stary Testament będzie prymitywniejszy niż Nowy, ale w żadnym razie nie będzie on mniej prawdziwy. Na przykład dobro i zło zostają najpierw objawione przede wszystkim jako sprawiedliwość i niesprawiedliwość, postępowanie właściwe i niewłaściwe; następnie stopniowo objawiony zostaje prymat miłosierdzia. Ponieważ miłosierdzie, które nie nauczyło się wcześniej sprawiedliwości, jest tylko uczuciem.

***

Biblia twierdzi, że daje nam cztery rzeczy, których potrzebujemy i pragniemy najbardziej, cztery rzeczy, które musi nam dawać Bóg: prawdę, moc, życie i radość.

Po pierwsze, Biblia mówi, że daje nam prawdę – prawdę o Bogu, której nie możemy odkryć sami (a także prawdę o nas samych, której również bez niej nie jesteśmy w stanie poznać).

Jednak co to za prawda? Nie jest ona tylko abstrakcyjną poprawnością, lecz czymś bardziej trwałym: to prawda, o której mówimy, że jest „wypróbowana i prawdziwa” (zob. Ps 12,7), prawda, która jest „uczyniona prawdziwą”, czyli wypełniona (zob. Ez 12,25), prawda, która „staje się prawdziwa” jak wypełnione obietnice (zob. Mt 5,17–18). Prawdę tę znajdujemy w osobie, a nie tylko w myśli – w osobie, której słowa są całkowicie godne wiary. Bóg jest taką Osobą, a hebrajskie słowo określające ten rodzaj prawdy to emeth. Jeśli pozwolisz tej Księdze do ciebie przemawiać, ukaże ci ona prawdziwy charakter Boga i ciebie samego. Jest ona lustrem.

Po drugie, Biblia twierdzi, że ma moc. Opisuje siebie przy użyciu takich obrazów, jak młot i ogień (Jr 23,29). Sama nazywa siebie „mieczem Ducha” (Ef 6,17).

Jednak jaka to jest moc? Nie jest ona cielesna, lecz duchowa, nieskończenie większa, gdyż jest mocą mogącą zmieniać ducha, a nie tylko materię, władzą nad wolnymi sercami i umysłami, która po chińsku nosi nazwę te. Jest mocą dobra i miłości, a nawet cielesnej słabości, cierpienia i ofiary.

Po trzecie, Biblia twierdzi, że daje życie. Jezus nazywa je ziarnem (Łk 8): rzeczą żywą i rosnącą. List do Hebrajczyków (4,12) mówi, że „żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha… zdolne osądzić pragnienia i myśli serca”. Miecze cielesne przynoszą tylko śmierć; ten daje życie. Miecze cielesne tylko tną ciała; ten otwiera dusze na oścież i uzdrawia je. Ponieważ miecz, chociaż sam w sobie jest martwy, może ożywać w rękach tego, kto nim włada; a jest to „miecz Ducha”. To, co zdarzyło się w 37. rozdziale Księgi Ezechiela, gdy suche kości ożyły, może także zdarzyć się tobie, gdy czytasz tę Księgę, jeśli na to pozwolisz – to znaczy, jeśli czytasz ją na sposób modlitewny, w obecności Boga, rozmawiając z Nim podczas lektury. Nie jest to żaden trik ani sztuczka ludzkiej wyobraźni; On naprawdę tam jest! A „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mt 22,32).

Jednak cóż to za życie? Jest to życie duchowe, życie wieczne, życie nadprzyrodzone, uczestniczenie – przez łaskę – w samym życiu Boga (zob. 1 P 1,4). Greckie słowo, używane na jego określenie w Nowym Testamencie, to zoe. Gdy czytasz Biblię, uważaj: ona będzie z tobą cośczynić. Bo gdy ty ją czytasz, ona czyta ciebie. Jej Autor czyta ciebie z jej środka. Jest to jak patrzenie w lustro i widzenie w nim innej twarzy patrzącej na ciebie. Albo jak siedzenie na skale, która się porusza i zmienia w wielkie i niepokojące zwierzę. „Spójrz! Ono jest żywe!”. Biblie powinny być zaopatrzone w nalepki ostrzegawcze.

Po czwarte, Biblia twierdzi, że daje radość. Psalmy są pełne wyrażeń mówiących o szczęściu płynącym ze Słowa Bożego (na przykład 1,2; 19,9; 119,97; 119,103). Jeremiasz mówi do Boga: „Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą” (15,16).

Jednak co to jest za radość? To radość, która nie zależy od żadnych rzeczy ziemskich, od niczego na tym świecie; radość ta jest pozornie pozbawiona przyczyny, gdyż jej przyczyna jest większa niż wszechświat: jest nią miłość Boga. Księga ta jest listem miłosnym od Boga, zaadresowanym do ciebie. Bóg nie wysyła niechcianych reklam ani spamu. Mówi: „Wezwałem cię po imieniu; tyś moim” (Iz 43,1). Słowa kocham cię tosłowa magiczne: zmieniają nas, zadziwiają i budzą wewnętrzne zaskoczenie, przynoszą nam największą radość, jakiej możemy doznać w ziemskim życiu. O ileż mocniej działają, gdy słyszymy je od naszego Stwórcy!

***

Biblia nazywa siebie „Słowem Bożym”. Jednak wskazuje poza siebie, na „Słowo Boże” – Jezusa Chrystusa. Każde słowo w tej księdze jest częścią Jego portretu. Słowa, które może wypowiadać człowiek, nie są żywe, ale Słowo, które wiecznie wypowiada Bóg, jest nie tylko żywe, lecz i boskie. On sam nazywa siebie „Synem Bożym”. Spotkanie Go jest sensem całej Biblii (zob. J 5,39) i całym sensem naszego życia.

***

Oto dziesięć wskazówek, jak czytać Biblię, aby przyniosło to korzyść:

1. Na początku zapomnij o komentarzach i książkach, które usiłują ci wyjaśnić, co chce powiedzieć Biblia. Czytaj ją samodzielnie. Sięgaj po informacje z pierwszej ręki. Najpierw dane. Biblia to najbardziej interesująca książka, jaka kiedykolwiek została napisana, ale niektóre książki o niej należą do najnudniejszych.

2. Czytaj wielokrotnie. Nigdy nie wyczerpiesz bogactw tego głębokiego złoża. Najwięksi święci, mędrcy, teologowie i filozofowie nie wyczerpali jej złota; ty też tego nie zrobisz.

3. Najpierw przeczytaj księgę szybko, aby zapoznać się z jej ogólną ideą; wtedy wróć na początek i przeczytaj ją ponownie, wolniej i staranniej. Nie śpiesz się. Zapomnij o czasie. Delektuj się. Rozmyślaj. Medytuj. Myśl. Pytaj. Pogrąż się powoli w duchowym morzu i pływaj w nim. Niech twoja dusza żegluje po jego falach.

4. Próbuj czytać bez uprzedzeń. Niech autor mówi do ciebie. Nie narzucaj księdze swoich myśli. Najpierw słuchaj, zanim zaczniesz odpowiadać.

5. Po wysłuchaniu odpowiedz. Rozmawiaj z Autorem, jak gdyby stał naprzeciw ciebie – gdyż On jest! Zadawaj Mu pytania i sięgnij po Jego Księgę, żeby zobaczyć, jak ci odpowie. Bóg jest dobrym nauczycielem, a dobry nauczyciel pragnie, aby uczniowie zadawali pytania.

6. Nie myl rozumienia z ocenianiem. To znaczy nie mieszaj interpretacji z krytyką. Najpierw zrozum, potem oceniaj. Zapewne wydaje się to proste, ale jest trudniejsze, niż myślisz. Na przykład wielu czytelników interpretuje opowieści o cudach biblijnych jako mity, ponieważ niewierzy w cuda. Jest to jednak po prostu zła interpretacja. Niezależnie od tego, czy cuda naprawdę się wydarzyły czy nie, pierwszym pytaniem jest to, co autor chciał powiedzieć. Czy opowiadał przypowieść, bajkę czy mit? A może opowiadał historię, która jego zdaniem naprawdę się wydarzyła? To, czy zgadzasz się z nim czy nie, jest drugim pytaniem, a nie pierwszym. Zaczynaj od tego, co na początku. Nie mów: „Niewierzę, że Jezus dosłownie powstał z martwych, dlatego interpretuję Zmartwychwstanie jako mit”. Autorzy Ewangelii nie zamierzali opisywać mitu, lecz fakt. Jeśli Zmartwychwstanie się nie wydarzyło, to nie jest mitem. Jest kłamstwem. A jeśli się wydarzyło, to nie jest mitem. Jest faktem.

7. Pamiętaj więc o tych czterech pytaniach i zadawaj je w tej kolejności: Po pierwsze, o czym mówi fragment? To są dane. Po drugie, co on oznacza? Co miał na myśli autor? To jest interpretacja. Po trzecie, czy to jest prawda? To jest sprawa wiary. Po czwarte, co z tego wynika? Jak wpływa na mnie, na moje życie – teraz? To jest sprawa zastosowania.

8. Patrz na „ogólny obraz”, na główną ideę. Niech szczegóły nie zasłaniają ci istoty rzeczy. Nie zatrzymuj się na kilku szczegółowych punktach czy fragmentach. Interpretuj każdy fragment w jego kontekście, łącznie z kontekstem całej Biblii.

9. Po przeczytaniu fragmentu cofnij się i przeanalizuj go. Zrób ogólny szkic. Sprecyzuj. Wyjaśnij. Nie zadowalaj się miłym, niejasnym uczuciem. Odnajdź myśl i jej konstrukcję.

10. Bądź uczciwy – czytając dowolną książkę, a szczególnie tę, gdyż ona cała tego od ciebie wymaga. Istnieje tylko jeden uczciwy powód, by wierzyć Biblii: ponieważ jest prawdziwa, a nie dlatego, że jest pomocna, piękna, pocieszająca, wymagająca czy użyteczna, czy nawet dobra. Jeśli nie jest prawdziwa, nikt uczciwy nie powinien jej wierzyć, nawet gdyby cała reszta była prawdą. A jeśli jest, każda uczciwa osoba powinna jej uwierzyć, nawet gdyby cała reszta nią nie była. Szukaj prawdy, a ją znajdziesz. Zostało to obiecane (zob. Mt 7,7).

CZĘŚĆ PIERWSZA.Stary Testament

ROZDZIAŁ PIERWSZY. Wprowadzenie do Starego Testamentu

Pierwsza i o wiele dłuższa część Biblii zwana jest przez chrześcijan „Starym Testamentem” (lub „Starym Przymierzem”). Żydzi nazywają ją po prostu swoją Biblią lub Pismem Świętym. Oni także wierzą, że jest natchniona przez Boga, ale – poza „Żydami mesjańskimi (chrześcijańskimi)” – nie sądzą tak o Nowym Testamencie. Żydzi czczą tego samego Boga co chrześcijanie, ale nie czczą tego samego Mesjasza (Chrystusa).

Historia zawarta w Starym Testamencie odróżnia judaizm (i chrześcijaństwo) od wszystkich innych religii świata na dwa główne sposoby. Po pierwsze, znajdujemy tutaj religię opartą na faktach historycznych, a nie tylko na abstrakcyjnych wyobrażeniach i ideałach lub doświadczeniach mistycznych. Po drugie, Bóg Starego Testamentu różni się od bogów innych religii pod co najmniej czterema ważnymi względami:

1. Tylko kilka osób w świecie starożytnym, jak Sokrates w Grecji i Echnaton w Egipcie, wznieśli się ponad politeizm (wiara w wielu bogów) swojego społeczeństwa, przechodząc do monoteizmu (wiara w jednego Boga) jak Żydzi.

2. Tylko Żydzi znali Boga, który stworzył cały wszechświat z niczego.

3. Inne ludy oddzielały od siebie religię i moralność. Tylko Bóg Biblii był doskonale dobry, sprawiedliwy i święty, a jednocześnie był Dawcą prawa moralnego, wymagającym dobra moralnego od wszystkich ludzi

4. Te różnice wyjaśnia czwarta z nich: chociaż inne ludy czasami docierały do głębokich prawd o Bogu przez swoją wyobraźnię (mit), rozum (filozofia) i doświadczenie (mistycyzm), mieszały jednak te prawdy z fałszem, gdyż nie posiadały słowa pochodzącego od samego Boga. Inne religie mówią o poszukiwaniu Boga przez człowieka; Biblia mówi o poszukiwaniu człowieka przez Boga. Inne religie opowiadają ponadczasowe prawdy o Bogu; Biblia opowiada o czynach Boga dokonywanych w czasie, w historii.

Bóg objawia siebie zarówno przez słowa (szczególnie prawo dane Mojżeszowi oraz słowa proroków, rzeczników Boga), jak i uczynki. Uczynki te mają charakter nadprzyrodzony (cuda) i naturalny (opatrzność: Bóg wspomagający swój lud).

Przez całą historię Starego Testamentu Bóg wybiera swoje specjalne narzędzia: Abla (a nie Kaina), Noego (a nie resztę świata), Abrama (a nie Lota), Izaaka (a nie Izmaela), Jakuba (a nie Ezawa), Józefa (a nie jego braci) i ogólnie Żydów (a nie pogan) – aż w końcu nadchodzi Chrystus, Mesjasz. Wówczas Kościół Chrystusa, „Nowy Izrael”, rozpowszechnia znajomość prawdziwego Boga, tego samego Boga Izraela na całym świecie.

Do nadejścia tego czasu opieka opatrzności Bożej tworzyła, zachowywała i kształciła naród Izraela, aby stał się dla nadchodzącego Mesjasza jakby łonem, jakby matką. Gdy Jezus narodził się z łona Maryi, ona stała się wypełnieniem wszystkiego, czym miał być Izrael.

Jednak zgodnie z Nowym Testamentem (zob. Rz 10–11) Bóg nie zakończył sprawy z Izraelem nawet obecnie. Kościół jako nowy Izrael nie eliminuje po prostu starego, podobnie jak córka nie może wyeliminować swej matki. Nowy Testament nie jest tylko dodatkiem do Starego ani nie spycha Starego na bok. W Ewangelii według świętego Mateusza (5,17) Jezus mówi: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”. Stary Testament, tak samo jak Nowy, mówi o Jezusie. Jest początkiem historii zbawienia, tej samej historii, którą dopełnia Jezus, tej samej historii, w której znajdujemy się obecnie.

ROZDZIAŁ DRUGI.Zaczynając od początku: Księga Rodzaju 1–2

Zaczynamy od Księgi Rodzaju, ponieważ chcemy iść za radą, której udziela Alicji Królowa Kier, gdy ta pyta, jak ma opowiedzieć swoją historię: „Zacznij od początku, doczytaj do końca, a wtedy przerwij czytanie”. Biblia jest jedyną spośród kiedykolwiek napisanych ksiąg, która wypełniła tę zadziwiająco prostą instrukcję co do litery.

Księga Rodzaju oznacza „początek”. Hebrajski tytuł, Bereszit, pochodzi od pierwszego słowa: „Na początku”. Księga Rodzaju jest księgą początków – wszechświata, człowieka, grzechu i zbawienia (które jest głównym tematem całej Biblii). Tylko Bóg nie ma początku: „Na początku Bóg”.

Księga Rodzaju jest pierwszą księgą Pięcioksięgu. Greckie słowo Pentateuch oznacza „pięciotomową księgę” (Księga Rodzaju, Księga Wyjścia, Księga Kapłańska, Księga Liczb i Księga Powtórzonego Prawa). Żydzi nazywają te pięć ksiąg Torą (prawem).

Według najstarszej tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej Księgę Rodzaju napisał Mojżesz. Wielu współczesnych uczonych w to wątpi, ale Biblia zawiera wiele odwołań do Mojżesza jako autora, chociaż prawdopodobnie wykorzystał on i wydał starsze źródła.

Jak cała Biblia, Księga Rodzaju jest historią, ale nie historią naukową. Nie oznacza to, że jest mitem lub bajką, ale jej styl jest często poetycki, a zawartość – wybiórcza. Autor zachowuje się jak fotograf, który kieruje aparat fotograficzny tylko na przedmioty ważne z jego punktu widzenia i dla jego celów. Celem Boskiego Autora Biblii, Ducha Świętego, jest mówić do nas o Bogu i Jego czynach w „historii zbawienia”.

Tak więc Księga Rodzaju, jak sama historia zbawienia i jak każda historia, ma trzy części: stworzenie, upadek i odkupienie; zrodzenie, wyrodzenie się i odrodzenie; Raj, Raj Utracony i Raj Odzyskany.

Akcja przenosi się z Ogrodu Eden do Egiptu, od człowieka niewinnego i raju do ludu wybranego tkwiącego w grzechu i niewoli, mającego nadzieję na wybawienie. Rozpiętość czasowa Księgi Rodzaju obejmuje więcej lat niż cała reszta Biblii łącznie. Jest ona podzielona na jedenaście sekcji, z których każda zaczyna się od słów: „Oto są dzieje potomków…” (elleh toledot po hebrajsku).

Ponieważ początek jest tak decydujący i ponieważ Księga Rodzaju obejmuje początek wszystkich trzech etapów naszej historii – stworzenia, upadku i odkupienia – poświęcimy trzy rozdziały na spenetrowanie Księgi Rodzaju – jeden na Księgę Wyjścia i jeden na następne trzy księgi.

Bóg, który tworzy z niczego

Księga Rodzaju zaczyna się nie zaledwie od początku czegoś, ale od początku wszystkiego. W jej pierwszym wersecie pada słowo, które nie ma odpowiednika w żadnym innym starożytnym języku. Jest to słowo bara’. Oznacza ono nie po prostu robienie czegoś, ale stwarzanie, nie kształtowanie na nowo czegoś nowego przy wykorzystaniu czegoś starego, ale stwarzanie czegoś w pełni nowego, czego wcześniej po prostu nie było. Tylko Bóg może stwarzać, bo stworzenie w dosłownym znaczeniu (z niczego) wymaga nieskończonej mocy, gdyż przepaść między niczym a czymś jest nieskończona. Jakkolwiek zadziwiające może się to wydawać, żaden inny lud nie posiadał nigdy historii stworzenia w prawdziwym znaczeniu tego słowa, istniały tylko historie nadawania kształtów. Żydowskie pojęcie stworzenia jest pojęciem radykalnie odmiennym w całej historii ludzkiej myśli. Gdy żydowscy teologowie, tacy jak Filon, a później teologowie chrześcijańscy (którzy uczyli się od Żydów) mówili o tym Grekom, często zostawali wyśmiani.

A jednak konsekwencje tego pojęcia stworzenia są niezrównane. Obejmują radykalnie nowe pojęcia: (1) Boga, (2) natury, a także (3) istot ludzkich i życia ludzkiego.

1. Bóg, który stwarza z niczego, jest radykalnie odmienny od wszelkich bogów pogańskich. (a) Mając nieskończoną moc, musi być jeden, a nie jeden spośród wielu, nie ograniczony przez innych. (b) Dalej, stworzenie całego wszechświata wymaga nie tylko nieskończonej mocy, lecz także nieskończonej mądrości (najmądrzejsi ludzie na ziemi nie byli nigdy zdolni zapewnić nawet trwałego pokoju ani doskonałego społeczeństwa, a co dopiero wszechświata). (c) Wymaga to także niesamowitego zmysłu piękna („Wiersze tworzą głupcy tacy jak ja, ale tylko Bóg może stworzyć drzewo”) oraz (d) nieskończonej hojności (ponieważ ktoś, kto nawet nie istnieje, nie może w żadnym razie zasłużyć na zostanie stworzonym).

2. (a) Bez pojęcia stworzenia naturę albo się neguje, albo oddaje jej cześć. Starożytni poganie, którzy nie posiadali pojęcia stworzenia, postrzegali naturę jako złudzenie (na Wschodzie) albo jako rzecz świętą (na Zachodzie), będącą miejscem zamieszkania bogów. Stworzenie uwalnia naturę od nicości i od boskości.

(b) Dalej, jeśli Bóg stworzył naturę, to jest ona nie tylko raczej prawdziwa niż złudna, lecz także raczej dobra niż zła. Księga Rodzaju powtarza tę kwestię z liturgiczną emfazą: na koniec każdego z sześciu dni pracy Bóg recytuje: „Dobre, dobre, dobre”. Oto dlaczego problem zła jest bardziej zasadniczy dla Żyda czy chrześcijanina niż dla kogokolwiek innego: ma on problem z teologią radości i nie może przypisywać zła pierwotnej mazi, z którą Bóg miał problem, ponieważ to On sam stworzył tę właśnie maź, z której ukształtował światy. Dlatego po rozdziałach pierwszym i drugim Księgi Rodzaju musi nastąpić rozdział trzeci, aby odpowiedzieć na oczywiste pytanie postawione przez opis stworzenia: Jeśli odpowiedzialny za nie jest wszechdobry Bóg, to skąd pochodzi zło?

(c) Doktryna stworzenia oznacza także, że natura jest rozumna. To nie arbitralna, omylna wola wielu bogów ani pierwotny chaos istniejący przed bogami, ale wszechwiedząca, wszechmądra wola jednego Boga sporządza plan natury i nią steruje. Doktryna stworzenia jest zatem podstawą nauki. Nie jest przypadkiem, że nauka rozwinęła się prawie w całości na Zachodzie, a nie na Wschodzie, gdzie naturę postrzegano jako zmienną zasłonę maya (złudzenia).

3. W końcu dzięki doktrynie stworzenia całkowicie nowe znaczenie uzyskuje ludzkie istnienie i ludzkie życie. Jeśli Bóg stworzył samo moje istnienie, to po prostu nie posiadam żadnego istnienia, żadnej istoty ani żadnych praw oddzielnie lub niezależnie od Boga. Moja relacja do Boga nie jest dodatkiem, jakkolwiek byłby on cenny, do mojego istnienia; jest ona moim własnym istnieniem, moją istotą. Nie jest tak, że człowiek najpierw jest człowiekiem, a potem nawiązuje relację z Bogiem; bycie istotą ludzką jest byciem Bożym stworzeniem, Bożym sługą, Bożym synem lub córką. Żadnej sekundy mojego czasu, grosza moich pieniędzy, kropli mojej krwi lub potu czy myśli w mojej głowie nie mogę naprawdę nazywać moją własną, jeśli nie uznam jej najpierw za należącą do Niego. Zawdzięczam Mu wszystko, co moje, ponieważ zawdzięczam Mu moje istnienie. A zatem Biblia nie przedstawia „religii” jako jednego z działów życia. Przedstawia ona samo życie jako zasadniczo, zupełnie i nieodparcie religijne, to znaczy będące w relacji do Boga, z samego swego środka.

Jak stwarzał Bóg? Było to przedsięwzięcie niewymagające żadnego wysiłku. Bóg po prostu wypowiedział swoje Słowo. Chrystus jest obecny w Księdze Rodzaju, ponieważ jest on „Słowem Bożym”: „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,3).

Kluczowe pytanie: dlaczego, a nie jak

Czy Bóg użył ewolucji? Mógł to zrobić. Księga Rodzaju nie jest tekstem naukowym, więc mówi nam nie tyle o tym, jak, ile dlaczego. Jednak istnieją wskazówki. Tylko trzy razy w opisie stworzenia użyte jest słowo bara’: w przypadku stworzenia materii (1,1), życia (1,21) i ludzkości (1,27). W innych wypadkach Bóg mówi: „Niech wody wydadzą…” lub „Niech ziemia wyda…”. Czyli w większości aktów „stworzenia” Bóg raczej czynił, niż stwarzał. Na przykład użył istniejącego wcześniej materiału, „prochu ziemi”, do uczynienia człowieka. Czy było to ciało małpy? Być może. Czemu nie? To, co nas wyróżnia jako „obraz Boży”, nasza osobowość, jest zakorzenione w duszy, a nie w ciele. Jesteśmy „rozumnymi zwierzętami”. Bóg nie jest zwierzęciem.

Katolicy rzadko odczuwali trudności i zakłopotanie, jakie miało wielu protestantów w kwestii „stworzenie czy ewolucja”. Od czasów św. Augustyna nigdy nie interpretowali „dni” Księgi Rodzaju dosłownie. (Hebrajskie słowo odznaczające dzień, jom, często używane jest w Piśmie Świętym w znaczeniu nieilościowym.) Cele, nie zegary, są miarą czasu Boga.

Księga Rodzaju w znacznym stopniu ucisza także obecny krzyk feministek. Z jednej strony mówi wyraźnie, że „obraz Boży” jest „męski i żeński” (1,27) i że obecny rodzaj „władzy” mężczyzn nad kobietami to skutek upadku (3,16). Z drugiej strony pozostaje równie jasne, że podział płci jest naturalnym projektem Boga, a nie naszym sztucznym wytworem.

W rzeczywistości Bóg wszystko tworzy za pomocą oddzielania. Kształt, gatunek, rozróżnienie – ta cecha świata jest skutkiem przypadku według materializmu i złudzeniem według panteizmu, ale według teizmu wynika z boskiej woli i projektu. Bóg oddziela istnienie od nieistnienia, światło od ciemności, „wody ponad” (niebo) od „wód pod” (ziemia), morza od lądów, istoty żywe od nieożywionych, rośliny od zwierząt, ptaki od ryb i zwierząt lądowych, gatunki od innych gatunków, każdy „według rodzaju”, zwierzęta od ludzi (będących obrazem Bożym) – a Adama od Ewy, mężczyznę od kobiety. Męskość i kobiecość nie są złowrogim figlem natury czy społeczeństwa, lecz mądrym i łaskawym darem Boga i przyczyną radości, a nie zakłopotania, z wyjątkiem stanu upadku, który doprowadza nas do sytuacji ukrywania się przed Bogiem i sobą nawzajem.

Nikt nigdy nie opowiedział lepiej tej historii. Gdy nasz pierwszy astronauta wyszedł w przestrzeń kosmiczną, to ją właśnie z szacunkiem odczytał. Jest ona dosłownie niewyczerpana.

Prymitywne plemiona często recytują swoje „eposy stworzenia” nad ciałem chorej lub umierającej osoby, aby przenieść ją z powrotem do czasu początków, kiedy Bóg bezpośrednio dotknął czasu i materii. Bez popadania w przesądy czy magię sądzę, że nie będzie przesadą powiedzieć, iż w słowach tych wydaje się czaić rodzaj tajemniczej mocy. Kiedy następnym razem poczujesz zakłopotanie, spróbuj przeczytać pierwszy rozdział Księgi Rodzaju. W jakiś sposób zdaje się on rozwiewać wątpliwości.

ROZDZIAŁ TRZECI.Nasz dobrowolny upadek w grzech: trzeci rozdział Księgi Rodzaju

Obecny rozdział w całości poświęcimy trzeciemu rozdziałowi Księgi Rodzaju, gdyż wydarzenie opowiedziane w tych trzydziestu jeden wersetach, wydarzenie, które nazywamy upadkiem, jest jednym z trzech najważniejszych wydarzeń, jakie kiedykolwiek nastąpiły. Dwa pozostałe to stworzenie i Wcielenie. Stanowią one dwa „wielkie wybuchy” i jedno wielkie tąpnięcie w naszej historii.

Nigdy nie wydarzyła się tragedia większa czy mająca dalej idące skutki od upadku. W porównaniu z pierwotnym odłączeniem od źródła całego naszego szczęścia, całego naszego dobra, naszego pokoju, naszej mądrości i samej naszej tożsamości zagłada jądrowa jest drobną niewygodą.

Gdybyśmy spotkali teraz Adama i Ewę, którzy nie upadli w grzech (jak być może stałoby się, gdybyśmy odnaleźli rasę, która nie upadła w grzech, na jakiejś innej planecie), to albo byśmy oddawali im cześć, albo zupełnie ich nie rozumieli i gardzili nimi. Nie czulibyśmy się z nimi dobrze jak z kimś podobnym do nas. Gdy wyobraźnia próbuje pojąć stan pierwotnej niewinności, staje osłupiała. To dlatego nasi poeci i gawędziarze tak rzadko próbowali podejmować ten tak wymagający i fascynujący temat i nigdy nie odnieśli w tym prawdziwego sukcesu (Raj utracony Miltona i Perelandra C.S. Lewisa były go najbliżej).

Dlaczego upadek nie musiał się zdarzyć

Pierwsza nauka, jaka w oczywisty sposób wynika z historii upadku, jest taka, że był on dobrowolny. Nie musiał się wydarzyć. Jeden ze sposobów sformułowania tej doktryny podał C.S. Lewis: jeśli istnieją inne inteligentne i wolne istoty na innych planetach (co wydaje się możliwe, biorąc pod uwagę rozmiar wszechświata i wyobraźnię Boga), to nie musiały one doznać upadku. Aby być osobą, nie trzeba być grzesznikiem. Żeby być na obraz Boga, nie trzeba być na obraz zeszpecony. Żeby być zaślubionym Bogu, nie trzeba wnosić pozwu o rozwód, jak uczyniliśmy w tym katastrofalnym buncie.

Istnieją tylko trzy podstawowe wyjaśnienia zła. Można za nie obwiniać albo Boga nad nami, albo naturę niższą od nas, albo nas samych. Trzeci rozdział Księgi Rodzaju odrzuca dwa wygodne usprawiedliwienia, że zrobił nam to Bóg albo ewolucja. Jego sens wskazuje, że odpowiedzialność spoczywa tutaj – oskarżycielsko wysunięty palec odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni.

Żydzi, którzy posiadają to samo Pismo Święte i wierzą w nie tak samo jak chrześcijanie, mówią, że nie wierzą w „grzech pierworodny”, gdyż postrzegają tę doktrynę jako kalwinizm, jako zaprzeczenie dobroci Bożego stworzenia – nawet mimo zeszpecenia grzechem. Jednak trzeci rozdział Księgi Rodzaju nie uczy kalwińskiego „całkowitego zepsucia” (chyba że w znaczeniu, iż jesteśmy zupełnie niezdolni do zbawienia siebie samych bez łaski Bożej, ale uczy tego także ortodoksyjny judaizm). Owoc zakazany był raczej „znajomością dobra i zła”, a nie czystym złem. W najgorszym spośród nas znajduje się wciąż niewielka ilość dobra, ale także niewielka ilość zła znajduje się w najlepszym z nas.

Nawiasem mówiąc, słowo znajomość oznacza tutaj „doświadczenie”. Bóg pragnął trzymać nas z dala od znajomości dobra i zła, która wypływa z doświadczania i próbowania go (stąd obraz jedzenia owocu), a nie od znajomości polegającej na rozumieniu. To samo słowo jest użyte w czwartym rozdziale Księgi Rodzaju na określenie stosunków seksualnych: Adam „znał” Ewę, a skutkiem była nie książka, lecz dziecko.

Jesteśmy źli moralnie, a nie istotowo

Trzeci rozdział Księgi Rodzaju nie uczy, że człowiek jest obecnie zły ontologicznie, zły w swej istocie, lecz że jest zły moralnie, zły w swoich wyborach. Bóg uczynił naszą istotę; my dokonaliśmy naszych wyborów. Ale to nasz stan grzeszności, czy też oddzielenia od Boga (nasz stan grzechu pierworodnego), prowadzi nas do podejmowania grzesznych wyborów (rzeczywistych grzechów). Angielskie słowo grzech (sin) pochodzi od niemieckiego Sünde, oznaczającego „oddzielenie”. Grzeszymy (grzech rzeczywisty), gdyż jesteśmy grzesznikami (grzech pierworodny), tak samo jak śpiewamy dlatego, że jesteśmy śpiewakami. Grzech nie jest naszą istotą (ta pozostaje ontologicznie dobra), ale jest czymś więcej niż tylko naszymi codziennymi wyborami; jest naszym zwyczajem, naszym charakterem. Jednak ten zwyczaj czy charakter został z kolei spowodowany przez pierwszy „rzeczywisty grzech” czy zły wybór Adama i Ewy, symbolizowany przez zjedzenie zakazanego owocu.

Jak możemy oskarżać za to, co zrobili Adam i Ewa? Nie możemy; możemy oskarżać za to, co my robimy. Jednak to, co robimy, jest uwarunkowane przez ich czyny, podobnie jak dziecko, które urodziło się uzależnione od narkotyków, gdyż jego matka brała narkotyki podczas ciąży, jest uwarunkowane przez to, co zrobiła jego matka. Tajemnica dziedziczności jest tylko biologicznym wymiarem większej tajemnicy solidarności, współzależności między osobami, prowadzącej aż do samej Trójcy Świętej.

Biblia nigdy nie mówi, że zostaliśmy ukarani z powodu grzechu Adama, lecz raczej że zgrzeszyliśmy „w” Adamie. To w tym niewinnym, małym przyimku obecna jest tajemnica solidarności. Myśliciele żyjący przed nadejściem czasów współczesnych, mniej indywidualistyczni niż my, postrzegali ludzką rasę jako organizm, jako drzewo, a nie mrowisko. Każda indywidualna jednostka (liść) otrzymuje złe soki, gdyż drzewo jako całość ma złe soki. Adam był pierwszym złym sokiem. Nasz grzech nie jest kwestią naśladownictwa, „podążania za przywódcą” na wzór mrówek, lecz włączeniem, podobnie jak nasze zbawienie przez Chrystusa jest sprawą nie naszego naśladowania Chrystusa z zewnątrz, tylko włączenia w Chrystusa od wewnątrz przez wiarę i chrzest. (To wszystko znajduje się w szóstym rozdziale Listu do Rzymian).

Opis upadku w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, podobnie jak opis stworzenia, jest wyrażony bardzo poetyckim, symbolicznym językiem. Mówiącego węża i dwa drzewa należy – według wszelkich inteligentnych standardów literackich – interpretować symbolicznie, a nie dosłownie i cieleśnie. Jednak to, co symbolizują, jest prawdziwe i dosłowne. Wydarzenie upadku musiało się naprawdę zdarzyć w jakimś punkcie prawdziwego czasu. Jeśli bowiem tak nie jest, jeśli upadek jest tylko ponadczasową prawdą o naszej grzeszności, ubraną w kształt opowieści „przed i po”, to czasu niewinności nigdy naprawdę nie było; a w takim wypadku jesteśmy grzeszni nie z tego powodu, że sami dobrowolnie się takimi uczyniliśmy, lecz dlatego że Bóg stworzył nas takimi od początku. W tym wypadku to Bóg jest w kłopotach, a my nie ponosimy odpowiedzialności za grzech. Jesteśmy po prostu Jego narzędziami, pistoletem, z którego wypala. Jeśli Bóg, a nie Adam, rozpoczął upadek, wtedy to Bóg, a nie Hitler, rozpoczął Holokaust.

Wiara i czyny od początku idą razem

Dlaczego upadliśmy? Co mogło nakłonić naszych pierwszych przodków do zamiany radości chodzenia z Bogiem po ogrodzie czystego raju na cokolwiek innego? Trzeci rozdział Księgi Rodzaju wskazuje trop. Pierwszym krokiem do upadku było osłabienie wiary. Święty Paweł mówi: „Wszystko, co się czyni niezgodnie z wiarą, jest grzechem” (Rz 14,23). Pierwsza pokusa diabła dla Ewy miała w niej wzbudzić wątpliwość w słowo Boga, że jedzenie zakazanego owocu oznacza śmierć (3,2–3). Gdy tylko Ewa pozwoliła, aby szatańska dźwignia wątpliwości znalazła punkt podparcia w jej duszy, jej wola i czyny wkrótce poszły za tym. Wiara i czyny od początku idą razem, nigdy nie są od siebie nawzajem oddzielone. To dlatego pierwszym krokiem w wojnie przeciwko grzechowi i za świętość jest „poddawanie wszelkiej myśli w posłuszeństwo Chrystusowi” (2 Kor 10,5).

Co łączy grzech i śmierć, karę za grzech – tzn. duchową śmierć duszy i cielesną śmierć ciała? Połączenie to nie jest czymś arbitralnym, zadekretowanym przez złego Boga, w rodzaju: „Dam ci po łapach, jeśli ukradniesz te ciastka!”. Jest to dla ludzkiej natury raczej naturalna i nieunikniona konieczność w odniesieniu do jej zależności od Boga jako Źródła wszelkiego życia, duchowego i cielesnego. Gdy tylko Źródło życia odeszło z duszy wskutek grzechu (odłączenia), konieczną konsekwencją była śmierć także ciała. Ciało stanowi bowiem jedność z duszą, nie jest inną rzeczą. Ciało i dusza są związane jak słowa i przekaz poematu czy jak kolor i kształt obrazu, a nie jak koń i wóz. Kiedy dusza dobrowolnie przecięła jedyną nić łączącą ją z Bogiem, ciało z konieczności i niedobrowolnie upadło wraz z nią, jak dwaj alpiniści związani jedną liną. Przed upadkiem nasze ciała otrzymywały życie od Boga za pośrednictwem posłusznej duszy; nie było więc żadnego powodu, abyśmy mieli kiedykolwiek umrzeć. Obecnie zamiast tego nasze ciała są zależne od subsydiów od skończonej natury, źródła, które wkrótce wysycha.

Po upadku Adam i Ewa użyli dwóch mechanizmów obronnych, których od tej pory i my używamy: ukrywanie się i zrzucanie winy na innych. Po pierwsze, ukryli się przed Bogiem i sobą nawzajem, okrywając się – prawdopodobnie swoje organy seksualne – ubraniami. Dlaczego organy seksualne? Upadek nie był kwestią seksu. Bóg rozkazał im, aby „byli płodni i rozmnażali się”. Prawdopodobnie dlatego, że mieli nadzieję, iż dzięki zjedzeniu zakazanego owocu spełnią fałszywą obietnicę diabła, że będą jak Bóg, kompletni i niezależni. Jednak ich odmienność seksualna ujawniła ich niekompletność jako indywidualnych jednostek i zależność od siebie nawzajem.

Ich (i naszą) drugą ucieczką było zrzucanie winy. Adam obwinił Ewę (w. 12), a Ewa diabła (w. 13). Bóg oczywiście nie przyjął (i nie przyjmuje) żadnego usprawiedliwienia. Wina spoczywa na nas i Bóg złożył ją na Chrystusie na krzyżu.

Początek wielkiej wojny

Chrystus jest obecny w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, jak również w rozdziale pierwszym (jako stwórcze Słowo Boga). Werset 15 jest pierwszym proroctwem odkupienia w Biblii. Zawiera on zarys całej przyszłej historii. Ta historia ma być duchową wojną między dziećmi Ewy (ostatecznie Chrystusem, synem nowej Ewy, Maryi) a dziećmi diabła. Chrystus zmiażdży głowę szatana, unicestwiając jego moc. Jednak szatan zmiażdży piętę Chrystusa, na krzyżu, zrani „piętę Achillesa”, czyli słabe miejsce Boga, Jego przyjęte człowieczeństwo.

Arcydzieło świętego Augustyna Państwo Boże interpretuje całą ludzką historię, zgodnie z Księgą Rodzaju (3,15), jako duchową walkę między „Państwem Boga”, dziećmi Boga, oraz „Państwem świata”, dziećmi szatana. Od konfliktu Kaina i Abla ludzkość zawsze uczestniczyła w wojnie domowej z samą sobą, ponieważ jej połowa wciąż prowadzi rewolucyjną walkę z Bogiem. Istnieją tylko dwa rodzaje ludzi. Jesteśmy dziećmi albo Boga, albo szatana. Jezus potwierdził tę przerażającą prawdę wielokrotnie, na przykład w Ewangelii według świętego Jana (8,41–47 i 3,3).

Księga Rodzaju (3,15) interpretuje całą ludzką historię jako bitwę. Nie jest ona ani tylko nieszczęściem, ani tylko błogosławieństwem. Nie jest ani czarna, ani biała, lecz tworzy szachownicę. Między starym, utraconym Rajem Edenu a nowym Rajem Nieba, który ma być osiągnięty, ten świat musi zawsze pozostawać dla wszystkich synów Adama i córek Ewy pełen bólu przy porodzie oraz rodzić osty i ciernie wskutek pracy w pocie czoła: nie jest ani kłębowiskiem żmij, ani gorącą kąpielą, ale polem bitwy.

Wygnanie przez Boga Adama i Ewy z Edenu jest tym czym sama śmierć: karą, a zarazem miłosierdziem, „surowym miłosierdziem”. Gdyby Bóg nie wysłał cherubów z ognistym mieczem, żeby zagrodzili bramę Edenu, Adam i Ewa mogliby zakraść się z powrotem, aby zjeść owoc drugiego drzewa, Drzewa Życia (wiecznego), i utrwalić swoją grzeszną naturę na całą wieczność. Byłoby to dosłownie piekło na ziemi, wieczna rozpacz.

Śmierć jest teraz Bożym znieczuleniem. Jest potrzebna do zakończenia Jego uzdrawiającej operacji na nas, zarażonych śmiertelną chorobą grzechu. Tylko w śmierci przestajemy się kręcić na stole operacyjnym. Wówczas Bóg może przeniknąć do największej głębi naszego serca swoim pełnym miłości, ale przerażającym skalpelem.

Pokusa, aby wślizgnąć się pod ognistym mieczem anioła i spróbować stworzyć niebo na ziemi, nie mija. Jej dwie najpopularniejsze formy to wschodnia, ignorująca rzeczywiste zło fizyczne dzięki tworzeniu mistycznego wewnętrznego raju przez jogę i medytację, oraz zachodnia, ignorująca rzeczywiste zło duchowe przez budowanie technologicznego nieba na ziemi. Oczywiście obie są skazane na klęskę, ale klęska jest największa nie wtedy, gdy jest oczywista i prowadzi do skruchy, lecz gdy jest przysłonięta pozornym sukcesem. Ciernie i osty są wysłane po to, byśmy doznali rozbudzającego wstrząsu i przypomnieli sobie o naszych potrzebach, o tym, gdzie jesteśmy, o polu bitwy. Pokój, którego szukamy, pochodzi bowiem tylko od Boga: „Biada tym, którzy krzyczą: «Pokój! Pokój!», a tymczasem nie ma pokoju” (Jr 6,14).

ROZDZIAŁ CZWARTY.Boża operacja ratunkowa: dalszy ciąg Księgi Rodzaju

Trzy etapy historii – stworzenie, upadek i odkupienie – są odzwierciedlone w trzech częściach Księgi Rodzaju. Rozdział trzeci bada trzecią i najdłuższą część, „odkupienie”, czyli „wykupienie” przez Boga Jego stworzeń, które same się zaprzedały w niewolę szatana.

Zaczęło się ono natychmiast po upadku w rozdziale trzecim, gdy Bóg wypowiedział „przekleństwa” na szatana (w. 14–15), na Ewę (w. 16) i na Adama (w. 17–19). Wszystkie te kary są dla nas także aktami miłosierdzia. Są jak opaski uciskowe, tamujące upływ krwi lub jak kwarantanna zatrzymująca rozprzestrzenianie się choroby.

Tym właśnie jest śmierć. Niewiele wiemy o mnóstwie imion w genealogiach, ale stwierdzamy z pewnością jedną rzecz, powtórzoną o każdej osobie: „I umarł… i umarł… i umarł”.

Następnym po upadku wydarzeniem, które zostało opowiedziane, jest śmierć – faktycznie zabójstwo. Nie każda śmierć jest zabójstwem, ale każda jest konsekwencją grzechu. Tak więc zabójstwo wskazuje na znaczenie śmierci wyraźniej niż tak zwana „naturalna” śmierć. Zabójstwo Abla przez Kaina jest rozlewaniem się Upadku – tak jak krwi Abla. Jest to symbol całej naszej bratobójczej historii przemocy, zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej, zarówno małej, jak i wielkiej.

Radykalna chirurgia Boga

Tak radykalna choroba wymaga też radykalnej chirurgii. „Bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów” (Hbr 9,22).

„Państwo Boga” i „państwo świata” zaczynają istnieć tuż obok siebie jako przeciwne ruchy ludzkiego serca zaraz po tym, jak Adam i Ewa upadli w „znajomość” dobra i zła, zamiast tylko dobra. Jednak wraz z Kainem i Ablem te dwa „państwa” zaczynają istnieć jako dwie grupy ludzi. Kain i Abel są ojcami dwóch duchowych ras, na które później będzie się dzielić cała ludzka historia: potępionych i zbawionych, urodzonych jeden raz i urodzonych ponownie.

Kiedy w rozdziale dwunastym przechodzimy do Abrahama, styl opowieści się zmienia. Historycy mogą ustalić określone daty, miejsca, imiona i odsyłacze w świeckiej historii, zaczynając od Abrahama, ale w żaden sposób nie da się dowiedzieć, kiedy żył Noe, ani być może nawet czy on i jego powódź mają być archetypicznymi symbolami czy dosłownymi faktami. Między symbolicznym stylem pierwszych trzech rozdziałów a dosłowną historią przekazu o narodzie wybranym, który zaczyna się wraz z powołaniem Abrahama w rozdziale dwunastym, jest osiem granicznych rozdziałów, które można słusznie interpretować na oba sposoby.

Gdy Bóg zmienia imię Abrama na Abraham, a Jakuba na Izrael, czyni coś, co tylko Bóg może robić, gdyż dla Hebrajczyków czyjeś imię oznacza nie społeczną etykietę tej osoby, ale ustanowioną przez Boga naturę, charakter i los. Dlatego gdy Jezus zmieniał imię Szymona na Piotr, twierdził pośrednio, że jest Bogiem (J 1,42).

Powołanie Abrahama w dwunastym rozdziale Księgi Rodzaju następuje zaraz po opowieści o wieży Babel w rozdziale jedenastym, aby zestawić drogę ludzką z drogą Bożą. Wieża symbolizuje wszystkie podejmowane przez ludzi dumne próby zdobycia nieba i szczęścia siłą, czy też stworzenia nieba na ziemi za pomocą naszej własnej inteligencji (języka, rozumu, nauki, techniki). Wszędzie w Biblii występuje ta sama symbolika: wszystkie ludzkie wieże do nieba upadają, a wszystkie Boże zstąpienia się udają. Nasza „droga w górę” zawsze okazuje się „drogą w dół”, a wszystkie Boże „drogi w dół” okazują się „drogami w górę”. Typowym przykładem jest Mesjasz.

Jak rozsądnie wygląda wieża Babel i jak głupie wydaje się powołanie Abrahama! Cóż to za sposób prowadzenia poważnej walki ze złem – wybrać jednego człowieka, pełnego wad jak my wszyscy, aby przez całe życie wędrował po pustyni bez żadnej mapy i poręczeń, tylko z obietnicami. A jednak jest to początek historii najpowszechniejszego cudu: narodu żydowskiego. Jego przetrwanie i ciągłe odmładzanie się, jego niezrównany rozwój i osiągnięcia, zupełnie nieproporcjonalne do jego niewielkich rozmiarów i siły, łamią wszelkie znane prawa historyczne i socjologiczne. Im bardziej rozważamy jego historię, tym bardziej podziwiamy Bożą opatrzność. Im szerzej otwieramy oczy, żeby widzieć, tym szerzej otwieramy usta, by złapać oddech.

Rozważmy tylko jeden epizod z długiej historii Józefa, zawartej w rozdziałach 37–51. Gdyby pewien egipski krawiec nie pożałował nici na płaszcz dla Józefa, nie byłoby dzisiaj żadnego Żyda. Płaszcz rozpadł się w rękach żony Potifara, która mogła dzięki temu niesłusznie oskarżyć Józefa o próbę gwałtu i wsadzić go do więzienia; tam spotkał on kamerdynera i piekarza faraona i wytłumaczył ich sny. Zwróciwszy w ten sposób na siebie uwagę faraona, wytłumaczył jego sny i wybawił Egipt od głodu dzięki Bożemu darowi proroctwa. Tylko ziarno zachowane dzięki proroczemu darowi Józefa ocaliło jego rodzinę w Palestynie, która sprzedała go w niewolę, po tym jak sprytnie namówił ją do przybycia do Egiptu. Stąd wiele pokoleń później mamy w Egipcie chmarę zdrowych żydowskich niewolników, dojrzałych do wyzwolenia ich przez Mojżesza w Księdze Wyjścia i do całej ich dalszej historii.

W międzynarodowej dyplomacji ta boska technika nosi nazwę gry na przetrzymanie. W szachach nazywana jest dzikim gambitem. W hazardzie nazywa się ją grą wbrew prawdopodobieństwu. Styl Boga nie jest konserwatywny!

Zauważmy, jak Bóg wykorzystuje swojego wroga, zło, przeciwko niemu samemu i na rzecz dobra. Oczywistą nauką płynącą z całej długiej historii Józefa i całej ludzkiej historii przedstawionej tutaj w miniaturze jest opatrzność (zob. Rz 8,28). Czy też, jak mówi Józef swoim braciom o sprzedaniu go w niewolę: „Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro” (50,20). „Bóg pisze prosto po krzywych liniach”. Użył szatana, Judasza, Piłata i Kajfasza do ukrzyżowania Chrystusa i w ten sposób odkupił świat!

Bóg może działać tylko przy użyciu narzędzi pełnych wad. Między bohaterami Księgi Rodzaju a bohaterami mitologii pogańskiej istnieje uderzający kontrast. Ludzie Biblii są prawdziwi: pełni wad, słabi, głupi, grzeszni. Adam, Noe, Abraham, Izaak, Jakub, Mojżesz – każdy z nich jest duchową ofermą, uczącą się tylko dzięki powtarzaniu błędów. Bohaterami czyni ich nie ich siła, lecz wiara. Wierzą, to znaczy pozwalają Bogu, aby był Bogiem, otwierają drzwi do prawdziwej mocy, prawdziwego sukcesu, jakim jest działanie Boga, a nie ich własne.

Możemy to wszystko czynić – jesteśmy w stanie utożsamiać się z tymi bohaterami, nie możemy zaś utożsamiać się z Herkulesem (jeśli nie jesteśmy Rambem) ani Afrodytą (jeśli nie jesteśmy Marilyn Monroe).

Bóg nieskończonej sprawiedliwości i nieskończonej miłości

Często mówi się, że Stary Testament, szczególnie Księga Rodzaju, naucza o Bogu sprawiedliwości, w ostrym przeciwstawieniu do Jezusa, który naucza o Bogu przebaczenia i miłości. Jest to oczywiście kłamstwo. Bóg Starego Testamentu czyni wszystko z miłości; i Ojciec Jezusa musi spełnić wymogi sprawiedliwości tak samo jak wymogi miłości; to dlatego Jezus musiał umrzeć. Myślałem niegdyś, że w to błędne rozumowanie popadają tylko ci, którzy nigdy nie czytali Biblii. Jednak doświadczenie nauczyło mnie czegoś przeciwnego. Dlaczego zatem jest ono tak powszechne?

Myślę, że wynika to częściowo z niezrozumienia stylu literackiego Księgi Rodzaju. Nie miała ona być psychologią, czy to Boga, czy to ludzkości. Współczesny styl opowiadania historii podkreśla motywację psychologiczną i analizuje wewnętrzną świadomość. Styl pisania we wcześniejszych epokach po prostu taki nie był. Wyznania świętego Augustyna są jedyną osobistą, introspektywną autobiografią w literaturze powstałej przed epoką współczesną.

Tak więc „gniew Boga” ma opisywać nie własne, prywatne uczucia Boga, lecz Jego publiczne czyny – to, jak one wyglądają w oczach upadłego, „gniewnego” człowieka. Psychologicznie jest to „projekcja”. Gdy Bóg „ukazał” swój gniew Juliannie z Norwich, ta powiedziała, że widziała gniew tylko ze strony ludzi.

Bóg rzeczywiście jest Bogiem sprawiedliwości i stąd również karanie, które stanowi element sprawiedliwości. Jednak motywem Jego wszystkich dyscyplinujących uczynków jest miłość. „Bo kogo miłuje Pan, tego karze… Jeśli jesteście bez karania, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi” (Hbr 12,6–8).

Księga Rodzaju jest księgą początków i żadna dalsza zmiana w całej ludzkiej historii nigdy nie odmieniła ani nigdy nie odmieni zasadniczego wzorca historii, która się tutaj zaczęła. Nawet zagłada jądrowa byłaby tylko Kainem i Ablem na skalę całego świata. Nawet upadek Rzymu (tzn. cywilizacji) był tylko wieżą Babel na szerszą skalę. Bóg pozostaje wierny, człowiek pozostaje niewierny; Bóg pozostaje cierpliwy, człowiek pozostaje nieprzewidywalny, aż do końca – a na końcu triumfuje Bóg. Paradoksalnie najbardziej ludzką, człowieczą, humanistyczną, po ludzku udaną rzeczą, jaką człowiek może powiedzieć do Boga, jest: „Powstań, o Panie, by człowiek nie triumfował…” (Ps 9,20). To my sami bowiem jesteśmy naszymi najgorszymi wrogami i nasz Boży przeciwnik, z którym się zmagamy, jest naszym najlepszym przyjacielem i jedyną nadzieją.

Księga Rodzaju kończy się tym, że naród wybrany znajduje się w niewoli, ale zakończenie to zawiera nadzieję. Stary Testament kończy się ostrzeżeniem i przekleństwem proroka (Ml 3,24), ale z nadzieją na Mesjasza. Nowy Testament kończy się apokalipsą, ale z nadzieją: „Amen. Przyjdź, Panie Jezu!”. Żadna książka nie jest bardziej surowa, ale i pełniejsza nadziei niż Biblia, począwszy od Księgi Rodzaju. Nie idzie ona na najmniejsze kompromisy z optymistyczną dumą próbującą odtworzyć Eden ani z pesymistyczną rozpaczą odmawiającą wiary, nadziei i miłości. Księga Rodzaju unicestwia dwa nasze wielkie złudzenia – jeśli na to pozwolimy. Jest całkowicie bezlitosna. Czytając ją, nie możesz się nie zmienić, o ile tylko pozwolisz jej objaśniać siebie, zanim ty zaczniesz ją objaśniać.

ROZDZIAŁ PIĄTY. „Teologia wyzwolenia” Boga: Księga Wyjścia

Nadprzyrodzone wyzwolenie z głębszej niewoli grzechu

Księga Rodzaju mówiła o narodzinach: stworzeniu, upadku i odkupieniu. Księga Wyjścia, bez zaskoczenia, mówi o wyjściu: ludu Boga z egipskiej niewoli. Wyjście było wydarzeniem, które bardziej niż jakiekolwiek inne wykuło tożsamość ludu żydowskiego, wydarzeniem, na które Żydzi spoglądali wstecz przez następne 3500 lat jako na decydujące w ich historii.

Pouczające jest porównanie sposobu patrzenia na to wydarzenie przez ortodoksyjnych teologów żydowskich lub chrześcijańskich ze sposobem, w jaki postrzegają je teologowie liberalni lub modernistyczni. Różnica dotycząca przeszłości ma bowiem odbicie w różnicy dotyczącej teraźniejszości – w tym, co Bóg robi dla nas dzisiaj i jak, generalnie, mamy z Nim współpracować; co jest zasadniczym opus Dei, czyli dziełem Bożym.