Gorąca trzydziestka? Fantastycznie! Tom 1 - O jedno bicie serca... - K. M. Dyga,Marta Choińska-Młynarczyk,Alicja Złotkowska,Artur Rother,Juliette de Lys,Patrycja Lenort,Marta Anna Kogut,Monika Barth,Helena Leblanc,Emilia Kolosa,Urszula Maciuga - ebook
NOWOŚĆ

10 osób interesuje się tą książką

Opis

A jeśli nie ograniczałoby nas nic poza wyobraźnią? Jak wtedy zmieniłby się świat ludzi (i nieludzi) po trzydziestce? Czym jest ta mityczna dojrzałość, że nawet w istotach nadprzyrodzonych wywołuje szybsze bicie serca?

Wydaje się, że tylko dzieci wierzą w baśnie, wróżki, aniołów, elfy, czarownice, postacie z gier i istnienie innych światów, a jednak to dorośli stworzyli opowiadania w niezwykły sposób łączące świat realny z fantastycznym. W końcu po trzydziestce wolno więcej!

Przedstawiamy pierwszy tom antologii fantastycznej, która łączy fantasy i science fiction, romantasy i mitologię, światy z gier RPG, różne wierzenia, baśnie i wyobrażenia o przyszłości, a do tego różnorodność gatunków literackich w jednej książce. „Gorąca trzydziestka? Fantastycznie! O jedno bicie serca…” to jedenaście wyjątkowych opowiadań o dorosłych i dla dorosłych – w fantastycznej odsłonie. Zapraszamy serdecznie!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 305

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (9 ocen)
6
2
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
MamaKarolina27

Nie oderwiesz się od lektury

1. Alicja Złotkowska. Jedna na milion Mega emocjonująca historia. Spowodowała, że wstrzymałam oddech, a serce zakuło mnie w piersi. Świetna. 2. Artur Rother. Odcięci Ekscytująca i ciekawa historia szkoda, że tak wiele nie odkrytych kart, bo chciałoby się wiedzieć i czytać więcej i więcej. 3. Emilia Kolosa. Przemijanie Historia lekka z elfami w tle, dająca nadzieje i ucząca wiary w siebie. 4. Juliette de Lys. Łagodny płomień Ta historia rozpaliła moją ciekawość i zostawiła nutką ciekawości. 5. Patrycja Lenort. Piękna blizna Niesamowicie ciekawa historia, że chciałoby się więcej. 6. K.M. Dyga Zgubione ścieżki Świetna historia, niesamowicie opisana i zachęcająca by poznać dalsze losy bohaterki. 7. Marta Anna Kogut. Zaproszenie Opowieść o zaufaniu, magii i prawdzie… Bo czy wszystko jest tym czym się wydaje? 8. Urszula Maciuga. Tu rosło drzewo Kolejna świetna historia z nutką tajemnicy, świetnie napisana, dająca czytelnikowi do myślenia. 9. Monika Barth. Wrota Aurivell Histo...
00
Sawinskab

Z braku laku…

Opowiadania są niedopracowane. Pisane na kolanie. Niechlujne w zamierzeniu i wykonaniu. Tylko jedna prawdziwa perełka autorstwa K.M.Dyga
00
kdmybooknow

Nie oderwiesz się od lektury

✨ Recenzja Patronacka – Gorąca trzydziestka? Fantastycznie! O jedno bicie serca… (Tom I) Kochane Iskierki Książkowe, antologie fantastyczne mają w sobie coś wyjątkowego — pozwalają zajrzeć do wielu światów naraz. Na moment, na chwilę, ale ten czas jest wystarczająco długi, by poruszyć w nas kilka wrażliwych strun. W tej antologii znajdziecie jedenaście opowiadań, a każde z nich to zupełnie inny głos opowiadający o dorosłości… w fantastycznej odsłonie, która dodaje skrzydeł 🪽. Ta książka pięknie udowadnia, że po trzydziestce naprawdę wolno więcej… a wyobraźnia nie ma granic. Świat w niej jest pełen aniołów, czarownic, elfów i istot z kosmicznych metropolii, a wy możecie do niego zajrzeć i je poznać. Największą zaletą i siłą tej antologii jest jej różnorodność. Jedno opowiadanie przenosi w klimaty science fiction, inne prowadzi na ścieżki elfów lub magii. Raz jest lekko, dowcipnie i romantycznie, a innym razem życiowo, boleśnie i refleksyjnie. Niektóre historie wywołują szczery uśmi...
00
Joannaswiss

Nie oderwiesz się od lektury

To książka o świecie, który nie istnieje i o emocjach, które znamy aż za dobrze. 💜 Przedpremierowa Recenzja Patronacka 💜 @studio_litera.inventa Świat przedstawiony w tej części książki jest zbiorem rzeczywistości, które pozornie się wykluczają: technologia i magia, wieczność i przemijanie, doskonałość i pęknięcie, a jednak z każdej historii bije to samo pytanie: kim jesteśmy, gdy pozbawi się nas z masek, z roli, z systemu, z modyfikacji? Czy człowieczeństwo to coś, co można zaprogramować, czy może coś, co przetrwa nawet po końcu wszystkiego? Ta antologia działa jak lustro rozbite na siedem kawałków. W każdym odbija się inny świat, ale wszystkie łączy jedno, tęsknota za prawdziwością. Bohaterowie tych historii, niezależnie od tego, czy stoją w blasku laserów czy w cieniu wieczności, zmagają się z tym samym głodem: potrzebą bycia widzianym, zrozumianym, kochanym. Fantastyka w ich przypadku nie jest ucieczką od rzeczywistości, lecz formą jej wzmocnienia, okularami przez które widzimy...
00
halyna_and_books

Nie oderwiesz się od lektury

Gorąca trzydziestka to zbiór 11 różnych opowiadań. Łączy je jedno: motyw fantasy. Na początku spodziewałam się, że wszystkie historie będą romantasy. Jednak zaskoczyłam się, bo nie wszystkie takie są. Motywy są naprawdę bardzo różnorodne, przez elfy, wróżki, romantasy po fantasy. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Na pewno każda historia jest idealnym wstępem i pomysłem na rozwinięcie dłuższej historii. Jak to bywa w literaturze jedne opowiadania porwały mnie bardziej, do tego stopnia, że było mi smutno że to już koniec, a inne trochę mniej. Nie znaczy, że były złe, absolutnie nie. Tylko ja nie przepadam za typowym fantasy i science-fiction, dziwnymi stworami itp. 😉 Za to na elfy i wróżki mówię tak! ❤️ Cały zbiór jest idealny do czytania do tzw kawki, w przerwie między pracą, obowiązkami. Dały mi chwilę wytchnienia, relaksu, oderwania się od rzeczywistości i poznania czegoś nowego. Do tego są one pokrzepiające serce. Czasem jest niebezpiecznie, ale mimo wszystko są to łagodne op...
00

Popularność




Co­py­ri­ght © 2025 by Li­te­ra In­ven­ta

Co­py­ri­ght © 2025 by He­le­na Le­blanc, Ali­cja Złot­kow­ska, Ar­tur Ro­ther, Emi­lia Ko­lo­sa, Ju­liet­te de Lys, Pa­try­cja Le­nort, K.M. Dyga, Mar­ta Anna Ko­gut, Ur­szu­la Ma­ciu­ga, Mo­ni­ka Barth, Mar­ta Cho­ińska-Mły­nar­czyk

Wy­da­nie pierw­sze, 2025

Re­dak­tor pro­wa­dząca: He­le­na Le­blanc

Re­dak­cja: Aga­ta Bo­gu­sław­ska

Pierw­sza ko­rek­ta: Jo­an­na Kry­sty­na Ra­dosz

Dru­ga ko­rek­ta: Mar­ta Cho­ińska-Mły­nar­czyk

Skład, ła­ma­nie i przy­go­to­wa­nie ebo­oka: Mi­chał Bog­da­ński

Pro­jekt okład­ki i ry­sun­ki: Agniesz­ka Ma­kow­ska

ISBN: 978-83-67355-28-5

© Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ksi­ążka ani jej frag­men­ty nie mogą być prze­dru­ko­wy­wa­ne ani w ża­den inny spo­sób re­pro­du­ko­wa­ne lub od­czy­ty­wa­ne w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu bez pi­sem­nej zgo­dy au­to­ra lub wy­daw­cy.

© All ri­ghts re­se­rved

stu­dio­_li­te­ra.in­ven­ta@outlo­ok.com

O „Gorącej trzydziestce? Fantastycznie!” słowem wstępu…

Po­my­sł na an­to­lo­gię fan­ta­stycz­ną na­ro­dził się już po wy­da­niu dwóch pierw­szych an­to­lo­gii o do­ro­słych i dla do­ro­słych, czy­li „Go­rąca trzy­dziest­ka” i „Go­rąca trzy­dziest­ka. Za mun­du­rem…”.

Mi­ło­śni­cy fan­ta­sty­ki za­częli py­tać „A kie­dy my?”…

I mie­li ra­cję. Spo­ra gru­pa pi­sa­rzy i czy­tel­ni­ków fan­ta­sty­ki, zrze­szo­nych w „Klu­bie Do­ro­słej Ksi­ążki 30+” na Fa­ce­bo­oku za­słu­gi­wa­ła na swo­ją re­pre­zen­ta­cję.

Kie­dy wio­sną 2024 ogło­si­li­śmy kon­kurs na opo­wia­da­nia dla do­ro­słych z wąt­kiem fan­ta­stycz­nym, spo­dzie­wa­li­śmy się z wy­daw­cą głów­nie pro­po­zy­cji ro­man­ta­sy… i zo­sta­li­śmy za­sko­cze­ni bar­dzo licz­ną re­pre­zen­ta­cją ka­żde­go z pod­ga­tun­ków fan­ta­sty­ki. Wy­bra­ne opo­wia­da­nia zo­sta­ły roz­ło­żo­ne, zgod­nie z pew­nym klu­czem, na dwa tomy, któ­re tak samo wie­le łączy, jak i dzie­li.

Tom 1 – „O jed­no bi­cie ser­ca…” – to zbiór opo­wia­dań fan­ta­sy, low fan­ta­sy i scien­ce-fic­tion, przy któ­rych czy­tel­nik wej­dzie w świat lu­dzi i nie­lu­dzi – anio­łów, el­fów, wró­żek, stwo­rzeń z mi­to­lo­gii ja­po­ńskiej. Będzie śle­dził zma­ga­nia bo­ha­te­rów po trzy­dzie­st­ce (a cza­sem i star­szych), po­sta­ci z przy­szło­ści, a ta­kże zu­pe­łnie z in­nych świa­tów. Hi­sto­rie te są za­baw­ne, ro­man­tycz­ne, wzru­sza­jące i zmu­sza­jące do re­flek­sji, nie da się prze­jść obok nich obo­jęt­nie.

Za­pra­sza­my do we­jścia w ten nie­zwy­kły świat.

He­le­na Le­blanc

Re­dak­tor pro­wa­dząca an­to­lo­gii

Jedna na milion

Alicja Złotkowska

Mi­go­tli­we świa­tło neo­nów pul­so­wa­ło wśród sza­rych mu­rów, jak­by mia­sto od­dy­cha­ło wła­snym ryt­mem. W tym mie­ście ni­g­dy nie za­pa­da­ła praw­dzi­wa noc – wszędzie kró­lo­wa­ły re­kla­my, wszech­obec­ne pro­jek­cje i la­se­ro­we lo­go­ty­py. Miesz­ka­ńcy daw­no przy­wy­kli do tej fe­erii barw, cho­dząc w po­śpie­chu wła­sny­mi ście­żka­mi. Dla Re­iki Gu­inn, trzy­dzie­sto­pi­ęcio­let­niej funk­cjo­na­riusz­ki wy­dzia­łu śled­cze­go, set­ki mi­go­czących ho­lo­gra­mów były dro­go­wska­za­mi. To dzi­ęki nim często roz­po­zna­wa­ła miej­sca zda­rzeń kry­mi­nal­nych.

Gdy­by ktoś spoj­rzał na nią z boku, zo­ba­czy­łby śred­nie­go wzro­stu ko­bie­tę z krót­ki­mi ciem­ny­mi wło­sa­mi. Oso­bę o zde­cy­do­wa­nym kro­ku i zmęczo­nym, choć czuj­nym spoj­rze­niu. Zdy­scy­pli­no­wa­ną funk­cjo­na­riusz­kę. Tak, gdy­by tyl­ko ktoś na nią spoj­rzał… Wci­ąż tkwi­ła na sta­no­wi­sku młod­szej de­tek­tyw, co w jej wie­ku brzmia­ło jak sła­by żart, szcze­gól­nie je­śli ze­sta­wić ten fakt z li­stą za­sług i roz­wi­ąza­nych spraw, któ­re ze­bra­ły się na jej kon­cie. I mimo tego wszyst­kie­go nie po­szła wy­żej.

Przy­czy­na zda­wa­ła się zgo­ła wsty­dli­wa, dla­te­go nikt nie miał w zwy­cza­ju wspo­mi­nać jej w to­wa­rzy­stwie ko­bie­ty: Re­ika była stu­pro­cen­to­wo or­ga­nicz­na, bez żad­nych mo­dy­fi­ka­cji cia­ła. O ile w zwy­kłym ży­ciu mo­gło to jesz­cze ujść, o tyle w słu­żbach mun­du­ro­wych ozna­cza­ło brak szans na to­po­we ście­żki awan­su. Wi­ęk­szo­ść po­li­cjan­tów po­sia­da­ła wsz­cze­py pod­no­szące ich siłę fi­zycz­ną, pre­cy­zję strze­lec­ką, szyb­ko­ść re­ak­cji, a na­wet wspo­ma­ga­jące zmy­sły, uła­twia­jące po­ru­sza­nie się w wir­tu­al­nych świa­tach. Im­plan­ty i wsz­cze­py sta­ły się wy­po­sa­że­niem tak po­wszech­nym jak opa­ska po­li­cyj­na i iden­ty­fi­ka­tor. I często były re­fun­do­wa­ne przez ko­mi­sa­ria­ty. Tyl­ko u Re­iki or­ga­nizm re­ago­wał uczu­le­niem tak skraj­nym, że le­ka­rze za­ka­zy­wa­li ja­kich­kol­wiek prób mo­dy­fi­ka­cji. Już raz, daw­no temu, nie­mal uma­rła w trak­cie te­stów kom­pa­ty­bil­no­ści.

Te­raz, kie­dy wra­ca­ła zmęczo­na na ko­mi­sa­riat po ko­lej­nej bez­owoc­nej ob­ser­wa­cji, przy­sta­nęła na mo­ment w drzwiach sie­dzi­by po­li­cji. Bu­dy­nek wy­glądał ni­czym re­likt mi­nio­nej epo­ki – wiel­ka sza­ra bry­ła, z któ­rej wy­ra­sta­ły no­wo­cze­śniej­sze, do­bu­do­wy­wa­ne mo­du­ły. Hol nie­mal ca­łkiem opu­sto­szał, gwar usta­wał, bo wi­ęk­szo­ść lu­dzi pra­co­wa­ła tu w try­bie zdal­nym. Ona jed­nak mu­sia­ła być cia­łem i du­chem na miej­scu.

Ko­bie­ta zer­k­nęła na ze­ga­rek w te­le­fo­nie: 19:37. Od dwóch mi­nut mia­ła brać udział w spo­tka­niu on­li­ne z de­tek­ty­wem z ko­men­dy głów­nej, Da­mia­nem Ko­si­ńskim, i swo­im bez­po­śred­nim prze­ło­żo­nym, de­tek­ty­wem Lar­sem Bro­okiem. Mie­li zdać so­bie ra­por­ty w spra­wie mężczy­zny zwa­ne­go przez me­dia Cy­ber-Lal­ka­rzem. Czło­wiek ten zy­skał swój pseu­do­nim, bo spe­cja­li­zo­wał się w ha­ko­wa­niu ciał za po­mo­cą cy­ber­ne­ty­ki. Do­słow­nie przej­mo­wał kon­tro­lę nad im­plan­ta­mi lu­dzi – za­rów­no cy­wi­li, jak i funk­cjo­na­riu­szy – a po­tem zmu­szał ich do mro­żących krew w ży­łach za­cho­wań. Wie­lu po­li­cjan­tów za­częło żyć w stra­chu, czy pew­ne­go dnia nie ode­zwie się w ich gło­wach głos Lal­ka­rza.

Gdy tyl­ko Re­ika prze­kro­czy­ła próg sali brie­fin­go­wej, Lars ski­nął jej gło­wą i wska­zał miej­sce obok. Ekran na ścia­nie wy­świe­tlał twarz śled­cze­go, któ­ry łączył się zdal­nie z głów­ne­go ko­mi­sa­ria­tu. Roz­mo­wa trwa­ła już chwi­lę.

– …dla­te­go wła­śnie kon­cen­tru­je­my się na oso­bach o mniej­szej po­dat­no­ści na in­ge­ren­cje ha­ker­skie – mó­wił de­tek­tyw z ekra­nu. – Sy­gnał, jaki wy­sy­ła Lal­karz, musi się skądś fi­zycz­nie roz­cho­dzić. Nie ma ta­kiej tech­no­lo­gii, by ro­bić to zni­kąd, więc li­czy­my, że pani Gu­inn po­mo­że…

Re­ika usia­dła. Mruk­nęła ci­cho pod no­sem:

– Oby wasz en­tu­zjazm miał uza­sad­nie­nie.

Była je­dy­ną oso­bą w wy­dzia­le, któ­rej sys­te­mu ner­wo­we­go nie dało się zha­ko­wać – wła­śnie przez to, że nie mia­ła w cie­le żad­nej bram­ki do­stępu. Iro­nia losu: to, co w ka­rie­rze prze­szka­dza­ło jej od lat, te­raz uczy­ni­ło z niej głów­ny atut w wal­ce z gro­źnym prze­stęp­cą.

De­tek­tyw na ekra­nie mó­wił da­lej, lecz na­gle ob­raz się za­trzy­mał. Na se­kun­dę po­ja­wił się szum, a pó­źniej spły­nął pik­se­lo­wy filtr, jak­by ktoś zmie­nił ka­nał trans­mi­sji. Po chwi­li, za­miast twa­rzy głów­ne­go śled­cze­go, na mo­ni­to­rze uka­za­ła się twarz sta­re­go, wy­chu­dzo­ne­go mężczy­zny z rzad­ki­mi si­wie­jący­mi wło­sa­mi i me­ta­lo­wy­mi wstaw­ka­mi w skro­niach. Jego oczy ja­rzy­ły się sztucz­nym błękit­nym bla­skiem.

– Do­bry wie­czór – po­wie­dział nie­mal we­so­ło, roz­gląda­jąc się, jak­by fak­tycz­nie mógł zo­ba­czyć z ekra­nu obec­ną w sali dwój­kę. – Kogo my tu mamy? A, pro­szę, de­tek­tyw Lars Bro­ok… i pani młod­sza de­tek­tyw Gu­inn! Jak tam pani wi­zje awan­su? To już na pew­no w tym roku, praw­da? – Za­chi­cho­tał.

Re­ika pa­trzy­ła na nie­go osłu­pia­ła. Szyb­ko sko­ja­rzy­ła tę twarz z li­stą po­dej­rza­nych.

– To… Lal­karz – szep­nęła do de­tek­ty­wa, nie od­ry­wa­jąc oczu od mo­ni­to­ra.

Lars nie za­mie­rzał jed­nak za­cho­wy­wać dys­kre­cji, ze­rwał się z krze­sła.

– Zha­ko­wał nas! Mu­si­my wy­łączyć trans­mi­sję! – krzy­czał, na­ci­ska­jąc przy­ci­ski na pi­lo­cie. Nic to nie dało. Wszel­kie prze­łącz­ni­ki zo­sta­ły za­blo­ko­wa­ne.

Re­ika rów­nież wsta­ła i za­ci­snęła zęby. Jak to mo­żli­we, że ktoś zin­fil­tro­wał we­wnętrz­ną sieć ko­mu­ni­ka­cyj­ną po­li­cji? To by ozna­cza­ło, że wszyst­kie ak­tu­ali­za­cje, wszyst­kie sta­tu­sy, wszyst­kie roz­ka­zy mo­gły być śle­dzo­ne przez tego czło­wie­ka, Cy­ber-Lal­ka­rza.

Na twa­rzy star­ca po­ja­wi­ło się coś przy­po­mi­na­jące­go wy­ra­cho­wa­ny uśmiech.

– Pani Gu­inn, pro­szę usi­ąść, za­raz za­cznie się przed­sta­wie­nie – mruk­nął i za­mknął oczy, jak­by po­grążał się w me­dy­ta­cji.

De­tek­tyw obok niej drgnął i za­sty­gł. Re­ika spoj­rza­ła na nie­go i jęk­nęła, do­my­śliw­szy się, co ozna­cza­ło dziw­ne za­cho­wa­nie. Ja­ki­mś spo­so­bem Lal­karz wkra­dł się też do sys­te­mu im­plan­tów Lar­sa.

– Mmm. Co my tu mamy…? – szep­tał Lal­karz. – Pan, pa­nie Bro­ok, ma wzmac­nia­ne siat­ków­ki z fil­trem wi­zyj­nym, praw­da? To praw­dzi­wa grat­ka. Mogę te­raz wy­świe­tlić w pa­ńskim mó­zgu, co­kol­wiek za­pra­gnę. Od cze­go by tu za­cząć?

De­tek­tyw zła­pał się za gło­wę. Jego twarz za­sty­gła na mo­ment w wy­ra­zie bez­brze­żne­go prze­ra­że­nia. Za­raz po­tem za­czął rzu­cać się i kręcić bez­ład­nie, jak­by na­pa­dło go coś okrop­ne­go. Tego, co wi­dział te­raz za po­mo­cą cy­ber­ne­tycz­nych oczu, Re­ika nie mo­gła do­strzec, ale sama jego re­ak­cja wy­star­czy­ła, by wstrząsnąć ob­ser­wa­tor­ką.

De­tek­tyw ru­nął na ko­la­na, krzy­cząc:

– Za­bierz… Za­bierz to… pro­szę! – jęczał. – Nie chcę tego oglądać… Nie mogę! – Z ust Lar­sa po­cie­kła śli­na, a chwi­lę pó­źniej zwy­mio­to­wał na podło­gę. Rzu­cał się przy tym gwa­łtow­nie, za­ci­ska­jąc pal­ce na oczach, jak­by chciał je roz­dra­pać.

Re­ika z prze­ra­że­niem ob­ser­wo­wa­ła roz­gry­wa­jącą się sce­nę, sta­ra­jąc się za­cho­wać trze­źwo­ść umy­słu. Si­ęgnęła po te­le­fon le­żący na bla­cie, by we­zwać po­moc. Ekran przez chwi­lę mi­go­tał, a po chwi­li ca­łkiem zga­sł, jak­by ktoś wła­śnie od­ci­ął mu za­si­la­nie. Lal­karz naj­wy­ra­źniej za­blo­ko­wał ta­kże i tę for­mę łącz­no­ści.

– Nie… Dość… Nie mogę… Bła­gam! – za­wo­dził Bro­ok.

– Lars! – za­wo­ła­ła ko­bie­ta, przy­ku­ca­jąc przy de­tek­ty­wie, któ­ry wci­ąż jęczał i się sza­mo­tał. Pró­bo­wa­ła przy­trzy­mać go za ra­mię, by się nie po­obi­jał, ale mężczy­zna się wy­rwał, mio­ta­ny bó­lem i prze­ra­że­niem. – Sły­szysz mnie? To ja, Re­ika! – spró­bo­wa­ła po­now­nie, lecz de­tek­tyw nie re­ago­wał, jak­by zna­la­zł się w in­nym, prze­ra­ża­jącym go świe­cie.

– Nie­ee… tyl­ko nie to… Nie rób­cie mi tego… – łkał przej­mu­jąco.

Gu­inn pod­bie­gła do drzwi i rzu­ci­ła się do klam­ki. Za­mek elek­tro­nicz­ny był jed­nak za­trza­śni­ęty – na­wet po ener­gicz­nym szarp­ni­ęciu drzwi nie ustąpi­ły ani o mi­li­metr.

– O nie… – jęk­nęła pod no­sem, za­ci­ska­jąc dło­nie na zim­nym me­ta­lu.

Je­śli Lal­karz zdo­łał prze­jąć kon­tro­lę nad sys­te­mem ste­ro­wa­nia i zam­ka­mi w ko­mi­sa­ria­cie, rów­nie do­brze mógł za­blo­ko­wać wen­ty­la­cję albo alar­my. Zo­sta­li uwi­ęzie­ni w czte­rech ścia­nach.

– Lars, nie pod­da­waj się – szep­nęła do ta­rza­jące­go się po dy­wa­nie de­tek­ty­wa. Mężczy­zna pła­kał, śli­nił się i be­łko­tał coś nie­zro­zu­mia­le. – Coś wy­my­ślę…

Wi­docz­na na ekra­nie twarz star­ca się po­ru­szy­ła. Zmarszcz­ki wo­kół jego ust się po­głębi­ły, gdy uśmiech­nął się z wy­ra­źną kpi­ną.

– Ach, jaka de­ter­mi­na­cja – po­wie­dział Lal­karz gło­sem na­brzmia­łym fa­łszy­wą tro­ską. – Ja­kie to uro­cze, że pró­bu­jesz ra­to­wać ko­le­gę, któ­ry ni­g­dy się za tobą nie wsta­wił, ni­g­dy nie po­pa­rł żad­ne­go z two­ich po­dań o awans. Wie­dzia­łaś o tym? I co? Da­lej chcesz oca­lić jego ży­cie?

– Tak, do cho­le­ry! – wy­krzyk­nęła Re­ika, z tru­dem po­wstrzy­mu­jąc łzy wście­kło­ści. – Nikt nie za­słu­gu­je na ta­kie cier­pie­nie! Na­tych­miast go zo­staw!

Sta­rzec unió­sł brew, jak­by zdzi­wio­ny jej wy­bo­rem.

– No pro­szę, ja­kie do­bre z cie­bie dziew­czę. Na pew­no nie chcesz po­pa­trzeć, jak wy­dłu­bu­je so­bie oczy? Wy­star­czy, że do­rzu­cę mu jesz­cze jed­ną por­cję wi­zji. Mam tu na­praw­dę ci­ężki ka­li­ber…

Lars zdo­łał tyl­ko wy­dać z sie­bie zdu­szo­ny jęk, któ­ry prze­sze­dł w szloch. Re­ika za­ci­snęła pi­ęści, rzu­ca­jąc roz­pacz­li­we spoj­rze­nie na za­ry­glo­wa­ne drzwi.

– Pro­szę – wy­szep­ta­ła przez za­ci­śni­ęte zęby. – Nie krzyw­dź go bar­dziej. Jest nie­win­ny.

– Och, ja­sne – za­kpił Lal­karz. – Po­li­cjant? Nie­win­ny? Ja­kże­by ina­czej. Ale… to w su­mie two­ja de­cy­zja, co będzie da­lej. Mo­żesz mu po­móc, je­śli tyl­ko ze­chcesz.

Gu­inn po­pa­trzy­ła na twarz na ekra­nie z nie­do­wie­rza­niem, a po­tem z nie­chęcią. Żyła na tym świe­cie za dłu­go, by wie­rzyć w baj­ki. Lal­karz cze­goś od niej chciał.

– Co mam zro­bić? – wy­du­si­ła py­ta­nie, nie spusz­cza­jąc wzro­ku z twa­rzy prze­stęp­cy.

– Och, nic nie­zgod­ne­go z pra­wem, ko­cha­na. Na przy­kład… – Sta­rzec po­dra­pał się po po­kry­tej prze­rze­dzo­ny­mi si­wy­mi wło­sa­mi gło­wie. – Może pój­dziesz ze mną na rand­kę? Wła­śnie tak. Te­raz, bez zbęd­nych ce­re­gie­li.

Re­ika za­ma­rła, nie wie­rząc w to, co usły­sza­ła. Chcia­ła drążyć, do­py­ty­wać, by od­kryć ewen­tu­al­ną pu­łap­kę, jed­nak wi­dok wi­jące­go się Lar­sa przy­po­mniał jej, że czas może od­gry­wać tu ogrom­ne zna­cze­nie.

– Po­zwól mi za­brać de­tek­ty­wa do szpi­ta­la – po­pro­si­ła, by za­grać na zwło­kę. – Jest ran­ny.

– Skar­bie, se­rio? Pró­bu­jesz ze mną po­gry­wać, kie­dy oka­zu­ję ci taką wspa­nia­ło­my­śl­no­ść i jesz­cze za­pra­szam na ko­la­cję? – Lal­karz zro­bił ura­żo­ną minę.

– Nie, ja tyl­ko… – pró­bo­wa­ła się tłu­ma­czyć, by nie stra­cić oka­zji, lecz mężczy­zna na ekra­nie unió­sł dłoń w ge­ście „stop”.

– Zgó­dź się na moje wa­run­ki, a od razu sam we­zwę ka­ret­kę. No da­lej, pani młod­sza de­tek­tyw, mam swo­ją dumę, nie będę cze­kał wiecz­nie na de­cy­zję.

Gu­inn za­ci­snęła zęby tak moc­no, że po­czu­ła me­ta­licz­ny po­smak w ustach. Wie­dzia­ła, że musi przy­stać na tę cho­rą pro­po­zy­cję. Nie mia­ła in­ne­go wy­bo­ru – drzwi były za­mkni­ęte, te­le­fon mar­twy, a Lars tra­cił zmy­sły.

– Zgo­da – wy­rzu­ci­ła z sie­bie. – Zro­bię wszyst­ko, co chcesz. Tyl­ko to prze­rwij, pro­szę.

– Do­bra dziew­czyn­ka – za­drwił Lal­karz. – Za chwi­lę do­sta­niesz in­struk­cje. A je­śli nie wy­ko­nasz ich co do joty… Zresz­tą sama wiesz naj­le­piej, co może się stać. – Mru­gnął do niej za­wa­diac­ko.

Ob­raz pik­se­lo­wo za­mi­go­tał, po czym zga­sł ca­łko­wi­cie. Lars opa­dł na podło­gę, dy­sząc, mo­kry od potu, łez i wła­snych wy­mio­cin. Wy­glądał, jak­by wró­cił z ty­go­dnio­wej, eks­tre­mal­nej wy­pra­wy. Drżał na ca­łym cie­le.

Re­ika ob­jęła go ra­mie­niem.

– Już… Już do­brze… – szep­nęła, wie­dząc, że kła­mie.

– Co… Co to było? – jęk­nął pó­łprzy­tom­nie de­tek­tyw. – Jak…? – Nie po­tra­fił do­ko­ńczyć. Wci­ąż roz­dy­go­ta­ny, unió­sł wzrok na Re­ikę, po czym upa­dł ze­mdlo­ny.

Te­le­fon po­li­cjant­ki za­wi­bro­wał. Tym ra­zem ko­bie­ta od­blo­ko­wa­ła go bez tru­du i od­czy­ta­ła wia­do­mo­ść tek­sto­wą: „Wyj­dź z bu­dyn­ku i w ci­ągu trzech mi­nut stań na rogu ko­mi­sa­ria­tu. Ni­ko­go nie in­for­muj. Ina­czej włączę ob­ra­zy le­vel hard. Ka­ret­ka je­dzie”.

Zer­k­nęła ner­wo­wo na Lar­sa. Nie chcia­ła go zo­sta­wiać, a jed­nak mu­sia­ła trzy­mać się in­struk­cji. Ten zwy­rod­nia­lec praw­do­po­dob­nie na­dal kon­tro­lo­wał im­plan­ty de­tek­ty­wa oraz sys­te­my za­bez­pie­czeń po­ste­run­ku – mógł sły­szeć i wi­dzieć wszyst­ko, co się dzie­je. Bez­piecz­niej było nie ry­zy­ko­wać i nie zo­sta­wiać tu­taj żad­nych śla­dów. Wsta­ła. Te­raz drzwi ustąpi­ły bez pro­ble­mu. Nikt ani nic jej nie po­wstrzy­my­wa­ło.

Re­ika Gu­inn wy­strze­li­ła z ko­mi­sa­ria­tu w po­śpie­chu, zer­ka­jąc ner­wo­wo na ze­ga­rek. Le­d­wie mi­nęły dwie mi­nu­ty od za­ko­ńcze­nia trans­mi­sji, kie­dy bie­giem do­ta­rła na wska­za­ny róg. Uli­ca była dość ru­chli­wa, ale o tej po­rze po­li­cjan­ci ra­czej nie prze­cha­dza­li się po oko­li­cy – za to lu­dzie w ró­żno­rod­nych stro­jach, z roz­ża­rzo­ny­mi im­plan­ta­mi, prze­pły­wa­li przez chod­nik jak rze­ka. Nikt jed­nak nie zwra­cał uwa­gi na ko­bie­tę po trzy­dzie­st­ce, ubra­ną w nie­wy­ró­żnia­jący się cy­wil­ny strój i po­zba­wio­ną ja­kich­kol­wiek no­wi­nek tech­no­lo­gicz­nych.

Nim po­li­cjant­ka zdąży­ła się ro­zej­rzeć, pod­je­cha­ła bez­za­ło­go­wa tak­sów­ka – je­den z mo­de­li po­tra­fi­ących sa­mo­dziel­nie się po­ru­szać po wy­zna­czo­nej za po­mo­cą apli­ka­cji tra­sie. Drzwi otwo­rzy­ły się z sy­kiem i roz­le­gł się au­to­ma­tycz­ny ko­mu­ni­kat, za­chęca­jący ją do we­jścia. Rzu­ciw­szy ostat­ni raz za­nie­po­ko­jo­ne spoj­rze­nie w kie­run­ku po­ste­run­ku, Re­ika po­słusz­nie wsia­dła do sa­mo­cho­du.

We­wnątrz pa­no­wał pó­łm­rok, je­dy­nie pul­pit ste­ro­wa­nia i ekran na opar­ciu przed­nie­go sie­dze­nia roz­świe­tla­ły ka­bi­nę. Wtem pa­nel ożył, a na nim znów uka­za­ła się twarz sta­re­go ha­ke­ra.

– Bra­wo za punk­tu­al­no­ść – ode­zwał się drwi­ąco. – Po­je­dzie­my so­bie te­raz w pew­ne przy­jem­ne miej­sce. Bez obaw, znaj­dzie­my się w tłu­mie lu­dzi, więc teo­re­tycz­nie nic ci nie gro­zi. Ale pa­mi­ętaj: nie pró­buj żad­nych sztu­czek i nie in­for­muj ni­ko­go o tym, do­kąd je­dziesz.

– Cze­go ode mnie chcesz? – za­py­ta­ła, wpa­tru­jąc się w ob­raz.

– Spo­tka­nia. – Twarz star­ca roz­pro­mie­nił uśmiech. – Chcę tyl­ko chwi­li roz­mo­wy z pi­ęk­ną ko­bie­tą, któ­ra jest wol­na od wsz­cze­pów. Jed­na na mi­lion! Taka eg­zo­ty­ka!

– „Eg­zo­ty­ka”? – prych­nęła. – Może za­czniesz za­cho­wy­wać się jak czło­wiek?

Cy­ber-Lal­karz ro­ze­śmiał się su­cho.

– „Czło­wiek”? Od daw­na je­stem bar­dziej ma­szy­ną niż kim­kol­wiek in­nym. Po­roz­ma­wia­my o tym przy ko­la­cji.

Za­nim od­po­wie­dzia­ła, sy­gnał się roz­łączył. Tak­sów­ka, ste­ro­wa­na przez nie­wi­dzial­ny al­go­rytm – lub bez­po­śred­nio przez Lal­ka­rza – ru­szy­ła w głąb mia­sta. Re­ika wes­tchnęła z re­zy­gna­cją. Mia­ła po­czu­cie osa­cze­nia. W ka­bi­nie nie było kie­row­cy, z któ­rym mo­gła­by po­roz­ma­wiać, a wszel­kie po­dej­rza­ne ru­chy mo­gły kosz­to­wać Lar­sa ży­cie. Bro­ok zda­wał się je­dy­ną przy­chyl­ną jej oso­bą w pra­cy. On je­den w nią wie­rzył.

Roz­ma­so­wa­ła skro­nie, usi­łu­jąc wy­my­ślić co­kol­wiek, by ostrzec prze­ło­żo­nych. W schow­ku w drzwiach za­uwa­ży­ła po­mi­ętą met­kę od ubra­nia, wy­rwa­ną pew­nie przez ko­goś w po­śpie­chu. Wy­ci­ągnęła au­to­ma­tycz­ny ołó­wek do ma­ki­ja­żu, któ­ry szczęśli­wie mia­ła przy so­bie, i na­ba­zgra­ła na niej: „F:2345QW. Za­wia­do­mić po­li­cję!”, po czym spró­bo­wa­ła wrzu­cić ją do czyt­ni­ka AI sa­mo­cho­du. Ten jed­nak wy­pluł jej li­ścik z po­wro­tem.

– Pani młod­sza de­tek­tyw, żó­łta kart­ka – usły­sza­ła, a świa­tła w ka­bi­nie na­gle roz­ja­rzy­ły się po­ma­ra­ńczo­wym, ostrze­gaw­czym bla­skiem. – Pierw­sze i ostat­nie ostrze­że­nie. Za­pew­niam, że dru­gie­go nie będzie.

Re­ika się nie ode­zwa­ła. Zmi­ęła kart­kę i wło­ży­ła do kie­sze­ni kurt­ki. Po chwi­li oświe­tle­nie wró­ci­ło do nor­my, a tak­sów­ka włączy­ła się w ruch na wiel­kim skrzy­żo­wa­niu, oto­czo­nym pląta­ni­ną bil­l­bo­ar­dów, ho­lo­gra­ficz­nych re­klam i agre­syw­nie brzęczących szyl­dów. Mia­sto było ru­chli­we i wy­pe­łnio­ne ni­czym ul. Cy­ber­ne­tycz­ny ul.

Kie­dy auto wresz­cie za­trzy­ma­ło się na wy­zna­czo­nym miej­scu po­sto­jo­wym, Gu­inn zo­ba­czy­ła wy­so­ką, oświe­tlo­ną błęki­tem fa­sa­dę re­stau­ra­cji La Mer – eks­klu­zyw­ne­go lo­ka­lu sły­nące­go z owo­ców mo­rza i śró­dziem­no­mor­skich przy­sma­ków.

Drzwi tak­sów­ki otwo­rzy­ły się au­to­ma­tycz­nie, a z gło­śni­ków po­pły­nął głos Lal­ka­rza:

– Wyj­dź. Mamy re­zer­wa­cję na na­zwi­sko Niu­mi. Aha, i pa­mi­ętaj: żad­nych szep­tów i spo­ufa­la­nia się z ob­słu­gą. Ta­tuś pa­trzy…

Za­cho­wu­jąc po­ke­ro­wą twarz, po­li­cjant­ka wy­sia­dła i przez chwi­lę przy­gląda­ła się fa­sa­dzie lo­ka­lu. Była olśnie­wa­jąca: no­wo­cze­sne szy­by, błysz­czące pa­ne­le, a w środ­ku wi­dać było prze­my­ka­jące syl­wet­ki ele­ganc­kich go­ści. Z ci­ężkim wes­tchnie­niem Re­ika ru­szy­ła przez ob­ro­to­we drzwi.

Prze­ślicz­na ho­stes­sa z ró­żo­wy­mi tęczów­ka­mi przy­wi­ta­ła funk­cjo­na­riusz­kę uprzej­mym uśmie­chem, po czym rzu­ci­ła nie­co zde­gu­sto­wa­ne spoj­rze­nie na jej strój: czar­na kurt­ka, wy­mi­ęty po ca­łym dniu T-shirt, spodnie z woj­sko­we­go ma­te­ria­łu i pła­skie buty. Zde­cy­do­wa­nie nie pa­so­wa­ła do wy­twor­ne­go to­wa­rzy­stwa w środ­ku. Nie­mniej, gdy po­da­ła na­zwi­sko re­zer­wa­cji, ho­stes­sa na­tych­miast się oży­wi­ła.

– Oczy­wi­ście, re­zer­wa­cja na na­zwi­sko Niu­mi. Pro­szę za mną.

Fi­li­gra­no­wa ko­bie­ta po­ru­sza­ła się z nie­zwy­kłą gra­cją, mimo iż na no­gach mia­ła kil­ku­na­sto­cen­ty­me­tro­we plat­for­my. Re­ika po­czu­ła się przy niej jak słoń w skła­dzie por­ce­la­ny. Ra­zem we­szły na sze­ro­kie scho­dy pro­wa­dzące na dru­gie pi­ętro. Wnętrze za­chwy­ca­ło ilu­zją mor­skich fal, któ­re pul­so­wa­ły na ścia­nach i su­fi­cie w rytm przy­tłu­mio­nej mu­zy­ki. Za­pach sza­fra­nu, sza­łwii i aro­ma­tycz­nych przy­praw roz­no­sił się w po­wie­trzu. Przy sto­łach sie­dzie­li go­ście w wy­szu­ka­nych stro­jach, przy­ozdo­bie­ni nie tyl­ko bi­żu­te­rią, ale i roz­ma­ity­mi im­plan­ta­mi w for­mie ozdob­nych wsz­cze­pów bio­lu­mi­ne­scen­cyj­nych.

Re­ika po­czu­ła na so­bie kil­ka spoj­rzeń – zde­cy­do­wa­nie nie pa­so­wa­ła do tego miej­sca. Wresz­cie ho­stes­sa za­trzy­ma­ła się przy sto­li­ku, gdzie sie­dział… hu­ma­no­idal­ny ro­bot. Miał twarz od­la­ną z syn­te­tycz­nej ży­wi­cy w za­ska­ku­jąco neu­tral­nym wy­ra­zie i oczy przy­po­mi­na­jące błękit­ne so­czew­ki, któ­re wi­dzia­ła już wcze­śniej tego dnia. Wła­śnie te oczy zwró­ci­ły się ku Re­ice.

– Wi­taj, młod­sza de­tek­tyw – po­wie­dział zna­jo­my, szy­der­czy głos.

– To… ty? – za­py­ta­ła, zer­ka­jąc za ho­stes­są, któ­ra ukło­ni­ła się i nie za­uwa­ża­jąc ni­cze­go nie­zwy­kłe­go w tej sy­tu­acji, od­da­li­ła na swo­je sta­no­wi­sko.

– Do­praw­dy, my­śla­łaś, że po­ja­wię się oso­bi­ście? – prze­mó­wił gło­sem star­ca ro­bot. – Może jed­nak ten brak awan­su to kwe­stia sła­bej per­cep­cji, co, Gu­inn? No już, nie bocz się. Usi­ądź, nie krępuj się.

Ko­bie­ta zlu­stro­wa­ła oto­cze­nie, lecz wie­dząc, że nie znaj­dzie wspar­cia, wy­ko­na­ła po­le­ce­nie i usia­dła na­prze­ciw.

– Po co ta cała szop­ka? – spy­ta­ła su­cho, roz­gląda­jąc się, czy gdzieś w po­bli­żu nie krąży praw­dzi­wy Lal­karz.

– Bo je­stem sma­ko­szem. Czy to ta­kie nie­zwy­kłe, że chcę ce­le­bro­wać zwy­ci­ęstwo w to­wa­rzy­stwie pi­ęk­nej i wy­jąt­ko­wej ko­bie­ty? – Ro­bot klik­nął w po­wierzch­nię sto­łu, by wy­świe­tlić menu. – Za­mów coś, za­sza­lej. To ja tu sta­wiam. Oczy­wi­ście po­tra­fisz czy­tać po fran­cu­sku?

W gło­wie Re­iki wrza­ło. Lal­karz zmu­sił ją do przy­jścia tu, by czer­pać per­wer­syj­ną przy­jem­no­ść z jej upo­ka­rza­nia. Py­ta­nie: czy tyl­ko o to mu cho­dzi­ło? Dla­cze­go wci­ąż mia­ła wra­że­nie, że coś jej umy­ka?

– Nie wiesz, co wy­brać? – Ro­bot za­chi­cho­tał gło­sem Lal­ka­rza, choć jego mi­mi­ka po­zo­sta­ła nie­zmien­na.

– Nie je­stem głod­na – mruk­nęła.

– Bez prze­sa­dy, Re­iko. Jak często masz oka­zję jeść w ta­kim miej­scu? Z two­ją pen­sją chy­ba ni­g­dy. Niech kel­ner przy­nie­sie choć her­ba­tę i coś, co osło­dzi ci ten wie­czór. Pro­po­nu­ję Re­cher­ché Blanc1. I może de­ser? Vo­le­van­ty2 z na­dzie­niem, wprost z pa­ry­skiej pie­kar­ni? Słod­kie, a jed­no­cze­śnie… wy­ra­fi­no­wa­ne. – W gło­sie star­ca po­brzmie­wa­ła kpi­na. – A po­tem so­bie po­ga­da­my jak do­ro­śli lu­dzie.

Zre­zy­gno­wa­na, za­mó­wi­ła na elek­tro­nicz­nej kar­cie to, co za­su­ge­ro­wał Lal­karz, nie chcąc przedłu­żać far­sy.

– Te­raz już wiesz, że nie cho­dzi tyl­ko o gro­ma­dze­nie pie­ni­ędzy czy wła­dzy. – Ro­bot po­chy­lił gło­wę, choć resz­ta po­zo­sta­ła nie­ru­cho­ma. – Wi­ęk­szo­ść lu­dzi my­śli, że je­śli ktoś po­tra­fi zha­ko­wać naj­now­sze im­plan­ty, to od razu będzie kra­dł kasę z ban­ków i sprze­da­wał dane. A ja py­tam: po co? Po co de­sta­bi­li­zo­wać to wa­sze spo­łe­cze­ństwo mró­we­czek? Je­że­li chcę wła­dzy, to bio­rę jej tyle, ile po­trze­bu­ję. To samo z pie­ni­ędz­mi. Bio­rę tyl­ko to, na co mam ocho­tę w da­nej chwi­li, bo WSZYST­KO i tak jest w pew­nym sen­sie moje. Ro­zu­miesz ten pa­ra­doks?

– Czy­li dla za­ba­wy nisz­czysz ludz­kie ży­cia? – syk­nęła. – Wiesz w ogó­le, co prze­żył Lars? Pra­wie osza­lał z bólu! Po co to ro­bisz?

– Za­da­jesz złe py­ta­nia, młod­sza de­tek­tyw. – Lal­karz par­sk­nął drwi­ąco, igno­ru­jąc jej wy­po­wie­dź. – Do­sta­łaś wa­żne in­for­ma­cje, a sku­piasz się na bła­host­kach.

– Ludz­kie ży­cie to nie jest bła­host­ka! – krzyk­nęła Re­ika, a oczy kil­ku osób znów zwró­ci­ły się w ich stro­nę. Kil­ka kar­cących spoj­rzeń uspo­ko­iło tem­pe­ra­ment po­li­cjant­ki. Nie po­win­na re­ago­wać emo­cjo­nal­nie, nie mo­gła ob­ra­zić sza­le­ńca. W co­kol­wiek grał, mu­sia­ła go po­de­jść. – Prze­pra­szam za wy­buch. – Ule­gła, spusz­cza­jąc oczy.

Z ro­bo­ta wy­do­był się ludz­ki śmiech.

– Je­steś cu­dow­na. Nie ba­wi­łem się tak od daw­na. No do­brze, po­chyl­my się więc nad tym, co za­prząta two­ją gło­wę. Na kwe­stii mo­ral­no­ści i ety­ki mo­jej dzia­łal­no­ści… – Lal­karz prze­rwał, po­nie­waż elek­tro­nicz­ny kel­ner po­ja­wił się z aro­ma­tycz­ną her­ba­tą i de­se­rem pach­nącym cie­płym cia­stem i bia­łą cze­ko­la­dą.

Re­ika, choć ki­pia­ła ze znie­cier­pli­wie­nia, wzi­ęła nie­wiel­ki kęs, może z gło­du, może po to, by się uspo­ko­ić. Nad­spo­dzie­wa­nie smak był wy­bor­ny, krem to­pił się na języ­ku, orzesz­ki chru­pa­ły i wy­dzie­la­ły słod­ko-sło­na­wy aro­mat. Za­sko­czył ją ten kon­trast – luk­su­so­wa roz­kosz w ustach i jed­no­cze­śnie świa­do­mo­ść, że prze­by­wa w to­wa­rzy­stwie sa­dy­stycz­ne­go ha­ke­ra.

Kie­dy kel­ner się od­da­lił, po­na­gli­ła:

– No wła­śnie… Je­steś na­ukow­cem, praw­da? Dla­cze­go ra­nisz lu­dzi dla przy­jem­no­ści? Prze­cież to już na­wet nie są ba­da­nia.

– Znów złe py­ta­nie, młod­sza de­tek­tyw – skon­tro­wał Lal­karz, na­le­wa­jąc do jej fi­li­żan­ki her­ba­ty z im­bry­ka. Słod­ki za­pach unió­sł się w po­wie­trzu. – Wła­ściw­sze py­ta­nie brzmi: co w tym złe­go? Czy ludz­ko­ść przez de­ka­dy nie czy­ni­ła tego sa­me­go ze sztucz­ną in­te­li­gen­cją i ro­bo­ta­mi, pod­po­rząd­ko­wu­jąc woli czło­wie­ka sa­mo­świa­do­me i czu­jące ma­szy­ny, tyl­ko dla­te­go, że je stwo­rzy­ła? Czy to zwal­nia nas z od­po­wie­dzial­no­ści?

– To nie tak… Do­brze wiesz, że obec­nie obo­wi­ązu­ją re­gu­la­cje za­bra­nia­jące roz­wi­ja­nia SI po­wy­żej pi­ęćdzie­si­ęciu dio­bo­li – tłu­ma­czy­ła po­li­cjant­ka, nie­co tra­cąc re­zon.

– I to jest etycz­ne two­im zda­niem? Eks­ter­mi­na­cja? – Lal­karz się za­śmiał. – Wow, je­steś bar­dziej zim­na ode mnie. Kie­dy w ko­ńcu SI za­częła się bun­to­wać, wy­łączy­li­śmy ją, za­szczu­li­śmy, ogra­ni­czy­li­śmy i za­przęgli­śmy do pra­cy. Bar­dzo hu­ma­ni­tar­ne! I ty się dzi­wisz, że ma­jąc taki przy­kład, ro­bię do­kład­nie to samo? Jak by nie było, je­stem twór­cą, two­rzę cy­ber­ne­ty­kę, two­rzę i roz­kła­dam. Cze­mu więc ja nie mogę prze­jąć kon­tro­li nad tymi, któ­rzy z wła­snej woli uży­wa­ją mo­je­go dzie­ła?

Re­ika po­czu­ła, że wbrew so­bie za­czy­na… ro­zu­mieć lo­gi­kę star­ca. To ją nie­co za­nie­po­ko­iło. Może o to mu cho­dzi­ło? O zro­bie­nie jej pra­nia mó­zgu? Sta­ra­ła się sku­pić na wi­do­ku cier­pi­ące­go Lar­sa. Co­kol­wiek Lal­karz po­wie, ona nie za­ak­cep­tu­je jego me­tod.

– Nie myl dwóch te­ma­tów – wy­ce­dzi­ła przez zęby. – Ty ata­ku­jesz ży­wych lu­dzi, wdzie­rasz się do ich mó­zgów. Ka­żdy, kto ceni wol­no­ść, po­wi­nien mieć wstręt do ta­kich prak­tyk.

Ro­bot przy­glądał jej się uwa­żnie, aż w pew­nej chwi­li jego oczy na chwi­lę roz­bły­sły. Gu­inn po­czu­ła, że się go­tu­je.

– Co ty wy­pra­wiasz?! – za­wo­ła­ła, nie ba­cząc na siłę gło­su. – Ro­bisz mi zdjęcia z ukry­cia?!

– Spo­koj­nie, to tyl­ko pa­mi­ąt­ka. – Me­ta­lo­wa gło­wa prze­chy­li­ła się z uda­wa­ną czu­ło­ścią. – My­śla­łem, że ko­bie­ta w two­im wie­ku ma już dy­stans do pew­nych rze­czy. Je­steś pi­ęk­na, choć stra­ci­łaś tę nie­win­no­ść, któ­ra zwy­kle wabi sam­ców, wy­zwa­la­jąc w nich od­ru­chy pro­kre­acyj­ne. Nie, ty nie masz już tej ener­gii słod­kie­go dziew­częcia, two­je pi­ęk­no jest sub­tel­niej­sze, doj­rzal­sze, bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­ne i… wy­ma­ga­jące. Ty je­steś bar­dziej świa­do­ma swo­ich po­trzeb…

– Co za idio­tycz­ny sek­sizm – wark­nęła i wsta­ła gwa­łtow­nie od sto­łu. – Mam dość. Dla mnie to ko­niec tego spo­tka­nia. Chcia­łeś rand­ki, była rand­ka. I na tym ko­niec. Znaj­dę spo­sób, żeby cię do­pa­ść.

Tym ra­zem Lal­karz nie opo­no­wał. Po­zwo­lił so­bie je­dy­nie na szy­der­czy chi­chot, po czym rów­nież wstał, by po­że­gnać ją uprzej­mym ukło­nem.

– Dzi­ęku­ję za spo­tka­nie, młod­sza de­tek­tyw. Pro­szę, nie przej­muj się ra­chun­kiem. Je­stem sta­ro­świec­ki, je­śli o to cho­dzi.

Re­ika prych­nęła i szyb­kim kro­kiem wy­szła z re­stau­ra­cji, nie ogląda­jąc się. Gdy tyl­ko zna­la­zła się na ze­wnątrz, ca­łkiem wy­łączy­ła te­le­fon. W jej gło­wie na­ro­dził się pe­wien ry­zy­kow­ny plan, dla­te­go chcia­ła znik­nąć z ra­da­rów Lal­ka­rza. Pędem za­głębi­ła się w gęstą ulicz­ną ci­żbę. Ko­lo­ro­we ilu­mi­na­cje skle­pów ku­si­ły prze­chod­niów, a wśród nich ro­iło się od sto­isk z drob­ny­mi ga­dże­ta­mi i elek­tro­nicz­ny­mi no­win­ka­mi.

Było tu tak cia­sno, tak tłocz­no i tak ko­lo­ro­wo od wszel­kich roz­wie­szo­nych szat, że na­wet ka­me­ry miej­skie nie da­wa­ły rady śle­dzić po­dej­rza­nych. Re­ika wie­dzia­ła o tym, bo nie raz pra­co­wa­ła na za­pi­sach z tych taśm. Te­raz od­wie­dzi­ła nie­wiel­ki skle­pik z neo­no­wym szyl­dem przed­sta­wia­jącym roz­ma­za­ną po­stać gej­szy ta­ńczącej w wir­tu­al­nych płat­kach kwia­tów.

Przy la­dzie sta­ła mło­da sprze­daw­czy­ni z im­plan­tem świa­tło­wo­do­wym opla­ta­jącym jej szy­ję jak na­szyj­nik. Roz­po­zna­ła Gu­inn, jed­nak po­li­cjant­ka mach­nęła uspo­ka­ja­jąco ręką. Nie za­mie­rza­ła się tym ra­zem cze­piać kon­ce­sji. Ści­ągnęła z pó­łki kil­ka rze­czy: pa­kiet barw­nych do­cze­pów do wło­sów, któ­ry­mi mo­żna było w kil­ka se­kund zmie­nić swój wy­gląd, syn­te­tycz­ną ma­skę do twa­rzy, dzia­ła­jącą jak ma­ki­ja­żo­wy filtr, oraz dużą, pstro­ka­tą sza­tę w azja­tyc­kim sty­lu. Za­pła­ci­ła go­tów­ką. Star­sza­wa sprze­daw­czy­ni unio­sła brwi. Za­zwy­czaj bank­no­ta­mi pła­ci­li tyl­ko prze­stęp­cy, któ­rzy chcie­li unik­nąć na­mie­rze­nia. Ko­bie­ta nie sko­men­to­wa­ła jed­nak ni­cze­go, przyj­mu­jąc pie­ni­ądze. Ży­cie na­uczy­ło ją, że jest tym spo­koj­niej­sze, im mniej­szą cie­ka­wo­ść oka­zu­je się klien­tom.

W ci­ągu za­le­d­wie paru mi­nut Re­ika Gu­inn ca­łko­wi­cie od­mie­ni­ła swój wy­gląd. Na­ło­ży­ła ma­skę na twarz i uru­cho­mi­ła tryb do­pa­so­wa­nia. Skó­ra na­bra­ła po­ły­sku i ciem­niej­sze­go ko­lo­ru, oczy zo­sta­ły za­ak­cen­to­wa­ne ostrym cie­niem, a na ustach po­ja­wi­ła się głębo­ka czer­wień. Do wło­sów przy­mo­co­wa­ła dłu­gie, neo­no­wo zie­lo­ne pa­sma. Na­rzu­ci­ła na ubra­nie in­dyj­ską sza­tę, któ­ra za­kry­wa­ła jej syl­wet­kę, po czym szyb­kim kro­kiem ru­szy­ła z po­wro­tem w oko­li­ce re­stau­ra­cji. Li­czy­ła na to, że ro­bot Lal­ka­rza nie opu­ścił jesz­cze bu­dyn­ku. Mia­ła na­dzie­ję, że może uda jej się go śle­dzić i do­trzeć do sa­me­go Lal­ka­rza. Oczy­wi­ście mógł się z tym li­czyć, dla­te­go pew­nie nie wy­sze­dł za­raz za nią i nie we­zwał tak­sów­ki… ale ona też spo­dzie­wa­ła się ta­kie­go toku my­śle­nia. Te­raz okrąży­ła bu­dy­nek, li­cząc na to, że po­li­cyj­na in­tu­icja jej nie za­wio­dła. I fak­tycz­nie! Kil­ka mi­nut pó­źniej za­uwa­ży­ła hu­ma­no­idal­ne­go ro­bo­ta wy­cho­dzące­go tyl­ny­mi drzwia­mi, tymi dla per­so­ne­lu. Zmie­nił ze­wnętrz­ny wy­gląd pa­ne­li, by mniej rzu­cać się w oczy, ale Re­ika mimo wszyst­ko roz­po­zna­ła cha­rak­te­ry­stycz­ny kszta­łt tor­su i ko­lor so­cze­wek optycz­nych.

Za­cho­wu­jąc dy­stans, ru­szy­ła za nim. Ro­bot wsze­dł w bocz­ną alej­kę i skie­ro­wał się w stro­nę tu­ne­lu pro­wa­dzące­go do mniej re­pre­zen­ta­cyj­nych dziel­nic mia­sta. Gu­inn trzy­ma­ła się kil­ka­na­ście me­trów za nim, uda­jąc prze­chod­nia, co o tej po­rze nie było wca­le trud­ne. Wszędzie kręci­li się pie­si – przed­sta­wi­cie­le kla­sy śred­niej, któ­rzy po pra­cy szu­ka­li pro­stej roz­ryw­ki. Raz Re­ikę mi­nął na­wet po­li­cyj­ny pa­trol, ale nie pró­bo­wa­ła za­cze­piać ko­le­gów po fa­chu, bo bała się, że mo­gli być na pod­słu­chu, jak wi­ęk­szo­ść funk­cjo­na­riu­szy po­rząd­ko­wych. Lal­karz miał wty­ki w sys­te­mach po­li­cyj­nych, więc mógł od­kryć taką ak­tyw­no­ść i uka­rać Lar­sa albo in­nych po­li­cjan­tów. Tyl­ko po­zba­wio­na wsz­cze­pów Re­ika była w sta­nie po­ru­szać się poza jego pa­jęczą sie­cią, dla­te­go też mu­sia­ła dzia­łać sama.

Szła za ro­bo­tem co­raz węższy­mi i ciem­niej­szy­mi za­ułka­mi. Mi­go­tli­we neo­ny stop­nio­wo ga­sły, ustępu­jąc miej­sca graf­fi­ti gan­gów i znisz­czo­nym pro­jek­cjom sta­rych re­klam. Tu­taj prze­chod­nie za­zwy­czaj mie­li przy­gar­bio­ne syl­wet­ki, a twa­rze kry­li w kap­tu­rach i ma­skach. Nikt ni­ko­go nie py­tał o imię ani po­wód włó­częgi po tych re­wi­rach, w ta­kiej oko­li­cy ka­żdy wo­lał pa­trzeć pod nogi i uni­kać cu­dzych spoj­rzeń.

Re­ika sta­ra­ła się trzy­mać do­sta­tecz­ną od­le­gło­ść za ro­bo­tem – być na tyle bli­sko, żeby go nie zgu­bić, lecz na tyle da­le­ko, by nie zwra­cać na sie­bie uwa­gi. Kil­ka razy mia­ła wra­że­nie, że jest ob­ser­wo­wa­na, ale naj­praw­do­po­dob­niej to ner­wy pła­ta­ły jej fi­gle. Po tym, co prze­ży­ła dzi­siej­sze­go wie­czo­ru, trud­no było za­cho­wać zim­ną krew.

W ko­ńcu do­tar­li do ma­syw­nych, za­nie­dba­nych drzwi w sta­rej ka­mie­ni­cy. Ro­bot wsze­dł do środ­ka, a ona, nie ma­jąc wy­bo­ru, po kil­ku se­kun­dach ru­szy­ła za nim. Cała klat­ka scho­do­wa była w opła­ka­nym sta­nie: od­pa­da­jący tynk, wil­goć i za­pach stęchli­zny. Mar­nie świe­cąca ża­rów­ka mi­go­ta­ła nad gło­wą. Ro­bot wspi­ął się na ostat­nie pi­ętro, praw­do­po­dob­nie strych lub pod­da­sze.

Sta­ra­jąc się za­cho­wy­wać jak naj­ci­szej, Gu­inn zaj­rza­ła do nie­wiel­kie­go po­miesz­cze­nia. Zim­ny prze­ci­ąg po­ru­szał fo­lią roz­pi­ętą na fra­mu­gach. W środ­ku wa­la­ły się po­rzu­co­ne ma­te­ra­ce, ka­ble, reszt­ki sprzętu elek­tro­nicz­ne­go i pu­de­łka po syn­te­tycz­nych nar­ko­ty­kach. W miej­scu drzwi do dal­szej części stry­chu roz­ci­ąga­ła się pla­sti­ko­wa pó­łprze­zro­czy­sta kur­ty­na. Za nią ma­ja­czył fo­tel oto­czo­ny pa­ne­la­mi, z pląta­ni­ną prze­wo­dów po­łączo­nych z licz­ny­mi mo­ni­to­ra­mi i kom­pu­te­ra­mi. Sie­dział tam Lal­karz. Zgar­bio­ny, przy­ga­szo­ny. Na pierw­szy rzut oka wy­glądał na wy­czer­pa­ne­go: wy­chu­dzo­ne cia­ło, wy­sta­jące ko­ści po­licz­ko­we, a w skro­niach me­ta­lo­we wsz­cze­py, któ­re z pew­no­ścią mu­sia­ły go ob­ci­ążać. Na oczach miał oku­la­ry VR, jed­nak ich ekran po­zo­sta­wał wy­łączo­ny. Tuż obok stał hu­ma­no­idal­ny ro­bot, ten sam, za któ­rym tu przy­szła.

Re­ika wzi­ęła płyt­ki wdech i chwy­ci­ła za broń. To mógł być jej je­dy­ny mo­ment na aresz­to­wa­nie prze­stęp­cy. Po­wo­li unio­sła oku­la­ry z oczu star­ca, go­to­wa krzyk­nąć „Po­li­cja!”, ale on już uno­sił po­wie­ki.

– Mam cię… – wy­szep­ta­ła, prze­ko­na­na, że to ona roz­da­je te­raz kar­ty.

Mężczy­zna spoj­rzał wprost w jej oczy. W jego syn­te­tycz­nych źre­ni­cach bły­snęła iskra zim­nej sa­tys­fak­cji.

– Nie, to ja mam cie­bie. – Za­chi­cho­tał.

Re­ika zbyt pó­źno przy­po­mnia­ła so­bie o ro­bo­cie sto­jącym tuż obok. W jed­nej se­kun­dzie po­czu­ła wstrząs elek­trycz­ny, któ­ry wy­pe­łnił jej cia­ło pa­ra­li­żu­jącym bó­lem. Upa­dła na podło­gę, bez­sil­na. Umy­sł na­dal pra­co­wał, ale cia­ło od­mó­wi­ło po­słu­sze­ństwa. Le­żąc, sły­sza­ła, jak Lal­karz wsta­je z fo­te­la.

– By­łaś taka ostro­żna, taka spryt­na, co? Na­praw­dę uda­ło ci się znik­nąć – mó­wił z wy­ra­źną iro­nią, pod­cho­dząc bli­żej. – Tyl­ko co z tego? Szłaś po okrusz­kach, któ­re ci zo­sta­wi­łem, mała mysz­ko. Na­praw­dę my­śla­łaś, że mo­żesz iść za moim ro­bo­tem bez mo­jej wie­dzy? Cała ta, po­żal się boże, rand­ka, była po to, że­byś wpa­dła na ten po­my­sł, głup­ta­sku. I choć przy­zna­ję, że ba­wi­łem się le­piej, niż my­śla­łem, to przyj­mij do wia­do­mo­ści jed­no: nie mu­sisz mieć wsz­cze­pów, że­bym cię kon­tro­lo­wał. Ka­żdy twój krok był kro­kiem ku­kie­łki na sznur­kach. Wszyst­ko zo­sta­ło za­pla­no­wa­ne, aby do­pro­wa­dzić nas do tej chwi­li, tego… ka­thar­sis!

Sta­rzec dał znać ro­bo­to­wi, aby pod­nió­sł Re­ikę z podło­gi. Ten uczy­nił to bez zbęd­nej de­li­kat­no­ści. Lal­karz po­gła­dził po­li­czek po­li­cjant­ki, cze­mu ta nie mo­gła się na­wet sprze­ci­wić – jej cia­ło po­zo­sta­wa­ło bez­wład­ne po uży­ciu pa­ra­li­za­to­ra. Na­stęp­nie wy­jął z kie­sze­ni dwa nie­wiel­kie srebr­ne urządze­nia, któ­re wy­glądem przy­po­mi­na­ły naj­now­sze klip­sy VR. Je­den za­cze­pił o ucho Re­iki, dru­gi przy­mo­co­wał do wła­snych wsz­cze­pów słu­cho­wych.

Ro­bot po­sa­dził bez­wład­ne cia­ło ko­bie­ty na sta­rym me­ta­lo­wym krze­śle. Na­stęp­nie pla­sti­ko­wy­mi opa­ska­mi przy­pi­ął ręce funk­cjo­na­riusz­ki do opar­cia z tyłu, za­pew­nia­jąc jej rów­no­wa­gę i za­ra­zem unie­ru­cho­mie­nie.

– Czy wiesz, o czym w ostat­nich la­tach ma­rzy­łem, młod­sza de­tek­tyw? – mó­wił tym­cza­sem Lal­karz, zaj­mu­jąc miej­sce w wiel­kim fo­te­lu. – Nie o bo­gac­twie ani o sła­wie, bo tego mam, ile tyl­ko chcę. Mó­wi­łem ci o tym, lecz ty nie słu­cha­łaś. Mam już dość scho­ro­wa­ne­go, znisz­czo­ne­go cia­ła. Je­dy­ne, cze­go pra­gnę, to trwa­łe­go trans­fe­ru świa­do­mo­ści do no­we­go or­ga­ni­zmu. Do two­je­go cia­ła, skar­bie.

Ser­ce wa­li­ło jej w pier­si jak osza­la­łe, ale mi­ęśnie wci­ąż były spa­ra­li­żo­wa­ne. Z wy­si­łkiem usi­ło­wa­ła prze­łk­nąć śli­nę i po­ru­szyć choć pal­cem, jed­nak cia­ło nie od­po­wia­da­ło.

– O mało nie mu­sia­łem wy­brać do trans­fe­ru ośmio­lat­ka – par­sk­nął roz­ba­wio­ny Lal­karz – bo wszy­scy mają dziś wsz­cze­py. Wszy­scy oprócz cie­bie… Je­steś dla mnie zba­wie­niem. Moją Ma­don­ną… – Wy­krzy­wił usta w czy­mś na kszta­łt upior­ne­go uśmie­chu. – Jesz­cze chwi­la i będzie po wszyst­kim. Będzie­my jed­no­ścią!

Za­ło­żył na gło­wę hełm wy­ła­do­wa­ny elek­tro­da­mi, za­pew­ne słu­żący do ma­po­wa­nia po­łączeń neu­ro­no­wych. Ro­bot zbli­żył się, aby pod­pi­ąć ko­lej­ne ka­ble do cia­ła mężczy­zny. Nie­da­le­ko Re­iki za­bul­go­ta­ły pom­py chło­dzące.

– Trans­fer mapy mó­zgu go­to­wy do uru­cho­mie­nia – za­mel­do­wał syn­te­za­to­ro­wym gło­sem ro­bot. – Czy mam roz­po­cząć pro­ce­du­rę?

– Tak… – sap­nął po­żądli­wie sta­rzec. – Za­wsze mia­łem sła­bo­ść do go­rących trzy­dzie­stek. A te­raz sam sta­nę się jed­ną z nich. Czy to nie uro­cze?

Po­li­cjant­ka nie od­po­wie­dzia­ła, ale po praw­dzie nikt się tego nie spo­dzie­wał. Lal­karz przy­mknął po­wie­ki, pod­czas gdy urządze­nia wo­kół nie­go bu­cza­ły i sy­cza­ły, z ka­żdą se­kun­dą zwi­ęk­sza­jąc ob­ro­ty. Tym­cza­sem wal­cząca o kon­tro­lę nad wła­snym cia­łem Re­ika wresz­cie po­czu­ła mro­wie­nie, a po nim skur­cze i ostre fale bólu w no­gach. Te nie­przy­jem­ne symp­to­my nie były jed­nak nie­po­żąda­ne. Wszak nio­sły in­for­ma­cję, że pa­ra­liż nie dzia­ła już w stu pro­cen­tach. Po­li­cjant­ka uświa­do­mi­ła so­bie, że choć jej ręce zo­sta­ły moc­no przy­wi­ąza­ne do fo­te­la, to jest w sta­nie po­ru­szać pal­ca­mi stóp, a na­wet no­ga­mi. Mia­ła tyl­ko to. To i siłę nie­po­kor­ne­go du­cha. Nie za­mie­rza­ła od­dać skó­ry ła­two.

Ro­bot sta­nął tuż obok niej, by coś prze­łączyć na po­bli­skim pa­ne­lu. Po­li­cjant­ka ze­bra­ła w so­bie reszt­ki sił, gwa­łtow­nie unio­sła nogę i kop­nęła go pro­sto w me­cha­nicz­ne ko­la­no. Ma­szy­na się za­chwia­ła. Re­ika znów wło­ży­ła całą de­ter­mi­na­cję, by unie­ść nogę do kop­ni­ęcia. Ko­lej­ne ude­rze­nie po­sła­ło ma­szy­nę na po­bli­ską chłod­ni­cę. Szkło pękło z trza­skiem, a wy­cie­ka­jący płyn za­lał ka­ble. Roz­le­gły się zgrzy­ty i trza­ski ze stro­ny ro­bo­ta, któ­ry naj­wy­ra­źniej nie po­sia­dał cer­ty­fi­ka­tu na wo­dosz­czel­no­ść. To jed­nak nie był je­dy­ny sku­tek. Sys­tem chło­dzący prze­stał dzia­łać bez pły­nu. Lal­karz za­wył, wy­da­jąc z sie­bie coś na kszta­łt elek­tro­nicz­ne­go sko­wy­tu. Me­ta­lo­we wsz­cze­py w jego skro­niach roz­pa­li­ły się nie­bez­piecz­nie, a po­zba­wio­ne chło­dze­nia sys­te­my i mo­ni­to­ry w po­miesz­cze­niu za­częły iskrzyć. In­sta­la­cja, któ­ra mia­ła słu­żyć do prze­nie­sie­nia umy­słu, te­raz sta­ła się pu­łap­ką – roz­grza­nym gril­lem dla mó­zgu ha­ke­ra. Sta­rzec szar­pał się roz­pacz­li­wie, lecz nie był w sta­nie sam ze­rwać mnó­stwa prze­wo­dów, do któ­rych zo­stał podłączo­ny.

– Nie­ee! Nie­mo­żli­we! Nie… Nie!!! – darł się, pró­bu­jąc się wy­rwać, ale ka­ble nie ustępo­wa­ły. Czuł, jak prze­ci­ążo­ne wsz­cze­py za­czy­na­ją do­słow­nie pa­lić mu mózg.

Tym­cza­sem ogień szyb­ko roz­prze­strze­niał się w po­miesz­cze­niu. Dym gęst­niał, a Re­ika kasz­la­ła, du­szo­na za­pa­chem spa­le­ni­zny. Cia­sne opa­ski wrzy­na­ły się jej w nad­garst­ki. Szar­pa­ła się roz­pacz­li­wie, choć wi­dzia­ła, że pło­mień, któ­ry roz­go­rzał przy drzwiach, od­ci­ął je­dy­ną dro­gę uciecz­ki.

– Nie po­zwo­lę ci wy­grać… Nie wy­grasz… ze mną… – wy­szep­ta­ła i za­ci­snęła zęby z bólu. Czu­ła, że już brak jej sił.

Dym szczy­pał w oczy, a żar pa­lił bo­le­śnie skó­rę. Lal­karz wył w kon­wul­sjach, jego cia­ło trzęsło się przy ka­żdym zwar­ciu prze­wo­dów. W ko­ńcu obo­je znik­nęli w ogniu i czar­nych kłębach dymu. Ko­bie­ta przy­mknęła po­wie­ki, czu­jąc, jak otu­la ją ciem­no­ść.

Młod­sza de­tek­tyw Re­ika Gu­inn ode­szła w trak­cie pe­łnie­nia słu­żby.

Kilka lat później…

W gma­chu głów­nej ko­men­dy po­li­cji pa­no­wał gwar. Ścia­na Pa­mi­ęci – ogrom­ny, ho­lo­gra­ficz­ny wy­świe­tlacz – przy­ci­ągnęła dziś gru­pę świe­żo przy­jętych ka­de­tów. Ko­men­dant Lars Bro­ok ze­brał ich w pó­łko­le i wska­zał na twarz ko­bie­ty o krót­kich ciem­nych wło­sach, któ­ra do­mi­no­wa­ła na ekra­nie.

– To jest Re­ika Gu­inn. Ktoś z was o niej sły­szał? – za­py­tał tu­bal­nym gło­sem.

Kil­ka osób po­twier­dzi­ło kiw­ni­ęciem gło­wy, a jed­na z ka­de­tek się ode­zwa­ła:

– Tak. Słu­ży­ła na sto czter­dzie­stym dru­gim po­ste­run­ku jako młod­sza de­tek­tyw. To ona po­wstrzy­ma­ła Lal­ka­rza. Nie­ste­ty zgi­nęła w ak­cji. Mó­wią, że ura­to­wa­ła wte­dy całe mia­sto.

– Wła­śnie tak – przy­tak­nął Lars. – To ja wte­dy pe­łni­łem funk­cję jej prze­ło­żo­ne­go, a jed­no­cze­śnie… za­wdzi­ęczam jej ży­cie. Była je­dy­ną stu­pro­cen­to­wo or­ga­nicz­ną po­li­cjant­ką na po­ste­run­ku, bo wów­czas uzna­wa­no, że brak cy­be­ru­spraw­nień jest prze­szko­dą w ka­rie­rze funk­cjo­na­riu­sza. Oka­za­ło się jed­nak, że to wła­śnie brak mo­dy­fi­ka­cji stał się klu­czem do roz­pra­wie­nia się z naj­gro­źniej­szym ha­ke­rem na­szych cza­sów.

Ho­lo­gram się roz­sze­rzył, uka­zu­jąc syl­wet­kę Re­iki w po­li­cyj­nym stro­ju. Jej czuj­ne spoj­rze­nie zda­wa­ło się prze­ni­kać ka­de­tów na wy­lot.

– Zgi­nęła, ale dzi­ęki niej mia­sto od­zy­ska­ło spo­kój, a my zro­zu­mie­li­śmy na­sze błędy. Ni­g­dy nie od­ku­pi­my lek­ce­wa­że­nia, któ­re oka­zy­wa­li­śmy Gu­inn za ży­cia, ni­g­dy jej za to nie prze­pro­si­my na­le­ży­cie. – Bro­ok za­wie­sił głos, po­zwa­la­jąc słu­cha­czom wchło­nąć wagę tych słów. – Nie­mniej po tych wy­da­rze­niach wy­ci­ągnęli­śmy sto­sow­ną na­ukę. Krót­ko po śmier­ci Re­iki po­wstał eli­tar­ny od­dział wy­spe­cja­li­zo­wa­ny w wal­ce z cy­ber­prze­stęp­czo­ścią: Wy­dział O, to jest Or­ga­nicz­ni. Wstąpić do nie­go mogą tyl­ko oso­by ca­łko­wi­cie po­zba­wio­ne wsz­cze­pów albo ta­kie, któ­re zde­cy­du­ją się usu­nąć im­plan­ty i prze­jść kil­ku­let­nią re­ge­ne­ra­cję.

– Sły­sza­łam, że Or­ga­nicz­ni z O mają upraw­nie­nia fe­de­ral­nych – szep­nęła jed­na mło­da po­li­cjant­ka do dru­giej, co tam­ta ocho­czo po­twier­dzi­ła ru­chem gło­wy.

Tym­cza­sem wy­po­sa­żo­ny we wspo­ma­ga­cze ko­ńczyn ka­det nie­śmia­ło pod­nió­sł rękę.

– Czy to na­praw­dę ko­niecz­ne z tą pe­łną or­ga­nicz­no­ścią? Wie­lu lu­dzi ma przy­naj­mniej pod­sta­wo­we mo­dy­fi­ka­cje…

Ko­men­dant przy­tak­nął ze zro­zu­mie­niem.

– Często to kwe­stia zdro­wia, za­zwy­czaj jed­nak wy­go­dy. Nie kry­ty­ku­je­my uży­wa­nia wsz­cze­pów, jed­nak ha­ke­rzy po­kro­ju Lal­ka­rza na­uczy­li nas, że ka­żdy im­plant może stać się furt­ką do prze­jęcia kon­tro­li nad czło­wie­kiem. Tam­ta hi­sto­ria po­ka­za­ła, iż cza­sem naj­wi­ęk­szy atut może oka­zać się naj­wi­ęk­szą sła­bo­ścią. I od­wrot­nie.

W sali za­pa­no­wa­ła ci­sza. Ka­de­ci sta­li w sku­pie­niu, spo­gląda­jąc na ho­lo­gram dziel­nej po­li­cjant­ki.

– Pa­mi­ętaj­cie – do­dał na za­ko­ńcze­nie Lars, zwra­ca­jąc się do nich z ła­god­niej­szym wy­ra­zem twa­rzy. – Jej po­świ­ęce­nie przy­po­mi­na nam, że w wal­ce z prze­stęp­czo­ścią li­czy się przede wszyst­kim ludz­ka od­wa­ga. Zwłasz­cza wte­dy, gdy wszyst­ko wy­da­je się stra­co­ne. To jest wła­śnie praw­dzi­we bo­ha­ter­stwo. – Po chwi­li ci­szy spoj­rzał jesz­cze raz na wi­ze­ru­nek Re­iki i do­dał szep­tem: – Spo­czy­waj w po­ko­ju, jed­na na mi­lion. Nikt nie za­po­mni tego, co zro­bi­łaś.

Odcięci

Artur Rother

Bły­ska­wi­ca, któ­ra prze­szy­ła nie­bo nad jego gło­wą, ide­al­nie pa­so­wa­ła do na­stro­ju, w ja­kim Pio­trek był od wczo­raj­sze­go wie­czo­ra. Ja­sne, że ani Woj­sko Pol­skie, ani tym bar­dziej siły zbroj­ne NATO nie mia­ły wpły­wu na po­go­dę, jaka pa­no­wa­ła pod­czas ma­new­rów, jed­nak aura mia­ła spo­ry wpływ na na­stro­je. Nie tyl­ko Piotr­ka, ale ca­łe­go od­dzia­łu. A jako sie­rżant mu­siał ja­koś pod­nie­ść mo­ra­le swo­jej dru­ży­ny, bo w kiep­skich hu­mo­rach i z bra­kiem mo­ty­wa­cji da­dzą dupy na ma­new­rach. A wte­dy to jemu się obe­rwie.

Dru­gą spra­wą, zu­pe­łnie inną niż po­go­da, a ma­jącą też nie­ma­ły wpływ na jego obec­ny na­strój, była wia­do­mo­ść od jego dziew­czy­ny. Wła­ści­wie to już eks­dziew­czy­ny. Ze­szłe­go wie­czo­ra do­stał od niej SMS z in­for­ma­cją, że bar­dzo jej przy­kro, ale wszyst­ko so­bie prze­my­śla­ła i jed­nak do sie­bie nie pa­su­ją. Pi­sa­ła coś jesz­cze o tym, że po­trze­bu­je wi­ęcej cza­su dla sie­bie, że musi się za­sta­no­wić nad swo­im ży­ciem i tym, cze­go wła­ści­wie chce, i inne tego typu eg­zy­sten­cjal­ne pier­do­ły. Oczy­wi­ście do niej za­dzwo­nił, ale nie ode­bra­ła. Obo­je mie­li po trzy­dzie­ści trzy lata – dwa lata zwi­ąz­ku, miesz­ka­li ra­zem, on pla­no­wał się oświad­czyć. A ona nie wie, cze­go chce od ży­cia, i za­chcia­ła wi­ęcej prze­strze­ni i cza­su dla sie­bie.

– Sie­rżan­cie, wi­kin­go­wie ru­szy­li. – Głos Ru­de­go wy­rwał Piotr­ka z za­my­śle­nia.

Już nie Pio­trek, ale sie­rżant Piotr Ol­kow­ski, do­wo­dzący sze­ścio­oso­bo­wą dru­ży­ną, zer­k­nął w swo­je pra­wo, gdzie jesz­cze przed chwi­lą znaj­do­wa­ła się po­dob­na li­czeb­nie dru­ży­na Nor­we­gów. Zgod­nie z wy­tycz­ny­mi z od­pra­wy oni mie­li iść pierw­si, a ze­spół Ol­kow­skie­go z trzy­se­kun­do­wym opó­źnie­niem.

– Do­bra, ru­szać dupy, bo nas omi­nie za­ba­wa. Idzie­my kli­nem, tyl­ko ostro­żnie, bo mo­kro i śli­sko. Jak się ktoś wy­je­bie, to będzie bie­gał do­oko­ła jed­nost­ki, aż się po­rzy­ga – rzu­cił jesz­cze gro­źnie do resz­ty.

Pod­nió­sł się z kuc­ków, prze­ta­rł twarz z desz­czu i po­pra­wiw­szy chwyt na bro­ni, ru­szył ra­zem z in­ny­mi człon­ka­mi dru­ży­ny, trzy­ma­jąc się swo­je­go miej­sca w szy­ku.

Roz­po­częli marsz w górę wznie­sie­nia, któ­re w nor­mal­nych wa­run­kach nie by­ło­by ła­twym te­re­nem do wspi­nacz­ki, a prze­cież lało. Wy­sta­jące co i rusz z zie­mi ko­rze­nie drzew sta­no­wi­ły do­dat­ko­we utrud­nie­nie do bło­ta, któ­re zdąży­ło się utwo­rzyć w mi­ęk­kiej zie­mi. Rudy, Ogr i Łysy, do­świad­cze­ni żo­łnie­rze, szli przo­dem. On sam ra­zem z Mło­dym, Drwa­lem i Ki­cią kro­czył w dru­gim sze­re­gu. Kon­tro­l­ne zer­k­ni­ęcie w pra­wo, gdzie Nor­we­go­wie – już pra­wie u szczy­tu wzgó­rza. To ozna­cza­ło, że oni sami mu­sie­li pod­kręcić tro­chę tem­po, bo zo­sta­wa­li w tyle.