Down by the river. Statkiem na dno - Brzezińska Magdalena - ebook

Down by the river. Statkiem na dno ebook

Brzezińska Magdalena

0,0

Opis

Kiedy młoda dziewczyna próbuje odnaleźć własny sposób na życie, niechcący może wpakować się w poważne tarapaty... Doświadczyła tego Natalia, pasjonatka podróży, która postanowiła rozpocząć pracę na statku pasażerskim. Obiecywane góry złotych monet i poszerzenie horyzontów szybko okazują się zwykłym kłamstwem, a Natalia trafia w sam środek piekła na wodzie. Oszukana przez armatora statku i załogę zostaje porzucona bez bagażu i pieniędzy gdzieś w Niemczech. Kiedy w końcu udaje jej się dotrzeć do Polski, postanawia zawalczyć o swoje i kieruje sprawę na policję, mając nadzieję, że sprawiedliwość będzie po jej stronie... Inspiracją dla powieści „Down by the river” były prawdziwe wydarzenia, które autorka postanowiła spisać ku przestrodze młodych dziewczyn, pragnących swoją pasję do podróżowania przekuć w sposób na łatwy zarobek. To również historia o tym, że jedyną rzeczą, jakiej nikt nie może nam odebrać, jest godność. Nawet gdy traci się wszystko, co nam dane.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 22

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



I

– Proszę usiąść – rzuciłem.

Widząc, jak niezdarnie przepycha się przez zagracony pokój, próbując dostać się na drugą stronę biurka, sprostowałem:

– Z drugiej strony stołu. To moje miejsce – wyjaśniłem, wskazując na stronę zawaloną stertą teczek z aktami, których zamiast ubywać, z dnia na dzień przybywało coraz więcej. Na samym szczycie tej góry leżała teczka opatrzona jej nazwiskiem. Przesuwając się wzdłuż biurka, zauważyła ją i wzięła do ręki.

– To moja? Taka gruba? – zapytała.

– Nie pani, tylko policji. Proszę mi ją oddać, to sprawa poufna – nakazałem, wyrywając jej dokumenty z ręki, zanim zdążyła zajrzeć do środka.

Spojrzała na mnie, jakby nie zrozumiała.

– Te informacje należą do policji. Nie ma pani prawa do nich zaglądać. – Mówiąc to, zauważyłem, jak zaczyna tracić wszelki zapał. Kontynuowałem:

– Tak, to pani sprawa. Ale dopóki nie uda nam się ustalić, co się wydarzyło, nie możemy udostępnić pani tych akt. Proszę się nie wściekać. Proszę usiąść.

Zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Przestała spoglądać mi prosto w twarz. Wyglądała na zawiedzioną. Zastanawiałem się, jak uratować sytuację, kiedy wstała:

– Zacznijmy od początku – powiedziała, wyciągając dłoń w moją stronę. – Mam na imię Natalia. To ja wydzwaniam do pana od kilku dni, próbując umówić się na złożenie zeznań. Przepraszam za ten pośpiech, ale sprawa jest nagląca.

Podałem jej dłoń, a ona obdarzyła mnie mocnym uściskiem. Nie każdy facet mógł się pochwalić tak pewnym chwytem.

– Za ten mały falstart też przepraszam – mówiła dalej, zerkając na biurko. – Jestem zaskoczona, że dotychczas aż tyle udało wam się ustalić w mojej sprawie.

Ścięło mnie z nóg. Przez chwilę nie wiedziałem, co jej powiedzieć. Prawdę, że teczka leży tu aktualnie od kilku dni i nikt do niej nie zagląda? Czy może coś, co mogłoby ją podnieść na duchu? Coś, co chciałaby usłyszeć?

– A więc co panią do nas sprowadza? – zapytałem wymijająco, zdając sobie jednocześnie sprawę, że właśnie wyszedłem na idiotę.

Rozsiadła się na krześle, jakby nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Wzięła głęboki oddech i przemówiła: