Wydawca: Psychoskok Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 116 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dotrę do Ciebie - Ann Justine Reveur


Ann Justine ReveurDotrę do Ciebie to fascynująca powieść. Annabel przeprowadza się po rozwodzie rodziców. Razem z mamą pozostawiają za sobą życie w mieście i zaszywają się w niewielkiej miejscowości z dala od problemów. Dziewczyna nie sądziła, że ta przeprowadzka stanie się dla niej wielką przygodą. Początkowo nie może się odnaleźć, jednak wszystko zmienia się w momencie pierwszego spotkania z Simonem – cichym, zamkniętym w sobie, nastoletnim sąsiadem. Dla Annabel priorytetem staje się dotarcie do chłopaka i uwolnienie go od demonów przeszłości. Czy uda jej się zbliżyć do Simona? Czy warto zagłębiać się w jego trudną przeszłość? Niektórzy skrywają mroczniejsze sekrety niż mogłoby się wydawać.

Pod pseudonimem Ann Justine Reveur kryje się pewna nastolatka, mająca upodobanie do tajemniczości. Oprócz stawiania pierwszych kroków w profesji pisarza, uczęszcza do liceum ogólnokształcącego. Debiut literacki nie przysłoni faktu, że największą pasją Ann jest muzyka, a dopiero na drugim miejscu pojawia się słowo pisane. W wolnym czasie kocha czytać, a pisanie traktuje jako dopełnienie czytelniczej powinności. Na tę chwilę największym marzeniem młodej pisarki jest podzielenie się z literacką publicznością własnymi powieściami, najlepiej kilkoma w niedługim czasie, i zyskanie wiernych czytelników. Więcej o Autorce można dowiedzieć się z prowadzonego przez nią bloga www.servus-amoris.blogspot.com.

Opinie o ebooku Dotrę do Ciebie - Ann Justine Reveur

Fragment ebooka Dotrę do Ciebie - Ann Justine Reveur

Ann Justine Reveur "Dotrę do Ciebie"

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok, 2013Copyright © by by Ann Justine Reveur, 2013

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Wydawnictwo Psychoskok

Projekt okładki: Anna Gręda

Zdjęcie okładki: Agnieszka Rozmiarek

ISBN: 978-83-7900-037-1

Wydawnictwo Psychoskok ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin tel. (63) 242 02 02, kom.665-955-131

wydawnictwo.psychoskok.pl

http://ebooki123.pl

e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl

Ann Justine Reveur

Dotrę do Ciebie

Wydawnictwo Psychoskok 2013 Konin

PROLOG

Chłodne powietrze owiało niewielką, opustoszałą aleję parkową i pogłaskało go po twarzy. Odetchnął głęboko napawając się chłodnym dniem i rozejrzał uważnie dookoła chcąc się upewnić, że jest sam. Omiótł wzrokiem zaśniedziałe latarnie, które ukazywały swe wyblakłe światło i ruszył przed siebie z ulgą stwierdzając, że park w końcu opustoszał i mógł do woli krążyć alejami nienarażony na ciekawskie spojrzenia przechodniów.

Poprawił kaptur obszernej, ciemnej bluzy i zapiął zamek aż pod samą brodę. Wsunął zimne dłonie do ciepłych kieszeni i nie oglądając się więcej za siebie kroczył powoli aleją stawiając pewne kroki.

Lubił jesień. Napawał się ową porą roku, cieszył z każdego jesiennego dnia, podziwiał zmiany zachodzące w otoczeniu. I cieszył się bardzo, że ludzie w takie chłodne dni nie wychylali nosa z domu. Każdy taki samotny spacer poświęcał głębokim przemyśleniom, nachodziły go refleksje, po głowie krążyło pełno zawiłych myśli.

Czuł się zagubiony i nie mógł odnaleźć się we własnym życiu. Miał wrażenie, że popada ze skrajności w skrajność. Nie chciał prosić o pomoc, nie potrafił tego zrobić. Pewien był, że sam da sobie radę, ale oszukiwał siebie samego i najbliższych. Głęboka depresja zawładnęła nim całym, pochłonęło go dno, piekło świata rzeczywistego. To wszystko tak bolało, że żyło mu się coraz trudniej. Chciał ucieczki od problemów, ale te na dobre zagościły w jego życiu. Nie mógł się ich pozbyć niezależnie od tego jak bardzo by się starał.

Poczuł, że jego oczy robią się wilgotne toteż zamknął powieki chcąc powstrzymać łzy. Zacisnął dłonie w pięści i zagryzł wargę, kiedy samotna łza spłynęła leniwie po chłodnym, bladym policzku. Spuścił głowę wbijając smutny wzrok w podniszczone adidasy i próbował uspokoić nerwy. Miał wrażenie, że zaraz rozpadnie się na małe kawałeczki a jego problemy rozwieją się po całym świecie trafiając do innych ludzi.

Nie mógł na to pozwolić. To były jego problemy i musiał je trzymać głęboko w sobie. Musiał dać radę.

Podniósł głowę, odetchnął głęboko i ruszył dalej. Chciał jak najszybciej dostać się do domu i zamknąć w swoich czterech ścianach.

Rozdział I

- Kochanie jeszcze to - usłyszałam zniecierpliwiony głos rodzicielki i odwróciłam się chcąc zobaczyć, o co jej chodzi. Wcisnęła mi w dłonie kolejne pudło i kazała je wnieść do mieszkania.

Przewróciłam oczami nie chcąc powodować kłótni i grzecznie wykonałam jej prośbę. Mimo nienajlepszego nastroju starałam się udawać, że jest dobrze by nie robić jej przykrości. Po rozwodzie z tatą wpadła na genialny pomysł by wprowadzić się do mieszkającej na totalnym bezludziu babci, która przyjęła nas z otwartymi ramionami. Nie byłam z tego powodu zadowolona, musiałam zostawić swoje dotychczasowe życie daleko za sobą. Nie chciałam jednak sprawiać jej przykrości, bo widziałam jak rozbił ją koniec małżeństwa. Udawała silną, ale wcale tak nie było i doskonale o tym wiedziałam. Znałam ją w końcu całe życie, była dla mnie jak przyjaciółka i choć o problemach z ojcem mi nie opowiadała to ja widziałam jak ją to wszystko dobiło.

Postawiłam pudło w korytarzu i zwiedziłam uważnie całe mieszkanie. Często tu bywałam i jakoś znosiłam to miejsce, ale teraz, gdy miałam tu zamieszkać wydało mi się nagle małe i puste. Westchnęłam omiatając wzrokiem swój pokój i padłam na niewielkie łóżko stojące pod ścianą. Uznałam, że nudne, szare ściany nie odzwierciedlają mojego charakteru, więc na dniach je pomaluję. Zawsze to przynajmniej jakieś zajęcie w miejscu, w którym nigdy nie potrafiłam się zaaklimatyzować.

Lubiłam tętniące życiem wielkie miasta a to niewielkie miasteczko wydawało mi się wręcz aspołeczne. Jakby ludzie żyjący tutaj wcale nie mieli ochoty na życie towarzyskie. A ja nie lubiłam się nudzić i siedzieć w jednym miejscu. Chciałam korzystać z życia, ale tutaj na pewno nie miałam tego doświadczyć. Tutaj po prostu żadnego życia nie było.

- Annabel! - głos mamy echem rozniósł się po mieszkaniu. Zerwałam się na równe nogi i wyszłam z mieszkania sprawdzić, czego ode mnie chce. Mama stała przy nieczynnej, zniszczonej windzie i spierała się o coś z babcią. Zniecierpliwiona prychnęłam pod nosem, kiedy moją uwagę przykuła osoba wchodząca schodami na górę. Cicho niczym duch przeszła obok mnie i jedyne co zobaczyłam to niesamowicie bladą cerę należącą do wysokiego, szczupłego chłopaka. Lekko przygarbiony przeszedł korytarzem i zniknął w mieszkaniu sąsiadującym z mieszkaniem babci. Nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem, więc z miejsca uznałam go za niewychowanego gbura, który nie umie się nawet przywitać.

- Babciu, kto to był? - zapytałam odwracając się w stronę kobiet. Skupiłam na sobie wzrok babci, która rzucała mi pytające spojrzenie spod zmęczonych powiek.

- Kto kim był? - odpowiedziała pytaniem i uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Uniosłam brew i wskazałam na zniszczone drzwi mieszkania, za którymi zniknął chłopak.

- Taki wysoki chłopak w ciemnej bluzie - mruknęłam opierając się o ścianę.

- Simon - rzuciła zmieniając nagle ton głosu. Wydał mi się on niezwykle zmartwiony i smutny.

- Simon? - powtórzyłam głucho. Wielokrotnie odwiedzałam babcię, ale owego Simona widziałam pierwszy raz w życiu.

- Syn Cheryl Eliot. Znasz ją kochanie. Taka nieprzyjemna, nieuprzejma kobieta która wszystko krytykuje i zawsze wie lepiej. Ciągle sprowadza do domu facetów i urządza sobie libacje. Dawno powinni ją gdzieś zamknąć.

- Nie wiedziałam, że ma syna - mruknęłam zdziwiona. Znałam Cheryl Eliot i nigdy jej nie lubiłam. Przebywając u babci wielokrotnie słyszałam dochodzącą zza ściany głośną muzykę czy też liczne awantury, spotykałam ją na korytarzu czy też mijałam się z nią na schodach i ciągle widywałam ją z innym facetem, ale nigdy nie widziałam rzekomego Simona.

- Ona też chyba o tym nie wie. Simon rzadko wychodzi z domu a Cheryl rzadko w nim bywa. Jest zdany sam na siebie. Dziwny chłopak. Taki zamknięty w sobie - pokręciła głową ze zmartwieniem i wróciła do kłótni z moją rodzicielką.

Omiotłam spojrzeniem zadrapane drzwi mieszkania Eliotów i wróciłam do swojego pokoju. Jeszcze tego mi brakowało, żeby mieć za sąsiada ograniczonego społecznie nudziarza.

Pierwsze dni w nowym miejscu minęły w ciszy i spokoju. Chcąc zacząć szkołę dopiero po nowym roku miałam dużo wolnego czasu i zero pomysłów jak go z sensem spożytkować. Snułam się z miejsca na miejsce, znudzona spacerowałam uliczkami miasteczka i obserwowałam innych mieszkańców. Mama nie poświęcała mi wiele czasu zajęta pracą w zakładzie krawieckim toteż rzadko, kiedy miałam z kim porozmawiać. Tutejsi mieszkańcy jakoś nie kwapili się by zająć mnie rozmową i umilić czas. Nawet babcia była mniej znudzona ode mnie, mimo że od kilku lat była na emeryturze i siedziała w domu.

- Może na spacer byś wyszła? - zapytała mnie z troską, kiedy po tygodniu nadal czułam się nieswojo i nie chciałam wyściubić nosa z pokoju.

- Wieje - odparłam znudzona gapiąc się pustym wzrokiem na ekran telewizora. Myślami jednak błądziłam gdzieś indziej. Zastanawiałam się, co robi tata i jak się miewa. W ciągu tygodnia dzwonił parę razy pytając, co u mnie, ale po tonie z jakim ze mną rozmawiał nie wydawał się jakoś szczególnie zainteresowany moim samopoczuciem. Najwyraźniej cieszył się, że uwolnił się ode mnie i od mamy i teraz spokojnie może pokazywać się z jedną ze swoich kochanek.

- To może kogoś odwiedzisz? Na pewno przez ten czas kogoś poznałaś - przejechała dłonią po moich kasztanowych włosach i uśmiechnęła się delikatnie, kiedy na nią spojrzałam.

- Nikogo babciu - mruknęłam tłumiąc ziewnięcie. Miałam wrażenie, że jestem jedyną młodą osobą w tym zapomnianym przez świat miasteczku.

- Nie chcesz chyba spędzić ostatnich dni przed szkołą siedząc na kanapie i patrząc się w telewizor - zaczęła swój monolog. Wiedziałam, że jak zacznie to tak szybko nie skończy toteż zerwałam się z kanapy a spacer wydał mi się nagle wspaniałą rozrywką. Byle jak najdalej od babci i jej wiecznie zatroskanego sposobu bycia.

Narzuciłam na siebie ukochaną skórzaną kurtkę, ubrałam adidasy i wyszłam z mieszkania czując ulgę. Pozbyłam się upierdliwego gadania babci i miałam czas dla siebie. No tak. Miałam wiele czasu dla siebie i jak zwykle nic z nim nie robiłam.

Oparłam się plecami o zimną ścianę korytarza i wbiłam udręczony wzrok w drzwi mieszkania Eliotów zastanawiając się dokąd mogę pójść w taką wietrzną pogodę. Park wydał mi się jedynym sensownym rozwiązaniem i miałam cichą nadzieję, że wysokie drzewa stłumią nieprzyjemny wiatr.

Odepchnęłam się delikatnie od ściany i opuściłam budynek. Tak jak się spodziewałam wiatr od razu mnie zaatakował. Poprawiłam chustę wokół szyi i wciskając dłonie do kieszeni kurtki skierowałam swe kroki w stronę niewielkiego, lecz mającego w sobie urok parku. Było to chyba jedyne przyjemne miejsce w tym pustkowiu.

Samotność coraz bardziej mi doskwierała i niemal zaczęłam żałować, że nie skusiłam się na pójście do szkoły od razu po przeprowadzce. Miałam co prawda przymusowe wakacje, ale wszystko tak mnie nudziło, że nie miałam pojęcia co ze sobą począć.

W ciągu tygodnia nie spotkałam tutaj ani jednej interesującej osoby, z którą mogłabym nawiązać jakąkolwiek znajomość. Zaczęłam się nawet zastanawiać czy jestem jakaś dziwna, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że to mieszkańcy miasteczka są dziwni i odbiegają od przysłowiowej normalności nie mieszcząc się w jej granicach.

Zdana sama na siebie przemierzałam kolejne metry krocząc parkowymi alejami i rozkoszując się spokojem i błogą ciszą. Podczas samotnego spaceru nie spotkałam ani jednej żywej duszy. Dopiero, gdy zniechęcona coraz mocniejszym wiatrem postanowiłam zawrócić i schować się w ciepłym mieszkaniu ujrzałam siedzącą na ławce postać, która wpatrywała się w ziemię.

- A więc ludzie tutaj jednak czasami wychodzą... - mruknęłam stawiając niepewne kroki. Zbliżyłam się powoli do postaci, ale ta nawet nie drgnęła. Przystanęłam w bezpiecznej odległości od osoby nie chcąc zakłócać jej rozmyślań i kiedy zdecydowałam się ją minąć i opuścić park ta delikatnie podniosła głowę i zatrzymała swój wzrok na moich stopach. Sporych rozmiarów kaptur przysłonił jednak twarz osobnika i nie mogłam się mu przyjrzeć. Zżerana ciekawością miałam ochotę usiąść koło niego, ale bałam się jego reakcji. Nie wiedziałam, czego spodziewać od mieszkańców wioski.

Ale potem do mnie dotarło, że już tą osobę widziałam. Ciemna bluza, ciemne spodnie, podniszczone adidasy i przestraszona, skulona sylwetka.

- Simon, prawda? - zapytałam cicho rozpoznając swojego sąsiada. Ledwie zauważalnie skinął głowę potwierdzając moje słowa i ponownie wbił wzrok w swoje buty. Najwyraźniej nie miał ochoty ze mną rozmawiać a ja nie chciałam się narzucać. Było w nim coś takiego co nakazało mi iść dalej i nie zwracać na niego uwagi. Bijący od niego smutek i strach unosił się w powietrzu niczym zła aura.

Chłopak nie zwrócił więcej na mnie uwagi toteż skierowałam do wyjścia. Nim opuściłam park odwróciłam się jeszcze i zmierzyłam go przeciągłym spojrzeniem. Zastygł w tej samej pozycji, w której go spotkałam. Niezauważony przez świat, pochylony, zadumany nad własnym losem, wpatrzony w ziemię jakby oczekując od niej znaku na przetrwanie.

Westchnęłam i udałam się do domu. Tajemniczy chłopak nie wydawał się najlepszą partią do towarzystwa.

Wróciłam do mieszkania i momentalnie dopadł mnie zły nastrój. Samotna wyprawa jakoś poprawiła mi humor, ale teraz wszystko zniknęło. Poczułam się jak zamknięta w klatce bez możliwości ucieczki wystawiona na szarą rzeczywistość niewielkiego miasteczka. Chciałam krzyczeć, błagać o pomoc, ale wiedziałam, że nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni i nie pomoże mi przetrwać. Byłam zdana sama na siebie, to było moje zadanie by się tu odnaleźć i nie załamać. Ale im więcej czasu tu spędzałam tym mocniej odczuwałam negatywną atmosferę tego miejsca. Miałam wrażenie, że czasy, kiedy byłam zadowoloną z życia nastolatką już dawno minęły i nie miały więcej powrócić.

Czułam jak ogarnia mnie smutek. Pustka zawładnęła moją duszą i nie chciała dać mi spokoju. Nie miałam czym zapełnić tego przerażającego, pustego miejsca w sobie, nie potrafiłam znaleźć nawet odrobiny szczęścia w tym zabijającym optymizm miasteczku. Snułam się z kąta w kąt jak wycięta z dramatu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Chciałam do domu, do przyjaciół, do cudownych, beztroskich chwil, których tutaj tak bardzo mi brakowało. Bo jak mogłam nazwać domem miejsce gdzie czułam się tak obco? Ponura pogoda w połączeniu z aspołecznymi mieszkańcami zabiła moją ochotę do życia robiąc ze mnie smutnego wyrzutka społeczeństwa. Ale tutaj wszyscy byli takimi wyrzutkami. Czy oni w ogóle potrafili mówić? Czy może też złożyli jakieś przysięgi milczenia, które nie pozwalały im odezwać się do mnie?

Nie wymagałam wiele. Chciałam jedynie odrobiny zrozumienia, wsparcia i uśmiechu drugiej osoby, które pomogłyby mi przejść przez te trudne chwile. Ale musiałam dać sobie radę sama, bo nikt nie kwapił się by okazać mi jakąkolwiek pomoc. Myślałam, że znajdę ją u Simona, ale byłam dla niego zupełnie obcą, niepotrzebną mu do życia sąsiadką, która została niemal zmuszona do zamieszkania naprzeciw niego.

Siedząc na łóżku zastanawiałam się, co też może o mnie sądzić. Nigdy nie spotkałam bardziej zamkniętego w sobie, nieśmiałego, ale zarazem tajemniczego chłopaka, który tak bardzo odgradzałby się od ludzi stawiając wokół siebie niewidzialny mur, którego nikt nie mógł przekroczyć. Czy izolacja była dla niego jedynym wyjściem w życiu? Czy tak zamierzał przejść przez żywot... niezauważony przez resztę świata?

Nie było to normalne, ale dla niego był to jednak jakiś sposób. Co takiego wydarzyło się w życiu tego młodego chłopaka, że tak się karał. Chciałam się tego dowiedzieć, ciekawość nagle wzięła w górę. Skoro jednak on nie chciał nawiązać ze mną kontaktu jak musiałam przejąć stery nienarodzonej jeszcze znajomości i zrobić pierwszy wielki krok w jego stronę. Musiał zrozumieć i widzieć, że nie odpuszczę, bo jestem zdeterminowana i niemal zawsze dążę do celu. Lubiłam, kiedy wszystko szło po mojej myśli. Tak miało być i tym razem, kiedy w tydzień po przeprowadzce postanowiłam zaprzyjaźnić się z ograniczonym życiowo dziwnym sąsiadem. Miałam wyzwanie, którego musiałam się podjąć. Miałam misję do wykonania i nie zamierzałam zrezygnować.

Wraz z nadejściem nocy zaczęłam obmyślać plan dotarcia do zamkniętego w sobie Simona. Nie mogłam spać, więc postanowiłam poświęcić noc na głębokie przemyślenia. Z przymkniętymi powiekami machałam beztrosko stopami w rytm energicznej muzyki, która koiła smutek i płynęła słuchawkami pozwalając moim uszom w pełni nacieszyć się jej pięknem.

Dopiero hałas dobiegający spoza mieszkania wyrwał mnie z refleksji i sprawił, że gwałtownie otworzyłam oczy. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po ciemnym pokoju nasłuchując. Po holu na klatce najwyraźniej ktoś się kręcił robiąc przy tym dużo niezamierzonego hałasu.

Uznałam, że w końcu zaczęło się coś dziać i niewiele myśląc wyskoczyłam z łóżka, nasunęłam ciepłe klapki na stopy i wyszłam z pokoju nie chcąc narobić hałasu. Ostatnie czego chciałam to złość babci i mamy, że je budzę. Rozejrzałam się po niewielkim korytarzu nasłuchując czy przypadkiem nikogo nie zbudziłam i przekręciłam zamek w drzwiach. Ostrożnie otworzyłam drzwi i wyjrzałam na ciemny hol.

- Nie chciałem cię obudzić - usłyszałam cichy, melodyjny głos i niemal podskoczyłam wystraszona. Nim oczy przyzwyczaiły się do ciemności dostrzegłam przy schodach zarys wysokiej, męskiej sylwetki. Odruchowo chciałam zamknąć drzwi i wrócić do swojego pokoju, ale kiedy zaczęłam widzieć wyraźniej niemal od razu poznałam sprawcę hałasu.

- Simon! - rzuciłam zdziwiona widząc go. Stał oparty o poręcz schodów i ze spuszczoną głową wystukiwał palcami na udzie nieregularny rytm.

- Obudziłem cię, prawda? - zapytał smutnym tonem głosu nie podnosząc jednak głowy. Uparcie wpatrywał się w ziemię.

- Nie