Desperaci. Tom 1. Wiktoria - Małgorzata Kasprzyk - ebook

Desperaci. Tom 1. Wiktoria ebook

Kasprzyk Małgorzata

0,0

Opis

Wiktoria Mizerska zawsze pragnęła zostać znaną i rozpoznawalną aktorką. Niestety, los jej nie sprzyjał – pandemia koronawirusa przerwała dobrze zapowiadającą się karierę, a gdy wreszcie zniesiono obostrzenia, Wiki zdołała zdobyć jedynie drugoplanową rolę w filmie historycznym. Kiedy zatem producent zaproponował jej udział w dość kontrowersyjnej formie reklamy promującej ten film, nie wahała się ani chwili. Nie wiedziała jeszcze, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż z pozoru wygląda. No i nie przypuszczała, że przy okazji pozna mężczyznę, który zupełnie zmieni jej nastawienie do życia… 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 232

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Małgorzata KasprzykCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026All rights reservedWszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Barbara Wiśniewska

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Adam Buzek

Ilustracje: AI Generator

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie

ISBN 978-83-8290-999-9

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

ROZDZIAŁ I

Wiktoria Mizerska żywiła głębokie przekonanie, że pandemia koronawirusa zniszczyła jej karierę. A było już tak dobrze! Po roku grania w serialu Hotel pod szczęśliwą gwiazdą zaczęła funkcjonować w świadomości widzów jako młoda aktorka o niebanalnej urodzie i wyrazistej osobowości. Zachwycano się jej pięknymi włosami, zgrabną sylwetką i uroczym, łobuzerskim uśmiechem, który zdawał się sugerować, że dziewczyna ma temperament, chociaż nie zawsze się z nim ujawnia. W rezultacie zdobyła rolę w produkcji kinowej – w zasadzie nie rolę, tylko rólkę, ale to zawsze było coś. Zagrała w świątecznej komedii romantycznej, która weszła na ekrany przed Bożym Narodzeniem dwa tysiące dziewiętnastego roku. Oczywiście ta produkcja cieszyła się powodzeniem u widzów, toteż Wiktoria wierzyła, że zostanie zapamiętana jako członkini obsady i w dwudziestym roku na pewno dostanie większą rolę. Niestety, los chciał inaczej…

Początkowo dziewczyna zareagowała na pandemię tak jak większość ludzi – szokiem i niedowierzaniem. Siedziała w domu, skoro tak nakazano, czytała książki, snuła marzenia o tym, co zrobi, gdy życie wróci do normy… Jednak z czasem ta sytuacja zaczęła ją denerwować. Nie mogła nie zauważyć, że miesiące płyną, a nic się nie zmienia na lepsze, wręcz przeciwnie – wprowadzane są coraz dziwniejsze przepisy, typu nakaz noszenia maseczek na pustych ulicach. Coraz częściej zadawała sobie pytanie: „Czy ktoś tu zwariował…?”

Chcąc znaleźć odpowiedź, zaczęła szperać w Internecie, szukając informacji z innych krajów i bardzo szybko dostrzegła różnice: niektóre rządy wprowadziły o wiele surowsze obostrzenia niż polski, a niektóre potraktowały sprawę o wiele łagodniej. Dane jednak mówiły same za siebie: w Szwecji, gdzie praktycznie nie było zakazów, sytuacja epidemiologiczna nie przedstawiała się wcale gorzej niż w Australii, gdzie zamknięto ludzi w domach prawie na rok. Gdy Wiktoria to przeczytała, omal jej szlag nie trafił! To ona siedzi na tyłku, ma przerwę w karierze i zrujnowane plany na przyszłość, a rezultaty tego poświęcenia wcale nie są oczywiste?

Najwyraźniej!

Odkąd dokonała tego odkrycia, czuła się coraz gorzej. Beznadziejność otaczającej ją rzeczywistości wywoływała w niej fale buntu. Miała wrażenie, że została pozbawiona wszystkiego, co kiedyś sprawiało jej radość i nadawało życiu sens: nie tylko pracy, lecz również kontaktów towarzyskich i drobnych przyjemności typu pójście do kina czy na zakupy. W zamian została skazana na nudną, bezcelową egzystencję, która miała trwać… nie wiadomo jak długo. Kiedy o tym myślała, budziły się w niej mordercze instynkty.

Może reagowałaby inaczej, gdyby miała kogoś bliskiego, kto by ją rozumiał i pocieszał. Niestety! Ostatnio kochała się skrycie w koledze poznanym podczas wspólnych występów w serialu, jednak pewnego dnia odkryła, że on darzył uczuciem inną aktorkę. Właśnie leczyła się z tego zauroczenia, gdyPolaków zamknięto w domach, co sprawiło, że nie mogła sobie nawet zafundować romansu na pocieszenie. Pandemia dopadła ją, kiedy była sfrustrowana i samotna…

Kiedy myślała, że gorzej być nie może, los znowu zafundował jej przykrą niespodziankę: pod koniec dwudziestego roku zapadła decyzja o ostatecznym zakończeniu produkcji Hotelu pod szczęśliwą gwiazdą. Mówiło się o tym od jakiegoś czasu, gdyż serial od początku pandemii tracił widzów. W oczach Wiktorii stał się zatem kolejną ofiarą koronawirusa. Ona zaś stała się w tym momencie bezrobotną aktorką – nie taką, która czeka na powrót na plan, lecz taką, która nie ma już na co czekać. To ją dobiło.

Tym razem zareagowała inaczej: nie wściekała się, nie klęła pod nosem, tylko leżała na łóżku, tępo patrząc w sufit. Nie chciało jej się zupełnie nic robić.

Jeszcze niedawno biegała co rano w pobliskim parku, aby zrekompensować sobie niemożność chodzenia do fitness klubu, a teraz nie widziała sensu, by się wysilać. Bo właściwie po co? Nie miała pracy i nie spotykała się z nikim, więc nikt nie mógł ocenić, czy dobrze wygląda ani czy jest w dobrej formie. I w sumie nikogo to nie obchodziło…

Rodzice dopiero teraz dostrzegli, że dzieje się z nią coś złego. Wiktorię, która złości się i przeklina, znali doskonale, ale Wiktoria, która nic nie robi i nic nie mówi, była dla nich kimś zupełnie nowym. Momentami patrzyli na nią, jakby ją widzieli po raz pierwszy w życiu! Wreszcie Krystyna Mizerska nie wytrzymała: po naradzie z mężem postanowiła przeprowadzić z córką poważną rozmowę.

Kiedy weszła do pokoju córki, ta wydawała się trochę przytomniejsza – wprawdzie leżała na łóżku, ale przytulała ich domowego kota o wdzięcznym imieniu Feliks. Zwierzak wydawał się z tego bardzo zadowolony, co sygnalizował głośnym mruczeniem.

– Ja się czujesz, kochanie? – zapytała, siadając w fotelu naprzeciw łóżka.

– Kiepsko – przyznała Wiki.

– Wiem, że masz już tego wszystkiego dosyć, ale postaraj się zdobyć choć na odrobinę optymizmu. Życie w końcu wróci do normy. W dziejach ludzkości bywały gorsze epidemie: dżuma, cholera, hiszpanka… W sumie żadna nie trwała dłużej niż dwa lata.

– Mamo, jak życie wróci do normy, to ja będę musiała zaczynać wszystko od nowa. Serial, w którym grałam, już się skończył, mojej jedynej roli filmowej nikt nie pamięta…

– Poczekaj jeszcze trochę i nic się nie martw. Zobaczysz, że niedługo zaczniesz chodzić na castingi. Wtedy na pewno coś ci się trafi.

– Oby… Inaczej po zakończeniu pandemii będę musiała znów poszukać pracy w kawiarni. Jakie to szczęście, że kiedyś wpadłam na pomysł, aby skończyć te kursy dla baristów! Przynajmniej mam jakieś kwalifikacje.

– Dlaczego mówisz o powrocie do kawiarni? To było dobre w czasie studiów, ale teraz?

– Mamo, jestem bezrobotną aktorką i chwilowo nie mam żadnych perspektyw na przyszłość. Muszę zacząć coś robić, bo zwariuję! Poza tym nie chcę być wiecznie na waszym garnuszku.

– Akurat tym nie musisz się przejmować. Możesz z nami mieszkać, jak długo zechcesz.

W tym momencie Wiktoria zorientowała się, że matka przede wszystkim chce ją pocieszyć. Dziewczyna postanowiła zatem udawać, że poczuła się lepiej: przywołała na twarz coś w rodzaju uśmiechu i powiedziała:

– Dobrze, mamo. Postaram się jeszcze trochę poczekać i spojrzeć na to wszystko bardziej optymistycznie.

Krystyna wydawała się zadowolona z tej reakcji, bo na jej twarzy również pojawił się uśmiech.

– No widzisz! To jest właściwe podejście. A ponieważ obecnie nie musisz dbać o linię, to zrobię ci filiżankę gorącej czekolady na poprawę humoru.

Po tych słowach wyszła z pokoju córki, a dziewczyna poczuła wyraźną satysfakcję. Jeszcze nie zapomniała, jak się gra, więc chyba jest niezłą aktorką!

W gruncie rzeczy bowiem nic z tego, co powiedziała matka, nie wprawiło jej w lepszy nastrój. Wprawdzie mieszkanie z rodzicami pozwalało nie martwić się o takie rzeczy jak opłata za czynsz czy rachunek za gaz, ale jednocześnie nasuwało Wiki smutny wniosek, że jest życiową ofermą. Bo jak inaczej nazwać osobę, której nie stać nawet na wynajęcie skromnej kawalerki? I jak ona ma się w tej sytuacji czuć, skoro kiedyś pragnęła zyskać sławę i zostać kimś, komu inni zazdroszczą? Odpowiedź była prosta – beznadziejnie!

Rzecz jasna nie nawiązała w rozmowie do swoich odczuć. Kiedy matka przyniosła jej obiecaną filiżankę gorącej czekolady, podziękowała i znów się uśmiechnęła. Potem – zadowolona z tego, że udało jej się uśpić czujność rodzicielki – wypiła wszystko bez żadnego poczucia winy. Kiedyś unikała wprawdzie kalorycznych napojów, ale teraz była w takim „dołku”, że chwilowo musiała zatroszczyć się przede wszystkim o samopoczucie.

Po wyjściu matki znów położyła się na łóżku i przytuliła Feliksa.

– Ty to masz dobrze – westchnęła, głaszcząc go. – Nic nie wiesz o żadnej pandemii, żyjesz sobie spokojnie i niczym się nie przejmujesz. Czasami chciałabym być na twoim miejscu…

ROZDZIAŁ II

Czas pokazał, że Krystyna Mizerska miała rację. Życie w Polsce zaczęło wracać do normy, chociaż ciągle wspominano o nowych wariantach koronawirusa. Nie były one jednak tak niebezpieczne jak te wcześniejsze, toteż otwarto wreszcie galerie handlowe, restauracje, fitness kluby… Wiktoria mogła zatem znów zacząć dbać o dobrą formę, no i myśleć o wznowieniu kariery. Otwarcie kin w galeriach wiązało się przecież ze wznowieniem produkcji filmowej na szerszą skalę, a co za tym idzie – z większą ilością castingów.

Początkowo dziewczyna nie miała szczęścia. Do wszystkich ról, o które się ubiegała, wybrano inne aktorki. Niestety, konkurencja na rynku była ogromna – nie ona jedna zmarnowała dwa lata życia i teraz chciała za wszelką cenę wypłynąć na szersze wody. Takich młodych dziewczyn, gotowych poświęcić wszystko dla kariery, nie brakowało, więc reżyserzy mogli przebierać w nich do woli. W rezultacie Wiki ponownie zaczęła się zastanawiać, czy nie poszukać pracy w kawiarni, ale wtedy los sprawił jej niespodziankę: dostała rolę w filmie historycznym Marysieńka. Oczywiście nie główną, bo do tej nie pasowała wiekowo. Przypadła jej za to rola jednej z dam dworu. Rzecz jasna z tego też była ogromnie zadowolona. W końcu miała skończyć z bezczynnością i zacząć pracować!

Przed pójściem na casting przeczytała wywiad z producentem tego filmu, Edwardem Jaroszem. Mówił, że związek Jana Sobieskiego i Marysieńki to jedna z najbardziej romantycznych historii w dziejach Polski. Podkreślał, że żyli oni w czasach, gdy małżeństwa z miłości stanowiły rzadkość, a przedstawiciele klas uprzywilejowanych łączyli się ze sobą ze względu na majątki, stanowiska lub wpływy. Tymczasem ich uczucie okazało się silniejsze niż takie prozaiczne czynniki i zwyciężyło wszystkie przeciwności. Na koniec dodał, iż chciał zrealizować ten film, aby Polacy po dwóch latach siedzenia w domu zapomnieli choć na chwilę o depresji i doznali wielu pięknych wzruszeń. Miał nadzieję, że pomoże im to w powrocie do normalnego życia. Wiktorię bardzo ujęły te słowa, dlatego zgłosiła się na casting, chociaż nigdy nawet nie marzyła o roli w produkcji historycznej – zawsze uważała się za typową współczesną dziewczynę i takie właśnie dziewczyny chciała grać.

Oczywiście jako osoba rozsądna zdawała sobie sprawę, że tę rolę powinna potraktować przede wszystkim jako ciekawą przygodę – dzięki niej wystąpi w filmie kostiumowym, będzie nosić długie suknie i paradować po zamkowych komnatach w Krakowie. Po długim okresie nudnego siedzenia w domu nie mogła się nie cieszyć taką perspektywą. Sama myśl o wyjeździe z Warszawy dodawała jej chęci do życia, podobnie jak możliwość poznania nowych ludzi i nawiązania ciekawych kontaktów zawodowych. Nie roiła sobie natomiast, że jej występ w Marysieńce odbije się jakimkolwiek echem. Miała zagrać ulubioną dwórkę królowej – wierną, oddaną i lojalną. W tej postaci nie było nic ciekawego, więc najbardziej pasowało do niej określenie „bezbarwna”. Wiki podejrzewała, że została wybrana głównie ze względu na urodę – miała być po prostu ozdobą ekranu. Jednak myśl o skończeniu z bezrobociem i tak wprawiała ją w euforię. Bardzo chciała znów zacząć zarabiać, by mieć do dyspozycji własne pieniądze.

Rodzice cieszyli się razem z nią. Pewnego wieczoru podsłuchała ich niechcący, kiedy szła do toalety. Obydwoje siedzieli w kuchni i najwyraźniej myśleli, że córka śpi, bo rozmawiali zupełnie swobodnie.

– Jak to dobrze, że dostała tę rolę – mówił ojciec. – Wreszcie zaczęła się uśmiechać i optymistycznie patrzeć na życie. Ta jej bierność i apatia już mnie przerażały…

– Mnie też – zawtórowała matka. – Zaczynałam podejrzewać, że cierpi na depresję. Chciałam jej nawet zasugerować, aby skorzystała z porady psychologa, ale bałam się, jak zareaguje.

– Wcale ci się nie dziwię, przecież zrobiła się kompletnie nieprzewidywalna.

– No właśnie! Dopóki była zła i klęła pod nosem, mogłam się z nią jakoś dogadać. Ale kiedy przestała się odzywać i zbywała mnie jak natrętną muchę, po prostu nie umiałam do niej dotrzeć.

Czyli matka jednak się zorientowała, że ona gra! Ta wiadomość zdecydowanie przygnębiła Wiktorię. A już myślała, że zdołała nabrać rodzicielkę…

– W każdym razie załapała się do filmu w samą porę – podsumował ojciec. – Może poradzi sobie bez psychologa.

– Na pewno! Przecież to silna dziewczyna.

– Poza tym dobrze, że ten angaż łączy się z wyjazdem. Zmiana otoczenia też może mieć na nią pozytywny wpływ.

– Zdecydowanie. Jestem pewna, że odżyje w Krakowie.

– Ja też!

Konieczność pójścia do toalety sprawiła, że Wiktoria w tym momencie skończyła podsłuchiwanie. Poza tym miała już jasny obraz sytuacji: rodzice przestali się martwić, a jej nowe perspektywy cieszyły ich tak samo jak ją. Czyli wreszcie wszystko było w porządku!

Niebawem okazało się jednak, że granie w filmie kostiumowym to nie bajka. Przed wyjazdem na zdjęcia do Krakowa odtwórczynie kobiecych ról miały przymiarkę sukien, co okazało się katorgą. Oczywiście zdawały sobie sprawę, że damskie kreacje w siedemnastym wieku były zupełnie inne niż obecnie, ale i tak czuły ogromne zaskoczenie. Rzecz jasna najpierw musiały założyć ciasno sznurowane gorsety, co sprawiło, iż miały trudności nawet z oddychaniem, o wygłaszaniu jakichkolwiek kwestii nie wspominając. Potem doszły suknie – niesamowicie ciężkie, wewnątrz usztywnione dodatkowo metalowymi listewkami, a na zewnątrz ozdobione haftami lub klejnotami. Te ostatnie były sztuczne, ale też ważyły swoje. Pod rozłożystymi spódnicami sukni mieściło się zaś kilka halek, co czyniło je jeszcze sztywniejszymi oraz utrudniało zarówno chodzenie, jak i siadanie. W celu umożliwienia w miarę sprawnego poruszania zapewniono zatem aktorkom specjalne obuwie na wysokich koturnach.

Kiedy przymiarki dobiegły końca i dziewczyny mogły wreszcie wyrazić swoje opinie, nie przebierały w słowach.

– Kurczę, co to jest?

– W tym się nie da funkcjonować!

– Noszenie tego to istna tortura!

Kostiumograf zapewnił je, że to tylko pierwsze wrażenie – po kolejnych przymiarkach poczują się pewniej, a chodzić on sam je nauczy. Ta perspektywa wywołała u nich salwy śmiechu.

– Pan też się ubierze w gorset i koturny?

– A może już pan w nich chodził, skoro ma nas uczyć?

– No tak, żeby uczyć, trzeba mieć doświadczenie!

Mężczyzna przemilczał te okrzyki, zaczekał, aż dziewczyny się uspokoją, po czym powiedział:

– Zapewniam was, że panowie w tamtych czasach też nie mieli łatwo. Musieli nosić żupany i kontusze.

– Ale gorsetów pewnie nie?

– Jasne, że nie, byli na to zbyt wygodni!

– Tylko my zawsze miałyśmy przerąbane!

– A gorsety były symbolem ucisku!

– Nic dziwnego, że pierwsze feministki je paliły!

Jedyną aktorką, która znosiła te przymiarki ze stoickim spokojem, była odtwórczyni roli tytułowej. Nie tylko nie krzyczała ani nie krytykowała niczego, lecz nawet uśmiechała się od czasu do czasu. Nie próbowała jednak polemizować z zastrzeżeniami dziewczyn, chyba wychodząc z założenia, że mają prawo wyrazić swoje zdanie.

– Ona wcześniej grała w teatrze, więc ma doświadczenie w noszeniu różnych kostiumów – wyjaśniła Wiktorii jedna z koleżanek.

– To chyba dobrze, bo będzie musiała przebierać się najczęściej.

– Jasne, królowa musi odpowiednio wyglądać!

One nie miały takiego doświadczenia, dlatego czuły się nieco zmęczone. Postanowiły zatem całą grupą pójść na kawę, aby nieco ochłonąć.

***

Kiedy Wiktoria delektowała się w kawiarni dużą latte, Edward Jarosz wysiadał z taksówki przed apartamentowcem, w którym mieściło się mieszkanie jego młodszego brata, Krzysztofa. Od lat byli wspólnikami – prowadzili razem firmę J&J Film Studio, zajmującą się produkcją reklamową, kinową i telewizyjną. Co prawda w czasach pandemii żartowano, że J&J brzmi bardziej jak Johnson & Johnson niż jak Jarosz & Jarosz, ale oni nie zdecydowali się na zmianę. Firma działała od kilkunastu lat i miała ustaloną renomę na rynku, więc żadne skojarzenie nie mogło wprowadzić w błąd potencjalnych klientów. Oczywiście została założona przez Edwarda, a młodszy o sześć lat Krzysztof dołączył później w charakterze wspólnika. Teraz byli już równorzędnymi partnerami. Miłość do kina i telewizji „wyssali z mlekiem matki”, która pracowała na Woronicza jeszcze w czasach PRL-u i znała osobiście Macieja Szczepańskiego. Po przejściu na emeryturę, zatęskniła za łagodniejszym klimatem i przeniosła się na Kretę, gdzie mieszkała jej siostra. Natomiast ojciec braci Jaroszów nie żył od wielu lat – przegrał walkę z rakiem, gdy obaj chodzili jeszcze do szkoły.

Krzysztof otworzył drzwi, promieniejąc dobrym humorem.

– Wejdź i rozgość się – zaproponował.

Edward zdjął kurtkę, powiesił ją na wieszaku w przedpokoju, po czym ruszył za bratem do salonu. Zajął miejsce w fotelu przy niewielkim stoliku, na którym stał laptop. Krzysztof wyjął z barku butelkę whisky i usiadł naprzeciw niego.

– Napijesz się?

– Chętnie! Parszywa pogoda dzisiaj.

Młodszy z braci sięgnął zatem po dwie szklanki i do obu nalał złocistego płynu. Starszy natychmiast upił łyk – nie tylko na rozgrzewkę, lecz również w celu przepłukania gardła przed zadaniem kluczowego pytania, które go tu przywiodło.

– Podjąłeś decyzję?

Krzysztof skinął głową i obrócił w jego kierunku ekran komputera.

– Tak, stwierdziłem, że ona będzie najlepsza.

Edward przybliżył twarz do ekranu, aby przyjrzeć się dziewczynie, której zdjęcie było tam widoczne.

– Wiktoria Mizerska…Czemu zdecydowałeś się akurat na nią? Rzeczywiście jest bardzo ładna, ale do filmu zatrudniliśmy sporo ślicznotek, bo…

– Królowa musi mieć dwór – dokończył za niego Krzysztof.

– Właśnie!

– Czytałem informacje o nich i tylko ona spełnia wszystkie warunki. Po pierwsze, aktualnie nie ma faceta, do czego szczerze się przyznaje. Po drugie, nie ma też wielkich perspektyw zawodowych, bo zakończono produkcję serialu, w którym grała. Musi być tym przybita…

Edward upił kolejny łyk whisky, po czym zapytał:

– Coś jeszcze przemawia na jej korzyść?

– Nigdy nie wywołała skandalu. Wiesz, nie wplątała się w romans z żonatym facetem, nie rozbiła żadnego związku…

– No tak, to bardzo ważne.

– Oczywiście, w końcu zależy nam na tym, aby wypadła wiarygodnie.

– Jeśli się zgodzi…

Krzysztof spontanicznie się roześmiał.

– Zgodzi się na pewno! Jest samotna, rozczarowana życiem i napalona na karierę. Co ma do stracenia?

– W zasadzie nic.

– To kiedy mam z nią porozmawiać?

– Jak najszybciej!

ROZDZIAŁ III

Podczas nauki poruszania się w ciężkich siedemnastowiecznych sukniach najtrudniejsze okazało się… dyganie. Wiktoria całkiem nieźle opanowała już chodzenie i siadanie, ale konieczność wykonania lekkiego, wdzięcznego ukłonu nadal sprawiała jej kłopot. Na szczęście nie była jedyna – większość dziewczyn miała z tym trudności, więc kostiumograf obiecał im dodatkowe zajęcia dzień przed wyjazdem do Krakowa. Miały zamiar znów to uczcić wspólnym wyjściem na kawę, lecz tym razem Wiki nie mogła im towarzyszyć. Kiedy wychodziły, podszedł do niej młody człowiek, który przedstawił się jako asystent producenta.

– Pan Edward Jarosz chciałby zamienić z panią kilka słów. Czy zechce mi pani towarzyszyć?

Wiki uznała to pytanie za retoryczne. Nie mogła przecież odmówić!

– Oczywiście – odparła krótko i ruszyła za nim.

Była tak zaskoczona, że nawet nie zastanawiała się, czego Edward Jarosz może chcieć. Gdyby jego asystent nie podszedł wprost do niej, podejrzewałaby, że zaszła pomyłka.

Producenci nie rozmawiają przecież z aktorkami grającymi podrzędne role!

Kiedy dojechali na miejsce, czyli do siedziby firmy J&J Film Studio, młody człowiek zaprowadził ją do gabinetu szefa, po czym dyskretnie się ulotnił.

– Witam panią – powiedział Jarosz, wskazując jej fotel naprzeciwko biurka.

Wiktoria usiadła i zerknęła na niego spod oka. Edward był mężczyzną około czterdziestki o słusznej posturze i przenikliwym spojrzeniu. Może to sprawiło, że poczuła się, jakby przyszła na przesłuchanie?

– Napije się pani czegoś? – zapytał, zupełnie nieświadomy jej odczuć. – Kawy, herbaty?

– A mogę wody?

– Tak, oczywiście. – Sięgnął po butelkę i napełnił dwie szklanki.

Kiedy podał jej jedną, napiła się trochę, aby zwalczyć nagłą suchość w gardle. Dopiero teraz poczuła tremę.

– Jak postępują pani przygotowania do filmu?

– Całkiem nieźle. Opanowałam już rolę, przeczytałam trzy książki o czasach Jana Sobieskiego i prawie nauczyłam się nosić długie suknie. W zasadzie to ostatnie było najtrudniejsze.

Edward uśmiechnął się lekko i też upił łyk wody.

– To dobrze. Bardzo zależy mi na tym, aby Marysieńka odniosła sukces, bo ostatnie dwa lata były beznadziejne i wszystkim nam dały po kieszeni. Wie pani, że przymierzałem się do tej produkcji już jesienią ubiegłego roku? Niestety, wtedy ogłoszono kolejną falę koronawirusa, więc musiałem zrezygnować. Nie było przecież sensu angażować ludzi i zaczynać zdjęć, mając w perspektywie następne obostrzenia.

– No tak…

– Strasznie mnie to przybiło, bo jestem człowiekiem aktywnym. W dodatku nie mogłem zarabiać, więc moja firma znalazła się w dość trudnej sytuacji finansowej. W rezultacie ciągle byłem sfrustrowany i zły.

– Każdy z nas przeżywał to na swój sposób – westchnęła Wiki. – Niestety, nic nie mogliśmy zrobić. Pozostawało tylko zaciskać zęby i znosić różne głupie restrykcje typu zamknięcie lasów…

– Tak, ten pomysł przebił wszystkie inne!

W ten sposób wyjaśnili sobie, jaki jest ich stosunek do pandemii. Wprawdzie Wiki w dalszym ciągu nie miała pojęcia o celu tej dziwnej rozmowy, ale poczuła się trochę swobodniej. Skoro ją wezwał, to przecież w końcu jej powie!

Tymczasem Edward spokojnie kontynuował:

– Sprawy zaczęły już iść w trochę lepszym kierunku, ale ludzie nadal czują się podle. Jestem takim samym obywatelem tego kraju jak wszyscy inni, więc doskonale ich rozumiem. Też mam dosyć siania paniki przez tych pseudoekspertów, którzy korzystają z okazji, by zaistnieć. Też jestem zmęczony wymuszoną bezczynnością i poczuciem, że wykreślono mi dwa lata z życiorysu. Naprawdę chciałbym, żebyśmy całkowicie wrócili do normalności i wreszcie poczuli się lepiej.

– Wiem, czytałam wywiad z panem…

– Ale same dobre chęci nie wystarczą. Ponieważ poniosłem straty, jak prawie wszyscy polscy biznesmeni, nie stać mnie na działalność charytatywną.

– To oczywiste.

– Dobrze, że się rozumiemy – powiedział, kiwając głową z uznaniem i biorąc kolejny łyk wody.

Wiktoria uznała to za odpowiedni moment, aby zadać pierwsze pytanie.

– A w czym ja mogę panu pomóc?

– W rozreklamowaniu filmu. Musimy zachęcić ludzi, aby przyszli do kina. Mamy do pokazania historię pięknej, gorącej miłości osadzoną w ciekawym okresie naszych dziejów. Ale to nie wystarczy. Prawda jest taka, że ludzie najchętniej chodzą na filmy, o których jest głośno jeszcze przed premierą. Dlatego trzeba sprawić, aby o Marysieńce było głośno.

– Rozumiem – powiedziała, chociaż w dalszym ciągu nie wiedziała, co w zasadzie miałaby zrobić.

Tymczasem Edward pochylił się lekko w jej kierunku i zniżył głos.

– Pamięta pani film Mr&Mrs Smith? Nic nadzwyczajnego, tylko dużo strzelaniny i efektów specjalnych. A jednak odniósł wielki sukces kasowy, bo podczas pracy na planie Brad Pitt zakochał się w Angelinie Jolie.

Wiktoria dopiero teraz skojarzyła.

– Tak, pamiętam!

– To jeden z kilku przypadków, gdzie fikcyjnej historii na ekranie towarzyszyła prawdziwa miłość w życiu, skutecznie podbijając zainteresowanie produkcją.

– Rzeczywiście, słyszałam jeszcze o paru innych. Na przykład Alicja Bachleda-Curuś i Colin Farrel zakochali się w sobie na planie filmu Ondine, a Tamara Arciuch i Bartek Kasprzykowski podczas kręcenia serialu Halo Hans! To musiały być prawdziwe uczucia, bo obie pary doczekały się dzieci. Ale podobno różnie bywa. Kilka razy zdarzyło się, że aktorzy tylko udawali miłość w celach reklamowych.

– Ja również słyszałem, że były podobne akcje i przyniosły bardzo dobre efekty…

Widząc triumfujący uśmiech na jego twarzy, wreszcie zrozumiała, jaką ma dla niej propozycję.

– Chodzi panu o to, żebym udawała zakochaną w kimś z ekipy…?

– Dokładnie tak. Zagra pani dwie role: jedną w filmie, a drugą w życiu. Oczywiście nie za darmo.

– Ale…

– Proszę to potraktować jako udział w kampanii reklamowej. Jeśli wszystko się uda i Marysieńka przyniesie dochód, na jakim mi zależy, dostanie pani główną rolę w moim kolejnym filmie. Tam bohaterką będzie młoda dziewczyna.

Wiktoria zaniemówiła.

Dostanie główną rolę?

To było jej marzenie od lat!

Już prawie przestała wierzyć, że kiedykolwiek się spełni…

Przez dłuższą chwilę czuła tylko gwałtowne bicie serca i dopiero po paru minutach zapytała:

– A kto będzie mi partnerował?

– Mój brat, Krzysztof.

Nie była pewna, czy dobrze zrozumiała.

– Jak to…? Przecież on nie jest aktorem!

Usłyszawszy to, Edward się roześmiał.

– Twierdzi, że tak czy inaczej potrafi udać zakochanego w pani.

Dziewczyna nie odpowiedziała, bo wciąż jeszcze dochodziła do siebie po usłyszeniu tej rewelacji. Kiedy zrozumiała, o co chodzi, myślała, że będzie się po prostu bawić w udawanie miłości wraz z którymś z młodych aktorów grających w Marysieńce. Tymczasem Krzysztof Jarosz był poważnym biznesmenem i w dodatku facetem po przejściach…

– Słyszała pani coś o jego życiu osobistym? – zapytał Edward, zupełnie jakby czytał jej w myślach.

– O tym chyba wszyscy słyszeli – odparła spontanicznie. – To było jeszcze przed pandemią. Żona pana Krzysztofa wybrała się na służbową kolację do jakiejś restauracji pod Warszawą…i tam doszło do tragedii… to znaczy do wybuchu gazu…a ona….

Wiki mówiła coraz wolniej i ciszej, zaś pod koniec zabrakło jej odwagi, by kontynuować.

– Zginęła na miejscu – dokończył za nią Edward. – Mój brat bardzo to przeżył: zamknął się w sobie, z nikim nie chciał rozmawiać, nic go nie interesowało… Ale od tamtej pory upłynęły dwa lata. Wreszcie pogodził się ze stratą i zaczął powoli wracać do życia. To właśnie będziemy chcieli pokazać.

Tym razem Wiki nie zadała żadnego pytania.

– Proszę tylko pomyśleć: facet, który ma za sobą trudne przeżycia, spotyka młodą aktorkę i dzięki niej zaczyna czuć się lepiej. Myślał, że nikogo już nie pokocha, a tymczasem los sprawił mu miłą niespodziankę. Znowu zaczął się uśmiechać, uwierzył w lepszą przyszłość… Czy to nie będzie piękna historia?

– Na pewno ludziom się spodoba…

– Oczywiście, a co więcej będą chcieli zobaczyć bohaterkę tej historii na ekranie. Słowem, przyciągnie pani uwagę widzów i w rezultacie szybko stanie się rozpoznawalna.

Dziewczyna znów poczuła przyspieszone bicie serca. To też było coś, o czym od dawna marzyła: zostać celebrytką, udzielać wywiadów, opędzać się od paparazzich…Takie życie było kiedyś jej marzeniem, a teraz stanęło przed nią otworem…

Edward musiał zauważyć, że nieźle namieszał jej w głowie, bo dopił wodę i powiedział:

– Nie żądam odpowiedzi od razu. Zdaję sobie sprawę, że bardzo panią zaskoczyłem. Proszę sobie spokojnie wszystko przemyśleć i dać mi znać przed wyjazdem do Krakowa.

Sięgnął do kieszeni, wyjął swoją wizytówkę i napisał kilka cyfr na odwrocie.

– Proszę, tu jest mój prywatny numer. Wystarczy, jeśli prześle mi pani krótkiego SMS-a o treści „Zgadzam się” lub „Nie zgadzam się”. Wtedy będę wiedział, co robić.

– A jeśli się zgodzę, jak to będzie wyglądało?

– Bardzo prosto. Przyjadę z Krzysztofem do Krakowa i was zapoznam. Potem on zaprosi panią na kolację do jakiejś znanej restauracji albo na dobrą sztukę do teatru. Paparazzi szybko to zauważą, zrobią wam zdjęcia… Następnie zaczniecie się razem pokazywać na różnych oficjalnych uroczystościach typu premiery, festiwale filmowe, no i udzielać wywiadów, mówiących o tym, jak bardzo się kochacie. Żadne spotkania prywatne nie są przewidziane, chyba że sami się na nie zdecydujecie.

Wiktoria zrozumiała, że to ostatnie zdanie powiedział, aby ostatecznie rozwiać jej obawy. Obiecała zatem dać mu znać, jak tylko podejmie decyzję.

Na koniec powiedział jeszcze:

– Oczywiście wszystko, o czym tu mówiliśmy, powinno pozostać między nami.

Zapewniła go, że będzie dyskretna, po czym się pożegnali.

Kiedy wyszła z jego biura, czuła się taka skołowana, że wróciła do domu taksówką, chociaż ostatnimi czasy starała się unikać niepotrzebnych wydatków. Na szczęście rodziców jeszcze nie zastała, więc otworzyła barek i nalała sobie kieliszek koniaku. Samotne picie nie było w jej stylu, ale tym razem naprawdę potrzebowała czegoś mocniejszego, aby dojść do siebie. Nie ulegało wątpliwości, że Edward zaproponował jej spełnienie marzeń o karierze i popularności. W zamian miała zrobić coś, z czym jako aktorka nie powinna mieć trudności: zagrać rolę zakochanej dziewczyny, tyle że nie na ekranie, lecz w życiu. Nie mogła odrzucić tej propozycji, nie stać jej było na to. Poza tym wiedziała, że los bywa przewrotny – druga okazja do spełnienia marzeń mogła się nigdy nie trafić. Dlaczego zatem nie skakała do góry z radości? Może Jarosz zbyt ją zaskoczył? A może czuła, że to wszystko jest trochę dziwne?

Nie potrafiła sobie jeszcze odpowiedzieć na te pytania, ostatecznie jednak postanowiła zaryzykować i przyjąć propozycję. Znała dobrze aktorki, więc miała stuprocentową pewność, że jeśli ona odmówi, to znajdzie się na jej miejsce wiele innych chętnych…

***

Artykuł na portalu Ploteczki.pl

Ruszyły zdjęcia do filmu Marysieńka. Cała ekipa jest już w Krakowie, gdzie będzie pracować przez pierwszy miesiąc. Potem wszyscy przeniosą się do Zamościa, a na koniec do Warszawy. Główną rolę zagra Marzena Werner – aktorka znana do tej pory z występów w teatrze, głównie w sztukach klasycznych, takich jak adaptacje Szekspira i Moliera. Jak się dowiedzieliśmy, jest bardzo zadowolona z możliwości zaprezentowania swojego talentu na dużym ekranie. Czekała na taką okazję przez kilkanaście lat i wreszcie uwierzyła, że marzenia się spełniają. Jej kandydatura doskonale wpasowała się w wymogi producenta, Edwarda Jarosza, który pragnął, aby aktorka grająca Marysieńkę nie kojarzyła się widzom z inną rolą filmową. Oprócz niej w obsadzie pojawią się: Kazimierz Grodzicki (jako Jan Sobieski), Łukasz Boner (jako syn królewskiej pary, Jakub) i Zbigniew Tylman (jako pierwszy mąż Marysieńki, Jan Sobiepan Zamoyski). Zobaczymy też kilka aktorek młodego pokolenia, które wcieliły się w role dam dworu królowej, między innymi Beatę Surmacz, Karolinę Tkaczyk i Wiktorię Mizerską.

Wybrane komentarze internautów:

Kaśka: Nareszcie coś innego! Mam już serdecznie dość tych głupich komedii romantycznych i jeszcze głupszych erotyków.

Igor:Jeśli ten film ma realistycznie przedstawiać życie królewskiej pary, to właśnie powinien być erotykiem!

Ciekawy: Oni podobno mieli 17 dzieci….

Lola: Nie 17, tylko 13.:

Politolog:Ale zaledwie czworo z nich dożyło pełnoletności.

Lola: Co chcesz, takie były czasy.

Politolog: To nie czasy były winne, tylko choroba królowej. Podobno pierwszy mąż zaraził ją kiłą.

Lola:Ten Sobiepan?

Politolog:Tak!

Iga: Widziałam Marzenę Werner w teatrze. Świetnie grała lady Makbet!

Wielbiciel kina:Za to Łukasz Boner jest beznadziejny. Kto go wybrał do roli Jakuba Sobieskiego?

Zainteresowana: Nie wiecie, kiedy ten film wejdzie na ekrany?

Karol:Pewnie w przyszłym roku. Jeszcze nie ma daty premiery.

Zainteresowana:Dzięki!

Tolek: Dlaczego ten pieprzony cenzor skasował mój komentarz?

Politolog:Przyzwyczaił się do kasowania w czasie pandemii.

Tolek:Ale ja skomentowałem tylko próżniacze życie celebrytów. Co, też nie wolno? To po jaką cholerę o nich piszą?