Dante Soprano - Sobczak Agata - ebook + książka
BESTSELLER

Dante Soprano ebook

Sobczak Agata

4,0

33 osoby interesują się tą książką

Opis

Każdy znał Dantego Soprano. Miał wszystko: wykształcenie, wygląd, pieniądze i władzę. Mało kto jednak wiedział o jego najmroczniejszych sekretach, które ukrywał, dopóki nie zjawiła się ona.

Hayely Olsen mieszkała z matką, która ją okradała i zmieniała jej codzienną egzystencję  w piekło. Gdy ich drogi się skrzyżowały, życie kobiety przewróciło się do góry nogami.

Wszystko albo nic.

Przetrwanie czy śmierć.

 

"Kontrowersyjny romans mafijny, który zachwyci fanki niegrzecznych książek! Gorąco polecam!" - Kinga Litkowiec

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 256

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (941 ocen)
450
208
162
93
28
Sortuj według:
KarolinaZM

Nie polecam

Przeczytałam 20 stron, więcej nie dałam rady. Dla mnie oczywista historia , napisana bardzo prostym językiem. Początek juz mnie tak zirytował , że nie byłam w stanie zmusić się do dalszego czytania. Szkoda czasu.
51
Justynkka2000

Nie polecam

Typowe wattpadowskie gówno. Autorka bardzo chciała wpasować się w "trend mafijny", no i jej się udało, stworzyła "dzieło" jakich już pełno,tandetne i nieoryginalne.
10
asia6436

Dobrze spędzony czas

trochę oklepana fabuła, ale lekko się czyta. Taka książka na niedzielne popołudnie.
00
Paulina_Pinina

Z braku laku…

O ludzie... odmóżdżacz jakich pełno ostatnio na rynku wydawniczym.
00
danutaimb

Z braku laku…

Ledwo dałam doczytać do końca.
00

Popularność




Copyright © by Agata Sobczak, 2020Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2021All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowaniaoraz udostępniania publicznie bez zgody Autora orazWydawnictwa pod groźbą odpowiedzialnościkarnej.

Redakcja: Barbara Mikulska

Korekta I: Paulina Aleksandra Grubek

Korekta II: Aneta Krajewska

Zdjęcie na okładce: © by NeonShot/Shutterstock

Projekt okładki: Marta Lisowska

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek

Ilustracje przy nagłówkach: © by pngtree.com

Wydanie I - elektroniczne

ISBN 978-83-66754-79-9

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Spis treści

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

Epilog

1

Poprawiam długie niesforne, diabelsko plączące się włosy, które są jeszcze mokre. Cholera, że też akurat dzisiaj musiałam zaspać! Od rana wszystko idzie nie po mojej myśli. Najpierw budzik, który nie zadzwonił, później zepsuty kran, a teraz jeszcze autobus, który się spóźnił. Trzeba mieć naprawdę okropnego pecha. Mam dość dzisiejszego dnia, a wiem, że to dopiero początek. Za pięć minut zaczynam zmianę w biurze rachunkowości, a mój szef, totalna szowinistyczna świnia, myśli, że może wszystko, bo zasiada na stołku prezesa. Przysięgam, jeśli jeszcze raz klepnie mnie w tyłek, to wyleję gorącą kawę wprost na jego krocze, modląc się przy okazji, aby do końca życia nie chciał mu stanąć. A jeszcze chętniej bym go wykastrowała, w dodatku z uśmiechem na ustach. Nie jestem sadystką, ale on naprawdę na to zasługuje. Wchodzę do budynku, a recepcjonistka, z którą się nie lubimy, posyła w moją stronę krzywy uśmiech. Jędza. Sypia z szefem i czuje się zagrożona, bo myśli, że ja również to robię. Dobre sobie.

Wychodzę z windy i już czuję ciężar na żołądku. To będzie długi dzień.

– Hayley, do mojego gabinetu! – Słyszę, gdy na mniewrzeszczy.

Super.

Przewracam oczami i od razu się tam kieruję, zapewne chce kawę. Poprawiam golf, aby się upewnić, że wszystko jest na swoim miejscu, biorę głęboki wdech i wchodzę.

– Dzień dobry, szefie. Wzywał mniepan?

– Tak, przynieś mi kawę. I może kanapkę? – Przewracam oczami, kiwam głową i chcę odejść, lecz zatrzymuje mnie. – Jeszcze jedno, zacznij ubierać się trochę bardziej profesjonalnie, a nie jak zakonnica.

Zaciskam zęby. Nie mogę nic powiedzieć, potrzebuję tej pracy, nie mogę jej stracić. Nie teraz, gdy matka jest chora. Zresztą, kogo ja oszukuję, ona cały czas będzie chora. To się nigdy nie zmieni, gdyby tak było, to już dawno wzięłaby się w garść. Nawet w klubie, gdzie pracuję wieczorami i nocami, nie ma takich obleśnych starców jak mój szef tutaj. Tam ochroniarze pilnują, aby żaden klient nie dotknął kelnerki w niewłaściwy sposób. Jasne, jakieś głupie teksty, żałosne próby podrywu, czy innego typu rzeczy się zdarzają, ale zbyt namolni faceci zaraz są wypraszani z lokalu, więc jest spokój. A ta świnia tutaj pozwala sobie na zdecydowanie zbytwiele.

Gdy tylko będę mogła stąd odejść, na pewno zrobię to bez wahania. A teraz idę przygotować dla niego tę kawę, pokusa dosypania mu czegoś jest ogromna, lecz nie mogę. Wszystkie podejrzenia od razu padną na mnie. Nowy Jork jest wielki, jest mnóstwo miejsc pracy, a jednak strasznie trudno było mi znaleźć tę posadę. Niestety, nie udało mi się skończyć żadnych studiów. Zaraz po ukończeniu liceum musiałam zaopiekować się mamą. Przerwałam naukę i już od pięciu lat haruję na dwa etaty, aby jakoś powiązać koniec z końcem, ale jest mi naprawdę cholernie ciężko. A matka? Kobieta, która powinna się o mnie zatroszczyć? Tylko wiecznie robi mi awantury o pieniądze, twierdząc, że za mało zarabiam i to nie pozwala jej kupić wszystkich niezbędnych leków. Cholerna, pierdolona egoistka. Mam zaledwie dwadzieścia cztery lata, a czuję się, jakbym miała dobrychpięćdziesiąt.

Wszystko przez nią. Odarła mnie z najlepszych lat mojego życia. Kocham ją, jasne, że tak, ale żywię do niej ogromną pretensję. Nie jest poważnie, po prostu cierpi na chroniczny brak pieniędzy. Gdy skończyłam liceum, mój ojciec postanowił się z nią rozwieść, bo zdradzała go z jakimś bogatym i na dodatek żonatym pacanem, który szybko się nią znudził. Nic dziwnego. Dowiedziałam się później, że robiła to tacie od lat. W trakcie rozwodu okazało się również, że nie jestem jego biologiczną córką, tak więc wyrzekł się mnie równie łatwo jak mamy. Czuję do niego ogromny żal, ale po tych pięciu latach prawie zapominam, jak brzmiał jego głos. Mam jedno, jedyne zdjęcie, które udało mi się schować, zanim matka spaliła wszystkie jego rzeczy, a na dodatek nasze mieszkanie, w którym dorastałam. Przez jej głupotę byłyśmy bezdomne, a teraz mieszkamy w kawalerce, w której nie ma ogrzewania, ale tylko na takie coś stać mnie w tej chwili. Nic innego nie wchodzi w grę przy moim obecnym budżecie.

Podaję kawę i kanapkę szefowi, do której być może naplułami odwracam się, chcąc wyjść, gdy jego dłoń z głuchym plaśnięciem zderza się z moim pośladkiem. Wzdrygam się, ale nie robię nic. Nie mogę. Pozwalam mu na to. Czuję wstręt do samej siebie, że się na to godzę, bo nie mam wyjścia. Nie, jeśli chcę zachować tę pracę. Liczę na to, że kiedyś, gdy będzie szedł do biura, potrąci go jakiś autobus. Cóż, marzenia pomagają akceptować to podłeżycie.

Przez następnych siedem godzin znoszę to jego wredne zachowanie. Wzywa mnie non stop do swojego gabinetu, tylko po to, żebym pomogła mu coś znaleźć. Dupek wykorzystuje każdą chwilę, żeby mnie obmacywać. Czuję za każdym razem łzy zbierające się pod powiekami. Nie ulegnę. Mogłabym zgłosić na policję molestowanie, ale to na nic by się zdało, bo jak sam twierdzi, policjanci jedzą mu z ręki, więc wolę nie ryzykować utraty pracy. Po zakończonej zmianie czuję się jak wrak człowieka, ale to jeszcze nie koniec nadziś.

Biegnę szybko do domu, nie stać mnie chwilowo na autobus, rano wykorzystałam ostatni bilet, jaki miałam, teraz czekam na wypłatę. Moje ostatnie pieniądze ukradła mi matka, twierdząc, że potrzebowała koniecznie nowego swetra, bo wszystkie, które ma w szafie są do niczego i marznie. Cóż, ja noszę cały czas te same ubrania, mam zaledwie trzy ciepłe swetry, akurat odpowiednie na zimę, która zbliża się nieubłaganie. Do pracy mam dwa golfy, dwie koszule i dwie długie spódnice, które nadają się do biura. Nie stać mnie na więcej, nie wspominając już o tym, że potrzebuję kurtki na zimę, bo ta, którą mam już od pięciu lat, nie jest ciepła, a na dodatek zrobiła mi się w niej dziura, której już nie da radyzszyć.

Jestem głodna, strasznie głodna. W domu w szafce została ostatnia paczka makaronu, mam nadzieję, że zdążę go sobie ugotować, zanim będę musiała biec na zmianę do klubu. Wchodzę spocona do domu, zastaję mamę w tym samym miejscu, gdzie była rano – leży na kanapie i czytagazetę.

– Przeglądałaś dzisiaj oferty pracy? – pytam, idąc do „kuchni”.

Oczywiście już znam odpowiedź napytanie.

– Dobrze wiesz, że w moim stanie zdrowia nie znajdę żadnej pracy.

– Słyszę to codziennie – mówię, przewracając przy tym oczami.

Mam już tego naprawdę dość. Jeśli dalej tak będzie, to umrę z przepracowania w wieku trzydziestu lat.

– Słyszysz to codziennie, bo to przez ciebie mój stan zdrowia się nie poprawia. Nie pozwalasz mi kupowaćleków.

– Kupowanie ubrań nazywaszlekami?

– Tak! To jest moja terapia! – krzyczy. Standardowy przebiegrozmowy.

– Nieważne. Gdzie jest makaron, który był w szafie? – Otwieram każdą szafkę po kolei, ale w żadnej nie widzę tego, czegoszukam.

– Zjadłam na śniadanie. – Wzrusza ramionami. Chce mi się wyć. – Przy okazji, musisz zrobić zakupy, bo nie mamy nic do jedzenia – dodaje.

Przywalę jej zaraz. Mój żołądek skręca się z głodu, nie jadłam nic od wczoraj. A pieniądze będę miała dopiero w poniedziałek w przyszłym tygodniu. Nie wiem, jak do tego czasu przeżyję. Do tego wszystkiego zalegam już dwa tygodnie zczynszem.

Szybko się obmywam, żeby jakoś wyglądać w pracy i wychodzę. Nie mogę w tej chwili patrzeć na tę kobietę, boję się, że coś bym jej zrobiła. Nigdy nie pojmę, jak można być aż tak bardzo zapatrzonym w siebie i widzieć tylko czubek własnego nosa.

Chyba będę zmuszona dziś zostać kilka godzin dłużej, żeby zebrać trochę napiwków, za które będę mogła kupić nieco jedzenia. Zmianę mam do drugiej w nocy, może zostanę do zamknięcia, wtedy nazbieram i napiwki, i nadgodziny. Jutro sobota, a to oznacza, że mam wolne w biurze, ale czeka mnie niemal całodobowy maraton wklubie.

Kciukiem dyskretnie ocieram łzy bezradności. Nie żegnając się z matką, wychodzę z domu. Głodna, rozczarowana i zmęczona. Nie wiem, jak długo będę jeszcze w stanie takfunkcjonować.

Ledwie docieram na czas, nie przewidziałam tego, że zrobi mi się słabo po drodze. To pewnie z głodu. Całe szczęście, że w pracy dostajemy zawsze jeden posiłek. Gdyby nie to, byłoby ze mną kiepsko. Te obiady mnie ratują i dzięki temu jestem w stanie zaoszczędzić trochę pieniędzy, no cóż. Byłam w stanie oszczędzić, ale matka wszystko zabrała.

– Cześć, Steve! – Macham do ochroniarza, wchodząc dośrodka.

Nie pracuję w pierwszym lepszym podrzędnym klubie, pracuję w jednym z bardziej dochodowych w Nowym Jorku. Usytuowany jest na Manhattanie, przychodzą tu sami nadęci bogacze, ale i ludzie, którzy chociaż przez moment chcą się poczuć jak oni. Sama wynajmuję mieszkanie na Bronksie, więc dla mnie to miejsce jest niczym z innego świata. To mi tylko przypomina, że nigdy nie osiągnę tego, co ci ludzie. Do końca życia zapewne będę mieszkała w małej klitce bez ogrzewania, w najgorszej dzielnicymiasta.

Biuro rachunkowe jest na Brooklynie, więc tam również mam daleko. Nogi to mi chyba odpadną po tylu kilometrach, które przeszłam. Bardzo dzisiaj zaryzykowałam, ponieważ poprosiłam nieznajomego o podwiezienie, ale w zasadzie nie miałam wyboru. Albo to, albo bym się spóźniła do pracy, przez co mogłabym zostać zwolniona, a więc wybór był oczywisty. Bez wahania wsiadłam do auta. Jestem wdzięczna, że trafiłam na życzliwego mężczyznę, który był całkowicie zakochany w swojej żonie. Dużo o niej opowiadał przez pół godziny jazdy, a oczy mu się świeciły na każde wspomnienie o niej. Chciałabym kiedyś znaleźć osobę, która mówiłaby o mnie z takim samym błyskiem. Uświadomiłam sobie podczas rozmowy z nim, że jestem strasznie samotna. Ostatniego chłopaka miałam w liceum, zanim całe moje życie legło w gruzach, gdy niemal z dnia na dzień musiałam stać się dorosła, by utrzymywać siebie i matkę. Czyli od przeszło pięciu lat nikogo nie miałam, z nikim się nie spotykałam. Niestety, ale najzwyczajniej brakuje mi na to czasu. Gdy wracam do mieszkania, niemalże od razu padam wykończona na łóżko. Życie kręci się wokół roboty i zamartwiania się, czy przeżyję do przyszłegomiesiąca.

Moją jedyną koleżanką jest Ashley, z którą pracuję. Tylko ona zna moją sytuację, niestety spotykamy się jedynie w knajpie, bo nie mam czasu, żeby wyjść gdziekolwiek, no i pieniędzy, żeby sobie na topozwolić.

Gdy wchodzę do lokalu, czuję się bardziej przygnębiona niż zazwyczaj, a to wszystko za sprawą mojej cudownej matki. Mam jej serdecznie dość. Brad, nasz kucharz, przyrządza dla mnie obiad, a mnie już cieknie ślinka na samą myśl o jedzeniu, w końcu to będzie pierwszy i jedyny posiłekdzisiaj.

W międzyczasie już obsługuję stoliki, gdy wracam na kuchnię, robi mi się słabo. To na pewno z głodu, zapewne jak coś zjem, będzie lepiej. Niestety, przez najbliższą godzinę nie mam co marzyć o przerwie, bo zrobił się nieoczekiwany ruch i po prostu nie ma na to czasu. Zaciskam zęby. Jakoś dam radę, nie zemdleję. Nie mogę, bo stracę tępracę.

Trafia mi się stolik pełen napuszonych idiotów, którzy są bogaci i myślą, że wszystko im wolno, bo gdy przechodzę obok, łapa jednego ląduje na moim pośladku. Wzdrygam się, ale nie reaguję, bo dają dobre napiwki. Nie wzywam też ochroniarza, właśnie z tego samego powodu. Smutne, aleprawdziwe.

– Ej, laluniu – odzywa się któryś zoblechów.

Wypuszczam głośno powietrze, ale kieruję na nich swojąuwagę.

– Czy ty także tu tańczysz? Jeśli tak, to zrobisz dla nas mały pokaz? Dobrzepłacimy.

Chcę odpowiedzieć, że nie. Chcę, ale propozycja wiąże się z zarobieniem sporej kasy, a tego mi teraz trzeba. Powinnam się zgodzić. Przecież to tylko striptiz, co może być w tymtrudnego?

Zastanawiam się tylko, dlaczego chcą mnie, przecież jestem wychudzona, a moja twarz jest co najmniej przeciętna. Nie powiem, że jestem brzydka, bo są brzydsze ode mnie, ale nie uważam się za cudświata.

– Ile zapłacicie? – pytamzainteresowana.

Wiem, że będę tego żałować, ale muszę jakoś przeżyć. Teraz nie ma dla mnie znaczenia moja godność, ale nie umrę z głodu. Niechcę.

– Dziesięć tysięcy, jeśli zrobisz to za godzinę – odpowiada mi ten, który tozaproponował.

Otwieram szeroko oczy, nigdy w życiu nie widziałam takiej gotówki. Naprawdę chcą mi tyle zapłacić? To zbyt piękne, żeby było prawdziwe, na pewno w tym wszystkim tkwi jakiś haczyk. W życiu nic nie przychodzi łatwo, a już zwłaszcza w moim, chociaż może to jest ten mały promyczek nadziei, którego potrzebuję. Może okaże się, że to nie jest nic strasznego, a ja będę mogła przestać się martwić o to, czy będę miała jutro cojeść.

– Zgoda – mówię po chwilimilczenia.

Widzę, jak się do siebie przebiegle uśmiechają, przebiegają mnie dreszcze, bo to nie wróży nic dobrego, ale skoro się już zgodziłam, to nie mogęodmówić.

Idę na przerwę, bo muszę w końcu zjeść. Podczas posiłku opowiadam o wszystkim Ashley, a ona jest równie zaciekawiona co ja, tyle że nie ma złego przeczucia, a ja tak. Informuję również moją szefową, a raczej kierowniczkę, że dwie godziny przed końcem mojej zmiany zniknę, bo będę tańczyć. Nie chce się na to zgodzić, chyba że oddam jej połowę pieniędzy. Nie mam wyjścia, zgadzam się, bo muszę opłacić rachunki. Pięć tysięcy to i tak jest mnóstwo gotówki, więc i tak miwystarczy.

Nadchodzi godzina zero, ręce ze stresu coraz bardziej mi się pocą. A ja nerwowo zerkam co chwilę na zegarek, niedobrze mi. Źle się czuję z tym, że sięzgodziłam.

Przełykam ślinę, biorę głęboki oddech i wchodzę dosali.

Raz kozie śmierć.

2

Naciskam klamkę i wchodzę. Nie wiem, co mnie czeka, ale mam nadzieję, że nie będzieźle.

Jestem nieprzygotowana. Nie mam stroju ani pojęcia, co powinnam robić, a czego nie powinnam. Jak się zachowywać, ile pokazać, co pokazać. Mam wrażenie, że stres zaraz mnie zje. Dlaczego się na to zgodziłam? Ach, tak. Dla gotówki. Nie rozumiem, jak dziewczyny mogą robić to codziennie, przecież to jest strasznie stresujące. Chyba nie dam rady, ale nie mam jużodwrotu.

Kurwa!

Dobra, niech już to będzie z głowy. Słyszę męskie śmiechy, dostrzegam ich, pięciu mężczyzn. Nie tak źle, przynajmniej będzie mała publiczność, więc nieco mniej się będę stresować i może zmniejszy się dzięki temu moje upokorzenie, które na pewno będę po wszystkimczuła.

Witam się skinięciem głowy. Podchodzę do tego, z którym wszystko ustalałam. Połowa zapłaty teraz, a połowa po występie. To mojewarunki.

Puszczają muzykę, którą sama wybrałam. W głośnikach rozbrzmiewają pierwsze dźwięki Tsar B – Rattlesnake, a ja zaczynam się poruszać. Startuję powoli, robię to tak, jak podpatrzyłam u dziewczyn. Kołyszę biodrami w rytm, jednak dalej jestem w ubraniach. Gdy zaczynają się domagać czegoś więcej, podchodzę bliżej nich, wyginam się tak, że mój tyłek w opiętej mikrospódniczce, pożyczonej od jednej z dziewczyn, które tu tańczą, znajduje się przed ich twarzami. Słysząc ich głosy wyrażające aprobatę, zdobywam odrobinę pewności siebie. Coraz śmielej się poruszam. Staram się utrzymywać kontakt wzrokowy z każdym po kolei. Tylko jeden z nich zdaje się mnie całkowicie ignorować, bo nawet nie spojrzał w moim kierunku. Zresztą gdy pozbywam się topu i zostaję w samym koronkowym staniku, jego wzrok ani razu na mnie nie spoczywa, a wręcz mam wrażenie, że guzik go obchodzi, co robię. Może jest gejem? Byłaby wielka szkoda, gdyby faktycznie tak się okazało. Jest nieziemsko przystojny. Ma mocno zarysowaną szczękę, ciemny, delikatny zarost, który dodatkowo uwydatnia jego żuchwę. Kruczoczarne włosy, pełne usta, za które dałaby się zabić niejedna kobieta, no i oczy… Takie mroczne, choć ich koloru nie widać w tym zaciemnionym pomieszczeniu. Do tego ubrany w czarny garnitur, który wydaje się stworzony dla niego. Zapewne szyty na miarę i pewnie kosztował więcej, niż ja zarabiam przez półroku.

Zaczyna się następny utwór, który również sama wybierałam; to Tsar B – Escalate, jest jeszcze bardziej erotyczny niż poprzedni. Zawsze gdy słucham tej piosenki, wyobrażam sobie, że uprawiam gorący, ostry i namiętny seks. Oczywiście, gdybym tylko miała czas ipartnera.

W miarę jak muzyka się zmienia, pozwalam sobie na coraz więcej, daję się ponieść dźwiękom, w tej chwili zostałam jedynie w bieliźnie, nie czuję się superkomfortowo. Jednak nie myślę, a skupiam się nadoznaniach.

Dzieje się coś magicznego, elektryzującego, gdy w połowie piosenki nasze spojrzenia się spotykają. Przechodzą mnie dreszcze. Pragnę, żeby mnie dotknął, żeby mnie posiadł, żeby mną zawładnął i zrobił, cokolwiek zechce. To pragnienie jest pierwotne, wręcz zwierzęce. Mam ochotę go dopaść i zacząć się o niego ocierać niczym kotka w rui, byleby zwrócił na mnie uwagę. Chociaż na chwilę. Ten jego beznamiętny wzrok mniedobija.

Jego koledzy są już nieźle nakręceni, a przecież to zaledwie dwie piosenki, odkąd zaczęłam swój taniec; kiedy pozbywam się stanika, jeden z nich zaczyna się do mnie dobierać, próbuję się odsunąć. Nie podoba mi się to wszystko corazbardziej.

– Już przestań zgrywać taką cnotkę. Wiemy, że chcesz się zabawić z nami – mówi, dotykając moichpiersi.

Wzdrygam się. Na to nie wyrażałam zgody, nie chcę tego. Nie jestem dziwką. Siłą mnie nie wezmą, prawda?

– Już my sprawimy, że nie zapomnisz dzisiejszego wieczoru. Tak pięknie kręciłaś tym swoim małym tyłeczkiem, na pewno nas chcesz – dodajekolejny.

Tajemniczy przystojniak zaciska dłonie w pięści, ale siedzi cicho. Czyli jest taki sam jak reszta. Odsuwam się od nich, ale oni ponownie przyciągają mnie dosiebie.

– Wystarczy! – wybucha wreszcie obiekt moichwestchnień.

Pozostali jak na komendę odsuwają się. Podchodzi do mnie powoli, jak lew do swojej ofiary, cały czas wpatruje się prosto w moje oczy, a nie w piersi. Instynktownie się zakrywam, chociaż to strasznie głupie z mojej strony, bo przecież i tak już dawno wszystko widział. Jest coraz bliżej, czuję jego wodę kolońską, zdaje się równie intensywna jak jego spojrzenie. Nieziemski, to wręcz niemożliwe, żeby tak dobrze wyglądać. Z bliska wydaje się jeszczeprzystojniejszy.

Unosi dłoń, nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać, a więc oczekuję najgorszego. Jednak, gdy opuszkami delikatnie muska moje ramię, przechodzą mnie ciarki. Nie tego się spodziewałam. Reaguję na niego zupełnie inaczej niż na tę napaloną zgraję, on sprawia, że czuję coś, czego dawno nie czułam. Sunie dłonią wzdłuż mojej ręki, a ja odpływam. Pragnę więcej, o wiele więcej. To złe, nie powinnam tego chcieć, jednak roztacza wokół siebie aurę, przez którą wariuję. Odurza mnie. A to tylko za sprawą jednego dotknięcia, co byłoby, gdyby…

Robi coś, czego się nie spodziewam. Narzuca mi swoją marynarkę na ramiona i spogląda na mnie tak, jakbym budziła w nim odrazę. Durna, myślałam, że może choć w małym stopniu go zaintryguję. Jego ubranie jest jeszcze ciepłe i pachnie nim, jednak to nie jest już istotne. Liczy się tylko upokorzenie, które mi funduje, praktycznie wypychając mnie z sali. Głośno protestuję, nie dostałam kasy, a naprawdę jej potrzebuję. Tak też mówię, muszę dostać pieniądze. Jeszcze połowę muszę oddać kierowniczce, więc tym bardziej chcę się cofnąć i błagać o tę gotówkę. Szarpię się z przystojniakiem przy wejściu. Nie odpuszczę takłatwo.

– Uspokój się! Chcesz tam wrócić? Chcesz się z nimi zabawić? To idź, proszę bardzo – warczy i odpycha mnie odsiebie.

Brzmi cholernie seksownie i przerażająco, gdy jestzły.

Kurwa, dlaczego ja o tym myślę? Powinnam jak najszybciej stąd uciekać, a nie rozpływać się nad jegogłosem.

– Nnnie ch-c-c-c-cę, ale muszę dostać pieniądze, które mi obiecali – jąkamsię.

Jego postać mnie onieśmiela, no i oskarżycielskie spojrzenie. Jaki on ma do choleryproblem?

– Ile? – odzywa się nagle, ciężko wzdychając i zaciskając szczękę. Patrzę na niego z pytającym wyrazem twarzy, nie rozumiejąc, o co dokładnie mu chodzi. – Ile ta banda kretynów musi cizapłacić?

– Pięć tysięcy, na tyle się umawialiśmy, to znaczy, łącznie dziesięć, ale pięć już dostałam – odpowiadam. Ręce pocą mi się znerwów.

Czuję się jak tania dziwka, gdy rzuca mi zwitek banknotów, ale w końcu po to tu przyszłam. Mam to, co chciałam. Zrobiłam to, za co mi zapłacono. Teraz mogę iść do domu i pierwszy raz spać spokojnie, chociaż zapewne wcale nie będę spała, bo stres i zszokowanie tym, na co się odważyłam, nie pozwolą mi na to. Pociesza mnie fakt, że przez jakiś czas nie będę musiała się martwić o rachunki i jedzenie. Najważniejsze, że opłacę również zaległy czynsz za mieszkanie. Dach nad głową jest wart utraty odrobiny godności. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę w stanie z powrotem spojrzeć na siebie w lustrze. Kiedyś.

– Wezwę ci taksówkę. – Mężczyzna przerywa milczenie, a ja spoglądam naniego.

Nie spodziewałam się, że jeszcze coś do mnie powie. Kręcę przeczącogłową.

– Dobra, w takim razie cięodwiozę.

Nie daje mi nawet szansy na kolejne protesty, tylko ciągnie mnie za łokieć w stronę wyjścia z klubu. Moi koledzy patrzą w naszą stronę, nie wiedzą, czy mają zareagować, czy też nie, pokazuję ręką, że wszystko w porządku i wracają do swoich zadań. Nie jest w porządku, ale awantura jest niepotrzebna. Coś czuję, że nieznajomy i tak postawiłby na swoim. Instynktownie wyczuwam, iż opór nie przyniesie żadnychrezultatów.

Na parkingu prowadzi mnie do szarego lamborghini, a ja przez chwilę nie mogę wyjść z podziwu. Mam jechać tym do domu? Przecież… mieszkam na Bronksie, tam nie jest zbyt bezpiecznie. Siłą wpycha mnie do samochodu, dalej mam na sobie jego marynarkę, więc on zapewne marznie. Jednak doceniam ten gest, bo dzięki temu jest miciepło.

– Gdzie mieszkasz? – pyta, odpalającauto.

Jest mi wstyd podać adres, ale co mam zrobić? Muszę.

– NaBronksie.

– Żartujesz, prawda?

Spodziewałam się tego, ludzie zawsze tak reagują.

Nie odzywam się więcej, nie ma sensu. On jest bogaty, widać po ubraniach, po zachowaniu… Zresztą, przypomina mi kogoś, z kim chodziłam do szkoły, gdy rodzice byli razem. Kiedy było nas stać na więcej rzeczy, to była prywatna szkoła… Wygląda jak starsza wersja Dantego Soprano, syna właścicieli szkoły. Jednak to była podstawówka, a od tego czasu upłynęło mnóstwo wody, mało prawdopodobne, że to on. Wręczniemożliwe.

Jedziemy w ciszy, żadne z nas nie próbuje zacząć rozmowy. Sytuacja jest niesamowicie niezręczna, z Manhattanu jest spory kawał drogi, więc włączam radio, ale nie leci nic ciekawego. Nie przedstawiłam mu się nawet, on mnie również. Gdy podjeżdża pod mój blok, po prostu dziękuję i wysiadam. Każe mi zatrzymać marynarkę, to tyle. Już nigdy więcej pewnie się nie spotkamy. I tak oto wieczór mojego upokorzenia powoli odchodzi wzapomnienie.

3

Jestem padnięta, marzę jedynie, aby od razu położyć się spać, bo za cztery godziny znów muszę wstać do pracy. Tempo życia mam naprawdę zabójcze, ale muszę tak funkcjonować, gdyż za coś trzeba żyć, a na matkę nie mogę liczyć. Naprawdę najchętniej bym ją zostawiła i zamieszkała sama, ale mimo wszystko nie zrobię tego, bo dzięki niej żyję. Pomijając fakt, że od kilku lat moja egzystencja to gówno, wcześniej nie było tak źle. Opadam na łóżko bez sił i niemal od razu zasypiam. Przed oczami cały czas mam portret tajemniczego, przystojnego mężczyzny. Czuję potworne zażenowanie przez to, że zobaczył, gdzie pracuję i w jakim miejscu muszę mieszkać. Widziałam to zniesmaczenie na jego twarzy. Ciężko pracuję, bo nie chcę całe życie być obiektem takich spojrzeń. Chcę coś osiągnąć, ale chwilowo nie jest mi to pisane. Skoro nawet nie wystarcza mi od wypłaty do wypłaty, to nie mam co liczyć na jakieś osiągnięcia, a przynajmniej tak mówi moja matka. Zaczynam jej wierzyć, ale nie dam się złamać. Nie po to haruję jak wół, żeby dać się jej ściągnąć na dno. Jak tylko wstanę, pójdę zapłacić czynsz, a jutro po pracy zrobię zakupy. Muszę też wymyślić, gdzie schować resztę pieniędzy, aby matka ich nie znalazła, bo nic z nich wtedy niezostanie.

*

Spałam zaledwie dwie godziny, więc jestem nieprzytomna, gdy dzwoni mój budzik. Mam ochotę go wyrzucić, ale nie mogę. Muszę wstać. Od chwili gdy się przebudziłam, cały czas rozmyślałam o tym mężczyźnie z klubu. Chciałabym wiedzieć, jak ma na imię. Kim jest albo chociaż znów na niego spojrzeć. Coś mnie w nim cholernie zaintrygowało. Muszę się dowiedzieć o nim czegoś więcej. Może popytam w klubie, czy wiedzą cokolwiek. Wystarczy mi chociaż, gdy poznam jegoimię.

Szykuję się i wychodzę, nie zamieniwszy słowa z matką. Pilnie strzegę pieniędzy, które dostałam. Dzwonię do właściciela i umawiam się z nim zagodzinę.

Idę do baru niedaleko, chcę coś zjeść, ale gdy wchodzę, smród mnie odrzuca. Cóż, to miejsce niewątpliwie serwuje jedzenie, na które stać ludzi na Bronksie. Czyli niezbyt dobre czy zdrowe albo chociaż jadalne. Jednak nie zamierzam kręcić nosem, bo jestem głodna. Biorę coś, co wydaje mi się bezpieczną opcją, czyli zwykłą sałatkę, ona nie powinna mi zaszkodzić. Nad barem wisi neon, który czasy świetności już dawno ma za sobą. Kiedyś zapewne świecił, ale w tej chwili przypomina raczej szyld jakiegoś opuszczonego warsztatu, po prostu straszy. Gdy dostaję zamówienie, szybko zabieram się za jedzenie. Nie czuję się dużo lepiej, ale przynajmniej mój żołądek nie jest pusty. Teraz mogę iść zrobić zakupy i zapłacić za mieszkanie, a później będę myśleć, co zrobić z resztą gotówki, która mi zostanie. Część na pewno postaram się odłożyć na czarnągodzinę.

*

Robię zakupy spożywcze, kupuję wszystko, czego potrzebujemy, a dodatkowo biorę czekoladę. Dawno nie jadłam takiej prawdziwej, a teraz w końcu mogę sobie pozwolić na odrobinę. Gdy pojawia się końcowy rachunek, jestem przerażona, ponad dwieście dolarów! Jednak naprawdę kupiłam tylko to, co potrzebne. Zapomniałam już, jak to jest. Iść do sklepu i nie liczyć każdego centa, czy nawet dolara. Gdy wchodzę do mieszkanka, jestem zmęczona, ale szczęśliwa, bo nareszcie zjem porządny obiad wdomu.

W środku panuje totalny burdel, nie, to mało powiedziane. Wygląda, jakby przeszło tędy tornado. Wszystko jest powyrzucane z szafek, talerze oraz kubki są pozbijane, moje łóżko pocięte, a na podłodze walają się ubrania. Co tu się to diabła stało? Wyszłam tylko do sklepu i zapłacić czynsz. Na kafelkach w łazience znajduję moją matkę. Jest roztrzęsiona, wygląda, jakby płakała, ma opuchniętą twarz. Patrzę nanią.

– Co tu się stało? – pytam, podnosząc ręczniki i zbierając kawałki szkła. Kurwa, co tu mogło się wydarzyć pod mojąnieobecność?

Patrzy na mnie, ale nie potrafi spojrzeć mi w oczy. Zagryza wargę, ale dalej milczy. Ponawiam pytanie i potrząsamnią.

– Potrzebowałam działkę, a nie miałam pieniędzy, żeby spłacić poprzednią… – szlocha.

Kurwa, co? Ona znowu bierze narkotyki? Obiecała przecież, że już nie będzie tego robić. Miała skończyć z tym gównem, a ona pokazała im, gdzie mieszkamy? Wiedziałam, że jest głupia, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Najchętniej wysłałabym ją na odwyk, ale to kosztuje, a w tej chwili po prostu nie dam rady. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła tozrobić.

– Kurwa, mamo! Obiecałaś, że już nie będziesz ćpać, a znowu to zrobiłaś! Nie może tak być, że ja wypruwam sobie żyły, pracując na dwa etaty, a ty siedzisz i nic nie robisz! Nie dokładasz się do niczego, tylko jeszcze wydajesz moje pieniądze! Mam dość. Wychodzę do pracy, a ty w tym czasie poszukasz czegoś dla siebie. Jak wrócę, chcę widzieć, że naprawdę się starasz, bo inaczej możesz się pakować. I posprzątaj tenburdel!

Koniec. Miarka się przebrała. Nie pozwolę, żeby dłużej mnie wykorzystywała. Zaczyna płakać i błagać, ale nagle staję się na to wszystko obojętna, zupełnie jakby otulił mnie gruby płaszcz, przez który nie przedrą się żadne słowa czy gesty. Spłynął na mnie spokój. Matka szarpie mnie, ale odsuwam się. Więcej nie wejdzie mi na głowę. Czuję się dzisiaj inaczej. Nie wiem, czy to jest spowodowane wczorajszymi zdarzeniami, czy po prostu coś we mnie pękło, ale dobrze mi z tą zmianą. Oby trwało to jaknajdłużej.

Znów nie jem nic w domu, ale nie mam ochoty w tej chwili patrzeć na tę kobietę. W pracy przekąszę coś naszybko.

Docieram na miejsce sporo przed czasem, ale naprawdę nie chciałam zostać w domu ani chwili. Witam się ze wszystkimi i idę do szatni. Tam zaraz za mną podąża kierowniczka, która domaga się pieniędzy. Typowe. Daję jej obiecaną gotówkę, a ona ma czelność spytać mnie, kiedy kolejny raz to zrobię. Patrzę na nią, jakby wyrosła jej druga głowa. Chyba ją pogięło, nie zamierzam robić tego nigdy więcej. Brzydzę się tym. Co prawda, nie poszłam z nimi do łóżka, alejednak…

– Słyszałaś? Matthew podobno sprzedaje The Ice – mówi mi Ashley, a ja patrzę na nią przerażona. To nie może być prawda, potrzebuję tej pracy. Mam nadzieję, że to zwyczajna lipa, nic więcej. W innym przypadku będę musiała zacząć szukać czegośpodobnego.

– Przestań, dopóki on nic na ten temat nie powie, to nie ma sensu rozsiewać plotek – odpowiadam jej, modląc się, aby się okazało, że to tylko takiegadanie.

– Słyszałam, jak kierowniczka rozmawiała o tym z Bradem. Mówiła, że dostała pismo o zwolnieniu, dodała też, że nas wszystkich pewnie czeka to samo. Skoro ona została zwolniona, to dlaczego my mamy tutaj zostać? – szepcze mojaprzyjaciółka.

– Witam wszystkich. Klub dzisiaj zamknięty, a ja zapraszam was na rozmowę. – Wchodzi Matthew, tym samym potwierdzając pogłoski. Na pewno o tochodzi.

Krótko i konkretnie, tak jak zawsze. Wszyscy w podłych nastrojach siadamy przy stolikach, czekając na rozwój wydarzeń. Każdy ma na twarzy wypisane pytanie: „co dalej z namibędzie?”.

– A więc, bez zbędnego przeciągania, zapewne już rozeszły się plotki, że sprzedaję The Ice. Tak, klub został sprzedany, a nowy właściciel jest tutaj. Z tego, co wiem, to nie planuje dużych zmian kadrowych, więc możecie czuć się bezpiecznie. Będę świetnie wspominał czas spędzony z wami, ale pora na nowe wyzwania i nowe doświadczenia. Życzę wam wszystkim jaknajlepiej.

Po jego słowach następuje ogromna fala przytuleń, uścisków i pożegnań. Nie lubię tego, powinnam być na niego zła, że nas zostawia, ale cieszę się jego szczęściem. Życzę mu, aby wszystkie plany zrealizował jaknajszybciej.

Zjawia się nowy szef. A niech mnie diabli wezmą. To jest mężczyzna z wczoraj, ten sam, który odwoził mnie do domu. Kurwa, ja to mam naprawdę szczęście w życiu! Czyli już wiem, że mogę się żegnać ze swojąpracą.

Patrzę na niego. Dzisiaj wydaje mi się jeszcze bardziej tajemniczy, zimny, nieprzystępny, a tym samym jeszcze bardziej pociągający. Modlę się, aby mnie nie rozpoznał, lecz spojrzenie, jakie rzuca, utwierdza mnie w przekonaniu, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kim jestem. Cudownie.

– Dzień dobry wszystkim. Nazywam się Dante Soprano, a to jest od dzisiaj mój lokal. Wracajcie do pracy. A panią, panno Olson, zapraszam do gabinetu – mówi, odchodząc i znikając wpomieszczeniu.

Jasny gwint! To naprawdę jest ten sam Dante ze szkoły. Przeczucie mnie nie zawiodło. Jednak co z tego, skoro zaraz zapewne wylecę stąd z hukiem? Wchodzę do gabinetu pełnaobaw.

– Chciał mnie pan widzieć? – głupio pytam, chociaż to przecież jest oczywiste. Mam ochotę walnąć się w twarz. Pewnie, że chciał mnie widzieć, inaczej nie zostałabymwezwana.

– Siadaj – rozkazuje, a ja w pośpiechu wykonuję polecenie. Boję się tego, co może za chwilę nastąpić. Milczę i czekam, aż mężczyzna się odezwie. – Chciałbym ustalić pewne zasady, bo nie wiem, jakie panowały tu wcześniej. Przede wszystkim to, co wydarzyło się wczoraj, musi zostać między nami. Jeśli kiedykolwiek dowiem się, że puściłaś parę z ust, będziesz skończona. Osobiście tego dopilnuję. Druga sprawa. Nasz personel ma być profesjonalny, więc żeby mi to był ostatni raz, gdy kelnerka tańczyła dla kogoś za pieniądze – poucza mnie, a ja spuszczam głowę, jest mi wstyd. – Jeśli to się powtórzy, to możesz zapomnieć o pracy tutaj. Rozumiemysię?

Kiwam głową. Nie musi się martwić, nie zamierzam znowu tego robić, już i tak czuję się wystarczająco upokorzona. Chcę stąd wyjść, bo ta sytuacja jest niesamowicie niezręczna. Jednak czekam na jego decyzję, nie będę prosić o pozwolenie na odejście niczym uczniak. Nie mogę pozwolić, żeby wiedział, jak bardzo się goboję.

– Możesz odejść. To wszystko – mówichłodno.

4

Przez resztę dnia siedzę jak na szpilkach, pod ciągłą obserwacją nowego szefa. O co mu chodzi? Czego chce? Szuka pretekstu, aby mnie zwolnić? Ręce mi się trzęsą za każdym razem, gdy widzę jego wzrok skupiony na mojej osobie. Czuję się naprawdę dziwnie. Jest przystojny, ale to by było na tyle, jeśli chodzi o zalety. Traktuje nas ostro, chłodno i zupełnie tak, jakbyśmy się do niczego nie nadawali. Łapię zirytowany wzrok Ash za każdym razem, gdy coś do niej mówi. Musi powstrzymywać się, żeby nie przewrócić oczami, widzę to po jej minie. Dobrze, że umie nad sobą w miarę zapanować, bo inaczej pewnie byłaby kolejnarozmowa.

Zostaję na drugą zmianę, bo jest potrzebne zastępstwo, a mnie to na rękę, większa wypłata się przyda. Jestem już cholernie zmęczona, ale odczuwam ulgę, gdyż jutro mam wolne. Tak zarządza pan Soprano. Z jednej strony chciałabym jeszcze jutro tu przyjść, ale z drugiej, kiedyś też muszęwypocząć.

Czas mija nieubłaganie, zbliża się porazamknięcia.

Zostałam tylko ja i Dante. Wszyscy inni rozeszli się już do domów, a ktoś musi pokazać temu bufonowi, jakie mamy procedury na zamknięcie, niestety, wypadło namnie.

Chociaż w zasadzie i tak nie mam nic więcej doroboty.

– Możesz poświęcić mi jeszcze minutę, czy już chcesz iść do domu? – pyta. Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na „ty”, ale jest w końcu szefem, więc chyba jemu wolno. Dobrze, że chociaż spytał, ale w jego ustach to i tak brzmiało jak rozkaz, a nie zwykłepytanie.

– Oczywiście – odpieram, bo co innego niby mampowiedzieć.

– Świetnie, zatemchodźmy.

Ponownie znajdujemy się w jego gabinecie, tym razem atmosfera jest jakaś inna albo to sobie wyobraziłam, albo patrzy na mnie zupełnie inaczej niżwcześniej.

Spoglądam na niego; dlaczego musi być takiprzystojny?

– Jak wiesz, klub potrzebuje menadżera, widziałem cię dzisiaj w akcji, obserwowałem wszystko i uważam, że nadajesz się na to stanowisko – informuje mnie, a ja otwieram szerokooczy.

– To naprawdę świetna propozycja, ale, niestety, nie mogę jej przyjąć – z bólem serca muszę muodmówić.

– Dlaczego? Przecież sama powiedziałaś, że to świetnapropozycja.

– Tak, ale mam też drugą pracę, której nie mogę rzucić – wyjaśniammu.

– Rozumiesz jednak, że jeśli objęłabyś stanowisko menadżera, to twoja wypłata znacznie by się zwiększyła, prawda? Nie zarabiałabyś kokosów, ale nie musiałabyś tańczyć, żeby zarobić – mówi, a na końcu posyła mi karcącespojrzenie.

Chciałabym, naprawdę chciałabym rzucić pracę u tego dupka, który w ogóle nie szanuje ludzi, myśli, że może mnie obmacywać bez żadnych konsekwencji, ale potrzebuję tej pracy. Dzięki niej może będę miała szansę na jakikolwiek awans w przyszłości. Jeśli wytrzymam z tą świnią jeszcze trochę. Kręcę głową, proszę o czas do zastanowienia, bo naprawdę mam o czym myśleć. Perspektywa bycia menadżerem The Ice jest bardzo kusząca, ale nie wiem, czy podołałabym takiemu zadaniu. Nie mam w końcu żadnego wykształcenia poza liceum, ale to nie jest nic nadzwyczajnego, a jednak do zarządzania są już potrzebne specjalne kwalifikacje, bez nich mogłabym jeszcze coś zawalić. Nie, to zdecydowanie zbyt duża odpowiedzialność jak dla mnie. Jednak Soprano przekonuje mnie cały czas, abym chociaż przemyślała porządnie tę propozycję, w końcu odpuszczam, ale i tak nie zmienię zdania. Dobrze, że nie musi o tym na raziewiedzieć.

Zaskakuje mnie jego pytanie, czy odwieźć mnie do domu, ale nie zamierzam się z nim sprzeczać. Jeśli chce, to nie odmówię. Przynajmniej to będę miała z głowy. Zapewne nasza podróż będzie wyglądać tak jak ostatnio, czyli milcząco. Nie przeszkadza mi to jednak, bo nie jestem w nastroju dorozmowy.

– Dlaczego mieszkasz naBronksie?

Szokuje mnie pytanie, które zadaje. Przez chwilę nie wiem, czy mu odpowiedzieć, czy raczej spróbować zabić gowzrokiem.

– Bo nie stać mnie na inne mieszkanie – odpowiadam jadowicie. Nie wszyscy mają kupę forsy jakon.

– Jak to cię nie stać? Pracujesz na dwa etaty, a mówisz mi, że nie stać cię na mieszkanie w lepszej dzielnicy? – pyta zaskoczony, czym bardzo mniedenerwuje.

– Cóż, nie każdy żyje w wielkiej bańce pieniężnej i od małego stać go na wszystko. Następnym razem nie zadawaj głupich pytań – warczę na niegowkurzona.

Widzę, że się spina, a jego szczęka się zaciska, drżę. Co teraz zrobi? Uderzy mnie? Zabije? A możezgwałci?

– Pohamuj swój język, nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci zwracać się do mnie po imieniu – pouczamnie.

– To śmieszne, chodziliśmy razem przez rok do jednej szkoły – warczę naniego.

– Jeszcze raz, jak sięnazywasz?

– Hayley Olson – odpowiadamszybko.

Podjeżdżamy pod mój blok, chcę jak najszybciej wysiąść, ale mnie powstrzymuje. Spogląda mi w oczy, mówiąc, abym jeszcze została. Prycham pod nosem, lecz robię, co każe, w końcu jest moim szefem. Siedzimy cicho jeszcze przez chwilę, a ja już mam dość tego milczenia i pytam wkońcu.

– Co było tak ważne, że kazałeś mizostać?

On jednak wciąż się we mnie wpatruje. Kiedy zaczynam myśleć, że niczego się nie dowiem, mężczyzna mnie zaskakuje. Całuje mnie. Zaskoczona tą bliskością, odpycham go od siebie, szybko wyskakuję z auta i wbiegam na klatkę. Pędzę po schodach, a w mieszkaniu zamykam drzwi na klucz i opieram się o nie. Nie miałam czasu, żeby się rozejrzeć, ale coś mi tu nie pasuje, czuję, że coś jest nietak.

– Mamo? – wołam.

Nie odpowiada, normalnie chociaż wydałaby z siebie jakieś mruknięcie, nawet gdyby spała, a teraz jest cicho. Odwracam głowę w stronę łazienki izamieram.

Mężczyzna stoi naprzeciwko i mierzy z broni, prosto we mnie. KURWA. Stoję nieruchomo, czekam na jego reakcję, ale on robi dokładnie to, co ja. Obydwoje czekamy na swoje potknięcia. Chcę spytać, kim jest, ale oczywiście moje pytanie pozostanie bez odpowiedzi, więc odpuszczam sobie. Patrzę się na niego. Czego on chce? Pewnie przyszedł popieniądze.

– Zapomniałaś języka w gębie? – rechocze, a mnie wcale nie jest dośmiechu.

– Czego chcesz? – pytam beznamiętnie, chociaż wewnątrz cała drżę. Nie mogę okazaćsłabości.

Podchodzi bliżej, przykłada mi broń do skroni, coraz bardziej się boję, ale staram się tego nie okazywać, nie może zobaczyć mojegostrachu.

– Przyszedłem po kasę, którą wisi nam twoja matka. Czas na spłatę minął jużdawno.

– Ile?

– Dwadzieścia tysięcy. – Uśmiecha siędrapieżnie.

– Ile?! – wybucham. Czy moją matkę pojebało? Po co ona pożyczyła tyle pieniędzy? – Mamo? – Odwracam się w jejstronę.

– Widzisz, twoja matula nabrała od nas towaru na dziesięć kafli, a reszta to odsetki, które się za nią ciągną już jakiś czas. Jak widzę, nic ci niepowiedziała.

Zwieszam głowę, kolejne rozczarowanie, a naprawdę zaczęłam myśleć, że powoli wychodzi na prostą. Chciałabym wierzyć, że pójdzie do pracy, że stanie się normalną matką, ale nie, już chyba na zawsze pozostanie ćpunką, na którą totalnie nie mogę liczyć. Może jednak przyjmę tę propozycję od Dantego? Może dzięki temu, będę w stanie wysłać ją na odwyk. Powinnam się zgodzić. Może w dalszym ciągu uda mi się pogodzić dwie prace, a zawsze będę miała o wiele więcej gotówki, może wtedy będę w stanie wysłać ją na porządną terapię. To by nam wszystkim ułatwiło życie, a zwłaszczamnie.

– Nie mam takich pieniędzy – odpowiadam z żalem. To znaczy, może i miałabym taką kasę, ale znów musiałabym zatańczyć, a więcej tego nie zrobię. Wszystko, co mam w tej chwili, odłożyłam na czarną godzinę, a wyjdzie na to, że znów wydam oszczędności na matkę. Naprawdę nienawidzę swojegożycia.

– W takim razie musimy dojść do porozumienia inaczej – mówi, obrzucając moje ciało pełnym pożądaniaspojrzeniem.

Cała się spinam. O nie, tylko nie to. Błagam, wszystko, ale nie to. Nie pójdę z nim do łóżka, aby spłacić długi mojej matki. Próbuję się od niego odsunąć, ale uniemożliwia mito.

– Przestań! – krzyczę z nadzieją, że uda mi się z tego całowyjść.

– Nic z tego. Albo kasa, albo będę cię pieprzyć.

– Dobra, zdobędę pieniądze – łkam, gdy jego dłoń przez ubranie dotyka moich piersi. Udaje, że się zastanawia, po czym uśmiecha się drapieżnie. Cholera, to nie wróży nic dobrego. Boję się. Chwyta mnie za włosy i wyciąga siłą z mieszkania. Słyszę krzyk mojej matki, niech się nie waży płakać, bo to wszystko, kurwa, przez nią. Zniszczyła mi życie i dalej to robi. Ciekawe, czy chociaż zaczęła szukać pracy, jak jej kazałam. Pewnie nie. Takie myśli zaprzątają mnie, gdy zbliżamy się do wyjścia z budynku. Co zamierza ze mną zrobić? Czy tak właśnie zakończy się mojeżycie?

5

– Puść ją! – Słyszę jakiś głos gdzieś zoddali.

Co tu robi Dante? Już dawno przecież powinien odjechać. No nie, teraz gdy zobaczy, w jakim patologicznym środowisku żyję, mogę zapomnieć o awansie, no i zapewne stracę przez to pracę. W końcu nie może narażać klubu i ryzykować, że ktoś się dowie, jakie osoby tam zatrudnia. Po jaką cholerę on dalej tu tkwi? Zaraz, dlaczego w chwili zagrożenia życia, martwię się tym, że stracę pracę? To nie powinien być mój priorytet, źle to o mnie świadczy, ale nic nie poradzę na to, że właśnie tym się najbardziejmartwię.

– A ty kim niby jesteś? Spierdalaj – wrzeszczy mężczyzna i celuje w niego zbroni.

Błagam, żeby go nie postrzelił. Niech to wszystko szybko się zakończy. Niech palnie mi w łeb i będzie problem z głowy, a przynajmniej dla mnie. Zakończą się moje wieczne męki i nieludzka harówka. W końcuodpocznę.

Może.

– To ty stąd spierdalaj. Ona jest pod moją ochroną. Spadaj do swoich ziomków i powiedz wszystkim, że te dwie są nietykalne, są pod ochroną Soprano. Zrozumiano? – mówi do niego lodowatym tonem, a mnie przechodzą ciarki. Przeraża mnie, gdy trzyma pistolet wycelowany prosto w mojegooprawcę.

– Jasne, bo ktoś uwierzy, że ta ćpunka i kurwa są pod ochroną Soprano – drwi sobie tamten. – Soprano nie chciałby nawet na nie splunąć. Odstrzelę im łeb, a późniejtobie.

– Trzeba znać własnegoszefa.

Zamieram, tamten celuje w Dantego i pociąga za spust, a mój szef cudem unika pocisku. Oczami wyobraźni już widziałam, jak kula przeszywa jego serce. Wzbiera we mnie szloch; nie byłby zagrożony, gdyby nie ja i moje popieprzone życie. To wszystko przeze mnie. Dlaczego ludziom w moim otoczeniu zawsze musi dziać się krzywda? Czy ja jestem przyczyną zła na całym świecie? Czy zła passa wszystkich ludzi skumulowała się we mnie? Nie wiem, dlaczego nie może mnie spotkać nic dobrego. Pada kolejny strzał, a ja się kulę. Oczy mam cały czas zamknięte, chcę, żeby to już sięskończyło.

Przywykłam do strzałów, bo na Bronksie są one codziennością. Tutaj nawet dzieci biegają ze spluwami. To jest przerażające, ale jednocześnie – jest, jak jest i nikt tego nie zmieni. Jednak nigdy dotąd nie słyszałam wystrzału z tak bliska. Jest to większy huk, niż przypuszczałam i bardziej przerażający. Czuję coś ciepłego spływającego mi na kark. Głośno krzyczę. To krew, spływa na mnie krew mężczyzny. Zabił go. On go zabił. Jest martwy przeze mnie. Kolejne nieszczęście, którego jestem przyczyną. Dalej krzyczę przerażona, widząc te oczy bezżycia.

– Hej, hej. Uspokój się. Patrz na mnie! – Dante próbuje mnie uspokoić, ale na nic jegowysiłki.

Cały czas krzyczę i szlocham przerażona, a moja matka? Ona tylko stoi i wpatruje się pustym wzrokiem w trupa. Jakby jej to nie ruszało. Znam ten stan, potrzebuje kolejnej działki. Zaraz na nowo zacznie się jazda. Kurwa.

– Hayley, wróć do mnie. – Słyszę głos Dantego, ale nie zwracam na niegouwagi.

Jestem odizolowana od tego wszystkiego, jestem w dobrym miejscu, gdzie nikt nie może mnie skrzywdzić, nie ma tu bólu ani cierpienia. Nie ma nic. Tylko ja i moja bańka szczęścia. Niech tak pozostanie już nazawsze.

– Do chuja, Hayley wróć tu. – Potrząsa mnągwałtownie.

Otwieram szerzej oczy. Rozglądam się dookoła. O nie, rzeczywistość.

Wróciłam do tego brudnego, smutnego i pełnego przemocy świata. Zamykam oczy, próbuję znów przenieść się w moje szczęśliwe miejsce, ale nic z tego, nie mogę. Już mi się to nie uda. W oczach stają mi łzy, gdy sobie to uświadamiam. Nie chcę tubyć.

– Już w porządku, jesteś bezpieczna. Nie skrzywdzi cię, nie żyje. – Przytula mnie dosiebie.

Zaciągam się jego zapachem, trochę się odprężam w jego ramionach, ale niewiele to zmienia. Dalej jestem jednym wielkim, trzęsącym się kłębkiem nerwów. Przecież on teraz może zostać aresztowany za zabójstwo. Zabójstwo! Zabił człowieka z zimną krwią i nawet się niespocił.

– Chodź, musimy cię umyć z tej krwi – mówi do mnie delikatnie jak do dziecka. Chociaż w tej chwili jestem w takim stanie, że pewnie uważa to za konieczność. – Pani niech wraca na górę – zwraca się chłodno do mojej matki, a ton jego głosu nie pozwala na jakąkolwiekdyskusję.

Razem wsiadamy do jego auta, kładzie mnie na tylnej kanapie, a sam zajmuje miejsce kierowcy. Pędzi przez ulice Nowego Jorku, tak szybko oczywiście, na ile pozwala ruch. To miasto nigdy nie śpi i są tutaj wiecznie korki. Dźwięk aglomeracji i samochodów trochę mnie uspokaja izasypiam.

Śnię, że jestem kimś innym. Nie ma tutaj mojej matki ćpunki, żadnych dilerów chcących odzyskać swoje pieniądze. Ja mam dom, stabilną, dobrze płatną pracę, męża, który mnie kocha. Jestem szczęśliwa, mam wszystko, o czym zawszemarzyłam.

Szkoda, że to tylko sen i nic więcej. To jest coś, co nigdy nie wydarzy się w prawdziwymżyciu.

– Obudź się. – Dociera do mnie łagodny głosszefa.

Otwieram oczy, w pierwszej chwili jestem zdezorientowana, bo nie bardzo wiem, co siędzieje.

– Gdzie jesteśmy? – pytamzaspana.

– U mnie w domu – wyjaśniaspokojnie.

Jestem w szoku, nie spodziewałam się, że przywiezie mnie do siebie. Jestem tak słaba, że nie mam siły wstać, mężczyzna ciężko wzdycha, po czym wyciąga mnie z auta i bierze w ramiona. Kręcę się, nie podoba mi się to, ale jednocześnie po raz pierwszy od dawna czuję się bezpiecznie. Może to dziwne, że czuję się tak przy kimś obcym, ale tak jest. Chyba właśnie dlatego, że jest nieznajomym, czuję się spokojna. Do tej pory wszyscy z rodziny mnie zawodzili, a on mnie ratuje. Przynajmniej na razie, za chwilę pewnie też okaże się jak moi bliscy i po prostuzniknie.

Znajdujemy się w ogromnym apartamencie, który jest zimny, dosłownie i w przenośni. Chłodno tu, bo wystrój jest bezosobowy. Nie dostrzegam żadnych zdjęć rodzinnych, niczego.

– Położę cię na chwilę na kanapie i pójdę przygotować ci kąpiel, musimy zmyć z ciebie krew – odzywa się najdelikatniej, jak tylko potrafi iznika.

No tak, jestem cała we krwi. Znów przychodzi fala paniki. ON. ZABIŁ. CZŁOWIEKA! Moja podświadomość krzyczy na cały głos, zaczynam szybciej oddychać, a z moich oczu ciekną łzy. Dlaczego to wszystko mniespotyka?

– No już, chodź. – Wraca po paru minutach, znów bierze mnie w ramiona, trochę się odprężam, ale niewiele. – Musisz się rozebrać – zauważa, gdy stawia mnie przy samejwannie.

Trzęsącymi się dłońmi zaczynam zdejmować ubranie, nie zważam na to, że on bacznie mnie obserwuje. Skupiam się teraz wyłącznie na tym, żeby zmyć z siebie krew. Robi mi się niedobrze, bo cały czas czuję jej smród. Nie mogę odpiąć guzików w koszuli, zbyt się denerwuję. Dante to zauważa i z niemałym niezadowoleniem pomaga mi. Normalnie bym się odsunęła, ale w