Wydawca: eFKa Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2000

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 224 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Damy, rycerze i feministki - Sławomira Walczewska

Książka o feministkach współczesnych i ich prababkach z XIX wieku. Dużo informacji o dawnym ruchu kobiecym w Polsce, obszerna bibliografia. Jest to też diagnoza współczesnej kultury polskiej, która zdaniem autorki przeżywa moment porzucenia "kostiumów teatralnych" ról płciowych. Autorka nominowana do Paszportu "Polityki", a książka do Nagrody Literackiej NIKE w 2000 roku.

Opinie o ebooku Damy, rycerze i feministki - Sławomira Walczewska

Fragment ebooka Damy, rycerze i feministki - Sławomira Walczewska

Okładka

Karta tytułowa

Spis rzeczy

Okładka

Karta tytułowa

Spis rzeczy

Wstęp

Konstytucja nowej tożsamości

Swoboda osobista

Ciało

Uczucia

Seks i reprodukcja

Uczestnictwo w życiu publicznym

Patriotyczna retoryka emancypantek

Obywatelstwo

Dygresja: Matka Polka

Legalizacja obywatelstwa

Równe prawa a równe szanse

Samodzielność

Wykształcenie

Praca

Renegocjacja kontraktu płci

Mężczyźni i kobiety

Dowartościowanie kobiet

Wyższość kobiet nad mężczyznami

Równe lecz różne

Kobieta niewolnicą mężczyzny

Poza pułapką płci

Przymus małżeństwa

Podwójny standard

Sankcja staropanieństwa

Przyjaźnie kobiece, związki lesbijskie

Strategie emancypacyjne

Wybitne kobiety

Dygresja: matriarchat domowy

Pedagogika

Polityka kobieca

Własny głos

Pożegnanie rycerzy i dam

Półtorej dekady później

Bibliografia

Indeks nazwisk

Karta redakcyjna

Wstęp

Panujące w Polsce, w sposób mniej lub bardziej restrykcyjny, przekonanie, że kobieta realizuje się najpełniej w małżeństwie i macierzyństwie, ma długą choć zapomnianą historię kontestowania go. Historię przesłoniętą wizerunkami Matki Polki, Matki Boskiej Częstochowskiej, niechęcią wobec emancypantek i feministek – niezależnie od tego, co by te słowa miały oznaczać – katolickim wymogiem kobiecego poświęcania się aż do samozatracenia, narodową racją stanu.

Historia ta jest tematem tej książki. Nie będzie to historia ruchu kobiecego w Polsce ani prezentacja „słynnych kobiet”, które swym życiem zrobiły wyłom w obowiązujących konwencjach. Nie będzie to także historia przemian politycznych, gospodarczych względnie obyczajowych, które za owocowały zmianą sytuacji kobiet. Będzie to raczej historia „wewnętrzna” niż prezentacja powiązanych ze sobą chronologicznie faktów, refleksja nad tworzeniem się, przemianami i topografią tej formacji myślowej, która podważała przekonanie o szczególnej i podporządkowanej mężczyźnie naturze kobiety.

W kulturze polskiej od początków XIX wieku zaznacza się wyraźnie nowy styl myślenia o kobietach, powstaje nowa formacja myślowa kontestująca ówczesne przekonania o roli mężczyzn, kobiet i o relacjach pomiędzy płciami. Nie są to już jednostkowe opinie wypowiadane sporadycznie i bez konsekwencji. Poszczególne wypowiedzi odnoszą się do siebie nawzajem, nawiązują do siebie, inspirują się lub zwalczają. Powstają nowe pojęcia-klucze, ogniskujące nowe myślenie i podtrzymujące je, stare nabierają nowych znaczeń. Nowa formacja myślowa nie jest monolitem – podlega przemianom tak, jak i kontestowane przez nią przeświadczenia o kobietach i mężczyznach, jak wspierające te przeświadczenia instytucje. Przemiany nie zachodzą w sposób linearny ani kumulatywny, „jak gdyby na zawsze słowa zachowywały swój sens, pragnienia – swój kierunek, a idee – swoją logikę” (Foucault 1993, 69). Dyskurs ten to raczej zróżnicowany wewnętrznie obszar sensu, obejmujący bardziej i mniej wyraziste koncepcje, współgrające ze sobą lub nie, niż jednolity, progresywny proces formowania się pewnego rodzaju wiedzy. Ten właśnie obszar sensu z jego lukami, niekonsekwencjami i z jego zróżnicowaną topografią – kobiecy dyskurs emancypacyjny – jest przedmiotem tej książki.

Nazywając ten obszar dyskursem emancypacyjnym narażam się na zarzut pomieszania pojęciowego, emancypacja kojarzy się bowiem z oświeceniową i heglowską wizją historii. Zaznaczam więc, że nie używam tego pojęcia w sensie oświeceniowym, w sensie wyzwalania (się) kobiet spod dominacji mężczyzn. Mówiąc o dyskursie emancypacyjnym mam na myśli jego stosunkowo najbardziej rozpowszechnioną samoartykulację. Emancypantki, tak jak feministki, saintsimonistki, czy sufrażystki to różne nazwy z obrębu tego samego dyskursu. Równie dobrze mogłabym ten rodzaj dyskursu identyfikować nazywając go feministycznym. Wybrałam określenie „dyskurs emancypacyjny”, gdyż pojęcia „emancypantki” i „emancypacja kobiet” wyznaczają duże obszary jego topografii, czego nie można powiedzieć o pojęciach „feministka” czy „sufrażystka”. Istotna była dla mnie w wyborze nazwy jedynie łatwość skojarzenia i identyfikacji dyskursu.

Emancypacja kobiet nie będzie przedstawiona w tej książce jako jednolity proces postępu od stanu podporządkowania kobiet mężczyznom do stanu osiągnięcia przez kobiety pełnego równouprawnienia. Taka prezentacja byłaby upraszczająca. W miejsce dyskursu dramatycznego, pełnego napięć, niedopowiedzeń, zmagań z zewnętrznym zakazem wypowiadania i z wewnętrznymi trudnościami artykulacji, powstałaby wygładzona opowieść, wolna od wewnętrznych konfliktów, zapewne heroiczna. Opowieści takie czasem też są potrzebne, jak potrzebny jest krzepiący optymizm i konstruowanie autorytetów. Sądzę jednak, że potrzebna jest też krytyczna refleksja nad historią nie popadająca w lekkość narracyjną, refleksja tropiąca różnice, podziały, napięcia także tam, gdzie by się chciało może tylko móc podziwiać – pomnik.

Dyskurs emancypacyjny w Polsce nie był niczym unikalnym w skali Europy, którą trzy dekady wcześniej wstrząsały hasła emancypacyjne rewolucji francuskiej. Posiadał jednak swoją specyfikę, którą będę pokazywać raczej od strony jego własnej, wewnętrznej topografii i dynamiki, niż wpływów makroprocesów gospodarczych, politycznych czy oddziaływania zachodniej myśli emancypacyjnej. Nie chcę przy tym negować takich wpływów, zaprzeczać, że na eman cypację kobiet w Polsce miała wpływ sytuacja porozbiorowa, procesy industrializacji czy hasła rewolucji francuskiej. Uważam jednak, że nie można do tych czynników redukować dyskursu emancypacyjnego.

Punktem wyjścia dla mnie będą w tej książce wypowiedzi problematyzujące przekonania o kobietach, począwszy od rozpraw naukowych przez listy, powieści i poezję po publicystykę, informatory, pamiętniki i kalendarze. Teksty odnoszące się do kobiet oraz ich konteksty poddane zostaną swoistej egzegezie. Kontekstem będą inne wypowiedzi, lecz też relacje władzy formujące wypowiedź, kanalizujące ją lub wręcz blokujące czy odwrotnie – stymulujące. Zwracać będę uwagę na poszczególne pojęcia z ich nieustającą przemianą sensu, który albo jest żywy albo ulega erozji, przemieniając pojęcia w pusto brzmiące słowa. Wytarte słowa i hasła ulegają porzuceniu, a myśl emancypacyjna eksplikuje się w pojęciach nowych, czasem zaczerpniętych z innych dyskursów. Wyraża się w innym żywiole, by po okrzepnięciu zdystansować się od niego. Będę badać kontekst kulturowy, by wypreparować w danej wypowiedzi jej emancypacyjny sens z medium pojęć romantyzmu, liberalizmu, nacjonalizmu czy socjalizmu.

Dyskurs emancypacyjny, jak każdy inny dyskurs, musiał przełamać zewnętrzne ograniczenia stawiane wypowiedziom nowego typu. Zadaniem tej pracy jest również badanie tych ograniczeń i zakazów, badanie ich sposobu funkcjonowania w stosunku do dyskursu emancypacyjnego. Sądzę, że takie podejście jest bardziej wnikliwe i informujące niż posługiwanie się ogólnym pojęciem „kultury patriarchalnej” na określenie wszystkich tych ograniczeń en bloc.

Emancypację kobiet rozumiem nie w sensie postępującego w czasie procesu wyzwalania się kobiet spod męskiej dominacji, lecz w sensie tworzenia nowego dyskursu: nowej wiedzy i nowej praktyki dotyczącej płci. Dyskurs ten nie jest „niewinny”, nie niweluje relacji władzy, lecz wydobywa je na jaw i redefiniuje. Konstytuuje nową tożsamość kobiety – i mężczyzny – oraz opisuje i redefiniuje relacje między płciami.

Szczególną uwagę zwrócę na kwestię szlacheckiego kontraktu płci, który uważam za czynnik decydujący o specyfice kobiecego dyskursu emancypacyjnego w Polsce. Konfrontowanie się dyskursu emancypacyjnego z tym tak wyrazistym w kulturze polskiej motywem patriarchalnym jest tematem jednego z trzech głównych rozdziałów niniejszej pracy.

Kobiecy dyskurs emancypacyjny jest współcześnie bardzo słabo reflektowany. Nie istnieje bibliografia tekstów emancypacyjnych. Próbę takiej bibliografii stanowi wykaz tekstów źródłowych niniejszej pracy. Historia dawnego ruchu kobiecego nie ma swego współczesnego opracowania. Nie jest ona wyodrębniona nawet na poziomie faktografii. W pracy tej korzystałam z opracowań, które faktografię dawnego ruchu kobiecego ujmują w szerszej formule „historii kobiet” (D. Wawrzykowska-Wierciochowa) lub w węższej – historii edukacji kobiet (B. Czajecka, U. Perkowska) czy ich udziału w życiu publicznym (A. Żarnowska).

Brak współczesnego ujęcia dawnego ruchu kobiecego wiąże się z kontrowersjami dotyczącymi definicji tego ruchu. W okresie realnego socjalizmu ruch kobiecy i emancypacja kobiet były kwestiami ideologicznymi. Wypowiedzi na ten temat podlegały ścisłej kontroli. Obowiązywało dogmatyczne przedstawianie ruchu kobiecego w duchu ideologii państwowej. Za ruch kobiecy uznawano jedynie jego późny i w Polsce niezbyt wpływowy nurt socjalistyczny i komunistyczny. „Robotniczy” ruch kobiecy przeciwstawiano „burżuazyjnemu”, który był przedstawiany jako fanaberie pań z klasy posiadającej. Jako odwodzący kobiety-robotnice od walki klasowej został skazany na nieistnienie w opra cowaniach z tamtego okresu, dotyczących historii kobiet (por. „Pełnym Głosem” 1/1993). Tymczasem prawa polityczne kobiet, prawo do wykształcenia i do pracy zawodowej innej niż praca w fabryce, to osiągnięcia „burżuazyjnego” ruchu kobiecego, ruchu kobiet z klasy średniej.

W powszechnej świadomości dawny ruch kobiecy jest nieobecny. Nikt nie zastanawia się nad tym, że jeszcze sto lat temu uniwersytety były dla kobiet niedostępne. O tym, że kobiety w Polsce dość wcześnie, w porównaniu z innymi krajami Europy, mogły dysponować swymi prawami wyborczymi wiadomo, że „otrzymały” je jako uznanie zasług w restytucji państwa polskiego. Formacja myślowa, z obrębu której przez ponad sto lat produkowane były argumenty na rzecz praw politycznych kobiet, prawa do pracy i wykształcenia, utraciła swą żywotność. Skamieniała w postaci tekstów – instytucji, faktów literackich, artystycznych, prawnych – których sens emancypacyjny jest nieczytelny dla współczesnych. Dopiero obecnie, począwszy od lat 80., zmienia się to za sprawą kobiet zainteresowanych „kwestią kobiecą.” Egzegeza tekstów, próba ożywienia znaczeń, które również dzisiaj prowokują, złoszczą, niepokoją i inspirują, jest zadaniem tej książki.

Stanowisko autorki i interpretatorki nie jest w żadnym razie „obiektywne” i „bezstronne”. Przeciwnie, motywem przedsięwzięcia, jakim jest niniejsza praca, jest wola dyskursu. Jedynie dzięki zaangażowaniu tego rodzaju zapomniane, zakurzone teksty mają szansę ożyć i przemówić.

* * *

W redagowaniu obecnej wersji tego tekstu o tekstach pomocne były przyjaciółki feministki: dr Inga Iwasiów, Maria Ciechomska, dr Małgorzata Baranowska, Barbara Kaszkur, a szczególnie Beata Kozak. Za Wasze uwagi bardzo dziękuję.

Winna jestem również podziękowanie pani profesor Aldonie Jawłowskiej, jako promotorce pracy doktorskiej będącej pierwszą wersją tej książki, oraz jej recenzentom: panu profesorowi Michałowi Głowińskiemu i pani profesor Annie Titkow. Fragmenty z ich recenzji znalazły się na okładce.

Konstytucja nowej tożsamości

„Jaka powinna być kobieta nasza?” – pytał w wydanej anonimowo broszurze zagorzały przeciwnik emancypacji kobiet. Wprawdzie zaraz sam sobie odpowiadał, że „zapytać wypada imaginacyji poetów i ludu, jaką kobietę mieć chcą” (N-i, 26), lecz samo postawienie takiego pytania wskazuje na głęboki wstrząs, który w pierwszej połowie XIX wieku musiał się dokonać w myśleniu o kobietach.

W latach 70. XIX wieku nawet dla przeciwników emancypacji kobiet stało się jasne, że coś się zmienia i że dotychczasowe przeświadczenia o tym, czym/kim dotąd była kobieta, nie dają się już utrzymać. Dyskurs emancypacyjny wprowadził pytanie o sens bycia kobietą. Nie chodziło już o odpowiedź na pytanie, co przystoi niewieście, a co nie.

Chodziło o problematyzację kulturowego wzorca kobiecości w całym jego zakresie. Nowe było poruszanie się na granicy kobiece/nie-kobiece, włączanie do określenia kobiecości takich cech, zachowań, funkcji, których negacja dotąd ją charakteryzowała.

Nowe jest pozostawienie pytania otwartym, bez gotowych odpowiedzi. Nowe jest przyznawanie się do niewiedzy co do tego, jaka kobieta być powinna. Ten brak gotowej odpowiedzi, świadomość, że odpowiedź nie jest łatwa oraz odrzucanie tych rozwiązań, które dotąd uznawane były za najprostsze i najbardziej się narzucające, cechuje myślenie emancypacyjne. Czymś zagadkowym, źródłem wątpliwości i niepokoju staje się to, co dotąd było tak jasne i oczywiste, że nie prowokowało żadnych pytań.

„Jaka powinna być kobieta nasza?” – pytał przeciwnik emancypacji kobiet, zawężając przy tym obszar możliwych odpowiedzi przez użycie słowa „nasza”. Także zatem on, o ile był wystarczająco wrażliwy, by odczuć współczesne mu przemiany kulturowe, nie znajdował prostych odpowiedzi i w definiowaniu kobiety widział raczej problem, niż system reguł.

W szczególny sposób pytanie to dotyczyło samych kobiet. One bowiem redefiniowały sens bycia kobietą nie tylko w polemikach gazetowych, lecz przede wszystkim w swoim życiu. Kobiety nie tylko pisały i dyskutowały o tym, co znaczy być kobietą, one samebyły kobietami. Napięcie pomiędzy dawnym i nowym było dla nich nie tylko zewnętrznym przedmiotem rozważań, lecz także czymś na bieżąco przeżywanym. Ponieważ zaś tożsamość płciowa w bardzo dużym stopniu określa osobowość, a jej przemiana wiąże się z ryzykiem rozchwiania i rozpadu samej osobowości, przemianę sensu bycia kobietą ze szczególnym dramatyzmem przeżywały właśnie kobiety.

Sytuację poszukiwań nowego sensu bycia kobietą, sytuację trudną i dramatyczną dla kobiet, ich niejasną świadomość celu, przekonanie o potrzebie zmian wyraża wiersz Deotymy:

Co się stało? Jakby w mieście Gdy uderzy spiż na trwogę Tak nieme tłumy niewieście Przemówiły... gwarną rzeszą Gdzieś się spieszą... Gdzie? Niepewne, każdego pytają o drogę. Wieku nasz! Ty zwan będziesz wielkim kobiet wiekiem! Niewiasta się ozwała z żądaniem nieznanem: Dotąd aniołem była lub szatanem – Dzisiaj chce zostać człowiekiem.

(Deotyma 1879)

Swoboda osobista

Ciało

Dyskurs emancypacyjny nie przypadkiem już u samych swych początków zajmował się ciałem. Ciało kobiece było – i nadal jest – we współczesnych mu dyskursach formowane w szeregu represyjnych procedur począwszy od ograniczającego je ubioru przez trening sposobu poruszania się, tabuizację naturalnych funkcji, kontrolę możliwości reprodukcyjnych, po eksploatację go jako siły roboczej i źródła przyjemności seksualnej. Konieczność pętania ciała gorsetem czy biustonoszem, noszenia kapeluszy i długich sukien ograniczających swobodę ruchu, potrzebę odbywania skomplikowanych procedur ubierania się i rozbierania, malowania twarzy, eliminowania naturalnego owłosienia ciała i zapachów tłumaczono i tłumaczy się do dziś względami estetycznymi. Swobodę zachowań cielesnych ograniczały dodatkowo określone reguły „skromnego” lub „pociągającego”, „godnego” względnie „pełnego wdzięku” „kobiecego” poruszania się i siedzenia.

Zebrane i znakomicie wyłożone oczekiwania wobec kobiet znajdujemy po raz pierwszy w książkach Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. Zarówno jej pierwsza książka, powstała w 1819 roku „Pamiątka po dobrej matce”, jak i późniejsza, „O powinnościach kobiet”, zawierają szereg rad dla kobiet o tym, jak powinny kształtować swoje życie. Obie książki były w XIX wieku ogromnie popularne. Hoffmanowa zebrała w nich potoczne, najbardziej rozpowszechnione przekonania o kobietach, podając je w eleganckiej, literackiej formie. Zapisała w nich pewien system wymagań wobec kobiet, z którym wówczas na co dzień kobieta miała kontakt w postaci fragmentarycznej, w stosunku rodziców do niej, w naukach guwernantki, w oczekiwaniach swego amanta itp. Hoffmanowa skodyfikowała tę wiedzę. Jej rady mają charakter „przeżyciowy”, opisują, jak kobieta powinna się zachowywać, żeby dostosować się do oczekiwań swego otoczenia i nie popadać z nim w konflikt.

Z pism Hoffmanowej dowiadujemy się, że kobiety z klasy średniej i wyższej powinny się przede wszystkim podobać:

Kobietom, mężczyznom, starym, młodym, wszystkim staraj się podobać; usiłuj, aby każdy powiedzieć mógł o tobie: Jakaż to przyjemna osoba! (Hoffmanowa 1876 VIII, 322)

Urodzie i jej pielęgnowaniu Hoffmanowa poświęca osobny rozdział „O powinnościach kobiet”. Dowiadujemy się z niego, że o tym, czy kobieta się podoba, czy nie, decydują nie tylko regularne rysy twarzy czy zgrabna figura. Ważniejsze od urody jest „ułożenie”, bardziej od urody w kobiecie podoba się odpowiedni sposób zachowania. Najwyższym i najbardziej pożądanym efektem takiego „podobania się” jest małżeństwo. Hoffmanowa w „Pamiątce po dobrej matce” podaje przykład pięknej Pauliny i jej młodszej siostry, nie tak ładnej, lecz lepiej „ułożonej” Karoliny. Ku zaskoczeniu wszystkich to właśnie mniej urodziwa Karolina bardziej spodobała się pewnemu „zacnemu obywatelowi”, który poprosił ją o rękę, natomiast Paulina została starą panną.

Słowo „podobać się” zawiera pewną charakterystyczną dwuznaczność. Określa przeżycie estetyczne, bezinteresowne przeżycie piękna, jak w zdaniu: „Ten obraz podoba mi się”. Bywa również wyrazem aprobaty dla zaistnienia określonego stanu rzeczy, który nam odpowiada, jak w zdaniu: „Już zrobiłeś to, co ci kazałem? W porządku, to mi się podoba”.

Od Hoffmanowej dowiadujemy się, czym jest owo „dobre ułożenie”, które się w kobietach w ten dwuznaczny sposób podoba – komu? – bardziej niż uroda. Dotyczy ono sposobu poruszania się, stania, mówienia, zachowania się, w ogóle sposobu bycia. Zawiera się w nim zarówno opanowanie reguł savoir vivre’u, jak i posiadanie ogłady towarzyskiej, dbałość o swą powierzchowność, a także kultura osobista – wszystko to i coś więcej jeszcze: uległość wobec mężczyzn.

Dobre ułożenie dotyczy tak kobiet, jak i mężczyzn, lecz bardziej wymaga się go od kobiet, gdyż „mniej razi w mężczyźnie, niż w kobiecie złe ułożenie” (Hoffmanowa IX, 129). Hoffmanowa powołuje się na Górnickiego, który tak pisze w „Dworzaninie” o różnicy pomiędzy kobietami a mężczyznami:

W postawie, w słowach /. w postępkach ma być białogłowa od mężczyzny różna: bo jako mężczyzna ma to w każdej swej sprawie pokazywać, iż jest jako dąb, tak zasię w białogłowie ma być coś pieszczonego, w miarę przystojnego żeńskiejniedużości, abyw staniu, w chodzie, w mowie (podkr. SW), i cokolwiek pocznie, nie było w niej znać nic mężczyńskiego.

Kobieta na całym swoim sposobie bycia ma mieć odciśnięte to, że nie jest „jako dąb”, silna i potężna. Powinna swym zachowaniem, sposobem mówienia, poruszania się stale informować o swej „niedużości”, o tym, że jest słabsza od mężczyzny.

Trening dobrego ułożenia ma za swój cel pełne zinterioryzowanie jego reguł. „Nienaturalność, przymus” (Hoffmanowa 1876 IX, 132) mają nie być zauważane, choć jednocześnie należy się stale kontrolować, unikać „tej nieuwagi, która, podobna do niezgrabności lub niedbalstwa, razi w kobiecie” (Hoffmanowa VIII, 323).

Wiemy już, że „dobre ułożenie”, tak ważne dla kobiet, jest efektem działania określonego systemu przymusu. Jego zasady powinny zostać doskonale uwewnętrznione, należy się z nimi w pełni identyfikować i stosować je nie od święta, lecz stale. Hoffmanowa wymienia podstawowe zasady owego „dobrego ułożenia”:

Staraj się nabyć uprzejmego i ujmującego sposobu obchodzenia się z każdym. (VIII, 323)

Ze wszystkimi obchodź się z przymileniem i grzecznością. Żywo i chętnie czyń każdemu przysługi.

Niech każde twoje ruszenie będzie szlachetne i przyjemne.

Staraj się także, córko moja, zachować zawsze miły na twarzy wyraz.

Stój, siedź zawsze prosto, niech twój chód będzie lekki, pamiętaj o sposobie przyzwoitym kłaniania się. (VIII, 323)

Gdyby nie było całkiem jasne, co jest „szlachetne”, „przyjemne”, „miłe” i „przyzwoite” w zachowaniu kobiety, natrafia się na poniższe wyjaśnienie:

Co jest przyzwoite, jest niepostrzeżone: mało zabierać miejsca, nie chcieć błyszczeć, mało mówić, nie nadstawiać się... (IX, 132).

Wspomniana już historia o dobrze ułożonej Karolinie i pięknej Paulinie jeszcze bardziej dobitnie określa, czym jest owo „dobre ułożenie”, które Karolinie zapewniło przewagę nad Pauliną w rankingu małżeńskim. Karolina była mianowicie „pokorna, potulna i nieśmiała” i tymi cechami zwróciła na siebie uwagę kandydata do małżeństwa. Hoffmanowa chwali wybór mężczyzny i wskazuje korzyści, jakie odniósł wiążąc się z Karoliną:

...niewypowiedzianie wdzięczna małżonkowi swemu, zawsze jej się zdaje, że nie dosyć go jeszcze uwielbia i kocha. Jego szczęściem tylko zajęta, słucha go ślepo, idzie zawsze za jego radami. (VIII, 334)

Uległe i pokorne zachowanie kobiet, sygnalizowane każdą postawą ciała, przedstawiane jest jako ich zaleta, dająca im szczęście w postaci związku z mężczyzną, który te „zalety” będzie wykorzystywał dla swojej wygody i korzyści.

Dwanaście lat po debiucie pisarskim Hoffmanowej Elżbieta Jaraczewska zwraca uwagę na estetyzację efektów dyscyplinowania ciała kobiecego, na to, że uległe, pokorne, lękliwe zachowania kobiet przedstawiane są jako ich zalety, jako cechy dodające im uroku:

Delfina Stawska... zajaśniała w szesnastym roku na wielkim świecie całą świetnością uroczego życia poranku. Twarz powabna, kibić kształtna, nieśmiałość pełna wdzięku, coś trwożliwego w spojrzeniu, uprzejmego w uśmiechu (podkr. SW),... wszystko to odznaczało Delfinę w towarzystwie jak to świetne zjawisko, które każdego oczy wabi i zachwyca, póki nie zniknie lub nie spowszednieje... (Jaraczewska, 10)

Ta przejmująca charakterystyka młodej dziewczyny, przedstawiająca przejawy jej zniewolenia: nieśmiałość, lękliwość, uległość, jako cechy dodające jej uroku, rozpoczyna książkę Jaraczewskiej, która w zamiarze autorki była protestem wobec błędnego wychowania kobiet.

Rady dla Amelii od jej matki, które Hoffmanowa przedstawiła w „Pamiątce...”, już w następnym pokoleniu emancypantek spotkały się z ostrą krytyką. Uczennica Hoffmanowej z Instytutu Guwernantek, Narcyza Żmichowska, we wstępie do jej „Dzieł zebranych” pisała, że autorka „z punktu widzenia mężczyzn na kobiety patrzy”, za zalety kobiet uznając to, co mężczyzn może uszczęśliwić, a za wady wszystko, tylko nie to, co samym kobietom utrudnia życie, np: lękliwość, niezaradność, łatwowierność. Inna Entuzjastka, Zofia Węgierska, rady dla Amelii uzupełniła radami dla Ludwika. Entuzjastki krytykowały w ten sposób nie tyle poglądy samej Hoffmanowej, bo jej poglądy na wychowanie dziewcząt i „powinności kobiet” nie były oryginalne, co raczej powszechne przekonania na temat kobiet.

Sama Hoffmanowa nie była całkowicie bezkrytyczną wyrazicielką poglądu o tym, że kobieta powinna się przede wszystkim podobać. Wyznaczała granice temu „podobaniu się”. Granicą tą było zdrowie. W swej „Pamiątce...” radziła, by „wzmacniać ciało”, gdyż „dusza i ciało są tak ściśle złączone, że jedno drugiemu siły i mocy dodać lub ująć może” (Hoffmanowa1876 IX, 140). Na miarę swej obszernej książki nie szczędzi konkretnych wskazówek, jak postępować, żeby zachować ciało w zdrowiu. Większość z nich jest tak banalna, że nie mogła się zdezaktualizować, jak na przykład ta, by nie ubierać się zbyt lekko w chłodne pory roku oraz by zażywać często ruchu na świeżym powietrzu, lecz część wyraźnie trąci myszką, jak ostrzeżenie przed lekarstwami i słodyczami (IX, 143). Znamienne jest jednak, że do czynników zagrażających zdrowiu zalicza Hoffmanowa lekturę romansów. Uważa ona, że wyrabiają błędny i szkodliwy stosunek do własnego ciała przez to, że słabość cielesną przedstawiają jako kobiecą zaletę:

Luba melancholia, zajmująca bladość, drżąca łza w oku, wdzięk czarowny w smętnym uśmiechu, kibić wysmukła, krok niepewny, częste i ciężkie westchnienia: taka jest zwykle heroin romansowych postać. (IX, 150)

Kobiety starają się upodobnić do bohaterek swych lektur, „heroin romansowych”, stąd rozpowszechniona i modna staje się choroba zwana spazmami (VIII, 316).

Obok znajomości szczegółowych przepisów dotyczących zachowań cielesnych kobiety obowiązywała niewiedza dotycząca ciała. Wiedza o własnym ciele i jego funkcjach nie przystawała kobiecie. Nie wypadało o tym wiedzieć zbyt wiele. W szczególności nie wypadało pannie na wydaniu wiedzieć, skąd się biorą dzieci ani mężatce wypowiadać się na temat ars amandi. Powiedzenie o kobiecie, że „doświadczenie duże miała”, jak Telimena z „Pana Tadeusza”, sugerowało, że znajduje się ona na granicy anatemy towarzyskiej. Kandydatka na żonę powinna była mieć zaledwie ogólne pojęcie o tzw. trudach małżeństwa. Naiwność i niewiedza o swym własnym ciele była wręcz składnikiem cnót niewieścich. Dziewczynka, która „zdaje się już w dwunastu leciech wszystko (podkr. SW) wiedziała” (III, 522) budzi zgorszenie u Tańskiej, choć małżeństwa czternastoletnich dziewcząt nie należały wówczas do rzadkości.

Następne pokolenia emancypantek bardziej konsekwentnie krytykowały przeestetyzowanie ciała kobiecego kosztem jego siły i żywotności. Bohaterką negatywną dyskursu emancypacyjnego stała się w latach 40. XIX wieku lalka salonowa. Krytyka lalek salonowych nie dotyczyła konkretnych kobiet lecz celu zabiegów wychowawczych aprobowanego w salonach. Lalki salonowe to istoty niesamodzielne. Nie poruszają się same, trzeba nimi z zewnątrz sterować. Choć ładnie wyglądają, są puste w środku, „powierzchownością tylko udane, w niej całą składają wartość” (Magazyn Mód 1841, 214). Krytykowały je Entuzjastki, emancypantki z kręgu Żmichowskiej. Dzięki swojej determinacji i opieraniu się naciskom otoczenia przyczyniły się do zmiany mody kobiecej i poszerzenia zakresu swobody cielesnej kobiet. Nosiły luźne suknie, mniej krępujące ciało, i obcinały włosy, by oszczędzić sobie czasu spędzanego przed lustrem na układanie fryzury. Poza tym wywalczyły sobie akceptację zachowań zastrzeżonych dotąd tylko dla mężczyzn, jak palenie cygar, jazda konna, możliwość poruszania się poza domem bez konieczności posiadania opieki w postaci guwernantki lub służącej. Narcyza Żmichowska w liście do Wandy Żeleńskiej pisała o reakcjach najbliższego otoczenia na swe uparte zdobywanie przyzwolenia na zachowania zarezerwowane dotychczas jedynie dla mężczyzn:

Gdy pierwsze sygaro wypaliłam, był lament w domu, a gdy na koń wsiadłam, były płacze i zgrzytanie zębów, o jakich pojęcia chyba nie masz. (list z 14 kwietnia 1869)

Rozluźnienie rygorów dotyczących tego, jak wypada się kobiecie zachować i jakie jej zachowanie jest akceptowane, a jakie wykracza poza reguły „przyzwoitości” i „podobania się”, miało jednak swoje wyraźne granice. Granicą swobody cielesnej było traktowanie ciała jako źródła przyjemności.

Próby przekroczenia tej granicy w praktyce życiowej Entuzjastek ściągnęły na nie tak ostrą krytykę, że na pół wieku uniemożliwiły jakąkolwiek dyskusję na ten temat. Przyjemność cielesna i swoboda dysponowania swym ciałem w relacjach seksualnych stały się tabu dyskursu emancypacyjnego, zanim mogły stać się jego tematem. Zaczęło się od rozróżnienia emancypantek na Entuzjastki i Lwice salonowe.

Całe pokolenia polskich emancypantek, od Żmichowskiej przez Orzeszkową po Kuczalską, powtarzały te same zapewnienia o różnicy pomiędzy Entuzjastkami a Lwicami. Orzeszkowa do tego rozróżnienia dodaje jeszcze Sawantki, uczone „powierzchowną uczonością”, próżne, zarozumiałe i nudne (Orzeszkowa 1873, 3). Nie znosi to jednak rozróżnienia pomiędzy Entuzjastkami i Sawantkami z jednej, a Lwicami z drugiej strony. To rozróżnienie opiera się w ostatecznym rozrachunku na odmiennym stosunku do ciała.

Lwicami