Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
70 osób interesuje się tą książką
Czy można odnaleźć swoje miejsce… gdy całe życie wymyka się spod kontroli?
Avery Sinclaire przyjeżdża do Honey Ridge w nadziei, że w niewielkim miasteczku w Montanie odzyska siły, by uporządkować własne życie. Z dala od Nashville, u boku przyjaciółki, chce po prostu złapać oddech. Nie planuje zostawać tu na długo. I zdecydowanie nie planuje ponownie zbliżać się do jedynego mężczyzny, który sprawił, że jej serce zabiło mocniej.
Brody Harrington od zawsze potrafił rozładować napięcie żartem, a ciężką pracę stawiał ponad wszystko. Prowadzenie własnej firmy wypełnia mu każdą wolną chwilę. Ostatnim, czego potrzebuje, są komplikacje. Zwłaszcza te, które mają piękny uśmiech, skrywają zbyt wiele tajemnic i sprawiają, że coraz trudniej myśleć rozsądnie.
Jednak Honey Ridge już nie raz udowodniło, że los lubi pisać własne scenariusze. A gdy na drodze Avery i Brody’ego staje pewna niesforna psia znajda, coraz trudniej udawać, że między nimi nie iskrzy.
Czy miłość wystarczy, gdy ktoś skrywa sekrety, które mogą zmienić wszystko?
„Captured by Love” to pełen ciepła romans małomiasteczkowy. Wzruszająca historia o rodzinie, przyjaźni, drugich szansach i uczuciu, które pojawia się wtedy, gdy go najbardziej potrzebujemy.
Nowelka z Kolekcji komfortowych romansów Inanny
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 125
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Captured by Love
Ewelina Nawara
Wydawnictwo Inanna
Avery
Brody
Avery
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Wpatrywałam się z niedowierzaniem w niewielki przedmiot w moich dłoniach. Łzy napłynęły mi do oczu i nawet nie próbowałam ich powstrzymać. Jak mogło do tego dojść? Jasna cholera, wiedziałam jak do tego doszło, nie byłam aż tak głupia, ale… JAKIM CUDEM? Mój mózg zaczął działać na jakimś przyspieszeniu i podsuwać mi coraz to gorsze pytania, wizje i problemy do rozwiązania. Na żadne z nich nie byłam teraz gotowa.
Cholera, nie byłam gotowa na to. Skończyłam dwadzieścia sześć lat, mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu, nie miałam stałej pracy i zarabiałam na życie, robiąc zdjęcia i prowadząc swoje profile w mediach społecznościowych. Nie było przy mnie nikogo, komu mogłabym się wypłakać w ramię, nikogo, kto powiedziałby mi, że będzie dobrze, że przejdziemy przez to razem… Miałam tylko Maddie, ale ona mieszkała teraz ze swoim narzeczonym w cudownym małym miasteczku Honey Ridge, z daleka od świateł Nashville.
Smutna prawda o Avery Sinclaire: sierota bez rodziny, z jedną przyjaciółką, w dodatku przebywającą daleko od niej.
Zaśmiałam się przez łzy. Nie powinnam się nad sobą użalać, musiałam wziąć się w garść, wiedziałam to. Ale trudno się pozbierać, gdy dosłownie całe twoje życie się zmienia i nie masz obok siebie nikogo, z kim możesz się tym podzielić.
W końcu jednak podniosłam się z podłogi, otarłam łzy i umyłam twarz, by pozbyć się resztek mojego chwilowego załamania. Wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze i przez chwilę rozważałam, co by było, gdyby moi rodzice żyli, gdybym mogła teraz do nich pojechać i podzielić się wieściami. Gdybym mogła przytulić się do mamy, do taty… Życie było niesprawiedliwe i chyba wszyscy już zdążyliśmy się o tym przekonać.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Maddie, bo doskonale wiedziałam, że odkąd wprowadziła się na rancho Blake’a, wstawała wcześniej niż wtedy, gdy mieszkała w Nashville.
– Hejka, nie możesz spać? – zapytała, a w jej głosie usłyszałam śmiech.
– Sugerujesz, że jestem śpiochem? – wydusiłam z trudem, bo w gardle czułam gulę.
– Nigdy w życiu – parsknęła. – Co tam?
Dwa wyrazy, jedno krótkie zdanie, a ja rozsypałam się niczym domek z kart. Płakałam jej do słuchawki jak jakaś wariatka.
– Przerażasz mnie, co się stało? – dopytywała pomiędzy moimi szlochami.
Minęła dłuższa chwila, nim zdołałam się uspokoić.
– Mogę przyjechać? – zapytałam, zamiast odpowiedzieć.
– Oczywiście, mój dom to twój dom, wiesz o tym.
– Dziękuję, Maddie. Zaraz wyruszę i porozmawiamy, jak do ciebie dotrę, dobrze?
– Jesteś pewna, że możesz prowadzić? Brzmisz na zdenerwowaną, może wyjadę po ciebie na lotnisko?
Wcześniej wynajmowałam na lotnisku samochód i przyjeżdżałam sama, ale dziś zgodziłam się na jej propozycję.
– Byłoby cudownie, dam znać, o której będę lądować. Widzimy się niedługo.
Gdy tylko skończyłyśmy rozmowę, kupiłam bilet lotniczy i spakowałam walizkę. W ostatniej chwili wsadziłam do niej zgarnięty z łazienki powód mojej totalnej emocjonalnej rozsypki.
Nie pamiętam, jak dotarłam na lotnisko, ale gdy tylko zajęłam miejsce w samolocie, oparłam głowę o okno i zamknęłam oczy. Zalały mnie wspomnienia.
W Honey Ridge czułam się jak u siebie, wszyscy przyjęli mnie jak jedną ze swoich, jednak nie wiem, czy potrafiłabym tak jak Maddie tam zamieszkać, czy umiałabym stworzyć tam własny dom. Ale za każdym razem, gdy tam byłam, ogarniał mnie… spokój.
– Avery, słońce – zaczęła Riley, opierając łokcie o blat stołu. – Wiem, że nie jesteś stąd… I pewnie nie słyszałaś, co w naszych stronach oznacza, gdy kobieta wkłada kapelusz kowboja?
Zamrugałam zaskoczona, bo równie dobrze mogła mówić do mnie w innym języku.
– Słucham? Nie, a co to oznacza? – zapytałam, speszona uwagą osób zebranych przy stole.
Maddie i Riley spojrzały na siebie porozumiewawczo i wypaliły równocześnie:
– Nosisz kapelusz, ujeżdżasz kowboja! – Wybuchnęły głośnym śmiechem.
Poczułam, jak gorąco wlewa się na moje policzki, i złapałam za rondo, by jak najszybciej pozbyć się kapelusza z głowy, ale właśnie wtedy Brody, który do tej pory siedział cicho, ożył.
– Hej, chwileczkę! – zawołał z szerokim, drapieżnym uśmiechem. – To mój kapelusz.
Wszyscy ryknęli śmiechem, a Mason o mało co nie zakrztusił się piwem. Brody nie czekał ani sekundy. Wstał płynnym ruchem, obszedł stół i wyciągnął dłoń w moją stronę.
– Skoro zasady to zasady, darmowa przejażdżka zaczyna się od tańca – mruknął niskim głosem, po czym bezpardonowo porwał mnie na prowizoryczny parkiet przed sceną.
Próbowałam protestować, chociaż tak naprawdę nie wyrywałam się zbyt mocno z jego objęć. Brody położył dłoń na mojej talii i przyciągnął mnie do siebie, a muzyka ze skocznej i radosnej zmieniła się nagle w romantyczną i powolną, pozwalającą na większą intymność w tańcu.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wybrałaś akurat mój kapelusz – powiedział cicho.
– Gdybym wiedziała, że jest twój, to bym go nie wzięła – mruknęłam.
Nie miałam pojęcia, jak się przy nim zachowywać. Brody zdawał się tak różny od swojego rodzeństwa, flirtował z taką łatwością, że nie byłam pewna, czy brać go na poważnie, czy uznać, że robił to po prostu dla sportu.
– Wolałabyś kapelusz Masona? – zapytał, delikatnie zaciskając dłoń na mojej talii.
– Wolałabym swój. Nie znałam tej waszej durnej zasady.
Kto by pomyślał, że powrót Maddie w rodzinne strony pociągnie za sobą tyle zmian. I tyle nowych rzeczy, których najwidoczniej musiałam się nauczyć.
Wspomnienie zupełnie mnie pochłonęło. Ocknęłam się z niego dopiero, gdy rozbrzmiał sygnał zapięcia pasów, a po chwili już lądowaliśmy.
Na lotnisku od razu dostrzegłam wypatrującą mnie Maddie i znowu poczułam pod powiekami piekące łzy.
– Avery… – szepnęła, tuląc mnie do siebie, a później złapała za moją walizkę i wyprowadziła nas na zewnątrz.
Na parkingu czekała na mnie niespodzianka w postaci Riley, przyszłej szwagierki Maddie.
– Byłyśmy razem, kiedy zadzwoniłaś… – wyjaśniła, obejmując mnie delikatnie na powitanie. – Ale jeżeli wolicie pogadać same, to po przyjeździe na rancho wrócę od razu do siebie – dodała.
– Jeśli potrafisz dochować sekretu, możesz zostać – wyszeptałam. Te słowa ledwie przeszły mi przez gardło.
Maddie i Riley spojrzały na siebie i po chwili siedziałyśmy już w samochodzie pędzącym w stronę Honey Ridge. Dziewczyny próbowały mnie zagadywać, ale czułam, że jestem na krawędzi kompletnego rozklejenia się, więc postanowiłam milczeć i poczekać ze zwierzeniami na moment, gdy Maddie nie będzie próbowała nas zamordować na drodze. I tak było lepiej niż wcześniej, przynajmniej teraz częściej jeździła terenówką Blake’a niż swoim żółtym Garbusem, ale mojej przyjaciółce naprawdę przydałyby się lekcje jazdy. Nie żebym zamierzała jej o tym powiedzieć.
– Blake wróci dopiero wieczorem, więc opowiadaj, co się stało – powiedziała Maddie, gdy tylko mój tyłek dotknął sofy w salonie.
– No więc… – zaczęłam i rozryczałam się jak skończona idiotka.
Myślałby kto, że przerobienie budynku starej szkoły na nową szkołę to będzie bułka z masłem. Wszystko znajdowało się na jednym terenie, więc teoretycznie powinno być w całkiem niezłym stanie, prawda? Nie miałem pojęcia, co mnie podkusiło, żeby przyjąć to zlecenie. Cholera, wiedziałem czemu… Dyrektorem szkoły i osobą, która odezwała się do mnie w tej sprawie, był przyjaciel mojego zmarłego taty. Nie potrafiłem mu odmówić. I przez ten mój sentymentalizm wpakowaliśmy się w naprawdę gównianą robotę.
– Nie żebym narzekał, szefie, ale łatwiej byłoby to wyburzyć i postawić od nowa – rzucił Mike, jeden z moich pracowników.
– Wysadziłbym to w powietrze i patrzyłbym, jak osiada kurz – mruknąłem, próbując się dostać do zaworu ukrytego w totalnym gruzowisku. – Auć, cholera!
Coś ostrego wbiło się w moją rękę, ale nie cofnąłem jej, dosięgnąłem zaworu i zakręciłem go, dzięki czemu uratowałem nas przed totalną powodzią. Wspominałem już, że woda podobno była odcięta i nie mieliśmy się czym martwić?
Wyjąłem rękę i obejrzałem rękawicę ochronną, a później ją zdjąłem. Delikatne rany na skórze wyglądały jak ślady… zębów.
– Co, do cholery? – zdziwiłem się i zacząłem odsuwać deski, gruz i wszystko inne, co przykrywało miejsce, gdzie przed chwilą grzebałem.
Najpierw usłyszałem ciche warczenie, a po chwili zauważyłem szaro-czarnego psiaka o dwukolorowych oczach.
– Co tam masz, szefie?
– Psa. Znajdź mi coś, w co mógłbym go owinąć – poprosiłem, a później próbowałem zachęcić zwierzaka do wyjścia.
Ten jednak nie miał takiego zamiaru. Siedział wciśnięty w ścianę i warczał przy każdym moim ruchu. Zastanawiałem się, skąd on się tutaj wziął, jak długo tu siedział i co, do cholery, ja miałem z tym zrobić. Ta robota okazała się już i tak wystarczającą katastrofą, bez dodatkowej niespodzianki na czterech łapkach.
– Znalazłem koc. – Mike podał mi zwinięty materiał i wycofał się do swojej pracy.
Żaden z moich chłopaków nie chciał pomóc w tej akcji, a raczej… nikt nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za to zwierzę. Po kilku próbach udało mi się psiaka chwycić, był mniejszy, niż się spodziewałem, musiał tu dłuższy czas siedzieć bez jedzenia…
– Mógłbyś schować zęby i nie warczeć, gdy ktoś cię ratuje – powiedziałem do niego.
Westchnąłem ciężko i zadzwoniłem do naszego weterynarza Sama, bo wiedziałem już, że bez wizyty u niego się nie obędzie. Na szczęście zgodził się przyjąć mnie od razu, więc liczyłem, że szybko pozbędę się kłopotu. I tak zmarnowałem już wystarczająco dużo czasu. Jak tak dalej pójdzie, nie wyrobimy się w terminie, a ja byłem dumny z tego, że zawsze dawaliśmy radę. I naprawdę bardzo nie chciałem stracić tej opinii.
***
– No weź, Sam, nie rób mi tego – jęknąłem.
– Nie wystawię ci rachunku za wizytę, ale ona nie może tu zostać – powiedział stanowczo weterynarz.
Czy dziś mogło się jeszcze bardziej coś spieprzyć? Kłopot za kłopotem na budowie, pies znajda, który okazał się suczką, a teraz jeszcze informacja, że Sam jej nie przygarnie.
– To co ja mam z nią zrobić?
– Znajdź jej dom albo sam się nią zaopiekuj. Albo odwieź ją do schroniska.
Skrzywiłem się, bo tego ostatniego wolałbym uniknąć. Schroniska w naszej okolicy nie były zbyt dobrze finansowane, przez co zwierzaki nie miały tam dobrych warunków. W Honey Ridge z reguły sami zajmowaliśmy się znajdami, szukaliśmy im domów i pilnowaliśmy, by żadnemu zwierzakowi nie działa się krzywda. Właśnie przez takie podejście Blake miał w swojej stodole gromadkę kotów.
I to był świetny pomysł!
– Coś wymyślę. Mogę u ciebie kupić obrożę i smycz? Transport powinien być łatwiejszy, gdy nie będzie próbowała odgryźć mi ręki.
Sam nakarmił jeszcze małą, po czym podał mi smycz i obrożę oraz małe opakowanie przysmaków.
– Spróbuj ją przekupić – zaśmiał się. – I daj znać, u kogo w końcu zamieszka. Komplet szczepień na mój koszt.
– Dzięki, Sam, dam znać.
Skuszona smaczkami mała dała sobie założyć obrożę, do której przypiąłem smycz. Ruszyliśmy powoli w stronę mojego samochodu. Tam jednak nie poszło już tak łatwo, szczekała. Suczka skakała na mnie, na drzwi, na deskę rozdzielczą, aż w końcu posadziłem ją sobie na kolanach i wtedy się uspokoiła. Pojechałem prosto na rancho.
Zapukałem do drzwi i z psem na ręce wszedłem do środka, ale nic nie przygotowało mnie na widok, jaki zastałem w środku. W salonie, na sofach, na których lubiłem przesiadywać, ujrzałem Maddie, Riley i… Avery. Wszystkie trzy zapłakane.
W mojej głowie rozbrzmiały głośne syreny alarmowe.
– Yyy… ja może wpadnę później – powiedziałem, patrząc na nie. – Nie przeszkadzajcie sobie w… czymkolwiek tu robicie.
Spojrzałem jeszcze raz na Avery, zaskoczony faktem, że dziewczyna jest w Honey Ridge. W normalnych okolicznościach już próbowałbym ją poderwać, ale szczerze mówiąc, płaczące kobiety mnie przerażały. Wycofałem się więc czym prędzej i ruszyłem na poszukiwania Blake’a. Cholernie żałowałem, że nie udało mi się wcisnąć Maddie psa i uciec.
– Nie powinieneś być teraz w pracy? – rzucił Mason, gdy mnie zauważył.
– Stało się coś? – odezwał się Blake.
– Wiesz, że w twoim salonie siedzą i ryczą trzy kobiety? – Pomasowałem kark. – Przyniosłem ci prezent – dodałem, podając mu psa, ale mój brat nawet nie wyciągnął rąk przed siebie.
– Kto jest w moim salonie i płacze?
Zupełnie zignorował zwierzaka, którego próbowałem mu wcisnąć. Zdecydowanie potrzebowałem lepszego sposobu na przekonanie go, że powinien się zaopiekować sunią.
– Maddie, Riley i Avery. Siedzą i ryczą. Nie pytaj czemu, uciekłem, jak najszybciej mogłem.
– Nie zapytałeś, czy coś się stało? – burknął Blake.
– Stary, nawet ja wiem, że trzeba zapytać – prychnął Mason.
Pokazałem mu środkowy palec, bo nie miałem innej odpowiedzi.
– Wiesz, co poprawi Maddie nastrój? – zwróciłem się do brata. – Szczeniaczek. Śliczny, słodki, spójrz tylko na nią.
– Skąd wziąłeś psa?
Westchnąłem ciężko.
– Znalazłem ją na budowie – wyjaśniłem. – Sam ją obejrzał, obstawia, że ma jakieś pięć miesięcy, może pół roku. I potrzebuje domu. A gdzie będzie jej lepiej niż z wami na tym ranchu?
– Mamy Dolly, skoro ją znalazłeś, to sam się nią zaopiekuj. I nawet nie próbuj wcisnąć jej Maddie. Możesz ewentualnie spróbować z Riley, ale o nas zapomnij.
– Riley jej nie weźmie – mruknąłem zrezygnowany.
– Cóż, to twój problem. A teraz idę sprawdzić, czemu moja narzeczona płacze.
Zostawił mnie z psem na rękach i z Masonem, który nieudolnie próbował ukryć to, że się ze mnie nabija.
– Może ty…
– Mowy nie ma – zaśmiał się i wrócił do pracy.
Nie mogłem zrobić nic innego, niż odwieźć psa do domu i też zabrać się do pracy, by choć trochę nadrobić zaległości.
– Najgorsze wyczucie czasu w historii – zaśmiała się przez łzy Riley, gdy Brody wyszedł z domu.
Zobaczenie go tutaj wywołało u mnie lawinę emocji, których nie miałam ochoty teraz analizować, ale przynajmniej powstrzymało potok łez. Zawsze jakiś plus, prawda?
– Nie sądziłam, że potrafi tak szybko uciekać – parsknęła Maddie.
– Jest straumatyzowany, nigdy nie lubił płaczących kobiet – wyjaśniła Riley. – Ale zostawmy temat Brody’ego, są ważniejsze. Co teraz, Avery?
Schowałam twarz w dłoniach, bo to było pytanie, na które nie miałam gotowej odpowiedzi.
– Mogę wejść?
Na głos Blake’a uniosłam głowę. Mężczyzna stał z dłońmi wsuniętymi w kieszenie i czekał na naszą zgodę.
– Brody powiedział, że siedzicie i płaczecie, więc wolałem sprawdzić, czy coś się stało i czy czegoś potrzebujecie.
– A wehikuł czasu dasz radę załatwić? – Tym pytaniem zaskoczyłam nawet samą siebie.
– Tego nie, ale w zamrażarce są lody, a Maddie upiekła wczoraj brownie, więc coś na osłodę tych łez się znajdzie.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Blake był… dokładnym przeciwieństwem Maddie. Ona wieczna optymistka, zarażająca swoją pozytywną energią, on lekko gburowaty kowboj. Jednak im lepiej go poznawałam, tym wyraźniej widziałam, że wobec bliskich był naprawdę troskliwy.
– I właśnie dlatego ty jesteś moim ulubionym bratem, nie Brody. On zwiał stąd szybciej, niż się pojawił – powiedziała Riley, a po chwili dodała: – Po sesji płaczu kolejnym etapem jest obżarstwo, więc dobrze wiedzieć, że jesteście na to przygotowani – zaśmiała się.
– Skoro wszystko macie pod kontrolą, wracam do pracy – rzucił i podszedł, by pocałować swoją narzeczoną. – Jakby co, dzwoń. Będę na kolację.
– Kocham cię – odpowiedziała Maddie szeptem.
Obserwowanie ich przypominało oglądanie romantycznego filmu, na który nie miałam teraz ochoty, ale nie mogłam im przecież powiedzieć, żeby przestali okazywać sobie czułość we własnym domu. Zamiast tego wyjrzałam przez okno i skupiłam wzrok na pięknych widokach. To było bezpieczniejsze niż ponowne rozklejenie się, bo moje życie zmieniło się w katastrofę. I zdecydowanie lepsze od zazdrości, którą czułam na samą myśl, że Maddie przypadkiem znalazła to, czego ja tak bardzo szukałam i pragnęłam.
– Skoro znowu jesteśmy same, nie wymigasz się od odpowiedzi – odezwała się Riley. – I nie patrz tak prosząco na Maddie, nie mówię, że musisz znać je wszystkie, ale co teraz? Zostajesz w Honey Ridge? Wracasz do domu?
– Riley ma rację, dobrze by było wiedzieć, co planujesz. Co teraz?
– Nie mam pojęcia – szepnęłam. – W zasadzie przyleciałam tutaj zaraz po tym, jak się dowiedziałam, i nie zdążyłam się nawet nad niczym zastanowić…
Przez chwilę w salonie panowała cisza, przerywana jedynie dźwiękiem wskazówek zegara, wiszącego na ścianie.
– Zamierzasz mu powiedzieć?
– Riley… – jęknęła natychmiast Maddie.
Ale czy powinnyśmy się dziwić, że dziewczyna o to zapytała? Absolutnie nie, w końcu chodziło o jej brata, i mogła się na niego wkurzać, ile chciała, mogła narzekać na jego zachowanie, ale on był dla niej ważny.
– Powiem mu… chyba. Tylko że jeszcze nie teraz…
– To może zostaniesz na jakiś czas? Pokój gościnny jest twój na tak długo, jak tylko zechcesz – powiedziała spokojnie Maddie i objęła mnie mocno.
– I pomożesz nam w przygotowaniach do ślubów – dodała Riley. – Jak jeszcze raz będę musiała wybierać pomiędzy pięcioma odcieniami bieli, pojedziemy z Coltonem do Vegas.
Parsknęłam śmiechem, bo Riley zdecydowanie nie należała do kobiet, które cieszyły przygotowania do ich wielkiego dnia. Wychowana na ranchu w towarzystwie samych chłopców wyrosła na silną, zdecydowaną kobietę, w dodatku prowadziła własny bar i już niejednokrotnie narzekała na te wszystkie sprawy do załatwienia.
– Urządźcie podwójny ślub, Maddie ogarnie szczegóły, a ty tylko się pojawisz cała na biało – zaproponowałam.
Byłam szczęśliwa, że udało nam się zmienić temat i nie pozostawałam już pod obstrzałem pytań, na które nie znałam odpowiedzi.
– Brzmi kusząco, ale wolę, żeby dzień ślubu należał tylko do nas. Bez urazy, Maddie – odparła Riley. – Ale jeśli ogarniesz dla mnie wszystkie te bzdury z kwiatami, serwetkami, odcieniami sukni, to pokocham cię miłością wieczną.
– Przecież masz organizatorkę ślubną – zaśmiała się Maddie.
– Która zadaje mi te wszystkie pytania!
– Jeśli chcesz, z przyjemnością pomogę – wtrąciłam się.
Odwrócenie uwagi od moich problemów było teraz więcej niż mile widziane.
– Już nie będziesz mogła się wycofać – rzuciła Riley, wskazując na mnie palcem.
Później, kiedy Riley pojechała do siebie, odważyłam się zapytać Maddie, czy zamiast zatrzymać się w domu jej i Blake’a, mogłabym skorzystać z tego, który kiedyś należał do jej babci, a w którym teraz prowadziła lekcje i miała swoje niewielkie studio.
– Pewnie, ale tutaj będzie ci wygodniej – rzuciła szybko. – No i nie będziesz musiała znosić dźwięków nauki gry na gitarze.
– Mam słuchawki wygłuszające – odparłam z uśmiechem. – Nie chcę przeszkadzać tobie i Blake’owi, a wieczorami przyda mi się spokój, by móc pomyśleć nad swoją sytuacją.
Maddie przytuliła mnie mocno i zaproponowała, że po kolacji odwiezie mnie do domku, ale ja wolałam pojechać tam już teraz. Nie chciałam tłumaczyć Blake’owi swojej obecności tutaj…
– Czy powód mojego przyjazdu możesz zachować tylko dla siebie? Przynajmniej na razie?
– Nie powiem Blake’owi, jeśli o to pytasz – zapewniła mnie. – Ale nie powinnaś tego zbyt długo ukrywać, wiesz o tym?
Skinęłam głową, bo na nic innego bym się teraz nie zdobyła, ale jej tyle wystarczyło.
Maddie poprowadziła swojego żółtego Garbusa po wąskiej drodze, którą niedawno przygotował Blake, by narzeczona nie musiała jeździć dłuższą trasą za każdym razem, gdy miała zajęcia lub chciała skorzystać ze studia.
– W lodówce trzymam głównie napoje, ale podrzucę ci kolację i coś na śniadanie, a jutro możemy pojechać na zakupy.
– Nie musisz, serio, padnę do łóżka i nie wstanę pewnie do rana – powiedziałam, bo już czułam, jak zmęczenie, nie tylko fizyczne, mnie przygniata.
Maddie pomogła przygotować mi jedną z sypialni, wręczyła cały zestaw kluczy i zapewniła, że i tak podrzuci kolację, a jeśli będę spać, zostawi ją w lodówce. Na moje szczęście nie miała jutro żadnych lekcji, więc przynajmniej przez ten jeden dzień będę mogła się w całkowitym spokoju zastanowić nad swoim kolejnym krokiem. Musiało przecież w końcu do mnie dotrzeć, że moje życie zmieni się już na zawsze, niezależnie od tego, jaką decyzję podejmę.
Captured by love
Copyright © Ewelina Nawara
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-833-7
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Joanna Błakita
Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
