Catching Sparks - Nawara Ewelina - ebook
NOWOŚĆ

Catching Sparks ebook

Nawara Ewelina

0,0

42 osoby interesują się tą książką

Opis

Czy zaryzykujesz wszystko dla kogoś, kto był przy tobie od zawsze?
Mieszkańcy Honey Ridge wiedzą, kim są dla siebie Riley i Colton.
Najlepszymi przyjaciółmi. I tylko przyjaciółmi.

Ona prowadzi bar, który od lat stanowi lokalne miejsce spotkań. On jest strażakiem, który wpada tam na wieczorne piwo. Znają się na wylot, pocieszają po nieudanych randkach z innymi i tworzą układ idealny. Obowiązuje ich tylko jedna niepisana zasada: nigdy nie przekroczą pewnej granicy. Bo prawdziwej przyjaźni po prostu się nie ryzykuje.

Ale co się stanie, gdy bezpieczna codzienność zacznie nagle iskrzyć?

Życie zmusza do decyzji, na które żadne z nich nie jest gotowe. Nagle wspólne wieczory stają się niebezpiecznie intensywne. Spojrzenia trwają o ułamek sekundy za długo, przypadkowy dotyk pali jak ogień, a tłumione dotąd napięcie głośno domaga się uwagi. Gdy Riley wybiera się na randkę w ciemno, Colton poznaje smak prawdziwej zazdrości.

„Catching Sparks” to ciepła, pełna emocji nowelka o przyjaźni wystawionej na próbę, o dorastaniu do ważnych decyzji i o miłości, która dojrzewa powoli, ale kiedy już zapłonie, jest nie do powstrzymania. Jeśli kochasz motyw friends to lovers i małomiasteczkowy klimat, to historia dla Ciebie.

Nowelka z Kolekcji komfortowych romansów Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 130

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Catching Sparks

Ewelina Nawara

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Riley

Colton

Riley

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Riley

To dziś był ten dzień, w którym zastanawiałam się po raz kolejny, czy zamordować mojego starszego brata teraz, czy poczekać, aż wokół nie będzie innych ludzi. Świadkowie nie byli mi do tego potrzebni. W sumie, przyglądając się minie Blake’a, doszłam do wniosku, że on mógłby mi nawet pomóc w pozbyciu się Brody’ego.

– Zdejmiesz go z mojego baru? – poprosiłam Blake’a.

– Nie wiem, czy jestem w stanie – burknął.

– A według mnie wygląda zabawnie – dorzuciła Maddie, dziewczyna Blake’a.

Kilka miesięcy temu Maddie Reeves, sławna piosenkarka country, pojawiła się w naszym miasteczku i przewróciła życie mojego brata do góry nogami. Od tamtego wieczora, gdy wyciągnął ją z żółtego garbusa, który utknął w błocie, sporo się zmieniło. Blake częściej się uśmiechał (co początkowo braliśmy za objaw jakiejś choroby), a Maddie stała się częścią gangu Harringhtonów. I z reguły powinna stać po mojej stronie, kod dziewczyński i te sprawy, ale teraz nagrywała Brody’ego tańczącego na moim barze.

NA MOIM BARZE.

Już samo to, że postawił na nim swoje buciory, sprawiało, że miałam ochotę mu przywalić. A fakt, że robił to, by popisać się przed Avery, przyjaciółką Maddie, był już istną przesadą.

– Zapłacę ci, tylko go zdejmij – wypaliłam, patrząc na brata.

– Ri, jak chcesz, to mogę go zrzucić – odezwał się Mason, przyjaciel i prawa ręka Blake’a.

Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie spodziewałam się, że zaoferuje pomoc, zwłaszcza że często uwielbiał mi dokuczać. Czasami czułam się, jakbym miała trzeciego brata. Zdecydowanie za mało estrogenów w tym naszym towarzystwie…

– A co za to chcesz? – zapytałam Masona, podejrzewając tu jakiś haczyk.

– Umówisz się ze mną na randkę – odpowiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu.

Prychnęłam głośno.

– Zapomnij, już wolę poczekać, aż spadnie z baru i skręci kark – rzuciłam.

No dobra, tak naprawdę nie chciałam, żeby skręcił sobie kark, za dużo policji, formalności, źle by to wpłynęło na biznes.

W tym czasie Colton, mój najlepszy przyjaciel i część naszej szurniętej paczki, wstał ze swojego krzesła i pewnym krokiem podszedł do baru. Uwielbiałam patrzeć, jak Colton się porusza, miał w sobie coś z elegancji pantery. Nie żebym kiedykolwiek zamierzała mu o tym powiedzieć, pewne rzeczy powinny pozostać tajemnicą. Colton klepnął Brody’ego w nogę, a później gestem pokazał, żeby się pochylił. Patrzyłam, jak mówi coś do mojego brata, a ten tylko skinął głową i zeskoczył z baru. Tak po prostu. Gdy ja go o to poprosiłam, pokazał mi język, jakbyśmy znowu byli dziećmi. A teraz zszedł i napił się piwa, później wziął Avery za rękę i poszli tańczyć. Na parkiecie.

Colton wrócił do naszego stolika i puścił do mnie oko.

– Dziękuję – powiedziałam, trącając go delikatnie ramieniem.

– Nie mógłbym pozwolić mojej najlepszej przyjaciółce na cierpienie podczas randki z Masonem – rzucił na tyle głośno, by wszyscy przy stoliku usłyszeli. – Nikomu bym tego nie życzył, a co dopiero tobie.

Uśmiechnęłam się, choć wewnętrznie trochę żałowałam, że to dodał. Dobrze było wiedzieć, choć raz na jakiś czas, że jest się dla kogoś kimś wyjątkowym, a nie jedną z wielu.

– Ej, nie jestem aż taki zły – obruszył się Mason.

– Potrafisz się świetnie zareklamować, Mason – parsknęłam. – „Nie jestem aż taki zły” jest tylko ciut lepsze od jestem psychopatą, wiesz?

Pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć, że coś takiego powiedziałam. Powinien się jednak przyzwyczaić, bo spędzając czas z tymi chłopakami, dziewczyna musiała odpowiednio ich ustawiać.

– Ranisz moje serce, Ri – odpowiedział, chwytając się teatralnie za koszulkę na torsie.

– Oj, ależ mnie to wzruszyło, o tak bardzo – rzuciłam z uśmiechem, udając, że ocieram łzy.

Maddie zachichotała, a na ustach Blake’a pojawił się jeden z tych jego półuśmiechów. Spojrzałam na Coltona, który był dziś dziwnie milczący. Niby się uśmiechał, jednak od razu poznałam, że udaje. Czyli coś musiało się stać. Traciłam go więc ramieniem i cicho poprosiłam, by pomógł mi na zapleczu. Powiedziałam do przyjaciół, że zaraz przyjdziemy, nie było to dla nas nic nowego ani dziwnego, więc tylko skinęli głowami i wrócili do rozmowy.

– W czym ci pomóc? – zapytał Colton, rozglądając się wokół.

Usiadłam na beczce z piwem i spojrzałam na niego.

Colton Pierce był przystojnym skurczybykiem i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Ciemne włosy zawsze układał w ten sam sposób, który według mnie zapewniał mu wygląd, jakby właśnie wyszedł z łóżka po dobrym seksie. Ciemna koszulka i jeansy skrywały świetnie umięśnione ciało, na które pracował każdego dnia. Ale to, co najbardziej mi się w nim podobało, to były jego oczy. Niebieskie, przypominające niebo przed burzą. I w tej chwili wpatrywał się we mnie nimi z uwagą.

– W niczym. Ale tu możemy spokojnie pogadać – rzuciłam, pokazując dłońmi na swój mały magazyn napojów. Wiedziałam, że teraz przy barze niczego nie potrzebują, więc nikt tu nie przyjdzie. – Coś się stało, prawda?

– Skąd wiesz? – zapytał, gdy oparł się o ścianę naprzeciwko.

– Proszę cię – prychnęłam. – Znam cię lepiej niż ty sam siebie. Mów, co jest i jak mogę pomóc.

Tak to już z nami było – pomagaliśmy sobie, gdy tego potrzebowaliśmy. Bez pytań i warunków. Najlepsi przyjaciele na zawsze.

– Miałem dziś zgłoszenie – zaczął. – Do domu moich rodziców…

– Kurwa – westchnęłam. – Tak źle?

Skinął tylko głową.

Coltona łączyły trudne relacje z rodzicami. Podobno kiedyś byli świetni, ale żadne z nas tego nie pamiętało. Znaliśmy tylko ich agresję albo totalne olewanie syna, no i był jeszcze alkohol. Dużo alkoholu.

– Mam siostrę – zrzucił na mnie bombę, której się nie spodziewałam.

– Jakim cudem? – zapytałam po chwili.

Jego rodzice mieszkali w miejscowości obok, więc nie musieliśmy ich często widywać. Jednak to ciągle była na tyle mała odległość, że przecież byśmy coś usłyszeli… prawda?

– Nie wiem… ale to o nią chodziło w zgłoszeniu, wywróciła się i rozcięła głowę, sąsiadka wezwała pogotowie, karetka wyjechała wcześniej na wezwanie, więc przekierowali tam nas.

Podeszłam do niego i objęłam go w pasie. Nie miałam pojęcia, co musiał teraz czuć. Dziwiłam się, że w ogóle przyszedł do baru i z nami siedział, udając, że wszystko jest w porządku.

– Co się z nią stało? Ile ma lat? – zapytałam tak cicho, jak tylko mogłam.

– Biegała po domu, potknęła się i uderzyła głową o stół. Nic jej nie będzie – odpowiedział i wziął głęboki oddech. – Ma na imię Mia i ma pięć lat.

Pięć lat. Naszła mnie ochota, by pojechać do jego rodziców i porządnie nimi potrząsnąć.

– I jak się z tym czujesz?

– Nie wiem. Chyba to jeszcze do mnie nie dotarło… Ona nie ma pojęcia, kim jestem… – urwał.

Przytuliłam go mocniej. Colton zawsze pragnął rodzeństwa, zazdrościł mi braci, powtarzając, że z bratem lub siostrą wszystko byłoby łatwiejsze. A teraz, gdy się dowiedział, że sam ma siostrę młodszą o ponad dwadzieścia lat, ona nawet nie wiedziała o jego istnieniu…

– Chcesz pojechać i obrzucić ich dom jajkami i papierem? – zaproponowałam.

Parsknął śmiechem.

– Jeszcze nie, ale jeśli zmienię zdanie, dam ci znać.

Odsunęłam się od niego i przyjrzałam się jego twarzy. Trochę napięcia z niego zeszło, więc misja zakończona sukcesem. Na razie nic więcej nie byłam w stanie mu zaoferować.

– Wracamy, żeby sprawdzić, czy Brody zaczął udawać Magic Mike’a, czy wolisz tu jeszcze chwilę posiedzieć?

– Idziemy, potrzebuję piwa i kolejnego burgera.

– Mówisz i masz – zapewniłam.

Chociaż tyle mogłam dla niego zrobić.

Colton

Byłem niemal pewien, że nikt w Honey Ridge nie przeżywał dziś gorszego dnia niż ja. Nie dość, że mieliśmy sporo wezwań, w dodatku takich niezwiązanych z pożarami, to jeszcze jedno z nich zaprowadziło mnie prosto do domu rodziców… Ludzi, z którymi nie utrzymywałem kontaktu, którzy zapomnieli, że spłodzili syna. Ale zobaczenie tej małej dziewczynki na podłodze salonu było chyba najgorsze. Miałem młodszą siostrę. A ona bała się mnie i nie wiedziała, kim jestem. Zgadnięcie, do kogo trafi tytuł najbardziej chujowych rodziców roku? Najgorsze jednak było to, że nie mogłem nic zrobić. Nie mogłem zabrać jej od ludzi, którzy zawsze udowadniali mi, że alkohol jest ważniejszy ode mnie. Nie mogłem wezwać policji, bo mama nie wykazywała żadnych objawów spożycia. I to był wypadek… więc tylko opatrzyliśmy ranę, sprawdziliśmy, czy z Mią wszystko w porządku, poinformowaliśmy o objawach, które są niebezpieczne, i musieliśmy wyjść. Przyjaciele, którzy pojechali ze mną na to wezwanie, wiedzieli, jak trudne łączą mnie stosunki z rodzicami, więc bez słów zrozumieli, jak uderzyła mnie ta sytuacja.

Ale dzięki Riley ten wieczór stał się odrobinę mniej do dupy. Miała talent do poprawiania mi nastroju i zawsze byłem wdzięczny za jej przyjaźń. Nawet jeśli kiedyś się zastanawiałem, jak by to było, gdybyśmy poszli o krok dalej, gdyby to jednak nie była tylko przyjaźń… jednak bardziej bałem się zniszczyć tyle lat świetnej relacji dla czegoś, co mogłoby się okazać totalną klapą.

– Odstawicie Brody’ego do domu? Wygląda, jakby wlał w siebie sporo piwa – zapytałem, gdy powoli dopadało mnie zmęczenie.

Rano skończyłem dwudziestoczterogodzinną zmianę, później wpadłem do Jake’a, mojego przyjaciela z remizy, by pomóc mu trochę podgonić remont. Kupił na wiosnę stary dom w dobrej cenie, ale musiał włożyć mnóstwo pracy, by budynek nadawał się do zamieszkania. A że z kasą było krucho, nie chciał nikogo zatrudniać do ogarnięcia całości. Brody wpadł tylko ze swoją ekipą i wymienił instalacje, a później już sam parę razy do nas dołączył. Jake był jednak dumny i nie chciał przyjmować za darmo pomocy od Brody’ego, skoro ten tak naprawdę tracił na tym finansowo. Więc kiedy tylko mogłem, wpadałem do niego i pomagałem mu ogarnąć ten bałagan. Dziś w końcu zajęliśmy się kuchnią i jak dobrze pójdzie, w przyszłym tygodniu będzie mógł nawet coś w niej ugotować.

– Chyba poczekam, aż padnie, i wtedy zaciągnę go do auta – rzucił Blake, patrząc na swojego brata. – Nigdy go takim nie widziałem.

Parsknąłem. Brody uwielbiał uwagę kobiet, a tak się złożyło, że pewna urocza brunetka nie rzuciła się na niego, trzepocząc rzęsami. Avery spodobała się Brody’emu, więc teraz biedny głupek próbował zrobić na niej wrażenie.

– Jak chcesz, to go zabiorę, ale przyszedłem tu pieszo… – urwałem.

Chciałem się napić w spokoju i nie sądziłem, że przyjaciel postanowi akurat dziś się upić. Po cichu to nawet liczyłem, że będzie odpowiedzialnym kierowcą i odwiezie mnie do domu, ale cóż, spacer nikomu nie zaszkodzi. Na szczęście nie miałem aż tak daleko.

– Spokojnie, damy radę. Ciebie też możemy podrzucić – włączyła się do rozmowy Maddie.

– Dzięki, przejdę się, świeże powietrze dobrze mi zrobi – odparłem i uśmiechnąłem się do niej delikatnie.

Podziękowałem im za miły wieczór, po drodze skinąłem Masonowi i poszedłem na zaplecze, gdzie Riley powoli szykowała się do zamknięcia baru. Nie mógłbym wyjść bez pożegnania się z nią. I to nie tylko dlatego że prawdopodobnie kopnęłaby mnie w jaja przy kolejnym spotkaniu.

– Wychodzisz już? – zapytała, gdy tylko wsunąłem nos do jej małego biura.

– Tak, jestem padnięty – odpowiedziałem. – Nie siedź za długo.

Pokręciła głową.

– Widzimy się jutro? Mam wolne, więc możemy nadrobić Chicago Fire.

Skrzywiłem się. Kompletnie zapomniałem, że wspominała, że jej dzień wolny wypada w mój wolny dzień.

– Idę na randkę… Następnym razem?

Przez chwilę patrzyła na mnie spod przymrużonych powiek, ale gdy już zacząłem się zastanawiać, czy to przypadkiem nie zazdrość, uśmiechnęła się delikatnie.

– Nie rób nic, czego ja bym nie zrobiła – powiedziała i sięgnęła do szuflady biurka. – I pamiętaj o zabezpieczeniu.

Rzuciła we mnie małą foliową paczuszką. Zaśmiałem się, ale schowałem prezerwatywę do kieszeni.

– Dzięki, że tak się o mnie troszczysz – powiedziałem półżartem, półserio.

– Nie jestem jeszcze gotowa na miniaturowe wersje ciebie biegające wokół. Dobrej nocy, Colton.

– Wzajemnie, Iskierko. Napisz, jak wrócisz do domu.

Skinęła głową i wróciła do papierów, którymi się zajmowała. Skorzystałem z tylnego wyjścia, zatrzasnąłem je, by nikt nie wszedł tędy do baru, a później ruszyłem na spacer w stronę domu.

Jakby mi na złość i na „fantastyczne” podsumowanie tego ciężkiego dnia gdzieś w połowie drogi lunął deszcz. Nie delikatny, wakacyjny, orzeźwiający. Tylko dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po Montanie – ciężka, intensywna ulewa.

Spojrzałem w niebo. Czułem już nie złość, tylko zrezygnowanie. Oby jutro było lepiej… Resztę drogi do domu przebiegłem, żałując, że nie skorzystałem z propozycji Maddie.

Riley

Być może czułam się odrobinę zirytowana tym, że Colton olał mnie i nasz wieczór seriali dla jakiejś randki. Ale to, że nie napisał po niej, by dać znać, jak poszło, było ciosem poniżej pasa. W tym mieście większość z nas żyła dla plotek, a ja nie stanowiłam wyjątku. Przy mojej pracy, która zajmowała mi wiele czasu, braciach, którzy skutecznie odstraszali kolesi, i generalnemu poczuciu, że płeć brzydsza jest z każdym rokiem coraz mniej interesująca, śmiało mogłam powiedzieć, że nie prowadziłam zbyt bogatego życia randkowego. Dlatego czekałam na te ploteczki z wrażeniami, którymi raczył mnie Colton. A tym razem nie dostałam ani słowa. Nic. Zero.

– Dzień dobry, Riley – przywitał się kapitan Grant, przełożony Coltona.

Wszedł właśnie do mojego baru, a ja musiałam zerknąć na zegarek. Kilka godzin temu powinien zacząć zmianę, wiedziałam to, bo być może miałam zapisany grafik naszych strażaków.

– Cześć, Tony, wpadłeś złożyć zamówienie na lunch? – zapytałam z uśmiechem.

– Nie tym razem. Ethan dziś gotuje, a wiesz, że wtedy wszyscy tylko czekają na lunch i obiad.

Zaśmiałam się. Nawet ja porzuciłabym steka czy burgera dla posiłku przygotowanego przez Ethana.

– W takim razie co mogę dla ciebie zrobić?

– Widziałaś może Coltona?

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Nie powinien być w remizie?

Doskonale wiedziałam, że powinien, trzeba jednak stwarzać pozory, prawda?

– Tak, tylko że nie przyszedł na dzisiejszą zmianę. Byłem u niego, ale nie otwiera…

Teraz poczułam ukłucie niepokoju. Niewielkie.

– Nie, nie odzywał się. Mam klucz do jego mieszkania, więc gdy tylko przyjdzie Charlie, to do niego podjadę.

– Będę wdzięczny. Dasz znać?

– Oczywiście. Jesteś pewien, że nie skuszę cię na burgera?

Pokręcił głową i nie dał się namówić. Nie dziwiłam się mu.

Zerknęłam na zegarek, Charlie powinna przyjść za pół godziny, więc w tym czasie postanowiłam zbombardować telefon Coltona SMS-ami i połączeniami. Nie odebrał. Nie odczytał żadnej wiadomości.

Teraz byłam już odrobinę bardziej zaniepokojona.

Gdy tylko Charlie przyszła do pracy, wyjaśniłam jej sytuację i wskoczyłam do samochodu. W kilka minut dojechałam pod dom Coltona, z torebki wygrzebałam kółko z kluczami i podeszłam do drzwi. Samochodu przyjaciela nie dostrzegłam na podjeździe, ale garaż też był zamknięty. Włożyłam klucz do zamka i bez przeszkód go przekręciłam.

– Mam nadzieję, że nie leżysz goły ze swoją randką! – krzyknęłam, wchodząc do korytarza.

Odpowiedziała mi cisza.

Zajrzałam do salonu, gdzie od razu zauważyłam Lucky’ego, żółwia, którego Colton uratował kiedyś z pożaru. Nie miał świeżego jedzenia, więc przeszłam do kuchni i go nakarmiłam. Skopię dupsko Coltonowi za to, że nie zadbał o zwierzaka, nim wyruszył na swój podryw.

Byłam niemal pewna, że po randce wrócił z tą laską do jej domu i stracił poczucie czasu. Jednak dla pewności poszłam do jego sypialni.

– Colton? – zapytałam na widok dość sporych rozmiarów wybrzuszenia pod kołdrą. – Nie wierzę, że zaspałeś – parsknęłam.

Ale jego to w ogóle nie ruszyło. Podeszłam więc do łóżka i ściągnęłam z niego kołdrę. Nic.

Serce zaczęło mi walić jak szalone, gdy potrząsnęłam go za ramię.

– Colton, to nie jest śmieszne – powiedziałam. – Wstawaj.

Jęknął cicho, a ja dopiero teraz zauważyłam, jak jest blady i jak bardzo błyszczy się jego skóra. Przyłożyłam mu rękę do czoła i niemal od razu ją oderwałam. Był rozpalony.

– Hej, wstawaj, Colton – mówiłam coraz głośniej, poklepując go po policzkach i próbując obudzić.

Nic nie pomagało. Czułam, że zaczynam panikować, dlatego wzięłam kilka głębszych oddechów i szybko poszłam do łazienki.

Colton miał świetnie wyposażoną apteczkę, wyciągnęłam z niej elektroniczny termometr, który szybko podał mi wynik, świecąc się na czerwono.

– Kurwa, kurwa – wymamrotałam do siebie. – Colton, chyba jesteś chory, zażywałeś jakieś leki? – Ponownie spróbowałam go ocucić.

Nic nie pomagało, wyjęłam więc telefon i zadzwoniłam do Jake’a.

– Cześć, Riley, zguba się znalazła? – zapytał.

– Tak… Jake, nie wiem, co robić – odezwałam się cicho.

Rozumiałam, że panika mi teraz nie pomoże, ale nie lubiłam czuć się bezradna. A nie miałam pojęcia, jak się zachować. Normalnie to Colton był tym, który podpowiadał, co robić.

– Co się stało?

– Znalazłam go w łóżku, jest nieprzytomny, ma wysoką gorączkę i nie mogę go dobudzić.

– Zostań z nim, zaraz przyjedziemy – rzucił, a później usłyszałam zamieszanie i po chwili ktoś inny wziął telefon.

– Hej, Riley, tu Sarah, idź do łazienki i zmocz kilka ręczników w zimnej wodzie. Zrobisz mu okłady, tylko pamiętaj, nie na czoło.

Copyright

Catching Sparks

Copyright © Ewelina Nawara

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-920-4

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Joanna Błakita

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl