Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
19 osób interesuje się tą książką
Evaline od zawsze wierzyła, że miłość powinna iść w parze z rozsądkiem. Gdy otrzymuje propozycję idealnego aranżowanego związku, postanawia dać jej szansę. Luksusowe wakacje na prywatnej wyspie mają pomóc jej podjąć najważniejszą decyzję w życiu.
Na miejscu spotyka jednak Aidena Hayesa – przystojnego hokeistę, który od dawna zajmuje jej myśli. Między nimi aż iskrzy, a niewinne rozmowy szybko zamieniają się w coś znacznie bardziej intensywnego.
Pojawia się też zapowiedziany Nicholas Arveaux – elegancki kuzyn księżniczki Montvarre, gotowy zaoferować Eve stabilną przyszłość.
Dwóch mężczyzn.
Dwie zupełnie różne drogi.
Jedno serce, które musi dokonać wyboru.
Czy Evaline postawi na bezpieczną przyszłość u boku przystojnego architekta z dobrego domu? Czy zaryzykuje dla hokeisty, którego zna dłużej?
„Pucked Summer” to pełen emocji romans z wakacyjnym klimatem, humorem i nutą królewskiego splendoru. Historia o miłości i odwadze w podążaniu za głosem serca. Idealna propozycja dla fanek romansów sportowych, motywu trójkąta miłosnego, found family i szczęśliwych zakończeń.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 173
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Pucked Summer
Ewelina Nawara
Wydawnictwo Inanna
Evaline
Aiden
Evaline
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Miałam déjà vu. Już nieraz stałam przy łóżku mojej przyjaciółki Gigi, gdy ta na ostatnią chwilę pakowała walizkę. Zatem kiedy odbyłyśmy niemal identyczną rozmowę, na krótki moment wróciłam myślami do tego zimowego wyjazdu, który zmienił jej życie. Teraz jednak zamiast do Cheneval szykowałyśmy się na wakacyjny wypad na Queens Island, prywatną wyspę należącą do rodziny królewskiej z Montvarre.
– Jesteś pewna, że to dobry pomysł? – zapytała.
– Nie podoba mi się to odwrócenie ról – mruknęłam cicho, co było zupełnie nie w moim stylu.
Tak jak i moje zachowanie w ciągu ostatnich tygodni.
To Gigi była tą zabawną, roztrzepaną i czasami lekkomyślną, ja z reguły mocno stąpałam po ziemi i podejmowałam rozsądne decyzje. I ta o zamążpójściu z pewnością też do nich należała. Jednak gdy król Alaric, wujek Gigi, zaproponował, bym poślubiła syna jego kuzynki… cóż, wtedy postąpiłam zupełnie jak nie ja. Bez zastanowienia się, bez momentu refleksji, odpowiedziałam, że chętnie go poznam i dopiero wtedy zdecyduję. Król nie był zbytnio zachwycony, próbował mnie przekonywać, że przecież już znam Nicholasa i nie ma powodów odkładać tego na później. I owszem, kojarzyłam, o kogo mu chodziło, ale nigdy z nim nie rozmawiałam, a małżeństwo z mężczyzną, z którym nie będę miała o czym pogadać, było ostatnią rzeczą na mojej liście życzeń.
– Nie wymiguj się od odpowiedzi. – Głos Gigi przywrócił mnie do tu i teraz.
– Wcale się nie wymiguję.
– A jednak – parsknęła, siadając na walizce, by ją zamknąć.
Dziwiło mnie, że pomimo tylu pracowników pałacu, którzy mogliby ją spakować, ona się upierała, by robić to sama.
– Uważam, że to dobry pomysł. Dzięki temu poznam go w neutralnym środowisku, z dala od twojego wuja i moich rodziców.
– Jestem w szoku, że Camille jeszcze nie wydrapała oczy Alaricowi – zaśmiała się.
– Gigi! – skarciłam ją.
– No co? Nigdy wcześniej nie widziałam jej tak wkurzonej! Gdy opowiedziałam o tym Chase’owi, żałował, że nie mógł tu być. Wszystkim nam dobrze by zrobiło, gdyby ktoś częściej sprowadzał mojego wuja na ziemię.
Gigi się nie myliła. Kiedy moja mama usłyszała o propozycji Alarica, nic sobie nie zrobiła z jego tytułu i pozycji głowy państwa. Po prostu zareagowała jak każdy dobry i troskliwy rodzic. Musiałam szybko interweniować i zapewnić ją, że mimo wszystko ja jestem tą opcją zainteresowana. W przeciwieństwie do przyjaciółki od zawsze miałam w głowie plan na siebie i swoją przyszłość. Chciałam dobrze wyjść za mąż, najlepiej przed dwudziestymi piątymi urodzinami, pracować na rzecz społeczeństwa Montvarre i doczekać się co najmniej dwójki dzieci, a to wszystko zamierzałam odhaczyć przed trzydziestką. Więc teraz, gdy miałam już skończone dwadzieścia dwa lata i zero perspektyw na zamążpójście, oferta Alarica zdawała się zbyt dobra, żebym przeszła obok niej obojętnie. Choć gdybym się nad tym chwilę zastanowiła, pewnie zaczęłabym się doszukiwać drugiego dna. Dlaczego król zaproponował mi kawalera ze swojej rodziny? Czy chciał w ten sposób manipulować Gigi? Jednak przyjaciółka już wielokrotnie mnie zapewniła, że wuj stracił nad nią całą przewagę i wkrótce będzie mogła przejąć tron – coś, co zgodnie z naszym prawem odroczyła do czasu swojego ślubu. Gigi się z tym do tej pory nie spieszyło, zwłaszcza że jej ukochany był profesjonalnym hokeistą mieszkającym po drugiej stronie oceanu.
– Ziemia do Eve! – Pomachała mi ręką przed oczami. – Zaczynam się na poważnie o ciebie martwić. Powtórzę pytanie: jesteś pewna? Jeszcze możemy to odwołać.
– Gigi, to naprawdę dobry pomysł, zresztą będziesz miała na mnie oko. – Uśmiechnęłam się, by porzuciła temat.
– Rozumiem chęć poznania Nicholasa na neutralnym gruncie, ale czemu podczas naszego wyjazdu? Przecież wiesz, że będą też Chase, Jackson z Ruby i Hope, no i Aiden… – urwała.
Westchnęłam ciężko.
Aiden Hayes był cholernym wrzodem na tyłku.
Ale za to przystojnym, charyzmatycznym i naprawdę zabawnym. Od chwili gdy poznaliśmy się w tamtym barze w Cheneval, niemal bez przerwy wymienialiśmy się wiadomościami, w których – byłam niemal pewna – on ze mną flirtował. Ale ile razy spotykaliśmy się na żywo – czy to wtedy, gdy z Gigi wpadałyśmy do Detroit, by obejrzeć ich mecz i by zakochana para mogła pobyć razem, czy wtedy, gdy przylatywał z Chase’em do Montvarre – cały ten flirt gdzieś znikał. A mnie nie bawiła zabawa w ciepło-zimno. Nie, kiedy dokładnie wiedziałam, jak ma wyglądać moje życie.
Dlatego więc porzuciłam nadzieję, że Aiden w końcu zaprosi mnie na normalną randkę, i wzięłam sprawy we własne ręce. Cała ta sytuacja z przystojnym bramkarzem Falconsów pokazała mi, że mam ewidentne braki w umiejętnościach podrywania mężczyzn, przez co tym bardziej uważałam, że aranżowane małżeństwo może nie być takim złym pomysłem.
– Dobrze wiesz, że Aiden i ja tylko się przyjaźnimy. Ruby jest świetna, Jackson i Chase to fajni kolesie, a małą Hope uwielbiam! Więc to będzie połączenie przyjemności ze spędzania czasu ze znajomymi z pożytkiem z zapoznaniem się z Nicholasem Arveaux.
– Jestem ciekawa, czy Aiden pomyśli tak samo – parsknęła Gigi.
– Nie obchodzi mnie, co pomyśli sobie Aiden – odparłam ostro.
Miał wiele okazji, by zaprosić mnie na randkę. I całe mnóstwo okazji, by zapytać, czy jestem nim zainteresowana.
– Jeśli wyjdzie z tego drama, nie mów, że cię nie ostrzegałam – powiedziała, wskazując na mnie palcem. – A teraz zbierajmy się odebrać naszą paczkę z lotniska. Nicholas dołączy do nas jutro, chcę mieć chociaż jeden wieczór spokoju na wyspie, z dala od tego miejsca.
Pomogłam jej z walizką, skoro tak się upierała, by nie korzystać ze wsparcia pracowników zamku, i ruszyłyśmy do garażu podziemnego. Wewnętrzne przejście to była jedna z wyjątkowo trafnych modernizacji, którą wprowadzili jeszcze rodzice Gigi. Dzięki temu można było w spokoju wsiąść do auta, nie martwiąc się o paparazzich, którzy stale koczowali pod bramami. Jakby nie mogli pojąć, że mieszkająca tu rodzina królewska to też ludzie, którzy mają zwyczajne potrzeby, marzenia i pragnienia.
Na lotnisko dojechałyśmy przed czasem, więc musiałyśmy poczekać, aż prywatny samolot z Detroit wyląduje i będziemy mogły przywitać się z przyjaciółmi.
– Zdecydowanie bardziej podoba mi się tu, gdy jest ciepło – wymamrotałem, kiedy tylko wysiedliśmy z samolotu.
Podróż prywatną maszyną należącą do rodziny królewskiej Montvarre zdecydowanie miała swoje plusy. Były nimi brak obcych ludzi wokół czy kolejek na lotnisku oraz fakt, że cała nasza paczka leciała w komplecie.
– Tak, wiemy, wspominałeś ostatnio – mruknął Chase. – I powtórzę: w zimie też było tu pięknie – dodał.
– Nie wszyscy wtedy dali się na stoku powalić księżniczce – zaśmiałem się.
Chase w odpowiedzi pokazał mi środkowy palec, za co zaraz skarciła go Ruby, która jednocześnie zasłoniła oczy swojej córce Hope.
– Uważaj, Bishop, bo Ruby załatwi ci wycisk od trenera – parsknąłem na widok jej miny.
Nigdy bym nie przypuszczał, że w ciągu pół roku dwóch moich kumpli z drużyny znajdzie sobie dziewczyny. A tym bardziej że jedną z nich będzie księżniczka europejskiego państwa, a drugą jedna z pracownic PR naszej drużyny hokejowej – Detroit Falcons.
– Obiecałam wam, że co wydarzy się w Montvarre, zostanie w Montvarre i trener się nie dowie, co tu wyrabialiście – zapewniła Ruby.
– Będziesz zbyt zajęta, żeby przejmować się tymi głupkami – rzucił Jackson, po czym przyciągnął ją do siebie i pocałował w policzek.
Hope zachichotała i zaraz zaczęła zarzucać Chase’a pytaniami, kiedy przyjedzie księżniczka. Powiedzieć, że ta mała była nakręcona na spędzanie czasu z Gigi, to nic nie powiedzieć. Nie mogłem jej mieć jednak tego za złe – sam cieszyłem się możliwością poświęcenia tych trzech tygodni na odpoczynek na prywatnej wyspie należącej do rodziny królewskiej. Po trudnym sezonie potrzebowałem tego czasu z dala od Falconsów, dlatego byłem wdzięczny Gigi za zaproszenie i mnie. Mogła spędzić ten czas tylko z Chase’em, więc to był świetny gest.
– Cześć, księżniczko – rzuciłem na przywitanie. – Dzięki za transport, chyba się przyzwyczaję do prywatnych samolotów.
– Ciebie też dobrze widzieć, Aiden – zaśmiała się i mnie uściskała.
Dopiero wtedy spojrzałem na drugą kobietę, która wysiadła z samochodu. Ona jednak najpierw przywitała się z Ruby i Jacksonem, później przytuliła Hope i wymieniła parę żartów z Chase’em, a ja stałem jak skończony dureń, czekając, aż mnie zauważy.
– Cześć – powiedziała w końcu.
– Cześć, Eve – odparłem, po czym zupełnie straciłem połączenie mózgu z językiem. Chciałem jej powiedzieć, że dobrze ją widzieć, że pięknie wygląda, że się cieszę, iż wreszcie spędzimy więcej czasu razem, ale z moich ust wydostało się tylko to głupie „cześć”…
– To dla ciebie – dodała, podając mi pudełeczko. – Od mojej mamy.
– Cynamonki! – wykrzyknąłem z uśmiechem i od razu wgryzłem się w jedną ze słodkich przekąsek. – Camille jest najlepsza. Dzięki, Eve.
– No dobra, pakujcie się do samochodów. Jackson, Ruby i Hope pojedziecie jednym autem, ja i Chase drugim, a Eve i Aiden będą mieć trzeci tylko dla siebie – powiedziała Gigi i puściła do mnie oczko.
– Dziękuję – wymamrotałem bezgłośnie, poruszając jedynie ustami.
Byłem jej wdzięczny za możliwość spędzenia czasu z Eve. Już od tego przedświątecznego spotkania czułem się nią zafascynowany, ale nie potrafiłem się przełamać, by zaprosić ją na randkę. W tym aspekcie nie przypominałem Chase’a, nie wierzyłem w związki na odległość, cholera, mój normalny związek skończył się katastrofą, więc jaką miałem gwarancję, że taki z dodatkową przeszkodą okaże się lepszy? Dlatego tkwiliśmy w tej dziwnej sytuacji, która nawet nie była typowym friend zone. Ale gdy tylko Eve przylatywała z Gigi do Stanów albo gdy Chase wymykał się na krótki wypad do Montvarre, cieszyłem się z chwil, które mogłem dzięki temu spędzić z tą dziewczyną. Była piękna, cholernie inteligentna, zdecydowana i nie kupowała żadnej ściemy. Nigdy nie powiedziałbym tego Chase’owi, ale według mnie to Eve wyglądała bardziej jak księżniczka – nie tylko z wyglądu, roztaczała wokół siebie taką aurę, której nie potrafiłem nawet opisać.
– No więc… – zacząłem, gdy samochód ruszył z lotniska. – Cieszysz się na ten wypad? – zapytałem, krzywiąc się wewnętrznie.
Nikt by nie odgadł, że mógłbym mieć problemy w rozmowach z kobietami, ale Eve sprawiała, że brakowało mi słów i kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć. Zdecydowanie łatwiej przychodziła mi wymiana wiadomości z nią, wtedy mogłem być naprawdę sobą, a i Eve też się bardziej otwierała.
– No pewnie. Cisza, spokój, plaża, ocean, basen i brak odpowiedzialnych dorosłych wokół – odparła, a kącik jej ust powędrował delikatnie w górę.
– Czy my nie powinniśmy być dorosłymi? – zaśmiałem się.
– Spróbuj powiedzieć to Gigi lub Chase’owi – zachichotała.
– Dobrze, że są z nami Ruby i Jackson – stwierdziłem. – Z nimi nie zginiemy – dodałem, choć wiedziałem, że Eve była super zorganizowana i odpowiedzialna, więc nie potrzebowała ich opieki.
Ja? Cóż… to zupełnie inna bajka.
– Mamy za zadanie sprawić, że Ruby wyluzuje. Lizzie nie da nam żyć, jeśli jej przyjaciółka nie wypocznie – powiedziała. – Obiecałam nawet, że przez kilka wieczorów posiedzę z Hope, żeby mieli chwilę dla siebie – dodała.
Lizzie była dziennikarką sportową i najlepszą przyjaciółką Ruby. I nam też zawracała głowę wiadomościami, byśmy zadbali o dobrą zabawę „jej dziewczyny”.
– Jakby co, mogę pomóc.
– Potrafisz się zająć dzieckiem? – zdziwiła się Eve.
– Mogę być zabawnym wujkiem Aidenem – zaśmiałem się. – Poza tym Hope jest świetna, nie potrzebuje wiele, chyba we dwójkę damy sobie radę.
– Jesteśmy na miejscu – oznajmiła nagle Eve, czym zakończyła rozmowę. – Teraz przesiadamy się na jacht.
– Długo będziemy płynąć? – zapytałem, wyjmując swoją walizkę, po czym podszedłem do Eve, by zabrać jeden z jej bagaży.
– Nie, najwyżej pół godzinki. I dam sobie radę z walizkami, dziękuję.
– Mam wolną rękę, pomogę – uparłem się.
Eve tylko prychnęła coś pod nosem i mnie wyprzedziła, żeby dołączyć do Gigi i Chase’a, którzy właśnie rozmawiali z ochroną. Wiedziałem, że Gigi wolałaby wyjechać zupełnie bez takiego nadzoru, ale Chase ją przekonał, że to byłoby nierozsądne. Dodał, że w końcu będzie z nią trzech znanych w USA hokeistów, więc dobrze, żeby ktoś zajął się wypatrywaniem potencjalnych zagrożeń. Poza ochroną na wyspie miało nam towarzyszyć kilku pracowników – między innymi gosposia, dzięki której nie będziemy musieli się martwić o gotowanie.
– Nie powinieneś dźwigać bagaży – szepnął Jackson.
– Nic mi nie będzie – prychnąłem, a mój kuzyn tylko na mnie spojrzał i pokręcił głową.
Ten sezon był dla mnie ciężki i moje ciało domagało się odpoczynku. Nie obyło się bez lekkich kontuzji i nadwyrężeń, ale przeszedłem już konieczne zabiegi i teraz czekał mnie cudowny czas bez hokeja. Nie miałem pojęcia, jak Jackson czy Marcus, nasz kapitan, potrafili ciągle dawać z siebie wszystko na lodzie. Ja powoli czułem, że każdy sezon coraz odciska na mnie coraz mocniejsze piętno, i nie wiedziałem, ile jeszcze będę mógł grać na takim poziomie, na jakim gram teraz.
– A czy są tu rekiny? – spytała Hope. – Bo nie chcę, żeby mnie zjadły. – Zerknęła na wodę, a ja zaśmiałem się cicho i szybko odwróciłem, aby dziewczynka nie pomyślała, że śmieję się z niej.
Ruby zaczęła jej coś tłumaczyć, więc usiadłem na jednej z kanap i czekałem, aż wypłyniemy z portu. Obserwowałem Eve i chciałem, by zajęła miejsce obok mnie, bym znowu mógł z nią porozmawiać. Jednak ona wybrała towarzystwo Ruby. Jackson natomiast trzymał na kolanach Hope i coś jej pokazywał, a Gigi i Chase zniknęli pod pokładem, więc… zostałem sam. I po raz pierwszy od zaproszenia na ten wyjazd zacząłem się zastanawiać, czy nie popełniłem błędu, pakując się na wakacje z dwiema zakochanymi parami i z kobietą, która przyciągała mnie do siebie mocniej niż magnes.
Cieszyłam się, że podróż na Queens Island była krótka, bo nie wytrzymałabym dłużej tych spojrzeń, które posyłał mi Aiden.
– Jeszcze możesz wszystko odwołać – powiedziała cicho Gigi, gdy rozgaszczaliśmy się w willi, która na najbliższe tygodnie miała stać się naszym domem.
– Co? Dlaczego? – zapytałam, wieszając sukienki w szafie.
Moja przyjaciółka została w kwestii rozpakowywania się wyręczona i tym razem nawet nie protestowała, po prostu przyszła do mnie i wskoczyła na łóżko.
– Bo Aiden nie spuszczał z ciebie wzroku!
– Gigi, już ci mówiłam, i to wiele razy, że gdyby był mną zainteresowany, to miał czas, żeby coś powiedzieć – westchnęłam ciężko.
Naprawdę nie zamierzałam przechodzić przez tę rozmowę jeszcze raz. Teraz chciałam odpocząć i spędzić trochę czasu z ludźmi, którzy stali się… moimi przyjaciółmi.
– Ale, Eve… – wyjęczała Gigi.
– Odpuść, proszę – powiedziałam. – Idź się przebrać w strój, obiecałaś mi drinki przy basenie!
– Bikini mam pod sukienką – zaśmiała się. – A tematu Aidena i tak ci nie odpuszczę – dorzuciła przez ramię, wychodząc z mojej sypialni.
Choć najlepszy pokój w willi zajęła Gigi, ja wybrałam ten drugi w kolejności, z panoramą oceanu za oknem. Niewielu rzeczy zazdrościłam przyjaciółce, ale to miejsce i te widoki, kiedy tylko ma się na nie ochotę, stanowiły jedną z nich. Choć to głupie, bo Gigi pozwoliłaby mi tu przyjeżdżać, kiedy tylko zatęsknię za tym miejscem. Cóż, przynajmniej do czasu, aż wyjdzie za Chase’a i zacznie budować własną rodzinę, bo wtedy mnie będzie miała gdzieś.
Nie rozumiałam, skąd mi się wzięły te ponure rozważania. Zazwyczaj myślałam logicznie, wiedziałam, że jesteśmy kimś więcej niż przyjaciółkami, które przypadkiem się spotkały i przez jakiś czas spędzały ze sobą czas – byłyśmy siostrami. Jednak ostatnio nie czułam się sobą, odnosiłam wrażenie, że nie panuję nad niczym, że nie mam wpływu na swoje życie, że moje marzenia stoją w miejscu, a ja niewiele robię, by to zmienić. Podczas gdy Gigi powoli uczyła się, jak zarządzać całym państwem, była zakochana i planowała małżeństwo…
– EVE, RUSZ TYŁEK! – usłyszałam przez zamknięte drzwi.
Otrząsnęłam się z przemyśleń i wskoczyłam w dwuczęściowy strój kąpielowy, nie wycięte bikini, na które chciała namówić mnie podczas zakupów przyjaciółka, ale uroczy, żółty komplet z delikatnym truskawkowym wzorem. Na to narzuciłam sukienkę, na nos wsunęłam okulary, a klapki wzięłam do ręki.
Byłam gotowa.
Gdy pojawiłam się przy basenie, wszyscy już tam dokazywali – Hope szalała z Jacksonem w wodzie, Ruby robiła im zdjęcia z brzegu, Aiden siedział zanurzony po pas, a Gigi i Chase obściskiwali się na jednym z leżaków.
– Dziecko na was patrzy. – Rzuciłam w zakochańców ręcznikiem.
– Jest zbyt zajęta zabawą, żeby zwracać uwagę na nas. Poza tym mieszka z Jacksonem i Ruby, a oni nie potrafią oderwać od siebie rąk.
– No dobra, ja na was patrzę – mruknęłam. – I jesteście tak słodcy, że zaraz mnie zemdli.
Usiadłam na leżaku i złapałam za krem z filtrem, który przyniosła Gigi. Przy moich ciemnych włosach można by pomyśleć, że powinnam łapać cudowną opaleniznę, ale bez kremu spiekałam się jak raczek.
– Nasmarujesz mi plecy? – zapytałam przyjaciółkę.
– Mam brudne ręce, ale Aiden na pewno ci pomoże – zaśmiała się i krzyknęła głośniej: – Aiden! Podejdziesz tu?
Sapnęłam zaskoczona, bo cóż… tego się po niej nie spodziewałam.
– Eve potrzebuje pomocy w posmarowaniu pleców kremem z filtrem, a ja mam brudne dłonie. Pomożesz jej? – zapytała, gdy podszedł. Użyła tego swojego przesłodzonego tonu, tego, który wykorzystywała, żeby ludzie jej nie odmawiali.
– No… Tak… Pewnie – powiedział Aiden, wyciągając rękę po krem.
Podałam mu go, podczas gdy rumieniec zaczął zalewać moje policzki, i odwróciłam się do niego plecami.
– Dziękuję – powiedziałam cicho.
– Nie ma za co – odparł. – Sam mogłem na ciebie poczekać ze smarowaniem, wtedy byś się odwdzięczyła.
Westchnęłam cicho, gdy poczułam jego dłonie na swoim karku. Przesuwał nimi delikatnie, ale zdecydowanie, z wyczuciem, jakiego bym się po nim nie spodziewała. Przygryzłam wargę, by nie westchnąć głośniej i nie skompromitować się na samym początku wyjazdu.
– No i gotowe – powiedział, odsuwając ręce.
Od razu zatęskniłam za tym dotykiem, ale przełknęłam rozczarowanie. To głupie zauroczenie musi mi w końcu minąć, prawda?
– Dziękuję – rzuciłam jeszcze raz.
– Więc… powiesz mi, co porabiałaś ostatnio? Długo nie rozmawialiśmy. – Aiden zajął miejsce obok mnie.
Gigi i Chase wskoczyli do basenu, więc byliśmy sami. A ja poczułam się dziwnie… trochę skrępowana, trochę podekscytowana, do tego trochę zirytowana, że tak po prostu usiadł i zapytał o coś tak zwykłego.
– Niewiele. – Wzruszyłam ramionami. – Skończyłam studia, pomagałam w fundacji – dodałam, żeby nie wyjść na niegrzeczną.
– W której? – zagadnął, a ja wyczułam u niego prawdziwe zainteresowanie.
– Aveniris – wyjaśniłam z uśmiechem.
– Dzieciaki nie sprawiały problemów?
– Ani trochę – zaśmiałam się, uradowana, że pamiętał, czym zajmuje się ta fundacja. – Nie mogą się doczekać, aż wpadniecie i z nimi zagracie – dodałam.
Choć teoretycznie Aiden, Chase i Jackson mieli przerwę od hokeja – z tego, co zauważyłam, jedyne prawdziwe wolne w ciągu tego szalonego roku – to zgodzili się na spotkanie z podopiecznymi fundacji, a następnego dnia na rozegranie z nimi meczu oraz pokazanie im paru sztuczek.
Nie miałam pojęcia, czy Gigi wiedziała, że jej wuj zaczął interesować się naszymi hokeistami przebywającymi w Montvarre – nie udało mi się tylko dowiedzieć, jak zamierzał wykorzystać te informacje. Z Alariciem nigdy nic nie wiadomo, a ostatnio był dziwnie uprzejmy wobec Gigi.
– Eve? – Głos Aidena ściągnął mnie na ziemię.
– Przepraszam, chyba odpłynęłam myślami.
– Pytałem, czy masz ochotę się trochę ochłodzić?
– Pewnie – odpowiedziałam.
Uśmiechnął się i wskoczył do basenu na bombę. Ja na moment się zawahałam, jednak wtedy dostrzegłam uśmiech Aidena. To właśnie on, już wtedy na stoku, gdy Gigi powaliła Chase’a na śnieg podczas naszego pierwszego spotkania, zwrócił moją uwagę. Odtąd zawsze, gdy ten chłopak się uśmiechał, coś we mnie fikało koziołka, jakby z radości, że tak przystojny i zabawny facet uśmiecha się w mojej obecności.
Otrząsnęłam się z przemyśleń i wskoczyłam do basenu, choć trochę subtelniej, niż zrobił to Aiden.
***
Wieczorem siedzieliśmy na tarasie oświetlonym lampionami i ogniem z palenisk, które rozpalili pracownicy willi. Objedzeni pyszną kolacją i jeszcze lepszym deserem relaksowaliśmy się po dniu spędzonym na słońcu. Hope zasnęła przy stole, nie dokończyła nawet lodów, więc Jackson zaniósł ją do pokoju i wrócił z elektroniczną nianią.
– Jeśli chcecie, mogę jej dziś popilnować, żebyście mieli czas dla siebie – zaproponowałam, ruszając sugestywnie brwiami.
Ruby się zaczerwieniła, a Jackson puścił do mnie oczko, po czym zerknął na swoją dziewczynę.
– A myślałam, że chcesz spędzić ten wieczór i noc w spokoju, no wiesz, przed jutrem – rzuciła Gigi i upiła łyk drinka.
Miałam ochotę ją zabić, bo zaraz poczułam na sobie spojrzenia wszystkich.
– A co mamy w planach na jutro? – Jackson odezwał się jako pierwszy.
– My w sumie nic konkretnego, za to jutro dołączy do nas gość Eve – odpowiedziała mu, a po jej wzroku od razu poznałam, że ma misję i nie wycofa się, choćbym ją teraz zaczęła błagać.
Milczałam więc i czekałam, jak potoczy się ta rozmowa. Miałam nadzieję, że przyjaciele szybko stracą zainteresowanie tym tematem.
Ale cóż, ostatnio nic nie szło po mojej myśli.
– Jakiego gościa? – wtrącił Chase, autentycznie zdziwiony, co uznałam za… niespodziewane.
Eve raczej nie miała przed nim tajemnic, więc byłam pewna, że już dawno mu o wszystkim wypaplała.
– Jutro dołączy do nas narzeczony Eve – wyjawiła, odstawiając szklankę.
– Kto, kurwa? – rzucił Aiden, a ja spojrzałam na niego zaskoczona, bo w stosunku do tego, jak zwykle się przy mnie zachowywał, to był prawdziwy wybuch emocji.
– Narzeczony – powtórzyła Gigi.
Poczułam nieodpartą chęć, by ją uderzyć. Albo kopnąć. Albo wszystko naraz.
– Potencjalny narzeczony – westchnęłam.
– Od kiedy masz narzeczonego? – nie odpuszczał Aiden.
– Nie mam. – Przewróciłam oczami i podniosłam rękę na dowód braku pierścionka na palcu.
– Ale chcesz mieć – wypaliła Gigi. – W końcu po to tu przyjeżdża, prawda?
Kochałam Gigi, jednak teraz szczerze jej nienawidziłam. Nie lubiłam konfrontacji, a na pewno nie takich, jakie ona teraz prowokowała, i doskonale o tym wiedziała.
– Nie mogłaś sobie darować, prawda? – mruknęłam do niej, po czym odezwałam się głośniej: – Skoro już Gigi postanowiła wam powiedzieć, nim sama to zrobiłam, to tak, jutro dołączy do nas Nicholas, jeden z kuzynów Gigi. A teraz wybaczcie, jestem zmęczona. – Wstałam od stołu i ruszyłam do domu.
Pod powiekami czułam palące łzy, a nie miałam zamiaru dopuścić, by ktokolwiek widział, jak płaczę. Weszłam do swojej sypialni, zamknęłam drzwi na klucz i podeszłam do dużego okna, by poszukać odrobiny spokoju. Jednak w tej chwili nawet szum fal nie był w stanie mi w tym pomóc.
Pucked Summer
Copyright © Ewelina Nawara
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-655-5
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Joanna Błakita
Korekta: Anna Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
