Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
57 osób interesuje się tą książką
Ludzie nie wiedzą, że żyją obok wiedźm, wilkołaków i innych nadprzyrodzonych istot. Magiczni mieszkańcy od lat strzegą tej tajemnicy, a nad ich bezpieczeństwem czuwają Strażnicy. Zasada jest jedna i najważniejsza: świat ludzi nie może się o nich dowiedzieć. Lavender Vale zna ją doskonale. Młoda wiedźma prowadzi Velorę, mały sklep z magicznymi herbatami, amuletami i kamieniami szlachetnymi. Ma przyjaciółki, rodzinę, ukochanego kota i spokojne życie.
Do czasu, gdy zamyka się jej ulubiona kawiarnia, a w tym miejscu pojawia się Nocturne. Razem z nowym lokalem do Ravenbrook przyjeżdża Daemon Duskbane. Przystojny, pewny siebie i nieznośnie irytujący. Lavender szybko odkrywa, że nowy właściciel kawiarni ukrywa przed miasteczkiem więcej, niż powinien. On za to doskonale wie, kim ona jest. I świetnie się bawi, gdy rudowłosa wiedźma próbuje rozgryźć jego tajemnice.
Ich spotkania szybko przestają się ograniczać do kawy i złośliwych docinków. Za irytującym uśmiechem Daemona kryje się ktoś, kogo Lavender coraz bardziej chce poznać. Tyle że Daemon nie przyjechał do Ravenbrook bez powodu.
„Brewing Love” to romantasy o wiedźmie i demonie, magicznym miasteczku i kawiarni pełnej sekretów. Humor, magia, romantyczne napięcie. I zdecydowanie za dużo kawy.
Nowelka z Kolekcji Spellbound Love
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 128
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Brewing Love
Ewelina Nawara
Wydawnictwo Inanna
Lavender
Daemon
Lavender
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Zmiany nie zawsze musiały być spektakularne, by odmienić czyjeś życie. W moim przypadku wystarczyło zamknięcie jedynej kawiarni w mieście, by cała moja rutyna i chwile przyjemności tylko dla mnie zniknęły równie szybko jak wampir na widok drewnianego kołka. I nie zrozumcie mnie źle. Współczułam panu Darcy’emu. W końcu zawał to nie byle co w przypadku siedemdziesięcioletniego człowieka. Ale brakowało mi zapachu świeżo parzonej kawy. Jej smaku, gdy piłam ją o poranku przed otwarciem sklepiku. Brakowało mi siedzenia przy oknie i obserwowania mieszkańców miasteczka. Od ponad pół roku musiałam zadowalać się byle jaką kawą z jakichś kapsułek, które podarowała mi moja przyjaciółka, Mari, i z każdym dniem tęskniłam za kawiarnią coraz bardziej.
Od kilku tygodni na domiar złego musiałam znosić widok remontu w dawnej kawiarni, słuchać wiercenia i stukania. W tym wszystkim nikt nie miał pojęcia, co pojawi się w miejscu kawiarni pana Darcy’ego. To znaczy, pewnie burmistrz wiedział, ale nie miałam aż tak wysoko postawionych przyjaciół, by się tego dowiedzieć. Miałam jednak nadzieję, że nie otworzy się tam sklepik z kryształami i herbatkami. Zdecydowanie wolałam, by ewentualna konkurencja trzymała się ode mnie z daleka.
Dla większości mieszkańców Ravenbrook byłam ekscentryczną młodą dziewczyną, która prowadziła swój mały sklepik i sprzedawała smaczne herbatki oraz kamienie szlachetne. Jednak dla mniejszości, zdecydowanie ważniejszej, jeśli ktoś by mnie zapytał, byłam Lavender Vale, młodą wiedźmą, która miała zaklęcie niemal na wszystko. Velora, mój sklepik, był więc trochę zbiegiem dwóch światów, tego zwyczajnego oraz nadprzyrodzonego, który istniał w ukryciu przed ludźmi, a jednocześnie starał się ich chronić przed niebezpieczeństwami. Moje kamienie szlachetne naprawdę działały, a herbatki były nie tylko smaczne, ale zawsze spełniały swoje zadanie.
– Jak myślisz, Salem, co się tam otworzy? – zapytałam, spoglądając znowu przez okno mojej witryny.
– Nie powinnaś rozmawiać z kotem, Lavi – powiedziała śpiewnie Mari, wchodząc do mojego sklepiku.
– On jest bardzo mądry – prychnęłam. – Poza tym nie mogę znieść tego napięcia!
Usiadłam na moim ulubionym fotelu, a Marigold zajęła drugi naprzeciw mnie. To była nasza mała tradycja. Wpadała tu do mnie w każdy piątkowy poranek i spędzałyśmy wspólnie czas na ploteczkach, nadrabiając zaległości z całego tygodnia. Mari pracowała poza miasteczkiem, więc miałyśmy dla siebie mniej czasu, niż byśmy chciały. Ale i tak udawało nam się razem popracować nad zaklęciami, szykować eliksiry, a przy tym obgadać najciekawsze wydarzenia minionych dni. To się nazywa prawdziwa efektywność.
– Wiesz, że możesz tam po prostu wejść, wiesz, wieczorem, gdy nikt nie będzie patrzył. Znasz zaklęcia otwarcia i zamknięcia, wejdziesz, zaspokoisz ciekawość i wyjdziesz, nim ktokolwiek się zorientuje.
– To nie byłoby w porządku – odpowiedziałam.
Starałam się trzymać jasnych zasad i nie wykorzystywać swojej mocy do niewłaściwych celów. A takim zdecydowanie byłoby włamanie do cudzego lokalu.
– Wygląda na to, że już niedługo twoja ciekawość zostanie zaspokojona – mruknęła, wskazując głową na witrynę.
Spojrzałam tam i zauważyłam, jak kilku mężczyzn zaczęło wnosić do środka… meble. Krzesła, blaty, które wyglądały mi na stoliki… Czy istniała szansa, że moje największe marzenie, powrót kawiarni do Ravenbrook, nareszcie się spełni?
– Restauracja albo kawiarnia – odezwała się pewnie Mari. – Może ci się poszczęści.
– Lepiej zacznę szykować powitalny koszyk dla nowego właściciela – zaśmiałam się.
Gdy poprzednia kawiarnia się zamknęła, w żartach rzuciłam do przyjaciółek, że jeśli pojawi się ktoś, kto otworzy nową, dostanie ode mnie wypasiony kosz prezentowy z produktami z mojego sklepiku.
– Próbowałaś znowu z tymi mydłami? – Mari zmieniła temat.
Westchnęłam ciężko, czując totalne rozczarowanie swoimi umiejętnościami.
– Znowu klapa – przyznałam. – Nie mam pojęcia, co robię źle.
Już kilkukrotnie próbowałam stworzyć idealne mydło dla zmiennokształtnych. Coś, co maskowałoby ich naturalny zapach, który po przemianie i bieganiu po lesie był naprawdę bardzo zbliżony do zapachu mokrego psa, ale też coś, co byłoby naturalne, delikatne i skuteczne. I znowu poniosłam porażkę. Tym razem mydło się nie pieniło.
– Chcesz, to mogę rzucić na to okiem i ci pomóc – zaoferowała.
– Jeśli nie dam sobie rady, to chętnie przyjmę twoją ofertę. Na razie opowiadaj, czy umówiłaś się z tym kolesiem?
Doceniałam propozycję Mari, ale to ja mieszkałam z czterema wilkołakami i z dwoma musiałam dzielić łazienkę. Sprawa tego mydła była dla mnie osobistym problemem. Poza tym moja siostra Faye ciągle narzekała, że ludzkie kosmetyki niezbyt dobrze działają na jej skórę, więc chciałam coś dla niej zrobić. Miałam szczerą nadzieję, że uda mi się to zrobić przed jej urodzinami, które zbliżały się wielkimi krokami.
Teraz jednak wsłuchałam się w opowieść o życiu randkowym mojej najlepszej przyjaciółki, bo niestety z naszej łączki tylko ona je miała. Laris, nasza psiapsi, miała równie bogate życie uczuciowe jak ja. Totalna posucha. I nie, żebym nie chciała z kimś się umówić, pójść na randkę, poczuć się jak dziewczyna. Problem w tym, że w Ravenbrook znałam wszystkich i nikt nie sprawił, że moje serce szybciej zaczęło bić. Laris za to zupełnie unikała mężczyzn, co uważałam za totalną głupotę. Ale kim ja byłam, żeby ją osądzać? Dlatego opowieści Marigold były takie ważne, a ona nie narzekała na brak zainteresowania. I wcale się nie dziwiłam. Z tymi swoimi blond włosami i niebieskimi oczami potrafiła oczarować każdego, nie używając swoich mocy nawet przez sekundkę.
– Myślisz, że uda nam się namówić Laris na wypad do klubu? Chcę znowu z wami potańczyć.
– Musisz ją najpierw upić, a później zapytać, w przeciwnym razie nie licz na to, że się zgodzi.
Laris ceniła sobie spokój, wieczory wolała spędzać w domu, z którego zresztą wychodziła jedynie do pracy w restauracji. No i na nasze spotkania, ale żeby wyciągnąć ją gdzieś dalej, potrzebne były większe siły.
– Jak to dobrze, że ty, Lav, znasz się na drinkach, które przyjemnie obniżą mury obronne Laris.
– Nie wykorzystam mocy – zaznaczyłam od razu.
– Miałam na myśli tequilę – zaśmiała się Marigold, a ja dołączyłam do niej.
Na nasze szczęście Laris nie miała głowy do tequili, więc przygotuję moje specjały i być może uda nam się pojechać do miasta obok, by potańczyć… i być może kogoś poderwać.
Salem wskoczył mi na kolana, domagając się uwagi. Gdy go przygarnęłam kilka lat temu, wszyscy śmiali się, że teraz dopełniłam wizerunku stereotypowej wiedźmy. Miałam kociołek, szpiczasty kapelusz (część halloweenowego kostiumu), no i czarnego kota.
Tego dnia jeszcze kilka razy zerknęłam z tęsknotą za okno, ale okna ciągle były zasłonięte i nie pojawił się żaden szyld.
Westchnęłam ciężko i zabrałam się za przygotowanie kilku amuletów ochronnych, tym razem w formie bransoletek. Jesień przyciągała turystów także w nasze strony, a ci lubili zajrzeć do mojego sklepiku i właśnie najczęściej interesowała ich biżuteria z kamieniami szlachetnymi i moje oryginalne herbatki. Każdą bransoletkę zaplotłam z jasną intencją ochrony przed złem. Gdy były gotowe, obejrzałam je dokładnie. Podobały mi się i byłam zadowolona z efektów swojej pracy. Gdy odkładałam ostatnią z nich, poczułam, że turmalin w moich rękach zrobił się ciepły. Odłożyłam go na moment i ponownie wzięłam do ręki, bo nie chciałam się pomylić. Ten sam rezultat. Dotknęłam tego, który od lat wisiał na łańcuszku na mojej szyi, a raczej chciałam go dotknąć, bo złapałam za… powietrze.
– Co do… – wymruczałam, rozglądając się.
Zgubiłam mój najsilniejszy amulet ochronny. I zaczęłam się zastanawiać, jaki diabeł zmierza w moją stronę…
Kończyłem montować półki, gdy pojawiła się w końcu dostawa z meblami. Już nie mogłem się doczekać, aż wszystko będzie gotowe i Nocturne otworzy swoje drzwi dla nowych klientów. Ta kawiarnia miała być dla mnie zupełnie nowym początkiem, czymś, do czego tęskniłem naprawdę bardzo długo. Czy sądziłem, że otworzę ją akurat w takim miejscu? Diabli wiedzieli, że nie. Nigdy nie uważałem się za kogoś, kto będzie potrafił się odnaleźć w małym miasteczku, ale Ravenbrook miało swój urok. I coś mnie tu ciągnęło, a ja już lata temu nauczyłem się słuchać intuicji i podszeptów wszechświata. Tak właśnie trafiłem tutaj. Przez całą podróż miałem wrażenie, jakby ktoś pociągał za sznurek przymocowany gdzieś pośrodku mojej piersi i zmuszał mnie, bym pojawił się właśnie tutaj. A gdy już to zrobiłem, okazało się, że kilka miesięcy wcześniej jedyna kawiarnia w miasteczku przestała istnieć. A ja ze wszystkich ludzkich osiągnięć i odkryć najbardziej kochałem kawę. No i bieżącą wodę oraz prysznice, ale nie były to do końca ich samodzielne osiągnięcia, więc zdecydowanie padło na kawę. Widzicie, przeznaczenie.
Moje konto bankowe było większe, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, więc kupiłem ten budynek i zacząłem remont, starając się zrobić jak najwięcej własnymi rękami. Pomagało mi to zająć ręce i odwrócić uwagę od sporego szamba, które zostawiłem w swojej przeszłości. I nieważne, jak bardzo starałem się o tym nie myśleć, odciąć się od tego grubą kreską i naprawdę zacząć od nowa, i tak mimowolnie wracałem do tego myślami. Zwłaszcza gdy nie miałem nic do roboty, dlatego znajdowałem sobie zajęcie. Całkiem zdrowe radzenie sobie z problemami, prawda?
– Gdzie to postawić, szefie? – zapytał facet, który przywiózł zamówiony przeze mnie sprzęt.
Miałem dziwną niechęć do tego słowa, więc skrzywiłem się delikatnie, ale pomogłem mu i po chwili wszystko zajęło swoje miejsce.
– Dobrze, że znowu będzie tu kawiarnia – ciągnął facet. – Pan Darcy kochał to miejsce, no i dobra kawa wszędzie jest potrzebna.
Skinąłem mu tylko głową, bo nie miałem pojęcia, kim był ten cały Darcy. Budynek kupiłem od miasta i nawet nikogo tutaj nie znałem. Ale jeśli ludzie faktycznie tęsknili za kawiarnią, to część marketingu miałem z głowy.
– Mówiłeś, że skąd właściwie przyjechałeś? – zapytał nagle facet.
Chyba powinienem znać jego imię, ale albo się nie przedstawił, albo zupełnie to pominąłem. W moim przypadku obie te wersje były równie prawdopodobne. Taki nudny, zwyczajny człowiek rzadko pojawiał się w kręgu moich zainteresowań.
– Z daleka – odpowiedziałem wymijająco.
Popatrzył na mnie podejrzliwie, ale uśmiechnąłem się i szybko wymyśliłem jakąś nazwę:
– Z San Inferno w Kalifornii.
Kiwnął głową w odpowiedzi.
– Zdecydowanie inny klimat niż u nas. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Dawno już nie piłem dobrej kawy.
– Czekam na dostawę ziaren, gdybym je miał, już bym coś ci przygotował.
To akurat była prawda, podobało mi się przyrządzanie kawy, a rozmowa z różnymi ludźmi była… odświeżająca.
Na szczęście facet szybko zakończył rozmowę, podpisałem wszystkie dokumenty i znowu zostałem sam. Rozejrzałem się wokół. Wiedziałem, że czeka mnie jeszcze trochę pracy, ale całość już nabrała kształtu. Przede mną jeszcze dekoracje, no i jeszcze szyld na witrynie, ale na szczęście wszystko miałem już zamówione. Jeśli dobrze pójdzie, w przyszłym tygodniu będę mógł otworzyć lokal.
No tak, zapomniałem jeszcze o jednym… muszę zatrudnić pracowników. Skrzywiłem się i zacząłem przeglądać stronę miejscowego urzędu pracy, ale nie było na niej nic pożytecznego. Jutro będę musiał więc udać się na małą wycieczkę, bo co to by była za kawiarnia bez ludzi do pracy.
Przez kawałek odsłoniętego okna widziałem budynek naprzeciwko. Velora. Ładna nazwa, chociaż trochę… bajkowa i zupełnie nie w moim klimacie. Jednak za każdym razem, gdy tam zerkałem, ogarniało mnie dziwne uczucie. Jakby najpierw chłodu, a zaraz powiew lekkiego, wiosennego wietrzyku.
– Przez brak towarzystwa już zaczyna mi odwalać – mruknąłem do siebie.
Gdyby ktokolwiek z moich znajomych usłyszał, jak mówię o wiosennym wietrzyku, pomyślałby, że świat się kończy. To nie było w moim stylu.
Ale podobnie jak wtedy, gdy coś przyciągało mnie do Ravenbrook, tak teraz coś kazało mi zerkać na Velorę, coś sprawiało, że wszystko we mnie chciało pójść do tego małego sklepiku i sprawdzić, co tym razem przygotowało dla mnie przeznaczenie.
Próba namówienia Laris na wyjście do klubu skończyła się jedynie okropnym bólem głowy. Tyle razy powtarzałam sobie, że nie będę pić alkoholu, i za każdym razem rezultat był jeden… kac. I oczywiście, jak na młodą wiedźmę przystało, miałam na to swój sposób, ale niestety moje ziółka były w sklepie, a ja musiałam stawić czoła mojej fantastycznej rodzince.
– Lavi, rusz tyłek, zaraz się przez ciebie spóźnię – krzyknęła Faye, moja siostra, jednocześnie dobijając się do drzwi łazienki.
Jęknęłam głośno, bo poczułam to w mózgu.
– Już. Nie musiałaś się tak drzeć – prychnęłam, mijając ją w drzwiach.
– A ty mogłaś się nie upijać z przyjaciółkami. I w sumie mogłaś mnie chociaż zaprosić, wiesz.
Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem, więc poczłapałam do kuchni, gdzie Eron, mój brat, jadł już śniadanie.
– Faye jest na ciebie wściekła – powiedział, głośno mlaskając swoimi płatkami śniadaniowymi. – Trafiła jej się praca i ma rozmowę, a na dodatek nie zaprosiłaś jej na spotkanie z dziewczynami.
– Nie pomyślałam nawet – mruknęłam i wzięłam solidny łyk jego kawy.
Skoro i tak musiałam znosić jego niekulturalny sposób jedzenia, mógł przynajmniej podzielić się kawą.
– Wiem, ale ona i tak jest wściekła.
– Jak zawsze przed pełnią – prychnęłam. – Po pracy przyniosę więcej Szeptu lasu.
To była moja autorska ziołowa mieszanka, która łagodziła część nieprzyjemnych objawów u zmiennokształtnych, a w przypadku wilkołaków wyciszała i łagodziła tę złość, agresję i niepokój, które odczuwali przed pełnią.
– Jeszcze nie skończył się nasz zapas, Lavi. Nie musisz się martwić. Jak tam idzie remont? Kiedy będę mógł zająć twój pokój?
– Zapomnij, dupku, to będzie moja sypialnia – wykrzyknęła Faye, a ja znowu się skrzywiłam.
Niedawno udało mi się kupić mały domek, który teraz przechodził gruntowny remont. Gdy tata zaczął tam pracę, szybko odkryliśmy, dlaczego był tak tani. Liczyłam, że szybko się wprowadzę i będę mogła powoli remontować pomieszczenie po pomieszczeniu, ale rodzice kategorycznie się na to nie zgodzili. I w sumie, gdy zobaczyłam, co kryło się pod warstwami farby, starymi wykładzinami i płytkami w łazience… Wolałam zostać w domu rodzinnym i trochę dłużej znosić wilkołacze humorki Faye i dupkowate zachowanie Erona.
– Tata mówi, że jeszcze z dwa tygodnie – odpowiedziałam bratu. – Więc jeszcze masz sporo czasu, by uzgodnić z siostrą, kto zajmie mój pokój. A teraz idę, bo jeszcze chwilę tego kaca i zacznę wątpić w ludzkość, skoro byli gotowi robić to sobie co weekend.
Pożegnałam się z Eronem i ewakuowałam się, nim Faye zeszła do kuchni. Choć byłam ciekawa, gdzie ma rozmowę o pracę, nie miałam wystarczająco dużo cierpliwości, by znosić dziś jej humorki. Nie gdy czułam, jakby coś rozrywało moją głowę na wszystkie strony.
Jako wiedźma starałam się nie sięgać po zwykłe leki przeciwbólowe. Generalnie każdy ze specyfików stworzonych przez duże firmy farmaceutyczne miał wpływ na moją magię. A ja lubiłam znajdować naturalne rozwiązania, większość przypadłości dało się wyleczyć lub złagodzić dzięki ziołom i mojej magii. Na moje nieszczęście nie wszystko trzymałam pod ręką w domu – część ziół szkodziła wilkołakom, a ja nie miałam zamiaru narażać mojej rodziny na przypadkowy kontakt z tymi substancjami.
W sklepiku, nim przekręciłam tabliczkę na otwarte, poszłam na zaplecze i zaparzyłam sobie ziółek na kaca. Gdy czekałam, aż będą gotowe, szybko sprawdziłam zamówienia ze strony internetowej (tak, byłam współczesną wiedźmą i sprzedawałam amulety i herbatki przez internet. W końcu z czegoś trzeba było się utrzymać). A później wypiłam wywar, który w tej chwili smakował mi jak napój bogów. Piętnaście minut później ten okropny ucisk w głowie zelżał, a chwilę później całkowicie ustąpił i mogłam zabrać się do pracy. Przekręciłam tabliczkę i z uśmiechem zerknęłam przez okno.
Po drugiej stronie ulicy coś się zmieniło… Okna budynku, w którym kiedyś była kawiarnia, nie były już zasłonięte. Wręcz przeciwnie, lśniły czystością… Przez odbijające się w szybach słońce z tej odległości nie mogłam zobaczyć, co szykowało się wewnątrz, ale COŚ się działo.
– Dzień dobry, Lavender – przywitała mnie śpiewnie Sophie, właścicielka Zaczytanego kącika, jedynej księgarni w Ravenbrook. – Słyszałaś już dobre wieści?
– Jakie dobre wieści? – zapytałam.
Od razu przyniosłam też jej stałe zamówienie, kilka moich autorskich herbatek, które oferowała klientom i paniom podczas klubu książki, który prowadziła. Wybrałam się tam kilka razy, ale gdy zaczęły czytać jakiś romans paranormalny, poczułam się nieswojo i już nigdy nie wróciłam. Sophie, jak większość mieszkańców miasteczka, nie miała pojęcia o istnieniu istot nadprzyrodzonych. Ale ona była zafascynowana literaturą fantasy i chętnie o tych książkach opowiadała. No i Sophie była jedną z nielicznych osób, która nie traktowała mnie jak trochę dziwną dziewczynę zajmującą się kamyczkami i ziołami. Dlatego ją lubiłam i nie miałam nic przeciwko chwili nieszkodliwych ploteczek.
– Kto jak kto, ale byłam pewna, że ty już wyniuchasz tego newsa! – zaśmiała się. – Naprzeciwko otwiera się kawiarnia!
– Cudowne wieści – powiedziałam i z ekscytacji aż klasnęłam w dłonie.
Już sobie wyobrażałam ten piękny zapach kawy, jej smak, chwile tylko dla mnie z filiżanką…
– Podobno właściciel to prawdziwy przystojniak! – dodała Sophie i jak na panią przed pięćdziesiątką cieszyła się tym zdecydowanie za bardzo. – Tobias mówił, że widział twoją siostrę, jak wchodziła do kawiarni… – urwała.
– A to żmija – syknęłam cicho.
Wiedziała i słowem się nie odezwała, a miała czelność złościć się o moje spotkanie z dziewczynami. Następnym razem dosypię jej trochę ziółek do szamponu… tylko tyle, by nie mogła przestać się drapać, nie będę aż tak okrutna, by zrobić jej prawdziwą krzywdę. To nie leżało w mojej naturze, wolałam pomagać niż krzywdzić.
– Siostry, prawda? Ja z moją nie rozmawiam już dziesięć lat – kontynuowała Sophie, ale moje myśli krążyły wokół kawiarni, więc niezbyt słuchałam, co miała do powiedzenia.
Po wszystkim podliczyłam jej zamówienie, dorzuciłam gratisowe mydełka i pożegnałam się, nim wystukałam wiadomość do przyjaciółek.
Słyszałyście, że otwiera się u nas kawiarnia?
PS. Nie piję z wami więcej. I proszę mnie nie namawiać.
Odłożyłam telefon, oczyściłam dłonie i zabrałam się za plecenie bransoletek ochronnych z zamówień. Skupiłam się na pracy z kamieniami, dodając im intencje. Wiedziałam, że większość ludzi nawet nie wierzyła w ich moc, ale i tak traktowałam to poważnie. A jeśli taka bransoletka mogła uchronić kogoś przed złem czy złym życzeniem, musiałam się postarać. Co przypomniało mi, że muszę zastąpić mój wisiorek z turmalinem. Normalnie zrobiłabym to już wczoraj, ale zaaferowało mnie spotkanie z przyjaciółkami. Dziś się tym zajmę. Od razu przygotuję sobie zestaw do oczyszczenia energii w domu, gdy tylko remont się skończy, będę mogła działać. A później przeprowadzka i wolność. Koniec dzielenia łazienki. Koniec kłócenia się z Eronem o płatki śniadaniowe. Koniec podbierania ubrań przez Faye.
Ponownie wyjrzałam przez okno. Jacyś ludzie kręcili się przy witrynie i gdy się odsunęli, mogłam zobaczyć świeży napis na niej.
Nocturne.
Przeszedł mnie dreszcz, gdy tylko przeczytałam ten napis.
Nie mogłam doczekać się otwarcia i momentu, w którym wejdę do środka i znowu zakosztuję pysznej kawy.
Brewing Love
Copyright © Ewelina Nawara
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-927-3
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Grażyna Wesołowska | proAutor.pl
Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
