Biblioteka wigilijnych wspomnień - Natasza Socha - ebook
NOWOŚĆ

Biblioteka wigilijnych wspomnień ebook

Natasza Socha

5,0
14,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego


Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+.

Dowiedz się więcej o KMK i KK+

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Są historie, które trzeba opowiedzieć, by móc pójść dalej. W te święta wszystko może zacząć się od nowa.

Przytulna biblioteka tuż przed świętami. Kilka krzeseł i kartka: „Przyjdź, jeśli nie masz z kim pomilczeć”. Cztery osoby decydują się opowiedzieć nieznajomym o wigiliach, które odmieniły ich los. Bez pouczania i bez oceniania.

Krystyna próbuje uporać się z przeszłością, Magda podejrzewa męża o zdradę, Marek, policyjny negocjator, staje wobec dramatu, który może odebrać mu wszystko, co kocha, a Anna odkrywa prawdziwą twarz męża i musi podjąć radykalne kroki, by chronić córkę.

Pozornie nic ich nie łączy. Z czasem losy bohaterów splatają się w sposób, którego nie mogli przewidzieć. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa tajemniczy mężczyzna, który przesiaduje na ławce mimo śniegu i mrozu?

„Biblioteka wigilijnych wspomnień” to opowieść o skomplikowanej przeszłości i drugich szansach, która daje nadzieję i skłania do refleksji nad tym, co naprawdę jest w tym czasie ważne.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 282

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Opieka redakcyjna: DOMINIKA WRESIŁO

Redakcja: ANNA POINC-CHRABĄSZCZ

Korekta: MARIA ROLA, ALEKSANDRA SZULEJEWSKA, JUSTYNA TECHMAŃSKA-SZEWCZUK

Projekt okładki i stron tytułowych oraz elementy ilustracyjne: ANNA JAMRÓZ

Skład i łamanie: JACEK DROBNIAK

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Natasza Socha © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-XXX

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

MAGDA

*

Następnego dnia po tamtej nieudanej Wigilii Magda obudziła się dziwnie wypoczęta.

Wspomnienie poprzedniego wieczoru wróciło niemal natychmiast, ale postanowiła nie skupiać się na nim, nie zastanawiać, kto miał rację i dlaczego jej życie nagle się posypało. Miała serdecznie dosyć roztrząsania przeszłości i katowania się szarymi myślami. Pomyślała, że ostatecznie nie jest jedyną osobą na tym świecie, którą zdradził mąż i która nie dogaduje się z własną matką. Wzięła szybki prysznic, ubrała się i punktualnie o szóstej trzydzieści wyszła z domu.

Miasto o tej porze w pierwszy dzień świąt było puste, mroźne i żółte od świateł latarni, które z trudem przebijały się przez gęsty grudniowy poranek. Pod butami chrupała cienka, ledwo zauważalna warstwa świeżego śniegu, która przypominała bardziej rozsypany cukier, ledwo przykrywający chodniki.

Było tak cicho, że Magda słyszała własny oddech i rytmiczne uderzenia obcasów o beton. Szła powoli, naciągnąwszy czapkę głębiej na uszy. Kamienice wzdłuż ulicy stały nieruchome, z ciemnymi oknami, w których tylko gdzieniegdzie migotały kolorowe lampki choinkowe. I chyba właśnie tylko te małe neonowe punkciki były jedynym dowodem na to, że w środku toczyło się życie.

Magda patrzyła na okna i zastanawiała się, co działo się za nimi kilka godzin wcześniej, gdy ona sama, po awanturze u matki, po prostu wyłączyła telefon i przespała Wigilię.

Przygryzła dolną wargę.

Ile z tych rodzin siedziało przy stole w milczeniu, licząc minuty do momentu, w którym wypada wstać i pójść do siebie? Czy ktoś w tej kamienicy na rogu leży teraz z otwartymi oczami, żałując słów wypowiedzianych przy dzieleniu się opłatkiem? A może komuś w tej klatce z odrapanymi drzwiami udało się po raz pierwszy od lat poczuć coś na kształt spokoju?

Pomyślała o oświadczynach przy choince i o rozwodach, które zostały przypieczętowane decyzją właśnie wczoraj wieczorem, przy dźwięku kolęd puszczanych z komórki. Wyobrażała sobie te wszystkie talerze, które trzeba będzie rano umyć, i resztki jedzenia zawinięte w folię aluminiową, dowody na to, że rytuał został dopełniony. Czy ktoś czekał na ten dzień z niecierpliwością, czy raczej większość odhaczyła kolejny punkt w kalendarzu, czując ulgę, że już po wszystkim?

Podejrzewała, że nie jest jedyną osobą, która przespała tę noc. Na pewno część osób zrobiła to z wyboru, tak jak ona, nie brakło też ludzi, dla których sen był jedyną ucieczką przed samotnością. Może niektórzy zasnęli szczęśliwi, w poczuciu spełnienia, a inni z ciężkim sercem, że znowu nie było tak, jak być powinno? Za każdym oknem kryła się inna historia.

Magda minęła przystanek autobusowy. Na rozkładzie jazdy osiadł szron, prawie nie dało się odczytać liter. Miasto wydawało się sterylne, jakby noc wymroziła z niego wszystkie wczorajsze emocje, kłótnie, rozmowy, śpiewy i życzenia. Magda czuła, że ten poranek jest o wiele lepszy niż wczorajszy wieczór. Może dlatego, że nie trzeba było już niczego udawać. Nie było opłatka ani życzeń, nie zawsze szczerych. Były tylko surowy grudniowy świt i miasto, które powoli budziło się do życia, przecierając zaspane oczy.

Szła dalej, czując, jak mróz szczypie ją w policzki. Nie miała celu, chciała jedynie poczuć ten spokój, zanim znowu wszystko ruszy, otworzą się dyżurne apteki pracujące nawet w święta, a ludzie wyjdą z domów, niosąc w reklamówkach sałatkę jarzynową (no właśnie!) i ciasta na umówioną wizytę. Na razie była tylko ona, drobny śnieg i setki cudzych historii zamkniętych za grubymi murami kamienic.

Po jakimś czasie skręciła w stronę parku, w którym spacerowali wybudzeni z ciepłego snu właściciele psów, chuchając w dłonie i stawiając kołnierze kurtek. Nagle pod jedną z nielicznych działających lamp zobaczyła niewyraźny kształt. Postać siedziała na metalowej ławce, skulona, niemal zrośnięta z dwiema wielkimi walizkami, które zagradzały przejście. Obok, owinięta w ciepły koc, spała mała dziewczynka, opierając głowę o twardy kant bagażu.

Magda zwolniła. Serce uderzyło jej mocniej, gdy rozpoznała postać na ławce.

– Anna? – Głos Magdy przeciął mroźną ciszę jak pęknięcie lodu.

Kobieta drgnęła. Kiedy podniosła głowę, światło latarni padło prosto na jej twarz. Była blada, niemal przezroczysta, a jej krótkie czarne włosy sterczały wokół wełnianej opaski, którą naciągnęła na uszy. Pod oczami miała sińce, ale w jej spojrzeniu nie było już strachu, tylko ostateczne wycieńczenie.

– Co ty tutaj robisz? – Magda podbiegła do niej, patrząc z niedowierzaniem na walizki i śpiące dziecko. – Jest siódma rano, pierwszy dzień świąt. Gdzie ty się wybierasz o tej porze?

Anna milczała przez chwilę, by w końcu wzruszyć ramionami.

– Nigdzie nie jadę – wychrypiała. – Po prostu odeszłam. Na razie nie mam pomysłu, co dalej.

Magda spojrzała na śpiące dziecko. Mała oddychała miarowo, wtulając nos w pluszowego króliczka. Anna wbiła wzrok w Magdę.

– Ja wiem, że to jakaś kretyńska sytuacja, nie mam nikogo w tym mieście. Czy my... Czy my mogłybyśmy u pani przeczekać? Choćby kilka dni. Tylko dopóki nie wymyślę jakiegoś planu.

Zacisnęła dłoń na rączce walizki.

– Wstawaj – rzuciła krótko Magda. – I mówmy sobie po imieniu. Bierz małą na ręce, a ja wezmę walizki. Mieszkam dwie ulice stąd. Ruchy, bo obie tu zamarzniemy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki