Opis

Zbiór baśni narodów Kaukazu. Wspaniała literatura nie tylko dla dzieci, ale także i osób dorosłych. W takiej pięknej formie i o takiej objętości ukazuje się po polsku po raz pierwszy. Książka zawiera baśnie abchaskie, adygejskie, awarskie, bałkarskie, czeczeńskie, gruzińskie, inguskie, kabardyńskie, kurdyjskie, lakskie, mingrelskie, ormiańskie, osetyńskie, swańskie, tatarskie a także spis literatury źródłowej i słownik.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 236

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Iwona Tsanev

Baśnie narodów Kaukazu

Armoryka Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak 

Redaktor: Elżbieta Sarwa 

Na okładce: Giulio Rosati (1858–1917), La discussion,

(licencjapublic domain), źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Giulio_Rosati_10.jpg (This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law, including all related and neighboring rights). 

Copyright © 2014 by by Iwona Tsanev

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel +48 15 833 21 41

e-mail:[email protected]

http://www.armoryka.pl/

Mojej Mamie

Baśnie abchaskie

Baśń o czterech braciach

 

 

Żyli kiedyś czterej bracia i jedna siostra. Gdy umarł ich ojciec bracia zamknęli swoją siostrę w pokoju i nie wypuszczali jej. Codziennie wychodzili na polowanie, a siostrę karmili mózgiem zabitych zwierząt. Pewnego razu, kiedy bracia byli na polowaniu ich matka wzięła jedzenie i poszła do pokoju córki. Jednak zaledwie zdążyła otworzyć drzwi do pokoju wdarł się olbrzymi żmij [żmij – skrzydlaty gad z mitologii słowiańskiej, odpowiednik smoka – wszystkie przypisy pochozą od Iwony Tsanev], porwał córkę i uciekł. Matka zaczęła strasznie płakać i rwać włosy z głowy. Gdy wrócili synowie zapytała ich:

– Moi drodzy synowie, co moglibyście zrobić, gdyby zdarzyło się jakieś nieszczęście? 

Najstarszy z braci odpowiedział:

– Ja mogę wyjąć z brzucha zwierzęcia dziecko, tak że zwierzę tego nie zauważy. 

Drugi brat powiedział:

– Ja, jak zechcę mogę dookoła nas wszystkich wznieść żelazne ogrodzenie. 

Trzeci rzekł:

– Jeśli jastrząb porwałby pisklę i wzleciał z nim wysoko w niebo, mógłbym zabić wystrzałem jastrzębia a pisklęciu nic by się nie stało. 

Najmłodszy brat zaś powiedział:

– Cokolwiek spadałoby z nieba, mógłbym to schwycić, ochraniając przed upadkiem.

– To dobrze – powiedziała matka, bo żmij porwał waszą siostrę.

– Nie wrócimy zanim nie uratujemy siostry – potwierdzili braci i wyruszyli. 

Gdy już znaleźli miejsce, w którym żmij więził ich siostrę, zobaczyli, że potwór owinął się wokół niej i trzyma ją w uścisku. Najstarszy z braci podszedł i odebrał siostrę tak, że żmij nawet nie poczuł. Jednak potwór po chwili skoczył i zaczął ich gonić, więc drugi brat natychmiast otoczył starszego brata i siostrę żelaznym płotem, ale to nie przeszkodziło żmijowi, odbił ich siostrę i wzleciał wraz z nią w powietrze. Trzeci brat wystrzelił i zabił żmija, a siostra zaczęła szybko spadać, wtedy czwarty brat podbiegł i złapał ją w locie. Bracia wraz z siostrą wyruszyli w stronę domu. W tym czasie matka uszyła beszmet [beszmet – rodzaj kaftana – przyp.] i powiesiła go pod daszkiem przy wejściu do domu. Gdy rodzeństwo wróciło matka powiedziała, że beszmet należy się temu, kto uratował siostrę. Najstarszy brat powiedział:

– Do mnie powinien należeć, bo to ja odebrałem żmijowi siostrę. 

Drugi brat powiedział:

– Powinien być mój, przecież wzniosłem żelazny płot. 

Trzeci powiedział:

– Mój! Jeśliby mnie tam nie było żmij odleciałby z naszą siostrą, ale wystrzeliłem i zabiłem go.

Najmłodszy zaś powiedział:

– Powinien być mój! Nie odebrałem co prawda siostry, ale jeślibym jej nie złapał w locie to upadłaby i zabiła się. 

Cała czwórka zaczęła się spierać, kto powinien dostać beszmet, zebrała się cała wioska, jednak nie mogli nic uradzić. W końcu jeden z mieszkańców wioski wziął sobie beszmet.

Ja też tam wczoraj wieczorem byłem i dopiero dziś przyszedłem tutaj.

 

 

Baśń o Serimie i Kerimie

 

 

Dawno, dawno temu żył car. W jego królestwie było wielkie morze. Car zwołał swój naród i ogłosił, że wyda swoją córkę za mąż za tego, kto osuszy morze, jednak ten kto będzie próbował, ale mu się nie uda zostanie pozbawiony głowy. 

W carstwie tym był pewien bogacz, który nazywał się Serim. Serim pojawił się u cara i obiecał osuszyć morze. W wyznaczonym czasie zebrał na morzu ogromną ilość statków z niezliczoną załogą i zawiadomił cara, że już przystępuje do pracy i prosi, żeby nic w tym królestwie nie przeszkadzało mu w wykonaniu zadania. Car obiecał, że wszystkiego dopilnuje. Serim więc zaraz po tej obietnicy poprosił cara o zatrzymanie wszystkich rzek wpadających do morza. Car nie mógł tego uczynić, przyznał się do porażki i wydał za niego swoją córkę. Serim ożenił się z carewną i z tej okazji wyprawił taką ucztę, jakiej nikt do tej pory nie widział. W czasie uczty Serim zawołał swojego przybranego brata Kerima i dając mu część swojego posiłku powiedział:

– Oddaj tę część temu, albo tej kto kocha mnie najbardziej.

Kerim wyszedł na podwórko, zawołał psa Serima i dał mu połowę otrzymanego jedzenia, drugą połowę zjadł sam. Rano po uczcie Serim poszedł do żony, żona była bardzo rozgniewana, że nie przysłał jej części swojego posiłku, jak robią zawsze porządni ludzie, a w związku z tym, że nie jest porządnym człowiekiem nie może z nim być. Serim zaczął udowadniać, że przysłał jej część swojego posiłku. Potem zapytał Kerima:

– Co zrobiłeś z jedzeniem, które ci dałem?

Kerim odpowiedział, że podzielił się nim z jego psem, ponieważ oni dwaj kochają go najbardziej. Serim nie chciał w to uwierzyć i pobił Kerima i swojego psa tak bardzo, że ledwie uszli z życiem. Żona jednak cały czas się złościła i trzeciego dnia odeszła od męża. Wtedy Kerim powiedział:

– Czyż nie powiedziałem ci prawdy, że ja i twój pies kochamy cię najbardziej. Pobiłeś nas niemalże do śmierci a mimo to nie odeszliśmy od ciebie i kochamy cię tak jak przedtem, zaś twoja żona z byle powodu cię opuściła!

Serim po namyśle przyznał mu rację. Kerim obiecał, że postara się tak zrobić, żeby carewna sama przybiegła do Serima, i żeby jej ojciec zgodził się na to z radością. W stolicy, w której mieszkał car mówiło się o organizacji ogromnego jarmarku, który miał trwać przez cały rok. Kerim wziął od Serima duży kapitał i pojechał w miejsce, gdzie miał się odbywać jarmark. Kupił w pobliżu tego placu spory kawałek ziemi i bardzo porządnie ogrodził. Gdy jarmark się rozpoczął usiadł przy ogrodzeniu swojego terenu i od wszystkich przechodzących zaczął skupować bydło za niesłychanie wygórowaną cenę, po czym każdą kupioną sztukę zaganiał na swój teren.

Wszystkim zaczęło brakować mięsa, również carowi. Gdy car nie mógł nic kupić przez pośredników osobiście przyjechał do Kerima, jednak Kerim również mu odmówił. Car więc pojawił się ponownie z całą rodziną, żeby wytrwale prosić. Kerim powiedział mu wtedy, że Serim nakazał mu skupować wszelkie bydło jakie pojawi się na jarmarku, bez względu na cenę ponieważ zamierza ożenić się z pewną carewną i chce wydać wielkie przyjęcie. Nawet najmniejszego i najchudszego baranka nie chciał sprzedać za tysiąc rubli. Gdy car usłyszał te słowa pomyślał, że Serim nie zwracając najmniejszej uwagi na jego córkę zamierza ożenić się z inną carewną a to byłaby wielka zniewaga dla niego i dla jego córki. Wtedy car zdecydował się poprosić Serima, żeby przyjął z powrotem żonę, która od niego odeszła. Carewna zgodziła się na to ochoczo i raz jeszcze wyszła za Serima. Przyjął więc Serim carewnę wraz z dużym posagiem i ponownie wyprawił ucztę jeszcze lepszą od poprzedniej. 

Serim z żoną żyli razem do późnej starości. Serim nigdy nie zapomniał słów swojego przybranego brata: „Najbardziej kocha cię twój pies i twój przybrany brat Kerim”.

 

 

Koziołek, jagniątko i cielątko

 

 

Pewnego razu, gdy pastuch wyprowadził swoje stado by pasło się na łąkach to zginęły mu koziołek, jagniątko i cielątko. Kiedy nastał wieczór zwierzątka zebrały się we trójkę i usiadły w jednym miejscu. Akurat w pobliżu tego miejsca znajdował się niedźwiedź, wilk i lisica. Gdy już nastała noc zwierzęta wysłały do koziołka, jagniątka i cielątka lisicę żeby poprosiła o kawałek mięsa na kolację. Gdy przyszła lisica koziołek wstał i powiedział:

– Ja właśnie o to samo chciałem ciebie poprosić. Wieczorem gdy poszedłem szukać dla siebie i swoich przyjaciół bardziej odpowiedniego miejsca, przyszedł do nich w tym czasie jak mówią chyba lis, a może to był wilk, nie pamiętają dobrze, rozszarpali go na kawałki i zjedli. Mi zostawili tylko jedno udko do zjedzenia, nie najadłem się, a moi towarzysze też są jeszcze głodni. Lisico, przysięgam na twoje życie, że nie zostało nam ani kawałka mięsa!

Gdy koziołek powiedział, że do jego przyjaciół przychodził lis, albo wilk i oni rozszarpali go na kawałki i zjedli lisica zaczęła się powoli wycofywać, żeby jej nie zatrzymali i ledwie koziołek skończył mówić czmychnęła w głąb lasu nie wracając do swoich towarzyszy. Niedźwiedź i wilk czekali i czekali na lisicę, jednak się nie doczekali. Wilk więc wybrał się do sąsiadów:

– Kim jesteście i co z was za gospodarze! Niedźwiedź i ja przysłaliśmy do was lisicę po kawałek mięsa na kolację, dlaczego go od razu nie przekazaliście? – powiedział do nich wilk.

Koziołek odpowiedział mu na to:

– Jak cię zobaczyłem to właśnie o to samo chciałem poprosić. Wieczorem gdy poszedłem szukać dla siebie i swoich przyjaciół bardziej odpowiedniego miejsca to przyszedł do nich w tym czasie wilk, a może to był niedźwiedź, nie wiem dokładnie, ponieważ oni przed moim powrotem rozszarpali go na kawałki i zjedli. Mi zostawili tylko jedno udko, zjadłem je, ale się nie najadłem. Moi towarzysze też są jeszcze głodni. Wilku, przysięgam na twoje życie, że nie zostało nam ani kawałka mięsa!

Gdy koziołek powiedział, że jego przyjaciele wilka, albo niedźwiedzia, nie wie dokładnie rozszarpali na kawałki i zjedli zaczął się powoli wycofywać. Gdy koziołek skończył mówić uciekł do lasu i nie wrócił do swoich. Niedźwiedź długo czekał, ale nie doczekał się towarzyszy, sam więc poszedł do swoich sąsiadów – koziołka, jagniątka i cielątka.

– Co tu robicie i jakim prawem się tu rządzicie? Posłałem do was swoich towarzyszy po kawałek mięsa na kolację, dlaczego nie daliście mięsa? – zapytał niedźwiedź. 

Koziołek powiedział:

– Ja też chciałem ci właśnie powiedzieć to samo. Wieczorem gdy poszedłem szukać dla siebie i swoich przyjaciół bardziej odpowiedniego miejsca to przyszedł do nich w tym czasie chyba niedźwiedź, a może to był wilk, nie wiem, i oni rozszarpali go na kawałki i zjedli, zdążyłem im odebrać tylko jedno udko, i mimo, że je zjadłem wcale się nie najadłem i moi towarzysze też są jeszcze głodni.

Po tym jak koziołek powiedział, że nie wie czy to był niedźwiedź czy wilk i, że jego przyjaciele rozszarpali go na kawałki i zjedli niedźwiedź zaczął się powolutku wycofywać. Uciekł w głąb lasu, gdy tylko koziołek skończył mówić. 

Koziołek powiedział do swoich towarzyszy:

– Oni teraz na pewno spotkają się w głębi lasu i zrozumieją, że oszukaliśmy ich, a wtedy jeśli nie przejdziemy w inne miejsce to wrócą i nas zjedzą! 

Poszli kawałek w głąb lasu i zobaczyli krzywe drzewo, postanowili więc wdrapać się i tam się schować. Koziołek i jagniątko weszli na drzewo, jednak cielątka nie mogli podnieść wyżej i byle jak usadzili na najbliższym konarze. W tym czasie niedźwiedź, wilk i lisica spotkali się w lesie, a kiedy zrozumieli, że koziołek, jagniątko i cielątko oszukali ich i przestraszyli poszli na poszukiwania. Wrócili tam, gdzie byli poprzednio, ale nikogo nie znaleźli. Poszli więc po śladach i doszli do drzewa, na wierzchołku którego siedzieli koziołek, jagniątko i cielątko. Gdy cielątko zobaczyło pod sobą zwierzęta przestraszyło się i zaczęło spadać. Kiedy koziołek to zauważył krzyknął głośno:

– No cielątko, rzuć się na niedźwiedzia, ja napadnę wilka i rozszarpię, a ty jagniątko łap lisicę! 

Zaczęli szybko schodzić z drzewa i w tym czasie spadło także cielątko. Niedźwiedź, wilk i lisica pomyśleli, że te zwierzęta faktycznie posiadają jakąś nadprzyrodzoną siłę i ze strachu uciekli w głąb lasu. Gdy niebezpieczeństwo minęło koziołek, jagniątko i cielątko spokojnie spędzili noc pod drzewem, a następnego ranka pastuch poszedł ich szukać, znalazł i przygnał do domu.

W ten właśnie sposób, dzięki przebiegłości koziołkowi, jagniątku i cielątku udało się uratować przed swoimi wielkimi wrogami.

Baśnie adygejskie

Córka i pasierbica

Dawno, dawno temu żył sobie staruszek, który po śmierci swojej żony ożenił się po raz drugi. Staruszek miał dwie córki, jedną z pierwszego małżeństwa, drugą ze swoją obecną żoną. Żona strasznie nienawidziła swojej pasierbicy, zmusiła męża, żeby odwiózł ją do opustoszałego domu, który znajdował się w lesie i pozostawił tam na pożarcie dzikim zwierzętom. Gdy się już ściemniło, dziewczynka pozostawiona w lesie wzięła garstkę przyniesionego ze sobą prosa, wrzuciła do garnuszka i zaczęła gotować kaszę. W czasie gdy gotowała jedzenie przybiegła myszka i poprosiła, żeby jej dała trochę kaszki. Dziewczynka nie odmówiła myszce i nakarmiła ją. Gdy myszka się najadła powiedziała:

– Dziś w nocy przyjdzie niedźwiedź, da ci dzwoneczek i powie: „Weź ten dzwoneczek i jeśli obiegniesz z nim trzykrotnie dookoła domu i nie złapię cię to dostaniesz ode mnie srebrną karocę, zaprzężoną w trzy konie, a jeśli cię złapię to cię zjem” – zgódź się na to i weź dzwoneczek. Wtedy ja wyskoczę, oddasz mi dzwoneczek i obiegnę z nim trzy razy dookoła domu, ty w tym czasie wejdź na dach i siedź tam cicho i czekaj co będzie dalej. 

O północy przyszedł niedźwiedź z dzwoneczkiem, wszedł do domu i krzyknął ludzkim głosem:

– Hej dziewczynko! Weź ten dzwoneczek i jeśli dzwoniąc obiegniesz trzykrotnie dom dookoła i nie złapię cię to podaruję ci srebrną karocę zaprzężoną w trzy konie, ale jeśli cię złapię to cię zjem! 

Dziewczynka zgodziła się i wzięła dzwoneczek. Wtedy wyskoczyła myszka i dzwoniąc dzwoneczkiem obiegła trzykrotnie dom, a potem szybko oddała dzwoneczek dziewczynce i czmychnęła do swojej norki.

– Zwyciężyłaś! – powiedział niedźwiedź i przyprowadził karocę z trójką koni.

Minęło kilka dni.

– Przywieź kości mojej córki! – powiedziała zła starucha i pogoniła męża do lasu. 

Gdy staruszek już wracał do domu to stary pies podwórkowy zaczął mówić ludzkim głosem:

– Sasza wraca siedząc w srebrnej karocy, karocę ciągną trzy konie, dzwonią dzwoneczkami.

– Powiedz raczej, że wracają jej kości! Żebyś sparszywiał! – krzyknęła starucha, uderzyła psa i przegnała go.

Parę chwil później pies wrócił i powiedział, że już jedzie Sasza w srebrnej karocy. Zaraz po jego słowach podjechała srebrna karoca a w niej staruszek i Sasza. Zła starucha z wściekłości wykłuła sobie oko. Potem zaczęła dręczyć swojego męża:

– Odwieź tam również moją córkę, żeby też mogła wrócić ze srebrną karocą!

Zmusiła staruszka, żeby odwiózł do lasu drugą córkę i ją tam zostawił. Gdy się już ściemniło i dziewczynka zaczęła gotować kaszę przybiegła myszka.

– Daj mi troszkę kaszki! – poprosiła.

– Uciekaj stąd! – powiedziała dziewczynka, uderzyła myszkę w głowę i przegoniła. O północy przyszedł do domu niedźwiedź i powiedział:

– Masz tu ślicznotko dzwoneczek, jeśli obiegniesz z nim trzykrotnie dookoła domu i nie złapię cię to dostaniesz ode mnie srebrną karocę, zaprzężoną w trzy konie, ale jeśli cię złapię to cię zjem!

Dziewczynka się zgodziła, wzięła dzwoneczek i chciała biec, ale niedźwiedź nie pozwolił jej zrobić nawet kroku, złapał ją i zjadł. Rano zła żona pogoniła staruszka do lasu.

– Idź i przywieź moją córkę w srebrnej karocy!

Długo szukał staruszek, ale nie znalazł swojej córki, znalazł tylko jej kości, zebrał je do worka i poniósł do domu. Piesek podbiegł do drzwi i zaszczekał ludzkim głosem:

– Wracają kości twojej córki!

– A żebyś sparszywiał! – krzyknęła starucha i uderzyła psa – powiedz raczej, że wraca siedząc w srebrnej karocy!

Chwilę później przyszedł pies i raz jeszcze powtórzył to samo, a zła starucha rozzłościła się jeszcze bardziej. W tej właśnie chwili wszedł staruszek, niosąc na plecach worek z kośćmi córki. Gdy zła starucha to zobaczyła z wściekłości wykłuła sobie drugie oko.

Od tego czasu zła starucha żyła w cierpieniu, a staruszek z córką żyli sobie spokojnie.

Magiczne zwierzęta i kij samobij

Dawno, dawno temu żyli na świecie biedny staruszek z biedną staruszką. Całym ich majątkiem była jedna kura. Postanowili pewnego razu ją zarżnąć, jednak gdy już ją złapali, kura zniosła złote jajko.

– Po co mamy zarzynać kurę? – powiedzieli staruszkowie – Skoro codziennie będzie nam znosiła złote jajko! 

Mówiąc te słowa, wypuścili kurę. Kolejnego dnia znowu chcieli ją złapać, ale nigdzie nie mogli jej znaleźć. Wtedy staruszek wziął do ręki kij i poszedł na poszukiwania.

– Nie wrócę do domu, dopóki jej nie znajdę – powiedział.

Szedł staruszek drogą, bajkę szybko się opowiada, ale wszystko dzieje się dużo wolniej, wreszcie doszedł do izby bardzo starej starowinki.

– Miałem kurę – powiedział – która znosiła złote jajka, ale gdzieś przepadła i poszedłem jej szukać. Czy nie widziałaś jej może?

– Nie, nie widziałam, lecz zamiast kury dam ci konia, jeśli zarżysz, to da ci jedzenie, jakie tylko zechcesz.

Mówiąc te słowa, dała mu marnie wyglądającą kobyłę. Wsiadł dziad z trudem na kobyłkę i ruszył w drogę. Dojechał do pewnego aułu [auł – osada górali kaukaskich oraz dawnych koczowniczo–pasterskich plemion Środkowej Azji – przyp.]. Zbiegł się tłum i z uśmieszkiem przyglądał się staruszkowi i jego żałosnej kobyłce.

– Uśmiechajcie się, ile chcecie, ale nie rżyjcie, bo jak zarżycie to jakie tylko zechcecie jedzenie, mój konik wam przyniesie.

Tłum nie uwierzył jego słowom, zaczęli z niego drwić i ktoś dla żartu zarżał. Pojawiło się tyle jedzenia, że z trudnością zmieściło się na placu. Cały auł zebrał się i zjedli wszystko do reszty. Staruszka z honorami zaprosili do gościnnego pokoju. Gdy się położył, podmienili otrzymanego od starowinki konia na innego, zwyczajnego, ale też marnie wyglądającego. Staruszek odpoczął i pospieszył do domu do swojej staruszki. Siadł na konia, jednak nie zauważył, że koń został zamieniony. Gdy przyjechał do domu, od razu chciał sprawić radość swojej żonie.

– Przywiozłem takiego konia, że jeśli tylko zarżysz to jakie tylko są na świecie potrawy, pojawią się, ile dusza zapragnie! – powiedział staruszek.

Jednak choć staruszka rżała i rżała, żadne jedzenie się nie pojawiło. Wtedy staruszek przyprowadził konia z powrotem do starowinki, która mu go podarowała i zaczął jej wmawiać, że go oszukała.

– Nie oszukałam cię – powiedziała – ale proszę, oto koza, jeśli powiesz „me” to z jej nosa i z pyska posypie się złoto! 

Zaprowadził staruszek kozę do tego samego aułu. Tam znowu ukradli mu kozę i zamienili na inną. Kiedy staruszek z kozą wrócił do domu, z radością oznajmił staruszce:

– Żono, szybko podkładaj płachtę, tylko powiesz „me!” a z kozy posypie się złoto!

– Staruszka szybko podłożyła płachtę, ale choćby nie wiem ile razy mówiła „me!”, to nie pojawił się ani kawałek złota.

– Co za bezbożna starowinka! Dlaczego mnie tak oszukuje? 

Z tymi słowami staruszek ponownie przyszedł do starowinki z wyrzutami, że go oszukała. Żeby się odczepił dała mu kij.

– Proszę to dla ciebie kij! – powiedziała starowinka – jeśli ktoś będzie cię obrażał, to gdy powiesz „bum, bum!” będzie bić wszystkich dopóty, dopóki nie każesz mu przestać, albo nie zrobią dla ciebie tego, co zechcesz!

Z tym kijem staruszek powędrował znowu do tego aułu. Zebranemu tłumowi powiedział:

– Uważajcie, nie mówcie mojemu kijowi „bum, bum!” – jeśli to powiecie to wtedy was wszystkich pobije!

Nikt nie uwierzył jego słowom i żeby z niego zadrwić powiedzieli: „bum, bum!”. Tylko zabrzmiały te słowa kij podniósł się i zaczął tłuc wszystkich na prawo i na lewo. Kiedy już wszystkim porządnie się dostało mieszkańcy aułu zaczęli prosić staruszka:

– Zatrzymaj swój kij, zlituj się, oddamy ci konia i kozę!

Przyprowadzili konia i kozę a on zatrzymał kij. Gdy oddano mu konia i kozę wyruszył do swojej staruszki i od tego czasu żyli szczęśliwie, koń zapewniał im ile tylko chcieli jedzenia, koza ile tylko chcieli złota a od złych ludzi chronił ich kij–samobij.

Siedmiu braci – wszyscy chwaci

W pewnym aule mieszkał chan. Chan miał jedyną córkę poza którą świata nie widział. Gotów był zdobyć dla niej ptasie mleczko, jeśli byłoby to możliwe. Jednym słowem nie było nic takiego, czego mógłby jej odmówić. Ubierał ją w jedwabie, drogocenne kamienie i strzegł jak oka w głowie.

Pewnego gorącego letniego dnia nad aułem zebrały się czarne chmury i rozpętała się straszliwa burza. Nagle błysnęła błyskawica i straszny potwór pojawił się nad domem chana, zburzył dom i porwał jego córkę. Gdy chan otrząsnął się ze strachu, rozpoczął poszukiwania córki. W miejscu gdzie stał jego dom zostały dymiące zgliszcza, a po córce ślad zaginął. Nie sposób było pocieszyć rozpaczającego władcy. Chan to straszne wydarzenie uważał za karę wielkiego Tha [Tha – adygejski bóg, stwórca, władca wszechświata – przyp.] za jego grzechy, jednak naród który, zbiegł się z całego aułu tłumaczył to nieszczęście inaczej.

W aule chana mieszkała biedna wdowa z siedmioma synami. Jej mąż umarł dawno temu i żeby utrzymać jakoś rodzinę przyjmowała w swoim domu mężczyzn i kusiła cały auł. Zebrany u niepocieszonego cara naród twierdził jednogłośnie, że powodem nieszczęścia jest to, że w ich aule mieszka rozwiązła kobieta. Chan rozkazał, aby ją natychmiast wygnano z aułu. Kobieta została wygnana i zamieszkała w jaskini za aułem.

Minęło dostatecznie dużo czasu, kobieta radziła sobie jakoś ze swoimi siedmioma synami, z których każdy był bohaterem i posiadał nadprzyrodzoną siłę. Jednak ich matka zupełnie się nie domyślała, że jej synowie mają jakieś szczególne cechy. Pewnego razu przyszedł do wdowy w gości mężczyzna z aułu i wychodząc zostawił jej kawałek płótna. Gdy synowie zobaczyli płótno zaczęli prosić matkę, żeby im uszyła koszule. Wszyscy bracia chcieli zakryć swoją nagość, a płótna wystarczało tylko na jedną koszulę. Matka widząc, że nie starczy dla wszystkich powiedziała:

– No tak, wszyscy chcielibyście, żebym wam uszyła po koszuli, a co wy możecie zrobić dla swojej biednej matki?

Wtedy bracia zaczęli mówić jeden przez drugiego o swojej bohaterskiej sile i chwalić się tym co potrafią. Matka domyśliła się, że jej synowie to bohaterzy i pomyślała, że mogliby uratować córkę chana porwaną przez potwora. Nie myśląc długo poszła do aułu do chana i powiedziała mu, że jej synowie odbiją jego córkę z rąk potwora. Chan rozkazał wezwać jej synów. Przyprowadzono braci i chan zaczął ich pytać zaczynając od najstarszego.

– Ja jestem mądry – powiedział pierwszy – mogę być dowódcą całego wojska, a jeśli trzeba to również chanem. Nie zapomnę języka w gębie.

– Ja jestem silny – powiedział drugi – mogę na własnych plecach nosić amunicję dla całego wojska, mogę bez odpoczynku pracować przez cały rok.

– Ja jestem świetnym pływakiem – powiedział trzeci – mogę na sobie jak na czarodziejskim moście przeprawić całe wojsko przez rzeki i morza, nie straszna mi żadna przeszkoda.

– Ja jestem szybki – powiedział czwarty – mogę dogonić każdego, moje nogi są szybsze niż strzała.

– Ja jestem dalekowzroczny – powiedział piąty – Gdy wejdę na wzgórze to mogę zobaczyć wszystko co się dzieje na całym świecie!

– Ja jestem zwinny – powiedział szósty – mogę wyjąć jajko spod kury nioski tak szybko, że ona tego nie zauważy!

– Ja jestem odważny – powiedział na koniec siódmy – jeśli miałbym broń to mogę walczyć z całym wojskiem!

Gdy chan to usłyszał pozwolił wdowie znowu zamieszkać w jej dawnym domu, a jej odważnych synów rozkazał odziać i obuć, dał im pięknie wykonaną broń i wyprawił na poszukiwania swojej córki porwanej przez potwora.

Długo szukali bracia potwora. Przybyli w końcu nad brzeg morza. Pływak w jednej chwili przeprawił sześciu swoich braci przez morze na drugi brzeg, za morzem piąty brat wszedł na wzgórze i zobaczył w oddali straszliwego potwora. Bracia poszli w tym kierunku. Pierwszy, mądry rozdzielał zadania. Gdy doszli do legowiska potwora ujrzeli niesamowity obrazek. Potwór zwinięty w kłębek spał swoim siedmiodobowym snem, a w środku tego utworzonego kręgu siedziała dziewczyna – córka chana i spuściwszy swoją piękną główkę gorzko płakała. Brat odznaczający się niezwykłą zwinnością wyniósł stamtąd dziewczynę tak sprawnie, że potwór nie zauważył. Szybki wziął od zwinnego dziewczynę i pobiegł z nią. Gdy dobiegł do brzegu morza zatrzymał się, żeby poczekać na swoich braci. Kiedy bracia przybyli wszyscy pokrzepili się zapasami jedzenia, które nosił na swoich plecach brat siłacz i położyli się, żeby odpocząć.

Już prawie byli gotowi do przeprawy przez morze i wtedy obudził się potwór. Gdy zauważył, że nie ma jego pięknej niewolnicy natychmiast znalazł się w miejscu, w którym byli bracia wraz z córką chana. W tym czasie odważny brat przygotował się do odparcia ataku. Rozpętała się bitwa. Trwała długo, aż wreszcie potwór tak się zmęczył, że z jego nozdrzy poleciały iskry. Nie dał rady naszemu odważnemu bohaterowi i poleciał z powrotem do swojego legowiska. Bracia w okamgnieniu przepłynęli przez morze i szczęśliwie wrócili do domu.

Gdy córka chana wróciła do ojca, ten był tak szczęśliwy, że nie wiedział jak mógłby się odwdzięczyć bohaterskim braciom. Jednak nie tylko chan wychwalał nadprzyrodzone siły braci, również wszyscy mieszkańcy aułu, zapomniawszy o ich pochodzeniu nie mogli się nachwalić ich bohaterskiego wyczynu. 

Po tygodniu, gdy chan już doszedł do siebie po tylu szczęśliwych przeżyciach związanych z odzyskaniem córki zapytał ją za którego z siedmiu bohaterskich braci chciałaby wyjść za mąż. Dziewczyna odpowiedziała:

– Potwór wciąż żyje i najprawdopodobniej wróci, dlatego wyjdę za odważnego.

Chan