40+ - Gaja Zakaz - ebook

40+ ebook

Gaja Zakaz

0,0

Opis

Dziesięć lat temu spotkali się w niewłaściwym miejscu i w jeszcze gorszym momencie. Jeden wspólny weekend miał pozostać tylko wspomnieniem. Dziś Emilia jest po rozwodzie i rozpoczyna nowy rozdział, zmieniając miasto i pracę. Nie spodziewa się jednak, że za drzwiami gabinetu prezesa czeka Paweł – mężczyzna młodszy od niej o kilkanaście lat, którego poznała tuż przed własnym ślubem.

Czy to znowu będzie „tylko” seks?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 396

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



40+

GAJA ZAKAZ

WSPÓŁCZESNY ROMANS | AGE GAP

Skład i łamanie: AND so CreateRedakcja i korekta: AND so CreateProjekt okładki: AND so CreateCopyright © AND so CreateWydanie IISBN 978-83-980745-3-7Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie, wypożyczanie, rozpowszechnianie oraz wykorzystywanie niniejszego e-booka w całości lub w części bez zgody Wydawcy i Autora jest zabronione i podlega sankcjom karnym oraz cywilnym.Książka przeznaczona wyłącznie dla czytelników pełnoletnich (18+).AND so Create2026

Spis treści:

Prolog

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Epilog

Prolog

Kolejny raz, odkąd spotkałam Pawła,

zastanawiałam się, czy nie lepiej

było zostać w Poznaniu.

– Pani Mirewicz, do mnie! – Paweł zajrzał do gabinetu, który dzieliłam z moją współpracownicą i zawołał mnie tonem nieznoszącym sprzeciwu.

– Boże, a tego znowu chyba jajca swędzą, że tak się irytuje – Aga, jak na Agę przystało, rzuciła niewybredny komentarz i wymownie przewróciła oczami, po czym włożyła swój płaszcz. – Trzymam kciuki – rzuciła i już jej nie było.

Ja też najchętniej bym stąd wyszła, w końcu był piątek, powinnam skończyć o szesnastej, a tymczasem wskazówka zegara zbliżała się do osiemnastej. Westchnęłam i wstałam od biurka. Nie ma mocnych, muszę tam iść, w końcu to mój szef. Wyszłam na opustoszały korytarz, po drodze poprawiając spódnicę.

Mój czterdziestodwuletni tyłek zdecydowanie nie był gotowy na ołówkowe kiecki. To samo mogłam powiedzieć o cyckach napierających na guziki, które trzymały się materiału ostatnimi resztami woli. Kolejny raz, odkąd spotkałam Pawła, zastanawiałam się, czy nie lepiej było zostać w Poznaniu.

W końcu dotarłam do gabinetu mojego przełożonego i zdecydowanie zapukałam do drzwi. Nie czekałam na odpowiedź, tylko przekroczyłam próg, stukając szpilkami o posadzkę najgłośniej, jak umiem. Chciałam już od wejścia okazać mu swoją irytację. Podeszłam bliżej.

– Paweł, ustaliliśmy już, że postaramy się zachowywać profesjo…

– Pani Mirewicz, popełniła pani błąd – mój szef siedział za swoim wypasionym biurkiem i przewiercał mnie wzrokiem na wylot. Sama nie wiedziałam, czy w tym spojrzeniu więcej było piorunów złości, czy też pożądania.

– Ja? – rzuciłam głupio.

– Oczywiście, że pani. Inaczej bym pani nie wzywał. Tak jak już ustaliliśmy, nie widujemy się niepotrzebnie.

– Oczywiście, że tak, właśnie widzę. To niemożliwe, żebym popełniła jakikolwiek błąd na gruncie zawodowym. Chyba że ma pan na myśli to, że się tu zatrudniłam, panie prezesie – nie mogłam się powstrzymać i starałam się wyprowadzić go z równowagi. Gość jeszcze nawet nie przekroczył trzydziestki i będzie mnie tu pouczał. Może być sobie moim szefem, może być nawet świętym, ale, do cholery, nie będzie czerpał satysfakcji z gnojenia mnie.

– Proszę usiąść, pani Mirewicz – mój zniechęcający ton nie zrobił na Pawle żadnego wrażenia.

Podeszłam do biurka i usiadłam na krześle naprzeciw mojego szefa. I akurat w takim momencie musiało wydarzyć się to, czego można było spodziewać się już od rana – guzik w mojej koszuli po prostu się oderwał i wystrzelił z impetem, odsłaniając pół mojego koronkowego stanika. No zajekurwabiście. Moją twarz momentalnie oblała czerwona fala wstydu. Podniosłam wzrok na Pawła i od razu zauważyłam jego lubieżno-rozbawione spojrzenie.

– Błagam cię, nie komentuj tego. Po prostu mnie opierdol i miejmy to już za sobą – powiedziałam, próbując usiąść tak, żeby jak najmniej było widać moje cycki. Moje starania oczywiście poszły na marne.

– Naturalnie, pani Mirewicz. Proszę więc spojrzeć tutaj – Paweł podsunął w moją stronę papiery. Położył je w takim miejscu, że oczywiście musiałam się pochylić. Równie dobrze mogłabym po prostu ściągnąć bluzkę, bo przecież i tak wszystko było widać. Czterdziestolatka świecąca cyckami przed swoim szefem. Cudownie. Próbowałam przesunąć papiery w swoją stronę, ale ręka Pawła skutecznie mi to uniemożliwiła.

– Będzie lepiej, jeśli oboje będziemy mogli patrzeć w… papiery oczywiście – prezes wyszczerzył się, błyskając w moją stronę bielą swoich równiutkich zębów. Jego uśmiech to chyba było to, co mnie najbardziej w nim pociągało. Poza tym, co kiedyś robił ze mną w łóżku, choć podobno wtedy dopiero się uczył i trzeba przyznać, że nie zajęło mu to dużo czasu.

– Oczywiście – starałam się wlać w swój głos jak największą dawkę jadu. Przecież to była scena jak z jakiegoś niskobudżetowego pornola. Jeszcze tylko brakuje, żeby przeleciał mnie na tym biurku. Nieskutecznie próbowałam odegnać od siebie wszystkie myśli, które zdecydowanie nie powinny mi chodzić po głowie i skupiłam się na papierach.

Przeglądałam punkt po punkcie kosztorys i umowę dla Zyneckich. To nasz kluczowy klient, a jednocześnie ogromny zysk, dlatego pamiętałam, ile razy wertowałam te papiery. Znałam je prawie na pamięć i byłam pewna, że nie popełniłam żadnego błędu.

– Przykro mi, ale nie widzę tu nic niepokojącego – powiedziałam z całą pewnością siebie.

– Naprawdę? – Paweł wstał, po czym okrążył biuro i stanął za mną. Kiedy się pochylił, do moich nozdrzy boleśnie dotarł jego obłędny zapach. Mimowolnie poczułam, że moje majtki wilgotnieją. Pięknie, kurwa.

– Proszę lepiej przeanalizować punkt siódmy, pani Mirewicz. – No co za uparty osioł. Jak ja niby miałabym skupić się na umowie w takich warunkach?

– Oczywiście, panie prezesie – zrobiłam wszystko, żeby mój głos nie drżał, ale poczułam, że Paweł pochylił się jeszcze niżej. Byłam pewna, że z tej pozycji doskonale widział nie tylko punkt siódmy, ale również moje sterczące sutki, które, mimo stanika, odciskały się na mojej koszuli. Nieważne, jeszcze tylko chwila i będę mogła stąd wyjść. Gdzie jest ten punkt siódmy?

– O mój Boże… – rzuciłam, kiedy dostrzegłam swoją pomyłkę. Wyjątkowo kosztowną pomyłkę. – Pomyliłam się o jedno zero…

– Dokładnie tak, pani Mirewicz – Paweł mówił powoli, prosto do mojego ucha. Jego głos brzmiał jednak tak, jakby komunikował mi, że zaraz mnie przeleci. – Ale wiem, co z tym zrobimy.

A potem wszystko działo się szybko. Poczułam tylko, jak Paweł podniósł mnie z krzesła i przerzucił przez biurko.

– Co ty robisz? – wykrztusiłam.

– Muszę przecież jakoś panią ukarać, pani Mirewicz.

– Paweł, przestań, zachowuj się jak cywilizowany człowiek – próbowałam się podnieść, ale mój szef skutecznie mi to uniemożliwił. Przycisnął swoje krocze do mojego tyłka, a ja poczułam, jak bardzo był podniecony. Jego ręce już wędrowały po moich udach.

– Pończochy do pracy? Oj, nieładnie – Paweł mruczał do mojego ucha, a ja starałam się opanować swój oddech. To nie mogło się tak skończyć.

– Panie prezesie, niech pan będzie rozsądny. Mimo tego błędu jestem dobrym pracownikiem, którego nie chce pan stracić. A ja nie chcę stracić tej pracy – próbowałam go powstrzymać, ale on nic sobie z tego nie robił. Zamiast tego jednym, niezwykle wprawnym ruchem podwinął moją spódnicę, a chwilę później jego dłonie przesunęły się wyżej, do guzików mojej koszuli.

– Widzisz tę kartkę na stole? – powiedział, rozpinając je. Zdjął ze mnie ubranie i zaczął gładzić moje piersi. Jęknęłam cicho. Nic mnie już nie obchodziło.

– Widzisz czy nie? – Paweł zacisnął palce na moich sutkach. Jezu, już zapomniałam, jakie to cudowne uczucie. Jeśli moje majtki przed chwilą były wilgotne, to teraz miałam w nich prawdziwy potop.

– Tak, tak, widzę – naprawdę starałam się skupić na kartce i długopisie, który leżał tuż obok.

– To teraz napiszesz na niej dziesięć razy: „Następnym razem policzę ilość zer w umowie”.

– Co? – momentalnie zesztywniałam, ponieważ dotarł do mnie absurd tej sytuacji. Wredny gnojek chciał mnie przelecieć i upokorzyć jednocześnie, a mnie się to zaczynało podobać.

– A czy my jesteśmy w szkole? – Już sięgałam po koszulę, ale Paweł mi na to nie pozwolił.

– Pani Mirewicz, niech pani mi zaufa – znajomo zamruczał do mojego ucha. Przycisnął mnie mocniej do blatu biurka. Jedną rękę położył na moim karku tak, że moja twarz znajdowała się kilka centymetrów od kartki i długopisu. Słyszałam, że drugą ręką odpiął pasek swoich spodni. Naprawdę chciałam zaprotestować, ale nie mogłam.

Nie wiedziałam, czy to kwestia tego, że przez ostatnich dziesięć lat nie uprawiałam seksu, nie licząc kilku pierwszych miesięcy małżeństwa, podczas których mogłam liczyć na szybki i nudny numerek wyłącznie w każdą środę i tylko w pozycji na misjonarza, czy też tego, że przechodziłam jakiś kryzys wieku średniego.

Paweł nie tracił czasu. Kiedy zauważył, że moja głowa nie stawiała oporu, przeniósł obie ręce na moje pośladki. Gładził je przez chwilę, po czym złapał za gumkę majtek i powoli je ściągnął. Nie miałam już zamiaru się opierać, choć pewnie tak wypadało. Kiedy moje koronkowe stringi dojechały do kostek, podniosłam jedną, a potem drugą nogę, by ułatwić mojemu szefowi zdjęcie tego skrawka materiału.

– Teraz mi nie powiesz, że nie kręci cię to, co się za chwilę stanie – Paweł rzucił majtki na biurko, a ja zauważyłam na nich mokrą plamę, którą zostawiła moja zdradliwa cipka. Naparł swoimi biodrami na moją pupę. Czułam, że od jego nabrzmiałego i gorącego fiuta dzieliły mnie już tylko bokserki. Sięgnęłam rękami do tyłu i uwolniłam męskość Pawła. O Boże, jak ja bardzo za nią tęskniłam. I chyba właśnie za to nienawidziłam go najbardziej.

– A teraz powtórzysz to, co masz napisać na kartce. Jasne?

– Co?

– Nie udawaj, że nie słyszałaś. – Paweł pochylił się nade mną. Teraz wyraźnie poczułam jego fiuta na swojej pupie. Mimowolnie zaczęłam kręcić tyłkiem, jak na napaloną czterdziestkę przystało, ale mój szef przytrzymał moje biodra.

– Powtórzysz to, co masz napisać na kartce. Pamiętasz? „Następnym razem policzę ilość zer w umowie”.

– Następnym… razem… Ej, w ogóle mi tego nie ułatwiasz – próbowałam kleić zdanie, kiedy jego ręce zaczęły błądzić w pobliżu mojej cipki, ale wcale jej nie dotykały. To mnie tak podnieciło, że sama starałam się znaleźć jego palce swoją dziurką. Niestety, nieskutecznie.

– Teraz musisz zacząć od początku. – Ten człowiek ewidentnie chciał mnie wykończyć.

– Następnym… razem… auć! – wyrwało mi się, kiedy na moim prawym pośladku wylądował siarczysty klaps.

– Kara to kara, prawda? – Paweł pogładził miejsce, w które mnie strzelił. Kiwnęłam głową, bo nie stać mnie było na nic więcej. – Niech pani kontynuuje, pani Mirewicz.

– … policzę… ilość… auć! – tym razem lewy pośladek – zer… w… ooooch! – wyrwało mi się, kiedy w końcu włożył we mnie palec.

– Gdzie? – Paweł dopytywał, choć słyszałam, że sam ledwo wytrzymywał napięcie.

– W umowie! – Mimowolnie krzyknęłam, kiedy jego palce zaczęły rytmicznie poruszać się we mnie. Wypięłam pupę i pragnęłam więcej, głębiej, bardziej.

– Świetnie, to teraz zapisz to na kartce. – Jego oddech był przyspieszony, a jego palce poruszały się coraz szybciej. Już miałam powiedzieć, że pierdolę te jego kartki, ale on nagle przestał i wyciągnął ze mnie palec – Słyszałaś, co powiedziałem?

– Oczywiście, panie prezesie – powiedziałam takim tonem, żeby zrozumiał, jak bardzo byłam niezadowolona. Nie musiałam się nawet odwracać, aby wiedzieć, że uśmiechnął się zwycięsko. Kiedy sięgnęłam po kartkę i długopis, usłyszałam, że jego marynarka wylądowała na podłodze. Odwróciłam się lekko, nadal się do niego wypinając.

– Mam nadzieję, że zdjąłeś też koszulę – chciałam na niego spojrzeć, ale on znowu złapał mnie za głowę i pochylił ją tuż nad biurkiem tak, że moje sutki dotknęły zimnego blatu. Jęknęłam z rozkoszą. Jego stanowczość podnieciła mnie jeszcze bardziej niż uległość, którą znałam z początków naszej znajomości.

– Proszę zacząć pisać, pani Mirewicz.

Posłusznie wzięłam kartkę i długopis i zaczęłam pisać. Na początku nic się nie działo, jednak w połowie drugiego zdania Paweł wszedł we mnie mocno i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Przez ułamek sekundy naprawdę myślałam, że jeszcze się wycofa. Krzyknęłam z rozkoszy.

– Ciasna jak kiedyś – szepnął z uwielbieniem, a ja miałam wrażenie, że zaraz eksploduję. Zaczęłam pisać jeszcze raz to samo zdanie, ale litery były coraz bardziej krzywe. Kiedy Paweł przyspieszył, jęknęłam głośno, zachęcając go do jeszcze szybszego tempa.

– Pisz – rzucił przez zaciśnięte zęby. Posłusznie wykonałam jego polecenie, ale wiedziałam, że żadne z nas nie będzie w stanie tego odczytać.

Paweł nie zwalniał, trzymając mnie mocno za biodra, a ja próbowałam nie upuścić długopisu. Jego przyspieszony oddech nakręcał mnie coraz bardziej i bardziej. Nagle poczułam, że jego kciuk zaczął pieścić mój odbyt. Lekko się spięłam, choć jednocześnie poczułam, że zrobiłam się jeszcze bardziej mokra, o ile w ogóle to możliwe.

– Ciiiii – Paweł zwolnił, a jego głos stał się cichy i delikatny – Po prostu pisz, dobrze?

Momentalnie się rozluźniłam, a mój szef przyjął to jako ciche zaproszenie. Znowu przyspieszył, jednocześnie coraz bardziej napierając na mój odbyt. Długopis wypadł mi z rąk, mocno chwyciłam się brzegu biurka i jeszcze bardziej się do niego wygięłam. Nie musiałam nic mówić – jego palec w całości wylądował w mojej drugiej dziurce.

– Och! – Krzyknęłam głośno. Jeśli ktoś jeszcze był o tej porze w biurze, z pewnością to słyszał.

Przez chwilę mój szef pozostawał nieruchomy, ale później zaczął poruszać palcem w moim odbycie. Jęknęłam, a on westchnął z uznaniem. Byłam już bardzo blisko. I chyba właśnie to mnie przeraziło.

– Dochodzę – wyrzuciłam z siebie, a moja cipka jeszcze mocniej zacisnęła się na jego fiucie. Paweł przyspieszył i jego kciuk również.

– Ooooooooch! O, Boże! – Krzyczałam bez opamiętania, wciąż muskając sutkami zimne biurko i czując rozpierający kciuk w mojej drugiej dziurce.

– O tak, Emi, tak – słyszałam jego gardłowe jęki, kiedy opadłam bez sił i poczułam, jak rozlało się we mnie ciepło jego spermy.

No i koniec końców przeleciał mnie na tym biurku.

Rozdział I

10 lat wcześniej

Miałam poczucie, że wygrałam

małą bitwę, chociaż już czułam,

że będzie z tego niezła wojna.

– Nie chciałaś panieńskiego, ale na tydzień przed własnym ślubem to chociaż upić się musisz – Karo poprawiła czerwoną szminką wybotoksowane do granic możliwości usta.

– No i tu się z tobą zgadzam, karpiku ty mój najdroższy – zrobiłam dzióbek, na którego widok Karolina, jak zwykle, skrzywiła się wymownie.

To był nasz odwieczny rytuał: ja powtarzam jej, żeby zostawiła swoje wargi, przynajmniej te na twarzy, w spokoju, a ona mi na to odpowiadała, że większe usta lepiej okalają każdego fiuta.

– Już, spokojnie, teraz są opuchnięte, ale na pół roku mam spokój – Karo skończyła się szminkować i poprawiła włosy.

– Na pół roku? Przecież tej trucizny to ci do końca życia wystarczy – pokazałam jej język. – A teraz wracając do rzeczy… Czy naprawdę muszę chlać i wyglądać jak choinka przyodziana w same lampki? – Krytycznie przyjrzałam się butelkowozielonej sukience, w całości wykończonej połyskującymi cekinami. Długość kreacji też pozostawiała wiele do życzenia, ale ostatecznie miesiące pracy na siłowni zapewniły mi tyłek, który w tej kusej kiecce prezentował się naprawdę zachęcająco.

– Masz szczęście, że Piotr cię nie widzi – moja przyjaciółka zaczęła się śmiać, kiedy zauważyła, jak przyglądałam się w lustrze własnej dupie i mimowolnie podciągnęłam sukienkę do góry.

– Wkładaj, będą dopełnieniem tego dziwkarskiego dress code’u– Karo rzuciła mi kremowe, niebotycznie wysokie szpilki.

– A nie mogą być kapcie?

– Absolutnie nieeee – usłyszałam śpiewny głos Karoliny i już wiedziałam, co się święci.

– Miałyśmy się ubzdryngolić w hotelu i zrobić wieś w strefie SPA – powiedziałam z wyrzutem, omiatając wzrokiem wnętrze jednego z pokojów katowickiego Courtyard by Marriott.

– Kobieto, jestem twoją świadkową czy nie?

– Jesteś – przewróciłam oczami i włożyłam szpilki.

– No to chyba nie sądzisz, że pozwoliłabym ci gnić na kanapie w ostatni weekend wolności?

– Wolności? A od czego są zdrady? – Puściłam oko do Karo.

– I ja, i tym doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że przez najbliższych dziesięć lat będziesz do bólu przykładną żoną. I wcale nie chodzi o to, że nie pójdziesz bokiem, bo tak ci zależy na dotrzymaniu przysięgi małżeńskiej. – Karolina spoważniała, a ja niestety wiedziałam, że ma rację. To małżeństwo miało być drugim życiem. Nie dla mnie, ale to nie było teraz ważne.

– Dobra, to czekaj, idę zmienić rajstopy na pończochy – śmiech mojej przyjaciółki gonił za mną do łazienki.

– Jeszcze raz to samo – rzuciłam do barmana, choć muzyka tak dudniła, że gość bardziej czytał z ruchu moich warg. Widziałam jednak, że sięgnął po butelkę wódki i nalał ją do trzech kieliszków. Karo była już zajęta nowym znajomym, więc czułam, że kolejny raz na parkiecie wyląduję samotnie.

W ogóle mi to nie przeszkadzało, jeszcze do niedawna w klubach czułam się jak ryba w wodzie, a po zaręczynach przestałam do nich chodzić, wszak narzeczonej wpływowego polityka raczej nie wypadało.

Już po wejściu do Fireworksa poczułam jednak, że nie wyszłam z wprawy. Przechyliłam kieliszek i zaczęłam zastanawiać się, do czego to doszło, żebym musiała jechać prawie czterysta kilometrów po to, żeby pójść na imprezę.

I wtedy go zauważyłam – wysoki, dwudziestoparoletni brunet stał na drugim końcu baru i usilnie się we mnie wpatrywał. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, on nie odwrócił wzroku. Patrzyliśmy sobie w oczy zdecydowanie za długo, mimo że dzieliło nas kilka ładnych metrów. Jeszcze nie widziałam młodego szczyla, który nie speszyłby się, kiedy starsza od niego kobieta przyłapałaby go na bezpardonowym gapieniu.

Zastanawiałam się, czy to nie jakaś próba sił albo inna walka na spojrzenia. Już miałam przyjąć wyzwanie, kiedy Karo szturchnęła mnie w ramię.

– Słyszałaś?

– Co? – Oczywiście, że nic nie słyszałam i to wcale nie dlatego, że w klubie było głośno.

– Mam dla pani pewną propozycję. Pani koleżanka powiedziała mi, że świętuje pani swój ostatni… wieczór wolności. – Posłałam Karo mordercze spojrzenie, a ona uśmiechnęła się niewinnie. Tymczasem barman kontynuował.

– Stawiam zero siódemkę na to, że nie wypije pani…

– Przestań już z tą panią, nie jestem aż tak stara – syknęłam do gościa zza kontuaru.

– Okej – barman podniósł ręce w obronnym geście. – W takim razie stawiam zero siódemkę, że nie wypijesz trzech kieliszków z rzędu… – tu musiałam prychnąć wymownie – … bez dotykania kieliszka. I przestało mi być do śmiechu. Niby nie wypiłam dużo, ale szpilki już jakiś czas temu zaczęły się chwiać. W dodatku to, że nie mogłam użyć rąk, oznaczało, że będę musiała porządnie się pochylić, pokazując cycki z przodu i tyłek z tyłu.

– Jaka wódka? – zapytałam, żeby zyskać na czasie.

– Soplica – barman spojrzał na mnie skonsternowany. Chyba spodziewał się odmowy. Nooo, teraz mu na pewno nie dam tej satysfakcji, choćby mieli mnie stąd wynieść.

– Rozsądna wódka za rozsądną cenę – powiedziałam, zdejmując ramoneskę. Karo popatrzyła na mnie z niedowierzaniem.

– Potrzymaj mi kurtkę – puściłam do niej oko.

Zauważyłam poruszenie przy barze. Ludzie chyba zwietrzyli przedstawienie. Brunet, który jeszcze niedawno przyglądał mi się z bezpiecznej odległości, też podszedł znacznie bliżej. Teraz był prawie obok mnie, miałam wrażenie, że czułam jego zapach. No, to show must go on, dodałam otuchy samej sobie.

Znacząco podniosłam ręce do góry, jakbym miała dać się za chwilę aresztować, po czym skrzyżowałam je z tyłu. Od zawsze lubiłam być w centrum uwagi, a już za tydzień będę wchodzić na scenę jedynie jako żona polityka. To była moja ostatnia szansa na dobrą zabawę.

Zerknęłam na Karolinę, której chyba ciężko było uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Jej nowy punkt na liście do zaliczenia, którego imienia nawet nie znałam, położył jej ręce na biodrach i lekko ją do siebie przyciągnął. Sprytny.

Barman nalał wódkę do trzech kieliszków i postawił je w takiej odległości od siebie, że miałam do nich swobodny dostęp. Ludzie, nieproszeni, odsunęli się lekko od baru, choć nadal bacznie mi się przyglądali. Kątem oka zauważyłam, że panowie stanęli nieco z tyłu i sama sobie dziękowałam za te wszystkie kurwy, które rzucałam na siłowni podczas przysiadów. Przy barze został tylko ten młody brunet.

Pochyliłam się nad pierwszym kieliszkiem. Objęłam go ustami i podniosłam wzrok na barmana. Widziałam, jak głośno wciągnął powietrze, wszak to spojrzenie było tak dwuznaczne, że pewnie skojarzyło mu się z tym, jak mogłabym na niego patrzeć, gdybym mu obciągała. I dobrze tak temu chujowi złamanemu, po co było mnie prowokować?

Podniosłam się lekko, po czym szybkim ruchem przechyliłam głowę do tyłu, jednocześnie blokując ściankę kieliszka językiem, żeby nie wpadł mi do buzi. Poczułam, jak zimny alkohol spłynął mi do gardła. To było nawet przyjemne, ale wiedziałam, że kolejna setka będzie palić przełyk. Słyszałam za sobą oklaski, widziałam przerażoną minę Karo i w przelocie spotkałam się spojrzeniem z młodym brunetem, który stanął tuż obok mnie.

Czułam jego zapach, to połączenie cytrusów z nutą drzewa sandałowego, czyli mieszanka, która swoim obłędem raziła wszystkie moje zakończenia nerwowe. Nie dałam się jednak wyprowadzić z równowagi własnym zmysłom. Pochyliłam się nad drugim kieliszkiem i szybko podniosłam go ustami do góry, po czym znowu odrzuciłam głowę do tyłu. Kiedy odstawiłam kieliszek, oczywiście nie dotykając go rękami, mimowolnie się skrzywiłam. Miałam wrażenie, że wódka już krąży mi we krwi.

Już chciałam się przesunąć, żeby pochylić się nad ostatnim kieliszkiem, kiedy ten niesamowicie pachnący brunet przysunął setkę w moją stronę, uśmiechając się przy tym lekko. Młody, przystojny gnojek. Wyszczerzyłam się do niego i schyliłam się, tym razem nieco wolniej. Chłopak mimowolnie zerknął w mój dekolt. Podniosłam głowę i popatrzyłam mu prosto w oczy, żeby wiedział, że widziałam. Speszył się lekko i spuścił wzrok. Miałam poczucie, że wygrałam małą bitwę, chociaż już czułam, że będzie z tego niezła wojna.

Wzięłam kieliszek do ust, uniosłam się lekko, przechyliłam głowę, alkohol spłynął mi do gardła, pochyliłam się i odstawiłam kieliszek. Kiedy tylko stuknęłam szkłem o kontuar, wokół mnie rozległ się wiwat, a barman z uznaniem postawił przede mną butelkę Soplicy. Ukłoniłam się przed publicznością, po czym usiadłam na stołek barowy i zaczęłam zdejmować szpilki, bo już wiedziałam, że nie utrzymam równowagi na tych szczudłach, a to dopiero początek.

– Mila, ty wariatko – Karo zaczęła drzeć mi się do ucha i śmiać jak szalona.

– Jak za dawnych czasów, co? – Też się roześmiałam. – Muszę to wytańczyć, idziemy?

– Eeeee…. – Karo spojrzała na mnie błagalnie i pocałowała mnie w policzek. Popatrzyłam na stojącego za jej plecami blondyna.

– Idź, tylko żeby mi dzieci z tego nie było – wywróciłam oczami i pomachałam jej na pożegnanie.

– Ty też masz towarzystwo – Karolina rzuciła mi do ucha, po czym znacząco popatrzyła na siedzącego obok mnie młodego bruneta i już jej nie było.

Rzuciłam okiem na młodego, niewinnego chłopaka i poczułam, że jeszcze bardziej zaczęło kręcić mi się w głowie. Wiedziałam, że muszę się napić, tyle że już nie wódki i ruszyć na parkiet. Barman, jakby czytał w moich myślach, podsunął mi sok pomarańczowy. Wypiłam całą szklankę.

– Jeszcze raz to samo dla tej pani – usłyszałam głos bruneta. Podniosłam na niego wzrok i już chciałam coś powiedzieć, ale jego brązowe oczy były jak przepaść, w którą chyba właśnie zaczynałam spadać.

– Cytrusy postawią cię na nogi.

– Przecież to obok pomarańczy nawet nie stało – nie straciłam rezonu i parsknęłam śmiechem, a brunet mi wtórował.

– To fakt, ale przynajmniej choć trochę się nawodnisz i nie będziesz miała takiego kaca – błysnął w moją stronę uroczym, młodzieńczym uśmiechem. I choć dzieliło nas pewnie kilka dobrych lat różnicy, to miałam wrażenie, jakby moje alter ego było jego rówieśnikiem.

– Paweł jestem – brunet wyciągnął w moją stronę rękę.

– Emilia – uścisnęłam wielką, męską dłoń, która nijak nie pasowała do obrazu uroczego chłopca, który stworzyłam w swojej głowie.

Wypiłam kolejną porcję soku bez słowa. Paweł wstał i wyciągnął rękę. Podniosłam prawą brew i popatrzyłam na niego wyczekująco.

– Mówiłaś, że musisz to wytańczyć – powiedział i wskazał głową na parkiet. Już miałam odmówić, ale pomyślałam sobie, że może Karo miała rację? Może powinnam wykorzystać ten, jak to nazwała, ostatni weekend wolności? Zanim zdążyłam się rozmyślić, chwyciłam rękę Pawła i postanowiłam dać się porwać muzyce.

Najpierw wbiliśmy się w tłum, ale szybko zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, ponieważ moje szpilki zostały przy barze, a lepiej byłoby, żeby nikt nie przerobił moich stóp na miazgę. Odsunęliśmy się więc nieco dalej, ale nadal byliśmy otoczeni innymi ludźmi, choć po czasie miałam wrażenie, że jesteśmy sami.

Na początku tańczyliśmy jak para znajomych. Skakaliśmy w rytm muzyki i wykrzykiwaliśmy słowa piosenek. Nie wiedziałam nawet, w którym momencie ten dystans zaczął się skracać. Patrzyliśmy sobie coraz śmielej w oczy, a Paweł w pewnym momencie lekko przyciągnął mnie do siebie. Zaśmiałam się i odchyliłam do tyłu. Starałam się go nie prowokować, choć miałam wrażenie, że to on prowokował mnie.

Najlepiej byłoby, gdybym stąd wyszła, ale wiedziałam, że tego nie zrobię. Odwróciłam się tyłem do niego, a on złapał mnie za biodra. Początkowo niewinny taniec z prędkością światła zaczął przypominać grę wstępną na parkiecie. Ocierałam się o niego, a on trzymał mnie mocniej i mocniej. Nie słyszałam już muzyki ani nie widziałam ludzi wokół.

Paweł odwrócił mnie z powrotem do siebie i podniósł moją brodę do góry. Na początku nasze wargi lekko się zetknęły, nie trwało to jednak długo. Tłumione emocje wybuchły z niemal kosmiczną siłą. Nasze języki zaczęły nacierać na siebie i wirować pomiędzy ustami. Czułam, jak moje dłonie złapały go za włosy, a on chwycił mnie za nogi i oplótł wokół swoich bioder. Przygryzłam jego wargę i znowu szukałam jego języka.

Całowaliśmy się zachłannie i nawet nie wiedziałam, w którym momencie moje plecy dotknęły zimnej ściany. To zadziałało jak otrzeźwiający kubeł zimnej wody. Oderwałam się od Pawła.

– Postaw mnie na ziemię – powiedziałam stanowczo.

– Nie mam zamiaru – uśmiechnął się, choć widziałam, że on widział, że ja wcale nie żartowałam.

– Ty mały szczylu – zaczęłam okładać go pięściami i próbowałam się uwolnić, choć w ogóle nie czułam się skrzywdzona.

– Nie rób scen, bo ochrona już idzie w naszą stronę – Wychyliłam się lekko i zauważyłam za plecami Pawła dwóch goryli, którzy, zainteresowani zamieszaniem, rzeczywiście ruszyli się z miejsc. Uśmiechnęłam się uspokajająco, po czym znowu przywarłam wargami do warg Pawła. Tym razem całowaliśmy się niespiesznie i zmysłowo. Po chwili oderwałam się od niego lekko i zarejestrowałam, że sytuacja została opanowana. Ochroniarze oddalili się.

– Skąd wiedziałeś, że idą, skoro stoisz do nich tyłem? – warknęłam wprost w jego usta.

– Ta ściana jest z luster – miałam ochotę zetrzeć mu z twarzy ten sprytny, a jednocześnie rozbrajający uśmiech.

– Dobra, to teraz postawisz mnie na ziemię, obejmiesz i wyprowadzisz z klubu, a potem się odpierdolisz. Jasne?

– Absolutnie nie – gnojek bezczelnie szczerzył się w moją stronę.

– Ile ty w ogóle masz lat, dzieciaku, co? – Mimo obiekcji, Paweł postawił mnie na parkiet. Poprawiłam sukienkę.

– Dziewiętnaście – zamarłam. Boże, a ja mu dawałam dwadzieścia parę. Czy to się nie ocierało o wykorzystywanie nieletnich, a przynajmniej za-mało-letnich?

– No, kurwa, pięknie. A wiesz, ile ja mam?

– Nie obchodzi mnie to.

– Trzydzieści dwa.

– Mówiłem już, że mnie to nie obchodzi. – Jego oczy zdradzały, że mówił szczerze. – Jesteś piękna i nieważne, jak się zaczyna twój numer PESEL.

Na te słowa nieco straciłam rezon, ale Paweł objął mnie i poprowadził do wyjścia. Zatrzymaliśmy się przy barze, żebym mogła nałożyć szpilki. Wyszliśmy z klubu i stanęliśmy w bezpiecznej odległości od innych ludzi.

– A ty jesteś głupi i młody. Za młody – podkreśliłam. Usilnie szukałam telefonu w torebce. Musiałam zadzwonić po taksówkę. – Jeszcze dużo musisz się nauczyć.

– To chodź do mnie i mnie naucz.

W mojej głowie rozbrzmiewała myśl rodem z tanich romansów: nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Ale się dzieje. Naprawdę siedziałam przy wyspie kuchennej w mieszkaniu dziewiętnastoletniego chłopaka, którego kilka godzin temu poznałam w klubie, zresztą na alternatywnej wersji własnego wieczoru panieńskiego.

Mało tego, zgodziłam się spędzić z nim weekend. Zawiesiłam wzrok na przystojnym brunecie, który właśnie otwierał wino i zastanawiałam się, jak do tego doszło.

Pod klubem Paweł tak mnie zaskoczył, że nie wiedziałam, co odpowiedzieć, a rzadko się zdarzało, żeby zabrakło mi języka w gębie. Na początku myślałam, że robi sobie ze mnie jaja, ale patrzył na mnie tak poważnie, że zapytałam, o co mu chodzi. I wtedy on zaproponował mi, żebym spędziła z nim weekend i pokazała mu, jak obchodzić się z kobietą.

Na te słowa parsknęłam śmiechem, bo już byłam pewna, że ze mnie żartuje, w końcu w klubie pokazał mi, że doskonale wie, jak postępować z płcią piękną. Ale Paweł nadal patrzył na mnie poważnie.

– Chcesz mi powiedzieć, że ty jeszcze nigdy…

– Właśnie to chcę powiedzieć – uśmiechnął się do mnie. – Jeszcze nigdy nie zaliczyłem, nie bzyknąłem, nie zaruchałem, nie odbyłem stosunku płciowego ani nie przeżyłem seksualnej ekstazy i nie myśl sobie, że jest mi z tym źle. Nie każdy chłopak musi wkładać fujarę we wszystko, co się rusza, od kiedy tylko zacznie mu stawać. Patrzyłem na ciebie w klubie i po prostu pomyślałem sobie, że chcę z tobą przeżyć swój pierwszy raz.

– Wiesz, jak to brzmi? – Nie byłam do końca przekonana, ale jego mina po prostu kazała mi w to uwierzyć. – Jak tania gadka na podryw. Bez obrazy oczywiście.

– Okej, może tak brzmieć, ale co ci szkodzi? Nie wmówisz mi przecież, że nie jesteś doświadczoną kobietą. Poza tym słyszałem, że to twój… jak ta laska się wyraziła? Ostatni weekend wolności, tak? Nie chcesz się zabawić?

– Zabawić? To co ty mi w końcu proponujesz? Mamy się bzykać cały weekend czy chcesz przeżyć przyspieszony kurs uprawiania seksu?

– A czy jedno wyklucza drugie? Obiecuję ci, że będę pilnym uczniem – Paweł puścił do mnie oko i otworzył przede mną drzwi do taksówki. – To jak?

Dźwięk kieliszka stawianego na kamiennym blacie wyspy kuchennej przywrócił mnie do teraźniejszości. Paweł zdążył nawet otworzyć jakieś chipsy. To miła odmiana po tych wszystkich nadętych deskach serów, które namiętnie stawiał przede mną Piotr.

– Żałujesz? – zapytał wprost.

– Nie, jeszcze nawet nie mam czego – puściłam do niego oko. Już podjęłam decyzję i choć w ogóle jej nie rozumiałam, to nie zamierzałam teraz rezygnować. – Spędzę z tobą ten weekend i gwarantuję ci, że go nie zapomnisz. Tylko pamiętaj, co obiecałeś.

– Tak, wiem. W niedzielę, kiedy wsiądziesz do pociągu, zapominam o tym, co się zdarzyło. Zostaje tylko to, czego mnie nauczysz – Paweł wyszczerzył się beztrosko. Jezu, też chciałam mieć znowu dziewiętnaście lat i nie znać żadnych granic ani nie liczyć się z konsekwencjami.

– Skąd właściwie masz to mieszkanie?

– Rodzice wynajęli mi kawalerkę, kiedy przeprowadzałem się do Katowic. Pochodzę z niewielkiej miejscowości, w której jedyną opcją na dalsze kształcenie było technikum rolnicze. A mnie zawsze ciągnęło do projektowania, dlatego wybrałem liceum. A teraz dostałem się na architekturę wnętrz. – Nie ma mowy, żebym mu powiedziała, że sama zajmuje się projektowaniem i aranżacją. Nie ma, kurwa, mowy. Najlepiej będzie, jeśli nie połączy nas nic, oprócz seksu.

– Ładnie tu. Sam się urządzałeś? – Rozejrzałam się po niewielkim, ale przytulnym mieszkaniu. Wystrój był raczej minimalistyczny, choć nadal ciepły. Dominowała klasyka w postaci czerni i bieli, a lekkim przełamaniem był granatowy odcień, zbliżony do koloru jego koszuli. Do mieszkania wchodziło się przez salon z aneksem. Nad kuchnią znajdowała się antresola, na którą prowadziły kręte schody. Domyśliłam się, że na górze jest sypialnia i łazienka, choć jeszcze tam nie byłam.

– Tak. Ta kawalerka była w stanie deweloperskim i jej urządzenie było warunkiem tego, że się tu przeprowadzę. Nie byłem nawet pełnoletni, więc nie dziwię się rodzicom, że ciężko im było zaufać.

– Ja też nie – uśmiechnęłam się i upiłam łyk wina. Poczułam, że zaczynam się rozluźniać, a Paweł tak prowadził rozmowę, że w ogóle zapomniałam o jakimkolwiek napięciu.

Rozmowa wychodziła nam tak dobrze, że nie zdążyłam zarejestrować, kiedy butelka wina się skończyła, a Paweł posadził mnie na wyspie i właśnie zaczynał całować. Coraz trudniej było mi pamiętać, że to wszystko powinno skończyć się jeszcze pod klubem. Jego ruchy były zaskakująco wprawne, kiedy gładził mnie po plecach, a jego palce szukały zamka. Czułam jednak lekkie napięcie, dlatego postanowiłam go nieco rozluźnić. Rozłożyłam szerzej nogi i przysunęłam się do krawędzi blatu.

Paweł był na tyle wysoki, że nasze krocza znalazły się na tej samej wysokości i jakby mimowolnie przywarły do siebie. Czułam, jak bardzo był podniecony. Nie musiałam go dotykać rękami, żeby stwierdzić, że miał wyjątkowo obiecującą męskość. Zacisnęłam uda wokół jego bioder, lekko przesuwając się po jego kroczu. Jęknęłam cicho, a Paweł mi zawtórował.

Złapałam go za włosy i teraz to ja przejęłam inicjatywę w całowaniu. W tym czasie jego ręce delikatnie ściągnęły sukienkę z moich ramion. Paweł sięgnął do zapięcia stanika i niemal zerwał go ze mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam swoje odbicie w jego rozszerzonych pożądaniem źrenicach. Delikatnie skierowałam jego głowę do swojej szyi.

Paweł, niczym posłuszny uczeń, zaczął mnie całować, powoli schodząc w stronę dekoltu. Przygryzłam wargi i delektowałam się tym, jak jego ciepłe usta błądzą po mojej równie rozgrzanej skórze. Moja cipka zacisnęła się na myśl o tym, co te wargi mogłyby wyprawiać nieco niżej. Zabrałam się więc za jego spodnie.

Powoli odpięłam klamrę paska. Rozpięłam rozporek i już dotykałam jego fiuta przez bokserki. Paweł zastygł na chwilę, jakby rażony tym doznaniem. Bardzo podobała mi się jego reakcja, ale jednocześnie potrzebowałam więcej. Chciałam iść dalej.

– Ugryź – skierowałam jego głowę w stronę swoich piersi.

– Co? – spojrzał na mnie, choć oczy miał zamglone. Nie przestawałam pieścić jego męskości przez bokserki. Robiłam to powoli wcale nie dlatego, że chciałam przedłużyć jego tortury. Nie chciałam po prostu za szybko skończyć tej zabawy.

– Ugryź mój sutek – spojrzałam na niego z rozbawieniem. Posłusznie pochylił się jeszcze niżej i delikatnie przygryzł sam czubek, jednocześnie ugniatając moją pierś. Odchyliłam głowę do tyłu i jęknęłam głośno z aprobatą. Ta zachęta mu wystarczyła.

Paweł zaczął bez opamiętania ssać mój prawy sutek, drugą ręką bawiąc się lewym cyckiem. Ja w tym czasie pozbyłam się jego bokserek i w końcu wzięłam w dłoń jego nabrzmiałego fiuta. Usłyszałam chrapliwe westchnięcie, które wydobyło się z jego zajętych ust. Zaczęłam poruszać ręką w górę i w dół, kiedy jego usta znów wróciły do moich, a prawa ręka złapała mnie za włosy.

– Ooo, tak lubię – pochwaliłam go i lekko przyspieszyłam ruchy swojej dłoni. Kiedy z jego ust wydobył się jęk, zwolniłam i zaczęłam bawić się jądrami. Były pełne, a ich rozmiar odpowiadał wielkości fiuta. Paweł całował mnie zachłannie, choć czułam, że nie na tym najbardziej się skupiał. Słyszałam też szelest materiału, który świadczył o tym, że chłopak kostkami mocuje się ze swoimi spodniami, a kiedy mu się to udało, oderwał się ode mnie i zaczął zdejmować moje majtki.

Rozszerzyłam nogi, żeby mógł się przyjrzeć jak najlepiej. Widziałam w jego oczach prawdziwy ogień, ale nie zamierzałam pozwolić mu na szybki numerek. Ten pierwszy raz musiał zapamiętać na długo.

Paweł znowu przysunął się bliżej.

– Zanieś mnie na górę – szepnęłam do jego ucha, mocno przywierając cipką do jego wzgórka łonowego.

– Nie trzeba mi dwa razy powtarzać – powiedział, biorąc mnie na ręce i znów zachłannie całując. Zarzuciłam mu ręce na szyję, przywarłam mocno biodrami i zaczęłam bawić się jego włosami.

Powoli wchodził ze mną po schodach, nie odrywając ode mnie warg. Nasze języki ścigały się ze sobą przez całą drogę do łóżka. Położył mnie delikatnie na materac i pochylił się nade mną.

Przestał mnie całować i spojrzał mi w oczy.

– A co z zabezpieczeniem? – spytał przytomnie.

– Biorę pigułki – uśmiechnęłam się i dałam mu czas, żeby się namyślił. Odwrotu nie będzie. Odpowiedział mi czarującym uśmiechem, położył się obok i znów zaczął mnie całować, jednocześnie błądząc ręką po moim brzuchu. Widziałam, że skrada się coraz niżej i niżej, dlatego zachęcająco uniosłam biodra do góry. Mięśnie mojej cipki zacisnęły się ochoczo, czekając na to, aż w końcu ktoś zrobi z nimi słodki porządek.

W końcu jego palce dotknęły mojej łechtaczki. Na początku poczułam niemal muśnięcie jego opuszków, które ledwo ocierały się o skórę. Zaczęłam wić się pod nim jak węgorz i westchnęłam głośno, wyrażając aprobatę i jednocześnie oczekiwanie na więcej. Spod przymrużonych oczu widziałam jego zafascynowany uśmiech, kiedy zaczął coraz śmielej krążyć palcami po mojej cipce.

Oderwał się ode mnie, usiadł na moich udach i drugą ręką przytrzymał moje biodra. Patrzyłam na niego, kiedy podziwiał to, co robiła ze mną jego ręka.

– Jesteś taka mokra – powiedział z zachwytem. Czułam, że nawet moje uda są wilgotne i najprawdopodobniej zabrudzę mu pościel.

– To twoja zasługa – powiedziałam cicho, starając się wyrównać oddech. Rozchyliłam nogi, a jego oczy jeszcze bardziej pociemniały, o ile było to możliwe. Przesuwał prawie rytmicznie palcami w górę i w dół po mojej cipce, ale widziałam, że nie miał odwagi zanurzyć we mnie nawet jednego palca.

– No dalej – ponagliłam go chrapliwie. Z namaszczeniem oderwał rękę od moich bioder i delikatnie zanurzył we mnie palec wskazujący.

– Ooo, taaak – jęknęłam z aprobatą, wypychając biodra ku górze i robiąc wszystko, by jego palec zanurzył się jeszcze głębiej. – Włóż jeszcze jeden.

Podczas gdy jedna jego ręka pieściła moją łechtaczkę, czułam, jak do palca w mojej cipce dołączył jeszcze jeden i teraz poruszały się we mnie coraz szybciej i szybciej. Pojękiwałam głośno, słysząc jego przyspieszony oddech. Jego stercząca męskość lekko obijała się o moje uda. Nie dało się ukryć, że Paweł był nagrzany, a ja w końcu nie chciałam, żeby skończył od samego patrzenia.

W dodatku czułam, że orgazm jest już blisko, a przecież najlepsze było dopiero przed nami. Chwyciłam go za oba nadgarstki i oderwałam jego ręce od siebie. Paweł uniósł głowę i spojrzał na mnie pytająco.

– Gra wstępna już za nami, pora zabrać się do rzeczy – powiedziałam znacząco. – Najpierw to ja podyktuję tempo.

Przejęłam inicjatywę. Usiadłam na nim okrakiem i delikatnie popchnęłam go do tyłu. Na szczęście łóżko Pawła było na tyle duże, że, mimo swojego wzrostu, chłopak zmieścił się na nim bez problemu. Najpierw pochyliłam się nad nim, żeby go pocałować. Wiedziałam, że oboje płoniemy, dlatego celowo się nad nim, nad sobą trochę też, znęcałam.

Moje dłonie dotykały jego umięśnionych ramion i klatki piersiowej. Lekko drapałam go paznokciami, zjeżdżając coraz niżej. Słyszałam jego syknięcie, kiedy zbliżałam się do nabrzmiałego fiuta.

Podniosłam się i lekko uniosłam tyłek do góry. Chwyciłam jego penisa i zaczęłam powoli na niego opadać. Czułam, że Paweł spiął wszystkie mięśnie, a z jego ust wydobył się cichy jęk. Ja również westchnęłam. Mimo że miałam już kilku partnerów w łóżku, to jego przyrodzenie było zdecydowanie największe.

Czułam, że to wyzwanie dla mojej cipki, wszak do tej pory aż tak rozwiązła nie byłam, dlatego dałam sobie chwilę, po czym powoli zaczęłam się poruszać.

– I… co o tym… sądzisz? – Brałam głębokie wdechy pomiędzy słowami. Mówienie przychodziło mi z trudem. Widziałam, że Paweł był już na innej planecie, a ja chciałam go przywołać na Ziemię. Musiał wszystko dobrze zapamiętać, w końcu to jego pierwszy raz.

– Jest zdecydowanie lepiej, niż myślałem – mówił cichym, do granic możliwości zmysłowym głosem. Ten ton był podyktowany podnieceniem, a nie jakimiś gierkami na podryw, dlatego schlebiało mi to jeszcze bardziej.

Postanowiłam wynagrodzić mu szczerość. Lewą rękę położyłam na jego torsie, a prawą odrzuciłam do tyłu i chwyciłam za jądra. Zaczęłam bawić się wypełnionymi spermą kulkami i delikatnie przyspieszyłam, a Paweł dosłownie szalał. Każdy jego mięsień był napięty, a jego dłonie nagle wylądowały na moich piersiach. Ugniatał je zapamiętale, patrzył na mnie nieobecnym spojrzeniem, a ja przygryzłam wargi i jęczałam coraz głośniej. Nie miałam pojęcia, kto doszedłby szybciej, jeśli teraz bym przyspieszyła.

I chyba właśnie tego potrzebowaliśmy. Puściłam jego jądra i złapałam go za dłonie. Nie chciałam, żeby cokolwiek go teraz rozpraszało. Zaczęłam poruszać się na nim szybciej i odchyliłam się do tyłu. Do moich uszu dotarł gardłowy dźwięk, który był dla mnie idealnym dowodem na to, że Paweł był już blisko. Świadomość tego, że jest na skraju, podnieciła mnie jeszcze bardziej. Czułam, że moja cipka zaczyna się na nim zaciskać.

– O… mój… Boże – Ujeżdżałam go szybko i mocno, jęcząc w rytm tego szaleńczego pędu. Paweł spiął się jeszcze bardziej. Teraz na jego brzuchu wyraźnie zarysowały się wszystkie mięśnie. Patrzyłam mu prosto w oczy i dochodziłam. Mocno i głośno. Chwilę po tym jego głowa uniosła się z poduszki, a moje wnętrze zalało ciepło. Słyszałam gardłowy jęk i wyraźnie czułam, jak mocno pulsował jego fiut. Wierciłam się na nim jeszcze chwilę, dając nam ukojenie, a później opadłam bez sił na jego tors.

Nad ranem obudził mnie uporczywy dźwięk wibracji. Gdzieś w otchłani mojego mózgu zaczęła docierać do mnie informacja, że to mój telefon. Zanim otworzyłam oczy, uświadomiłam sobie, że całą noc spędziłam na Pawle. Wbrew własnym przewidywaniom, nie czułam się źle z tym, że byłam w sypialni obcego faceta, którego rozdziewiczyłam zeszłej nocy.

Otworzyłam powoli oczy i skonstatowałam, że Paweł nadal twardo spał. Delikatnie zdjęłam ze swoich pleców jego ciężką dłoń i podniosłam się, a on z niezadowolonym westchnięciem przewrócił się na bok.

Zauważyłam, że mój telefon leżał na szafce nocnej obok łóżka, a nie przypominałam sobie, żebym go tam kładła. Nie pamiętałam nawet, gdzie wczoraj w nocy położyłam torebkę. To znaczyło, że Paweł musiał wstawać. Dostrzegłam, że obok łóżka stoi dzbanek z wodą i opakowanie z musującą aspiryną.

W jakiś sposób mnie to nawet rozczuliło. Co więcej, ten chłopak musiał mnie dosłownie na siebie wciągnąć po powrocie do sypialni, skoro obudziłam się w takiej pozycji, jakbym przez całą noc się nie ruszała.

Pocałowałam Pawła w kark, owinęłam się prześcieradłem i usiadłam na krawędzi łóżka. Oprócz braku kaca moralnego, nie bolała mnie też głowa i nie suszyło mnie niemiłosiernie, jak to zwykle po imprezach bywa. To kolejny dobry znak.

Telefon nie przestawał wibrować, więc podniosłam go z szafki nocnej i wymknęłam się do łazienki. Nie musiałam nawet spoglądać na wyświetlacz, żeby wiedzieć, kto dzwoni.

– Milcia, złotko, popierdoliło cię? – Karo mówiła słodkim głosem, ale słyszałam, że była nieziemsko wkurwiona. Już miałam ochotę złośliwie powiedzieć, że też się cieszę, że ją słyszę. Problem w tym, że ona miała absolutną rację.

– Hej, Karo. Od razu mówię, że przepraszam, o cokolwiek by nie chodziło – cisza po drugiej stronie mówiła mi, że Karolina raczej nie tego się spodziewała. Nigdy nie byłam skora do przepraszania. Usłyszałam głośnie, wymowne stęknięcie.

– Słuchaj, bo ja chyba coś przegapiłam. Ja nie wiedziałam, że w tym klubie będą kręcić remake Greya i że ty godnie, to trzeba przyznać, zastąpisz Dakotę Johnson. Tylko że ten, co wcielił się w rolę Christiana, to jest jakiś taki, kurwa, za młody – miałam wrażenie, że jad, który słychać w głosie Karoliny, oblepiał mój telefon.

– Ej, no sama mówiłaś mi, że mam korzystać z ostatniego weekendu wolności – nie miałam nic innego na swoją obronę. A najgorsze jest to, że w ogóle nie żałowałam.

– Tak, tylko nie kazałam ci tego robić w klubie, w którym większość towarzystwa ma telefon i kieruje jego obiektyw na parkę, która mało co się nie bzyka tuż obok parkietu.

– Co? O nie… – jęknęłam i usiadłam na brzegu wanny. Właśnie uświadomiłam sobie, co ja najlepszego zrobiłam.

– Ja pierdolę… – przeklęłam bezsilnie. – Jeśli któryś z tych filmików przedostanie się do prasy, to mam przejebane.

– No właśnie, właśnie. Już widzę te nagłówki: „Partnerka prominentnego polityka zdradza go na tydzień przed ślubem”. Albo to: „Politycznego ślubu roku nie będzie? Tak się bawi przyszła żona Mirewicza”. I tak w stylu portalu plotkarskiego: „Czy Piotr Mirewicz wie, że jego młoda narzeczona przyprawia mu rogi”?

– Nie dobijaj mnie. – Zakryłam oczy dłonią. – Ciekawe, czy już ktokolwiek wie. I ciekawe, czy Piotr już to widział. A co, jeśli widział? – zaczęłam panikować i tracić grunt pod nogami. I wcale nie chodziło o to, że nie chciałam zranić narzeczonego. On po prostu nie mógł odwołać tego ślubu, bo wtedy nasza umowa będzie nieważna.

Cisza po drugiej stronie przyprawiała mnie o dreszcze. Wiedziałam, że na własne życzenie znalazłam się w beznadziejnym położeniu i nie wiedziałam, jak i czy w ogóle da się to odkręcić. Zaczęłam przeklinać własną głupotę.

– Już. – Karo przerwała festiwal niewybrednych epitetów. – Zluzuj majtki, choć pewnie i tak ich nie masz. Ciocia Karolinka wszystko załatwiła.

Niemal słyszałam, jak Karo szczerzyła zęby.

– Jak to?

– No tak się składa, że Robert jest…

– Jaki znowu Robert?– przerwałam jej.

– Och, no tak, bo ja was sobie wczoraj nie przedstawiłam – słyszałam chichot Karoliny i parsknięcie jakiegoś mężczyzny w tle.

– To ten blondyn z wczoraj? – spytałam.

– Tak, właśnie tak. Na pewno będziecie mieli okazję się poznać. Więc Robert…

– Aż taki dobry jest w łóżku? – Znów nie dopuściłam Karoliny do głosu. Wiedziałam przecież, że moja przyjaciółka stawiała raczej na jednorazowe przygody. – I nie zaczynaj zdania od: „więc”.

– Dasz mi coś powiedzieć? Przypominam ci, że z twojego punktu widzenia nadal powinnaś być w chujowej sytuacji.

– Masz rację. Przepraszam. Znowu, gdybyś nie zauważyła. Po prostu schodzi ze mnie ciśnienie. W takim razie co ci zawdzięczam i jak ci się odwdzięczę?

– O, teraz lepiej. A więc – powstrzymałam się od komentarza, że znowu popełnia rażący błąd – Robert ma… jakby to… nooo, znajomości w tych całych Fajerwerkach.

Już otwierałam usta, ale w tle usłyszałam, że rzeczony Robert robi to za mnie.

– Fireworksie znaczy się – poprawiła się, a ja zdusiłam w sobie śmiech. – Oj dobra, nieważne. W każdym razie ochrona kazała każdemu przy wyjściu pokazać telefony i usunąć na ich oczach wszystkie filmiki z twoim udziałem. Na niektórych można było cię rozpoznać po twarzy, ale na znakomitej większości po obmacywanym tyłku i tatuażu na udzie. – Karo mówiła to z satysfakcją i przekąsem jednocześnie, a ja nie dowierzałam.

– I tak po prostu ludzie zgodzili się na pokazanie telefonów i na usunięcie nagrań?

– No nie tak zupełnie po prostu, ale większość niespecjalnie protestowała. Połowa ledwo kontaktowała i to wcale nie przez alkohol, a druga była nieletnia, więc wcale im się nie dziwię.

Ja pierdolę, co za ulga.

– A ten twój napalony brunet to ma chociaż osiemnastkę?

– W dowód mu nie zaglądałam – rzuciłam. – Karo, jestem ci bardzo wdzięczna za pomoc. I Robertowi też. Ratujesz mi skórę.

– Nie pierwszy i nie ostatni raz. Emi, a ty jesteś pewna tego, co robisz? – Słyszałam w głosie Karoliny autentyczną troskę.

– Zaskoczę cię, ale tak. I wcale nie chodzi o to, żeby się wyszaleć przed ślubem. Posłuchaj, Karo. Tylko o nic nie pytaj, dobrze?

– Oho, nie podoba mi się to.

– Będziesz miała czas, żeby przerobić z tym swoim Robertem całą kamasutrę. Zgodnie z ustaleniami, zostajemy na weekend w Katowicach. Tyle że ja pod innym adresem. Będzie trzeba podjechać do tego hotelu i powalać głupa. Zrobisz to dla mnie?

– Milaaa, kurwa!

– Wiem.

– Dobrze, niech będzie. – W jej głosie była niepewność. – Ale w niedzielę wieczorem widzimy się w Poznaniu. I nocujesz u mnie, jasne?

– Kocham cię, jesteś wielka. Bzykajcie się dobrze, paaa.

Rozłączyłam się, zanim Karolina zdążyłaby się rozmyślić. Ja nie zamierzałam. Opłukałam usta wodą, kątem oka dostrzegłam rozmazany makijaż, ale miałam to głęboko gdzieś. Wróciłam do łóżka i podziwiałam wzwód chłopaka, który leżał teraz na plecach i który, jak się okazało, miał ogromne zadatki na boga seksu. Właściwie to miałam się jeszcze zdrzemnąć, ale poczułam znajome ciepło pomiędzy udami. Pora na kolejną lekcję.

Delikatnie ściągnęłam z Pawła kołdrę. Czułam cytrusowy, świeży zapach, a to oznaczało, że w nocy nie tylko przyniósł telefon i coś na kaca, ale zdążył być pod prysznicem. Jeszcze lepiej. Usiadłam okrakiem na jego brzuchu. Niech on też poczuje ciepło mojej cipki, która na samą myśl o tym, co się za chwilę wydarzy, zrobiła się wilgotna. Paweł mruczał coś niewyraźnie, a po jego ustach błądził błogi uśmiech.

Pocałowałam go lekko w brodę, po czym przejechałam językiem po linii żuchwy. Przygryzłam ucho i zaczęłam ssać płatek. W tym czasie moje paznokcie krążyły po jego ramionach. Poczułam, że jego ręce wylądowały na moim tyłku. Z zadowoleniem stwierdziłam, że już się obudził.

– Dzień dobry – wymruczałam wprost do jego ucha.

– Bardzo dobry – jego głos zdradzał podniecenie. Nienasycony. Bardzo dobrze. Wędrowałam ustami od jego ucha, przez szyję, aż do torsu. Zjechałam niżej i zaczęłam lizać jego sutki.

– Mmm, czyli w drugą stronę też jest to przyjemne.

– A myślałeś, że nie? – Mówiłam między pocałunkami. – Jesteś już rozbudzony? – Przemieszczałam się językiem coraz niżej, aż dotarłam do wzgórka łonowego. Słyszałam, jak głośno wciąga powietrze i widziałam, jak kiwał głową.

– A wiesz, co się teraz wydarzy?

– Chyba tak. – Patrzyłam mu prosto w oczy, nie przestając błądzić językiem i ustami wokół jego fiuta. Celowo omijałam jego męskość.

– W takim razie powiedz mi. – Rozchyliłam jego uda i usadowiłam się wygodnie. Podłożyłam ręce pod jego pośladki i czekałam. Widziałam, że Paweł jest lekko onieśmielony.

– Nooo, chyba że nie masz ochoty – droczyłam się z nim, choć jego stojący na baczność członek tylko na to czekał.

– Mam – powiedział szybko.

– To powiedz mi, co się teraz wydarzy – wciąż naciskałam.

– Weźmiesz go do ust? – W jego oczach czaiło się podniecenie i oczekiwanie.

– Grzeczny chłopiec. – Pochyliłam się nad jego fiutem, zabrałam jedną dłoń z tego seksownego tyłka i objęłam ręką u nasady jego męskość. Przejechałam językiem po swoich ustach, cały czas patrząc Pawłowi w oczy. Widziałam, że niesamowicie go to jara. Czułam, jak jego biodra lekko się uniosły, dlatego zacisnęłam paznokcie na pośladkach. Jego tyłek posłusznie opadł na materac.

Wzięłam jego członka do ust i powoli zaczęłam wodzić językiem. Paweł głośno wzdychał, a ja przymknęłam oczy z uznaniem. Jego fiut był ciepły, nabrzmiały i wydawał się jeszcze większy niż wczoraj. Już wiedziałam, że nie wezmę go od razu całego do buzi. Zaczęłam lekko poruszać ręką i obejmowałam go głębiej ustami. Moja głowa przesuwała się wolno w górę i w dół i za każdym razem starałam się wziąć do ust coraz więcej.

Czułam, że Paweł napiął całe ciało i słyszałam, jak głośno oddychał. Ja też robiłam się coraz bardziej podniecona. Soki z mojej cipki spływały już po moich udach. Zacisnęłam usta mocniej i zaczęłam ssać. Teraz miałam go już prawie całego w buzi i ta świadomość dawała mi satysfakcję. Jego smak i zapach sprawiły, że mimowolnie jęknęłam.

Poruszałam głową raz szybciej, raz wolniej. Jeszcze chwilę to ja zamierzałam dyktować tempo. Doprowadzałam go prawie na skraj i ponownie dręczyłam wolnymi ruchami. Wiedziałam, że dzięki temu jego orgazm będzie bardziej intensywny. Czułam jednak, że zaraz sama wybuchnę, jeśli czegoś nie zrobię z moją cipką.

Przerzuciłam swoją prawą nogę przez jego lewą i zaczęłam ocierać się o jego udo, jęcząc przy tym wprost w jego fiuta.

Widziałam, że Paweł nie wytrzyma długo. Kręciłam biodrami, pocierając o jego rozgrzaną skórę. Chwyciłam jego rękę, położyłam ją na swojej głowie i spojrzałam mu znacząco w oczy. Zrozumiał. Wplótł swoje palce w moje włosy i zaczął dyktować tempo. Podobało mi się, że robił to w taki władczy sposób. Nadziewał moje usta na swojego członka mocniej i głębiej.

– Mmmmm – Nie wytrzymałam już dłużej. Zaczęłam wić się na jego udzie, dociskając coraz mocniej i mocniej, i już po kilku sekundach szczytowałam głośno, choć mojego krzyku w ogóle nie słychać, ponieważ jego fiut kneblował mi usta. Nie opadłam jednak bez sił, tylko całe serce włożyłam w ssanie i pieszczenie Pawła językiem, czasem mimowolnie się krztusząc.

– Dochodzę – czułam, jak Paweł zabrał rękę z mojej głowy, a jego ciało się napięło. Słyszałam jego urywany oddech. Jego męskość pulsowała w moich ustach, po czym wyrzuciła z siebie pod ciśnieniem imponującą ilość białego płynu. Połknęłam wszystko, choć musiałam przyznać, że ledwo nadążałam.

Delikatnie wypuściłam z buzi jego fiuta i wylizałam do czysta. Widziałam, jak ciałem Pawła wstrząsają lekkie dreszcze. Na jego czole tańczyły kropelki potu.

Uśmiechnęłam się na ten widok i położyłam się obok niego, całując go lekko w skroń. Po chwili, kiedy jego oddech już nieco się uspokoił, przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie.

– To było niesamowite – powiedział po prostu.

– Nikt jeszcze nie zrobił ci loda? – spytałam z czystej ciekawości. – W końcu to nie tak do końca seks.

– A czy mówiąc: „nikt”, masz na myśli też facetów? – Słysząc takie rewelacje, gwałtownie się podniosłam. Po chwili zauważyłam jednak, że ciężko było mu zachować powagę.

– Palant – szturchnęłam go w bok i wróciłam na jego ramię.

– Żartowałem.

– Zauważyłam – szczypnęłam jego sutek.

– Auć. No nie, nikt jeszcze nie zrobił mi loda. Mówiłem ci, że nie mam doświadczenia.

– Szczerze mówiąc, jestem pewna, że doskonale poradziłbyś sobie nawet wtedy, kiedy twoja partnerka by o tym nie wiedziała.

– Naprawdę? – Spojrzał na mnie podejrzliwie.

– Paweł, mówię poważnie. Masz w sobie jakiś instynkt, choć muszę przyznać, że takie kierowanie cię sprawia mi ogromną przyjemność i… podnieca mnie. – Uśmiechnęłam się, a Paweł pocałował mnie w nos.

– A teraz dość już tego wylegiwania się. Nie wiem, jak ty, ale ja się muszę ogarnąć i będę potrzebować twojej pomocy. Zakładam, że nie masz w domu wolnej szczoteczki do zębów. – Jego przepraszające spojrzenie wystarcza mi zamiast odpowiedzi.

– A oliwę z oliwek znajdę w lodówce?