Zwiedzeni przez przypadek. Tajemnicza rola losowości w życiu i w rynkowej grze - Nassim Nicholas Taleb - ebook

Zwiedzeni przez przypadek. Tajemnicza rola losowości w życiu i w rynkowej grze ebook

Nassim Nicholas Taleb

4,5

Opis

Błyskotliwa książka, w której autor bestsellera Czarny Łabędź zastanawia się nad rolą przypadku w naszym w życiu.

Zwiedzeni przez losowość to książka, której przeczytanie zmienia sposób myślenia o biznesie i świecie. Na podstawie swego wieloletniego doświadczenia zawodowego na rynku finansowym, a także w oparciu o setki przeczytanych książek, Taleb snuje fascynującą opowieść o tym, jak funkcjonować w świecie, w którym kluczową rolę odgrywa losowość i dlaczego ludzie tak usilnie starają się usystematyzować przypadek.

Ta książka jest o szczęściu - a ściślej o tym, jak postrzegamy i radzimy sobie ze szczęściem w życiu i biznesie. Taleb z typowym dla siebie zgryźliwym poczuciem humoru zajmuje się głównymi problemami intelektualnymi związanymi z niedocenianiem wpływu przypadku na nasze życie. Na podstawie szeregu zdarzeń zaczerpniętych z życia postaci prawdziwych i mitycznych, takich jak legenda baseballu Yogi Berra, filozof Karl Popper, najmądrzejszy człowiek świata starożytnego, Solon, współczesny finansista George Soros czy antyczny grecki podróżnik Odyseusz, stara się opisać fenomen i rolę przypadkowości w życiu prywatnym i zawodowym, dochodząc do szokujących wniosków...

Jedna z najmądrzejszych książek wszech czasów według magazynu „Fortune”

„Inteligentny, uczciwy i odkrywczy. Umysł Taleba jest doprawdy niezwykły, a jego sposób myślenia wprost zaraźliwy”.

Profesor Marco Avellaneda, New York University

„Książka Taleba ma solidną podbudowę matematyczną, a przy tym jest zabawna i pouczająca dla ogółu społeczeństwa, co jest sporym osiągnięciem”.

Profesor Donald Geman, John Hopkins University

„Analityczny i skrajnie racjonalny wywód Taleba nieodmiennie kojarzy się z książkami najwybitniejszych popularyzatorów nauki, takich jak Richard Dawkins i Stephen Jay Gould”.

Profesor Michael Schrage, MIT

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 436

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Nassim Nicholas Taleb Zwiedzeni przez przypadek. Tajemnicza rola losowości w życiu i w rynkowej grze Tytuł oryginału Fooled by Randomness: The Hidden Role of Chance in Life and in the Markets ISBN Copyright © 2004 by Nassim Nicholas TalebAll rights reserved Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2020 Redaktor prowadzący Dariusz Wojtczak Opracowanie techniczne Barbara i Przemysław Kida Projekt graficzny okładki Tobiasz Zysk Choć prawdą jest, że Zwiedzeni przez przypadek to literatura faktu, przyznać należy, że nazwiska pewnych osób niebędących osobami publicznymi zostały zmienione, natomiast pewne osoby prywatne zostały sfabularyzowane lub też na ich opis złożyły się elementy kilku postaci. Pierwsze polskie wydanie ukazało się w 2016 roku nakładem wydawnictwa Kurhaus Publishing Wydanie I w tej edycji Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 [email protected] Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.
Dla mojej matki, Minervy Ghosn Taleb

PRZEDMOWA

Traktujmy wiedzę mniej poważnie

Niniejsza książka jest syntezą doświadczeń człowieka, który z jednej strony, mając rzeczowe podejście do niepewności, przez całe życie zawodowe starał się obronić przed zwodniczą losowością i oszukać emocje związane z wynikami probabilistycznymi, a z drugiej jest kochającym literaturę estetą podatnym na zwodnicze działanie wytwornych, wyrafinowanych, oryginalnych i wysmakowanych form nonsensu. Nie potrafię całkiem obronić się przed oszustwami losowości; mogę jedynie ograniczyć ich wpływ do dziedzin przynoszących jakąś gratyfikację natury estetycznej.

Przemyślenia zawarte w tym tekście mają charakter intuicyjny. To osobisty esej dotyczący głównie myśli, zmagań i spostrzeżeń autora związanych z podejmowaniem ryzyka — nie można nazwać go traktatem, a już z pewnością nie pracą naukową. Napisałem go dla rozrywki i jest przeznaczony do czytania (przede wszystkim) z przyjemnością. I dla przyjemności. W ciągu ostatniej dekady powstało wiele książek i artykułów na temat naszych nabytych i wrodzonych uprzedzeń związanych ze ślepym trafem. Podczas pracy nad pierwszym wydaniem tej książki starałem się unikać pisania o tym, czego nie widziałem na własne oczy albo sam nie zrobiłem, oraz o sprawach, których nie przemyślałem na tyle starannie, bym mógł omawiać je z minimalnym wysiłkiem. Zrezygnowałem ze wszystkiego, co choćby z daleka pachniało ciężką pracą. Musiałem usunąć z tekstu wszelkie elementy wyglądające jak owoc wizyty w bibliotece, w tym wiele naukowych terminów. Starałem się nie używać cytatów, jeśli nie potrafiłem bez wysiłku przywołać ich z pamięci oraz tych pochodzących z prac autorów, których w ostatnich latach nie czytywałem. (Nie znoszę przypadkowego wykorzystywania wiedzy zapożyczonej — więcej na ten temat w dalszej części książki). Aut tace aut loquere meliora silentio — jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia, zachowaj milczenie.

Te podstawowe zasady się nie zmieniły. Niemniej życie wymaga czasem kompromisów. Pod naciskiem przyjaciół i Czytelników wzbogaciłem niniejsze wydanie w pewną liczbę dyskretnych przypisów. Uzupełniłem też większość rozdziałów o nowy materiał — zwłaszcza Rozdział 11. Objętość książki zwiększyła się przez to o ponad jedną trzecią.

Stawianie na wygranego

Zamiast zdawać relację z moich przemyśleń w zupełnie nowym tomie, postarałem się, aby to niniejsza książka zaczęła rozwijać się organicznie (traderzy1 mówią w takich przypadkach o „powiększaniu wygrywającej pozycji”); i żeby odzwierciedlała moją osobistą ewolucję. Co może dziwić, po publikacji pierwszego wydania przemyślałem niektóre części tekstu dokładniej niż przed nią. Dotyczyło to zwłaszcza dwóch zagadnień: mechanizmów, które sprawiają, że mózg ludzki postrzega świat jako o wiele mniej przypadkowy, niż jest on w istocie, oraz „grubych ogonów”2 — niezwykłego rodzaju losowości, który jest odpowiedzialny za bardzo głębokie zaburzenia (zdarzenia rzadkie mówią nam coraz więcej o świecie, w którym żyjemy, a jednocześnie są dla nas wciąż tak kontrintuicyjne, jak dla naszych przodków). Drugie wydanie książki odzwierciedla więc moją częściową przemianę ze studenta nauki o niepewności (o której w gruncie rzeczy możemy się niewiele dowiedzieć) w badacza tropiącego sposoby, którymi zwodzi ona ludzi.

I jeszcze jedno zjawisko: przemiana autora pod wpływem własnej książki. W miarę jak coraz bardziej przeżywałem ten tekst po jego napisaniu, zacząłem dostrzegać szczęście w najmniej oczekiwanych miejscach. To trochę tak, jakby istniały dwie planety: ta, którą zamieszkujemy, oraz inna, gdzie zasada determinizmu jest zdecydowanie bardziej obecna, i na której wydaje nam się, że żyjemy. Wyjaśnienie jest bardzo proste: zdarzenia z przeszłości zawsze wyglądają na mniej przypadkowe, niż były naprawdę (to tak zwany efekt myślenia z perspektywy czasu). Gdy słuchałem, jak ktoś mówi o swojej przeszłości, zaczynałem dostrzegać, że osoba ta najczęściej podaje dopasowane do faktów wyjaśnienia spreparowane ex post przez swój zwiedziony umysł. Z czasem obserwacja ta stała się dla mnie coraz trudniejsza do zniesienia. Przyglądając się ludziom ze świata nauk społecznych (zwłaszcza przedstawicielom ekonomii konwencjonalnej) lub sektora inwestycyjnego, odnosiłem wrażenie, że są obłąkani. Życie w realnym świecie może być bolesne, zwłaszcza gdy z komunikatów, które do nas płyną, więcej dowiadujemy się o ich nadawcach niż o samej treści. Dziś rano, przeglądając „Newsweeka” w poczekalni u dentysty, trafiłem na artykuł poświęcony ważnej postaci ze świata biznesu, a w szczególności jej zdolnościom do pojawiania się we właściwym miejscu i czasie. Szybko się zorientowałem, że zamiast na informacjach zawartych w artykule, którego notabene nie mogłem potraktować poważnie, skupiam się na pułapkach w myśleniu autora. (Dlaczego tak często dziennikarze nie potrafią zrozumieć, że wiedzą znacznie mniej, niż im się wydaje? Już pół wieku temu naukowcy zbadali zjawisko „ekspertów”, którzy nie umieją wyciągać wniosków z popełnionych błędów. Można przez całe życie snuć błędne przewidywania, a mimo to wciąż mieć nadzieję, że następna prognoza okaże się trafna).

Niepewność i prawdopodobieństwo

Wierzę, że moją główną zaletą — taką, którą powinienem chronić i pielęgnować — jest głęboko zakorzeniona niepewność intelektualna, a moim podstawowym zadaniem — żartowanie z ludzi, którzy traktują siebie i swoją wiedzę zbyt poważnie. Pielęgnowanie takiej niepewności, zamiast wiary we własny intelekt, może się wydawać dziwne. Z pewnością nie jest łatwe. Wymaga bowiem umiejętności oczyszczenia umysłu z tradycyjnego przekonania o własnej intelektualnej mocy. Pewien Czytelnik, który stał się moim korespondencyjnym przyjacielem, zwrócił mi uwagę na postać szesnastowiecznego francuskiego eseisty i myśliciela Michela de Montaigne’a. Wciągnęło mnie badanie implikacji wynikających z różnicy między rozumowaniem Montaigne’a a sposobem myślenia Kartezjusza; a także tego, jak bardzo zbłądziliśmy, idąc w ślady drugiego filozofa w naszym poszukiwaniu pewności. Bez wątpienia zamknęliśmy swoje umysły, stosując kartezjański model rozumowania formalnego zamiast właściwego Montaigne’owi sposobu formułowania wieloznacznych i nieformalnych (lecz krytycznych) sądów. Prawie pięć wieków po śmierci Montaigne, który oddawał się głębokim introspekcjom i nigdy nie był pewien swojej mądrości, staje się wzorem do naśladowania dla współczesnych myślicieli. Był to człowiek obdarzony wyjątkową odwagą. Pozostawanie sceptykiem z pewnością wymaga męstwa, lecz jeszcze większej odwagi potrzeba, aby wejrzeć w siebie, przeciwstawić się samemu sobie i zaakceptować własne ograniczenia — naukowcy coraz częściej przedstawiają dowody na to, że matka natura wyposażyła nas w skłonność do oszukiwania samych siebie.

Jest wiele sposobów myślenia o prawdopodobieństwie i ryzyku, przy czym przedstawiciele poszczególnych zawodów różnie rozumieją termin „prawdopodobieństwo”. W niniejszej książce będzie on miał znaczenie jakościowe i literackie, a nie ilościowe i naukowe (co wyjaśnia liczne ostrzeżenia przed profesorami ekonomii i finansów, głęboko przekonanymi o tym, że coś wiedzą — i że jest to wiedza przydatna). Przedstawiłem prawdopodobieństwo jako zagadnienie wynikające z problemu indukcji Hume’a (albo arystotelesowskiego modelu wnioskowania od szczegółu do ogółu), odwrotnie do paradygmatu zawartego w literaturze poświęconej teorii gier. Prawdopodobieństwo zostało przeze mnie potraktowane przede wszystkim jako gałąź sceptycyzmu stosowanego, a nie dyscyplina techniczna (wbrew brzmiącemu zarozumiale matematycznemu podejściu do tematu, problemy związane z rachunkiem prawdopodobieństwa rzadko zasługują na coś więcej niż wzmianka w przypisie).

Jak to możliwe? Prawdopodobieństwo nie polega tylko na obliczaniu szans wyrzucenia konkretnej liczby oczek na kostce albo szacowaniu możliwości wystąpienia bardziej skomplikowanych zdarzeń; chodzi w nim o akceptację braku pewności co do naszej wiedzy oraz rozwijanie metod radzenia sobie z naszą ignorancją. Poza podręcznikami i kasynami prawdopodobieństwo prawie nigdy nie prezentuje się jako problem matematyczny albo łamigłówka. Matka natura nie mówi, ile przegródek jest w ruletce, ani nie przedstawia problemów w sposób podręcznikowy (w realnym świecie należy raczej odgadnąć problem, a nie rozwiązanie). W tej książce jądrem myślenia probabilistycznego uczyniłem przekonanie, o tym, że mogły pojawić się inne rezultaty i świat mógł wyglądać inaczej. Właściwie w czasie całego mojego życia zawodowego atakowałem ilościowe podejście do prawdopodobieństwa. Choć mnie najważniejsze wydają się Rozdziały 13 i 14 niniejszej książki (dotyczące sceptycyzmu i stoicyzmu), większość ludzi przyciągają przykłady błędnych obliczeń z Rozdziału 11 (niewątpliwie najmniej oryginalnego fragmentu książki, w którym streściłem literaturę poświęconą błędom w myśleniu probabilistycznym). Co więcej, choć potrafimy w pewnym stopniu opanować prawdopodobieństwo w naukach ścisłych (zwłaszcza w fizyce), jasne jest, że w „naukach” społecznych (takich jak ekonomia) zupełnie go nie ogarniamy, mimo buńczucznych deklaracji ekspertów.

Zrehabilitowani Czytelnicy (niektórzy)

Starałem się w jak najmniejszym stopniu odwoływać się do mojej pracy w charakterze tradera wykorzystującego matematyczne formuły. Moje doświadczenia z rynku finansowego stanowiły zaledwie inspirację. Nie uczyniły one z mojej książki kompendium wiedzy o tym, jak radzić sobie z losowością na rynku (jak chcieliby niektórzy). Podobnie Iliada nie jest przecież podręcznikiem strategii wojskowej. Tylko trzy z czternastu rozdziałów mają tło finansowe. Rynek jest zaledwie szczególnym przypadkiem w opowieści o pułapkach losowości; choć oczywiście jednym z najbardziej interesujących, jako że ślepy traf odgrywa na nim istotną rolę (ta książka byłaby znacznie krótsza, gdybym zajmował się wypychaniem zwierząt albo tłumaczeniem etykiet z czekolady). Co więcej, ślepego trafu w finansach nikt nie rozumie, choć większość osób sądzi inaczej, co skutkuje wzmocnieniem uprzedzeń. Analogie do rynku finansowego starałem się przedstawiać w jak najbardziej obrazowy sposób, tak jak czyniłbym podczas rozmowy przy kolacji z — dajmy na to — kardiologiem o zainteresowaniach naukowych (modelem rozmówcy był mój młody przyjaciel Jacques Merab).

Otrzymałem mnóstwo e-maili na temat pierwszego wydania książki, co jest marzeniem każdego eseisty, gdyż wymiana poglądów z Czytelnikami zapewnia idealne warunki do tworzenia drugiej wersji tekstu. Wyraziłem swoją wdzięczność, odpowiadając na wszystkie listy. W różnych rozdziałach książki znalazło się też miejsce dla niektórych odpowiedzi. Ponieważ często uważano mnie za obrazoburcę, spodziewałem się głównie listów utrzymanych w gniewnym stylu, typu: „a kim ty jesteś, żeby osądzać Warrena Buffetta?” albo „po prostu zazdrościsz mu sukcesu”. Dlatego czułem się zawiedziony, kiedy większość tego typu komentarzy pojawiała się anonimowo na stronie Amazon.com (nie ma czegoś takiego jak zła prasa: są ludzie, którzy promują książkę, obrzucając ją błotem).

Wobec braku bezpośrednich ataków pewnym pocieszeniem były dla mnie listy od ludzi, którzy poczuli się zrehabilitowani dzięki mojej książce. Najwięcej satysfakcji dawały mi wiadomości od osób, którym się w życiu nie powiodło, aczkolwiek nie z ich winy — tacy ludzie czerpali z mojej książki argumenty, żeby wytłumaczyć żonie, dlaczego mają mniej szczęścia (choć niekoniecznie mniej umiejętności) niż ich szwagier. Najbardziej poruszający list przysłał mężczyzna z Wirginii, który w ciągu kilku miesięcy stracił pracę, żonę oraz cały majątek i został objęty dochodzeniem przez [amerykańską] Komisję Papierów Wartościowych i Giełdy, a mimo to, przyjąwszy stoicką postawę, zachował dobre samopoczucie. Korespondencja z Czytelnikiem, który stał się ofiarą Czarnego Łabędzia3 (nieoczekiwane zdarzenie losowe o ogromnym znaczeniu — w tym przypadku chodziło o utratę dziecka), skłoniła mnie do zagłębienia się w literaturę dotyczącą radzenia sobie ze skutkami poważnych zdarzeń losowych (nieprzypadkowo zdominowanej przez Daniela Kahnemana4, pioniera badań nad irracjonalnymi zachowaniami w warunkach niepewności). Muszę przyznać, że jako trader nigdy nie miałem wrażenia, że moja praca może przynosić korzyść komukolwiek poza mną; bycie eseistą dało mi uwznioślające poczucie bycia pożytecznym.

Wszystko albo nic

Co do samej treści książki pojawiło się kilka nieporozumień. Ponieważ ludzki mózg z trudem rozróżnia odcienie prawdopodobieństwa (ma bowiem skłonność do nadmiernych uproszczeń typu „wszystko albo nic”), ciężko mi było wytłumaczyć [Czytelnikom], że przesłanie tego tekstu brzmi: „rzeczywistość jest bardziej przypadkowa, niż nam się wydaje”, a nie „wszystko jest przypadkowe”. Musiałem zmierzyć się z zarzutem, że jako sceptyk uważam, iż wszystko jest dziełem przypadku, a ludzie, którzy odnieśli sukces, mieli po prostu dużo szczęścia. Syndrom Zwiedzionych przez przypadekdotknął nawet uczestników mocno nagłośnionej debaty Cambridge Union z moim udziałem. Mój argument, iż „większośćludzi sukcesu to głupcy, którzy mają szczęście”, przerobiono w jej trakcie na „wszyscy ludzie sukcesu to głupcy, którzy mają szczęście” (przegrałem debatę z budzącym respekt Desmondem Fitzgeraldem, biorąc udział w jednej z najciekawszych dyskusji w moim życiu — miałem nawet ochotę zamienić się z moim adwersarzem stronami!). Złudzenia, pod wpływem których ludzie zaczynają mylić brak szacunku z arogancją (o czym przekonałem się po opublikowaniu książki), każą im także mylić sceptycyzm z nihilizmem.

Pozwolę sobie to wyjaśnić. Oczywiście, przypadek sprzyja przygotowanym! Ciężka praca, punktualność, czysta (najlepiej biała) koszula, używanie dezodorantu i tym podobne konwencjonalne czynniki sukcesu są z całą pewnością potrzebne, ale mogą okazać się niewystarczające, ponieważ nie powodują sukcesu. To samo dotyczy konwencjonalnych wartości, takich jak upór, wytrwałość i zawziętość: są potrzebne, nawet bardzo potrzebne. Żeby wygrać na loterii, trzeba najpierw kupić los. Ale czy to oznacza, że wygraną spowodował wysiłek włożony w pójście do kiosku? Naturalnie, umiejętności są ważne, ale w otoczeniu cechującym się dużą przypadkowością liczą się znacznie mniej niż na przykład w stomatologii.

Nie twierdzę, że to, co babcia mówiła wam o etyce pracy, było nieprawdą. Co więcej, ponieważ sukces w większości przypadków zależy od wykorzystania nielicznych „okienek możliwości”, przeoczenie jednego z nich może mieć katastrofalne skutki dla waszej kariery. Łapcie więc okazję!

Warto zauważyć, że ludzki mózg czasem odwraca wektor przyczynowości. Załóżmy, że pewne pozytywne cechy są przyczyną sukcesu. Choć takie myślenie wydaje się na pierwszy rzut oka prawidłowe, na podstawie tego założenia nie można wnioskować, że skoro inteligentny, ciężko pracujący i wytrwały człowiek może osiągnąć sukces, to każdy, kto osiągnął sukces, na pewno jest inteligentny, wytrwały i ciężko pracuje (to ciekawe, że nawet bardzo inteligentni ludzie popełniają ten prosty błąd myślowy polegający na afirmowaniu następstwa. Omawiam ten problem w niniejszym wydaniu książki pod hasłem „dwóch systemów rozumowania”).

W badaniach nad sukcesem nastąpił ostatnio zwrot, który objawił się w księgarniach wysypem poradników opisujących „cechy wspólne milionerów, które musicie posiadać, żeby odnieść taki sukces jak oni”. Jeden z autorów niezbyt przemyślanej książki The Millionaire Next Door5(którą omawiam w Rozdziale 8) napisał jeszcze bardziej absurdalne „dzieło” zatytułowane The Millionaire Mind6. Stwierdził w nim, że większość osób w reprezentatywnej grupie ponad tysiąca milionerów, których kariery badał, nie zdradzała w dzieciństwie ponadprzeciętnej inteligencji. Na tej podstawie wysnuł wniosek, że to nie talent jest źródłem bogactwa, lecz ciężka praca. Ktoś naiwny mógłby pójść tym tokiem rozumowania i uznać, że szczęście nie ma żadnego znaczenia dla kwestii osiągnięcia sukcesu. Podejrzewam jednak, że jeśli rozkład cech w opisanej grupie milionerów jest taki sam jak w całej populacji, należałoby wyciągnąć bardziej niepokojący wniosek: że sukces tych ludzi jest właśnie wynikiem szczęścia, które jest demokratyczne i może się przytrafić każdemu bez względu na posiadane umiejętności. Autor wskazuje na większą niż w całej populacji częstotliwość występowania w badanej grupie takich cech jak wytrwałość i pracowitość: to kolejny przykład mylenia warunków koniecznych z przyczynami. To, że wszyscy milionerzy byli wytrwałymi, ciężko pracującymi ludźmi, nie oznacza, że każdy, kto posiada takie cechy, zostanie milionerem. Wśród przedsiębiorców, którzy nie odnieśli sukcesu, także jest wiele takich osób. W podręcznikowym przykładzie naiwnego empiryzmu autor przyjrzał się cechom wspólnym milionerów i doszedł do wniosku, że łączy ich zamiłowanie do ryzyka. Oczywiście, skłonność do podejmowania ryzyka jest warunkiem koniecznym osiągnięcia dużego sukcesu, ale też jest warunkiem koniecznym poważnej porażki. Gdyby autor przeprowadził taką samą analizę w odniesieniu do bankrutów, prawdopodobnie również zaobserwowałby u nich skłonność do podejmowania ryzyka.

Niektórzy Czytelnicy (a także wydawcy, z którymi prowadziłem rozmowy, zanim znalazłem Texere) oczekiwali ode mnie poparcia twierdzeń zawartych w książce wyczerpującymi danymi, grafikami, wykresami, tabelami, diagramami, liczbami, rekomendacjami, szeregami czasowymi i tak dalej. Mój tekst jest jednak zbiorem logicznych eksperymentów myślowych, a nie pracą semestralną z ekonomii; logika nie wymaga zaś weryfikacji empirycznej. (Istnieje coś, co nazywam błędem podróży w obie strony — to popełniany przez dziennikarzy i niektórych ekonomistów błąd polegający na używaniu statystyki bez logiki. Sytuacja odwrotna nie zachodzi: używanie logiki bez oparcia na danych statystycznych nie jest błędem). Jeżeli piszę, że wątpię w to, iż mój sąsiad odniósł sukces bez choćby niewielkiego udziału szczęścia, ponieważ w jego profesji zdarzenia losowe odgrywają pewną rolę, nie muszę tego udowadniać — wystarczy eksperyment myślowy z rosyjską ruletką. Powinienem jedynie dowieść istnienia innego wyjaśnienia niż to, że ów człowiek jest geniuszem. Przyjąłbym podejście polegające na zebraniu grupy osób niepełnosprawnych umysłowo i wykazaniu, że kilka z nich może zostać odnoszącymi sukcesy biznesmenami — dotyczyłoby to mniejszości badanych, ale za to byłoby bardziej obrazowe. Nie twierdzę, że Warren Buffett nie jest utalentowany, lecz że w wystarczająco dużej populacji przypadkowych inwestorów niemal na pewno pojawi się ktoś, kto osiągnie podobny sukces tylko dzięki szczęściu.

Stracone okazje do żartów

Byłem również zaskoczony tym, że mimo zawartych w książce obcesowych przestróg przed dziennikarzami, zapraszano mnie chętnie do programów telewizyjnych i radiowych w Ameryce Północnej i Europie (na przykład wziąłem udział w przezabawnym „dialogu głuchych” w jednej ze stacji radiowych w Las Vegas, podczas którego wygłaszaliśmy z dziennikarzem prowadzącym wywiad dwa w zasadzie niepowiązane ze sobą monologi). Nikt mnie nie chronił przed samym sobą, więc przyjmowałem zaproszenia. To dziwne, ale żeby informować ludzi o toksyczności prasy, trzeba korzystać z jej usług. Czułem się jak oszust wydający pozbawione znaczenia dźwięki, a mimo to dobrze się bawiłem.

Być może zapraszano mnie, ponieważ dziennikarze mediów mainstreamowych nie czytali mojej książki (oni „nie mają czasu” czytać) albo nie zrozumieli obelg, a dziennikarze spoza głównego nurtu przeczytali ją zbyt dokładnie i poczuli się zrehabilitowani. W każdym razie mogę przytoczyć kilka anegdot. Producentom popularnego programu telewizyjnego powiedziano, iż „ten cały Taleb uważa, że analitycy giełdowi formułują swoje prognozy w sposób zupełnie przypadkowy”, więc postanowili mnie zaprosić, abym przedstawił swoje argumenty na antenie. Postawili jednak warunek: miałem zarekomendować trzy spółki giełdowe, w których akcje warto zainwestować, żeby dowieść, że jestem prawdziwym ekspertem w tej dziedzinie. Nie skorzystałem z zaproszenia i straciłem wspaniałą okazję do zażartowania sobie z widzów przez wskazanie trzech przypadkowych spółek wraz z przekonującym uzasadnieniem tego wyboru.

W innym programie telewizyjnym, podczas omawiania losowego charakteru rynku akcji oraz domniemanej logiki zdarzeń, dostrzegalnej już po fakcie, powiedziałem: „ludzie doszukują się ukrytych historii tam, gdzie ich nie ma”. Prowadzący natychmiast mi przerwał, mówiąc: „Dziś rano doszły nas słuchy o tej historii z Cisco7. Może pan to skomentować?”. A teraz najlepsze! Kiedyś zaproponowano mi udział w godzinnej audycji radiowej, na temat finansów (prowadzący nie przeczytał Rozdziału 11). Na kilka minut przed wejściem na antenę usłyszałem, że mam się powstrzymać od omawiania koncepcji opisanych w książce i mówić tylko o inwestowaniu na giełdzie, a nie o losowości (była to kolejna świetna okazja do zażartowania z publiczności, ale byłem nieprzygotowany, więc po prostu opuściłem studio, zanim program się rozpoczął).

Większość dziennikarzy nie traktuje rzeczywistości zbyt poważnie. W końcu w biznesie medialnym — zwłaszcza w radiu i telewizji — chodzi o rozrywkę, a nie o poszukiwanie prawdy. Sztuka polega na trzymaniu się z dala od tych, którzy najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z tego, że ich zadaniem jest tylko zabawianie publiczności (czyli od takich osób jak George Will, pojawiający się w Rozdziale 2), i naprawdę postrzegają siebie jako myślicieli.

Kolejnym problemem był sposób, w jaki interpretowano w mediach moje przesłanie: „Ten cały Nassim uważa, że rynki zachowują się w sposób przypadkowy, więc notowania zaczynają spadać”. To uczyniło ze mnie, wbrew mojej woli, herolda złej nowiny. A Czarne Łabędzie, owe rzadkie i nieoczekiwane odchylenia, mogą być zarówno dobrymi, jak i złymi zdarzeniami.

Mimo wszystko w dziennikarstwie panuje jednak mniejsza standaryzacja, niż mogłoby się wydawać. Funkcjonuje w nim duża grupa ludzi myślących, odcinających się od komercyjnego słowotoku i szczerze zainteresowanych jakością przekazu, a nie tylko przyciąganiem uwagi odbiorców. Z rozmów z takimi osobami jak Kojo Anandi (NPR), Robin Lustig (BBC), Robert Scully (PBS) i Brian Lehrer (WNYC)8 wyciągnąłem dość prosty wniosek, że ludzie z mediów niezależnych to zupełnie inny pod względem intelektualnym gatunek dziennikarzy. Tak się składa, że poziom dyskusji jest odwrotnie proporcjonalny do przepychu studia: stacja radiowa WNYC, w której czułem, że Brian Lehrer naprawdę się stara dobrze zrozumieć moje argumenty, działa w najbardziej obskurnych pomieszczeniach, jakie widziałem na zachód od Kazachstanu.

Na koniec pozwolę sobie jeszcze na uwagę o stylu. Postanowiłem pozostać przy moim specyficznym języku z pierwszego wydania. Homo sum, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jestem omylny i nie widzę powodu, żeby ukrywać drobne błędy będące częścią mojej osobowości, tak samo jak nie zakładam peruki, pozując do zdjęcia, ani nie przyprawiam sobie sztucznego nosa, kiedy muszę wyjść na ulicę. Prawie wszyscy redaktorzy czytający pierwszą wersję tekstu zalecali zmianę konstrukcji zdań (w celu „poprawienia stylu”) oraz struktury tekstu (chodziło o podział na rozdziały). Zignorowałem jednak większość tych zaleceń i przekonałem się, że Czytelnikom w niczym to nie przeszkadzało. Tak naprawdę to uważam, że piętno osobowości autora (wraz ze wszystkimi jego niedoskonałościami) tylko ożywia tekst. Czyżby branża wydawnicza cierpiała na klasyczny „syndrom eksperta”, objawiający się nadmiarem zasad postępowania pozbawionych uzasadnienia empirycznego? Przekonawszy do siebie ponad pół miliona Czytelników, mogę powiedzieć, że książek nie pisze się dla redaktorów.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1Trader oznacza osobę handlującą papierami wartościowymi i różnego rodzaju instrumentami finansowymi — przyp. red.

2 Chodzi o ogony rozkładu prawdopodobieństwa — przyp. red.

3 Opisująca to zjawisko książka Nassima Taleba pt. The Black Swan: The Impact of Highly Improbable ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku. Polski przekład pt. Czarny Łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem, nakładem Kurhaus Publishing ukazał się pod koniec 2014 roku, a w 2020 roku został wznowiony przez Zysk i S-ka Wydawnictwo — przyp. red.

4 Daniel Kahneman (ur. 1934) to amerykański psycholog i ekonomista, specjalizujący się w ekonomii behawioralnej. W 2002 roku otrzymał Nagrodę Nobla za zastosowanie narzędzi z psychologii w naukach ekonomicznych. Jego książka Thinking, Fast and Slow wydana została w Polsce w 2012 roku pt. Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym nakładem wydawnictwa Media Rodzina — przyp. red.

5 T. Stanley, W. Danko, The Millionaire Next Door: The Surprising Secrets of America’s Wealthy, Longstreet Press 1996. Wyd. polskie Sekrety amerykańskich milionerów czyli krezusi z sąsiedztwa, Fijorr Publishing 2011.

6 T. Stanley, The Millionaire Mind, Andrews McMeel Publishing 2000.

7 Cisco Systems to amerykańska spółka działająca globalnie, dostawca infrastruktury internetowej. Autor wspomina prawdopodobnie wywiad z drugiej połowy 2001 roku, kiedy to kurs akcji Cisco po serii gwałtownych wzrostów będących przejawem tworzenia się tzw. bańki internetowej, spadł mocno w sierpniu 2001 roku. Firma ogłosiła wówczas wyniki finansowe i między innymi podała do wiadomości, że jej zysk w IV kwartale roku finansowego wyniósł zaledwie 7 mln dolarów. Oznaczało to spadek o 99 proc. Moment ten to jedno z wydarzeń oznaczających pęknięcie bańki internetowej — przyp. red.

8 Autor oznaczył skrótowcami nazwy mediów. Kolejne z nich oznaczają: amerykańskie radio National Public Radio, brytyjską telewizję British Broadcast Corporation, amerykańską rozgłośnię New York Public Radio oraz amerykańską publiczną sieć telewizyjną Public Broadcast Company. Warto zwrócić uwagę, że wszystkie media wymienione przez Taleba to media publiczne, choć działające w krajach, w których media komercyjne tworzą mocne, znane na całym świecie marki — przyp. red.

PODZIĘKOWANIA DO WYDANIA DRUGIEGO, UZUPEŁNIONEGO

Uwolniony z biblioteki

Dzięki tej książce udało mi się wyrwać z intelektualnej izolacji (funkcjonowanie poza środowiskiem akademickim wiąże się z wieloma korzyściami, takimi jak niezależność i możliwość pomijania nudnych części procesu naukowego, ale odbywa się to kosztem osamotnienia). Podczas pisania pierwszej wersji nawiązałem wiele ciekawych znajomości, jadając kolacje i prowadząc korespondencję z najbardziej błyskotliwymi umysłami. Dzięki nim mogłem sobie pozwolić na drugie podejście do niektórych tematów. Ponadto dzięki zainicjowaniu dyskusji z ludźmi podzielającymi moje zainteresowania zbliżyłem się do realizacji mojego życiowego marzenia. Czuję, że muszę spłacić ten dług wdzięczności w książce. Istnieją pewne dowody na to, że prowadzenie rozmów i korespondencji z inteligentnymi ludźmi jest bardziej inspirujące niż samo polowanie na szczury w bibliotece (ludzkie ciepło: coś w naszej naturze sprawia, że kiedy utrzymujemy i pielęgnujemy relacje z innymi, łatwiej nam przychodzi wymyślanie nowych rzeczy). W jakimś sensie moje życie dzieli się na dwa okresy: przed i po napisaniu Zwiedzionych przez przypadek. Choć podziękowania, które zamieściłem w pierwszym wydaniu nadal są aktualne, chciałbym dodatkowo podziękować osobom, u których zaciągnąłem nowy dług wdzięczności.

Czyniąc świat skurczonym

Roberta Shillera1 poznałem osobiście, kiedy siedzieliśmy obok siebie przy śniadaniu podczas dyskusji panelowej. Niechcący zjadłem wszystkie owoce z jego talerza oraz wypiłem jego kawę i wodę, zostawiając mu tylko mufinki i inne niezdrowe rzeczy (i nic do picia). Nie narzekał (być może nawet tego nie zauważył). Nie znałem Shillera, kiedy pisałem o nim w pierwszym wydaniu mojej książki. Zaskoczyły mnie więc jego przystępność, skromność oraz urok (jakaś heurystyka sprawia, że nie spodziewamy się, iż ludzie obdarzeni wizją mogą być jednocześnie mili w obyciu). Gdy później zawiózł mnie do księgarni w New Haven, pokazał mi książkę Flatlandia2 — naukową parabolę dotyczącą fizyki, którą czytał w szkole średniej — i poradził, żebym nie zmieniał zbyt wiele w moim tekście w stosunku do pierwszego wydania, a zwłaszcza żebym zachował zwięzłość, osobisty ton i możliwie literacki styl. Starałem się o tym pamiętać w czasie redagowania książki (Shiller próbował w ogóle mnie odwieść od publikowania drugiego wydania, a ja z kolei starałem się namówić go do napisania drugiej wersji Irrational Exuberance3, choćby tylko dla mnie — wygląda na to, że wygrałem w obu kwestiach). Książki mają dynamikę baniek, którą opisuję w Rozdziale 10, przez co dodatkowe wydanie ma znacznie większe szanse dokonać przełomu niż pierwsze (właściwości sieci sprawiają, że religie i mody zdobywają większą popularność w drugiej wersji niż w pierwszej). Fizyk i teoretyk kryzysów Didier Sornette4 dostarczył mi przekonujących argumentów potwierdzających skuteczność drugiej wersji; obaj jesteśmy zaskoczeni, że wydawcy książek, którzy powinni dyskontować zjawisko kaskady informacyjnej, nie są tego świadomi.

Gdy aktualizowałem moją książkę, pozostawałem pod ożywczym wpływem dwóch ekscytujących rozmów z Danielem Kahnemanem, przeprowadzonych we Włoszech przy kolacji. Pchnęły mnie one ku kolejnemu ważnemu elementowi mojej aktywności intelektualnej, ponieważ zrozumiałem, że jego praca dotyczy o wiele głębszych spraw niż tylko dokonywania racjonalnych wyborów w warunkach niepewności. Jestem pewien, że akcentowanie jego wpływu na ekonomię (na przykład przez przyznanie mu Nagrody Nobla) odwróciło uwagę ludzi od szerokiego zakresu stosowalności jego teorii. Powtarzałem sobie, że choć ekonomia jest nudna, jego praca ma znaczenie, i to nie tylko dlatego, że jest on empirystą, nie tylko ze względu na porównanie znaczenia jego pracy (i osobowości) z dokonaniami innych współczesnych noblistów, ale z powodu ich dalekosiężnych implikacji w znacznie ważniejszych kwestiach: po pierwsze, Kahneman i Amos Tversky przyczynili się do postawienia na głowie koncepcji człowieka, wywodzącej się z dogmatycznego racjonalizmu ery hellenistycznej, która utrzymywała się przez 23 stulecia, wywołując niszczycielskie skutki. Po drugie, Kahneman wniósł istotny wkład w badania nad teorią użyteczności (na różnych etapach) i jej wpływem na rozmaite ważne sprawy, takie jak ślepy traf. Dzięki niemu próby zrozumienia szczęścia są obecnie podejmowane na poważnie.

Prowadziłem długie dyskusje z Terrym Burnhamem, biologiem i ekonomistą ewolucyjnym oraz współautorem książki Mean Genes5(bezpretensjonalnego wprowadzenia do psychologii ewolucyjnej), a także — jak się okazało — najlepszym przyjacielem Jamila Baza, mojego przyjaciela z czasów dzieciństwa, który dwie dekady temu jako pierwszy miał okazję zapoznać się z moimi wczesnymi rozważaniami na temat losowości. Peter McBurney wprowadził mnie w dziedzinę sztucznej inteligencji, łączącą zagadnienia z zakresu filozofii, neurologii kognitywnej, matematyki, ekonomii i logiki. Prowadzimy ożywioną korespondencję na temat różnych teorii racjonalności. Michael Schrage, jeden z moich recenzentów, jest uosobieniem współczesnego (zatem i naukowego) intelektualisty — ma talent do czytania wszystkiego, co tylko ma znaczenie. Można z nim ciekawie podyskutować bez akademickiej presji. Ramaswami Ambarish i Lester Siegel pokazali (w swoim podejrzanie mało znanym dorobku), że jeśli jesteśmy ofiarami oszustw losowości w odniesieniu do wyników bezwzględnych, to zróżnicowanie wyników jeszcze trudniej uchwycić. Pisarz Malcolm Gladwell6 wskazał mi interesującą literaturę dotyczącą intuicji i samowiedzy. Art De Vany, bardzo wnikliwy i niezwykle barwny ekonomista specjalizujący się w nieliniowości i zdarzeniach rzadkich, swój pierwszy list do mnie zaczął od wymownego zdania „nie cierpię podręczników”. To bardzo budujące, że człowiek tak głęboko myślący potrafi także cieszyć się życiem. Ekonomista William Easterly pokazał mi, że losowość odgrywa rolę w budowaniu iluzorycznych przyczyn rozwoju gospodarczego. Spodobał mu się związek między byciem sceptycznym empirystą a odczuwaniem niechęci do monopolizacji wiedzy przez instytucje takie jak rządy i uniwersytety. Jestem wdzięczny hollywoodzkiemu agentowi Jeffowi Bergowi, entuzjastycznemu czytelnikowi, za przekazanie spostrzeżeń dotyczących specyficznego rodzaju niepewności, przeważającego w biznesie medialnym. Dzięki pracy nad książką miałem też okazję prowadzić wnikliwe rozmowy przy kolacji z Jackiem Schwagerem, który (jak się wydaje) rozmyśla nad pewnymi kwestiami dłużej niż ktokolwiek inny na tym świecie.

Dziękuję, Google

Ludzie, których zaraz wymienię, pomagali mi przy tworzeniu tekstu. Miałem szczęście, że współpracy ze mną podjęła się Andreea Munteanu — wnikliwa czytelniczka i ważna recenzentka, która poświęciła wiele godzin swej pracy (godnej podziwu pracy w dziedzinie instrumentów pochodnych) na sprawdzanie wiarygodności źródeł z wyszukiwarki Google. Amanda Gharghour także pomagała mi w researchu. Miałem szczęście, że włoskim tłumaczem pierwszego wydania był Gianluca Monaco, bowiem znalazł on w tekście błędy, których ja nie zauważyłbym, nawet gdybym szukał sto lat. (Ten kognitywista i tłumacz książek, który obecnie studiuje matematykę finansową, zadzwonił do jednego z włoskich wydawców z propozycją wykonania przekładu mojego tekstu). Mój współpracownik, filozof nauki Avital Pilpel, służył mi nieocenioną pomocą przy omawianiu technicznych aspektów prawdopodobieństwa. Elie Ayache, kolejny trader o lewantyńskim pochodzeniu, niegdyś matematyk i fizyk, a obecnie filozof nauki zajmujący się zagadnieniem prawdopodobieństwa na rynku (aczkolwiek bez zacięcia neurologicznego) sprawił, że spędziłem wiele godzin w księgarni Borders Books, w działach filozofii i nauki. Flavia Cymbalista, Sole Marittimi (obecnie Riley), Paul Wilmott, Mark Spitznagel, Gur Huberman, Tony Glickman, Winn Martin, Alexander Reisz, Ted Zink, Andrei Pokrovsky, Shep Davis, Guy Riviere, Eric Schoenberg i Marco Di Martino zgłosili swoje uwagi do tekstu. George Martin jak zwykle okazał się świetnym testerem moich koncepcji. Czytelnicy Carine Chichereau, Bruce Bellner i Illias Katsounis poprawili mnóstwo błędów w książce. Dziękuję Cindy, Sarze i Aleksandrowi za wsparcie i uświadamianie mi, że w życiu oprócz prawdopodobieństwa i niepewności są też inne ważne sprawy.

Muszę także podziękować Courant Institute of Mathematical Sciences7, który stał się moim drugim domem, za zapewnienie odpowiedniej atmosfery dla rozwoju moich zainteresowań oraz umożliwienie mi pracy pedagogicznej przy jednoczesnym zachowaniu niezależności intelektualnej. Na szczególną wdzięczność zasługuje Jim Gatheral, nieustannie przeszkadzający mi podczas wspólnych zajęć ze studentami. Mam dług wdzięczności wobec Donalda Sussmana i Toma Witza z Palomy za ich niezwykłe spostrzeżenia. Jestem pod wielkim wrażeniem ich zdolności pojmowania koncepcji Czarnego Łabędzia. Dziękuję także członkom funduszu8 Empirica (nie pozwalamy używać słowa „pracownicy”) za stworzenie klimatu sprzyjającego zażartej i bezwzględnej, prawdziwie morderczej debacie intelektualnej w naszym biurze. Moi współpracownicy dbają o to, żeby każdy komentarz z mojej strony niósł ze sobą jakieś wyzwanie.

Na koniec chciałbym jeszcze podkreślić, że bez Davida Wilsona i Mylesa Thompsona ta książka nigdy nie ukazałaby się drukiem. Z kolei bez Willa Murphy’ego, Daniela Menakera i Eda Klagsbruna, którzy ją ożywili, byłaby martwa. Dziękuję Janet Wygal za staranność (i cierpliwość) oraz Fleetwoodowi Robbinsowi za pomoc. To dzięki nim w tej książce nie ostało się zbyt wiele błędów. Za te, których się dopatrzycie, winę ponoszę ja sam.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1 Robert J. Shiller (ur. 1946) to amerykański ekonomista, znany powszechnie ze swego dorobku w dziedzinie ekonomii behawioralnej. W Polsce ukazała się m.in. jego napisana wspólnie z George’em Akerlofem książka Animal Spirits: How Human Psychology Drives the Economy — wydanie polskie nosi tytuł Zwierzęce instynkty i ukazało się w 2010 roku nakładem Studia Emka. W 2013 roku Shiller (równocześnie z Larsem Hansenem i Eugenem Famą) uhonorowany został Nagrodę Nobla za empiryczną analizę wyceny aktywów — przyp. red.

2 Tytuł oryginalny: Flatland: A Romance of Many Dimensions, książka wydana po raz pierwszy w 1884 roku w Wielkiej Brytanii — przyp. red.

3 Słynna książka Roberta Shillera z 2000 roku. Jej trzecie wydanie ukazało się w 2015 roku — przyp. red.

4 Didier Sornette (ur. 1958) — szwajcarski fizyk i ekonomista związany z Politechniką Federalną w Zurychu. Specjalizuje się w tematyce baniek spekulacyjnych oraz ryzyka w przedsiębiorczości — przyp. red.

5 T. Burnham, J. Phelan, Mean Genes: From Sex to Money to Food: Taming Our Prial Instincts, Perseus Publishing 2000.

6 Malcolm Gladwell (ur. 1963) — kanadyjskiego pochodzenia publicysta, związany z magazynem „New Yorker” i autor książek ekonomicznych, rozchodzących się na świecie w milionowych nakładach. Za kultową uważana jest Tipping Point — wydana w Polsce w 2009 roku pod tytułem Punkt przełomowy. O małych przyczynach wielkich zmian nakładem wydawnictwa Znak — przyp. red.

7 Chodzi o Instytut Nauk Matematycznych im. Richarda Couranta Uniwersytetu Nowojorskiego — przyp. red.

8 Należący do Nassima Taleba fundusz inwestycyjny — przyp. red.

STRESZCZENIA ROZDZIAŁÓW

Rozdział 1 – SKORO JESTEŚ TAKI BOGATY, DLACZEGO NIE JESTEŚ MĄDRY?

Ilustracja wpływu losowości na kolejność dziobania oraz zazdrość na przykładzie dwóch osób o przeciwnych postawach. O rzadkich zdarzeniach, które czają się w ukryciu. O tym, jak w dzisiejszym świecie sprawy mogą zmieniać swój bieg, z wyjątkiem może stomatologii.

Rozdział 2 – DZIWNA METODA OBLICZANIA BOGACTWA

O historiach alternatywnych, probabilistycznym postrzeganiu świata, oszustwie intelektualnym i wiedzy o losowości pewnego Francuza o ustalonych nawykach kąpielowych. O tym, jak szkoli się dziennikarzy, żeby nie rozumieli przypadkowych serii zdarzeń. Strzeż się wiedzy zapożyczonej: o tym, że niemal wszystkie wielkie idee dotyczące wyników losowych są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. O różnicy między poprawnością a zrozumiałością.

Rozdział 3 – MATEMATYCZNE ROZWAŻANIA O HISTORII

O symulacji metody Monte Carlo jako metaforze rozumienia sekwencji przypadkowych zdarzeń historycznych. O losowości i sztucznej historii. Wiek niemal zawsze oznacza piękno, a wszystko, co nowe i młode, jest na ogół toksyczne. Wyślijcie profesora historii na kurs wprowadzający z teorii próbkowania.

Rozdział 4 – LOSOWOŚĆ, NONSENS I INTELIGENT AKADEMICKI

O rozwinięciu generatora Monte Carlo w celu tworzenia sztucznych myśli i porównywania wyników z rygorystycznymi, nielosowymi konstruktami. Wojny naukowe w świecie biznesu. Dlaczego esteta we mnie uwielbia być zwodzony przez los.

Rozdział 5 – PRZETRWANIE NAJGORZEJ PRZYSTOSOWANYCH — CZY LOSOWOŚĆ MOŻE OSZUKAĆ EWOLUCJĘ?

Studium dwóch rzadkich przypadków. O zdarzeniach rzadkich i o ewolucji. O błędnym rozumieniu darwinizmu i ewolucji wśród niebiologów. Życie nie jest ciągłe. Jak losowość może oszukać ewolucję? Prolegomena do problemu indukcji.

Rozdział 6 – SKOŚNOŚĆ I ASYMETRIA

Wprowadzenie pojęcia skośności: dlaczego określenia „byk” i „niedźwiedź” mają ograniczone zastosowanie poza dziedziną zoologii. Psotne dziecko niszczy strukturę losowości. Wprowadzenie do problemu niejasności epistemicznej. Przedostatni krok w stronę problemu indukcji.

Rozdział 7 – PROBLEM INDUKCJI

O ubarwieniu łabędzi. Ostrzeżenie Solona na gruncie filozoficznym. Jak Victor Niederhoffer nauczył mnie empiryzmu; dedukcję dodałem sam. Dlaczego poważne traktowanie nauki jest nienaukowe. Soros promuje Poppera. Księgarnia na rogu Osiemnastej Ulicy i Piątej Alei. Zakład Pascala.

Rozdział 8 – ZBYT WIELU MILIONERÓW W SĄSIEDZTWIE

Trzy przykłady błędu selekcji danych. Dlaczego przy Park Avenue nie powinno mieszkać zbyt wiele osób. Milioner z sąsiedztwa chodzi w łachmanach. Inwazja ekspertów.

Rozdział 9 – ŁATWIEJ KUPOWAĆ I SPRZEDAWAĆ, NIŻ USMAŻYĆ JAJKO

Kilka technicznych rozciągnięć błędu selekcji danych. O rozkładzie statystycznym „zbiegów okoliczności” w życiu. Lepiej być szczęściarzem niż osobą kompetentną (ale mogą was na tym przyłapać). Paradoks daty urodzenia. Jeszcze więcej szarlatanów (i dziennikarzy). Rzetelny badacz jest w stanie wyczytać z danych praktycznie wszystko. O nieszczekających psach.

Rozdział 10 – PRZEGRANY BIERZE WSZYSTKO — O NIELINIOWOŚCI ŻYCIA

Nieliniowa złośliwość życia. Przeprowadzka do Bel Air i wstąpienie do grona obrzydliwie sławnych i bogatych. Dlaczego Bill Gates pewnie nie jest najlepszy w swojej branży (ale nie mówcie mu o tym). Pozbawianie osła karmy.

Rozdział 11 – LOSOWOŚĆ A LUDZKI UMYSŁ: JESTEŚMY ŚLEPI NA PRAWDOPODOBIEŃSTWO

O trudnościach w postrzeganiu własnego urlopu jako kombinacji liniowej Paryża i Bahamów. Nero Tulip może już nigdy nie pojechać na narty w Alpy. Nie zadawajcie zbyt wielu pytań biurokratom. Mózg „made in Brooklyn”. Potrzeba nam Napoleona. Naukowcy składający pokłon królowi Szwecji. Jeszcze więcej o skażeniu dziennikarstwa. Dlaczego możesz być już martwy.

Rozdział 12 – TIKI HAZARDZISTÓW I GOŁĘBIE W KLATCE

O rytuałach hazardzistów tłoczących się w moim życiu. Dlaczego kiepska angielszczyzna taksówkarza pomaga zarabiać pieniądze. O tym, że jestem największym głupcem ze wszystkich, chociaż sam nie zdaję sobie z tego sprawy. Jak sobie poradzić z genetycznym nieprzystosowaniem? Żadnych bombonierek w moim biurku.

Rozdział 13 – KARNEADES PRZYBYWA DO RZYMU: O PRAWDOPODOBIEŃSTWIE I SCEPTYCYZMIE

Katon Starszy każe Karneadesowi pakować manatki. Pan de Norpois zapomina o swoich dawnych opiniach. Strzeżcie się naukowca. Z ideami aż po grób. Jak Robert Merton (znowu ten sam) pomógł autorowi się wypromować. Nauka rozwija się od pogrzebu do pogrzebu.

Rozdział 14 – BACHUS OPUSZCZA ANTONIUSZA

Śmierć Montherlanta. Stoicyzm nie polega na ukrywaniu emocji, lecz na iluzji zwycięstwa człowieka nad losowością. Tak łatwo być bohaterem. Losowość a osobista elegancja.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PROLOG

Meczety w chmurach

Niniejsza książka dotyczy szczęśliwego przypadku ucharakteryzowanego na swoje przeciwieństwo (którym są umiejętności) i tak postrzeganego, a bardziej ogólnie — losowości ucharakteryzowanej na nielosowość (czyli determinizm) i tak odbieranej przez ludzi. Działanie szczęśliwego przypadku objawia się w postaci głupca, który ma szczęście definiowanego jako osoba, która osiągnęła znaczne korzyści dzięki niezwykle pozytywnemu zbiegowi okoliczności, lecz przypisuje swój sukces jakiejś innej — zwykle bardzo precyzyjnie określonej — przyczynie. Takie mydlenie oczu zdarza się w zupełnie nieoczekiwanych dziedzinach, nawet w nauce, choć najbardziej widoczne i oczywiste jest w biznesie. Bardzo rozpowszechnione jest w polityce: można je usłyszeć w słowach prezydenta mówiącego o stworzonych przez niego miejscach pracy, zapoczątkowanym przez niego ożywieniu gospodarczym albo inflacji rozdmuchanej przez jego poprzednika.

Wciąż nie oddaliliśmy się zbytnio od naszych przodków szwendających się po sawannie. Nasze poglądy nawet dzisiaj (a może zwłaszcza dzisiaj) kształtują się w dużej mierze pod wpływem przesądów. Podobnie jak członek prehistorycznego plemienia, który zauważył, że chwilę po tym, jak podrapał się po nosie, zaczął padać deszcz, i na tej podstawie obmyślił skomplikowaną metodę przywoływania deszczu za pomocą drapania się po nosie, warunkujemy stan gospodarki obniżkami stóp procentowych dokonywanymi przez Zarząd Rezerwy Federalnej1 albo sukces firmy wyznaczeniem nowego dyrektora generalnego. Księgarnie są pełne biografii kobiet i mężczyzn, którzy odnieśli sukces i podają szczegółowe wyjaśnienia, w jaki sposób dotarli na szczyt (aby osłabić ewentualne wnioski wynikające z ich zwierzeń, używamy sformułowania „we właściwym miejscu i czasie”). Zjawisko mydlenia oczu dotyka ludzi wszelkiego autoramentu: profesor literatury przypisuje głębokie znaczenie przypadkowym układom słów, a ekonomista z dumą wskazuje na „regularności” i „anomalie” w zbiorach zupełnie przypadkowych danych.

Ryzykując uznanie mnie za człowieka pełnego uprzedzeń, muszę powiedzieć, że umysł literata może być szczególnie podatny na mylenie szumu ze znaczeniem, to znaczy przypadkowego ciągu słów z precyzyjnie skonstruowanym komunikatem. Nie powoduje to jednak większych szkód: tylko nieliczni mogą twierdzić, że sztuka jest narzędziem odkrywania Prawdy — raczej służy uciekaniu od niej albo czynieniu jej bardziej znośną. Symbolizm jest dzieckiem niezdolności do zaakceptowania losowości i niechęci do niej. Nadajemy znaczenie różnym kształtom i dostrzegamy sylwetki ludzkie w plamach atramentu. Widziałem meczety w chmurach — ogłosił Arthur Rimbaud, dziewiętnastowieczny francuski poeta symboliczny. Ta wizja zaprowadziła go do „poetyckiej” Abisynii (w Afryce Wschodniej), gdzie został brutalnie potraktowany przez chrześcijańskiego handlarza niewolników z Libanu, zaraził się syfilisem i stracił nogę w wyniku gangreny. W wieku 19 lat zniesmaczony zarzucił poezję, a niecałe 20 lat później zmarł samotnie w szpitalu w Marsylii. Było już jednak za późno. Europejscy intelektualiści zdążyli wyrobić sobie nieodwracalne upodobanie do symbolizmu — wszyscy do dzisiaj za to płacimy, oddając się psychoanalizie i innym dziwactwom.

Niestety, niektórzy ludzie traktują tę zabawę zbyt poważnie; płaci się im za zbyt wnikliwe czytanie różnych rzeczy. Przez całe życie toczyła się we mnie walka między umiłowaniem literatury i poezji a głęboką niechęcią do większości nauczycieli literatury i tzw. krytyków. Francuski myśliciel i poeta Paul Valéry ze zdumieniem wysłuchał pewnego razu interpretacji swoich wierszy, w której przypisano im znaczenia, jakich chciał uniknąć (oczywiście wytłumaczono mu, że były dziełem jego podświadomości).

Mówiąc bardziej ogólnie, nie doceniamy udziału losowości we wszystkim, co się dzieje wokół nas. Być może powyższe spostrzeżenie nie zasługiwałoby na osobną książkę, gdyby nie to, że największym z głupców często okazuje się tak zwany specjalista. To niepokojące, ale nauka dopiero niedawno zyskała zdolność radzenia sobie z losowością (tempo wzrostu ilości dostępnych informacji ustępuje tylko szybkości ekspansji szumu). Teoria prawdopodobieństwa jest młodą dziedziną matematyki, a probabilistyka stosowana praktycznie nie istnieje jako dyscyplina naukowa. Co więcej, wydaje się, że mamy dowody potwierdzające, iż to, co nazywamy odwagą, bierze się z niedoszacowania udziału losowości w zachodzących wokół zdarzeniach, a nie z bardziej szlachetnej i opartej na mocnych przekonaniach zdolności wychodzenia przed szereg. Z mojego doświadczenia (oraz z literatury naukowej) wynika, że ekonomiczni „ryzykanci” są raczej ofiarami złudzeń będących źródłem nadmiernego optymizmu i przesadnej wiary w niedoszacowane, potencjalnie negatywne wyniki, niż ich pogromcami. „Podejmowanie ryzyka” w ich przypadku okazuje się często mimowolnym aktem głupoty.

Przyjrzyjmy się lewej i prawej kolumnie tabeli P.1 na stronie 45. Najlepszym podsumowaniem tez zawartych w niniejszej książce jest stwierdzenie, że poświęcona jest ona sytuacjom (często tragikomicznym) polegającym na tym, iż elementy zawarte w lewej kolumnie [tabeli] są przez pomyłkę brane za te z prawej kolumny. Poszczególne części tabeli odnoszą się do głównych obszarów rozważań zawartych w książce.

Czytelnicy mogą się zastanawiać, czy na uwagę zasługuje także sytuacja przeciwna, czyli taka, w której nielosowość jest błędnie uważana za losowość. Czy nie powinna nas niepokoić możliwość ignorowania pewnych schematów i komunikatów? Mam na to dwie odpowiedzi… Po pierwsze, nie obawiam się tego, że jakieś schematy mogą pozostać nieodkryte. Odczytywaliśmy długie i skomplikowane przesłania z chyba wszystkich przejawów natury charakteryzujących się jakąkolwiek niejednoznacznością (takich jak linie na dłoni człowieka czy ułożenie fusów kawy na dnie filiżanki). Uzbrojeni w superkomputery i skomplikowane układy procesorów oraz podpierający się teoriami złożoności i „chaosu” naukowcy, półnaukowcy i pseudonaukowcy są gotowi wszędzie szukać wróżb i znaków. Po drugie, musimy brać pod uwagę koszty popełniania błędów; według mnie błędne uważanie prawej kolumny za lewą jest mniej kosztowne niż pomyłka w drugą stronę. Nawet obiegowa opinia głosi, że zła informacja jest gorsza od braku jakiejkolwiek informacji.

Tabela P.1. Lista pomyłek, Najważniejsze rozróżnienia zawarte w książce

Ogólne

Szczęśliwy przypadek

Umiejętności

Losowość

Determinizm

Prawdopodobieństwo

Pewność

Wiara, przypuszczenie

Wiedza, przeświadczenie

Teoria

Rzeczywistość

Anegdota, zbieg okoliczności

Przyczynowość, prawo

Prognoza

Przepowiednia

Zachowania rynku

Głupiec, który ma szczęście

Utalentowany inwestor

Błąd selekcji danych

Wzrost powyżej rynku

Finanse

Zmienność

Rentowność

Zmienna stochastyczna

Zmienna deterministyczna

Fizyka i inżynieria

Szum

Sygnał

Krytyka literacka

Brak (krytycy literaccy najwyraźniej nie potrafią nazwać rzeczy, których nie rozumieją)

Symbol

Filozofia nauki

Prawdopodobieństwo epistemologiczne

Prawdopodobieństwo fizyczne

Indukcja

Dedukcja

Propozycja syntetyczna

Propozycja analityczna

Filozofia ogólna

Przygodne

Pewne

Przygodne

Konieczne (w rozumieniu Kripkego)

Przygodne

Prawdziwe (we wszystkich możliwych światach)

Choć te zagadnienia są bardzo interesujące, omawianie ich wszystkich byłoby wielkim wyzwaniem. W jednym ze światów nawyk brania wpływu szczęśliwego przypadku za efekt umiejętności jest jednak szczególnie rozpowszechniony i rzucający się w oczy: chodzi o rynek. Szczęście lub pech sprawiły, że funkcjonowałem w nim przez większość dorosłego życia. To środowisko, które znam najlepiej. Ponadto otoczenie ekonomiczne jest najlepszym (i najzabawniejszym) laboratorium pozwalającym zrozumieć te różnice. Jest to bowiem obszar ludzkiej aktywności cechujący się największym zamieszaniem i największą zdradliwością wyników. Na przykład często odnosimy mylne wrażenie, że dana strategia jest doskonała, przedsiębiorca jest człowiekiem obdarzonym „wizją” albo trader jest utalentowany, by poniewczasie się przekonać, że 99,9 proc. ich wyników można przypisać szczęśliwemu przypadkowi i tylko jemu. Poproście osiągającego wysokie zyski inwestora o wyjaśnienie przyczyn jego sukcesu, a na pewno przedstawi wam jakąś skomplikowaną i przekonującą interpretację wyników. Często robią tak w sposób celowy. Zasługuje to na miano szarlatanerii.

Gdybym miał wskazać jedną przyczynę, dla której myli się strony tabeli, stawiałbym na nasz brak lub nieumiejętność krytycznego myślenia — lubujemy się w przedstawianiu domysłów jako prawdy. To leży w naszej naturze. Ludzki umysł nie jest wyposażony w maszynerię odpowiednią do zajmowania się prawdopodobieństwem; ta słabość dotyka nawet ekspertów, a czasem zwłaszcza ich.

Bohater dziewiętnastowiecznych rysunków satyrycznych, brzuchaty burżuj Monsieur Prudhomme, nosił przy sobie wielki miecz, który miał dla niego podwójne zastosowanie: po pierwsze, miał pomagać mu bronić Republiki przed wrogami, a po drugie, pomagać atakować ją, gdyby zechciała zmienić kurs. Ta książka również ma podwójny cel: obronę nauki (będącej promieniem światła we mgle losowości) oraz nękanie naukowców zbaczających z właściwej drogi (większość katastrof bierze się z tego, że naukowcy nie rozumieją zbyt dobrze błędu standardowego albo nie mają pojęcia o myśleniu krytycznym, a także dowiedli, iż nie potrafią poradzić sobie z prawdopodobieństwem w naukach społecznych i nie chcą się pogodzić z tym faktem). Jako praktyk niepewności widziałem zbyt wielu szarlatanów przebranych za naukowców, zwłaszcza za ekonomistów. Najbardziej żałosne ofiary oszustw losowości można znaleźć właśnie w tym gronie.

Jesteśmy pełni nieodłącznych wad — przynajmniej w tym zakresie — ale to zła wiadomość tylko dla utopistów wierzących w wyidealizowaną wizję ludzkości. Wyobrażenia człowieka w dzisiejszym myśleniu są bardzo spolaryzowane, z niewielką gamą odcieni między nimi. Z jednej strony mamy wykładowcę literatury z lokalnej uczelni, cioteczną babkę Irmę, która nigdy nie wyszła za mąż i sypie kazaniami jak z rękawa, oraz autora poradników o tym, jak osiągnąć szczęście w dwudziestu krokach i stać się lepszym człowiekiem w tydzień. To wizja utopijna, kojarzona z takimi myślicielami, jak: Rousseau, Godwin, Condorcet, Thomas Paine, przedstawiciele konwencjonalnej ekonomii normatywnej (w rodzaju tych, którzy każą nam dokonywać racjonalnych wyborów, ponieważ to podobno jest dla nas dobre) i inni. Ci ludzie wierzą w rozum i racjonalność — w to, że powinniśmy przezwyciężać ograniczenia kulturowe na drodze do udoskonalenia rasy ludzkiej — i myślą, że możemy kontrolować naszą naturę oraz przekształcać ją za pomocą nakazów w celu osiągnięcia (między innymi) szczęścia i racjonalności. W zasadzie do tej kategorii zaliczają się także ci, którzy uważają, że lekarstwem na otyłość jest informowanie ludzi, że powinni żyć zdrowo.

Z drugiej strony mamy tragiczną wizję ludzkości, której wyznawcy wierzą w istnienie wrodzonych ograniczeń i błędów ludzkiego myślenia i działania oraz domagają się uznania tego faktu za punkt wyjścia do wszelkich działań indywidualnych i zbiorowych. Do tej kategorii ludzi należą Karl Popper (falsyfikacjonizm i brak zaufania do „odpowiedzi” o charakterze intelektualnym, zwłaszcza udzielanych przez osoby przekonane o tym, że wiedzą coś z absolutną pewnością), Friedrich von Hayek i Milton Friedman (podejrzliwość w stosunku do rządów), Adam Smith (intencje człowieka), Herbert Simon (ograniczenia racjonalności), Amos Tversky i Daniel Kahneman (heurystyka i błędy myślowe), spekulant giełdowy George Soros i inni. Najbardziej niedocenianym jest źle rozumiany filozof Charles Sanders Peirce2, który urodził się o sto lat za wcześnie (to on ukuł termin „omylność nauki”, będący przeciwieństwem „nieomylności papieża”). Nie trzeba chyba dodawać, że koncepcje opisane w niniejszej książce odpowiadają zdecydowanie tej drugiej wizji: mamy wiele wad, ale nie trzeba zadawać sobie trudu, żeby je korygować. Jesteśmy tak ułomni i niedopasowani do naszego środowiska, że możemy po prostu obchodzić własne wady szerokim łukiem. Jestem o tym przekonany, gdyż przez prawie całe moje dorosłe życie i przez cały okres pracy zawodowej toczyła się we mnie zażarta walka między umysłem (niepoddającym się oszustwom losowości) a emocjami (całkowicie zmanipulowanymi przez oszustwa losowości), a jedynym sukcesem, który udało mi się odnieść w tej walce, było obchodzenie emocji, a nie ich racjonalizowanie. Być może wcale nie jesteśmy w trakcie procesu wyzbywania się człowieczeństwa; potrzebujemy przebiegłych sztuczek, a nie głębokiego moralizowania. Jako empirysta (a ściślej mówiąc sceptyczny empirysta) najbardziej na świecie gardzę moralistami i wciąż się zastanawiam, dlaczego ślepo wierzą w nieskuteczne metody. Dawanie innym rad opiera się na założeniu, że to nasz aparat kognitywny (a nie maszyneria emocjonalna) w dużym stopniu kontroluje nasze działania. Przekonamy się, że współczesna behawiorystyka dowodzi nieprawdziwości tego założenia.

Mój kolega Bob Jaeger (który w przeciwieństwie do mnie z filozofa stał się traderem) jeszcze dobitniej wyraża tę dwoistość: są ludzie, którzy myślą, że istnieją łatwe i jednoznaczne odpowiedzi, oraz tacy, według których żadne uproszczenia nie są możliwe bez poważnego zniekształcenia rzeczywistości (Bob uwielbia Wittgensteina, za to nienawidzi Kartezjusza). Jestem oczarowany tym rozróżnieniem, ponieważ uważam, że główne źródło problemu oszustw losowości, czyli fałszywa wiara w determinizm, także wiąże się z redukcją wielowymiarowości zjawisk.

Uproszczenie jest niebezpieczne w takim stopniu, w jakim wierzymy w hasło „nie komplikuj, głuptasie”.

Nie znoszę książek, których zawartość można odgadnąć ze spisu treści (niewiele osób czyta podręczniki dla przyjemności), ale mała podpowiedź dotycząca tego, co nas czeka, wydaje się jak najbardziej na miejscu. Niniejsza książka składa się z trzech części. Pierwsza dotyczy ostrzeżenia Solona, jako że jego przemowa poświęcona rzadkim zdarzeniom stała się moim życiowym mottem. Jest wypełniona rozważaniami na temat dostrzegalnych i niedostrzegalnych historii oraz nieuchwytności rzadkich zdarzeń (Czarnych Łabędzi). W drugiej omówię szereg błędów myślenia, z którymi się spotkałem (i sam je popełniałem) w czasie mojej kariery w świecie losowości i które nadal mnie zwodzą. Trzecia część stanowi ilustrację moich osobistych zmagań z biologią i zamyka książkę serią podpowiedzi praktycznych (wosk w moich uszach) i filozoficznych (stoicyzm). Przed nastaniem „oświecenia” i epoki racjonalności w naszej kulturze istniało wiele sztuczek, za pomocą których radziliśmy sobie z własną omylnością i kaprysami losu. Starsi ludzie mogą nam pomóc, zdradzając swoje fortele.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1 System Rezerwy Federalnej to amerykański bank centralny — przyp. red.

2 Charles Sanders Peirce (ur. 1839 — zm. 1914), amerykański filozof, autor koncepcji pragmatyzmu i jeden z twórców semiologii. W swych badaniach łączył dorobek wielu dziedzin — filozofii, fizyki, matematyki, psychologii itd. Usunięty z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa — przyp. red.