Znam wszystkie twoje tajemnice - Krystyna Mirek - ebook + audiobook + książka

Znam wszystkie twoje tajemnice ebook i audiobook

Krystyna Mirek

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Michał wraca do rodzinnego miasteczka tylko na chwilę – sprzedać dom po zmarłej mamie i raz na zawsze zamknąć bolesną przeszłość. Lena staje przed nim w kawiarni i mówi: "Znam wszystkie twoje tajemnice". Tak zaczyna się historia o miłości, która przyszła w najbardziej nieodpowiednim... a może właśnie jedynym możliwym momencie? Michał od lat żyje z poczuciem winy po tragedii sprzed lat. Lena także niesie własne rany i wie, jak łatwo pomylić miłość z lękiem. Kiedy kolejne listy od zmarłej matki prowadzą ich przez sekrety, kłamstwa i dawno pogrzebaną prawdę. Oboje muszą zmierzyć się z tym, co naprawdę wydarzyło się przed laty. To poruszająca, pełna emocji opowieść o winie, przebaczeniu, kobiecych tajemnicach i uczuciu, które rodzi się tam, gdzie wszystko miało się już skończyć. Dla czytelniczek, które kochają historie chwytające za serce i zostające w nim na długo. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 238

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 54 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Agnieszka Postrzygacz

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Krystyna Mirek, 2026

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: Maciej Szymanowicz

Okładka zawiera elementy wygenerowane przy użyciu AI

Redakcja: Katarzyna Wojtas

Korekta: Anna Jeziorska, Jarosław Lipski

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

PR & marketing: Sławomir Wierzbicki

ISBN: 978-83-8441-871-0

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

ROZDZIAŁ 1

Michał Gajda jechał do rodzinnego miasta ze ściśniętym sercem. Oczywiście nikt, kto na niego patrzył, nie domyśliłby się, jak silne targają nim emocje. Zatrzymał się na stacji benzynowej i stanął w kolejce, a jakaś kobieta uśmiechnęła się do niego.

Wyglądał na zadbanego, przystojnego i przede wszystkim bardzo spokojnego człowieka, który zwraca się do innych z uprzejmością, ma ciepły uśmiech i wiele życzliwości wobec świata. I było w tym sporo prawdy.

Ale tego, co najważniejsze, co decydowało o jego życiu, nie było widać ani trochę. Dlatego stojąca za nim kobieta nigdy by się nie domyśliła, co sprawiło, że nie odwzajemnił jej miłego gestu. Mimo że od lat miał status singla, źle znosił samotność, a ona była bardzo ładna i wydawała się fajną osobą.

Zapłacił i wyszedł, nie oglądając się za siebie. Jechał w ciszy, nawet radia nie włączył. Chciał to już mieć za sobą, jak najszybciej, a zwłaszcza nie spotkać nikogo znajomego.

Gdyby dało się prowadzić samochód z zamkniętymi oczami, pewnie by to zrobił. Sam nie mógł uwierzyć, że jeszcze wczoraj wieczorem pomyślał, że to głupota przesiadać się cztery razy w drodze z Poznania do Kalinówki. Lepiej wziąć auto.

Początkowo pomysł wydawał się dobry. Aż do teraz. Zbliżał się właśnie do miasta. Z jedynej prowadzącej do centrum drogi widać było rzekę. Błyszczącą w słońcu, przewalającą niestrudzenie wielkie ilości wody, mętną jak wtedy przed laty, gdy był jeszcze nastolatkiem, który wierzy w miłość.

Wzdrygnął się. Mama mówiła: „Zapomnij, to było dawno temu”, psycholog chwalił się, że jego metody przyniosły skutek i sprawa jest zamknięta, a tymczasem wystarczył jeden rzut oka na rzekę, by wszystko wróciło.

Nie pomagało odwracanie głowy. I tak wiedział, że ona tam jest. Szeroka, niebezpieczna, straszna. Na myśl o młodziutkiej, drobnej dziewczynie w samym środku tych przepastnych wodnych odmętów poczuł tamto przenikające przerażenie sprzed lat.

Żałował, że umówił się na spotkanie osobiście. Dom można też przecież sprzedać przez pełnomocnika. Głupi był, że chciał sam pozamykać swoje sprawy. Ale nawet w niewielkiej części się nie spodziewał, co go za chwilę spotka.

Najbardziej nie chciał się zobaczyć z nikim znajomym. Za wszelką cenę uniknąć rozmów, pytań: „Co słychać?”, „Jak żyjesz?”.

A przede wszystkim nie doświadczyć po raz kolejny ocen. Ludzie bardzo lubią wydawać opinie, tego nauczył się wcześnie. Wiedzą lepiej, co się stało, co dany człowiek czuje, kto ponosi odpowiedzialność za czyjeś cierpienie. I najważniejsze, kto jest winny.

W jego przypadku uznano, że on. Każdego dnia słyszał ten oskarżający głos wielu osób, które zgodnie uważały tak samo. Jest winny.

Serce złamano mu trzy razy. Przez niesłuszne oskarżenie, utratę miłości życia i wyrok, jaki na niego wydano.

Wydawałoby się, że czegoś takiego nie da się przeżyć. A jednak Michał budził się każdego kolejnego dnia i otwierał oczy. Ciągnął swój los krok po kroku, jak umiał najlepiej. Nie wiedział, za co został tak ukarany. Nic złego nie zrobił. Nie potrafił znaleźć tej strasznej przewiny, o którą go oskarżano.

Ale dla świata nie miało to znaczenia. I tak musiał ponosić konsekwencje.

* * *

Tego dnia plan był prosty.

Przyjechać do rodzinnego miasteczka. Podpisać u notariusza dokumenty dotyczące sprzedaży domu rodzinnego. Odebrać potwierdzenie. Wypić porządną kawę w ulubionej kawiarni, jedynym miejscu w Kalinówce, do którego miał słabość. Wsiąść do samochodu. Wyjechać. Nie oglądać się za siebie.

Naprawdę nie był to plan przesadnie ambitny, właśnie dlatego Michał spodziewał się, że wszystko pójdzie gładko. Bez zbędnych emocji, improwizacji czy spotkań z duchami przeszłości.

Starał się w ogóle nie myśleć o Zosi. Jechał do notariusza innymi ulicami niż te, którymi chodził z nią, omijał miejsca, gdzie razem bywali, a szczególnie unikał okolic rzeki. Nawet mu się to udało. Był skupiony na dokumentach i zadaniu, jakie go czekało.

I wszystko szło całkiem dobrze. Załatwił potrzebne sprawy, podpisał wszystko, co dotyczyło sprzedaży, pożegnał się krótko z notariuszem i nowymi nabywcami jego domu rodzinnego. Jeszcze miesiąc i nieruchomość przejdzie w nowe ręce.

Po wszystkim zamierzał zająć się zakończeniem porządków i przygotowaniem budynku do przekazania. Wpadł jeszcze tylko na tę jedyną w swoim rodzaju kawę do starego lokalu przy rynku. Nie wspominał dobrze rodzinnego miasta, ale takiego espresso nie dało się kupić nigdzie. Nawet we Włoszech.

Skusił się więc, choć wiedział, że ryzykuje. Ale ta chwila wytchnienia była mu bardzo potrzebna. Po mieście też miał ochotę chodzić z zamkniętymi oczami, a mimo iż omijał znajome miejsca, i tak wspomnienia napływały z każdej strony. Ciągle rozglądał się na boki, czy ktoś go nie rozpoznaje, nie ocenia. Stary odruch, którego nie umiał się pozbyć. Czuł się mocno wyczerpany.

Ale kawa pomogła. Wciąż była taka sama. Mocna, czarna, pachnąca. Poczuł ulgę. Została mu już tylko resztka. Z zadowoleniem planował drogę powrotną, ciesząc się, że wszystko poszło dobrze i bez niespodzianek, gdy do jego stolika podeszła młoda kobieta, po czym z miną osoby wyjątkowo dobrze poinformowanej oznajmiła:

– Znam wszystkie twoje tajemnice.

Michał, który właśnie brał łyk espresso, omal nie zakrztusił się tak widowiskowo, że przeszedłby do lokalnej historii kawiarni, w której i tak, niestety, jak na jego potrzeby był za dobrze znany. Kaszel udało mu się opanować, ale to nie zmieniło sytuacji. Nie miał pojęcia, jak zareagować.

Odstawił filiżankę na spodek z większą siłą, niż planował, po czym spojrzał na dziewczynę, która śmiało usiadła na krześle po drugiej stronie.

Była wysoka, szczupła i zdecydowanie zbyt spokojna jak na osobę, która właśnie zafundowała komuś mikrozawał. Uśmiechała się nawet, co mocno kontrastowało z powagą wypowiedzianych przed chwilą słów.

Oczy jej błyszczały. Nie wiedział, czy z powodu satysfakcji, że ma nad nim przewagę, przekory, czy może jeszcze czegoś zupełnie innego.

Po prostu odsunęła krzesło i usiadła, jakby to było oczywiste, że się dzisiaj spotkają.

– Znam wszystkie twoje tajemnice – powtórzyła, jakby się bała, że pierwszy komunikat do niego nie dotarł.

Michał poczuł, że robi mu się zimno, zamrugał.

– Przepraszam bardzo – powiedział, odzyskując głos. – Czy my byliśmy umówieni?

Miał całkowitą pewność, że widzi ją pierwszy raz w życiu.

– Nie osobiście – odparła. – Ale sporo o panu wiem, bardzo dużo – uściśliła. – I zlecono mi to spotkanie.

– To odważny początek znajomości. – Próbował zachować jasność umysłu i nie dać się sprowokować. Ale serce mocno mu łomotało.

Co to za tekst?! – oburzał się w duchu. – „Znam wszystkie twoje tajemnice!”. To powinno być karalne. Z daleka pachnie szantażem.

– Wiem, że to dość niekonwencjonalne. – Dziewczyna kiwnęła głową, jakby odczytywała jego myśli bez trudu. – Ale inaczej nie mogłam zacząć. Sprawa jest ważna.

Michał patrzył na nią przez chwilę. Kawiarnia wokół nich pachniała świeżo mieloną kawą, cynamonem i czymś maślanym, zapewne ciastem, które ktoś mniej zdyscyplinowany od niego właśnie sobie zamówił. I pewnie miał teraz fajnie. Właściwie każdy w tej kawiarni miał lepiej. W takiej dziwnej sytuacji nie był tutaj nikt.

Zakaszlał, ale to nic nie pomogło.

Tylko niepotrzebnie zwrócił na siebie uwagę. Za ladą pracowała rudowłosa kelnerka z miną osoby, która widziała już w życiu różne rzeczy, ale mimo to od czasu do czasu zerkała w ich stronę z rosnącym zainteresowaniem. Michał kojarzył ją z widzenia, kobieta miała na imię Jola. Przy oknie siedziały dwie licealistki, śmiejąc się tak głośno, jakby na świecie nie istniały kredyty, straty, pogrzeby ani akty notarialne. Ktoś w rogu pisał intensywnie na laptopie. Nad wszystkim wisiał stary zegar, który – Michał był gotów się założyć – nadal pokazywał godzinę z pięciominutowym opóźnieniem, tak jak wtedy, kiedy jeszcze przychodził tu z mamą na szarlotkę.

To nie był dobry moment na zdanie w rodzaju: „Znam wszystkie twoje tajemnice”. A jednak padło. I on nie mógł sobie pozwolić, by je zlekceważyć. Odporne na szantaż są wyłącznie osoby, które nie mają nic do ukrycia. On, niestety, do nich nie należał. Pajęcza sieć sekretów od lat oplatała go tak mocno, że teraz nie był w stanie nawet oszacować, który z nich ta dziewczyna może mieć na myśli.

– Dobrze – odezwał się w końcu. – Zwykle staram się nie zaczynać rozmów od najgorszego możliwego założenia, ale tym razem zrobię wyjątek. Czy to jest szantaż?

Dziewczyna uniosła brwi.

– Nie – powiedziała i uśmiechnęła się w taki sposób, że gdyby nie okoliczności, Michał pomyślałby, że z nim flirtuje.

Ale nie miał nastroju na głupoty. Był zdenerwowany i czuł się wyjątkowo niepewnie. Nie znosił tego uczucia, kiedy nie panował nad sytuacją.

– Próba wyłudzenia? – zgadywał dalej.

Właśnie sprzedał dom rodzinny. W takim małym mieście wiadomości szybko się rozchodzą, więc to mógł być trop. Komuś mogła podziałać na wyobraźnię suma, jaką otrzymał, choć nie była ona aż tak wielka. To tylko stary dom w małej miejscowości, daleko od centrów, które oferują atrakcyjną pracę i fajne życie.

– Też nie. – Dziewczyna pokręciła głową.

– Ukryta kamera? – wymieniał na oślep. – Jakieś internetowe wyzwanie? Nowy format randkowy dla singli po traumach?

Wiedział, jakie teraz ludzie potrafią robić głupoty dla zasięgów. Nagrywać różne rzeczy, wrzucać do internetu i czerpać z tego korzyści.

Mimo napięcia zobaczył, jak drgnęły jej usta. Przekrzywiła głowę. Wyglądała uroczo i choć nie był człowiekiem łatwo nawiązującym relacje, może nawet byłby skłonny ją polubić. Tylko jak, skoro stawiała go w takiej niezręcznej sytuacji?

– Nie – zaprzeczyła naraz wszystkim jego przypuszczeniom. – Chociaż to brzmi całkiem dochodowo, niezłe ma pan pomysły.

– Dziękuję. W stresie zdarzają mi się przebłyski. – Westchnął głęboko i zaplótł dłonie.

Spieszył się. Odebrał już akt notarialny i chciał wracać. Teraz żałował, że zrobił ten bezsensowny przystanek na kawę. Gdyby od razu wsiadł do auta, byłby już daleko. Nie musiałby prowadzić tej irracjonalnej rozmowy.

Nie wiedział, co z nim jest nie tak, że nawet jeśli popełnił najmniejszy błąd, choćby całkiem nieświadomy lub pozornie niewinny, jak wypicie kawy w rodzinnym mieście, natychmiast spotykała go za to kara. I to nieproporcjonalnie wysoka.

Czego chciała ta dziewczyna? Czy była jakąś znajomą Zosi? Jej rodziców? Ktoś ją nasłał?

– Widzę, że się pan niepokoi. Pewnie nie bez przyczyny – dodała nieznajoma z tą samą przekorą, co chwilę wcześniej.

Miała łagodny, ciepły głos, a mimo to Michał coraz bardziej się bał. Nie dał jednak tego po sobie poznać.

Odchrząknął i odsunął od siebie filiżankę. Musiał działać bardziej zdecydowanie.

– To może skończę z przypuszczeniami i przejdziemy do konkretów. Kim pani jest? – zapytał wprost.

– Lena Wierzbicka – przedstawiła się i wyciągnęła dłoń, którą odruchowo uścisnął, zauważając, że jest bardzo przyjemna w dotyku.

Trudność całej tej sytuacji, jej niezręczność połączona z faktem, że Michał naprawdę się spieszył, przy jednoczesnym uroku, jakim emanowała ta dziewczyna, tworzyły w jego głowie koktajl, z którym nie umiał sobie poradzić.

– Michał Gajda – rzucił, nie mając pojęcia, jakie procedury obowiązują w tak nietypowej sytuacji.

– Wiem. – Uśmiechnęła się.

– Oczywiście, że wiesz, przecież znasz wszystkie moje tajemnice – odparł natychmiast.

To powinno zabrzmieć sucho, może nawet niegrzecznie, ale w jego głosie więcej było zmęczenia niż irytacji. Za długi dzień. Za dużo spraw zamkniętych tylko na papierze. Niewiele już sił na niespodzianki.

Lena położyła dłonie na blacie stolika. Miała długie palce, ale za to krótkie paznokcie bez lakieru. Wyglądała jak ktoś praktyczny. Taki, który umie wymienić suwak w poduszce, znaleźć plaster w cudzej kuchni i nie panikuje, kiedy coś naprawdę idzie źle.

– Opiekowałam się twoją mamą – powiedziała.

Michał przez moment nie zrozumiał. Słowa dotarły do niego z lekkim opóźnieniem.

– Moją mamą? – powtórzył.

– Tak.

Wszystko w nim nagle stężało.

Wróciło to znajome uczucie, którego nie znosił najbardziej: jakby ktoś bez pytania otworzył drzwi do pokoju, który on zdecydował się trzymać zamknięty.

Mama zmarła trzy miesiące temu. Chorowała długo, choć uparcie dyskredytowała każdą diagnozę, kolejny zły wynik czy słabość. Nawet kiedy mówiła o bólu, robiła to takim tonem, jakby opowiadała o niewygodnych butach, a nie o czymś, co dzień po dniu zabiera jej siły.

Michał przyjeżdżał do Kalinówki rzadziej, niż powinien. Wyrzuty sumienia gryzły go z tego powodu cały czas. Tłumaczył się, że to przecież daleko, a on dzwonił częściej niż kiedyś. Poza tym ciągle słyszał zapewnienia, że niczego nie trzeba, mama nie czuje się samotna.

Teraz zrozumiał dlaczego. To o tej dziewczynie opowiadała mu takim tonem, jakby wreszcie w jej życiu pojawiła się wymarzona córka, której narodziny do końca pozostały tylko w sferze marzeń. Cieszył się, że jest ktoś taki i dzięki temu on nie musi się zastanawiać, co zrobić.

Teraz to pozornie dobre rozwiązanie objawiło swoje drugie dno i przyklejoną do niego metkę z ceną za wygodę i możliwość ucieczki od odpowiedzialności.

Obca dziewczyna siedziała naprzeciwko niego i mówiła o jego matce, jakby należała do jej świata bardziej niż on. Czuła się z tym swobodnie, śmiało patrzyła mu w oczy. Wystraszył się, że mama naprawdę powiedziała za dużo.

– Rozumiem – zaczął ostrożnie. – Nie znałem twojego nazwiska, mama mówiła zwykle „ta miła dziewczyna” albo „terrorystka od leków” – dodał, próbując się uśmiechnąć. – Ale imię Lena rzeczywiście padło kilka razy. Teraz to sobie przypominam.

Był zły, że nie słuchał uważniej, kiedy mama opowiadała o swojej opiekunce. Teraz przydałaby się garść choćby podstawowych informacji. Zawsze się jednak blokował, bo miał wrażenie, że mama ciągle próbuje go swatać. Nie byłby to pierwszy raz i bardzo go to denerwowało.

Wiedziała, że Zosia była miłością jego życia. Nie ma na świecie drugiej takiej dziewczyny. Powtarzał jej to tysiące razy, a ona uporczywie walczyła, przekonywała, opowiadała jakieś niestworzone bzdury o jego związku. Nie znosił tego. Kilka razy nawet wstał i wyszedł w połowie wypowiadanego przez nią zdania. Nie mógł już zdzierżyć kolejnych jej teorii.

– Wiem, że tak mnie nazywała. – Lena się uśmiechnęła. Milczała chwilę, dając mu czas na uporanie się z własnymi myślami. – Pani Marta miała talent do nadawania ludziom przydomków, których nikt nie chciał, ale ostatecznie wszyscy je akceptowali.

– Czyli rzeczywiście całkiem dobrze ją znałaś – powiedział ciszej.

Zabolało go, że nie jest już jedynym człowiekiem, który był dla mamy tak bliski, choć przecież w ciągu swojego życia zrobił wiele, by zwiększyć dystans nie tylko do rodzinnego miasta, ale też jedynej rodziny, jaka mu pozostała.

– Bardzo się lubiłyśmy – przyznała Lena.

– I naprawdę uznałaś, że najlepszy sposób na rozpoczęcie rozmowy to: „Znam wszystkie twoje tajemnice”? – zapytał z niedowierzaniem, po czym zniecierpliwiony spojrzał na zegarek.

Miał dość. Zaczął się zastanawiać, czy dobrze robi, że w ogóle się przejmuje. Może to tylko jakaś głupota, a on przykłada do niej zbyt wielką wagę. Nikt nie znał jego tajemnic.

Tamto lato dawno stało się przeszłością. Jasny warkocz, ognisko tuż przy ścianie lasu, krzyk, mętna, gęsta woda, utopione w rzece zdjęcia. Mama znała tylko część prawdy. Nie miał się czego bać.

A jednak strach go nie opuszczał i rósł z każdą chwilą.

Lena na moment spuściła wzrok, po czym znów na niego spojrzała.

– To akurat był pomysł pani Marty, żeby ci to powiedzieć – wyjaśniła.

Michał oparł się o krzesło.

– Mojej mamy? – upewnił się, choć odpowiedź była przecież oczywista. Od tego wszystkiego kręciło mu się w głowie.

– Tak. Przygotowała mnie też, że najpierw pewnie się obruszysz, potem spróbujesz żartować, a dopiero na koniec słuchać – wyjaśniła Lena i znowu się uśmiechnęła.

– To już jest bezczelne – oburzył się, pokazując, że jednak mama bardzo dobrze go znała. To mu się nie spodobało.

Nikt nie lubi, kiedy się go analizuje, ale on tego nie znosił w szczególnym stopniu. Wolał być sam ze swoimi emocjami i od tamtego feralnego lata dawno temu świetnie mu się to udawało. Cieszył się, że panuje teraz moda na singli i nikogo już tak nie dziwi, że ktoś nie szuka związku. Żył po swojemu, a jeśli czasem było mu ciężko, to nikomu się do tego nie przyznawał. Nawet mamie. A może przede wszystkim jej.

– Bezczelne, czyli trafne? – zapytała śmiało Lena.

Spojrzał na nią z irytacją, ale tylko przez sekundę. Potem westchnął.

– Ja się naprawdę spieszę – powiedział.

Uznał, że i tak z nią nie wygra. Niech wreszcie powie, o co chodzi, i będzie po sprawie.

W tej samej chwili do stolika podeszła kelnerka.

– Czy podać coś jeszcze? – zwróciła się do Leny, wyraźnie próbując nie okazywać ciekawości.

Podsłuchiwała. Michał dobrze znał realia rodzinnej miejscowości.

– Poproszę czarną herbatę z cytryną – powiedziała dziewczyna, a on oparł się na krześle.

Właśnie do niego dotarło, że ta rozmowa nie skończy się szybko.

– A dla pana? – zapytała.

– To samo – odparł zrezygnowany.

Szybko podano zamówienie.

– Cytrynę wyjąć po chwili? – rzucił odruchowo Michał i dopiero po wypowiedzeniu tych słów zrozumiał, co zrobił.

Lena popatrzyła na niego, a potem jej twarz złagodniała.

– Zgadza się – odpowiedziała miękko. – Po dwóch minutach.

Oboje wiedzieli, że mama zawsze tak robiła.

Kelnerka odeszła.

Michał utkwił wzrok w stoliku. Drewno miało drobne rysy. Ktoś wydrapał na brzegu serce, a potem chyba próbował je zamalować. Nieskutecznie. Widocznie jakaś miłość szybko się skończyła.

– Długo się nią opiekowałaś? – zainteresował się.

– Przez ostatnie osiem miesięcy bywałam w jej domu prawie codziennie – odparła. – Na początku przychodziłam na kilka godzin. Potem zdarzało się, że zostawałam od popołudnia do rana.

– Była zadowolona z twojej opieki – powiedział szczerze.

Próbował udawać, że wie, co się działo w czasie choroby mamy, że trzymał rękę na pulsie, choć prawda była przecież całkiem inna. Zawalił. Nie spodziewał się, że choroba jest tak poważna, a jemu zostało mało czasu. Za mało…

– Tak, bardzo mnie lubiła i ja ją też – przyznała Lena. – Chociaż miała trudny charakter – dodała otwarcie.

– O, to łagodne ujęcie – stwierdził Michał i po raz pierwszy od początku tej rozmowy uśmiechnął się swobodniej.

– Prawda? – zapytała Lena przekornie, po czym znów pochyliła głowę w sposób, który zaczynał lubić.

I wtedy uderzyła go gwałtowna myśl, że jeśli ma do czynienia z osobą próbującą wywrzeć na niego wpływ, to musi być bardzo ostrożny, bo dziewczyna jest w tym świetna. Na moment zapomniał nawet, z czym do niego przyszła. A przecież to zdanie, od którego zaczęli rozmowę, wciąż wisiało nad stołem.

– Pierwszego dnia kazała mi przestawić fotel o trzy centymetry w lewo, bo inaczej pokój traci równowagę – dodała Lena.

Michał parsknął śmiechem.

Nie chciał. Naprawdę nie chciał. Ale to było tak absurdalnie w stylu jego matki, że nie dało się inaczej.

– A drugiego? – zapytał.

– Oznajmiła, że jeśli jeszcze raz kupię jej jogurt o smaku mango, to przepisze dom na schronisko dla osłów, wyjedzie i nigdy jej nie znajdę. Ciągle mnie czymś straszyła, jakby zupełnie do niej nie docierało, że to ja się nią opiekuję, a nie ona mną.

– To też do niej podobne – przyznał szybko. – Poza tym nie ma na świecie schronisk dla osłów. Mam nadzieję, że nie dałaś się nabrać.

– Może powinny być. – Tym razem to Lena roześmiała się na dobre. – Takie dla tych osłów w ludzkiej skórze. Można by ich tam zamknąć na jakiś czas, a wtedy ktoś inny miałby trochę spokoju. Twoja mama bywała zgryźliwa, ale często bardzo celnie komentowała rzeczywistość. I miała też dobre chwile. Na przykład trzeciego dnia pozwoliła mi zrobić herbatę według swojej unikalnej receptury – pochwaliła się.

– To już właściwie jak adopcja. – Michał pokiwał głową. – Wspominała zresztą, że stałaś się dla niej jak córka – dodał poważnym tonem.

Wcześniej przyjmował te słowa mamy ze spokojem, nie czuł, że to dla niego jakakolwiek konkurencja. W końcu był jedynym synem. Zawsze czuł się ważny. Ale teraz ta bliska więź Leny z jego matką nagle go zabolała. Ta drobna dziewczyna dawała sobie radę z czymś, czego on, silny mężczyzna, nie umiał udźwignąć.

Poczuł wobec niej trochę sympatii, po chwili jednak wrócił mu rozsądek. A wraz z nim ostrożność. Wciąż przecież nie wiedział, czego chciała. Może liczyła na spadek? Czuła się rozczarowana, że nic nie dostała? Słyszy się takie historie.

– Powiedziałaś, że znasz wszystkie moje tajemnice – przypomniał. – To mocne słowa.

– Wiem.

– Moja mama naprawdę tak dużo o mnie opowiadała? – zapytał.

Lena się zawahała.

– Tak – przyznała. – Ale nie w taki sposób, jak myślisz.

Przez moment obracała w palcach papierową serwetkę. Michał czekał. Chciał w ten sposób dyskretnie zachęcić dziewczynę do mówienia. Nadal nie wiedział, czego ma oczekiwać po tej rozmowie.

– Czasami ludzie pod koniec życia nie przekazują już faktów – podjęła temat Lena. – Raczej dzielą się tym, co im ciąży, czego nie zdążyli naprawić albo się wstydzą. Albo za czym tęsknią.

Michał nic nie odpowiedział. Zrobiło mu się przykro. Ta dziewczyna musiała mieć na jego temat bardzo złą opinię. Zdawał sobie sprawę, jak to wygląda z zewnątrz. Okropny syn, który porzucił chorą matkę. Sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana, ale o tym nikt nie wiedział.

W kawiarnianym głośniku zmieniła się piosenka. Za oknem ktoś przejechał na rowerze, z siatką zakupów dyndającą na kierownicy. Sprawy wokół toczyły się zwykłym rytmem, a jemu usuwała się ziemia spod stóp.

– A ja byłem jedną z tych rzeczy, których się wstydziła czy żałowała? – zapytał, nie patrząc na Lenę.

– Byłeś tą najważniejszą – odparła bez zawahania

To zabolało.

Michał odruchowo sięgnął po filiżankę z kawą, jak zawsze kiedy potrzebował wsparcia, ale była już pusta. Nie miał więc czym zająć rąk. Splótł je na stole. Na herbatę nie miał ochoty.

– Nie wiem, co mama ci opowiedziała – zaczął powoli. – Ale uprzedzam, że jeśli chcesz podsumowywać jakieś rodzinne rozrachunki, to naprawdę nie jestem dziś w formie. Najlepiej po prostu powiedz, czego chcesz – zakończył szorstko.

Lena nie protestowała. Kiwnęła głową na znak, że się zgadza. Otworzyła torbę i wyjęła z niej kopertę. Nie była duża. Zwykła, kremowa, trochę zagięta na rogach. Na środku widniało jego imię, zapisane charakterem pisma, który od razu rozpoznał.

Poczuł dobrze znajomy strach. Co mogło być w środku? Dlaczego mama ścigała go zza grobu, zamiast pozwolić mu żyć w spokoju?

– Zostawiła to dla ciebie – powiedziała Lena.

Nie dotknął koperty, jakby się bał, że zawiera coś, co sprawi, że będzie musiał stanąć do konfrontacji z przeszłością. Bał się tego i jednocześnie chciał. Sam nie wiedział, która z tych emocji jest silniejsza. Może nie układało mu się idealnie, ale zbudowanie codziennego spokoju i rutyny sporo go kosztowało. Chyba jednak bardziej się bał, że to straci.

Cofnął odruchowo wyciągniętą rękę.

– To jest wstęp – oznajmiła Lena, kładąc przed nim kopertę. – Twoja mama zostawiła jeszcze cztery listy, a w nich cztery zadania, które prosi, żebyś wykonał – wyjaśniała, a on słuchał coraz bardziej zdumiony tym wszystkim. – Jeśli dasz radę, odzyskasz spokój i zdobędziesz odpowiedzi na pytania, które nie przestają cię dręczyć mimo upływu lat. Chciała ci o wszystkim powiedzieć osobiście, ale nie zdążyła. Poza tym ponoć za nic nie chciałeś słuchać – dodała, patrząc na niego z tą samą mieszanką życzliwości i przekory, co na początku. – Więc wymyśliła taki plan. Albo może podstęp? – Uśmiechnęła się na koniec.

Michał popatrzył na nią przeciągle.

– Brzmi jak coś, na co mogła wpaść tylko moja mama – powiedział wreszcie.

– Bardzo – potwierdziła Lena.

– Nawet po śmierci próbuje wszystkim zarządzać – dodał.

– To również do niej podobne. – Dziewczyna kiwnęła głową.

Michał znowu się uśmiechnął. Krótko, krzywo, trochę wbrew sobie, ale jednak.

Pani Jola przyniosła dwie kolejne herbaty, choć nikt ich nie zamawiał, i postawiła je na stoliku.

– Prezent od firmy – powiedziała.

Michał odniósł wrażenie, że chce ich jeszcze zatrzymać, żeby usłyszeć dalszy ciąg tej opowieści. Miała swoje powody, na pewno znała związaną z nim historię sprzed lat, pełną tajemnic i domysłów, pytań, na które on sam bardzo chciałby znać odpowiedź.

Spojrzał na kubki. Cytryna pływała na powierzchni herbaty niczym mały żółty okręt.

– Dziękuję – powiedziała Lena.

Michał patrzył, jak dziewczyna po chwili wyjmuje plasterek i odkłada go na spodek. Ruch miała prawie identyczny z tym, który wykonywała przy tej czynności jego matka. Ten sam spokojny gest, brak pośpiechu.

Poczuł ukłucie żalu tak nagłe, że aż się wyprostował.

– Dlaczego akurat tobie wszystko opowiedziała?! – rzucił z goryczą. – Może tego nie wiesz, ale nie raz ją pytałem, co wie o wydarzeniach z tamtej nocy. Ale nigdy nie chciała powiedzieć. Potrafiła ufać ludziom, których znała tydzień, a z rodziną rozmawiać latami tylko o pogodzie.

– Tak – odparła dziewczyna. Nie było w tym oceny. Tylko spokojne przyjęcie faktu. – Ale prawdą jest też, że nie chciałeś słuchać, gdy mówiła – dodała.

– Tylko jeśli to było nie na temat, czyli praktycznie zawsze! – oburzył się. – A ty? – zapytał, zanim zdążył się powstrzymać. – Dlaczego się zgodziłaś zaczepiać obcego faceta, wchodzić z butami w jego prywatne sprawy?

Lena uniosła kubek i upiła łyk.

– Bo prosiła mnie umierająca kobieta, której nie umiałam odmówić.

– Mocny argument – stwierdził, po czym nagle się uspokoił. Jego zdenerwowanie wezbrało jak poziom wód po gwałtownych opadach, lecz równie szybko opadło.

– Poza tym była bardzo przekonująca – dodała Lena.

– To znaczy?

Dziewczyna odchrząknęła, a następnie zacytowała:

– „Lenka, jesteś moją ostatnią nadzieją” – mówiła, całkiem umiejętnie naśladując ton głosu jego mamy. – „Jeśli tego nie zrobisz, nigdy nie zasnę spokojnie, będę się błąkać po lasach i polach przez setki lat. Nikt już potem nie zdoła tego naprawić ani zmienić”. Aż miałam dreszcze, kiedy tego słuchałam – zakończyła.

Michał poczuł to samo, ale się nie przyznał.

– Rozumiem – powiedział spokojnie, chcąc za wszelką cenę odzyskać kontrolę nad własnym tokiem myślenia. – Czyli podsumowując, przychodzisz do kawiarni, straszysz mnie moimi tajemnicami, wręczasz kopertę od zmarłej matki i sugerujesz, że w przyszłości czekają mnie jeszcze cztery zadania.

– Z grubsza tak – potwierdziła.

– A co, jeśli zaraz wstanę i wyjdę bez słowa? – postraszył ją.

– Jeśli byś się nie bał, że naprawdę coś wiem, albo nie był ciekawy dalszego ciągu, już dawno byś to zrobił – odparła ze spokojem, który go zdenerwował bardziej niż cokolwiek innego. – Nikt nie uczestniczy bez powodu w tak dziwnej rozmowie – zakończyła celnie.

To było podsumowanie o wiele trafniejsze niż to, którego on dokonał.

– A co znajduje się w tej kopercie? – zapytał zrezygnowany.

– Kartka z krótkim wprowadzeniem. Wszystko po kolei jest opisane. Twoja mama była mistrzynią organizacji. A czasem generałem, który nie spocznie, dopóki nie osiągnie celu.

– Potwierdzam – powiedział, po czym sięgnął po kopertę.

Lena miała rację. Ciekawość wzięła górę.

Papier był ciepły od słońca wpadającego przez okno.

Serce zabiło Michałowi mocniej. Nie chciał otwierać listu przy obcej osobie. Ale nie mógł czekać, poza tym ona przecież i tak pewnie znała treść. Może nawet razem to pisały.

W końcu ostrożnie wsunął palec pod klapkę i wyjął złożoną kartkę.

Na środku, dużymi literami, mama napisała:

Nie panikuj, proszę. Nie uciekaj już więcej. Usiądź i wysłuchaj Leny do końca.

Michał patrzył przez chwilę, po czym wydał z siebie dźwięk będący czymś pomiędzy śmiechem a niedowierzaniem.

– Oczywiście – mruknął. – To ona napisała. Gdybym miał jakieś wątpliwości i podejrzewał, że chcesz mnie oszukać, to w tym momencie by mi przeszło. To zdecydowanie jej styl.

Michał odłożył kartkę na stół i przeciągnął dłonią po twarzy. Napięcie opadło. List niczego nie wyjaśniał. To był tylko wstęp i teraz rozciągała się przed nim perspektywa czekania na kolejny punkt.

Nagle poczuł, jak bardzo jest zmęczony. Nie fizycznie. Głębiej. Jakby od wielu lat trzymał coś w sobie zaciśnięte tak mocno, że już nie pamiętał, jak to jest oddychać normalnie.

– Dobrze – powiedział cicho. – Słucham.

Lena skinęła głową.

– Twoja mama nie chciała, żebyś dostał wszystko naraz – zaczęła. – Ona cię bardzo kochała. Przepraszam, że zaczynam tak osobiście, ale była mi bliska. Żałuję, że nie siedzi tu sama i tego nie załatwia. Z pewnością poradziłaby sobie lepiej niż ja.

Znów na nią spojrzał. Mówiła to lekko, ale w jej głosie było coś miękkiego. Coś, co kazało mu sądzić, że ta rozmowa jest trudna nie tylko dla niego.

Lena się zawahała.

– Wiem, że kiedyś bardzo się nawzajem zraniliście – odezwała się cicho. – I potem oboje udawaliście, że da się żyć obok tego.

Michał popatrzył za okno.

Na ulicy starszy pan prowadził psa w granatowym kubraczku. Ktoś niósł bukiet polnych kwiatów. Dzień był zbyt zwyczajny na takie rozmowy.

– Twoja mama pod koniec żałowała każdej straconej chwili, nie chciała już niczego udawać.

– Odważnie jak na nią, że się do tego przyznała. – Michał pokręcił głową. – Zawsze była mistrzynią kombinowania.

– Myślę, że choroba bardzo ją zmieniła.

– Mnie też – powiedział równie szczerze.

– Wiem – szepnęła.

To „wiem” nie było nachalne. Nie udawało bliskości, do której nie miała prawa. A jednak dziwnie go poruszyło.

Spojrzał na nią uważniej.

Ile mogła mieć lat? Dwadzieścia osiem? Pewnie mniej więcej tyle. Za młoda na takie rozmowy, a także na to, żeby siedzieć przy cudzych łóżkach i słuchać trudnych historii, patrzeć, jak ktoś, kogo polubiła, rozlicza się z życiem.

Michał złożył kartkę i wsunął z powrotem do koperty.

– Co teraz? – zapytał.

Lena spojrzała na zegar, potem na niego. Wstała. Odruchowo zrobił to samo.

Był od niej wyższy o głowę. Z bliska dostrzegł kilka drobnych piegów na jej nosie i zmęczenie starannie ukryte pod spokojnym spojrzeniem. Nie wyglądała jak osoba, która przyszła tu dla własnej rozrywki. Bardziej jak ktoś, kto podjął się zadania i zamierza je doprowadzić do końca, nawet jeśli nie jest to najłatwiejsza praca.

– Spotkajmy się jutro w parku – zaproponowała bez wahania. Z pewnością miała to już przemyślane. – Tam, gdzie chodziliście na spacery w tym fajnym czasie twojego życia, gdy jeszcze lubiłeś to miasto.

– Lena, proszę cię…

To ostatnie zdanie mu się nie spodobało. Nie znali się, a ona wiedziała o nim rzeczy, o których nikomu nie opowiadał. Do tej pory konsekwentne milczenie o sprawach osobistych stanowiło bezpieczną barierę ochronną, której nikt nie pokonał. Lena maszerowała przez jego życie jak przez otwartą na oścież bramę.

– Muszę wracać do Poznania – wpadł na pewien pomysł. – Mam tam pracę i obowiązki. Poza tym sprzedałem dom i nawet nie mam gdzie się przespać. – Trochę kłamał teraz, bo jeszcze mógł z niego korzystać, ale nie chciał. – Możesz mi, proszę, oddać te wszystkie listy na raz? Przeczytam je po drodze i zrobię, co trzeba, obiecuję.

– Twoja mama to przewidziała – odparła łagodnie Lena i się uśmiechnęła. – Jeśli mam być szczera, to wyraziła się jasno, że spokojnie możesz zostać na dzień lub dwa. Bez problemu wynajmiesz hotel, a zaległego urlopu masz ponoć całe tygodnie. Z listami też sprawa jest bardziej skomplikowana i nie mogę ci ich dać, choć bym chciała. Zobaczysz później dlaczego.

– Mama za dużo ci opowiadała – stwierdził stanowczo.

Ale wszystko było prawdą. Ciągle uciekał w pracę i od wielu lat nie miał wolnego dnia. Nawet dzisiaj wstał o czwartej rano, żeby jeszcze dokończyć projekt, zanim ruszył w drogę.

Nagle poczuł ogromne zmęczenie. Mama dobrze to przewidziała. I mimo że był na nią zły, bo wciąż próbowała układać mu życie, choćby z zaświatów, to jednak pokusa, by wreszcie na chwilę zwolnić, złapać oddech, okazała się bardzo silna. Od wielu lat ciągle zaciskał zęby, udawał, trzymał się w ryzach. Chyba dotarł do jakiejś granicy.

– Zgoda – powiedział. – Jutro o dziewiątej w parku.

Miał nadzieję, że szybko skończą i zdąży wrócić. Ale na wszelki wypadek zaczął już w głowie przestawiać plany zawodowe na kolejne dni.

Nie mógł wykluczyć, że mama naprawdę znała odpowiedź na dręczące go pytania, co się stało wtedy, przed laty. Gdyby teraz odjechał, straciłby szansę.

Stanowiłoby to bowiem niezaprzeczalny fakt, że nie chciał słuchać. Nie dałby jej prawdziwej szansy, by mogła mu powiedzieć, co wie, choć niestrudzenie próbowała to robić.

ROZDZIAŁ 2

Pokój w hotelu znalazł bez problemu. Chłopak na recepcji był młody. Zdecydowanie młodszy od rudowłosej pani Joli z restauracji. Nazwisko Gajda nic mu nie mówiło. Zachowywał się uprzejmie, ale widać było, że kompletnie go nie obchodzi, kim prywatnie jest meldujący się właśnie gość. Jakie tajemnice niesie ze sobą. Z doskonałą obojętnością wpisywał dane do komputera.

Nie znał historii sprzed lat i być może, nawet gdyby mama lub babcia mu o niej opowiedziały, wcale by się aż tak nie przejął. Szybko wróciłby do własnego życia.

Czas czyścił miasto z przeszłości, jak fale morskie plażę o świcie.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Meritum publikacji

Prawa autorskie