Znaczenie. Sekret życia pełnego bliskości i sensu - Jennifer Breheny Wallace - ebook + książka
NOWOŚĆ

Znaczenie. Sekret życia pełnego bliskości i sensu ebook

Jennifer Breheny Wallace

0,0
14,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego


Możesz zamówić 2 tytuły z Katalogu Klubowego+ w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty.

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+.

Dowiedz się więcej o KMK i KK+
Opis

Dlaczego tak wiele osób – mimo sukcesów zawodowych, aktywnego życia i licznych relacji – doświadcza dziś samotności, wypalenia i poczucia braku sensu? Jennifer Breheny Wallace w swojej książce pokazuje, że u podstaw tych zjawisk leży niezaspokojona potrzeba „znaczenia” – wewnętrznego przekonania, że jesteśmy ważni dla innych i że nasza obecność wnosi realną wartość do świata. Autorka argumentuje, że doświadczenie bycia dostrzeżonym, potrzebnym i docenionym stanowi jeden z fundamentów dobrostanu psychicznego, odporności życiowej oraz satysfakcjonujących relacji.

Łącząc wyniki badań psychologicznych, socjologicznych i neurobiologicznych z poruszającymi historiami ludzi z różnych środowisk, Wallace przedstawia praktyczny model budowania głębszych więzi i odnajdywania sensu w codziennym życiu. „Znaczenie. Sekret życia pełnego bliskości i sensu” to inspirujący przewodnik dla wszystkich, którzy chcą lepiej rozumieć siebie i innych oraz tworzyć wspierające rodziny, miejsca pracy i społeczności.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 302

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Mojemu mężowi Peterowi, naszej rodzinie i przyjaciołom – tym, którzy nauczyli mnie, czym jest znaczenie

Nie chcę skończyć jako ktoś, kto po prostu na chwilę pojawił się na tym świecie.

Mary Oliver, When Death Comes

Od autorki

Ze względu na wrażliwy charakter przytoczonych w tej książce rozmów niektóre dane i inne umożliwiające identyfikację szczegóły zostały zmienione. W takich przypadkach podawałam tylko imiona. Wszystkie osoby wymienione z nazwiska wyraziły na to zgodę.

Znaczenie

WprowadzenieRdzeń znaczenia

Wszystko zaczęło się od mandarynki.

Pewnego jesiennego dnia dotarłam na stację kolejową w Harlemie, gdzie mimo wczesnej pory panował już ożywiony ruch. Pasażerowie mijali się w pośpiechu, hamulce lokomotyw piszczały na torach, a w powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy zmieszany z oparami oleju napędowego ze starych pociągów. W rogu stacji znajdował się jasno oświetlony sklepik.

Przestrzeń była wprawdzie niewielka, lecz emanowała dostatkiem: starannie uporządkowane półki uginały się pod ciężarem przekąsek, w lodówce stały równe rzędy butelek z wodą, a kolorowe owoce pyszniły się w stylowych wiklinowych koszach. Zza lady odezwał się siwowłosy mężczyzna:

– Dzień dobry, miło panią widzieć.

Przywitał mnie serdecznie, jakby znał mnie od dawna, choć byłam tam po raz pierwszy w życiu. Rozglądałam się po sklepie, a jednocześnie mimo woli przysłuchiwałam się rozmowie sprzedawcy z innym klientem, najwyraźniej stałym bywalcem, na temat mandarynek kupionych tego ranka na targu.

– Ostatnio bardzo panu smakowały – powiedział sklepikarz. – Jak tylko je zobaczyłem, pomyślałem, że muszę je dla pana zamówić.

Klient podziękował mu za życzliwość i pamięć. Ja również zwróciłam uwagę na te mandarynki – ich jasna skórka przyjemnie kontrastowała ze smutną szarością stacji. Jednak najbardziej zapadła mi w pamięć dbałość, z jaką sprzedawca podszedł do transakcji, jego troskliwość, wykraczająca poza zwykłą sprzedaż owoców. Był to znak, że ktoś zwrócił uwagę i zapamiętał; dowód istnienia więzi w świecie, który często wydaje się obojętny. Mały gest mówiący, że masz znaczenie.

Później tego samego dnia w pociągu powrotnym do Nowego Jorku panował spory tłok. Gdy moi współpasażerowie zajmowali miejsca, wyciągnęłam ostatnią mandarynkę z torby i zaczęłam ją obierać, rozpryskując sok na wszystkie strony. Nagle do wagonu wpadł młody mężczyzna, na oko tuż po dwudziestce. Potoczył dookoła wzrokiem, ciężko przy tym dysząc ze złości. Jego głośny krzyk zaskoczył wszystkich. Z tego, co udało mi się zrozumieć, pokłócił się z kimś na peronie. Druga osoba zniknęła, ale jego gniew pozostał.

Kiedy krzyczał, inni pasażerowie odwracali wzrok i kulili się na siedzeniach, być może z obawy przed tym, co mógłby zrobić, a zapewne także dlatego, że trudno było im patrzeć na jego desperację. Konduktor szybko i spokojnie podszedł do mężczyzny. Nie groził mu, nie wydawał rozkazów ani nie próbował go obezwładnić. Zamiast tego zapytał łagodnym tonem, czy wszystko w porządku i czy potrzebuje pomocy. Następnie wskazał wolne miejsce i uprzejmie poprosił o bilet. Był od wzburzonego pasażera znacznie niższy, mimo to udało mu się go uspokoić. Ta interakcja robiła ogromne wrażenie. Sytuacja, która mogła przerodzić się w coś znacznie bardziej niebezpiecznego, została rozwiązana dzięki szacunkowi i empatii.

W wagonie zapanował spokój, a ja wyglądałam przez okno i rozmyślałam o tym, co właśnie zobaczyłam. Uderzyło mnie, jak ten młody, ogarnięty gniewem mężczyzna złagodniał pod wpływem słów konduktora, który mógł wyrzucić go z pociągu ze względu na zakłócanie porządku, ale tego nie zrobił. Zamiast tego pasażera potraktowano jak osobę godną szacunku.

W tamtym czasie intensywnie pracowałam nad książką Mniej wymagaj, bardziej kochaj, poświęconą wpływowi kultury sukcesu na kryzys zdrowia psychicznego wśród młodzieży. Jeden motyw powracał w moich badaniach niczym refren: potrzeba, by mieć znaczenie – by czuć, że jesteśmy dla innych ważni i potrzebni. Jak wielokrotnie zauważałam, dzieci, które dobrze sobie radziły, miały jedną wspólną cechę: czuły, że liczą się takie, jakie naprawdę są. To przekonanie działało jak rodzaj tarczy chroniącej przed lękiem i depresją. Zaobserwowana w pociągu sytuacja uświadomiła mi jednak coś jeszcze. Potrzeba znaczenia nie dotyczy tylko młodych ludzi. Jest wspólna dla wszystkich w każdym zakątku świata. Rozumiałam wprawdzie tę koncepcję na poziomie intelektualnym, ale dopiero ten moment w wagonie sprawił, że pojęłam ją emocjonalnie. Dorośli pragną tego samego uznania, tej samej świadomości bycia dostrzeganym i cenionym. Doświadczyłam tego w serdeczności właściciela sklepiku. Usłyszałam w głosie konduktora, który nie zważał na gniew młodego mężczyzny i zwracał się do człowieka kryjącego się pod tą maską.

Powoli zaczęło to do mnie docierać. Mężczyzna w pociągu nie tylko wyładowywał swoją złość. On próbował nawiązać kontakt. Był zdezorientowany i na swój chaotyczny sposób błagał świat o odpowiedź na podstawowe pytania ludzkości: „Czy mnie widzicie? Czy mnie słyszycie? Czy ja się liczę?”.

Konduktor odpowiedział mu z empatią i troską.

Wszyscy potrzebujemy poczucia, że mamy znaczenie

Od tamtego dnia odbywam podróż – po części pielgrzymkę, po części wyprawę badawczą – by odkryć, skąd bierze się nasze poczucie znaczenia i co sprawia, że czasem ono znika, nawet w przypadku osób, których życie z pozoru wydaje się spełnione. Psychologia, socjologia i filozofia podają różne definicje „znaczenia”, jednak w swej istocie polega ono na przekonaniu, że jesteśmy doceniani i wnosimy jakąś wartość do świata1.

Docenienie + wnoszenie wartości = znaczenie

Znaczenie to pewność, że twoja obecność i działania są ważne dla innych. To więź łącząca cię z osobą, która szczerze docenia ciebie i twój wkład, lub przyjemność, która ci towarzyszy, gdy widzisz, jak twoje wysiłki przynoszą efekty. To świadomość, że inni polegają na tobie w większym lub mniejszym stopniu. To istotne miejsce, jakie zajmujesz w życiu innych i w otaczającym cię świecie, niczym niezbędny element układanki.

Na pierwszy rzut oka znaczenie może wydawać się proste. Jednak po dłuższym zastanowieniu okazuje się, że dotyka ono najgłębszych zawiłości ludzkiego doświadczenia. Znaczenie to historia, którą opowiadamy sobie o naszym miejscu w świecie, na przykład: „Czy ludzie mnie cenią i darzą szacunkiem, czy też nikt mnie nie zauważa? Czy naprawdę gdzieś przynależę, czy też kroczę przez świat samotnie? Czy moje życie wpływa jakoś na innych, czy też moja nieobecność niczego by nie zmieniła?”2.

Pojęcie „znaczenia” (ang. mattering) po raz pierwszy wykorzystał legendarny socjolog Morris Rosenberg w latach osiemdziesiątych XX wieku3. Od tego czasu koncepcja ta powoli ewoluowała i zaczęła obejmować nowe dyscypliny. W ostatnich latach zyskała na popularności zarówno w środowisku akademickim, jak i wśród praktyków. Wraz ze wzrostem poziomu lęku, wypalenia zawodowego i izolacji społecznej naukowcy z różnych dziedzin, takich jak neurobiologia, kultura miejsca pracy, edukacja i zdrowie publiczne, zwracają się ku idei „znaczenia”, by lepiej zrozumieć, czego ludzie potrzebują do rozwoju. Staje się ona jednym z najważniejszych, a zarazem często pomijanych filarów dobrostanu.

Poczucie znaczenia to coś, co w psychologii określa się jako metapotrzebę, termin zbiorczy, którego część mocy leży w tym, jak łączy znane pojęcia – poczucie więzi, przynależności i celu – w jedną intuicyjną koncepcję4. W gruncie rzeczy siła pojęcia znaczenia polega na tym, że wykracza ono poza te pojedyncze idee. „Mieć znaczenie” to coś więcej niż „przynależeć”: można dołączyć do grupy, takiej jak zespół w pracy, klasa lub rodzina, ale jednocześnie nie czuć, że się dla niej liczymy. Podobnie „znaczyć coś” to więcej niż „mieć cel”: można czuć, że praca, społeczność lub relacje mają sens, lecz by to znaczyło, trzeba też wiedzieć, że nasze działania i wysiłki wywierają pozytywny wpływ na otaczających nas ludzi.

Potrzeba znaczenia jest w nas tak głęboko zakorzeniona, że po zaspokojeniu podstawowych potrzeb związanych z przetrwaniem, takich jak pożywienie i schronienie, to właśnie ona motywuje ludzkie zachowania5. Pragniemy czuć się doceniani przez rodzinę, przyjaciół i społeczność, a w zamian wnosić wartość dodaną, wywierać pozytywny wpływ i znacząco przyczyniać się do polepszenia jakości życia innych. Ta motywacja stanowi część ewolucyjnego dziedzictwa człowieka. Dla naszych najwcześniejszych przodków bycie docenianym przez grupę oznaczało wsparcie i ochronę przed niebezpieczeństwem. Pominięcie lub wykluczenie stwarzało zagrożenie dla samego przetrwania. Ta pierwotna obawa i tęsknota są w nas obecne po dziś dzień.

Wprawdzie nie zawsze używaliśmy dokładnie takiego określenia – mieć znaczenie – ale sama potrzeba jest równie stara jak ludzkość. Na przestrzeni wieków psychologowie, filozofowie i przywódcy duchowi próbowali ją nazwać i zrozumieć, co oznaczają prawdziwa przynależność i wkład w otaczającą rzeczywistość. Podobna idea pojawia się w pismach Arystotelesa, który uważał, że eudajmonię, czyli pełnię życia, można osiągnąć poprzez rozwijanie i praktykowanie w ramach społeczności cnót, takich jak hojność i przyjaźń6. Jest centralnym elementem najpopularniejszych teorii psychologicznych, choćby twierdzenia Alfreda Adlera, że znaczący wkład w życie innych stanowi podstawę dobrostanu7.

Koncepcję tę znajdziemy też w nauczaniu różnych religii. Na przykład w judaizmie i chrześcijaństwie idea, że każdy człowiek jest „stworzony na obraz Boga” (imago Dei), podkreśla jego wewnętrzną wartość. Również islam głosi, że Stwórca obdarzył każdego godnością (karama). Hinduizm mówi o boskiej iskrze (atman) obecnej we wszystkich istotach, natomiast buddyzm, kładąc nacisk na wzajemne powiązania, sugeruje, że indywidualne życie ma wpływ na całą rzeczywistość. We wszystkich tradycjach jasno się podkreśla, że każda osoba ma znaczenie.

W codzienne życie wplecione są także rytuały mające na celu wzbudzenie poczucia wartości w jednostkach – od celebrowanego w gronie bliskich wkroczenia w dorosłość po świętowanie przejścia na emeryturę. Te „praktyki znaczenia” pozwalają poczuć przynależność i celowość oraz przypominają uczestnikom, że ich egzystencja się liczy. Powszechna potrzeba znaczenia łączy nas wszystkich, zarówno młodych, jak i starszych, bogatych i biednych, introwertyków i ekstrawertyków, opiekunów i liderów8. Wykracza poza tożsamość, zawód, pochodzenie i przekonania, przypominając nam, że pomimo wszystkich różnic łączy nas to samo pragnienie bycia docenianym i pożytecznym, pragnienie świadomości, że nasza obecność pozostawia w świecie jakiś ślad.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o koncepcji znaczenia podczas badań do mojej pierwszej książki, od razu pojęłam fundamentalny sens tego pojęcia. To było tak, jakby ktoś zapalił światło i nadał nazwę czemuś, nad czym zastanawiałam się od lat, nie mogąc dojść do sedna – jedna z tych rzadkich chwil, gdy jedno słowo otwiera przed nami cały wszechświat sensów. Idea ta wydawała mi się zaskakująco nowa i jednocześnie znajoma.

„W życiu właśnie o to chodzi, by mieć znaczenie” – pomyślałam.

Im dłużej zastanawiałam się nad tą koncepcją, tym mocniej uświadamiałam sobie jej potencjał. Pozwala ona wyrazić to, co czujesz w tych niezaprzeczalnie przyjemnych momentach, gdy na przykład ktoś pamięta twoje imię, gdy twoje dziecko powtarza coś, czego wcześniej się od ciebie nauczyło, lub gdy na twarzy bliskiej osoby pojawia się uśmiech tylko dlatego, że widzi, jak wchodzisz do pokoju. Co równie istotne, pojęcie znaczenia definiuje również to, czego tak bardzo brakuje we współczesnym świecie. Czy właśnie przekonanie, że nie mamy znaczenia, może być przyczyną najtrudniejszych osobistych problemów – wypalenia zawodowego, poczucia niewidzialności w pracy, braku zrozumienia w związkach lub wyobcowania w społeczności?

Współczesny kryzys znaczenia

W ciągu sześciu lat badań nad tym zagadnieniem zadałam setkom osób na całym świecie pytanie: „Czy czujesz, że masz znaczenie?”. Niezależnie od branży, światopoglądu, wieku, klasy społecznej i miejsca zamieszkania odpowiedź nader często brzmiała „nie” lub „już nie”. Jedna z matek opisała swoje wrażenie bycia niewidzialną, ponieważ jej potrzeby były stawiane na drugim miejscu po potrzebach wszystkich innych. Pewna lekarka opowiedziała mi, jak bezsilna się czuła, gdy firmy ubezpieczeniowe zlekceważyły jej wieloletnie doświadczenie i odmówiły pacjentom niezbędnej według niej pomocy. Pewien menedżer zbliżający się do emerytury martwił się, że po zakończeniu pracy stanie się niepotrzebny. Studentka przyznała, że w swoim odczuciu liczy się tylko wtedy, gdy uzyskuje wysokie oceny i zachowuje niską wagę. Matka trojga dorosłych dzieci, niegdyś centrum ich świata, stwierdziła, że nie czuje się już częścią ich życia. Według starszego mężczyzny w starzeniu najtrudniejsze jest to, że nikt już na człowieku nie polega.

Po każdej takiej rozmowie pozostawały mi w głowie coraz bardziej palące wątpliwości. Dzięki temu zaczęłam też w nowy sposób patrzeć na własne życie i otaczających mnie ludzi. Wkrótce moje dzieci dorosną i opuszczą dom. Jak zachować poczucie znaczenia podczas tak ogromnej zmiany? Jak wspierać w tym potomstwo? Znajomi zwierzali mi się, że w pracy nie czują się doceniani. Z kolei osoby, które zrezygnowały z kariery zawodowej, by wychowywać dzieci, zmagały się z utratą tożsamości i sensu życia. Gdziekolwiek spojrzałam, ludzie mierzyli się z erozją wiary w to, że mają znaczenie, niezależnie od tego, czy chodziło o brak docenienia, czy o przekonanie, że nie mają już szansy wnieść nic wartościowego do świata. Nawet nagłówki gazet zaczęły brzmieć dla mnie inaczej: „Epidemia samotności wśród mężczyzn”, „Dlaczego tak wielu pracowników po cichu rezygnuje z pracy” czy „Kryzys opiekunów”.

Poczucie znaczenia to miecz obosieczny – źródło siły, gdy je mamy, ale też przyczyna cierpienia, gdy go brakuje9.

Obecny globalny kryzys charakteryzujący się rosnącą liczbą przypadków depresji, samotności i wypalenia zawodowego można tłumaczyć wieloma czynnikami, takimi jak polaryzacja polityczna, szybki postęp technologiczny, media społecznościowe i wojny kulturowe. Osoby sprawujące opiekę nad innymi są przytłoczone psychiczną i emocjonalną pracą związaną z dbałością o rodzinę, często przy jednoczesnym zatrudnieniu na pełny etat. Mężczyźni nie są już pewni swojego miejsca i roli w społeczeństwie. W pracy napotykamy coraz więcej wyzwań, odczuwamy mniej satysfakcji, a do tego sztuczna inteligencja zaczyna przejmować nasze zadania. Tracimy zaufanie do instytucji rządowych, więc nie wierzymy, że otrzymamy jakąś pomoc czy propozycję rozwiązania problemu. Wiele osób odwróciło się od religii i związanej z nią wspólnoty. Technologia eliminuje interakcje międzyludzkie, znikają „trzecie miejsca” – przestrzenie wspólnego spędzania czasu, a zaufanie do sąsiadów ulega erozji.

Te powszechne w dzisiejszym świecie problemy i ich wpływ na nas wszystkich, od izolacji przez wyczerpanie po ciągłe wrażenie niestabilności, można również rozumieć jako objawy braku poczucia, że jesteśmy dostrzegani, doceniani i przydatni. Nie mamy pewności, czy to, co robimy, ma jakiekolwiek znaczenie. Nie czujemy się potrzebni, a przynajmniej nie tak, by móc czerpać z tego siły. Nierówności, które widzimy, codzienne przytłoczenie pracą, od którego nie możemy uciec, oraz brak więzi z instytucjami i innymi ludźmi podkopują nasze przekonanie, że jesteśmy wartościowi. Że wnosimy wartość. Że nasza obecność coś znaczy.

Problemy ze zdrowiem psychicznym często wiążą się z poczuciem niewidzialności lub nieistotności, co stanowi wyraźny dowód, że mierzymy się z deficytem znaczenia. Taki stan rzeczy leży u podstaw niepokojącej zmiany. Od 2014 roku średnia długość życia w Stanach Zjednoczonych spada, odwracając kilkudziesięcioletni trend wzrostowy. Głównym czynnikiem napędzającym to zjawisko są – nazywane przez socjologów „śmiercią z rozpaczy” – samobójstwa, przedawkowania i zgony związane z alkoholem, powodowane coraz powszechniejszą samotnością, brakiem więzi i utratą pracy10. Według badania przeprowadzonego w 2023 roku w stu czterdziestu krajach nawet ponad miliard ludzi na świecie twierdzi, że czuje się bardzo lub dość samotnie11.

Znaczenie jest jak grawitacja: niewidoczne, lecz niezbędne. Trzyma nas w miejscu. Stabilizuje. Kiedy go doświadczamy, czujemy się zakotwiczeni. W przeciwnym razie zaczynamy dryfować. Tracimy oparcie i poczucie przynależności. Świat wydaje się zimniejszy, mniej przyjazny. Ludzki mózg nie został stworzony do życia w takim świecie. Często opisujemy to, co dzieje się wokół nas, jako kryzys zdrowia psychicznego, ale takie sformułowanie tylko częściowo oddaje obraz sytuacji. W rzeczywistości przeżywamy kryzys zdrowia społecznego – poważne problemy z relacjami, które kiedyś nas chroniły. Straciliśmy z oczu najbardziej podstawowe ludzkie potrzeby, takie jak potrzeba więzi i współdziałania. Obecnie często ulegamy pokusie, by wypełnić tę pustkę fałszywymi sposobami na uzyskanie poczucia znaczenia, skupiając się na przyciąganiu uwagi zamiast na budowaniu relacji, na prestiżu zamiast na celowości i na pieniądzach zamiast na sensie działań. Narastająca samotność, wypalenie zawodowe i niepokój to przewidywalne konsekwencje funkcjonowania w społeczeństwie, które nie wie już, jak sprawić, by ludzie czuli się doceniani.

W skrajnym przypadku przekonanie, że w zasadzie się nie liczymy, jest tym, co psycholog Gordon Flett nazwał „antyznaczeniem”12. Jeśli znaczenie czyni życie ważnym, to antyznaczenie jest jego przeciwieństwem, głęboko bolesnym przeświadczeniem, że jesteśmy niewidzialni, nieistotni. Różni się to jednak od chwilowych wątpliwości, które występują, gdy czujemy się pominięci podczas spotkania zespołu lub kiedy zdajemy sobie sprawę, że znajomy nie zaprosił nas na imprezę. Są to codzienne ludzkie doświadczenia i choć bywają bolesne, z czasem lub dzięki wsparciu bliskich zwykle sobie z nimi radzimy. Antyznaczenie jest trwalsze i bardziej destrukcyjne. To nieustannie dręczące nas przekonanie, że dla nikogo się nie liczymy. Jeśli pozwolimy, by się pogłębiało, może mieć tragiczne skutki.

Najgorszym naszym grzechem wobec bliźnich nie jest nienawiść, ale obojętność, bo jest nieludzka13.

George Bernard Shaw

Kiedy nie zaspokajamy potrzeby znaczenia, kiedy pozwalamy ludziom funkcjonować w świecie w poczuciu, że są niewidzialni, niechciani i niepotrzebni, narażamy się na niebezpieczne konsekwencje. Osoby, które popełniają okrutne czyny, niekoniecznie były do nich skłonne od urodzenia. Wiele z nich żyje w głębokiej izolacji, ma poczucie niewidzialności, nikt na nich nie polega, nikt nie zauważa ich obecności lub nieobecności, nikt o nich nie myśli14. W takiej próżni niektórzy reagują agresywnie, zabiegając o negatywną uwagę, by udowodnić, że potrafią wywrzeć wpływ, zgodnie z zasadą: „jeszcze wam pokażę, że się liczę”. Inni mogą zwrócić się przeciwko sobie, sięgnąć po substancje odurzające lub zacząć się samookaleczać, by uciec od bólu psychicznego. Im więcej dowiadywałam się o znaczeniu, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że jest to coś więcej niż tylko koncepcja poprawiająca samopoczucie czy abstrakcyjna teoria akademicka – to społeczna konieczność.

Rdzeń znaczenia

Obserwując świat, który może sprawiać, że czujemy się niewidzialni, odizolowani i pozbawieni celu, zastanawiałam się nad następującymi kwestiami: Jacy ludzie odnoszą sukcesy? Co takiego mają, czego brakuje innym? Odkryłam, że takie osoby zbudowały coś, co nazywam „rdzeniem znaczenia”: silne poczucie bycia docenionym przez rodzinę, przyjaciół, współpracowników i społeczność oraz świadomość, w jaki sposób same wnoszą wartość do otoczenia.

Najlepiej wyobrazić sobie rdzeń znaczenia jako coś w rodzaju wewnętrznej infrastruktury. Kiedy życie staje się trudne i czujemy się zagubieni, niewidzialni lub wyczerpani, możemy do tego rdzenia powrócić i odzyskać dzięki temu równowagę. Przypomina nam on, kim jesteśmy i dlaczego jesteśmy cenieni. Co najważniejsze, rdzeń nie jest niezmienny. Możemy go wzmacniać w sobie i w ludziach, na których nam zależy, w naszych domach, społecznościach i miejscach pracy. Znaczenie to praktyka, fundament, droga naprzód.

Kiedy mamy mocny rdzeń znaczenia, czujemy się pewniejsi i bardziej odporni. Łączy nas on z tym, co najlepsze w nas samych i innych, i zachęca do głębszego poznawania siebie nawzajem. W relacjach z innymi rdzeń znaczenia daje nam język do wyrażenia tego, jak bardzo cenimy się wzajemnie, oraz pozwala wypracować techniki podtrzymania tych więzi. W pracy rzadziej ulegamy wypaleniu, ponieważ wiemy, że to, co robimy, ma wpływ na świat. Na poziomie społecznym znaczenie zapewnia wspólną podstawę do zrozumienia przyczyn izolacji i cierpienia, a także warunków pozwalających ludziom się rozwijać. Odzyskanie i odbudowa znaczenia to zarówno cel osobisty, jak i zbiorowe wezwanie do stworzenia świata, którego tak bardzo potrzebujemy. Potrzebujemy nowego stylu życia, nowych zasad pracy i odbudowy relacji – systemowych rozwiązań społecznych, które opierać się będą właśnie na odzyskiwaniu poczucia znaczenia.

Kiedy wysiadłam z pociągu i wracałam do domu, nie mogłam przestać myśleć o konduktorze, młodym mężczyźnie i sprzedawcy w sklepie spożywczym. Uderzyło mnie, jak nawet te najdrobniejsze zdarzenia potrafią zakomunikować: „Widzę cię. Masz znaczenie” – i jak bardzo wielu z nas pragnie tego poczucia. Dotarło do mnie, że ten deficyt znaczenia to sytuacja krytyczna. Tamtego wieczoru obiecałam sobie podążyć za tym tropem, dokądkolwiek mnie zaprowadzi.

Ta książka to efekt wszystkiego, co udało mi się odkryć podczas tej podróży.

Jeśli zmagasz się z poczuciem niewidzialności lub wypalenia zawodowego, ta książka jest dla ciebie. Jeśli twoje dzieci są już dorosłe i zastanawiasz się, gdzie jest twoje miejsce w ich świecie, lub jeśli codzienny chaos rodzicielstwa przytłacza cię do tego stopnia, że nie masz czasu na zadbanie o własne potrzeby – moje wskazówki mogą ci pomóc. Jeśli po przeprowadzce twoja sieć kontaktów społecznych zniknęła; jeśli cierpisz na chorobę przewlekłą i czujesz, że świat poszedł naprzód, a ciebie pominięto; jeśli obserwujesz, jak oddala się od ciebie ktoś, kogo kochasz – dorosłe dziecko, partner lub partnerka, przyjaciel lub przyjaciółka, starzejący się rodzic – albo jeśli pozornie wszystko wygląda dobrze, ale mimo to czujesz zagubienie i wyobcowanie, ta książka jest dla ciebie. Niezależnie od naszej życiowej historii doświadczamy tych samych bolesnych wątpliwości: „Czy mam znaczenie? Czy kiedykolwiek znów poczuję, że coś znaczę?”.

Razem zastanowimy się, jak wzmocnić poczucie znaczenia u siebie i u tych, na których nam zależy w domu, w pracy i w otaczającym nas świecie – oraz jak sobie radzić, gdy czujemy, że go nam brakuje. Na początek omówimy podstawowe elementy tego, co nazywam rdzeniem znaczenia: jak rozpoznać swoją rolę, dlaczego tak ważne jest poczucie, że ktoś na nas polega (byle nie za bardzo), oraz co się dzieje, gdy inni dostrajają się do naszego wewnętrznego świata i poświęcają nam uwagę. Te podstawowe elementy pomagają utrzymać równowagę w codziennym życiu i budować silniejsze relacje. Następnie przyjrzymy się temu, jak zmiany życiowe mogą zachwiać naszym poczuciem znaczenia i jak możemy je na nowy sposób odbudować. Na koniec skupimy się na świecie zewnętrznym i zobaczymy, jak można dbać o poczucie znaczenia w pracy i we wspólnotach. W każdym rozdziale poznasz ludzi, których historie utraty i odzyskania poczucia znaczenia tak mnie poruszyły, że musiałam się nimi z tobą podzielić. Znajdziesz tu też proste praktyczne wskazówki, które pomogą ci budować życie oparte na silniejszych więziach, celowości i pełni doświadczeń.

Dołącz więc do mnie. Zaczynamy.

Rdzeń znaczenia

Uznanie: Ty i twoje działania są doceniane, a twoja nieobecność zostałaby zauważona.

Poleganie: Czujesz się potrzebny/potrzebna, ponieważ inni na tobie polegają.

Ważność: Czujesz się ważny/ważna, ponieważ inni stawiają cię na pierwszym miejscu.

Rozszerzenie ego: Masz poczucie, że inni troszczą się o ciebie, ponieważ dbają o twoje dobre samopoczucie.

Dostrojenie: Masz poczucie, że inni dobrze cię rozumieją i odpowiednio reagują na twoje potrzeby.

W dodatku na końcu niniejszej książki znajdziesz zestaw zagadnień do przemyślenia. Warto zapoznać się z nimi przed dalszą lekturą, a następnie powrócić do nich po przeczytaniu całości, by sprawdzić, jak zmieniało się twoje poczucie znaczenia w miarę pogłębiania wiedzy na ten temat.

Rozdział 1Wykorzystaj swoją siłę oddziaływania

Rdzeń znaczenia

Uznanie: Ty i twoje działania są doceniane, a twoja nieobecność zostałaby zauważona.

Poleganie: Czujesz się potrzebny/potrzebna, ponieważ inni na tobie polegają.

Ważność: Czujesz się ważny/ważna, ponieważ inni stawiają cię na pierwszym miejscu.

Rozszerzenie ego: Masz poczucie, że inni troszczą się o ciebie, ponieważ dbają o twoje dobre samopoczucie.

Dostrojenie: Masz poczucie, że inni dobrze cię rozumieją i odpowiednio reagują na twoje potrzeby.

Greg Bulanow poczuł pod butami chrzęst szkła, gdy biegł w kierunku wraku. Była to jedna z jego pierwszych akcji jako początkującego strażaka i wiedział, że liczy się każda minuta. Kobieta za kierownicą żyła, ale była uwięziona pod powyginaną stalową blachą. Greg wykorzystał zdobytą podczas szkoleń wiedzę. Przecisnął się przez szczelinę w karoserii i dotarł do rannej, która krzyczała z bólu. Oddychała szybko i nerwowo. Greg przemówił do niej łagodnym tonem:

– Wyciągniemy cię stąd – obiecał, okrywając poszkodowaną ciężkim płaszczem, by ochronić ją przed odłamkami metalu i szkła pojawiającymi się podczas akcji ratunkowej.

Został z kobietą i uspokajał ją przy każdym szarpnięciu. Kiedy ostatni kawałek blachy ustąpił i ofiara wypadku została przeniesiona w bezpieczne miejsce, Greg poczuł się wyczerpany, ale też głęboko wdzięczny. Pomógł komuś przetrwać jeden z najgorszych momentów w życiu.

Greg nigdy nie zamierzał zostać strażakiem. Po uzyskaniu dyplomu z filologii angielskiej na niewielkiej uczelni w Ohio przeniósł się wraz z żoną Jacqueline do Charleston w Karolinie Południowej, marząc o życiu wśród brukowanych uliczek i karierze pisarskiej. Chciał znaleźć gdzieś pracę na rok lub dwa, a następnie podjąć studia magisterskie z kreatywnego pisania. Kiedy zobaczył w gazecie ogłoszenie o naborze do straży pożarnej, złożył podanie, bo uznał, że zarobi trochę pieniędzy, a przy okazji przeżyje jakąś przygodę i zbierze ciekawe historie, które przydadzą mu się na studiach.

Mniej więcej w czasie, gdy Greg pomagał wydostać ofiarę z wraku samochodu, jego stosunek do zawodu strażaka zaczął się zmieniać. Coraz mniej myślał o karierze pisarskiej, a coraz bardziej o znaczeniu, jakie dostrzegał w swojej pracy. Kiedy Greg i jego załoga przybywali na miejsce wypadku lub by pomóc człowiekowi będącemu w stanie zagrożenia życia, w jednej chwili wszystko się zmieniało. Nieznajomi powierzali im swoich bliskich bez cienia wątpliwości, ufając, że Greg i jego koledzy ich uratują. Greg nie chciał zawieść tego zaufania. W ciągu następnej dekady jego zaangażowanie przyniosło efekty. W wieku trzydziestu sześciu lat był już komendantem straży pożarnej w North Charleston i nadzorował dwieście pięćdziesiąt osób zatrudnionych w jedenastu remizach.

Jednak gdy Greg objął funkcję kierowniczą, zaczął odpowiadać za morale strażaków – co zawsze stanowi ogromny problem. Praca w straży była wymagająca. Strażacy odpowiadali na mniej więcej dwadzieścia dwa tysiące wezwań rocznie, więc fizyczne i emocjonalne skutki wypalenia zawodowego wyraźnie dawały im się we znaki. Wielu uważało, że kierownictwo nie rozumie ich codziennych problemów. Relacje koleżeńskie słabły, cierpiało też życie osobiste strażaków. Wielu z nich miało za sobą kilka rozwodów, niektórzy popadali w alkoholizm. Kolejne osoby odchodziły ze służby, a ciągła rotacja pracowników sprawiała, że Greg z trudem uzupełniał braki kadrowe w jednostkach. Próbował podnieść morale, kupując nowe wozy strażackie oraz sprzęt najwyższej klasy. Mimo to, kiedy zaprezentował nowe wyposażenie, spotkał się ze sceptycznym przyjęciem. Ktoś mruknął, że władze oddziału próbują kupić sobie poparcie. Grega bardzo dotknął ten komentarz. Uświadomił mu on również, że rozwiązanie problemu straży wymaga poważniejszych działań.

Problem niewidzialności

Funkcjonujemy w kulturze, która nieustannie powtarza nam, że najlepsze lekarstwo na brak zadowolenia z życia to znalezienie ważnego, motywującego celu. Poradniki, przemówienia okolicznościowe i posty w mediach społecznościowych zachęcają nas do odkrywania swojego powołania, dostosowywania pracy do naszych wartości, świadomego wychowywania dzieci lub służenia światu poprzez wolontariat. Nacisk na sens i cel jest zrozumiały. Obie te rzeczy są niezbędne dla naszego dobrostanu. Jednak podczas moich badań nad epidemią wypalenia zawodowego często okazywało się, że rada „rób coś sensownego” nie wystarcza. Było to szczególnie widoczne na przykładzie strażaków Grega. Ci ludzie ratowali życie, reagowali na sytuacje kryzysowe i wykonywali pracę, którą większość z nas uznałaby za niezwykle istotną. A jednak często pojawiało się u nich wypalenie zawodowe, brakowało im zaangażowania, a niektórzy nawet odchodzili ze służby. Coś tu nie grało.

Zapytałam Grega o ten paradoks, a jego odpowiedź mnie zaskoczyła. Wyjaśnił, że strażakom czasami trudno jest dostrzec dalekosiężne skutki ich pracy. Pokręciłam głową, zdezorientowana. „Chwila! Oni dosłownie ratują życie! Jak to w ogóle możliwe?” Greg wyjaśnił mi coś, o czym nie miałam pojęcia. Strażacy często jako pierwsi przybywają na miejsce, czy to w przypadku zderzenia wielu samochodów na autostradzie, czy zawału serca w środku nocy. Wyciągają ofiary wypadków z płonących samochodów lub reanimują poszkodowanych, a potem przekazują ich ratownikom medycznym. Pacjenci są przewożeni do szpitala, strażacy zaś pakują sprzęt, wsiadają do wozu i wracają do remizy. Zazwyczaj nie mają pojęcia, jak potoczyły się losy osób, którym pomogli – wyjaśnił Greg. Na przykład nigdy się nie dowiadują, czy kobieta, którą wyciągnęli z wraku samochodu, dotarła do szpitala i czy kiedykolwiek znów zaczęła chodzić – czy ich wysiłki tamtej nocy miały na cokolwiek wpływ. Ta niepewność ich męczy. Nie dostają żadnej informacji zwrotnej. Zamiast tego strażacy po prostu sporządzają raport i wyruszają do kolejnego wezwania. Greg powiedział mi, że z czasem taki brak domknięcia sprawy może podkopać morale i przyczynić się do wypalenia zawodowego lub problemów ze zdrowiem psychicznym.

Wspólnym mianownikiem ludzkiego doświadczenia jest pragnienie, aby nasze działania, słowa i to, kim jesteśmy, miały znaczenie. Każda kłótnia sprowadza się tak naprawdę do pytania: „Czy mnie widzisz? Czy mnie dostrzegasz? Czy to, co mówię, ma dla ciebie jakąś wartość? Czy ja mam dla ciebie jakieś znaczenie?”1.

Oprah Winfrey

Takie odcięcie od wpływu, który wywieramy, nie dotyczy wyłącznie miejsc pracy. Bardzo często przeżywamy kolejne dni, nie mając pewności, czy to, co robimy, ma dla kogokolwiek znaczenie. Podobnie jak strażacy często popadamy w zwątpienie nie dlatego, że nic nie robimy – po prostu rzadko widzimy efekty naszych działań. Przynosimy zupę choremu przyjacielowi, ale nigdy się nie dowiadujemy, czy mu to pomogło. Wpłacamy pieniądze na zbiórkę charytatywną, nie mając pewności, czy nasza darowizna coś zmieniła. Udzielamy porad osobie przygotowującej się do rozmowy kwalifikacyjnej i nigdy nie otrzymujemy informacji, jak jej poszło. Niezależnie od tego, czy wynika to z kultury, która ceni samowystarczalność, czy po prostu z tego, że jesteśmy zajęci i roztargnieni, zbyt często zapominamy o podsumowaniu naszych działań z innymi. Z czasem może to powodować coraz większe poczucie oderwania od naszej pracy, rodziny, sąsiedztwa i społeczności.

Jako początkujący strażak Greg doświadczył tego samego poczucia oderwania. On i jego koledzy ryzykowali życie, gasząc pożar domu, tylko po to, by tydzień później przejść obok tego miejsca i zobaczyć, że został on wyburzony przez firmę ubezpieczeniową. Strażacy narażali się, ratując ten budynek, a potem patrzyli na jego ruinę – czy kogokolwiek dziwi, że takie doświadczenia podkopują morale i wywołują frustrację?

Bez względu na to, czy pracujesz w biurze, zarządzasz gospodarstwem domowym, czy dostarczasz przesyłki, trudno jest zachować motywację, jeśli wydaje ci się, że to, co robisz, nie ma rzeczywistego wpływu na innych. Kiedy brakuje nam pewności, że inni są świadomi nas i naszych działań, tracimy to, co stanowi fundament znaczenia, czyli „poczucie, że jest się przedmiotem uwagi lub zainteresowania drugiej osoby” – jak twierdzi badacz Morris Rosenberg2. Nawet drobne gesty uznania, na przykład gdy barista pamięta nasze stałe zamówienie, współpracownik przystaje przy naszym biurku, żeby chwilę porozmawiać, albo sąsiadka macha nam na powitanie, pokazują nam, że jesteśmy dostrzegani i że mamy wartość. Według badań te krótkie interakcje wzmacniają nasze poczucie przynależności i zakotwiczają nas w społecznościach. Potrzebujemy również świadomości, że nasze działania mają pozytywny wpływ – na przykład były uczeń może odwiedzić nauczycielkę, by powiedzieć, że dzięki jej wierze w niego podjął studia. W świecie, w którym nasze wysiłki często wydają się niewidoczne, takie gesty stają się społecznym dowodem na to, że naprawdę mamy znaczenie.

Greg zrozumiał w końcu sedno problemu: to właśnie za sprawą tej niewidzialności jego załoga czuła się tak wyczerpana. Gdy zakup nowego sprzętu spotkał się z chłodnym przyjęciem, komendant zdał sobie sprawę, czego brakuje jego podwładnym. Strażacy codziennie narażali się na niebezpieczeństwo, ale nie widzieli, jak dzięki nim zmieniło się życie innych ludzi, ani nie otrzymywali w zamian wyrazów wdzięczności. Greg postanowił to zmienić.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

Przypisy

1 Isaac Prilleltensky, Mattering at the Intersection of Psychology, Philosophy, and Politics, „American Journal of Community Psychology” 2020, vol. 65, no. 1–2, s. 16–34, PubMed, pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/31407358.

2 Community College of Rhode Island (CCRI), Brown Professor Greg Elliott Speaks at CCRI’s Professional Development Day Mattering, 17.04.2017, youtube.com/watch?v=1-iCaV6sy9w.

3 Morris Rosenberg, B. Claire McCullough, Mattering.Inferred Significance and Mental Health Among Adolescents, „Research in Community & Mental Health” 1981, no. 2, s. 163–182, APA PsycNet, psycnet.apa.org/record/1983-07744-001.

4 Isaac Prilleltensky, Mattering at the Intersection of Psychology…, dz. cyt., s. 17.

5 Rebecca Newberger Goldstein, The Mattering Instinct. A Conversation with Rebecca Newberger Goldstein, „Edge”, 16.03.2016, edge.org, bit.ly/4t3RlOo.

6 Brian Duignan, Eudaimonia [w:] Encyclopaedia Britannica, aktualiz. 10.04.2025, britannica.com,britannica.com/topic/eudaimonia.

7 Adler Graduate School, Alfred Adler. Theory and Application, aktualiz. 2021, alfredadler.edu/about/alfred-adler-theory-application [link nieaktywny].

8 Nancy K. Schlossberg, Marginality and Mattering. Key Issues in Building Community, „New Directions for Student Services” 1989, iss. 48, s. 4, doi.org/10.1002/ss.37119894803.

9 Gordon L. Flett, An Introduction, Review, and Conceptual Analysis of Mattering as an Essential Construct and an Essential Way of Life, „Journal of Psychoeducational Assessment” 2021, vol. 40, iss. 1, s. 3–36, doi.org/10.1177/07342829211057640.

10 Anne Case, Angus Deaton, Deaths of Despair and the Future of Capitalism, Princeton: Princeton University Press, 2020.

11 Ellyn Maese, Almost a Quarter of the World Feels Lonely, 24.10.2023, gallup.com, bit.ly/41UQSSA.

12 Gordon L. Flett i in., The Anti-Mattering Scale. Development, Psychometric Properties and Associations with Well-Being and Distress Measures in Adolescents and Emerging Adults, „Journal of Psychoeducational Assessment” 2021, vol. 40, no. 1, s. 37–59.

13 George Bernard Shaw, Uczeń diabła, przeł. Florian Sobieniowski, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1955.

14 Morris Rosenberg, praca niepublikowana, bez daty, dzięki uprzejmości Paula B. Rosenberga, MD.

Rozdział 1 Wykorzystaj swoją siłę oddziaływania

1ICHOOSEPEOPLE,Oprah – Do I Matter?, 28.05.2012, youtube.com/watch?v=j33F8cVswqw.

2 Morris Rosenberg, praca niepublikowana, bez daty, dzięki uprzejmości Paula B. Rosenberga, MD.

Tytuł wydania oryginalnego: Mattering: The Secret to a Life of Deep Connection and Purpose

Język oryginału: angielski

Copyright © 2026 by Jennifer Breheny Wallace

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Filtry, 2026

Copyright © for the Polish translation by Kaja Gucio, 2026

Seria Nowe Wizje

Wydanie I, Warszawa 2026

Redakcja: Patrycja Pączek / d2d.pl

Korekty: Aleksandra Jastrzębska / d2d.pl, Magdalena Kędzierska-Zaporowska / d2d.pl

Projekt okładki: Marta Konarzewska / konarzewska.pl

Projekt typograficzny, skład i redakcja techniczna: Robert Oleś

Wydawnictwo Filtry sp. z o.o.

ul. Filtrowa 61 m. 13

02-056 Warszawa

[email protected]

www.wydawnictwofiltry.pl

ISBN 978-83-68833-04-1