Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 4 - Robert K. Massie - ebook

Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 4 ebook

Robert K. Massie

5,0
49,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Massie jest mistrzem historycznej opowieści, imponuje niesamowitym

literackim rzemiosłem...

- Max Boot, The New York Times Book Review

Przedstawił każdą postać z artystyczną wizją pisarza... napisana z pasją

opowieść o ludziach z epoki pierwszej wojny światowej...

- The Waszyngton Post Book World

Wspaniałe, niewyobrażalne osiągnięcie ...Książka napisana lekkim,

świetnie się czytającym stylem oparta na benedyktyńskiej pracy

historyka...

- Milwaukee Journal Sentinel

Żywy opis postaci i wydarzeń... mistrz gawędziarstwa... w tym rodzaju

historycznego pisarstwa wątpię, by Massie miał sobie równego

- Paul Kennedy, Los Angeles Time Book Reviev

Półmisek wypełniony smakowitymi opisami postaci. Wielka, wspaniała

lektura...

- New York Post

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 414

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



31. Wieczór Jutlandii

31

Wie­czór Jutlan­dii

Przez wiele tygo­dni Hugo von Pohl, naczelny dowódca Floty Peł­no­mor­skiej, wal­czył z rakiem wątroby. Ósmego stycz­nia 1916 r. został zabrany z pokładu swego okrętu fla­go­wego, Frie­drich der Grosse, do szpi­tala w Ber­li­nie. Więk­szość ofi­ce­rów floty wąt­piła w to, że powróci on kie­dy­kol­wiek i pomimo sza­cunku jakim go darzyła, cie­szyła się z jego odej­ścia. Jede­na­ście mie­sięcy dowo­dze­nia flotą przez Pohla zazna­czyło się ogromną i nie­mal nie­prze­rwaną pasyw­no­ścią. Pię­cio­krot­nie flota liniowa wycho­dziła w morze, ale ni­gdy dalej niż 120 mil od Wil­helm­sha­ven i ni­gdy kiedy ist­niało duże nie­bez­pie­czeń­stwo napo­tka­nia Bry­tyj­czy­ków. Tym­cza­sem okręty nie­miec­kich eskadr linio­wych ope­ro­wały według posęp­nego sche­matu: tydzień na patrolu wśród zagród mino­wych wewnątrz zatoki Hel­go­land, następny tydzień na kotwi­co­wi­sku, ale w goto­wo­ści do bitwy na redzie Schil­lig; potem przej­ście przez Kanał Kiloń­ski i ćwi­cze­nia arty­le­ryj­skie w Zatoce Kiloń­skiej, a następ­nie 2 tygo­dnie lub dłu­żej cumo­wa­nie przy nabrze­żach w Wil­helm­sha­ven, tak by załogi mogły spa­ce­ro­wać uli­cami, pić piwo w barach i spać na lądzie w bara­kach z czer­wo­nej cegły. Tir­pitz mógł wście­kać się, że ostrej broni jaką wykuł pozwo­lono rdze­wieć, ale Pohl zde­cy­do­wa­nie twier­dził, że skoro kaj­zer naka­zał mu nie ryzy­ko­wać bez­pie­czeń­stwa floty, to będzie wyko­ny­wał swoje obo­wiązki. Osiem­na­stego stycz­nia umie­ra­jący Pohl został zastą­piony przez wice­ad­mi­rała Rein­harda Sche­era; 23 lutego Pohl zmarł.

Mia­no­wa­nie Sche­era ura­do­wało mary­narkę wojenną. Miał 53 lata i był o 4 lata młod­szy niż Jel­li­coe; był męż­czy­zną śred­niego wzro­stu, miał prze­szy­wa­jące spoj­rze­nie piw­nych oczu, krótko ostrzy­żone włosy, wysta­jące kości policz­kowe i czarne wąsy, a cza­sami małą, spi­cza­stą kozią bródkę. Jego 38-let­nią karierę można stre­ścić jako wspi­na­nie się ofi­cera po szcze­blach zawo­do­wej służby w mło­dej nie­miec­kiej flo­cie. Teraz, będąc na szczy­cie, jako naczelny dowódca nie­miec­kich sił na morzu, Scheer był czuj­nym, agre­syw­nym i pew­nym sie­bie stra­te­giem i tak­ty­kiem, który potra­fił zapla­no­wać kam­pa­nię i dowo­dzić bitwą. „Wie­dzie­li­śmy, że Scheer był ule­piony z innej gliny niż Pohl – powie­dział Ernst von Weizsäcker, porucz­nik fla­gowy na Jutlan­dii. – Krą­żyło wiele opo­wie­ści o jego boha­ter­skich wyczy­nach, jesz­cze w ran­dze porucz­nika. Jego sta­rzy kole­dzy nadali mu oso­bliwy przy­do­mek Bob­schi­ness [Pies Myśliw­ski] z powodu jego sym­pa­tii dla swego foks­te­riera, któ­rego pro­wo­ko­wał do obgry­za­nia noga­wek spodni kole­gów”. Scheer chciał i zamie­rzał zaata­ko­wać nie­przy­ja­ciół swego kraju każdą bro­nią jaką miał w dys­po­zy­cji.

Rein­hard Scheer pocho­dził z klasy śred­niej, z któ­rej wywo­dziło się wielu wyż­szych admi­ra­łów nie­miec­kiej mary­narki wojen­nej pod­czas I wojny świa­to­wej, np. Tir­pitz, Hip­per, Inge­nohl, Müller i Pohl. Jako syn dyrek­tora szkoły w Hanau nad rzeką Main, wstą­pił Scheer do mary­narki wojen­nej w wieku 15 lat, nie mając żad­nego wspar­cia finan­so­wego czy spo­łecz­nych konek­sji. Szko­le­nie roz­po­czął na opan­ce­rzo­nej fre­ga­cie Frie­drich Karl, a następ­nie na opan­ce­rzo­nej kor­we­cie Her­tha, która okrą­ża­jąc świat zapro­wa­dziła Sche­era do Mel­bo­urne, Joko­hamy, Szan­ghaju, Kobe i Naga­saki. Odbył 2 tury służby w nie­miec­kiej Eska­drze Krą­żow­ni­ków Wschod­niej Afryki: pod­czas pierw­szej z nich zaprzy­jaź­nił się z porucz­ni­kiem Hen­nin­giem von Holt­zen­dorf­fem i kilka lat póź­niej słu­żył pod jego roz­ka­zami na krą­żow­niku Prin­zess Wil­helm pod­czas podróży na Daleki Wschód. Pomię­dzy turami służby w Afryce, Scheer spę­dził 4 lata w szkole tech­nicz­nej na lądzie, stu­diu­jąc tech­no­lo­gię i sztukę walki przy uży­ciu tor­ped; następ­nie, pod­czas dru­giej tury służby we wschod­niej Afryce, słu­żył jako ofi­cer tor­pedowy na lek­kim krą­żow­niku Sophie. Gdy wró­cił do Nie­miec, został instruk­to­rem w Dowódz­twie Badań nad Tor­pe­dami w Kilo­nii.

Rosnąca repu­ta­cja Sche­era pozwo­liła mu skon­tak­to­wać się z admi­ra­łem von Tir­pit­zem, eks­per­tem tor­pe­do­wym. Po wyzna­cze­niu Tir­pitza na sta­no­wi­sko sekre­ta­rza stanu Cesar­skiej Mary­narki Wojen­nej, Scheer został prze­nie­siony do sek­cji tor­pe­do­wej biura mary­narki wojen­nej. W 1900 roku Scheer powró­cił na morze jako dowódca flo­tylli nisz­czy­cieli, a następ­nie umoc­nił swój auto­ry­tet pisząc pod­ręcz­nik o tak­tyce uży­cia tor­ped przez nisz­czy­ciele. W 1903 roku został sze­fem Cen­tral­nego Depar­ta­mentu Biura Mary­narki Wojen­nej, który wspie­rał prace wiel­kiego admi­rała nad roz­wo­jem floty. Z jego ini­cja­tywy wpro­wa­dzono poprawki do pra­wo­daw­stwa mary­narki wojen­nej. Praca Sche­era była czy­sto tech­niczna i nie miała nic wspól­nego z poli­tyką czy kształ­to­wa­niem opi­nii publicz­nej; nie­mniej jed­nak miał wyso­kie sta­no­wi­sko i elo­kwen­cję. Stał się potrzebny zarówno we flo­cie, jak i w mini­ster­stwie mary­narki wojen­nej. Przez pewien czas peł­nił funk­cję dyrek­tora Inspek­to­ratu Tor­pe­do­wego. W 1905 roku Scheer został mia­no­wany koman­do­rem i objął dowódz­two okrętu linio­wego z ery przed dred­no­tami, Elsas. 1 grud­nia 1909 r. Hen­ning von Holt­zen­dorff, teraz naczelny dowódca Floty Peł­no­mor­skiej, zapro­po­no­wał Sche­erowi sta­no­wi­sko szefa sztabu floty; 6 mie­sięcy póź­niej Scheer, wów­czas już 47-letni, został awan­so­wany do stop­nia kontr­ad­mi­rała. W 1911 roku opu­ścił Flotę Peł­no­mor­ską i powró­cił do pracy dla Tir­pitza jako szef Depar­ta­mentu Gene­ral­nego Mary­narki Wojen­nej; w stycz­niu 1913 roku powró­cił do floty jako dowódca 6 okrę­tów linio­wych, two­rzą­cych 2 Eska­drę. W grud­niu 1914 roku Scheer objął dowódz­two 3 Eska­dry Linio­wej nowych dred­no­tów typów König- i Kaiser-, naj­sil­niej­szych okrę­tów Floty Peł­no­mor­skiej. Pod­czas tych 13 mie­sięcy kiedy Scheer, pod roz­ka­zami Inge­nohla i Pohla, dowo­dził tą eska­drą, żaden z tych 8 wiel­kich okrę­tów nie oddał ani jed­nego wystrzału w bitwie. Teraz, z Sche­erem mia­no­wa­nym na naczel­nego dowódcę, miało się to zmie­nić.

Scheer był bar­dzo podzi­wiany przez tych, któ­rzy z nim współ­pra­co­wali. Weizac­ker wspo­mi­nał, że „admi­rał był w zna­ko­mi­tej dys­po­zy­cji, jego umysł dzia­łał szybko i nie miał zwy­kle żad­nych pre­ten­sji do pod­wład­nych. Jego opty­mi­styczna natura szybko docho­dziła do sie­bie po nie­po­wo­dze­niach”. Koman­dor Adolf von Tro­tha, szef sztabu Sche­era, miał podobną opi­nię:

„Trudno było zna­leźć lep­szego kolegę. Ni­gdy nie uczest­ni­czył w cere­mo­niach z mło­dymi ofi­ce­rami, zawsze za to był nie­cier­pliwy i dzia­łał szybko. Zawsze ocze­ki­wał od swego sztabu, że ten będzie miał plan prze­pro­wa­dze­nia ope­ra­cji przy­go­to­wa­nej w każ­dym detalu. Cza­sem jed­nak poja­wił się na pomo­ście i prze­sta­wiał wszystko do góry nogami. Był dowódcą kie­ru­ją­cym się instynk­tem i podej­mu­ją­cym szyb­kie decy­zje. Lubił mieć przed­sta­wione wszyst­kie ewen­tu­al­no­ści, jed­nak wybie­rał cza­sem spo­sób dzia­ła­nia nie­spo­dzie­wany dla nikogo. W cza­sie ope­ra­cji zawsze był pewny sie­bie. Jutlan­dia poka­zała jego wielki talent i obli­cze czło­wieka, który potrafi dopro­wa­dzać swo­ich pod­wład­nych do szału”.

Scheer, podob­nie jak Tir­pitz, sil­nie wspie­rał nie­ogra­ni­czoną wojnę pod­wodną, ale, rów­nież tak jak Tir­pitz, uwa­żał że sama wojna okrę­tów pod­wod­nych nie pozwoli na poko­na­nie Wiel­kiej Bry­ta­nii. Pewny, znowu podob­nie jak Tir­pitz, że nie­miec­kie okręty były jako­ściowo lep­sze niż bry­tyj­skie, a nie­mieccy ofi­ce­ro­wie i mary­na­rze byli równi swoim bry­tyj­skim prze­ciw­ni­kom, Scheer był zde­ter­mi­no­wany roz­po­cząć ofen­sywę. W lutym nara­dzał się w Ber­li­nie z admi­ra­łem von Holt­zen­dorf­fem i obaj zgo­dzili się pod­jąć próbę prze­ła­ma­nia duszą­cej bry­tyj­skiej blo­kady mor­skiej. Sztab Sche­era w Wil­helm­sha­ven przy­go­to­wał doku­ment zaty­tu­ło­wany „Pod­sta­wowe wska­zówki doty­czące wojny mor­skiej na Morzu Pół­noc­nym”. Pierw­szą zasadą było przy­ję­cie zało­że­nia, że nie­ko­rzystny sto­su­nek liczby okrę­tów wymu­sza pod­ję­cie decy­du­ją­cej, total­nej bitwy z Wielką Flotą. Drugą, było wywie­ra­nie sta­łej, nara­sta­ją­cej pre­sji na flotę bry­tyj­ską, by zmu­sić ją do wysła­nia czę­ści swo­ich sił w celu odpar­cia nie­miec­kich ata­ków. Trze­cią było to, że w tych dzia­ła­niach ofen­syw­nych nie­miecka mary­narka wojenna powinna użyć każ­dej dostęp­nej broni: ope­ra­cje ste­row­ców i okrę­tów pod­wod­nych muszą być połą­czone z dzia­ła­niami Floty Pełnomor­skiej w głę­bo­kim, ofen­syw­nym wej­ściu na Morze Pół­nocne.

Dwu­dzie­stego trze­ciego lutego kaj­zer w towa­rzy­stwie Tir­pitza, Holt­zen­dorffa i księ­cia Hen­ryka przy­byli pod­czas śnie­życy do Wil­helm­sha­ven, by przy­słu­chi­wać się, gdy Scheer oso­bi­ście będzie pre­zen­to­wał te plany władcy. W kwa­te­rach star­szych ofi­ce­rów na pokła­dzie Frie­drich der Grosse Scheer przed­sta­wił cesa­rzowi swoje plany uży­cia krą­żow­ni­ków linio­wych i lek­kich sił do wycią­gnię­cia po kawałku bry­tyj­skich sił z ich baz. Te ope­ra­cje, w efek­cie będące powtórką wcze­śniej­szego ostrze­li­wa­nia przez Hip­pera angiel­skich nad­mor­skich miast, miały sta­no­wić takie poni­że­nie, że bry­tyj­ska mary­narka wojenna będzie musiała odpo­wie­dzieć. Kiedy wyjdą w morze bry­tyj­skie eska­dry, Flota Peł­no­mor­ska miała już ich ocze­ki­wać. Wil­helm słu­chał, w końcu porzu­cił wyrzuty sumie­nia i wyra­ził zgodę.

W rze­czy­wi­sto­ści mała, wstępna ofen­sywa roz­po­częła się zanim wyra­żona została przez kaj­zera zgoda. Dzie­sią­tego lutego nie­miec­kie nisz­czy­ciele wśli­zgnęły się w nocy nad Dog­ger Bank, gdzie rzu­ciły się na grupę bry­tyj­skich tra­łow­ców i zato­piły 1 z nich. Ten wypad przy­niósł dodat­kową korzyść, kiedy fla­gowy okręt Tyr­whitta, słynny lekki krą­żow­nik Are­thusa, wra­ca­jąc do Har­wich ude­rzył w nie­miecką minę, następ­nie zerwał linę pod­czas holo­wa­nia i osta­tecz­nie wszedł na mie­li­znę, gdzie prze­ła­mał się na pół. Pierw­sza więk­sza próba Sche­era prze­pro­wa­dzona całą Flotą Peł­no­mor­ską miała miej­sce 3 tygo­dnie póź­niej, kiedy usi­ło­wał schwy­tać w pułapkę bry­tyj­skie siły w połu­dnio­wej czę­ści Morza Pół­noc­nego. Pią­tego marca popro­wa­dził flotę w pobliże Texel u wyj­ścia z Zuider Zee, naj­da­lej na połu­dnie dokąd dotarła nie­miecka flota pod­czas wojny. Nie­stety, śnieg, grad, ogra­ni­czona widocz­ność i wysoki stan morza zmu­siły Sche­era do wyda­nia flo­cie roz­kazu powrotu, zanim moż­liwy był jaki­kol­wiek kon­takt.

Bry­tyj­czycy sami prze­pro­wa­dzili wów­czas ofen­sywne ude­rze­nie. Nocne rajdy zep­pe­li­nów na Lon­dyn i inne mia­sta popchnęły Admi­ra­li­cję do zaata­ko­wa­nia baz ste­row­ców. Dwu­dzie­stego pią­tego marca 5 wod­no­sa­mo­lo­tów star­tu­ją­cych z lot­ni­skowca Vin­dex, prze­bu­do­wa­nego statku han­dlo­wego, usi­ło­wało zbom­bar­do­wać han­gary zep­pe­li­nów w Hoyer na wybrzeżu Schle­swigu. Tyr­whitt z 5 lek­kimi krą­żow­ni­kami i 18 nisz­czy­cie­lami eskor­to­wał Vin­dex, pod­czas kiedy Beatty krą­żył w odle­gło­ści 45 mil. Pogoda była wyjąt­kowo zimna, padał śnieg, a wiatr przy­bie­rał na sile aż do sztormu. Ope­ra­cja zakoń­czyła się bry­tyj­skim fia­skiem: 3 wod­no­sa­mo­loty, zwo­do­wane 40 mil od wybrzeża, miały kło­poty z sil­ni­kami i spa­dły na tery­to­rium Nie­miec, gdzie ich załogi zostały schwy­tane. Czwarty pilot zauwa­żył, że w Hoyer nie ma żad­nego han­garu ste­row­ców i zbom­bar­do­wał to, co uznał na fabrykę. Piąty pilot zna­lazł han­gar zep­pe­li­nów dalej w głębi lądu, w Ton­dern, ale kiedy nur­ko­wał pro­wa­dząc atak, zaciął się prze­wód zwal­nia­nia bomb. W tym cza­sie na morzu poja­wiły się nie­miec­kie nisz­czy­ciele i w bitew­nym zamie­sza­niu, w śnie­życy bry­tyj­ski nisz­czy­ciel Lave­rock sta­ra­no­wał swój sio­strzany okręt Medusa, który póź­niej musiał zostać opusz­czony. Nowy okręt fla­gowy Tyr­whitta, Cle­opa­tra, sta­ra­no­wał nie­miecki nisz­czy­ciel G-194, prze­ci­na­jąc go w poło­wie, a następ­nie sam został sta­ra­no­wany przez bry­tyj­ski lekki krą­żow­nik Undaun­ted. Więk­szej bry­tyj­skiej klę­ski udało się unik­nąć tylko dzięki temu, że Scheer, który wydał roz­kaz swo­jej flo­cie wyj­ścia w morze, ponow­nie wszedł w silny sztorm z nikłą widocz­no­ścią i gigan­tycz­nymi falami, w wyniku czego zde­cy­do­wał się zawró­cić.

Dwu­dzie­stego dru­giego kwiet­nia kolejne bry­tyj­skie wej­ście do cie­śniny Ska­ger­rak kosz­to­wało Beatty’ego i Jel­li­coe jesz­cze wię­cej. Krą­żow­niki liniowe, idąc wzdłuż duń­skiego wybrzeża, weszły nagle w nara­sta­jącą gęstą mgłę, w któ­rej Austra­lia i New Zealand, zyg­za­ku­jąc z pręd­ko­ścią 19 węzłów, zde­rzyły się i doznały cięż­kich uszko­dzeń. Następ­nie dred­not Nep­tune zde­rzył się z neu­tral­nym stat­kiem han­dlo­wym, a póź­niej tej nocy 3 bry­tyj­skie nisz­czy­ciele weszły jeden na dru­giego. Dwu­dzie­stego czwar­tego kwiet­nia Jel­li­coe był z powro­tem w Scapa Flow, uzu­peł­nia­jąc węgiel na swo­ich okrę­tach; o godzi­nie 16.00 tego popo­łu­dnia dowie­dział się o wiel­ka­noc­nej rebe­lii w Irlan­dii1 i o tym, że Flota Peł­no­mor­ska wyszła w morze. O świ­cie następ­nego dnia nie­miec­kie krą­żow­niki liniowe ostrze­lały angiel­skie mia­sta Lowe­stoft i Yar­mo­uth.

* * *

Zanim to się wyda­rzyło, fizyczna nie­spraw­ność cza­sowo wyłą­czyła z dowo­dze­nia naj­bar­dziej aktyw­nego na Morzu Pół­noc­nym nie­miec­kiego admi­rała, Franza Hip­pera. Jako dowódca krą­żow­ni­ków linio­wych i innych okrę­tów grup zwia­dow­czych, a także jako ofi­cer odpo­wie­dzialny za obronę zatoki Hel­go­land, Hip­per ugi­nał się pod cię­ża­rem obo­wiąz­ków. Roz­strój zdro­wotny spo­wo­do­wany był rwą kul­szową. Miał pro­blemy ze snem i kiedy udało mu się zdrzem­nąć, budził go każdy dźwięk – kroki na pokła­dzie nad jego kabiną, czy poru­sza­nie wan­tami przez wiatr. Hip­per wie­dział, że potrze­buje odpo­czynku, ale kiedy Scheer zmie­nił Pohla, zde­cy­do­wał się nie pro­sić o zwol­nie­nie w chwili kiedy nowy naczelny dowódca obej­mo­wał sta­no­wi­sko. Dwa mie­siące póź­niej, 26 marca, czu­jąc „straszny ból i wycień­cze­nie” popro­sił o zwol­nie­nie lekar­skie. Następ­nego dnia Scheer odwie­dził go na pokła­dzie Sey­dlitza i wyra­ził zgodę na jego prośbę.

Przed opusz­cze­niem Sey­dlitza Hip­per wezwał Eri­cha Raedera, swego szefa sztabu i opi­sał mu swoje obawy doty­czące zmiany dowódz­twa na rzecz kontr­ad­mi­rała Frie­dri­cha Bödickera:

– Wie pan, że bar­dzo lubię muzykę, mam na myśli dobrą i wyra­fi­no­waną muzykę – roz­po­czął Hip­per. – Szcze­gól­nie cenię Ryszarda Wagnera, a zwłasz­cza „Lohen­grin”! Nasza orkie­stra … jest w tej chwili w szczy­to­wej for­mie.

– Rze­czy­wi­ście jest, Wasza Eks­ce­len­cjo. Dołą­czymy wszel­kich sta­rań, by taką pozo­stała.

– Wie­rzę w to głę­boko, ponie­waż muzyka jest chyba naj­lep­szą formą relaksu na pokła­dzie okrętu. Tym, czego się boję to lęk, że może nastą­pić zmiana na gor­sze pod­czas mojej nie­obec­no­ści.

Hip­per pogrą­żył się w mil­cze­niu … Po pew­nym cza­sie Raeder odwa­żył się powie­dzieć:

– Dla­czego mia­łaby być jakaś zmiana?

Hip­per zerwał się z krze­sła, prze­cha­dzał się tam i z powro­tem po czym wyga­dał się:

– Bödicker nie wie nic na temat muzyki. Jego poczu­cie smaku nie wykra­cza poza pru­skie mar­sze, ryt­miczne walce i dźwięki „Fle­der­maus”. Jestem pewny, że zgnoi całą orkie­strę – zgnoi ją, mówię panu! Poza tym wkrótce upo­rząd­kuję ją ponow­nie. Czę­sto musia­łem poja­wiać się oso­bi­ście, kiedy skrzypce rzę­po­liły! – zakoń­czył wybu­cha­jąc śmie­chem.

Hip­per pod­dał się 5-tygo­dnio­wej kura­cji w Bad Neun­dorf, następ­nie odwie­dził neu­ro­loga, który wysłu­chał jego narze­kań, dokład­nie go zba­dał i ogło­sił cał­ko­wity brak jakich­kol­wiek uszko­dzeń cen­tral­nego układu ner­wo­wego Hip­pera. Symp­tomy cho­roby admi­rała, oświad­czył lekarz, spo­wo­do­wane były stre­sem. Zwol­niony ze szpi­tala, Hip­per przy­był 13 maja na swój nowy okręt fla­gowy, wła­śnie co prze­ka­zany do służby Lützow i prze­jął ponow­nie dowódz­two. W tym cza­sie nie­świa­domy tego Hip­per prze­szedł kolejny kry­zys. Awans Sche­era na sta­no­wi­sko dowódcy ucie­szył go; ocze­ki­wał bar­dziej dyna­micz­nych dzia­łań na Morzu Pół­noc­nym. Kiedy Hip­per popro­sił o zwol­nie­nie lekar­skie, Scheer zate­le­fo­no­wał do Holt­zen­dorffa i popro­sił go o prze­nie­sie­nie Hip­pera w stan spo­czynku. Scheer czuł, że „wice­ad­mi­rał Hip­per nie ma już kwa­li­fi­ka­cji fizycz­nych wyma­ga­nych od dowódcy grup zwia­dow­czych i wyra­żał pogląd, że koniec kura­cji nie przy­nie­sie powrotu do pełni jego moż­li­wo­ści”. Holt­zen­dorff odrzu­cił pro­po­zy­cję, ponie­waż wyda­wało mu się nie­wła­ściwe ze strony Sche­era „wycho­dze­nie z tak rady­kalną suge­stią tuż po obję­ciu dowódz­twa”. Müller napi­sał na tym memo­ran­dum: „Zga­dzam się”. To dowód, że Scheer szcze­rze zazdro­ścił Hip­perowi jego roz­głosu i cza­sami umniej­szał jego zasługi w rapor­tach, ale tych dwóch męż­czyzn pra­co­wało razem przez następne 2 lata – w któ­rymś momen­cie Hip­per zastą­pił Sche­era na sta­no­wi­sku naczel­nego dowódcy Floty Peł­no­mor­skiej, a Scheer został sze­fem sztabu mary­narki wojen­nej w Ber­li­nie.

* * *

Naro­dziny i reali­za­cja planu Sche­era zaata­ko­wa­nia Lowe­stoft pod nie­obec­ność Hip­pera pole­gały na prze­pro­wa­dze­niu rajdu „uderz i ucie­kaj” na połu­dniowo-wschod­nie wybrzeże Anglii, zsyn­chro­ni­zo­wane z powsta­niem wspie­ra­nych przez Niemcy nacjo­na­li­stów irlandz­kich w nie­dzielę wiel­ka­nocną. Nie­miec­kie krą­żow­niki liniowe, osła­niane przez 6 lek­kich krą­żow­ni­ków i 2 flo­tylle nisz­czy­cieli miały prze­pro­wa­dzić ostrzał angiel­skiego wybrzeża, po czym wyco­fać się zanim zain­ter­we­niuje Wielka Flota ze Scapa Flow. Jego flota liniowa miała być w morzu i – jak miał nadzieję – gdyby Baetty lub Tyr­whitt pró­bo­wali ją prze­chwy­cić, mia­łaby prze­wagę nad tymi oddziel­nymi ugru­po­wa­niami. W tej ope­ra­cji nie­miec­kimi krą­żow­ni­kami linio­wymi miał dowo­dzić kontr­ad­mi­rał Frie­drich Bödicker.

Wcze­snym popo­łu­dniem 24 marca 1915 r. Bödicker, podą­ża­jący w stronę Anglii, znaj­do­wał się na pół­nocny zachód od Nor­der­ney, kiedy Sey­dlitz, wciąż okręt fla­gowy krą­żow­ni­ków linio­wych, ude­rzył w bry­tyj­ską minę. Eks­plo­zja z pra­wej burty poni­żej linii wod­nej wybiła w poszy­ciu kadłuba dziurę o dłu­go­ści 50 stóp. Zgi­nęło 11 ludzi, wdarło się 1.400 ton wody i okręt zanu­rzył się o 4½ stopy głę­biej. Z pręd­ko­ścią zmniej­szoną do 15 węzłów krą­żow­nik liniowy zawró­cił do Jade. Tyr­whitt z 3 lek­kimi krą­żow­nikami i 18 nisz­czy­cie­lami sił z Har­wich kie­ro­wał się do prze­chwy­ce­nia tych znacz­nie potęż­niej­szych sił nie­miec­kich. Około godziny 4.00, w pierw­szych pro­mie­niach słońca na wschod­nim nie­bie, zoba­czył je: 6 lek­kich krą­żow­ni­ków, wiele nisz­czy­cieli i następ­nie 4 krą­żow­niki liniowe. Zbyt słaby, by zaata­ko­wać, skie­ro­wał się z powro­tem na połu­dnie, mając nadzieję, że nie­miec­kie siły pójdą jego śla­dem. Bödicker jed­nak nie chciał dzie­lić swo­ich celów i kilka minut póź­niej 4 nie­miec­kie krą­żow­niki liniowe otwo­rzyły z odle­gło­ści 14.000 jar­dów ogień w stronę Lowe­stoft. W ciągu 9 minut znisz­czyły one 2 bate­rie brze­gowe 6-calo­wych dział i 200 domów, zabi­ja­jąc 3 cywi­lów i raniąc 12. Następ­nie Bödicker prze­niósł się na pół­noc by zaata­ko­wać Yar­mo­uth. Tam widocz­ność była tak słaba, że po odda­niu pierw­szej salwy przez wszyst­kie 4 okręty, ostrzał pro­wa­dził na­dal tylko Derf­flin­ger. W tym momen­cie nie­miec­kie lek­kie krą­żow­niki zamel­do­wały, że wal­czą z Tyr­whit­tem, więc Bödicker zde­cy­do­wał się pospie­szyć im z pomocą.

Tyr­whitt, widząc że nie­przy­ja­ciel nie podąża za nim, cof­nął się i zaan­ga­żo­wał się w walkę z 6 nie­miec­kimi lek­kimi krą­żow­ni­kami. Star­cie zakoń­czyło się, kiedy nagle z mgły wynu­rzyły się 4 nie­miec­kie krą­żow­niki liniowe i otwo­rzyły do niego ogień z odle­gło­ści 13.000 jar­dów. Ponow­nie Tyr­whitt uciekł na połu­dnie, ale tym razem jego fla­gowy okręt, Conqu­est, został tra­fiony 12-calo­wymi poci­skami, które zabiły lub raniły 40 ludzi i zmniej­szyły pręd­kość lek­kiego krą­żow­nika do 20 węzłów. Bödicker miał teraz moż­li­wość schwy­ta­nia i uni­ce­stwie­nia słab­szych bry­tyj­skich sił, przy­pusz­czalny cel natar­cia Sche­era. Na nie­szczę­ście nie był w sta­nie chwy­cić tego, co samo weszło mu w ręce. Usa­tys­fak­cjo­no­wany wystrze­le­niem kilku poci­sków w stronę Anglii i odpę­dze­niem Tyr­whitta, zmie­nił teraz kurs na prze­ciwny i poszedł na wschód, by połą­czyć się z Sche­erem, który znaj­do­wał się w odle­gło­ści zale­d­wie 50 mil. Scheer miał już dosyć: przy­pusz­cza­jąc, że Wielka Flota kie­ruje się na połu­dnie (radio Neumünster ostrze­gło, że bry­tyj­skie eska­dry liniowe idą z por­tów na pół­nocy), wyko­nał zwrot całą flotą w prze­ciwnym kie­runku i skie­ro­wał się do domu. W rze­czy­wi­sto­ści, Jel­li­coe i Wielka Flota, idąc na połu­dnie, tra­fili na tak wysoki stan morza, że Jel­li­coe został zmu­szony do pozo­sta­wie­nia za sobą nisz­czy­cieli. Kiedy Scheer ponow­nie zawró­cił, Beatty był wciąż w odle­gło­ści 200 mil, a Jel­li­coe – 300. Nie było szans na prze­chwy­ce­nie nie­miec­kiej floty; obaj, Jel­li­coe i Beatty, otrzy­mali roz­kaz powrotu do por­tów.

Scheer był roz­cza­ro­wany. Duże nie­miec­kie siły nie wyko­rzy­stały prze­wagi nad dużo słab­szymi bry­tyj­skimi. Dodat­kowo Sey­dlitz został poważ­nie uszko­dzony i musiał prze­by­wać w suchym doku co naj­mniej przez mie­siąc. W Wiel­kiej Bry­ta­nii Admi­ra­li­cja prze­su­nęła 3 Eska­drę Liniową – 7 pozo­sta­łych okrę­tów typu King Edward – z Rosyth na Tamizę, pozwa­la­jąc Pierw­szemu Lor­dowi Admi­ra­li­cji, Arthu­rowi Bal­fo­urowi, by zapew­nił zestre­so­wa­nych bur­mi­strzów Lowe­stoft i Yar­mo­uth, że kolejny rajd na wybrzeże Nor­folk w przy­szło­ści będzie dużo trud­niej­szy dla agre­sora … i jeśli nie­przy­ja­ciel jest roz­sądny, atak jest mało praw­do­po­dobny”. HMS Dre­ad­no­ught został wysłany ze Scapa Flow na Tamizę, by dodać swo­ich 10 dział 12-calo­wych do 28 dział 12-calo­wych na pokła­dach 7 okrę­tów typu King Edward. To był powód, dla któ­rego ten 10-letni dzia­dek wszyst­kich dred­no­tów nie wziął udziału w bitwie jutlandz­kiej.

* * *

Rano 25 kwiet­nia, kiedy Scheer był wciąż w morzu na pokła­dzie Frie­rich der Grosse, wra­ca­jąc z rajdu na Lowe­stoft, otrzy­mał radio­de­pe­szę od Holt­zen­dorffa z Ber­lina infor­mu­jącą, że nie­miecki rząd uległ pod pre­sją nie­bez­pie­czeń­stwa zerwa­nia sto­sun­ków dyplo­ma­tycz­nych ze strony ame­ry­kań­skiego pre­zy­denta. Scheer został poin­for­mo­wany, że do czasu otrzy­ma­nia następ­nych roz­ka­zów nie­ogra­ni­czona wojna pod­wodna musi być zanie­chana i U-booty mają pro­wa­dzić dzia­ła­nia zbrojne prze­ciwko han­dlowi wyłącz­nie w opar­ciu o prze­pisy doty­czące zdo­by­czy wojen­nych: wynu­rze­nia, wizyty i prze­szu­ka­nia. Scheer był roz­wście­czony. Zanim jego okręt fla­gowy był z powro­tem w ujściu Jade, zde­cy­do­wał że w tych warun­kach cała ofen­sywa U-bootów prze­ciwko żeglu­dze han­dlo­wej musi być zanie­chana. Bez kon­sul­ta­cji z Ber­li­nem wezwał z morza wszyst­kie okręty pod­wodne Floty Peł­no­mor­skiej.

Scheer był wście­kły nie tylko z tego powodu, że ostry miecz w postaci nie­ogra­ni­czo­nej wojny pod­wod­nej – o któ­rym był prze­ko­nany, że musi być użyty – został odło­żony, ale dla­tego, że rząd nie­miecki został zmu­szony do pod­ję­cia tego kroku przez pre­zy­denta Wil­sona. Wcze­sną wio­sną 1916 roku spo­łe­czeń­stwo nie­mieckie zostało prze­ko­nane, że U-booty mogą prze­pro­wa­dzić decy­du­jące ude­rze­nie w Anglię. Teraz, na żąda­nie Ame­ry­ka­nów, ta kam­pa­nia została przed­wcze­śnie zakoń­czona. Dla Sche­era oraz wielu jego admi­ra­łów i dowód­ców to upo­ko­rze­nie stało się fru­stra­cją dla spo­łe­czeń­stwa, narzu­cone rzą­dowi, ale przede wszyst­kim miało wpływ na morale nie­mieckiej mary­narki wojen­nej.

Decy­zja Sche­era o odwo­ła­niu okrę­tów pod­wod­nych otwo­rzyła nowe tak­tyczne moż­li­wo­ści. W jego dys­po­zy­cji znaj­do­wała się duża liczba nowo­cze­snych, sku­tecz­nych okrę­tów pod­wod­nych wyco­fa­nych z nie­ogra­ni­czo­nej wojny pod­wod­nej i moż­li­wych do uży­cia we współ­dzia­ła­niu z flotą nawodną prze­ciwko okrę­tom nie­przy­ja­ciela. Scheer zawsze był zwo­len­ni­kiem idei wojny U-bootów sta­cjo­nu­ją­cych w pobliżu baz Wiel­kiej Floty, ata­ku­ją­cych bry­tyj­skie okręty wycho­dzące z por­tów. To, czego potrze­bo­wał Scheer to odpo­wied­nia przy­nęta by wycią­gnąć Bry­tyj­czy­ków w morze. Naj­lep­szym spo­so­bem doko­na­nia tego, jak oce­niał Scheer, byłby rajd nie­miec­kich krą­żow­ni­ków linio­wych w pobliżu dużej bazy bry­tyj­skiej. Wie­dział, że krą­żow­niki liniowe Beatty’ego i inne cięż­kie okręty bazo­wały w Firth of Forth2. Wie­dział rów­nież, że opusz­cze­nie suchego doku przez Sey­dlitz pla­no­wane jest na połowę maja. Sto­sow­nie do tego zde­cy­do­wał, że 17 maja Hip­per powi­nien prze­pro­wa­dzić ostrzał Sun­der­land koło New­ca­stle nad rzeką Tyne, 100 mil na połu­dnie od wej­ścia do zatoki Forth. Takie wyzwa­nie tuż pod nosem Beatty’ego powinno wycią­gnąć bry­tyj­skiego admi­rała z bazy – pro­sto na ocze­ku­jące go okręty pod­wodne, które Scheer zamie­rzał tam wysłać. Kiedy Lion i sio­strzane okręty wejdą w sąsiedz­two pery­sko­pów U-bootów, Scheer miał nadzieję, że Beatty może stra­cić w wyniku stor­pe­do­wa­nia 2, a nawet 3 krą­żow­niki liniowe. W tym cza­sie Scheer z całą Flotą Peł­no­mor­ską miał być na Morzu Pół­noc­nym w odle­gło­ści zale­d­wie 50 mil, gotowy spo­tkać i znisz­czyć bry­tyj­skie krą­żow­niki liniowe, które uszły U-bootom i ści­gały Hip­pera. Scheer wie­dział, że Wielka Flota przyj­dzie na połu­dnie ze wspar­ciem dla Beatty’ego. Nie wie­dząc nic o pokoju 40, zakła­dał, że będzie miał 6 do 7 godzin na wcią­gnię­cie Beatty’ego w walkę, zanim będzie mogła poja­wić się eska­dra liniowa Jel­li­coe.

Groźna moż­li­wość, że inter­we­nio­wać może cała Wielka Flota prze­szka­dza­jąc w jego ope­ra­cji, wyma­gała w jego pla­nie kolej­nego klu­czo­wego ele­mentu. Roz­po­zna­nie z powie­trza musiało być moż­liwe, by prze­ka­zać Flo­cie Peł­no­mor­skiej ostrze­że­nie o nad­cho­dze­niu i skła­dzie jakich­kol­wiek bry­tyj­skich sił. Scheer nie miał zamiaru anga­żo­wa­nia się w walkę z potęż­nymi dred­no­tami Jel­li­coe. Chcąc zapo­biec takiej ewen­tu­al­no­ści, ope­ra­cja musiała prze­bie­gać pod­czas dobrej pogody, kiedy zep­pe­liny mogły wznieść się do prze­pro­wa­dze­nia zwiadu. Kiedy Hip­per prze­ci­nał Morze Pół­nocne w kie­runku Sun­der­landu, zep­pe­liny miały patro­lo­wać obszar od Ska­ger­rak do Forth i wzdłuż wschod­nich angiel­skich wybrzeży do kanału La Man­che [zwa­nego rów­nież Kana­łem Angiel­skim]. Jed­nak ste­rowce nie mogły opu­ścić swo­ich han­ga­rów przy złej pogo­dzie lub pod­czas sil­nego wia­tru. Dalej, nad morzem, mogły napo­tkać na prze­szkodę w postaci mgły pokry­wa­ją­cej powierzch­nię wody. Bez­wietrzna i bez­chmurna pogoda była więc nie­zbęd­nym czyn­ni­kiem w pla­nie ataku na Sun­der­land.

Ter­min ope­ra­cji musiano nie­ocze­ki­wa­nie prze­ło­żyć, bowiem 9 maja odkryto, że kilka okrę­tów linio­wych nowego typu König– z 3 Eska­dry Linio­wej miało poważne pro­blemy tech­niczne. Plan „Sun­der­land” odro­czono do 23 maja. Dodat­kowy czas pozwo­lił Sche­erowi roz­sze­rzyć ope­ra­cję, obej­mu­jąc nią więk­szy obszar niż tylko Firth of Forth. Teraz już 16 U-bootów Floty Peł­no­mor­skiej i pół tuzina jed­no­stek z Flo­tylli Flan­dryj­skiej miało być roz­lo­ko­wa­nych w pobliżu sze­regu bry­tyj­skich por­tów z roz­ka­zem pozo­sta­wa­nia na patro­lach od 23 maja do 1 czerwca, mel­do­wa­nia o każ­dym ruchu bry­tyj­skich okrę­tów i wyko­rzy­sty­wa­nia każ­dej oka­zji do ataku. Dodat­kowo, wyj­ścia z bry­tyj­skich baz miały zostać zami­no­wane.

Z ter­mi­nem ostrzału usta­lo­nym teraz na 23 maja, Scheer wysłał swoje U-booty w morze 17 maja. Od tego momentu zegar tykał: punk­tu­al­ność całej ope­ra­cji zale­żała od zaopa­trze­nia okrę­tów pod­wod­nych w ropę. Do 30 maja ich paliwo powinno być nie­mal cał­ko­wi­cie wyczer­pane; ope­ra­cje floty nawod­nej musiały więc być zakoń­czone do tego dnia lub w oko­li­cach tej daty. Do 23 maja U-booty miały być na swo­ich pozy­cjach koło bry­tyj­skich por­tów: 7 przed Firth of Forth, cze­ka­jąc na Beatty’ego; 1 dalej na pół­noc, u wybrzeży Szko­cji; 2 koło Pen­tland Firth, by zaata­ko­wać Wielką Flotę kiedy wyszłaby ona ze Scapa Flow. Dodat­kowo, UB-27, miał spe­cjalny roz­kaz wej­ścia do Firth of Forth i zaata­ko­wa­nia tam okrę­tów wojen­nych. Cztery okręty pod­wodne przy­sto­so­wane do sta­wia­nia min skie­ro­wano do posta­wie­nia po 22 miny koło Firth of Forth, Moray Firth i na zachód od Pen­tland Firth na Orka­dach. Dodat­kowo U-booty Flo­tylli Flan­dryj­skiej skie­ro­wały się do zaata­ko­wa­nia sił w Har­wich. Wszyst­kie te okręty otrzy­mały roz­kaz pozo­sta­wa­nia na pozy­cjach do 1 czerwca i uni­ka­nia przed­wcze­snego wykry­cia. Raporty radiowe mogły być nada­wane tylko w pil­nych sytu­acjach: zauwa­że­nia głów­nych sił nie­przy­ja­ciela wycho­dzą­cych w morze i następ­nie jedy­nie po wyczer­pa­niu wszyst­kich moż­li­wo­ści ataku.

Dwu­dzie­stego dru­giego maja Flota Peł­no­mor­ska przy­go­to­wy­wała się do wyj­ścia w morze następ­nego dnia, kiedy Scheer otrzy­mał nie­po­ko­jącą wia­do­mość: Sey­dlitz wciąż nie jest gotowy do wyj­ścia w morze. Wcze­śniej stocz­nia w Wil­helm­sha­ven dono­siła, że prace remon­towe zostaną ukoń­czone do 22 maja, ale test szczel­no­ści prze­pro­wa­dzony w doku wyka­zał, że uszko­dzona w pod­wod­nej czę­ści kadłuba burta w rejo­nie tor­pe­downi na­dal prze­cie­kała. Nie chcąc wycho­dzić bez Sey­dlitza, Scheer nie­chęt­nie ponow­nie prze­ło­żył ter­min ope­ra­cji, tym razem na 30 maja. To pozo­sta­wiało tylko 2 dni na prze­pro­wa­dze­nie ataku na Sun­der­land zanim wyczer­pane zosta­nie paliwo okrę­tów pod­wod­nych już znaj­du­ją­cych się w morzu.

W tym cza­sie U-booty patro­lu­jące bry­tyj­skie wybrzeża cze­kały. Dwu­dzie­stego dru­giego maja U-42, sta­cjo­nu­jący koło Sun­der­landu mel­do­wał, że warunki są ide­alne do prze­pro­wa­dze­nia ostrzału następ­nego dnia – który, oczy­wi­ście, został odwo­łany. Od tej pory mgła i słaba widocz­ność utrud­niały okrę­tom pod­wod­nym pro­wa­dze­nie obser­wa­cji, pod­czas kiedy w tym samym cza­sie morze było tak spo­kojne, iż samo poja­wie­nie się pery­skopu wystar­czało, by zdra­dzić obec­ność U-boota. Bry­tyj­czycy patro­lo­wali inten­syw­nie. Jeden z okrę­tów pod­wod­nych sta­wia­ją­cych miny, U-74, został zato­piony ogniem z dział traw­lera pod­czas wcho­dze­nia do Moray Firth. Drugi z tych okrę­tów, U-72, miał wyciek oleju bun­kro­wego przed posta­wie­niem min przy wej­ściu do Firth of Fourth. Sze­roki ślad oleju na powierzchni umoż­li­wiał jego łatwe zlo­ka­li­zo­wa­nie i okręt musiał wró­cić do portu. Trzeci [pod­wodny] sta­wiacz min, UC-3, zagi­nął 27 maja, praw­do­po­dob­nie po ude­rze­niu w bry­tyj­ską minę we wschod­niej czę­ści kanału La Man­che. Dwu­dzie­stego dzie­wią­tego maja czwarty sta­wiacz min, U-75, dzia­ła­jąc w gęstej mgle, posta­wił 22 miny koło Orka­dów, mię­dzy Mar­wick Head a Bro­ught of Bir­say. To pole minowe nie ode­grało żad­nej roli w bitwie jutlandz­kiej, ale 5 czerwca, 4 dni po niej, jedna z min eks­plo­do­wała, wywo­łu­jąc ogromny psy­cho­lo­giczny szok w spo­łe­czeń­stwie bry­tyj­skim.

W cza­sie tych dni Scheer, na pokła­dzie Frie­drich der Grosse, obser­wo­wał nie­ubła­ga­nie zni­ka­jący cień szansy dla jego rajdu na Sun­der­land. Po pierw­sze, naprawa skra­pla­czy okrę­tów linio­wych oraz remont Sey­dlitza spo­wo­do­wały prze­ło­że­nie ostrzału pro­wa­dzo­nego przez Hip­pera na 29 maja. To było nie­bez­piecz­nie bli­sko 1 czerwca, ostat­niego dnia kiedy U-booty będą miały dość paliwa do pozo­sta­nia na patro­lach. Teraz to 3-dniowe okienko ogra­ni­czane było kolej­nym czyn­ni­kiem: pogodą i jej wpły­wem na dzia­ła­nia zep­pe­li­nów. Nie­szczę­śli­wie, po tym jak U-booty wyszły w stronę Wiel­kiej Bry­ta­nii, nastą­pił atak złej pogody; następ­nego dnia dowódca floty ste­row­ców zamel­do­wał, że reko­ne­sans z powie­trza nie będzie moż­liwy.

Zmar­twiony Scheer wciąż nie chciał zaprze­stać ope­ra­cji, mar­no­wać min i „zapa­li­ko­wa­nia” okrę­tów pod­wod­nych. Przy­go­to­wał alter­na­tywny plan: jeśli utrzyma się zła pogoda i zep­pe­liny nie będą mogły unieść się w powie­trza, nie popro­wa­dzi swo­ich krą­żow­ni­ków linio­wych przez Morze Pół­nocne do Sun­der­landu; zamiast tego wyśle Hip­pera do krą­że­nia pro­wo­ka­cyj­nie wzdłuż wybrzeża Nor­we­gii, jakby chciał zaata­ko­wać bry­tyj­ską żeglugę w cie­śni­nie Ska­ger­rak. Naczelny cel miał pozo­stać ten sam: wycią­gnię­cie Bry­tyj­czy­ków w morze i wysta­wie­nie ich na atak U-bootów. Obec­ność Hip­pera koło Nor­we­gii byłaby nie­wąt­pli­wie zauwa­żona przez Angli­ków; ope­ra­cja wciąż z dużym praw­do­po­do­bień­stwem wycią­gnę­łaby Beatty’ego rzu­ca­jąc go – nad cze­ka­jące okręty pod­wodne. W tym cza­sie Scheer i jego eska­dry liniowe, idące na pół­noc od kil­wa­teru Hip­pera, miały cze­kać na Beatty’ego zale­d­wie 40 mil na połu­dnie. Gdyby miała nadejść rów­nież Wielka Flota , byłyby to bez­piecz­niej­sze wody dla nie­miec­kiej floty. Cie­śnina Ska­ger­rak była bli­żej nie­miec­kich niż bry­tyj­skich baz, a z duń­skim wybrze­żem osła­nia­ją­cym jego pra­wo­bur­tową – wschod­nią – flankę i osłoną nisz­czy­cieli i lek­kich krą­żow­ni­ków roz­cią­gniętą daleko na zachód na jego lewym skrzy­dle, reko­ne­sans zep­pe­li­nów nie był konieczny; Scheer mógł być wciąż ostrze­żony w porę i miałby dosyć czasu po uni­ce­stwie­niu Beatty’ego na wyco­fa­nie się w bez­pieczny od pól mino­wych akwen w zatoce Hel­go­land.

Dwu­dzie­sty ósmy maja był dniem pod­ję­cia decy­zji. U-booty spo­czy­wa­jące na dnie koło bry­tyj­skich baz otrzy­mały roz­kaz odej­ścia i powrotu do por­tów wie­czo­rem 1 czerwca. Wyj­ście Floty Peł­no­mor­skiej zale­żało od tego czy pułapka przy­go­to­wana przez U-booty będzie wciąż gotowa. Szansa zre­ali­zo­wa­nia pier­wot­nego planu Sche­era – zaata­ko­wa­nia Sun­der­landu – teraz zale­żał od moż­li­wo­ści prze­pro­wa­dze­nia reko­ne­sansu z powie­trza w ciągu naj­bliż­szych 24 do 36 godzin. Silne pół­nocno-wschod­nie wia­try w zatoce Hel­go­land wyklu­czyły jed­nak prze­pro­wa­dze­nie reko­ne­sansu przez ste­rowce i Scheer zde­cy­do­wał, że jeśli wiatr nie uspo­koi się do 30 maja, zanie­cha ude­rze­nia na Sun­der­land na rzecz Ska­ger­raku.

O pół­nocy 28 maja wszyst­kie okręty zako­twi­czone na podej­ściach do Jade otrzy­mały roz­kaz przy­go­to­wa­nia się do pod­nie­sie­nia ciśnie­nia pary. W połu­dnie 29 maja ogło­szono, że Sey­dlitz ma odpo­wied­nią dziel­ność mor­ską i wyj­dzie z suchego doku. O godzi­nie 15.00 następ­nego dnia, przy sil­nym wie­trze wciąż wie­ją­cym z pół­noc­nego wschodu, dowódca dywi­zjonu ste­row­ców mary­narki wojen­nej zamel­do­wał, że przez następne 2 dni nie może być prze­pro­wa­dzony przez zep­pe­liny żaden sku­teczny reko­ne­sans. Scheer natych­miast zde­cy­do­wał się prze­pro­wa­dzić swój alter­na­tywny plan; o 15.40 po połu­dniu 30 maja radiowy sygnał „31 G.G.2490” dotarł z Frie­drich der Grosse, naka­zu­jąc połą­cze­nie się okrę­tów na redzie Schil­lig. Sygnał ozna­czał „Wyko­nać ści­śle tajną instruk­cję 2490 dnia 31 maja”. Ope­ra­cja w Ska­ger­raku miała roz­po­cząć się o świ­cie następ­nego dnia.

* * *

Godzinę po pół­nocy w środę 31 maja okręty Floty Peł­no­mor­skiej zaczęły pod­no­sić kotwice. Pierw­sze w morzu były krą­żow­niki liniowe pro­wa­dzone przez nowy Lützow i sio­strzany Def­flin­ger. Na swoim pomo­ście, powra­ca­jący ze zwol­nie­nia lekar­skiego i odro­dzony, ze swoją pew­no­ścią sie­bie, stał Franz Hip­per, który prze­wi­dział w obec­no­ści swo­ich ofi­ce­rów, że będzie stał obok nich tego popo­łu­dnia i że będą oni „pod naci­skiem i w klesz­czach Bry­tyj­czy­ków”. Myślał, że będą duże straty w ludziach. „Dobrze – pocie­szał się – że wszystko jest w rękach Boga”. W rękach Hip­pera tego dnia było 40 okrę­tów: 5 krą­żow­ni­ków linio­wych, 5 lek­kich krą­żow­ni­ków i 30 nisz­czy­cieli.

Pół­to­rej godziny póź­niej, kiedy wstał świt, główna nie­miecka flota liniowa zaczęła pod­no­sić kotwice. Scheer wziął tego dnia ze sobą 16 z 18 nie­miec­kich dred­no­tów; König Albert pozo­stał z tyłu z powodu nie­ustan­nych pro­ble­mów ze skra­pla­czami, a nowy Bay­ern, pierw­szy nie­miecki okręt liniowy uzbro­jony w 15-calowe działa, został uznany za zbyt wcze­śnie oddany do służby, by być gotowy do bitwy. Sześć lek­kich krą­żow­ni­ków i 31 nisz­czy­cieli poszło do osłony cięż­kich okrę­tów. O godzi­nie 5.00 na połu­dnie od Hel­go­landu 6 sta­rych okrę­tów linio­wych z cza­sów sprzed dred­no­tów z 2 Eska­dry Linio­wej, wycho­dzą­cych ze swo­jej bazy na rzece Elbe, dołą­czyło do 16 nowo­cze­snych okrę­tów linio­wych Sche­era. Dla więk­szo­ści ofi­ce­rów Floty Peł­no­mor­skiej ich obec­ność była poważ­nym błę­dem. Zdolne do roz­wi­ja­nia pręd­ko­ści zale­d­wie 18 węzłów, uzbro­jone w tylko 4 działa 12-calowe, były okre­ślane mia­nem „okrę­tów na 5 minut”, bo tyle wyno­sił spo­dzie­wany czas ich walki z dred­no­tami. Scheer wie­dział o tych drwi­nach, dowo­dząc kie­dyś oso­bi­ście tą eska­drą i począt­kowo nie zamie­rzał zabie­rać ze sobą tych sta­rych okrę­tów. Nie­mniej jed­nak, kiedy zbli­żał się czas wyj­ścia w morze, kontr­ad­mi­rał Mauve, dowódca eska­dry, bła­gał by nie pozo­sta­wiać pre-dred­no­tów. Zwy­cię­żył sen­ty­ment i Scheer ustą­pił. Włą­cza­jąc je, osła­bił sie­bie, redu­ku­jąc pręd­kość nie­mieckiej linii bojo­wej do 18 węzłów i dając Bry­tyj­czy­kom 2 węzły prze­wagi w pręd­ko­ści.

Główna flota liniowa Sche­era skła­dała się teraz z 59 okrę­tów: 16 dred­no­tów, 6 sta­rych okrę­tów linio­wych, 6 lek­kich krą­żow­ni­ków i 31 nisz­czy­cieli. Doda­jąc siły Hip­pera do Sche­era, łącz­nie 99 nie­miec­kich okrę­tów kie­ro­wało się na pół­noc przez wolny od min kanał pro­wa­dzący do Horns Reef 3, grupy piasz­czy­stych łach roz­cią­ga­ją­cych się w kie­runku Morza Pół­noc­nego od duń­skiego Pół­wy­spu Jutlandz­kiego. Kiedy wze­szło słońce, „oświe­tla­jąc morze wspa­nia­łymi zło­tymi pro­mie­niami”, eks­cy­to­wał się ofi­cer arty­le­rii z Derf­flin­gera, ludzie z całej floty spo­glą­dali na ten wspa­niały spek­takl, któ­rego sami byli czę­ścią: słynne krą­żow­niki liniowe idące w straży przed­niej; dalej wiel­kie jasno­szare dred­noty w jed­nej kolum­nie, uno­szące się i opa­da­jące na falach z czar­nym dymem uno­szą­cym się z ich komi­nów; a wszę­dzie wokół lek­kie krą­żow­niki i nisz­czy­ciele. Dzi­siaj albo naj­praw­do­po­dob­niej jutro roz­pocz­nie się „Der Tag”, „Dzień”, na który nie­miecka mary­narka wojenna pra­co­wała tak ciężko i cze­kała tak długo.

Kiedy nastał dzień, Scheer na pomo­ście Frie­drich der Grosse otrzy­mał 3 depe­sze z jego okrę­tów pod­wod­nych. U-32, będący na powierzchni morza w odle­gło­ści 300 mil, zamel­do­wał o zauwa­że­niu 2 bry­tyj­skich dred­no­tów, 2 krą­żow­ni­ków i kilku nisz­czy­cieli w pobliżu wyspy May, 60 mil na wschód od Firth of Forth. Kie­ro­wały się na połu­dniowy wschód. Godzinę póź­niej inny okręt pod­wodny, U-66, zamel­do­wał o 8 bry­tyj­skich okrę­tach linio­wych osła­nia­nych przez lek­kie krą­żow­niki i nisz­czy­ciele w odle­gło­ści 60 mil na wschód od Cro­marty, idące wschod­nim kur­sem. Mniej wię­cej w tym samym cza­sie nie­miecka sta­cja radiowa w Neumünster rapor­to­wała o prze­chwy­ce­niu bry­tyj­skiej depe­szy radio­wej wska­zu­ją­cej że 2 bry­tyj­skie dred­noty – albo grupy dred­no­tów, depe­sze nie wska­zy­wały tego jed­no­znacz­nie – opu­ściły Scapa Flow. Scheer wziął pod roz­wagę te szcząt­kowe infor­ma­cje i odrzu­cił je; wyda­wały się zbyt nie­wy­raźne i nie mające związku z jego ope­ra­cją. Siły nie­przy­ja­ciela były daleko i wyda­wało się, że są nie­za­leż­nymi ruchami oddziel­nych grup bry­tyj­skiej floty. Nic nie wska­zy­wało na to, że cała Wielka Flota wyszła w morze; Scheer trzy­mał się więc swego pół­noc­nego kursu.

W tym tkwił naj­więk­szy błąd Sche­era pod­czas bitwy jutlandz­kiej. Zanim oddano pierw­szy strzał, jego U-booty zawio­dły. Ataki okrę­tów pod­wod­nych – pod­sta­wowy ele­ment całej ope­ra­cji – oka­zały się cał­ko­wi­cie bez­u­ży­teczne. Okręty pod­wodne ani nie dostar­czyły Sche­erowi uży­tecz­nych infor­ma­cji, ani nie mogły zmniej­szyć prze­wagi Jel­li­coe choć o 1 okręt. Teraz cała potęga Wiel­kiej Floty była w morzu, zbli­ża­jąc się do niego, nie­na­ru­szona, nie­po­mniej­szona i nie­wy­kryta.

* * *

Dwa­na­ście mie­sięcy, jakie upły­nęło po bitwie pod Dog­ger Bank, było trudne dla ofi­ce­rów i mary­na­rzy Wiel­kiej Floty. Tak długo jak kaj­zer utrzy­my­wał swoją flotę w por­cie, Wielka Bry­ta­nia utrzy­my­wała swoje kró­lo­wa­nie na morzach. Ponie­waż tra­dy­cja Kró­lew­skiej Mary­narki Wojen­nej wyma­gała cze­goś wię­cej, bry­tyj­scy ofi­ce­ro­wie tęsk­nili za nowym Tra­fal­ga­rem, choć wie­dzieli, że przed bitwą pod Tra­fal­ga­rem Nel­son spę­dził 2 mono­tonne lata, patro­lu­jąc w rejo­nie Tulonu. Nie dostrze­gali rów­nież powol­nego dusze­nia się Nie­miec blo­kadą. Byli nie tylko sfru­stro­wani i znu­dzeni, ale mieli poczu­cie winy. Armia – ich bra­cia, kuzyni i przy­ja­ciele – ginęła w oko­pach, pod­czas kiedy oni, zamknięci w swo­ich sza­rych okrę­tach, krę­cili się bez­ce­lowo wokół swo­ich boi cumow­ni­czych w odle­głych por­tach na pół­nocy.

Zwłasz­cza Beatty się nie­cier­pli­wił. „Docie­rały do mnie wie­ści o strasz­nych stra­tach na fron­cie zachod­nim – pisał do Ethel 15 maja 1915 roku. – Nie sądzę, Kocha­nie, że kie­dy­kol­wiek poj­miesz efekt jaki wywarły na mnie te strasz­liwe wyda­rze­nie… Czuję się tak bez­radny, bez­silny by doko­nać cze­go­kol­wiek z powodu braku moż­li­wo­ści, nie­mal tak jak­by­śmy nie wypeł­niali czę­ści zada­nia zło­żo­nej na nasze barki przez naród… Spę­dzamy dni nie robiąc niczego, kiedy tak wielu robi tak wiele… Czuję się z tym ciężko na sercu”. Sześć mie­sięcy póź­niej sprawy wyda­wały się ukła­dać jesz­cze gorzej. „Ta wstrętna zatoka Forth jak wielki rynsz­tok wypeł­niony gęstą mgłą, wychła­dza wszystko – napi­sał do Ethel. – Nie ma żad­nej rado­ści życia w takich warun­kach … Mój czas musi nadejść”. Czas Beatty’ego miał nadejść, ale nie wcze­śniej niż po następ­nych 7 mie­sią­cach na kotwicy.

Jel­li­coe i Admi­ra­li­cja podzie­lali fru­stra­cję Beatty’ego. W kore­spon­den­cji mię­dzy Lon­dy­nem, Scapa i Rosyth nie­ustan­nie dys­ku­to­wano ofen­sywne pro­jekty, które mogły zanę­cić lub zmu­sić Niem­ców do wyj­ścia w morze: ostrzał wyspy Hel­go­land. Pro­po­no­wano wypeł­nie­nie 6 zbior­ni­kow­ców i 12 traw­le­rów ropą naf­tową, zdjąć załogi i wpro­wa­dzić je w śro­dek stoczni Hel­go­land. Ostrze­lać Flotę Peł­no­mor­ską na redzie Schil­lig, następ­nie wysłać flo­tylle nisz­czy­cieli w celu prze­pro­wa­dze­niu ataku tor­pe­do­wego, a póź­niej prze­pro­wa­dzić ude­rze­nie o pół­nocy z arty­le­ryj­skim i tor­pe­do­wym natar­ciem samo­bój­czym 5 sta­rych okrę­tów linio­wych. Spe­ne­tro­wać przy pomocy pre-dred­no­tów Morze Bał­tyc­kie w celu otwar­cia drogi do Rosji. Jel­li­coe popie­rał wszyst­kie te suge­stie. Naczelny dowódca był zwo­len­ni­kiem akcji, ale jesz­cze sil­niej sprze­ci­wiał się ryzyku. Bez bitwy Wielka Bry­ta­nia pano­wała na morzach. Pomimo fru­stra­cji nowy Tra­fal­gar musiał zacze­kać.

Nowa rada Admi­ra­li­cji poparła ostroż­ność Jel­li­coe. Pod nie­obec­ność Chur­chilla, który pró­bo­wał prze­pchnąć okręty liniowe przez Dar­da­nele i Fishera, który chciał wedrzeć się sztur­mem na Bał­tyk, człon­ko­wie rady udzie­lali suge­stii, ale ni­gdy nie naci­skali na naczel­nego dowódcę. Ton nada­wał Jack­son, który kie­dyś napi­sał do Jel­li­coe pełen smutku list: „Pra­gnął­bym, aby­śmy mogli wywa­bić ich z zatoki Hel­go­land, by dać panu szansę. Czy ma pan jakiś pomysł? Ja chciał­bym go mieć”. Odpo­wie­dzi Jel­li­coe – jak ta z 25 stycz­nia 1916 r. – zawsze wra­cały do fun­da­men­tów bry­tyj­skiej stra­te­gii mor­skiej: „Dopóki Flota Peł­no­mor­ska nie wycofa się z defen­sywy, z żalem muszę powie­dzieć, że nie widzę , by moż­liwe były jakie­kol­wiek ofen­sywne dzia­ła­nia prze­ciwko niej. Może być osła­biona minami i ata­kami okrę­tów pod­wod­nych, gdy wyj­dzie na ćwi­cze­nia, ale poza tym żadna akcja mor­ska prze­ciwko niej nie wydaje się moż­liwa w prak­tyce”.

* * *

Pod­czas kiedy Wielka Flota cze­kała, rosła w siłę. W kwiet­niu 1916 roku w Royal Navy były 43 dred­noty: 33 okręty liniowe i 10 krą­żow­ni­ków linio­wych; 13 z tych okrę­tów weszło do służby od roz­po­czę­cia wojny. Okręty liniowe Ben­bow i Empe­ror of India dołą­czyły do floty w grud­niu 1914 roku. Canada, zare­kwi­ro­wana od Chile w 1915 roku, została dołą­czona do Agin­co­urt i Erin, prze­ję­tych od Tur­cji. Pięć super­dred­no­tów typu Queen Eli­za­beth dołą­czyło do Wiel­kiej Floty: sama Queen Eli­za­beth, wraz z War­spite i Bar­ham w 1915 roku, a Valiant i Malaya – na początku 1916. Ta piątka, z któ­rej każdy okręt miał zamon­to­wa­nych 8 dział 15-calo­wych i strze­la­ją­cych poci­skami o wadze 1.900 fun­tów, były wów­czas naj­wspa­nial­szymi okrę­tami linio­wymi na świe­cie. Były świet­nie opan­ce­rzone i mogły przy­jąć na sie­bie cięż­kie ude­rze­nia poci­sków; ich pręd­kość, 25 węzłów, była o 4 do 5 węzłów więk­sza niż pręd­kość kon­struk­cyjna jakie­go­kol­wiek nie­miec­kiego okrętu linio­wego i nie­mal taka sama jak bry­tyj­skich i nie­miec­kich krą­żow­ni­ków linio­wych. Spa­lały olej napę­dowy, co pozwa­lało na więk­szą auto­no­micz­ność żeglugi i chro­niły ich załogi przed wycień­cza­jącą ręczną pracą prze­ła­do­wy­wa­nia węgla i szu­flo­wa­nia go do pale­nisk. Dodat­kowo, kolej­nych 5 super-dred­no­tów typu Royal Sove­re­ign, każdy uzbro­jony w 8 dział 15-caalo­wych, było w budo­wie: Royal Oak i Revenge przy­były na czas, by wziąć udział w bitwie jutlandz­kiej; Royal Sove­re­ign był gotowy o kilka dni za późno, a Reso­lu­tion i Ramil­lies znaj­do­wały się wciąż w budo­wie. Ogól­nie jed­nak mar­gi­nes bry­tyj­skiej prze­wagi nad Niem­cami w kate­go­rii dred­no­tów wzrósł w istotny spo­sób. Od sierpnia1914 roku, Niemcy zwięk­szyli flotę o 5 dred­no­tów: 4 typu König – wszyst­kie obecne przy wybrze­żach Jutlan­dii i nowy, wypo­sa­żony w 15-calowe działa Bay­ern, który pozo­sta­wiono w Wil­helm­sha­ven.

Liczba jed­no­stek nie była jed­nak stała. Szó­stego stycz­nia 1916 r. pre­dred­not King Edward VII, idąc ze Scapa Flow do Bel­fa­stu w celu prze­pro­wa­dze­nia prze­glądu w suchym doku, ude­rzył w minę i zato­nął u wybrzeży Szko­cji. Na szczę­ście pogrą­żał się w morzu powoli i cała załoga została ura­to­wana. Trze­ciego grud­nia 1915 r. super­dred­noty Bar­ham i War­spite zde­rzyły się w sztor­mie. Bar­ham, okręt fla­gowy, wywie­sił sygnał redu­ku­jąc pręd­kość eska­dry do 8 węzłów; War­spite nie­pra­wi­dłowo odczy­tał sygnał jako 18 węzłów i zaczął go doga­niać. Wów­czas, w chwili kiedy rufa Bar­hama zanu­rzyła się głę­boko, dziób War­spite, idą­cego za nim, uniósł się wysoko w powie­trze. Kiedy dziób opadł, ude­rzył w Bar­hama z hała­sem opi­sa­nym jako „strasz­liwe skrzy­pie­nie, jakby gigan­tyczny robot prze­żu­wał żela­zne pręty”. Bar­ham był w sta­nie doko­nać napraw w Cro­marty, ale War­spite musiał skie­ro­wać się na połu­dnie, do Devon­port.

Co się tyczy krą­żow­ni­ków linio­wych, to Beatty dowo­dził teraz 10 z tych szyb­kich okrę­tów. Dwa kolejne nad­cho­dziły, Renown i Repulse, prze­bu­do­wane z okrę­tów linio­wych w trak­cie kon­struk­cji, pod­czas krót­kiej, dru­giej tury Jacky’ego Fishera na sta­no­wi­sku Pierw­szego Lorda Mor­skiego. W tym cza­sie do 4 krą­żow­ni­ków linio­wych dowo­dzo­nych przez Hip­pera pod Dog­ger Bank, doszły tylko Lützow i Derf­flin­ger. Trzeci okręt sio­strzany, Hin­den­burg, był wciąż w budo­wie. Krą­żow­niki liniowe Beatty’ego pozo­sta­wały w Rosyth, gdzie bazo­wały od grud­nia 1914 roku. Obok swego fla­go­wego Liona, wice­ad­mi­rał miał teraz 3 eska­dry, każdą zło­żoną z 3 okrę­tów: szyb­kie „koty” uzbro­jone w 13,5-calowe działa, w skład któ­rych wcho­dziły sio­strzane okręty Liona – Prin­cess Royal4, Queen Mary i Tiger; wypo­sa­żone w 12-calowe działa okręty dru­giej gene­ra­cji – New Zealand, Inde­fa­ti­ga­ble i Austra­lia; oraz na końcu 3 naj­star­sze bry­tyj­skie krą­żow­niki liniowe – Invin­ci­ble, Infle­xi­ble i Indo­mi­ta­ble. Beatty ni­gdy nie zaprze­stał prób powięk­sze­nia swo­ich sił i wal­czył z Jel­li­coe o uzy­ska­nie nowych super­dred­no­tów typu Queen Eli­za­beth, które miały dołą­czyć do Jel­li­coe w Scapa Flow. Beatty oświad­czył, że potrze­buje tych szyb­kich, potęż­nych okrę­tów, by prze­ciw­sta­wić się flo­cie krą­żow­ni­ków linio­wych, ponie­waż mel­do­wano, iż Lützow i Hin­den­burg są gotowe do dołą­cze­nia do Hip­pera. Jel­li­coe prze­ciw­sta­wiał się, chcąc utrzy­mać jak naj­więk­sze siły pod swoim dowódz­twem i użyć nowe dred­noty jako szyb­kie skrzy­dło linii bojo­wej Wiel­kiej Floty. Jak wska­zał naczelny dowódca, Beatty miał już 10 krą­żow­ni­ków linio­wych prze­ciwko 4 Hip­pera (5 z Lützow, a 6 z Hin­den­bur­giem) i, jak zwie­rzył się Jack­so­nowi, czuł że „im sil­niej­szym uczy­nię Beatty’ego, tym więk­sza będzie jego pokusa zaan­ga­żo­wa­nia się w nie­za­leżną akcję”. Dwu­krot­nie – w lutym 1916 roku i ponow­nie w poło­wie marca – Jel­li­coe odrzu­cał prośby Beatty’ego o te nowe okręty.

Zbieg 3 oko­licz­no­ści spo­wo­do­wał zmianę decy­zji Jel­li­coe. Pod koniec marca Admi­ra­li­cja dowie­działa się, że Lützow rze­czy­wi­ście dołą­czył do Floty Peł­no­mor­skiej i został okrę­tem fla­go­wym Hip­pera. Następ­nie, 22 kwiet­nia, koli­zja New Zealand i Austra­lii oraz koniecz­ność skie­ro­wa­nia ich do remontu zre­du­ko­wały siły Beatty’ego z 10 do 8 okrę­tów. W tym cza­sie Jel­li­coe i Beatty mar­twili się arty­le­rią bry­tyj­skich krą­żow­ni­ków linio­wych. Pod­czas strze­la­nia w listo­pa­dzie 1915 roku, zarówno Lion, jak i Tiger spi­sały się fatal­nie; Beatty przy­znał Jel­li­coe, że było to „straszne roz­cza­ro­wa­nie”. W marcu 1916 roku grupa młod­szych ofi­ce­rów z lek­kich krą­żow­ni­ków przy­dzie­lo­nych do sił Beatty’ego spo­tkała się pew­nej nocy w salo­nie Southamp­ton i zgo­dziła się „wspól­nie i każdy z osobna … że strze­la­nie cięż­kich krą­żow­ni­ków było do niczego”. Jed­nym z powo­dów było to, że okręty Beatty’ego, z powodu braku miej­sca do szko­le­nia w pobliżu Firth of Forth, nie były w sta­nie prze­pro­wa­dzić odpo­wied­nich ćwi­czeń. Pod­czas kon­fe­ren­cji prze­pro­wa­dzo­nej 12 maja 1916 r. w Rosyth Jel­li­coe zde­cy­do­wał się roz­wią­zać ten pro­blem przy­pro­wa­dza­jąc krą­żow­niki liniowe na pół­noc, z Rosyth do Scapa, eska­dra po eska­drze, by prze­pro­wa­dzać ćwi­cze­nia arty­le­rii głów­nego kali­bru w odpo­wied­nim zasięgu ognia na akwe­nie przy­go­to­wa­nym bli­sko Scapa Flow. Jako uzu­peł­nie­nie luki w swo­ich siłach, Beatty dostał to, czego chciał; Queen Eli­za­beth miała dołą­czyć do niego w Rosyth. W trze­cim tygo­dniu maja 3 Eska­dra Krą­żow­ni­ków Linio­wych kontr­ad­mi­rała Hora­cego Hooda – Invin­ci­ble, Infle­xi­ble i Indo­mi­ta­ble – została wyłą­czona na 3 tygo­dnie z sił Beatty’ego w celu prze­pro­wa­dze­nia ćwi­czeń arty­le­ryj­skich, pod­czas kiedy 5 Eska­dra Liniowa kontr­ad­mi­rała Hugh Evan-Tho­masa – 5 okrę­tów typu Queen Eli­za­beth – skie­ro­wała się na połu­dnie, aby wes­przeć Beatty’ego. Hood był bar­dzo nie­za­do­wo­lony z roz­kazu. „To wielki błąd – powie­dział. – Jeśli David [Beatty] otrzyma te okręty [typu Quen Eli­za­beth] to nic nie powstrzyma go przed rzu­ce­niem się na całą nie­miecką flotę, gdy dosta­nie taką szansę”. Z 5 super­dred­no­tów, które przy­były, Queen Eli­za­beth musiał udać się do suchego doku w Rosyth. Z 3 okrę­tami typu Invin­ci­ble skie­ro­wa­nymi na pół­noc i Austra­lią wciąż w suchym doku, siły Beatty’ego skła­dały się teraz z 6 krą­żow­ni­ków linio­wych, plus 4 szyb­kich okrę­tów linio­wych. To były siły, które Beatty popro­wa­dził pod Jutlan­dię.

Było wiele błę­dów Beatty’ego w dowo­dze­niu pod­czas bitwy, z któ­rych nie­które wyni­kają z kurio­zal­nych wcze­śniej­szych zanie­dbań. Odno­sząc suk­ces w swo­ich wytrwa­łych wysił­kach w celu pozy­ska­nia dla swo­ich sił 5 Eska­dry Linio­wej, Beatty z nie­wy­ja­śnio­nych powo­dów zro­bił bar­dzo nie­wiele, by zagwa­ran­to­wać ich sku­tecz­ność. Od przy­by­cia okrę­tów typu Queen Eli­za­beth do ich wyj­ścia w kie­runku Jutlan­dii minęło 10 dni. W tym cza­sie 4 wiel­kie okręty liniowe kotwi­czyły nie­da­leko Liona, w Firth of Forth. Beatty nie wezwał w tych dniach ani razu na pokład okrętu fla­go­wego kontr­ad­mi­rała Evan-Tho­masa, tak aby obaj mogli usiąść i Beatty wyja­śniłby mu swoją tak­tykę. Nor­mal­nie takie kon­wer­sa­cje odby­wały się z każ­dym nowym pod­wład­nym; w tym przy­padku jed­nak było to szcze­gól­nie ważne, ponie­waż Evan-Tho­mas był „czło­wie­kiem od okrę­tów linio­wych”, odda­nym Jel­li­coe i Wiel­kiej Flo­cie, w któ­rej wszyst­kie manewry tak­tyczne były kon­tro­lo­wane przy pomocy wyraź­nych sygna­łów z okrętu fla­go­wego. Evan-Tho­mas ni­gdy nie słu­żył pod roz­ka­zami Beatty’ego, a jego eska­dra ni­gdy nie współ­dzia­łała na morzu z krą­żow­ni­kami linio­wymi; jeśli teraz on i załogi mieli przy­sto­so­wać się do swo­bod­nego stylu bitwy Beatty’ego według hasła „Za mną!”, Evan-Tho­mas musiał wie­dzieć czego się po nim ocze­kuje. Andrew Gor­don, któ­rego naj­now­sza histo­ria bitwy jutlandz­kiej jest jedną z jak dotąd naj­le­piej napi­sa­nych, okre­ślił zacho­wa­nie Beatty’ego jako „szo­ku­jąco nie­pro­fe­sjo­nalne … Jak długo Evan-Tho­mas miałby krą­żyć wokół boi kil­ka­set metrów od Liona, zanim Beatty znu­dziłby się obra­ca­niem głowy i poroz­ma­wiał z nim, nie wia­domo”. Osta­tecz­nie Evan-Tho­mas wyszedł w morze bez instruk­cji.

Była jesz­cze jedna zmiana w szyku bojo­wym bry­tyj­skiej floty, mniej istotna w tym momen­cie, ale będąca zna­kiem cze­goś nowego w przy­szło­ści. Dwu­na­stego kwiet­nia 1916 r. masywny, nie­zwy­kle wyglą­da­jący okręt przy­łą­czył się do floty w Scapa Flow. Był to prze­ro­biony 18.000-tonowy linio­wiec Cunarda Cam­pa­nia, wete­ran prze­wo­zów pasa­żer­skich na pół­noc­nym Atlan­tyku, wycho­dzący ze stoczni w Liver­po­olu po prze­bu­do­wie na lot­ni­sko­wiec. Jel­li­coe był zado­wo­lony, widząc go. Od początku wojny pro­sił Admi­ra­li­cję o okręty do prze­wozu samo­lo­tów, by mógł zmie­rzyć się z zep­pe­li­nami uno­szą­cymi się nad jego flotą i mel­du­ją­cymi o jej ruchach. Tęsk­nił rów­nież za tech­nicz­nymi środ­kami umoż­li­wia­ją­cymi mu pro­wa­dze­nie wła­snego zwiadu powietrz­nego. Małe, wcze­sne bry­tyj­skie lot­ni­skowce5, 3.000-tonowe parowce ope­ru­jące kie­dyś w poprzek kanału La Man­che: Enga­dine, Riviera i Empress, ze swo­imi bre­zen­to­wymi han­ga­rami dla 3 wod­no­sa­mo­lo­tów, pozo­stały z siłami Tyr­whitta w Har­wich, pod­czas kiedy Admi­ra­li­cja pra­co­wała nad czymś lep­szym dla Jel­li­coe.

Dzia­ła­nia wod­no­sa­mo­lo­tów na otwar­tym morzu były same w sobie trudne: jaka­kol­wiek kom­bi­na­cja sła­bego wia­tru, mgły i wzbu­rzo­nego morza unie­moż­li­wiała start. Co waż­niej­sze, prak­tyczna bez­u­ży­tecz­ność wod­no­sa­mo­lo­tów jako broni prze­ciwko zep­pe­li­nom stała się oczy­wi­sta; cię­żar ich pły­wa­ków ogra­ni­czał pręd­kość wzno­sze­nia się, pręd­kość lotu, wyso­kość i pro­mień dzia­ła­nia. Roz­wią­za­niem urze­czy­wist­nio­nym na Cam­pa­nii był pokład star­towy, cią­gnący się do przodu od pomo­stu aż poza dziób, z któ­rego jed­no­oso­bowy samo­lot z kołami mógł star­to­wać pod wiatr. Przy swo­jej mini­mal­nej wadze samo­loty te mogły wzno­sić się na wyso­ko­ści na jakie uno­siły się zep­pe­liny, ata­ko­wać mon­stra, po czym wra­cać i lądo­wać na morzu w pobliżu swo­ich okrę­tów; poduszki powietrzne miały zapew­niać samo­lotom pły­wal­ność wystar­cza­jąco długo, by ura­to­wano pilota. Jel­li­coe uważ­nie obser­wo­wał ten roz­wój i snuł wiel­kie plany. „Jestem zado­wo­lony, że mogę donieść iż wczo­raj otrzy­ma­li­śmy jeden z lot­ni­skow­ców – pisał do Beatty’ego 7 sierp­nia 1915 r. – pierw­szy, który powstał ze statku. Nie jest miłym zada­niem dla pilota wystar­to­wa­nie z pokładu … Jeśli poja­wią się jakieś trud­no­ści, z pew­no­ścią będzie po nim”. Ten sys­tem speł­niał jedno z życzeń Jel­li­coe – ata­ko­wa­nia zep­pe­li­nów, ale nie dru­gie – dostar­cze­nia mu infor­ma­cji zwia­dow­czych. Nie­stety, nowa dzio­bowa rampa Cam­pa­nii nie była wystar­cza­jąco długa dla startu więk­szych, cięż­szych, dwu­oso­bo­wych samo­lo­tów, potrzeb­nych do zain­sta­lo­wa­nia radio­sta­cji nie­zbęd­nych do dzia­łań roz­po­znaw­czych. Z tego powodu nowy lot­ni­sko­wiec pozo­sta­wał hybrydą: obok swego dzio­bo­wego pokładu star­to­wego, zacho­wał rów­nież duży rufowy han­gar dla wodnosamo­lo­tów, które jak poprzed­nio musiały być opusz­czane na wodę przed wystar­to­wa­niem. Sie­dem wodnosamo­lo­tów i 3 myśliwce two­rzyły nową grupę powietrzną lot­ni­skowca.

* * *

Pod­czas kiedy liczba okrę­tów wzra­stała, a ich kon­struk­cje roz­wi­jały się, ludzie we flo­cie wciąż cze­kali na akcję. Pod wie­loma wzglę­dami ich sytu­acja popra­wiła się. Scapa Flow było teraz ufor­ty­fi­ko­wa­nym kotwi­co­wi­skiem, a jego pola minowe i mocne, sta­lowe sieci roz­cią­gnięte w poprzek wejść pozwa­lały bry­tyj­skim admi­ra­łom i mary­na­rzom oraz set­kom ich okrę­tów – okrę­tom linio­wym, krą­żow­ni­kom linio­wym, krą­żow­ni­kom opan­ce­rzo­nym, lek­kim krą­żow­ni­kom, nisz­czy­cie­lom, okrę­tom-bazom, bun­krow­com, węglow­com, pły­wa­ją­cym maga­zy­nom, okrę­tom amu­ni­cyj­nym, stat­kom szpi­tal­nym, traw­le­rom i dry­fte­rom – prze­by­wać w tak bez­piecz­nym miej­scu, jakim cie­szyli się ich nie­mieccy prze­ciw­nicy w Wil­helm­sha­ven. Bez­pieczny port był jed­nak tylko jed­nym z czyn­ni­ków życia w Scapa Flow. Były też nimi: ponura izo­la­cja bazy, czę­sto nie­zno­śna, zawsze zmienna pogoda i zwy­czajna, roz­dzie­ra­jąca nuda nie­koń­czą­cego się ocze­ki­wa­nia.

Jel­li­coe robił co mógł, by ćwi­cze­niami floty utrzy­mać ludzi w goto­wo­ści. Raz za razem admi­rał wypro­wa­dzał flotę w morze, pro­wa­dząc bez wytchnie­nia musz­trę, ćwi­cząc manewry bitewne. Ponie­waż wody wewnątrz zatoki Scapa Flow były zabez­pie­czone przed ata­kiem tor­pe­do­wym i okręty mogły ćwi­czyć bez­piecz­nie, szko­le­nia arty­le­ryj­skie i tor­pe­dowe były pro­wa­dzone codzien­nie z wyjąt­kiem nie­dziel. W regu­lar­nych odstę­pach czasu eska­dry okrę­tów linio­wych wycho­dziły z bazy na Atlan­tyk, na zachód od Pen­tland Firth, na główne ćwi­cze­nia bate­rii w strze­la­niu do holo­wa­nego celu. Przez więk­szość dni małe zatoki wokół Flow były zajęte przez okręty strze­la­jące do holo­wa­nych przez małe jed­nostki celów. Po zmierz­chu zatoka Scapa Flow była roz­świe­tlana prze bły­ski dział i reflek­tory poszu­ki­waw­cze okrę­tów pro­wa­dzących nocne strze­la­nia. Cza­sami okręty liniowe ćwi­czyły wspólne manewry w zatoce Scapa Flow bez wewnętrz­nych świa­teł, by umoż­li­wić ćwi­cze­nia ofi­ce­rom na wach­cie.

Kotwi­co­wi­sko przy wyspie nie miało żad­nego połą­cze­nia kole­jo­wego z resztą Wysp Bry­tyj­skich, w związku z czym wszystko musiało być dowo­żone stat­kami: węgiel, ropa naf­towa i żyw­ność. Co mie­siąc dostar­czano flo­cie: 320 ton mięsa, 800 ton ziem­nia­ków, 6.000 wor­ków mąki (każdy o wadze 140 fun­tów), 1.500 wor­ków cukru (każdy ważący 120 fun­tów) i 80.000 bochen­ków chleba. Dla mary­na­rzy naj­waż­niej­szy był oczy­wi­ście dowóz poczty, roz­wo­żo­nej mię­dzy okrę­tami co rano z wyjąt­kiem dni kiedy stan morza jest zbyt wysoki dla stat­ków pocz­to­wych, by podejść do burt okrę­tów.

Pory roku w Scapa Flow ofe­ro­wały wido­wi­skowe kon­tra­sty. Zima była nie­ziem­skim świa­tem ciem­no­ści, wia­tru i śniegu. Zmierzch nastę­po­wał mię­dzy 15.30 a 16.00 i ciem­no­ści nie ustę­po­wały aż do 9.00 następ­nego dnia. Cza­sem słońce nie poja­wiało się przez kilka dni. W grud­niu 1915 roku Jel­li­coe obser­wo­wał w Scapa Flow mgłę 15, 16 i 22, sztorm 16, 18 i 23, śnieg 3, 4, 8 i 12. W następ­nym mie­siącu, stycz­niu 1916 roku, reje­stro­wał wiatr o pręd­ko­ści do 80 mil na godzinę w dniach 5,6, 7, 8, 12, 13, 14, 15, 19, 20, 22, 23, 24 i 30; 15 dni na 31. Kiedy sil­nie wiało, wygi­nało kar­ło­wate drzewa na brzegu do samej ziemi, a wysoki stan morza w zatoce unie­moż­li­wiał opusz­cze­nie łodzi, pozo­sta­wia­jąc ludzi zamknię­tych na stat­kach koły­szą­cych się na podwój­nych kotwi­cach. W czy­ste zimowe noce zorza polarna świe­ciła i skrzyła się na nie­bie, zawie­sza­jąc gigan­tyczne zie­lone i srebrne kur­tyny na nie­bo­skło­nie. Lato było łagod­niej­sze i prze­waż­nie piękne. Scapa Flow sta­wała się świa­tem prze­wiew­nej prze­strzeni i mor­skich pta­ków, błę­kit­nego nieba i zie­lo­nych pól, wzno­szą­cych się wysoko for­ma­cji chmur i czer­wono-zło­tych zacho­dów słońca. Spo­glą­da­jąc na brzeg z ze swo­ich kotwi­czą­cych okrę­tów ludzie obser­wo­wali niskie wzgó­rza i tor­fo­wi­ska poro­śnięte szkar­łat­nym wrzo­sem. W czerwcu mary­na­rze mogli węd­ko­wać z pokła­dów swo­ich okrę­tów od świtu o 2.00, a następ­nie sia­dać w tym samym miej­scu i czy­tać listy lub gazety do 23.30 tej nocy.

Węd­ko­wa­nie i czy­ta­nie nie wystar­czały. We wcze­snych mie­sią­cach wojny, kiedy flota była nie­ustan­nie w morzu, kilka godzin spę­dzo­nych w por­cie słu­żyło uzu­peł­nia­niu węgla i zapa­sów; następ­nie flota wra­cała na morze. W miarę jak upły­wały mie­siące, a Niemcy nie zamie­rzali wyjść w morze, Wielka Flota spę­dzała coraz wię­cej czasu na kotwicy. Ist­niała potrzeba zapew­nie­nia ofi­ce­rom i mary­na­rzom – pomię­dzy 60.000 a 100.000 ludziom, wielu z nich wyrwa­nym z domów w wie­czór wybu­chu wojny – cze­goś wię­cej niż: „łado­wa­nie węgla, spa­nie, znowu spa­nie, jedze­nie, spa­nie, czy­ta­nie poczty, pisa­nie listów, kłó­ce­nie się na temat wojny, jedze­nie, spa­nie i ponowne wyj­ście w morze”. Prze­pustki wyda­wano jedy­nie kiedy okręt opusz­czał flotę i wcho­dził do stoczni na połu­dniu w celu prze­pro­wa­dze­nia remontu lub prze­glądu; wów­czas można było otrzy­mać tydzień lub dwa wol­nego. W tym cza­sie Kir­kwell, śpiące mia­steczko na Orka­dach z 4.000 miesz­kań­ców ofe­ro­wało odwie­dza­ją­cym śre­dnio­wieczną kate­drę z czer­wo­nej cegły i poje­dyn­czy hotel. „Nie wybrał­bym tego miej­sca na wesoły week­end” – powie­dział ofi­cer z lek­kiego krą­żow­nika.

Foot­ball6 (Ame­ry­ka­nie nazy­wają tę grę soc­cer) było jedy­nym anti­do­tum. Jesie­nią 1914 roku na wyspie Flotta zbu­do­wano pro­sto­kątne boiska na wypa­lo­nych i wyrów­na­nych wrzo­so­wi­skach, uży­wane przez okrą­gły rok, kiedy tylko łodzie mogły dowieść na brzeg zawod­ni­ków. Zbu­do­wano pole gol­fowe o 18 doł­kach, w budo­wie któ­rego kon­ku­ro­wały ze sobą załogi okrę­tów linio­wych. Zwy­cię­żyła Canada, która przy­wio­zła darń z ist­nie­ją­cego pola gol­fo­wego w Szko­cji i uczy­niła traw­niki „tak gład­kie jak stół bilar­dowy”. Bez względu na to, powie­dział ofi­cer Wiel­kiej Floty, „było to, jak przy­pusz­czam, jedno z naj­gor­szych pól gol­fo­wych na świe­cie. Nie było wyrów­na­nych miejsc, z któ­rych zaczyna się grę, żad­nych torów, żad­nych krze­wów. Więk­szość sta­no­wiła naga skała, wiel­kie kępy pospo­li­tej trawy „poły­ka­jące” piłki, goła zie­mia nisz­cząca drew­niane kije gol­fowe i roz­rzu­cone tu i tam dołki o w przy­bli­że­niu regu­la­mi­no­wych roz­mia­rach”. Pomimo narze­kań, pole gol­fowe stało się bar­dzo popu­larne. Czwórka gra­czy musiała szybko wyjść z pozy­cji star­to­wej, bły­ska­wicz­nie ruszyć w głąb pola, by pozo­sta­wić za sobą kolejne grupy gra­ją­cych, już krzy­czą­cych: „Naprzód!”. Tenis w swo­jej nor­mal­nej postaci był nie­moż­liwy z uwagi na deszcz i nie­ustanny wiatr, ale zbu­do­wano ze żwiru i popiołu 2 korty, które rzadko nie były uży­wane. Moż­liwe było węd­ko­wa­nie, pły­wa­nie łód­kami, a nawet polo­wa­nie na kaczki i szkoc­kie kuro­pa­twy, cho­ciaż 4 miesz­ka­jące tam kaczory – Mat­thew, Mark, Luke i John – były chro­nione niczym świę­to­ści. Ofi­ce­ro­wie lubili spa­cery, pie­sze wycieczki i pik­niki; w let­nie dni liczący 1.500 stóp szczyt Ward Hill na wyspie Hoy ofe­ro­wał piękną pano­ramę szma­rag­dowo-zie­lo­nych wysp roz­rzu­co­nych po poły­sku­ją­cym nie­bie­skim morzu z sza­rymi okrę­tami sto­ją­cymi w rzę­dach jak dzie­cinne zabawki. Flotta ofe­ro­wała ofi­cerom strze­la­nie z pisto­le­tów, mary­na­rzom z kara­bi­nów, a coroczne mistrzo­stwa Wiel­kiej Floty w bok­sie gro­ma­dziły 10.000 kibi­cu­ją­cych widzów. Regaty żeglar­skie i wio­ślar­skie mię­dzy zało­gami okrę­tów odby­wały się czę­sto. Ogrod­nic­two stało się popu­larne zarówno wśród ofi­cerów, jak i mary­na­rzy i choć ani gleba, ani kli­mat nie były sprzy­ja­jące, zbie­rano plony. Witano je z rado­ścią, ponie­waż warzywa przy­wo­żone morzem do Scapa Flow cza­sami docie­rały w sta­nie nie nada­ją­cym się do roz­po­zna­nia.

Więk­szość załóg okrę­tów pozo­sta­wała jed­nak na okrę­tach. Hokej roz­gry­wany na pokła­dach przy pomocy wła­snej roboty kijów do popy­cha­nia cięż­kich piłek lekar­skich, czy prze­cią­ga­nie liny były bar­dzo popu­larne. Ofi­ce­ro­wie grali w bilard, a koły­sa­nie okrę­tów, nawet sto­ją­cych na kotwi­cach, sta­no­wiło dodat­kowe utrud­nie­nie. Pro­jek­cje fil­mowe odby­wały się w salach o wyłącz­nie miej­scach sto­ją­cych. Czę­sto odby­wały się pre­lek­cje, w któ­rych ofi­ce­ro­wie opo­wia­dali o słyn­nych bitwach mor­skich, wiel­kich wypra­wach badaw­czych, odwie­dzi­nach na zachod­nim fron­cie i innych wyda­rze­niach. Zachę­cano do edu­ka­cji i na żąda­nie Jel­li­coe, Admi­ra­li­cja spro­wa­dziła nauczy­cieli ze szkół mor­skich, któ­rzy wie­czo­rami pro­wa­dzili zaję­cia dla mary­na­rzy.

Dwa okręty pomoc­ni­cze, oba będące przede wszyst­kim maga­zy­nami mro­żo­nego mięsa, odgry­wały ważną rolę w życiu załóg. Boro­dino stał się mor­ską kan­tyną, rodza­jem pły­wa­ją­cego Fort­num & Mason, sprze­da­jącą dodat­kowe i luk­su­sowe towary, gdzie ofi­ce­ro­wie mogli kupić łoso­sia, pstrąga, zamro­żoną dzi­czy­znę, pasz­tet, owoce, orze­chy i nadzie­wane oliwki. Ghurko był okrę­tem – teatrem, wypo­sa­żo­nym w scenę i miej­sca dla 600 osób. Wysta­wiane były tam ama­tor­skie spek­ta­kle, pan­to­mimy i kome­diowe musi­cale, a duże sumy wyda­wano na kostiumy, instru­menty muzyczne, deko­ra­cje i oświe­tle­nie. Dodat­kowo, na Ghurko odby­wały się nabo­żeń­stwa, pro­jek­cje fil­mowe, pre­lek­cje i spo­tka­nia bok­ser­skie na peł­no­wy­mia­ro­wym ringu. Jel­li­coe odwie­dzał Ghurko kiedy tylko mógł. Czę­ściowo głu­chy z powodu pęk­nię­cia bębenka w uchu, lubił kome­die muzyczne, zwłasz­cza Gil­berta i Sul­li­vana. Oto­czony swoim szta­bem, admi­ra­łami i dowód­cami okrę­tów swo­jej floty, sia­dał w sze­ro­kim fotelu w pierw­szym rzę­dzie, paląc swo­jego poobied­niego papie­rosa.

* * *

Jel­li­coe był posta­cią wokół któ­rej krę­ciło się wszystko w Wiel­kiej Flo­cie. Jego sztab podzi­wiał go bez­kry­tycz­nie. „Jel­li­coe pra­co­wał ze zdu­mie­wa­jącą szyb­ko­ścią – powie­dział jeden z tych ofi­ce­rów. – Kiedy Iron Duke prze­by­wał w por­cie, sie­dział pisząc przy małym sto­liku na środku swo­jej kabiny, czy­ta­jąc depe­sze i memo­randa, doko­nu­jąc ołów­kiem nota­tek i popra­wek, w czym od czasu do czasu prze­szka­dzał mu nad­miar spraw i sygnały wyma­ga­jące natych­mia­sto­wej reak­cji … Ni­gdy piszący te słowa nie widział go tra­cą­cego pano­wa­nie nad sobą i zawsze był cza­ru­jący … Jego sto­icki spo­kój ni­gdy nie opusz­czał go”. Wie­czo­rem, kiedy nie był w morzu, Jel­li­coe jadł obiad w swo­jej kabi­nie przy okrą­głym stole z 6 czy 7 ofi­ce­rowi ze swego sztabu i dowódcą Iron Duke, Fre­de­ri­cem Drey­erem. Admi­rał był uprzejmy. „Co wie­czór – powie­dział dowódca okrętu – pytał mnie: ‘Czy pokroi pan jabłko, Dreyer?’ po czym sam kroił je na pół i poda­wał mi na tale­rzu z uśmie­chem”.

Świa­domy, że jego stan zdro­wia i zdol­ność kon­cen­tra­cji miały żywotne zna­cze­nie dla floty, Jel­li­coe robił wszystko co moż­liwe, by utrzy­mać się w wyso­kiej fizycz­nej for­mie. Wycho­dził na brzeg i z furią wspi­nał się po wzgó­rzach oraz spa­ce­ro­wał po wrzo­so­wi­skach. Wie­czo­rami ćwi­czył na pokła­dzie Iron Duke z dużą piłką lekar­ską. „To są wspa­niałe ćwi­cze­nia – powie­dział Beatty’emu. – Już zwich­ną­łem sobie palec i kolano”. Pew­nego razu z tru­dem wyper­swa­do­wano Jel­li­coe, aby nie zagrał w rugby w dru­ży­nie arty­le­rzy­stów Iron Duke. Jego ulu­bio­nym spor­tem był golf, roz­gry­wany na polu na Flotta. Zawsze pozwa­lano mu grać przez całe pole, ale Jel­li­coe ni­gdy nie grał po torach lecz upra­wiał sprint mię­dzy doł­kami. Jego stary przy­ja­ciel, biskup Lon­dynu, kie­dyś zmę­czony zatrzy­mał go krzy­kiem: „Spójrz, Jack, to jest golf, a nie bieg tere­nowy z prze­szko­dami”. Wie­czo­rami w swo­jej kabi­nie Jel­li­coe relak­so­wał się czy­ta­jąc thril­lery, „zwłasz­cza z sen­sa­cyj­nymi wąt­kami”.

Tak czy ina­czej, „miesz­ka­jąc nad skle­pem” na Iron Duke, zauwa­żył, że jego zdro­wie pod­upada. Tele­gramy pły­nęły sze­roką rzeką, poja­wiał się stru­mień ludzi. Nie­ustan­nie zja­wiali się cywilni goście: król, któ­rego nie można było igno­ro­wać, pre­mier, któ­remu rów­nież nale­żała się uwaga, mini­ster skarbu, arcy­bi­skup West­min­ster, arcy­bi­skup Yorku, 40 człon­ków par­la­mentu z kolo­nii, 5 fran­cu­skich emi­nen­cji” i „przed­sta­wi­ciel prasy ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych”. Zawsze nie­chętny wobec dele­ga­cji, Jel­li­coe przyj­mo­wał wszyst­kie. W tym cza­sie pod war­stewką uprzej­mo­ści i gościn­no­ści krył swoje zmar­twie­nie – obawę o słabe punkty bry­tyj­skiej mary­narki wojen­nej, lęk przed nie­miec­kimi okrę­tami pod­wod­nymi, nie­ustanne kłót­nie z Admi­ra­li­cją; ponad wszystko, jego poczu­cie nie­zwy­kle wiel­kiej oso­bi­stej odpo­wie­dzial­no­ści cią­gnęło go w dół. Nie­uchron­nie ner­wowe napię­cie wywo­łało fizyczne reper­ku­sje.

Na początku stycz­nia 1915 roku cier­piał z powodu hemo­ro­idów. Dwu­dzie­stego pią­tego stycz­nia miał szcze­gól­nie silny ich atak. „Nie czuję się dobrze – pisał do Beatty’ego. – Wczo­raj stan zdro­wia pogor­szył się. Ciężki atak bólu i ogól­nie złe samo­po­czu­cie”. Beatty, który wła­śnie wró­cił z bitwy pod Dog­ger Bank, prze­jął się tym. „Musisz poważ­nie zająć się sobą – odpi­sał naczel­nemu dowódcy. – Co byśmy zro­bili bez cie­bie, Bóg jeden wie”. Byłemu kole­dze, wciąż będą­cemu w Admi­ra­li­cji, napi­sał: „Pod­nio­słem się na chwilę. To oczy­wi­ście z powodu przej­mo­wa­nia się i pró­bami zała­twie­nia spraw, które powinny być roz­wią­zane bez wtrą­ca­nia się przez mnie. Mam nadzieję poczuć się dobrze w przy­szłym tygo­dniu, ale lekarz powie­dział, że w tej chwili nie­bez­piecz­nie jest wsta­wać z łóżka”. Pod koniec stycz­nia poszedł do szpi­tala na lądzie, aby przejść ope­ra­cję pod nazwi­skiem „pan Jes­sop”. Fisher wysłał z Lon­dynu wyso­kiej klasy chi­rurga, by zajął się nim. W związku z tym Pierw­szy Lord Mor­ski napi­sał:

„Mój kochany Jel­li­coe!

To dobra wia­do­mość jaką zate­le­gra­fo­wał do mnie lekarz, pisząc że czu­jesz się tak dobrze. Teraz jed­nak oszczę­dzaj się i zapo­mnij o prze­klę­tym Rosyth i wszyst­kim innym co cię mar­twi, a po pro­stu graj w bry­dża. Jesteś warty wię­cej niż setka Rosyth albo tuzin okrę­tów linio­wych i włóż to wszystko do swo­jej fajki i wypal, nie przej­muj się niczym”.

Drobne ope­ra­cyjne usu­nię­cie fizycz­nej dole­gli­wo­ści wyma­gało jed­nak mie­siąca, by mógł powró­cić do służby „czu­jąc się rze­czy­wi­ście gotowy do pracy, choć z początku nieco powolny”. Przed koń­cem lata 1915 roku jego stan zdro­wia znowu pogor­szył się. Beatty zauwa­żył to i napi­sał: „Pro­szę, nie prze­pra­co­wuj się. Jesteś naszą jedyną nadzieją i musisz dbać o sie­bie”. We wrze­śniu Jel­li­coe, cier­piący na reu­ma­tyzm i ner­wo­bóle, posłał po spe­cja­li­stę, który zdia­gno­zo­wał ropo­tok i wyrwał mu 2 zęby. Admi­ra­li­cja zasu­ge­ro­wała, by zszedł na ląd i odpo­czął, co uczy­nił prze­no­sząc się do pałacu Kin­pur­nie w For­far­shire, nale­żą­cym do jego teścia. Zło­żył kilka wizyt u den­ty­sty w Edin­bur­ghu i po 2 tygo­dniach powró­cił do Scapa Flow, wciąż pozo­sta­jąc pod kon­trolą leka­rzy, ale tym­cza­sowo posta­wiony na nogi i dekla­ru­jący, że „czuje się jak nowo­na­ro­dzony”.

Przez cały ten czas rela­cje Jel­li­coe z ludźmi we flo­cie pogłę­biały się we wza­jem­nym sza­cunku i przy­wią­za­niu. Zarówno ofi­ce­ro­wie, jak i mary­na­rze czuli, że poza wyma­ga­niami wyni­ka­ją­cymi z regu­la­minu służby, admi­rał zrobi wszystko co w jego mocy, by popra­wić ich los. Pew­nego razu, kiedy Jel­li­coe prze­czy­tał w gaze­cie, że jeden z mło­dych ofi­ce­rów został ojcem, posłał po niego. Mło­demu czło­wie­kowi naka­zano uda­nie się do Lon­dynu i zamel­do­wa­nie się w Admi­ra­li­cji 8 godzin po przy­jeź­dzie w celu zabra­nia jakichś ofi­cjal­nych doku­men­tów prze­zna­czo­nych dla naczel­nego dowódcy. Jel­li­coe prze­rwał, po czym dodał: „Spo­dzie­wam się, że wie pan jak wyko­rzy­stać tych 8 godzin”. Jakimś cudem Jel­li­coe był w sta­nie zapa­mię­tać nazwi­ska bar­dzo wielu pod­le­głych mu mary­na­rzy z floty. Mówiono, że znał i roz­ma­wiał z każ­dym człon­kiem załogi Iron Duke. Przy takich oka­zjach, kiedy admi­rał pod­cho­dził, a mary­narz sta­wał na bacz­ność, Jel­li­coe zawsze wyda­wał komendę „Spo­cznij!” i chciał wie­dzieć co pora­bia mary­narz. Infor­ma­cje o zacho­wa­niu admi­rała roz­cho­dziły się we flo­cie. Pew­nego dnia mała łódź prze­wo­żąca zwy­cię­ską osadę rega­tową z powro­tem na jej okręt prze­szła bli­sko za rufą Iron Duke w cza­sie kiedy Jel­li­coe prze­cha­dzał się sam po pokła­dzie rufówki. Widząc srebrne tro­feum na dzio­bie łodzi, Jel­li­coe wychy­lił się przez reling, „uśmie­cha­jąc się, bił brawo … Nie­okieł­znany tumult i sza­lone wiwaty wyrwały się wtedy niczym eks­plo­zja ze wszyst­kich gar­deł … Pano­wał nastrój nara­sta­ją­cej i peł­nej pasji lojal­no­ści pod­czas tej demon­stra­cji, trwa­ją­cej długo po tym jak postać na pokła­dzie rufówki odda­liła się. ‘Za to go lubię – powie­dział ochry­płym gło­sem bro­daty mary­narz. – To jest facet’.”

* * *

Jawne pra­gnie­nie Sche­era wypro­wa­dze­nia Floty Peł­no­mor­skiej w morze dopro­wa­dziło do dia­logu mię­dzy Admi­ra­li­cją a bry­tyj­skimi admi­ra­łami. Jack­son suge­ro­wał dal­sze rajdy powietrzne w celu wycią­gnię­cia Niem­ców z baz, ale Jel­li­coe na­dal był ostrożny. „Jestem pod pre­sją przy­go­to­wa­nia planu kolej­nego [rajdu powietrz­nego], któ­rego ideą będzie wycią­gnię­cie Niem­ców w morze – pisał do Beatty’ego. – Jeśli rajd zosta­nie prze­pro­wa­dzony w dzień i ruszą się cięż­kie nie­miec­kie okręty, nie będą one poza obsza­rem pól mino­wych w miej­scu, gdzie będziemy mogli zaan­ga­żo­wać je w walkę wcze­śniej, niż około 16.00. Nie jest to pora do roz­po­czę­cia bitwy na tych wodach. To zaan­ga­żuje nas w krę­ce­nie się przez cały dzień w złej loka­li­za­cji, zuży­wa­nie paliwa, zwłasz­cza przez nasze nisz­czy­ciele … Żywotną kwe­stią, któ­rej musimy się trzy­mać jest cier­pli­wość … Co o tym sądzisz?”

Beatty, pomimo swo­jej nie­cier­pli­wo­ści w zaan­ga­żo­wa­niu się w walkę z Niem­cami, zgo­dził się: „Zapy­ta­łeś mnie, co o tym sądzę. Sadzę, że nie­miecka flota wyj­dzie tylko z wła­snej ini­cja­tywy, kiedy przyj­dzie wła­ściwy czas … Twoje wąt­pli­wo­ści doty­czące kwe­stii paliwa nie dają się roz­wią­zać (a cał­ko­wi­cie okre­ślają sytu­ację). Nie możemy szwen­dać się po Morzu Pół­noc­nym przez ٢ czy ٣ dni i osta­tecz­nie być w sta­nie roze­grać decy­du­jącą w tej woj­nie bitwę … Kiedy przyj­dzie „wielki dzień”, nastąpi to wtedy, kiedy nie­przy­ja­ciel przej­mie ini­cja­tywę”.

Bez względu na to, sztab na Iron Duke gło­wił się nad wymy­śle­niem planu, który wycią­gnąłby Niem­ców z portu. Pod koniec maja Jel­li­coe był gotowy ze szki­cem, o któ­rym miał nadzieję, że będzie to przy­nęta, która wycią­gnie Sche­era na pozy­cje dalej na pół­noc niż Flota Peł­no­mor­ska dotarła dotych­czas. Poczy­na­jąc od świtu 2 czerwca 8 bry­tyj­skich krą­żow­ni­ków miało wśli­zgnąć się na połu­dnie w głąb cie­śniny Kat­te­gat aż do Wiel­kiego Bełtu i cie­śninę mię­dzy Danią a Szwe­cją. Okręty miały być widoczne z brzegu, tak aby nie­mieccy agenci zawia­do­mili o tym Sche­era i spro­wo­ko­wali go do ataku. Za lek­kimi krą­żow­ni­kami 1 bry­tyj­ska eska­dra liniowa miała krą­żyć w cie­śni­nie Ska­ger­rak, pod­czas kiedy, krę­cąc się na pół­nocnym zacho­dzie, cała Wielka Flota cze­ka­łaby na roz­kaz ude­rze­nia. Ten plan róż­nił się od poprzed­niego tym, że krą­żow­niki miały wejść głę­biej, suge­ru­jąc że zamie­rzają wejść na Bał­tyk w celu zaata­ko­wa­nia nie­miec­kich szla­ków komu­ni­ka­cyj­nych. Jeśli Flota Peł­no­mor­ska nie połknie przy­nęty, to wyj­dzie wystar­cza­jąco daleko, jak wciąż miał nadzieję Jel­li­coe, by przejść nad 3 okrę­tami pod­wod­nymi z Har­wich, które jako ele­ment planu miały pozo­sta­wać w zanu­rze­niu od 1 czerwca do 3 czerwca, tuż na połu­dnie od Horns Reef, na pół­nocnym krańcu zatoki Hel­go­land.

Zanim jed­nak można było prze­pro­wa­dzić ten plan, Admi­ra­li­cja zaczęła prze­chwy­ty­wać sygnały, które suge­ro­wały że nie­miecka flota może ruszyć się pierw­sza. Od 17 maja deszy­franci z pokoju 40 zer­kali na plany Sche­era. Sygnały doty­czące przy­go­to­wa­nia U-bootów do wyj­ścia ze swo­ich baz były pierw­szymi jakie odszy­fro­wano; te depe­sze były z kolei potwier­dzone przez nie­zwy­kłą liczbę sygna­łów nad­cho­dzą­cych ze znaj­du­ją­cych się w pół­noc­nej czę­ści Morza Pół­noc­nego U-bootów. Wysłano w morze silne patrole prze­ciwko okrę­tom pod­wod­nym. Do 28 maja było jasne dla Admi­ra­li­cji, że nad­cho­dzi coś nie­spo­ty­ka­nego: liczne U-booty na Morzu Pół­noc­nym nie ata­ko­wały stat­ków han­dlo­wych; nie­miecka flota kon­cen­tro­wała się u ujść Elbe i Jade. Wcze­snym ran­kiem we wto­rek 30 maja, pokój 40 zaczął odszy­fro­wy­wać sygnały od Sche­era roz­ka­zu­jące U-bootom pozo­sta­nie w morzu, a Flo­cie Peł­no­mor­skiej połą­cze­nie się w zewnętrz­nej czę­ści Jade do godziny 19.00. Póź­niej pokój 40 prze­chwy­cił nie­miecki sygnał „31 G.G. 2490” skie­ro­wany do wszyst­kich jed­no­stek Floty Peł­no­mor­skiej. Choć jego sens nie był odszy­fro­wany, wyda­wało się, że jest to roz­kaz ope­ra­cyjny naj­więk­szej wagi. Z liczby 31 kryp­to­lo­dzy wyde­du­ko­wali, że ope­ra­cja nie­mieckiej floty ma roz­po­cząć się następ­nego dnia.

Admi­ra­li­cja nie cze­kała dłu­żej. W połu­dnie, uży­wa­jąc tele­grafu naziem­nego idą­cego bez­po­śred­nio na okręty fla­gowe w Scapa Flow i Rosyth, rząd poin­for­mo­wał Jel­li­coe i Beatty’ego, że Flota Peł­no­mor­ska łączy się w zewnętrz­nej czę­ści Jade i że ist­nieją prze­słanki o wycho­dze­niu Niem­ców w morze. O godzi­nie 17.16 Admi­ra­li­cja roz­ka­zała głów­nej flo­cie i flo­cie krą­żow­ni­ków linio­wych pod­nie­sie­nie ciśnie­nia pary. Wów­czas, o 17.40, do Jel­li­coe i Beatty’ego dotarła kolejna depe­sza: „Niemcy zamie­rzają prze­pro­wa­dzić jakąś ope­ra­cję roz­po­czy­na­jącą się jutro rano, wycho­dząc przez Horns Reef. Macie skon­cen­tro­wać się na wschód od Long For­ties7, przy­go­to­wani na różne ewen­tu­al­no­ści”.

Tego popo­łu­dnia sza­nowny8 Barry Bin­gham, dowódca nisz­czy­ciela Nestor, przy­łą­czo­nego do krą­żow­ni­ków linio­wych w Rosyth, prze­by­wał na brzegu gra­jąc w golfa ze swoim zna­jo­mym w pobliżu Edin­bur­ghu. „Po rze­czy­wi­ście przy­jem­nej grze – napi­sał póź­niej – uda­li­śmy się na her­batę do małego domku, który wynaj­mo­wa­łem na ubo­czu i skie­ro­wa­li­śmy się w stronę nabrzeża Queens­ferry o regu­la­mi­no­wej godzi­nie 18.00, aby zdą­żyć do ruty­nowo odbi­ja­ją­cej od brzegu łodzi. Kiedy tak sta­li­śmy, cze­ka­jąc na nabrzeżu w oto­cze­niu naszych kole­gów ofi­ce­rów, nagle wszyst­kie oczy skie­ro­wały się na Liona, na któ­rego masz­cie wywie­szono ciąg flag sygna­ło­wych z wia­do­mo­ścią dla wszyst­kich okrę­tów: ‘Pod­nieść ciśnie­nie pary do osią­gnię­cia pręd­ko­ści 22 węzłów i mel­do­wać o goto­wo­ści”.

* * *

W Scapa Flow i Cro­marty, podob­nie jak w Rosyth, flagi sygna­łowe powie­wa­jące na rejach okrę­tów fla­go­wych skie­ro­wały stru­mie­nie łodzi z okrę­tów na brzeg, zabie­ra­ją­cych człon­ków załóg, pod­czas kiedy las komi­nów wyrzu­cał czarny dym, świad­czący o tym że piece pod­no­siły ciśnie­nie pary. W Scapa ofi­ce­ro­wie, któ­rzy wła­śnie zaczy­nali grę w hokeja na pokła­dzie nowego okrętu linio­wego Revenge, zaczęli zacho­wy­wać się jak ucznio­wie, wiwa­tu­jąc, tań­cząc i ści­ska­jąc jeden dru­giego. Tego wie­czoru słońce zaszło „w czer­wo­nych i poma­rań­czo­wych pło­mie­niach, bar­wach spo­wo­do­wa­nych przez burzowe chmury, co zda­wało się być zapo­wie­dzią nadej­ścia cze­goś okrop­nego”. Nastał zmierzch i w powie­trzu let­niego wie­czoru roz­le­gał się świst gwizd­ków bos­mań­skich kiedy łodzie wcią­gano na pokłady, a zaraz potem nastę­po­wał szczęk pod­no­szo­nych łań­cu­chów kotwicz­nych. Okręt za okrę­tem pod­no­sił flagi kodu sygna­ło­wego: „Gotowy do wyj­ścia”. O godzi­nie 21.30 zapa­liły się świa­tła ozna­cza­jące Hoxa Sound i masa traw­le­rów zaczęła odcią­gać sys­tem sieci i pły­wa­ją­cych boi oraz otwie­rać przej­ścia. W nara­sta­ją­cych ciem­no­ściach szare okręty zaczęły się poru­szać, idąc w pro­ce­sji przez port, następ­nie przez sieci obrony, na wzbu­rzone w stre­fie przy­boju, otwarte morze. Noc była spo­kojna, z chmu­rami na nie­bie zasła­nia­ją­cymi gwiazdy i wyspami odda­la­ją­cymi się w gęstej, wil­got­nej mgle. Dred­noty, ciche i ciemne, były widziane przez swo­ich sąsia­dów jedy­nie jako zarysy syl­we­tek, z wyjąt­kiem małego, przy­ciem­nio­nego świa­tła na rufie każ­dego z nich. Na pomo­stach ofi­ce­ro­wie wytę­żali wzrok przed sie­bie, pod­czas kiedy obsługi dział spo­glą­dały we wszyst­kich kie­run­kach. „Wewnątrz okrę­tów – napi­sali Lan­ghorne Gib­son i J.E.T. Har­per – w innym świe­cie jasnego świa­tła elek­trycz­nego i panu­ją­cego upału, tur­biny war­czały z mono­ton­nym szu­mem, a szu­fle pala­czy zgrzy­tały kiedy wrzu­cały węgiel do pale­nisk pod kotłami”.

Kiedy ostatni okręt floty Jel­li­coe minął Hoxa Sound, wiel­kie kotwi­co­wi­sko było prak­tycz­nie puste. Admi­rał zosta­wił za sobą 5 okrę­tów, 4 z nich roz­myśl­nie; były to: nowy, wypo­sa­żony w 15-calowe działa okręt liniowy Royal Sove­re­ign, oddany do służby zale­d­wie 3 tygo­dnie wcze­śniej i 3 nisz­czy­ciele. Przez pomyłkę lot­ni­sko­wiec Cam­pa­nia, który tak chciał zabrać ze sobą Jel­li­coe, rów­nież pozo­stał z tyłu. Kotwi­cząc w odizo­lo­wa­nej zatoce wewnątrz Flow, jakimś spo­so­bem nie otrzy­mał roz­kazu wyj­ścia. W chwili kiedy dowódca Cam­pa­nii dostał pole­ce­nie i wypro­wa­dził swój okręt w morze, był już daleko z tyłu; nie chcąc ryzy­ko­wać podróży przez Morze Pół­nocne dużego okrętu bez osłony, Jel­li­coe roz­ka­zał mu zawró­cić do portu. Naczelny dowódca pozba­wił się w ten spo­sób istot­nego ele­mentu – reko­ne­sansu z powie­trza – któ­rego mógłby użyć następ­nego dnia.

Ze Scapa Flow Jel­li­coe na Iron Duke popro­wa­dził 2 eska­dry liniowe (16 dred­no­tów) i 3 eska­dry krą­żow­ni­ków linio­wych (okręty Hooda typu Invin­ci­ble), plus 4 stare krą­żow­niki opan­ce­rzone, 11 lek­kich krą­żow­ni­ków i 36 nisz­czy­cieli; łącz­nie 70 okrę­tów. Z Cro­marty przy­szły kolejne 23 okręty: 8 dred­no­tów, kolejne 4 krą­żow­niki opan­ce­rzone i 11 nisz­czy­cieli. W Firth of Forth 6 krą­żow­ni­ków linio­wych Beatty’ego minęło w ciszy nad­brzeżne domo­stwa i prze­szło pod żela­znymi przę­słami wiel­kiego mostu kole­jo­wego. Tuż za nimi szły 4 okręty typu Queen Eli­za­beth, pro­wa­dzone przez kontr­ad­mi­rała Hugh Evan-Tho­masa na pokła­dzie Bar­hama. Beatty rów­nież popro­wa­dził 3 eska­dry lek­kich krą­żow­ni­ków – łącz­nie 12 okrę­tów – w tym wete­ra­nów z 2 Eska­dry Lek­kich Krą­żow­ni­ków pod dowódz­twem komo­dora Wil­liama Goode­no­ugha na pokła­dzie Southamp­ton. Miał 27 nisz­czy­cieli i małą bazę wod­no­sa­mo­lo­tów Enga­dine, prze­wo­żącą 3 hydro­plany; łącz­nie 50 okrę­tów. Gdzie­nie­gdzie kolejne bry­tyj­skie okręty i eska­dry przy­go­to­wy­wały się wyj­ścia w morze. Admi­ra­li­cja wie­rzyła, że nie­miec­kie natar­cie może kie­ro­wać się do kanału La Man­che, w związku z czym siły z Har­wich otrzy­mały roz­kaz pod­nie­sie­nia ciśnie­nia pary. 3 Eska­dra Liniowa, w tym sam Dre­ad­no­ught i 7 pozo­sta­łych okrę­tów typu King Edward, otrzy­mała roz­kaz pod­nie­sie­nia ciśnie­nia pary i skon­cen­tro­wa­nia się w pobliżu ujścia Tamizy.

Trzy­dzie­stego maja o godzi­nie 22.30, kiedy Frie­drich der Grosse wciąż stał w zatoce Jade na kotwicy, Wielka Flota była w morzu w 3 wiel­kich for­ma­cjach, razem 150 okrę­tów, kie­ru­ją­cych się w stronę Ławicy Jutlandz­kiej. Tej nocy Jel­li­coe pro­wa­dził 28 dred­no­tów, 9 krą­żow­ni­ków linio­wych, 8 krą­żow­ni­ków linio­wych, 26 lek­kich krą­żow­ni­ków, 78 nisz­czy­cieli, sta­wiacz min i małą bazę wod­no­sa­mo­lo­tów. Liczebna prze­waga Wiel­kiej Floty nad Niem­cami przed­sta­wiała się nastę­pu­jąco: 28 do 16 w dred­no­tach, 9 do 5 w krą­żow­ni­kach linio­wych, 113 do 72 w lek­kich krą­żow­ni­kach. W sile arty­le­rii prze­waga Jel­li­coe była jesz­cze więk­sza. Bry­tyj­ska flota liniowa miała 272 cięż­kie działa prze­ciwko 200 nie­miec­kiej floty. Działa bry­tyj­skich okrę­tów linio­wych były więk­sze: 48 15-calo­wych, 10 14-calo­wych, 110 13,5-calo­wych i 104 12-calowe. Niemcy przy­wieźli 128 dział 12-calo­wych i 72 11-calowe. Porów­na­nie w kate­go­rii krą­żow­ni­ków linio­wych było jesz­cze bar­dziej nie­współ­mierne: 32 bry­tyj­skie działa 13,5-calowe oraz 40 12-calo­wych prze­ciwko nie­miec­kim 16 12-calo­wym i 28 11-calo­wym. Dodat­kowo, poza prze­wagą ilo­ściową dział, ich kali­bru i wago­mia­rów poci­sków, Wielka Flota miała rów­nież ogromną prze­wagę pręd­ko­ści nad Flotą Peł­no­mor­ską. Cztery „koty” Beatty’ego mogły roz­wi­jać pręd­kość o 3 węzły więk­szą niż krą­żow­niki liniowe Hip­pera, ale ponie­waż nie­miec­kiej flo­cie linio­wej towa­rzy­szyły okręty Mauve’a z ery sprzed dred­no­tów, flota liniowa Jel­li­coe była przy­naj­mniej o 2 węzły szyb­sza niż Sche­era.

O godzi­nie 19.37, zanim Iron Duke wyszedł ze Scapa Flow, Jel­li­coe prze­ka­zał Beatty’emu roz­kazy na następny dzień. Krą­żow­niki liniowe miały dotrzeć do punktu odle­głego o 100 mil na pół­nocny zachód od Horns Reef o godzi­nie 14.00. W tym cza­sie Wielka Flota miała znaj­do­wać się 65 mil na pół­noc. Jel­li­coe dodał: „Jeśli nie będzie żad­nych wia­do­mo­ści o nie­przy­ja­cielu do godziny 14.00, skie­ro­wać się w moją stronę, by zna­leźć się w zasięgu wzroku”.

* * *

Po obu stro­nach roz­kazy zostały już wydane. Pięć­dzie­siąt osiem rucho­mych sta­lo­wych for­tec z sza­rej stali – 37 pod jedną ban­derą i 21 pod drugą, dred­noty 2 naj­po­tęż­niej­szych mary­na­rek wojen­nych na świe­cie – zbli­żało się do star­cia.