Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 2 - Robert K. Massie - ebook

Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 2 ebook

Robert K. Massie

0,0
49,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Massie jest mistrzem historycznej opowieści, imponuje niesamowitym

literackim rzemiosłem...

- Max Boot, The New York Times Book Review

Przedstawił każdą postać z artystyczną wizją pisarza... napisana z pasją

opowieść o ludziach z epoki pierwszej wojny światowej...

- The Waszyngton Post Book World

Wspaniałe, niewyobrażalne osiągnięcie ...Książka napisana lekkim,

świetnie się czytającym stylem oparta na benedyktyńskiej pracy

historyka...

- Milwaukee Journal Sentinel

Żywy opis postaci i wydarzeń... mistrz gawędziarstwa... w tym rodzaju

historycznego pisarstwa wątpię, by Massie miał sobie równego

- Paul Kennedy, Los Angeles Time Book Reviev

Półmisek wypełniony smakowitymi opisami postaci. Wielka, wspaniała

lektura...

- New York Post

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 358

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



13. „Bardzo dobrze, Luce. Wyruszymy jutro”

13

„Bar­dzo dobrze, Luce. Wyru­szymy jutro”

W Lon­dy­nie 4 listo­pada o 7.00 rano Admi­ra­li­cja otrzy­mała pierw­sze wia­do­mo­ści o klę­sce pod Coro­nel. Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji zare­ago­wał natych­miast, pyta­jąc gdzie znaj­dują się krą­żow­niki liniowe Austra­lia i Invin­ci­ble oraz krą­żow­niki opan­ce­rzone Defence, Car­nar­von, Cor­wall i Kent, a także ile czasu zaj­mie każ­demu z nich dotar­cie do Abrol­hos Rocks, Rio de Jane­iro i Punta Are­nas. Pilny sygnał został wysłany do Stod­darta: : „Car­nar­von, Corn­wall powinny dołą­czyć do Defence w Mon­te­vi­deo. Cano­pus, Glas­gow, Otranto dołą­czyć tam jeśli to moż­liwe. Kent przyj­dzie z Sierra Leone. Nie­przy­ja­ciel naj­praw­do­po­dob­niej pojawi się na dro­dze han­dlo­wej do Rio. Posiłki z Anglii dołą­czą wkrótce”.

Stod­dart, któ­rego okrę­tem fla­go­wym był Car­nar­von, dowo­dził teraz wszyst­kimi bry­tyj­skimi okrę­tami na połu­dnio­wym Atlan­tyku. Była to kolejna nie­jed­no­rodna zbie­ra­nina: 4 krą­żow­niki opan­ce­rzone róż­nych typów i o róż­nych moż­li­wo­ściach, 2 nowo­cze­sne lek­kie krą­żow­niki (1 w trak­cie remontu), uzbro­jony sta­tek han­dlowy Mace­do­nia i prze­sta­rzały okręt liniowy Cano­pus, który omal nie został uzie­miony na muli­stym dnie w Port Stan­ley. Stod­dart zebrał swoją eska­drę w Abrol­hos Rocks. Wszyst­kie krą­żow­niki opan­ce­rzone dotarły do 17 listo­pada, a kilka dni póź­niej poja­wił się z Rio odre­mon­to­wany Glas­gow.

4 krą­żow­niki opan­ce­rzone sta­no­wiły zna­czącą siłę, a włą­cze­nie Defence, któ­rego odmó­wiono Cra­doc­kowi, dałoby Stod­dar­towi ogromne szanse w spo­tka­niu z admi­ra­łem von Spee. Stod­dart miałby 2 działa 9.2 calowe, 14 7,5-calo­wych, 22 6-calowe i 10 4-calo­wych prze­ciwko nie­miec­kim 16 dzia­łom 8,2-calo­wym, 12 5,9-calo­wym i 32 4,1-calo­wym. Kry­tycz­nym pyta­niem był zasięg z jakiego Stod­dart mógł zaan­ga­żo­wać się w bitwę. Ponie­waż 8,2-calowe działa Spee miały więk­szy zasięg niż wszyst­kie jego z wyjąt­kiem 9,2-calo­wych dział Defence, Bry­tyj­czycy kolejny raz musieli podejść bli­żej. Nie było wąt­pli­wo­ści, że nie­miecka arty­le­ria będzie miała prze­wagę, ale Bry­tyj­czycy prze­wyż­szali nie­przy­ja­ciela pręd­ko­ścią. Ogól­nie siły były wyrów­nane, ale – zwłasz­cza po Coro­nel – Admi­ra­li­cja nie zamie­rzała spon­so­ro­wać uczci­wej walki. Od chwili kiedy Chur­chill usły­szał o klę­sce Cra­docka, chciał wysłać krą­żow­nik liniowy Invin­ci­ble. „Zasta­łem lorda Fishera w bar­dziej wojow­ni­czym nastroju – pisał Chur­chill o sta­rym admi­rale, któ­rego wła­śnie powo­łał na sta­no­wi­sko Pierw­szego Lorda Mor­skiego. – Zabrałby 2 krą­żow­niki liniowe z Wiel­kiej Floty i skie­ro­wał do sta­cji w Ame­ryce Połu­dnio­wej”. W ciągu 6 godzin od otrzy­ma­nia pierw­szego raportu o Coro­nel, Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji i Pierw­szy Lord Mor­ski zasy­gna­li­zo­wali Jel­li­coe w Scapa Flow: „Roz­ka­zu­jemy Invin­ci­ble i Infle­xi­ble uzu­peł­nić do pełna zapasy węgla i wyru­szyć całą naprzód do Devon­port. Są pil­nie potrzebne do zagra­nicz­nej misji”.

Chur­chill dał kre­dyt Fishe­rowi dla jego odważ­nej decy­zji. Polo­wa­nie na nie­przy­ja­ciel­skie krą­żow­niki opan­ce­rzone i ich znisz­cze­nie było pod­sta­wo­wym celem zapro­jek­to­wa­nych przez Fischera krą­żow­ni­ków linio­wych. Łączące dużą pręd­kość i wiel­kie armaty, były jego uko­cha­nymi „char­tami” i skie­ro­wa­nie 2 z nich na połu­dniowy Atlan­tyk miało zapew­nić nie tylko zwy­kłe poko­na­nie Spee, ale jego zagładę. „Sir John Jel­li­coe sta­nął na wyso­ko­ści zada­nia i bez słowa wydzie­lił swoje 2 krą­żow­niki liniowe” – powie­dział Chur­chill, ale w rze­czy­wi­sto­ści ani Jel­li­coe, ani Beatty nie byli zado­wo­leni z odda­nia 2 krą­żow­ni­ków linio­wych do polo­wa­nia na 2 krą­żow­niki opan­ce­rzone na dru­gim krańcu świata. Pięć dni póź­niej, kiedy Fisher prze­ko­nał Chur­chilla do zabra­nia trze­ciego krą­żow­nika linio­wego, tym razem Prin­cess Royal, jed­nego z uko­cha­nych „kocia­ków” Beatty’ego i wysła­nia go do Indii Zachod­nich, by zabez­pie­czał przed przej­ściem Spee przez Kanał Panam­ski, Jel­li­coe gwał­tow­nie zapro­te­sto­wał. „Ważne jest by nie osła­biać teraz Wiel­kiej Floty – napi­sał naczelny dowódca do Fishera. – Zro­bię oczy­wi­ście wszystko co w mojej mocy środ­kami jakimi będę dys­po­no­wał, ale wiele ocze­kuje się od Wiel­kiej Floty i mam nadzieję, że nie będę odpo­wie­dzialny za to, jeśli jej siły okażą się za słabe do zadań jakie zostaną nam powie­rzone”. Admi­ra­li­cja pró­bo­wała uła­go­dzić Jel­li­coe wska­zu­jąc, że naj­now­szy bry­tyj­ski krą­żow­nik liniowy, Tiger, pro­wa­dzi teraz ćwi­cze­nia arty­le­rii i odpa­la­nia tor­ped na połu­dnie od Irlan­dii i wkrótce dołą­czy do Beatty’ego, a 3 nowe dred­noty, Ben­bow, Empe­ror of India i Queen Eli­za­beth są nie­mal gotowe. Jel­li­coe pozo­stał nie­wzru­szony. 4 nowe okręty nie były jesz­cze czę­ścią jego floty, jak powie­dział, a kiedy przy­będą, będą surowe. Mówił rów­nież, że jeśli trzeci krą­żow­nik liniowy musi odejść, Fisher powi­nien zabrać star­szy New Zealand, uzbro­jony w 12-calowe działa, a nie uzbro­jony w 13,5-calowe działa Prin­cess Royal, ponie­waż New Zealand był wystar­cza­jący by radzić sobie ze Spee i bar­dziej eko­no­miczny w zuży­ciu węgla.

Chcąc uci­szyć wście­kłych admi­ra­łów, Fisher, w nie­ty­po­wym dla sie­bie prze­pra­sza­ją­cym tonie, napi­sał do Beatty’ego, który popie­rał narze­ka­nia Jel­li­coe na zabie­ra­nie Prin­cess Royal. „Przy­znaję siłę wszyst­kich pań­skich argu­men­tów – oświad­czył Fisher. – Nie mamy niczego wię­cej na ewen­tu­al­ność (jesz­cze nie nie­praw­do­po­dobną) przej­ścia „Scharn­horst and Co.” przez Kanał Panam­ski do Nowego Jorku w celu zwol­nie­nia masy uzbro­jo­nych nie­miec­kich liniow­ców przy­go­to­wa­nych tam do wdar­cia się na Atlan­tyk. Nie wiem dla­czego Vater­land [52.000-tonowy król nie­miec­kich trans­atlan­ty­ków, inter­no­wany w Nowym Jorku z nie­miecką załogą] nie wymknął się jesz­cze… Jak powie­dzia­łem Jel­li­coe, gdy­bym wie­dział o mniej­szym zuży­ciu węgla przez New Zealand, powi­nie­nem był wziąć jego. Jestem w pozy­cji sza­chi­sty, wcho­dzą­cego do gry po fatal­nym ruchu na początku, wyko­na­nym przez pedan­tycz­nego osła… Jest bar­dzo trudno wygrać źle roz­po­czętą grę”.

Pierw­sze 2 przy­dzie­lone, Invin­ci­ble i Infle­xi­ble, nale­żały do pierw­szej gene­ra­cji dred­no­tów Jacky’ego Fishera. Ukoń­czone w 1908 roku, wypie­rały po 17.250 ton, miały po 8 dział 12-calo­wych i roz­wi­jały pręd­kość co naj­mniej 25 węzłów. Chcąc osią­gnąć tak silne uzbro­je­nie i tak dużą pręd­kość przy zacho­wa­niu okre­ślo­nego tonażu, trzeba było poświę­cić opan­ce­rze­nie, więc nie były one lepiej chro­nione niż krą­żow­niki opan­ce­rzone. Już wcze­śniej oba uczest­ni­czyły w dzia­ła­niach wojen­nych: Infle­xi­ble ści­gał Goebena, a Invin­ci­ble uczest­ni­czył z Beat­tym w bitwie w zatoce Hel­go­land. We wto­rek rano, 5 listo­pada, oba krą­żow­niki liniowe cumo­wały w Cro­marty Firth1. Tego wie­czoru z pro­wa­dzą­cym Invin­ci­ble wyszły na Morze Pół­nocne i z pręd­ko­ścią 17 węzłów skie­ro­wały się na pół­noc i na zachód przez Pen­tland Firth, a następ­nie na połu­dnie przez Kanał Irlandzki. Zna­la­zły się tam 8 listo­pada o godz. 5.00 przy latarni Eddy­stone na zachod­nim krańcu kanału. Gęsta mgła pokryła cie­śninę Ply­mo­uth i Invin­ci­ble na krótko wszedł na mie­li­znę; gdy poziom wody pod­niósł się, o 14.00 okręt był w suchym doku. Infle­xi­ble zajął miej­sce w dru­gim suchym doku. Okręty musiały mieć oczysz­czone dna kadłu­bów i wyre­mon­to­wane maszyny, a następ­nie powinny zała­do­wać węgiel, amu­ni­cję i zaopa­trze­nie, nie tylko dla sie­bie, ale i dla innych okrę­tów na połu­dnio­wym Atlan­tyku. Jak zauwa­żył Chur­chill: „Kiedy okręty tra­fiły w ręce stoczni, poja­wiły się setki potrzeb”. Następ­nego ranka admi­rał Edger­ton, szef stoczni Devon­port tele­gra­fo­wał do Admi­ra­li­cji: „Naj­wcze­śniej­sza moż­liwa data ukoń­cze­nia remon­tów Invin­ci­ble i Infle­xi­ble to pół­noc 13 listo­pada. Naprawa kotłów Invin­ci­ble nie może być ukoń­czona przed tym ter­mi­nem”. Hura­gan prze­szedł przez Admi­ra­li­cję. „Trzy­na­stego wypada w pią­tek! Który dzień wybrać?!” – zawo­łał Fisher. „Czy powi­nie­nem udzie­lić im nagany?” – zapy­tał Chur­chill. Fisher chciał cze­goś wię­cej niż tylko udzie­le­nia stoczni upo­mnie­nia, więc wia­do­mość do Edger­tona, przy­go­to­wana przez Chur­chilla, miała już ton roz­ka­zu­jący: „Invin­ci­ble i Infle­xi­ble są potrzebne do dzia­łań wojen­nych i mają wyjść w środę 11 listo­pada. Dzia­ła­nia stoczni mają być dosto­so­wane do tego. Jest pan odpo­wie­dzialny za szyb­kie wypusz­cze­nie okrę­tów w peł­nej goto­wo­ści. Jeśli to konieczne, pra­cow­nicy stoczni mają być wysłani z okrę­tami i wrócą w miarę ist­nie­ją­cych moż­li­wo­ści”.

W ponie­dzia­łek, 9 listo­pada, choć Invin­ci­ble wciąż znaj­do­wał się w doku, na jego pokła­dzie zaczęły pię­trzyć się stosy zaopa­trze­nia i pro­wiantu. W nocy krą­żow­nik liniowy został wypro­wa­dzony z suchego doku w celu bun­kro­wa­nia węgla. Załoga roz­po­częła jego zała­du­nek przed pół­nocą i trwało to do 11.30 następ­nego dnia z prze­rwą na wypi­cie kakao o 3.00 i kolejną, na śnia­da­nie, o 7.30. Naprawy nie zostały ukoń­czone; kiedy Invin­ci­ble wyszedł w morze, kil­ku­dzie­się­ciu pra­cow­ni­ków stoczni wciąż było na pokła­dzie.

W tym cza­sie Admi­ra­li­cja musiała wyzna­czyć ofi­cera do dowo­dze­nia tymi siłami. Dowo­dze­nie 2 krą­żow­ni­kami linio­wymi i kil­koma krą­żow­ni­kami opan­ce­rzo­nymi wyma­gało kogoś w ran­dze wice­ad­mi­rała i ofi­cer tej rangi był oczy­wi­ście dostępny w kręgu Admi­ra­li­cji. Wyzna­cze­nie Stod­darta nie było wyni­kiem prze­my­śla­nej decy­zji, ale kom­pro­mi­sem. Ura­żony był Fisher, a kom­pro­mis był dzie­łem Chur­chilla. Pierw­szy Lord Mor­ski nie­na­wi­dził szefa sztabu, wice­ad­mi­rała sir Fre­de­ricka Dove­tona Stur­dee’go. To uczu­cie pocho­dziło jesz­cze z daw­nych cza­sów. Dzie­sięć lat wcze­śniej bowiem, pod­czas pierw­szej kaden­cji Fishera jako Pierw­szego Lorda Mor­skiego, wyzna­czył on Stur­dee’go sze­fem sztabu lorda Char­lesa Beres­forda, wów­czas dowódcy Floty Śród­ziem­no­mor­skiej. Zgod­nie ze sło­wami Stur­dee’go, zanim objął sta­no­wi­sko, Fisher popro­sił go, „by miał oko na Char­liego ponie­waż miał ten­den­cje do bycia nie­roz­trop­nym i gwał­tow­nym. Pro­sił mnie bym pisał do niego pry­wat­nie na temat mego szefa. Tej prośby ni­gdy nie wypeł­ni­łem. Tak oczy­wi­sty akt nie­lo­jal­no­ści nie wyma­gał prze­my­śle­nia”. W kon­se­kwen­cji tego, pod­czas dłu­giej, zacie­kłej wen­dety pro­wa­dzo­nej przez Beres­forda prze­ciwko Fishe­rowi, która zakoń­czyła się rezy­gna­cją obu w 1910 roku, Stur­dee sta­nął po stro­nie Beres­forda. Fisher całą mocą swo­jej wybu­cho­wej oso­bo­wo­ści znie­na­wi­dził Stur­dee’go. Kiedy wia­do­mość o Coro­nelu dotarła do rządu, a Fisher prze­ko­nał Chur­chilla do wysła­nia 2 krą­żow­ni­ków linio­wych, nowy Pierw­szy Lord Mor­ski wszedł do gabi­netu Stur­dee’go, by prze­ka­zać mu te infor­ma­cje. Stur­dee nie mógł powstrzy­mać się przed zazna­cze­niem, że oso­bi­ście suge­ro­wał taki ruch przed bitwą pod Coro­nel, ale otrzy­mał inne roz­kazy z wyż­szego szcze­bla. Fisher, odbie­ra­jąc to jako kry­tykę, zerwał się i wyszedł z gabi­netu. Poszedł bez­po­śred­nio do Chur­chilla, by oświad­czyć mu, że nie będzie tole­ro­wał „tego cho­ler­nego głupca w Admi­ra­li­cji ani dnia dłu­żej”.

Fre­de­rick Dove­ton Stur­dee, wów­czas 55-letni, był niskim męż­czy­zną o budo­wie bul­doga, z rzym­skim nosem i silną dolną szczęką oraz krza­cza­stymi brwiami. Wstą­pił do mary­narki wojen­nej w wieku 12 lat, spe­cja­li­zo­wał się w arty­le­rii i tor­pe­dach oraz zdo­był repu­ta­cję jako tak­tyk. Po służ­bie pod roz­ka­zami Beres­forda na Morzu Śród­ziem­nym i we Flo­cie Kana­ło­wej, w 1910 roku został awan­so­wany do stop­nia kontr­ad­mi­rała, a w 1913 roku otrzy­mał tytuł szla­checki. Skie­ro­wany do Admi­ra­li­cji w maju 1914 roku, szybko zyskał sobie wro­gów. Mówiono o nim, że był surowy, pedan­tyczny, zaro­zu­miały i gbu­ro­waty. Pró­bu­jąc zro­bić wszystko samemu, nie słu­chał rad pod­wład­nych. Kiedy jego dys­po­zy­cje odno­śnie floty były kry­ty­ko­wane, sta­wał się zawzięty; nawet po utra­cie 3 okrę­tów typu Bac­chan­tes, Stur­dee upie­rał się przy regu­lar­nych patro­lach krą­żow­ni­ków w rejo­nie „ryczą­cych czter­dzie­stek”. Opi­nie na jego temat były podzie­lone: Beres­ford okre­ślił go jako „jed­nego z naj­bar­dziej bły­sko­tli­wych, jeśli nie naj­bły­sko­tliw­szego jakiego zna­łem”, zaś Fisher nazwał go „pedan­tycz­nym osłem jakim jest, był i zawsze będzie”. Fisher winił Stur­dee’ego za skie­ro­wa­nie okrę­tów i eskadr w tygo­dniach poprze­dza­ją­cych Coro­nel. „Ni­gdy wię­cej takich kom­plet­nych bzdur, jak roz­rzu­ce­nie po świe­cie sła­bych jed­no­stek! Silni ni­gdzie, słabi wszę­dzie!”

Bez względu na to Chur­chill ufał Stur­dee’mu. Złość Fishera musiała zostać jakoś zła­go­dzona, ale Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji odmó­wił uczy­nie­nia z szefa sztabu kozła ofiar­nego za Coro­nel. Nagle roz­wią­za­nie przy­szło samo: 2 krą­żow­niki liniowe były bli­skie opusz­cze­nia Anglii w waż­nej misji; potrzebny był dowódca tych sił. Stur­dee mógł być prze­nie­siony z Admi­ra­li­cji i Fisher byłby z tego zado­wo­lony. Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji wezwał Stur­dee’go i powie­dział mu: „Znisz­cze­nie nie­miec­kiej eska­dry [Spee] celem o naj­wyż­szym i naj­pil­niej­szym zna­cze­niu. Pro­po­nuję powie­rze­nie tego obo­wiązku panu”. Stur­dee przy­jął to natych­miast i prze­ka­zał swoje obo­wiązki szefa sztabu kontr­ad­mi­ra­łowi sir Henry’emu Oli­ve­rowi i wyru­szył pocią­giem do Devon­port. W środę, 11 listo­pada, Stur­dee wszedł na pokład Invin­ci­ble i wywie­sił swoją wice­ad­mi­ral­ską flagę. Do przed­po­łu­dnia obaj dowódcy krą­żow­ni­ków linio­wych zamel­do­wali się na okrę­cie gotowi do wyj­ścia w morze. „Bar­dzo dobrze – powie­dział Stur­dee lako­nicz­nie – wyru­szymy o 16.00”. W połu­dnie pani Stur­dee i ich córka przy­były na pokład na poże­gnalny obiad. Stur­dee otrzy­mał nowy tytuł naczel­nego dowódcy połu­dnio­wego Atlan­tyku i Pacy­fiku. „Pań­skim głów­nym i naj­waż­niej­szym zada­niem – mówiły jego roz­kazy – jest poszu­ki­wa­nie nie­miec­kich krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych … i dopro­wa­dze­nie do star­cia z nimi. Wszyst­kie inne dzia­ła­nia muszą być pod­po­rząd­ko­wane temu celowi”. Wszyst­kie bry­tyj­skie okręty i ofi­ce­ro­wie mary­narki wojen­nej, włą­cza­jąc Stod­darta, na wszyst­kich oce­anach gdzie­kol­wiek może poja­wić się Spee, zostali oddani pod roz­kazy Stur­dee’go.

* * *

Krą­żow­niki liniowe skie­ro­wały się na zachód i na połu­dnie przez Zatokę Biskaj­ską, okrą­żyły wierz­cho­łek Hisz­pa­nii, minęły Por­tu­ga­lię i Maderę z oświe­tlo­nymi słoń­cem szczy­tami gór o wyso­ko­ści 6.000 stóp. Codzien­nie pogoda sta­wała się coraz cie­plej­sza, a morze coraz bar­dziej nie­bie­skie. Wytwo­rzyła się rutyna służby na morzu: śnia­da­nie dla ofi­ce­rów zło­żone z owsianki, pasz­te­ci­ków ryb­nych, jajek i bekonu, chleba, masła, dżemu i cia­sta, a na obiad zupa, solona woło­wina, maka­ron, ser, deser i kawa. Po her­batce o 16.002, ofi­cer­ski hokej pokła­dowy. W nie­dzielę rano od 10.00 dowódcy prze­pro­wa­dzali inspek­cje swo­ich okrę­tów, po czym o 11.00 odpra­wiano na pokła­dzie mszę. Jeśli pogoda była cie­pła, budo­wano basen, roz­cią­ga­jąc plan­dekę mię­dzy 2 dzio­bo­wymi dzia­łami 12-calo­wymi; ofi­ce­ro­wie korzy­stali z niego mię­dzy 7.00 a 8.00, a mary­na­rze wie­czo­rem. 17 listo­pada ofi­ce­ro­wie i mary­na­rze zmie­nili swoje gra­na­towe zimowe mun­dury na białe let­nie. Na pokła­dzie w jasnych pro­mie­niach słońca obser­wo­wali ławice lata­ją­cych ryb, wyglą­da­ją­cych jak „małe stada pta­ków”, wyska­ku­ją­cych na powierzch­nię, lecą­cych, zanu­rza­ją­cych się, ponow­nie się uno­szą­cych.

Po 6 dniach od opusz­cze­nia Anglii krą­żow­niki liniowe zako­twi­czyły w sze­ro­kiej, pół­ko­li­stej zatoce Porto Grande na St. Vin­cent w por­tu­gal­skich Wyspach Zie­lo­nego Przy­lądka u wybrzeża Afryki. Kiedy tam dotarli, bry­tyj­scy mary­na­rze zoba­czyli wysoką na 8.000 stóp wul­ka­niczną górę ze szczy­tem pogrą­żo­nym w chmu­rach, wyra­sta­jącą wprost z morza. Port był zatło­czony, było tam także 8 nie­miec­kich parow­ców, które schro­niły się w neu­tral­nym por­cie. Kiedy tylko kotwice okrę­tów wpa­dły do wody, krą­żow­niki liniowe zostały oto­czone przez jaskrawo kolo­rowe łodzie wypeł­nione zie­lo­nymi poma­rań­czami, bana­nami i sznu­rami korali na sprze­daż. Węglowce sta­nęły wzdłuż burt i zała­du­nek węgla trwał przez całą noc. Tej czyn­no­ści towa­rzy­szyła tra­ge­dia. W środku nocy 16-letni chło­pak obsłu­gu­jący sil­nik windy na pokła­dzie Invin­ci­ble zasnął. Jego ręka spo­czy­wa­jąca na nawi­ja­ją­cej się linie zaplą­tała się w nią i chło­pak został cał­ko­wi­cie wcią­gnięty na bęben z liną. Zmarł natych­miast. Następ­nego dnia Invin­ci­ble, będąc w dro­dze zatrzy­mał się i chłopca pocho­wano w morzu.

Stur­dee szedł na połu­dnie ze stałą pręd­ko­ścią 10 węzłów, podob­nie jak Spee na Pacy­fiku, dyk­to­waną zuży­ciem węgla. Jego okręty miały ogromne ape­tyty, a dystans był znaczny: 2.500 mil z Devon­port do Wysp Zie­lo­nego Przy­lądka, 2.300 mil stam­tąd do Abrol­hos Rock, 2.200 mil z Abrol­hos Rocks na Fal­klandy. Admi­rał zamie­rzał podejść nie­zau­wa­żony. Jego okręty zacho­wy­wały ciszę radiową i choć podróż z Devon­port na Fal­klandy zajęła Stur­dee’mu 26 dni, infor­ma­cja o tym, że nad­cho­dzi ni­gdy nie dotarła do Spee. Był to nie tyle suk­ces bry­tyj­ski, co nie­udol­ność nie­miec­kiego wywiadu. W Devon­port powszech­nie wie­dziano, że 2 krą­żow­niki liniowe wycho­dzą w morze by roz­pra­wić się ze Spee. Wia­do­mość o podróży była rów­nież znana w Rio de Jane­iro i w Mon­te­vi­deo za sprawą gada­tli­wych radio­te­le­gra­fi­stów, nie­miec­kich i bry­tyj­skich, na Wyspach Zie­lo­nego Przy­lądka. 17 listo­pada w klu­bie w Rio porucz­nik Hirst z Glas­gow pod­słu­chał 2 Angli­ków roz­ma­wia­ją­cych o rychłym przy­by­ciu 2 krą­żow­ni­ków linio­wych. Niemcy mieli dobre połą­cze­nie tele­gra­ficzne z Chile, ale kiedy dowie­dzieli się o zbli­ża­niu się Stur­dee’go, albo było za późno by prze­ka­zać infor­ma­cję znaj­du­ją­cemu się w morzu Spee drogą radiową, albo po pro­stu nie roz­po­znano pil­nego cha­rak­teru tej wia­do­mo­ści.

O świ­cie 26 listo­pada Stur­dee dotarł do Abrol­hos i spo­tkał eska­drę krą­żow­ni­ków Stod­darta i 9 węglow­ców sto­ją­cych na kotwicy. Wkrótce morze zapeł­niło się małymi łodziami kur­su­ją­cymi mię­dzy okrę­tami. Invin­ci­ble przy­wiózł z Angli 54 worki z pocztą, a Infle­xi­ble roz­dzie­lił mie­sięczny zapas żyw­no­ści, włą­cza­jąc piwo, któ­rego ludzie Stod­darta nie sma­ko­wali od tygo­dni. Wów­czas pod bez­li­to­śnie palą­cym słoń­cem, w tem­pe­ra­tu­rze 100° F krą­żow­niki liniowe bun­kro­wały węgiel. Krą­żow­nik opan­ce­rzony Defence, nie potrzebny już dłu­żej do kon­fron­ta­cji ze Spee, został skie­ro­wany do wzmoc­nie­nia eska­dry w Kapsz­ta­dzie. Na kon­fe­ren­cji dowód­ców, rano 27 listo­pada, Stur­dee oświad­czył, że Spee nie może osią­gnąć ujścia La Platy przed nim. Jeśli Niemcy wejdą na połu­dniowy Atlan­tyk, to praw­do­po­dob­nie skie­rują się na śro­dek oce­anu. Przy­znał, że Spee mógłby zaata­ko­wać Fal­klandy. Usta­lono, że z Port Stan­ley wysy­łany będzie codzien­nie sygnał radiowy, a cisza będzie inter­pre­to­wana jako utrata kolo­nii. Plan Stur­dee’go zakła­dał, że jeśli przy­bę­dzie on na Fal­klandy, zanim Spee okrąży Horn, użyje wyspy jako sta­cji bun­krow­nia węgla, a póź­niej wyśle swoje lek­kie krą­żow­niki Glas­gow i Bri­stol do mysz­ko­wa­nia w por­tach na Ziemi Ogni­stej i w fior­dach chi­lij­skiego archi­pe­lagu. Kiedy zdo­bycz zosta­nie zlo­ka­li­zo­wana, krą­żow­niki liniowe miały nadejść całą naprzód. Eska­dra, zapo­wie­dział, wyru­szy z Abrol­hos 29 listo­pada. Koman­dor Luce z Glas­gow był zasko­czony sły­sząc, że Stur­dee zamie­rza pozo­stać w Abrol­hos jesz­cze przez 2 dni. Luce, który był na Fal­klan­dach i przej­mo­wał się sytu­acją miesz­kań­ców, czuł że było to nie­wy­ba­czalne; poza tym tak­tyczna potrzeba dotar­cia Stur­dee’go na Fal­klandy przed Spee wyda­wała się oczy­wi­sta. „Z pew­nym drże­niem – napi­sał póź­niej – powró­ci­łem po kon­fe­ren­cji na okręt fla­gowy”.

„Mam nadzieję, że nie ma pan nic prze­ciwko ponow­nemu roz­pa­trze­niu tego – powie­dział do Stur­dee – i pro­szę nie myśleć sobie, że kwe­stio­nuję pań­skie roz­kazy, ale czuję, że powin­ni­śmy wyru­szyć jak naj­szyb­ciej”.

„Ależ do dia­bła, Luce – odpo­wie­dział Stur­dee – wyru­szamy poju­trze. Czy to nie jest wystar­cza­jące dla cie­bie?” Luce upie­rał się i Stur­dee w końcu ustą­pił: „Bar­dzo dobrze, Luce, wyru­szymy jutro”.

O godzi­nie 10.00, 29 listo­pada, Stur­dee wypro­wa­dził swoje siły w morze. Kie­ru­jąc się na połu­dnie w jasnych pro­mie­niach słońca, okręty roz­wi­nęły się w mającą kształt wachla­rza linię prze­szu­ki­wa­nia, a każdy okręt był odda­lony od dru­giego na mak­sy­malny dystans 12 mil pod­czas dobrej pogody – co umoż­li­wiało wzro­kową komu­ni­ka­cję przy pomocy sygna­łów świetl­nych. Dwa dni póź­niej, na morzu wciąż spo­koj­nym i przy dosko­na­łej widocz­no­ści, Stur­dee zarzą­dził ćwi­cze­nia arty­le­ryj­skie. Car­nar­von holo­wał cel dla Kenta, który wystrze­lił 144 poci­ski 6-calowe; następ­nie Kent holo­wał dla Car­nar­von. Krą­żow­niki liniowe wystrze­li­wały swoje 12-calowe poci­ski z odle­gło­ści, z jakiej Stur­dee zamie­rzał przy­stą­pić do walki. Invin­ci­ble oddał 32 strzały, po 4 z każ­dego działa, do celu holo­wa­nego przez Infle­xi­ble. Tylko jeden pocisk tra­fił, ale pozo­stałe spa­dły zado­wa­la­jąco bli­sko. Infle­xi­ble oddał następ­nie 32 strzały do celu holo­wa­nego przez Invin­ci­ble, tra­fia­jąc 3 razy. Kiedy Invin­ci­ble holo­wał cel, lina owi­nęła się wokół pra­wo­bur­to­wej zewnętrz­nej śruby napę­do­wej. Stur­dee natych­miast zatrzy­mał całą eska­drę na 12 godzin na środku oce­anu, a nur­ko­wie zeszli pod wodę i usi­ło­wali oczy­ścić zablo­ko­waną śrubę. Nie udało im się, ale aby unik­nąć straty czasu, eska­dra ruszyła w drogę z Invin­ci­ble pra­cu­ją­cym tylko 3 śru­bami.

Gdy okręty kie­ro­wały się dalej na połu­dnie, powie­trze sta­wało się coraz chłod­niej­sze, morze zmie­niło kolor z błę­kit­nego na zie­lony i szary, a fale miały białe grzywy. Widziano wypusz­cza­jące fon­tanny wody wie­lo­ryby i alba­trosy; załoga ponow­nie zmie­niła mun­dury z let­nich bia­łych na gra­na­towe zimowe. Wyspy Fal­klandz­kie uka­zały się po raz pierw­szy w stru­gach desz­czu w ponie­dzia­łek 7 grud­nia o godzi­nie 9.00 rano. 27 dni i 7.000 mil od opusz­cze­nia Anglii, krą­żow­niki liniowe minęły latar­nię mor­ską na przy­lądku Pem­broke, wcho­dząc do Port Stan­ley i ostroż­nie prze­szły przez linię zaim­pro­wi­zo­wa­nych min, roz­cią­gniętą u wej­ścia do portu. Na brze­gach po obu stro­nach kotwi­co­wi­ska załogi widziały foki i kolo­nie pin­gwi­nów. Port Stan­ley podzie­lony jest wąskim kana­łem na 2 baseny. Port Wil­liam to zewnętrzne, głęb­sze kotwi­co­wi­sko, a Port Stan­ley wewnętrzne i miej­sce małej osady. W Port Wil­liam 2 krą­żow­niki liniowe i krą­żow­niki opan­ce­rzone rzu­ciły kotwice. Bri­stol i Glas­gow, mające mniej­sze zanu­rze­nie, prze­szły przez wąski kanał do wewnętrz­nego portu, gdzie uka­zała się mała osada cią­gnąca się wzdłuż brzegu. 5 minut po zako­twi­cze­niu nur­ko­wie zeszli pod wodę, by oczy­ścić śrubę Invin­ci­ble ze ści­śle ją opla­ta­ją­cej liny. Przed świ­tem śruba była uwol­niona. Eska­dra potrze­bo­wała węgla, ale ponie­waż dostępne były tylko 2 węglowce, ich zada­nie musiały prze­jąć okręty wojenne. Corn­wall otrzy­mał zgodę na wyga­sze­nie pale­nisk w celu oczysz­cze­nia kotłów, a Bri­stol – na roze­bra­nie sil­nika w celu jego naprawy. Uzbro­jony sta­tek han­dlowy Mace­do­nia został wyzna­czony do patro­lo­wa­nia u wej­ścia do portu, zaś krą­żow­nik opan­ce­rzony Kent, sto­jący pod parą wewnątrz kotwi­co­wi­ska, otrzy­mał instruk­cję zastą­pie­nia Mace­do­nii o 8.00 rano następ­nego dnia.

Następ­nie Stur­dee wezwał swo­ich dowód­ców na pokład Invin­ci­ble. Poja­wiły się raporty o obec­no­ści nie­miec­kich węglow­ców na wyspie Daw­son na Ziemi Ogni­stej, co suge­ro­wało, że Spee będzie wkrótce prze­cho­dził wokół przy­lądka Horn. Stur­dee, chcąc minąć Horn przed Niem­cami zapo­wie­dział, że bry­tyj­ska eska­dra pozo­sta­nie na Fal­klan­dach tylko przez 48 godzin; powinna wyru­szyć w środę, 9 grud­nia. W tym cza­sie ofi­ce­ro­wie z Invin­ci­ble i Infle­xi­ble mieli 5 godzin wol­nego na lądzie, kolej na ofi­ce­rów z krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych i lek­kich krą­żow­ni­ków przy­pa­dała następ­nego dnia. Uda­jąc się na brzeg w łodziach ze swo­ich okrę­tów, ofi­ce­ro­wie z krą­żow­ni­ków linio­wych widzieli Cano­pusa w jego dziw­nych bar­wach, spo­czy­wa­ją­cego na muli­stym dnie. Zostali powi­tani na nie­wiel­kim nabrzeżu przez pro­bosz­cza kościoła chry­stu­so­wego, który zapro­sił ich na popo­łu­dniową her­batę. Wra­ca­jąc na swoje okręty o godzi­nie 18.00, spo­glą­dali na jałowe wzgó­rza na zacho­dzie i zakła­dali swoje płasz­cze by ochro­nić się przed lodo­wa­tym wia­trem nad­cho­dzą­cym znad Antark­tydy.

* * *

Po zwy­cię­stwie Spee pozo­sta­wał w por­cie Val­pa­ra­iso mniej niż dopusz­czalne 24 godziny i wyru­szył 4 listo­pada. Pół­tora dnia póź­niej był z powro­tem w Más Afu­era, 400 mil w głąb Pacy­fiku. Leip­zig już tam był, mały w porów­na­niu z wzno­szą­cymi się jak wieże kli­fami i przy­pro­wa­dził ze sobą swoją zdo­bycz, fran­cu­ski 4-masz­towy bark zała­do­wany 3.600 tonami węgla z Car­diff. Sta­tek i jego ładu­nek zostali ser­decz­nie przy­jęci; węgiel został scho­wany, a żagle pocięto i uszyto z nich 300 uży­tecz­nych wor­ków na węgiel.

Przez 9 dni Eska­dra Wschod­niej Azji pozo­sta­wała w cie­niu kli­fów. Tutaj nie­mieccy mary­na­rze dowie­dzieli się, że padło Tsing­tao i że podróż Emdena dobie­gła końca. Leip­zig i Dres­den weszły do Val­pa­ra­iso odbie­ra­jąc pocztę i wysy­ła­jąc wia­do­mo­ści, pod­czas kiedy na pokła­dzie zako­twi­czo­nego Scharn­hor­sta Spee roz­wa­żał swój następny ruch. Dziw­nie nie spie­szył się. Musiał wie­dzieć, że Bry­tyj­czycy zare­agują agre­syw­nie na klę­skę Cra­docka, choć jego atu­tem było osią­gnię­cie połu­dnio­wego Atlan­tyku zanim Admi­ra­li­cja w Lon­dy­nie mogła wysłać posiłki. Wciąż zwle­kał. Dla­czego? Letarg Spee miał kilka moż­li­wych powo­dów. Bez wąt­pie­nia był zmę­czony; 6 mie­sięcy bez wytchnie­nia codzien­nej odpo­wie­dzial­no­ści w trak­cie liczą­cej 15.000 mil podróży przez Pacy­fik, osią­ga­ją­cej kul­mi­na­cyjny punkt pod­czas zacie­kłej bitwy mor­skiej, było wystar­cza­ją­cym powo­dem. Było jed­nak wię­cej przy­czyn zwłoki niż znu­że­nie. Był agre­syw­nym, uzdol­nio­nym dowódcą na polu walki, ale kiedy zdał sobie sprawę z siły swo­jej eska­dry wobec bry­tyj­skiej świa­to­wej potęgi mor­skiej, zaczął skła­niać się ku przy­gnę­bie­niu i fata­li­zmowi. Z wpo­jo­nym w dzie­ciń­stwie respek­tem wobec Royal Navy, czuł że cokol­wiek zrobi i jaka­kol­wiek będzie jego decy­zja, nie ma to więk­szego zna­cze­nia; jego mała eska­dra nie­chyb­nie musi spo­tkać się w walce z bio­rą­cym odwet nie­przy­ja­cie­lem. Te prze­czu­cia wyja­śniają jego radę dla kobiety w Val­pa­ra­iso, by zacho­wała kwiaty, które chciała mu wrę­czyć, na jego grób.

Spee napo­ty­kał rów­nież na sze­reg codzien­nych trud­no­ści. Cra­dock wyrzą­dził nie­wiel­kie mate­rialne szkody nie­miec­kim okrę­tom, ale w istotny spo­sób osła­bił ich zdol­ność bojową, uszczu­pla­jąc ich maga­zyny. Następna bitwa na połu­dnio­wym Pacy­fiku, opróż­ni­łaby je cał­ko­wi­cie i pozo­sta­wiła krą­żow­niki opan­ce­rzone nie­zdol­nymi do jakiej­kol­wiek próby przedar­cia się przez bry­tyj­ską blo­kadę Morza Pół­noc­nego. Jak zawsze Spee mar­twił się o węgiel i ten kło­pot dopro­wa­dził go do pod­trzy­ma­nia w Más Afu­era decy­zji pod­ję­tej na wyspie Pagan; ponow­nie zarzą­dził wypady swo­ich lek­kich krą­żow­ni­ków. Eska­dra, jak oświad­czył, ma pozo­stać razem.

Eska­dra Wschod­niej Azji opu­ściła Más Afu­era 15 listo­pada, kie­ru­jąc się ku nasa­dzie Ame­ryki Połu­dnio­wej i na połu­dniowy Atlan­tyk. 4 dni póź­niej okręty weszły do zatoki Penas na wybrzeżu Chile, 300 mil na pół­noc od Cie­śniny Magel­lana i zako­twi­czyły w Bahia San Quin­tin, u pod­nóża Kor­dy­lie­rów, wśród któ­rych w tym regio­nie koronę nosił Cerro San Valen­tin o wyso­ko­ści 13.000 stóp, szczyt był pokryty śnie­giem. Nie­da­leko stąd dwa lodowce, San Rafael i San Quin­tin, dostar­czały na niziny wodę. Ze swo­ich pokła­dów nie­mieccy mary­na­rze spo­glą­dali na kąpiące się w słońcu szczyty gór, błysz­czące, mie­niące się wszyst­kimi kolo­rami lodowce i wspa­niałą zie­leń dzie­wi­czych lasów wzdłuż brzegu morza. Łodzie opusz­czone na wodę wciąż gładką jak lustro krą­żyły tam i z powro­tem mię­dzy pły­wa­ją­cymi bry­łami nie­bie­sko-zie­lo­nego lodu, odry­wa­ją­cego się od lodow­ców.

Oto­czone natu­ralną ciszą tego bez­lud­nego miej­sca nie­miec­kie okręty ponow­nie zała­do­wały węgiel i admi­rał prze­pro­wa­dził cere­mo­nię. Kaj­zer, nie posia­da­jący się ze szczę­ścia, prze­ka­zał wia­do­mość, że oso­bi­ście odzna­czył Spee Żela­znym Krzy­żem I klasy i Żela­znym Krzy­żem II klasy. Dodat­kowo admi­rał otrzy­mał roz­kaz wyzna­cze­nia spo­śród swo­ich ofi­ce­rów i mary­na­rzy 300 innych, któ­rzy mieli otrzy­mać Żela­zne Krzyże II klasy. Spee wybrał swo­ich dowód­ców, ofi­ce­rów arty­le­rii, mecha­ni­ków i radioofi­ce­rów oraz swój sztab; reszta odzna­czeń pozo­stała do indy­wi­du­al­nych decy­zji dowód­ców okrę­tów. Admi­rał prze­cho­dził z okrętu na okręt, wyczy­tu­jąc nazwi­ska odzna­czo­nych i gra­tu­lu­jąc im (choć odzna­cze­nia jako takie cze­kały w Niem­czech na powrót eska­dry), a wybu­chy owa­cji odbi­jały się echem od mgły wiszą­cej nisko nad wodą.

W Bahia San Quin­tin, Spee otrzy­mał wia­do­mość z Ber­lina, napi­saną przed bitwą pod Coro­nel i przy­wie­zioną mu z Val­pa­ra­iso przez Dres­den i Leip­zig. W więk­szo­ści kwe­stii sygnał zawie­rał ogólne rady sztabu mary­narki wojen­nej, pozo­sta­wia­jąc dosto­so­wa­nie ich do prze­my­śleń i decy­zji Spee:

Spo­dzie­wane są nie­wiel­kie rezul­taty wojny prze­ciwko han­dlowi na Pacy­fiku. Na Atlan­tyku, z uwagi na ści­słą ochronę nie­przy­ja­ciela na głów­nych szla­kach han­dlo­wych, rajdy prze­ciwko stat­kom han­dlo­wym moż­liwe są tylko w odpo­wied­nio dużych gru­pach, które nie musia­łyby oba­wiać się niczego ze strony nie­przy­ja­ciel­skich sił mor­skich.

Z dru­giej strony, zaopa­trze­nie w węgiel okrę­tów ope­ru­ją­cych w dużych gru­pach jest trud­niej­sze, ponie­waż z uwagi na pre­sję wywie­raną przez Bry­tyj­czy­ków, neu­tralne kraje roz­cią­gają swój zakaz eks­portu … Trudno nawet liczyć na dostawy z Nowego Jorku. Węgiel zabie­rany z prze­ję­tych stat­ków z tru­dem pokryje potrzeby krą­żow­ni­ków ope­ru­ją­cych w gru­pach.

Zosta­wiamy pań­skiej decy­zji prze­rwa­nie dzia­łań wojen­nych krą­żow­ni­ków prze­ciwko han­dlowi, kiedy tylko uzna pan, że jest to uza­sad­nione, i powrót do Nie­miec wszyst­kimi okrę­tami, które pan zbie­rze.

Może się to panu udać, jeśli szcze­gó­łowe przy­go­to­wa­nia uzu­pełni łut szczę­ścia. Jed­nym z koniecz­nych warun­ków odnie­sie­nia suk­cesu jest zabra­nie odpo­wied­niej ilo­ści węgla w Połu­dnio­wej Ame­ryce, by dotrzeć na Wyspy Kana­ryj­skie, albo w osta­tecz­no­ści na Wyspy Zie­lo­nego Przy­lądka (Cape Verde Islands) … Może być konieczne nawią­za­nie współ­pracy z Flotą Peł­no­mor­ską pod­czas prze­ry­wa­nia nie­przy­ja­ciel­skiej blo­kady na Morzu Pół­noc­nym; w takiej sytu­acji musi pan poin­for­mo­wać wcze­śniej o swo­ich inten­cjach.

Rela­cje z Argen­tyną i Bra­zy­lią nie są przy­ja­zne. Por­tu­ga­lia zasta­na­wia się nad przy­łą­cze­niem do naszych wro­gów … Hisz­pa­nia pozo­staje neu­tralna … Jeśli Por­tu­ga­lia wypo­wie nam wojnę, moż­liwe będzie zdo­by­wa­nie węgla siłą z por­tu­gal­skich wysp Cape Verde, Azo­rów i Madery.

To memo­ran­dum nie zawie­rało żad­nych infor­ma­cji wywiadu ani roz­ka­zów, stwier­dzało jasno, że sztab mary­narki wojen­nej zga­dza się uży­wać eska­dry krą­żow­ni­ków do ata­ko­wa­nia han­dlu alian­tów na całym świe­cie. Admi­rał von Tir­pitz sil­nie popie­rał ideę porzu­ce­nia przez von Spee pod­ję­cia próby przedar­cia się do kraju. Kiedy tele­gram von Spee ogło­sił zwy­cię­stwo pod Coro­nel, Tir­pitz zapro­po­no­wał „zwol­nie­nie go z zada­nia, by skie­ro­wał się na środ­kowy Atlan­tyk. Ilość amu­ni­cji jaka została po jej ogrom­nym zuży­ciu pod­czas bitwy wydaje się być nie­wy­star­cza­jąca do prze­pro­wa­dze­nia następ­nej bitwy. W związku z tym pro­po­nuję skie­ro­wa­nie von Spee, z któ­rym możemy kon­tak­to­wać się przez Val­pa­riso, by omi­nął wschod­nie wybrzeże Ame­ryki Połu­dnio­wej i skie­ro­wał się na środ­kowy Atlan­tyk lub w pobliże brzegu Afryki … Powin­ni­śmy poin­for­mo­wać Spee, że nie ocze­ku­jemy od niego żad­nej dal­szej aktyw­nej ope­ra­cji i że jego obec­nym celem jest powrót do domu jed­nym z sze­ro­kich szla­ków wio­dą­cych przez Atlan­tyk … Powinno się pod­kre­ślić pre­stiż zwy­cię­stwa pod Coro­nel”. Tir­pitz nie dowo­dził jed­nak ope­ra­cyj­nie mary­narką wojenną i admi­rał Hugo von Pohl, szef sztabu mary­narki wojen­nej, nie życzył sobie „wkra­cza­nia w żaden spo­sób w swo­bodę decy­zji Counta [von Spee]”. Tir­pitz nie mógł wydać roz­kazu Pohlowi i pole­ce­nie bez­po­śred­niego powrotu do domu ni­gdy nie zostało wydane. Depe­sza od Pohla, wysłana po bitwie pod Coro­nel dotarła do Val­pa­ra­iso 16 listo­pada i rów­nież została prze­ka­zana Spee przez Leip­zig. „Jakie są pań­skie zamiary? Ile ma pan amu­ni­cji?” Spee odpo­wie­dział, że 2 krą­żow­niki opan­ce­rzone mają po poło­wie swo­ich zapa­sów amu­ni­cji, a lek­kie krą­żow­niki nawet tro­chę wię­cej. Co do swo­ich inten­cji Spee odpo­wie­dział: „Eska­dra krą­żow­ni­ków zamie­rza prze­drzeć się do domu”.

Węgiel, jak zawsze, był czyn­ni­kiem deter­mi­nu­ją­cym. Spee miał obiet­nice, sza­cunki i rady, któ­rych nie mógł spa­lić w swo­ich pale­ni­skach. Poza tym, obiet­nice były mętne: sztab mary­narki wojen­nej powie­dział, że 40.000 ton węgla zosta­nie dostar­czo­nych z Nowego Jorku przez parowce neu­tral­nych państw, które zostały już wyczar­te­ro­wane; następ­nie, w tej samej depe­szy, poin­for­mo­wano go, że nie można pole­gać na tym zaopa­trze­niu. 14.000 ton węgla cze­kało na Spee na Wyspach Kana­ryj­skich – dopóki Por­tu­ga­lia nie sta­nie się wro­giem, wal­cząc po stro­nie alian­tów. Przed wej­ściem do Bahia San Quin­tin, Spee wysłał depe­sze do Mon­te­vi­deo i Nowego Jorku, pyta­jąc czy parowce – „nie­miec­kie, jeśli to moż­liwe” – spo­tkają go w Puerto Santa Elena na połu­dnio­wo­atlan­tyc­kim wybrzeżu Agren­tyny z 10.000 ton węgla. W tym cza­sie w Bahia San Quin­tin jego okręty przy­go­to­wu­jące się do wyj­ścia w morze poły­kały węgiel, wypeł­nia­jąc ładow­nie bun­krowe, a następ­nie usy­pu­jąc hałdy na pokła­dach.

Spee musiał brać pod uwagę rów­nież roz­miesz­cze­nie bry­tyj­skiej floty. Wie­dział teraz, że zarówno Mon­mo­uth, jak i Good Hope zostały znisz­czone i że Glas­gow uciekł. Powie­dziano mu, że Defence, Corn­wall i Car­nar­von były u ujścia La Platy; miej­sce pobytu Cano­pusa – okrętu linio­wego typu „Queen” – było nie­znane. Od węglowca, który dołą­czył do niego w Punta Are­nas, dowie­dział się, że 15 listo­pada bry­tyj­ski paro­wiec przy­był do Punta Are­nas z Port Stan­ley i mel­do­wał, że nie ma żad­nych bry­tyj­skich okrę­tów wojen­nych na Wyspach Fal­klandz­kich; oczy­wi­ście paro­wiec wyszedł z Port Stan­ley przed powro­tem Cano­pusa 12 listo­pada. Póź­niej nie­mieccy agenci w Rio de Jane­iro dowie­dzieli się, że Cano­pus prze­by­wał w Port Stan­ley. Infor­ma­cja ta dotarła do Mon­te­vi­deo 20 listo­pada, ale ponie­waż zarówno Mon­te­vi­deo, jak i Val­pa­ra­iso były poza zasię­giem radio­wym nie­miec­kiej eska­dry, Spee przy­pusz­czał, że Fal­klandy nie były bro­nione i że sze­roki na 1.000 mil pas oce­anu na pół­noc od Ziemi Ogni­stej do rzeki La Plata był pusty.

Eska­dra Wschod­niej Azji opu­ściła zatokę Penas po połu­dniu 26 listo­pada. Kie­ru­jąc się na ocean, okręty wpa­dły w silny połu­dniowo-zachodni sztorm. Wiatr stale przy­bie­rał na sile i do póź­nego wie­czoru morze pokryło się wyso­kimi falami, a ich spie­nione grzbiety uno­siły pył wodny. Na początku roz­miary i moc sil­ni­ków krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych umoż­li­wiały im prze­cho­dze­nie przez fale, ale mniej­sze okręty, wyła­do­wane węglem po pokłady, uno­siły się, koły­sały i nurzały. W miarę nasi­la­nia się wia­tru, dzioby Scharn­hor­sta i Gne­ise­nau uno­siły się ponad grzbiety fal, które z łosko­tem rzu­cały na pokład tony wody, która pie­niła się omal nie zata­pia­jąc okrę­tów. W miarę upływu dnia małe okręty były prak­tycz­nie zanu­rzone w wyso­kich jak góry falach.

Naj­gor­szym dniem przej­ścia Cie­śniny Magel­lana z zachodu był 29 listo­pada. Mię­dzy szczy­tami i doli­nami fal Gne­ise­nau i Scharn­horst zni­kały jeden dru­giemu z pola widze­nia. Dla bez­pie­czeń­stwa na pokła­dach, a nawet w kwa­te­rach star­szych ofi­ce­rów roz­cią­gnięto liny. Oba­wia­jąc się o bez­pie­czeń­stwo swo­ich okrę­tów, dowódcy Leip­zig i Dres­dena roz­ka­zali swoim zało­gom wyrzu­ce­nie węgla z pokła­dów za burtę. „Fale były ogromne – wspo­mi­nał ofi­cer z Leip­zig – w jed­nej chwili zrów­ny­wały się z pozio­mem pokładu, a w następ­nej opa­dały 40 stóp poni­żej … Scho­dzi­li­śmy z kursu. Silny sztorm prze­su­nął ładu­nek pokła­dowy, a spływ­niki zostały zatkane węglem tak, iż 3 stopy wody na pokła­dzie gro­ziły prze­wró­ce­niem okrętu stępką do góry. Skie­ro­wa­li­śmy się pod wiatr, by utrzy­mać dzioby w wodzie … pod­czas kiedy cała załoga szu­flo­wała węgiel za burtę. Ludzie stali po pas zanu­rzeni w lodo­wa­tej wodzie”.

Do następ­nego rana wiatr ucichł, a choć deszcz i grad wciąż zasy­py­wały okręty, pręd­kość eska­dry wzro­sła do 10 węzłów. W połu­dnie 1 grud­nia nie­mieccy mary­na­rze zoba­czyli przy­lą­dek Horn, połu­dniowy kra­niec kon­ty­nentu ame­ry­kań­skiego. „Desz­czowe chmury wisiały nad postrzę­pio­nym szczy­tem wzno­szą­cym się pio­nowo z morza i będą­cym straż­ni­kiem mię­dzy Atlan­ty­kiem i Pacy­fi­kiem” – powie­dział ofi­cer z Gne­ise­nau. Następ­nego dnia zauwa­żono bla­do­nie­bie­ską górę lodową iskrzącą się w pro­mie­niach słońca, wysoką na 200 stóp i długą na 650 jar­dów. Na wschód od przy­lądka Horn eska­dra napo­tkała i zajęła 3-masz­towy bry­tyj­ski żaglo­wiec prze­wo­żący 2.800 ton węgla z Car­diff. Następ­nego dnia, ze zdo­by­czą w gar­ści, osią­gnęła ona osło­nięte wody na wschod­nim krańcu kanału Beagle i zako­twi­czyła koło wyspy Pic­ton. Dres­den, któ­remu bra­ko­wało węgla, poin­for­mo­wał admi­rała, że ma go zbyt mało, by dotrzeć do Santa Elena na wybrzeżu Argen­tyny. Z nie­pewną per­spek­tywą uzy­ska­nia paliwa na połu­dnio­wym Atlan­tyku, Spee zde­cy­do­wał się poświę­cić czas na roz­par­ce­lo­wa­nie mię­dzy okręty świeżo zdo­by­tego angiel­skiego węgla. Pod­czas kiedy mary­na­rze łado­wali węgiel, grupy ofi­ce­rów udały się na opu­sto­szałe wybrzeże u stóp czar­nych gór Ziemi Ogni­stej, by polo­wać na kaczki i przy­nieść gałązki do ude­ko­ro­wa­nia kabin na święta Bożego Naro­dze­nia. Spee udał się na Gne­ise­nau by odwie­dzić syna i zagrać w bry­dża z Maer­ke­rem. Minęły 3 dni i Spee wciąż nie oka­zy­wał żad­nego pośpie­chu.

Rano 6 grud­nia admi­rał wezwał swo­ich dowód­ców na pokład Scharn­hor­sta i zapro­po­no­wał prze­pro­wa­dze­nie ataku na Wyspy Fal­klandz­kie, o któ­rych sądził, że były nie­bro­nione. Zamie­rzał znisz­czyć sta­cję radiową, klucz do bry­tyj­skiej łącz­no­ści na połu­dnio­wym Atlan­tyku i spa­lić każdy napo­tkany skład węgla (jego ładow­nie bun­krowe były pełne) oraz porwać bry­tyj­skiego kon­sula w odwe­cie za aresz­to­wa­nie przez Bry­tyj­czy­ków nie­miec­kiego guber­na­tora Samoa. Pod­czas tego spo­tka­nia tylko 2 ofi­ce­rów – szef sztabu i koman­dor Schönberg z Nürnberg – poparło ten plan; pozo­stali dowódcy okrę­tów woleli omi­nąć Fal­klandy i skie­ro­wać się bez­po­śred­nio na pół­noc, by ata­ko­wać alianc­kie szlaki han­dlowe u ujścia La Platy. Kon­sul­ta­cje to jedna rzecz, dowo­dze­nie to druga i Spee, mając przed oczami zbyt kuszący widok bez­bron­nego Port Stan­ley, pod­jął decy­zję wbrew więk­szo­ści. Ze wzglę­dów bez­pie­czeń­stwa zde­cy­do­wał, że atak prze­pro­wa­dzą tylko Gne­ise­nau i Nürnberg; reszta eska­dry będzie cze­kała na linii hory­zontu. Wydał koman­do­rowi Maer­ke­rowi roz­kaz naszki­co­wa­nia planu ope­ra­cyj­nego.

Plan ope­ra­cyjny Maer­kera był nastę­pu­jący:

Gne­ise­nau i Nürnberg odłą­czą się od eska­dry, skie­rują się z pręd­ko­ścią 14 węzłów do punktu odle­głego o 5 mil na wschód od latarni mor­skiej na przy­lądku Pem­broke, przy­by­wa­jąc tam o 8.30. Z tego punktu będą obser­wo­wały wnę­trze portu, spraw­dza­jąc czy jest wolne od nie­przy­ja­ciel­skich okrę­tów. Gne­ise­nau podej­dzie do wej­ścia do Port Wil­liam i opu­ści łodzie, które oczysz­czą je z min. Wów­czas Nürnberg wej­dzie całą naprzód do wewnętrz­nego potu, Port Stan­ley, pod­czas kiedy Gne­ise­nau pój­dzie jego śla­dem aż do kanału łączą­cego Port Wil­liam z Port Stan­ley. Tam wielki krą­żow­nik opan­ce­rzony zako­twi­czy i wyśle do mia­sta pod­od­działy w uzbro­jo­nych kutrach. Pod osłoną 4,1-calo­wych dział Nürnberga znisz­czą one sta­cję radiową i składy węgla oraz spró­bują upro­wa­dzić na okręt guber­na­tora. Kiedy wyko­nają swoje zada­nie, 2 okręty opusz­czą port i dołą­czą do eska­dry nie póź­niej niż o 19.30.

Spo­tka­nie zakoń­czyło się w połu­dnie i dowódcy wró­cili na swoje okręty. Tego popo­łu­dnia, przy bez­chmur­nej pogo­dzie, Eska­dra Wschod­niej Azji skie­ro­wała się na wschód wzdłuż połu­dnio­wego wybrzeża Ziemi Ogni­stej. Następ­nego dnia, w ponie­dzia­łek 7 grud­nia, admi­rał von Spee i jego okręty skie­ro­wali się na pół­nocny wschód w stronę Wysp Fal­klandz­kich.

14. Bitwa u Wysp Falklandzkich

14

Bitwa u Wysp Fal­klandz­kich

Noc była bez­chmurna, a widocz­ność wyjąt­kowo dobra nawet o 2.00 nad ranem, kiedy ofi­ce­ro­wie na pomo­ście Scharn­hor­sta po raz pierw­szy zoba­czyli wynu­rza­jący się z ciem­no­ści na pół­noc­nym hory­zon­cie ciemny masyw Wysp Fal­klandz­kich. Wcze­sny letni wschód słońca 3 godziny póź­niej zapo­wia­dał nie­zwy­kły, bez­chmurny dzień, pierw­szy w tym tygo­dniu. O 5.30 admi­rał von Spee zasy­gna­li­zo­wał Gne­ise­nau i Nürnberg, by opu­ściły eska­drę i skie­ro­wały się do prze­pro­wa­dze­nia reko­ne­sansu Port Stan­ley. Admi­rał ze Scharn­hor­stem, Dres­de­nem i Leip­zig miał pozo­stać na połu­dniu, pod­czas kiedy 3 węglowce pozo­sta­wały w Port Ple­asant, w zatoce leżą­cej 20 mil na połu­dniowy zachód od Port Stan­ley. Kiedy wze­szło słońce, koman­dor Maer­ker i koman­dor Hans Poch­ham­mer z Gne­ise­nau mieli lep­szy widok na wybrzeże, któ­rego przy­lądki i wzgó­rza iden­ty­fi­ko­wali przy pomocy kom­pasu, lor­ne­tek i map. Na pokła­dzie zbie­rała się grupa lądu­jąca; Poch­ham­mer patrzył w dół z pomo­stu na ludzi w bia­łych kama­szach, trzy­ma­ją­cych kara­biny. Jeden z nich zabrał nawet ze sobą maskę prze­ciw­ga­zową. Zgod­nie z pro­gnozą letni pora­nek był nie­mal dosko­nały: morze było spo­kojne, jedy­nie z lekką bryzą z pół­noc­nego zachodu, łagod­nie marsz­czącą powierzch­nię wody; niebo było czy­ste i lazu­rowe. Port Stan­ley był ukryty od połu­dnia za pasmem niskich wzgórz, ale o 7.00, kiedy pode­szli bli­żej Maer­ker i Poch­ham­mer, mogli zoba­czyć swój pierw­szy cel, maszt radiowy w punk­cie Hookera. Zauwa­żyli rów­nież, bli­sko miej­sca gdzie latar­nia mor­ska stoi na piasz­czy­stym, usia­nym ska­łami przy­lądku Pem­broke, cienką smugę dymu. Oka­zało się, że unosi się ona z komina okrętu.

* * *

Bry­tyj­ska eska­dra roz­po­częła zała­du­nek węgla wcze­śnie tego let­niego poranka. O godzi­nie 4.30 węglo­wiec Tre­lawny został przy­cu­mo­wany przy lewej bur­cie Invin­ci­ble i o 5.30 cała załoga została wezwana do zała­dunku. Dwie godziny póź­niej, kiedy załoga została wysłana na śnia­da­nie, 400 ton węgla było na okrę­cie. Łado­wa­nia węgla nie zakoń­czono tego dnia. Tuż po godzi­nie 7.30 cywilny obser­wa­tor ma sta­no­wi­sku na wzgó­rzu Sap­per zoba­czył 2 słupy dymu na połu­dniowo-zachod­nim hory­zon­cie. Uniósł swój tele­skop, a następ­nie chwy­cił tele­fon i zamel­do­wał Cano­pu­sowi: „4-komi­nowy i 2-komi­nowy okręt kie­rują się na pół­noc”. (Nürnberg miał 3 kominy, ale z uwagi na kąt z jakiego się zbli­żał, obser­wa­tor prze­oczył 1).

O godzi­nie 7.45 Cano­pus otrzy­mał infor­ma­cję z Sap­per Hill. Ponie­waż nie było żad­nej naziem­nej linii mię­dzy Cano­pu­sem a fla­go­wym okrę­tem Stur­dee w zewnętrzny por­cie, koman­dor Grant nie mógł prze­słać infor­ma­cji dalej przez tele­fon, a ponie­waż Invin­ci­ble był poza zasię­giem wzroku, ukryty za oddzie­la­ją­cymi go wzgó­rzami, nie można było prze­ka­zać sygnału środ­kami wizu­al­nymi. Jed­nak Glas­gow kotwi­czył w miej­scu, z któ­rego mógł widzieć zarówno Cano­pusa, jak i Invin­ci­ble. W związku z tym Cano­pus wywie­sił sygnał: „Nie­przy­ja­ciel w polu widze­nia”. Glas­gow zoba­czył go i o 7.56 Luce wywie­sił takie same flagi na swoim masz­cie. Nie było żad­nej odpo­wie­dzi z Invin­ci­ble zaję­tego zała­dun­kiem węgla i oto­czo­nego tuma­nem pyłu węglo­wego. Znie­cier­pli­wiony Luce, wciąż w pidża­mie, wark­nął na swego ofi­cera sygna­li­za­cyj­nego: „Na miłość boską, zrób coś. Wystrzel z armaty, wyślij łódź, nie stój tutaj jak jakiś wypchany mane­kin”. Salut z armaty i jego echo nio­sące się po por­cie przy­cią­gnęły uwagę. Kie­ru­jąc silne świa­tło reflek­tora na pomost Invin­ci­ble, Glas­gow prze­ka­zał wia­do­mość. W tym cza­sie Luce powie­dział swemu ofi­ce­rowi wywiadu: „Panie Hirst, pro­szę wejść na top masztu i ziden­ty­fi­ko­wać te okręty”. „W poło­wie drogi na górę – opo­wia­dał póź­niej Hirst – byłem w sta­nie zamel­do­wać: Scharn­horst lub Gne­ise­nau z lek­kim krą­żow­ni­kiem”.

Spee osią­gnął cał­ko­wite zasko­cze­nie. Stur­dee, nie wyobra­ża­jąc sobie żad­nego zagro­że­nia dla swo­jej eska­dry, pod­jął mini­malne środki bez­pie­czeń­stwa. Uzbro­jony sta­tek han­dlowy Mace­do­nia powoli patro­lo­wał zewnętrzną stronę wej­ścia do portu. Krą­żow­nik opan­ce­rzony Kent, przy­dzie­lony do zastą­pie­nia Mace­do­nii, jedyny okręt który mógł osią­gnąć pełne ciśnie­nie pary w cza­sie mniej­szym niż 2 godziny, kotwi­czył w Port Wil­liam. Invin­ci­ble, Infle­xi­ble, Car­nar­von i Corn­wall prze­by­wały tam rów­nież. Bri­stol i Glas­gow znaj­do­wały się w wewnętrz­nym por­cie, gdzie stał unie­ru­cho­miony Cano­pus. Do 8.00 tylko Car­nar­von i Glas­gow zakoń­czyły zała­du­nek węgla, a pokłady Car­nar­vona wciąż pokry­wały sterty wor­ków z węglem. Kent, Corn­wall, Bri­stol i Mace­do­nia nie zaczęły jesz­cze napeł­nia­nia swo­ich bun­krów; będą wal­czyły tego dnia z tym co im pozo­stało w ładow­niach. Bri­stol wyga­sił pale­ni­ska, by oczy­ścić kotły i roz­mon­to­wał oba sil­niki w celu prze­pro­wa­dze­nia remontu, a Corn­wall miał w napra­wie 1 sil­nik. W kwa­te­rach star­szych ofi­ce­rów, a wielu z nich było już w cywil­nych ubra­niach i jadło śnia­da­nie zło­żone z wędzo­nego śle­dzia, mar­mo­lady, grza­nek i her­baty, przy­go­to­wy­wano plany na nad­cho­dzący dzień. Miało się odbyć polo­wa­nie na zające i kuro­pa­twy na wrzo­so­wi­skach za mia­stem.

Wystrzał z Glas­gow zastał admi­rała Stur­dee w trak­cie gole­nia się. Ofi­cer wpadł do kwa­tery admi­rała i zamel­do­wał, że Niemcy przy­byli. Póź­niej mówiono, że Stur­dee odpo­wie­dział: „Wyślij­cie ludzi na śnia­da­nie”. Po woj­nie Stur­dee przed­sta­wił swoją wer­sję tego wyda­rze­nia: „Spee przy­był w bar­dzo dogod­nym momen­cie, ponie­waż wła­śnie skoń­czy­łem się ubie­rać i byłem w sta­nie wydać roz­kaz pod­nie­sie­nia do oporu ciśnie­nia pary i zej­ścia na dół na dobre śnia­da­nie”. O Stur­dee’ym mówiono, że „nikt ni­gdy nie widział go prze­ra­żo­nego”. O ile admi­rał mógł być zado­wo­lony ze szczę­ścia, które przy­pro­wa­dziło nie­przy­ja­ciela tak usłuż­nie pod jego drzwi, mógł się jed­no­cze­śnie mar­twić, że praw­do­po­dob­nie Spee miał jesz­cze wię­cej szczę­ścia. Sytu­acja bry­tyj­skiej eska­dry była nie do pozaz­drosz­cze­nia: Kent był jedy­nym okrę­tem goto­wym do walki. Ist­niała obawa, że Spee odważ­nie wej­dzie do Port Stan­ley całą swoją eska­drą i zarzuci gra­dem 8,2-calo­wych poci­sków stło­czone okręty sto­jące na kotwicy. Przy ogra­ni­czo­nej prze­strzeni w por­cie, nie­które bry­tyj­skie okręty mogą zasła­niać ogień pozo­sta­łym i Stur­dee nie będzie w sta­nie wysta­wić niczego wię­cej niż tylko część swo­ich prze­wa­ża­ją­cych sił. Celne salwy ze Scharn­hor­sta i Gne­ise­nau mogły uszko­dzić, a nawet unie­ru­cho­mić krą­żow­niki liniowe. Nawet kiedy bry­tyj­skie okręty pod­niosą ciśnie­nie pary, Spee może wciąż pozo­sta­wać u wej­ścia do portu i potrak­to­wać każdy pró­bu­jący wyjść z portu okręt gra­dem poci­sków lub serią tor­ped. Rozu­mie­jąc to, wszy­scy skie­ro­wali wzrok na okręt fla­gowy, by dowie­dzieć się, jakie kroki zamie­rza przed­się­wziąć Stur­dee.

O godzi­nie 8.10 flagi sygna­łowe powę­dro­wały na fały Invin­ci­ble. Kent, dyżurny okręt, otrzy­mał roz­kaz natych­mia­sto­wego pod­nie­sie­nia kotwicy i przej­ścia przez zaporę minową w celu ochrony Mace­do­nii oraz pro­wa­dze­nia obser­wa­cji nie­przy­ja­ciela. Krą­żow­niki liniowe dostały roz­kaz ode­sła­nia swo­ich węglow­ców, aby mogły pro­wa­dzić ogień nawet sto­jąc na kotwicy. Wszyst­kie okręty otrzy­mały roz­kaz pod­nie­sie­nia ciśnie­nia pary i zamel­do­wa­nia kiedy będą gotowe osią­gnąć pręd­kość 12 węzłów. Car­nar­von dostał roz­kaz przy­go­to­wa­nia się do akcji i wyj­ścia naj­wcze­śniej jak to moż­liwe i „nawią­za­nia walki z nie­przy­ja­cie­lem kiedy tylko ten minie róg przy­lądka Pem­broke. Cano­pus miał roz­kaz otwar­cia ognia kiedy tylko Gne­ise­nau i Nürnberg znajdą się w jego zasięgu. Mace­do­nia, zbyt słabo uzbro­jona do walki z okrę­tami nie­przy­ja­ciela, otrzy­mała roz­kaz powrotu do portu. Po wyda­niu tych pole­ceń Stur­dee udał się na śnia­da­nie.

O godzi­nie 8.20 sta­cja obser­wa­cyjna na wzgó­rzu Sap­per zamel­do­wała o zauwa­że­niu więk­szej liczby dymów na połu­dniowo-zachod­nim hory­zon­cie. O godzi­nie 8.47 sta­cja kon­troli ognia na Cano­pu­sie zamel­do­wała, że 2 obser­wo­wane okręty były teraz w odle­gło­ści zale­d­wie 8 mil i że nowo zauwa­żone dymy oka­zały się pocho­dzić z komi­nów 3 dodat­ko­wych okrę­tów, znaj­du­ją­cych się 20 mil od portu. W tym cza­sie trę­ba­cze na wszyst­kich okrę­tach w por­cie grali sygnał: „Akcja”. Załogi były zajęte zwal­nia­niem bun­krow­ców, dym wydo­by­wał się z wielu komi­nów i kotwi­co­wi­sko tonęło w czar­nej mgiełce. Załogi maszy­nowe na Corn­wall i Bri­stolu spie­szyły się, by zmon­to­wać roze­brane urzą­dze­nia.

Śnia­da­nie Stur­dee’go trwało krótko. Był na pokła­dzie już o 8.45, by zoba­czyć jak Kent wycho­dzi z portu w celu zaję­cia swo­jej pozy­cji za latar­nią mor­ską. „Kiedy zna­leź­li­śmy się bli­sko wej­ścia do portu – powie­dział jeden z ofi­ce­rów Kentu – mogłem zoba­czyć z naszej pra­wej burty dym z komi­nów 2 okrę­tów uno­szący się nad leżącą nisko piasz­czy­stą kra­wę­dzią brzegu”. Musiały minąć następne 4 godziny zanim krą­żow­niki liniowe i Car­nar­von mogły pod­nieść kotwice, ale wciąż wię­cej czasu zanim Corn­wall i Bri­stol będą gotowe.

W Admi­ra­li­cji znano tylko kilka szcze­gó­łów i oba­wiano się naj­gor­szego. O godzi­nie 17.00 czasu Gre­en­wich Chur­chill pra­co­wał w swoim gabi­ne­cie, kiedy admi­rał Oli­ver, nowy szef sztabu, wszedł z wia­do­mo­ścią od guber­na­tora Wysp Fal­klandz­kich: „Admi­rał Spee przy­był dziś rano ze wszyst­kimi swo­imi okrę­tami i teraz pro­wa­dzi dzia­ła­nia prze­ciwko całej flo­cie admi­rała Stur­dee, która uzu­peł­niała zapas węgla”. „Te 3 ostat­nie słowa spo­wo­do­wały, że ciarki prze­szły mi po ple­cach – wspo­mi­nał Chur­chill. – Czy został zasko­czony i pomimo prze­wagi nie­zdar­nie, nie­przy­go­to­wany stał na kotwicy? Co może to ozna­czać? Powie­dzia­łem do szefa sztabu: ‘Mam nadzieję, że to nie jest prawda’ – to wszystko co powie­dzia­łem”.

* * *

„Kiedy dotar­li­śmy na miej­sce – wspo­mina dowódca Gne­ise­nau – uka­zy­wać się zaczęły oznaki życia. Tu i tam za wydmami zaczęły uno­sić się słupy ciem­no­żół­tego dymu, jakby pod­pa­lono hałdy węgla, by nie dostał się w nasze ręce. Bez wąt­pie­nia zosta­li­śmy zauwa­żeni i spo­śród widocz­nych przez dym szczy­tów masz­tów dwa wyrwały się i powoli skie­ro­wały się w stronę latarni mor­skiej … Nie było już wąt­pli­wo­ści, że okręty wojenne były ukryte za osłoną lądu … Sądzi­li­śmy, że możemy znisz­czyć pierw­sze 2, póź­niej 4, póź­niej 6 okrę­tów i prze­ka­za­li­śmy tę wia­do­mość przez radio do Schan­hor­sta”.

Do tego momentu Niemcy nie prze­czu­wali poważ­nego nie­bez­pie­czeń­stwa. Wów­czas ofi­cer arty­le­rii Gne­ise­nau, koman­dor porucz­nik Johann Busche, patrząc przez lor­netkę z plat­formy namie­rza­nia na przed­nim masz­cie, ujrzał coś zło­wiesz­czego, mia­no­wi­cie trój­nożne maszty. Kiedy zamel­do­wał o tym na pomost, koman­dor Maer­ker lako­nicz­nie odrzu­cił to spo­strze­że­nie jako nie­do­rzeczne. Trój­nożne maszty ozna­czały dred­noty, a Busche został prze­cież poin­for­mo­wany, że na połu­dnio­wym Atlan­tyku nie ma żad­nych dred­no­tów. Maer­ker wciąż pro­wa­dził Gne­ise­nau i Nürnberg coraz bli­żej ich pozy­cji do otwar­cia ognia, znaj­du­ją­cej się 4 mile na połu­dniowy zachód od przy­lądka Pem­broke. Nie prze­ka­zał raportu Buschde’a admi­ra­łowi von Spee.

Kiedy Gne­ise­nau i Nürnberg pode­szły bli­żej, 12-calowe działa Cano­pusa, nie­wi­docz­nego dla nie­miec­kich okrę­tów, zostały pod­nie­sione i wymie­rzone na nie z pomocą brze­go­wych punk­tów obser­wa­cyj­nych. Gdy 2 okręty Maer­kera zna­la­zły się w pobliżu Wolf’s Rock (Skały Wilka), 6 mil od przy­lądka Pem­broke, zwol­niły pracę sil­ni­ków, wyko­nały zwrot i skie­ro­wały się na pół­nocny wschód, manew­ru­jąc tak, by usta­wić się lewymi bur­tami w kie­runku sta­cji radio­wej. Jed­nak Cano­pus, sie­dzący na muli­stym dnie, ode­zwał się pierw­szy. Kiedy tylko jego ofi­cer arty­le­rii, prze­by­wa­jący na lądzie w punk­cie obser­wa­cyj­nym, oce­nił odle­głość na mniej niż 11.000 jar­dów, wysłał sygnał. O godzi­nie 9.20 oba 12-calowe działa z dzio­bo­wych wież okrętu linio­wego otwo­rzyły ogień. Odbi­ja­jący się od skał huk wstrzą­snął mia­stem i por­tem, powo­du­jąc piskliwy wrzask krą­żą­cych stad mor­skich pta­ków. Poci­ski spa­dły za bli­sko, ale Niemcy pod­nie­śli swoje bitewne ban­dery, wyko­nali zwrot i skie­ro­wali się na połu­dniowy wschód. Kiedy to zro­bili, Cano­pus odpa­lił ponow­nie kolejną salwę, tym razem z 12.000 jar­dów. Ponow­nie poci­ski spa­dły zbyt bli­sko, ale tym razem strzały były cel­niej­sze i nie­któ­rzy obser­wa­to­rzy wie­rzyli, że jeden z poci­sków odbił się ryko­sze­tem od komina Gne­ise­nau. Ponie­waż Niemcy wyszli poza zasięg ognia, Cano­pus zakoń­czył swoją część zada­nia. Oca­lił przed ostrza­łem sta­cję łącz­no­ści radio­wej, kotwi­czące okręty i mia­sto oraz dał eska­drze Stur­dee’go czas na opusz­cze­nie portu. Koman­dor Grant naka­zał prze­rwa­nie ognia.

* * *

Koman­dor Maer­ker wła­śnie zasy­gna­li­zo­wał Spee, że Gne­ise­nau jest gotowy do otwar­cia ognia, kiedy spo­tkał go szok. Bez ostrze­że­nia 2 potężne grzyby wody, każdy wysoki na 150 stóp, wyro­sły z morza 1.000 jar­dów z lewej burty. To był ostrzał z dział dużego kali­bru, choć same działa nie były widoczne. Maer­ker natych­miast wywie­sił ban­derę bitewną i wyco­fy­wał się, gdy druga salwa spa­dła 800 jar­dów od jego okrętu. Przed zanie­cha­niem misji, Maer­ker pod­jął ostat­nią próbę wyrzą­dze­nia szkód nie­przy­ja­cie­lowi. Pierw­szy bry­tyj­ski okręt wycho­dzący z portu został roz­po­znany jako jed­nostka typu County (był to Kent) i Maer­ker, wie­rząc że okręt pró­buje uciec, zwięk­szył pręd­kość, by odciąć mu drogę wyj­ścia z Port Wil­liam. Wszedł na kurs zbli­że­niowy, kiedy otrzy­mał sygnał ze Scharn­hor­sta. Nie był to łatwy desant, jaki pla­no­wał Spee. Nie miał on zamiaru anga­żo­wać się w walkę z bry­tyj­skim krą­żow­ni­kami opan­ce­rzo­nymi i sta­rym okrę­tem linio­wym wypo­sa­żo­nym w 12-calowe działa. Roz­ka­zał Maer­ke­rowi odło­że­nie ope­ra­cji i dołą­cze­nie do krą­żow­nika linio­wego. „Pro­szę nie przyj­mo­wać walki. Obrać kurs na wschód, póź­niej połu­dnie. Iść całą naprzód”. Spee nie wyco­fał się, choć wie­dział o obec­no­ści uzbro­jo­nych w 12-calowe działa okrę­tów, ale był pewny, że były to stare okręty liniowe, nad któ­rymi jego eska­dra łatwo uzy­ska prze­wagę. Maer­ker wyko­nał zwrot i z mak­sy­malną pręd­ko­ścią skie­ro­wał się w stronę krą­żow­nika linio­wego, odle­głego o 20 mil.

* * *

O godzi­nie 9.45 Glas­gow wyszedł z portu i dołą­czył do Kenta. Dowódca lek­kiego krą­żow­nika, pamię­ta­jący Coro­nel, nie­cier­pli­wił się by samemu zaata­ko­wać Niem­ców, ale otrzy­mał roz­kaz pozo­sta­wa­nia poza zasię­giem, śle­dze­nia nie­przy­ja­ciela i prze­sy­ła­nia infor­ma­cji admi­ra­łowi Stur­dee. O godzi­nie 9.50 reszta eska­dry pod­nio­sła kotwice i skie­ro­wała się do wyj­ścia z portu. Pierw­szy prze­szedł Car­nar­von ze Stod­dar­tem na pokła­dzie, następ­nie Infle­xi­ble, Invin­ci­ble i Corn­wall; jedy­nie Bri­stol, wciąż skła­da­jący swoje sil­niki i Mace­do­nia pozo­stały z tyłu. O godzi­nie 10.30, kiedy ostatni z idą­cych w linii 5 bry­tyj­skich okrę­tów prze­szedł koło latarni mor­skiej na przy­lądku Pem­broke, na połu­dniowo-zachod­nim hory­zon­cie zauwa­żono 5 wyco­fu­ją­cych się pió­ro­pu­szy dymu. Minęły 3 godziny od kiedy po raz pierw­szy nie­przy­ja­ciel zna­lazł się w zasięgu wzroku i Stur­dee mógł być wdzięczny za dobrą pogodę. Gdyby pano­wała mgła lub kro­pił deszcz, mógłby mieć mniej niż pół godziny przed przy­by­ciem Spee. Zamiast tego jed­nak słońce świe­ciło z błę­kit­nego, bez­chmur­nego nieba, a łagodna bryza lekko marsz­czyła morze; ide­alne warunki do akcji na dużą odle­głość. Wszy­scy, po obu stro­nach, któ­rzy prze­żyli bitwę, wspo­mi­nali nie­zwy­kłą pogodę: „Widocz­ność w świe­żym, czy­stym powie­trzu prze­kra­czała wszyst­kie doświad­cze­nia mary­na­rzy” – wspo­mi­nał Poch­ham­mer z Gne­ise­nau. „To był dosko­nały dzień – napi­sał ofi­cer z Infle­xi­ble – bar­dzo rzadki na tych sze­ro­ko­ściach geo­gra­ficz­nych. Roz­cią­gał się prze­piękny widok … kiedy bry­tyj­skie okręty prze­szły przez wyzna­czony punkt, a wszyst­kie ban­dery (mie­li­śmy 5 powie­wa­ją­cych flag, aby mieć pew­ność, że nie wszyst­kie zostaną odstrze­lone) były oświe­tlone pro­mie­niami słońca”. Na pokła­dzie Invin­ci­ble pod­po­rucz­nik był zasko­czony wspa­nia­łymi warun­kami atmos­fe­rycz­nymi. „Wzią­łem apa­rat foto­gra­ficzny, wspią­łem się na szczyt głów­nego masztu …Kiedy tam sta­łem i obser­wo­wa­łem nie­przy­ja­ciela, czu­łem zimne powiewy powie­trza … daleko na połu­dnio­wym zacho­dzie widać było na hory­zon­cie 5 trój­ką­tów dymu. To był cudowny sło­neczny dzień z mak­sy­malną widocz­no­ścią. Oni tam byli, eska­dra o któ­rej myśle­li­śmy, że zmusi nas do polo­wa­nia na morzach przez sze­reg mie­sięcy, zrzą­dze­niem opatrz­no­ści wpa­dła w nasze ręce”.

Krą­żow­niki liniowe – ich pręd­kość wzro­sła do 25 węzłów – pięły się nie­ubła­ga­nie na czoło linii, mija­jąc Car­nar­vona, poły­ka­jąc Kenta. Już jedy­nie Glas­gow był przed nimi. Z pomo­stu okrętu fla­go­wego Stur­dee, obser­wu­jąc dym z 5 ucie­ka­ją­cych okrę­tów, wie­dział że dzięki jakimś cał­ko­wi­cie nie­prze­wi­dy­wal­nym oko­licz­no­ściom, Spee był na jego łasce. Bry­tyj­skie siły miały prze­wagę; Invin­ci­ble i Infle­xi­ble, które wła­śnie opu­ściły suchy dok, mogły roz­wi­jać pręd­kość 25 węzłów; krą­żow­niki Spee, po 5 mie­sią­cach w morzu, mogłyby mówić o szczę­ściu, gdyby roz­wi­nęły 20 węzłów. Tym spo­so­bem Stur­dee mógł wpro­wa­dzić krą­żow­niki Spee w zasięg swo­ich 12-calo­wych dział w nie­spełna 3 godziny i miałby wów­czas 6 godzin przed zacho­dem słońca na ich cał­ko­wite znisz­cze­nie. Na pogodę nie miał wpływu, ale jak dotąd nic nie wska­zy­wało na zmianę tych nie­mal dosko­na­łych warun­ków. Na Invin­ci­ble poja­wił się sygnał: „Pościg”.

Porucz­nik Hirst wspo­mi­nał póź­niej: „Naj­bar­dziej chwa­lebny moment w tej woj­nie, który pamię­tam, to wywie­sze­nie przez okręt fla­gowy sygnału ‘Pościg’ … 15 mil na wschód od nas znaj­do­wały się te same okręty, z któ­rymi wal­czy­li­śmy pod Coro­nel i które wysłały na śmierć dziel­nego admi­rała Cra­docka i naszych kole­gów. Glas­gow, będąc daleko z przodu i nieco z boku, miał dosko­nały widok na bry­tyj­skie krą­żow­niki liniowe idące naprzód; ich dzioby prze­ci­nały spo­kojne, nie­bie­skie morze, tocząc przed sobą białe fale roz­cho­dzące się na boki; ich rufy nurzały się w spie­nio­nej wodzie kil­wa­te­rów; a ich 12-calowe wieże kie­ro­wały się w stronę nie­przy­ja­ciela z lufami unie­sio­nymi do mak­si­mum. Powy­żej, na masz­tach i rejach powie­wały bitewne ban­dery Royal Navy; białe kolory flag kon­tra­sto­wały z czar­nym dymem wydo­by­wa­ją­cym się z komi­nów. Nie było pośpie­chu, admi­rał miał przed sobą czy­sty, pusty ocean. Tak jak Spee pod Coro­nel był w sta­nie wyko­rzy­stać swoją prze­wagę pręd­ko­ści i cięż­szych dział by znisz­czyć Cra­docka, tak teraz Stur­dee mógł wyko­rzy­stać więk­szą siłę i pręd­kość, by znisz­czyć Spee. Każdy bry­tyj­ski krą­żow­nik liniowy miał 8 dział 12-calo­wych, wystrze­li­wu­ją­cych poci­ski o masie 850 fun­tów. Nie­miec­kie krą­żow­niki opan­ce­rzone miały po 8 dział 8,2-calo­wych, strze­la­ją­cych poci­skami o masie 275 fun­tów. Stur­dee mógł uży­wać swo­jej pręd­ko­ści do wybra­nia zasięgu; następ­nie, utrzy­mu­jąc dystans, użyć swo­ich wiel­kich dział do roz­bi­cia Spee na kawałki.

Zgod­nie ze sło­wami koman­dora Poch­ham­mera z Gne­ise­nau, aż do chwili kiedy trwał pościg, Niemcy nie byli pewni toż­sa­mo­ści 2 wiel­kich okrę­tów, które pospiesz­nie wyszły z portu. „Dwa okręty wkrótce same odłą­czyły się od ści­ga­ją­cej nas grupy; wyda­wały się dużo szyb­sze i więk­sze niż pozo­stałe, ponie­waż dym z ich komi­nów był grub­szy, szer­szy i bar­dziej masywny – powie­dział Poch­ham­mer. – Wszyst­kie lor­netki skie­ro­wały się na ich kadłuby”. Nie upły­nęło zbyt wiele czasu, nim obser­wa­cja 3 komi­nów i nie budzą­cych wąt­pli­wo­ści trój­noż­nych masz­tów, nie uświa­do­miła nie­miec­kim mary­na­rzom o „moż­li­wo­ści, a nawet praw­do­po­do­bień­stwie, że byli­śmy ści­gani przez angiel­skie krą­żow­niki liniowe … Była to dla nas gorzka pigułka do prze­łknię­cia. Zakrztu­si­li­śmy się nieco … ści­snęło nam gar­dła, bo ozna­czało to walkę na śmierć i życie, a raczej bitwę koń­czącą się hono­rową śmier­cią”.

W tym cza­sie Stur­dee spo­koj­nie wpro­wa­dzał w życie swoją tak­tykę. Miał kło­poty z obser­wo­wa­niem nie­przy­ja­ciela z powodu ilo­ści dymu wydo­by­wa­ją­cego się z komi­nów krą­żow­ni­ków linio­wych, ale Glas­gow mel­do­wał, że Niemcy znaj­dują się 12 mil z przodu, idąc z pręd­ko­ścią od 18 do 20 węzłów. Wie­dząc, że Spee nie może uciec, Stur­dee posta­no­wił odło­żyć natych­mia­stowe star­cie. Roz­ka­zał Infle­xi­ble trzy­mać się z pra­wej burty Invin­ci­ble, Glas­gow zająć pozy­cję 3 mile przed dzio­bem Invin­ci­ble nieco z lewej i poin­stru­ował Kent, żeby wyco­fał się od strony jego lewej burty. Wkrótce z krą­żow­ni­kami linio­wymi i Glas­gow roz­wi­ja­ją­cymi 25 węzłów, zorien­to­wał się, że zosta­wia z tyłu swoje krą­żow­niki opan­ce­rzone. O godzi­nie 11.00 zasy­gna­li­zo­wał na Car­nar­von i Corn­wall, znaj­du­ją­cym się 5 mil za krą­żow­ni­kami linio­wymi, pyta­jąc jaka jest ich mak­sy­malna pręd­kość. Car­nar­von odpo­wie­dział, że 20 węzłów (w tym momen­cie było to 18 węzłów), a Corn­wall, że 22 węzły. Nie cze­ka­jąc aż jego eska­dra zanadto roz­cią­gnie się, Stur­dee zre­du­ko­wał pręd­kość z 25 do 24 węzłów, a następ­nie do 20 węzłów, by umoż­li­wić okrę­tom eska­dry zbli­że­nie się do sie­bie. Stur­dee był tak zado­wo­lony z nad­cho­dzą­cego dnia, że o 11.32 zasy­gna­li­zo­wał: „Załogi okrę­tów mają czas na kolejny posi­łek”. Ludzie, któ­rzy zaczęli dzień od prze­rzu­ca­nia wor­ków z węglem i byli ubru­dzeni pyłem, mieli teraz moż­li­wość umy­cia się i prze­bra­nia. „Pik­nik w kwa­te­rach star­szych ofi­ce­rów – napi­sał ofi­cer z Invin­ci­ble. – Ozorki, chleb, masło i dżem”. Nikt nie pozo­sta­wał na dole i wkrótce górne pokłady zapeł­niły się sze­re­gami ofi­ce­rów i mary­na­rzy z kanap­kami w rękach, obser­wu­ją­cymi na hory­zon­cie nie­miec­kie okręty.3

Na pokła­dzie nie­miec­kich okrę­tów nastroje były ponure. „Do połu­dnia 2 krą­żow­niki liniowe były w odle­gło­ści 18.500 jar­dów. Obser­wo­wano też 4 inne krą­żow­niki – wspo­mi­nał Poch­ham­mer. – Zje­dli­śmy posi­łek o zwy­kłej porze, o 11.45, ale prze­bie­gał ciszej niż zwy­kle, ponie­waż każdy był zajęty swo­imi myślami”. Kiedy posi­łek dobiegł końca, nad wodą roz­legł się huk cięż­kich dział. „Wer­ble i trąbki wezwały nas na nasze sta­no­wi­ska bojowe. Krót­kie uści­ski ręki tu i tam, poże­gna­nia mię­dzy bli­skimi kole­gami i mesa opu­sto­szała”. Tuż po połu­dniu Stur­dee stał się nie­cier­pliwy. Było oczy­wi­ste, że fla­gowy okręt Stod­darta, Car­nar­von, wciąż pozo­sta­jący 6 mil z tyłu i nie mogący wycią­gnąć ze swo­ich sil­ni­ków wię­cej mocy niż do osią­gnię­cia pręd­ko­ści 18 węzłów, nie dogoni eska­dry. Ponie­waż Corn­wall roz­wi­jał 22 węzły, otrzy­mał roz­kaz pozo­sta­wie­nia Cor­nar­von i rusze­nia naprzód. Jed­nak nawet te 22 węzły wyda­wały się zbyt małą pręd­ko­ścią, dla­tego Stur­dee posta­no­wił roz­po­cząć swój atak 2 krą­żow­ni­kami linio­wymi. O godzi­nie 12.20 koman­dor Richard Phil­li­more poszedł na rufę Infle­xi­ble i powie­dział swoim ludziom, że admi­rał zde­cy­do­wał się „przy­stą­pić do pracy”. Załoga wiwa­to­wała i krą­żow­niki liniowe ponow­nie szły z pręd­ko­ścią 25 węzłów.

Admi­rał von Spee, mniej niż 10 mil z przodu, kie­ro­wał się na połu­dniowy wschód z pręd­ko­ścią 20 węzłów. Gne­ise­nau i Nürnberg znaj­do­wały się 2.000 jar­dów przed Scharn­hor­stem, Dres­den był z lewej burty okrętu fla­go­wego, a Leip­zig cią­gnął się za nim. Stop­niowo pręd­kość ta wzra­stała do 21 węzłów, z wyjąt­kiem Leip­zig, który stale pozo­sta­wał z tyłu. O godzi­nie 12.47 Stur­dee zbli­żył się do niego na odle­głość 17.500 jar­dów i wywie­sił sygnał: „Roz­po­cząć walkę z nie­przy­ja­cie­lem”.

O 12.55 poja­wił się błysk, roz­legł huk i uniósł dym. Pierw­szy strzał został oddany przez koman­dora Phil­li­more’a z Infle­xi­ble (zna­nego jako Fid­gety Phill, Nie­spo­kojny Phill), który otwo­rzył ogień do Leip­zig ze swo­jej wieży A; salwa z 2 dział z odle­gło­ści 16.500 jar­dów. Był to dystans o 4.000 jar­dów więk­szy niż ten z jakiego kie­dy­kol­wiek strze­lał bry­tyj­ski dred­not do rucho­mego celu. Ze swego sta­no­wi­ska obser­wa­cyj­nego na dzio­bo­wym masz­cie Fle­xi­ble jego ofi­cer arty­le­rii, koman­dor porucz­nik Rudolf Ver­ner, widział jak poci­ski spa­dły 3.000 jar­dów za nie­miecką eska­drą. Infle­xi­ble wystrze­lił ponow­nie i Ver­ner wspo­mi­nał: „ryk dział dzio­bo­wej wieży i cięż­kie kłęby cze­ko­la­do­wego dymu prze­ta­cza­jące się przez pokład dzio­bowy; dłu­gie ocze­ki­wa­nie i wyso­kie sta­lag­mity wyra­sta­jące z morza za odle­głym nie­przy­ja­cie­lem”. Chwilę póź­niej Invin­ci­ble znów otwo­rzył ogień odda­jąc salwę z 2 dział wieży A i wyso­kie fon­tanny wody wyro­sły z morza 1.000 jar­dów za celem. W ciągu 15 minut, kiedy zasięg zma­lał do 13.000 jar­dów, wyso­kie kolumny wody zaczęły sta­wać okra­kiem nad Leip­zig. Jedna salwa unio­sła wyso­kie jak wieże kolumny wody tak bli­sko małego okrętu, że stra­cono widocz­ność z obu burt i sądzono, że okręt został tra­fiony.

Sytu­acja Leip­zig zmu­siła Spee do pod­ję­cia decy­zji. Spo­glą­da­jąc za sie­bie mógł zoba­czyć wyso­kie odkosy fal dzio­bo­wych krą­żow­ni­ków lino­wych, chmury czar­nego dymu wydo­by­wa­jące się z ich komi­nów, bły­ski poma­rań­czo­wych pło­mieni prze­bi­ja­jące przez dym, a po nio­są­cym zgrozę ocze­ki­wa­niu, słupy wody wzno­szące się bez­dź­więcz­nie wzdłuż bez­rad­nego lek­kiego krą­żow­nika. Admi­rał doko­nał wyboru. O 13.20 Invin­ci­ble zauwa­żył, że nie­miecka eska­dra roz­dzie­liła się: 3 lek­kie krą­żow­niki wyko­nały zwrot na prawą burtę i skie­ro­wały się na połu­dniowy zachód, pod­czas kiedy Schern­horst i Gne­ise­nau zwró­ciły się w lewo na pół­nocny wschód, dokład­nie na kurs ata­ku­ją­cych krą­żow­ni­ków linio­wych. Spee zro­zu­miał, że bry­tyj­skie połą­cze­nie 12-calo­wych dział i więk­szej pręd­ko­ści nie daje jego eska­drze żad­nych szans w dłu­gim pościgu i było tylko kwe­stią minut kiedy Leip­zig otrzyma śmier­telne ude­rze­nie. Chcąc dać swoim 3 lek­kim krą­żow­ni­kom szansę ucieczki, zde­cy­do­wał się rzu­cić swoje krą­żow­niki opan­ce­rzone prze­ciwko bry­tyj­skim krą­żow­ni­kom linio­wym. „Gne­ise­nau przyj­mie walkę. Lek­kie krą­żow­niki mają odłą­czyć się i pró­bo­wać ucieczki” – zasy­gna­li­zo­wał admi­rał. Nie­miec­kie lek­kie krą­żow­niki natych­miast wyko­nały zwrot na prawą burtę, a ich kil­wa­tery zaczęły odda­lać się od Scharn­hor­sta.

Stur­dee prze­wi­dział, że nie­miecka eska­dra może to zro­bić. Na trzech stro­nach maszy­no­pisu instruk­cji wyda­nych w Abrol­hos Rocks, naka­zy­wał, że jeśli pod­czas akcji Eska­dra Wschod­niej Azji roz­dzieli się, bry­tyj­skie krą­żow­niki liniowe będą dążyły do znisz­cze­nia nie­miec­kich krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych, pod­czas kiedy bry­tyj­skie krą­żow­niki opan­ce­rzone zajmą się nie­miec­kimi lek­kimi krą­żow­ni­kami. Dla­tego kiedy tylko Luce na Glas­gow zoba­czył nie­miec­kie lek­kie krą­żow­niki wyko­nu­jące zwrot, bez sygnału od Stur­dee’go natych­miast opu­ścił swoją pozy­cję, wyprze­dza­jącą krą­żow­niki liniowe i ruszył za nie­miec­kimi okrę­tami. Kent i Corn­wall poszły za Luce’em w tym nowym pościgu, pod­czas kiedy Car­nar­von, obec­nie 10 mil z tyłu i zbyt powolny, by mieć jakie­kol­wiek szanse prze­chwy­ce­nia nie­przy­ja­ciel­skich lek­kich krą­żow­ni­ków, dalej szedł kil­wa­te­rem krą­żow­ni­ków linio­wych.

Kiedy nie­miec­kie lek­kie krą­żow­niki wyko­nały zwrot na połu­dniowy zachód, Spee ostro zawró­cił Scharn­hor­sta i Gne­ise­nau, kie­ru­jąc je na pół­nocny wschód naprze­ciw Invin­ci­ble i Infle­xi­ble. Roz­po­częła się teraz główna bitwa mię­dzy krą­żow­ni­kami linio­wymi a krą­żow­ni­kami opan­ce­rzo­nymi z dwoma admi­ra­łami ści­ga­ją­cymi się o zaję­cie jak naj­lep­szych pozy­cji. Nadzieją Spee było dostać się tak bli­sko nie­przy­ja­ciela, jak to tylko było moż­liwe z uwagi na krót­szy zasięg swo­ich dział. Cra­dock pró­bo­wał tak zro­bić z Good Hope i Mon­mo­uth pod Coro­nel. Stur­dee zro­zu­miał ten manewr 4 minuty po tym jak skie­ro­wał się w jego stronę Spee i wyko­nał zwrot o 90° na lewą burtę, idąc teraz rów­no­le­gle do nie­przy­ja­ciela. Stur­dee mógł teraz wal­czyć ze swego dogod­nego dystansu, poza zasię­giem nie­miec­kich 8,2-calo­wych dział (13.500 jar­dów), ale w zasięgu swo­ich 12-caló­wek (16.400 jar­dów). Zasto­so­wał prze­ciwko Spee tę samą tak­tykę, któ­rej tam­ten użył prze­ciwko Cra­doc­kowi.

Obie eska­dry kie­ro­wały się rów­no­le­gle na pół­nocny wschód, z Invin­ci­ble ostrze­li­wu­ją­cym Scharn­hor­sta i Infle­xi­ble – Gne­ise­nau. O godzi­nie 13.30 nie­miec­kie krą­żow­niki, pod­no­sząc swoje działa do mak­sy­mal­nego zasięgu, otwo­rzyły ogień. Pierw­sza salwa była za krótka; póź­niej, kiedy dystans zma­lał do12.000 jar­dów, trze­cia salwa oto­czyła Invin­ci­ble i 5 słu­pów wody wyro­sło wokół niego. Wkrótce wszyst­kie 4 okręty pro­wa­dziły ogień bur­towy, rów­nież ze swo­ich wież rufo­wych. „Pro­wa­dze­nie ognia przez Niem­ców sta­no­wiło wspa­niały widok – powie­dział ofi­cer z Invin­ci­ble – dosko­nałe salwy z całych burt. Brą­zowe kłęby dymu z bły­skami ognia w środku zna­czyły każde działo w momen­cie strzału … Ich wystrzały lądo­wały wokół nas raz za razem”. Zwłasz­cza Schern­horst zasłu­żył na repu­ta­cję okrętu o świet­nej arty­le­rii i o 13.44 tra­fił Invin­ci­ble. Pocisk ude­rzył w bur­towe opan­ce­rze­nie krą­żow­nika, powo­du­jąc silny wstrząs, ale nie prze­bi­ja­jąc burty.

Od samego początku zamiar Stur­dee’go pro­wa­dze­nia walki z odle­gło­ści poza zasię­giem dział Spee został zni­we­czony, ponie­waż Niemcy znaj­do­wali się od zawietrz­nej. Gęsty dym z komi­nów krą­żow­ni­ków linio­wych niósł się w stronę nie­przy­ja­ciela, zasła­nia­jąc cele bry­tyj­skim arty­le­rzy­stom. Dodat­kowo róż­nica zasięgu dział mię­dzy bry­tyj­skimi 12-calo­wymi i nie­miec­kimi 8,2-calo­wymi wyno­siła zale­d­wie 3.000 jar­dów, nie­wielki mar­gi­nes dla Stur­dee’go do utrzy­ma­nia korzyst­nej dla niego odle­gło­ści. Przez moment, kiedy dystans zszedł poni­żej 12.000 jar­dów, Niemcy już strze­lali gwał­tow­nie i cel­nie. Wów­czas, o 14.00, oba­wia­jąc się by strzały Niem­ców nie uszko­dziły jed­nego z jego krą­żow­ni­ków linio­wych, Stur­dee wyco­fał swoje okręty w lewo i otwo­rzył ogień z odle­gło­ści 16.000 jar­dów, gdy Spee nie mógł ich dosię­gnąć. Po pew­nym cza­sie zmniej­szył pręd­kość do 22 węzłów, by ogra­ni­czyć gęstość dymu wydo­by­wa­ją­cego się z komi­nów. Przez następ­nych 15 minut bitwa uspo­ko­iła się i eska­dry stop­niowo zaczęły odda­lać się od sie­bie.

W pierw­szej fazie, pomimo dys­pro­por­cji sił, bitwa nie była jed­no­stronna. W prze­ci­wień­stwie do szyb­kiego i cel­nego ognia Niem­ców, bry­tyj­ska arty­le­ria była żało­sna. Pod­czas pierw­szych 30 minut bitwy oba krą­żow­niki liniowe oddały łącz­nie 210 strza­łów z dział 12-calo­wych. Infle­xi­ble tra­fił Gne­ise­nau 3-krot­nie, raz poni­żej linii wod­nej i raz cza­sowo wyłą­cza­jąc z akcji jego 8,2-calowe działa, pod­czas kiedy Invin­ci­ble zgło­sił jedno praw­do­po­dobne tra­fie­nie w Scharn­hor­sta. Przy takiej cel­no­ści krą­żow­niki liniowe opróż­ni­łyby swoje maga­zyny nie zata­pia­jąc nie­przy­ja­ciela. Powo­dem tej nie­sku­tecz­no­ści był dym. Wiatr wie­jący z pół­noc­nego zachodu niósł gęsty dym z komi­nów i chmury gazów pro­cho­wych z dział kie­ru­jąc je w stronę nie­przy­ja­ciela, nie­mal cał­ko­wi­cie zasła­nia­jąc cele arty­le­rzy­stom z wież na śród­o­krę­ciu i na rufie Invin­ci­ble. Jedyny czy­sty widok miała obsługa dzio­bo­wej wieży A i ofi­cer arty­le­rii znaj­du­jący się wysoko na masz­cie dzio­bo­wym. Sytu­acja Infle­xi­ble była jesz­cze gor­sza: widok zasła­niał mu nie tylko dym z jego komi­nów, ale i z Invin­ci­ble, gnany w linii jego widocz­no­ści. To wyja­śnie­nie jed­nak nie uspra­wie­dli­wiało fatal­nej sku­tecz­no­ści krą­żow­ni­ków linio­wych. „Było to z pew­no­ścią cho­ler­nie złe strze­la­nie” – powie­dział kolega porucz­ni­kowi Harol­dowi Hic­klin­gowi z Glas­gow. „Byli­śmy skon­ster­no­wani powol­no­ścią, roz­rzu­tem i nie­cel­no­ścią ognia arty­le­rii krą­żow­ni­ków linio­wych” – dodał Hic­kling póź­niej. Przy­pad­kowe strzały mogły tra­fić bli­sko celu, pod­czas kiedy pozo­stałe poci­ski spa­dały albo o wiele za bli­sko, albo za daleko. Ofi­cer w wieży P Invin­ci­ble został zaalar­mo­wany „iż nie wydaje się, byśmy w ogóle tra­fiali w cel”. Hic­kling powie­dział: „Na tym eta­pie wyglą­dało na to, że to Stur­dee, a nie von Spee zosta­nie zato­piony”.

Nad­miar dymu nie był jedy­nym powo­dem powol­nego i nie­cel­nego ognia krą­żow­ni­ków linio­wych. Bry­tyj­ski ofi­cer w punk­cie napro­wa­dza­nia ognia Invin­ci­ble, koman­dor porucz­nik Hubert Dan­n­reu­ther, który był chrze­śnia­kiem kom­po­zy­tora Ryszarda Wagnera, zauwa­żył że jego dosko­nały, wyko­nany w Niem­czech dal­mierz oka­zał się bez­u­ży­teczny nie tylko z powodu dymu, ale rów­nież wibra­cji spo­wo­do­wa­nych dużą pręd­ko­ścią okrętu i gwał­tow­nym trzę­sie­niem się masztu, kiedy wieża A otwie­rała ogień. W wieży P Invin­ci­ble warunki były cięż­kie. Celow­ni­czy dział nie mogli zoba­czyć niczego poza bły­skami wystrza­łów nie­przy­ja­ciel­skich dział prze­bi­ja­ją­cymi się przez gęst­nie­jący dym i za każ­dym razem kiedy wieża Q, po dru­giej stro­nie pokładu, strze­lała nad nimi, wszy­scy z obsługi wieży P byli ogłu­szeni i ośle­pieni wystrza­łem. Na Infle­xi­ble koman­dor porucz­nik Rudolf Ver­ner w punk­cie napro­wa­dza­nia ognia na masz­cie krą­żow­nika linio­wego był nie­mal jedy­nym na pokła­dzie swego okrętu, który był w sta­nie oce­nić pozy­cję nie­przy­ja­ciela, ale z powodu prze­szka­dza­ją­cego dymu z będą­cego przed nim okrętu fla­go­wego, miał poważne pro­blemy w obser­wo­wa­niu miejsc ude­rzeń poci­sków jego arty­le­rzy­stów.

Z oddali bitwa wyglą­dała jak pełne napię­cia star­cie. „Ze słoń­cem wciąż świe­cą­cym na nie, okręty wyglą­dały jakby były poma­lo­wane z tej oka­zji – powie­dział ofi­cer z Kenta, prze­cho­dząc na rufę. – Ni­gdy nie widzia­łem cięż­kich dział strze­la­ją­cych tak gwał­tow­nie i z tak dobrą cel­no­ścią. Błysk za bły­skiem szły wzdłuż burt od dziobu do rufy. Wszyst­kie ich [nie­miec­kie] 5,9-calowe i 8,2-calowe działa strze­lały sal­wami. Z bry­tyj­skich krą­żow­ni­ków linio­wych było widać mniej z powodu dymu zasła­nia­ją­cego pole widze­nia. Ich poci­ski jed­nak tra­fiały nie­miec­kie okręty. Cztery lub 5 razy można było zauwa­żyć obłoki bia­łego dymu wybu­cha­ją­cych na Gne­ise­nau poci­sków … Z powodu wia­tru, huk wystrza­łów był nie­sły­szalny i star­cie zda­wało się toczyć w ciszy mię­dzy 2 liniami okrę­tów idą­cymi na wschód”.

Fak­tem jest, że kilka bry­tyj­skich wiel­ko­ka­li­bro­wych poci­sków, które zdo­łały tra­fić, wyrzą­dziły poważne szkody. „Pocisk spadł koło trze­ciego komina i eks­plo­do­wał na gór­nym pokła­dzie … – powie­dział dowódca Gne­ise­nau, Poch­ham­mer. – Odłamki szrap­nela prze­biły się na dół i doszły do ładowni bun­kro­wej węgla, zabi­ja­jąc pala­cza. Ofi­cer pokła­dowy miał urwane oba przed­ra­miona. Drugi pocisk eks­plo­do­wał na głów­nym pokła­dzie, nisz­cząc łodzie ratun­kowe. Ich frag­menty wpa­dły do mesy ofi­cer­skiej, raniąc zwie­rzątko ofi­ce­rów, małą czarną świnkę. Kolejne ude­rze­nie, w rufę, tra­fiło w linię wodną, prze­szło do pokładu pan­cer­nego i wylą­do­wało w komo­rze amu­ni­cyj­nej, która została zato­piona, by unik­nąć więk­szych znisz­czeń. Te 3 tra­fie­nia zabiły lub raniły 50 ludzi”.

Nagle Spee wyko­nał kolejny ruch: zro­bił zwrot i skie­ro­wał się na połu­dnie, mając nadzieję, że kłęby dymu nad bry­tyj­skim okrę­tami osło­nią jego manewr i zwra­ca­jąc się w tym kie­runku mógł zna­leźć ochronę chmur, desz­czo­wego szkwału i mgły. Poch­ham­mer tak to wspo­mina: „Z każdą minutą przy­spie­sza­li­śmy. Nadej­ście zmierz­chu prze­są­dzi o naszym losie. Sil­niki pra­co­wały całą mocą”. Z powodu ota­cza­ją­cego dymu, zajęło ofi­ce­rom Invin­ci­ble kilka minut, zanim zorien­to­wali się co się dzieje; do tego czasu Spee zwięk­szył dystans do 17.000 jar­dów. Kiedy Stur­dee zorien­to­wał się, wyko­nał zwrot swo­imi krą­żow­ni­kami linio­wymi i roz­po­czął pościg z pręd­ko­ścią 24 węzłów. Wciąż miał dosyć czasu. Drugi pościg trwał 40 minut, w cza­sie któ­rych dystans zma­lał do 15.000 jar­dów; wów­czas krą­żow­niki liniowe wyko­nały zwrot na lewą burtę, umoż­li­wia­jąc dzia­łom pro­wa­dze­nie salw bur­to­wych. O godzi­nie 14.45 bry­tyj­skie krą­żow­niki liniowe roz­po­częły kano­nadę.

Osiem minut po otwar­ciu ognia przez Stur­dee’go, Spee porzu­cił swój połu­dniowy kurs i w ułamku sekundy jego 2 krą­żow­niki opan­ce­rzone wyko­nały zwrot, by przy­jąć bitwę. Nie­miec­kie okręty zgod­nie wyko­nały manewr i ponow­nie odda­wane były salwy z 12-calo­wych i 8,2-calo­wych dział. Spee sta­rał się teraz podejść bli­żej. Bry­tyj­czycy byli w zasięgu jego 8,2-calo­wych dział, ale manew­ro­wał tak, by zbli­żyć się na odle­głość 10.000 jar­dów, aby wpro­wa­dzić do walki swoją arty­le­rię 5,9-calo­wych dział. Stop­niowo obie linie okrę­tów zbli­żały się; o 15.00 odle­głość zma­lała do nieco ponad 10.000 jar­dów i przy mak­sy­mal­nym pod­nie­sie­niu lewo­bur­to­wych, nie­miec­kich 5,9-calo­wych bate­rii, działa te otwo­rzyły ogień. Invin­ci­ble ucier­piał, kiedy nie­mieccy arty­le­rzy­ści skon­cen­tro­wali na nim swój ogień; przez następ­nych 15 minut okręt fla­gowy Stur­dee’go został tra­fiony wie­lo­krot­nie zarówno przez działa 8,2-calowe, jak i 5,9-calowe. Jeden z poci­sków 8,2-calo­wych prze­szedł przez 2 pokłady i eks­plo­do­wał w szpi­talu okrę­to­wym, który szczę­śli­wie był pusty. Jakimś tra­fem szczę­ście wciąż sprzy­jało bry­tyj­skim okrę­tom; fla­gowa jed­nostka była poobi­jana, ale obyło się nie­mal bez ofiar. Kiedy została znisz­czona kan­tyna, człon­ko­wie załogi ocho­czo zbie­rali papie­rosy, cygara, cze­ko­ladę i puszki z ana­na­sami, roz­rzu­cone po pokła­dzie. Nie wszyst­kie nie­miec­kie poci­ski eks­plo­do­wały. Jeden 8,2-calowy tra­fił w wylot lufy dzio­bo­wego 4-calo­wego działa, prze­bił 2 pokłady i nie wybu­cha­jąc spo­czął w oso­bi­stym maga­zynku admi­rała, mię­dzy jego dże­mem a serem gor­gon­zola. Nie­wy­buch 5,9-calo­wego poci­sku prze­szedł przez kwa­terę kape­lana, wpadł do kabiny skarb­nika okrę­to­wego, skąd roz­sy­pał po pokła­dzie dzie­siątki zło­tych suwe­re­nów z kasety, a następ­nie nie­szko­dli­wie prze­le­ciał za burtę okrętu.

Dzia­ła­nia się­gnęły teraz szczytu swo­jej inten­syw­no­ści. Ogień krą­żow­ni­ków linio­wych stał się teraz cel­niej­szy i zarówno Scharn­horst, jak i Gne­ise­nau zostały ośle­pione wiel­kimi stru­gami wody. Teraz nie­mieccy celow­ni­czy, podob­nie jak bry­tyj­scy, byli w bar­dzo nie­wy­god­nej sytu­acji i nie mogli zoba­czyć czy ich poci­ski tra­fiają. „Gęste chmury dymu z bry­tyj­skich komi­nów i dział zasła­niały nasze cele tak, że poza masz­tami widoczne były tylko rufy – wspo­mi­nał Poch­ham­mer. – Ponow­nie pró­bo­wa­li­śmy skró­cić dystans, ale tym razem nie­przy­ja­ciel był ostrożny, i nie pozwo­lił nam zbli­żyć się. Wtedy zro­zu­mie­li­śmy, że zna­leź­li­śmy się w bitwie na wyczer­pa­nie”. Raz po raz Scharn­horst wzdry­gał się, kiedy 12-calowe poci­ski prze­szy­wały jego opan­ce­rze­nie pokładu i eks­plo­do­wały na pokła­dach meso­wych i miesz­kal­nych. Jeden 12-calowy pocisk tra­fił 5,9-calowe działo, eks­plo­do­wał i wyrzu­cił je wraz z załogą do morza. Gne­ise­nau rów­nież ucier­piał. Potężna eks­plo­zja zmio­tła pra­wo­bur­tową siłow­nię; woda wdarła się do środka i kiedy pompy prze­stały pra­co­wać, prze­dział został opusz­czony. Wiel­kie fon­tanny z wpa­da­ją­cych w pobliżu do morza 12-calo­wych poci­sków prze­ta­czały przez pokłady ogromne ilo­ści wody, cza­sami gasząc ognie wywo­łane przez wcze­śniej­sze, cel­niej­sze strzały.

O godzi­nie 15.15 dzia­ła­nia toczyły się od 2 godzin i kwa­dransa. Z wysoko umiesz­czo­nych punk­tów napro­wa­dza­nia ognia sce­ne­ria pozo­sta­wała taka sama: bez­chmurne niebo, spo­kojna powierzch­nia pofał­do­wana bryzą i wydo­by­wa­jące się z 2 grup okrę­tów kłęby czar­nego dymu upstrzone poma­rań­czo­wymi bły­skami z dział. Na pomo­ście Invin­ci­ble Stur­dee czuł, że czas mija, popo­łu­dnie ściem­nia się, a sprawy wymy­kają mu się spod kon­troli. Sytu­acja sta­no­wisk arty­le­ryj­skich była tak zła, iż admi­rał popro­wa­dził swoje krą­żow­niki liniowe z powro­tem przez lewą burtę, prze­ci­na­jąc wła­sne kil­wa­tery, nawi­gu­jąc po łuku, z któ­rego wyszedł o 15.30, obie­ra­jąc kurs połu­dniowo-zachodni, z pro­wa­dzą­cym Infle­xi­ble. To umie­ściło krą­żow­niki na nawietrz­nej od okrę­tów nie­miec­kich i po raz pierw­szy miały one dobry widok na swoje cele. Z Infle­xi­ble teraz przed sobą, Ver­ner był w sta­nie obser­wo­wać nie­przy­ja­ciela i efekty ostrzału arty­le­ryj­skiego ze swo­ich okrę­tów. O 15.35 powie­dział: „po raz pierw­szy doświad­czy­łem luk­susu cał­ko­wi­tej swo­body od jakich­kol­wiek zakłó­ceń … Byłem teraz w pozy­cji roz­ko­szu­ją­cego się rajem ofi­cera napro­wa­dza­nia ognia: dobry cel, żad­nych zmian kursu na prze­ciwny i żad­nych dymów z poprze­dza­ją­cych okrę­tów lub z wła­snego, któ­rymi można byłoby się mar­twić”. Pod­czas zwrotu dwa 8,2-calowe poci­ski ze Scharn­hor­sta tra­fiły w rufę Invin­ci­ble, nisz­cząc skład elek­tryczny i maga­zyn farb, a 5,9-calowy pocisk eks­plo­do­wał na przed­niej pły­cie wieży A, powo­du­jąc jej wygię­cie, ale nie prze­bi­ja­jąc opan­ce­rze­nia. Tra­fie­nia w bry­tyj­skie krą­żow­niki liniowe w żaden spo­sób nie zmniej­szyły ich war­to­ści bojo­wej.

Spee skon­tro­wał ruch Stur­dee’go, wyko­nu­jąc ponow­nie zwrot, tym razem przez prawą burtę, kie­ru­jąc się na pół­nocny-zachód, jakby chciał odpa­ro­wać manewr Stur­dee’go prze­cho­dząc przed jego dzio­bem. W rze­czy­wi­sto­ści powo­dem wyko­na­nia zwrotu swo­imi okrę­tami przez Spee było to, że tak wiele dział Scharn­hor­sta na lewej bur­cie było wyłą­czo­nych z akcji, iż chciał wpro­wa­dzić do dzia­ła­nia te z prze­ciw­nej burty. Rze­czy­wi­ście, kiedy wyko­nał zwrot i uwol­nił swoją nie­za­an­ga­żo­waną w bitwie burtę, świeże pra­wo­bur­towe bate­rie otwo­rzyły gwał­towny ogień. Gne­ise­nau, nie tak bar­dzo uszko­dzony i wciąż strze­la­jący ze wszyst­kich swo­ich 8,2-calo­wych dział, wyko­nał zwrot w ślad za okrę­tem fla­go­wym i zaan­ga­żo­wał się w walkę z Invin­ci­ble. Bry­tyj­skie poci­ski spa­dały do morza bli­sko nie­miec­kiego okrętu i prze­ta­czały potoki mor­skiej wody przez ruiny jego gór­nego pokładu. Co gor­sze, tra­fie­nie w Gne­ise­nau poni­żej linii wod­nej zato­piło 2 kotłow­nie, zmniej­sza­jąc jego pręd­kość do 16 węzłów i spo­wo­do­wało prze­chył okrętu na prawą burtę, co uczy­niło pra­wo­bur­towe 5,9-calowe jego działa bez­u­ży­tecz­nymi.

W tym momen­cie, kiedy obie eska­dry pro­wa­dziły wymianę cio­sów, 4 mile na wschód poja­wiła się zjawa. Biały kadłub 3-masz­to­wego peł­no­re­jowca, powie­wa­jący nor­we­ską ban­derą, kie­ru­jący się w stronę przy­lądka Horn z posta­wio­nymi wszyst­kimi żaglami, według słów bry­tyj­skiego ofi­cera „sta­no­wił rze­czy­wi­ście piękny widok, kiedy szedł swo­bodny w lek­kiej bry­zie, niczym herold pokoju dla całego świata”.

Scharn­horst, wciąż zagłę­bia­jący się w las fon­tann wody, został tra­fiony co naj­mniej 40 cięż­kimi poci­skami. Nie było odro­cze­nia; z nie­ubła­ganą regu­lar­no­ścią poma­rań­czowe pło­mie­nie bły­skały z wież Invin­ci­ble i chwilę póź­niej 850-fun­towe poci­ski wybu­chły na pokła­dzie Scharn­hor­sta lub prze­bi­jały się do prze­dzia­łów poni­żej. Tym co zaska­ki­wało Bry­tyj­czy­ków, była siła ognia pocho­dząca z tak ciężko pogru­cho­ta­nego okrętu jak Scharn­horst. Jego górne kon­struk­cje two­rzyły dżun­glę poroz­ry­wa­nej i poskrę­ca­nej stali. Jego maszty i trzeci komin zostały utra­cone, a pierw­szy i drugi opie­rały się o sie­bie; jego pomost i łodzie były znisz­czone; chmury bia­łej pary kłę­biły się spod pokła­dów; ogromna dziura była wyrwana w poszy­ciu koło rufy; w jego wnę­trzu można było zoba­czyć czer­wone i poma­rań­czowe pło­mie­nie, a okręt był zanu­rzony 3 stopy poni­żej linii wod­nej. Wciąż jed­nak jego ban­dera bitewna trze­po­tała na zaim­pro­wi­zo­wa­nym masz­cie nad rufo­wym sta­no­wi­skiem kie­ro­wa­nia ogniem i cią­gle jesz­cze jego pra­wo­bur­towe bate­rie pro­wa­dziły ogień. Ze sta­no­wi­ska napro­wa­dza­nia ognia na Invin­ci­ble Dan­n­reu­ther mel­do­wał: „Został on roze­rwany poci­skami i stoi w pło­mie­niach; wydaje się nie­moż­li­wo­ścią, by ktoś pozo­stał tam przy życiu”. Na Infle­xi­ble Ver­ner zdu­miony kon­ty­nu­owa­niem salw z nie­miec­kich krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych roz­ka­zał swoim zało­gom strze­lać „gwał­tow­nie i nie­za­leż­nie”, co spo­wo­do­wało, że pew­nej chwili wieża P miała w powie­trzu 3 poci­ski w jed­nym momen­cie. Widziano, że wszyst­kie tra­fiły w cel lub bli­sko niego. Niemcy jed­nak wciąż kon­ty­nu­owali ogień. „Z całą pew­no­ścią tra­fia­li­śmy [Scharn­hor­sta], ale nie mogłem powstrzy­mać go od pro­wa­dze­nia ognia … Pamię­tam jak zapy­ta­łem mego ope­ra­tora dal­mie­rza: ‘Co do dia­bła możemy jesz­cze zro­bić?’ ”

W tym mniej wię­cej cza­sie odła­mek prze­ciął fla­glinkę oso­bi­stej ban­dery Spee na Scharn­hor­ście i koman­dor Maer­ker z Gne­ise­nau zauwa­żył, że admi­ral­ska flaga nie powiewa już ze szczytu okrętu fla­go­wego. Jeśli Spee nie żył, Maer­ker zostałby dowódcą eska­dry. Zasy­gna­li­zo­wał: „Dla­czego admi­ral­ska flaga opusz­czona jest do połowy masztu? Czy admi­rał nie żyje?”

Spee odpo­wie­dział: „Jak dotąd ze mną wszystko w porządku. Tra­fił pan w coś?’

„Dym unie­moż­li­wia jaką­kol­wiek obser­wa­cję”, odpo­wie­dział Maer­ker.

Ostatni sygnał Spee był cha­rak­te­ry­stycz­nie wspa­nia­ło­myślny i fata­li­styczny: „Mimo wszystko miał pan rację”, powie­dział do Maer­kera, który był prze­ciwny ata­kowi na Fal­klandy.

Pomimo tego, przez następne pół godziny pra­wo­bur­towe bate­rie Scharn­hor­sta huczały. Tuż przed 16.00, okręt prze­stał strze­lać. Stur­dee zasy­gna­li­zo­wał mu, by się pod­dał, ale nie było żad­nej odpo­wie­dzi. Dziób nie­miec­kiego krą­żow­nika powoli prze­szedł obok. Prze­chy­la­jąc się na lewą burtę, z odstrze­lo­nymi 3 z 4 komi­nów i oby­dwoma masz­tami, jego dziób nurzał się tak, że fale obmy­wały jego pokład dzio­bowy. Scharn­horst chwiej­nie skie­ro­wał się przez wodę w stronę swego nie­przy­ja­ciela. Kiedy to zro­bił, Spee wysłał swój ostatni sygnał do Gne­ise­nau