Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 1 - Robert K. Massie - ebook

Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 1 ebook

Robert K. Massie

0,0
49,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Massie jest mistrzem historycznej opowieści, imponuje niesamowitym

literackim rzemiosłem...

- Max Boot, The New York Times Book Review

Przedstawił każdą postać z artystyczną wizją pisarza... napisana z pasją

opowieść o ludziach z epoki pierwszej wojny światowej...

- The Waszyngton Post Book World

Wspaniałe, niewyobrażalne osiągnięcie ...Książka napisana lekkim,

świetnie się czytającym stylem oparta na benedyktyńskiej pracy

historyka...

- Milwaukee Journal Sentinel

Żywy opis postaci i wydarzeń... mistrz gawędziarstwa... w tym rodzaju

historycznego pisarstwa wątpię, by Massie miał sobie równego

- Paul Kennedy, Los Angeles Time Book Reviev

Półmisek wypełniony smakowitymi opisami postaci. Wielka,wspaniała

lektura...

- New York Post

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 468

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



1. Lipiec 1914

1

Lipiec 1914

Po połu­dniu na początku 1914 roku męż­czy­zna w śred­nim wieku, o nie­spo­koj­nych, jasno­nie­bie­skich oczach i kędzie­rza­wych, sta­lo­wo­si­wych wło­sach wszedł na pokład swego jachtu w nie­miec­kim por­cie w Kilo­nii, a następ­nego ranka wyru­szył w swój coroczny letni rejs do nor­we­skich fior­dów. Dwie nie­zwy­kłe i ude­rza­jące cechy wyróż­niały tego waka­cyj­nego podróż­nika: pierw­szą z nich była żądza wyróż­nia­nia się, drugą – nawet sil­niej­szą – chęć ukry­cia. Pierw­szą były jego słynne sumia­ste wąsy, dzieło zręcz­nego fry­zjera, który pra­co­wał nad nimi codzien­nie, uży­wa­jąc puszki wosku. Drugą, skwa­pli­wie ukry­waną przed wzro­kiem innych ludzi, ale przez to bar­dziej zauwa­żalną, było jego lewe ramię, o 3 cale krót­sze niż prawe. To nie­szczę­ście było wyni­kiem szcze­gól­nych kom­pli­ka­cji pod­czas porodu klesz­czo­wego jego 18-let­niej matki, księż­nej Anglii, Vic­to­rii, prze­pro­wa­dzo­nego bez nar­kozy. Nie był w sta­nie pod­nieść swo­jego lewego ramie­nia, a palce lewej ręki były spa­ra­li­żo­wane. Stan zdro­wia kon­sul­to­wano ze wszyst­kimi leka­rzami, pró­bo­wano wszyst­kich metod lecze­nia, nic nie poma­gało. Teraz bez­u­ży­teczna ręka była osło­nięta ręka­wiczką i cho­wana do kie­szeni lub uło­żona w spo­czynku na ręko­je­ści mie­cza lub szty­letu. Pod­czas posił­ków zawsze był kła­dziony na stole przy jego tale­rzu jed­no­czę­ściowy zestaw nóż-wide­lec. Chcąc zre­kom­pen­so­wać bez­u­ży­tecz­ność swego lewego ramie­nia, dopro­wa­dził spraw­ność pra­wego do nie­spo­ty­ka­nego stop­nia. Zawsze nosił na pal­cach pra­wej ręki dro­go­cenne pier­ście­nie. Cza­sami ści­ska­jąc wycią­gniętą na powi­ta­nie rękę, robił to tak mocno, że pier­ście­nie odci­skały ślad, a poda­jący dłoń wykrzy­wiał z bólu twarz. Ści­ska­jący rękę mówił ze śmie­chem: „Ha, ha! Ostem­plo­wana dłoń, co?!”.

Były dwie strony zacho­wa­nia się tego podróż­nika. Był czło­wie­kiem oczy­ta­nym, miał impo­nu­jącą, choć płytką wie­dzę, zna­ko­mitą pamięć do fak­tów i kiedy chciał – uprzej­mość i oso­bi­sty urok. Miał silny głos i mówił nie­mal tak samo dobrze po nie­miecku, jak i po angiel­sku, choć miał nie­znaczną nale­cia­łość akcentu nie­miec­kiego, a kiedy ucie­kał się do angiel­skiego slangu, co lubił, czę­sto popeł­niał błędy. „Mówił z wielką pasją – powie­działa pewna Angielka, która widy­wała go czę­sto – miał zwy­czaj wysu­wa­nia twa­rzy do przodu i gro­że­nia pal­cem kiedy chciał być sta­now­czy”. „Kiedy śmiał się – powie­dział mąż stanu, który go znał – co zda­rzało się wiele razy, śmiał się bez zaha­mo­wań; trząsł się całym swoim cia­łem i cza­sami tupał, by oka­zać roz­ra­do­wa­nie jakimś dow­ci­pem”. Jego nastroje zmie­niały się szybko. Potra­fił być towa­rzy­ski i wesoły jed­nego dnia, a iry­tu­jący i szorstki następ­nego. Jego wraż­li­wość była wyostrzona, a jaki­kol­wiek sprze­ciw szybko dopro­wa­dzał go do aro­gan­cji i odgra­ża­nia się. Nadzwy­czajne było, że potra­fił zmie­niać oso­bo­wość niczym aktor. Wystę­pu­jąc publicz­nie, przy­bie­rał maskę o groź­nym spoj­rze­niu i przed­sta­wiał sie­bie jako osobę wynio­słą, wład­czą, do czego upo­waż­niała go jego pozy­cja. Innym razem pozwa­lał swo­jej twa­rzy odpo­cząć i nada­wał jej łagod­niej­szy, mniej eks­pre­syjny wyraz, zdra­dza­jący kur­tu­azję i uprzej­mość, a cza­sem nawet deli­kat­ność.

Tą skom­pli­ko­waną, trudną i nie­szczę­śliwą osobą był Wil­helm II, cesarz nie­miecki i naczelny wódz naj­sil­niej­szego mili­tar­nie i prze­my­słowo pań­stwa w Euro­pie.

Wład­cza strona cha­rak­teru Wil­helma II była dzie­łem Otto von Bismarcka, żela­znego kanc­le­rza i twórcy cesar­stwa nie­miec­kiego, który obu­dził w mło­dym księ­ciu w jego mło­do­ści poczu­cie kultu monar­chii. Sie­dząc okra­kiem na bia­łym koniu, przy­wdzie­wa­jąc biały mun­dur huza­rów gwar­dii cesar­skiej i błysz­czący mosiężny hełm ze zło­tym orłem Hohen­zol­ler­nów, kaj­zer1 uwa­żał się za ucie­le­śnie­nie boskiej wła­dzy kró­lew­skiej. „My, Hohen­zol­ler­no­wie, otrzy­ma­li­śmy nasze korony wprost z nie­bios i odpo­wia­damy tylko przed Stwórcą” – oświad­czył, doda­jąc, że „Bóg jest naszym sta­rym sojusz­ni­kiem, który miał tyle pro­ble­mów z naszą ojczy­zną i dyna­stią”. „Ich und God2 jeste­śmy wład­cami Nie­miec” – twier­dził, cza­sami zapo­mi­na­jąc kto odpo­wia­dał przed kim. „Przy­się­ga­li­ście mi lojal­ność” – powie­dział kie­dyś gru­pie rekru­tów armii. „To ozna­cza, dzieci mojej straży, że odda­li­ście swoje życie mnie, cia­łem i duszą… Może zda­rzyć się tak, że roz­każę wam strze­lać do swo­ich krew­nych, braci, tak, nawet rodzi­ców – czego zabra­nia Bóg – ale nawet wów­czas musi­cie wyko­nać moje roz­kazy bez szem­ra­nia”. Przy­wo­łał zaska­ku­jące histo­ryczne ana­lo­gie. W 1900 roku, wysy­ła­jąc kon­tyn­gent nie­miec­kich żoł­nie­rzy do Chin w cza­sie powsta­nia bok­se­rów, krzy­czał do odcho­dzą­cych żoł­nie­rzy: „Nie będzie żad­nej lito­ści, nikt nie zosta­nie wzięty do nie­woli! Tak jak tysiąc lat temu Huno­wie pod wodzą króla Attyli zyskali swoją repu­ta­cję, która w tra­dy­cji i opo­wie­ściach wciąż ozna­cza ter­ror, tak wy zapi­sze­cie nazwę Niemcy w Chi­nach na tysiąc lat”.

Anglik i Nie­miec, żeglarz i śre­dnio­wieczny wojow­nik, nadęty par­we­niusz i wysłan­nik bogów – Wil­helm ni­gdy osta­tecz­nie nie zde­cy­do­wał kim jest. Zmie­niał swój nastrój z oszo­ła­mia­jącą pręd­ko­ścią, ale w opi­nii swego byłego kanc­le­rza, Bern­harda von Bülowa, kaj­zer był „cho­rą­giewką na wie­trze, któ­rego pole­ce­nia zale­żały od ludzi, któ­rymi się w danym momen­cie ota­czał”. Albert Bal­lin, który z Ham­burg Ame­rica Lines stwo­rzył naj­więk­sze przed­się­bior­stwo żeglu­gowe na świe­cie, zwykł zawsze mawiać: „Ile­kroć musia­łem przyjść i spo­tkać się z cesa­rzem, zawsze sta­ra­łem się zauwa­żyć z kim prze­by­wał w tym momen­cie, co pozwa­lało mi wie­dzieć dokład­nie co wtedy myślał”.

*

Pomimo swych zło­tych i bia­łych barw („lśniący biały”, jak nazwał go jeden z pasa­że­rów), ogrom­nie ciężki Hohen­zol­lern, ze swoim tara­no­wym dzio­bem i lej­ko­wa­tymi komi­nami, był naj­bar­dziej nie­lu­bia­nym kró­lew­skim jach­tem w Euro­pie. Jego ofi­cer nawi­ga­cyjny, Erich Reader3, opi­sał jed­nostkę jako „nie­zdarną potwor­ność… koły­szącą się w sztor­mo­wej pogo­dzie do tego stop­nia, że sta­wała się uciąż­liwą nawet dla sta­rych żegla­rzy. Sto­pień nie­za­ta­pial­no­ści prze­dzia­ło­wej okrętu nie speł­niał nawet prze­pi­sów doty­czą­cych zwy­kłego statku pasa­żer­skiego”. Kaj­zer nie przej­mo­wał się tym wszyst­kim, uży­wa­jąc tego jachtu tylko na Morzu Bał­tyc­kim, Pół­noc­nym i Śród­ziem­nym, ni­gdy na trud­nych wodach oce­anicz­nych pół­noc­nego Atlan­tyku. W każ­dym razie, jego podróże do Nor­we­gii spro­wa­dzały się do kotwi­cze­nia jachtu w okre­ślo­nym fior­dzie. Tam, oto­czony poły­sku­ją­cymi, błę­kit­nymi wodami, gra­ni­to­wymi kli­fami i ciem­no­zie­loną roślin­no­ścią, spa­da­ją­cymi wodo­spa­dami pogrą­żo­nymi we mgle, pla­mami opa­da­ją­cych ze wzgórz łąk usia­nych far­mami, Wil­helm czuł się cał­ko­wi­cie zre­lak­so­wany. Stale prze­strze­gano pew­nych zasad – nikt nie odzy­wał się do kaj­zera dopóki on nie powie­dział pierw­szy. Teraz, mając 55 lat, był bar­dziej doj­rzały i sta­teczny niż młody książę Hal ćwierć wieku wcze­śniej. Kiedy wcho­dził po raz pierw­szy na pokład swego obsa­dzo­nego tylko męską załogą jachtu uda­ją­cego się w podróż do Nor­we­gii, zabie­ra­jąc ze sobą tuzin przy­ja­ciół, któ­rych nazy­wał swo­imi „braćmi-ofi­ce­rami”, żona Wil­helma, cesa­rzowa Augu­sta, którą nazy­wał „Dona”, pozosta­wała w Ber­li­nie. „Nie dbam o kobiety – powie­dział. – Powinny sie­dzieć w domu i opie­ko­wać się swo­imi dziećmi”.

Dzień kaj­zera na jach­cie był sztywno zapla­no­wany: lekka gim­na­styka przed śnia­da­niem; w cza­sie dobrej pogody godzina w małej żaglo­wej łodzi; popo­łu­dniami wycieczka na brzeg lub zawody wio­ślar­skie mię­dzy zało­gami Hohen­zol­lerna i krą­żow­nika Ros­tock. Te zaję­cia jed­nak nie mogły koli­do­wać z popo­łu­dniową drzemką kaj­zera. Chcąc jak naj­le­piej wyko­rzy­stać te pół­to­rej godziny odpo­czynku, zdej­mo­wał ubra­nie i kładł się do łóżka. „Nie ma nic przy­jem­niej­szego niż wejść mię­dzy dwa czy­ste, chłodne prze­ście­ra­dła” – stwier­dził. O godzi­nie 19.00 towa­rzy­stwo zasia­dało do obiadu, pod­czas któ­rego kaj­zer popi­jał małymi łykami ze swego srebr­nego pucharu tylko sok poma­rań­czowy. Każ­dego wie­czoru po obie­dzie w palarni odby­wało się przy­ję­cie. Tego lata oprócz śpie­wa­nia pio­se­nek i gry w karty, Wil­helm i jego goście słu­chali pre­lek­cji na temat ame­ry­kań­skiej wojny domo­wej.

*

Zami­ło­wa­nie Wil­helma do żeglar­stwa, podob­nie jak jego decy­zja o budo­wie sil­nej mary­narki wojen­nej, miała swoje korze­nie w angiel­skim dzie­dzic­twie. Jego matką, która wyszła za mąż za pru­skiego księ­cia z rodziny kró­lew­skiej, Fry­de­ryka, była naj­star­szą córką kró­lo­wej Wik­to­rii; Wil­helm był naj­star­szym wnu­kiem kró­lo­wej. Uwa­żał bry­tyj­ską rodzinę kró­lew­ską za „swoją”. Kiedy był zły na swo­ich bry­tyj­skich krew­nych, okre­ślał ich jako „prze­klętą rodzinę”. Zawsze budził w swo­jej babce strach. Wujek Ber­tie, książę Walii i przy­szły król Edward VII, żywił do niego mie­szane uczu­cia. Wil­helm widział w nim dale­kiego krew­nego i patrzył na niego z góry jak na par­we­niu­sza. Ta dwo­istość życia Wil­helma – Prusy prze­ciw Anglii, Bismarck prze­ciw kró­lo­wej Wik­to­rii – wal­czyła w nim nie­ustan­nie i wpły­wała na twarz, jaką poka­zy­wał publicz­nie. Ta podzie­lona natura cesar­stwa nie­miec­kiego nie­mal ide­al­nie odbi­jała się w oso­bo­wo­ści władcy: w jed­nym momen­cie cie­pły, sen­ty­men­talny i hojny, w innym samo­chwal­czy, gro­żący i mściwy.

Wil­helm mie­rzył kul­turę, doświad­cze­nie życiowe i modę angiel­ską miarą, „w jar­dach”. Jego naj­więk­szy podziw był zare­zer­wo­wany dla Royal Navy. W swo­ich pamięt­ni­kach pisał: „Mam oso­bi­stą pasję do mary­narki wojen­nej. Wypływa to w nie­ma­łej mie­rze z mojej angiel­skiej krwi”. Odwo­ły­wa­nie się Wil­helma do Osborne House, nad­mor­skiego pałacu kró­lo­wej Wik­to­rii na wyspie Wight, doty­czyło tego, że Por­ts­mouth, główna baza Royal Navy znaj­do­wała się w odle­gło­ści zale­d­wie 5 mil, po dru­giej stro­nie cie­śniny Solent. „Kiedy byłem małym chłop­cem pozwo­lono mi odwie­dzić Por­ts­mouth i Ply­mo­uth ręka w rękę z uprzej­mymi ciot­kami i przy­ja­ciel­skimi admi­ra­łami. Podzi­wia­łem dumne bry­tyj­skie okręty w tych dwóch wspa­nia­łych por­tach. Wów­czas obu­dziło się we mnie pra­gnie­nie zbu­do­wa­nia pew­nego dnia okrę­tów takich jak te i kiedy doro­snę, posia­da­nia tak wspa­nia­łej mary­narki wojen­nej jak bry­tyj­ska”. Kiedy miał 10 lat, Wil­helm zaokrę­to­wał na nowy pru­ski pan­cer­nik König Wil­helm.

„Na wodzie stał ciężko kadłub żela­znego kolosa, któ­rego rząd masyw­nych dział wyglą­dał groź­nie. Przy­glą­da­łem się onie­miały temu wspa­nia­łemu okrę­towi góru­ją­cemu wysoko nad nami. Nagle roz­legł się z niego świst gwizd­ków i natych­miast setki mary­na­rzy wspięły się na strze­la­jące w niebo maszty. Trzy okrzyki uho­no­ro­wały mego ojca [następcę tronu Fry­de­ryka, kan­dy­data do korony pru­skiej]. Podróż okrę­tem otwo­rzyła przede mną zupeł­nie nowy świat… masywne omasz­to­wa­nie, długi sze­reg dział z ich solid­nie wypo­le­ro­wa­nymi lufami… her­batę i wszyst­kie rodzaje słod­kich ciast w kabi­nie admi­ral­skiej”.

Wil­helm poświę­cił się żeglar­stwu na długo przed zbu­do­wa­niem wła­snej mary­narki wojen­nej. Każ­dego sierp­nia pomię­dzy 1889 a 1895 rokiem poja­wiał się w Cowes na wyspie Wight na tydzień rega­towy (Regatta Week), na który przy­by­wały setki dużych jach­tów żaglo­wych z całego świata. Cumu­jąc przed espla­nadą eska­dry kró­lew­skich jach­tów, roz­cią­gały się na dużej odle­gło­ści, błysz­cząc w słońcu swo­imi pola­kie­ro­wa­nymi masz­tami. Wil­helm kochał ele­gan­cję i emo­cje, jakie pano­wały w Cowes. Kiedy jego parowy jacht wcho­dził do portu, okręty Royal Navy odda­wały salwę z 21 dział, a pry­watne jachty i inne jed­nostki salu­to­wały ban­de­rami. Kró­lowa zawsze wyda­wała ban­kiet w Osborne House, a książę Walii podej­mo­wał gości w Kró­lew­skim Klu­bie Jach­to­wym (Royal Yacht Club). Wil­helm zaczął się ści­gać, wysta­wia­jąc duże jachty, jeden po dru­gim wszyst­kie o nazwie Meteor. Póź­niej­sze jego wer­sje zostały spe­cjal­nie zapro­jek­to­wane w ten spo­sób, by poko­nać jacht wujka Ber­tiego Bri­tan­nia. Kiedy zwy­cię­żał, jako ich wła­ści­ciel gło­śno roz­gła­szał na wszyst­kie strony świata swoje zwy­cię­stwa. Książę Walii wów­czas porzu­cił ten sport. „Regaty były dla mnie przy­jemną formą odpo­czynku – powie­dział nie­miec­kiemu dyplo­ma­cie w Lon­dy­nie – ale teraz, odkąd kaj­zer prze­jął komendę, stały się utra­pie­niem”. Nie­szczę­śli­wie, wszystko co Wil­helm mówił i robił, by zyskać akcep­ta­cję w Anglii, powo­do­wało, że Bry­tyj­czycy instynk­tow­nie nie lubili go. Wil­helm był świa­domy nie­po­chleb­nej opi­nii jaka mu towa­rzy­szyła. Pew­nego razu, kiedy twórca impe­rium Afryki Połu­dnio­wej, Cecil Rho­des4, odwie­dził Ber­lin, Wil­helm zapy­tał go: „Powiedz mi, jak to się dzieje, że nie jestem popu­larny w Anglii? Co mogę zro­bić, by zyskać popu­lar­ność?”. Rho­des odpo­wie­dział: „Spró­buj nie robić niczego”. Cesarz zmarsz­czył brwi, wybuch­nął śmie­chem i klep­nął Rho­desa w plecy.

Wil­helm prze­żył dwóch bry­tyj­skich monar­chów: swoją bab­cię i swego wuja. Jego sto­su­nek do ich następcy, jego młod­szego kuzyna króla Jerzego V, był w miarę pozy­tywny. „[Jerzy] jest bar­dzo miłym chłop­cem i praw­dzi­wym Angli­kiem, który nie­na­wi­dzi wszyst­kich obcych” – powie­dział Teo­do­rowi Roose­vel­towi. „Nie ma to dla mnie zna­cze­nia, dopóki nie nie­na­wi­dzi Niem­ców bar­dziej niż innych obco­kra­jow­ców”. W przy­padku dale­kiego kuzyna Jerzego, cara Miko­łaja II, popar­cie cesa­rza nie­miec­kiego przyj­mo­wało bar­dziej wład­czy ton: „Mam szczę­ście, że mogę pomóc ci zadbać o bez­pie­czeń­stwo tego cza­ru­ją­cego anioła, który jest twoją żoną”. (Cesa­rzowa Rosji Alek­san­dra uro­dziła się w nad­reń­skim wiel­kim księ­stwie Hesse-Darm­stadt). Kaj­zer zwra­cał się do niego w listach: „Drogi Nicky”, a koń­czył je: „Twój szcze­rze oddany Willy”. Za ple­cami Miko­łaja Wil­helm pisał: „Car potrafi tylko miesz­kać w swoim wiej­skim domu i upra­wiać rzepę”.

*

Przez więk­szość swo­jej histo­rii, mili­tarne Kró­le­stwo Prus nie wyka­zy­wało żad­nego zain­te­re­so­wa­nia morzem. Nie miało żad­nego dużego portu han­dlo­wego, a więk­szość jego wybrzeża sta­no­wiły płyt­kie zatoki i wydmy nad Bał­ty­kiem. Te braki zostały czę­ściowo zła­go­dzone w 1854 roku, kiedy Pru­som udało się prze­ko­nać wiel­kiego księ­cia Olden­burga do sprze­daży liczą­cej 5 mil kwa­dra­to­wych zatoki Jade. Tam, na Morzu Pół­noc­nym, w ciągu następ­nych 15 lat zbu­do­wano bazę mor­ską Wil­helm­sha­ven. W 1869 roku pru­ska mary­narka wojenna zaku­piła 9700-tonowy, pan­cer­nik König Wil­helm, wów­czas jeden z naj­więk­szych okrę­tów wojen­nych na świe­cie. Okręt zbu­do­wany w Anglii w sta­lowni nad Tamizą (Tha­mes Iron Works), pozo­sta­wał naj­więk­szym okrę­tem w Pru­sach i Niem­czech przez 25 lat. Pod­czas wojny fran­cu­sko-pru­skiej König Wil­helm razem z 3 innymi nie­miec­kimi pan­cer­ni­kami pozo­sta­wał na kotwicy, mając zakaz walki z prze­wa­ża­ją­cymi siłami fran­cu­skich eskadr blo­ku­ją­cych wybrzeże Nie­miec. Nawet w tej sytu­acji prze­waga Fran­cji na morzu nie zdała się na nic i nie ura­to­wała tego kraju ani Napo­le­ona III przed klę­ską zadaną przez pru­ską armię. Fakt, że siły mor­skie nie sta­no­wiły róż­nicy, potwier­dził tra­dy­cyjny pogląd nie­miec­kiego Sztabu Gene­ral­nego. W ten spo­sób przez 16 lat odkąd Bismarck pro­kla­mo­wał cesar­stwo Nie­miec, nie­miecka mary­narka wojenna była dowo­dzona przez gene­ra­łów, któ­rzy uwa­żali okręty za przy­datne jedy­nie do obrony wybrzeża.

Od początku swego pano­wa­nia Wil­helm II był prze­ko­nany, że ta sytu­acja zmieni się i że Niemcy będą miały mary­narkę wojenną współ­mierną do ich mili­tar­nej i prze­my­sło­wej siły. Na prze­ło­mie XIX i XX wieku popu­la­cja Nie­miec i ich baza prze­my­słowa gwał­tow­nie wzro­sły. Mię­dzy 1891 a 1914 rokiem popu­la­cja pod­nio­sła się z 49 do 67 milio­nów. W 1890 roku wydo­by­cie węgla w Niem­czech wyno­siło połowę wydo­by­wa­nego w Wiel­kiej Bry­ta­nii, a w 1913 roku było już równe. W 1890 roku pro­duk­cja stali w Niem­czech wyno­siła jedną trze­cią pro­duk­cji hut bry­tyj­skich, a w 1914 roku Niemcy pro­du­ko­wały ponad 2 razy wię­cej stali niż Wielka Bry­ta­nia. Tak było nie­mal na każ­dym polu: gwał­towna urba­ni­za­cja, roz­bu­dowa linii kole­jo­wych, wyra­sta­nie nowych pie­ców hut­ni­czych, pra­cu­jące młyny, dymiące kominy fabryczne, roz­wój prze­my­słu che­micz­nego, elek­trycz­nego i włó­kien­ni­czego, wzrost floty han­dlo­wej do dru­giej co do wiel­ko­ści na świe­cie; roz­kwit han­dlu zagra­nicz­nego i zamor­skich inwe­sty­cji. Wszystko to stwo­rzyło pań­stwo, które gospo­dar­czo i mili­tar­nie domi­no­wało na kon­ty­nen­cie euro­pej­skim. Wil­helm nie był zado­wo­lony. Mar­twił się mier­no­ścią nie­miec­kiego małego, roz­rzu­co­nego impe­rium kolo­nial­nego, chciał roz­wi­nąć nie­miec­kie wpływy na świe­cie, stwo­rzyć świa­tową potęgę, „Welt­macht”. W tym celu potrze­bo­wał mary­narki wojen­nej – nie tylko kilku okrę­tów do obrony wybrzeża Nie­miec, ale floty wojen­nej będą­cej świa­tową potęgą. „Nasza przy­szłość leży na morzach” – mówił swemu naro­dowi. „Musimy chwy­cić trój­ząb”. To było obse­sją Wil­helma, zajęło mu 9 lat zna­le­zie­nie ludzi, któ­rzy mogli to dla niego zro­bić. W tym cza­sie potężna syl­wetka wiel­kiego admi­rała Alfreda von Tir­pitza, z jego łysą, okrą­głą głową i słynną roz­wi­dloną brodą, stała się na stałe roz­po­zna­walna w Niem­czech. Twórca nie­miec­kiej mary­narki wojen­nej, Tir­pitz, był jej sekre­ta­rzem stanu (mini­strem gabi­netu) przez 20 lat, po Bismarcku był naj­bar­dziej wpły­wo­wym przed­sta­wi­cie­lem rządu w cesar­skich Niem­czech. Podob­nie jak Wil­helm II, podzi­wiał Royal Navy i zazdro­ścił jej. W cza­sie gdy był kade­tem, mała flota Prus spę­dzała tyle samo czasu w Wiel­kiej Bry­ta­nii, co w domu. „Mię­dzy 1864 rokiem a 1870 – napi­sał Tir­pitz – naszą praw­dziwą bazą zaopa­trze­niową było Ply­mo­uth. Tam czu­li­śmy się nie­mal jak w domu, wów­czas w spo­koj­nej, idyl­licz­nej Kilo­nii. W hotelu mary­narki wojen­nej w Ply­mo­uth byli­śmy trak­to­wani jak bry­tyj­scy aspi­ranci. Wole­li­śmy otrzy­my­wać zaopa­trze­nie z Anglii i w tych dniach nie mogli­śmy sobie wyobra­zić, że nie­miec­kie działa kie­dy­kol­wiek dorów­nają bry­tyj­skim”. Podziw Tir­pitza roz­cią­gnął się rów­nież na angiel­ską edu­ka­cję i język angiel­ski. Mówił po angiel­sku, czy­tał angiel­skie gazety i powie­ści, a nawet wysłał swoje dwie córki do szkoły dla dziew­cząt w Chel­ten­ham (Chel­ten­ham Ladies’ Col­lege).

Tir­pitz uwa­żał, że potęga mor­ska decy­do­wała o naro­do­wym dobro­by­cie i wiel­ko­ści. Pod tym wzglę­dem był zwo­len­ni­kiem poglą­dów ame­ry­kań­skiego ofi­cera mary­narki wojen­nej, Alfreda Thay­era Mahana, który w książce „Wpływ siły mor­skiej na histo­rię”, opu­bli­ko­wa­nej w 1880 roku, śle­dził wzloty i upadki mor­skich potęg w prze­szło­ści i wska­zał, że w każ­dym przy­padku pań­stwa kon­tro­lu­jące morza miały los w swo­ich rękach, a pań­stwa, któ­rym bra­ko­wało siły na morzach były ska­zane na upa­dek. Wielka Bry­ta­nia była wtedy świa­to­wym impe­rium, ponie­waż była naj­po­tęż­niej­szą siłą mor­ską. Tir­pitz wycią­gnął z tego lek­cję, że jeśli Niemcy chcą wpro­wa­dzić „Welt­macht”, jedy­nie posia­da­nie sil­nej mary­narki wojen­nej, z potęż­nymi siłami okrę­tów linio­wych two­rzą­cymi jej trzon, umoż­liwi to. Kiedy cesarz nie­miecki w 1897 roku wyzna­czył Tir­pitza na sta­no­wi­sko sekre­ta­rza stanu „nie­miecka mary­narka wojenna – jak admi­rał napi­sał póź­niej – była kolek­cją eks­pe­ry­men­tal­nych okrę­tów prze­wyż­sza­jącą swoją egzo­tyką tylko rosyj­ską mary­narkę wojenną”. Dzia­łał szybko – 26 marca 1898 roku Reich­stag uchwa­lił Pierw­szy Akt Mor­ski, prze­wi­du­jący budowę 19 okrę­tów linio­wych i 18 krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych. 14 czerwca 1901 roku uchwa­lony został Drugi Akt Mor­ski podwa­ja­jący pla­no­waną wiel­kość floty do 38 okrę­tów linio­wych i 40 krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych. To osią­gnię­cie tak ura­do­wało kaj­zera, że nadał sekre­ta­rzowi stanu dzie­dziczny pru­ski tytuł szla­checki: Alfred Tir­pitz stał się Alfre­dem von Tir­pitz. Póź­niej­sze poprawki do prze­pi­sów odno­szą­cych się do mary­narki wojen­nej zwięk­szyły pla­no­wane roz­miary floty do 41 okrę­tów linio­wych.

Kiedy nowe okręty liniowe zeszły z pochylni, a jego flota stała się drugą co do wiel­ko­ści na świe­cie, duma Wil­helma wzro­sła. Zawsze kochał mun­dury, miał teraz gar­de­robę wypeł­nioną samymi mun­du­rami mary­narki wojen­nej. Kiedy jego bab­cia uczy­niła go hono­ro­wym admi­ra­łem Royal Navy, jego zachwyt nie miał gra­nic. „Miło nosić taki sam mun­dur jak St. Vin­cent i Nel­son” – trząsł się z pod­nie­ce­nia w roz­mo­wie z bry­tyj­skim amba­sa­do­rem, a do kró­lo­wej napi­sał: „Teraz mogę poczuć i prze­jąć odpo­wie­dzial­ność za waszą flotę, jakby była moją i z uni­żoną sym­pa­tią pytam, czy mógł­bym obser­wo­wać każdą fazę jej przy­szłego roz­woju”. Do 1914 roku stał się nie tylko wiel­kim admi­ra­łem mary­narki wojen­nej cesar­stwa nie­miec­kiego, ale rów­nież admi­ra­łem mary­narki wojen­nej Impe­rium Rosyj­skiego, bry­tyj­skiej Royal Navy oraz Kró­lew­skich Mary­na­rek Wojen­nych Szwe­cji, Nor­we­gii i Danii. Pew­nego razu pod­jął bry­tyj­skiego amba­sa­dora w mun­durze angiel­skiego admi­rała floty. Innym razem przy­był na przed­sta­wie­nie „Lata­ją­cego Holen­dra” w swoim mun­durze admi­ral­skim. Te powierz­chowne, jak się wydaje, czy nawet non­sen­sowne epi­zody, stały się klu­czem do zbu­do­wa­nia nie­miec­kiej mary­narki wojen­nej. Była zapro­jek­to­wana nie tylko do stwo­rze­nia nie­miec­kiej potęgi i wpły­wów za morzami, ale rów­nież umoc­nie­nia pew­no­ści sie­bie Wil­helma i jego ego w obec­no­ści jego angiel­skich krew­nych. „Ni­gdy nie przy­szło mu nawet na myśl, że przy­stą­pimy do wojny z Anglią” – powie­dział Bern­hard von Bülow, który był kanc­le­rzem Nie­miec przez 9 lat pano­wa­nia Wil­helma.

„Tym, czego naj­bar­dziej pra­gnął Wil­helm i wyobra­żał sobie w przy­szło­ści, było ujrzeć sie­bie jako dowódcę wspa­nia­łej nie­miec­kiej floty, przy­by­wa­ją­cej z poko­jową wizytą do Anglii. Angiel­ski władca miałby spo­tkać cesa­rza Nie­miec w Por­ts­mouth. Dwie floty prze­szłyby obok sie­bie; każdy władca noszący mun­dur dru­giego kraju stałby na pomo­ście swego fla­go­wego okrętu. Następ­nie po powi­ta­niu według usta­lo­nych zasad, odbyłby się w Cowes uro­czy­sty obiad z miłymi prze­mo­wami”.

Nie tak jed­nak postrze­gano nie­miecką mary­narkę wojenną w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Dla Bry­tyj­czy­ków potęga mor­ska była kwe­stią życia i śmierci. Kiedy naj­więk­sza mili­tarna siła na świe­cie zaczęła budo­wać swoją flotę wojenną rywa­li­zu­jącą z naj­więk­szą potęgą mor­ską, bry­tyj­ski rząd i spo­łe­czeń­stwo zada­wały sobie pyta­nie o tego powody. Arthur Bal­four, były pre­mier, pisząc dla czy­tel­ni­ków nie­miec­kich, sta­rał się to wyja­śnić: „Bez naj­sil­niej­szej na morzach floty Wielka Bry­ta­nia nie będzie dłu­żej liczyła się jako potęga. Niemcy, nawet bez jakiej­kol­wiek floty, wciąż będą naj­więk­szą siłą w Euro­pie”. Jego słowa nie miały zna­cze­nia i z coraz więk­szą liczbą dred­no­tów, przy­by­wa­ją­cych co roku oraz z coraz groź­niej­szą nie­miecką flotą skon­cen­tro­waną zale­d­wie kilka godzin drogi od angiel­skich wybrzeży Morza Pół­noc­nego, bry­tyj­ski rząd zaczął odcho­dzić od stu­le­cia „wspa­nia­łej izo­la­cji”. Kiedy powstało oczy­wi­ste zagro­że­nie na Morzu Pół­noc­nym, dawne wro­go­ści i rywa­li­za­cje uspo­ko­iły się, stare tar­cia zła­god­niały i przy­jęto nowe usta­le­nia. Mię­dzy 1904 a 1908 rokiem Wielka Bry­ta­nia stała się, jeśli nie w pełni sojusz­ni­kiem, to przy­naj­mniej part­ne­rem swo­ich dotych­cza­so­wych prze­ciw­ni­ków – Fran­cji i Rosji. Wraz z naro­dzi­nami ententy, cesarz nie­miecki i Tir­pitz odkryli, że osią­gnęli cel prze­ciwny do zamie­rzo­nego. Zamiast roz­sze­rzyć nie­mieckie wpływy, powsta­nie nowej mary­narki wojen­nej popchnęło Wielką Bry­ta­nie do obozu prze­ciw­ni­ków Nie­miec. Niemcy miały nie­pew­nego part­nera we Wło­szech, nale­żą­cych do roz­pa­da­ją­cego się Trój­przy­mie­rza (które obej­mo­wało rów­nież Austrię), co nie powstrzy­my­wało kaj­zera przed narze­ka­niem, że jego ojczy­zna jest oto­czona przez wro­gów. Chcąc sta­wić czoła temu nie­bez­pie­czeń­stwu, jak wie­rzył, Niemcy mogły liczyć tylko na jed­nego lojal­nego sojusz­nika.

*

Lojal­nego, ale w trak­cie roz­padu. Monar­chia austro­wę­gier­ska – wie­lo­na­ro­do­wo­ściowe impe­rium rzą­dzone przez Austria­ków i Węgrów, ale któ­rego popu­la­cja w 3/5 skła­dała się ze Sło­wian – roz­pa­dało się. Cesarz Fran­ci­szek Józef był zbyt stary, by powstrzy­mać ten roz­kład. Łysy, drob­nej budowy dżen­tel­men o gęstych boko­bro­dach, w 1914 roku miał 84 lata i zasia­dał na tro­nie Habs­bur­gów już od 68 lat. W tym cza­sie jego żona, cesa­rzowa Elż­bieta, została zamor­do­wana w zama­chu; jego brat, cesarz Mek­syku, Mak­sy­mi­lian, został roz­strze­lany przez plu­ton egze­ku­cyjny; jego jedyny syn, następca tronu, Rudolf, popeł­nił samo­bój­stwo, a jego bra­ta­nek, arcy­książę Fran­ci­szek Fer­dy­nand, nowy kan­dy­dat do tronu, rów­nież zgi­nął w zama­chu. Naj­bar­dziej zło­wrogą przy­czyną jego ówcze­snych kło­po­tów było małe, nie­za­leżne sło­wiań­skie Kró­le­stwo Ser­bii, które dzia­łało jak magnes dla znie­cier­pli­wio­nych popu­la­cji austriac­kich, połu­dnio­wo­sło­wiań­skich pro­win­cji. Wielu przed­sta­wi­cieli austriac­kiego rządu i armii wie­rzyło, że to wie­lo­ję­zyczne impe­rium może ura­to­wać się tylko przez roz­bi­cie „nie­bez­piecz­nej, małej serb­skiej żmii”. Jed­nak pre­wen­cyjna wojna z orto­dok­syjną sło­wiań­ską Ser­bią ozna­czała kon­fron­ta­cję z jej pro­tek­to­rem i sojusz­ni­kiem, orto­dok­syjną sło­wiań­ską Rosją. W 1914 roku Austria była zbyt słaba, by zmie­rzyć się z Rosją bez wspar­cia ze strony Nie­miec.

Na szczę­ście dla Wied­nia, w 1914 roku rząd nie­miecki uwa­żał dal­sze ist­nie­nie roz­pa­da­ją­cego się cesar­stwa Habs­bur­gów za żywotne dla pozy­cji Nie­miec. Nie wszy­scy Niemcy byli co do tego prze­ko­nani. Jesz­cze w maju 1914 roku Hein­rich von Tschir­schky, amba­sa­dor cesa­rza nie­mieckiego w Wied­niu, roz­pa­czał: „Cią­gle mar­twię się, czy rze­czy­wi­ście opłaca się nam tak bli­skie zwią­za­nie się z tym chi­me­rycz­nym pań­stwem roz­pa­da­ją­cym się we wszyst­kich kie­run­kach”. Wów­czas obu­dziło się widmo zosta­nia okrą­żo­nym: jeśli roz­pad­nie się Austria, Niemcy same będą musiały sta­wić czoła Fran­cji i Rosji. Ta współ­za­leż­ność Austrii od Nie­miec i Nie­miec od Austrii była dosko­nale rozu­miana w Wied­niu i monar­chia Habs­bur­gów była w pełni przy­go­to­wana do wyko­rzy­sta­nia kło­po­tli­wego poło­że­nia Nie­miec. W prak­tyce, Wie­deń nie musiał bła­gać Nie­miec o wspar­cie. W ciągu kilku mie­sięcy kaj­zer, przy słab­ną­cych nastro­jach pro­wo­jen­nych, zachę­cał Austrię do pod­ję­cia dzia­łań prze­ciwko Ser­bii. „Sło­wia­nie są stwo­rzeni by słu­żyć, a nie rzą­dzić” – powie­dział Wil­helm austriac­kiemu mini­strowi spraw zagra­nicz­nych pod­czas wizyty w Wied­niu w paź­dzier­niku 1913 roku. „Jeśli Jego Wyso­kość, cesarz Fran­ci­szek Józef zażąda cze­goś, rząd Ser­bii musi tego prze­strze­gać. Jeśli nie, Bel­grad musi być ostrze­lany i oku­po­wany, dopóki nie wypełni swo­ich obo­wiąz­ków. Może­cie być spo­kojni, ponie­waż stoję za wami i jestem gotowy wycią­gnąć miecz”. Kiedy to mówił, kaj­zer poło­żył prawą rękę na ręko­je­ści swego mie­cza.

Zamach w Sara­je­wie na Fran­ciszka Fer­dy­nanda i jego żonę, doko­nany przez bośniac­kiego Serba dostar­czył pre­tek­stu jakiego Austria potrze­bo­wała. Zama­cho­wiec nale­żał do taj­nej orga­ni­za­cji, „Czarna Ręka”, któ­rej celem było odłą­cze­nie Bośni i innych sło­wiań­skich pro­win­cji od impe­rium Habs­bur­gów i przy­łą­cze­nie ich do Wiel­kiejj Ser­bii. Rząd Ser­bii nie był w to zaan­ga­żo­wany, ale zama­cho­wiec miał powią­za­nia z przed­sta­wi­cie­lami serb­skiej poli­cji, a jego rewol­wer pocho­dził z pań­stwo­wego arse­nału Ser­bii. Sym­pa­tia dla Austrii była powszechna w Euro­pie. „Straszny wstrząs dla kocha­nego, sta­rego cesa­rza” – napi­sał w swo­ich pamięt­ni­kach król Jerzy V. Wszy­scy ocze­ki­wali wyrów­na­nia pora­chun­ków. Celem Austrii było znisz­cze­nie całej Ser­bii. Jed­nak za Ser­bią stała Rosja. W związku z tym austriacka decy­zja o wypo­wie­dze­niu wojny uza­leż­niona była od nie­miec­kiej obiet­nicy powstrzy­ma­nia inter­wen­cji Rosji. 5 lipca austriacki amba­sa­dor w Ber­li­nie ofi­cjal­nie zapy­tał cesa­rza, jakie sta­no­wi­sko zajmą Niemcy w przy­padku wojny austriacko-serb­skiej. Wil­helm rozu­miał ukryte w tym pyta­nie i odpo­wie­dział, że nie sądzi, by Rosja przy­stą­piła do niej; wąt­pił, by car chciał zna­leźć się po stro­nie „bar­ba­rzyń­skiego, kró­lo­bój­czego pań­stwa”. Oświad­czył, że Niemcy staną po stro­nie Wied­nia bez względu na to, jaką decy­zję podej­mie Rosja. „Wojna mię­dzy Austro-Węgrami i Rosją wydaje się nie­unik­niona” – infor­mo­wał amba­sa­dor cesa­rza. „Możemy być prze­ko­nani, że Niemcy, nasz stary, wierny sojusz­nik, staną po naszej stro­nie”. Oświad­cze­nie to było słyn­nym „cze­kiem in blanco”, któ­rym naczelny wódz cesar­stwa nie­miec­kiego zło­żył swemu sojusz­nikowi. Gdyby Rosja inter­we­nio­wała, Niemcy wypo­wie­dzia­łyby wojnę Rosji. Jeśli to by się wyda­rzyło, nie­miecki plan prze­wi­dy­wał, że będą one wal­czyły rów­nież z sojusz­nikiem Rosji – Fran­cją. Wyda­wało się mało praw­do­po­dobne, że zaan­ga­żuje się w to Wielka Bry­ta­nia, było to tak nie­wy­obra­żalne, że nie było ni­gdy roz­wa­żane. W tym cza­sie, trzy­ma­jąc czek in blanco, austriaccy dyplo­maci roz­po­częli szki­co­wa­nie ulti­ma­tum wobec Bel­gradu, tak twarde w swo­ich żąda­niach, że „moż­li­wość jego przy­ję­cia była w prak­tyce wyklu­czona”.

*

Wil­helm, przed uda­niem się na waka­cje, zasta­na­wiał się czy w świe­tle kry­zysu nie powi­nien odło­żyć, a nawet odwo­łać swo­jego rejsu do fior­dów Nor­we­gii. Z tego samego powodu zapro­po­no­wał, by Flota Peł­no­mor­ska być może zanie­chała swo­ich let­nich ćwi­czeń na Morzu Pół­noc­nym. Kanc­lerz, The­obald von Beth­mann-Hol­l­weg, był nie­ugięty; zarówno kaj­zer, jak i flota powinni wyru­szyć; ewen­tu­alne odwo­ła­nie mogłoby zaalar­mo­wać i tak już ner­wową Europę. Poli­tycy i armia nie spo­dzie­wali się żad­nych kło­po­tów ze strony Wiel­kiej Bry­ta­nii, ale sztab mary­narki wojen­nej wie­rzył, że wysła­nie floty poza nie­miec­kie wody pod­czas napię­tej sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej było ryzy­kowne. W trak­cie rejsu do Nor­we­gii flota mogła cza­sami dzie­lić się i oddzielne eska­dry mogły odwie­dzać różne porty. To roz­pro­sze­nie mogło czy­nić flotę nie­od­porną na zaska­ku­jący bry­tyj­ski atak; nie­mieccy ofi­ce­ro­wie mary­narki wojen­nej ni­gdy nie zapo­mnieli, że nagły atak w cza­sie pokoju w celu znisz­cze­nia nie­miec­kiej floty, zanim będzie ona w pełni roz­bu­do­wana, był publicz­nie popie­rany w Anglii nie przez kogo innego, ale samego admi­rała sir Johna Fishera, twórcę nowo­cze­snej bry­tyj­skiej mary­narki wojen­nej. Sztab nie­miec­kiej mary­narki wojen­nej zauwa­żył, że w chwili gdy flota nie­miecka będzie w Nor­we­gii, bry­tyj­ska flota, zmo­bi­li­zo­wana i przy­go­to­wana do prze­glądu przez króla, będzie nad­zwy­czaj dobrze przy­go­to­wana do takiego ataku. Te obawy zostały odrzu­cone przez kanc­le­rza i 10 lipca, 3 dni po wyru­sze­niu Wil­helma, nie­miecka Flota Peł­no­mor­ska wyszła w morze w celu prze­pro­wa­dze­nia ćwi­czeń w cie­śni­nie Ska­ger­rak i u wybrzeży Nor­we­gii.

Na pokła­dzie Hohen­zol­lerna dwa pierw­sze tygo­dnie podróży minęły w waka­cyj­nym nastroju, pod­czas gdy kry­zys bał­kań­ski pozo­sta­wał w tle. 14 lipca Wil­helm wysłał ogól­ni­kowe prze­sła­nie dobrej woli do cesa­rza Fran­ciszka Józefa, zapew­nia­jące sta­rego władcę, że jest gotowy wypeł­nić swój „rado­sny obo­wią­zek” popar­cia Austrii prze­ciwko Ser­bom. Kaj­zer był ostrzej­szy w sło­wach w sto­sunku do swego mini­ster­stwa spraw zagra­nicz­nych dora­dza­jąc, by pozo­sta­wało nie­ugięte, ponie­waż Ser­bia nie była „pań­stwem w rozu­mie­niu euro­pej­skim, a jedy­nie bandą rabu­siów, która musi być uka­rana za swoje zbrod­nie”. 23 lipca, w dniu kiedy austriac­kie ulti­ma­tum zostało przed­sta­wione w Bel­gra­dzie, na jach­cie poja­wiło się napię­cie. Sztab mary­narki wojen­nej roz­ka­zał admi­ra­łowi Frie­dri­chowi von Inge­nohl, naczel­nemu dowódcy Floty Peł­no­mor­skiej, przy­pro­wa­dze­nie swo­ich eskadr do fiordu Sogne, gdzie zako­twi­czył Hohen­zol­lern. Naza­jutrz Inge­nohl zapro­po­no­wał przy­pro­wa­dze­nie floty z Nor­we­gii do kraju, ale ponow­nie kanc­lerz powziął prze­ciwną decy­zję, twier­dząc, że powrót floty mógłby nasi­lić kon­flikt. Po połu­dniu, 24 lipca, Wil­helm, zgod­nie ze swoim roz­kła­dem zajęć, odbył wycieczkę na brzeg do wio­ski Wik, by odwie­dzić znany, stary, drew­niany kościół. Tego dnia na pokład Hohen­zol­lerna nie dotarła żadna wia­do­mość na temat przy­ję­cia w Bel­gra­dzie ulti­ma­tum. Wie­czo­rem, w palarni, cesarz otrzy­mał tele­gram, który wywo­łał wypieki na jego policz­kach. Odło­żył go na bok i kon­ty­nu­ował grę w karty.

Następ­nego dnia bez­prze­wo­dowy ser­wis infor­ma­cyjny Nord­deutsch przed­sta­wił tekst austriac­kiego ulti­ma­tum. Po śnia­da­niu Wil­helm poja­wił się na pokła­dzie i powie­dział admi­ra­łowi Geo­r­gowi von Müllerowi, sze­fowi gabi­netu mor­skiego, który trzy­mał w rękach wia­do­mość Nord­deutch: „To cał­kiem mocna nota”. „Z pew­no­ścią tak – odpowie­dział Müller – a to ozna­cza wojnę”. Wil­helm radził Müllerowi, by się nie mar­twił, mówiąc, że Ser­bia ni­gdy nie zary­zy­kuje wojny. Po poran­nym żeglo­wa­niu kaj­ze­rowi wrę­czono biu­le­tyn agen­cji infor­ma­cyj­nej dono­szący o kon­ster­na­cji w Bel­gra­dzie i rosyj­skiej dekla­ra­cji, że kraj ten nie może pozo­stać obo­jętny. Wśród panu­ją­cego pod­nie­ce­nia na jach­cie kaj­zer wydał roz­kazy Flo­cie Peł­no­mor­skiej, ładu­ją­cej teraz węgiel w nor­we­skich por­tach, by przy­go­to­wała się do powrotu. O godzi­nie 10.00 potężny dred­not Frie­drich der Grosse, fla­gowy okręt Floty Peł­no­mor­skiej, wszedł do fiordu Sogne i zako­twi­czył bli­sko Hohen­zol­lerna. Admi­rał Inge­nohl wszedł na pokład jachtu, gdzie otrzy­mał „ope­ra­cyjną odprawę” od naczel­nego wodza. Jeśli wybuch­nie wojna z Rosją, Inge­nohl miał wpro­wa­dzić flotę na Bał­tyk i ostrze­lać bał­tyc­kie porty rosyj­skie Revel (dziś Tal­lin) i Lipawę. Admi­rał zacho­wał spo­kój, wie­dząc, że jeśli wybuch­nie wojna, Flota Peł­no­mor­ska nie zosta­nie użyta na Bał­tyku. „Otrzy­ma­łem ustne roz­kazy od kaj­zera – powie­dział póź­niej Inge­nohl – by popro­wa­dzić flotę na Bał­tyk i prze­pro­wa­dzić pierw­sze ude­rze­nie na Rosję w przy­padku wybu­chu wojny. Kiedy wska­za­łem na nie­bez­pie­czeń­stwo udziału Anglii w woj­nie i w kon­se­kwen­cji tego koniecz­no­ści trzy­ma­nia okrę­tów linio­wych na Morzu Pół­noc­nym, kaj­zer odpowie­dział z naci­skiem, że nie ma wąt­pli­wo­ści, iż Anglia nie podej­mie inter­wen­cji. Zamiast powta­rzać swoje poglądy, zdo­ła­łem uzy­skać zgodę na wysła­nie okre­ślo­nych jed­no­stek do macie­rzy­stych por­tów, co umoż­li­wiło więk­szej czę­ści cięż­kich okrę­tów i jed­no­stek roz­po­znaw­czych wej­ście na Morze Pół­nocne”.

W tym cza­sie Müller i gene­rał Moritz Lync­ker, gene­ralny adiu­tant kaj­zera i szef gabi­netu woj­sko­wego, zgo­dzili się, że Wil­helm powi­nien prze­rwać podróż. O godzi­nie 15.00 Müller z wła­snej ini­cja­tywy roz­ka­zał kapi­ta­nowi jachtu pod­nie­sie­nie ciśnie­nia pary. Wil­helm miał swoją zwy­kłą popo­łu­dniową drzemkę i kazał zbu­dzić się o 16.30. ale Müller poszedł spo­tkać się z nim wcze­śniej i roz­ma­wiał z nim, kiedy ten był w łóżku. „Poin­for­mo­wa­łem go o ostat­nich tele­gra­mach z Bel­gradu, wspo­mnia­łem o opi­nii Lync­kera i dora­dzi­łem mu wyru­sze­nie w podróż powrotną o 18.00. Zawa­hał się przez moment i odpo­wie­dział: «Bar­dzo dobrze, zga­dzam się. Czy mogę wyjść na brzeg na pół godziny?». Powie­dzia­łem, że nie widzę żad­nych prze­szkód i kiedy kaj­zer skła­dał poże­gnalne wizyty, przy­go­to­wy­wa­łem szcze­góły powrot­nej podróży floty, która była zapla­no­wana na następny wie­czór”.

O godzi­nie 18.00 Hohen­zol­lern pod­niósł kotwicę. Był spo­kojny, bez­chmurny letni wie­czór i kiedy jacht wycho­dził z fiordu Sogne, kaj­zer stał na mostku, roz­ko­szu­jąc się wspa­nia­łym wido­kiem gór i lasów. Müller był z nim. W pew­nym momen­cie Wil­helm obsta­wał, że nie będzie wojny, że w ostat­nim momen­cie przy­wódcy wszyst­kich państw cofną się przed tą prze­ra­ża­jącą odpo­wie­dzial­no­ścią. Ser­bia, jak powie­dział, przyj­mie warunki Austrii i Wie­deń będzie usa­tys­fak­cjo­no­wany. Następ­nego ranka, 26 lipca, kiedy jacht zna­lazł się na otwar­tym morzu, silne fale zmu­siły do zamknię­cia wszyst­kich pokryw luko­wych i zabro­nie­nia pasa­że­rom wycho­dze­nia na pokład. Przy­szedł tele­gram od kanc­le­rza, dys­kret­nie zarzu­ca­jący kaj­zerowi wcze­śniej­szy powrót i wyda­nie flo­cie roz­kazu powrotu w opar­ciu jedy­nie o donie­sie­nia agen­cji infor­ma­cyj­nej. Wil­helm zare­ago­wał ze zło­ścią: „Moja flota ma roz­kaz pój­ścia do Kilo­nii – powie­dział – i pój­dzie do Kilo­nii”. Po woj­nie były cesarz wspo­mi­nał w swo­ich pamięt­ni­kach: „Kiedy byłem na let­niej waka­cyj­nej wycieczce, otrzy­ma­łem tylko skąpe infor­ma­cje z mini­ster­stwa spraw zagra­nicz­nych i musia­łem pole­gać głów­nie na nor­we­skich gaze­tach, z lek­tury któ­rych odnio­słem wra­że­nie, że sytu­acja pogar­sza się. Natych­miast zate­le­gra­fo­wa­łem do kanc­le­rza i mini­ster­stwa spraw zagra­nicz­nych, że uwa­żam za celowy swój powrót, ale za każ­dym razem pro­szono mnie, bym nie prze­ry­wał podróży. Kiedy dowie­dzia­łem się z nor­we­skich gazet – nie z Ber­lina – o austriac­kim ulti­ma­tum wobec Ser­bii, natych­miast roz­po­czą­łem podróż powrotną do domu bez dal­szych cere­gieli”.

27 lipca Hohen­zol­lern przy­był do Kilo­nii. Opa­lony Wil­helm zszedł na brzeg i wsiadł do pociągu do Pocz­damu. Następ­nego rana prze­czy­tał tekst serb­skiej odpo­wie­dzi na austriac­kie ulti­ma­tum. Ser­bia zgo­dziła się zre­zy­gno­wać z każ­dej pozo­sta­ło­ści naro­do­wej suwe­ren­no­ści. Było to nędzne pod­da­nie się Ser­bów i zgod­nie z tym co dekla­ro­wał kaj­zer, Austria dostała wszystko, czego chciała. „Dosko­nały suk­ces 48-godzin­nej noty” – oświad­czył. „To wię­cej niż kto­kol­wiek mógł się spo­dzie­wać. Wiel­kie moralne zwy­cię­stwo Wied­nia… usu­nęło wszyst­kie powody do wojny”. Tego popo­łu­dnia otrzy­mał od swego młod­szego brata, księ­cia Prus Hen­ryka, coś co wyda­wało się jesz­cze lep­szą wia­do­mo­ścią. Dwa dni wcze­śniej, 26 lipca, Hen­ryk przy­był do Lon­dynu z regat jach­tów w Cowes i odwie­dził w pałacu Buc­kin­gham swego kuzyna, króla Jerzego V. „Wido­mość jest bar­dzo zła” – powie­dział król. „Wygląda na wojnę w Euro­pie. Lepiej natych­miast wróć do Nie­miec”. Hen­ryk powie­dział, że chciałby wró­cić tego wie­czoru i zapy­tał: „Co zrobi Anglia?”. Zgod­nie z tym, co król zano­to­wał, odpo­wie­dział on nastę­pu­jąco: „Nie wiem, co powin­ni­śmy zro­bić. Nie pro­wa­dzi­li­śmy sporu z nikim i mam nadzieję, że pozo­sta­niemy neu­tralni. Jeśli jed­nak Niemcy wypo­wie­dzą wojnę Rosji, a Fran­cja przy­łą­czy się do Rosji, oba­wiam się, że wów­czas zosta­niemy do niej wcią­gnięci”. Wer­sja Hen­ryka odpo­wie­dzi Jerzego była inna: „Zro­bimy wszystko, co będziemy mogli, by trzy­mać się od tego z daleka i pozo­stać neu­tral­nymi”. Obaj męż­czyźni byli uczciwi. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że Hen­ryk usły­szał to, co chciał usły­szeć – że Wielka Bry­ta­nia ma nadzieję pozo­stać neu­tralna – i nie słu­chał już obaw Jerzego, że pomimo tych nadziei, Wielka Bry­ta­nia może być uwi­kłana w wojnę. „Dobrze – powie­dział książę Hen­ryk, wyjeż­dża­jąc – jeśli nasze pań­stwa będą wal­czyć po prze­ciw­nych stro­nach, nie będzie to miało wpływu na naszą oso­bi­stą przy­jaźń”. Kiedy dotarł do Ber­lina, Hen­ryk stre­ścił tę roz­mowę swemu bratu, który z kolei ode­brał ją jako przy­rze­cze­nie Jerzego V pozo­sta­nia neu­tral­nym. W ciągu kilku następ­nych dni, kiedy ludzie wokół cesa­rza, naj­bar­dziej wytrwale Tir­pitz, ostrze­gali, że Anglia może przy­stą­pić do wojny, kaj­zer, choć świa­domy, że Anglia jest monar­chią kon­sty­tu­cyjną, rzą­dzoną przez par­la­ment, odpo­wie­dział dum­nie: „Mam słowo króla”.

W tym cza­sie, 27 lipca, Flota Peł­no­mor­ska powró­ciła do Kilo­nii. 31 lipca nie­miec­kie dred­noty poru­szyły się znowu, tym razem przez Kanał Kiloń­ski do swo­ich mor­skich baz na Morzu Pół­noc­nym. Sztab mary­narki wojen­nej, mając na uwa­dze pozy­cję Anglii, zde­cy­do­wał, że star­sze nie­miec­kie okręty liniowe i krą­żow­niki opan­ce­rzone będą dostępne do walki z Rosja­nami, któ­rzy w swo­jej mary­narce wojen­nej mają więk­szość okrę­tów sprzed 10 lat, od wojny rosyj­sko-japoń­skiej. 1 sierp­nia Niemcy ogło­siły powszechną mobi­li­za­cję, ale cesarz nie­miecki i kanc­lerz wciąż byli pewni, że Wielka Bry­ta­nia pozo­sta­nie neu­tralna.

*

Przez wiele lat manewry na wodach wokół Wysp Bry­tyj­skich były sta­łym ele­men­tem corocz­nej rutyny Royal Navy. Jed­nak latem 1914 roku te manewry zostały odwo­łane i zastą­pione testem mobi­li­za­cji bry­tyj­skiej floty rezer­wo­wej. Decy­zja ta nie maiła nic wspól­nego z roz­wo­jem euro­pej­skiego kry­zysu i była wyni­kiem paź­dzier­ni­ko­wej roz­mowy pomię­dzy Win­sto­nem Chur­chil­lem, Pierw­szym Lor­dem Admi­ra­li­cji i księ­ciem Ludwi­kiem z Bat­ten­bergu, Pierw­szym Lor­dem Mor­skim, w któ­rej obaj męż­czyźni dys­ku­to­wali nad koniecz­no­ścią wpro­wa­dze­nia oszczęd­no­ści. Chur­chill był pod stałą pre­sją Davida Lloyda Geo­rge’a, kanc­le­rza skarbu pań­stwa i innych kole­gów z gabi­netu libe­ra­łów, by obci­nać ogromne sumy prze­zna­czane na budowę dred­no­tów. Suma prze­zna­czona dla mary­narki wojen­nej w 1914, ponad 50 milio­nów fun­tów, byłaby naj­więk­szym tego typu wydat­kiem w bry­tyj­skiej histo­rii. Jed­nym z dzia­łań oszczęd­no­ściowych – jedy­nie gestem, według powszech­nej opi­nii – było zastą­pie­nie corocz­nych manew­rów floty testem mobi­li­za­cji III Floty, rezer­wo­wej. Rezy­gna­cja z manew­rów zaosz­czę­dzi­łaby tylko psie pie­nią­dze – 100 tysięcy fun­tów za zużyty węgiel i ropę – ale admi­ra­li­cja chciała wyko­nać choćby gest w stronę skarbu pań­stwa.

W marcu 1914 roku, kiedy Chur­chill przed­sta­wiał Izbie Gmin roczny plan wydat­ków mary­narki wojen­nej (wyma­gany roczny budżet admi­ra­li­cji), ogło­sił jego zmianę. Plan pole­gał na powo­ła­niu do służby 20 000 rezer­wi­stów i obsa­dze­nia 2 eskadr naj­star­szych we flo­cie okrę­tów linio­wych typu sprzed dred­no­tów, nale­żą­cych do III Floty i umiesz­cze­nie każ­dego okrętu jako wspar­cia wojen­nego Royal Navy. Kiedy to zro­biono, król Jerzy V mógł doko­nać w Spi­thead prze­glądu całej bry­tyj­skiej floty, po czym okręty prze­pro­wa­dziły krót­kie ćwi­cze­nia na morzu, a następ­nie roz­środ­ko­wały się.

Zaan­ga­żo­wane w nie floty i okręty róż­niły się bar­dzo siłą i goto­wo­ścią. I Flota, rdzeń bry­tyj­skich sił mor­skich, została zbu­do­wana wokół 3 eskadr linio­wych nowo­cze­snych dred­no­tów, obsa­dzo­nych przez stałe załogi mary­narki wojen­nej, zawsze gotowe do akcji. II Flota, 2 eska­dry względ­nie nowych okrę­tów linio­wych z ery sprzed dred­no­tów z mniej­szymi jed­nost­kami pomoc­ni­czymi, musiała zebrać tylko swój per­so­nel z róż­nych szkół i ośrod­ków szko­le­nio­wych na lądzie. Stare okręty III Floty, któ­rych moż­li­wo­ści i sto­pień goto­wo­ści do mobi­li­za­cji były testo­wane, były zazwy­czaj cumo­wane w spo­koj­nych por­tach i obsa­dzone zało­gami szkie­le­to­wymi. Aby uczy­nić je zdol­nymi do żeglugi i zmie­nić w maszyny do walki trzeba było powo­łać i zaokrę­to­wać tysiące rezer­wi­stów mary­narki wojen­nej.

Zbie­giem oko­licz­no­ści było, że próbna mobi­li­za­cja, wyni­ka­jąca z oszczęd­no­ści budże­to­wych, została prze­pro­wa­dzona w cza­sie kry­zysu na Bał­ka­nach. 10 lipca, kiedy austriac­kie mini­ster­stwo spraw zagra­nicz­nych przy­go­to­wy­wało ulti­ma­tum dla Ser­bii, tysiące bry­tyj­skich rezer­wi­stów mary­narki wojen­nej zaczęło przy­by­wać do punk­tów mobi­li­za­cyj­nych, gdzie otrzy­my­wali mun­dury i skąd mary­na­rze uda­wali się na przy­dzie­lone okręty. 16 lipca II i III Flota wyszły ze swo­ich macie­rzy­stych por­tów, by dołą­czyć do I Floty w celu prze­pro­wa­dze­nia przez króla prze­glądu w Spi­thead, mię­dzy Por­ts­mouth a wyspą Wight. Król Jerzy przy­był 17 lipca i Pierw­szy Lord, try­ska­jąc dumą, przed­sta­wiał władcy flotę, o któ­rej Chur­chill powie­dział, że jest „bez porów­na­nia naj­więk­szym zgru­po­wa­niem sił mor­skich, jakiego świad­kiem był kto­kol­wiek w histo­rii świata”.

W ponie­dział­kowy pora­nek, 20 lipca, armada wyszła w morze na ćwi­cze­nia. Każdy okręt ude­ko­ro­wany był fla­gami, na pokła­dach grały orkie­stry, a mary­na­rze i żoł­nie­rze pie­choty mor­skiej stali w rzę­dach wzdłuż relin­gów. Flo­cie zajęło 6 godzin przej­ście obok kró­lew­skiego jachtu, nawet idąc z pręd­ko­ścią 15 węzłów. Następne 3 dni spę­dzono na ćwi­cze­niach tak­tycz­nych w kanale La Man­che. 23 lipca 3 floty roz­dzie­liły się. Okręty III Floty zaczęły wra­cać do por­tów macie­rzy­stych, by zwol­nić załogi i znowu przejść w stan spo­czynku. I i II Flota prze­szły do Por­t­land, gdzie miały pozo­stać aż do ponie­działku rano, 27 lipca. W połu­dnie tego dnia jed­nak port miał być pusty, a poszcze­gólne eska­dry liniowe roz­środ­ko­wane, nie­które by roz­po­cząć ćwi­cze­nia arty­le­ryj­skie, inne by zwol­nić załogi na letni wypo­czy­nek. II Flota miała powró­cić do macie­rzy­stych por­tów i ode­słać człon­ków swo­ich załóg do szkół arty­le­rii, tor­pe­dy­stów i innych ośrod­ków szko­le­nio­wych na lądzie. W pią­tek nie­które z okrę­tów miały zna­leźć się w dokach w celu doko­na­nia kapi­tal­nych remon­tów, inne zostać przy­cu­mo­wane do nabrzeża dla prze­pro­wa­dze­nia drob­nych napraw.

Wyda­wało się, że nie ma powo­dów, by nie pozwo­lić powró­cić flo­cie do sta­tusu poko­jo­wego. Pomimo tra­ge­dii w Sara­je­wie, Europa zda­wała się być spo­kojna. Nie­miecki cesarz wyru­szył w swoją coroczną let­nią podróż do fior­dów Nor­we­gii. Pre­zy­dent Fran­cji udał się 13 lipca z wizytą do St. Peters­burga, sto­licy naj­więk­szego sojusz­nika Fran­cji, Rosji. W związku z tym 23 lipca, na zakoń­cze­nie wszyst­kich ćwi­czeń mary­narki wojen­nej admi­rał sir Geo­rge Cal­la­ghan, głów­no­do­wo­dzący I Flotą, poin­for­mo­wał Admi­ra­li­cję, że jest gotów wysłać flotę na waka­cje. Admi­ra­li­cja odpo­wie­działa: „Eska­dry I Floty mogą być zwol­nione w ponie­dzia­łek, 27 lipca, zgod­nie z zatwier­dzo­nym przez pana pro­gra­mem”.

Jed­nak w czwar­tek, 23 lipca 1914, Austria wrę­czyła swoje ulti­ma­tum Ser­bii. Wcze­śnie w pią­tek, 24 lipca, bry­tyj­ski sekre­tarz spraw zagra­nicz­nych, sir Edward Grey, otrzy­mał w mini­ster­stwie spraw zagra­nicz­nych tekst, który okre­ślił jako „naj­strasz­niej­szy doku­ment skie­ro­wany kie­dy­kol­wiek przez jedno pań­stwo do dru­giego”. Obok żądań, które prak­tycz­nie pozba­wiały Ser­bię suwe­ren­no­ści naro­do­wej, zawie­rał on 24-godzinny ter­min na zaak­cep­to­wa­nie go przez Ser­bię. Tego popo­łu­dnia, kiedy Grey poin­for­mo­wał o tym bry­tyj­ski gabi­net, jego człon­ko­wie wysłu­chali go sumien­nie, ale dla więk­szo­ści kry­zys wyda­wał się czymś odle­głym. „Na szczę­ście – napi­sał pre­mier H.H. Asqu­ith wie­czo­rem w liście do króla – wydaje się, że nie ma powo­dów, dla któ­rych nie powin­ni­śmy być nikim wię­cej jak widzami”. Chur­chill zde­cy­do­wał się pozwo­lić Royal Navy na kon­ty­nu­owa­nie prze­cho­dze­nia ze stanu goto­wo­ści wojen­nej do sta­tusu poko­jo­wego.

Pomimo tego, admi­rał Cal­la­ghan mar­twił się. Jeśli w sobotę, 25 lipca, nie zostaną pod­jęte żadne kroki w celu powstrzy­ma­nia pro­cesu demo­bi­li­za­cji, przy­po­mni admi­ra­li­cji, że jeśli nie uczyni się niczego, jego flota roz­pro­szy się na waka­cje w ponie­dzia­łek. Jed­nak tego sobot­niego rana kry­zys oka­zał się słab­nąć, a może nawet minąć, na pod­sta­wie infor­ma­cji, która dotarła do Lon­dynu, że Ser­bia zaak­cep­to­wała więk­szość austriac­kich warun­ków. Asqu­ith i człon­ko­wie jego gabi­netu szybko opu­ścili sto­licę, uda­jąc się na sobot­nio-nie­dzielny wypo­czy­nek. Chur­chill wynaj­mo­wał mały waka­cyjny dom, Pear Tree Cot­tage5, w Cro­mer na wybrzeżu Nor­folk, dla żony i dzieci, które już tam były. Pozo­sta­wia­jąc Pierw­szego Lorda Mor­skiego, by pil­no­wał spraw admi­ra­li­cji, Chur­chill dołą­czył do rodziny pocią­giem o 9.00. Książę Ludwik nie zatwier­dził powszech­nego exo­dusu, narze­ka­jąc, że „mini­stro­wie ze swo­imi week­en­do­wymi waka­cjami są nie­po­prawni”. Następ­nego ranka, w nie­dzielę 26 lipca, Chur­chill powie­dział: „Byłem na plaży i bawi­łem się z dziećmi. Budo­wa­li­śmy tamy na małych stru­mie­niach idą­cych do morza pod­czas odpływu. To był piękny dzień. Morze Pół­nocne świe­ciło i skrzyło się na hory­zon­cie”. Dwu­krot­nie tego ranka, o godzi­nie 9.00 i ponow­nie w połu­dnie, Chur­chill opusz­czał plażę, by przejść się do sąsiada, który miał tele­fon. Dzwo­nił do księ­cia Ludwika i z pierw­szej roz­mowy dowie­dział się, że powstał rumor, iż Austria może nie zaak­cep­to­wać serb­skiego pod­da­nia się; w połu­dnie Pierw­szy Lord Mor­ski powie­dział mu, że Wie­deń oświad­czył, że serb­ska odpo­wiedź jest nie­sa­tys­fak­cjo­nu­jąca, zerwał sto­sunki dyplo­ma­tyczne i ogło­sił mobi­li­za­cję armii austriac­kiej. O cesa­rzu Wil­hel­mie wie­dziano, że wraca do Ber­lina i mel­do­wano o kon­cen­tra­cji Floty Peł­no­mor­skiej u wybrzeży Nor­we­gii. W tym kon­tek­ście roz­pro­sze­nie i demo­bi­li­za­cja eskadr bry­tyj­skiej mary­narki wojen­nej były bar­dzo ryzy­kow­nymi decy­zjami. W ciągu kilku godzin rezer­wi­ści musieli się roz­pro­szyć, a ich ponowna mobi­li­za­cja zaj­mie czas. Jed­nak wstrzy­ma­nie ich zwol­nie­nia byłoby poli­tyczną pro­wo­ka­cją. Chur­chill zapowie­dział swój natych­mia­stowy powrót do Lon­dynu. W tym cza­sie powie­dział księ­ciu Ludwi­kowi, że jako jedyny na sta­no­wi­sku „powi­nien robić wszystko co należy”. Chur­chill poja­wił się w admi­ra­li­cji tego wie­czoru. Książę Ludwik, z wła­snej ini­cja­tywy, zawia­do­mił Cal­la­ghana: „Żaden okręt I Floty i flo­tylli nie ma prawa opu­ścić Por­t­land do czasu otrzy­ma­nia póź­niej­szych roz­ka­zów”. Okręty II Floty pozo­sta­wały w macie­rzy­stych por­tach z powodu człon­ków ich załóg, któ­rzy byli w szko­łach. Chur­chill natych­miast zatwier­dził wszystko co zro­bił Pierw­szy Lord Mor­ski.

Roz­kazy dla admi­rała Cal­la­ghana nade­szły o godzi­nie 11.00. Trzon jego floty, eska­dry dred­no­tów, miał być roz­środ­ko­wany następ­nego dnia rano. Dred­not Bel­le­ro­phon z 4 Eska­dry Linio­wej już został wydzie­lony i był w dro­dze do Gibral­taru, gdzie miał być pod­dany remon­towi w suchym doku. Sześć krą­żow­ni­ków Cal­la­ghana, więk­szość nisz­czy­cieli i wszyst­kie tra­łowce znaj­do­wały się w por­tach macie­rzy­stych z poło­wami załóg na urlo­pach. Wciąż był w sta­nie powstrzy­mać roz­sypkę zanim sprawy poszły dalej i zaczął natych­miast orga­ni­zo­wać ponow­nie swoją flotę. Z Lon­dynu koman­dor Wil­helm Wien­mann, nie­miecki attaché mor­ski, który bacz­nie obser­wo­wał te dzia­ła­nia, wysłał tele­gra­ficz­nie raport do Ber­lina:

„Bry­tyj­ska flota przy­go­to­wuje się na wszyst­kie ewen­tu­al­no­ści. I Flota łączy się w Por­t­land. Okręty II Floty są w pełni obsa­dzone. Szkoły na lądzie nie zostały ponow­nie otwarte. Okręty II i III Floty zała­do­wały węgiel, uzu­peł­niły amu­ni­cję i zaopa­trze­nie. W kon­se­kwen­cji wła­śnie co zakoń­czo­nych ćwi­czeń rezer­wi­stów ich okręty mogą być obsa­dzone szyb­ciej niż nor­mal­nie. Flo­tylle nisz­czy­cieli i patro­low­ców oraz okręty pod­wodne są w dro­dze na swoje pozy­cje, albo wra­cają z nich. Nie wydano żad­nych prze­pu­stek, a ofi­ce­ro­wie i mary­na­rze, któ­rzy mieli wolne, zostali wezwani. W bazach mor­skich i stocz­niach widać aktyw­ność. Wpro­wa­dzono spe­cjalne środki bez­pie­czeń­stwa: wszyst­kie stocz­nie, maga­zyny, zbior­niki paliw itp. zna­la­zły się pod strażą. Remonty okrę­tów w stocz­niach zostały przy­spie­szone. Prze­pro­wa­dza się wiele prac w nocy. Zapew­niono cał­ko­witą ciszę w infor­ma­cjach wycho­dzą­cych na zewnątrz, aby nie powo­do­wać nie­po­koju alar­mu­ją­cymi rapor­tami o flo­cie. Ruchy okrę­tów, które były nor­mal­nie codzien­nie publi­ko­wane przez Admi­ra­li­cję, od wczo­raj zostały utaj­nione”6.

Chur­chill i mary­narka wojenna przy­go­to­wy­wali się do wojny, ale więk­szość człon­ków bry­tyj­skiego gabi­netu wciąż nie odczu­wała potrzeby pośpie­chu. Wto­rek 28 lipca przy­niósł nie­bez­pieczne zaostrze­nie kon­fliktu. Austria kate­go­rycz­nie odrzu­ciła serb­ską notę, odma­wia­jąc pro­wa­dze­nia nego­cja­cji, i wypo­wie­działa wojnę. W St. Peters­burgu rosyj­ski sztab gene­ralny pona­glał cara, by ogło­sił mobi­li­za­cję całej rosyj­skiej armii, ale Miko­łaj II zgo­dził się zmo­bi­li­zo­wać tylko woj­skowe dys­trykty na gra­nicy z Austro-Węgrami. Chur­chill zde­cy­do­wał się nie cze­kać. I Flota musi zostać prze­nie­siona w bez­pieczne miej­sce. Admi­ra­li­cja miała tylko mgli­ste poję­cie o roz­miesz­cze­niu Floty Peł­no­mor­skiej i oba­wiała się zaska­ku­ją­cego ataku tor­pe­do­wego nie­miec­kich nisz­czy­cieli na nara­żone na to wiel­kie zgru­po­wa­nie okrę­tów w Por­t­land. Naj­waż­niej­szym celem Chur­chilla było upew­nie­nie się, że I Flota (która wkrótce miała zostać nazwana Wielką Flotą) wyj­dzie w morze i będzie na swo­ich pozy­cjach zanim Niemcy będą wie­dzieli, czy Wielka Bry­ta­nia stała się ich wro­giem „i od tej pory, jeśli to moż­liwe, powin­ni­śmy o tym zade­cy­do­wać. O godzi­nie 10.00 we wto­rek rano zapro­po­no­wa­łem ten krok Pierw­szemu Lor­dowi Mor­skiemu i sze­fowi sztabu. Zauwa­ży­łem, że są całym ser­cem za tym. Zde­cy­do­wa­li­śmy, że flota musi opu­ścić Por­t­land o tej godzi­nie z rana 29 lipca, aby przejść przez cie­śninę Dover w ciem­no­ściach, z pełną pręd­ko­ścią i z wyłą­czo­nymi świa­tłami i skie­ro­wać się do Scapa Flow”. O godzi­nie 17.00 tego wie­czoru roz­kazy popły­nęły z masz­tów radio­wych na szczy­cie budynku admi­ra­li­cji do masztu sygna­li­za­cyj­nego Iron Duke: „Jutro, w środę [29 lipca] I Flota ma opu­ścić Por­t­land, kie­ru­jąc się do Scapa Flow. Port doce­lowy ma być utrzy­many w tajem­nicy z wyjąt­kiem ofi­ce­rów fla­go­wych i dowód­ców okrę­tów”. Cal­la­ghan miał wysłać flotę na pół­noc pod roz­ka­zami swego zastępcy, wice­ad­mi­rała sir Geo­rge’a War­ren­dera, tak by mógł udać się oso­bi­ście do Lon­dynu na kon­sul­ta­cje w admi­ra­li­cji. Kiedy sir Geo­rge Cal­la­ghan wsiadł do pociągu do Lon­dynu, jego dred­noty wycho­dziły z Por­t­land, by nie powró­cić tam przez 4 lata. Nikt lepiej nie opi­sał tych wyda­rzeń, jak sam Chur­chill:

„Możemy teraz widzieć tę wielką flotę, z jej flo­tyl­lami krą­żow­ni­ków, wycho­dzącą powoli z Por­t­land, eska­dra za eska­drą, dzie­siątki gigan­tycz­nych sta­lo­wych for­tec toru­ją­cych sobie drogę przez pokryte mgiełką, lśniące morze, jak pochy­la­jący się giganci nio­sący grozę. Możemy zoba­czyć je ponow­nie kiedy opadną ciem­no­ści, długi na 18 mil sznur okrę­tów idą­cych całą naprzód, w abso­lut­nych ciem­no­ściach, przez wąskie cie­śniny, cią­gną­cych ze sobą na otwarte wody pół­nocy siły ochrony. Stra­te­giczna kon­cen­tra­cja floty została zakoń­czona z chwilą prze­nie­sie­nia jej na wody Szko­cji. Jeste­śmy teraz w pozy­cji, że cokol­wiek się zda­rzy, będziemy kon­tro­lo­wali prze­bieg wyda­rzeń i nie będzie łatwo ode­brać nam tej prze­wagi. Zaska­ku­jący atak tor­pe­dowy przed lub rów­no­cze­śnie z wypo­wie­dze­niem wojny był naj­gor­szą zmorą, która ode­szła na zawsze. Kiedy wybuch­nie wojna, nikt nie będzie wie­dział, gdzie szu­kać bry­tyj­skiej floty; gdzieś na roz­le­głych wodach na pół­noc od naszych wysp, idąca teraz w tę stronę, okryta cału­nem sztor­mów i mgieł, zatrzyma się ta potężna orga­ni­za­cja. Jed­nak z budynku admi­ra­li­cji będziemy mogli roz­ma­wiać z nią w każ­dym momen­cie, kiedy powsta­nie taka potrzeba. Kró­lew­skie okręty są w morzu”.

Wysła­nie bry­tyj­skiej floty na jej pozy­cje bojowe byłoby wysła­niem dra­ma­tycz­nego sygnału dyplo­ma­tycz­nego. Z tego powodu Chur­chill zde­cy­do­wał się utrzy­mać ruchy floty w tajem­nicy nie tylko przed Niem­cami, ale i bry­tyj­skim gabi­ne­tem. Wie­dząc, że wielu człon­ków rządu czuje odrazę do idei zaan­ga­żo­wa­nia się Wiel­kiej Bry­ta­nii w coś, co okre­ślają jako wojna kon­ty­nen­talna, wyja­śnił póź­niej: „Bałem się przed­sta­wić sprawę gabi­ne­towi, ponie­waż omył­kowo mogła być potrak­to­wana jako dzia­ła­nie pro­wo­ka­cyjne nisz­czące szansę na zacho­wa­nie pokoju”. Jego dal­sza argu­men­ta­cja była pełna obłudy: „Byłoby rze­czą nie­zwy­kłą przed­sta­wia­nie gabi­ne­towi ruchów bry­tyj­skiej floty na jej wodach tery­to­rial­nych, z jed­nego bry­tyj­skiego portu do dru­giego. Dla­tego poin­for­mo­wa­łem o tym tylko pre­miera, który natych­miast to zatwier­dził”. W innej notatce z tego spo­tka­nia Chur­chill napi­sał: „[Asqu­ith] spoj­rzał na mnie wytrzesz­cza­jąc oczy ze zdu­mie­nia i wydał z sie­bie chrząk­nię­cie. Nie potrze­bo­wa­łem niczego wię­cej”.

Do czwartku wszyst­kie dzia­ła­nia zostały prze­pro­wa­dzone i Chur­chill, zado­wo­lony z sie­bie, mógł się podzie­lić swoją rado­ścią. „Spoj­rze­li­śmy na sie­bie z pełną satys­fak­cją, kiedy w czwar­tek rano, 30 lipca, zamel­do­wał się okręt fla­gowy, a cała flota była gdzieś daleko na środku Morza Pół­noc­nego”. Póź­niej tego dnia Chur­chill dowie­dział się, że Jacky Fisher wstą­pił do admi­ra­li­cji. Natych­miast zapro­sił sta­rego admi­rała do swego biura. „Powie­dzia­łem mu co zro­bi­li­śmy i cudow­nie było widzieć jego zado­wo­le­nie” – wspo­mi­nał Chur­chill. Amba­sa­dor Nie­miec, kiedy dowie­dział się o wyj­ściu floty, nie tra­cił czasu, by zapro­te­sto­wać w mini­ster­stwie spraw zagra­nicz­nych. Gray ze spo­ko­jem poin­for­mo­wał go, że „ruchy floty nie mają cha­rak­teru ofen­syw­nego i flota nie doj­dzie do wód nie­miec­kich”.

Nawet teraz, nikt, włą­cza­jąc człon­ków bry­tyj­skiego gabi­netu i opi­nię publiczną, nie wie­rzył, że Wielka Bry­ta­nia może być uwi­kłana w wojnę. Czyn­ni­kiem, który naj­bar­dziej wpro­wa­dzał w błąd kon­ty­nent był nie­wzru­szony angiel­ski spo­kój. Bern­hard von Bülow zauwa­żył to pogodne odcię­cie od świata kilka lat wcze­śniej, kiedy towa­rzy­szył kaj­ze­rowi w jego wizy­cie do Anglii:

„Wielu angiel­skich poli­ty­ków wie nie­wiele wię­cej o sytu­acji na kon­ty­nen­cie niż my wiemy o warun­kach w Peru czy Syja­mie. Są rów­nież raczej naiwni w swoim otwar­tym ego­izmie. Mają trud­no­ści w uwie­rze­niu w rze­czy­wi­ście złe inten­cje innych; są bar­dzo spo­kojni, fleg­ma­tyczni i bar­dzo opty­mi­stycz­nie nasta­wieni. Pań­stwo dostar­cza zamoż­no­ści, kom­fortu, zado­wo­le­nia oraz wiary we wła­sne siły i w przy­szłość. Ludzie po pro­stu nie mogą uwie­rzyć, że sprawy mogłyby kie­dyś przy­brać naprawdę zły obrót, tak w kraju, jak i zagra­nicą. Z wyjąt­kiem kilku czo­ło­wych przed­sta­wi­cieli, pra­cują mało i spę­dzają czas na niczym”.

Anglia roz­ko­szo­wała się naj­pięk­niej­szą sierp­niową pogodą od wielu lat. Roz­po­czął się sezon urlo­powy. Nawet kiedy Rosja, Austria, Fran­cja i Niemcy pro­wa­dziły mobi­li­za­cje, angiel­scy urlo­po­wi­cze tłum­nie spie­szyli na sta­cje kole­jowe i na plaże. Nie było zasko­cze­niem, że zagra­niczni obser­wa­to­rzy – Niemcy z nadzieją, a Fran­cuzi z nie­po­ko­jem – docho­dzili do wnio­sku, że Wielka Bry­ta­nia jest zde­ter­mi­no­wana pozo­stać na ubo­czu wojny o spa­da­jącą w prze­paść Europę.

*

Win­ston Chur­chill był prze­ko­nany, że wysy­ła­jąc Wielką Flotę na „nie­zwy­kle roz­le­głe wody na pół­noc od naszych wysp”, uchro­nił ją przed nie­spo­dzie­wa­nym ata­kiem; nie mar­twił się niczym wię­cej tylko jej siłą w porów­na­niu z Flotą Peł­no­mor­ską. Na papie­rze sto­su­nek dred­no­tów – 24 do 17 – wyglą­dał bez­piecz­nie, ale dla Pierw­szego Lorda nie było to wystar­cza­jące. „Nie było tu wiel­kiego mar­gi­nesu bez­pie­czeń­stwa – pisał póź­niej – ani na nie­po­myślne zbiegi oko­licz­no­ści, ani na defekty tech­niczne, które przy tak olbrzy­miej flo­cie są nie­unik­nione”. Na szczę­ście mar­gi­nes ten można było powięk­szyć jed­nym decy­du­ją­cym ruchem. Przez lata bry­tyj­skie stocz­nie budo­wały okręty dla obcych mary­na­rek wojen­nych; cza­sem, w zależ­no­ści od cha­rak­te­ry­styki tech­nicznej wyma­ga­nej przez okre­ślone admi­ra­li­cje, okręty te były sil­niej­sze niż jed­nostki budo­wane przez te same stocz­nie dla Wiel­kiej Bry­ta­nii. Dla przy­kładu, w 1913 roku Vic­kers zbu­do­wał dla Japo­nii Kongo, wów­czas naj­wspa­nial­szy krą­żow­nik liniowy na świe­cie. Uzbro­jony w 10 14-calo­wych dział, sil­nie opan­ce­rzony i mogący roz­wi­jać pręd­kość 27 węzłów, był nie­mal pod każ­dym wzglę­dem lep­szy od naj­now­szego bry­tyj­skiego krą­żow­nika linio­wego Tiger, który w czerwcu 1914 wciąż jesz­cze nie został prze­ka­zany Royal Navy. Kiedy Kongo kie­ro­wał się do domu, zosta­wił za sobą w budo­wie w stocz­niach bry­tyj­skich, 4 zagra­niczne super­dred­noty, wszyst­kie równe naj­lep­szym bry­tyj­skim. Dwa z nich prze­zna­czone były dla Tur­cji, a 2 dla Chile. Teraz, latem 1914 roku, kiedy nasi­lał się kry­zys euro­pej­ski, turec­kie okręty – Resha­dieh, wzo­ro­wany na okrę­tach typu Iron Duke i Sul­tan Osman I, uzbro­jony w 14 12-calo­wych dział, były na ukoń­cze­niu i przy­go­to­wy­wały się do wyj­ścia do cie­śniny Bos­for. W tym momen­cie Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji upie­rał się, że powinno się zabro­nić Tur­kom fizycz­nego prze­ję­cia ich okrę­tów.

Pierw­szy z turec­kich okrę­tów, 23 000-tonowy dred­not Resha­dieh był podobny do King Geo­rge V, nio­sąc 10 13,5-calo­wych dział. Drugi, więk­szy okręt liniowy, zyskał nie­zwy­kłe miej­sce w histo­rii budow­nic­twa okrę­to­wego, ponie­waż w ciągu jed­nego roku był wła­sno­ścią 3 róż­nych rzą­dów. Przez dekadę 3 główne siły w Ame­ryce Połu­dnio­wej, Argen­tyna, Bra­zy­lia i Chile, pro­wa­dziły swój wła­sny wyścig w budo­wie dred­no­tów, kosz­tu­jący każde z państw jedną czwartą dochodu naro­do­wego. Roz­po­częła Bra­zy­lia, zama­wia­jąc w bry­tyj­skich stocz­niach parę 21 000-tono­wych dred­no­tów, z któ­rych każdy był uzbro­jony w 12 12-calo­wych dział. Argen­tyna odpo­wie­działa zamó­wie­niem dwóch 28 000-tono­wych okrę­tów linio­wych, każdy z 12 12-calo­wymi dzia­łami – pierw­szy w New York Ship Buil­ding Com­pany, a drugi w For River Shi­py­ard w Quincy w sta­nie Mas­sa­chu­setts. Bra­zy­lia, zaalar­mo­wana wiel­kimi roz­mia­rami nowych argen­tyń­skich okrę­tów, powró­ciła do Wiel­kiej Bry­ta­nii w 1911 roku, zama­wia­jąc trzeci nowy okręt liniowy. Ten okręt miał być feno­me­nem: naj­dłuż­szy dred­not na świe­cie, z nie­po­rów­ny­wal­nym uzbro­je­niem w 14 12-calo­wych dział umiesz­czo­nych w 7 wie­żach arty­le­ryj­skich. Stępkę poło­żono w stoczni Arm­strong Elswick w New­ca­stle nad rzeką Tyne we wrze­śniu 1911 roku, a okręt zwo­do­wano w stycz­niu 1913 roku jako Rio de Jane­iro. Jed­nak w paź­dzier­niku tania miedź z Male­zji obni­żyła war­tość bra­zy­lij­skiego eks­portu mie­dzi, rząd Bra­zy­lii, nie mogąc zapła­cić za nowy okręt, wysta­wił nie­ukoń­czo­nego dred­nota na sprze­daż. Tur­cja prze­jęła kon­trakt i Rio de Jane­iro stał się Sul­ta­nem Osma­nem I. W tym cza­sie Chile zamó­wiło 2 nowe 28 000-tonowe dred­noty budowy bry­tyj­skiej, każdy zapro­jek­to­wany do nie­sie­nia 10 14-calo­wych dział, ale w lipcu 1914 roku oba były jesz­cze o rok od ukoń­cze­nia budowy.

Admi­ra­li­cja sku­piła swoje zain­te­re­so­wa­nie na 2 turec­kich okrę­tach linio­wych. Choć klau­zula w kontr­ak­cie na budowę zabra­niała bry­tyj­skiemu rzą­dowi odku­pie­nia okrę­tów w przy­padku zagro­że­nia bez­pie­czeń­stwa naro­do­wego, to Turcy nie­ocze­ki­wa­nie „dobro­wol­nie” zgo­dzili się je odsprze­dać. Te 2 okręty kosz­to­wa­łyby zubo­żały kraj 6 milio­nów fun­tów. Część pie­nię­dzy można było poży­czyć od ban­kie­rów w Paryżu, część pocho­dziła z podat­ków – od owiec i wełny, tyto­niu i chleba. W stycz­niu 1914 roku wszyst­kie gru­dniowe wyna­gro­dze­nia pra­cow­ni­ków sek­tora publicz­nego, żadne jesz­cze nie­wy­pła­cone, zostały skie­ro­wane na zapłatę za okręty. Wciąż jed­nak potrzeba było wię­cej pie­nię­dzy. Każde turec­kie mia­sto i wio­ska przy­łą­czyły się do zbiórki; kobiety sprze­da­wały swoje włosy, by zebrać pie­nią­dze. Skar­bonki umiesz­czono na mostach i na pro­mach kur­su­ją­cych przez Bos­for. Budowa 2 dred­no­tów stała się sprawą jed­no­czącą naród.

W tym cza­sie w stoczni Elswick bry­tyj­scy robot­nicy prze­bu­do­wy­wali okręt, by speł­nić wyma­ga­nia jego nowych wła­ści­cieli. Tablice z instruk­cjami i ozna­ko­wa­niami w języku por­tu­gal­skim były odkrę­cane i zastę­po­wane nowymi. Kabina admi­ral­ska i jadal­nia były wykoń­czone sezo­no­wa­nymi maho­nio­wymi pane­lami, oto­mań­skimi dywa­nami, jedwab­nymi aba­żu­rami, a łaź­nię wyło­żono różo­wymi kafel­kami. Pod pokła­dami zało­dze dano wię­cej miej­sca, usu­wa­jąc część gro­dzi wodosz­czel­nych. Zmie­niono wypo­sa­że­nie ubi­ka­cji, przyj­mo­wane przez Euro­pej­czy­ków i Bra­zy­lij­czy­ków, usu­wa­jąc sedesy i zastę­pu­jąc je rzę­dami stoż­ko­wych otwo­rów w pokła­dach, dosto­so­wa­nych do turec­kiej prak­tyki kuca­nia.

Oto­mań­ska Mary­narka Wojenna cze­kała z nie­cier­pli­wo­ścią. Z Rosją budu­jącą nową flotę na Morze Czarne i Gre­cją budu­jącą dred­nota w Niem­czech oraz nego­cju­jącą zakup w Sta­nach Zjed­no­czo­nych 2 okrę­tów sprzed czasu dred­no­tów, Tur­cja pil­nie potrze­bo­wała nowo­cze­snej mary­narki wojen­nej. Jej okręty były prze­sta­rzałe; na jed­nym ze sta­rych okrę­tów linio­wych zamon­to­wano drew­niane atrapy dział, o któ­rych jego ofi­ce­ro­wie sądzili, że obser­wa­to­rowi z brzegu będą wyda­wać się praw­dzi­wymi. W lipcu 1914 roku Turcy nie­cier­pli­wili się, chcąc przy­pro­wa­dzić swoje nowe okręty do kraju i przed­sta­wić je naro­dowi pod­czas parady na wodach zatoki Złoty Róg. Rasha­dieh był gotowy na początku lipca, ale bry­tyj­ska admi­ra­li­cja dora­dzała, by pozo­stał w Anglii dopóki oba okręty nie będą mogły razem udać się do Tur­cji. W tym cza­sie alu­zje z Whi­te­hall7 wobec Arm­stronga i Vic­kersa suge­ro­wały, że nie ma pośpie­chu w prze­ka­za­niu tych 2 okrę­tów. Pre­sja na Admi­ra­li­cję wzro­sła, kiedy 27 lipca odra­pany turecki sta­tek pasa­żer­ski, prze­wo­żą­cych 500 turec­kich mary­na­rzy sta­no­wią­cych załogę okrętu Sul­tan Osman I, wszedł na Tyne i zako­twi­czył na wąskiej rzece naprze­ciwko nowego okrętu linio­wego. Ofi­cjalną datę prze­ka­za­nia okrętu wyzna­czono na 2 sierp­nia. Rano 1 sierp­nia na pokład dostar­czono 13 12-calo­wych dział i zamon­to­wano je w wie­żach. Ostat­nie, 14 działo spo­dzie­wane było póź­niej tego dnia. Jed­nak wciąż nie dostar­czono żad­nej amu­ni­cji. W pią­tek, 31 lipca, w obli­czu nad­cho­dzą­cej wojny w Euro­pie, Chur­chill pod­jął decy­zję. „W obec­nych warun­kach – Pierw­szy Lord infor­mo­wał budow­ni­czych – rząd nie może pozwo­lić, by okręty zostały prze­ka­zane obcej sile”. Następ­nego dnia rano Arm­strong, oba­wia­jąc się, że turecki dowódca i jego mary­na­rze, cze­ka­jący po dru­giej stro­nie rzeki, mogą pró­bo­wać zająć nowy okręt liniowy i wywie­sić turecką ban­derę, umie­ścił uzbro­jo­nych straż­ni­ków przy bra­mach stoczni. 2 sierp­nia kom­pa­nia bry­tyj­skiej Sher­wood Fore­sters z zało­żo­nymi bagne­tami wma­sze­ro­wała na pokład. Oszo­ło­mieni Turcy nie mogli nic zro­bić.

Chur­chill ni­gdy nie prze­pro­sił. „Turec­kie okręty liniowe były ważne dla naszych żywot­nych inte­re­sów – powie­dział póź­niej. – Z mar­gi­ne­sem tylko 7 dred­no­tów nie mogli­by­śmy sobie pora­dzić bez tych 2 zna­ko­mi­tych okrę­tów”. Sta­rał się zała­tać straty, ofe­ru­jąc, że po zakoń­cze­niu wojny Tur­cja otrzyma albo oba „zare­kwi­ro­wane” dred­noty, cał­ko­wi­cie odre­mon­to­wane, albo ich pełną war­tość. Dodał, że w każ­dym przy­padku Wielka Bry­ta­nia zapłaci Tur­cji tysiąc fun­tów za każdy dzień, kiedy będzie je trzy­mała. Oferta była tak długo ważna, jak długo Tur­cja pozo­sta­nie neu­tralna.

Sul­tan Osman I, prze­mia­no­wany na Agin­co­urt, skie­ro­wał się do Scapa Flow 26 sierp­nia. Nie­któ­rzy ofi­ce­ro­wie oba­wiali się, że pierw­sza pełna salwa bur­towa prze­ła­mie okręt, ale kiedy po raz pierw­szy oddano salwę ze wszyst­kich 14 dział 12-calo­wych, popę­kały tylko naczy­nia i szklanki. Resha­dieh, prze­mia­no­wany na Erin, włą­czony został do bry­tyj­skiej floty nieco tylko póź­niej. Sto­su­nek dred­no­tów na Morzu Pół­noc­nym wzrósł teraz do 26 bry­tyj­skich prze­ciwko 17 nie­miec­kim. To jesz­cze nie­do­sta­tecz­nie uspo­ko­iło Pierw­szego Lorda Admi­ra­li­cji. We wrze­śniu 1914 roku Almi­rante Latorre, pierw­szy z nie­ukoń­czo­nych 28 000-tono­wych chi­lij­skich dred­no­tów, został „zare­kwi­ro­wany” przez Admi­ra­li­cję. Rok póź­niej dołą­czył do Wiel­kiej Floty jako HMS Canada. Drugi chi­lij­ski okręt liniowy został rów­nież „zare­kwi­ro­wany” i został ukoń­czony w 1918 roku jako lot­ni­sko­wiec Eagle.

*

W środę, 29 lipca, kiedy bry­tyj­ska flota kie­ro­wała się w stronę Scapa Flow, roz­po­czął się austriacki ostrzał Bel­gradu. Rosja natych­miast roz­po­częła mobi­li­za­cję swo­ich połu­dnio­wych sił. Niemcy zapo­wie­działy, że jeśli Rosja nie wstrzyma mobi­li­za­cji prze­ciwko Austrii, to Niemcy ogło­szą mobi­li­za­cję i wypo­wie­dzą wojnę. Rosja­nie kon­ty­nu­owali swoje dzia­ła­nia. W pią­tek, 31 lipca, Niemcy wysłały ulti­ma­tum do St. Peters­burga, żąda­jąc od Rosji prze­pro­wa­dze­nia demobi­li­za­cji w ciągu 12 godzin. W połu­dnie następ­nego dnia, w sobotę, 1 sierp­nia, wygasł ter­min ulti­ma­tum i Niemcy wypo­wie­działy wojnę Rosji.

Przez następne 3 dni Wielka Bry­ta­nia pozo­sta­wała neu­tralna. Czyn­ni­kiem, który osta­tecz­nie zjed­no­czył bry­tyj­skie myśle­nie była Bel­gia, przez tery­to­rium któ­rej nie­miecki Sztab Gene­ralny zamie­rzał wysłać 700 000 ludzi, by ude­rzyć w słabe lewe skrzy­dło armii fran­cu­skiej. Bry­tyj­ski trak­tat z Bel­gią gwa­ran­to­wał neu­tral­ność tego kraju. W sobotę, 1 sierp­nia, Wielka Bry­ta­nia zapy­tała Niemcy i Fran­cję, czy w przy­padku wybu­chu wojny tery­to­rium Bel­gii nie zosta­nie naru­szone. Fran­cja natych­miast udzie­liła peł­nej gwa­ran­cji, Niemcy odmó­wiły odpo­wie­dzi. Skut­kiem tego nie­miecki amba­sa­dor w Lon­dy­nie otrzy­mał for­malną notę, że jeśli nastąpi inwa­zja na Bel­gię, Wielka Bry­ta­nia może pod­jąć odpo­wied­nie kroki. Wcze­śniej tego popo­łu­dnia bry­tyj­ski amba­sa­dor w Ber­li­nie dono­sił, że nie­mieckie okręty pozo­stają w swo­ich por­tach. Na wieść o tym admi­ra­li­cja zde­cy­do­wała się zmo­bi­li­zo­wać Royal Navy. Wszyst­kie flo­tylle patro­lowe i obrony wybrzeża otrzy­mały roz­kaz pozo­sta­wa­nia w morzu w nocy, a ci sami rezer­wi­ści, któ­rzy zostali zwol­nieni po prób­nej mobi­li­za­cji, teraz otrzy­mali roz­kazy powrotu na swoje okręty. W nie­dzielę, 2 sierp­nia, Niemcy prze­ka­zały Bel­gii ulti­ma­tum, żąda­jąc od niej zezwo­le­nia nie­mieckiej armii na przej­ście bez oporu przez tery­to­rium bel­gij­skie. W ponie­dzia­łek, 3 sierp­nia, Niemcy wypo­wie­działy wojnę Fran­cji. Royal Navy prze­jęła 9 oce­anicz­nych liniow­ców chcąc prze­kształ­cić je w krą­żow­niki pomoc­ni­cze, mię­dzy innymi: Lusi­ta­nię, Aqu­ita­nię, Caro­nię i Mau­re­ta­nię. Wkrótce Lusi­ta­nia, Aqu­ita­nia i Mau­re­ta­nia zostały zwol­nione, ponie­waż koszt ich paliwa uznano za nie­pro­por­cjo­nal­nie wysoki do ich war­to­ści użyt­ko­wej. O godzi­nie 6.00 we wto­rek, 4 sierp­nia, nade­szła wia­do­mość, że nie­miecka armia zamie­rza prze­kro­czyć gra­nicę bel­gij­ską o godzi­nie 16.00 tego popo­łu­dnia. O godzi­nie 9.30 bry­tyj­skie mini­ster­stwo spraw zagra­nicz­nych zło­żyło pro­test w Ber­li­nie. W połu­dnie nade­szła nie­miecka odpo­wiedź zapew­nia­jąca, że żadna część tery­to­rium Bel­gii nie zosta­nie zaanek­to­wana, ale stwier­dza­jąca jed­no­cze­śnie, że Niemcy nie mogą pozo­sta­wić bel­gij­skiego tery­to­rium nie­oku­po­wa­nym, by nie zostało użyte przez Fran­cję jako aleja do zaata­ko­wa­nia Nie­miec. Nie pozo­stał zatem cień wąt­pli­wo­ści, o 17.50 Admi­ra­li­cja poin­for­mo­wała mary­narkę wojenną, że Ber­lin otrzy­mał for­malne ulti­ma­tum, które wyga­śnie o pół­nocy czasu ber­liń­skiego. Jeśli do tego czasu nie nadej­dzie akcep­to­walna odpo­wiedź, to wów­czas wybuch­nie wojna. „Z punktu widze­nia naszego ulti­ma­tum – stwier­dzała wia­do­mość – mogą oni otwo­rzyć ogień w każ­dej chwili. Musimy być na to przy­go­to­wani”.

*

O godzi­nie 23.00 czasu lon­dyń­skiego8 – o pół­nocy czasu ber­liń­skiego – we wto­rek, 4 sierp­nia, wyga­sło bry­tyj­skie ulti­ma­tum, pozo­sta­jąc bez odpo­wie­dzi. Tele­gram wojenny z admi­ra­li­cji dotarł na wszyst­kie okręty i do wszyst­kich sta­cji pod biała ban­derą9 na całym świe­cie. „Roz­po­cząć dzia­ła­nia wojenne prze­ciwko Niem­com”. Stary okręt liniowy Prince of Wales łado­wał węgiel w Por­t­land, kiedy roz­legł się dźwięk trąbki. „Windy węglowca nagle zatrzy­mały się – wspo­mi­nał jeden z ofi­ce­rów okrętu – a bos­man­mat prze­ka­zał wia­do­mość: «dzia­ła­nia wojenne prze­ciwko Niem­com roz­poczną się o pół­nocy»”. Gło­śne okrzyki, które po tym nastą­piły, zostały wkrótce zagłu­szone przez roz­le­ga­jący się ponow­nie łoskot wind i hałas spa­da­ją­cych z coraz więk­szą pręd­ko­ścią wor­ków z węglem.

2. „Goeben jest waszym celem”

2

„Goeben jest waszym celem”

Pod­czas gdy Wielka Bry­ta­nia decy­do­wała czy przy­stą­pić do wojny, Fran­cja, która nie miała wyboru, przy­go­to­wy­wała się na nie­miec­kie ude­rze­nie. Gene­rał Joseph Jof­fre, dowo­dzący armiami Fran­cji, pil­nie żądał obec­no­ści na fron­cie XIX Kor­pusu Armii, łącz­nie 80 000 ludzi. W wie­czór wybu­chu wojny, żoł­nie­rze ci byli w pół­noc­nej Afryce i głów­nym celem fran­cu­skiej floty śród­ziem­no­mor­skiej stało się prze­rzu­ce­nie ich przez morze do Mar­sy­lii. Do eskorty trans­por­tow­ców woj­ska dostępny był 1 fran­cu­ski dred­not, 6 predred­notów, 6 krą­żow­ni­ków opan­ce­rzo­nych i 24 nisz­czy­ciele. Dwa pozo­stałe nowe fran­cu­skie dred­noty znaj­do­wały się daleko na pół­nocy z misją „naro­do­wej chwały”, eskor­tu­jąc pre­zy­denta repu­bliki pod­czas wizyty pań­stwo­wej w St. Peters­burgu. Ich nie­obec­ność stwo­rzyła poten­cjalne nie­bez­pie­czeń­stwo. Gdyby utrzy­mało się przed­wo­jenne Trój­przy­mie­rze Nie­miec, Austrii i Włoch, połą­czone floty tych 3 potęg prze­wyż­sza­łyby siłą fran­cu­ską flotę śród­ziem­no­mor­ską i prze­wóz XIX Kor­pusu byłby zagro­żony.

Plan wojenny Trój­przy­mie­rza prze­wi­dy­wał połą­cze­nie 3 flot w chwili roz­po­czę­cia dzia­łań wojen­nych w por­cie Mesyna na Sycy­lii. Stam­tąd miały wyru­szyć i wyrwać z rąk Fran­cji kon­trolę nad Morzem Śród­ziem­nym. W sierp­niu 1914 roku austriacka mary­narka wojenna, bazu­jąca w Pula na pół­wy­spie Istria nad pół­noc­nym Adria­ty­kiem, miała 2 dred­noty, 3 star­sze okręty liniowe oraz garść krą­żow­ni­ków i nisz­czy­cieli. Flota wło­ska rów­nież miała 3 nowe dred­noty, ale tylko jeden był gotowy do wojny. Niemcy, bez wła­snej bazy na Morzu Śród­ziem­nym, utrzy­my­wały tam tylko 2 okręty. Jed­nym z nich był jed­nak krą­żow­nik liniowy Goeben, topor­nie skon­stru­owany okręt o wypor­no­ści 23 000 ton, któ­rego 10 dział 11-calo­wych i pręd­kość kon­struk­cyjna 28 węzłów czy­niły naj­po­tęż­niej­szym szyb­kim okrę­tem wojen­nym na Morzu Śród­ziem­nym. Dru­gim nie­miec­kim okrę­tem był Bre­slau, nowy lekki krą­żow­nik o wypor­no­ści 4500 ton, pręd­ko­ści 27 węzłów, uzbro­jony w 12 dział 4,1-calo­wych. Obec­ność Goebena nie­po­ko­iła bry­tyj­skiego Pierw­szego Lorda, który nie miał wąt­pli­wo­ści, że wojna nad­cho­dzi i że Wielka Bry­ta­nia zosta­nie w nią zaan­ga­żo­wana. Goeben, zło­wiesz­czo prze­wi­dy­wał Chur­chill, „z łatwo­ścią będzie w sta­nie omi­nąć fran­cu­skie… [okręty liniowe] i ata­ku­jąc ze skrzy­dła lub dystan­su­jąc ich krą­żow­niki, wedrzeć się mię­dzy trans­por­towce i zata­piać jeden po dru­gim statki prze­peł­nione żoł­nie­rzami”.

Odcię­cie drogi fran­cu­skim żoł­nie­rzom było jedy­nym z celów wysła­nia Goebena na Morze Śród­ziemne w 1912 roku. Drugą jego misją, szcze­gól­nie bli­ską sercu nie­miec­kiego cesa­rza, było przy­po­mnie­nie miesz­kań­com regionu śród­ziem­no­mor­skiego dłu­gich rąk cesa­rza Nie­miec. Kiedy wielki, szary okręt wszedł na Morze Śród­ziemne, jego 10 11-calo­wych dział wysta­ją­cych z 5 wież arty­le­ryj­skich, 12 6-calo­wych dział ster­czą­cych z kaza­mat, surowe kabiny star­szych ofi­ce­rów, bez sof czy foteli, bez obra­zów na ścia­nach – wszystko to suge­ro­wało, że okręt jest przy­go­to­wany do wojny. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak latem 1914 roku Goeben był poni­żej szczytu swo­ich moż­li­wo­ści. Dwa lata nie­ustan­nej służby na morzu bez doko­wa­nia zebrały swoje żniwo. Dno okrętu było poro­śnięte glo­nami, jego sil­niki zużyte, rury kotłowe prze­cie­kały, a wszystko to redu­ko­wało ciśnie­nie pary i w rezul­ta­cie zmniej­szało pręd­kość. Pomimo tego oba nie­miec­kie okręty two­rzyły groźną siłę. Ich dowódca, kontr­ad­mi­rał Wil­helm Souchon, był niskim męż­czy­zną o ciem­nych wło­sach, w wieku 55 lat, który cza­sem nosił, a cza­sem golił grube, czarne wąsy. Pocho­dzący z fran­cu­skich huge­no­tów i jak wielu ofi­ce­rów w cesar­skiej mary­narce wojen­nej, nie­ma­jący szla­chec­kiego tytułu „von” wyda­wał się na pierw­szy rzut oka nie­zwy­kłym rodza­jem wilka mor­skiego. „Z opa­da­jącą szczęką, zde­ter­mi­no­wany mały czło­wiek w nie­do­pa­so­wa­nym mun­du­rze, wyglą­dał bar­dziej jak ple­ban niż admi­rał” – tak opi­sał go ame­ry­kań­ski dyplo­mata w Kon­stan­ty­no­polu.

Goeben odwie­dził Hajfę, we wschod­niej czę­ści Morza Śród­ziem­nego, kiedy dotarła wia­do­mość o wyda­rze­niach w Sara­je­wie. Zamach, jak domy­ślał się jego dowódca – admi­rał Souchon, wstrzą­śnie Europą; to szybko dopro­wa­dziło go do obaw o prze­cie­ka­jące rury kotłowe Goebena. Zate­le­gra­fo­wał do Ber­lina, by nowe rury zostały wysłane do austriac­kiej bazy w Pula, a on skie­ruje się z Hajfy na Adria­tyk. Okręt przy­był 10 lipca; przez następ­nych 18 dni załoga pra­co­wała, by zlo­ka­li­zo­wać i wymie­nić wadliwe rury. Prace były pro­wa­dzone, kiedy słońce paliło z bez­chmur­nego nieba, wytwa­rza­jąc wewnątrz sta­lo­wego kadłuba tem­pe­ra­turę nie­mal nie do znie­sie­nia. Krą­żow­nik liniowy miał około 4000 rur, które trzeba było przej­rzeć, usu­nąć wadliwe i zastą­pić nowymi. Prace nie były zakoń­czone, kiedy z Ber­lina nade­szła wia­do­mość, że wojna jest nie­unik­niona.

Kiedy załoga wiwa­to­wała z powodu tej infor­ma­cji, machała czap­kami i tupała w rytm mar­szo­wej muzyki gra­nej przez orkie­strę okrę­tową, Souchon roz­wa­żał swój następny ruch. Wyda­wało się, że ani Austria, ani Wło­chy nie są przy­go­to­wane do wojny i Souchon porzu­cił myśl o pozo­sta­niu na Adria­tyku, pod­po­rząd­ko­wa­niu się austriac­kiemu admi­ra­łowi nie­skła­nia­ją­cemu się raczej ku walce z Bry­tyj­czy­kami i Fran­cu­zami. Przyj­mu­jąc, że jest osa­mot­niony na Morzu Śród­ziem­nym, Souchon roz­wa­żał ewen­tu­al­ność skie­ro­wa­nia się na zachód, zada­jąc takie straty, jakie będzie mógł fran­cu­skim trans­por­tow­com wojsk, następ­nie uto­ro­wa­nia sobie drogi przez Cie­śninę Gibral­tar­ską i wej­ścia na Atlan­tyk w celu ata­ko­wa­nia alianc­kich szla­ków trans­por­to­wych. Gdyby udało mu się wejść na Morze Pół­nocne, wie­dział, że admi­rał Franz Hip­per, dowódca sił krą­żow­ni­ków linio­wych Floty Peł­no­mor­skiej, przyj­mie jego silny okręt. Jed­nak nie­pewny stan tech­niczny kotłów Goebena unie­moż­li­wiał osią­gnię­cie odpo­wied­niej pręd­ko­ści, któ­rej wyma­gał ten plan. 29 lipca Souchon pod­jął decy­zję. Opusz­cza­jąc Pula, Goeben skie­ro­wał się na połu­dnie Adria­tyku i 1 sierp­nia, w dniu, w któ­rym Niemcy wypo­wie­działy wojnę Rosji, zako­twi­czył na redzie Brin­disi, przy „pię­cie” buta, któ­rego kształt ma Pół­wy­sep Ape­niń­ski. Tam dołą­czył do niego Bre­slau. Okręty Souchona potrze­bo­wały węgla, ale Włosi odmó­wili pod­sta­wie­nia pod burtę węglowca, tłu­ma­cząc się, że morze jest zbyt wzbu­rzone. Souchon pra­wi­dłowo zro­zu­miał te wymówki jako dowód, że Wło­chy są bli­skie wystą­pie­nia z Trój­przy­mie­rza. Prze­szedł do Tarentu, a następ­nie, ponie­waż jego zapo­trze­bo­wa­nie na węgiel było aż bole­sne, do Mesyny na Sycy­lii, gdzie mógł spo­tkać się z nie­miec­kimi stat­kami, z któ­rych mógł zaopa­trzyć się w węgiel. Rano Goeben i Bre­slau prze­szły wzdłuż kli­fów wybrzeża Kala­brii, kon­tra­stu­ją­cych z inten­syw­nie błę­kit­nym kolo­rem nieba. W połu­dnie minęły one wul­kan na górze Etna, z wiecz­nie wydo­by­wa­ją­cym się z jej szczytu pió­ro­pu­szem dymu. Po połu­dniu zako­twi­czyły w por­cie w Mesy­nie, gdzie pasa­żer­ski paro­wiec Linii Pół­noc­nej Afryki Gene­ral, będący w dro­dze do Dar es Salaam oraz kilka innych nie­miec­kich stat­ków han­dlo­wych już na nie cze­kało.

W dniu kiedy Souchon osią­gnął Mesynę, Wło­chy zade­kla­ro­wały neu­tral­ność. Austro-Węgry wypo­wie­działy wojnę Ser­bii 28 lipca, nie kon­sul­tu­jąc tego z Rzy­mem i nie zajęło Wło­chom wiele czasu, by przy­po­mnieć, że zgo­dziły się przy­stą­pić do Trój­przy­mie­rza jako ści­śle obron­nego poro­zu­mie­nia. Decy­zja wło­skiego rządu miała gorące popar­cie ze strony wło­skiej mary­narki wojen­nej, któ­rej sztab nie­ustan­nie prze­strze­gał, że flota nie jest w sta­nie obro­nić dłu­giej linii brze­go­wej i nad­brzeż­nych miast przed fran­cu­ską i bry­tyj­ską flotą. Wia­do­mość ta, uza­sad­niona czy nie, była cio­sem dla Souchona. Neu­tral­ność Włoch ozna­czała koniec Trój­przy­mie­rza i moż­li­wo­ści jakie­go­kol­wiek wspar­cia dla Goebena i Bre­slau.

Wło­chom w Mesy­nie spieszno było wpro­wa­dzić swoją neu­tral­ność. Ponow­nie Souchu­nowi odmó­wiono zaopa­trze­nia w węgiel. „Bez­wstydni” i „per­fidni” – brzmiały słowa Souchona. Dodał: „ Nie pro­si­li­śmy o wiele. Po pro­stu sami sobie pora­dzimy”. Jego metoda pole­gała na prze­cho­dze­niu wzdłuż wszyst­kich nie­miec­kich stat­ków cumu­ją­cych w por­cie, a następ­nie w mgnie­niu oka przy pomocy sie­kier i łomów roz­bi­ja­nia wszyst­kiego – pokła­dów, gro­dzi, kabin, kory­ta­rzy – które utrud­niały prze­nie­sie­nie węgla. W ten spo­sób udało się pozy­skać 2000 ton węgla, wpraw­dzie kiep­skiej jako­ści, ale lep­sze to niż nic. Souchon zare­kwi­ro­wał rów­nież sta­tek Gene­ral, by uży­wać go jako pomoc­ni­czego okrętu-bazy. Wie­dząc, że wybuch wojny jest bli­ski, ale nie mając roz­ka­zów z Ber­lina, Souchon posta­no­wił usta­wić swój okręt w pozy­cji do wyko­na­nia pierw­szego ude­rze­nia. O pół­nocy 2 sierp­nia pota­jem­nie pod­niósł kotwicę i opu­ścił Mesynę pół­noc­nym wyj­ściem, które pro­wa­dziło do wybrzeża Algie­rii. Miał nadzieję schwy­tać na morzu fran­cu­skie trans­por­towce woj­ska, jeśli nie, mógł przy­naj­mniej zaata­ko­wać porty okrę­to­wa­nia XIX Kor­pusu i spo­wo­do­wać, że „przez wybrzeże Afryki prze­to­czy się echo huku nie­miec­kich dział”. Port Bône wyzna­czono dla Bre­slau, a Phil­lip­pe­ville dla Goebena. Idąc na zachód, Souchon dowie­dział się następ­nego dnia za pośred­nic­twem radio­sta­cji, że Niemcy były w sta­nie wojny z Fran­cją.

*

W sierp­niu 1914 roku 3 dred­noty – Infle­xi­ble, Indo­mi­ta­ble i Inde­fa­ti­ga­ble – sta­no­wiły trzon bry­tyj­skiej Floty Śród­ziem­no­mor­skiej. Te pierw­sze okręty rewo­lu­cyj­nego pro­jektu Jacky Fishera szyb­kich dred­no­tów, miały śred­nią wypor­ność 18 000 ton i roz­wi­jały pręd­kość 25 węzłów. Były słab­sze od nowo­cze­śniej­szych bry­tyj­skich krą­żow­ni­ków linio­wych wice­ad­mi­rała sir Davida Beatty’ego, ope­ru­ją­cych na Morzu Pół­noc­nym; były rów­nież o 5000 ton lżej­sze i o kilka węzłów wol­niej­sze od Goebena. Jed­nak ze swymi 8 12-calo­wymi dzia­łami każdy, w porów­na­niu z 10 11-calo­wymi nie­miec­kiego okrętu, były sil­niej uzbro­jone. Poza tym były 3, co dawało mar­gi­nes prze­wagi cięż­kich dział krą­żow­ni­ków linio­wych na Morzu Śród­ziem­nym – 24 bry­tyj­skie prze­ciw 10 nie­miec­kim. Chcąc roz­sze­rzyć ten mar­gi­nes, 28 lipca Chur­chill zapro­po­no­wał wysła­nie czwar­tego, star­szego krą­żow­nika linio­wego, New Zealand, z Morza Pół­noc­nego, ale książę Ludwik odmó­wił dal­szego osła­bia­nia sił Beatty’ego. W skład bry­tyj­skiej Floty Śród­ziem­no­mor­skiej wcho­dziły rów­nież 4 duże krą­żow­niki opan­ce­rzone – Defence, War­rior, Black Prince i Duke of Edin­burgh – wszyst­kie rela­tyw­nie nowe, ale już prze­sta­rzałe. Fisher twier­dził, że w cza­sie wojny jego szyb­sze i sil­niej­sze krą­żow­niki liniowe pożrą krą­żow­niki opan­ce­rzone, jak „mrów­ko­jad nie scho­dzący z kopca ter­mi­tów”. Cztery lek­kie krą­żow­niki i flo­tylla 16 nisz­czy­cieli uzu­peł­niały stan Floty Śród­ziem­no­mor­skiej.

Pod­czas kiedy bry­tyj­ski rząd bory­kał się w kwe­stii wojny i pokoju, admi­rał sir Archi­bald Ber­ke­ley Milne, naczelny dowódca Floty Śród­ziem­no­mor­skiej, ocze­ki­wał na roz­kazy na Mal­cie w swo­jej głów­nej bazie. W dniach tuż przed wybu­chem wojny nie otrzy­mał żad­nych kla­row­nych instruk­cji. Wojna wkro­czyła do Europy w spa­zma­tycz­nych kon­wul­sjach: naj­pierw Austria prze­ciwko Ser­bii, póź­niej Rosja prze­ciwko Austrii, następ­nie Niemcy prze­ciwko Rosji, póź­niej Niemcy prze­ciwko Fran­cji i wresz­cie Niemcy prze­ciwko Wiel­kiej Bry­ta­nii. Pla­no­wa­nie dzia­łań mili­tar­nych na lądzie i morzu było utrud­nione fak­tem, iż dowol­nego dnia nikt nie wie­dział, które pań­stwa uczest­ni­czyły w woj­nie, a które nie oraz które mogłyby przy­stą­pić do niej jutro, a które nie. Było to szcze­gól­nie trudne przy roz­wa­ża­niu zaan­ga­żo­wa­nia się Wiel­kiej Bry­ta­nii, która sama nie wie­działa czy przy­stąpi do wojny, dopóki tego nie uczy­niła. W tym zamie­sza­niu Win­ston Chur­chill, dzier­żąc siłę wyko­naw­czą gabi­netu w Admi­ra­li­cji, oso­bi­ście naszki­co­wał treść tele­gra­mów ope­ra­cyj­nych do Royal Navy i jej okrę­tów. W czwar­tek, 30 lipca, poin­for­mo­wał admi­rała Milne, że jego główną misją będzie asy­sto­wa­nie Fran­cu­zom przy osło­nie trans­por­tow­ców woj­ska z pół­noc­nej Afryki. Jed­nak Pierw­szy Lord, któ­rego bujna wyobraź­nia prze­peł­niona była róż­nymi ewen­tu­al­no­ściami, opa­trzył swoją wia­do­mość dal­szymi instruk­cjami, wyni­kiem czego spo­wo­do­wał kocio­kwik kon­wen­cjo­nal­nego umy­słu admi­rała Milne. Oto jaką wia­do­mość Milne otrzy­mał:

„Pań­skim pierw­szym zada­niem będzie pomoc Fran­cu­zom w trans­por­cie ich kor­pu­sów armij­nych z Afryki poprzez ich osła­nia­nie i jeśli to moż­liwe, wcią­gnię­cie do walki poje­dyn­czych nie­miec­kich okrę­tów, w szcze­gól­no­ści Goebena, który może prze­szko­dzić w tym trans­por­cie… Z wyjąt­kiem wspól­nego dzia­ła­nia z Fran­cu­zami jako współ­uczest­nika gene­ral­nej bitwy, na tym eta­pie nie wolno przy­stę­po­wać do akcji prze­ciwko prze­wa­ża­ją­cym siłom. Pręd­kość pań­skiej eska­dry jest wystar­cza­jąca, by wybrał pan dogodny dla sie­bie moment roz­po­czę­cia bitwy. Musi pan począt­kowo oszczę­dzać swoje okręty. Mamy nadzieję na otrzy­ma­nie posił­ków na Morzu Śród­ziem­nym”.

Póź­niej Chur­chill wyja­śnił, że zwroty: „prze­wa­ża­jące siły”, „pręd­kość pań­skiej eska­dry” i „oszczę­dza­nie sił” były środ­kiem do napro­wa­dze­nia Milne na to, jak radzić sobie z flotą austriacką. Chur­chill nie mógł jed­nak ode­rwać oczu od Goebena i prze­ko­nał się, że znisz­cze­nie go i inne zada­nia, jakie otrzy­mał Milne, znacz­nie go prze­ra­stają. Sto­pień w jakim nie­miecki krą­żow­nik liniowy wpły­wał na jego myśle­nie naj­le­piej uwi­dacz­nia się w kolej­nych sygna­łach wysy­ła­nych do Milne z admi­ra­li­cji. W ślad za depe­szą z 30 lipca Chur­chill wysłał 2 sierp­nia kolejną wia­do­mość: „Goeben musi być śle­dzony przez 2 krą­żow­niki liniowe”, a 3 sierp­nia: „Obser­wa­cja wyj­ścia z Adria­tyku musi być na­dal pro­wa­dzona, ale Goeben