49,00 zł
Massie jest mistrzem historycznej opowieści, imponuje niesamowitym
literackim rzemiosłem...
- Max Boot, The New York Times Book Review
Przedstawił każdą postać z artystyczną wizją pisarza... napisana z pasją
opowieść o ludziach z epoki pierwszej wojny światowej...
- The Waszyngton Post Book World
Wspaniałe, niewyobrażalne osiągnięcie ...Książka napisana lekkim,
świetnie się czytającym stylem oparta na benedyktyńskiej pracy
historyka...
- Milwaukee Journal Sentinel
Żywy opis postaci i wydarzeń... mistrz gawędziarstwa... w tym rodzaju
historycznego pisarstwa wątpię, by Massie miał sobie równego
- Paul Kennedy, Los Angeles Time Book Reviev
Półmisek wypełniony smakowitymi opisami postaci. Wielka,wspaniała
lektura...
- New York Post
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 468
1
Lipiec 1914
Po południu na początku 1914 roku mężczyzna w średnim wieku, o niespokojnych, jasnoniebieskich oczach i kędzierzawych, stalowosiwych włosach wszedł na pokład swego jachtu w niemieckim porcie w Kilonii, a następnego ranka wyruszył w swój coroczny letni rejs do norweskich fiordów. Dwie niezwykłe i uderzające cechy wyróżniały tego wakacyjnego podróżnika: pierwszą z nich była żądza wyróżniania się, drugą – nawet silniejszą – chęć ukrycia. Pierwszą były jego słynne sumiaste wąsy, dzieło zręcznego fryzjera, który pracował nad nimi codziennie, używając puszki wosku. Drugą, skwapliwie ukrywaną przed wzrokiem innych ludzi, ale przez to bardziej zauważalną, było jego lewe ramię, o 3 cale krótsze niż prawe. To nieszczęście było wynikiem szczególnych komplikacji podczas porodu kleszczowego jego 18-letniej matki, księżnej Anglii, Victorii, przeprowadzonego bez narkozy. Nie był w stanie podnieść swojego lewego ramienia, a palce lewej ręki były sparaliżowane. Stan zdrowia konsultowano ze wszystkimi lekarzami, próbowano wszystkich metod leczenia, nic nie pomagało. Teraz bezużyteczna ręka była osłonięta rękawiczką i chowana do kieszeni lub ułożona w spoczynku na rękojeści miecza lub sztyletu. Podczas posiłków zawsze był kładziony na stole przy jego talerzu jednoczęściowy zestaw nóż-widelec. Chcąc zrekompensować bezużyteczność swego lewego ramienia, doprowadził sprawność prawego do niespotykanego stopnia. Zawsze nosił na palcach prawej ręki drogocenne pierścienie. Czasami ściskając wyciągniętą na powitanie rękę, robił to tak mocno, że pierścienie odciskały ślad, a podający dłoń wykrzywiał z bólu twarz. Ściskający rękę mówił ze śmiechem: „Ha, ha! Ostemplowana dłoń, co?!”.
Były dwie strony zachowania się tego podróżnika. Był człowiekiem oczytanym, miał imponującą, choć płytką wiedzę, znakomitą pamięć do faktów i kiedy chciał – uprzejmość i osobisty urok. Miał silny głos i mówił niemal tak samo dobrze po niemiecku, jak i po angielsku, choć miał nieznaczną naleciałość akcentu niemieckiego, a kiedy uciekał się do angielskiego slangu, co lubił, często popełniał błędy. „Mówił z wielką pasją – powiedziała pewna Angielka, która widywała go często – miał zwyczaj wysuwania twarzy do przodu i grożenia palcem kiedy chciał być stanowczy”. „Kiedy śmiał się – powiedział mąż stanu, który go znał – co zdarzało się wiele razy, śmiał się bez zahamowań; trząsł się całym swoim ciałem i czasami tupał, by okazać rozradowanie jakimś dowcipem”. Jego nastroje zmieniały się szybko. Potrafił być towarzyski i wesoły jednego dnia, a irytujący i szorstki następnego. Jego wrażliwość była wyostrzona, a jakikolwiek sprzeciw szybko doprowadzał go do arogancji i odgrażania się. Nadzwyczajne było, że potrafił zmieniać osobowość niczym aktor. Występując publicznie, przybierał maskę o groźnym spojrzeniu i przedstawiał siebie jako osobę wyniosłą, władczą, do czego upoważniała go jego pozycja. Innym razem pozwalał swojej twarzy odpocząć i nadawał jej łagodniejszy, mniej ekspresyjny wyraz, zdradzający kurtuazję i uprzejmość, a czasem nawet delikatność.
Tą skomplikowaną, trudną i nieszczęśliwą osobą był Wilhelm II, cesarz niemiecki i naczelny wódz najsilniejszego militarnie i przemysłowo państwa w Europie.
Władcza strona charakteru Wilhelma II była dziełem Otto von Bismarcka, żelaznego kanclerza i twórcy cesarstwa niemieckiego, który obudził w młodym księciu w jego młodości poczucie kultu monarchii. Siedząc okrakiem na białym koniu, przywdziewając biały mundur huzarów gwardii cesarskiej i błyszczący mosiężny hełm ze złotym orłem Hohenzollernów, kajzer1 uważał się za ucieleśnienie boskiej władzy królewskiej. „My, Hohenzollernowie, otrzymaliśmy nasze korony wprost z niebios i odpowiadamy tylko przed Stwórcą” – oświadczył, dodając, że „Bóg jest naszym starym sojusznikiem, który miał tyle problemów z naszą ojczyzną i dynastią”. „Ich und God2 jesteśmy władcami Niemiec” – twierdził, czasami zapominając kto odpowiadał przed kim. „Przysięgaliście mi lojalność” – powiedział kiedyś grupie rekrutów armii. „To oznacza, dzieci mojej straży, że oddaliście swoje życie mnie, ciałem i duszą… Może zdarzyć się tak, że rozkażę wam strzelać do swoich krewnych, braci, tak, nawet rodziców – czego zabrania Bóg – ale nawet wówczas musicie wykonać moje rozkazy bez szemrania”. Przywołał zaskakujące historyczne analogie. W 1900 roku, wysyłając kontyngent niemieckich żołnierzy do Chin w czasie powstania bokserów, krzyczał do odchodzących żołnierzy: „Nie będzie żadnej litości, nikt nie zostanie wzięty do niewoli! Tak jak tysiąc lat temu Hunowie pod wodzą króla Attyli zyskali swoją reputację, która w tradycji i opowieściach wciąż oznacza terror, tak wy zapiszecie nazwę Niemcy w Chinach na tysiąc lat”.
Anglik i Niemiec, żeglarz i średniowieczny wojownik, nadęty parweniusz i wysłannik bogów – Wilhelm nigdy ostatecznie nie zdecydował kim jest. Zmieniał swój nastrój z oszołamiającą prędkością, ale w opinii swego byłego kanclerza, Bernharda von Bülowa, kajzer był „chorągiewką na wietrze, którego polecenia zależały od ludzi, którymi się w danym momencie otaczał”. Albert Ballin, który z Hamburg America Lines stworzył największe przedsiębiorstwo żeglugowe na świecie, zwykł zawsze mawiać: „Ilekroć musiałem przyjść i spotkać się z cesarzem, zawsze starałem się zauważyć z kim przebywał w tym momencie, co pozwalało mi wiedzieć dokładnie co wtedy myślał”.
*
Pomimo swych złotych i białych barw („lśniący biały”, jak nazwał go jeden z pasażerów), ogromnie ciężki Hohenzollern, ze swoim taranowym dziobem i lejkowatymi kominami, był najbardziej nielubianym królewskim jachtem w Europie. Jego oficer nawigacyjny, Erich Reader3, opisał jednostkę jako „niezdarną potworność… kołyszącą się w sztormowej pogodzie do tego stopnia, że stawała się uciążliwą nawet dla starych żeglarzy. Stopień niezatapialności przedziałowej okrętu nie spełniał nawet przepisów dotyczących zwykłego statku pasażerskiego”. Kajzer nie przejmował się tym wszystkim, używając tego jachtu tylko na Morzu Bałtyckim, Północnym i Śródziemnym, nigdy na trudnych wodach oceanicznych północnego Atlantyku. W każdym razie, jego podróże do Norwegii sprowadzały się do kotwiczenia jachtu w określonym fiordzie. Tam, otoczony połyskującymi, błękitnymi wodami, granitowymi klifami i ciemnozieloną roślinnością, spadającymi wodospadami pogrążonymi we mgle, plamami opadających ze wzgórz łąk usianych farmami, Wilhelm czuł się całkowicie zrelaksowany. Stale przestrzegano pewnych zasad – nikt nie odzywał się do kajzera dopóki on nie powiedział pierwszy. Teraz, mając 55 lat, był bardziej dojrzały i stateczny niż młody książę Hal ćwierć wieku wcześniej. Kiedy wchodził po raz pierwszy na pokład swego obsadzonego tylko męską załogą jachtu udającego się w podróż do Norwegii, zabierając ze sobą tuzin przyjaciół, których nazywał swoimi „braćmi-oficerami”, żona Wilhelma, cesarzowa Augusta, którą nazywał „Dona”, pozostawała w Berlinie. „Nie dbam o kobiety – powiedział. – Powinny siedzieć w domu i opiekować się swoimi dziećmi”.
Dzień kajzera na jachcie był sztywno zaplanowany: lekka gimnastyka przed śniadaniem; w czasie dobrej pogody godzina w małej żaglowej łodzi; popołudniami wycieczka na brzeg lub zawody wioślarskie między załogami Hohenzollerna i krążownika Rostock. Te zajęcia jednak nie mogły kolidować z popołudniową drzemką kajzera. Chcąc jak najlepiej wykorzystać te półtorej godziny odpoczynku, zdejmował ubranie i kładł się do łóżka. „Nie ma nic przyjemniejszego niż wejść między dwa czyste, chłodne prześcieradła” – stwierdził. O godzinie 19.00 towarzystwo zasiadało do obiadu, podczas którego kajzer popijał małymi łykami ze swego srebrnego pucharu tylko sok pomarańczowy. Każdego wieczoru po obiedzie w palarni odbywało się przyjęcie. Tego lata oprócz śpiewania piosenek i gry w karty, Wilhelm i jego goście słuchali prelekcji na temat amerykańskiej wojny domowej.
*
Zamiłowanie Wilhelma do żeglarstwa, podobnie jak jego decyzja o budowie silnej marynarki wojennej, miała swoje korzenie w angielskim dziedzictwie. Jego matką, która wyszła za mąż za pruskiego księcia z rodziny królewskiej, Fryderyka, była najstarszą córką królowej Wiktorii; Wilhelm był najstarszym wnukiem królowej. Uważał brytyjską rodzinę królewską za „swoją”. Kiedy był zły na swoich brytyjskich krewnych, określał ich jako „przeklętą rodzinę”. Zawsze budził w swojej babce strach. Wujek Bertie, książę Walii i przyszły król Edward VII, żywił do niego mieszane uczucia. Wilhelm widział w nim dalekiego krewnego i patrzył na niego z góry jak na parweniusza. Ta dwoistość życia Wilhelma – Prusy przeciw Anglii, Bismarck przeciw królowej Wiktorii – walczyła w nim nieustannie i wpływała na twarz, jaką pokazywał publicznie. Ta podzielona natura cesarstwa niemieckiego niemal idealnie odbijała się w osobowości władcy: w jednym momencie ciepły, sentymentalny i hojny, w innym samochwalczy, grożący i mściwy.
Wilhelm mierzył kulturę, doświadczenie życiowe i modę angielską miarą, „w jardach”. Jego największy podziw był zarezerwowany dla Royal Navy. W swoich pamiętnikach pisał: „Mam osobistą pasję do marynarki wojennej. Wypływa to w niemałej mierze z mojej angielskiej krwi”. Odwoływanie się Wilhelma do Osborne House, nadmorskiego pałacu królowej Wiktorii na wyspie Wight, dotyczyło tego, że Portsmouth, główna baza Royal Navy znajdowała się w odległości zaledwie 5 mil, po drugiej stronie cieśniny Solent. „Kiedy byłem małym chłopcem pozwolono mi odwiedzić Portsmouth i Plymouth ręka w rękę z uprzejmymi ciotkami i przyjacielskimi admirałami. Podziwiałem dumne brytyjskie okręty w tych dwóch wspaniałych portach. Wówczas obudziło się we mnie pragnienie zbudowania pewnego dnia okrętów takich jak te i kiedy dorosnę, posiadania tak wspaniałej marynarki wojennej jak brytyjska”. Kiedy miał 10 lat, Wilhelm zaokrętował na nowy pruski pancernik König Wilhelm.
„Na wodzie stał ciężko kadłub żelaznego kolosa, którego rząd masywnych dział wyglądał groźnie. Przyglądałem się oniemiały temu wspaniałemu okrętowi górującemu wysoko nad nami. Nagle rozległ się z niego świst gwizdków i natychmiast setki marynarzy wspięły się na strzelające w niebo maszty. Trzy okrzyki uhonorowały mego ojca [następcę tronu Fryderyka, kandydata do korony pruskiej]. Podróż okrętem otworzyła przede mną zupełnie nowy świat… masywne omasztowanie, długi szereg dział z ich solidnie wypolerowanymi lufami… herbatę i wszystkie rodzaje słodkich ciast w kabinie admiralskiej”.
Wilhelm poświęcił się żeglarstwu na długo przed zbudowaniem własnej marynarki wojennej. Każdego sierpnia pomiędzy 1889 a 1895 rokiem pojawiał się w Cowes na wyspie Wight na tydzień regatowy (Regatta Week), na który przybywały setki dużych jachtów żaglowych z całego świata. Cumując przed esplanadą eskadry królewskich jachtów, rozciągały się na dużej odległości, błyszcząc w słońcu swoimi polakierowanymi masztami. Wilhelm kochał elegancję i emocje, jakie panowały w Cowes. Kiedy jego parowy jacht wchodził do portu, okręty Royal Navy oddawały salwę z 21 dział, a prywatne jachty i inne jednostki salutowały banderami. Królowa zawsze wydawała bankiet w Osborne House, a książę Walii podejmował gości w Królewskim Klubie Jachtowym (Royal Yacht Club). Wilhelm zaczął się ścigać, wystawiając duże jachty, jeden po drugim wszystkie o nazwie Meteor. Późniejsze jego wersje zostały specjalnie zaprojektowane w ten sposób, by pokonać jacht wujka Bertiego Britannia. Kiedy zwyciężał, jako ich właściciel głośno rozgłaszał na wszystkie strony świata swoje zwycięstwa. Książę Walii wówczas porzucił ten sport. „Regaty były dla mnie przyjemną formą odpoczynku – powiedział niemieckiemu dyplomacie w Londynie – ale teraz, odkąd kajzer przejął komendę, stały się utrapieniem”. Nieszczęśliwie, wszystko co Wilhelm mówił i robił, by zyskać akceptację w Anglii, powodowało, że Brytyjczycy instynktownie nie lubili go. Wilhelm był świadomy niepochlebnej opinii jaka mu towarzyszyła. Pewnego razu, kiedy twórca imperium Afryki Południowej, Cecil Rhodes4, odwiedził Berlin, Wilhelm zapytał go: „Powiedz mi, jak to się dzieje, że nie jestem popularny w Anglii? Co mogę zrobić, by zyskać popularność?”. Rhodes odpowiedział: „Spróbuj nie robić niczego”. Cesarz zmarszczył brwi, wybuchnął śmiechem i klepnął Rhodesa w plecy.
Wilhelm przeżył dwóch brytyjskich monarchów: swoją babcię i swego wuja. Jego stosunek do ich następcy, jego młodszego kuzyna króla Jerzego V, był w miarę pozytywny. „[Jerzy] jest bardzo miłym chłopcem i prawdziwym Anglikiem, który nienawidzi wszystkich obcych” – powiedział Teodorowi Rooseveltowi. „Nie ma to dla mnie znaczenia, dopóki nie nienawidzi Niemców bardziej niż innych obcokrajowców”. W przypadku dalekiego kuzyna Jerzego, cara Mikołaja II, poparcie cesarza niemieckiego przyjmowało bardziej władczy ton: „Mam szczęście, że mogę pomóc ci zadbać o bezpieczeństwo tego czarującego anioła, który jest twoją żoną”. (Cesarzowa Rosji Aleksandra urodziła się w nadreńskim wielkim księstwie Hesse-Darmstadt). Kajzer zwracał się do niego w listach: „Drogi Nicky”, a kończył je: „Twój szczerze oddany Willy”. Za plecami Mikołaja Wilhelm pisał: „Car potrafi tylko mieszkać w swoim wiejskim domu i uprawiać rzepę”.
*
Przez większość swojej historii, militarne Królestwo Prus nie wykazywało żadnego zainteresowania morzem. Nie miało żadnego dużego portu handlowego, a większość jego wybrzeża stanowiły płytkie zatoki i wydmy nad Bałtykiem. Te braki zostały częściowo złagodzone w 1854 roku, kiedy Prusom udało się przekonać wielkiego księcia Oldenburga do sprzedaży liczącej 5 mil kwadratowych zatoki Jade. Tam, na Morzu Północnym, w ciągu następnych 15 lat zbudowano bazę morską Wilhelmshaven. W 1869 roku pruska marynarka wojenna zakupiła 9700-tonowy, pancernik König Wilhelm, wówczas jeden z największych okrętów wojennych na świecie. Okręt zbudowany w Anglii w stalowni nad Tamizą (Thames Iron Works), pozostawał największym okrętem w Prusach i Niemczech przez 25 lat. Podczas wojny francusko-pruskiej König Wilhelm razem z 3 innymi niemieckimi pancernikami pozostawał na kotwicy, mając zakaz walki z przeważającymi siłami francuskich eskadr blokujących wybrzeże Niemiec. Nawet w tej sytuacji przewaga Francji na morzu nie zdała się na nic i nie uratowała tego kraju ani Napoleona III przed klęską zadaną przez pruską armię. Fakt, że siły morskie nie stanowiły różnicy, potwierdził tradycyjny pogląd niemieckiego Sztabu Generalnego. W ten sposób przez 16 lat odkąd Bismarck proklamował cesarstwo Niemiec, niemiecka marynarka wojenna była dowodzona przez generałów, którzy uważali okręty za przydatne jedynie do obrony wybrzeża.
Od początku swego panowania Wilhelm II był przekonany, że ta sytuacja zmieni się i że Niemcy będą miały marynarkę wojenną współmierną do ich militarnej i przemysłowej siły. Na przełomie XIX i XX wieku populacja Niemiec i ich baza przemysłowa gwałtownie wzrosły. Między 1891 a 1914 rokiem populacja podniosła się z 49 do 67 milionów. W 1890 roku wydobycie węgla w Niemczech wynosiło połowę wydobywanego w Wielkiej Brytanii, a w 1913 roku było już równe. W 1890 roku produkcja stali w Niemczech wynosiła jedną trzecią produkcji hut brytyjskich, a w 1914 roku Niemcy produkowały ponad 2 razy więcej stali niż Wielka Brytania. Tak było niemal na każdym polu: gwałtowna urbanizacja, rozbudowa linii kolejowych, wyrastanie nowych pieców hutniczych, pracujące młyny, dymiące kominy fabryczne, rozwój przemysłu chemicznego, elektrycznego i włókienniczego, wzrost floty handlowej do drugiej co do wielkości na świecie; rozkwit handlu zagranicznego i zamorskich inwestycji. Wszystko to stworzyło państwo, które gospodarczo i militarnie dominowało na kontynencie europejskim. Wilhelm nie był zadowolony. Martwił się miernością niemieckiego małego, rozrzuconego imperium kolonialnego, chciał rozwinąć niemieckie wpływy na świecie, stworzyć światową potęgę, „Weltmacht”. W tym celu potrzebował marynarki wojennej – nie tylko kilku okrętów do obrony wybrzeża Niemiec, ale floty wojennej będącej światową potęgą. „Nasza przyszłość leży na morzach” – mówił swemu narodowi. „Musimy chwycić trójząb”. To było obsesją Wilhelma, zajęło mu 9 lat znalezienie ludzi, którzy mogli to dla niego zrobić. W tym czasie potężna sylwetka wielkiego admirała Alfreda von Tirpitza, z jego łysą, okrągłą głową i słynną rozwidloną brodą, stała się na stałe rozpoznawalna w Niemczech. Twórca niemieckiej marynarki wojennej, Tirpitz, był jej sekretarzem stanu (ministrem gabinetu) przez 20 lat, po Bismarcku był najbardziej wpływowym przedstawicielem rządu w cesarskich Niemczech. Podobnie jak Wilhelm II, podziwiał Royal Navy i zazdrościł jej. W czasie gdy był kadetem, mała flota Prus spędzała tyle samo czasu w Wielkiej Brytanii, co w domu. „Między 1864 rokiem a 1870 – napisał Tirpitz – naszą prawdziwą bazą zaopatrzeniową było Plymouth. Tam czuliśmy się niemal jak w domu, wówczas w spokojnej, idyllicznej Kilonii. W hotelu marynarki wojennej w Plymouth byliśmy traktowani jak brytyjscy aspiranci. Woleliśmy otrzymywać zaopatrzenie z Anglii i w tych dniach nie mogliśmy sobie wyobrazić, że niemieckie działa kiedykolwiek dorównają brytyjskim”. Podziw Tirpitza rozciągnął się również na angielską edukację i język angielski. Mówił po angielsku, czytał angielskie gazety i powieści, a nawet wysłał swoje dwie córki do szkoły dla dziewcząt w Cheltenham (Cheltenham Ladies’ College).
Tirpitz uważał, że potęga morska decydowała o narodowym dobrobycie i wielkości. Pod tym względem był zwolennikiem poglądów amerykańskiego oficera marynarki wojennej, Alfreda Thayera Mahana, który w książce „Wpływ siły morskiej na historię”, opublikowanej w 1880 roku, śledził wzloty i upadki morskich potęg w przeszłości i wskazał, że w każdym przypadku państwa kontrolujące morza miały los w swoich rękach, a państwa, którym brakowało siły na morzach były skazane na upadek. Wielka Brytania była wtedy światowym imperium, ponieważ była najpotężniejszą siłą morską. Tirpitz wyciągnął z tego lekcję, że jeśli Niemcy chcą wprowadzić „Weltmacht”, jedynie posiadanie silnej marynarki wojennej, z potężnymi siłami okrętów liniowych tworzącymi jej trzon, umożliwi to. Kiedy cesarz niemiecki w 1897 roku wyznaczył Tirpitza na stanowisko sekretarza stanu „niemiecka marynarka wojenna – jak admirał napisał później – była kolekcją eksperymentalnych okrętów przewyższającą swoją egzotyką tylko rosyjską marynarkę wojenną”. Działał szybko – 26 marca 1898 roku Reichstag uchwalił Pierwszy Akt Morski, przewidujący budowę 19 okrętów liniowych i 18 krążowników opancerzonych. 14 czerwca 1901 roku uchwalony został Drugi Akt Morski podwajający planowaną wielkość floty do 38 okrętów liniowych i 40 krążowników opancerzonych. To osiągnięcie tak uradowało kajzera, że nadał sekretarzowi stanu dziedziczny pruski tytuł szlachecki: Alfred Tirpitz stał się Alfredem von Tirpitz. Późniejsze poprawki do przepisów odnoszących się do marynarki wojennej zwiększyły planowane rozmiary floty do 41 okrętów liniowych.
Kiedy nowe okręty liniowe zeszły z pochylni, a jego flota stała się drugą co do wielkości na świecie, duma Wilhelma wzrosła. Zawsze kochał mundury, miał teraz garderobę wypełnioną samymi mundurami marynarki wojennej. Kiedy jego babcia uczyniła go honorowym admirałem Royal Navy, jego zachwyt nie miał granic. „Miło nosić taki sam mundur jak St. Vincent i Nelson” – trząsł się z podniecenia w rozmowie z brytyjskim ambasadorem, a do królowej napisał: „Teraz mogę poczuć i przejąć odpowiedzialność za waszą flotę, jakby była moją i z uniżoną sympatią pytam, czy mógłbym obserwować każdą fazę jej przyszłego rozwoju”. Do 1914 roku stał się nie tylko wielkim admirałem marynarki wojennej cesarstwa niemieckiego, ale również admirałem marynarki wojennej Imperium Rosyjskiego, brytyjskiej Royal Navy oraz Królewskich Marynarek Wojennych Szwecji, Norwegii i Danii. Pewnego razu podjął brytyjskiego ambasadora w mundurze angielskiego admirała floty. Innym razem przybył na przedstawienie „Latającego Holendra” w swoim mundurze admiralskim. Te powierzchowne, jak się wydaje, czy nawet nonsensowne epizody, stały się kluczem do zbudowania niemieckiej marynarki wojennej. Była zaprojektowana nie tylko do stworzenia niemieckiej potęgi i wpływów za morzami, ale również umocnienia pewności siebie Wilhelma i jego ego w obecności jego angielskich krewnych. „Nigdy nie przyszło mu nawet na myśl, że przystąpimy do wojny z Anglią” – powiedział Bernhard von Bülow, który był kanclerzem Niemiec przez 9 lat panowania Wilhelma.
„Tym, czego najbardziej pragnął Wilhelm i wyobrażał sobie w przyszłości, było ujrzeć siebie jako dowódcę wspaniałej niemieckiej floty, przybywającej z pokojową wizytą do Anglii. Angielski władca miałby spotkać cesarza Niemiec w Portsmouth. Dwie floty przeszłyby obok siebie; każdy władca noszący mundur drugiego kraju stałby na pomoście swego flagowego okrętu. Następnie po powitaniu według ustalonych zasad, odbyłby się w Cowes uroczysty obiad z miłymi przemowami”.
Nie tak jednak postrzegano niemiecką marynarkę wojenną w Wielkiej Brytanii. Dla Brytyjczyków potęga morska była kwestią życia i śmierci. Kiedy największa militarna siła na świecie zaczęła budować swoją flotę wojenną rywalizującą z największą potęgą morską, brytyjski rząd i społeczeństwo zadawały sobie pytanie o tego powody. Arthur Balfour, były premier, pisząc dla czytelników niemieckich, starał się to wyjaśnić: „Bez najsilniejszej na morzach floty Wielka Brytania nie będzie dłużej liczyła się jako potęga. Niemcy, nawet bez jakiejkolwiek floty, wciąż będą największą siłą w Europie”. Jego słowa nie miały znaczenia i z coraz większą liczbą drednotów, przybywających co roku oraz z coraz groźniejszą niemiecką flotą skoncentrowaną zaledwie kilka godzin drogi od angielskich wybrzeży Morza Północnego, brytyjski rząd zaczął odchodzić od stulecia „wspaniałej izolacji”. Kiedy powstało oczywiste zagrożenie na Morzu Północnym, dawne wrogości i rywalizacje uspokoiły się, stare tarcia złagodniały i przyjęto nowe ustalenia. Między 1904 a 1908 rokiem Wielka Brytania stała się, jeśli nie w pełni sojusznikiem, to przynajmniej partnerem swoich dotychczasowych przeciwników – Francji i Rosji. Wraz z narodzinami ententy, cesarz niemiecki i Tirpitz odkryli, że osiągnęli cel przeciwny do zamierzonego. Zamiast rozszerzyć niemieckie wpływy, powstanie nowej marynarki wojennej popchnęło Wielką Brytanie do obozu przeciwników Niemiec. Niemcy miały niepewnego partnera we Włoszech, należących do rozpadającego się Trójprzymierza (które obejmowało również Austrię), co nie powstrzymywało kajzera przed narzekaniem, że jego ojczyzna jest otoczona przez wrogów. Chcąc stawić czoła temu niebezpieczeństwu, jak wierzył, Niemcy mogły liczyć tylko na jednego lojalnego sojusznika.
*
Lojalnego, ale w trakcie rozpadu. Monarchia austrowęgierska – wielonarodowościowe imperium rządzone przez Austriaków i Węgrów, ale którego populacja w 3/5 składała się ze Słowian – rozpadało się. Cesarz Franciszek Józef był zbyt stary, by powstrzymać ten rozkład. Łysy, drobnej budowy dżentelmen o gęstych bokobrodach, w 1914 roku miał 84 lata i zasiadał na tronie Habsburgów już od 68 lat. W tym czasie jego żona, cesarzowa Elżbieta, została zamordowana w zamachu; jego brat, cesarz Meksyku, Maksymilian, został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny; jego jedyny syn, następca tronu, Rudolf, popełnił samobójstwo, a jego bratanek, arcyksiążę Franciszek Ferdynand, nowy kandydat do tronu, również zginął w zamachu. Najbardziej złowrogą przyczyną jego ówczesnych kłopotów było małe, niezależne słowiańskie Królestwo Serbii, które działało jak magnes dla zniecierpliwionych populacji austriackich, południowosłowiańskich prowincji. Wielu przedstawicieli austriackiego rządu i armii wierzyło, że to wielojęzyczne imperium może uratować się tylko przez rozbicie „niebezpiecznej, małej serbskiej żmii”. Jednak prewencyjna wojna z ortodoksyjną słowiańską Serbią oznaczała konfrontację z jej protektorem i sojusznikiem, ortodoksyjną słowiańską Rosją. W 1914 roku Austria była zbyt słaba, by zmierzyć się z Rosją bez wsparcia ze strony Niemiec.
Na szczęście dla Wiednia, w 1914 roku rząd niemiecki uważał dalsze istnienie rozpadającego się cesarstwa Habsburgów za żywotne dla pozycji Niemiec. Nie wszyscy Niemcy byli co do tego przekonani. Jeszcze w maju 1914 roku Heinrich von Tschirschky, ambasador cesarza niemieckiego w Wiedniu, rozpaczał: „Ciągle martwię się, czy rzeczywiście opłaca się nam tak bliskie związanie się z tym chimerycznym państwem rozpadającym się we wszystkich kierunkach”. Wówczas obudziło się widmo zostania okrążonym: jeśli rozpadnie się Austria, Niemcy same będą musiały stawić czoła Francji i Rosji. Ta współzależność Austrii od Niemiec i Niemiec od Austrii była doskonale rozumiana w Wiedniu i monarchia Habsburgów była w pełni przygotowana do wykorzystania kłopotliwego położenia Niemiec. W praktyce, Wiedeń nie musiał błagać Niemiec o wsparcie. W ciągu kilku miesięcy kajzer, przy słabnących nastrojach prowojennych, zachęcał Austrię do podjęcia działań przeciwko Serbii. „Słowianie są stworzeni by służyć, a nie rządzić” – powiedział Wilhelm austriackiemu ministrowi spraw zagranicznych podczas wizyty w Wiedniu w październiku 1913 roku. „Jeśli Jego Wysokość, cesarz Franciszek Józef zażąda czegoś, rząd Serbii musi tego przestrzegać. Jeśli nie, Belgrad musi być ostrzelany i okupowany, dopóki nie wypełni swoich obowiązków. Możecie być spokojni, ponieważ stoję za wami i jestem gotowy wyciągnąć miecz”. Kiedy to mówił, kajzer położył prawą rękę na rękojeści swego miecza.
Zamach w Sarajewie na Franciszka Ferdynanda i jego żonę, dokonany przez bośniackiego Serba dostarczył pretekstu jakiego Austria potrzebowała. Zamachowiec należał do tajnej organizacji, „Czarna Ręka”, której celem było odłączenie Bośni i innych słowiańskich prowincji od imperium Habsburgów i przyłączenie ich do Wielkiejj Serbii. Rząd Serbii nie był w to zaangażowany, ale zamachowiec miał powiązania z przedstawicielami serbskiej policji, a jego rewolwer pochodził z państwowego arsenału Serbii. Sympatia dla Austrii była powszechna w Europie. „Straszny wstrząs dla kochanego, starego cesarza” – napisał w swoich pamiętnikach król Jerzy V. Wszyscy oczekiwali wyrównania porachunków. Celem Austrii było zniszczenie całej Serbii. Jednak za Serbią stała Rosja. W związku z tym austriacka decyzja o wypowiedzeniu wojny uzależniona była od niemieckiej obietnicy powstrzymania interwencji Rosji. 5 lipca austriacki ambasador w Berlinie oficjalnie zapytał cesarza, jakie stanowisko zajmą Niemcy w przypadku wojny austriacko-serbskiej. Wilhelm rozumiał ukryte w tym pytanie i odpowiedział, że nie sądzi, by Rosja przystąpiła do niej; wątpił, by car chciał znaleźć się po stronie „barbarzyńskiego, królobójczego państwa”. Oświadczył, że Niemcy staną po stronie Wiednia bez względu na to, jaką decyzję podejmie Rosja. „Wojna między Austro-Węgrami i Rosją wydaje się nieunikniona” – informował ambasador cesarza. „Możemy być przekonani, że Niemcy, nasz stary, wierny sojusznik, staną po naszej stronie”. Oświadczenie to było słynnym „czekiem in blanco”, którym naczelny wódz cesarstwa niemieckiego złożył swemu sojusznikowi. Gdyby Rosja interweniowała, Niemcy wypowiedziałyby wojnę Rosji. Jeśli to by się wydarzyło, niemiecki plan przewidywał, że będą one walczyły również z sojusznikiem Rosji – Francją. Wydawało się mało prawdopodobne, że zaangażuje się w to Wielka Brytania, było to tak niewyobrażalne, że nie było nigdy rozważane. W tym czasie, trzymając czek in blanco, austriaccy dyplomaci rozpoczęli szkicowanie ultimatum wobec Belgradu, tak twarde w swoich żądaniach, że „możliwość jego przyjęcia była w praktyce wykluczona”.
*
Wilhelm, przed udaniem się na wakacje, zastanawiał się czy w świetle kryzysu nie powinien odłożyć, a nawet odwołać swojego rejsu do fiordów Norwegii. Z tego samego powodu zaproponował, by Flota Pełnomorska być może zaniechała swoich letnich ćwiczeń na Morzu Północnym. Kanclerz, Theobald von Bethmann-Hollweg, był nieugięty; zarówno kajzer, jak i flota powinni wyruszyć; ewentualne odwołanie mogłoby zaalarmować i tak już nerwową Europę. Politycy i armia nie spodziewali się żadnych kłopotów ze strony Wielkiej Brytanii, ale sztab marynarki wojennej wierzył, że wysłanie floty poza niemieckie wody podczas napiętej sytuacji międzynarodowej było ryzykowne. W trakcie rejsu do Norwegii flota mogła czasami dzielić się i oddzielne eskadry mogły odwiedzać różne porty. To rozproszenie mogło czynić flotę nieodporną na zaskakujący brytyjski atak; niemieccy oficerowie marynarki wojennej nigdy nie zapomnieli, że nagły atak w czasie pokoju w celu zniszczenia niemieckiej floty, zanim będzie ona w pełni rozbudowana, był publicznie popierany w Anglii nie przez kogo innego, ale samego admirała sir Johna Fishera, twórcę nowoczesnej brytyjskiej marynarki wojennej. Sztab niemieckiej marynarki wojennej zauważył, że w chwili gdy flota niemiecka będzie w Norwegii, brytyjska flota, zmobilizowana i przygotowana do przeglądu przez króla, będzie nadzwyczaj dobrze przygotowana do takiego ataku. Te obawy zostały odrzucone przez kanclerza i 10 lipca, 3 dni po wyruszeniu Wilhelma, niemiecka Flota Pełnomorska wyszła w morze w celu przeprowadzenia ćwiczeń w cieśninie Skagerrak i u wybrzeży Norwegii.
Na pokładzie Hohenzollerna dwa pierwsze tygodnie podróży minęły w wakacyjnym nastroju, podczas gdy kryzys bałkański pozostawał w tle. 14 lipca Wilhelm wysłał ogólnikowe przesłanie dobrej woli do cesarza Franciszka Józefa, zapewniające starego władcę, że jest gotowy wypełnić swój „radosny obowiązek” poparcia Austrii przeciwko Serbom. Kajzer był ostrzejszy w słowach w stosunku do swego ministerstwa spraw zagranicznych doradzając, by pozostawało nieugięte, ponieważ Serbia nie była „państwem w rozumieniu europejskim, a jedynie bandą rabusiów, która musi być ukarana za swoje zbrodnie”. 23 lipca, w dniu kiedy austriackie ultimatum zostało przedstawione w Belgradzie, na jachcie pojawiło się napięcie. Sztab marynarki wojennej rozkazał admirałowi Friedrichowi von Ingenohl, naczelnemu dowódcy Floty Pełnomorskiej, przyprowadzenie swoich eskadr do fiordu Sogne, gdzie zakotwiczył Hohenzollern. Nazajutrz Ingenohl zaproponował przyprowadzenie floty z Norwegii do kraju, ale ponownie kanclerz powziął przeciwną decyzję, twierdząc, że powrót floty mógłby nasilić konflikt. Po południu, 24 lipca, Wilhelm, zgodnie ze swoim rozkładem zajęć, odbył wycieczkę na brzeg do wioski Wik, by odwiedzić znany, stary, drewniany kościół. Tego dnia na pokład Hohenzollerna nie dotarła żadna wiadomość na temat przyjęcia w Belgradzie ultimatum. Wieczorem, w palarni, cesarz otrzymał telegram, który wywołał wypieki na jego policzkach. Odłożył go na bok i kontynuował grę w karty.
Następnego dnia bezprzewodowy serwis informacyjny Norddeutsch przedstawił tekst austriackiego ultimatum. Po śniadaniu Wilhelm pojawił się na pokładzie i powiedział admirałowi Georgowi von Müllerowi, szefowi gabinetu morskiego, który trzymał w rękach wiadomość Norddeutch: „To całkiem mocna nota”. „Z pewnością tak – odpowiedział Müller – a to oznacza wojnę”. Wilhelm radził Müllerowi, by się nie martwił, mówiąc, że Serbia nigdy nie zaryzykuje wojny. Po porannym żeglowaniu kajzerowi wręczono biuletyn agencji informacyjnej donoszący o konsternacji w Belgradzie i rosyjskiej deklaracji, że kraj ten nie może pozostać obojętny. Wśród panującego podniecenia na jachcie kajzer wydał rozkazy Flocie Pełnomorskiej, ładującej teraz węgiel w norweskich portach, by przygotowała się do powrotu. O godzinie 10.00 potężny drednot Friedrich der Grosse, flagowy okręt Floty Pełnomorskiej, wszedł do fiordu Sogne i zakotwiczył blisko Hohenzollerna. Admirał Ingenohl wszedł na pokład jachtu, gdzie otrzymał „operacyjną odprawę” od naczelnego wodza. Jeśli wybuchnie wojna z Rosją, Ingenohl miał wprowadzić flotę na Bałtyk i ostrzelać bałtyckie porty rosyjskie Revel (dziś Tallin) i Lipawę. Admirał zachował spokój, wiedząc, że jeśli wybuchnie wojna, Flota Pełnomorska nie zostanie użyta na Bałtyku. „Otrzymałem ustne rozkazy od kajzera – powiedział później Ingenohl – by poprowadzić flotę na Bałtyk i przeprowadzić pierwsze uderzenie na Rosję w przypadku wybuchu wojny. Kiedy wskazałem na niebezpieczeństwo udziału Anglii w wojnie i w konsekwencji tego konieczności trzymania okrętów liniowych na Morzu Północnym, kajzer odpowiedział z naciskiem, że nie ma wątpliwości, iż Anglia nie podejmie interwencji. Zamiast powtarzać swoje poglądy, zdołałem uzyskać zgodę na wysłanie określonych jednostek do macierzystych portów, co umożliwiło większej części ciężkich okrętów i jednostek rozpoznawczych wejście na Morze Północne”.
W tym czasie Müller i generał Moritz Lyncker, generalny adiutant kajzera i szef gabinetu wojskowego, zgodzili się, że Wilhelm powinien przerwać podróż. O godzinie 15.00 Müller z własnej inicjatywy rozkazał kapitanowi jachtu podniesienie ciśnienia pary. Wilhelm miał swoją zwykłą popołudniową drzemkę i kazał zbudzić się o 16.30. ale Müller poszedł spotkać się z nim wcześniej i rozmawiał z nim, kiedy ten był w łóżku. „Poinformowałem go o ostatnich telegramach z Belgradu, wspomniałem o opinii Lynckera i doradziłem mu wyruszenie w podróż powrotną o 18.00. Zawahał się przez moment i odpowiedział: «Bardzo dobrze, zgadzam się. Czy mogę wyjść na brzeg na pół godziny?». Powiedziałem, że nie widzę żadnych przeszkód i kiedy kajzer składał pożegnalne wizyty, przygotowywałem szczegóły powrotnej podróży floty, która była zaplanowana na następny wieczór”.
O godzinie 18.00 Hohenzollern podniósł kotwicę. Był spokojny, bezchmurny letni wieczór i kiedy jacht wychodził z fiordu Sogne, kajzer stał na mostku, rozkoszując się wspaniałym widokiem gór i lasów. Müller był z nim. W pewnym momencie Wilhelm obstawał, że nie będzie wojny, że w ostatnim momencie przywódcy wszystkich państw cofną się przed tą przerażającą odpowiedzialnością. Serbia, jak powiedział, przyjmie warunki Austrii i Wiedeń będzie usatysfakcjonowany. Następnego ranka, 26 lipca, kiedy jacht znalazł się na otwartym morzu, silne fale zmusiły do zamknięcia wszystkich pokryw lukowych i zabronienia pasażerom wychodzenia na pokład. Przyszedł telegram od kanclerza, dyskretnie zarzucający kajzerowi wcześniejszy powrót i wydanie flocie rozkazu powrotu w oparciu jedynie o doniesienia agencji informacyjnej. Wilhelm zareagował ze złością: „Moja flota ma rozkaz pójścia do Kilonii – powiedział – i pójdzie do Kilonii”. Po wojnie były cesarz wspominał w swoich pamiętnikach: „Kiedy byłem na letniej wakacyjnej wycieczce, otrzymałem tylko skąpe informacje z ministerstwa spraw zagranicznych i musiałem polegać głównie na norweskich gazetach, z lektury których odniosłem wrażenie, że sytuacja pogarsza się. Natychmiast zatelegrafowałem do kanclerza i ministerstwa spraw zagranicznych, że uważam za celowy swój powrót, ale za każdym razem proszono mnie, bym nie przerywał podróży. Kiedy dowiedziałem się z norweskich gazet – nie z Berlina – o austriackim ultimatum wobec Serbii, natychmiast rozpocząłem podróż powrotną do domu bez dalszych ceregieli”.
27 lipca Hohenzollern przybył do Kilonii. Opalony Wilhelm zszedł na brzeg i wsiadł do pociągu do Poczdamu. Następnego rana przeczytał tekst serbskiej odpowiedzi na austriackie ultimatum. Serbia zgodziła się zrezygnować z każdej pozostałości narodowej suwerenności. Było to nędzne poddanie się Serbów i zgodnie z tym co deklarował kajzer, Austria dostała wszystko, czego chciała. „Doskonały sukces 48-godzinnej noty” – oświadczył. „To więcej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Wielkie moralne zwycięstwo Wiednia… usunęło wszystkie powody do wojny”. Tego popołudnia otrzymał od swego młodszego brata, księcia Prus Henryka, coś co wydawało się jeszcze lepszą wiadomością. Dwa dni wcześniej, 26 lipca, Henryk przybył do Londynu z regat jachtów w Cowes i odwiedził w pałacu Buckingham swego kuzyna, króla Jerzego V. „Widomość jest bardzo zła” – powiedział król. „Wygląda na wojnę w Europie. Lepiej natychmiast wróć do Niemiec”. Henryk powiedział, że chciałby wrócić tego wieczoru i zapytał: „Co zrobi Anglia?”. Zgodnie z tym, co król zanotował, odpowiedział on następująco: „Nie wiem, co powinniśmy zrobić. Nie prowadziliśmy sporu z nikim i mam nadzieję, że pozostaniemy neutralni. Jeśli jednak Niemcy wypowiedzą wojnę Rosji, a Francja przyłączy się do Rosji, obawiam się, że wówczas zostaniemy do niej wciągnięci”. Wersja Henryka odpowiedzi Jerzego była inna: „Zrobimy wszystko, co będziemy mogli, by trzymać się od tego z daleka i pozostać neutralnymi”. Obaj mężczyźni byli uczciwi. Nie ma wątpliwości, że Henryk usłyszał to, co chciał usłyszeć – że Wielka Brytania ma nadzieję pozostać neutralna – i nie słuchał już obaw Jerzego, że pomimo tych nadziei, Wielka Brytania może być uwikłana w wojnę. „Dobrze – powiedział książę Henryk, wyjeżdżając – jeśli nasze państwa będą walczyć po przeciwnych stronach, nie będzie to miało wpływu na naszą osobistą przyjaźń”. Kiedy dotarł do Berlina, Henryk streścił tę rozmowę swemu bratu, który z kolei odebrał ją jako przyrzeczenie Jerzego V pozostania neutralnym. W ciągu kilku następnych dni, kiedy ludzie wokół cesarza, najbardziej wytrwale Tirpitz, ostrzegali, że Anglia może przystąpić do wojny, kajzer, choć świadomy, że Anglia jest monarchią konstytucyjną, rządzoną przez parlament, odpowiedział dumnie: „Mam słowo króla”.
W tym czasie, 27 lipca, Flota Pełnomorska powróciła do Kilonii. 31 lipca niemieckie drednoty poruszyły się znowu, tym razem przez Kanał Kiloński do swoich morskich baz na Morzu Północnym. Sztab marynarki wojennej, mając na uwadze pozycję Anglii, zdecydował, że starsze niemieckie okręty liniowe i krążowniki opancerzone będą dostępne do walki z Rosjanami, którzy w swojej marynarce wojennej mają większość okrętów sprzed 10 lat, od wojny rosyjsko-japońskiej. 1 sierpnia Niemcy ogłosiły powszechną mobilizację, ale cesarz niemiecki i kanclerz wciąż byli pewni, że Wielka Brytania pozostanie neutralna.
*
Przez wiele lat manewry na wodach wokół Wysp Brytyjskich były stałym elementem corocznej rutyny Royal Navy. Jednak latem 1914 roku te manewry zostały odwołane i zastąpione testem mobilizacji brytyjskiej floty rezerwowej. Decyzja ta nie maiła nic wspólnego z rozwojem europejskiego kryzysu i była wynikiem październikowej rozmowy pomiędzy Winstonem Churchillem, Pierwszym Lordem Admiralicji i księciem Ludwikiem z Battenbergu, Pierwszym Lordem Morskim, w której obaj mężczyźni dyskutowali nad koniecznością wprowadzenia oszczędności. Churchill był pod stałą presją Davida Lloyda George’a, kanclerza skarbu państwa i innych kolegów z gabinetu liberałów, by obcinać ogromne sumy przeznaczane na budowę drednotów. Suma przeznaczona dla marynarki wojennej w 1914, ponad 50 milionów funtów, byłaby największym tego typu wydatkiem w brytyjskiej historii. Jednym z działań oszczędnościowych – jedynie gestem, według powszechnej opinii – było zastąpienie corocznych manewrów floty testem mobilizacji III Floty, rezerwowej. Rezygnacja z manewrów zaoszczędziłaby tylko psie pieniądze – 100 tysięcy funtów za zużyty węgiel i ropę – ale admiralicja chciała wykonać choćby gest w stronę skarbu państwa.
W marcu 1914 roku, kiedy Churchill przedstawiał Izbie Gmin roczny plan wydatków marynarki wojennej (wymagany roczny budżet admiralicji), ogłosił jego zmianę. Plan polegał na powołaniu do służby 20 000 rezerwistów i obsadzenia 2 eskadr najstarszych we flocie okrętów liniowych typu sprzed drednotów, należących do III Floty i umieszczenie każdego okrętu jako wsparcia wojennego Royal Navy. Kiedy to zrobiono, król Jerzy V mógł dokonać w Spithead przeglądu całej brytyjskiej floty, po czym okręty przeprowadziły krótkie ćwiczenia na morzu, a następnie rozśrodkowały się.
Zaangażowane w nie floty i okręty różniły się bardzo siłą i gotowością. I Flota, rdzeń brytyjskich sił morskich, została zbudowana wokół 3 eskadr liniowych nowoczesnych drednotów, obsadzonych przez stałe załogi marynarki wojennej, zawsze gotowe do akcji. II Flota, 2 eskadry względnie nowych okrętów liniowych z ery sprzed drednotów z mniejszymi jednostkami pomocniczymi, musiała zebrać tylko swój personel z różnych szkół i ośrodków szkoleniowych na lądzie. Stare okręty III Floty, których możliwości i stopień gotowości do mobilizacji były testowane, były zazwyczaj cumowane w spokojnych portach i obsadzone załogami szkieletowymi. Aby uczynić je zdolnymi do żeglugi i zmienić w maszyny do walki trzeba było powołać i zaokrętować tysiące rezerwistów marynarki wojennej.
Zbiegiem okoliczności było, że próbna mobilizacja, wynikająca z oszczędności budżetowych, została przeprowadzona w czasie kryzysu na Bałkanach. 10 lipca, kiedy austriackie ministerstwo spraw zagranicznych przygotowywało ultimatum dla Serbii, tysiące brytyjskich rezerwistów marynarki wojennej zaczęło przybywać do punktów mobilizacyjnych, gdzie otrzymywali mundury i skąd marynarze udawali się na przydzielone okręty. 16 lipca II i III Flota wyszły ze swoich macierzystych portów, by dołączyć do I Floty w celu przeprowadzenia przez króla przeglądu w Spithead, między Portsmouth a wyspą Wight. Król Jerzy przybył 17 lipca i Pierwszy Lord, tryskając dumą, przedstawiał władcy flotę, o której Churchill powiedział, że jest „bez porównania największym zgrupowaniem sił morskich, jakiego świadkiem był ktokolwiek w historii świata”.
W poniedziałkowy poranek, 20 lipca, armada wyszła w morze na ćwiczenia. Każdy okręt udekorowany był flagami, na pokładach grały orkiestry, a marynarze i żołnierze piechoty morskiej stali w rzędach wzdłuż relingów. Flocie zajęło 6 godzin przejście obok królewskiego jachtu, nawet idąc z prędkością 15 węzłów. Następne 3 dni spędzono na ćwiczeniach taktycznych w kanale La Manche. 23 lipca 3 floty rozdzieliły się. Okręty III Floty zaczęły wracać do portów macierzystych, by zwolnić załogi i znowu przejść w stan spoczynku. I i II Flota przeszły do Portland, gdzie miały pozostać aż do poniedziałku rano, 27 lipca. W południe tego dnia jednak port miał być pusty, a poszczególne eskadry liniowe rozśrodkowane, niektóre by rozpocząć ćwiczenia artyleryjskie, inne by zwolnić załogi na letni wypoczynek. II Flota miała powrócić do macierzystych portów i odesłać członków swoich załóg do szkół artylerii, torpedystów i innych ośrodków szkoleniowych na lądzie. W piątek niektóre z okrętów miały znaleźć się w dokach w celu dokonania kapitalnych remontów, inne zostać przycumowane do nabrzeża dla przeprowadzenia drobnych napraw.
Wydawało się, że nie ma powodów, by nie pozwolić powrócić flocie do statusu pokojowego. Pomimo tragedii w Sarajewie, Europa zdawała się być spokojna. Niemiecki cesarz wyruszył w swoją coroczną letnią podróż do fiordów Norwegii. Prezydent Francji udał się 13 lipca z wizytą do St. Petersburga, stolicy największego sojusznika Francji, Rosji. W związku z tym 23 lipca, na zakończenie wszystkich ćwiczeń marynarki wojennej admirał sir George Callaghan, głównodowodzący I Flotą, poinformował Admiralicję, że jest gotów wysłać flotę na wakacje. Admiralicja odpowiedziała: „Eskadry I Floty mogą być zwolnione w poniedziałek, 27 lipca, zgodnie z zatwierdzonym przez pana programem”.
Jednak w czwartek, 23 lipca 1914, Austria wręczyła swoje ultimatum Serbii. Wcześnie w piątek, 24 lipca, brytyjski sekretarz spraw zagranicznych, sir Edward Grey, otrzymał w ministerstwie spraw zagranicznych tekst, który określił jako „najstraszniejszy dokument skierowany kiedykolwiek przez jedno państwo do drugiego”. Obok żądań, które praktycznie pozbawiały Serbię suwerenności narodowej, zawierał on 24-godzinny termin na zaakceptowanie go przez Serbię. Tego popołudnia, kiedy Grey poinformował o tym brytyjski gabinet, jego członkowie wysłuchali go sumiennie, ale dla większości kryzys wydawał się czymś odległym. „Na szczęście – napisał premier H.H. Asquith wieczorem w liście do króla – wydaje się, że nie ma powodów, dla których nie powinniśmy być nikim więcej jak widzami”. Churchill zdecydował się pozwolić Royal Navy na kontynuowanie przechodzenia ze stanu gotowości wojennej do statusu pokojowego.
Pomimo tego, admirał Callaghan martwił się. Jeśli w sobotę, 25 lipca, nie zostaną podjęte żadne kroki w celu powstrzymania procesu demobilizacji, przypomni admiralicji, że jeśli nie uczyni się niczego, jego flota rozproszy się na wakacje w poniedziałek. Jednak tego sobotniego rana kryzys okazał się słabnąć, a może nawet minąć, na podstawie informacji, która dotarła do Londynu, że Serbia zaakceptowała większość austriackich warunków. Asquith i członkowie jego gabinetu szybko opuścili stolicę, udając się na sobotnio-niedzielny wypoczynek. Churchill wynajmował mały wakacyjny dom, Pear Tree Cottage5, w Cromer na wybrzeżu Norfolk, dla żony i dzieci, które już tam były. Pozostawiając Pierwszego Lorda Morskiego, by pilnował spraw admiralicji, Churchill dołączył do rodziny pociągiem o 9.00. Książę Ludwik nie zatwierdził powszechnego exodusu, narzekając, że „ministrowie ze swoimi weekendowymi wakacjami są niepoprawni”. Następnego ranka, w niedzielę 26 lipca, Churchill powiedział: „Byłem na plaży i bawiłem się z dziećmi. Budowaliśmy tamy na małych strumieniach idących do morza podczas odpływu. To był piękny dzień. Morze Północne świeciło i skrzyło się na horyzoncie”. Dwukrotnie tego ranka, o godzinie 9.00 i ponownie w południe, Churchill opuszczał plażę, by przejść się do sąsiada, który miał telefon. Dzwonił do księcia Ludwika i z pierwszej rozmowy dowiedział się, że powstał rumor, iż Austria może nie zaakceptować serbskiego poddania się; w południe Pierwszy Lord Morski powiedział mu, że Wiedeń oświadczył, że serbska odpowiedź jest niesatysfakcjonująca, zerwał stosunki dyplomatyczne i ogłosił mobilizację armii austriackiej. O cesarzu Wilhelmie wiedziano, że wraca do Berlina i meldowano o koncentracji Floty Pełnomorskiej u wybrzeży Norwegii. W tym kontekście rozproszenie i demobilizacja eskadr brytyjskiej marynarki wojennej były bardzo ryzykownymi decyzjami. W ciągu kilku godzin rezerwiści musieli się rozproszyć, a ich ponowna mobilizacja zajmie czas. Jednak wstrzymanie ich zwolnienia byłoby polityczną prowokacją. Churchill zapowiedział swój natychmiastowy powrót do Londynu. W tym czasie powiedział księciu Ludwikowi, że jako jedyny na stanowisku „powinien robić wszystko co należy”. Churchill pojawił się w admiralicji tego wieczoru. Książę Ludwik, z własnej inicjatywy, zawiadomił Callaghana: „Żaden okręt I Floty i flotylli nie ma prawa opuścić Portland do czasu otrzymania późniejszych rozkazów”. Okręty II Floty pozostawały w macierzystych portach z powodu członków ich załóg, którzy byli w szkołach. Churchill natychmiast zatwierdził wszystko co zrobił Pierwszy Lord Morski.
Rozkazy dla admirała Callaghana nadeszły o godzinie 11.00. Trzon jego floty, eskadry drednotów, miał być rozśrodkowany następnego dnia rano. Drednot Bellerophon z 4 Eskadry Liniowej już został wydzielony i był w drodze do Gibraltaru, gdzie miał być poddany remontowi w suchym doku. Sześć krążowników Callaghana, większość niszczycieli i wszystkie trałowce znajdowały się w portach macierzystych z połowami załóg na urlopach. Wciąż był w stanie powstrzymać rozsypkę zanim sprawy poszły dalej i zaczął natychmiast organizować ponownie swoją flotę. Z Londynu komandor Wilhelm Wienmann, niemiecki attaché morski, który bacznie obserwował te działania, wysłał telegraficznie raport do Berlina:
„Brytyjska flota przygotowuje się na wszystkie ewentualności. I Flota łączy się w Portland. Okręty II Floty są w pełni obsadzone. Szkoły na lądzie nie zostały ponownie otwarte. Okręty II i III Floty załadowały węgiel, uzupełniły amunicję i zaopatrzenie. W konsekwencji właśnie co zakończonych ćwiczeń rezerwistów ich okręty mogą być obsadzone szybciej niż normalnie. Flotylle niszczycieli i patrolowców oraz okręty podwodne są w drodze na swoje pozycje, albo wracają z nich. Nie wydano żadnych przepustek, a oficerowie i marynarze, którzy mieli wolne, zostali wezwani. W bazach morskich i stoczniach widać aktywność. Wprowadzono specjalne środki bezpieczeństwa: wszystkie stocznie, magazyny, zbiorniki paliw itp. znalazły się pod strażą. Remonty okrętów w stoczniach zostały przyspieszone. Przeprowadza się wiele prac w nocy. Zapewniono całkowitą ciszę w informacjach wychodzących na zewnątrz, aby nie powodować niepokoju alarmującymi raportami o flocie. Ruchy okrętów, które były normalnie codziennie publikowane przez Admiralicję, od wczoraj zostały utajnione”6.
Churchill i marynarka wojenna przygotowywali się do wojny, ale większość członków brytyjskiego gabinetu wciąż nie odczuwała potrzeby pośpiechu. Wtorek 28 lipca przyniósł niebezpieczne zaostrzenie konfliktu. Austria kategorycznie odrzuciła serbską notę, odmawiając prowadzenia negocjacji, i wypowiedziała wojnę. W St. Petersburgu rosyjski sztab generalny ponaglał cara, by ogłosił mobilizację całej rosyjskiej armii, ale Mikołaj II zgodził się zmobilizować tylko wojskowe dystrykty na granicy z Austro-Węgrami. Churchill zdecydował się nie czekać. I Flota musi zostać przeniesiona w bezpieczne miejsce. Admiralicja miała tylko mgliste pojęcie o rozmieszczeniu Floty Pełnomorskiej i obawiała się zaskakującego ataku torpedowego niemieckich niszczycieli na narażone na to wielkie zgrupowanie okrętów w Portland. Najważniejszym celem Churchilla było upewnienie się, że I Flota (która wkrótce miała zostać nazwana Wielką Flotą) wyjdzie w morze i będzie na swoich pozycjach zanim Niemcy będą wiedzieli, czy Wielka Brytania stała się ich wrogiem „i od tej pory, jeśli to możliwe, powinniśmy o tym zadecydować. O godzinie 10.00 we wtorek rano zaproponowałem ten krok Pierwszemu Lordowi Morskiemu i szefowi sztabu. Zauważyłem, że są całym sercem za tym. Zdecydowaliśmy, że flota musi opuścić Portland o tej godzinie z rana 29 lipca, aby przejść przez cieśninę Dover w ciemnościach, z pełną prędkością i z wyłączonymi światłami i skierować się do Scapa Flow”. O godzinie 17.00 tego wieczoru rozkazy popłynęły z masztów radiowych na szczycie budynku admiralicji do masztu sygnalizacyjnego Iron Duke: „Jutro, w środę [29 lipca] I Flota ma opuścić Portland, kierując się do Scapa Flow. Port docelowy ma być utrzymany w tajemnicy z wyjątkiem oficerów flagowych i dowódców okrętów”. Callaghan miał wysłać flotę na północ pod rozkazami swego zastępcy, wiceadmirała sir George’a Warrendera, tak by mógł udać się osobiście do Londynu na konsultacje w admiralicji. Kiedy sir George Callaghan wsiadł do pociągu do Londynu, jego drednoty wychodziły z Portland, by nie powrócić tam przez 4 lata. Nikt lepiej nie opisał tych wydarzeń, jak sam Churchill:
„Możemy teraz widzieć tę wielką flotę, z jej flotyllami krążowników, wychodzącą powoli z Portland, eskadra za eskadrą, dziesiątki gigantycznych stalowych fortec torujących sobie drogę przez pokryte mgiełką, lśniące morze, jak pochylający się giganci niosący grozę. Możemy zobaczyć je ponownie kiedy opadną ciemności, długi na 18 mil sznur okrętów idących całą naprzód, w absolutnych ciemnościach, przez wąskie cieśniny, ciągnących ze sobą na otwarte wody północy siły ochrony. Strategiczna koncentracja floty została zakończona z chwilą przeniesienia jej na wody Szkocji. Jesteśmy teraz w pozycji, że cokolwiek się zdarzy, będziemy kontrolowali przebieg wydarzeń i nie będzie łatwo odebrać nam tej przewagi. Zaskakujący atak torpedowy przed lub równocześnie z wypowiedzeniem wojny był najgorszą zmorą, która odeszła na zawsze. Kiedy wybuchnie wojna, nikt nie będzie wiedział, gdzie szukać brytyjskiej floty; gdzieś na rozległych wodach na północ od naszych wysp, idąca teraz w tę stronę, okryta całunem sztormów i mgieł, zatrzyma się ta potężna organizacja. Jednak z budynku admiralicji będziemy mogli rozmawiać z nią w każdym momencie, kiedy powstanie taka potrzeba. Królewskie okręty są w morzu”.
Wysłanie brytyjskiej floty na jej pozycje bojowe byłoby wysłaniem dramatycznego sygnału dyplomatycznego. Z tego powodu Churchill zdecydował się utrzymać ruchy floty w tajemnicy nie tylko przed Niemcami, ale i brytyjskim gabinetem. Wiedząc, że wielu członków rządu czuje odrazę do idei zaangażowania się Wielkiej Brytanii w coś, co określają jako wojna kontynentalna, wyjaśnił później: „Bałem się przedstawić sprawę gabinetowi, ponieważ omyłkowo mogła być potraktowana jako działanie prowokacyjne niszczące szansę na zachowanie pokoju”. Jego dalsza argumentacja była pełna obłudy: „Byłoby rzeczą niezwykłą przedstawianie gabinetowi ruchów brytyjskiej floty na jej wodach terytorialnych, z jednego brytyjskiego portu do drugiego. Dlatego poinformowałem o tym tylko premiera, który natychmiast to zatwierdził”. W innej notatce z tego spotkania Churchill napisał: „[Asquith] spojrzał na mnie wytrzeszczając oczy ze zdumienia i wydał z siebie chrząknięcie. Nie potrzebowałem niczego więcej”.
Do czwartku wszystkie działania zostały przeprowadzone i Churchill, zadowolony z siebie, mógł się podzielić swoją radością. „Spojrzeliśmy na siebie z pełną satysfakcją, kiedy w czwartek rano, 30 lipca, zameldował się okręt flagowy, a cała flota była gdzieś daleko na środku Morza Północnego”. Później tego dnia Churchill dowiedział się, że Jacky Fisher wstąpił do admiralicji. Natychmiast zaprosił starego admirała do swego biura. „Powiedziałem mu co zrobiliśmy i cudownie było widzieć jego zadowolenie” – wspominał Churchill. Ambasador Niemiec, kiedy dowiedział się o wyjściu floty, nie tracił czasu, by zaprotestować w ministerstwie spraw zagranicznych. Gray ze spokojem poinformował go, że „ruchy floty nie mają charakteru ofensywnego i flota nie dojdzie do wód niemieckich”.
Nawet teraz, nikt, włączając członków brytyjskiego gabinetu i opinię publiczną, nie wierzył, że Wielka Brytania może być uwikłana w wojnę. Czynnikiem, który najbardziej wprowadzał w błąd kontynent był niewzruszony angielski spokój. Bernhard von Bülow zauważył to pogodne odcięcie od świata kilka lat wcześniej, kiedy towarzyszył kajzerowi w jego wizycie do Anglii:
„Wielu angielskich polityków wie niewiele więcej o sytuacji na kontynencie niż my wiemy o warunkach w Peru czy Syjamie. Są również raczej naiwni w swoim otwartym egoizmie. Mają trudności w uwierzeniu w rzeczywiście złe intencje innych; są bardzo spokojni, flegmatyczni i bardzo optymistycznie nastawieni. Państwo dostarcza zamożności, komfortu, zadowolenia oraz wiary we własne siły i w przyszłość. Ludzie po prostu nie mogą uwierzyć, że sprawy mogłyby kiedyś przybrać naprawdę zły obrót, tak w kraju, jak i zagranicą. Z wyjątkiem kilku czołowych przedstawicieli, pracują mało i spędzają czas na niczym”.
Anglia rozkoszowała się najpiękniejszą sierpniową pogodą od wielu lat. Rozpoczął się sezon urlopowy. Nawet kiedy Rosja, Austria, Francja i Niemcy prowadziły mobilizacje, angielscy urlopowicze tłumnie spieszyli na stacje kolejowe i na plaże. Nie było zaskoczeniem, że zagraniczni obserwatorzy – Niemcy z nadzieją, a Francuzi z niepokojem – dochodzili do wniosku, że Wielka Brytania jest zdeterminowana pozostać na uboczu wojny o spadającą w przepaść Europę.
*
Winston Churchill był przekonany, że wysyłając Wielką Flotę na „niezwykle rozległe wody na północ od naszych wysp”, uchronił ją przed niespodziewanym atakiem; nie martwił się niczym więcej tylko jej siłą w porównaniu z Flotą Pełnomorską. Na papierze stosunek drednotów – 24 do 17 – wyglądał bezpiecznie, ale dla Pierwszego Lorda nie było to wystarczające. „Nie było tu wielkiego marginesu bezpieczeństwa – pisał później – ani na niepomyślne zbiegi okoliczności, ani na defekty techniczne, które przy tak olbrzymiej flocie są nieuniknione”. Na szczęście margines ten można było powiększyć jednym decydującym ruchem. Przez lata brytyjskie stocznie budowały okręty dla obcych marynarek wojennych; czasem, w zależności od charakterystyki technicznej wymaganej przez określone admiralicje, okręty te były silniejsze niż jednostki budowane przez te same stocznie dla Wielkiej Brytanii. Dla przykładu, w 1913 roku Vickers zbudował dla Japonii Kongo, wówczas najwspanialszy krążownik liniowy na świecie. Uzbrojony w 10 14-calowych dział, silnie opancerzony i mogący rozwijać prędkość 27 węzłów, był niemal pod każdym względem lepszy od najnowszego brytyjskiego krążownika liniowego Tiger, który w czerwcu 1914 wciąż jeszcze nie został przekazany Royal Navy. Kiedy Kongo kierował się do domu, zostawił za sobą w budowie w stoczniach brytyjskich, 4 zagraniczne superdrednoty, wszystkie równe najlepszym brytyjskim. Dwa z nich przeznaczone były dla Turcji, a 2 dla Chile. Teraz, latem 1914 roku, kiedy nasilał się kryzys europejski, tureckie okręty – Reshadieh, wzorowany na okrętach typu Iron Duke i Sultan Osman I, uzbrojony w 14 12-calowych dział, były na ukończeniu i przygotowywały się do wyjścia do cieśniny Bosfor. W tym momencie Pierwszy Lord Admiralicji upierał się, że powinno się zabronić Turkom fizycznego przejęcia ich okrętów.
Pierwszy z tureckich okrętów, 23 000-tonowy drednot Reshadieh był podobny do King George V, niosąc 10 13,5-calowych dział. Drugi, większy okręt liniowy, zyskał niezwykłe miejsce w historii budownictwa okrętowego, ponieważ w ciągu jednego roku był własnością 3 różnych rządów. Przez dekadę 3 główne siły w Ameryce Południowej, Argentyna, Brazylia i Chile, prowadziły swój własny wyścig w budowie drednotów, kosztujący każde z państw jedną czwartą dochodu narodowego. Rozpoczęła Brazylia, zamawiając w brytyjskich stoczniach parę 21 000-tonowych drednotów, z których każdy był uzbrojony w 12 12-calowych dział. Argentyna odpowiedziała zamówieniem dwóch 28 000-tonowych okrętów liniowych, każdy z 12 12-calowymi działami – pierwszy w New York Ship Building Company, a drugi w For River Shipyard w Quincy w stanie Massachusetts. Brazylia, zaalarmowana wielkimi rozmiarami nowych argentyńskich okrętów, powróciła do Wielkiej Brytanii w 1911 roku, zamawiając trzeci nowy okręt liniowy. Ten okręt miał być fenomenem: najdłuższy drednot na świecie, z nieporównywalnym uzbrojeniem w 14 12-calowych dział umieszczonych w 7 wieżach artyleryjskich. Stępkę położono w stoczni Armstrong Elswick w Newcastle nad rzeką Tyne we wrześniu 1911 roku, a okręt zwodowano w styczniu 1913 roku jako Rio de Janeiro. Jednak w październiku tania miedź z Malezji obniżyła wartość brazylijskiego eksportu miedzi, rząd Brazylii, nie mogąc zapłacić za nowy okręt, wystawił nieukończonego drednota na sprzedaż. Turcja przejęła kontrakt i Rio de Janeiro stał się Sultanem Osmanem I. W tym czasie Chile zamówiło 2 nowe 28 000-tonowe drednoty budowy brytyjskiej, każdy zaprojektowany do niesienia 10 14-calowych dział, ale w lipcu 1914 roku oba były jeszcze o rok od ukończenia budowy.
Admiralicja skupiła swoje zainteresowanie na 2 tureckich okrętach liniowych. Choć klauzula w kontrakcie na budowę zabraniała brytyjskiemu rządowi odkupienia okrętów w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa narodowego, to Turcy nieoczekiwanie „dobrowolnie” zgodzili się je odsprzedać. Te 2 okręty kosztowałyby zubożały kraj 6 milionów funtów. Część pieniędzy można było pożyczyć od bankierów w Paryżu, część pochodziła z podatków – od owiec i wełny, tytoniu i chleba. W styczniu 1914 roku wszystkie grudniowe wynagrodzenia pracowników sektora publicznego, żadne jeszcze niewypłacone, zostały skierowane na zapłatę za okręty. Wciąż jednak potrzeba było więcej pieniędzy. Każde tureckie miasto i wioska przyłączyły się do zbiórki; kobiety sprzedawały swoje włosy, by zebrać pieniądze. Skarbonki umieszczono na mostach i na promach kursujących przez Bosfor. Budowa 2 drednotów stała się sprawą jednoczącą naród.
W tym czasie w stoczni Elswick brytyjscy robotnicy przebudowywali okręt, by spełnić wymagania jego nowych właścicieli. Tablice z instrukcjami i oznakowaniami w języku portugalskim były odkręcane i zastępowane nowymi. Kabina admiralska i jadalnia były wykończone sezonowanymi mahoniowymi panelami, otomańskimi dywanami, jedwabnymi abażurami, a łaźnię wyłożono różowymi kafelkami. Pod pokładami załodze dano więcej miejsca, usuwając część grodzi wodoszczelnych. Zmieniono wyposażenie ubikacji, przyjmowane przez Europejczyków i Brazylijczyków, usuwając sedesy i zastępując je rzędami stożkowych otworów w pokładach, dostosowanych do tureckiej praktyki kucania.
Otomańska Marynarka Wojenna czekała z niecierpliwością. Z Rosją budującą nową flotę na Morze Czarne i Grecją budującą drednota w Niemczech oraz negocjującą zakup w Stanach Zjednoczonych 2 okrętów sprzed czasu drednotów, Turcja pilnie potrzebowała nowoczesnej marynarki wojennej. Jej okręty były przestarzałe; na jednym ze starych okrętów liniowych zamontowano drewniane atrapy dział, o których jego oficerowie sądzili, że obserwatorowi z brzegu będą wydawać się prawdziwymi. W lipcu 1914 roku Turcy niecierpliwili się, chcąc przyprowadzić swoje nowe okręty do kraju i przedstawić je narodowi podczas parady na wodach zatoki Złoty Róg. Rashadieh był gotowy na początku lipca, ale brytyjska admiralicja doradzała, by pozostał w Anglii dopóki oba okręty nie będą mogły razem udać się do Turcji. W tym czasie aluzje z Whitehall7 wobec Armstronga i Vickersa sugerowały, że nie ma pośpiechu w przekazaniu tych 2 okrętów. Presja na Admiralicję wzrosła, kiedy 27 lipca odrapany turecki statek pasażerski, przewożących 500 tureckich marynarzy stanowiących załogę okrętu Sultan Osman I, wszedł na Tyne i zakotwiczył na wąskiej rzece naprzeciwko nowego okrętu liniowego. Oficjalną datę przekazania okrętu wyznaczono na 2 sierpnia. Rano 1 sierpnia na pokład dostarczono 13 12-calowych dział i zamontowano je w wieżach. Ostatnie, 14 działo spodziewane było później tego dnia. Jednak wciąż nie dostarczono żadnej amunicji. W piątek, 31 lipca, w obliczu nadchodzącej wojny w Europie, Churchill podjął decyzję. „W obecnych warunkach – Pierwszy Lord informował budowniczych – rząd nie może pozwolić, by okręty zostały przekazane obcej sile”. Następnego dnia rano Armstrong, obawiając się, że turecki dowódca i jego marynarze, czekający po drugiej stronie rzeki, mogą próbować zająć nowy okręt liniowy i wywiesić turecką banderę, umieścił uzbrojonych strażników przy bramach stoczni. 2 sierpnia kompania brytyjskiej Sherwood Foresters z założonymi bagnetami wmaszerowała na pokład. Oszołomieni Turcy nie mogli nic zrobić.
Churchill nigdy nie przeprosił. „Tureckie okręty liniowe były ważne dla naszych żywotnych interesów – powiedział później. – Z marginesem tylko 7 drednotów nie moglibyśmy sobie poradzić bez tych 2 znakomitych okrętów”. Starał się załatać straty, oferując, że po zakończeniu wojny Turcja otrzyma albo oba „zarekwirowane” drednoty, całkowicie odremontowane, albo ich pełną wartość. Dodał, że w każdym przypadku Wielka Brytania zapłaci Turcji tysiąc funtów za każdy dzień, kiedy będzie je trzymała. Oferta była tak długo ważna, jak długo Turcja pozostanie neutralna.
Sultan Osman I, przemianowany na Agincourt, skierował się do Scapa Flow 26 sierpnia. Niektórzy oficerowie obawiali się, że pierwsza pełna salwa burtowa przełamie okręt, ale kiedy po raz pierwszy oddano salwę ze wszystkich 14 dział 12-calowych, popękały tylko naczynia i szklanki. Reshadieh, przemianowany na Erin, włączony został do brytyjskiej floty nieco tylko później. Stosunek drednotów na Morzu Północnym wzrósł teraz do 26 brytyjskich przeciwko 17 niemieckim. To jeszcze niedostatecznie uspokoiło Pierwszego Lorda Admiralicji. We wrześniu 1914 roku Almirante Latorre, pierwszy z nieukończonych 28 000-tonowych chilijskich drednotów, został „zarekwirowany” przez Admiralicję. Rok później dołączył do Wielkiej Floty jako HMS Canada. Drugi chilijski okręt liniowy został również „zarekwirowany” i został ukończony w 1918 roku jako lotniskowiec Eagle.
*
W środę, 29 lipca, kiedy brytyjska flota kierowała się w stronę Scapa Flow, rozpoczął się austriacki ostrzał Belgradu. Rosja natychmiast rozpoczęła mobilizację swoich południowych sił. Niemcy zapowiedziały, że jeśli Rosja nie wstrzyma mobilizacji przeciwko Austrii, to Niemcy ogłoszą mobilizację i wypowiedzą wojnę. Rosjanie kontynuowali swoje działania. W piątek, 31 lipca, Niemcy wysłały ultimatum do St. Petersburga, żądając od Rosji przeprowadzenia demobilizacji w ciągu 12 godzin. W południe następnego dnia, w sobotę, 1 sierpnia, wygasł termin ultimatum i Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji.
Przez następne 3 dni Wielka Brytania pozostawała neutralna. Czynnikiem, który ostatecznie zjednoczył brytyjskie myślenie była Belgia, przez terytorium której niemiecki Sztab Generalny zamierzał wysłać 700 000 ludzi, by uderzyć w słabe lewe skrzydło armii francuskiej. Brytyjski traktat z Belgią gwarantował neutralność tego kraju. W sobotę, 1 sierpnia, Wielka Brytania zapytała Niemcy i Francję, czy w przypadku wybuchu wojny terytorium Belgii nie zostanie naruszone. Francja natychmiast udzieliła pełnej gwarancji, Niemcy odmówiły odpowiedzi. Skutkiem tego niemiecki ambasador w Londynie otrzymał formalną notę, że jeśli nastąpi inwazja na Belgię, Wielka Brytania może podjąć odpowiednie kroki. Wcześniej tego popołudnia brytyjski ambasador w Berlinie donosił, że niemieckie okręty pozostają w swoich portach. Na wieść o tym admiralicja zdecydowała się zmobilizować Royal Navy. Wszystkie flotylle patrolowe i obrony wybrzeża otrzymały rozkaz pozostawania w morzu w nocy, a ci sami rezerwiści, którzy zostali zwolnieni po próbnej mobilizacji, teraz otrzymali rozkazy powrotu na swoje okręty. W niedzielę, 2 sierpnia, Niemcy przekazały Belgii ultimatum, żądając od niej zezwolenia niemieckiej armii na przejście bez oporu przez terytorium belgijskie. W poniedziałek, 3 sierpnia, Niemcy wypowiedziały wojnę Francji. Royal Navy przejęła 9 oceanicznych liniowców chcąc przekształcić je w krążowniki pomocnicze, między innymi: Lusitanię, Aquitanię, Caronię i Mauretanię. Wkrótce Lusitania, Aquitania i Mauretania zostały zwolnione, ponieważ koszt ich paliwa uznano za nieproporcjonalnie wysoki do ich wartości użytkowej. O godzinie 6.00 we wtorek, 4 sierpnia, nadeszła wiadomość, że niemiecka armia zamierza przekroczyć granicę belgijską o godzinie 16.00 tego popołudnia. O godzinie 9.30 brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych złożyło protest w Berlinie. W południe nadeszła niemiecka odpowiedź zapewniająca, że żadna część terytorium Belgii nie zostanie zaanektowana, ale stwierdzająca jednocześnie, że Niemcy nie mogą pozostawić belgijskiego terytorium nieokupowanym, by nie zostało użyte przez Francję jako aleja do zaatakowania Niemiec. Nie pozostał zatem cień wątpliwości, o 17.50 Admiralicja poinformowała marynarkę wojenną, że Berlin otrzymał formalne ultimatum, które wygaśnie o północy czasu berlińskiego. Jeśli do tego czasu nie nadejdzie akceptowalna odpowiedź, to wówczas wybuchnie wojna. „Z punktu widzenia naszego ultimatum – stwierdzała wiadomość – mogą oni otworzyć ogień w każdej chwili. Musimy być na to przygotowani”.
*
O godzinie 23.00 czasu londyńskiego8 – o północy czasu berlińskiego – we wtorek, 4 sierpnia, wygasło brytyjskie ultimatum, pozostając bez odpowiedzi. Telegram wojenny z admiralicji dotarł na wszystkie okręty i do wszystkich stacji pod biała banderą9 na całym świecie. „Rozpocząć działania wojenne przeciwko Niemcom”. Stary okręt liniowy Prince of Wales ładował węgiel w Portland, kiedy rozległ się dźwięk trąbki. „Windy węglowca nagle zatrzymały się – wspominał jeden z oficerów okrętu – a bosmanmat przekazał wiadomość: «działania wojenne przeciwko Niemcom rozpoczną się o północy»”. Głośne okrzyki, które po tym nastąpiły, zostały wkrótce zagłuszone przez rozlegający się ponownie łoskot wind i hałas spadających z coraz większą prędkością worków z węglem.
2
„Goeben jest waszym celem”
Podczas gdy Wielka Brytania decydowała czy przystąpić do wojny, Francja, która nie miała wyboru, przygotowywała się na niemieckie uderzenie. Generał Joseph Joffre, dowodzący armiami Francji, pilnie żądał obecności na froncie XIX Korpusu Armii, łącznie 80 000 ludzi. W wieczór wybuchu wojny, żołnierze ci byli w północnej Afryce i głównym celem francuskiej floty śródziemnomorskiej stało się przerzucenie ich przez morze do Marsylii. Do eskorty transportowców wojska dostępny był 1 francuski drednot, 6 predrednotów, 6 krążowników opancerzonych i 24 niszczyciele. Dwa pozostałe nowe francuskie drednoty znajdowały się daleko na północy z misją „narodowej chwały”, eskortując prezydenta republiki podczas wizyty państwowej w St. Petersburgu. Ich nieobecność stworzyła potencjalne niebezpieczeństwo. Gdyby utrzymało się przedwojenne Trójprzymierze Niemiec, Austrii i Włoch, połączone floty tych 3 potęg przewyższałyby siłą francuską flotę śródziemnomorską i przewóz XIX Korpusu byłby zagrożony.
Plan wojenny Trójprzymierza przewidywał połączenie 3 flot w chwili rozpoczęcia działań wojennych w porcie Mesyna na Sycylii. Stamtąd miały wyruszyć i wyrwać z rąk Francji kontrolę nad Morzem Śródziemnym. W sierpniu 1914 roku austriacka marynarka wojenna, bazująca w Pula na półwyspie Istria nad północnym Adriatykiem, miała 2 drednoty, 3 starsze okręty liniowe oraz garść krążowników i niszczycieli. Flota włoska również miała 3 nowe drednoty, ale tylko jeden był gotowy do wojny. Niemcy, bez własnej bazy na Morzu Śródziemnym, utrzymywały tam tylko 2 okręty. Jednym z nich był jednak krążownik liniowy Goeben, topornie skonstruowany okręt o wyporności 23 000 ton, którego 10 dział 11-calowych i prędkość konstrukcyjna 28 węzłów czyniły najpotężniejszym szybkim okrętem wojennym na Morzu Śródziemnym. Drugim niemieckim okrętem był Breslau, nowy lekki krążownik o wyporności 4500 ton, prędkości 27 węzłów, uzbrojony w 12 dział 4,1-calowych. Obecność Goebena niepokoiła brytyjskiego Pierwszego Lorda, który nie miał wątpliwości, że wojna nadchodzi i że Wielka Brytania zostanie w nią zaangażowana. Goeben, złowieszczo przewidywał Churchill, „z łatwością będzie w stanie ominąć francuskie… [okręty liniowe] i atakując ze skrzydła lub dystansując ich krążowniki, wedrzeć się między transportowce i zatapiać jeden po drugim statki przepełnione żołnierzami”.
Odcięcie drogi francuskim żołnierzom było jedynym z celów wysłania Goebena na Morze Śródziemne w 1912 roku. Drugą jego misją, szczególnie bliską sercu niemieckiego cesarza, było przypomnienie mieszkańcom regionu śródziemnomorskiego długich rąk cesarza Niemiec. Kiedy wielki, szary okręt wszedł na Morze Śródziemne, jego 10 11-calowych dział wystających z 5 wież artyleryjskich, 12 6-calowych dział sterczących z kazamat, surowe kabiny starszych oficerów, bez sof czy foteli, bez obrazów na ścianach – wszystko to sugerowało, że okręt jest przygotowany do wojny. W rzeczywistości jednak latem 1914 roku Goeben był poniżej szczytu swoich możliwości. Dwa lata nieustannej służby na morzu bez dokowania zebrały swoje żniwo. Dno okrętu było porośnięte glonami, jego silniki zużyte, rury kotłowe przeciekały, a wszystko to redukowało ciśnienie pary i w rezultacie zmniejszało prędkość. Pomimo tego oba niemieckie okręty tworzyły groźną siłę. Ich dowódca, kontradmirał Wilhelm Souchon, był niskim mężczyzną o ciemnych włosach, w wieku 55 lat, który czasem nosił, a czasem golił grube, czarne wąsy. Pochodzący z francuskich hugenotów i jak wielu oficerów w cesarskiej marynarce wojennej, niemający szlacheckiego tytułu „von” wydawał się na pierwszy rzut oka niezwykłym rodzajem wilka morskiego. „Z opadającą szczęką, zdeterminowany mały człowiek w niedopasowanym mundurze, wyglądał bardziej jak pleban niż admirał” – tak opisał go amerykański dyplomata w Konstantynopolu.
Goeben odwiedził Hajfę, we wschodniej części Morza Śródziemnego, kiedy dotarła wiadomość o wydarzeniach w Sarajewie. Zamach, jak domyślał się jego dowódca – admirał Souchon, wstrząśnie Europą; to szybko doprowadziło go do obaw o przeciekające rury kotłowe Goebena. Zatelegrafował do Berlina, by nowe rury zostały wysłane do austriackiej bazy w Pula, a on skieruje się z Hajfy na Adriatyk. Okręt przybył 10 lipca; przez następnych 18 dni załoga pracowała, by zlokalizować i wymienić wadliwe rury. Prace były prowadzone, kiedy słońce paliło z bezchmurnego nieba, wytwarzając wewnątrz stalowego kadłuba temperaturę niemal nie do zniesienia. Krążownik liniowy miał około 4000 rur, które trzeba było przejrzeć, usunąć wadliwe i zastąpić nowymi. Prace nie były zakończone, kiedy z Berlina nadeszła wiadomość, że wojna jest nieunikniona.
Kiedy załoga wiwatowała z powodu tej informacji, machała czapkami i tupała w rytm marszowej muzyki granej przez orkiestrę okrętową, Souchon rozważał swój następny ruch. Wydawało się, że ani Austria, ani Włochy nie są przygotowane do wojny i Souchon porzucił myśl o pozostaniu na Adriatyku, podporządkowaniu się austriackiemu admirałowi nieskłaniającemu się raczej ku walce z Brytyjczykami i Francuzami. Przyjmując, że jest osamotniony na Morzu Śródziemnym, Souchon rozważał ewentualność skierowania się na zachód, zadając takie straty, jakie będzie mógł francuskim transportowcom wojsk, następnie utorowania sobie drogi przez Cieśninę Gibraltarską i wejścia na Atlantyk w celu atakowania alianckich szlaków transportowych. Gdyby udało mu się wejść na Morze Północne, wiedział, że admirał Franz Hipper, dowódca sił krążowników liniowych Floty Pełnomorskiej, przyjmie jego silny okręt. Jednak niepewny stan techniczny kotłów Goebena uniemożliwiał osiągnięcie odpowiedniej prędkości, której wymagał ten plan. 29 lipca Souchon podjął decyzję. Opuszczając Pula, Goeben skierował się na południe Adriatyku i 1 sierpnia, w dniu, w którym Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji, zakotwiczył na redzie Brindisi, przy „pięcie” buta, którego kształt ma Półwysep Apeniński. Tam dołączył do niego Breslau. Okręty Souchona potrzebowały węgla, ale Włosi odmówili podstawienia pod burtę węglowca, tłumacząc się, że morze jest zbyt wzburzone. Souchon prawidłowo zrozumiał te wymówki jako dowód, że Włochy są bliskie wystąpienia z Trójprzymierza. Przeszedł do Tarentu, a następnie, ponieważ jego zapotrzebowanie na węgiel było aż bolesne, do Mesyny na Sycylii, gdzie mógł spotkać się z niemieckimi statkami, z których mógł zaopatrzyć się w węgiel. Rano Goeben i Breslau przeszły wzdłuż klifów wybrzeża Kalabrii, kontrastujących z intensywnie błękitnym kolorem nieba. W południe minęły one wulkan na górze Etna, z wiecznie wydobywającym się z jej szczytu pióropuszem dymu. Po południu zakotwiczyły w porcie w Mesynie, gdzie pasażerski parowiec Linii Północnej Afryki General, będący w drodze do Dar es Salaam oraz kilka innych niemieckich statków handlowych już na nie czekało.
W dniu kiedy Souchon osiągnął Mesynę, Włochy zadeklarowały neutralność. Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii 28 lipca, nie konsultując tego z Rzymem i nie zajęło Włochom wiele czasu, by przypomnieć, że zgodziły się przystąpić do Trójprzymierza jako ściśle obronnego porozumienia. Decyzja włoskiego rządu miała gorące poparcie ze strony włoskiej marynarki wojennej, której sztab nieustannie przestrzegał, że flota nie jest w stanie obronić długiej linii brzegowej i nadbrzeżnych miast przed francuską i brytyjską flotą. Wiadomość ta, uzasadniona czy nie, była ciosem dla Souchona. Neutralność Włoch oznaczała koniec Trójprzymierza i możliwości jakiegokolwiek wsparcia dla Goebena i Breslau.
Włochom w Mesynie spieszno było wprowadzić swoją neutralność. Ponownie Souchunowi odmówiono zaopatrzenia w węgiel. „Bezwstydni” i „perfidni” – brzmiały słowa Souchona. Dodał: „ Nie prosiliśmy o wiele. Po prostu sami sobie poradzimy”. Jego metoda polegała na przechodzeniu wzdłuż wszystkich niemieckich statków cumujących w porcie, a następnie w mgnieniu oka przy pomocy siekier i łomów rozbijania wszystkiego – pokładów, grodzi, kabin, korytarzy – które utrudniały przeniesienie węgla. W ten sposób udało się pozyskać 2000 ton węgla, wprawdzie kiepskiej jakości, ale lepsze to niż nic. Souchon zarekwirował również statek General, by używać go jako pomocniczego okrętu-bazy. Wiedząc, że wybuch wojny jest bliski, ale nie mając rozkazów z Berlina, Souchon postanowił ustawić swój okręt w pozycji do wykonania pierwszego uderzenia. O północy 2 sierpnia potajemnie podniósł kotwicę i opuścił Mesynę północnym wyjściem, które prowadziło do wybrzeża Algierii. Miał nadzieję schwytać na morzu francuskie transportowce wojska, jeśli nie, mógł przynajmniej zaatakować porty okrętowania XIX Korpusu i spowodować, że „przez wybrzeże Afryki przetoczy się echo huku niemieckich dział”. Port Bône wyznaczono dla Breslau, a Phillippeville dla Goebena. Idąc na zachód, Souchon dowiedział się następnego dnia za pośrednictwem radiostacji, że Niemcy były w stanie wojny z Francją.
*
W sierpniu 1914 roku 3 drednoty – Inflexible, Indomitable i Indefatigable – stanowiły trzon brytyjskiej Floty Śródziemnomorskiej. Te pierwsze okręty rewolucyjnego projektu Jacky Fishera szybkich drednotów, miały średnią wyporność 18 000 ton i rozwijały prędkość 25 węzłów. Były słabsze od nowocześniejszych brytyjskich krążowników liniowych wiceadmirała sir Davida Beatty’ego, operujących na Morzu Północnym; były również o 5000 ton lżejsze i o kilka węzłów wolniejsze od Goebena. Jednak ze swymi 8 12-calowymi działami każdy, w porównaniu z 10 11-calowymi niemieckiego okrętu, były silniej uzbrojone. Poza tym były 3, co dawało margines przewagi ciężkich dział krążowników liniowych na Morzu Śródziemnym – 24 brytyjskie przeciw 10 niemieckim. Chcąc rozszerzyć ten margines, 28 lipca Churchill zaproponował wysłanie czwartego, starszego krążownika liniowego, New Zealand, z Morza Północnego, ale książę Ludwik odmówił dalszego osłabiania sił Beatty’ego. W skład brytyjskiej Floty Śródziemnomorskiej wchodziły również 4 duże krążowniki opancerzone – Defence, Warrior, Black Prince i Duke of Edinburgh – wszystkie relatywnie nowe, ale już przestarzałe. Fisher twierdził, że w czasie wojny jego szybsze i silniejsze krążowniki liniowe pożrą krążowniki opancerzone, jak „mrówkojad nie schodzący z kopca termitów”. Cztery lekkie krążowniki i flotylla 16 niszczycieli uzupełniały stan Floty Śródziemnomorskiej.
Podczas kiedy brytyjski rząd borykał się w kwestii wojny i pokoju, admirał sir Archibald Berkeley Milne, naczelny dowódca Floty Śródziemnomorskiej, oczekiwał na rozkazy na Malcie w swojej głównej bazie. W dniach tuż przed wybuchem wojny nie otrzymał żadnych klarownych instrukcji. Wojna wkroczyła do Europy w spazmatycznych konwulsjach: najpierw Austria przeciwko Serbii, później Rosja przeciwko Austrii, następnie Niemcy przeciwko Rosji, później Niemcy przeciwko Francji i wreszcie Niemcy przeciwko Wielkiej Brytanii. Planowanie działań militarnych na lądzie i morzu było utrudnione faktem, iż dowolnego dnia nikt nie wiedział, które państwa uczestniczyły w wojnie, a które nie oraz które mogłyby przystąpić do niej jutro, a które nie. Było to szczególnie trudne przy rozważaniu zaangażowania się Wielkiej Brytanii, która sama nie wiedziała czy przystąpi do wojny, dopóki tego nie uczyniła. W tym zamieszaniu Winston Churchill, dzierżąc siłę wykonawczą gabinetu w Admiralicji, osobiście naszkicował treść telegramów operacyjnych do Royal Navy i jej okrętów. W czwartek, 30 lipca, poinformował admirała Milne, że jego główną misją będzie asystowanie Francuzom przy osłonie transportowców wojska z północnej Afryki. Jednak Pierwszy Lord, którego bujna wyobraźnia przepełniona była różnymi ewentualnościami, opatrzył swoją wiadomość dalszymi instrukcjami, wynikiem czego spowodował kociokwik konwencjonalnego umysłu admirała Milne. Oto jaką wiadomość Milne otrzymał:
„Pańskim pierwszym zadaniem będzie pomoc Francuzom w transporcie ich korpusów armijnych z Afryki poprzez ich osłanianie i jeśli to możliwe, wciągnięcie do walki pojedynczych niemieckich okrętów, w szczególności Goebena, który może przeszkodzić w tym transporcie… Z wyjątkiem wspólnego działania z Francuzami jako współuczestnika generalnej bitwy, na tym etapie nie wolno przystępować do akcji przeciwko przeważającym siłom. Prędkość pańskiej eskadry jest wystarczająca, by wybrał pan dogodny dla siebie moment rozpoczęcia bitwy. Musi pan początkowo oszczędzać swoje okręty. Mamy nadzieję na otrzymanie posiłków na Morzu Śródziemnym”.
Później Churchill wyjaśnił, że zwroty: „przeważające siły”, „prędkość pańskiej eskadry” i „oszczędzanie sił” były środkiem do naprowadzenia Milne na to, jak radzić sobie z flotą austriacką. Churchill nie mógł jednak oderwać oczu od Goebena i przekonał się, że zniszczenie go i inne zadania, jakie otrzymał Milne, znacznie go przerastają. Stopień w jakim niemiecki krążownik liniowy wpływał na jego myślenie najlepiej uwidacznia się w kolejnych sygnałach wysyłanych do Milne z admiralicji. W ślad za depeszą z 30 lipca Churchill wysłał 2 sierpnia kolejną wiadomość: „Goeben musi być śledzony przez 2 krążowniki liniowe”, a 3 sierpnia: „Obserwacja wyjścia z Adriatyku musi być nadal prowadzona, ale Goeben
