49,00 zł
Massie jest mistrzem historycznej opowieści, imponuje niesamowitym
literackim rzemiosłem...
- Max Boot, The New York Times Book Review
Przedstawił każdą postać z artystyczną wizją pisarza... napisana z pasją
opowieść o ludziach z epoki pierwszej wojny światowej...
- The Waszyngton Post Book World
Wspaniałe, niewyobrażalne osiągnięcie ...Książka napisana lekkim,
świetnie się czytającym stylem oparta na benedyktyńskiej pracy
historyka...
- Milwaukee Journal Sentinel
Żywy opis postaci i wydarzeń... mistrz gawędziarstwa... w tym rodzaju
historycznego pisarstwa wątpię, by Massie miał sobie równego
- Paul Kennedy, Los Angeles Time Book Reviev
Półmisek wypełniony smakowitymi opisami postaci. Wielka, wspaniała
lektura...
- New York Post
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 301
23
„Demonstracja siły w Dardanelach”
Przez 3.000 lat w historii i legendzie Cieśnina Dardanelska, przebiegająca przez 40 mil niczym szeroka rzeka między wzgórzami Europy a równinami Azji Mniejszej, była sceną wydarzeń pełnych bohaterstwa i tragedii. 4 mile od południowego wejścia do cieśniny istniało starożytne miasto Troja. W Narrows – w klasycznym Hellesponcie, miejscu gdzie cieśniny mają mniej niż milę szerokości – Kserkses poprowadził swoją armię przez most zbudowany na łodziach.1 Tutaj mityczny Leander przypływał nocą do swojej kochanki, bezpłodnej księżniczki Hery, zanim ostatecznie oboje utonęli. Tutaj, w 1810 roku, romantyczny poeta lord Byron, idąc z prądem epoki rywalizował ze swoimi „wielbicielami”. Również tutaj, na początku I wojny światowej podjęto wysiłki, które zaowocowały jedyną podczas wojny rzeczywiście innowacyjną strategią: prowadzoną najpierw z morza, a następnie z lądu próbą przerwania i rozbicia bariery dzielącej Rosję od jej aliantów, a dzięki temu prawdopodobnie skracającej czas wojny.
Dardanele są drogą wodną łączącą Morze Śródziemne i Egejskie z Morzem Marmara. Wejście do kanału koło przylądka Helles na Morzu Egejskim ma 2 mile szerokości, ale po każdej ze stron cieśniny rozszerza się do 4,5 mili, by stopniowo połączyć się w Narrows, 14 mil dalej. Za Narrows przejście stopniowo rozszerza się, osiągając przeciętną szerokość 4 mil i 26 mil dalej wchodząc do Morza Marmara. Wody w zatoce są głębokie, do 300 stóp w Narrows. Strome klify ciągną się po północnej stronie, na wybrzeżu półwyspu Gallipoli; po drugiej stronie, w Azji, gdzie równiny Troi opadają do wyspy Tenedos, linia brzegowa jest niska, a wody płytkie. W Dardanelach nie ma pływów, ale wpadające do Morza Czarnego rzeki i wody topniejących lodowców gór Kaukazu powodują stały prąd o prędkości od 2 do 4 węzłów.
3 połączone akweny – Dardanele, Morze Marmara i Bosfor – tworzą łącznie najważniejsze na świecie przejście morskie. Wspólnie tworzą one jedyne wejście na Morze Czarne i wyjście z niego; są autostradą dla całego handlu z Dunaju, Dniestru, Dniepru i Donu oraz z wielkich portów w Konstantynopolu, Odessie i Sewastopolu. W 1914 roku niekończący się potok parowców przewoził przez Dardanele 90% rosyjskiego eksportu zboża. Przejęcie kontroli nad tym kanałem oznaczało kontrolę żywotnych linii transportowych Rosji na morze, na zachód, do jej aliantów. Ponieważ Dardanele stanowiły wody tureckie, Niemcy, sojusznik Turcji, postanowił zablokować je i w ten sposób odizolować i zdławić imperium carów.
* * *
Od 21 września „psem stróżującym” tej krytycznej drogi morskiej od strony Morza Egejskiego był wiceadmirał Sackville Hamilton Carden, dowódca brytyjskiej Eskadry Wschodniej Morza Śródziemnego. Carden, siwobrody, 57-letni, anglo-irlandzki oficer odpowiadał za ten akwen od kiedy pechowy kontradmirał Troubridge został wezwany do kraju, by stanąć przed komisją dochodzeniową w związku z jego rolą w ucieczce Goebena. Kiedy to się stało, Carden zajmował stanowisko admirała nadzorującego stocznię na Malcie, co było ostatnią przedemerytalną funkcją w każdej przeciętnej, nie rzucającej się w oczy karierze. Carden nigdy nie spodziewał się, że będzie ponownie dowodził na morzu, a tym bardziej, że będzie musiał zmierzyć się z zadaniem o najwyższej morskiej i wojennej randze. Wówczas, jak piorun z jasnego nieba, spadła wiadomość o odsunięciu Troubridge’a i Carden, jedyny brytyjski wiceadmirał na Morzu Śródziemnym, został skierowany z Malty do dowodzenia eskadrą korkującą Goebena. Logicznie, ten przydział powinien przypaść kontradmirałowi Henry’emu Limpusowi, który jako przewodniczący brytyjskiej misji w Turcji był świetnym znawcą rządu tego kraju, jego lądowych i morskich sił, a co miało największe znaczenie w tej sprawie – obrony Dardaneli. Limpus nie został wyznaczony z powodu kalkulacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych. 9 września, pomimo iż niemiecki admirał Wilhelm Souchon został dowódcą otomańskiej marynarki wojennej, a niemiecki generał Otto Liman von Sanders, przewodniczący niemieckiej misji wojskowej, był rzeczywistym dowódcą tureckiej armii, to Turcja wciąż pozostawała neutralna. Sir Edward Grey miał nadzieję, że uda się zachować tę neutralność. W tak niepewnym momencie, jak wydawało się Grey’owi, wysłanie brytyjskiego oficera, który znał większość tureckich tajemnic, do dowodzenia eskadrą u wejścia do Dardaneli, mogło sprowokować Turków do przystąpienia do wojny. Tak więc Limpus został wysłany do stoczni na Malcie, a Carden skierowany do floty. Ten duet admirałów rozwścieczył Churchilla, który nazwał ich działania „rycerskością, która z pewnością przeszła ludzkie pojęcie”. Pisząc do Grey’a, skarżył się: „Teraz okazało się, że Turcja może nie tylko zaszkodzić pozycji całej naszej marynarki wojennej poprzez skandaliczne odstąpienie od neutralności w kwestii Goebena, ale ma prawo veta w sprawie mianowania przez Admiralicję … Jeśli [sir Louis] Mallet (brytyjski ambasador w Turcji) myśli, że ma do czynienia z rządem wysłuchującym argumentów, perswazji i gestów dobrej woli, to marzy …Nic nie przemawia do tureckiego rządu z wyjątkiem siły”. Fisher był przerażony. „Kto mógł spodziewać się, że Carden zostanie dowódcą wielkiej floty – pisał do Jellicoe. – Został wyznaczony admirałem nadzorującym stocznię na Malcie, by odstawić go na półkę”. Bez względu na to, Carden został mianowany i otrzymał te same instrukcje bojowe, co wcześniej Troubridge: „Twoim jedynym zadaniem jest zatopienie Goebena i Breslau, bez względu na to jaką będą nosiły banderę, kiedy będą wychodziły z Dardaneli”.
Do przeprowadzenia tego zadania Carden miał swój okręt flagowy, krążownik liniowy Indefatigable, siostrzany okręt Indomitable, 2 stare francuskie okręty liniowe, Suffren i Vérité, lekkie krążowniki, Dublin i Gloucester, 12 niszczycieli oraz 3 brytyjskie i 1 francuski okręt podwodny. Przez tydzień od przybycia nowego admirała eskadra patrolowała spokojnie, obserwując strumień rosyjskich statków handlowych wciąż przechodzących tam i z powrotem przez cieśniny. Z pomocą Niemców Turcy postawili miny na wysokości Narrows, ale pozostawiono otwarty dla żeglugi wąski kanał i statki, po wzięciu na pokład specjalnego pilota, nieatakowane kontynuowały podróż. Wówczas, 27 września, eskadra Cardena zatrzymała i weszła na pokład tureckiego niszczyciela wychodzącego z Dardaneli. Na pokładzie znaleziono niemieckich marynarzy, co było pogwałceniem tureckiej neutralności i okręt został zawrócony. Natychmiast, nie konsultując się z Turkami, niemiecki pułkownik dowodzący fortami w Narrows rozkazał zamknięcie toru wodnego. Wszystkie latarnie morskie zostały wyłączone, na klifach ustawiono wielkie znaki informujące, że cieśnina została zamknięta, a zasięg pól minowych został rozciągnięty w poprzek całej cieśniny. Od tego momentu, poza wynikającymi z międzynarodowych traktatów obowiązkami gwarantującymi swobodne przejście cieśnin statkom wszystkich państw nie będących w stanie wojny z Turcją, Dardanele były zamknięte. Brytyjskie zaopatrzenie militarne nie mogło już dłużej dochodzić do Rosji, z wyjątkiem kierowanego przez Archangielsk na Morzu Białym; rosyjskie zboże, które przynosiło większość wpływów imperium carskiego z handlu zagranicznego, nie mogło być już dłużej eksportowane. Setki statków z Rosji, Rumunii i Bułgarii, wyładowanych zbożem, drewnem i innymi produktami, zostały zablokowane w porcie w Konstantynopolu. Nie będąc w stanie znaleźć miejsc do cumowania, stawały na kotwicy, a gęsty las ich masztów i kominów kołysał się zgodnie z ruchem fal.
Ruch statków handlowych został odcięty, ale przez następny miesiąc Carden i jego eskadra nadal patrolowali w spokoju wejście do cieśnin. Wówczas, 29 października, bez wypowiedzenia wojny, admirał Souchon poprowadził Goeben i Breslau, oba niosące turecką banderę, przez Morze Czarne i ostrzelał południowe porty Rosji. Wielka Brytania, odpowiadając na ten atak na swego sojusznika, skierowała do Turcji ultimatum domagając się usunięcia niemieckiego personelu z Goeben i Breslau w ciągu ١٢ godzin. Brytyjskie ultimatum upływało w południe ٣١ października, a po południu tego dnia Turcja wypowiedziała wojnę. Pomimo że brytyjska deklaracja wojny czekała do ٥ listopada, Churchill chciał natychmiastowej demonstracji brytyjskiego niezadowolenia. ٣ listopada ٢ krążowniki liniowe Cardena i ٢ francuskie okręty liniowe ostrzelały zewnętrzne porty po obu stronach wejścia do Cieśniny Dardanelskiej. Ostrzał nie był częścią żadnego dobrze przemyślanego planu; raczej był po prostu wyrazem przekonania Churchilla, jak wyraził to w liście do Fishera, że „dobrą rzeczą jest przeprowadzenie szybkiego uderzenia”.
Akcja trwała 20 minut. Indomitable i Indefatigable strzelały z odległości 13.000 jardów w stronę fortów Sedd el Bahr po europejskiej stronie, podczas kiedy 2 francuskie okręty liniowe prowadziły ogień w kierunku fortów Kum Kale po stronie azjatyckiej. Europejskie porty pozostawały milczące przez cały czas ostrzału, ponieważ brytyjskie okręty były poza ich zasięgiem, ale potężna eksplozja dużego magazynu w jednym z bastionów Sedd el Bahr zabiła 5 oficerów i 61 żołnierzy oraz wytworzyła słup szarego dymu, który wzniósł się w powietrze na imponującą wysokość 500 stóp. Francuzi odnieśli mniejszy sukces. Ponieważ ich okręty były starsze i zasięg ich dział był mniejszy, zmuszone były podejść bliżej Kum Kale. Zostały ostrzelane, początkowo powoli i niecelnie, ale zanim zawróciły, pociski spadały blisko okrętów. Pomimo wszystko dla Cardena lekcja z tego dnia wydaje się pozytywna. Admirał przekonał się i uwierzył, że poprzez powtarzające się i przedłużające ostrzały będzie mógł metodycznie niszczyć zewnętrzne forty, a następnie przenieść się i tak samo potraktować leżące w środkowej strefie i wreszcie forty w Narrows. Kiedy tureckie forty i działa zostaną zmuszone do milczenia, będzie mógł – jeśli tak będzie chciał i otrzyma takie instrukcje – poprowadzić brytyjską flotę na Morze Marmara.
Ta krótka listopadowa utarczka, która dodała odwagi Cardenowi i Admiralicji, posłużyła jako ostrzeżenie dla Turków i Niemców, że obrona cieśniny wymaga wzmocnienia. Żadne ciężkie działa nie mogły być w tej chwili kupione i zainstalowane zaraz po podjęciu decyzji, ale baterie w fortecach zostały połączone linią telefoniczną, zamontowano dalmierze, a w wodzie postawiono boje wyznaczające odległość w celu ułatwienia celowania. Ruchome, szybkostrzelne haubice zostały przyprowadzone z Adrianopolu do Dardaneli i umieszczone na stałych pozycjach wzdłuż europejskich i azjatyckich brzegów. Zwiększono liczbę i moc świateł reflektorów poszukujących. Przybyło więcej niemieckich oficerów artylerii i wyszkolonych obsług dział. Podwojono ilość zagród minowych do 11, rozciągniętych w poprzek toru wodnego.
Kiedy jego przeciwnicy umacniali defensywę, admirał Carden i jego eskadra po swoim krótkim listopadowym wysiłku przeszli w 3-miesięczny stan spoczynku. Indomitable i Indefatigable zostały wezwane z powrotem do Anglii, a Inflexible, powracający z Falklandów, zastąpił swoje w siostrzane okręty w Dardanelach. Jedyny wyjątek w tej ogólnej apatii miał miejsce 13 grudnia. Oficerowie Cardena, obserwujący Turków w Narrows przez lornetki polowe z wejścia do cieśniny, mogli widzieć tureckie okręty i łodzie poruszające się swobodnie. Brytyjski okręt podwodny B-11, obsadzony przez 2 oficerów i 11 marynarzy, został wysłany, by przysporzyć nieprzyjacielowi kłopotów. Idąc w zanurzeniu 80 stóp pod polem minowym i wykorzystując swoją prędkość w zanurzeniu wynoszącą 4 węzły przeciwko prądowi w zatoce (3 węzły), okręt podwodny pracowicie poruszał się w kierunku północnego brzegu do punktu tuż poniżej Narrows. Tam podniósł peryskop i zauważył 2-kominowy, szary okręt wojenny stojący na kotwicy. Był to 10.000-tonowy turecki okręt liniowy Messudieh, zbudowany w 1874 roku, przebudowany w 1902 roku i teraz uzbrojony w 2 działa 9,2-calowe i 12 dział 6-calowych, operujący poniżej Narrows jako osłona zagród minowych. Stary okręt liniowy był bez szans; B-11 wystrzelił z odległości 600 jardów torpedę, zanurzył się, a załoga odczuła wstrząs potężnej eksplozji, która oznaczała koniec Messudieh. Ostatecznie każdy członek załogi B-11 otrzymał medal, a dowódca okrętu, porucznik Norman Holbrook, został odznaczony Krzyżem Victorii.
* * *
Rzeczywistym impulsem do rozpoczęcia kampanii w Cieśninie Dardanelskiej i na półwyspie Gallipoli był ogólny zwrot sytuacji Wielkiej Brytanii, prowadzący do rzezi na froncie zachodnim. Niemiecki marsz na Paryż został zatrzymany, rozpoczynając wojnę pozycyjną, i w grudniu 1914 roku dwie wielkie armie zaczęły wzajemną konfrontację w okopach biegnących od kanału La Manche do Szwajcarii. Niemożliwe okazało się przełamanie linii przez którąś za stron: karabiny maszynowe zabijały żołnierzy piechoty kiedy ci tylko wygrzebali się ze swoich okopów: do końca listopada Wielka Brytania i Francja straciły prawie milion żołnierzy. Ten ponury fakt nie powstrzymał marszałka polnego sir Johna Frencha, naczelnego dowódcy BEF2, który uważał, że decydujący teatr działań leży we Francji, a wojnę można było wygrać tylko kontynuując ciskanie fal żołnierzy pod ogień nieprzyjacielskich karabinów maszynowych dopóki w którymś momencie niemiecka linia nie zostanie rozerwana. To jego filozofia wojny doprowadziła Siegfrieda Sassoona, odznaczonego żołnierza, do napisania:
„Ty tłumie o zadowolonych z siebie twarzach i roziskrzonych oczach,
Który wiwatujesz kiedy przemaszerowują obok chłopcy-żołnierze,
Wyślizgnij się do domu i módl, abyś nigdy nie dowiedział się
Jak wygląda piekło, przez które przechodzą młodzi i roześmiani.”
[przekład własny tłumacza]
Przekonanie sir Johna Frencha podzielał francuski rząd i generałowie oraz lord Kitchener, który, choć osobiście nie lubił sir Johna Frencha, generalnie popierał go. Pomimo tego, do końca roku większość w brytyjskiej izbie wojny – Asquith, Churchill, Lloyd George i Haldane – silnie popierała alternatywne rozwiązanie: miejsce gdzie alianci zaatakować mogli siły państw centralnych w najsłabszym punkcie przy najmniejszych kosztach w ludziach. Było to przede wszystkim brytyjskie podejście do wojny. Zawsze w przeszłości walcząc z wielkimi siłami kontynentalnymi, Wielka Brytania używała swojej morskiej potęgi do organizowania operacji na drugoplanowych teatrach działań wojennych; po pewnym czasie te kampanie pochłaniały nieprzyjacielskie siły i wyczerpywały jego wolę walki. Ta strategia miała w tej konkretnej wojnie – atak na Dardanele – szczególnie osobisty posmak. Pierwszy Lord Admiralicji, Winston Churchill, pomógł stworzyć najsilniejszą broń morską w historii świata. Teraz jego ogromna armada zdawała się niemal bezsilna: nie mogła zadać druzgocącego ciosu ponieważ jej nieprzyjaciel nie chciał walczyć. U osoby o takim temperamencie jak Churchill taka pasywna rola powiększała frustrację. Pierwsza konkretna informacja o ataku na Dardanele pojawiła się podczas posiedzenia rady wojennej 25 listopada 1914 r. w związku z raportem, że Turcy przygotowują się do lądowego ataku na Egipt i Kanał Sueski. Jako kontrposunięcie Churchill zasugerował połączoną operację lądowo-morską w cieśninie Dardanele i na półwyspie Gallipoli. Kitchener natychmiast oświadczył, że choć strategicznie idea jest merytorycznie uzasadniona, to i tak nie ma na to dostępnych żołnierzy. Churchill powiedział, że choć mogą być potrzebne poważne siły – 40.000, 50.000, 60.000 żołnierzy – to niekoniecznie muszą to być Brytyjczycy. Fisher zapytał czy uda się przekonać Grecję do wysłania armii na półwysep Gallipoli. Grey odpowiedział, że jakiekolwiek nadzieje na udział Greków są iluzoryczne i że rada powinna przejść do innego punktu obrad. Zasiano jednak ziarno kampanii przeciwko Turcji.
Do końca grudnia perspektywa trwającej bez końca wojny na wyniszczenie na froncie zachodnim wydawała się najbardziej prawdopodobna. Wszyscy członkowie rady wojennej zgodzili się, że Francja była decydującym teatrem działań wojennych, ale większość wierzyła, że postępy będą niewielkie, dopóki państwa centralne nie zostaną zniszczone lub przygwożdżone na innych obszarach. Zniecierpliwienie Churchilla dotyczące wielkiego, krwawego, frontalnego ataku we Francji było ledwo powstrzymywane: „Czy nie ma alternatywy dla wysyłania naszych armii, by gryzły drut kolczasty we Flandrii? – pytał Asquitha 29 grudnia. – Czy siły marynarki wojennej nie mogą być użyte bezpośrednio do uderzenia na nieprzyjaciela? … Nie powinniśmy schodzić z obranego kursu”. Asquith nie odpowiedział wówczas, ale w wyniku niezwykłego zbiegu okoliczności głos z zewnątrz – pilny apel ze strony silnie naciskanego sojusznika – spowodował dramatyczną zmianę brytyjskiej polityki. We wczesnych godzinach rannych 2 stycznia 1915 r., ministerstwo spraw zagranicznych otrzymało depeszę od wielkiego księcia Mikołaja, głównego dowódcy rosyjskiej armii. Turecka armia poważnie zagrażała rosyjskiej na Kaukazie, powiedział wielki książę. Czy istniało coś, co mogło przekonać Turków do wycofania się lub czy marynarze mogli znaleźć coś, co mogłoby przekonać Turków do wyprowadzenia swoich żołnierzy?
Depesza wielkiego księcia nadeszła kiedy pojawiły się w angielskim rządzie obawy o sytuację w Rosji. Alianci zawdzięczali Rosjanom wiele: wysłanie przez wielkiego księcia i cara Mikołaja nieprzygotowanej rosyjskiej armii do ataku na Prusy Wschodnie i Berlin w pierwszych tygodniach wojny, prawdopodobnie uratowało Paryż, ale kosztowało jednocześnie Rosję druzgocącą porażkę w Stębarku i na Pojezierzu Mazurskim. Informacja o tym, że Rosja straciła milion ludzi – według tajnych raportów miała ogromne braki w amunicji, a 800.000 rosyjskich żołnierzy czekało bez broni za linią frontu – dotarły do Biura Wojny. Grey przesłał apel wielkiego księcia Kitchenerowi, który, bardziej niż którykolwiek brytyjski minister, obawiał się możliwości upadku Rosji i w konsekwencji przerzucenia niemieckich dywizji na front zachodni. Marszałek polny wziął telegram i poszedł do budynku Admiralicji, by przedyskutować z Churchillem, co można zrobić: czy, na przykład, Wielka Brytania ma przeprowadzić w Dardanelach manifestację siły? – zapytał Kitchener. Churchill odpowiedział, że możliwe mogłoby być przeprowadzenie uderzenia połączonych sił lądowo-morskich, jeśli lord Kitchener będzie w stanie znaleźć żołnierzy. Bez wątpienia, Kitchener odpowiedział: nawet pojedynczy żołnierz nie może być wysłany z Francji. Demonstracja siły, o której myślał, miała być przeprowadzona w formie czysto morskiego ataku. Kitchener powrócił do Biura Wojny i później tego dnia napisał do Churchilla w delikatniejszym, przepraszającym tonie: „Nie wydaje mi się abyśmy mogli zrobić cokolwiek, co mogłoby w poważny sposób pomóc Rosji na Kaukazie … Nie mamy żadnych wojsk do lądowania gdziekolwiek … Jedynym miejscem, gdzie manifestacja siły mogłaby wywołać jakiś efekt są Dardanele … ale armia nie będzie gotowa aby tam się udać przez kilka miesięcy”.
Pomimo obaw o możliwość upadku Rosji, apel wielkiego księcia mógł odnieść pozytywny skutek, i to z powodu obecności w Admiralicji Winstona Churchilla. Pierwszy Lord Admiralicji był niechętny odrzuceniu tego wyzwania i rano 3 stycznia zwołał radę wojenną Admiralicji i poinformował ją o rosyjskim apelu i oświadczeniu Kitchenera. Pozostała tylko marynarka wojenna. Jakie byłyby perspektywy czysto morskiego ataku? Admirałowie nie byli nastawieni optymistycznie, ale osiągnięto consensus, że podjęte zostaną pewnego rodzaju działania – prawdopodobnie powtórka ostrzału z morza fortów nad Cieśniną Dardanelską. Stosownie do ustaleń, tego samego dnia wielki książę został poinformowany, że przeprowadzona zostanie demonstracja siły, choć mało prawdopodobne było, iż doprowadzi ona do poważnego wycofania tureckich żołnierzy z Kaukazu.
Telegram skłonił Wielką Brytanię i Admiralicję do podjęcia jakiegoś rodzaju działań; teraz przed Churchillem i Fisherem stanęło pytanie, jaka to powinna być akcja. Fisher, ignorując oświadczenie Kitchenera, poparł natychmiastowe, silne, wspólne uderzenie sił morskich i lądowych: „Uważam, że atak na Turcję broni się – napisał tego samego dnia do Churchilla – jednak tylko jeśli będzie natychmiastowy. Inaczej nie powiedzie się”. Zaproponował użycie 75.000 brytyjskich żołnierzy, 25.000 hinduskich z Francji, okrętowanych w Marsylii i lądujących po południowej, azjatyckiej, stronie Dardaneli. Równocześnie Grecy mieli wylądować po północnej stronie cieśniny, czyli na półwyspie Gallipoli, podczas kiedy Bułgarzy otrzymaliby zadanie pomaszerowania na Adrianopol i Konstantynopol. Jeśli chodzi o marynarkę wojenną, to Fisher zaproponował, by admirał Sturdee zabrał flotę okrętów liniowych sprzed drednotów i przebił się swoimi siłami przez Dardanele na Morze Marmara. Czytając memorandum Fishera, Churchill natychmiast zauważył, że pierwsze 3 z 4 składników planu Pierwszego Lorda Morskiego były iluzoryczne: ani Kitchener, ani sir John French nie wydadzą zgody na zabranie z Francji 100.000 żołnierzy; Grecy byli dalecy od stanu gotowości lądowania na Gallipoli; Bułgarzy wciąż zastanawiali się, która ze stron najprawdopodobniej wygra wojnę. Jeden element planu Fishera, który mógł zyskać poparcie Admiralicji jako mający szansę powodzenia była sugestia Pierwszego Lorda Morskiego wysłania przez cieśninę sił starych krążowników liniowych, jeśli to konieczne, działających samodzielnie. Do tej propozycji Churchill był pozytywnie nastawiony.
Ostatecznie, memorandum Fishera i reakcja na to Churchilla były również początkiem nieporozumień, które narastały i nabierały tempa, dopóki nie doprowadziły do upadku kariery obu mężczyzn. Fisher, pisząc swoim tradycyjnym kwiecistym stylem nigdy nie wyobrażał sobie ofensywy morskiej, która szturmowałaby Dardanele jedynie przy pomocy okrętów. Jednak Churchill odrzucił nierealne elementy listu Fishera. Opowiedział się za przejściem przez cieśniny starymi okrętami liniowymi. Osiem okrętów typu Canopus i 8 typu Majestic, wszystkie należące do kategorii „najmniej wartościowych okrętów Jego Królewskiej Mości”, były przeznaczone do złomowania w 1915 roku. Ich atak nie potrzebował zgody lorda Kitchenera, ani współpracy Greków czy Bułgarów. Forty w Cieśninie Dardanelskiej, jak wierzono, były wyposażone głównie w stare działa, które mogły być zneutralizowane przez ciężkie działa okrętowe: ostrzeliwujące okręty nie musiały podchodzić blisko i w związku z tym nie mogły być trafione. Kiedy flota przeszłaby obok opisanych tureckich fortów, zagrody minowe mogły być natychmiast oczyszczone i okręty liniowe mogłyby przejść na Morze Marmara. Z tej wyrwy otwierała się w wyobraźni Pierwszego Lorda Admiralicji szeroka i lśniąca strategiczna perspektywa. Goeben mógł być zatopiony i wówczas nie byłoby żadnych przeszkód między alianckimi okrętami liniowymi a Konstantynopolem. Imperium otomańskie było tak chwiejne, że nawet samo zagrożenie jego stolicy mogło zniszczyć całe państwo. Nawet gdyby nie poddało się, okręty liniowe mogły zniszczyć znaczną część miasta:3 stolica Turcji była zbudowana w większości z drewna4 i działa okrętowe mogły stworzyć tam piekło. Jedyne tureckie fabryki amunicji i uzbrojenia artyleryjskiego oraz broni palnej znajdowały się nad Morzem Marmara, w zasięgu ostrzału ognia z okrętów; linie kolejowe do Europy i do Anatolii w Azji prowadziły wzdłuż wybrzeża. Przykład Goebena był na swój sposób dopingujący. O ile pojawienie się koło Konstantynopola pojedynczego krążownika liniowego, uzbrojonego w 11-calowe działa mogło przyczynić się do pchnięcia Turcji do udziału w I wojnie światowej, to z całą pewnością przybycie 12 okrętów liniowych dysponujących łącznie 48 działami 12-calowymi powinno wystarczyć do zmiany decyzji. Gdyby Turcja wycofała się z udziału w wojnie, droga morska do Rosji mogła być ponownie otwarta, amunicja z zachodu mogłaby docierać do rosyjskiej armii, a rosyjskie zboże mogłoby wychodzić na zachód. Chwiejne neutralne państwa na Bałkanach – Grecja, Rumunia i Bułgaria – wiedziałyby po czyjej stronie będzie zwycięstwo i zwróciłyby się w kierunku aliantów. Przede wszystkim zaś czas wojny mógł być skrócony poprzez przeprowadzenie uderzenia potężnej broni znajdującej się w rękach Churchilla – Royal Navy.
Churchill podzielał opinię admirała Cardena. Fisher zgodził się, że decyzje Cardena powinny być konsultowane, ale Pierwszy Lord Morski nie widział depeszy. W telegramie nie poruszono kwestii brytyjskich żołnierzy z Francji, wojsk greckich i oddziałów bułgarskich. Zamiast tego Pierwszy Lord Admiralicji zapytał wprost: „Czy uważa pan samodzielne przejście okrętami przez Dardanele za realną operację? Myślę, że mogą być użyte stare okręty liniowe wyposażone w odbojnice przeciwminowe, przed którymi pójdą węglowce i inne statki handlowe służące jako «zderzaki» przeciwminowe oraz trałowce. Znaczenie wyniku usprawiedliwia duże straty. Chciałbym znać pański pogląd”.
Odpowiedź Cardena, udzielona 5 stycznia, była ostrożna. Admirał nie lubił tej koncepcji Churchilla: przejścia przez Dardanele używając statków handlowych idących z przodu jako „zderzaki” przeciwminowe. „Nie sądzę, by można było wejść do cieśniny Dardanele – odpowiedział. – Może być to realne jedynie dzięki operacji z dużą liczbą okrętów”. Ta odpowiedź, choć ostrożna, dodała odwagi Churchillowi, który przeczytał ją radzie wojennej, a następnie odesłał z powrotem do Admiralicji w celu przedyskutowania. Fisher obejrzał telegram i nie wyraził żadnej opinii, ale Churchill napisał później, że „w tym czasie w niemałym stopniu popierał to przedsięwzięcie, ale traktował je jako kwestię, która w praktyce rozwiąże się sama”. W związku z tym 6 stycznia Churchill wysłał kolejną depeszę do Cardena: „Najwyższe władze zgadzają się z pańskim punktem widzenia. Proszę zatelegrafować szczegółowo co, jak pan sądzi, może być osiągnięte przez rozwiniętą operację, jakie siły będą potrzebne i jak pan sądzi, w jaki sposób powinny być użyte”.
Rada wojenna spotkała się ponownie 8 stycznia. Kitchener przestrzegał, że Niemcy są gotowi do rozpoczęcia nowej ofensywy we Francji. Lloyd George zaapelował o przeprowadzenie gdzie indziej kontrmanewru; preferował Bałkany w celu udzielenia pomocy Serbii. Kitchener odpowiedział, że sir John French wciąż wierzy, że niemieckie linie na Francji mogą zostać przełamane i uważał, że żadne wysiłki nie powinny być podejmowane na innych teatrach działań wojennych „dopóki nie okaże się, że przerwanie linii [we Francji] jest niemożliwe”. Sekretarz wojny wykonał wówczas krok wstecz w filozofii dotyczącej frontu zachodniego; dodał że jeśli ma być przeprowadzona ofensywa na drugim teatrze działań, „Dardanele wydają się najbardziej stosownym celem. 150.000 ludzi – sądził Kitchener – powinno wystarczyć do asystowania flocie w przejściu przez cieśninę i zdobyciu Konstantynopola”. Po przedstawieniu tej opinii Kitchener powrócił do swojej niezmiennej mantry: „Niestety, nie mam dostępnych żołnierzy”. Nikt w radzie wojennej nie kwestionował niekonsekwencji komentarza Kitchenera. W tym czasie cokolwiek powiedział najwyższy lord wojny, było przyjmowane bez pytania. Jeśli Kitchener wierzył, że atak w cieśninach może się powieść, to znaczy że powiedzie się. Kiedy zaś Kitchener powiedział, że nie ma dostępnych brytyjskich żołnierzy do tego przedsięwzięcia, to znaczyło, że nie ma ich.
Rano 12 stycznia do Londynu dotarł szczegółowy plan Cardena. Admirał sugerował powolne poruszanie się przy użyciu przeważających sił, ostrzeliwujących i uciszających forty jeden po drugim. Pierwszym uderzeniem miał być atak u wejścia przeprowadzony z dużej odległości od cieśniny. Kiedy forty przy wejściu zostaną zniszczone, powoli i systematycznie będzie poruszał się on w głąb cieśniny. Szereg drugoplanowych baterii floty uciszy zainstalowane na stałe działa i będzie walczył z ruchomymi bateriami. Trałowce oczyszczą kanał prowadzący do ciężkich dział i fortów w Chank (Çanakkle) w Narrows. Zniszczy je i następnie wejdzie na Morze Marmara. Nie będzie się spieszył i ryzykował poniesienia ciężkich strat. „Czas potrzebny do przeprowadzenie operacji zależy głównie od morale nieprzyjaciela znajdującego się pod ostrzałem; garnizon był w większości obsadzony przez Niemców – zauważył. – Także od warunków pogodowych. Porywy wiatrów teraz częste. Całość można przeprowadzić w ciągu około miesiąca. Zużycie amunicji będzie duże”. Wymagane siły, jak powiedział Carden, powinny składać się z 12 okrętów liniowych, 3 krążowników liniowych – 2 do zajęcia się Goebenem na Morzu Marmara – 3 lekkich krążowników, 16 niszczycieli, 6 okrętów podwodnych i 12 trałowców.
Plan przedyskutowano w radzie wojennej Admiralicji, w skład której wchodzili: Fisher, Wilson, Jackson i Oliver, jeszcze tego samego dnia. Nikt nie był przeciw. Wręcz przeciwnie, „Plan wywarł wielkie wrażenie na wszystkich, którzy go widzieli – powiedział później Churchill. – Zarówno Pierwszy Lord Morski, jak i szef sztabu [Oliver] wydawali się być z niego zadowoleni. Nikt w tym czasie nie miał wątpliwości co do tego, że środki techniczne są odpowiednie … Przeciwnie, wszyscy traktowali go jako wyjątkowo interesującą i dającą nadzieję propozycję”. Co więcej, Fisher złożył propozycję o ogromnym znaczeniu. Zasugerował wysłanie Cardenowi nowego okrętu liniowego Queen Elizabeth, pierwszego z typu 5 drednotów uzbrojonych w 15-calowe działa. Okręt, w tym momencie najsilniejszy z będących w służbie, został wyposażony w Portsmouth 22 grudnia i planowano jego wyjście w morze w lutym w celu przeprowadzenia ćwiczeń kalibracyjnych na spokojnych, wolnych od okrętów podwodnych wodach Morza Śródziemnego w rejonie Gibraltaru. Fisher zaproponował teraz, by okręt przetestował swoje ogromne działa ostrzeliwując tureckie forty w Dardanelach, zamiast „wystrzeliwać bezużytecznie amunicję w morze koło Gibraltaru”. Działa Queen Elizabeth miały zasięg 22.000 jardów; tak więc okręt mógł trzymać się z dala od tureckich fortów i strzelać spoza ich zasięgu. (Admiralicja wprowadziła ograniczenia w jego zastosowaniu: w celu zabezpieczenia luf przed przegrzaniem się, drednot nie mógł nigdy strzelać salwami; zamiast tego miał prowadzić ogień powoli i rozważnie; 1 pocisk z 1 działa w jednym momencie). Później Fisher poszedł dalej, dodając do sił Cardena 2 ostatnie okręty sprzed drednotów: Lord Nelson i Agamemnon, oba ukończone zaraz po samym Dreadnought.
Tak więc, w połowie stycznia, Churchill i Admiralicja gotowi byli wysłać flotę 40 mil w górę płytkiego toru wodnego bronionego przez forty wyposażone w ciężkie działa, jak również baterie ruchomych haubic. Tradycyjnie, idea używania okrętów do ostrzału fortów budziła odrazę w Royal Navy. Pomysł, by używać dział okrętowych przeciwko artylerii lądowej został skrytykowany przez Nelsona, który oświadczył, że „każdy marynarz, który zaatakuje fort jest głupcem”. Mahan wyjaśniał dosadnie: „Okręt nie może walczyć przeciwko fortom, tak jak fort nie może ścigać się z okrętami”. Głównym zadaniem okrętów wojennych, oświadczyły te autorytety, jest kontrolowanie morza poprzez zatapianie nieprzyjacielskich jednostek, a nie atakowanie fortów, które choćby nie wiadomo ile razy trafione, nigdy nie zatoną. Okręty są bardziej narażone niż forty; okręt liniowy długości 500 stóp jest dużym celem, każdy jego element może być trafiony, czasem z drastycznymi konsekwencjami dla całej jednostki. Z drugiej strony, fort nie może być w poważny sposób uszkodzony, z wyjątkiem trafienia w działa; zwykle tylko bezpośrednie trafienie w działo wyłączy je z akcji. W tej kwestii – nieskuteczności ostrzału prowadzonego przez okręty – Fisher miał osobiste doświadczenia. Pierwszy Lord Morski uczestniczył we wcześniejszej najsłynniejszej brytyjskiej próbie pokonania fortów na lądzie. W lipcu 1883 roku Fisher, jako dowódca Inflexible, najsilniejszego w owym czasie okrętu liniowego na świecie, uczestniczył w całodniowym ostrzale przez Flotę Śródziemnomorską egipskich fortów w Aleksandrii. W ciągu dnia Inflexible, kotwiczący poza falochronem, wystrzelił 88 pocisków 16-calowych w kierunku fortów. Do późnego popołudnia flota wystrzeliła 3.000 pocisków, ale uciszono tylko 10 z 44 egipskich ciężkich dział.
Churchill wierzył, że to doświadczenie sprzed 30 lat zostało zmodyfikowane, jeśli nie odrzucone, przez nową technologię współczesnej wojny morskiej. Był on pod dużym wrażeniem skuteczności niemieckiej ciężkiej artylerii na froncie zachodnim. Fortece w Liége, Namur i Antwerpii klasyfikowane były wśród najsilniejszych na świecie, jednak zostały zniszczone w ciągu kilku dni, a nawet kilku godzin przez oblegające je niemieckie haubice. Kiedy rozpoczął się ostrzał i kiedy runęły forty, z ruin wyczołgało się kilku oszołomionych i ubrudzonych Belgów; poddali się. Skoro belgijskie forty były bezradne wobec tych ciężkich lądowych dział, to w jaki sposób tureckie forty nad Dardanelami mogły przeciwstawić się wielu 12-calowym i 15-calowym działom okrętów liniowych? To właśnie obudziło w wyobraźni Churchilla pełen chwały obraz Queen Elizabeth bezustannie nękającej turecką obronę swoimi straszliwymi pociskami z monstrualnych rozmiarów dział.
Na nieszczęście, Pierwszy Lord Admiralicji zignorował lub źle zrozumiał różnice między kontrolowaniem ognia prowadzonego przez niemiecką artylerię z bliskiego zasięgu z wysuniętych pozycji a strzelaniem z dział okrętowych do celu odległego o 7 do 8 mil bez środków do precyzyjnego określania, gdzie spadły pociski. Oblężnicza niemiecka haubica była grubą, krótkolufową armatą wystrzeliwującą lecące lobem pociski wysoko w niebo, tak iż nurkowały one w cel. Znajdujący się blisko celu obserwator widział miejsca uderzenia pocisków i sygnalizował baterii zmianę zasięgu dopóki nie spadały one dokładnie w wyznaczonym punkcie. Wielkie działa okrętowe miały zupełnie inną konstrukcję i przeznaczenie. Pociski wystrzeliwane z długich luf i niską trajektorią lotu na tysiące jardów zaprojektowano do uderzania i zatapiania nieprzyjacielskich okrętów z jak największej możliwej odległości. Określanie miejsc trafienia pocisków było łatwiejsze na okrętach dzięki wznoszonym przez nie wielkim słupom wody. Obserwując przez lornetkę te kolumny wody i korygując swoje namiary, artylerzyści z okrętu mieli nadzieję ostatecznie trafić nieprzyjaciela. Z drugiej strony, kiedy okręt strzela do fortu, uderzenie pocisku wytwarza nie łatwo dostrzegalne słupy wody, ale obłoki kurzu i szczątków, które w konsekwencji zasłaniają cel, dając obserwatorowi, odległemu o setki jardów, niewielką pomoc przy korygowaniu namiarów. Dodatkowo, pociski z okrętów lecące płaską trajektorią nie nurkują w cel lub obok niego; z reguły przelatują nad nim i spadają nawet setki jardów za nim.
O tym wszystkim miano się dopiero przekonać.
* * *
Spotkanie rady wojennej 13 stycznia 1915 r. było przedłużającą się i wyczerpującą sesją trwającą cały dzień. Jednak sprawą Dardaneli zajęto się dopiero po zachodzie słońca. Churchill przedstawił plan Cardena, który dostarczono Admiralicji dzień wcześniej. Hankey tak to opisał:
„Rada wojenna obradowała cały dzień. Zasunięto zasłony oddzielając pokój od zimowego zmierzchu. Powietrze było ciężkie, a stół przedstawiał widok zdjętych z półek dokumentów, co było rezultatem długiej sesji … W tym momencie sprawy przybrały dramatyczny obrót ponieważ Churchill ujawnił nagle pilnie strzeżoną tajemnicę dotycząca morskiego ataku na Dardanele! Idea wzbudziła zainteresowanie natychmiast. Cała atmosfera zmieniła się. Zapomniano o zmęczeniu. Rada wojenna ochoczo zwróciła się od ponurych wizji „przeciągających się działań” na froncie zachodnim w stronę jaśniejszych perspektyw, które jak się wydawało, pojawiały się na Morzu Śródziemnym. Marynarka Wojenna, do której wszyscy mieli pełne zaufanie, a której możliwości działania były do tej pory ograniczane, teraz wychodziła na pierwszą linię … Churchill przedstawił swój plan ze zręcznością jakiej można się było po nim spodziewać, błyskotliwie, ale spokojnie, bez nadmiernego optymizmu”.
Wskazując na mapę, Pierwszy Lord oświadczył, że Admiralicja „wierzy iż plan może zostać zrealizowany w ciągu kilku tygodni poprzez systematyczne usuwanie wszystkich fortów. Kiedy forty zostaną zniszczone można będzie oczyścić zagrody minowe i flota ruszy do Konstantynopola i zniszczy Goebena”. Churchill zadeklarował, że okręty do przeprowadzenia tego przedsięwzięcia, wśród nich Queen Elizabeth, są dostępne.
Argumentacja Churchilla, jak później powiedział Lloyd George, przedstawiona została „z całą nieugiętą mocą i zawziętością, wraz z mistrzostwem prezentacji szczegółów, które pojawiały się zawsze, kiedy był rzeczywiście zainteresowany tematem”. Tak silne było uczucie frustracji, istniała tak silna potrzeba dokonania czegoś, a prezentacja Churchilla była tak entuzjastyczna, że większość z obecnych była ujęta jej nowatorstwem i prostotą. Główni doradcy morscy Churchilla, admirałowie floty Fisher i Wilson, byli obecni, ale nie zapytano ich o opinie, a i oni nie zgłosili żadnych uwag. Ich milczenie pozwoliło Churchillowi i innym ministrom na przyjęcie tego za zgodę. Kitchener powiedział, że plan wart jest podjęcia próby i „możemy zaniechać ostrzału jeśli okaże się nieskuteczny”. Podczas dyskusji zauważono jak Asquith coś pisał. W trakcie spotkania premier odczytał wniosek, jaki wcześniej zapisał: „Admiralicja powinna przygotować się do podjęcia ekspedycji morskiej w lutym w celu ostrzału i zajęcia półwyspu Gallipoli z Konstantynopolem jako celem”. Rada wojenna przyjęła to bez sprzeciwu. Później wielu z ministrów obecnych na spotkaniu różniło się w poglądach na temat tego czy zapadła jakakolwiek ostateczna decyzja. Sam Asquith rozumiał, że rada nie ustaliła niczego więcej niż rozpoczęcie przygotowań do operacji. Ostatecznie komisja do spraw Dardaneli powinna zadać pytanie: „W jaki sposób flota może „zająć” półwysep? W jaki sposób ma okupować Konstantynopol?” Jednak pytań tych nie zadano przez 2 następne lata.
* * *
W połowie stycznia planowanie operacyjne w Admiralicji zdawało się przebiegać płynnie. Rząd Frencha obiecał skierować pod rozkazy Cardena eskadrę 4 okrętów liniowych. Jednak, choć plany ataku z morza przybierały konkretną postać, entuzjazm Fishera słabł. Już 19 stycznia Pierwszy Lord Morski skarżył się Jellicoe, o którym wiedział, że przychyli się do jego opinii: „Gabinet zdecydował o zajęciu Dardaneli jedynie przez marynarkę wojenną dysponującą w tym celu 15 okrętami liniowymi i 32 innymi okrętami, trzymając z dala 3 krążowniki liniowe i flotyllę niszczycieli, pilnie potrzebną na teatrze działań na wodach krajowych. Istnieje tylko jedno słuszne rozwiązanie, którym jest rezygnacja z planu. Jednak powiedziano mi ‘Nie!’, co oznacza po prostu, że jestem odpowiedzialny za część planu, z którym absolutnie się nie zgadzam. Nie zgadzam się z żadnym podjętym krokiem … Sposób w jaki planowane są działania wojenne na lądzie i na morzu jest chaotyczny! Co tydzień mamy nowy plan.” Dwa dni później Fisher ponownie napisał do Jellicoe: „Właśnie znienawidziłem operację w cieśninie Dardanele, dopóki nie zostaną wprowadzone poważne zmiany i nie stanie się ona militarną akcją z udziałem 200.000 żołnierzy współdziałających z flotą. Wierzę, że Kitchener dochodzi teraz do podobnego punktu widzenia na tę sprawę.”
Fisher nie był przeciwny wszystkim operacjom desantowym; w rzeczywistości, zawsze wierzył, że armia „jest pociskiem do wystrzelenia przez marynarkę wojenną”. Zadaniem floty było przerzucenie żołnierzy z jednego miejsca na drugie, ale nie prowadzenie kampanii na lądzie. Był w pełni przygotowany do prowadzenia operacji połączonych sił lądowych i morskich, ale wolałby widzieć ją gdzie indziej niż w Dardanelach. Silnie preferował lądowanie na wielką skalę Rosjan na niemieckim wybrzeżu Bałtyku, skąd nastąpiłby marsz na Berlin. Jego wielki program rozbudowy, rozpoczęty tydzień po powrocie do Admiralicji, przewidywał budowę dużej liczby opancerzonych barek desantowych, każdej zdolnej do transportu 500 ludzi i wyposażonych w rampy w celu szybkiego wyjścia żołnierzy na ląd. Pierwsze z tych jednostek były na ukończeniu. Jednak teraz oczywiście miały one zostać wysłane nie na Bałtyk, ale do cieśniny Dardanele.
Ukryte powody, dla których Fisher sprzeciwiał się Churchillowi tkwiły głęboko w jego osobowości. Motywy zwrócenia się przeciwko operacji w Dardanelach wypływały przynajmniej częściowo z dziwnej administracyjnej sytuacji, w którą wszyscy zostali wciągnięci. W listopadzie 1914 roku Asquith utworzył radę wojenną jako wyłączony komitet rządu, w skład którego wchodzili: Asquith, Haldane, Kitchener, Lloyd George i Grey wraz z innymi jak Arthur Balfour, konserwatywny były premier. Na szczycie już istniał brak równowagi: sekretarzem stanu do spraw wojny był wybitny żołnierz i bohater narodowy, podczas kiedy Pierwszym Lordem Admiralicji był cywil bez jakiegokolwiek doświadczenia w sprawach marynarki wojennej i ze znikomą wiedzą militarną. Churchill poważnie obawiał się swojej niższości: „Nie mam takiego samego znaczenia ani autorytetu jak tych 2 ministrów [Asquith i Kitchener], ani takiej samej władzy i kiedy powiedzieli: ‘To ma być zrobione, albo to nie może być zrobione’, było to ostateczne” – powiedział Churchill. To skromne oświadczenie nie jest całkowicie przekonywujące. Churchill miał nie mającą równych siłę przekonywania i kłócił się z nieporównaną żywiołowością. Jednak w pierwszych latach wojny prestiż Kitchenera i jego autorytet przewyższały jego. „Siła, spokój i rezerwa Kitchenera powodowały, że zdominował w tym czasie wszystkie narady” – powiedział o nim Churchill. W konkretnych sprawach strategii i prowadzenia wojny Asquith, układny polityk, skłonny do kompromisów parlamentarnych i Churchill, obdarzony błyskotliwą wyobraźnią, zręczny 40-latek, nie mogli mierzyć się z tym kolosem.
Poniżej tych najwyższych władz stali generałowie i admirałowie obecni podczas obrad rady wojennej jako doradcy, kiedy ich wezwano. Ów brak koncepcji przekształcił się w sytuację permanentną. Ministrowie zakładali, że dowódcy wojskowi będą swobodnie wygłaszali swoje poglądy bez proszenia ich o to, ale ci eksperci nie rozważali możliwości, iż powinni wyrażać swoje opinie lub odmienne zdania. Asquith, który zawsze przewodniczył obradom, nigdy nie zachęcał obecnych dowódców wojskowych do przemawiania, a raczej pozwalał sobie być w całości prowadzonym w kwestiach militarnych i marynarki wojennej przez sekretarza stanu do spraw wojny i Pierwszego Lorda Admiralicji. Fisher rzadko przemawiał i nigdy nie protestował. „Przyjąłem jako zasadę, że nigdy podczas posiedzeń rady wojennej nie będę rzucał cienia na Winstona Churchilla – powiedział. – Churchill był moim zwierzchnikiem i istniał jedynie wybór między milczeniem a rezygnacją”. Tak więc zgadzając się z Pierwszym Lordem Admiralicji lub nie, admirałowie zachowywali milczenie; na nieszczęście traktowane było ono jako zgoda. Rada wojenna przyjęła to, by wyjść z założenia, że kiedy Churchill przemawiał, najpierw ustalał kwestie ze swoim departamentem, a następnie prezentował je jako zdanie całej Admiralicji.
Istniał jeszcze jeden brak równowagi, który drażnił Fishera. Jego pozycja była całkowicie odmienna od Kitchenera. W odróżnieniu od niego nie był ministrem; był jedynie doradcą technicznym. Nie mógł prowadzić polityki ani głosować, nawet w kwestiach dotyczących marynarki wojennej. W oczach brytyjskiej opinii publicznej admirał floty lord Fisher z Kilverstone był kimś więcej niż wypełniający swoje obowiązki Pierwszy Lord Morski; był całą Royal Navy. Jego reputacja przewyższała wszystkich z powodu drednotów, które zbudował i przemawiał mając za sobą blask ich potężnych dział. Fisherowi, siedzącemu i słuchającemu dzień po dniu Kitchenera, który zdominował radę wojenną, wydawało się, że lord wojny imperium okazywał brak szacunku, a nawet brak respektu wobec tego co w Wielkiej Brytanii zawsze było najwyższą wartością.
Do połowy stycznia Fisher nie krytykował otwarcie planu ataku w Dardanelach; zamiast tego był on tym, który zaproponował włączenie do sił Queen Elizabeth. Jednak po spotkaniu 13 stycznia był pełen obaw. Próbował przekształcić swoje złe przeczucia w kwestii przygody w Dardanelach w jakąś logiczną argumentację, która stworzyłaby ogólne wrażenie istniejących trudności i mogłaby być przedstawiona Churchillowi, którego w niezwykły sposób lubił i podziwiał. Jednak kiedy spróbował, Churchill nie miał żadnych trudności, ani prywatnie, ani publicznie w udowodnieniu mu, że nie ma racji. Teraz nie tylko własny, pielęgnowany schemat działań, kampania morska na Bałtyku, w oczywisty sposób nie miał szans realizacji, ale widział również, że Wielka Flota, filar brytyjskiej supremacji na morzu i strategii wojennej, była teraz okrojona dla wymagań operacji w Dardanelach. Fisher był ponadto Pierwszym Lordem Morskim, który 10 lat wcześniej sprowadził do kraju brytyjską marynarkę wojenną w obliczu narastającego niebezpieczeństwa ze strony cesarskich Niemiec. Teraz, wracając na stanowisko, wiedział że nie można nic zrobić, by uniknąć utraty tej ciężko wywalczonej przewagi nad marynarką niemiecką.
Sam Fisher spowodował kryzys 25 stycznia, kiedy przedstawił na piśmie swoje poglądy premierowi, wysyłając kopię Churchillowi. „Pierwszy Lordzie – napisał w nagłówku – nie jest moim życzeniem kontynuowanie bezużytecznego oporu w radzie wojennej wobec planów, których nie mogę zmienić, ale proszę o wydrukowanie załączonych dokumentów i rozesłanie ich do członków rady wojennej przed następnym spotkaniem”. Memorandum wskazywało na szaleństwo całego schematu operacji w Dardanelach. „Pchamy się w ręce Niemców – napisał Fisher. – Jeśli zaryzykujemy bezpieczeństwo naszych okrętów w takiej operacji jak ostrzał wybrzeża czy atak na ufortyfikowane pozycje bez współpracy z siłami lądowymi, to zwiększamy prawdopodobieństwo, że Niemcy mogą doprowadzić do wyrównania sił … Nie można ryzykować bezpieczeństwa nawet starych okrętów, ponieważ ich utrata nie jest możliwa bez strat w ludziach i tworzą one jedyną rezerwę na tyłach Wielkiej Floty … Wyłączne usprawiedliwianie działań koniecznością ostrzału wybrzeża i ataku floty na ufortyfikowane pozycje, jak ma to miejsce w przypadku ostrzału fortów nad Dardanelami, jest wymuszaniem decyzji na morzu i nie jest to niczym usprawiedliwione. Wielka Brytania powinna być usatysfakcjonowana utrzymywaniem na Morzu Północnym blokady Niemiec. Mając już wszystko, co potężna flota może dać swojemu krajowi, powinniśmy w spokoju cieszyć się przewagą, nie tracąc sił w operacjach, które nie mogą polepszyć sytuacji”. Choć Fisher prosił o rozpowszechnienie tego dokumentu wśród członków rady wojennej, Asquish, za namową Churchilla, odmówił.
Zamiast tego, 27 stycznia Churchill odpowiedział oświadczając, że główny argument w piśmie Fishera był bezdyskusyjny: naczelnym zadaniem Admiralicji jest utrzymanie siły Wielkiej Floty na poziomie gwarantującym pokonanie w bitwie Floty Pełnomorskiej. Ta odpowiedzialność, twierdził Pierwszy Lord Admiralicji, została sumiennie dotrzymana. Podobnie jak miało to miejsce w listopadzie i grudniu, Pierwszy Lord Admiralicji przedstawił liczbowe zestawienie sił obu flot. Dodatkowo, zapewniając wszystko co potrzebne do zagwarantowania zwycięstwa na kapryśnych wodach Morza Północnego, Wielka Brytania miała, jak wskazał Churchill, 21 starych okrętów liniowych, silnie uzbrojonych i opancerzonych, w pełni obsadzonych załogami i z całkowitym zapasem amunicji, odpoczywających jako nie nadające się do starcia z nowoczesnymi niemieckimi okrętami. „Nie używanie ich tam gdzie to konieczne z powodu obawy o ich utratę było błędem” – upierał się Churchill.
W tym czasie kontynuowano planowanie operacji. W ostatnim tygodniu stycznia dostarczono zaopatrzenie na okręty. Do rozpoczęcia operacji potrzeba było ostatecznego jej zatwierdzenia przez radę wojenną. Decyzja miała zapaść podczas spotkania zaplanowanego na godzinę 11.30, rano 28 stycznia. Tego przedpołudnia Churchill znalazł na biurku rezygnację. „Usilnie proszę byś uwierzył, że jeśli rzeczywiście wierzyłbym w celowość naszej pełnej jedności w czasie wojny, nie wycofałbym się z gracją i nie wrócił do róż w Richmond – napisał Fisher. – W moim sercu nie będzie miejsca dla niczego innego oprócz żalu i podziwu dla ciebie”. Wiedząc, że Asquith odmówił rozpowszechnienia jego memorandum i że członkowie rady wojennej nie będą znali jego poglądów, Fisher napisał również do premiera, informując że nie chce uczestniczyć w posiedzeniu rady wojennej tego dnia. „Nie zgadzam się z Pierwszym Lordem Admiralicji i nie sądzę aby było właściwe powiedzenie tego radzie … Mówię tylko, że ostrzał rejonu Dardaneli może być usprawiedliwiony wyłącznie w przypadku współpracy z wojskami lądowymi, która zrekompensowałaby poniesione straty w okrętach oraz niezastąpionych oficerach i marynarzach. Jako czysto morska operacja jest ona nieuzasadniona … Bardzo niechętnie opuszczam Pierwszego Lorda Admiralicji. Osobiście podziwiam go, ale nie widzę możliwości ujednolicenia naszych stanowisk, a zjednoczenie takie jest podstawą w czasie wojny, więc powstrzymuję się od pozostawania kłodą rzuconą mu pod nogi. Imperium brytyjskie upadnie, jeśli upadnie Wielka Flota. Nie można podejmować ryzyka”.
Wycofanie poparcia Fishera w dniu, na który zaplanowano zatwierdzenie przedsięwzięcia przez radę wojenną było niezręcznością zarówno dla Asquitha, jak i Churchilla. Chcąc utrzymać w służbie starego admirała, Pierwszy Lord Admiralicji obstawał, aby Fisher porozmawiał z premierem. Przybywając z Churchillem do jego siedziby przy Downing Street kilka minut przed rozpoczęciem posiedzenia rady, Fisher przedstawił premierowi swoje obiekcje odnośnie operacji w Cieśninie Dardanelskiej. Churchill ponaglał, by pozwolić na jej kontynuację. Asquith, zmuszony do dokonania wyboru, zdecydował że jednak atak powinien zostać przeprowadzony, ale nie powiedział kiedy. Fisher przyjął decyzję w milczeniu i zarówno premier, jak i Pierwszy Lord Admiralicji założyli, że zaakceptował ją. Wspólnie 3 mężczyźni udali się na posiedzenie rady wojennej w siedzibie rządu.
Fisher wziął udział w tym spotkaniu myśląc, że we właśnie co zakończonej rozmowie Asquith wyraził opinię, iż ostateczna decyzja w sprawie Dardaneli nie ma zapaść tego dnia. Nastroje podczas spotkania rady były radośnie optymistyczne. Entuzjazm Churchilla zaraził jego kolegów. Pierwszy Lord Admiralicji poinformował, że przygotowania do ataku w Dardanelach są poważnie zaawansowane, ale rada musi zrozumieć, że ekspedycja „niewątpliwie wiąże się z ryzykiem”. Kiedy tylko Churchill zadał pytanie, czy rada jest za atakiem na Dardanele, Fisher interweniował mówiąc, że „rozumie iż to pytanie nie powinno być zadane podczas tego spotkania i że premier zna jego poglądy w tej kwestii”. Na to Asquish odpowiedział, że „w świetle podjętych już kroków na to pytanie trzeba odpowiedzieć”. Usłyszawszy to, Fisher wstał i skierował się do drzwi. Kitchener zauważył to i zerwawszy się na równe nogi, zdołał osiągnąć drzwi pierwszy. Prowadząc Fishera w stronę okna, cicho zapytał admirała co zamierzał zrobić. Fisher odpowiedział, że nie wróci do stołu i chce zrezygnować z funkcji Pierwszego Lorda Morskiego. Kitchener zrozumiał, że Fisher był jedynym obecnym na posiedzeniu, który nie zgadzał się z proponowaną operacją; ale premier podjął decyzję. Powiedział Fisherowi, że obowiązkiem Pierwszego Lorda Morskiego wobec kraju jest zaakceptowanie tego i pozostanie na urzędzie. Fisher niechętnie powrócił do stołu, gdzie ministrowie prześcigali się w optymistycznych przewidywaniach. Kitchener oświadczył teraz, że atak z morza ma żywotne znaczenie; meritum tej formy ofensywnej akcji, powiedział, polega na tym, że „jeśli szybki postęp nie może być osiągnięty, cały atak może być odparty”. Balfour powiedział, że „trudno wyobrazić sobie bardziej obiecującą operację”. Grey stwierdził, że „Turcy zostaną sparaliżowani strachem kiedy usłyszą, że forty są niszczone jeden po drugim”; że neutralne kraje bałkańskie, niecierpliwie czekające by stanąć po stronie zwycięzców, zobaczą to i że ma nadzieję iż sukces ostatecznie zmieni nastawienie Bułgarii. Po tym wszystkim, jak zauważył Asquith, Fisher zachował „uparte i złowieszcze milczenie”. Spotkanie odroczono do 14.00, by powrócić do tematu późnym popołudniem. Podczas przerwy Churchill, który widział Kitchenera rozmawiającego prywatnie z Fisherem, uciął pogawędkę ze starym admirałem w gabinecie w Admiralicji. Konwersacja była „długa i przyjacielska”, używając zwrotu Churchilla. „Nie mogę w żaden sposób przemilczeć wielkiej i stałej presji jaką wywierałem na starego admirała” – przyznał później Churchill, a Fisher często skarżył się znajomym na swoją niemożność zniesienia takiej taktyki. „Zawsze odrzucał moje zdanie” – powiedział jednemu z nich, a innemu: „Byłem pewny, że mam rację, ale zawsze przekonywał mnie wbrew mojej woli. Wydawało się, że nie mogę zmienić zdania, ale kiedy odchodził siadałem i pisałem list, że się zgadzam. Następnie szedłem do łóżka i nie mogłem zasnąć, a przez głowę przechodziły mi jego słowa i wiedziałem, że mam rację. Wstawałem więc i pisałem kolejny list, że nie zgadzam się i tak wciąż”. Coś w tym stylu wydarzyło się po południu 28 stycznia. Pod koniec rozmowy z Churchillem Fisher zgodził się poprzeć operację w Dardanelach.
Kiedy rada wojenna zebrała się ponownie tego popołudnia, Churchill – w towarzystwie Fishera – mógł ogłosić, że wszyscy w Admiralicji zgodzili się, że marynarka wojenna powinna przeprowadzić operację. Zmiana zdania przez Fishera wydawała się przez moment ostateczna. „Kiedy w końcu zdecydowałem się wejść w to – powiedział później Fisher – poszedłem na całego, ‘totus porcus’5.” Rzeczywiście, Churchill odniósł taki sukces, że Fisher dodał do udziału w operacji okręty Lord Nelson i Agamemnon oraz Queen Elizabeth. „To uznałem za końcowy punkt dyskusji – napisał Churchill. – Później nigdy nie patrzyłem wstecz. Pozostawiliśmy obszar dyskusji i konsultacji, bilansowania i obaw. Sprawa wkroczyła w fazę akcji”.
Fisher, chwilowo pokonany, pozostał nieprzekonany. W jego świadomości jego punkt widzenia pozostał klarowny: popierał wspólny atak sił lądowych i morskich, a sprzeciwiał się wyłącznej operacji morskiej. Jednoznacznie przedstawił swój punkt widzenia Pierwszemu Lordowi Admiralicji. Pod presją został przekonany do poparcia tego ataku. „Kiedy podjęto operację, moim obowiązkiem od tego czasu było kontrolowanie czy rządowy plan jest realizowany tak skutecznie jak to możliwe przy istniejących środkach. Zrobiłem wszystko co mogłem, by zapewnić sukces. Włożyłem w to całe serce i pracowałem jak tytan”. Prywatnie nigdy nie zaprzestał wygłaszania swoich opinii. „Im bardziej rozważałem sprawę operacji dardanelskiej, tym bardziej jej nie lubiłem” – napisał do Churchilla 4 marca. Pod koniec marca napisał: „Niepowodzenie w Dardanelach lub rezygnacja byłyby niczym. Niepowodzenie na Morzu Północnym byłoby katastrofą”. 5 kwietnia ponownie napisał do Churchilla: „Zostałeś po prostu pożarty przez Dardanele i nie mogę myśleć o niczym innym. Cholerne Dardanele! Będą naszym grobem!”.
24
Zagrody minowe
Cieśnina Dardanele na całej 14-milowej długości, od wejścia przy przylądku Helles, w górę do Narrows przy Chanak, znajdowała się w zasięgu ognia różnych typów tureckiej artylerii; rzeczywiście, nie było miejsca na tym akwenie, gdzie nieprzyjacielski okręt nie mógł być trafiony bezpośrednim ogniem. Obrona była zorganizowana na 3 poziomach. Wejście było chronione przez zewnętrzne forty, stare, zakończone blankami kamienne budowle, wzniesione na białych klifach na północnej lub jak kto woli, europejskiej stronie. Potężny fort Sedd el Bahr, zbudowany w XVII wieku w obronie przed wenecjanami wyposażony był w mieszane grupy dział: 2 11-calowe, 4 10-calowe i 4 6-calowe, o zasięgu do 8.000 jardów; był on co najmniej wystarczający, skoro szerokość u wejścia wynosiła 4.000 jardów. Leżący w pobliżu fort Cape Helles uzbrojony był w 2 działa 9,4-calowe, z których każde miało zasięg 10.000 jardów. Po drugiej, południowej czy azjatyckiej stronie, na niskim zielonym brzegu fort Kum Kale dysponował 2 działami 11-calowymi, 4 10-calowymi, 1 8-calowym i 2 6-calowymi. Kolejny fort po azjatyckiej stronie miał 2 działa 9,4-calowe. Łącznie wejścia do Dardaneli broniło 16 ciężkich i 7 dział o średnim zasięgu. W samym wejściu, gdzie szerokość cieśniny wynosiła 4½ mili, Turcy zorganizowali pośrednią obronę złożoną z dział średniego kalibru, głównie 6-calowych, tworzących 5 stałych baterii, 1 po europejskiej stronie i pozostałe 4 po azjatyckiej. Po ostrzale przeprowadzonym przez aliantów w listopadzie 1914 roku, Niemcy i Turcy wzmocnili pośrednią obronę, wprowadzając 8 ruchomych baterii haubic 6-calowych, każdą złożoną z 4 armat. Liczba baterii reflektorów poszukiwawczych pokrywających pola minowe została zwiększona do 8.
Końcowy punkt obrony Dardaneli leżał w Narrows, 14 mil w górę od wejścia. Tam, gdzie Leander prawdopodobnie przypływał i gdzie Kserkses zbudował swój most na łodziach, kanał ma mniej niż milę szerokości. Narrows było chronione przez 2 potężne, starożytne fortece, w Kilid Bahr na europejskim brzegu i Chanak Kale na azjatyckim. Naprzeciwko każdej z tych starych cytadeli, tuż nad plażą, zbudowano ostatnio fortyfikacje z ciężkimi wałami ziemnymi. Tam Turcy zainstalowali 72 działa o różnych zasięgach i kalibrach, od 14- i 11-calowych po 9,2-calowe. Choć ich celność odbiegała od nowoczesnych, a ilość amunicji była ograniczona, stanowiły one groźną przeszkodę. Bardziej nawet niebezpieczne niż działa były zagrody minowe postawione tuż poniżej Narrows, pomiędzy Kephez i Chanak. Tam 324 miny tworzyły 10 linii odległych od siebie o 90 jardów.
Chcąc pokonać tę obronę, Admiralicja ściągnęła z całego świata okręty wojenne. Admirał Carden otrzymał nowego superdrednota Queen Elizabeth z 8 działami 15-calowymi, krążownik liniowy Inflexible z 8 działami 12-calowymi oraz 12 brytyjskich i 4 francuskie okręty liniowe z ery sprzed drednotów, dysponujące łącznie 56 działami 12-calowymi i 8 10-calowymi. Osiem starych okrętów liniowych – Cornwallis, Irresistible, Ocean, Albion, Canopus, Vengeance, Majestic i Prince George – przeznaczono do złomowania w ciągu 15 miesięcy, ale w tym czasie ich stare 12-calowe działa miały przeprowadzić ostrzał starych tureckich fortów w Dardanelach. Admiralicja dodała również Triumph i Swiftsure, parę dziwacznych okrętów liniowych wyposażonych w 10-calowe działa, zbudowanych w Chile, a teraz – po wyeliminowaniu Spee – mogące powrócić z Dalekiego Wschodu. Cztery francuskie okręty liniowe – Suffren, Bouvet, Gaulois i Charlemagne – były odpowiednikami brytyjskich predrednotów i zostały podobnie uzbrojone. Carden miał również 4 lekkie krążowniki, 15 brytyjskich i francuskich niszczycieli oraz 4 brytyjskie i francuskie okręty podwodne. Najniżej w hierarchii, w tym czasie o nieznanym jeszcze znaczeniu, stało 21 brytyjskich i 14 francuskich trawlerów rybackich przebudowanych na trałowce. Dwa bataliony królewskiej piechoty morskiej zostały skierowane jako tymczasowe siły desantowe, nieprzeznaczone do ataku na brzegu okopanych pozycji nieprzyjaciela lub jego przeważających sił. Zastępca Cardena, kontradmirał John de Robeck, był szczęśliwy z przeniesienia z nudnego przydziału dowódcy patroli starych krążowników, strzegących przed niemieckimi rajderami rejon przylądka Finisterre. Szefem sztabu Cardena został niestrudzony Roger Keyes, przeniesiony z dowództwa okrętów podwodnych dalekiego zasięgu w Harwich nad Morzem Północnym. W 1906 i 1907 roku Keyes był attaché morskim w Konstantynopolu i często czarterował parowiec, by obserwować przez teleskop forty nad cieśniną Dardanele. Teraz służył pod rozkazami 3 brytyjskich admirałów, którzy kolejno dowodzili flotą w Dardanelach od stycznia 1915 do stycznia 1916 roku.
Cofniętymi bazami Cardena były Malta i Aleksandria, a wysuniętą bazę utworzono w Mudros na greckiej wyspie Lemnos, 60 mil na południowy zachód od Dardaneli. Mudros był ogromnym, naturalnym portem, o szerokości 2 do 3 mil i głębokości od 30 do 45 stóp, dającym schronienie setkom statków. Grecja nie brała udziału w wojnie, ale premier-anglofil Eleuthérios Venizélos, pozwolił aliantom na używanie wyspy jako bazy w walce przeciwko odwiecznemu wrogowi Grecji – Turcji. Kiedy 22 lutego kontradmirał Rosslyn Wester Wemyss przybył jako dowódca bazy w Mudros, senna egejska wioska nie była w pełni przygotowana, by stać się dużą bazą morską lub lądową. Miała kościół, 70 lub 80 małych domów z kamienia, drewna i mułu, zamieszkałych przez rybaków, którzy uprawiali też oliwki i winogrona. Port miał tylko 1 drewniane nabrzeże. Nie było materiałów do budowy większego pirsu, żadnych urządzeń do załadunku i rozładunku statków, żadnej infrastruktury lądowej, brakowało również słodkiej wody. Kiedy w marcu przybyło z Egiptu 4.500 australijskich żołnierzy, zostali oni zmuszeni do pozostania na swoich okrętach, z których spoglądali na błękitną wodę w porcie. Za portem krajobraz tworzyły: sucha trawa, małe, sękate drzewa i nagie, smagane wiatrem wzgórza.
Atak Cardena na zewnętrzne forty rozpoczął się bladym świtem 19 lutego. Morze było spokojne i nie było żadnego podmuchu wiatru, kiedy okręt flagowy Cardena, krążownik Inflexible i 5 brytyjskich oraz 4 francuskie predrednoty zakotwiczyły na przepastnych, błękitnych wodach i rozpoczęły powolny, systematyczny ostrzał fortów z dużej odległości 12.000 jardów. Turcy, których działa nie miały takiego zasięgu, milczeli. O godzinie 14.00 Carden podszedł na 6.000 jardów, skąd artyleria średniego kalibru okrętów liniowych mogła też już otworzyć ogień. Tureckie działa wciąż nie odpowiadały, ale o 16.45, kiedy Carden wysłał Vengeance, Cornwallis i Suffren jeszcze bliżej brzegu – 3.000 do 4000 jardów – tureckie forty po obu stronach cieśniny rozpoczęły kanonadę, pokazując że w ogóle nie zostały uszkodzone. Wówczas, przy gasnącym świetle dnia i fortach przykrytych całunem dymu i kurzu, Carden rozkazał wstrzymać ogień. Jego zastępca, kontradmirał de Robeck na pokładzie Vengeance, poprosił o zgodę na przedłużenie ataku, ale Carden odmówił. Wynik ostrzału był nieprzekonywujący. Alianckie okręty wystrzeliły 139 pocisków 12-calowych. Forty zostały trafione wielokrotnie, ale tureckie działa odpowiadały ogniem. Ostatecznie marynarze przekonali się, że nie było łatwo trafić w forty ciężkimi pociskami; jedynym sposobem trwałego wyłączenia z akcji dział nieprzyjaciela było bezpośrednie trafienie w nie. Artylerzyści obsługujący działa na lądzie mieli takie same trudności z trafieniem; pod ostrzałem wycofali się po prostu do schronów i czekali. Pod tym względem wydarzenia dnia były pożyteczną lekcją: chcąc uciszyć turecki ogień, nie trzeba było niszczyć poszczególnych tureckich dział bezpośrednim ogniem. Okręty mogły zdominować bitwę po prostu trzymając obsługi z dala od ich dział; wówczas okręty liniowe mogły podejść jeszcze bliżej i ostatecznie były w stanie zetrzeć na proch forty, działa i artylerzystów.
Niestety, flota nie miała możliwości skorzystania z tej nowej wiedzy. Tej nocy pogoda zmieniła się; przez następnych 5 dni sztormowe wiatry omiatały morze, a silnym ulewom towarzyszyły błyskawice i pioruny, zmieniając deszcz w deszcz ze śniegiem i śnieg. Te warunki ograniczały dostęp światła, a ponieważ Carden nie mógł pozwolić sobie na marnowanie amunicji podczas złej widoczności, flota wycofała się do Mudros. 24 lutego Carden sygnalizował do Londynu: „Nie zamierzam zaczynać działań przy złej pogodzie, pozostawiając wynik niepewnym, o czym przekonał nas pierwszy dzień. Jestem pewny, że przy dobrych warunkach pogodowych zniszczenie fortów u wejścia do cieśniny może być przeprowadzone w ciągu 1 dnia.
25 lutego sztorm ustał i ponowiono ostrzał zewnętrznych fortów. Queen Elizabeth, Agamemnon, Irresistible i Gaulois zakotwiczyły 12.000 jardów od swoich celów i rozpoczęły prowadzenie systematycznego ognia. Queen Elizabeth wystrzelił jeden po drugim 18 pocisków 15-calowych w kierunku fortu na przylądku Helles; 2 z nich trafiły bezpośrednio i zniszczyły 2 działa. Irresistible oddał 35 strzałów pociskami 12-calowymi w stronę drugiego fortu na Helles i zniszczył 2 działa. Agamemnon podniósł działa i też rozpoczął ostrzał. Kiedy okręt zakotwiczył, zastępca dowódcy, odpowiedzialny za elegancki wygląd okrętu, rozkazał wolnym od wachty marynarzom przejść na lewą burtę i malować kadłub. Jednak okręt znalazł się zbyt blisko nieprzyjaciela i fort na przylądku Helles wystrzelił do niego 56 pocisków, trafiając Agamemnona, zabijając 3 ludzi i raniąc 7, zanim okręt zdążył podnieść kotwicę i przemieścić się. O godzinie 14.00 admirał de Robeck poprowadził okręty do wejścia do cieśniny i rozpoczął walkę z fortami z bliskiej odległości. Tureckie działa umilkły i w dymie i gęstych chmurach kurzu wydawało się, że działa i forty musiały zostać zniszczone. O godzinie 16.00 okazało się, że zostały zniszczone. (Tureccy i niemieccy artylerzyści zostali tymczasowo ewakuowani). Pod koniec tego dnia francuski dowódca, wiceadmirał Emile Guépratte, ulokował się na wyeksponowanym miejscu na pomoście swego flagowego okrętu, Suffren, i poprowadził swoją eskadrę za Inflexible z francuską orkiestrą grającą „Boże chroń króla” i „Tipperary”. Brytyjscy marynarze wiwatowali i ich orkiestra okrętowa odpowiedziała „Marsylinką”.
Następnego dnia, 26 lutego, okręty liniowe wysadziły pododdziały królewskiej piechoty morskiej w celu osłony oddziałów marynarki wojennej kończących dzieło zniszczenia – zwykle 50 marines osłaniało 30 marynarzy. Przeszli oni przez forty na przylądku Helles i w Kum Kale, wysadzając materiałami wybuchowymi opuszczone działa. W porzuconych fortach Sedd el Bahr i Kum Kale w złom przekształcono 19 ciężkich dział. Na pobliskich stanowiskach zniszczono też tuzin ciężkich haubic Kruppa. Jedna z grup piechoty morskiej z Irresistible doszła aż do Krithia, wioski leżącej u stóp wzgórza zwanego Achi Baba, dominującego nad półwyspem; na ironię, był to jedyny przypadek podczas kampanii na Gallipoli, kiedy brytyjscy żołnierze dotarli aż do Krithia, 4 mile na północ od Sedd el Bahr. Lądowanie to kosztowało 9 zabitych i rannych. Jednak 4 marca opór nasilił się. Tureccy żołnierze, powracający większymi siłami, wyparli brytyjskich marines i marynarzy z Kum Kale i przylądka Helles, zabijając 22 ludzi i raniąc 27. Tak czy inaczej, w czasie 3 lądowań zniszczono 50 tureckich dział dużego kalibru.
Wiadomości o tym, że kombinacja ognia artylerii okrętowej i pododdziałów piechoty zmiażdżyła stare kamienne forty i działa strzegące wejścia do cieśniny Dardanele, ucieszyła Admiralicję i gabinet. Pierwszy Lord Admiralicji otoczony był przez uśmiechnięte twarze i był pod wrażeniem „ilości osób które teraz popierały operację w Dardanelach i przypisywały sobie udział w jej zapoczątkowaniu”. Churchill napisał do Jellicoe: „Nasze sprawy w Dardanelach prosperują dobrze, choć nie rozłupaliśmy jeszcze orzecha”. 2 marca Carden poinformował Admiralicję, że jeśli utrzyma się dobra pogoda to ma nadzieję przejść na Morze Marmara w ciągu 2 tygodni. Podczas spotkania 10 marca rada wojenna dyskutowała o tym, co zrobić po upadku Konstantynopola.
Zniszczenie zewnętrznych fortów w Dardanelach zrobiło wrażenie również w krajach neutralnych. Włochy, myślące o przyłączeniu się do Ententy, zostały zdopingowane do uczynienia tego szybciej. Reperkusje były szczególnie widoczne na Bałkanach. Gdyby brytyjska flota miała pojawić się przed Konstantynopolem i imperium otomańskie miałoby upaść, żadne z bałkańskich państw nie chciało być nieobecne podczas podziału łupów. Bułgarzy ciążyli w stronę aliantów. 1 marca rząd Grecji zaoferował 3 dywizje – a sugerował użycie 4 lub 5 – do ataku na półwysep Gallipoli. Turków przepełniał pesymizm. W pobliżu Konstantynopola, po azjatyckiej stronie cieśniny Bosfor, 2 specjalne pociągi czekały w gotowości, by przewieść sułtana, jego harem i dwór jako uchodźców w głąb Azji Mniejszej. W mieście ambasador Niemiec martwił się, że jego ambasada, wielki, żółty budynek usytuowany na wyróżniającym się wzgórzu, może stać się pierwszoplanowym celem dla alianckich dział okrętowych i zaczął deponować bagaż swego personelu w celu bezpiecznego przechowania go w ambasadzie amerykańskiej. Daleko stąd, ponieważ myślano, że rosyjskie zboże wkrótce popłynie przez Bosfor i Dardanele, spadły jego ceny na giełdzie w Chicago. W Berlinie admirał von Tirpitz zanotował, że „upadek jednego małego państwa może w fatalny sposób wpłynąć na przebieg całej wojny. Zdobycie Dardaneli będzie dla nas strasznym ciosem … Nie pozostają nam żadne atuty”.
W Londynie oczywiste zwycięstwo wzmocniło zaufanie do Admiralicji i rady wojennej, że cieśnina może być zdobyta przez samą marynarkę wojenną. Jeśli z niewielkimi stratami kilkuset żołnierzy piechoty morskiej i marynarzy mogło przejąć niemal bezdyskusyjną kontrolę nad fortami po obu stronach wejściach do cieśniny, to plan Kitchenera okazał się mądry: żołnierze nie byli potrzebni, by asystować flocie w Dardanelach, choć kiedy okręty się przedrą, armia będzie niezbędna do zajęcia Konstantynopola. Na miejscu jednak Carden zaczął odkrywać inny sposób użycia żołnierzy wojsk lądowych. Oficerowie kierowania ogniem w naziemnych stacjach obserwacyjnych na brzegu umożliwiliby okrętom celniej prowadzić ogień na forty w Narrows. Haubice i artyleria polowa rozstawione po obu stronach cieśniny mogły być z łatwością zniszczone atakiem z lądu. W miarę posuwania się floty, żołnierze mogli wejść i zająć półwysep, uniemożliwiając Turkom powrót. Mając to na uwadze, Carden poprosił generała sir Johna Maxwella, dowódcę brytyjskich sił w Egipcie, o wysłanie 10.000 żołnierzy w celu wysadzenia ich u nasady półwyspu teraz, kiedy zewnętrzne forty zostały zniszczone. Odpowiedź dla Cardena nadeszła nie od Maxwella, ale z biura wojny w Londynie; surowo oświadczono, że na tym etapie wojska lądowe nie są istotną częścią operacji morskiej. Z pewnością Kitchener ostrzegł generała sir Williama Birdwooda, dowódcę sił Anzac, przed ryzykiem wysłania małych sił na półwysep Gallipoli, gdzie, jak myślano, Turcy mieli 40.000 ludzi. Żołnierze, którzy już są w obozie na Lemnos, zarządził Kitchener, mają pozostać na wyspie dopóki flota nie zmusi fortów do poddania się; skutkiem tego marszałek polny uznał, że konieczne może być umieszczenie kilku ludzi na brzegu Gallipoli w celu zabezpieczenia przed podchodzeniem odizolowanych grup tureckich żołnierzy na półwyspie Gallipoli. Carden nie mógł się z tym spierać. Kilka tygodni wcześniej poinformował Admiralicję i radę wojenna, że cieśnina może zostać pokonana przez samą flotę. Teraz musiał tego dokonać.
Jak na ironię, choć sukces Cardena skłonił ludzi władzy w Londynie do gratulowania sobie i zdopingował rządy państw bałkańskich do ponownego przeanalizowania ich dyplomatycznych działań, morski atak w cieśninie Dardanele zaczął załamywać się. Flota aliancka była teraz bardzo duża, licząca łącznie 90 okrętów z 814 działami, w tym 100 największego kalibru. Jednak od 1 marca natarcie admirała Cardena stopniowo zwalniało tempo. Zewnętrzne forty zostały uciszone i okręty mogły teraz swobodnie wejść do cieśniny. Następnym etapem było poruszanie się w górę toru wodnego, wyeliminowanie baterii po obu stronach, zwłaszcza ciężkich dział w Narrows – w Chanak na azjatyckim brzegu i w Kilid Bahr na Gallipoli. Chcąc to osiągnąć, Carden postanowił zastosować taktykę, która sprawdziła się w przypadku zewnętrznych fortów: najpierw ostrzał z daleka, później, kiedy tureckie działa zamilkną, podejście bliżej i starcie ich na proch ogniem artylerii. Nieszczęśliwie, ukształtowanie terenu, które faworyzowało Cardena podczas jego ataku na zewnętrzne forty, teraz faworyzowało Turków. Atakując zewnętrzne forty, prowadzące ostrzał okręty były w stanie używać do manewrowania rozległych wód Morza Egejskiego kiedy koncentrowały ogień na małych obszarach lądu, gdzie wzniesiono forty. Teraz korzyści z położenia geograficznego odwróciły się: obrona w strefie środkowej i w Narrows mogła być atakowana tylko z wąskiego przejścia wewnątrz cieśniny i kiedy okręty weszły w tę ograniczoną przestrzeń, mogły stać się celem dla ognia artyleryjskiego z każdego brzegu, z wąwozów i wzniesień po obu stronach cieśniny.
Ostrzał wewnętrznych fortów rozpoczął się 26 lutego. Stare okręty liniowe minęły ciche, obrócone w ruinę zewnętrzne forty i prowadząc ogień z dużej odległości, wyrządziły niewiele szkód w fortach w Narrows. Forty, odpowiadając ogniem, nie dokonały we flocie żadnych zniszczeń. Okręty były jednak wielokrotnie trafiane przez ruchome baterie haubic rozlokowane wzdłuż obu wybrzeży. Haubice nie mogły mieć nadziei na poważne uszkodzenie, a tym bardziej zatopienie, okrętów liniowych, ale pocisk z haubicy uderzając w stary okręt mógł być dokuczliwy i wprowadzać zamieszanie, więc okręty liniowe robiły wszystko co w ich mocy, by zlokalizować i wyeliminować swoich adwersarzy. Trudności w realizacji tego stały się szybko widoczne: kiedy tureckie baterie polowe otworzyły ogień, okręty desperacko próbowały je zlokalizować, ale działa były tak dobrze ukryte, że rzadko odnosiły sukces. Dodatkowo haubice zmieniały pozycje z dnia na dzień. W sytuacjach kiedy ogień artylerii okrętowej stawał się celny, tureccy i niemieccy artylerzyści po prostu chowali się w swoich jaskiniach lub schronach, dopóki nie zakończył się ostrzał i wówczas rzucali się, aby używając wołów ciągnąć swoje działa na inne ukryte pozycje w zaroślach. Kilka godzin później haubice wznawiały ogień.
Queen Elizabeth, której Admiralicja zabroniła wejścia do cieśniny, próbowała czegoś innego. 5 marca drednot zakotwiczył przy egejskim wybrzeżu Gallipoli i prowadził ogień z ciężkich dział na forty w Narrows ponad półwyspem. Pojawienie się 15-calowych pocisków z niespodziewanego kierunku wprowadziło zamieszanie wśród Turków, ponieważ ich ochrona została zaprojektowana tylko przed ogniem z okrętów idących w górę cieśniny. Jednak bez właściwego naprowadzania ognia pociski nie trafiły niczego ważnego. W tym samym czasie kotwiczący okręt liniowy został trafiony 17 razy przez jedno małe działo polowe; pocisk zniszczył okrętową piekarnię. Następnego dnia Queen Elizabeth powróciła do prowadzenia ostrzału, ale Turcy sprowadzili ciężkie, ruchome, 6-calowe haubice, które trafiły drednota 3 razy w kadłub poniżej linii wodnej, nie przebijając jednak opancerzenia. Okręt ponownie zmienił pozycję, ale było oczywiste, że Queen Elizabeth nie trafi niczego dopóki nie wejdzie do cieśniny i nie otworzy bezpośredniego ognia w stronę fortów. Niektórzy we flocie już zaczęli wątpić, czy ostrzał z okrętów może być skuteczny w jakikolwiek sposób. „Nie możemy kontynuować zużywania amunicji na te daremne ostrzały – powiedział Keyes. – Musimy również brać pod uwagę wysiłek dział, które mają ograniczony żywot”.
Carden w tym czasie zmagał się z poważnym problemem, który mógł zdecydować o powodzeniu lub klęsce całej morskiej ofensywy: jak poradzić sobie z tureckimi zagrodami minowymi. Dolna połowa 14-milowego przejścia w górę do Narrows była wolna od min; ustaliły to trałowce Cardena. Za tym punktem jednak rozciągało się w poprzek toru żeglugowego 8 umiejętnie postawionych i osłanianych przez wiele dział dużych zagród minowych. Żaden rozsądny admirał nie poprowadziłby cennych okrętów przez te wody, dopóki nie zostałby oczyszczony tor prowadzący przez nie.
Admiralicja została uprzedzona, że Turcy zaminowali Dardanele i wyposażyli Cardena w prowizoryczne trałowce. Flotylla ta składała się z 21 małych trawlerów rybackich z Morza Północnego, świeżo wyposażonych w urządzenia do trałowania min, ochranianych przed kulami i odłamkami stalowymi płytami, obsadzonych regularnymi załogami statków rybackich, teraz powołanymi do rezerwy marynarki wojennej. Okręty miały tak małą moc, że trałując zwykle z prędkością od 4 do 6 węzłów, idąc pod prąd w cieśninie rozwijały od 2 do 3 węzłów. Zanurzenie trawlerów było większe niż głębokość min od powierzchni; tak więc jeśli trawler przechodził przez zagrodę minową istniało ryzyko, że wyleci w powietrze. Ta informacja obniżyła morale załóg, ale zaakceptowały one niebezpieczeństwo i były gotowe iść naprzód i trałować – dopóki po raz pierwszy nie znalazły się pod silnym ogniem z brzegu.
Ogień haubic, który mógł być niepokojący dla okrętów liniowych, był znacznie poważniejszym problemem dla powolnych, nieuzbrojonych trałowców. Zanim rozpoczęły one pracę, załogi trawlerów spodziewały się iż flota zlokalizuje i uciszy ruchome haubice. Jednak niewidzialne działa ukryte w wąwozach były niemożliwe do wytropienia. Brytyjscy admirałowie znaleźli się w nowej i trudnej sytuacji; ich postępy były opóźniane przez mądrze zorganizowane, wzajemnie uzupełniające się systemy obrony. Forty, ruchome haubice i zagrody minowe były zależne jedno od drugiego: zagrody minowe blokowały przejście przez cieśninę; ruchome haubice uniemożliwiały trałowanie zagród minowych; forty i ich większe działa chroniły ruchome haubice, trzymając na dystans okręty liniowe. To tworzyło sytuację patową. Już 3 marca kontradmirał de Robeck, dowodzący czołowym uderzeniem sił, przedstawił swoją opinię, że cieśnina nie może zostać pokonana dopóki jeden lub drugi brzeg nie zostanie zajęty przez żołnierzy alianckich.
Chcąc zmniejszyć niebezpieczeństwo zagrażające jego trałowcom, Carden zdecydował się wysyłać je do akcji w nocy, kiedy ciemności mogły ukryć je przed wzrokiem tureckich artylerzystów na lądzie. Jednak tureccy i niemieccy doradcy pomyśleli i o tym. Zainstalowano 5 baterii silnych reflektorów-szperaczy, pokrywających światłem zagrody minowe. Kiedy w nocy 1 marca podjęto pierwszą próbę trałowania, wzięło w niej udział 7 trawlerów eskortowanych przez lekki krążownik Amethyst i 4 niszczyciele. Trałowce prowadziły swoje działania i zaczęły poruszać się w górę cieśniny, idąc pod prąd. Dotarły do punktu półtorej mili poniżej zagród minowych, kiedy mały okręt został nagle oświetlony przez reflektor i stał się celem dla 10 baterii dział, 6 z północy i 4 z południa. Trawlery szybko wycofały się, a niszczyciele przez 45 minut prowadziły wymianę ognia z bateriami. Próbując trafić działa, niszczyciele nie miały żadnego celu do namierzenia z wyjątkiem czarnych luk pomiędzy świecącymi reflektorami. Miały niewielką szansę trafienia czegokolwiek i ostatecznie dały za wygraną. Żaden z trałowców nie został trafiony.
Następnej nocy, 2 marca, trałowce powróciły pod jasno świecącym księżycem i zbliżając się do zagród minowych napotkały zaporę ogniową. Ponownie żaden okręt nie został trafiony, ale ponownie trałowce musiały wycofać się. Doświadczenie to powtórzyło się 3 marca. Tak jak poprzednio, trawlery idące w górę cieśniny z rozciągniętymi urządzeniami trałującymi były zbyt powolne, by rzeczywiście iść naprzód pod silny prąd. Niemal stojąc w miejscu, zostały wychwycone przez reflektory i stały się bezradnymi celami w bliskiej odległości od tuzinów nieprzyjacielskich dział. Znowu zawrócono. Trałowce powróciły 6 marca, tym razem w towarzystwie 2 okrętów liniowych i Amethysta, które miały stłumić ogień nadbrzeżnych baterii. Kiedy trałowce weszły w światło reflektorów-szperaczy, 3 okręty wojenne otworzyły ciągły ogień, ale nie trafiły niczego. Kiedy nieprzyjaciel otworzył ogień do trałowców, te wycofały się, niedraśnięte.
Załogi cywilnych trałowców były dzielne, ale nie miały żadnego doświadczenia w działaniu pod ogniem. Trawlery z trudem były w stanie poruszać się pod silny prąd. Były oświetlane przez reflektory w nocy i jeszcze bardziej rzucały się w oczy za dnia; operowały pod ciągłym ogniem nadbrzeżnych dział. Nie jest zaskoczeniem, że ich morale słabło i ostatecznie upadło. Ich oficerowie poinformowali Keyesa, że ludzie „poznali ryzyko trałowania i nie dbają o to czy zostaną wysadzeni w powietrze, ale nienawidzą ognia artyleryjskiego i … nie będą trałować pod ostrzałem, bo nie takie były założenia operacji”. Zirytowany Keyes osobiście objął dowództwo nad siłami trałowców. Poprosił Cardena by zwrócił się do Admiralicji o zgodę na zaoferowanie załogom trawlerów pieniężnych premii, aby te wytrwały na stanowiskach. Admiralicja odpowiedziała, że może zaoferować wszystko, cokolwiek tylko chce. Keyes zasugerował również, by młodzi oficerowie z floty zgłosili się na ochotnika do służby na trałowcach, by wzmocnić załogi. Carden zgodził się, ale Admiralicja nie zaakceptowała tego do 12 marca.
W nocy 10 marca flotylla trałowców podjęła 7 próbę, używając innego podejścia. Uprzednio trawlery z trałami za rufą nie były w stanie czynić znaczących postępów, idąc pod prąd. Tym razem miało trałować 7 trawlerów – w cieśninie nie było miejsca dla większej liczby idących ramię w ramię. Musiały one tym razem pójść pod prąd przez zagrody minowe i minąć punkt Kephez. Tam miały wykonać zwrot w przeciwnym kierunku, rozstawić swoje trały i skierować się w dół, z prądem, trałując w drodze powrotnej. Keyes na pokładzie okrętu liniowego Canopus, idąc za nimi meldował co się wydarzyło: „Kiedy weszliśmy do cieśniny, zauważyliśmy 5 działających silnych reflektorów. Canopus otworzył ogień. Światła nadal paliły się i wydawało się niemożliwym wyłączenie ich z akcji. Strzelano do nas ze wszystkich stron. Można było zobaczyć błyski świateł ze wzgórz z kierunku baterii 6-calowych dział pokrywających ogniem pola minowe po obu stronach cieśniny, a po nich rozlegał się jęk pocisków, eksplozje szrapneli i ryk ciężkich pocisków, które unosiły fontanny wody. Ogień był bardzo gwałtowny, ale Canopus nie został trafiony, jednak na całe szczęście zbliżając się do reflektorów-szperaczy, mogliśmy prowadzić ogień jak w południe”.
