Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 3 - Robert K. Massie - ebook

Złota Seria. Stalowe Fortece Tom 3 ebook

Robert K. Massie

5,0
49,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Massie jest mistrzem historycznej opowieści, imponuje niesamowitym

literackim rzemiosłem...

- Max Boot, The New York Times Book Review

Przedstawił każdą postać z artystyczną wizją pisarza... napisana z pasją

opowieść o ludziach z epoki pierwszej wojny światowej...

- The Waszyngton Post Book World

Wspaniałe, niewyobrażalne osiągnięcie ...Książka napisana lekkim,

świetnie się czytającym stylem oparta na benedyktyńskiej pracy

historyka...

- Milwaukee Journal Sentinel

Żywy opis postaci i wydarzeń... mistrz gawędziarstwa... w tym rodzaju

historycznego pisarstwa wątpię, by Massie miał sobie równego

- Paul Kennedy, Los Angeles Time Book Reviev

Półmisek wypełniony smakowitymi opisami postaci. Wielka, wspaniała

lektura...

- New York Post

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 301

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



23. „Demonstracja siły w Dardanelach”

23

„Demon­stra­cja siły w Dar­da­ne­lach”

Przez 3.000 lat w histo­rii i legen­dzie Cie­śnina Dar­da­nel­ska, prze­bie­ga­jąca przez 40 mil niczym sze­roka rzeka mię­dzy wzgó­rzami Europy a rów­ni­nami Azji Mniej­szej, była sceną wyda­rzeń peł­nych boha­ter­stwa i tra­ge­dii. 4 mile od połu­dnio­wego wej­ścia do cie­śniny ist­niało sta­ro­żytne mia­sto Troja. W Nar­rows – w kla­sycz­nym Hel­le­spon­cie, miej­scu gdzie cie­śniny mają mniej niż milę sze­ro­ko­ści – Kserk­ses popro­wa­dził swoją armię przez most zbu­do­wany na łodziach.1 Tutaj mityczny Lean­der przy­pły­wał nocą do swo­jej kochanki, bez­płod­nej księż­niczki Hery, zanim osta­tecz­nie oboje uto­nęli. Tutaj, w 1810 roku, roman­tyczny poeta lord Byron, idąc z prą­dem epoki rywa­li­zo­wał ze swo­imi „wiel­bi­cie­lami”. Rów­nież tutaj, na początku I wojny świa­to­wej pod­jęto wysiłki, które zaowo­co­wały jedyną pod­czas wojny rze­czy­wi­ście inno­wa­cyjną stra­te­gią: pro­wa­dzoną naj­pierw z morza, a następ­nie z lądu próbą prze­rwa­nia i roz­bi­cia bariery dzie­lą­cej Rosję od jej alian­tów, a dzięki temu praw­do­po­dob­nie skra­ca­ją­cej czas wojny.

Dar­da­nele są drogą wodną łączącą Morze Śród­ziemne i Egej­skie z Morzem Mar­mara. Wej­ście do kanału koło przy­lądka Hel­les na Morzu Egej­skim ma 2 mile sze­ro­ko­ści, ale po każ­dej ze stron cie­śniny roz­sze­rza się do 4,5 mili, by stop­niowo połą­czyć się w Nar­rows, 14 mil dalej. Za Nar­rows przej­ście stop­niowo roz­sze­rza się, osią­ga­jąc prze­ciętną sze­ro­kość 4 mil i 26 mil dalej wcho­dząc do Morza Mar­mara. Wody w zatoce są głę­bo­kie, do 300 stóp w Nar­rows. Strome klify cią­gną się po pół­noc­nej stro­nie, na wybrzeżu pół­wy­spu Gal­li­poli; po dru­giej stro­nie, w Azji, gdzie rów­niny Troi opa­dają do wyspy Tene­dos, linia brze­gowa jest niska, a wody płyt­kie. W Dar­da­ne­lach nie ma pły­wów, ale wpa­da­jące do Morza Czar­nego rzeki i wody top­nie­ją­cych lodow­ców gór Kau­kazu powo­dują stały prąd o pręd­ko­ści od 2 do 4 węzłów.

3 połą­czone akweny – Dar­da­nele, Morze Mar­mara i Bos­for – two­rzą łącz­nie naj­waż­niej­sze na świe­cie przej­ście mor­skie. Wspól­nie two­rzą one jedyne wej­ście na Morze Czarne i wyj­ście z niego; są auto­stradą dla całego han­dlu z Dunaju, Dnie­stru, Dnie­pru i Donu oraz z wiel­kich por­tów w Kon­stan­ty­no­polu, Ode­ssie i Sewa­sto­polu. W 1914 roku nie­koń­czący się potok parow­ców prze­wo­ził przez Dar­da­nele 90% rosyj­skiego eks­portu zboża. Prze­ję­cie kon­troli nad tym kana­łem ozna­czało kon­trolę żywot­nych linii trans­por­to­wych Rosji na morze, na zachód, do jej alian­tów. Ponie­waż Dar­da­nele sta­no­wiły wody turec­kie, Niemcy, sojusz­nik Tur­cji, posta­no­wił zablo­ko­wać je i w ten spo­sób odizo­lo­wać i zdła­wić impe­rium carów.

* * *

Od 21 wrze­śnia „psem stró­żu­ją­cym” tej kry­tycz­nej drogi mor­skiej od strony Morza Egej­skiego był wice­ad­mi­rał Sac­kville Hamil­ton Car­den, dowódca bry­tyj­skiej Eska­dry Wschod­niej Morza Śród­ziem­nego. Car­den, siwo­brody, 57-letni, anglo-irlandzki ofi­cer odpo­wia­dał za ten akwen od kiedy pechowy kontr­ad­mi­rał Tro­ubridge został wezwany do kraju, by sta­nąć przed komi­sją docho­dze­niową w związku z jego rolą w ucieczce Goebena. Kiedy to się stało, Car­den zaj­mo­wał sta­no­wi­sko admi­rała nad­zo­ru­ją­cego stocz­nię na Mal­cie, co było ostat­nią przed­eme­ry­talną funk­cją w każ­dej prze­cięt­nej, nie rzu­ca­ją­cej się w oczy karie­rze. Car­den ni­gdy nie spo­dzie­wał się, że będzie ponow­nie dowo­dził na morzu, a tym bar­dziej, że będzie musiał zmie­rzyć się z zada­niem o naj­wyż­szej mor­skiej i wojen­nej ran­dze. Wów­czas, jak pio­run z jasnego nieba, spa­dła wia­do­mość o odsu­nię­ciu Tro­ubridge’a i Car­den, jedyny bry­tyj­ski wice­ad­mi­rał na Morzu Śród­ziem­nym, został skie­ro­wany z Malty do dowo­dze­nia eska­drą kor­ku­jącą Goebena. Logicz­nie, ten przy­dział powi­nien przy­paść kontr­ad­mi­ra­łowi Henry’emu Lim­pu­sowi, który jako prze­wod­ni­czący bry­tyj­skiej misji w Tur­cji był świet­nym znawcą rządu tego kraju, jego lądo­wych i mor­skich sił, a co miało naj­więk­sze zna­cze­nie w tej spra­wie – obrony Dar­da­neli. Lim­pus nie został wyzna­czony z powodu kal­ku­la­cji Mini­ster­stwa Spraw Zagra­nicz­nych. 9 wrze­śnia, pomimo iż nie­miecki admi­rał Wil­helm Souchon został dowódcą oto­mań­skiej mary­narki wojen­nej, a nie­miecki gene­rał Otto Liman von San­ders, prze­wod­ni­czący nie­mieckiej misji woj­sko­wej, był rze­czy­wi­stym dowódcą turec­kiej armii, to Tur­cja wciąż pozo­sta­wała neu­tralna. Sir Edward Grey miał nadzieję, że uda się zacho­wać tę neu­tral­ność. W tak nie­pew­nym momen­cie, jak wyda­wało się Grey’owi, wysła­nie bry­tyj­skiego ofi­cera, który znał więk­szość turec­kich tajem­nic, do dowo­dze­nia eska­drą u wej­ścia do Dar­da­neli, mogło spro­wo­ko­wać Tur­ków do przy­stą­pie­nia do wojny. Tak więc Lim­pus został wysłany do stoczni na Mal­cie, a Car­den skie­ro­wany do floty. Ten duet admi­rałów roz­wście­czył Chur­chilla, który nazwał ich dzia­ła­nia „rycer­sko­ścią, która z pew­no­ścią prze­szła ludz­kie poję­cie”. Pisząc do Grey’a, skar­żył się: „Teraz oka­zało się, że Tur­cja może nie tylko zaszko­dzić pozy­cji całej naszej mary­narki wojen­nej poprzez skan­da­liczne odstą­pie­nie od neu­tral­no­ści w kwe­stii Goebena, ale ma prawo veta w spra­wie mia­no­wa­nia przez Admi­ra­li­cję … Jeśli [sir Louis] Mal­let (bry­tyj­ski amba­sa­dor w Tur­cji) myśli, że ma do czy­nie­nia z rzą­dem wysłu­chu­ją­cym argu­men­tów, per­swa­zji i gestów dobrej woli, to marzy …Nic nie prze­ma­wia do turec­kiego rządu z wyjąt­kiem siły”. Fisher był prze­ra­żony. „Kto mógł spo­dzie­wać się, że Car­den zosta­nie dowódcą wiel­kiej floty – pisał do Jel­li­coe. – Został wyzna­czony admi­ra­łem nad­zo­ru­ją­cym stocz­nię na Mal­cie, by odsta­wić go na półkę”. Bez względu na to, Car­den został mia­no­wany i otrzy­mał te same instruk­cje bojowe, co wcze­śniej Tro­ubridge: „Twoim jedy­nym zada­niem jest zato­pie­nie Goebena i Bre­slau, bez względu na to jaką będą nosiły ban­derę, kiedy będą wycho­dziły z Dar­da­neli”.

Do prze­pro­wa­dze­nia tego zada­nia Car­den miał swój okręt fla­gowy, krą­żow­nik liniowy Inde­fa­ti­ga­ble, sio­strzany okręt Indo­mi­ta­ble, 2 stare fran­cu­skie okręty liniowe, Suf­fren i Vérité, lek­kie krą­żow­niki, Dublin i Glo­uce­ster, 12 nisz­czy­cieli oraz 3 bry­tyj­skie i 1 fran­cu­ski okręt pod­wodny. Przez tydzień od przy­by­cia nowego admi­rała eska­dra patro­lo­wała spo­koj­nie, obser­wu­jąc stru­mień rosyj­skich stat­ków han­dlo­wych wciąż prze­cho­dzą­cych tam i z powro­tem przez cie­śniny. Z pomocą Niem­ców Turcy posta­wili miny na wyso­ko­ści Nar­rows, ale pozo­sta­wiono otwarty dla żeglugi wąski kanał i statki, po wzię­ciu na pokład spe­cjal­nego pilota, nie­ata­ko­wane kon­ty­nu­owały podróż. Wów­czas, 27 wrze­śnia, eska­dra Car­dena zatrzy­mała i weszła na pokład turec­kiego nisz­czy­ciela wycho­dzą­cego z Dar­da­neli. Na pokła­dzie zna­le­ziono nie­miec­kich mary­na­rzy, co było pogwał­ce­niem turec­kiej neu­tral­no­ści i okręt został zawró­cony. Natych­miast, nie kon­sul­tu­jąc się z Tur­kami, nie­miecki puł­kow­nik dowo­dzący for­tami w Nar­rows roz­ka­zał zamknię­cie toru wod­nego. Wszyst­kie latar­nie mor­skie zostały wyłą­czone, na kli­fach usta­wiono wiel­kie znaki infor­mu­jące, że cie­śnina została zamknięta, a zasięg pól mino­wych został roz­cią­gnięty w poprzek całej cie­śniny. Od tego momentu, poza wyni­ka­ją­cymi z mię­dzy­na­ro­do­wych trak­ta­tów obo­wiąz­kami gwa­ran­tu­ją­cymi swo­bodne przej­ście cie­śnin stat­kom wszyst­kich państw nie będą­cych w sta­nie wojny z Tur­cją, Dar­da­nele były zamknięte. Bry­tyj­skie zaopa­trze­nie mili­tarne nie mogło już dłu­żej docho­dzić do Rosji, z wyjąt­kiem kie­ro­wa­nego przez Archan­gielsk na Morzu Bia­łym; rosyj­skie zboże, które przy­no­siło więk­szość wpły­wów impe­rium car­skiego z han­dlu zagra­nicz­nego, nie mogło być już dłu­żej eks­por­to­wane. Setki stat­ków z Rosji, Rumu­nii i Buł­ga­rii, wyła­do­wa­nych zbo­żem, drew­nem i innymi pro­duk­tami, zostały zablo­ko­wane w por­cie w Kon­stan­ty­no­polu. Nie będąc w sta­nie zna­leźć miejsc do cumo­wa­nia, sta­wały na kotwicy, a gęsty las ich masz­tów i komi­nów koły­sał się zgod­nie z ruchem fal.

Ruch stat­ków han­dlo­wych został odcięty, ale przez następny mie­siąc Car­den i jego eska­dra na­dal patro­lo­wali w spo­koju wej­ście do cie­śnin. Wów­czas, 29 paź­dzier­nika, bez wypo­wie­dze­nia wojny, admi­rał Souchon popro­wa­dził Goeben i Bre­slau, oba nio­sące turecką ban­derę, przez Morze Czarne i ostrze­lał połu­dniowe porty Rosji. Wielka Bry­ta­nia, odpo­wia­da­jąc na ten atak na swego sojusz­nika, skie­ro­wała do Tur­cji ulti­ma­tum doma­ga­jąc się usu­nię­cia nie­miec­kiego per­so­nelu z Goeben i Bre­slau w ciągu ١٢ godzin. Bry­tyj­skie ulti­ma­tum upły­wało w połu­dnie ٣١ paź­dzier­nika, a po połu­dniu tego dnia Tur­cja wypo­wie­działa wojnę. Pomimo że bry­tyj­ska dekla­ra­cja wojny cze­kała do ٥ listo­pada, Chur­chill chciał natych­mia­sto­wej demon­stra­cji bry­tyj­skiego nie­za­do­wo­le­nia. ٣ listo­pada ٢ krą­żow­niki liniowe Car­dena i ٢ fran­cu­skie okręty liniowe ostrze­lały zewnętrzne porty po obu stro­nach wej­ścia do Cie­śniny Dar­da­nel­skiej. Ostrzał nie był czę­ścią żad­nego dobrze prze­my­śla­nego planu; raczej był po pro­stu wyra­zem prze­ko­na­nia Chur­chilla, jak wyra­ził to w liście do Fishera, że „dobrą rze­czą jest prze­pro­wa­dze­nie szyb­kiego ude­rze­nia”.

Akcja trwała 20 minut. Indo­mi­ta­ble i Inde­fa­ti­ga­ble strze­lały z odle­gło­ści 13.000 jar­dów w stronę for­tów Sedd el Bahr po euro­pej­skiej stro­nie, pod­czas kiedy 2 fran­cu­skie okręty liniowe pro­wa­dziły ogień w kie­runku for­tów Kum Kale po stro­nie azja­tyc­kiej. Euro­pej­skie porty pozo­sta­wały mil­czące przez cały czas ostrzału, ponie­waż bry­tyj­skie okręty były poza ich zasię­giem, ale potężna eks­plo­zja dużego maga­zynu w jed­nym z bastio­nów Sedd el Bahr zabiła 5 ofi­ce­rów i 61 żoł­nie­rzy oraz wytwo­rzyła słup sza­rego dymu, który wzniósł się w powie­trze na impo­nu­jącą wyso­kość 500 stóp. Fran­cuzi odnie­śli mniej­szy suk­ces. Ponie­waż ich okręty były star­sze i zasięg ich dział był mniej­szy, zmu­szone były podejść bli­żej Kum Kale. Zostały ostrze­lane, począt­kowo powoli i nie­cel­nie, ale zanim zawró­ciły, poci­ski spa­dały bli­sko okrę­tów. Pomimo wszystko dla Car­dena lek­cja z tego dnia wydaje się pozy­tywna. Admi­rał prze­ko­nał się i uwie­rzył, że poprzez powta­rza­jące się i prze­dłu­ża­jące ostrzały będzie mógł meto­dycz­nie nisz­czyć zewnętrzne forty, a następ­nie prze­nieść się i tak samo potrak­to­wać leżące w środ­ko­wej stre­fie i wresz­cie forty w Nar­rows. Kiedy turec­kie forty i działa zostaną zmu­szone do mil­cze­nia, będzie mógł – jeśli tak będzie chciał i otrzyma takie instruk­cje – popro­wa­dzić bry­tyj­ską flotę na Morze Mar­mara.

Ta krótka listo­pa­dowa utarczka, która dodała odwagi Car­de­nowi i Admi­ra­li­cji, posłu­żyła jako ostrze­że­nie dla Tur­ków i Niem­ców, że obrona cie­śniny wymaga wzmoc­nie­nia. Żadne cięż­kie działa nie mogły być w tej chwili kupione i zain­sta­lo­wane zaraz po pod­ję­ciu decy­zji, ale bate­rie w for­te­cach zostały połą­czone linią tele­fo­niczną, zamon­to­wano dal­mie­rze, a w wodzie posta­wiono boje wyzna­cza­jące odle­głość w celu uła­twie­nia celo­wa­nia. Ruchome, szyb­ko­strzelne hau­bice zostały przy­pro­wa­dzone z Adria­no­polu do Dar­da­neli i umiesz­czone na sta­łych pozy­cjach wzdłuż euro­pej­skich i azja­tyc­kich brze­gów. Zwięk­szono liczbę i moc świa­teł reflek­to­rów poszu­ku­ją­cych. Przy­było wię­cej nie­miec­kich ofi­ce­rów arty­le­rii i wyszko­lo­nych obsług dział. Podwo­jono ilość zagród mino­wych do 11, roz­cią­gnię­tych w poprzek toru wod­nego.

Kiedy jego prze­ciw­nicy umac­niali defen­sywę, admi­rał Car­den i jego eska­dra po swoim krót­kim listo­pa­do­wym wysiłku prze­szli w 3-mie­sięczny stan spo­czynku. Indo­mi­ta­ble i Inde­fa­ti­ga­ble zostały wezwane z powro­tem do Anglii, a Infle­xi­ble, powra­ca­jący z Fal­klan­dów, zastą­pił swoje w sio­strzane okręty w Dar­da­ne­lach. Jedyny wyją­tek w tej ogól­nej apa­tii miał miej­sce 13 grud­nia. Ofi­ce­ro­wie Car­dena, obser­wu­jący Tur­ków w Nar­rows przez lor­netki polowe z wej­ścia do cie­śniny, mogli widzieć turec­kie okręty i łodzie poru­sza­jące się swo­bod­nie. Bry­tyj­ski okręt pod­wodny B-11, obsa­dzony przez 2 ofi­ce­rów i 11 mary­na­rzy, został wysłany, by przy­spo­rzyć nie­przy­ja­cie­lowi kło­po­tów. Idąc w zanu­rze­niu 80 stóp pod polem mino­wym i wyko­rzy­stu­jąc swoją pręd­kość w zanu­rze­niu wyno­szącą 4 węzły prze­ciwko prą­dowi w zatoce (3 węzły), okręt pod­wodny pra­co­wi­cie poru­szał się w kie­runku pół­noc­nego brzegu do punktu tuż poni­żej Nar­rows. Tam pod­niósł pery­skop i zauwa­żył 2-komi­nowy, szary okręt wojenny sto­jący na kotwicy. Był to 10.000-tonowy turecki okręt liniowy Mes­su­dieh, zbu­do­wany w 1874 roku, prze­bu­do­wany w 1902 roku i teraz uzbro­jony w 2 działa 9,2-calowe i 12 dział 6-calo­wych, ope­ru­jący poni­żej Nar­rows jako osłona zagród mino­wych. Stary okręt liniowy był bez szans; B-11 wystrze­lił z odle­gło­ści 600 jar­dów tor­pedę, zanu­rzył się, a załoga odczuła wstrząs potęż­nej eks­plo­zji, która ozna­czała koniec Mes­su­dieh. Osta­tecz­nie każdy czło­nek załogi B-11 otrzy­mał medal, a dowódca okrętu, porucz­nik Nor­man Hol­brook, został odzna­czony Krzy­żem Vic­to­rii.

* * *

Rze­czy­wi­stym impul­sem do roz­po­czę­cia kam­pa­nii w Cie­śni­nie Dar­da­nel­skiej i na pół­wy­spie Gal­li­poli był ogólny zwrot sytu­acji Wiel­kiej Bry­ta­nii, pro­wa­dzący do rzezi na fron­cie zachod­nim. Nie­miecki marsz na Paryż został zatrzy­many, roz­po­czy­na­jąc wojnę pozy­cyjną, i w grud­niu 1914 roku dwie wiel­kie armie zaczęły wza­jemną kon­fron­ta­cję w oko­pach bie­gną­cych od kanału La Man­che do Szwaj­ca­rii. Nie­moż­liwe oka­zało się prze­ła­ma­nie linii przez któ­rąś za stron: kara­biny maszy­nowe zabi­jały żoł­nie­rzy pie­choty kiedy ci tylko wygrze­bali się ze swo­ich oko­pów: do końca listo­pada Wielka Bry­ta­nia i Fran­cja stra­ciły pra­wie milion żoł­nie­rzy. Ten ponury fakt nie powstrzy­mał mar­szałka polnego sir Johna Fren­cha, naczel­nego dowódcy BEF2, który uwa­żał, że decy­du­jący teatr dzia­łań leży we Fran­cji, a wojnę można było wygrać tylko kon­ty­nu­ując ciska­nie fal żoł­nie­rzy pod ogień nie­przy­ja­ciel­skich kara­bi­nów maszy­no­wych dopóki w któ­rymś momen­cie nie­miecka linia nie zosta­nie roze­rwana. To jego filo­zo­fia wojny dopro­wa­dziła Sieg­frieda Sas­so­ona, odzna­czo­nego żoł­nie­rza, do napi­sa­nia:

„Ty tłu­mie o zado­wo­lo­nych z sie­bie twa­rzach i roz­iskrzo­nych oczach,

Który wiwa­tu­jesz kiedy prze­ma­sze­ro­wują obok chłopcy-żoł­nie­rze,

Wyśli­zgnij się do domu i módl, abyś ni­gdy nie dowie­dział się

Jak wygląda pie­kło, przez które prze­cho­dzą mło­dzi i roze­śmiani.”

[prze­kład wła­sny tłu­ma­cza]

Prze­ko­na­nie sir Johna Fren­cha podzie­lał fran­cu­ski rząd i gene­ra­ło­wie oraz lord Kit­che­ner, który, choć oso­bi­ście nie lubił sir Johna Fren­cha, gene­ral­nie popie­rał go. Pomimo tego, do końca roku więk­szość w bry­tyj­skiej izbie wojny – Asqu­ith, Chur­chill, Lloyd Geo­rge i Hal­dane – sil­nie popie­rała alter­na­tywne roz­wią­za­nie: miej­sce gdzie alianci zaata­ko­wać mogli siły państw cen­tral­nych w naj­słab­szym punk­cie przy naj­mniej­szych kosz­tach w ludziach. Było to przede wszyst­kim bry­tyj­skie podej­ście do wojny. Zawsze w prze­szło­ści wal­cząc z wiel­kimi siłami kon­ty­nen­tal­nymi, Wielka Bry­ta­nia uży­wała swo­jej mor­skiej potęgi do orga­ni­zo­wa­nia ope­ra­cji na dru­go­pla­no­wych teatrach dzia­łań wojen­nych; po pew­nym cza­sie te kam­pa­nie pochła­niały nie­przy­ja­ciel­skie siły i wyczer­py­wały jego wolę walki. Ta stra­te­gia miała w tej kon­kret­nej woj­nie – atak na Dar­da­nele – szcze­gól­nie oso­bi­sty posmak. Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji, Win­ston Chur­chill, pomógł stwo­rzyć najsil­niejszą broń mor­ską w histo­rii świata. Teraz jego ogromna armada zda­wała się nie­mal bez­silna: nie mogła zadać dru­zgo­cą­cego ciosu ponie­waż jej nie­przy­ja­ciel nie chciał wal­czyć. U osoby o takim tem­pe­ra­men­cie jak Chur­chill taka pasywna rola powięk­szała fru­stra­cję. Pierw­sza kon­kretna infor­ma­cja o ataku na Dar­da­nele poja­wiła się pod­czas posie­dze­nia rady wojen­nej 25 listo­pada 1914 r. w związku z rapor­tem, że Turcy przy­go­to­wują się do lądo­wego ataku na Egipt i Kanał Sueski. Jako kontr­po­su­nię­cie Chur­chill zasu­ge­ro­wał połą­czoną ope­ra­cję lądowo-mor­ską w cie­śni­nie Dar­da­nele i na pół­wy­spie Gal­li­poli. Kit­che­ner natych­miast oświad­czył, że choć stra­te­gicz­nie idea jest mery­to­rycz­nie uza­sad­niona, to i tak nie ma na to dostęp­nych żoł­nie­rzy. Chur­chill powie­dział, że choć mogą być potrzebne poważne siły – 40.000, 50.000, 60.000 żoł­nie­rzy – to nie­ko­niecz­nie muszą to być Bry­tyj­czycy. Fisher zapy­tał czy uda się prze­ko­nać Gre­cję do wysła­nia armii na pół­wy­sep Gal­li­poli. Grey odpowie­dział, że jakie­kol­wiek nadzieje na udział Gre­ków są ilu­zo­ryczne i że rada powinna przejść do innego punktu obrad. Zasiano jed­nak ziarno kam­pa­nii prze­ciwko Tur­cji.

Do końca grud­nia per­spek­tywa trwa­ją­cej bez końca wojny na wynisz­cze­nie na fron­cie zachod­nim wyda­wała się naj­bar­dziej praw­do­po­dobna. Wszy­scy człon­ko­wie rady wojen­nej zgo­dzili się, że Fran­cja była decy­du­ją­cym teatrem dzia­łań wojen­nych, ale więk­szość wie­rzyła, że postępy będą nie­wiel­kie, dopóki pań­stwa cen­tralne nie zostaną znisz­czone lub przy­gwoż­dżone na innych obsza­rach. Znie­cier­pli­wie­nie Chur­chilla doty­czące wiel­kiego, krwa­wego, fron­tal­nego ataku we Fran­cji było ledwo powstrzy­my­wane: „Czy nie ma alter­na­tywy dla wysy­ła­nia naszych armii, by gry­zły drut kol­cza­sty we Flan­drii? – pytał Asqu­itha 29 grud­nia. – Czy siły mary­narki wojen­nej nie mogą być użyte bez­po­śred­nio do ude­rze­nia na nie­przy­ja­ciela? … Nie powin­ni­śmy scho­dzić z obra­nego kursu”. Asqu­ith nie odpo­wie­dział wów­czas, ale w wyniku nie­zwy­kłego zbiegu oko­licz­no­ści głos z zewnątrz – pilny apel ze strony sil­nie naci­ska­nego sojusz­nika – spo­wo­do­wał dra­ma­tyczną zmianę bry­tyj­skiej poli­tyki. We wcze­snych godzi­nach ran­nych 2 stycz­nia 1915 r., mini­ster­stwo spraw zagra­nicz­nych otrzy­mało depe­szę od wiel­kiego księ­cia Miko­łaja, głów­nego dowódcy rosyj­skiej armii. Turecka armia poważ­nie zagra­żała rosyj­skiej na Kau­ka­zie, powie­dział wielki książę. Czy ist­niało coś, co mogło prze­ko­nać Tur­ków do wyco­fa­nia się lub czy mary­na­rze mogli zna­leźć coś, co mogłoby prze­ko­nać Tur­ków do wypro­wa­dze­nia swo­ich żoł­nie­rzy?

Depe­sza wiel­kiego księ­cia nade­szła kiedy poja­wiły się w angiel­skim rzą­dzie obawy o sytu­ację w Rosji. Alianci zawdzię­czali Rosja­nom wiele: wysła­nie przez wiel­kiego księ­cia i cara Miko­łaja nie­przy­go­to­wa­nej rosyj­skiej armii do ataku na Prusy Wschod­nie i Ber­lin w pierw­szych tygo­dniach wojny, praw­do­po­dob­nie ura­to­wało Paryż, ale kosz­to­wało jed­no­cze­śnie Rosję dru­zgo­cącą porażkę w Stę­barku i na Poje­zie­rzu Mazur­skim. Infor­ma­cja o tym, że Rosja stra­ciła milion ludzi – według taj­nych rapor­tów miała ogromne braki w amu­ni­cji, a 800.000 rosyj­skich żoł­nie­rzy cze­kało bez broni za linią frontu – dotarły do Biura Wojny. Grey prze­słał apel wiel­kiego księ­cia Kit­che­ne­rowi, który, bar­dziej niż któ­ry­kol­wiek bry­tyj­ski mini­ster, oba­wiał się moż­li­wo­ści upadku Rosji i w kon­se­kwen­cji prze­rzu­ce­nia nie­miec­kich dywi­zji na front zachodni. Mar­sza­łek polny wziął tele­gram i poszedł do budynku Admi­ra­li­cji, by prze­dys­ku­to­wać z Chur­chil­lem, co można zro­bić: czy, na przy­kład, Wielka Bry­ta­nia ma prze­pro­wa­dzić w Dar­da­ne­lach mani­fe­sta­cję siły? – zapy­tał Kit­che­ner. Chur­chill odpo­wie­dział, że moż­liwe mogłoby być prze­pro­wa­dze­nie ude­rze­nia połą­czo­nych sił lądowo-mor­skich, jeśli lord Kit­che­ner będzie w sta­nie zna­leźć żoł­nie­rzy. Bez wąt­pie­nia, Kit­che­ner odpo­wie­dział: nawet poje­dyn­czy żoł­nierz nie może być wysłany z Fran­cji. Demon­stra­cja siły, o któ­rej myślał, miała być prze­pro­wa­dzona w for­mie czy­sto mor­skiego ataku. Kit­che­ner powró­cił do Biura Wojny i póź­niej tego dnia napi­sał do Chur­chilla w deli­kat­niej­szym, prze­pra­sza­ją­cym tonie: „Nie wydaje mi się aby­śmy mogli zro­bić cokol­wiek, co mogłoby w poważny spo­sób pomóc Rosji na Kau­ka­zie … Nie mamy żad­nych wojsk do lądo­wa­nia gdzie­kol­wiek … Jedy­nym miej­scem, gdzie mani­fe­sta­cja siły mogłaby wywo­łać jakiś efekt są Dar­da­nele … ale armia nie będzie gotowa aby tam się udać przez kilka mie­sięcy”.

Pomimo obaw o moż­li­wość upadku Rosji, apel wiel­kiego księ­cia mógł odnieść pozy­tywny sku­tek, i to z powodu obec­no­ści w Admi­ra­li­cji Win­stona Chur­chilla. Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji był nie­chętny odrzu­ce­niu tego wyzwa­nia i rano 3 stycz­nia zwo­łał radę wojenną Admi­ra­li­cji i poin­for­mo­wał ją o rosyj­skim apelu i oświad­cze­niu Kit­che­nera. Pozo­stała tylko mary­narka wojenna. Jakie byłyby per­spek­tywy czy­sto mor­skiego ataku? Admi­ra­ło­wie nie byli nasta­wieni opty­mi­stycz­nie, ale osią­gnięto con­sen­sus, że pod­jęte zostaną pew­nego rodzaju dzia­ła­nia – praw­do­po­dob­nie powtórka ostrzału z morza for­tów nad Cie­śniną Dar­da­nel­ską. Sto­sow­nie do usta­leń, tego samego dnia wielki książę został poin­for­mo­wany, że prze­pro­wa­dzona zosta­nie demon­stra­cja siły, choć mało praw­do­po­dobne było, iż dopro­wa­dzi ona do poważ­nego wyco­fa­nia turec­kich żoł­nie­rzy z Kau­kazu.

Tele­gram skło­nił Wielką Bry­ta­nię i Admi­ra­li­cję do pod­ję­cia jakie­goś rodzaju dzia­łań; teraz przed Chur­chil­lem i Fishe­rem sta­nęło pyta­nie, jaka to powinna być akcja. Fisher, igno­ru­jąc oświad­cze­nie Kit­che­nera, poparł natych­mia­stowe, silne, wspólne ude­rze­nie sił mor­skich i lądo­wych: „Uwa­żam, że atak na Tur­cję broni się – napi­sał tego samego dnia do Chur­chilla – jed­nak tylko jeśli będzie natych­mia­stowy. Ina­czej nie powie­dzie się”. Zapro­po­no­wał uży­cie 75.000 bry­tyj­skich żoł­nie­rzy, 25.000 hin­du­skich z Fran­cji, okrę­to­wa­nych w Mar­sy­lii i lądu­ją­cych po połu­dnio­wej, azja­tyc­kiej, stro­nie Dar­da­neli. Rów­no­cze­śnie Grecy mieli wylą­do­wać po pół­noc­nej stro­nie cie­śniny, czyli na pół­wy­spie Gal­li­poli, pod­czas kiedy Buł­ga­rzy otrzy­ma­liby zada­nie poma­sze­ro­wa­nia na Adria­no­pol i Kon­stan­ty­no­pol. Jeśli cho­dzi o mary­narkę wojenną, to Fisher zapro­po­no­wał, by admi­rał Stur­dee zabrał flotę okrę­tów linio­wych sprzed dred­no­tów i prze­bił się swo­imi siłami przez Dar­da­nele na Morze Mar­mara. Czy­ta­jąc memo­ran­dum Fishera, Chur­chill natych­miast zauwa­żył, że pierw­sze 3 z 4 skład­ni­ków planu Pierw­szego Lorda Mor­skiego były ilu­zo­ryczne: ani Kit­che­ner, ani sir John French nie wyda­dzą zgody na zabra­nie z Fran­cji 100.000 żoł­nie­rzy; Grecy byli dalecy od stanu goto­wo­ści lądo­wa­nia na Gal­li­poli; Buł­ga­rzy wciąż zasta­na­wiali się, która ze stron naj­praw­do­po­dob­niej wygra wojnę. Jeden ele­ment planu Fishera, który mógł zyskać popar­cie Admi­ra­li­cji jako mający szansę powo­dze­nia była suge­stia Pierw­szego Lorda Mor­skiego wysła­nia przez cie­śninę sił sta­rych krą­żow­ni­ków linio­wych, jeśli to konieczne, dzia­ła­ją­cych samo­dziel­nie. Do tej pro­po­zy­cji Chur­chill był pozy­tyw­nie nasta­wiony.

Osta­tecz­nie, memo­ran­dum Fishera i reak­cja na to Chur­chilla były rów­nież począt­kiem nie­po­ro­zu­mień, które nara­stały i nabie­rały tempa, dopóki nie dopro­wa­dziły do upadku kariery obu męż­czyzn. Fisher, pisząc swoim tra­dy­cyj­nym kwie­ci­stym sty­lem ni­gdy nie wyobra­żał sobie ofen­sywy mor­skiej, która sztur­mo­wa­łaby Dar­da­nele jedy­nie przy pomocy okrę­tów. Jed­nak Chur­chill odrzu­cił nie­re­alne ele­menty listu Fishera. Opo­wie­dział się za przej­ściem przez cie­śniny sta­rymi okrę­tami linio­wymi. Osiem okrę­tów typu Cano­pus i 8 typu Maje­stic, wszyst­kie nale­żące do kate­go­rii „naj­mniej war­to­ścio­wych okrę­tów Jego Kró­lew­skiej Mości”, były prze­zna­czone do zło­mo­wa­nia w 1915 roku. Ich atak nie potrze­bo­wał zgody lorda Kit­che­nera, ani współ­pracy Gre­ków czy Buł­ga­rów. Forty w Cie­śni­nie Dar­da­nel­skiej, jak wie­rzono, były wypo­sa­żone głów­nie w stare działa, które mogły być zneu­tra­li­zo­wane przez cięż­kie działa okrę­towe: ostrze­li­wu­jące okręty nie musiały pod­cho­dzić bli­sko i w związku z tym nie mogły być tra­fione. Kiedy flota prze­szłaby obok opi­sa­nych turec­kich for­tów, zagrody minowe mogły być natych­miast oczysz­czone i okręty liniowe mogłyby przejść na Morze Mar­mara. Z tej wyrwy otwie­rała się w wyobraźni Pierw­szego Lorda Admi­ra­li­cji sze­roka i lśniąca stra­te­giczna per­spek­tywa. Goeben mógł być zato­piony i wów­czas nie byłoby żad­nych prze­szkód mię­dzy alianc­kimi okrę­tami linio­wymi a Kon­stan­ty­no­po­lem. Impe­rium oto­mań­skie było tak chwiejne, że nawet samo zagro­że­nie jego sto­licy mogło znisz­czyć całe pań­stwo. Nawet gdyby nie pod­dało się, okręty liniowe mogły znisz­czyć znaczną część mia­sta:3 sto­lica Tur­cji była zbu­do­wana w więk­szo­ści z drewna4 i działa okrę­towe mogły stwo­rzyć tam pie­kło. Jedyne turec­kie fabryki amu­ni­cji i uzbro­je­nia arty­le­ryj­skiego oraz broni pal­nej znaj­do­wały się nad Morzem Mar­mara, w zasięgu ostrzału ognia z okrę­tów; linie kole­jowe do Europy i do Ana­to­lii w Azji pro­wa­dziły wzdłuż wybrzeża. Przy­kład Goebena był na swój spo­sób dopin­gu­jący. O ile poja­wie­nie się koło Kon­stan­ty­no­pola poje­dyn­czego krą­żow­nika linio­wego, uzbro­jo­nego w 11-calowe działa mogło przy­czy­nić się do pchnię­cia Tur­cji do udziału w I woj­nie świa­to­wej, to z całą pew­no­ścią przy­by­cie 12 okrę­tów linio­wych dys­po­nu­ją­cych łącz­nie 48 dzia­łami 12-calo­wymi powinno wystar­czyć do zmiany decy­zji. Gdyby Tur­cja wyco­fała się z udziału w woj­nie, droga mor­ska do Rosji mogła być ponow­nie otwarta, amu­ni­cja z zachodu mogłaby docie­rać do rosyj­skiej armii, a rosyj­skie zboże mogłoby wycho­dzić na zachód. Chwiejne neu­tralne pań­stwa na Bał­ka­nach – Gre­cja, Rumu­nia i Buł­ga­ria – wie­dzia­łyby po czy­jej stro­nie będzie zwy­cię­stwo i zwró­ci­łyby się w kie­runku alian­tów. Przede wszyst­kim zaś czas wojny mógł być skró­cony poprzez prze­pro­wa­dze­nie ude­rze­nia potęż­nej broni znaj­du­ją­cej się w rękach Chur­chilla – Royal Navy.

Chur­chill podzie­lał opi­nię admi­rała Car­dena. Fisher zgo­dził się, że decy­zje Car­dena powinny być kon­sul­to­wane, ale Pierw­szy Lord Mor­ski nie widział depe­szy. W tele­gra­mie nie poru­szono kwe­stii bry­tyj­skich żoł­nie­rzy z Fran­cji, wojsk grec­kich i oddzia­łów buł­gar­skich. Zamiast tego Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji zapy­tał wprost: „Czy uważa pan samo­dzielne przej­ście okrę­tami przez Dar­da­nele za realną ope­ra­cję? Myślę, że mogą być użyte stare okręty liniowe wypo­sa­żone w odboj­nice prze­ciw­mi­nowe, przed któ­rymi pójdą węglowce i inne statki han­dlowe słu­żące jako «zde­rzaki» prze­ciw­mi­nowe oraz tra­łowce. Zna­cze­nie wyniku uspra­wie­dli­wia duże straty. Chciał­bym znać pań­ski pogląd”.

Odpo­wiedź Car­dena, udzie­lona 5 stycz­nia, była ostrożna. Admi­rał nie lubił tej kon­cep­cji Chur­chilla: przej­ścia przez Dar­da­nele uży­wa­jąc stat­ków han­dlo­wych idą­cych z przodu jako „zde­rzaki” prze­ciw­mi­nowe. „Nie sądzę, by można było wejść do cie­śniny Dar­da­nele – odpo­wie­dział. – Może być to realne jedy­nie dzięki ope­ra­cji z dużą liczbą okrę­tów”. Ta odpo­wiedź, choć ostrożna, dodała odwagi Chur­chil­lowi, który prze­czy­tał ją radzie wojen­nej, a następ­nie ode­słał z powro­tem do Admi­ra­li­cji w celu prze­dys­ku­to­wa­nia. Fisher obej­rzał tele­gram i nie wyra­ził żad­nej opi­nii, ale Chur­chill napi­sał póź­niej, że „w tym cza­sie w nie­ma­łym stop­niu popie­rał to przed­się­wzię­cie, ale trak­to­wał je jako kwe­stię, która w prak­tyce roz­wiąże się sama”. W związku z tym 6 stycz­nia Chur­chill wysłał kolejną depe­szę do Car­dena: „Naj­wyż­sze wła­dze zga­dzają się z pań­skim punk­tem widze­nia. Pro­szę zate­le­gra­fo­wać szcze­gó­łowo co, jak pan sądzi, może być osią­gnięte przez roz­wi­niętą ope­ra­cję, jakie siły będą potrzebne i jak pan sądzi, w jaki spo­sób powinny być użyte”.

Rada wojenna spo­tkała się ponow­nie 8 stycz­nia. Kit­che­ner prze­strze­gał, że Niemcy są gotowi do roz­po­czę­cia nowej ofen­sywy we Fran­cji. Lloyd Geo­rge zaape­lo­wał o prze­pro­wa­dze­nie gdzie indziej kontr­ma­newru; pre­fe­ro­wał Bał­kany w celu udzie­le­nia pomocy Ser­bii. Kit­che­ner odpo­wie­dział, że sir John French wciąż wie­rzy, że nie­miec­kie linie na Fran­cji mogą zostać prze­ła­mane i uwa­żał, że żadne wysiłki nie powinny być podej­mo­wane na innych teatrach dzia­łań wojen­nych „dopóki nie okaże się, że prze­rwa­nie linii [we Fran­cji] jest nie­moż­liwe”. Sekre­tarz wojny wyko­nał wów­czas krok wstecz w filo­zo­fii doty­czą­cej frontu zachod­niego; dodał że jeśli ma być prze­pro­wa­dzona ofen­sywa na dru­gim teatrze dzia­łań, „Dar­da­nele wydają się naj­bar­dziej sto­sow­nym celem. 150.000 ludzi – sądził Kit­che­ner – powinno wystar­czyć do asy­sto­wa­nia flo­cie w przej­ściu przez cie­śninę i zdo­by­ciu Kon­stan­ty­no­pola”. Po przed­sta­wie­niu tej opi­nii Kit­che­ner powró­cił do swo­jej nie­zmien­nej man­try: „Nie­stety, nie mam dostęp­nych żoł­nie­rzy”. Nikt w radzie wojen­nej nie kwe­stio­no­wał nie­kon­se­kwen­cji komen­ta­rza Kit­che­nera. W tym cza­sie cokol­wiek powie­dział naj­wyż­szy lord wojny, było przyj­mo­wane bez pyta­nia. Jeśli Kit­che­ner wie­rzył, że atak w cie­śni­nach może się powieść, to zna­czy że powie­dzie się. Kiedy zaś Kit­che­ner powie­dział, że nie ma dostęp­nych bry­tyj­skich żoł­nie­rzy do tego przed­się­wzię­cia, to zna­czyło, że nie ma ich.

Rano 12 stycz­nia do Lon­dynu dotarł szcze­gó­łowy plan Car­dena. Admi­rał suge­ro­wał powolne poru­sza­nie się przy uży­ciu prze­wa­ża­ją­cych sił, ostrze­li­wu­ją­cych i uci­sza­ją­cych forty jeden po dru­gim. Pierw­szym ude­rze­niem miał być atak u wej­ścia prze­pro­wa­dzony z dużej odle­gło­ści od cie­śniny. Kiedy forty przy wej­ściu zostaną znisz­czone, powoli i sys­te­ma­tycz­nie będzie poru­szał się on w głąb cie­śniny. Sze­reg dru­go­pla­no­wych bate­rii floty uci­szy zain­sta­lo­wane na stałe działa i będzie wal­czył z rucho­mymi bate­riami. Tra­łowce oczysz­czą kanał pro­wa­dzący do cięż­kich dział i for­tów w Chank (Çanakkle) w Nar­rows. Znisz­czy je i następ­nie wej­dzie na Morze Mar­mara. Nie będzie się spie­szył i ryzy­ko­wał ponie­sie­nia cięż­kich strat. „Czas potrzebny do prze­pro­wa­dze­nie ope­ra­cji zależy głów­nie od morale nie­przy­ja­ciela znaj­du­ją­cego się pod ostrza­łem; gar­ni­zon był w więk­szo­ści obsa­dzony przez Niem­ców – zauwa­żył. – Także od warun­ków pogo­do­wych. Porywy wia­trów teraz czę­ste. Całość można prze­pro­wa­dzić w ciągu około mie­siąca. Zuży­cie amu­ni­cji będzie duże”. Wyma­gane siły, jak powie­dział Car­den, powinny skła­dać się z 12 okrę­tów linio­wych, 3 krą­żow­ni­ków linio­wych – 2 do zaję­cia się Goebe­nem na Morzu Mar­mara – 3 lek­kich krą­żow­ni­ków, 16 nisz­czy­cieli, 6 okrę­tów pod­wod­nych i 12 tra­łow­ców.

Plan prze­dys­ku­to­wano w radzie wojen­nej Admi­ra­li­cji, w skład któ­rej wcho­dzili: Fisher, Wil­son, Jack­son i Oli­ver, jesz­cze tego samego dnia. Nikt nie był prze­ciw. Wręcz prze­ciwnie, „Plan wywarł wiel­kie wra­że­nie na wszyst­kich, któ­rzy go widzieli – powie­dział póź­niej Chur­chill. – Zarówno Pierw­szy Lord Mor­ski, jak i szef sztabu [Oli­ver] wyda­wali się być z niego zado­wo­leni. Nikt w tym cza­sie nie miał wąt­pli­wo­ści co do tego, że środki tech­niczne są odpo­wied­nie … Prze­ciw­nie, wszy­scy trak­to­wali go jako wyjąt­kowo inte­re­su­jącą i dającą nadzieję pro­po­zy­cję”. Co wię­cej, Fisher zło­żył pro­po­zy­cję o ogrom­nym zna­cze­niu. Zasu­ge­ro­wał wysła­nie Car­de­nowi nowego okrętu linio­wego Queen Eli­za­beth, pierw­szego z typu 5 dred­no­tów uzbro­jo­nych w 15-calowe działa. Okręt, w tym momen­cie naj­sil­niej­szy z będą­cych w służ­bie, został wypo­sa­żony w Por­ts­mouth 22 grud­nia i pla­no­wano jego wyj­ście w morze w lutym w celu prze­pro­wa­dze­nia ćwi­czeń kali­bra­cyj­nych na spo­koj­nych, wol­nych od okrę­tów pod­wod­nych wodach Morza Śród­ziem­nego w rejo­nie Gibral­taru. Fisher zapro­po­no­wał teraz, by okręt prze­te­sto­wał swoje ogromne działa ostrze­li­wu­jąc turec­kie forty w Dar­da­ne­lach, zamiast „wystrze­li­wać bez­u­ży­tecz­nie amu­ni­cję w morze koło Gibral­taru”. Działa Queen Eli­za­beth miały zasięg 22.000 jar­dów; tak więc okręt mógł trzy­mać się z dala od turec­kich for­tów i strze­lać spoza ich zasięgu. (Admi­ra­li­cja wpro­wa­dziła ogra­ni­cze­nia w jego zasto­so­wa­niu: w celu zabez­pie­cze­nia luf przed prze­grza­niem się, dred­not nie mógł ni­gdy strze­lać sal­wami; zamiast tego miał pro­wa­dzić ogień powoli i roz­waż­nie; 1 pocisk z 1 działa w jed­nym momen­cie). Póź­niej Fisher poszedł dalej, doda­jąc do sił Car­dena 2 ostat­nie okręty sprzed dred­notów: Lord Nel­son i Aga­mem­non, oba ukoń­czone zaraz po samym Dre­ad­no­ught.

Tak więc, w poło­wie stycz­nia, Chur­chill i Admi­ra­li­cja gotowi byli wysłać flotę 40 mil w górę płyt­kiego toru wod­nego bro­nio­nego przez forty wypo­sa­żone w cięż­kie działa, jak rów­nież bate­rie rucho­mych hau­bic. Tra­dy­cyj­nie, idea uży­wa­nia okrę­tów do ostrzału for­tów budziła odrazę w Royal Navy. Pomysł, by uży­wać dział okrę­to­wych prze­ciwko arty­le­rii lądo­wej został skry­ty­ko­wany przez Nel­sona, który oświad­czył, że „każdy mary­narz, który zaata­kuje fort jest głup­cem”. Mahan wyja­śniał dosad­nie: „Okręt nie może wal­czyć prze­ciwko for­tom, tak jak fort nie może ści­gać się z okrę­tami”. Głów­nym zada­niem okrę­tów wojen­nych, oświad­czyły te auto­ry­tety, jest kon­tro­lo­wa­nie morza poprzez zata­pia­nie nie­przy­ja­ciel­skich jed­no­stek, a nie ata­ko­wa­nie for­tów, które choćby nie wia­domo ile razy tra­fione, ni­gdy nie zatoną. Okręty są bar­dziej nara­żone niż forty; okręt liniowy dłu­go­ści 500 stóp jest dużym celem, każdy jego ele­ment może być tra­fiony, cza­sem z dra­stycz­nymi kon­se­kwen­cjami dla całej jed­nostki. Z dru­giej strony, fort nie może być w poważny spo­sób uszko­dzony, z wyjąt­kiem tra­fie­nia w działa; zwy­kle tylko bez­po­śred­nie tra­fie­nie w działo wyłą­czy je z akcji. W tej kwe­stii – nie­sku­tecz­no­ści ostrzału pro­wa­dzo­nego przez okręty – Fisher miał oso­bi­ste doświad­cze­nia. Pierw­szy Lord Mor­ski uczest­ni­czył we wcze­śniej­szej naj­słyn­niej­szej bry­tyj­skiej pró­bie poko­na­nia for­tów na lądzie. W lipcu 1883 roku Fisher, jako dowódca Infle­xi­ble, naj­sil­niej­szego w owym cza­sie okrętu linio­wego na świe­cie, uczest­ni­czył w cało­dnio­wym ostrzale przez Flotę Śród­ziem­no­mor­ską egip­skich for­tów w Alek­san­drii. W ciągu dnia Infle­xi­ble, kotwi­czący poza falo­chro­nem, wystrze­lił 88 poci­sków 16-calo­wych w kie­runku for­tów. Do póź­nego popo­łu­dnia flota wystrze­liła 3.000 poci­sków, ale uci­szono tylko 10 z 44 egip­skich cięż­kich dział.

Chur­chill wie­rzył, że to doświad­cze­nie sprzed 30 lat zostało zmo­dy­fi­ko­wane, jeśli nie odrzu­cone, przez nową tech­no­lo­gię współ­cze­snej wojny mor­skiej. Był on pod dużym wra­że­niem sku­tecz­no­ści nie­miec­kiej cięż­kiej arty­le­rii na fron­cie zachod­nim. For­tece w Liége, Namur i Antwer­pii kla­sy­fi­ko­wane były wśród naj­sil­niej­szych na świe­cie, jed­nak zostały znisz­czone w ciągu kilku dni, a nawet kilku godzin przez oble­ga­jące je nie­miec­kie hau­bice. Kiedy roz­po­czął się ostrzał i kiedy runęły forty, z ruin wyczoł­gało się kilku oszo­ło­mio­nych i ubru­dzo­nych Bel­gów; pod­dali się. Skoro bel­gij­skie forty były bez­radne wobec tych cięż­kich lądo­wych dział, to w jaki spo­sób turec­kie forty nad Dar­da­ne­lami mogły prze­ciw­sta­wić się wielu 12-calo­wym i 15-calo­wym dzia­łom okrę­tów linio­wych? To wła­śnie obu­dziło w wyobraźni Chur­chilla pełen chwały obraz Queen Eli­za­beth bez­u­stan­nie nęka­ją­cej turecką obronę swo­imi strasz­li­wymi poci­skami z mon­stru­al­nych roz­mia­rów dział.

Na nie­szczę­ście, Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji zigno­ro­wał lub źle zro­zu­miał róż­nice mię­dzy kon­tro­lo­wa­niem ognia pro­wa­dzo­nego przez nie­miecką arty­le­rię z bli­skiego zasięgu z wysu­nię­tych pozy­cji a strze­la­niem z dział okrę­to­wych do celu odle­głego o 7 do 8 mil bez środ­ków do pre­cy­zyj­nego okre­śla­nia, gdzie spa­dły poci­ski. Oblęż­ni­cza nie­miecka hau­bica była grubą, krót­ko­lu­fową armatą wystrze­li­wu­jącą lecące lobem poci­ski wysoko w niebo, tak iż nur­ko­wały one w cel. Znaj­du­jący się bli­sko celu obser­wa­tor widział miej­sca ude­rze­nia poci­sków i sygna­li­zo­wał bate­rii zmianę zasięgu dopóki nie spa­dały one dokład­nie w wyzna­czo­nym punk­cie. Wiel­kie działa okrę­towe miały zupeł­nie inną kon­struk­cję i prze­zna­cze­nie. Poci­ski wystrze­li­wane z dłu­gich luf i niską tra­jek­to­rią lotu na tysiące jar­dów zapro­jek­to­wano do ude­rza­nia i zata­pia­nia nie­przy­ja­ciel­skich okrę­tów z jak naj­więk­szej moż­li­wej odle­gło­ści. Okre­śla­nie miejsc tra­fie­nia poci­sków było łatwiej­sze na okrę­tach dzięki wzno­szo­nym przez nie wiel­kim słu­pom wody. Obser­wu­jąc przez lor­netkę te kolumny wody i kory­gu­jąc swoje namiary, arty­le­rzy­ści z okrętu mieli nadzieję osta­tecz­nie tra­fić nie­przy­ja­ciela. Z dru­giej strony, kiedy okręt strzela do fortu, ude­rze­nie poci­sku wytwa­rza nie łatwo dostrze­galne słupy wody, ale obłoki kurzu i szcząt­ków, które w kon­se­kwen­cji zasła­niają cel, dając obser­wa­torowi, odle­głemu o setki jar­dów, nie­wielką pomoc przy kory­go­wa­niu namia­rów. Dodat­kowo, poci­ski z okrę­tów lecące pła­ską tra­jek­to­rią nie nur­kują w cel lub obok niego; z reguły prze­la­tują nad nim i spa­dają nawet setki jar­dów za nim.

O tym wszyst­kim miano się dopiero prze­ko­nać.

* * *

Spo­tka­nie rady wojen­nej 13 stycz­nia 1915 r. było prze­dłu­ża­jącą się i wyczer­pu­jącą sesją trwa­jącą cały dzień. Jed­nak sprawą Dar­da­neli zajęto się dopiero po zacho­dzie słońca. Chur­chill przed­sta­wił plan Car­dena, który dostar­czono Admi­ra­li­cji dzień wcze­śniej. Han­key tak to opi­sał:

„Rada wojenna obra­do­wała cały dzień. Zasu­nięto zasłony oddzie­la­jąc pokój od zimo­wego zmierz­chu. Powie­trze było cięż­kie, a stół przed­sta­wiał widok zdję­tych z pó­łek doku­men­tów, co było rezul­ta­tem dłu­giej sesji … W tym momen­cie sprawy przy­brały dra­ma­tyczny obrót ponie­waż Chur­chill ujaw­nił nagle pil­nie strze­żoną tajem­nicę doty­cząca mor­skiego ataku na Dar­da­nele! Idea wzbu­dziła zain­te­re­so­wa­nie natych­miast. Cała atmos­fera zmie­niła się. Zapo­mniano o zmę­cze­niu. Rada wojenna ocho­czo zwró­ciła się od ponu­rych wizji „prze­cią­ga­ją­cych się dzia­łań” na fron­cie zachod­nim w stronę jaśniej­szych per­spek­tyw, które jak się wyda­wało, poja­wiały się na Morzu Śród­ziem­nym. Mary­narka Wojenna, do któ­rej wszy­scy mieli pełne zaufa­nie, a któ­rej moż­li­wo­ści dzia­ła­nia były do tej pory ogra­ni­czane, teraz wycho­dziła na pierw­szą linię … Chur­chill przed­sta­wił swój plan ze zręcz­no­ścią jakiej można się było po nim spo­dzie­wać, bły­sko­tli­wie, ale spo­koj­nie, bez nad­mier­nego opty­mi­zmu”.

Wska­zu­jąc na mapę, Pierw­szy Lord oświad­czył, że Admi­ra­li­cja „wie­rzy iż plan może zostać zre­ali­zo­wany w ciągu kilku tygo­dni poprzez sys­te­ma­tyczne usu­wa­nie wszyst­kich for­tów. Kiedy forty zostaną znisz­czone można będzie oczy­ścić zagrody minowe i flota ruszy do Kon­stan­ty­no­pola i znisz­czy Goebena”. Chur­chill zade­kla­ro­wał, że okręty do prze­pro­wa­dze­nia tego przed­się­wzię­cia, wśród nich Queen Eli­za­beth, są dostępne.

Argu­men­ta­cja Chur­chilla, jak póź­niej powie­dział Lloyd Geo­rge, przed­sta­wiona została „z całą nie­ugiętą mocą i zawzię­to­ścią, wraz z mistrzo­stwem pre­zen­ta­cji szcze­gó­łów, które poja­wiały się zawsze, kiedy był rze­czy­wi­ście zain­te­re­so­wany tema­tem”. Tak silne było uczu­cie fru­stra­cji, ist­niała tak silna potrzeba doko­na­nia cze­goś, a pre­zen­ta­cja Chur­chilla była tak entu­zja­styczna, że więk­szość z obec­nych była ujęta jej nowa­tor­stwem i pro­stotą. Główni doradcy mor­scy Chur­chilla, admi­ra­ło­wie floty Fisher i Wil­son, byli obecni, ale nie zapy­tano ich o opi­nie, a i oni nie zgło­sili żad­nych uwag. Ich mil­cze­nie pozwo­liło Chur­chil­lowi i innym mini­strom na przy­ję­cie tego za zgodę. Kit­che­ner powie­dział, że plan wart jest pod­ję­cia próby i „możemy zanie­chać ostrzału jeśli okaże się nie­sku­teczny”. Pod­czas dys­ku­sji zauwa­żono jak Asqu­ith coś pisał. W trak­cie spo­tka­nia pre­mier odczy­tał wnio­sek, jaki wcze­śniej zapi­sał: „Admi­ra­li­cja powinna przy­go­to­wać się do pod­ję­cia eks­pe­dy­cji mor­skiej w lutym w celu ostrzału i zaję­cia pół­wy­spu Gal­li­poli z Kon­stan­ty­no­po­lem jako celem”. Rada wojenna przy­jęła to bez sprze­ciwu. Póź­niej wielu z mini­strów obec­nych na spo­tka­niu róż­niło się w poglą­dach na temat tego czy zapa­dła jaka­kol­wiek osta­teczna decy­zja. Sam Asqu­ith rozu­miał, że rada nie usta­liła niczego wię­cej niż roz­po­czę­cie przy­go­to­wań do ope­ra­cji. Osta­tecz­nie komi­sja do spraw Dar­da­neli powinna zadać pyta­nie: „W jaki spo­sób flota może „zająć” pół­wy­sep? W jaki spo­sób ma oku­po­wać Kon­stan­ty­no­pol?” Jed­nak pytań tych nie zadano przez 2 następne lata.

* * *

W poło­wie stycz­nia pla­no­wa­nie ope­ra­cyjne w Admi­ra­li­cji zda­wało się prze­bie­gać płyn­nie. Rząd Fren­cha obie­cał skie­ro­wać pod roz­kazy Car­dena eska­drę 4 okrę­tów linio­wych. Jed­nak, choć plany ataku z morza przy­bie­rały kon­kretną postać, entu­zjazm Fishera słabł. Już 19 stycz­nia Pierw­szy Lord Mor­ski skar­żył się Jel­li­coe, o któ­rym wie­dział, że przy­chyli się do jego opi­nii: „Gabi­net zde­cy­do­wał o zaję­ciu Dar­da­neli jedy­nie przez mary­narkę wojenną dys­po­nu­jącą w tym celu 15 okrę­tami linio­wymi i 32 innymi okrę­tami, trzy­ma­jąc z dala 3 krą­żow­niki liniowe i flo­tyllę nisz­czy­cieli, pil­nie potrzebną na teatrze dzia­łań na wodach kra­jo­wych. Ist­nieje tylko jedno słuszne roz­wią­za­nie, któ­rym jest rezy­gna­cja z planu. Jed­nak powie­dziano mi ‘Nie!’, co ozna­cza po pro­stu, że jestem odpo­wie­dzialny za część planu, z któ­rym abso­lut­nie się nie zga­dzam. Nie zga­dzam się z żad­nym pod­ję­tym kro­kiem … Spo­sób w jaki pla­no­wane są dzia­ła­nia wojenne na lądzie i na morzu jest cha­otyczny! Co tydzień mamy nowy plan.” Dwa dni póź­niej Fisher ponow­nie napi­sał do Jel­li­coe: „Wła­śnie znie­na­wi­dzi­łem ope­ra­cję w cie­śni­nie Dar­da­nele, dopóki nie zostaną wpro­wa­dzone poważne zmiany i nie sta­nie się ona mili­tarną akcją z udzia­łem 200.000 żoł­nie­rzy współ­dzia­ła­ją­cych z flotą. Wie­rzę, że Kit­che­ner docho­dzi teraz do podob­nego punktu widze­nia na tę sprawę.”

Fisher nie był prze­ciwny wszyst­kim ope­ra­cjom desan­to­wym; w rze­czy­wi­sto­ści, zawsze wie­rzył, że armia „jest poci­skiem do wystrze­le­nia przez mary­narkę wojenną”. Zada­niem floty było prze­rzu­ce­nie żoł­nie­rzy z jed­nego miej­sca na dru­gie, ale nie pro­wa­dze­nie kam­pa­nii na lądzie. Był w pełni przy­go­to­wany do pro­wa­dze­nia ope­ra­cji połą­czo­nych sił lądo­wych i mor­skich, ale wolałby widzieć ją gdzie indziej niż w Dar­da­ne­lach. Sil­nie pre­fe­ro­wał lądo­wa­nie na wielką skalę Rosjan na nie­miec­kim wybrzeżu Bał­tyku, skąd nastą­piłby marsz na Ber­lin. Jego wielki pro­gram roz­bu­dowy, roz­po­częty tydzień po powro­cie do Admi­ra­li­cji, prze­wi­dy­wał budowę dużej liczby opan­ce­rzo­nych barek desan­to­wych, każ­dej zdol­nej do trans­portu 500 ludzi i wypo­sa­żo­nych w rampy w celu szyb­kiego wyj­ścia żoł­nie­rzy na ląd. Pierw­sze z tych jed­no­stek były na ukoń­cze­niu. Jed­nak teraz oczy­wi­ście miały one zostać wysłane nie na Bał­tyk, ale do cie­śniny Dar­da­nele.

Ukryte powody, dla któ­rych Fisher sprze­ci­wiał się Chur­chil­lowi tkwiły głę­boko w jego oso­bo­wo­ści. Motywy zwró­ce­nia się prze­ciwko ope­ra­cji w Dar­da­ne­lach wypły­wały przy­naj­mniej czę­ściowo z dziw­nej admi­ni­stra­cyj­nej sytu­acji, w którą wszy­scy zostali wcią­gnięci. W listo­pa­dzie 1914 roku Asqu­ith utwo­rzył radę wojenną jako wyłą­czony komi­tet rządu, w skład któ­rego wcho­dzili: Asqu­ith, Hal­dane, Kit­che­ner, Lloyd Geo­rge i Grey wraz z innymi jak Arthur Bal­four, kon­ser­wa­tywny były pre­mier. Na szczy­cie już ist­niał brak rów­no­wagi: sekre­ta­rzem stanu do spraw wojny był wybitny żoł­nierz i boha­ter naro­dowy, pod­czas kiedy Pierw­szym Lor­dem Admi­ra­li­cji był cywil bez jakie­go­kol­wiek doświad­cze­nia w spra­wach mary­narki wojen­nej i ze zni­komą wie­dzą mili­tarną. Chur­chill poważ­nie oba­wiał się swo­jej niż­szo­ści: „Nie mam takiego samego zna­cze­nia ani auto­ry­tetu jak tych 2 mini­strów [Asqu­ith i Kit­che­ner], ani takiej samej wła­dzy i kiedy powie­dzieli: ‘To ma być zro­bione, albo to nie może być zro­bione’, było to osta­teczne” – powie­dział Chur­chill. To skromne oświad­cze­nie nie jest cał­ko­wi­cie prze­ko­ny­wu­jące. Chur­chill miał nie mającą rów­nych siłę prze­ko­ny­wa­nia i kłó­cił się z nie­po­rów­naną żywio­ło­wo­ścią. Jed­nak w pierw­szych latach wojny pre­stiż Kit­che­nera i jego auto­ry­tet prze­wyż­szały jego. „Siła, spo­kój i rezerwa Kit­che­nera powo­do­wały, że zdo­mi­no­wał w tym cza­sie wszyst­kie narady” – powie­dział o nim Chur­chill. W kon­kret­nych spra­wach stra­te­gii i pro­wa­dze­nia wojny Asqu­ith, układny poli­tyk, skłonny do kom­pro­mi­sów par­la­men­tar­nych i Chur­chill, obda­rzony bły­sko­tliwą wyobraź­nią, zręczny 40-latek, nie mogli mie­rzyć się z tym kolo­sem.

Poni­żej tych naj­wyż­szych władz stali gene­ra­ło­wie i admi­ra­ło­wie obecni pod­czas obrad rady wojen­nej jako doradcy, kiedy ich wezwano. Ów brak kon­cep­cji prze­kształ­cił się w sytu­ację per­ma­nentną. Mini­stro­wie zakła­dali, że dowódcy woj­skowi będą swo­bod­nie wygła­szali swoje poglądy bez pro­sze­nia ich o to, ale ci eks­perci nie roz­wa­żali moż­li­wo­ści, iż powinni wyra­żać swoje opi­nie lub odmienne zda­nia. Asqu­ith, który zawsze prze­wod­ni­czył obra­dom, ni­gdy nie zachę­cał obec­nych dowód­ców woj­sko­wych do prze­ma­wia­nia, a raczej pozwa­lał sobie być w cało­ści pro­wa­dzo­nym w kwe­stiach mili­tar­nych i mary­narki wojen­nej przez sekre­ta­rza stanu do spraw wojny i Pierw­szego Lorda Admi­ra­li­cji. Fisher rzadko prze­ma­wiał i ni­gdy nie pro­te­sto­wał. „Przy­ją­łem jako zasadę, że ni­gdy pod­czas posie­dzeń rady wojen­nej nie będę rzu­cał cie­nia na Win­stona Chur­chilla – powie­dział. – Chur­chill był moim zwierzch­ni­kiem i ist­niał jedy­nie wybór mię­dzy mil­cze­niem a rezy­gna­cją”. Tak więc zga­dza­jąc się z Pierw­szym Lor­dem Admi­ra­li­cji lub nie, admi­ra­ło­wie zacho­wy­wali mil­cze­nie; na nie­szczę­ście trak­to­wane było ono jako zgoda. Rada wojenna przy­jęła to, by wyjść z zało­że­nia, że kiedy Chur­chill prze­ma­wiał, naj­pierw usta­lał kwe­stie ze swoim depar­ta­men­tem, a następ­nie pre­zen­to­wał je jako zda­nie całej Admi­ra­li­cji.

Ist­niał jesz­cze jeden brak rów­no­wagi, który draż­nił Fishera. Jego pozy­cja była cał­ko­wi­cie odmienna od Kit­che­nera. W odróż­nie­niu od niego nie był mini­strem; był jedy­nie doradcą tech­nicz­nym. Nie mógł pro­wa­dzić poli­tyki ani gło­so­wać, nawet w kwe­stiach doty­czą­cych mary­narki wojen­nej. W oczach bry­tyj­skiej opi­nii publicz­nej admi­rał floty lord Fisher z Kilver­stone był kimś wię­cej niż wypeł­nia­jący swoje obo­wiązki Pierw­szy Lord Mor­ski; był całą Royal Navy. Jego repu­ta­cja prze­wyż­szała wszyst­kich z powodu dred­no­tów, które zbu­do­wał i prze­ma­wiał mając za sobą blask ich potęż­nych dział. Fishe­rowi, sie­dzą­cemu i słu­cha­ją­cemu dzień po dniu Kit­che­nera, który zdo­mi­no­wał radę wojenną, wyda­wało się, że lord wojny impe­rium oka­zy­wał brak sza­cunku, a nawet brak respektu wobec tego co w Wiel­kiej Bry­ta­nii zawsze było naj­wyż­szą war­to­ścią.

Do połowy stycz­nia Fisher nie kry­ty­ko­wał otwar­cie planu ataku w Dar­da­ne­lach; zamiast tego był on tym, który zapro­po­no­wał włą­cze­nie do sił Queen Eli­za­beth. Jed­nak po spo­tka­niu 13 stycz­nia był pełen obaw. Pró­bo­wał prze­kształ­cić swoje złe prze­czu­cia w kwe­stii przy­gody w Dar­da­ne­lach w jakąś logiczną argu­men­ta­cję, która stwo­rzy­łaby ogólne wra­że­nie ist­nie­ją­cych trud­no­ści i mogłaby być przed­sta­wiona Chur­chil­lowi, któ­rego w nie­zwy­kły spo­sób lubił i podzi­wiał. Jed­nak kiedy spró­bo­wał, Chur­chill nie miał żad­nych trud­no­ści, ani pry­wat­nie, ani publicz­nie w udo­wod­nie­niu mu, że nie ma racji. Teraz nie tylko wła­sny, pie­lę­gno­wany sche­mat dzia­łań, kam­pa­nia mor­ska na Bał­tyku, w oczy­wi­sty spo­sób nie miał szans reali­za­cji, ale widział rów­nież, że Wielka Flota, filar bry­tyj­skiej supre­ma­cji na morzu i stra­te­gii wojen­nej, była teraz okro­jona dla wyma­gań ope­ra­cji w Dar­da­ne­lach. Fisher był ponadto Pierw­szym Lor­dem Mor­skim, który 10 lat wcze­śniej spro­wa­dził do kraju bry­tyj­ską mary­narkę wojenną w obli­czu nara­sta­ją­cego nie­bez­pie­czeń­stwa ze strony cesar­skich Nie­miec. Teraz, wra­ca­jąc na sta­no­wi­sko, wie­dział że nie można nic zro­bić, by unik­nąć utraty tej ciężko wywal­czo­nej prze­wagi nad mary­narką nie­miecką.

Sam Fisher spo­wo­do­wał kry­zys 25 stycz­nia, kiedy przed­sta­wił na piśmie swoje poglądy pre­mie­rowi, wysy­ła­jąc kopię Chur­chil­lowi. „Pierw­szy Lor­dzie – napi­sał w nagłówku – nie jest moim życze­niem kon­ty­nu­owa­nie bez­u­ży­tecz­nego oporu w radzie wojen­nej wobec pla­nów, któ­rych nie mogę zmie­nić, ale pro­szę o wydru­ko­wa­nie załą­czo­nych doku­men­tów i roze­sła­nie ich do człon­ków rady wojen­nej przed następ­nym spo­tka­niem”. Memo­ran­dum wska­zy­wało na sza­leń­stwo całego sche­matu ope­ra­cji w Dar­da­ne­lach. „Pchamy się w ręce Niem­ców – napi­sał Fisher. – Jeśli zary­zy­ku­jemy bez­pie­czeń­stwo naszych okrę­tów w takiej ope­ra­cji jak ostrzał wybrzeża czy atak na ufor­ty­fi­ko­wane pozy­cje bez współ­pracy z siłami lądo­wymi, to zwięk­szamy praw­do­po­do­bień­stwo, że Niemcy mogą dopro­wa­dzić do wyrów­na­nia sił … Nie można ryzy­ko­wać bez­pie­czeń­stwa nawet sta­rych okrę­tów, ponie­waż ich utrata nie jest moż­liwa bez strat w ludziach i two­rzą one jedyną rezerwę na tyłach Wiel­kiej Floty … Wyłączne uspra­wie­dli­wia­nie dzia­łań koniecz­no­ścią ostrzału wybrzeża i ataku floty na ufor­ty­fi­ko­wane pozy­cje, jak ma to miej­sce w przy­padku ostrzału for­tów nad Dar­da­ne­lami, jest wymu­sza­niem decy­zji na morzu i nie jest to niczym uspra­wie­dli­wione. Wielka Bry­ta­nia powinna być usa­tys­fak­cjo­no­wana utrzy­my­wa­niem na Morzu Pół­noc­nym blo­kady Nie­miec. Mając już wszystko, co potężna flota może dać swo­jemu kra­jowi, powin­ni­śmy w spo­koju cie­szyć się prze­wagą, nie tra­cąc sił w ope­ra­cjach, które nie mogą polep­szyć sytu­acji”. Choć Fisher pro­sił o roz­po­wszech­nie­nie tego doku­mentu wśród człon­ków rady wojen­nej, Asqu­ish, za namową Chur­chilla, odmó­wił.

Zamiast tego, 27 stycz­nia Chur­chill odpo­wie­dział oświad­cza­jąc, że główny argu­ment w piśmie Fishera był bez­dy­sku­syjny: naczel­nym zada­niem Admi­ra­li­cji jest utrzy­ma­nie siły Wiel­kiej Floty na pozio­mie gwa­ran­tu­ją­cym poko­na­nie w bitwie Floty Peł­no­mor­skiej. Ta odpo­wie­dzial­ność, twier­dził Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji, została sumien­nie dotrzy­mana. Podob­nie jak miało to miej­sce w listo­pa­dzie i grud­niu, Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji przed­sta­wił licz­bowe zesta­wie­nie sił obu flot. Dodat­kowo, zapew­nia­jąc wszystko co potrzebne do zagwa­ran­to­wa­nia zwy­cię­stwa na kapry­śnych wodach Morza Pół­noc­nego, Wielka Bry­ta­nia miała, jak wska­zał Chur­chill, 21 sta­rych okrę­tów linio­wych, sil­nie uzbro­jo­nych i opan­ce­rzo­nych, w pełni obsa­dzo­nych zało­gami i z cał­ko­wi­tym zapa­sem amu­ni­cji, odpo­czy­wa­ją­cych jako nie nada­jące się do star­cia z nowo­cze­snymi nie­miec­kimi okrę­tami. „Nie uży­wa­nie ich tam gdzie to konieczne z powodu obawy o ich utratę było błę­dem” – upie­rał się Chur­chill.

W tym cza­sie kon­ty­nu­owano pla­no­wa­nie ope­ra­cji. W ostat­nim tygo­dniu stycz­nia dostar­czono zaopa­trze­nie na okręty. Do roz­po­czę­cia ope­ra­cji potrzeba było osta­tecz­nego jej zatwier­dze­nia przez radę wojenną. Decy­zja miała zapaść pod­czas spo­tka­nia zapla­no­wa­nego na godzinę 11.30, rano 28 stycz­nia. Tego przed­po­łu­dnia Chur­chill zna­lazł na biurku rezy­gna­cję. „Usil­nie pro­szę byś uwie­rzył, że jeśli rze­czy­wi­ście wie­rzył­bym w celo­wość naszej peł­nej jed­no­ści w cza­sie wojny, nie wyco­fał­bym się z gra­cją i nie wró­cił do róż w Rich­mond – napi­sał Fisher. – W moim sercu nie będzie miej­sca dla niczego innego oprócz żalu i podziwu dla cie­bie”. Wie­dząc, że Asqu­ith odmó­wił roz­po­wszech­nie­nia jego memo­ran­dum i że człon­ko­wie rady wojen­nej nie będą znali jego poglą­dów, Fisher napi­sał rów­nież do pre­miera, infor­mu­jąc że nie chce uczest­ni­czyć w posie­dze­niu rady wojen­nej tego dnia. „Nie zga­dzam się z Pierw­szym Lor­dem Admi­ra­li­cji i nie sądzę aby było wła­ściwe powie­dze­nie tego radzie … Mówię tylko, że ostrzał rejonu Dar­da­neli może być uspra­wie­dli­wiony wyłącz­nie w przy­padku współ­pracy z woj­skami lądo­wymi, która zre­kom­pen­so­wa­łaby ponie­sione straty w okrę­tach oraz nie­za­stą­pio­nych ofi­ce­rach i mary­na­rzach. Jako czy­sto mor­ska ope­ra­cja jest ona nie­uza­sad­niona … Bar­dzo nie­chęt­nie opusz­czam Pierw­szego Lorda Admi­ra­li­cji. Oso­bi­ście podzi­wiam go, ale nie widzę moż­li­wo­ści ujed­no­li­ce­nia naszych sta­no­wisk, a zjed­no­cze­nie takie jest pod­stawą w cza­sie wojny, więc powstrzy­muję się od pozo­sta­wa­nia kłodą rzu­coną mu pod nogi. Impe­rium bry­tyj­skie upad­nie, jeśli upad­nie Wielka Flota. Nie można podej­mo­wać ryzyka”.

Wyco­fa­nie popar­cia Fishera w dniu, na który zapla­no­wano zatwier­dze­nie przed­się­wzię­cia przez radę wojenną było nie­zręcz­no­ścią zarówno dla Asqu­itha, jak i Chur­chilla. Chcąc utrzy­mać w służ­bie sta­rego admi­rała, Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji obsta­wał, aby Fisher poroz­ma­wiał z pre­mie­rem. Przy­by­wa­jąc z Chur­chil­lem do jego sie­dziby przy Downing Street kilka minut przed roz­po­czę­ciem posie­dze­nia rady, Fisher przed­sta­wił pre­mie­rowi swoje obiek­cje odno­śnie ope­ra­cji w Cie­śni­nie Dar­da­nel­skiej. Chur­chill pona­glał, by pozwo­lić na jej kon­ty­nu­ację. Asqu­ith, zmu­szony do doko­na­nia wyboru, zde­cy­do­wał że jed­nak atak powi­nien zostać prze­pro­wa­dzony, ale nie powie­dział kiedy. Fisher przy­jął decy­zję w mil­cze­niu i zarówno pre­mier, jak i Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji zało­żyli, że zaak­cep­to­wał ją. Wspól­nie 3 męż­czyźni udali się na posie­dze­nie rady wojen­nej w sie­dzi­bie rządu.

Fisher wziął udział w tym spo­tka­niu myśląc, że we wła­śnie co zakoń­czo­nej roz­mo­wie Asqu­ith wyra­ził opi­nię, iż osta­teczna decy­zja w spra­wie Dar­da­neli nie ma zapaść tego dnia. Nastroje pod­czas spo­tka­nia rady były rado­śnie opty­mi­styczne. Entu­zjazm Chur­chilla zara­ził jego kole­gów. Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji poin­for­mo­wał, że przy­go­to­wa­nia do ataku w Dar­da­ne­lach są poważ­nie zaawan­so­wane, ale rada musi zro­zu­mieć, że eks­pe­dy­cja „nie­wąt­pli­wie wiąże się z ryzy­kiem”. Kiedy tylko Chur­chill zadał pyta­nie, czy rada jest za ata­kiem na Dar­da­nele, Fisher inter­we­nio­wał mówiąc, że „rozu­mie iż to pyta­nie nie powinno być zadane pod­czas tego spo­tka­nia i że pre­mier zna jego poglądy w tej kwe­stii”. Na to Asqu­ish odpo­wie­dział, że „w świe­tle pod­ję­tych już kro­ków na to pyta­nie trzeba odpo­wie­dzieć”. Usły­szaw­szy to, Fisher wstał i skie­ro­wał się do drzwi. Kit­che­ner zauwa­żył to i zerwaw­szy się na równe nogi, zdo­łał osią­gnąć drzwi pierw­szy. Pro­wa­dząc Fishera w stronę okna, cicho zapy­tał admi­rała co zamie­rzał zro­bić. Fisher odpo­wie­dział, że nie wróci do stołu i chce zre­zy­gno­wać z funk­cji Pierw­szego Lorda Mor­skiego. Kit­che­ner zro­zu­miał, że Fisher był jedy­nym obec­nym na posie­dze­niu, który nie zga­dzał się z pro­po­no­waną ope­ra­cją; ale pre­mier pod­jął decy­zję. Powie­dział Fishe­rowi, że obo­wiąz­kiem Pierw­szego Lorda Mor­skiego wobec kraju jest zaak­cep­to­wa­nie tego i pozo­sta­nie na urzę­dzie. Fisher nie­chęt­nie powró­cił do stołu, gdzie mini­stro­wie prze­ści­gali się w opty­mi­stycz­nych prze­wi­dy­wa­niach. Kit­che­ner oświad­czył teraz, że atak z morza ma żywotne zna­cze­nie; meri­tum tej formy ofen­syw­nej akcji, powie­dział, polega na tym, że „jeśli szybki postęp nie może być osią­gnięty, cały atak może być odparty”. Bal­four powie­dział, że „trudno wyobra­zić sobie bar­dziej obie­cu­jącą ope­ra­cję”. Grey stwier­dził, że „Turcy zostaną spa­ra­li­żo­wani stra­chem kiedy usły­szą, że forty są nisz­czone jeden po dru­gim”; że neu­tralne kraje bał­kań­skie, nie­cier­pli­wie cze­ka­jące by sta­nąć po stro­nie zwy­cięz­ców, zoba­czą to i że ma nadzieję iż suk­ces osta­tecz­nie zmieni nasta­wie­nie Buł­ga­rii. Po tym wszyst­kim, jak zauwa­żył Asqu­ith, Fisher zacho­wał „uparte i zło­wiesz­cze mil­cze­nie”. Spo­tka­nie odro­czono do 14.00, by powró­cić do tematu póź­nym popo­łu­dniem. Pod­czas prze­rwy Chur­chill, który widział Kit­che­nera roz­ma­wia­ją­cego pry­wat­nie z Fishe­rem, uciął poga­wędkę ze sta­rym admi­ra­łem w gabi­ne­cie w Admi­ra­li­cji. Kon­wer­sa­cja była „długa i przy­ja­ciel­ska”, uży­wa­jąc zwrotu Chur­chilla. „Nie mogę w żaden spo­sób prze­mil­czeć wiel­kiej i sta­łej pre­sji jaką wywie­ra­łem na sta­rego admi­rała” – przy­znał póź­niej Chur­chill, a Fisher czę­sto skar­żył się zna­jo­mym na swoją nie­moż­ność znie­sie­nia takiej tak­tyki. „Zawsze odrzu­cał moje zda­nie” – powie­dział jed­nemu z nich, a innemu: „Byłem pewny, że mam rację, ale zawsze prze­ko­ny­wał mnie wbrew mojej woli. Wyda­wało się, że nie mogę zmie­nić zda­nia, ale kiedy odcho­dził sia­da­łem i pisa­łem list, że się zga­dzam. Następ­nie sze­dłem do łóżka i nie mogłem zasnąć, a przez głowę prze­cho­dziły mi jego słowa i wie­dzia­łem, że mam rację. Wsta­wa­łem więc i pisa­łem kolejny list, że nie zga­dzam się i tak wciąż”. Coś w tym stylu wyda­rzyło się po połu­dniu 28 stycz­nia. Pod koniec roz­mowy z Chur­chillem Fisher zgo­dził się poprzeć ope­ra­cję w Dar­da­ne­lach.

Kiedy rada wojenna zebrała się ponow­nie tego popo­łu­dnia, Chur­chill – w towa­rzy­stwie Fishera – mógł ogło­sić, że wszy­scy w Admi­ra­li­cji zgo­dzili się, że mary­narka wojenna powinna prze­pro­wa­dzić ope­ra­cję. Zmiana zda­nia przez Fishera wyda­wała się przez moment osta­teczna. „Kiedy w końcu zde­cy­do­wa­łem się wejść w to – powie­dział póź­niej Fisher – posze­dłem na całego, ‘totus por­cus’5.” Rze­czy­wi­ście, Chur­chill odniósł taki suk­ces, że Fisher dodał do udziału w ope­ra­cji okręty Lord Nel­son i Aga­mem­non oraz Queen Eli­za­beth. „To uzna­łem za koń­cowy punkt dys­ku­sji – napi­sał Chur­chill. – Póź­niej ni­gdy nie patrzy­łem wstecz. Pozo­sta­wi­li­śmy obszar dys­ku­sji i kon­sul­ta­cji, bilan­so­wa­nia i obaw. Sprawa wkro­czyła w fazę akcji”.

Fisher, chwi­lowo poko­nany, pozo­stał nie­prze­ko­nany. W jego świa­do­mo­ści jego punkt widze­nia pozo­stał kla­rowny: popie­rał wspólny atak sił lądo­wych i mor­skich, a sprze­ci­wiał się wyłącz­nej ope­ra­cji mor­skiej. Jed­no­znacz­nie przed­sta­wił swój punkt widze­nia Pierw­szemu Lor­dowi Admi­ra­li­cji. Pod pre­sją został prze­ko­nany do popar­cia tego ataku. „Kiedy pod­jęto ope­ra­cję, moim obo­wiąz­kiem od tego czasu było kon­tro­lo­wa­nie czy rzą­dowy plan jest reali­zo­wany tak sku­tecz­nie jak to moż­liwe przy ist­nie­ją­cych środ­kach. Zro­bi­łem wszystko co mogłem, by zapew­nić suk­ces. Wło­ży­łem w to całe serce i pra­co­wa­łem jak tytan”. Pry­wat­nie ni­gdy nie zaprze­stał wygła­sza­nia swo­ich opi­nii. „Im bar­dziej roz­wa­ża­łem sprawę ope­ra­cji dar­da­nel­skiej, tym bar­dziej jej nie lubi­łem” – napi­sał do Chur­chilla 4 marca. Pod koniec marca napi­sał: „Nie­po­wo­dze­nie w Dar­da­ne­lach lub rezy­gna­cja byłyby niczym. Nie­po­wo­dze­nie na Morzu Pół­noc­nym byłoby kata­strofą”. 5 kwiet­nia ponow­nie napi­sał do Chur­chilla: „Zosta­łeś po pro­stu pożarty przez Dar­da­nele i nie mogę myśleć o niczym innym. Cho­lerne Dar­da­nele! Będą naszym gro­bem!”.

24. Zagrody minowe

24

Zagrody minowe

Cie­śnina Dar­da­nele na całej 14-milo­wej dłu­go­ści, od wej­ścia przy przy­lądku Hel­les, w górę do Nar­rows przy Cha­nak, znaj­do­wała się w zasięgu ognia róż­nych typów turec­kiej arty­le­rii; rze­czy­wi­ście, nie było miej­sca na tym akwe­nie, gdzie nie­przy­ja­ciel­ski okręt nie mógł być tra­fiony bez­po­śred­nim ogniem. Obrona była zor­ga­ni­zo­wana na 3 pozio­mach. Wej­ście było chro­nione przez zewnętrzne forty, stare, zakoń­czone blan­kami kamienne budowle, wznie­sione na bia­łych kli­fach na pół­noc­nej lub jak kto woli, euro­pej­skiej stro­nie. Potężny fort Sedd el Bahr, zbu­do­wany w XVII wieku w obro­nie przed wene­cja­nami wypo­sa­żony był w mie­szane grupy dział: 2 11-calowe, 4 10-calowe i 4 6-calowe, o zasięgu do 8.000 jar­dów; był on co naj­mniej wystar­cza­jący, skoro sze­ro­kość u wej­ścia wyno­siła 4.000 jar­dów. Leżący w pobliżu fort Cape Hel­les uzbro­jony był w 2 działa 9,4-calowe, z któ­rych każde miało zasięg 10.000 jar­dów. Po dru­giej, połu­dnio­wej czy azja­tyc­kiej stro­nie, na niskim zie­lo­nym brzegu fort Kum Kale dys­po­no­wał 2 dzia­łami 11-calo­wymi, 4 10-calo­wymi, 1 8-calo­wym i 2 6-calo­wymi. Kolejny fort po azja­tyc­kiej stro­nie miał 2 działa 9,4-calowe. Łącz­nie wej­ścia do Dar­da­neli bro­niło 16 cięż­kich i 7 dział o śred­nim zasięgu. W samym wej­ściu, gdzie sze­ro­kość cie­śniny wyno­siła 4½ mili, Turcy zor­ga­ni­zo­wali pośred­nią obronę zło­żoną z dział śred­niego kali­bru, głów­nie 6-calo­wych, two­rzą­cych 5 sta­łych bate­rii, 1 po euro­pej­skiej stro­nie i pozo­stałe 4 po azja­tyc­kiej. Po ostrzale prze­pro­wa­dzo­nym przez alian­tów w listo­pa­dzie 1914 roku, Niemcy i Turcy wzmoc­nili pośred­nią obronę, wpro­wa­dza­jąc 8 rucho­mych bate­rii hau­bic 6-calo­wych, każdą zło­żoną z 4 armat. Liczba bate­rii reflek­to­rów poszu­ki­waw­czych pokry­wa­ją­cych pola minowe została zwięk­szona do 8.

Koń­cowy punkt obrony Dar­da­neli leżał w Nar­rows, 14 mil w górę od wej­ścia. Tam, gdzie Lean­der praw­do­po­dob­nie przy­pły­wał i gdzie Kserk­ses zbu­do­wał swój most na łodziach, kanał ma mniej niż milę sze­ro­ko­ści. Nar­rows było chro­nione przez 2 potężne, sta­ro­żytne for­tece, w Kilid Bahr na euro­pej­skim brzegu i Cha­nak Kale na azja­tyc­kim. Naprze­ciwko każ­dej z tych sta­rych cyta­deli, tuż nad plażą, zbu­do­wano ostat­nio for­ty­fi­ka­cje z cięż­kimi wałami ziem­nymi. Tam Turcy zain­sta­lo­wali 72 działa o róż­nych zasię­gach i kali­brach, od 14- i 11-calo­wych po 9,2-calowe. Choć ich cel­ność odbie­gała od nowo­cze­snych, a ilość amu­ni­cji była ogra­ni­czona, sta­no­wiły one groźną prze­szkodę. Bar­dziej nawet nie­bez­pieczne niż działa były zagrody minowe posta­wione tuż poni­żej Nar­rows, pomię­dzy Kephez i Cha­nak. Tam 324 miny two­rzyły 10 linii odle­głych od sie­bie o 90 jar­dów.

Chcąc poko­nać tę obronę, Admi­ra­li­cja ścią­gnęła z całego świata okręty wojenne. Admi­rał Car­den otrzy­mał nowego super­dred­nota Queen Eli­za­beth z 8 dzia­łami 15-calo­wymi, krą­żow­nik liniowy Infle­xi­ble z 8 dzia­łami 12-calo­wymi oraz 12 bry­tyj­skich i 4 fran­cu­skie okręty liniowe z ery sprzed dred­no­tów, dys­po­nu­jące łącz­nie 56 dzia­łami 12-calo­wymi i 8 10-calo­wymi. Osiem sta­rych okrę­tów linio­wych – Corn­wal­lis, Irre­si­sti­ble, Ocean, Albion, Cano­pus, Ven­ge­ance, Maje­stic i Prince Geo­rge – prze­zna­czono do zło­mo­wa­nia w ciągu 15 mie­sięcy, ale w tym cza­sie ich stare 12-calowe działa miały prze­pro­wa­dzić ostrzał sta­rych turec­kich for­tów w Dar­da­ne­lach. Admi­ra­li­cja dodała rów­nież Triumph i Swi­ft­sure, parę dzi­wacz­nych okrę­tów linio­wych wypo­sa­żo­nych w 10-calowe działa, zbu­do­wa­nych w Chile, a teraz – po wyeli­mi­no­wa­niu Spee – mogące powró­cić z Dale­kiego Wschodu. Cztery fran­cu­skie okręty liniowe – Suf­fren, Bouvet, Gau­lois i Char­le­ma­gne – były odpo­wied­ni­kami bry­tyj­skich pre­dred­no­tów i zostały podob­nie uzbro­jone. Car­den miał rów­nież 4 lek­kie krą­żow­niki, 15 bry­tyj­skich i fran­cu­skich nisz­czy­cieli oraz 4 bry­tyj­skie i fran­cu­skie okręty pod­wodne. Naj­ni­żej w hie­rar­chii, w tym cza­sie o nie­zna­nym jesz­cze zna­cze­niu, stało 21 bry­tyj­skich i 14 fran­cu­skich traw­le­rów rybac­kich prze­bu­do­wa­nych na tra­łowce. Dwa bata­liony kró­lew­skiej pie­choty mor­skiej zostały skie­ro­wane jako tym­cza­sowe siły desan­towe, nie­prze­zna­czone do ataku na brzegu oko­pa­nych pozy­cji nie­przy­ja­ciela lub jego prze­wa­ża­ją­cych sił. Zastępca Car­dena, kontr­ad­mi­rał John de Robeck, był szczę­śliwy z prze­nie­sie­nia z nud­nego przy­działu dowódcy patroli sta­rych krą­żow­ni­ków, strze­gą­cych przed nie­miec­kimi raj­de­rami rejon przy­lądka Fini­sterre. Sze­fem sztabu Car­dena został nie­stru­dzony Roger Keyes, prze­nie­siony z dowódz­twa okrę­tów pod­wod­nych dale­kiego zasięgu w Har­wich nad Morzem Pół­noc­nym. W 1906 i 1907 roku Keyes był attaché mor­skim w Kon­stan­ty­no­polu i czę­sto czar­te­ro­wał paro­wiec, by obser­wo­wać przez tele­skop forty nad cie­śniną Dar­da­nele. Teraz słu­żył pod roz­ka­zami 3 bry­tyj­skich admi­ra­łów, któ­rzy kolejno dowo­dzili flotą w Dar­da­ne­lach od stycz­nia 1915 do stycz­nia 1916 roku.

Cof­nię­tymi bazami Car­dena były Malta i Alek­san­dria, a wysu­niętą bazę utwo­rzono w Mudros na grec­kiej wyspie Lem­nos, 60 mil na połu­dniowy zachód od Dar­da­neli. Mudros był ogrom­nym, natu­ral­nym por­tem, o sze­ro­ko­ści 2 do 3 mil i głę­bo­ko­ści od 30 do 45 stóp, dają­cym schro­nie­nie set­kom stat­ków. Gre­cja nie brała udziału w woj­nie, ale pre­mier-anglo­fil Eleuthérios Venizélos, pozwo­lił alian­tom na uży­wa­nie wyspy jako bazy w walce prze­ciwko odwiecz­nemu wro­gowi Gre­cji – Tur­cji. Kiedy 22 lutego kontr­ad­mi­rał Ros­slyn Wester Wemyss przy­był jako dowódca bazy w Mudros, senna egej­ska wio­ska nie była w pełni przy­go­to­wana, by stać się dużą bazą mor­ską lub lądową. Miała kościół, 70 lub 80 małych domów z kamie­nia, drewna i mułu, zamiesz­ka­łych przez ryba­ków, któ­rzy upra­wiali też oliwki i wino­grona. Port miał tylko 1 drew­niane nabrzeże. Nie było mate­ria­łów do budowy więk­szego pirsu, żad­nych urzą­dzeń do zała­dunku i roz­ła­dunku stat­ków, żad­nej infra­struk­tury lądo­wej, bra­ko­wało rów­nież słod­kiej wody. Kiedy w marcu przy­było z Egiptu 4.500 austra­lij­skich żoł­nie­rzy, zostali oni zmu­szeni do pozo­sta­nia na swo­ich okrę­tach, z któ­rych spo­glą­dali na błę­kitną wodę w por­cie. Za por­tem kra­jo­braz two­rzyły: sucha trawa, małe, sękate drzewa i nagie, sma­gane wia­trem wzgó­rza.

Atak Car­dena na zewnętrzne forty roz­po­czął się bla­dym świ­tem 19 lutego. Morze było spo­kojne i nie było żad­nego podmu­chu wia­tru, kiedy okręt fla­gowy Car­dena, krą­żow­nik Infle­xi­ble i 5 bry­tyj­skich oraz 4 fran­cu­skie pre­dred­noty zako­twi­czyły na prze­past­nych, błę­kit­nych wodach i roz­po­częły powolny, sys­te­ma­tyczny ostrzał for­tów z dużej odle­gło­ści 12.000 jar­dów. Turcy, któ­rych działa nie miały takiego zasięgu, mil­czeli. O godzi­nie 14.00 Car­den pod­szedł na 6.000 jar­dów, skąd arty­le­ria śred­niego kali­bru okrę­tów linio­wych mogła też już otwo­rzyć ogień. Turec­kie działa wciąż nie odpo­wia­dały, ale o 16.45, kiedy Car­den wysłał Ven­ge­ance, Corn­wal­lis i Suf­fren jesz­cze bli­żej brzegu – 3.000 do 4000 jar­dów – turec­kie forty po obu stro­nach cie­śniny roz­po­częły kano­nadę, poka­zu­jąc że w ogóle nie zostały uszko­dzone. Wów­czas, przy gasną­cym świe­tle dnia i for­tach przy­kry­tych cału­nem dymu i kurzu, Car­den roz­ka­zał wstrzy­mać ogień. Jego zastępca, kontr­ad­mi­rał de Robeck na pokła­dzie Ven­ge­ance, popro­sił o zgodę na prze­dłu­że­nie ataku, ale Car­den odmó­wił. Wynik ostrzału był nie­prze­ko­ny­wu­jący. Alianc­kie okręty wystrze­liły 139 poci­sków 12-calo­wych. Forty zostały tra­fione wie­lo­krot­nie, ale turec­kie działa odpo­wia­dały ogniem. Osta­tecz­nie mary­na­rze prze­ko­nali się, że nie było łatwo tra­fić w forty cięż­kimi poci­skami; jedy­nym spo­so­bem trwa­łego wyłą­cze­nia z akcji dział nie­przy­ja­ciela było bez­po­śred­nie tra­fie­nie w nie. Arty­le­rzy­ści obsłu­gu­jący działa na lądzie mieli takie same trud­no­ści z tra­fie­niem; pod ostrza­łem wyco­fali się po pro­stu do schro­nów i cze­kali. Pod tym wzglę­dem wyda­rze­nia dnia były poży­teczną lek­cją: chcąc uci­szyć turecki ogień, nie trzeba było nisz­czyć poszcze­gól­nych turec­kich dział bez­po­śred­nim ogniem. Okręty mogły zdo­mi­no­wać bitwę po pro­stu trzy­ma­jąc obsługi z dala od ich dział; wów­czas okręty liniowe mogły podejść jesz­cze bli­żej i osta­tecz­nie były w sta­nie zetrzeć na proch forty, działa i arty­le­rzy­stów.

Nie­stety, flota nie miała moż­li­wo­ści sko­rzy­sta­nia z tej nowej wie­dzy. Tej nocy pogoda zmie­niła się; przez następ­nych 5 dni sztor­mowe wia­try omia­tały morze, a sil­nym ule­wom towa­rzy­szyły bły­ska­wice i pio­runy, zmie­nia­jąc deszcz w deszcz ze śnie­giem i śnieg. Te warunki ogra­ni­czały dostęp świa­tła, a ponie­waż Car­den nie mógł pozwo­lić sobie na mar­no­wa­nie amu­ni­cji pod­czas złej widocz­no­ści, flota wyco­fała się do Mudros. 24 lutego Car­den sygna­li­zo­wał do Lon­dynu: „Nie zamie­rzam zaczy­nać dzia­łań przy złej pogo­dzie, pozo­sta­wia­jąc wynik nie­pew­nym, o czym prze­ko­nał nas pierw­szy dzień. Jestem pewny, że przy dobrych warun­kach pogo­do­wych znisz­cze­nie for­tów u wej­ścia do cie­śniny może być prze­pro­wa­dzone w ciągu 1 dnia.

25 lutego sztorm ustał i pono­wiono ostrzał zewnętrz­nych for­tów. Queen Eli­za­beth, Aga­mem­non, Irre­si­sti­ble i Gau­lois zako­twi­czyły 12.000 jar­dów od swo­ich celów i roz­po­częły pro­wa­dze­nie sys­te­ma­tycz­nego ognia. Queen Eli­za­beth wystrze­lił jeden po dru­gim 18 poci­sków 15-calo­wych w kie­runku fortu na przy­lądku Hel­les; 2 z nich tra­fiły bez­po­śred­nio i znisz­czyły 2 działa. Irre­si­sti­ble oddał 35 strza­łów poci­skami 12-calo­wymi w stronę dru­giego fortu na Hel­les i znisz­czył 2 działa. Aga­mem­non pod­niósł działa i też roz­po­czął ostrzał. Kiedy okręt zako­twi­czył, zastępca dowódcy, odpo­wie­dzialny za ele­gancki wygląd okrętu, roz­ka­zał wol­nym od wachty mary­na­rzom przejść na lewą burtę i malo­wać kadłub. Jed­nak okręt zna­lazł się zbyt bli­sko nie­przy­ja­ciela i fort na przy­lądku Hel­les wystrze­lił do niego 56 poci­sków, tra­fia­jąc Aga­mem­nona, zabi­ja­jąc 3 ludzi i raniąc 7, zanim okręt zdą­żył pod­nieść kotwicę i prze­mie­ścić się. O godzi­nie 14.00 admi­rał de Robeck popro­wa­dził okręty do wej­ścia do cie­śniny i roz­po­czął walkę z for­tami z bli­skiej odle­gło­ści. Turec­kie działa umil­kły i w dymie i gęstych chmu­rach kurzu wyda­wało się, że działa i forty musiały zostać znisz­czone. O godzi­nie 16.00 oka­zało się, że zostały znisz­czone. (Tureccy i nie­mieccy arty­le­rzy­ści zostali tym­cza­sowo ewa­ku­owani). Pod koniec tego dnia fran­cu­ski dowódca, wiceadmi­rał Emile Guépratte, ulo­ko­wał się na wyeks­po­no­wa­nym miej­scu na pomo­ście swego fla­go­wego okrętu, Suf­fren, i popro­wa­dził swoją eska­drę za Infle­xi­ble z fran­cu­ską orkie­strą gra­jącą „Boże chroń króla” i „Tip­pe­rary”. Bry­tyj­scy mary­na­rze wiwa­to­wali i ich orkie­stra okrę­towa odpo­wie­działa „Mar­sy­linką”.

Następ­nego dnia, 26 lutego, okręty liniowe wysa­dziły pod­od­działy kró­lew­skiej pie­choty mor­skiej w celu osłony oddzia­łów mary­narki wojen­nej koń­czą­cych dzieło znisz­cze­nia – zwy­kle 50 mari­nes osła­niało 30 mary­na­rzy. Prze­szli oni przez forty na przy­lądku Hel­les i w Kum Kale, wysa­dza­jąc mate­ria­łami wybu­cho­wymi opusz­czone działa. W porzu­co­nych for­tach Sedd el Bahr i Kum Kale w złom prze­kształ­cono 19 cięż­kich dział. Na pobli­skich sta­no­wi­skach znisz­czono też tuzin cięż­kich hau­bic Kruppa. Jedna z grup pie­choty mor­skiej z Irre­si­sti­ble doszła aż do Kri­thia, wio­ski leżą­cej u stóp wzgó­rza zwa­nego Achi Baba, domi­nu­ją­cego nad pół­wy­spem; na iro­nię, był to jedyny przy­pa­dek pod­czas kam­pa­nii na Gal­li­poli, kiedy bry­tyj­scy żoł­nie­rze dotarli aż do Kri­thia, 4 mile na pół­noc od Sedd el Bahr. Lądo­wa­nie to kosz­to­wało 9 zabi­tych i ran­nych. Jed­nak 4 marca opór nasi­lił się. Tureccy żoł­nie­rze, powra­ca­jący więk­szymi siłami, wyparli bry­tyj­skich mari­nes i mary­na­rzy z Kum Kale i przy­lądka Hel­les, zabi­ja­jąc 22 ludzi i raniąc 27. Tak czy ina­czej, w cza­sie 3 lądo­wań znisz­czono 50 turec­kich dział dużego kali­bru.

Wia­do­mo­ści o tym, że kom­bi­na­cja ognia arty­le­rii okrę­to­wej i pod­od­dzia­łów pie­choty zmiaż­dżyła stare kamienne forty i działa strze­gące wej­ścia do cie­śniny Dar­da­nele, ucie­szyła Admi­ra­li­cję i gabi­net. Pierw­szy Lord Admi­ra­li­cji oto­czony był przez uśmiech­nięte twa­rze i był pod wra­że­niem „ilo­ści osób które teraz popie­rały ope­ra­cję w Dar­da­ne­lach i przy­pi­sy­wały sobie udział w jej zapo­cząt­ko­wa­niu”. Chur­chill napi­sał do Jel­li­coe: „Nasze sprawy w Dar­da­ne­lach pro­spe­rują dobrze, choć nie roz­łu­pa­li­śmy jesz­cze orze­cha”. 2 marca Car­den poin­for­mo­wał Admi­ra­li­cję, że jeśli utrzyma się dobra pogoda to ma nadzieję przejść na Morze Mar­mara w ciągu 2 tygo­dni. Pod­czas spo­tka­nia 10 marca rada wojenna dys­ku­to­wała o tym, co zro­bić po upadku Kon­stan­ty­no­pola.

Znisz­cze­nie zewnętrz­nych for­tów w Dar­da­ne­lach zro­biło wra­że­nie rów­nież w kra­jach neu­tral­nych. Wło­chy, myślące o przy­łą­cze­niu się do Ententy, zostały zdo­pin­go­wane do uczy­nie­nia tego szyb­ciej. Reper­ku­sje były szcze­gól­nie widoczne na Bał­ka­nach. Gdyby bry­tyj­ska flota miała poja­wić się przed Kon­stan­ty­no­po­lem i impe­rium oto­mań­skie mia­łoby upaść, żadne z bał­kań­skich państw nie chciało być nie­obecne pod­czas podziału łupów. Buł­ga­rzy cią­żyli w stronę alian­tów. 1 marca rząd Gre­cji zaofe­ro­wał 3 dywi­zje – a suge­ro­wał uży­cie 4 lub 5 – do ataku na pół­wy­sep Gal­li­poli. Tur­ków prze­peł­niał pesy­mizm. W pobliżu Kon­stan­ty­no­pola, po azja­tyc­kiej stro­nie cie­śniny Bos­for, 2 spe­cjalne pociągi cze­kały w goto­wo­ści, by prze­wieść suł­tana, jego harem i dwór jako uchodź­ców w głąb Azji Mniej­szej. W mie­ście amba­sa­dor Nie­miec mar­twił się, że jego amba­sada, wielki, żółty budy­nek usy­tu­owany na wyróż­nia­ją­cym się wzgó­rzu, może stać się pierw­szo­pla­no­wym celem dla alianc­kich dział okrę­to­wych i zaczął depo­no­wać bagaż swego per­so­nelu w celu bez­piecz­nego prze­cho­wa­nia go w amba­sa­dzie ame­ry­kań­skiej. Daleko stąd, ponie­waż myślano, że rosyj­skie zboże wkrótce popły­nie przez Bos­for i Dar­da­nele, spa­dły jego ceny na gieł­dzie w Chi­cago. W Ber­li­nie admi­rał von Tir­pitz zano­to­wał, że „upa­dek jed­nego małego pań­stwa może w fatalny spo­sób wpły­nąć na prze­bieg całej wojny. Zdo­by­cie Dar­da­neli będzie dla nas strasz­nym cio­sem … Nie pozo­stają nam żadne atuty”.

W Lon­dy­nie oczy­wi­ste zwy­cię­stwo wzmoc­niło zaufa­nie do Admi­ra­li­cji i rady wojen­nej, że cie­śnina może być zdo­byta przez samą mary­narkę wojenną. Jeśli z nie­wiel­kimi stra­tami kil­ku­set żoł­nie­rzy pie­choty mor­skiej i mary­na­rzy mogło prze­jąć nie­mal bez­dy­sku­syjną kon­trolę nad for­tami po obu stro­nach wej­ściach do cie­śniny, to plan Kit­che­nera oka­zał się mądry: żoł­nie­rze nie byli potrzebni, by asy­sto­wać flo­cie w Dar­da­ne­lach, choć kiedy okręty się przedrą, armia będzie nie­zbędna do zaję­cia Kon­stan­ty­no­pola. Na miej­scu jed­nak Car­den zaczął odkry­wać inny spo­sób uży­cia żoł­nie­rzy wojsk lądo­wych. Ofi­ce­ro­wie kie­ro­wa­nia ogniem w naziem­nych sta­cjach obser­wa­cyj­nych na brzegu umoż­li­wi­liby okrę­tom cel­niej pro­wa­dzić ogień na forty w Nar­rows. Hau­bice i arty­le­ria polowa roz­sta­wione po obu stro­nach cie­śniny mogły być z łatwo­ścią znisz­czone ata­kiem z lądu. W miarę posu­wa­nia się floty, żoł­nie­rze mogli wejść i zająć pół­wy­sep, unie­moż­li­wia­jąc Tur­kom powrót. Mając to na uwa­dze, Car­den popro­sił gene­rała sir Johna Maxwella, dowódcę bry­tyj­skich sił w Egip­cie, o wysła­nie 10.000 żoł­nie­rzy w celu wysa­dze­nia ich u nasady pół­wy­spu teraz, kiedy zewnętrzne forty zostały znisz­czone. Odpo­wiedź dla Car­dena nade­szła nie od Maxwella, ale z biura wojny w Lon­dy­nie; surowo oświad­czono, że na tym eta­pie woj­ska lądowe nie są istotną czę­ścią ope­ra­cji mor­skiej. Z pew­no­ścią Kit­che­ner ostrzegł gene­rała sir Wil­liama Bir­dwo­oda, dowódcę sił Anzac, przed ryzy­kiem wysła­nia małych sił na pół­wy­sep Gal­li­poli, gdzie, jak myślano, Turcy mieli 40.000 ludzi. Żoł­nie­rze, któ­rzy już są w obo­zie na Lem­nos, zarzą­dził Kit­che­ner, mają pozo­stać na wyspie dopóki flota nie zmusi for­tów do pod­da­nia się; skut­kiem tego mar­sza­łek polny uznał, że konieczne może być umiesz­cze­nie kilku ludzi na brzegu Gal­li­poli w celu zabez­pie­cze­nia przed pod­cho­dze­niem odizo­lo­wa­nych grup turec­kich żoł­nie­rzy na pół­wy­spie Gal­li­poli. Car­den nie mógł się z tym spie­rać. Kilka tygo­dni wcze­śniej poin­for­mo­wał Admi­ra­li­cję i radę wojenna, że cie­śnina może zostać poko­nana przez samą flotę. Teraz musiał tego doko­nać.

Jak na iro­nię, choć suk­ces Car­dena skło­nił ludzi wła­dzy w Lon­dy­nie do gra­tu­lo­wa­nia sobie i zdo­pin­go­wał rządy państw bał­kań­skich do ponow­nego prze­ana­li­zo­wa­nia ich dyplo­ma­tycz­nych dzia­łań, mor­ski atak w cie­śni­nie Dar­da­nele zaczął zała­my­wać się. Flota aliancka była teraz bar­dzo duża, licząca łącz­nie 90 okrę­tów z 814 dzia­łami, w tym 100 naj­więk­szego kali­bru. Jed­nak od 1 marca natar­cie admi­rała Car­dena stop­niowo zwal­niało tempo. Zewnętrzne forty zostały uci­szone i okręty mogły teraz swo­bod­nie wejść do cie­śniny. Następ­nym eta­pem było poru­sza­nie się w górę toru wod­nego, wyeli­mi­no­wa­nie bate­rii po obu stro­nach, zwłasz­cza cięż­kich dział w Nar­rows – w Cha­nak na azja­tyc­kim brzegu i w Kilid Bahr na Gal­li­poli. Chcąc to osią­gnąć, Car­den posta­no­wił zasto­so­wać tak­tykę, która spraw­dziła się w przy­padku zewnętrz­nych for­tów: naj­pierw ostrzał z daleka, póź­niej, kiedy turec­kie działa zamilkną, podej­ście bli­żej i star­cie ich na proch ogniem arty­le­rii. Nie­szczę­śli­wie, ukształ­to­wa­nie terenu, które fawo­ry­zo­wało Car­dena pod­czas jego ataku na zewnętrzne forty, teraz fawo­ry­zo­wało Tur­ków. Ata­ku­jąc zewnętrzne forty, pro­wa­dzące ostrzał okręty były w sta­nie uży­wać do manew­ro­wa­nia roz­le­głych wód Morza Egej­skiego kiedy kon­cen­tro­wały ogień na małych obsza­rach lądu, gdzie wznie­siono forty. Teraz korzy­ści z poło­że­nia geo­gra­ficz­nego odwró­ciły się: obrona w stre­fie środ­ko­wej i w Nar­rows mogła być ata­ko­wana tylko z wąskiego przej­ścia wewnątrz cie­śniny i kiedy okręty weszły w tę ogra­ni­czoną prze­strzeń, mogły stać się celem dla ognia arty­le­ryj­skiego z każ­dego brzegu, z wąwo­zów i wznie­sień po obu stro­nach cie­śniny.

Ostrzał wewnętrz­nych for­tów roz­po­czął się 26 lutego. Stare okręty liniowe minęły ciche, obró­cone w ruinę zewnętrzne forty i pro­wa­dząc ogień z dużej odle­gło­ści, wyrzą­dziły nie­wiele szkód w for­tach w Nar­rows. Forty, odpo­wia­da­jąc ogniem, nie doko­nały we flo­cie żad­nych znisz­czeń. Okręty były jed­nak wie­lo­krot­nie tra­fiane przez ruchome bate­rie hau­bic roz­lo­ko­wane wzdłuż obu wybrzeży. Hau­bice nie mogły mieć nadziei na poważne uszko­dze­nie, a tym bar­dziej zato­pie­nie, okrę­tów linio­wych, ale pocisk z hau­bicy ude­rza­jąc w stary okręt mógł być dokucz­liwy i wpro­wa­dzać zamie­sza­nie, więc okręty liniowe robiły wszystko co w ich mocy, by zlo­ka­li­zo­wać i wyeli­mi­no­wać swo­ich adwer­sa­rzy. Trud­no­ści w reali­za­cji tego stały się szybko widoczne: kiedy turec­kie bate­rie polowe otwo­rzyły ogień, okręty despe­racko pró­bo­wały je zlo­ka­li­zo­wać, ale działa były tak dobrze ukryte, że rzadko odno­siły suk­ces. Dodat­kowo hau­bice zmie­niały pozy­cje z dnia na dzień. W sytu­acjach kiedy ogień arty­le­rii okrę­to­wej sta­wał się celny, tureccy i nie­mieccy arty­le­rzy­ści po pro­stu cho­wali się w swo­ich jaski­niach lub schro­nach, dopóki nie zakoń­czył się ostrzał i wów­czas rzu­cali się, aby uży­wa­jąc wołów cią­gnąć swoje działa na inne ukryte pozy­cje w zaro­ślach. Kilka godzin póź­niej hau­bice wzna­wiały ogień.

Queen Eli­za­beth, któ­rej Admi­ra­li­cja zabro­niła wej­ścia do cie­śniny, pró­bo­wała cze­goś innego. 5 marca dred­not zako­twi­czył przy egej­skim wybrzeżu Gal­li­poli i pro­wa­dził ogień z cięż­kich dział na forty w Nar­rows ponad pół­wy­spem. Poja­wie­nie się 15-calo­wych poci­sków z nie­spo­dzie­wa­nego kie­runku wpro­wa­dziło zamie­sza­nie wśród Tur­ków, ponie­waż ich ochrona została zapro­jek­to­wana tylko przed ogniem z okrę­tów idą­cych w górę cie­śniny. Jed­nak bez wła­ści­wego napro­wa­dza­nia ognia poci­ski nie tra­fiły niczego waż­nego. W tym samym cza­sie kotwi­czący okręt liniowy został tra­fiony 17 razy przez jedno małe działo polowe; pocisk znisz­czył okrę­tową pie­kar­nię. Następ­nego dnia Queen Eli­za­beth powró­ciła do pro­wa­dze­nia ostrzału, ale Turcy spro­wa­dzili cięż­kie, ruchome, 6-calowe hau­bice, które tra­fiły dred­nota 3 razy w kadłub poni­żej linii wod­nej, nie prze­bi­ja­jąc jed­nak opan­ce­rze­nia. Okręt ponow­nie zmie­nił pozy­cję, ale było oczy­wi­ste, że Queen Eli­za­beth nie trafi niczego dopóki nie wej­dzie do cie­śniny i nie otwo­rzy bez­po­śred­niego ognia w stronę for­tów. Nie­któ­rzy we flo­cie już zaczęli wąt­pić, czy ostrzał z okrę­tów może być sku­teczny w jaki­kol­wiek spo­sób. „Nie możemy kon­ty­nu­ować zuży­wa­nia amu­ni­cji na te daremne ostrzały – powie­dział Keyes. – Musimy rów­nież brać pod uwagę wysi­łek dział, które mają ogra­ni­czony żywot”.

Car­den w tym cza­sie zma­gał się z poważ­nym pro­ble­mem, który mógł zde­cy­do­wać o powo­dze­niu lub klę­sce całej mor­skiej ofen­sywy: jak pora­dzić sobie z turec­kimi zagro­dami mino­wymi. Dolna połowa 14-milo­wego przej­ścia w górę do Nar­rows była wolna od min; usta­liły to tra­łowce Car­dena. Za tym punk­tem jed­nak roz­cią­gało się w poprzek toru żeglu­go­wego 8 umie­jęt­nie posta­wio­nych i osła­nia­nych przez wiele dział dużych zagród mino­wych. Żaden roz­sądny admi­rał nie popro­wa­dziłby cen­nych okrę­tów przez te wody, dopóki nie zostałby oczysz­czony tor pro­wa­dzący przez nie.

Admi­ra­li­cja została uprze­dzona, że Turcy zami­no­wali Dar­da­nele i wypo­sa­żyli Car­dena w pro­wi­zo­ryczne tra­łowce. Flo­tylla ta skła­dała się z 21 małych traw­le­rów rybac­kich z Morza Pół­noc­nego, świeżo wypo­sa­żo­nych w urzą­dze­nia do tra­ło­wa­nia min, ochra­nia­nych przed kulami i odłam­kami sta­lo­wymi pły­tami, obsa­dzo­nych regu­lar­nymi zało­gami stat­ków rybac­kich, teraz powo­ła­nymi do rezerwy mary­narki wojen­nej. Okręty miały tak małą moc, że tra­łu­jąc zwy­kle z pręd­ko­ścią od 4 do 6 węzłów, idąc pod prąd w cie­śni­nie roz­wi­jały od 2 do 3 węzłów. Zanu­rze­nie traw­le­rów było więk­sze niż głę­bo­kość min od powierzchni; tak więc jeśli traw­ler prze­cho­dził przez zagrodę minową ist­niało ryzyko, że wyleci w powie­trze. Ta infor­ma­cja obni­żyła morale załóg, ale zaak­cep­to­wały one nie­bez­pie­czeń­stwo i były gotowe iść naprzód i tra­ło­wać – dopóki po raz pierw­szy nie zna­la­zły się pod sil­nym ogniem z brzegu.

Ogień hau­bic, który mógł być nie­po­ko­jący dla okrę­tów linio­wych, był znacz­nie poważ­niej­szym pro­ble­mem dla powol­nych, nie­uzbro­jo­nych tra­łow­ców. Zanim roz­po­częły one pracę, załogi traw­le­rów spo­dzie­wały się iż flota zlo­ka­li­zuje i uci­szy ruchome hau­bice. Jed­nak nie­wi­dzialne działa ukryte w wąwo­zach były nie­moż­liwe do wytro­pie­nia. Bry­tyj­scy admi­ra­ło­wie zna­leźli się w nowej i trud­nej sytu­acji; ich postępy były opóź­niane przez mądrze zor­ga­ni­zo­wane, wza­jem­nie uzu­peł­nia­jące się sys­temy obrony. Forty, ruchome hau­bice i zagrody minowe były zależne jedno od dru­giego: zagrody minowe blo­ko­wały przej­ście przez cie­śninę; ruchome hau­bice unie­moż­li­wiały tra­ło­wa­nie zagród mino­wych; forty i ich więk­sze działa chro­niły ruchome hau­bice, trzy­ma­jąc na dystans okręty liniowe. To two­rzyło sytu­ację patową. Już 3 marca kontr­ad­mi­rał de Robeck, dowo­dzący czo­ło­wym ude­rze­niem sił, przed­sta­wił swoją opi­nię, że cie­śnina nie może zostać poko­nana dopóki jeden lub drugi brzeg nie zosta­nie zajęty przez żoł­nie­rzy alianc­kich.

Chcąc zmniej­szyć nie­bez­pie­czeń­stwo zagra­ża­jące jego tra­łow­com, Car­den zde­cy­do­wał się wysy­łać je do akcji w nocy, kiedy ciem­no­ści mogły ukryć je przed wzro­kiem turec­kich arty­le­rzy­stów na lądzie. Jed­nak tureccy i nie­mieccy doradcy pomy­śleli i o tym. Zain­sta­lo­wano 5 bate­rii sil­nych reflek­to­rów-szpe­ra­czy, pokry­wa­ją­cych świa­tłem zagrody minowe. Kiedy w nocy 1 marca pod­jęto pierw­szą próbę tra­ło­wa­nia, wzięło w niej udział 7 traw­le­rów eskor­to­wa­nych przez lekki krą­żow­nik Ame­thyst i 4 nisz­czy­ciele. Tra­łowce pro­wa­dziły swoje dzia­ła­nia i zaczęły poru­szać się w górę cie­śniny, idąc pod prąd. Dotarły do punktu pół­to­rej mili poni­żej zagród mino­wych, kiedy mały okręt został nagle oświe­tlony przez reflek­tor i stał się celem dla 10 bate­rii dział, 6 z pół­nocy i 4 z połu­dnia. Traw­lery szybko wyco­fały się, a nisz­czy­ciele przez 45 minut pro­wa­dziły wymianę ognia z bate­riami. Pró­bu­jąc tra­fić działa, nisz­czy­ciele nie miały żad­nego celu do namie­rze­nia z wyjąt­kiem czar­nych luk pomię­dzy świe­cą­cymi reflek­torami. Miały nie­wielką szansę tra­fie­nia cze­go­kol­wiek i osta­tecz­nie dały za wygraną. Żaden z tra­łow­ców nie został tra­fiony.

Następ­nej nocy, 2 marca, tra­łowce powró­ciły pod jasno świe­cą­cym księ­ży­cem i zbli­ża­jąc się do zagród mino­wych napo­tkały zaporę ogniową. Ponow­nie żaden okręt nie został tra­fiony, ale ponow­nie tra­łowce musiały wyco­fać się. Doświad­cze­nie to powtó­rzyło się 3 marca. Tak jak poprzed­nio, traw­lery idące w górę cie­śniny z roz­cią­gnię­tymi urzą­dze­niami tra­łu­ją­cymi były zbyt powolne, by rze­czy­wi­ście iść naprzód pod silny prąd. Nie­mal sto­jąc w miej­scu, zostały wychwy­cone przez reflek­tory i stały się bez­rad­nymi celami w bli­skiej odle­gło­ści od tuzi­nów nie­przy­ja­ciel­skich dział. Znowu zawró­cono. Tra­łowce powró­ciły 6 marca, tym razem w towa­rzy­stwie 2 okrę­tów linio­wych i Ame­thy­sta, które miały stłu­mić ogień nad­brzeż­nych bate­rii. Kiedy tra­łowce weszły w świa­tło reflek­to­rów-szpe­ra­czy, 3 okręty wojenne otwo­rzyły cią­gły ogień, ale nie tra­fiły niczego. Kiedy nie­przy­ja­ciel otwo­rzył ogień do tra­łow­ców, te wyco­fały się, nie­dra­śnięte.

Załogi cywil­nych tra­łow­ców były dzielne, ale nie miały żad­nego doświad­cze­nia w dzia­ła­niu pod ogniem. Traw­lery z tru­dem były w sta­nie poru­szać się pod silny prąd. Były oświe­tlane przez reflek­tory w nocy i jesz­cze bar­dziej rzu­cały się w oczy za dnia; ope­ro­wały pod cią­głym ogniem nad­brzeż­nych dział. Nie jest zasko­cze­niem, że ich morale sła­bło i osta­tecz­nie upa­dło. Ich ofi­ce­ro­wie poin­for­mo­wali Key­esa, że ludzie „poznali ryzyko tra­ło­wa­nia i nie dbają o to czy zostaną wysa­dzeni w powie­trze, ale nie­na­wi­dzą ognia arty­le­ryj­skiego i … nie będą tra­ło­wać pod ostrza­łem, bo nie takie były zało­że­nia ope­ra­cji”. Ziry­to­wany Keyes oso­bi­ście objął dowódz­two nad siłami tra­łow­ców. Popro­sił Car­dena by zwró­cił się do Admi­ra­li­cji o zgodę na zaofe­ro­wa­nie zało­gom traw­le­rów pie­nięż­nych pre­mii, aby te wytrwały na sta­no­wi­skach. Admi­ra­li­cja odpo­wie­działa, że może zaofe­ro­wać wszystko, cokol­wiek tylko chce. Keyes zasu­ge­ro­wał rów­nież, by mło­dzi ofi­ce­ro­wie z floty zgło­sili się na ochot­nika do służby na tra­łow­cach, by wzmoc­nić załogi. Car­den zgo­dził się, ale Admi­ra­li­cja nie zaak­cep­to­wała tego do 12 marca.

W nocy 10 marca flo­tylla tra­łow­ców pod­jęła 7 próbę, uży­wa­jąc innego podej­ścia. Uprzed­nio traw­lery z tra­łami za rufą nie były w sta­nie czy­nić zna­czą­cych postę­pów, idąc pod prąd. Tym razem miało tra­ło­wać 7 traw­le­rów – w cie­śni­nie nie było miej­sca dla więk­szej liczby idą­cych ramię w ramię. Musiały one tym razem pójść pod prąd przez zagrody minowe i minąć punkt Kephez. Tam miały wyko­nać zwrot w prze­ciw­nym kie­runku, roz­sta­wić swoje trały i skie­ro­wać się w dół, z prą­dem, tra­łu­jąc w dro­dze powrot­nej. Keyes na pokła­dzie okrętu linio­wego Cano­pus, idąc za nimi mel­do­wał co się wyda­rzyło: „Kiedy weszli­śmy do cie­śniny, zauwa­ży­li­śmy 5 dzia­ła­ją­cych sil­nych reflek­to­rów. Cano­pus otwo­rzył ogień. Świa­tła na­dal paliły się i wyda­wało się nie­moż­li­wym wyłą­cze­nie ich z akcji. Strze­lano do nas ze wszyst­kich stron. Można było zoba­czyć bły­ski świa­teł ze wzgórz z kie­runku bate­rii 6-calo­wych dział pokry­wa­ją­cych ogniem pola minowe po obu stro­nach cie­śniny, a po nich roz­le­gał się jęk poci­sków, eks­plo­zje szrap­neli i ryk cięż­kich poci­sków, które uno­siły fon­tanny wody. Ogień był bar­dzo gwał­towny, ale Cano­pus nie został tra­fiony, jed­nak na całe szczę­ście zbli­ża­jąc się do reflek­to­rów-szpe­ra­czy, mogli­śmy pro­wa­dzić ogień jak w połu­dnie”.