Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Perdu de Gra Yudherthardere ma dylemat czy powinien wykonać misję dla Krasnoludzkiej Rady, czy jednak służyć królowej. Zwłaszcza, że rozumowi władczyni dorównuje rozum. A jeśli w ten dylemat wplącze się jeszcze pewna smoczyca...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 24
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Ziarno
Mrok za oknem z wolna przechodził w szarość. Deidghe uniosła powoli powieki i przez chwilę zastanawiała się, czy wstać, czy też zostać. Słodkie zmęczenie już dawno ukoił sen. Zupełnie jakby tamte czułe zmagania w ogóle nie miały miejsca. Dziewczyna westchnęła. Czegóż oczekiwała? Chłopiec jest co prawda młody i dzielnie stawał w szranki, ale nie był Yasą. Żaden z nich nie był Yasą. Uśmiechnęła się smutno do swoich myśli. Oż, przekleństwo Pierwotnego. Od dziesięcioleci próbuje zapomnieć jego dotyk, smak ust, twardość ciała, a im bardziej się stara, tym częściej wraca myślą do tych kilku szalonych dni. Przekleństwo, jak nic.
Wspomnienie niegdysiejszego kochanka rozbudziło uśpione pożądanie. Deidghe odwróciła się i spojrzała na śpiącego obok mężczyznę. Rozchylone wargi poruszyły się lekko i młodzieniec otworzył oczy. Gdy dojrzał utkwiony w siebie wzrok, uśmiechnął się zachęcająco. Kobieta wyciągnęła rękę i musnęła odsłonięty tors. Mięśnie pod jej dotykiem napięły się, a mężczyzna odetchnął głęboko.
– Jeszcze – powiedziała leniwie. Uniosła się na łokciu i, pochyliwszy nad leżącym, powoli liznęła jego skórę. Wciąż smakowała potem, słono i słodko jednocześnie. – Jeszcze, mój książę. – Schwyciła w zęby sutek młodzieńca i ugryzła delikatnie, pieszcząc jednocześnie twardniejący czubek językiem. Kiedy włożył palce w jej złociste loki, wyrwała się łagodnie i usiadła okrakiem na kochanku. Położyła jego mocne palce na swoich piersiach, a potem nieskończenie powoli przesunęła się. O tak! Pragnienie narastało z każdym momentem. Młodzieniec, szkolony przez Deidghe od wielu dni, wprawnie pieścił ciało kobiety, doprowadzając ją na skraj rozkoszy. Jeszcze nie… jeszcze nie…
Wzięła go w siebie. Bardzo, bardzo wolno uniosła się i równie powoli opuściła. O tak. Tak. I od nowa. I jeszcze raz.
O tak…
***
Książę wpatrywał się w Deidghe, kiedy czesała włosy. Długie loki, miękkie niczym najdroższe jedwabie z Zaorii, opadały na nagie pełne piersi, by falą czystego złota spłynąć aż na uda siedzącej dziewczyny. Bogowie, była tak piękna, tak zmysłowa, że mimo wielogodzinnego chędożenia znów stwardniał. Odetchnął głęboko, a Deidghe uśmiechnęła się i popatrzyła na niego. Złocista brew uniosła się z uznaniem.
– Znowu, mój panie?
– Słodka Eosi – jęknął młodzian, wzywając boginię. – Nie znałem dotąd takiej kobiety. Mógłbym cię brać całą noc, cały dzień, potem znów całą noc, a wciąż nie miałbym dość.
– Obietnice, obietnice… – Zaśmiała się perliście. Odłożyła kościaną szczotkę i sięgnęła po szmaragdową suknię. Wsunęła ją szybkim ruchem, jakby bała się, że może ulec niewypowiedzianej prośbie kochanka. Kiedy wiązała troczki, młodzieniec wstał z łoża. Wsunął palce między tasiemki. Westchnęła z przyjemności, bo jego dotyk nie był delikatny, ale mocny, zaborczy. Tak jak lubiła. Zacisnął lekko dłonie na jej piersiach, a sutki błyskawicznie stwardniały. Przestała sznurować i poddała się pieszczocie. Książę podniósł dziewczynę, wsparł o ścianę i, zadarłszy suknię, wszedł w Deidghe. Wbił się w nią prawie brutalnie, a ona krzyknęła z przyjemności i zacisnęła uda wokół kochanka. Ledwie kilka uderzeń serca później oboje krzyczeli z rozkoszy. Raz za razem.
– Nie chcę, żebyś odchodziła – wyszeptał po jakimś czasie książę, wciąż w objęciach kochanki. – Zostań moją żoną. Będziemy to robić nieustannie, a cała Kraina będzie nam zazdrościć.
Deidghe roześmiała się cicho i wyplątała z ramion mężczyzny.
– Jestem dla ciebie za stara, mój panie – powiedziała miękko.
