Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka niniejsza jest poświęcona omówieniu różnych aspektów zmian osobistych i życiowych, z jakimi boryka się większość rozpoczynających trzeźwienie alkoholików. Oddaję ją do rąk czytelników z nadzieją, że pozwoli wzbogacić programy odwykowe oparte w swych założeniach terapeutycznych na partnerstwie i współpracy ze wspólnotą Anonimowych Alkoholików.
[Fragment Od Autora]
/Zgoda na siebie. Wykłady psychologa na oddziale odwykowym, Ewa Woydyłło, 1998 rok, ISBN 8387298069, wydanie II, Akuracik/
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna im. dr. Janusza Korczaka w Człuchowie
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 100
Rok wydania: 1998
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wykłady psychologa na oddziale odwykowym
Ewa WoydyłłoZgoda na siebie
Copyright © 1990 Ewa Woydyłło
Copyright © Wydawnictwo AKURACIK, Warszawa 1998
Wydanie II
Korekta: Stanisława Jakubiak-Adamik
Projekt okładki:|Andrzej G. Karwowski|STUDIO KWADRAT
Wszelkie prawa zastrzeżone, bez pisemnej zgody wydawcy reprodukowanie i przekazywanie w jakiejkolwiek postaci ani za pomocą jakichkolwiek środków elektronicznych czy mechanicznych, włącznie z fotokopiowaniem i nagrywaniem ani za pomocą innego systemu pozyskiwania i odtwarzania informacji, jakiejkolwiek części niniejszej książki jest zabronione.
Adres do korespondencji:Stanisława Jakubiak-Adamikul. Modzelewskiego 23 m 24602-679 Warszawa
tel. (0-22) 647-38-02
[uszkodzone]graficzno-techniczne i skład: STUDIO KWADRAT
[uszkodzone]awa: KRISMARK Sp. z o.o.
[uszkodzone] Chełmżyńska 36
04-247 Warszawa tel. (0-22) 610-34-26
ISBN 83-87298-06-9
SPIS TREŚCI
Od Autorki
Terapia grupowa
Zależność od ludzi
Szacunek dla siebie
Uczucia
Intymność i miłość a trzeźwienie
Seks a trzeźwienie
Humor w trzeźwieniu
Przed powrotem dopracy
Zdrowe życie
Komuś, kto niedawno przestał pić i może jeszcze ma wątpliwości czy jest alkoholikiem1 i czy całkowita abstynencja jest rzeczywiście warunkiem koniecznym powrotu do zdrowia, trzeźwość często wydaje się trudna, nieprzyjemna lub wręcz przerażająca. Nic dziwnego, gdyż nawet po odtruciu i ustąpieniu klasycznych objawów zespołu abstynencyjnego, często utrzymują się lub pojawiają dolegliwości zarówno fizyczne, jak też emocjonalne i psychiczne. Mogą one osłabić motywację do leczenia i zniechęcić do życia w trzeźwości. Jak często się to zdarza, wiedzą dobrze wszyscy - terapeuci, członkowie rodzin i sami alkoholicy. Ci ostatni wiedzą o tym najlepiej, bo też i oni płacą najwyższą cenę za swe obawy, lęki i nieprzygotowanie do trzeźwego życia.
Kuracja odwykowa powinna uwzględniać wszystkie te elementy, dzięki którym rozpoczynający drogę do trzeźwości alkoholik zdoła pokonać przeszkody, wynikające ze zmiany dotychczasowego sposobu życia. Jak się łatwo domyśleć, nic dokoła nie zmieni się pod wpływem jednostkowej decyzji o wytrzeźwieniu - przynajmniej nie od razu i nie wprost. Życie zatem, inni ludzie, otaczająca rzeczywistość i stosunki w społeczeństwie pozostaną mniej więcej takie jak przedtem. To alkoholik - przestając pić - ma opuścić pijacką subkulturę, która będzie istnieć nadal. Pod wpływem decyzji o zaprzestaniu picia ma się więc zmieniać alkoholik pragnący odzyskać zdrowie, a nie „ludzie, rzeczy i miejsca”.
Kierunki zmiany zależą w dużej mierze od indywidualnych potrzeb i warunków poszczególnych osób. Praktyka kliniczna w dziedzinie terapii odwykowej wskazuje jednak, że można je dość łatwo określić. Zmiany muszą bowiem objąć „uszkodzone” sfery funkcjonowania człowieka żyjącego dość długo w niewoli uzależnienia.
Książka niniejsza jest poświęcona omówieniu różnych aspektów zmian osobistych i życiowych, z jakimi boryka się większość rozpoczynających trzeźwienie alkoholików. Oddaję ją do rąk czytelników z nadzieją, że pozwoli wzbogacić programy odwykowe oparte w swych założeniach terapeutycznych na partnerstwie i współpracy ze wspólnotą Anonimowych Alkoholików. Jeden z takich programów powstał w 1986 roku pod kierunkiem dr Bohdana Woronowicza i rozwija się nadal w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Również tu w Instytucie został wypracowany pierwszy cykl wykładów zatytułowany „Początek drogi”. Obecny cykl stanowi w pewnym sensie kontynuację tamtego, lecz wykłady te nie są bynajmniej przeznaczone dla „bardziej zaawansowanych” w trzeźwieniu pacjentów. Dodajmy, że kolejne wykłady muszą być z powodzeniem dowolnie wplatane pomiędzy różne tematy edukacyjne przerabiane z pacjentami w ciągu całej kuracji. Wszak edukacja stanowi ogromną część, może nawet podstawę, wszechstronnego programu terapeutycznego dla pacjentów uzależnionych i to zarówno programu ambulatoryjnego, jak i stacjonarnego.
Niniejszy zbiór łączy z poprzednim elementarne ujęcie wielu zjawisk psychologicznych, które choć stanowią nieodłączną część życia każdego człowieka, są często tak skomplikowane, trudne, a nawet bolesne, że wielu z nas nie może sobie z nimi poradzić. Zwłaszcza ci spośród nas, którzy - tak jak trzeźwiejący alkoholicy - dopiero zaczynają uczyć się reguł zdrowego funkcjonowania w świecie. Stąd troska o prostotę i lapidarność przedstawianych tematów. Stąd również nie zawsze możliwe do uniknięcia uproszczenia lub skróty myślowe. Ale też nie miał to być tom esejów specjalistycznych, przeznaczonych dla psychologów, lecz zapis wykładów połączonych z dyskusją z pacjentami oddziału odwykowego.
Podobnie jak poprzedni cykl, wykłady te powstały w wyniku wspólnej pracy pacjentów i terapeuty. I tym razem „proces produkcyjny” trwał wiele miesięcy. Nie był to, miejmy nadzieję, czas stracony, ponieważ wykłady w obecnej postaci stanowią w pewnym sensie echo autentycznych pytań, odpowiedzi i refleksji związanych z najbardziej typowymi wątpliwościami, jakie niepokoją alkoholików podczas kuracji odwykowej.
Tytuł „Zgoda na siebie” oddaje istotę zmiany, do osiągnięcia której ma dążyć człowiek stawiający pierwsze kroki w kierunku trwałej trzeźwości. „Jak to, przecież zgoda, to nie zmiana!” - ktoś mógłby zaprotestować. Otóż nie, paradoks jest tylko pozorny - bowiem „zgody na siebie” przeważnie alkoholikowi brak najbardziej. W każdym razie, na siebie trzeźwego, czyli „takiego, jakim po prostu jest”, bez żadnych dodatków, sztuczek, używek czy bodźców mogących zmienić jego nastrój, świadomość, zachowanie, wygląd lub osobowość, a przede wszystkim wrażenie w oczach innych ludzi.
Dla alkoholika alkohol jest niezmiernie ważny: przez lata ważna stała się sama potrzeba picia, urosła pozycja alkoholu w hierarchii wartości i zwiększyła się jego rola w postrzeganiu obrazu własnej osoby. Odstawienie alkoholu burzy misternie zbudowaną iluzję. A to musi kojarzyć się z katastrofą (czasami zresztą nią jest). Alkoholik przecież dlatego pil, bo chciał uciec od siebie. Jakże zatem teraz, na trzeźwo, mógłby nagle zwyczajnie zechcieć być kimś, kogo tyle czasu odrzucał i kto tak bardzo go mierził, że wołał samozagładę, byle tylko nie czuć, nie przeżywać, nie myśleć i nie widzieć tego, co naprawdę musiał czuć, przeżywać, myśleć i widzieć.
Tymczasem jedynym sposobem wytrwania w trzeźwości jest akceptacja siebie łącznie ze swymi ułomnościami i defektami. Dlatego tematy naszych codziennych spotkań i dyskusji z pacjentami, choć pozornie rozmaite i od siebie odległe, wszystkie wiążą się z jednym - mianowicie z tym, jak najszybciej strząsnąć z siebie zużyte, sztuczne i szpecące nas łuski, piórka i kostiumy. Jak to zrobić, by przestać potrzebować alkoholu (pigułek, strzykawek, niezdrowych podniet) do tego, by uciec od siebie. I jak to zrobić, by móc się budzić co rano z autentyczną radością, że mamy w swoim życiu kogoś takiego jak my sami.
Zgoda na siebie może być, jak sądzę, dobrym początkiem. Z czasem, w dalszej perspektywie, warto znaleźć się w takim miejscu, gdzie człowiek odczuwa zgodę na inność innych ludzi.
I jeszcze dalej, jeszcze później - zgodę na taki świat, jaki sami sobie urządzamy. Ale tam już trzeba istotnie samemu urządzać, jeżeli nie świat w ogóle, to przynajmniej własny świat. Taką oto filozofię znajduję w programie 12 Kroków AA i na język tej „religii” staram się przekładać znaną mi wiedzę psychologiczną. Mam nadzieję, że „przykład” ten nie spłyca zbytnio sensu mądrych i zawiłych teorii, choć przyznaję, że nie troska o teorie była moim zamiarem, lecz sprowadzenie ich istotnych elementów do wymiarów praktycznych.
Powtórzenia i podobieństwa metafor czy przykładów, na jakie trafią czytelnicy w miarę czytania kolejnych wykładów, nie są przypadkowe. Wynikają z nadrzędnej idei, jaka przyświecała zebraniu w formie publikacji „wykładów psychologa” na Oddziale Odwykowym w Instytucie. Jest nią przede wszystkim jak największa komunikatywność przekazu nowych i trudnych, bądź co bądź, treści pacjentom; wielu spośród nich trafiło na leczenie bezpośrednio po odtruciu i długo jeszcze potrwa zanim odzyskają sprawność intelektualną, a inni natomiast - z powodu wieloletniego, intensywnego picia - nie zdołają nigdy odzyskać swej pierwotnej sprawności. Dodajmy też, że naszymi pacjentami rzadko są ludzie z akademickim przygotowaniem w dziedzinie psychologii, a zwłaszcza psychologii zorientowanej pozytywnie i humanistycznie. Dlatego zarówno tematy wykładów, jak ich treść i forma, zostały ujęte w tak popularny sposób. I dlatego zapewne, wielu naszych pacjentów lubi do nich powracać długo jeszcze po opuszczeniu Instytutu.
Im przede wszystkim dedykuję ten tomik. Dzięki setkom pacjentów, których poznałam podczas swej pracy terapeutycznej w różnych placówkach w Polsce i nie tylko, żywię najgłębsze przekonanie, że pod chorymi „łuskami, piórkami i kostiumami” zawsze kryje się Człowiek. Moja praca polega właśnie na tym, by każdemu pomóc Go w sobie dostrzec i odnaleźć, zrozumieć i wybaczyć, zaakceptować i pokochać. Tak pojmuję sens słów „zgoda na siebie”.
Ewa Woydyłło
Gdy picie jakiejś osoby osiąga taki etap, że wpada ona w „ciągi” lub wyraźnie brakuje jej alkoholu o określonych porach lub w określonych sytuacjach, albo gdy bez relanium, „skręta” czy innego chemicznego bodźca nie potrafi normalnie funkcjonować, to mamy do czynienia z uzależnieniem chemicznym. Ponieważ nikt nie chce, by było „widać”, że nie może wytrzymać bez kieliszka lub „procha”, dlatego stara się ten fakt tak skrzętnie i tak długo ukrywać, jak to tylko możliwe. Właśnie owa tendencja do ukrywania swojej zależności od wypróbowanego środka, ułatwiającego funkcjonowanie, powoduje, że uzależnienie jest samo przez się chorobą prowadzącą do społecznej izolacji.
Nic więc dziwnego, że każdy, to ma ten problem, stopniowo oddala się od otoczenia. Nie zawsze fizycznie, lecz zawsze psychicznie i emocjonalnie. W beznadziejnej walce o udowodnienie, że ma kontrolę nad alkoholem lub w walce o odzyskanie tej kontroli, każdy jest w gruncie rzeczy osamotniony. Inni ludzie NIE ROZUMIEJĄ, dlaczego alkoholik nadal tak destrukcyjnie pije, mimo zapewnień i obietnic, że przestanie lub ograniczy picie. To niezrozumienie jeszcze bardziej oddala alkoholika od ludzi. Proces ten odbywa się stopniowo i zwykle trwa latami. Z czasem wytwarza się swoiste przyzwyczajenie do poczucia samotności, a niekiedy nawet do odrzucenia i bycia niezrozumiałym przez innych. Postawa taka utrwala się z czasem jako poczucie ogólnej nieufności do świata.
Spójrzmy na wykres obrazujący rozwój uzależnienia od alkoholu oraz proces zdrowienia (według Glatta, 1963):
Punktem przełomowym w kontinuum choroby jest moment, w którym alkoholik - najczęściej z powodu „sięgnięcia dna” czyli poniesienia wyjątkowo bolesnej konsekwencji picia - ODCZUWA SZCZERE PRAGNIENIE ZWRÓCENIA SIĘ O POMOC. “w moment stwarza szansę przerwania dotychczasowego cyklu choroby, ponieważ pojawia się element POMOCY.
Alkoholik już we wcześniejszych fazach uzależnienia pragnął niejednokrotnie zmiany. Ale zmieniał sposób picia, bądź to rodzaj trunków, bądź miejsce zamieszkania, czasem rodzinę, pracę, towarzystwo. Wiadomo jednak, że zmiany te nie mogły odnieść skutku i wkrótce było jak przedtem, a raczej - stopniowo coraz gorzej i trudniej niż przedtem.
Warto więc jeszcze raz podkreślić, że tym razem alkoholik zaczyna wreszcie szukać pomocy na zewnątrz (w pewnym sensie uznając już swą bezsilność wobec alkoholu). Najchętniej jednak nadal by ukrywał przyczynę swej desperacji. Pod tym względem jest to wciąż ten samy dynamizm walki z problemem (a więc paradoksalnie, nadal jest podtrzymywane poczucie siły). „Wstyd mi, nie chcę się do tego przyznać, że sam sobie nie radzę. Pomóżcie mi, ale tak, aby nikt się niczego nie domyślał” - brzmiałyby słowa, gdyby pragnienie alkoholika, zwracającego się o pomoc, zostało głośno wypowiedziane.
Niekiedy bywa ono zresztą wypowiadane od razu, w progu poradni lub w pierwszym kontakcie telefonicznym.
Czyż więc nie byłoby lepiej leczyć alkoholików pojedynczo, terapeutyzując każdego indywidualnie, po cichu, przy szczelnie zasłoniętych storach, szeptem prosto do ucha?
Brzmi to kusząco i, trzeba przyznać, pokusie tej ulega nie tylko wiele osób z problemem uzależnienia od alkoholu (leków, narkotyków, hazardu, słodyczy), lecz także niejeden psychiatra lub psycholog, który obiecuje klientowi wyleczenie w rezultacie indywidualnej analizy problemu, w węższym lub szerszym kontekście innych problemów życiowych. Przeważnie jednak nie udaje się i to i alkoholik prędzej czy później wraca do picia (jeśli je w ogóle przerywa). Nie udało się to też Carolowi Jungowi, który ponad pól wieku temu próbował psychoterapii alkoholików. Dzięki swym porażkom Jung dał za wygraną uznając, że sam na sam w gabinecie z alkoholikiem, psychoterapeuta - nawet najlepszy - przegrywa z chorobą.
Dlaczego? Jung mógł jeszcze tego nie widzieć, w jego czasach nie było bowiem tylu „ozdrowieńców” co dzisiaj. Ogromna większość z nich przeszła „leczenie w grupie” - czy to w AA czy też w grupach terapeutycznych, wspólnotach klubowych lub religijnych. Przyjrzyjmy się celom i zadaniom terapeutycznym, jakie musiały na ogół (bardziej lub mniej świadomie) zostać postawione przed pacjentem i przez niego realizowane.
Przełamanie zaprzeczeń i zakłamania
Jedną osobę, nawet najbardziej przenikliwą i doświadczoną, może udać się zwieść, wciągnąć w swój system zaprzeczeń, usprawiedliwień, iluzji i pokrętnych, bardzo mądrych uzasadnień. Gdy słucha nas kilka lub kilkanaście osób, większe jest prawdopodobieństwo, że ktoś w grupie nie da się jednak zwieść naszemu rozumowaniu. Osoba taka zwróci nam uwagę na nierealistyczną ocenę samych siebie, naszego postępowania lub innych osób. Okazję do tego stwarzają między innymi informacje zwrotne od uczestników terapii i od terapeuty wypowiadającego się na końcu (by nie dyktować ani nie narzucać swoich spostrzeżeń i odczuć).
Szczere mówienie o sobie
Alkoholikowi trudno jest otworzyć się, nawet wobec jednej osoby, zdobyć się na szczerość i zacząć mówić o sobie - o tym, co działo się w życiu podczas picia i co dzieje się „tu i teraz” w czasie terapii. Same zachęty i namowy terapeuty mogą nie wystarczyć, by przełamać opór i lęk pacjenta. Pacjent poza tym może zwyczajnie NIE UMIEĆ mówić o wstydliwych i bolesnych sprawach. Fakt uczestnictwa w grupie, gdzie inne osoby mówią o sobie, sam przez nią stwarza warunki do nauczenia się tej trudnej umiejętności od innych. Indywidualna terapia nie daje tej możliwości, bo przecież terapeuta i pacjent nie mogą zamieniać się rolami.
Podejmowanie ryzyka - mówienie innym o własnych uczuciach
Proces terapii grupowej zawiera rozmaite elementy nastawione na wprowadzanie zmian w zachowaniu. Jednym z takich elementów są informacje zwrotne kierowane do kogoś, kto opowiedział o sobie lub wykonał zadanie zalecone przez terapeutę.
Przekazywanie informacji zwrotnych jest trudnym sposobem kontaktowania się z ludźmi. Widać to u każdego w pierwszych dniach kuracji odwykowej.
