Zgaduj dalej - Charlie Donlea - ebook + audiobook + książka

Zgaduj dalej ebook

Charlie Donlea

0,0
52,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Nowy, mistrzowsko skonstruowany thriller psychologiczny autora bestsellerowych thrillerów: Dziewczyna z Summit Lake i Domu samobójców.

Siedemnastoletnia Callie Jones zniknęła bez śladu. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. Ethan Hall, były detektyw, musi wrócić do mrocznej przeszłości i raz na zawsze odkryć prawdę o Callie. Stare dowody w sprawie nie wystarczą – potrzebne jest nowe, ryzykowne podejście. W tym samym czasie, dawna przyjaciółka Callie i dziś ceniona psycholożka – otrzymuje wstrząsającą wiadomość: „Zabiłem Callie Jones…”. Niespodziewanie kluczowe tropy pojawiają się w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Im głębiej Ethan brnie w sprawę, tym wyraźniej widzi, że tajemnica Callie splata się z jego własnymi demonami i sekretami, za które wciąż warto zabić.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 331

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: Guess Again

Copyright © 2025 by Tight Lines Holdings LLC

Copyright © 2026 by Grupa Wydawnicza FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Paulina Jeske-Choińska

Korekta: Agnieszka Czapczyk, Lidia Kozłowska

Skład i łamanie: Teodor Jeske-Choiński

PR & marketing: Sławomir Wierzbicki

ISBN: 978-83-8441-110-0

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA Mroczna Strona

mrocznastrona.pl

Dla Murfa – lidera, brata, przyjaciela

Tragedią życia nie jest to, że człowiek przegrywa, ale to, że prawie wygrywa.

Lato 2015 roku

Cherryview, Wisconsin

Kiedy odpiął guzik jej dżinsów, wiedziała od razu, że tej nocy straci dziewictwo.

Jego woda po goleniu zdawała się mocniejsza niż kiedykolwiek do tej pory. Czuła jego zapach już wcześniej, jak wtedy, podczas ich pierwszego pocałunku w samochodzie. Ale dziś, w jego mieszkaniu, kiedy leżał na niej z wargami przyciśniętymi do jej szyi, był on wyjątkowo odurzający. Świadoma każdego doznania i każdej emocji, próbowała się uspokoić, chłonąc jego zapach. Nie stresowała się specjalnie wizją utraty dziewictwa. Była zakochana i bardzo tego pragnęła. Jej niepokój wynikał raczej z braku doświadczenia – martwiła się, że jakkolwiek ten akt seksualny będzie wyglądał, to po prostu to schrzani.

Poczuła dłoń wsuwającą się w jej majtki. Doznania stały się bardziej intensywne, gdy delikatnie pociągnął je w dół. Uniosła biodra i nagle leżała na jego łóżku całkiem naga. Po raz pierwszy nie miała na sobie niczego w obecności mężczyzny. To się działo. To naprawdę się działo. I nigdy w życiu nie czuła się szczęśliwsza.

Przycisnął biodra do jej miednicy i wsunął się w nią. Wdychała gwałtownie powietrze z powodu szoku z tym związanego, ale ból został przyćmiony przez pewną myśl. Gdy objęła go ramionami, dotarło do niej, że powinna wyszeptać mu do ucha jego imię. Ale nie mogła tego zrobić. Jako gwiazda w licealnej drużynie siatkówki, zawsze nazywała go po prostu „trenerem”, a zwrócenie się do niego w taki sposób wydawało się teraz szalenie niestosowne i jeszcze bardziej przerażające. Zamiast tego zamknęła oczy i zdecydowała się na cichy jęk, gdy wepchnął się w nią jeszcze głębiej.

CZĘŚĆ PIERWSZAPowrót z emerytury

ROZDZIAŁ 1

Madison, Wisconsin

Czwartek, 22 maja 2025 roku

Ethan Hall był najstarszym studentem w grupie w szkole medycznej. Skończył trzydzieści sześć lat, gdy podczas pierwszego roku studiów poszedł na zajęcia z anatomii ogólnej. Teraz był czterdziestopięcioletnim lekarzem medycyny ratunkowej. Chociaż nie miał tych wszystkich lat doświadczenia zawodowego, jakimi cieszyli się inni lekarze po czterdziestce, Ethan był więcej niż kompetentny. W swojej grupie zajął zaszczytne pierwsze miejsce, co pozwoliło mu wybrać dowolną specjalizację. Zdecydował się na medycynę ratunkową, ponieważ wcześniejsza kariera przygotowała go do wszechobecnego chaosu, a gdzieś po drodze bałagan życia odcisnął się w jego DNA.

Lata wcześniej Ethan był agentem specjalnym DCI, Wydziału Dochodzeń Kryminalnych stanu Wisconsin, odpowiedzialnym za śledztwa w sprawie przestępstw popełnionych przeciwko dzieciom. Przez pewien czas satysfakcjonowało go zamykanie w więzieniach podludzi, którzy dopuścili się takich okrucieństw, ale praca stopniowo zbierała żniwo. Widział zdecydowanie zbyt wiele aktów przemocy skierowanej przeciwko najbardziej bezbronnym członkom społeczeństwa. „Zwycięstwo” w jego poprzednim zawodzie wciąż pozostawiało za sobą martwe dziecko, rodzinę pogrążoną w żałobie i sprawcę, który otrzymywał trzy posiłki dziennie i ciepłą poduszkę na noc. Przez dziesięć lat pracy dla wydziału utracił wiarę w ludzkość. Oddalił się tak bardzo, że zaczął gubić kontakt z rzeczywistością. W końcu zdecydował, że musi uciec po dziesięcioletnim, śliskim zboczu i wyrwać się z niebezpiecznej spirali, zanim pustka pochłonie go w całości. Zdecydował, że zmiana kariery jest konieczna, aby utrzymać zdrowie psychiczne, złożył więc wypowiedzenie i zgłosił się do szkoły medycznej.

Teraz, jako lekarz pogotowia ratunkowego, był w stanie pomagać swoim pacjentom, zanim umrą. To była odświeżająca zmiana i coś, czego jego życie desperacko potrzebowało. Po raz pierwszy od lat Ethan Hall uważał się za szczęśliwego człowieka.

Odsunął zasłonę w sali numer trzy ostrego dyżuru i zastał swojego pacjenta siedzącego na krześle przy łóżku. To było dość nieoczekiwane. Pacjenci zazwyczaj leżeli, gdy wchodził do pokoju. Dziwne było również to, że nie miał na sobie szpitalnego fartucha. Trzydziestoośmioletni – zgodnie z kartą informacyjną – mężczyzna siedział na krześle w koszulce, szortach i klapkach. W połączeniu z długimi blond włosami, które sięgały mu niemal do ramion, mógłby wylądować na okładce magazynu surfingowego. Ethan się uśmiechnął.

– Nazywam się doktor Hall.

– Cześć, doktorze. Christian Malone.

– Czy to pan jest pacjentem?

– Zgadza się. Po prostu nie daję rady przełknąć tego całego szlafroka i łóżka. No, chyba że coś jest ze mną bardzo nie tak. Wtedy nie ma problemu. W przeciwnym razie odbiera mi to godność i sprawia, że czuję się jak kretyn.

– W porządku – odparł Ethan, stukając w klawiaturę komputera, by wyświetlić dane medyczne mężczyzny. – Jakieś bóle brzucha?

– Miałem. Ale przeszło. Proszę posłuchać, nie chcę marnować pańskiego czasu. Miałem nieprzyjemny ból w plecach, więc przyszedłem dziś rano. Pielęgniarka powiedziała, że to kamień nerkowy, że lekarz zalecił leki przeciwbólowe, a potem wstrzyknęła mi morfinę i zawiozła na dół, na tomografię komputerową. Ale tuż przed podaniem morfiny ból ustąpił. Z dziesięciu do zera w ciągu kilku sekund. Ona jednak nalegała i podała mi tę morfinę, ponieważ stwierdziła, że ból ustąpił tylko dlatego, że znalazłem wygodną pozycję. Ale na razie nie powrócił.

Ethan wyświetlił wyniki tomografii komputerowej i zobaczył, że jego pacjent miał w pęcherzu kamień nerkowy, co wskazywało na to, że ten przebył już bolesną drogę przez moczowód.

– O, widzi pan? Przeszedł do mojego pęcherza – zauważył mężczyzna.

– Jest pan lekarzem? – zapytał Ethan.

– Nie, tylko technikiem z Kalifornii.

– Z Kalifornii? To co robi pan w Madison?

– Uciekłem z Doliny Krzemowej i teraz tu mieszkam.

– Witamy na Środkowym Zachodzie. Zakładam, że to nie jest pański pierwszy kamień nerkowy?

– Nie. Miałem kiedyś dwa inne. Boli jak cholera, dopóki to cholerstwo nie dotrze do pęcherza, ale po kilku dniach daje się wysikać. Próbowałem powiedzieć o tym pielęgniarce, ale i tak dała mi morfinę. Muszę przyznać, że szum jest fenomenalny.

Ethan się uśmiechnął. Christian Malone, trzydziestoośmioletni specjalista z Doliny Krzemowej, nagle zabrzmiał jak prawdziwy Kalifornijczyk.

– Przyjechał pan rano na ostry dyżur sam?

– Tak.

Ethan stukał w klawiaturę, wprowadzając notatki do programu.

– Nie mogę pozwolić panu na prowadzenie auta po podaniu morfiny. Będziemy musieli zatrzymać pana na kilka godzin, zanim będzie można dokonać wypisu.

– Zamówię sobie ubera.

– Musiałbym obserwować, jak wsiada pan do samochodu. W przeciwnym razie szpital poniósłby odpowiedzialność za wypisanie pana pod wpływem narkotyków.

– Niech pan da spokój, doktorze. Czuję się dobrze.

– Bo morfina właśnie tak działa. Człowiek w jednej chwili czuje się dobrze, a w następnej jest na haju życia.

– Nie może pan zrobić wyjątku? Siedzę tu od trzech godzin.

Ethan spojrzał na zegarek.

– Jest pan ostatnim pacjentem na mojej zmianie. Może postawię panu filiżankę kawy? Jeśli nadal będzie się pan czuł oszołomiony, sam odwiozę pana do domu.

– Jasne, doktorze. Zgadzam się na wszystko, byleby móc się wydostać z tego pokoju.

ROZDZIAŁ 2

Cherryview, Wisconsin

Czwartek, 22 maja 2025 roku

Odpuścili sobie kawę w szpitalnej kafeterii i podjechali na drive-thru Starbucksa, gdzie zamówili po pół litra czarnej kawy. Kiedy wrócili na drogę, Ethan skomentował wybór kawy przez Christiana.

– Żadnej waniliowej z mlekiem sojowym dla gościa z Kalifornii?

Christian się uśmiechnął.

– Piję tylko czarną przez cały dzień.

– Cały dzień?

– Niczego innego nie piję.

– Jeśli chce pan uniknąć kolejnego kamienia nerkowego, sugerowałbym dołożenie wody do swojej diety.

– Wezmę to pod uwagę – zapewnił Christian. – Proszę skręcić tutaj w prawo.

Ethan wjechał swoim Jeepem Wranglerem na pnącą się ku górze, krętą drogę, porośniętą drzewami ciągnącymi się wzdłuż wody i po pokonaniu kolejnej mili znalazł się na skraju jeziora Okoboji.

– Tam mieszkam – powiedział Christian, wskazując palcem.

Ethan spojrzał w stronę jeziora, gdzie nad brzegiem stał masywny dom. Poranne światło słoneczne odbijało się od dużych okien, które tworzyły jego tylną ścianę. Z obu stron tylnego patio prowadziły w dół schody, które przecinały szmaragdowozielony trawnik, by spotkać się z usypaną sztuczną plażą tuż nad brzegiem wody.

Ethan widział już ten dom. Każdy go widział. Był największym budynkiem nad jeziorem.

– To pański dom?

– Zgadza się. – Christian wskazał przez okno po stronie pasażera. – Proszę podjechać od północy, łatwiej dostać się do środka przez tylne wejście.

Ethan zawahał się przez chwilę, zanim zakręcił kierownicą i ruszył drogą wokół jeziora. Dziesięć minut później przejechał przez bramę przy tylnym wejściu do domu Christiana i zaparkował na podjeździe liczącym pięć wnęk garażowych.

– Dobrze się pan czuje? – zapytał.

– Owszem, choć mój szum już prawie uleciał. Proszę wejść do środka, dopije pan kawę, a ja pokażę panu dom.

Ethan podążył za Christianem przez masywne, podwójne drzwi od frontu i pokręcił głową na widok ogromu domu. Wnętrze stanowiło połączenie najnowocześniejszych osiągnięć i północnego Wisconsin.

– Usiądźmy z tyłu – zaproponował Christian.

Ethan przeszedł przez dom, zauważając na ścianach ekrany, które po dotknięciu przez mężczyznę wyświetlały wszystko, od stanu termostatu po muzykę. Po drodze zapalały się nad nimi światła, chociaż Ethan nie widział, by Christian dotykał jakiegokolwiek włącznika. Tył domu był nieprzerwaną sekwencją okien sięgających od podłogi po sufit, za którymi rozciągał się majestatyczny widok na jezioro.

– To jest niesamowite.

– Powinien pan to zobaczyć, gdy pada śnieg. Jedyna pora, kiedy go lubię, to kiedy siedzę w tym pokoju i każde okno jest białe od spadających płatków.

Christian minął wysokie szklane drzwi i wyszedł na zewnątrz, na patio. Ethan podążył za nim i po chwili usiedli przy stoliku.

– Upał w tym roku jest prawie nie do zniesienia – stwierdził Christian.

– Według prognoz będzie jeszcze gorzej – zauważył Ethan.

– Sama temperatura mi nie przeszkadza, to wilgotność mnie dobija.

– No dobra, jak to się stało, że technik z Kalifornii wylądował w Wisconsin? – zapytał Ethan. – Musi mi pan opowiedzieć tę historię.

Christian upił łyk kawy i spojrzał na jezioro Okoboji.

Kilka żaglówek ustawiało się pod różnymi kątami, a poranny wiatr wypełniał ich żagle. Warcząca motorówka ciągnęła za sobą narciarza wodnego.

– Założyłem firmę zajmującą się przechowywaniem i udostępnianiem plików online. Początkowo były to tylko pliki, ale potem doszły do tego zdjęcia i filmy. W zasadzie wszystko, co człowiek chce bezpiecznie przechowywać w chmurze, udostępniać innym użytkownikom i mieć do tego dostęp na każdym swoim urządzeniu.

Ethan zmrużył oczy.

– Jak CramCase?

– Tak, to właśnie to.

– CramCase to pańska firma?

– Była. Sprzedałem ją.

Ethan powoli pokiwał głową i uniósł brwi.

– Czytałem o tym w zeszłym roku. Czy nie sprzedała się przypadkiem za…

Christian skinął głową.

– Tak, za miliardy. – Nastąpiła krótka przerwa, po której Christian dokonał drobnej korekty. – Cóż, wiele miliardów.

– Cholera. I to pan był właścicielem tego wszystkiego?

– Nie, miałem tylko pięćdziesiąt jeden procent udziałów. Kod napisałem na studiach, w akademiku. Wtedy byliśmy tylko we dwóch, ja i mój współlokator. On wciąż działa w firmie, a ja nie mogłem już tego znieść. Wszyscy chcieliby być obrzydliwie bogaci, ale jest pewien próg zamożności, o którym niewielu ludzi wie. Po jego osiągnięciu, zwłaszcza podczas pracy dla spółki publicznej, traci się wolność, a nie zyskuje nic więcej. Miałem już dość kujonów z Ligi Bluszczowej, którzy mi mówili, co mam robić ze swoimi pieniędzmi i firmą. Cała ta sytuacja mnie dobijała i skradła moją pasję. Sprzedałem więc swoją część i wyniosłem się z Doliny Krzemowej.

– I wylądował pan w… Cherryview, w Wisconsin? Jak to się stało?

– Przez Chicago, ale to zupełnie inna historia.

Ethan skinął głową. Jego życie obrało podobną trajektorię, minus miliardy dolarów. Kiedyś też miał pracę, którą kochał, ale stracił do niej pasję.

– Wygląda na to, że dobrze sobie pan radzi – zauważył. – Zarówno w życiu, jak i po morfinie podanej przez moją pielęgniarkę. Jeśli chce pan, żebyśmy zbadali ten kamień, to możemy to zrobić. Sprawdzimy, z czego jest zrobiony. To pozwoli panu zmienić dietę i spróbować uniknąć kolejnego.

– Myślę, że po prostu pozwolę mu odpłynąć do morza po tym, jak opuści moje ciało, ale dzięki.

– Proszę dodać trochę wody do swojej codziennej rutyny. To naprawdę pomoże.

– Zrozumiałem. Dzięki za podwiezienie mnie do domu, doktorze.

– Nie ma za co dziękować.

– Wraca pan do szpitala?

– Nie. Wyjeżdżam z miasta. Mam kilka dni wolnego z powodu długiego weekendu.

– Zatem życzę bezpiecznej podróży. A kiedy pan już wróci, proszę kiedyś wpaść. Nie znam jeszcze wielu ludzi w tym mieście, a ten wielki dom wszystkich przeraża.

Ethan się uśmiechnął.

– Może rzeczywiście tak zrobię.

ROZDZIAŁ 3

Madison, Wisconsin

Czwartek, 22 maja 2025 roku

Mężczyzna kuśtykał korytarzem szpitala. Noga zrobiła się wiotka dość niedawno. Pomimo ostrzeżeń lekarza, że takie objawy są nieuchronne, pogorszenie okazało się dla niego zaskoczeniem. Nie czuł bólu, po prostu noga nie chciała podążać za tym, co nakazywał jej mózg. Utykał więc i używał wszystkiego, co było w pobliżu, aby pomóc sobie w utrzymaniu równowagi. Drzwi, przez które przeszedł do izby przyjęć. Wózka na korytarzu. Na ostatnim etapie podejścia do stanowiska pielęgniarek, również słupka monitora parametrów życiowych pacjenta. Złapał go w ostatniej chwili, kiedy był pewien, że zaraz się przewróci.

– Przepraszam bardzo – powiedział do pacjenta leżącego na łóżku, czekającego na transport w inne miejsce.

W końcu dotarł do stanowiska pielęgniarek i położył obie dłonie na blacie.

– Czy zameldował się pan w rejestracji? – zapytała pielęgniarka.

– Kazali mi po prostu tu przyjść.

– Nie. Muszą zebrać informacje na temat ubezpieczenia i umieścić pana w kolejce.

Nie był zaskoczony jej zmieszaniem. Wyglądał jak każdy inny facet zmierzający na ostry dyżur.

– Nie jestem pacjentem. – Sięgnął do kieszeni na piersi sportowej marynarki i wyciągnął odznakę. – Agent specjalny Pete Kramer z Wydziału Dochodzeń Kryminalnych stanu Wisconsin. Szukam Ethana Halla.

Pielęgniarka zawahała się przez chwilę.

– Wysoki, przystojny gość po czterdziestce. Ćwiczy i pozostaje w dobrej formie.

– Wiem, kim jest doktor Hall.

– Ach, no to doskonale. Jest gdzieś w pobliżu?

Pielęgniarka stuknęła w klawiaturę komputera. Poświęciła krótką chwilę na przeczytanie informacji na ekranie.

– Zmiana doktora Halla zakończyła się o siódmej rano.

– Skończył pracę o siódmej rano?

– Tak. W tym tygodniu miał nadgodziny. Od dwudziestej trzeciej do siódmej.

– Zatem wróci tu dziś wieczorem?

– Nie. Nie będzie go kilka dni. Wyjechał na urlop z okazji Dnia Pamięci.

– Kiedy wraca? – Pielęgniarka milczała, a Pete dostrzegł podejrzliwość malującą się na jej twarzy. – Proszę się nie martwić. Dobry lekarz nie miewa kłopotów. Jesteśmy starymi przyjaciółmi i jest mi winien przysługę.

Pete włożył odznakę z powrotem do kieszeni.

Pielęgniarka uśmiechnęła się niechętnie. Sprawdziła jeszcze raz harmonogram na komputerze.

– Doktor Hall wróci w środę. Dwudziestego ósmego.

– Dzięki. Miłego weekendu.

Pete Kramer wyszedł z izby przyjęć, utykając.

Wróci tu w przyszłym tygodniu.

ROZDZIAŁ 4

Madison, Wisconsin

Piątek, 23 maja 2025 roku

W piątek rano Ethan założył na głowę słuchawki Bose, przeprowadził ostatnią kontrolę przedstartową i uruchomił silnik samolotu Aviat Husky A-1C-200, który był w stanie wystartować z prywatnego lądowiska w Madison i wylądować na jeziorze na północy, gdzie znajdował się jego domek. Śmigło zaczęło się obracać, aż dla ludzkiego oka zmieniło się w mieniący się okrąg. Spojrzał na siedzącą obok pasażerkę i przypomniał jej, by wzięła głęboki oddech.

Maddie Jacobson zrelaksowała się dopiero wtedy, gdy lecieli na pułapie przelotowym ośmiu tysięcy stóp. I to z trudem. Podczas startu i lądowania była w rozsypce. Nienawidziła latać dużymi samolotami pasażerskimi, o dwuosobowym drobiazgu nawet nie wspominając.

Ethan poprawił mikrofon. Kiedy mówił, jego głos odbijał się echem w słuchawkach Maddie.

– Bułka z masłem – powiedział do niej.

Kobieta zamknęła oczy i skinęła głową.

Podkołował małym, dwuosobowym samolotem na pas startowy, po czym zgłosił się i zaczekał na pozwolenie od kontroli ruchu lotniczego. Gdy już je dostał, przesunął przepustnicę do pozycji startowej i rozpoczął rozbieg po pasie. Kiedy maszyna osiągnęła odpowiednią prędkość, Ethan pociągnął za drążek i wzniósł Husky’ego w powietrze. Dygotanie wywołane nierównościami na powierzchni pasa startowego zniknęło, zastąpione przez płynne przejście w powietrze. To była jego ulubiona faza lotu – moment oderwania od ziemi. Zawsze wypełniało go uczucie wolności. Sięgnął i ścisnął dłoń swojej dziewczyny. Maddie nie zareagowała, wciąż miała zamknięte oczy, ignorując go.

Polecieli na północ od Madison, wznosząc się na wysokość ośmiu tysięcy stóp. Wcześniej wprowadził plan lotu do odbiornika GPS Garmin na pokładzie, obrał kierunek północ–północny zachód i upewnił się, że niebo będzie bezchmurne przez następne dwie godziny, włączył więc autopilota, a w słuchawkach rozległa się jego ulubiona piosenka Jimmy’ego Buffetta, A Pirate Looks at Forty. Maddie w końcu otworzyła oczy i odetchnęła głęboko.

– Mam dobrą i złą wiadomość – powiedział Ethan przez słuchawki. – Zła jest taka: zostały nam dwie godziny lotu. A dobra: kiedy wylądujemy, będziemy mieli pięć dni tylko dla siebie.

Maddie spróbowała się uśmiechnąć.

– Docenię to wszystko, kiedy bezpiecznie wrócimy na ziemię.

– Przyjąłem.

Jedną z zalet medycyny ratunkowej była możliwość zaplanowania harmonogramu w taki sposób, aby pracował przez siedem dni w tygodniu z ośmiogodzinnymi zmianami w zamian za siedem dni wolnego. Czas tego przestoju służył mu do ładowania wewnętrznych baterii, co zapobiegało zawodowemu wypaleniu, a przez ostatnie dwa lata stosował się do tej zasady w zasadzie bez przerwy. Dni wolne spędzał na północy, a Maddie dołączała do niego, gdy tylko pozwalał jej na to grafik.

Ethan miał domek nad jeziorem Morikawa w północnym Wisconsin, na wschód od Duluth w Minnesocie i nieopodal brzegów jeziora Superior. Samo jezioro było własnością rezerwatu Bad River, a konkretnie plemienia Czipewejów. Domek Ethana był jednym z ośmiu znajdujących się nad jeziorem. Po podpisaniu traktatu o cesji ziemi, który przyznał ten obszar rządowi USA, został on zbudowany w latach dwudziestych poprzedniego wieku przez jego pradziadka. Przodkowie Ethana byli ostatnimi świadkami istnienia Hall Copper, przedsiębiorstwa wydobywczego, które zyskało na znaczeniu podczas boomu miedziowego pod koniec dziewiętnastego wieku, a następnie zbankrutowało podczas Wielkiego Kryzysu. Wszystkim, co pozostało po tym niegdyś dochodowym imperium, była chata rybacka rodziny Hallsów, położona nad brzegiem jeziora Morikawa.

Sponsorowany przez rząd program wykupu w połowie dziewiętnastego wieku umożliwił plemieniu Czipewejów odzyskanie ziemi od właścicieli za sowitą opłatą. Dziadek Ethana, wraz z siedmioma innymi mieszkańcami znad jeziora Morikawa, odrzucił hojną ofertę i zatrzymał domek dla rodziny. W rezultacie należał on do Hallsów, ale otaczająca go ziemia – w tym samo jezioro – była własnością plemienia Czipewejów.

Posiadanie nieruchomości wiązało się z koniecznością spełnienia wielu warunków. Najważniejszym było to, że naprawy i ulepszenia mogły być dokonywane w ramach konstrukcji, ale samego metrażu domku nigdy nie można było powiększyć, ponieważ otaczająca go ziemia należała do rdzennych Amerykanów. I to wyłącznie dzięki hojności członków plemienia Czipewejów Ethan mógł łowić ryby w jeziorze. Pomimo ograniczeń trzeba powiedzieć o korzyściach wynikających z takiego porozumienia. Ponieważ jezioro i otaczająca je ziemia były własnością rezerwatu, gwarantowało to, że nie zostaną tam wzniesione żadne inne zabudowania. W rezultacie Ethan miał praktycznie całe jezioro Morikawa tylko dla siebie.

Aby okazać swoją wdzięczność, w ciągu ostatnich kilku lat wypracował z rezerwatem pewną umowę. Po ukończeniu szkoły medycznej i rozpoczęciu rezydentury z medycyny ratunkowej Ethan zaoferował bezpłatną opiekę zdrowotną całemu plemieniu Czipewejów. Trzy razy w roku spędzał w rezerwacie cały tydzień, wykonując ogólne badania lekarskie, przepisując leki na cukrzycę i nadciśnienie, diagnozując choroby i problemy stomatologiczne oraz wypisując w razie potrzeby skierowania. W zamian Indianie szanowali Ethana i nikt nigdy mu nie przeszkadzał, gdy przebywał w swojej chacie. Plemię znało go jako miłego lekarza, który trzymał się od wszystkiego z dala i opiekował się nimi trzy razy w roku.

Po ponad dwóch godzinach lotu i pokonaniu trzystu mil Ethan dostrzegł w oddali jezioro Morikawa. Rozpoczął zniżanie. Nad wodą unosiła się delikatna bryza, która ułatwiała obserwację. Wiatr wiał z północy, a on ustawił się pod niego, szykując się do lądowania. Minął wierzchołki wysokich sosen i zredukował szybkość do niewiele przekraczającej prędkość przeciągnięcia, po czym wylądował sprawnie na środku jeziora. Silnik pracował na niskich obrotach, gdy maszyna kołowała w kierunku pomostu przed domkiem. Na jego końcu stał Kai Benjamin, lokalny kierowca z plemienia Czipewejów, który pomachał ręką, gdy Ethan się zbliżył.

Ethan poprowadził Husky’ego wzdłuż pomostu i zdławił obroty do jałowych. Wychodząc z kokpitu, rzucił Kaiowi linę, którą ten owinął wokół słupka, by zatrzymać dryfujący lekko samolot i go unieruchomić. Ethan sięgnął w głąb kokpitu i wyłączył silnik. Pomógł Maddie wydostać się z fotela pasażera i po chwili oboje stanęli na pływaku samolotu, rozkoszując się odgłosami otaczającej ich natury.

Domek Ethana mieścił się u wylotu rzeki Heaven’s River, w miejscu, gdzie bystrza wpadały do jeziora Morikawa. Wraz z Maddie słuchał teraz, jak woda omywa kamienie i odbija się echem od sosen wydmowych, które ich otaczały. Gdzieś od strony środka jeziora odezwał się samotny nur, a w listowiu wokół nich ćwierkały ptaki. Kai stał w milczeniu, pozwalając swoim przyjaciołom nacieszyć się tą spokojną chwilą i faktem przybycia w to majestatyczne miejsce.

Ethan się uśmiechnął i odetchnął świeżym powietrzem.

– Nie ma nic lepszego od tego.

– To miejsce jest jeszcze piękniejsze, gdy zabierasz ze sobą swoją lepszą połowę. Jest od ciebie ładniejsza i stanowi o wiele lepsze towarzystwo.

Maddie się roześmiała i wskoczyła na pomost.

– Dobrze cię widzieć, Kai.

Przytulili się w serdecznym uścisku.

– Pomogę ci ze sprzętem – oznajmił Kai.

– Dzięki. – Ethan otworzył drzwi bagażnika samolotu. Przeniesienie całego bagażu należącego do Ethana i Maddie – dwóch chłodziarek Yeti, toreb podróżnych, kilku zbiorników z benzyną, jedzenia i wody – oznaczało trzy rundy w obie strony. W końcu wszystko znalazło się na stopniach przed wejściem do domku. Kai był mężczyzną po siedemdziesiątce, z ciemną skórą spaloną słońcem. Ethan przestał już protestować, gdy mężczyzna oferował swoją pomoc. Indianin był silny jak wół i zawsze pozostawał skory do pomocy.

Ethan i Maddie schowali swój sprzęt, podczas gdy Kai zniknął w swoim pick-upie.

– Mam coś dla ciebie – oświadczył po powrocie. Trzymał w rękach długą włócznię do łowienia ryb. – Naostrzyłem ją i ponownie zamocowałem głowicę, aby była mocna i wytrzymała.

– Kai, naprawdę nie musiałeś tego robić.

– Ale chciałem.

W trakcie pierwszego tygodnia, kiedy Ethan prowadził swoją prowizoryczną klinikę dla Indian, zauważył nieprawidłowe wyniki badań krwi u Kaia. Dalsze badania ujawniły jakąś masę w jelicie mężczyzny. Gdyby nie została zdiagnozowana w porę, okazałaby się śmiertelna. Wspólnie z kolegą gastroenterologiem z Madison Ethan zorganizował jego operację i Kai był teraz zdrowy i silny. Na przestrzeni lat mocno się ze sobą zaprzyjaźnili.

Aby okazać swoją wdzięczność, Kai podarował Ethanowi wiekową włócznię do łowienia ryb, która przeszła przez trzy pokolenia Indian Czipewejów. Długi bambusowy kij zakończony był ostrzem wyrzeźbionym z kła morsa. Poruszony tym gestem Ethan zawiesił włócznię w ozdobnym miejscu na ścianie w głównym pokoju domku, gdzie oglądał ją za każdym razem, gdy wchodził do środka. Podczas ostatniego pobytu Ethana nad jeziorem Morikawa Kai zauważył, że kieł morsa się poluzował.

– Mogę? – zapytał teraz Kai.

– Ależ oczywiście.

Indianin podniósł włócznię i umieścił ją z powrotem na hakach ściennych, które zostały wykonane z kości słoniowej i również stanowiły podarunek od niego.

– Może w ten weekend w końcu jej użyjesz.

– Już jej używałem – odparł Ethan. – Ale wszystko, co kiedykolwiek nią trafiłem, to dno jeziora, dlatego zapewne końcówka była luźna.

– To wymaga cierpliwości i praktyki. W końcu jednak znajdziesz to, czego szukasz. Włócznia okaże się skuteczniejsza niż oszukańcze kije, których używasz. I nie muszę ci chyba przypominać, że do tej pory nigdy mnie nie pokonałeś w łowieniu.

– Czy to wyzwanie? – zapytał Ethan.

Obaj spojrzeli na Maddie, która przewróciła oczami.

– Śmiało, płyń – zawołała.

– Na pewno? – powiedział Ethan.

– O ile obiecasz przynieść sandacza na kolację.

– Obiecuję – odparł Ethan, po czym ruszył do drzwi.

Niczym dwójka dzieciaków, którym udało się wcześniej zwolnić ze szkoły, Kai zdjął włócznię ze ściany, a Ethan wyciągnął wędkę Loomis ze stojaka w pobliżu drzwi wejściowych. Kilka minut później pięćdziesięciokonny silnik zaburtowy Mercury wystrzelił łódź Crestliner Ethana ku środkowi jeziora. Wpłynęli do swojej ulubionej zatoki, w której zwykle roiło się od szczupaków i sandaczy.

Ethan zajął miejsce na pokładzie na dziobie i zarzucił wędkę z błystką. Kai zajął miejsce na rufie, badając wodę za pomocą starej włóczni uniesionej ponad ramię. Zajęło to zaledwie kilka minut. Ethan poczuł gwałtowne szarpnięcie wędki i pewnie pociągnął haczyk. Spojrzał na tył łodzi, żeby uśmiechnąć się do Kaia, ale zobaczył, że jego przyjaciel śledzi za łodzią cień przepływającego szczupaka. W tym samym momencie, kiedy Indianin uderzył włócznią o wodę, kołowrotek Ethana zatrzeszczał, gdy ryba podjęła walkę wymagającą jego uwagi. Wrócił do pracy, unosząc czubek wędki wysoko w powietrze, aby przyciągnąć rybę bliżej, a następnie opuścił ją z powrotem w dół, kręcąc kołowrotkiem, by zwinąć żyłkę, na której trzymała się duża ryba.

I tak po prostu Ethan się zrelaksował. Po kilku minutach spędzonych na wodzie, w trakcie łowienia, odpłynął jego niepokój związany ze zbliżającą się rozprawą o zwolnienie warunkowe człowieka, który zabił jego ojca i prawie odebrał życie Maddie.

Przynajmniej przez długi weekend Dnia Pamięci Ethan Hall zamierzał pozostać człowiekiem wolnym od zmartwień.

ROZDZIAŁ 5

Madison, Wisconsin

Środa, 28 maja 2025 roku

Ethan miał na sobie błękitny kitel i siedział przy komputerze za stanowiskiem pielęgniarek – dużą, kwadratową recepcją, która zajmowała środek oddziału ratunkowego. Minęła godzina pracy podczas jego pierwszej nocnej zmiany od czasu powrotu z urlopu i długiego weekendu z Maddie. Otworzył tabele, aby sprawdzić wyniki laboratoryjne i uzupełnić dane pacjentów, których już wypisał. Pracował nad listą nazwisk, aż dotarł do Christiana Malone’a, technologicznego guru z Kalifornii. Aby uniemożliwić mężczyźnie powrót do domu pod wpływem morfiny, Ethan nie wypełnił jego formularza przed wyjazdem na weekend.

Teraz otworzył jego kartę i dopisał wcześniejszą historię Christiana, związaną z kamicą nerkową i stylem życia polegającym na piciu samej kawy przez cały dzień, bez picia wody.

– Odszedłeś z wydziału, aby zostać lekarzem, ale teraz siedzisz i pijesz kawę przy komputerze o północy, jak za dawnych czasów.

Ethan nie musiał odwracać głowy, by wiedzieć, do kogo należał ten głos. Partnerem Pete’a Kramera był w wydziale przez dość długi czas, zanim ten zdecydował się przejść na emeryturę. Uśmiechnął się i powoli obrócił krzesło. Pete stał, wspierając się łokciami o blat stanowiska pielęgniarek. Miał na sobie swoją zwyczajową sportową marynarkę bez krawata. Ethan nigdy nie widział go ubranego w cokolwiek innego.

– Ślicznie się prezentujesz w kitlu. Zupełnie jak doktor McDreamy z Ostrego dyżuru.

– To chyba było w Chirurgach, ale dzięki – odpowiedział Ethan.

– Myślałem, że przestałeś być agentem specjalnym, żeby móc leczyć pacjentów i ratować świat. A ty grasz sobie w pasjansa na komputerze.

Ethan nadal się uśmiechał. Nikt nie potrafił rzucać lepszych docinków niż Pete Kramer.

– I, jak pamiętam – ciągnął Pete – odszedłeś również z powodu fatalnych godzin pracy. Ale nos mi podpowiada, że minęła ledwie godzina twojej nocnej zmiany, która z pewnością spieprzy poziom melatoniny i rytm dobowy. Uważam zatem, że zarabiasz teraz więcej, ale nadal wyciągasz krótszą słomkę.

– Decyduję się na pracę w nocy, ponieważ daje mi to czas po przepracowaniu całego tygodnia.

– Masz na skroniach trochę siwizny, której nie pamiętam z czasów, kiedy pracowaliśmy razem.

– Dziesięć lat robi swoje. – Ethan wstał i uśmiechnął się szerzej. – Co ty tutaj robisz, do cholery, Pete?

– Czy człowiek nie może już odwiedzić swojego starego przyjaciela bez ukrytych motywów?

Ethan wiedział, że Pete Kramer był na jego dyżurze wyłącznie z ukrytych motywów. Kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi, ale te relacje się pogorszyły, odkąd Ethan porzucił ich współpracę, by zacząć studiować medycynę.

– Właśnie zacząłem zmianę, Pete. Mamy ostry dyżur pełen pacjentów. Czy to nagły przypadek? Nie możesz zaczekać do jutra?

Ethan patrzył, jak jego stary partner się prostuje i odrywa łokcie od blatu. Zrobił kilka kroków w lewo, co pozwoliło mu zauważyć głębokie utykanie Pete’a. A teraz, gdy przyjrzał się z bliska, zauważył popielaty odcień na jego twarzy.

Ethan uniósł powoli podbródek.

– Jesteś chory, Pete?

– Gorzej, stary. Umieram i potrzebuję przysługi, zanim umieszczą mnie sześć stóp pod ziemią.

ROZDZIAŁ 6

Madison, Wisconsin

Środa, 28 maja 2025 roku

– ALS? – powtórzył Ethan, siedząc z Pete’em w gabinecie lekarskim. Wyjaśniało to utykanie i subtelne seplenienie, które Ethan usłyszał, gdy jego stary przyjaciel mówił.

– Stara, dobra choroba Lou Gehriga. Każdy specjalista, u którego byłem, powiedział, że to prawdziwy sukinsyn. Większość ludzi nie dożywa trzech lat. Co ty o tym wiesz, E? I nie przesładzaj.

Ethan wiedział aż nazbyt wiele o stwardnieniu zanikowym bocznym. Była to postępująca choroba układu nerwowego, na którą dotąd nie znaleziono lekarstwa ani żadnych skutecznych metod leczenia. Otrzymanie diagnozy ALS było podobne do otrzymania aktu zgonu. Jedyną zmienną było to, jak długo potrwa ta śmierć. Utykanie i seplenienie Pete’a były prawdopodobnie pierwszymi widocznymi objawami. Ethan wiedział, że są jeszcze inne, cicho skradające się w ciele Pete’a, które wkrótce dadzą o sobie znać.

– Nie jest dobrze – powiedział w końcu Ethan.

– Jak szybko to postępuje?

– U każdego inaczej. Oddychasz dobrze?

Pete pokręcił głową.

– Cały czas brakuje mi tchu. I to nie od wysiłku. Czasami po prostu oglądam telewizję i nagle ciężko mi złapać oddech.

Ethan rozważał przez chwilę trzymanie języka za zębami, ale wiedział, że stary partner go zwymyśla.

– To jest złe, Pete. Kiedy dostaje się do płuc… jest paskudne i postępuje szybko. – Ethan zrobił pauzę. – Przykro mi.

– Nie mówisz mi niczego, czego już wcześniej nie przeczytałem. Chyba po prostu chciałem to usłyszeć od kogoś, komu ufam.

Gdyby jego przyjaciel przeżył jeszcze kolejny rok, Ethan byłby oszołomiony.

– Są dostępne jakieś dziwactwa? – zapytał Pete. – Medycyna wschodnia, komórki macierzyste czy inne eksperymentalne bzdury?

– To nie jest moja działka, Pete. Ale mogę cię skontaktować z kilkoma specjalistami, których znam. Zobaczymy, czy powiedzą ci coś innego.

Pete pokręcił głową.

– Byłem u najlepszych w Milwaukee, Chicago i Cleveland. Spędziłem nawet tydzień w Mayo. Wszyscy mówili mi to samo.

– Podali ci jakieś ramy czasowe?

– Żaden nie był szczegółowy, ale wygląda na to, że około roku. Za dziewięć miesięcy gówno trafi w wentylator, jeśli moje oddychanie będzie się pogarszać. Respirator i tym podobne bzdury.

– Przykro mi, Pete. Nie wiedziałem, że jesteś chory, inaczej bym się do ciebie odezwał.

Pete upił łyk kawy.

– Nie rozczulaj się nade mną, dzieciaku. Nie wpadłem tu po twoje łzy. Ale mam nadzieję, że moja sytuacja pomoże ci wpłynąć na twoją decyzję.

Ethan uniósł podbródek.

– Decyzję w kwestii czego?

– Przysługi, której od ciebie potrzebuję.

ROZDZIAŁ 7

Madison, Wisconsin

Środa, 28 maja 2025 roku

Ethan uniósł brwi.

– O jaką przysługę chodzi, Pete?

– Tego roku, kiedy odszedłeś z wydziału, zostałem przydzielony do pewnej sprawy. Zaginęła młoda dziewczyna, Callie Jones. Zniknęła bez śladu z Cherryview. Pamiętasz to?

Ethan odszedł z Wydziału Dochodzeń Kryminalnych w dwa tysiące piętnastym roku. Był wtedy na pierwszym roku medycyny. Niewiele zapamiętał z tamtych czasów poza laboratorium anatomii.

– Nie.

– Mówili o tym w wiadomościach. Nie pamiętasz?

Pogarda Pete’a dla zmiany kariery Ethana była wciąż wyczuwalna, nawet dekadę później, a Ethanowi nie zależało na powtarzaniu starych argumentów.

– Podaj mi jakieś szczegóły, może coś mi się przypomni.

– Ojciec dziewczyny był bogatym biznesmenem, który został później senatorem stanowym. Ona sama była gwiazdą siatkówki tuż przed klasą maturalną. Ładna, czarująca, miała zostać lekarką. Trzymała świat za jaja. Potem, latem dwa tysiące piętnastego, po prostu zniknęła.

Ethan powoli skinął głową.

– Tak, teraz sobie przypominam.

– Cieszę się, że w wieku trzydziestu iluś tam lat potrafiłeś wystawić głowę znad podręczników i zauważyć, co się dzieje na świecie.

– W sierpniu zacząłem studia medyczne. Co to za przysługa, Pete?

– Naprawdę ciężko pracowałem nad tą sprawą. Podchodziłem do niej z każdej strony, nigdy nie zrobiłem sobie przerwy. Sprawa trafiła na półkę. Siedziałem nad nią ponad rok, dopóki szef nie przydzielił mnie do innej. Mimo to nie przestałem kopać. Robiłem to przez pięć lat. I nawet po tym czasie, kiedy byłem pomiędzy różnymi sprawami, wracałem do Callie Jones i przeglądałem jej akta, bo wiedziałem, że jest w nich coś, czego potrzebuję.

Ethan skinął głową.

– Ciężko odpuścić sobie takie zagadki.

– Nie rozumiesz koncepcji takich zagadek, bo nigdy ich nie miałeś. Byliśmy partnerami przez dziesięć lat, co stanowiło dla ciebie całą kadencję w wydziale. W tym czasie miałeś stuprocentową skuteczność. Nie udawaj więc, że rozumiesz, jak to jest pracować nad taką zagadką, doktorze Kłamczuszku.

– Co to za przysługa? – Ethan ponowił pytanie.

– Callie Jones wróciła.

– Wróciła? Znalazłeś ją?

– Nie, to ona znalazła mnie. Zaangażowałem się w tę sprawę w takim stopniu, że ta dziewczyna wsiąkła zupełnie w moją psychikę. Kiedy nad tym pracowałem, znałem ją tak dobrze, że zacząłem o niej śnić. Potem te sny zmieniły się w koszmary i wkrótce Callie Jones zaczęła mnie nawiedzać. Pojawiała się w każdym moim śnie, błagając o pomoc. Zajęło to lata, zanim te sny wreszcie się skończyły.

– A teraz wróciły?

Pete przekrzywił głowę.

– Za każdym razem, gdy zamykam oczy. Dziewczyna prawdopodobnie wie, że umieram, bo odkąd przymiażdżyli mnie diagnozą, Callie Jones jest ze mną każdej nocy, kiedy kładę się spać. To prawie tak, jakby wiedziała, że jestem jedyną osobą na tej planecie, która wciąż szuka prawdy. A kiedy ta przeklęta choroba mnie zabierze, nikt inny nie ruszy już palcem, by ją znaleźć.

– Jaka to przysługa, Pete? – zapytał Ethan po raz ostatni.

– Chcę, abyś spojrzał na akta Callie Jones i ponownie wykorzystał swój stuprocentowy wskaźnik rozwiązanych spraw. I niech uda ci się po raz ostatni.

ROZDZIAŁ 8

Madison, Wisconsin

Czwartek, 29 maja 2025 roku

Dzień po tym, jak Pete Kramer pojawił się u niego na oddziale, Ethan wszedł do hotelu Edgewater w centrum Madison. Nie miał pojęcia, co go tam czeka, ale ostatecznie zgodził się spotkać ze swoim dawnym partnerem i wysłuchać, co ma do powiedzenia w sprawie Callie Jones. Gdyby Pete nie wspomniał o diagnozie ALS, która zawisła niczym kamień na jego szyi, Ethan nawet by nie rozważył udzielenia mu pomocy w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat. A jednak się tam znalazł, częściowo zaintrygowany, głównie poirytowany i wciąż dręczony poczuciem winy z powodu zerwanej przyjaźni z Pete’em Kramerem.

Po wejściu do lobby ujrzał Pete’a siedzącego na kanapie. Podniesienie się z niej wymagało od mężczyzny naprawdę sporo wysiłku. Ethan pomyślał, by zasugerować mu korzystanie z laski, wiedział jednak, że jego twardogłowy były partner wolałby wykąpać się w kwasie, niż aby ktokolwiek zobaczył go wspierającego się na lasce.

– Co tam masz na sobie, kolego? – zapytał Pete, gdy Ethan podszedł bliżej.

Ethan spojrzał na swój strój.

– Właśnie skończyłem zmianę.

– Mamy się z kimś spotkać, dzieciaku. Nie mogłeś założyć prawdziwego ubrania?

– Twoja wiadomość była dość enigmatyczna, Pete. Napisałeś tylko o spotkaniu w Edgewater. Byłem spóźniony, więc od razu tutaj przyjechałem. Chcesz, żebym wrócił do domu i się przebrał?

Pete pokręcił głową.

– Nie, ale wyświadczysz mi przysługę? Bądź dziś śledczym i zrezygnuj z ratowania świata na ten jeden dzień. Możesz to dla mnie zrobić?

– Pete, daję ci trochę przestrzeni na bycie dupkiem tylko dlatego, że wciąż noszę w sobie irracjonalne poczucie winy za to, że postanowiłem uczynić swoje życie lepszym, odchodząc z wydziału. Otrzymałeś gówniane rozdanie z tym ALS, a ja staram się jak mogę, by pomóc ci w każdy możliwy sposób. Ale nie zamierzam się powtarzać. Odczep się ode mnie, od mojego życia i roboty albo stąd wyjdę i więcej mnie nie zobaczysz.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

CZĘŚĆ PIERWSZA. Powrót z emerytury

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Dedykacja

Epigraf

Meritum publikacji