Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy czujesz, że Twoje ciało jest w ciągłej gotowości i napięciu, jak tygrys przyczajony do ataku? Serce przyspiesza bez powodu. Budzisz się w nocy i nie możesz zasnąć. Zmęczenie wraca szybciej niż energia, a kolejna kawa nie pomaga...
A może zauważasz, że tyjesz, puchniesz, choć przecież jesteś na diecie i ćwiczysz? Że dopada Cię mgła mózgowa, rozdrażnienie, masz problemy z koncentracją, a rano wstajesz bardziej zmęczony, niż się położyłeś? Może masz problem z zajściem w ciążę lub spadło Ci libido, a seks nie daje przyjemności jak kiedyś ?
Myślisz może, że nie da się inaczej, bo praca, dzieci, obowiązki, wymagający szef... Że to tylko chwilowy stres, że przecież każdy dzisiaj żyje w biegu, że to zaraz minie i odpoczniesz w weekend?
A co, jeśli to, co dziś nazywasz „stresem”, jest czymś znacznie głębszym — biologicznym przeciążeniem, które dzień po dniu wyniszcza Twoje ciało?
W tej książce, od której nie będziesz mogła się oderwać, poznasz historie pacjentów, które mogą przypominać Twoją:
Ich codzienność zmieniła się dopiero wtedy, gdy przestali zwalać wszystko na „takie życie” czy „zmęczenie" i nauczyli się, jak rozpoznać prawdziwe przyczyny.
Jeśli i Ty masz dość bycia w ciągłym trybie „przetrwania”, ta książka Ci w tym pomoże. Pokazuje prawdę, której nikt – w tak prosty sposób, a jednocześnie tak rzetelnie, jak robi to dr Cubała – nie tłumaczy.
Zrozumiesz w końcu:
Dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska — autorka “Ciężar korony, czyli dlaczego niektórzy nie mogą wyzdrowieć” i bestsellerowej książki „Jelitowa rewolucja” — odkrywa prawdę o "epidemii" naszych czasów. W tej książce dowiesz się, co dewastuje nie tylko Twoją psychikę, lecz dosłownie zmienia biochemię Twojego ciała. Zainspirowana historiami pacjentów ze swojego gabinetu, dr Cubała poprowadzi Cię przez fascynujący świat subtelnych zależności — tych drobnych elementów, które wydają się nie mieć znaczenia, a w rzeczywistości działają jak "efekt motyla", powodując po cichu ogromne zmiany w naszym życiu i niszcząc dzień po dniu nasze ciało.
Wraz z książką otrzymasz dostęp do 21 BONUSÓW:
Jeśli jesteś zmęczona życiem na ostatnich oparach, chcesz odzyskać sen, spokój, energię i poczucie kontroli nad własnym ciałem; jeśli czujesz, że pędzisz na "autopilocie" przed siebie i chcesz zatrzymać ten pędzący pociąg, zanim będzie za późno – ta książka jest właśnie dla Ciebie.
Nie czekaj, aż wypalenie stanie się Twoją codziennością i nie dasz rady już wstać z łóżka. To jest właśnie moment, żeby w końcu odzyskać siebie, bo Twoje ZDROWIE to Twoje największe BOGACTWO.
Twoje zdrowie jest cenniejsze niż miliony, a masz je przecież tylko JEDNO.
Opinie
To książka, która wreszcie pokazuje, że wypalenie i depresja to nie słabość, ale efekt przeciążonego organizmu, który od lat błaga o zrozumienie. Dr Cubała w prosty i genialny sposób odsłania mechanizmy decydujące o naszym zdrowiu psychicznym, fizycznym i metabolicznym. To realne narzędzie neuroregeneracji dla każdego, kto żyje w świecie presji i deadline’ów. To przewodnik, który pozwala zrozumieć, dlaczego ciało przestaje nadążać i jak zacząć wreszcie je wspierać. Ta książka naprawdę może uratować życie.
Karol Wyszomirski Trener zdrowia i wysokiej efektywności, autor bestsellerów z serii BIOHACKING & NEUROHACKING
Jako przedsiębiorcza mama z ADHD i mózgiem, który nie zna hamulca, żyłam w trybie "ON", aż poczułam, że już nie daję rady. Ta książka to był wstrząs. Dr Cubała, znająca smak pracoholizmu, nie daje pustych rad, lecz szczerą instrukcję obsługi przeciążonego organizmu. Wreszcie zrozumiałam, dlaczego moje ciało odmawia posłuszeństwa. Jeśli czujesz, że żyjesz w trybie ciągłego przeciążenia – to może być najważniejsza książka, jaką przeczytasz w tym roku.
Eliza Anna Galon, eBOOKnij to Strategiczne książki budujące biznes ekspercki, wsparcie wydawnicze Autorów, globalna dystrybucja książek, ebooków i audiobooków
Książka „Zdrowie warte miliony" trafia w sedno problemów współczesności. Wypalenie zawodowe i chroniczny stres przestały być jednostkowym problemem – stały się epidemią naszych czasów. Autorka z autentyczną empatią pokazuje, jak nadmiar obowiązków, presja społeczna i uzależnienie od technologii niszczą nasz organizm. To przewodnik, który powinien trafić w ręce każdego zmęczonego i wyczerpanego człowieka!
dr Bartłomiej Machnik Komunikacja wizerunkowa w sieci, Boss Branding, Public Relations
O autorze
Lekarz z wieloletnim doświadczeniem, ekspert łączący medycynę akademicką z naturalną, dietetyk i obesitolog. Członek zarządu prestiżowego stowarzyszenia naukowego w USA. Uczestniczka, wykładowczyni i współorganizatorka międzynarodowych konferencji medycznych w Polsce, Europie i Stanach Zjednoczonych.
Jest lekarzem z powołania — od dziecka marzyła o tym zawodzie. Dla niej medycyna ma tylko jeden wymiar – taki, jaki miała dla Hipokratesa: całościowe spojrzenie na człowieka i jego zdrowie. Na pacjenta patrzy holistycznie — łączy pozornie niepasujące elementy i wprowadza precyzyjnie zaplanowane etapy leczenia, poprawiając jakość życia swoich podopiecznych i ich bliskich.
Obecnie, wraz z zespołem lekarzy i naukowców amerykańskich, opracowuje publikacje dotyczące wpływu czynników zakaźnych na choroby neurorozwojowe. Autorka trzech książek, w tym bestsellera „Jelitowa rewolucja”, oraz wielu szkoleń i ebooków poświęconych zdrowiu jelit i chorobom przewlekłym. Inicjatorka projektu „Zdrowie cenniejsze niż miliony”. Regularnie występuje w mediach — telewizji, radiu i podcastach — zapraszana jako ekspertka w dziedzinie zdrowia.
Spis Treści
WSTĘP
ROZDZIAŁ 1 SUKCES, KTÓRY KOSZTOWAŁ ŻYCIE
Karōshi – śmierć z wyczerpania
Wypalenie zawodowe może zakończyć się chorobą ciała
ROZDZIAŁ 2 STRES. TYGRYS, KTÓRY NIE ZNIKA
Eustres i dystres – dwie twarze napięcia
Błędne koło stresu
Śmierć kibica i adrenalina jak narkotyk
Kortyzol a choroby przewlekłe
Zegar biologiczny tyka inaczej niż zegarek
ROZDZIAŁ 3 W PRZYCHODNI – SUPLEMENTY I BADANIA PRZY PODWYŻSZONYM KORTYZOLU
Preparaty wspomagające nadnercza
Badania dla osób w stresie
ROZDZIAŁ 4 NAGRODA, MOTYWACJA, UZALEŻNIENIE – CAŁA PRAWDA O DOPAMINIE
Detoks dopaminowy – jak odzyskać równowagę
ROZDZIAŁ 5 ZABURZENIA SNU
Zatruci niebieskim światłem
Melatonina – strażniczka snu
Rytm dobowy – wewnętrzny zegar
Wolne rodniki – niewidzialni niszczyciele
Architektura snu
Walka o oddech, czyli obturacyjny bezdech senny
ROZDZIAŁ 6 FIBROMIALGIA – TAJEMNICZA CHOROBA NASILANA PRZEZ STRES
CBD, PEA i endokannabinoidy – nowe oblicze medycyny przeciwzapalnej
ROZDZIAŁ 7 DZIECI, KTÓRE ZAPOMNIAŁY, JAK SIĘ CIESZYĆ
Jak stres wpływa na odporność?
ROZDZIAŁ 8 CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE? NA SKRAJU WYPALENIA
ROZDZIAŁ 9 HIPOGLIKEMIA – JAK STRES WYWOŁUJE SPADKI ENERGII?
ROZDZIAŁ 10 ERGONOMIA PRACY – WIĘCEJ NIŻ WYGODA
ROZDZIAŁ 11 PANI AGATA – GDY CIAŁO MÓWI „DOŚĆ”
Anemia ma różne przyczyny w tym stres
Metoda pomodoro
ROZDZIAŁ 12 CZY KTOŚ, KTO NIE CHODZI DO PRACY MOŻE CZUĆ SIĘ WYPALONY?
Hashimoto
ROZDZIAŁ 13 GRANICE I WYPALENIE 257 Granice dla pracowników
Granice dla przedsiębiorców
Granice w związku
Unikaj toksycznych osób
ROZDZIAŁ 14 STRES A HORMONY PŁCIOWE
PCOS hormonalna odpowiedź na przeciążenie
Kiedy kortyzol odbiera męskość 296 Insulinooporność siostra hiperkortyzolemii
ROZDZIAŁ 15 JAK WRÓCIĆ DO SIEBIE
Ikigai – powód, by wstać rano z uśmiechem
ROZDZIAŁ 16 ĆWICZENIA WSCHODU – ODDECH, NERW BŁĘDNY I MOC REGENERACJI
Qigong – chiński klucz do młodości
Moja historia wypalenia
Nerw błędny i oddech – duet, który wycisza stres
Metoda Feldenkreisa 354 Ruszamy w tango, uwolnimy oksytocynę i endorfiny
ROZDZIAŁ 17 CO DAJE NAM MEDYTACJA
Medytacja uważności (mindfulness) – bądź czujny!
Ho’oponopono magia hawajskiej piosenki
Metoda Sedony – sztuka puszczania emocji
Metoda Dawida Hawkinsa
Dziennik wdzięczności
ROZDZIAŁ 18 WYPRAWA NA KARAIBY
Sztuka życia według Mistrza Rafała Olbińskiego
ROZDZIAŁ 19 POWRÓT DO SIEBIE
Jak dopaminę zmienić w endorfiny
Rozmowa z Wojtkiem – historia człowieka, który wybrał życie
ZAKOŃCZENIE
Czuła opieka nad sobą
EPILOG
DODATKI
BIBLIOGRAFIA
Książka wydana przy wsparciu eBOOKnij to - dystrybutora książek, ebooków, audiobooków do sieci księgarń, hurtowni i platform sprzedażowych
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 253
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska
ZDROWIE
JEST CENNIEJSZE
NIŻ
MILIONY
POKONAJ STRES I WYPALENIE,WYLECZ SIĘ Z CHORÓB I ŻYJ PEŁNIĄ ŻYCIA!
Copyright© 2025 Magdalena Cubała-Kucharska
ISBN: 978-83-972235-3-0
Książka powstała przy wsparciu eBOOKnij to
Redakcja i korekta:
Klaudia Chalczyńska-Cieślak
Skład i grafika:
Dorota Bębenek – Literackie Atelier
Projekt okładki:
Maciej Pieda – Pieda Art Design
Dystrybucja:
eBOOKnij to
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, rozpowszechniana ani przesyłana w jakiejkolwiek formie i za pomocą jakichkolwiek środków, w tym kserokopiowania, nagrywania ani innych metod elektronicznych lub mechanicznych, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, z wyjątkiem krótkich cytatów zawartych w recenzjach i niektórych innych zastosowań niekomercyjnych, wtedy zawsze z oznaczeniem autora i tytułu.
Autor oraz wydawca dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były rzetelne i kompletne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawca nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce.
* * * * *
Książka Zdrowie jest cenniejsze niż miliony trafia w sedno problemów współczesności. Wypalenie zawodowe, chroniczny stres i zaburzenia zdrowia psychicznego przestały być jednostkowym problemem – stały się epidemią naszych czasów. Autorka pokazuje z autentyczną empatią, jak nadmiar obowiązków, presja społeczna i uzależnienie od technologii niszczą nasz organizm. Przewodnik, który powinien trafić w ręce każdego zmęczonego i wyczerpanego człowieka!
dr Bartłomiej Machnik
Komunikacja wizerunkowa w sieci,
Boss Branding, Public Relations
* * * * *
Coraz więcej osób boryka się z przewlekłym stresem. To problem, który często objawia się w postaci nieprzespanych nocy, wahań poziomu energii, a nawet depresji i wypalenia zawodowego.
Dr Cubała z nutką dobrego storytellingu świetnie wyjaśnia biologiczne mechanizmy rządzące naszym ciałem, aby unaocznić czytelnikowi kluczowe aspekty zdrowia.
Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy chcą działać zgodnie z zasadą „lepiej zapobiegać, niż leczyć”.
Jakub Mauricz,
Dietetyk, edukator, przedsiębiorca, mauricz.com
* * * * *
Nieprawdopodobna jest dziś ilość stresu, jakiej doświadczamy przez kontakty międzyludzkie i media społecznościowe. W tej książce wyjaśnione jest po ludzku, że depresja i lęk to nie tylko „psychika, która sobie nie radzi”, lecz realny, fizjologiczny problem, który może niszczyć nasze ciało i prowadzić do konkretnych chorób – takich, które można leczyć. Dlatego nie pozwólmy sobie wmówić, że jeśli coś nas boli, to „nam się wydaje”. Możemy działać skutecznie, aby ustrzec się przed konsekwencjami przewlekłego stresu i odzyskać realną równowagę w życiu. I właśnie to znajdziecie w tej książce – zapraszam do lektury wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć swój organizm i odzyskać kontrolę nad własnym życiem.
Ilona Adamska, Imperium Kobiet
Nie goń za szczęściem
Bo go nie dogonisz
Nie czekaj na nie
samo nie przyjdzie
Odwróć się – spójrz
Stoi obok Ciebie
Uśmiecha się do Ciebie,
Chce byś je dostrzegł
W drzewie przed oknem
W śpiewie ptaków
W mruczącym futrze kota
W oczach życzliwych ludziach
W swoim silnym mądrym ciele
Teraz weź je za rękę,
Bo ono właśnie na to czeka
I idźcie razem
W codzienność
Magdalena Cubała-Kucharska
Z podziękowaniami dla mojego męża Alberta Kucharskiego. Jesteś moim Słońcem.
Wypalenie – epidemia, o której milczymy.
Jeszcze kilka lat temu mówiono o nim półgłosem. Dziś stało się zjawiskiem pokoleniowym.
Wypalenie zawodowe nie dotyczy już tylko lekarzy, nauczycieli czy menedżerów korporacyjnych. To choroba cywilizacyjna XXI wieku – cicha, postępująca, niewidoczna w wynikach badań laboratoryjnych, ale dramatycznie obecna w oczach pacjentów, którzy przychodzą do gabinetu z bezsennością, brakiem energii, drażliwością, wypadaniem włosów i… utratą sensu.
Według raportu prof. Dominiki Maison z września 2025 roku aż 64% Polaków przyznaje, że doświadcza objawów wypalenia zawodowego – to najwyższy wskaźnik w historii badań nad dobrostanem psychicznym w naszym kraju. Raporty Hays, ManpowerGroup i Michael Page pokazują podobny obraz: ponad połowa Polaków czuje się codziennie zestresowana, a co trzeci specjalista przyznaje, że nie potrafi już czerpać satysfakcji z pracy. Zjawisko to szczególnie dotyka kobiet oraz młodszych pokoleń – ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją karierę.
Najświeższe dane z raportu UCE Research i platformy ePsycholodzy.pl Polacy na granicy wypalenia zawodowego są jeszcze bardziej alarmujące: 78,3% aktywnych zawodowo Polaków dostrzega u siebie co najmniej jeden z czternastu badanych symptomów wypalenia – to wzrost o 13 punktów procentowych w ciągu zaledwie trzech lat. Najczęściej zgłaszanym objawem jest silne poczucie zmęczenia i brak energii (43,4%), następnie spadek satysfakcji z pracy (25,2%), dystans emocjonalny wobec obowiązków (20,8%) i rozdrażnienie (20,6%). Tylko 15,6% respondentów nie dostrzega u siebie żadnego z tych objawów.
Jak zauważa Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl, źródeł problemu należy szukać w „kulturze stresu, ciągłych deadline’ach i presji, by się wykazać”. Autorzy raportu dodają, że wzrost objawów to efekt rosnącego poczucia niepewności i lęku o stabilność finansową – napięcia, które dla wielu osób stało się codziennym tłem życia.
Coraz częściej spotykam pacjentów, którzy chorują z powodu przeciążenia psychicznego.
Mówią: „Nie mogę już wstać z łóżka”, „Czuję się pusty”, „Kiedyś lubiłem to, co robię, teraz nic mnie nie cieszy”. Ich ciała są wyczerpane, układ nerwowy rozregulowany, a hormony stresu – nieustannie podwyższone. To nie słabości. To sygnały alarmowe organizmu, który mówi: „Zatrzymaj się, bo nie wytrzymam”.
Pandemia, wojna, inflacja, nadmiar informacji i presja bycia ciągle online sprawiły, że granice między pracą a życiem prywatnym zatarły się niemal całkowicie. Z jednej strony mamy większą wolność zawodową, z drugiej – nieustanny brak spokoju. Paradoks współczesności polega na tym, że technologia miała nam dać więcej czasu, a dała jedynie więcej zadań.
Jednak wypalenie to nie tylko kwestia psychiki. To reakcja biochemiczna całego organizmu.
Przewlekły stres prowadzi do utrzymującego się podwyższenia poziomu kortyzolu – hormonu, który w krótkiej perspektywie mobilizuje, w długiej zaś działa destrukcyjnie. Z czasem zaburza on gospodarkę hormonalną, rozregulowuje pracę tarczycy, zwiększa insulinooporność, osłabia układ odpornościowy i pogłębia stany zapalne w jelitach.
Dlatego przewlekły stres i towarzyszące mu wypalenie tak często idą w parze z zespołem jelita drażliwego (IBS), SIBO, problemami z tarczycą, wahaniami cukru, nadciśnieniem tętniczym, chorobami serca, udarami, otyłością brzuszną, fibromialgią czy zespołem policystycznych jajników (PCOS). Nieustannie podniesiony kortyzol działa jak powoli sącząca się trucizna – rozstraja neuroprzekaźniki, prowadzi do miażdżycy, nasila stan zapalny i zaburza równowagę hormonów płciowych. Organizm, zamiast się regenerować, trwa w stanie ciągłej gotowości.
Człowiek przestaje czuć radość, a ciało coraz bardziej stanowczo domaga się pomocy.
Bezsenność, bóle mięśni, migreny, spadek libido, wahania ciśnienia i cyklu menstruacyjnego to tylko niektóre z objawów chronicznego stresu, który – nieleczony – może zakończyć się depresją, chorobą autoimmunologiczną albo zawałem.
Wypalenie zawodowe nie jest więc tylko problemem psychologicznym.
To złożony proces biologiczny – efekt długotrwałej aktywacji osi stresu, zaburzeń mikrobioty jelitowej, niedoborów neuroprzekaźników i hormonów. To właśnie w tym punkcie psychologia spotyka się z medycyną funkcjonalną. Bo ciało i umysł nie są oddzielnymi systemami – są jednym organizmem, reagującym na nadmiar stresu jak na toksynę.
W tej książce zaproszę Cię do świata, w którym nauka spotyka się z życiem. Do gabinetu, w którym wypalenie ma twarz konkretnych ludzi – lekarzy, przedsiębiorców, rodziców i dzieci.
Opowiem o tym, jak stres niszczy nasze jelita, hormony i odporność. Ale też o tym, jak możemy ten proces zatrzymać. Jak odzyskać energię, sens i spokój, zanim będzie za późno.
Bo zdrowie naprawdę jest cenniejsze niż miliony – a wypalenie to nie wyrok, lecz sygnał, że nadszedł czas, by na nowo nauczyć się żyć.
Już teraz, zanim pójdziemy dalej
DZIENNIK DOPAMINOWEGO DETOKSU 🎁
To narzędzie zaprojektowane tak, abyś mógł/mogła wprowadzać stopniowo zmianę – bez stresu, bez presji, za to z pełną świadomością tego, co robisz i dlaczego.
Na końcu książki czeka na Ciebie KOD QR z WSZYSTKIMI PREZENTAMI DO POBRANIA. Jest ich aż 21!
Był początek grudnia. Zimno przenikało do kości, mokry śnieg zamieniał się w breję, którą łatwo nasiąkały moje zbyt cienkie kozaczki. Spieszyłam na dzień świątecznego kolędowania do jednego z ogromnych konstancińskich domów, ukrytych przed oczami przypadkowych przechodniów w gęstej zieleni sosnowych lasów i starannie poprzycinanych żywopłotów z żywotników.
Ciężka, kuta w skomplikowane wzory brama otwierała się wolno, ukazując widok na przecudną białą willę, której uroku dodawały rzeźbione w drewnie detale i strome dachy kryte gontem. Wnętrza, pełne ciepła i tradycyjnych motywów, przyciągały gości swoją autentyczną atmosferą, stanowiąc idealne tło dla opowieści o dawnych czasach.
Bajeczne schody z orzechowego drewna rewiowo wręcz wkręcały się do przestronnego salonu, w którym potężna choinka kusiła girlandami świateł i ręcznie robionymi bombkami z dmuchanego szkła, stworzonymi z ogromną pieczą w polskiej firmie Komozja. Same bombki kosztowały fortunę, na aukcjach w Nowym Jorku można było dostać za te kolekcjonerskie cacka tysiące dolarów. Delikatne, kruche, ręcznie malowane postacie mieniły się zjawiskowo zręcznie podświetlone migocącymi lampkami. Czego tam nie było! Trzej królowie kłaniali się Jezuskowi w żłobie, okryta niebieskim welonem Maria Panna o słodkiej twarzyczce kołysała się czule nad dzieciątkiem, wokół krążyły anioły drżące zwiewnie na złotych niciach, święty mikołaj na saniach oraz postacie z bajek – z Wigilią niemające nic wspólnego. Był tam Kopciuszek w skrzącej sukni i Książę, pięknie odziany w bufiasty strój, trzymający w dłoni kryształowy bucik. Była Alicja z Krainy Czarów i Szalony Kapelusznik, Kot z Cheshire ze znikającym uśmiechem, smagłoskóry Aladyn w towarzystwie niebieskiego Dżina, który wyglądał jak umięśniony wykidajło z ekskluzywnego klubu nocnego, szalona czarnoskóra jazzowa orkiestra i wiele, wiele innych cudów. Nad choinką unosiła się promienna, kosmicznych rozmiarów gwiazda.
Kobiety w szykownych sukniach od znanych projektantów, ozdobione kosztowną biżuterią, rozsiadły się na antycznych kanapach, obijanych wzorzystym pluszem z Etro – najlepszej włoskiej wytwórni tkanin.
Wokół nich eleganccy panowie prowadzili rozmowy o najważniejszych sprawach tego świata. Kelner w białych rękawiczkach podawał szampana w długich, smukłych kieliszkach, zaprojektowanych specjalnie przez czeską fabrykę szkła Bohemia dla panującej rodziny belgijskiej.
Mieliśmy śpiewać kolędy. No cóż, wśród wielu moich zalet jednej zdecydowanie brakuje – śpiewać nie umiem wcale. To jednak nie przeszkadza w tym, że bardzo, ale to bardzo lubię tę czynność, zatem chętnie ukrywam się w kolędowych chórkach. Dla ułatwienia zaopatrzono nas w śpiewniki, wsłuchiwałam się więc w dźwięki nastrojonego pianina i dawałam z siebie wszystko, fałszując z lekka ochrypłym głosem. Obok mnie przystanął facet w nienagannie skrojonym garniturze i wyraźnie przysłuchiwał się jak skrzeczę: „Bóg się ro-o-odzi, moc truchle-e-e-eje”. Speszyłam się. Spojrzałam na niego skrzywdzonym wzrokiem i zamilkłam. Uśmiechnął się, traktując najwyraźniej moje milczenie jako zachętę do konwersacji. „Maciek jestem – przedstawił się grzecznie – przyszły zięć gospodarzy”.
„O, jak miło, partner Marioli” – ucieszyłam się, bo słyszałam o nim już mnóstwo ciekawych rzeczy. Wiedziałam, że jest przedsiębiorcą, który odnosi ogromne sukcesy. Podróżował po całym świecie. Jego wysportowana sylwetka świadczyła o wielu godzinach spędzonych na squashu.
Do Maćka podbiegła urocza, pięcioletnia dziewczynka. Posadził ją sobie ze śmiechem na ramieniu. „To Ewelinka” – powiedział. Znałam już Ewelinkę. Pan domu – Wojtek – był wspaniałym dziadkiem, więc często zabierał ją do siebie na kilka dni, by Mariola i Maciek mogli spędzać czas razem. Nad ich związkiem ciążył głównie ciągnący się rozwód Maćka i jego pracoholizm, bo pracował jak szalony w znanej firmie konsultingowej w nadziei na awans i lepsze jutro – choć jego „dziś” wcale do złych nie należało. Maciek miał jednak wielkie marzenia i jeszcze większe ambicje.
Zapytałam go o plany na ferie zimowe. „Jedziemy na narty do Szwajcarii – roześmiał się radośnie – Ewelinka jeszcze nie była na nartach, na pewno będzie zachwycona”. Nabrałam właśnie tchu, by opowiedzieć o swoich przygodach narciarskich, ale właśnie w tej chwili zadzwonił telefon. „Przepraszam bardzo” – powiedział i oddalił się, zakrywając słuchawkę i usta ręką. „Wychodzisz już?” – podbiegła do niego zasmucona gospodyni.
„Tak, mam calla z Ameryką – odparł, wkładając palto – muszę podjechać do biura”.
Miły wieczór trwał dalej. Kolędy teraz śpiewała znana śpiewaczka operowa. Wróciłam do domu z poczuciem wspaniale spędzonego czasu i położyłam się spać z głową pełną pięknych wrażeń.
Nad ranem obudził mnie natrętny dzwonek telefonu. Dzwonił Wojtek.
„Maciek nie żyje” – wykrztusił łamiącym się głosem. „Jak to? – przeraziłam się – czy miał wypadek w drodze do biura?”. „Nie, nie – łkał w słuchawkę Wojtek – znalazła go sprzątaczka, nie żyje, znaleziono go martwego w biurze”.
Jak się potem okazało, Maciek miał rozległy zawał. Śmierć przyszła nagle i szybko, nie zdążył nawet zadzwonić po pomoc.
Pęd do pracy i ambicja, by jak najszybciej dostać się na szczyt korporacyjnej drabiny, gdzie zarobi miliony, spowodowały całkowite wyczerpanie organizmu. Mimo wysportowanej sylwetki i świetnego wyglądu Maciek był bardzo osłabiony przez przewlekły stres i pracę bez chwili odpoczynku.
„Czy słyszałaś kiedyś jako lekarz o takim przypadku?” – zapytał Wojtek z rozpaczą w głosie.
„Tak, słyszałam” – odparłam powoli – ma ono nazwę karōshi – śmierć z wyczerpania”.
„Karōshi? – usłyszałam panikę po drugiej stronie słuchawki – to nie zawał?”. „Owszem, zapewne zawał, ale to znacznie bardziej skomplikowane” – westchnęłam.
Karōshi, czyli „śmierć z przepracowania”, to zjawisko, które w Japonii przestało być tylko statystyką, a stało się codzienną rzeczywistością, z którą borykają się setki tysięcy ludzi. To zjawisko wynika przede wszystkim z nadmiernego stresu, nieustannego pędu za sukcesem, karierą, uznaniem i pieniędzmi. Z czasem staje się pułapką, która zabiera nie tylko zdrowie fizyczne, ale i psychiczne. Karōshi to nie jest jedna choroba, to raczej zespół objawów poprzedzających tragiczne zgony: zawały serca, udary, wylewy, a także coraz częściej – śmierć samobójcza. Choć początkowo kojarzyło się to głównie z Japonią, to dziś karōshi zaczyna dotyczyć także innych krajów, w tym Polski, gdzie kultura pracy oparta na ciągłym stresie i braku odpoczynku staje się normą.
Japonia, mimo że jest jednym z krajów o najwyższej jakości i długości życia, stała się miejscem, w którym karōshi rozwija się na szeroką skalę. Z jednej strony kraj promuje filozofię ikigai, która uczy, jak żyć w harmonii, cieszyć się życiem i zdrowiem przez wiele lat. Z drugiej strony – ta sama Japonia zmusza swoich obywateli do ciągłego wysiłku w pracy, gdzie odpowiedzialność za społeczeństwo i dążenie do sukcesu stają się głównymi wartościami. To pęd do bycia najlepszym za wszelką cenę prowadzi do wypalenia zawodowego i karōshi, które stają się nieodłącznym elementem korporacyjnej rzeczywistości.
W Japonii praca jest nie tylko sposobem zarabiania pieniędzy – jest formą „odkupienia”, sposobem spełniania się w społeczeństwie. Od najmłodszych lat wpaja się ludziom poczucie, że ich obowiązkiem jest poświęcenie się pracy dla dobra innych. To nadmierne zaangażowanie i presja prowadzą do tragicznych skutków – ludzi wyczerpanych fizycznie i psychicznie, którzy nie mają już siły na życie poza pracą. A przecież to, co daje im sens życia – równowaga między pracą, zdrowiem, relacjami – zostaje całkowicie zatracone.
Karōshi jest nie tylko zjawiskiem fizycznego wyczerpania. To również problem psychiczny. Przewlekły stres, brak odpoczynku, sprawia, że nasz umysł nie ma przestrzeni na regenerację. Zaczynają się problemy ze snem, zmiany nastrojów, lęki. W pracy, w której każdy dzień wiąże się z nowymi wymaganiami i obietnicami sukcesu, człowiek nie zauważa, jak bardzo zaniedbuje swoje zdrowie psychiczne. Gdy organizm jest zmuszony do ciągłego czuwania, zaczyna się wyczerpywać, a jego reakcje stają się coraz bardziej destrukcyjne. W dłuższej perspektywie prowadzi to do wypalenia, depresji i chorób przewlekłych.
Grafika: Błędne koło stresu – mechanizm, w którym przewlekłe napięcie i nadmiar kortyzolu prowadzą do wyczerpania, chorób serca i w skrajnych przypadkach do śmierci z przepracowania (karōshi).
Za tym wszystkim stoi kortyzol – hormon stresu, który w dużych ilościach wywołuje zmiany w biochemii organizmu. Gdy wydziela się go za dużo, organizm wchodzi w tryb „walki lub ucieczki”. To naturalna reakcja w sytuacjach kryzysowych, ale długotrwałe utrzymywanie się tego stanu powoduje ogromne problemy zdrowotne. Kortyzol zaburza metabolizm, sprawia, że organizm zamiast spalać tłuszcz, zaczyna go magazynować, szczególnie w okolicach brzucha. A to z kolei prowadzi do problemów z układem sercowo-naczyniowym, cukrzycą typu 2 i nadciśnieniem. Dodatkowo wysoki poziom adrenaliny, wydzielającej się w odpowiedzi na stres, przyspiesza bicie serca i podnosi ciśnienie krwi, co z czasem może prowadzić do uszkodzenia naczyń krwionośnych i narządów wewnętrznych. Ponadto nieuregulowany kortyzol zmienia nasze neuroprzekaźniki w mózgu – wpływa na dopaminę znaną jako „hormon przyjemności” i serotoninę uznawaną za „hormon szczęścia”, rozregulowując je i prowadząc do depresji, lęków i uzależnień.
W Polsce, choć zjawisko karōshi przyjmuje nieco inne oblicze, również stajemy się coraz bardziej narażeni na skutki przewlekłego stresu. „Awansuj lub giń” – to niepisane motto wielu firm. Pracowałam kiedyś w firmie farmaceutycznej, gdzie uzyskałam awans na dyrektora generalnego, znam więc to życie od podszewki. Duże korporacje, choć nie wymagają od nas dosłownie pracy aż do śmierci, tworzą atmosferę, w której brakuje równowagi. Wydaje się, że im więcej godzin przepracujesz, tym bardziej jesteś doceniany. Firmy starają się często zastąpić rodzinę: organizują wyjazdy, imprezy integracyjne, na których tworzą sztuczne wrażenie, że przynależność do grupy jest najważniejsza, a życie poza firmą nie ma znaczenia. Pracownicy stają się częścią tej maszyny, zapominając o sobie. Po czasie – w wyniku fuzji, przejęć czy redukcji kosztów – ta „rodzina” wyrzuca cię na brzeg, nie oglądając się za siebie. Strata pracy staje się dla wielu tragedią, bo to nie tylko utrata źródła dochodu, lecz także poczucia bezpieczeństwa, które zostało zbudowane na poświęceniu całego życia.
Z tym problemem spotykamy się również wśród właścicieli małych i średnich firm. Presja finansowa, walka z urzędami, niepewność jutra – to wszystko sprawia, że często zapominają o sobie i swoich bliskich. Zwłaszcza w czasach covidu było to dobrze widoczne – wielu moich znajomych dramatycznie walczyło o przetrwanie, o bezpieczeństwo rodziny. Drobni przedsiębiorcy – tak samo jak pracownicy dużych firmach – nieustannie spędzają godziny w pracy, nie zauważając, jak zmienia się ich organizm i jak wypala się ich umysł.
Niedawno doszła do tego nowa moda, nakręcana przez media społecznościowe, w których nawoływani jesteśmy do tego, że musimy zostać milionerami – wystarczy nakręcić rolki, zdobyć obserwatorów, skończyć kurs, rzucić etat, wydać własny kurs, no i voilà! – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki napłyną miliony, wszelkie problemy się rozwiążą, a my będziemy do końca życia bogaci, pracując z każdego miejsca na świecie. W zasadzie nie wiem, po co w takim razie pracować? Chyba tylko dla przyjemności. Wbrew pozorom ta nieustanna presja, która pojawiła się niedawno, powoduje całą masę dodatkowych frustracji w i tak sfrustrowanym i zdezorientowanym społeczeństwie.
Jak to, nie zarobiłeś jeszcze milionów na Instagramie? Frajer z ciebie, każdy przecież może.
Osoby poddane tej presji często oprócz obowiązków w pracy i w domu wpadają w objęcia „Wielkiego Brata”, bo media społecznościowe to nieubłagana machina, która karmi się naszą codzienną pracą. Znam to – sama musiałam zapanować nad odruchem ciągłego sprawdzania telefonu i nieustannego odpowiadania na Instagramie, bo zaczęło mi to zastępować spacer, kontakty z rodziną czy dobrą książkę. Mimo iż bardzo cenię moją społeczność zbudowaną w social mediach, zdaję sobie sprawę, że nie mogę zaniedbywać spraw priorytetowych, takich jak zdrowie, rodzina i wypoczynek.
Zanim wyczerpanie organizmu przybierze taką formę, że doprowadzi do zaburzeń kardiologicznych i śmierci, istnieją inne stadia zjawiska zwanego wypaleniem zawodowym. W Polsce dotyka ono 25–35% pracowników. Często przyczyną jest praca w wymiarze dłuższym niż osiem godzin, dodatkowo jeszcze dłuższy „stan gotowości do pracy”, długie i stresujące dojazdy, zwłaszcza w dużych miastach, wysokie wymagania, które stawiane są pracownikom lub które ambitni pracownicy stawiają sobie sami. Często towarzyszy temu stres niezwiązany z pracą, a wiele osób właśnie takiego stresu w ostatnich latach doświadcza.
Wypalenie to nie chwilowy spadek formy czy przemęczenie – to zjawisko, które skutecznie odbiera radość z życia i niszczy zdrowie. Ten przebiegający wieloetapowo proces stopniowo odbiera przyjemność, jaką dotychczas czerpaliśmy z pracy, i znacząco zmniejsza naszą efektywność. Nieleczone wypalenie prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego.
W moim gabinecie lekarskim coraz częściej widzę niepokojące sygnały. Na przestrzeni lat zdecydowanie wzrosła liczba zmęczonych, znużonych pacjentów, którzy przychodzą do mnie, nie zdając sobie sprawy, że ich wyczerpanie to tylko początek. Ignorują drobne sygnały ciała, bagatelizują problemy, które stają się coraz bardziej widoczne, które są początkiem trudnych w leczeniu chorób przewlekłych, Żyją w biegu, nie dostrzegając, jak szybko zbliżają się do momentu, w którym nie będą w stanie już wrócić na właściwą ścieżkę, a ich zdrowie stanie się czymś, nad czym nie będą mieli kontroli.
Karōshi jest ostrzeżeniem – nie tylko dla Japonii, lecz także dla całego świata. To zjawisko dotyczy każdego, kto nie potrafi znaleźć równowagi w życiu. Praca jest częścią życia, ale nie może stanowić jego całości. Jeśli nie zaczniemy zwracać uwagi na siebie, na zdrowie, na odpoczynek, prędzej czy później zapłacimy za to zdrowiem. To, co daje nam prawdziwą wartość, to nie pieniądze, ale zdrowie, które pozwala nam cieszyć się życiem.Nasze zdrowie jest cenniejsze niż miliony, bo tylko ono daje nam możliwość spełniania marzeń, bycia z bliskimi.
„A więc tak to się nazywa, karōshi” – wyszeptał śmiertelnie wykończony Wojtek. „Wiesz, Magda, przez całe to życie ciężkiej pracy nie przyszło mi do głowy, jak to może się skończyć. Człowiek widzi tylko kolejną złotą transakcję za horyzontem i mówi sobie – jeszcze ten raz i wystarczy. Ale nigdy nie mamy dosyć, nigdy. Aż teraz, patrz, co się stało z nami. Co z Ewelinką? Straciła ojca i jeszcze do niej to nie dotarło. Jak ja podołam jej wychowaniu? Sam mam przecież problemy zdrowotne i teraz mnie może w każdej chwili zabraknąć – jęknął – przecież nie jestem jej tatą i nigdy go nie zastąpię”.
„Przykro mi, mój drogi – odparłam stanowczo – musisz znaleźć w sobie siłę w tej trudnej sytuacji. Nie wolno ci się poddać, wiesz? Nieszczęścia, które spadło na waszą rodzinę, nie da się odwrócić, ale jeśli znajdziecie w sobie dość determinacji, znowu będziecie mogli zbudować mądre, wspaniałe życie”.
Przy całej powadze sytuacji nie byłam skłonna pozwolić mu się poddać. Wojtek palił, lubił dobrą whisky, miał lekkie nadciśnienie i sporą nadwagę. Jego serce wymagało opieki kardiologa, jednak jeszcze nie wymagało drastycznego leczenia i wystarczyło zmienić styl życia, by zyskać parę lat zdrowia i sprawności.
„Czy mogę do was przyjechać?” – poprosił żałosny głos w słuchawce.
„Boszszsz przecież jest piąta rano! Ale i tak już nie zasnę, więc może lepiej wstać, zaparzyć dobrą herbatę i przyjąć przyjaciela w potrzebie?”. Mój mąż, Albert, ze zmiętą z niewyspania twarzą kiwnął głową – „Niech przyjedzie, to dobry pomysł”. Włożyliśmy miękkie dresy i wstawiliśmy wodę na herbatę.
Gdy Wojtek wszedł, czajnik bulgotał przyjaźnie, a Albert właśnie przyrządzał pożywną szakszukę – nasze ulubione śniadanie na zimowe miesiące. Uznaliśmy, że mimo wczesnej pory dobry posiłek nas rozluźni.
Zaparzyliśmy zimową herbatę z imbirem i pomarańczą.
Wtuliliśmy się w miękkie kanapy i siedzieliśmy w milczeniu, czerpiąc pociechę z wzajemnej obecności. Ciszę przerwał Wojtek.
„Chciałbym zrozumieć to, co się stało. Żebyś mi to tak po prostu, po swojemu wytłumaczyła. Przecież musiały być jakieś pierwsze oznaki, że Maciek jest chory, po prostu musieliśmy to przeoczyć. W rodzinie, która prowadzi tak intensywny styl życia zorientowany głównie na budowanie firmy dla przyszłych pokoleń, zapewne już inni mogą mieć objawy, a my nawet nie wiemy jakie ani jak im przeciwdziałać. A to pokolenie, dla którego budowaliśmy nasze imperium, nawet nie wie, że po pierwsze – możemy opuścić ich znienacka, tak jak Maciek – po drugie – czy sami nie wkręcamy ich w nasz los? Może ten los oparty na ogromnej odpowiedzialności nie jest niczym dobrym? Czy możemy nauczyć się żyć inaczej, tak by nasze zdrowie na tym nie ucierpiało”. Popatrzył na mnie błagalnie spod wielkich rogowych okularów.
„Hmm, żyć trzeba umieć” – mruknęłam pod nosem. Jednak to nie takie proste… Czy mogłam powiedzieć z pełnym przekonaniem, że mnie samej zawsze się udawało? Że mój tryb życia jest wzorowy? Sama – nie wiedzieć, ile razy – doprowadzałam się na skraj przepracowania jednak zawsze przeważały dobre nawyki wyrobione w szkołach medycyny chińskiej i ajurwedyjskiej. Moje ciało umiało wołać o pomoc, a ja nauczyłam się go słuchać.
Przyznaję jednak, że ze stresem trudno jest walczyć, a to właśnie niekontrolowany stres jest naszym cichym zabójcą.
Trudno go zmierzyć. Nie zostawia ran, nie widać go na pierwszy rzut oka. A jednak coraz więcej lekarzy i badaczy mówi wprost: przewlekły stres staje się jedną z głównych przyczyn chorób cywilizacyjnych.
W codziennej pracy lekarza widzę to coraz wyraźniej. Ludzie w sile wieku, często w dobrej formie fizycznej, zgłaszają się z zaburzeniami snu, bólami głowy, problemami żołądkowymi, wahaniami ciśnienia, cukru, przewlekłym zmęczeniem. Wyniki? w normie lub na granicy. Życie? w trybie ciągłego napięcia.
Problemem nie jest sam stres. Krótkotrwały może być mobilizujący. Ale gdy staje się tłem codzienności, prowadzi do deregulacji całego systemu.
„I co, naprawdę stres tak wpływa na człowieka?” – Wojtek wzruszył ramionami i uśmiechnął się z niedowierzaniem. „Ty nie przesadzasz trochę? Przecież stres był zawsze. Ludzie polowali, walczyli, ginęli. A teraz, bo faktura nie przyszła na czas czy ktoś się w kolejce wepchnął? Mamy się rozpaść przez to? Przecież nie wyprowadzimy się wszyscy do chat na Mazurach i nie poświęcimy rybołówstwu. Zresztą, umarłbym chyba z nudów. Kocham swoją pracę i nieco zakręcony tryb życia, który jej towarzyszy. Wszyscy teraz gadają o tym stresie, ale tak naprawdę nikt nie ma patentu, żeby sobie z nim poradzić. Moja żona śmieje się, że jest niskociśnieniowcem i że jak się trochę zdenerwuje od rana, to ma siły, żeby przez cały dzień ganiać i załatwiać różne sprawy”.
Zanim odpowiedziałam, wypiłam długi łyk aromatycznej herbaty.
„Nie o taki stres mi chodzi” – odpowiedziałam spokojnie, wpatrując się w jego zaciśnięte dłonie. „Bo jest stres… i stres. Jeden to tygrys szablozębny. Drugi to Excel”.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
„Wyobraź sobie, że wychodzisz z jaskini i nagle widzisz przed sobą dzikie zwierzę. Tygrysa. Twój mózg nie analizuje – on działa. Natychmiast uruchamia reakcję: walcz albo uciekaj. Wtedy w ułamku sekundy w organizmie dzieje się cud: nadnercza wypuszczają noradrenalinę – serce przyspiesza, mięśnie się napinają, źrenice rozszerzają, ciśnienie rośnie. Potem adrenalina – żebyś był gotowy na sprint życia. A kortyzol? On działa wolniej, ale dłużej. Dba o to, by twoje ciało miało energię na ucieczkę i jeszcze dłużej po niej. Podnosił poziom cukru we krwi, blokował układ odpornościowy, bo wtedy liczyło się jedno – przetrwać. Jednak po tak silnej mobilizacji organizmu nadchodził czas odpoczynku i był czas na regenerację”.
„Czyli hormony stresu przydają się, kiedy gania cię tygrys?”.
„Tak. Kiedy to prawdziwy tygrys. Tyle że dzisiaj nie żyjemy już wśród dzikich zwierząt. Tylko… nadal wszędzie widzimy zagrożenia. Telefon z pracy. Szef. Komornik. Problemy zdrowotne bliskich. Choroba dziecka. Bilans zysków i strat w Excelu. I znów – walcz albo uciekaj. Tyle że ten tygrys nie znika”.
Wojtek popatrzył na mnie uważnie, jakby ważył słowa.
„To jak to działa, Magda? To wszystko… stres, nadnercza, te wszystkie hormony, o których tak często mówisz na wykładach. Czy to naprawdę może aż tak bardzo nas niszczyć? Czy mamy go więcej niż kiedyś, czy po prostu nie umiemy przestać?”.
„Właśnie. Problem w tym, że dziś nie ma już tygrysów szablozębnych. Są terminy. Naciski z góry. Presja sprzedaży. Nacisk na ciągłe bycie dostępnym. Jesteśmy w stanie walcz albo uciekaj non stop. Ale nie ruszamy się, nie biegamy po bezkresnych stepach. Siedzimy przy biurkach, tętno bije jak szalone, kortyzol bucha z nadnerczy, a my nie mamy ani ucieczki, ani walki, tylko jeszcze bardziej skuleni wkręcamy się w ekran, który emituje niebieskie światło, szkodliwe dla naszych oczu. Czyli cały ten mechanizm, który miał zmobilizować ciało do maksymalnego wysiłku fizycznego właściwie nie spełnia swojej roli – przecież jeśli dostajesz email ze złą wiadomością nie wypadasz z biura, żeby pobiegać po ulicy, prawda? Wstrzymujesz oddech, co jest najgorszą możliwą reakcją i martwisz się, co dalej. Więc stres zostaje w środku. I zżera nas od środka”.
Grafika: Rytm dobowy wydzielania kortyzolu.
Wojtek pochylił się do przodu i oparł bezwładnie głowę na rękach. Był bardzo spięty. Świeża rozpacz połączona z niepokojem o przyszłość sprawiała, że wyglądał na starszego o co najmniej dziesięć lat niż podczas wczorajszego radosnego przyjęcia. Przyjmował moje argumenty, przetrawiał je, odnosił je do siebie samego. Zdawał sobie sprawę, że zmiany są nieuniknione, że będzie musiał odpuścić wiele rzeczy, którymi do tej pory się zajmował – więc podczas tej długiej porannej rozmowy „targował się” sam ze sobą i ze mną o ich zakres.
Przecież bez sprężenia, na całkowitym luzie nie funkcjonowalibyśmy wcale – stwierdził w końcu z irytacją. – Jestem z natury leniwym kanapowcem i tylko umiarkowany stres mobilizuje mnie do działania. Najlepsze interesy wychodzą mi wtedy, kiedy mam lekką spinę”.
„Zgadza się – odparłam. – Istnieje dobry stres – nazywamy go eustres. Jest on krótkotrwały i mobilizujący. Kiedy masz wykład i czujesz ekscytację, lekki niepokój, który pcha cię do działania. Albo jak biegniesz za autobusem i serce przyspiesza, żebyś zdążył. Eustres to twój sojusznik. Umiarkowany wysiłek fizyczny, sport, morsowanie, krioterapia to także rodzaje stresu, który działa bodźcująco – wszystko to pobudza układ odpornościowy i poprawia odporność organizmu”.
„No a co z tym złym?” – spytał, zerkając kątem oka.
„Dystres. Przeciwnik cichy i podstępny. Kiedy nie ma końca. Kiedy twoje ciało codziennie uruchamia reakcję walki lub ucieczki, choć nie ma tygrysa. Tylko telefony i maile. Terminy, których trzeba dotrzymać. Zaciągnięte kredyty. Oczekiwania. I świadomość, że jutro nie będzie lepiej. Gdy stres nie mija, wtedy oś podwzgórze–przysadka–nadnercza, inaczej zwana HPA, działa na okrągło. I wtedy system się rozregulowuje. Kortyzol przestaje być wsparciem – staje się toksyną”.
„A co to w ogóle jest ta oś HPA i czy można coś z tym zrobić?” – naciskał Wojtek. Teraz ja poczułam zmęczenie i irytację. Miałam przed sobą cały dzień pracy i jeszcze zakupy świąteczne, a tutaj wymaga się ode mnie wykładów z patofizjologii stresu? i jak mam to powiedzieć, żeby zrozumiał to finansista, który do tej pory nie interesował się zupełnie medycyną?
Westchnęłam.
„Wszystko jest ze sobą powiązane, Wojtek. To nie jest tak, że każda część działa oddzielnie. Jak już widzisz, nasz organizm to skomplikowana sieć zależności, gdzie jeden element wpływa na drugi. Oś HPA pełni wiele różnych funkcji. Jedna z nich to rola centralnego systemu alarmowego”.
„Alarmowy? Jak w banku?” – Wojtek, jak na finansistę przystało, od razu złapał porównanie.
„Dokładnie tak. Kiedy pojawia się zagrożenie, czyli stresor, najpierw reaguje podwzgórze, gruczoł położony głęboko w mózgu. To niezwykle ważna struktura! Mimo iż jest zaledwie wielkości migdała, to prawdziwe centrum kontroli naszego organizmu, odpowiedzialne za regulację wielu podstawowych funkcji życiowych, takich jak: temperatura ciała, ciśnienie krwi, rytm snu i czuwania, apetyt, pragnienie, emocje, reakcja na stres, a także gospodarka hormonalna całego organizmu”.
Wstęp
ROZDZIAŁ 1 – Sukces, który kosztował życie
Karōshi – śmierć z wyczerpania
Wypalenie zawodowe może zakończyć się chorobą ciała
Stres, największy zabójca naszych czasów
ROZDZIAŁ 2 – Stres. tygrys, który nie znika
Eustres i dystres – dwie twarze napięcia
