Opis

O przyszłości księżniczki Aleksandry i księcia Karima zadecydowano dawno temu. Ich ojcowie, władcy dwóch egzotycznych królestw, zawarli następującą umowę: Aleksandra i Karim zostaną małżeństwem, gdy Aleksandra skończy dwadzieścia cztery lata. Tylko ona będzie mogła zerwać zaręczyny.

Mijają lata, zbliża się dzień ślubu, a piękna Aleksandra cieszy się opinią lekkomyślnej i rozwiązłej dziewczyny. Nic dziwnego, że Karim postanawia sprowokować ją do zerwania zaręczyn. Podaje się za ochroniarza, który ma na rozkaz księcia eskortować Aleksandrę na ceremonię zaślubin. Wierzy, że podczas długiej i męczącej drogi przez pustynię skutecznie wyperswaduje księżniczce zamążpójście…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 155

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Sarah Morgan

Zbuntowana księżniczka

Tłumaczyła: Justyna

PROLOG

– Znajdźcie wyjście z tej sytuacji. I to szybko. – Trzęsący się ze złości sułtan chodził nerwowo w tę i z powrotem po grubym perskim dywanie. Odwrócił się i spojrzał na grupę mężczyzn zebranych wokół lśniącego, zabytkowego stołu. – Czas ucieka. Powtarzam wam, nie poślubię tej kobiety.

Doradcy naradzali się w pośpiechu.

Są jak przepłoszone króliki, pomyślał sułtan, obserwując mężczyzn z rosnącą irytacją.

– Wasza Wysokość – jeden z prawników wstał; widać było, że drżą mu ręce – przejrzeliśmy wszystkie dokumenty. Nie unikniemy tego małżeństwa.

– Sprawdźcie jeszcze raz – odparł spokojnie sułtan, patrząc na pobladłego mężczyznę. – Znajdźcie cokolwiek, żeby zerwać ten absurdalny kontrakt.

– W tym problem, Wasza Wysokość. – Mężczyzna oparł się ciężko na blacie stołu, który dzielił go od sułtana. – Nie ma nic takiego. To sytuacja bez wyjścia. Ojciec Waszej Wysokości podpisał go z władcą Roviny szesnaście lat temu, na kilka miesięcy przed swoją tragiczną śmiercią. Byli razem w szkole, w wojsku…

– Nie czas na wykład o przyczynach tego ambarasu – wark nął sułtan. – Poradźcie mi lepiej, jak się z niego wyplątać. Jak najszybciej.

– Nie ma wyjścia. Wasza Wysokość musi poślubić Aleksandrę, księżniczkę Roviny – szepnął prawnik drżącym głosem. – Może wynikną z tego jakieś korzyści – zasugerował nieśmiało, lecz urwał, widząc cyniczne spojrzenie sułtana.

– Czyżby? Zbuntowana księżniczka – czy nie tak się nazywa kobietę przeznaczoną mi na żonę? Odkąd zaczęła szkołę, sieje spustoszenie. Jeździ jak szalona, upija się do nieprzytomności i traktuje seks jak dyscyplinę olimpijską. A nie ma nawet dwudziestu czterech lat. Oświeć mnie więc, jakie korzyści mogą wypłynąć z tego związku dla naszego kraju.

W pokoju zapadła grobowa cisza. Sułtan zmarszczył brwi.

– Nic nie przychodzi wam do głowy? – Brak odpowiedzi bezgranicznie go rozsierdził. Odwrócił się i podszedł do okna zły na siebie, że dał się ponieść. – Wyjść. Wszyscy. Natychmiast!

Doradcy w popłochu opuścili pokój. Kiedy drzwi się zamknęły, sułtan zaczął nacierać sobie skronie, próbując złagodzić ból i rozjaśnić myśli. Zastanawiał się, co go martwi bardziej: małżeństwo w ogóle czy ślub z kobietą pokroju Aleksandry. Bez wątpienia ma ona mnóstwo cech, które zniechęciły go do niej już w dzieciństwie. Jest płytka i głupia. W jej zachowaniu nie ma krztyny dostojeństwa. Wykluczone, żeby została jego żoną. Spodobałaby się za to jego ojcu.

Nagle jakiś dźwięk wyrwał go z zamyślenia. Odwrócił się i zmrużył powieki.

– Omar?

– Wasza Wysokość – mężczyzna zrobił krok naprzód – jeśli mógłbym coś zasugerować…

– Jeżeli dotyczy to małżeństwa, daruj sobie.

– Nic dziwnego, że Wasza Wysokość ma wątpliwości, zważywszy na historię swojego ojca…

– Nie zamierzam o tym dyskutować. – Sułtan poczuł, jak napinają mu się wszystkie mięśnie.

– Rozumiem, ale jest to niezwykle istotne dla naszej sytuacji. Masz, Panie, rację. Mieszkańcy Zangraru nie zaakceptują kobiety podobnej do twojej macochy.

Sułtan odetchnął głęboko.

– Jesteś niezwykle śmiały, mówiąc takie rzeczy. Znasz mnie wprawdzie od dziecka, ale na zbyt wiele sobie pozwalasz.

Omar uśmiechnął się grzecznie.

– To, czego dokonałeś od śmierci ojca, jest zadziwiające. Dałeś ludziom nadzieję, a teraz boisz się, że wszystko zaprzepaścisz.

– Tak będzie, jeśli poślubię tę kobietę.

– Być może. Ale Wasza Wysokość potrzebuje żony – szepnął Omar. – Ludzie pragną, żebyś się zakochał i ożenił.

– Jestem gotowy na wiele wyrzeczeń dla dobra mojego kraju, ale tego nie mogę zrobić. Za jakiś czas znajdę kobietę, która da mi potomstwo, ale z pewnością nie będzie to jakaś nieokiełznana księżniczka z Europy.

Omar chrząknął.

– Aleksandra pochodzi z królewskiego rodu. Za rok, dokładnie w dniu dwudziestych piątych urodzin, zasiądzie na tronie Roviny.

– Co oznacza, że pogrąży swój kraj w jeszcze większym chaosie.

Omar znów się uśmiechnął.

– Chodzi mi raczej o korzyści, jakie przyniosłoby Zangrarowi połączenie obu krajów. Handel, turystyka…

– To znaczy, że mam przymknąć oko na jej reputację i brak królewskich manier?

– Aleksandra jest podobno niezwykle piękna. Wasza Wysokość doskonale sobie radzi z kobietami, więc bez trudu ją utemperuje.

– W mojej żonie będę przedkładał morale nad walory zewnętrzne – warknął sułtan. Znowu zaczęła w nim narastać złość. – Nieważne zresztą, jakie są moje poglądy, skoro nie mogę zerwać absurdalnej umowy, którą zawarł mój ojciec.

– To prawda – przyznał spokojnie Omar. – Wasza Wysokość nie może tego zrobić.

Coś w tonie doradcy poruszyło sułtana, który spojrzał na niego, mrużąc oczy. Omar uśmiechnął się lekko.

– Przestudiowałem dokumenty bardzo dokładnie. Wasza Wysokość w żaden sposób nie może jej naruszyć – urwał – ale może to zrobić sama Aleksandra.

Sułtan wyprostował ramiona.

– Chcesz powiedzieć, że księżniczka może nie zgodzić się na małżeństwo?

– Właśnie tak. Ale zanim Wasza Wysokość poczyni jakieś kroki, chcę zapewnić, że ona nie może się doczekać ślubu.

– Obaj wiemy, dlaczego. – Sułtan uśmiechnął się gorz ko, wspominając wszystko, co czytał na temat księżniczki. – Skarbiec Roviny świeci pustkami.

– Być może to nie jest jedyny powód. Wasza Wysokość jest niezwykle przystojnym mężczyzną. Najlepszą partią.

Sułtan zaśmiał się ponuro i podszedł do okna. Gdyby Aleksandra wiedziała, jaki jest naprawdę, nie spieszyłoby się jej do małżeństwa. Zimny niczym pustynna noc. Tak mówiły o nim wszystkie kobiety, z którymi bezlitośnie zrywał kontakt.

Bezwiednie wpatrywał się w dziedziniec, zastanawiając się, dlaczego nie martwi go ta opinia. Pewnie dlatego, że to prawda. Nie potrafi kochać. Widział, co miłość potrafi zrobić z człowiekiem, i nie miał ochoty zmieniać swoich poglądów. Interesuje go jedynie dobro kraju. Ślub z księżniczką o wątpliwej reputacji nie może doprowadzić do niczego dobrego.

Odwrócił się gwałtownie i spojrzał na doradcę.

– Jesteś przekonany, że Aleksandra ma prawo zerwać umowę?

– Jak najbardziej. Tylko ona może zapobiec temu małżeństwu.

– A więc dobrze. – Sułtan skinął głową zadowolony. – Omar, jesteś wielki.

– Niech Wasza Wysokość pozwoli sobie przypomnieć, że księżniczka bardzo tego związku pragnie, więc ta wiedza do niczego nam się nie przyda.

– Niekoniecznie – wycedził sułtan. – Potrzebuję tylko trochę czasu, a zobaczysz, że zmieni zdanie.

– Wasza Wysokość chce wpłynąć na jej decyzję?

– Właśnie tak. Problem będzie rozwiązany. Aleksandra przekona się, że małżeństwo ze mną to zły pomysł. A my jej w tym pomożemy – uśmiechnął się ponuro. – Osobiście tego dopilnuję.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pokój rozbrzmiewał szczękiem uderzających o siebie szabli. Karim ujął mocniej rękojeść i wycelował w pierś przeciwnika z niezwykłą siłą. Zebrani wstrzymali oddech.

Atak, kontrnatarcie. Pchnięcie, finta, zasłona. Toczyła się zaciekła walka o zdobycie przewagi.

Karim obserwował rywala, próbując przewidzieć jego kolejny ruch. Nie potrafił. Po raz pierwszy w życiu spotkał godnego siebie przeciwnika. Zamaskowany, bezimienny zawodnik, ubrany w nienaganny strój, zmieniał strategię przy każdym ataku, a jego ruchy były zwinne i wprawne. Mężczyzna był drobnej postury, ale poruszał się z szybkością i zręcznością prawdziwego sportowca.

Karim czuł stróżki potu płynące po plecach.

Kiedy się dowiedział, że Aleksandra chce zobaczyć, jak walczy, zanim pozwoli mu towarzyszyć sobie w podróży do Zangraru, poczuł się dotknięty. Miał zostać jej ochroniarzem. Sądził, że pokona przeciwnika w kilka minut. W rzeczywistości napotkał prawdziwe wyzwanie. Do tej pory był przekonany, że nie ma sobie równych w fechtunku.

Kim jest ten zamaskowany mężczyzna?

Protokół wymagał, aby walczący pozdrowili się na początku starcia. Jego rywal wszedł na matę w masce, a wcześniej też nie pokazał swojej twarzy.

Przyzwyczajony do nudy, Karim poczuł przypływ adrenaliny. Nie mógł się doczekać, kiedy pozna tożsamość szermierza.

Uwagę Karima rozproszył dziewczęcy śmiech. Rzucił poirytowane spojrzenie w stronę kobiet, które obserwowały go zalotnie. Która z nich to Aleksandra?

Uznał, że walka trwa już zbyt długo, więc skoncentrował się na swoim przeciwniku, zaatakował celnie i zdobył zwycięski punkt.

Dysząc ciężko, zdjął maskę.

– Wygrałem. – Wyciągnął dłoń, jak nakazywał protokół. – Pokonałem smoka. Mam nadzieję, że mogę już chronić księżniczkę? Zdejmij maskę, mam prawo ujrzeć twarz mężczyzny, z którym walczyłem.

Konkurent zawahał się przez chwilę, po czym zdjął kask.

– Kobieta. – Karim usłyszał głos, który go zmroził. Burza miedzianozłotych włosów rozsypała się na zgrabne ramiona. Widywał już piękne kobiety, ale tym razem stał jak porażony.

Rozbawiona, wyciągnęła szczupłą dłoń.

– Jestem Aleksandra – mówiła cicho, jakby nie chciała, żeby ktoś inny oprócz niego ją usłyszał. – A ty masz być moim ochroniarzem. Problem w tym, że nie jesteś mi potrzebny. Obawiam się, że na próżno się fatygowałeś.

Przegrała!

Miała tylko nadzieję, że nie zorientował się, jak drżą jej kolana. Jest taki przystojny i silny, myślała, odgarniając włosy.

Jego sylwetka i muskulatura świadczyły o tym, że szermierka jest tylko jedną z wielu dyscyplin, w której próbował swych sił.

Karim poluzował zapięcie wokół szyi, ukazując fragment kusząco brązowej skóry, lśniącej od potu. Zmuszał ją wzrokiem, by patrzyła tylko na niego.

Uwięziona spojrzeniem Aleksandra poczuła, że oto dzieje się z nią coś nowego i zarazem niebezpiecznego. Jej ciało ogarnęło pożądanie. Mimo że przywykła do męskich spojrzeń, nigdy tak żywo nie zareagowała na żadne z nich.

Wytrzymała jego spojrzenie i czekała, aż się wycofa i okaże jej należny szacunek.

W końcu jest tylko ochroniarzem, a ona księżniczką. On jednak zdawał się mieć za nic honory i jej królewski tytuł. Wręcz przeciwnie, stał dumny i wyprostowany, jakby całe życie wydawał rozkazy.

Zapewne ma wysoką pozycję w służbie sułtana, dumała Aleksa, ogarniając wzrokiem jego doskonałą sylwetkę. Ścisnęło ją w żołądku.

Sytuacja stała się naprawdę niezręczna. Nie chce, żeby ją eskortował. Nie ufa mu. Nikomu nie ufa. Musi sama o siebie zadbać. Tylko tak zdoła brnąć przez swoje zagmatwane życie.

Walczyła z narastającą paniką. Działo się tak zawsze, kiedy myślała o małżeństwie z sułtanem Zangraru.

Nie chodzi o to, że się go bała. Nie przejmowała się faktem, że uważano go za bezdusznego, pozbawionego emocji despotę. To właściwie przemawiało na jego korzyść. Nie musiała mieć wyrzutów sumienia, że zmusza go do małżeństwa bez miłości.

W innej sytuacji nigdy nie zdecydowałaby się zostać jego żoną. Ale okoliczności są dalekie od normalności. Nie idzie tu o nią, ale o dobro Roviny. Przyszłość jej kraju zależy od tego małżeństwa. A teraz wreszcie wszystko jest w zasięgu ręki.

Od Zangraru dzieli ją już tylko podróż. Będzie musiała mieć się na baczności. Obecność tego mężczyzny jako ochroniarza mogłaby ją narazić na jeszcze większe niebezpieczeństwo.

Dobiegł ją chichot, który uprzytomnił jej, że narażają się na plotki. Aleksa uśmiechnęła się, powracając do roli księżniczki.

– Możesz zbierać się do domu – powiedziała cicho, zdejmując rękawice. – Nie potrzebuję twojej ochrony – wyszeptała, tak by tylko on ją usłyszał.

– Nie masz wyboru. – Jego oczy ciskały gniewne błyski. – Musimy natychmiast porozmawiać. Na osobności.

Zaskoczona nieznoszącym sprzeciwu tonem, Aleksa otworzyła usta, by odmówić. Wtedy poczuła silny uścisk w nadgarstku, a jej niedoszły ochroniarz wepchnął ją do pomieszczenia, w którym przechowywano sprzęt do fechtunku. Za nic miał zdziwione spojrzenia gapiów.

Walczył z kobietą?

Tłumiąc wybuch wściekłości, Karim puścił ją i zatrzasnął drzwi. Wpatrywał się w jedwabiste pukle miękko opadające na plecy Aleksy. Są jak zachód słońca na pustyni. Jego ciało trawił płomień pożądania tak niesamowity, że przez chwilę mógł myśleć wyłącznie o seksie.

– Otwórz drzwi – nakazała szorstko, zapewne nieświadoma wrażenia, jakie na nim robi. W jej głosie słychać było panikę. – Otwórz natychmiast.

– Wypełniam tylko rozkazy sułtana.

– Proszę… – Jej twarz pobladła. Karim zmarszczył brwi.

– Stając do walki, jeszcze przed chwilą, nie dbałaś o swoje bezpieczeństwo – powiedział wolno – a teraz chcesz mi wmówić, że przerażają cię zamknięte drzwi?

– Po prostu otwórz – powiedziała schrypniętym głosem. – Otwórz, proszę.

W równej mierze zakłopotany co zirytowany, Karim przekręcił klucz w zamku. Kobieta odetchnęła z ulgą. Zbuntowana księżniczka boi się zamkniętych drzwi. Było to tak nieprawdopodobne, że o mało się nie roześmiał. Skoro jest aż tak strachliwa, nietrudno będzie ją zniechęcić do życia w surowym klimacie Zangraru, u boku bezwzględnego sułtana.

– Nie walczę z kobietami, Wasza Wysokość.

– Teraz już tak. – Wzruszyła ramionami, odzyskując pewność siebie. Zgrabnym ruchem zdjęła kurtkę. – Tak czy inaczej, ty zwyciężyłeś. Twoje ego pozostało nietknięte.

– Moje ego nie wymaga ochrony. – Z trudem oderwał oczy od jej włosów. Pożądanie i rozsądek walczyły w nim o pierwszeństwo. – Mogłem cię zranić. – Studiował jej niezwykle piękną, niewinną twarz i próbował zestawić ten obraz ze wszystkim, co do tej pory o niej słyszał.

– Jesteś niezły. Ale przyjechałeś tu na darmo. Nie chcę ochrony.

– Twoje zdanie nie ma żadnego znaczenia, Wasza Wysokość.

Jego zadaniem jest towarzyszyć jej na każdym kroku i zniechęcić do małżeństwa. I dopnie swego.

– Jesteś ochroniarzem sułtana? – Rzuciła mu zaciekawione spojrzenie. Nie przewidział takiego pytania, dlatego minęła chwila, zanim znalazł wiarygodną odpowiedź.

– Mam obowiązek dbać o jego bezpieczeństwo.

– W takim razie wracaj do domu. Bardziej się tam przydasz.

– Nie zamierzasz za niego wychodzić?

– Ależ owszem. Po prostu nie potrzebuję towarzysza podróży. Sama zorganizuję sobie ochronę.

– A kogo wybrałaś do tej roli?

– Siebie. – Z tonu jej głosu wynikało, że to oczywiste. – Przez lata nauczyłam się, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo, można polegać wyłącznie na sobie.

– Zamierzasz sama przemierzyć pustynię?

– Zgadza się. I mam nadzieję, że nikt nie będzie mnie straszył. Robię się wtedy niezwykle groźna. – Na dowód tego przeszyła go spojrzeniem swoich błękitnych oczu.

– Nie wiem, czy wiesz, ale większość mężczyzn uwielbia kobiecą bezradność.

– To ci, którzy mają problemy z własnym ego i muszą pokonać smoka, żeby udowodnić swoją męskość. – Pochyliła się, żeby schować rękawice.

Karim zaniemówił. Nigdy nie spotkał takiej kobiety.

– Nie mówisz chyba poważnie? Chcesz jechać do Zangraru zupełnie sama? Nie znasz przecież drogi.

– Potrafię czytać mapę, używać nawigacji i rozmawiać przez telefon. Księżniczki w dzisiejszych czasach umieją zadziwiająco wiele. Jesteśmy wszechstronne. Nie słyszałeś?

Słyszał jedynie, że Aleksandra jest buntowniczką i przekonał się, że plotki nie są bezpodstawne. Już po pięciu minutach rozmowy z nią wiedział, że daleko jej do wizerunku łagodnej i uległej kobiety.

– Widzę, że nigdy nie chciałaś być księżniczką z bajki.

– Chciałeś powiedzieć bezradną ofiarą? – Zamyśliła się, zmarszczyła brwi i wzruszyła ramionami. – Nie jestem na tyle głupia, żeby wziąć zatrute jabłko od macochy, która mnie nienawidzi. Poza tym nie znoszę kobiecych robótek, więc raczej nie ukłuję się wrzecionem.

– Ale chcesz wyjść za sułtana – zauważył celnie Karim.

– Tak, chcę. – Nie wydawała się być zrażona tą perspektywą.

– Sułtan nalega na moją eskortę w czasie podróży, Wasza Wysokość.

Spojrzała na niego wyzywająco i przez chwilę mierzyli się spojrzeniem. Karim nie spuszczał wzroku, pewny swego.

– Dobrze więc. – Odwróciła głowę i wdzięcznym ruchem zsunęła buty. – Widzę, że cię nie powstrzymam. Mam tylko nadzieję, że nie pożałujesz.

Zaskoczony, że tak szybko uległa, Karim stał się podejrzliwy. Do czego ona zmierza?

– Nie przedstawiłeś się – rzuciła, chowając buty.

– Możesz nazywać mnie Karim, Wasza Wysokość – odpowiedział po chwili, otrząsając się z wrażenia, jakie zrobił na nim zarys jej piersi widocznych pod białą koszulką.

– Aleksa. Nie dbam o protokoły.

– Nie powinienem mówić ci po imieniu.

– Nie dbałeś o to, co wypada, kiedy wepchnąłeś mnie do tego pokoju. – Patrzyła na niego z ironią. – Najwyraźniej robisz, co chcesz.

– Chciałabyś ochroniarza, który pyta o pozwolenie, zanim ocali ci życie?

– Ja w ogóle nie chcę ochroniarza. – Energicznie zatrzasnęła drzwi szafy. – Jeśli potrzebna mi będzie ochrona, poradzę sobie sama.

Karim zacisnął zęby, powstrzymując się od komentarza, że w rzeczywistości Aleksa potrzebuje ochrony przede wszystkim przed sobą samą. Nie dalej jak miesiąc temu wyniesiono ją nieprzytomną z klubu, a kilka lat wcześniej rozbiła dwa samochody i miała wypadek na łodzi. Cudem uszła z życiem. Bez wątpienia jest nie tylko zuchwała, lecz także lekkomyślna.

– Pustynia kryje wiele niebezpieczeństw. Wiedzą o nich jedynie ci, którzy się na niej urodzili i wychowali.

– Moje życie nigdy nie było bezpieczne. Karim, mam pytanie. – Nie patrząc w jego stronę, założyła obcisły sweterek w kolorze głębokiej zieleni. Nadal miała na sobie bryczesy okrywające długie, szczupłe nogi.

– Śmiało.

– Co myślisz o sułtanie? Oddałbyś za niego życie? – Karim wyczuł ironię w jej głosie.

– Bez wahania – odpowiedział stanowczo. Aleksa upięła włosy, lecz kilka niesfornych kosmyków wysunęło się, opadając miękko na twarz.

– Co wiesz o mojej ojczyźnie?

– Rovina jest niewielkim państwem, w którym od śmierci twoich rodziców rządzi wuj regent. Jesteś jedyną spadkobierczynią, ale nie mogłaś zasiąść na tronie ze względu na swój młody wiek. – Karim dostrzegł cień na jej pięknej twarzy i pomyślał, że być może tragiczna utrata rodziców miała wpływ na jej późniejsze zachowanie. Gdyby ktoś pokierował nią twardą ręką, być może nie zeszłaby na złą drogę. – Twój ojciec i ojciec sułtana byli przyjaciółmi. Zawarli umowę, na której mocy masz poślubić obecnego władcę Zangraru w dniu swoich dwudziestych czwartych urodzin. To znaczy za cztery dni. – Nie wiedział, czy tylko mu się wydaje, ale oddech Aleksy znacznie przyspieszył.

– Odrobiłeś zadanie – przyznała.

– Kiedy skończysz dwadzieścia pięć lat, zostaniesz królową Roviny. Dziwię się, że w obliczu takiej perspektywy chcesz się przenieść na inny kontynent i zostać żoną człowieka, którego nigdy nie widziałaś. Jego wiara i obyczaje tak bardzo różnią się od twoich. – Jeśli teraz uda mu się zniechęcić ją do małżeństwa, zaoszczędzi sobie męczącej podróży.

– Uważasz, że nie powinnam wychodzić za sułtana?

– Wręcz przeciwnie – skłamał gładko. – Wierzę, że to małżeństwo będzie udane. Jesteś odważna i zuchwała. Potrzeba obu tych cech, żeby ujarzmić sułtana.

– Ujarzmić?

– Kobiety twierdzą, że sułtan jest niczym dziki tygrys, którego zamknięto w klatce. – Karim uśmiechnął się współczująco, zadowolony z wrażenia, jakie zrobiły na niej te słowa. – Kobieta, która będzie dzieliła z nim swój los, musi być niezwykle śmiała.

– Jeśli próbujesz mnie nastraszyć, nic z tego. Wybrałeś złą osobę.

– Wcale nie – skłamał, zaskoczony jej reakcją. – Im dłużej na ciebie patrzę, tym bardziej jestem przekonany, że będziecie idealną parą. Chciałem się tylko przekonać, czy ty sama jesteś pewna, że tego chcesz. Masz prawo zerwać umowę.

– Nie zamierzam tego robić.

Patrzył teraz w jej duże błękitne oczy, a jego ciało przeszył kolejny dreszcz pożądania. Zastanawiał się, czy powinien jej powiedzieć, że sułtan jak najbardziej byłby nią zainteresowany, tyle że nagą i bez obrączki.

– Jak widzę, nie ma w twoim życiu miejsca na miłość i romantyczne uniesienia.

– Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że wierzysz w miłość? – Jej piękne oczy zalśniły z rozbawienia. – Jesteś romantykiem?

– Nie rozmawiamy o mnie.

– Czyżbym trafiła w czuły punkt? – Przyglądała mu się przez chwilę w milczeniu, po czym podeszła do okna i zerknęła na dziedziniec. – Nie będę udawać, że to małżeństwo ma cokolwiek wspólnego z miłością. Oboje wiemy, że tak nie jest… – Ściszyła głos i zmarszczyła brwi, jakby zaskoczona własnymi słowami. – Po co ja ci to w ogóle mówię? Nie twoja sprawa, dlaczego chcę wyjść za sułtana. Masz mnie tylko bezpiecznie dowieźć do Zangraru.

Karim zastanawiał się, co by powiedziała, wiedząc, że jego zadanie jest o wiele bardziej skomplikowane. Aleksandra jest jedyną osobą, która może zerwać tę idiotyczną umowę, i to on ma się postarać, żeby tak właśnie się stało.

Kieruje nią wyłącznie chciwość, a świadomość, że jest ona w stanie poślubić mężczyznę, którego w życiu nie widziała, przyprawiała Karima o mdłości. Taka kobieta mogłaby tylko zaszkodzić jego krajowi.

Nie zdając sobie sprawy, że cel Karima dalece różni się od jej własnych dążeń, Aleksa przechadzała się w tę i z powrotem po pokoju. Co chwilę zerkała na drzwi, jakby spodziewała się, że zaraz ktoś wejdzie.

– Skoro nalegasz, żeby mi towarzyszyć, powiedz mi, jakie masz plany co do podróży.

– Wyruszamy o świcie. Odrzutowiec sułtana czeka na lotnisku. – Karim zauważył, jak księżniczka nerwowo splata palce wyraźnie czymś poruszona. Coś ją niepokoi. Pytanie tylko, co?

– Mój wuj zna twoje plany? – Spojrzała mu prosto w oczy, a Karim nieomal poczuł jej przerażenie.

– Poprosił mnie o szczegółowy plan podróży.

– Świetnie. – Milczała przez chwilę, zastanawiając się nad czymś. – Wuj zaprasza cię na kolację. Jako wysłannik sułtana jesteś honorowym gościem. Chciałabym zadać ci jeszcze jedno pytanie, zanim stąd wyjdziemy.

– Proszę.

– Jesteś naprawdę dobry w tym, co robisz? Najlepszy?

– Nie musisz się martwić o swoje bezpieczeństwo.

– Tak myślisz? – Pytaniu towarzyszył gorzki śmiech.

– Nikt nie odważy się tknąć nawet palcem przyszłej żony sułtana.

Księżniczka przyglądała mu się dłuższą chwilę. Jej błękitne oczy intensywnie studiowały jego twarz.

– Z wyjątkiem tych, którzy nie chcą, żebym została jego żoną.