Zapisane w kartach. Powroty - Karolina Wilczyńska - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Zapisane w kartach. Powroty ebook i audiobook

Karolina Wilczyńska

4,6

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

150 osób interesuje się tą książką

Opis

Koniec wakacji nie przynosi Wardeckim spodziewanego powrotu do codzienności. Najpierw otrzymują wiadomość, która mrozi im krew w żyłach, a chwilę później karetka zabiera Rafała do szpitala z podejrzeniem zawału serca.
 
Agnieszka czuje, że grunt usuwa jej się spod nóg. Rozdarta między szpitalem, pracą, domem i opieką nad schorowaną matką, powoli traci kontrolę nad własnym życiem. Każdy dzień staje się walką, a ona sama coraz bardziej zamyka się w sobie.
 
Dla Zosi i Elizy to czas przyspieszonego dorastania. Na barki starszej córki spadają codzienne obowiązki i odpowiedzialność za młodszą siostrę, która właśnie zaczyna naukę w nowej szkole. Obie muszą odnaleźć się w świecie, który nagle przestał być bezpieczny.
 
Ukojenie znajdują w domu Emilii. Mogą tu liczyć nie tylko na gorącą herbatę, ale przede wszystkim na ciepło, spokój i nadzieję. Ale czy to wystarczy, by posklejać rozpadający się świat? Czy Agnieszka odważy się przyjąć pomoc? I czy Emilia zdradzi w końcu sekret, który skrywa od lat?
Karolina Wilczyńska po raz kolejny porusza najczulsze struny i przypomina, że czasem trzeba zmierzyć się z przeszłością, by naprawdę zacząć żyć i z odwagą spojrzeć w przyszłość.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 339

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 25 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Barbara Liberek

Oceny
4,6 (58 ocen)
38
18
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
PhantomLord

Nie oderwiesz się od lektury

Doskonała . Zachęca do potrząśnięcia własnym życiem. Strach i kontrolę -zamienić w miłość … Czasem jednak miłość w życiu odbierana jest właśnie jako strach ,kontrola lub brak godności … Doskonale się słucha .Polecam .Nie zawiodłam się
00
Leos5

Nie oderwiesz się od lektury

super tylko co dalej chcialoby sie sluchac dalszych losow Karolino napis
00
sie2956

Nie oderwiesz się od lektury

Nakłania do przemyśleń.
00
irwin242

Nie oderwiesz się od lektury

Smutek bo juz koniec tej pięknej opowiesci.Piekne zakończenie . Żyć trzeba dalej. poukladac sprawy i odetchnąć . Polecam całe trzy tomy,polecam bo warto ...
00
lusiast

Nie oderwiesz się od lektury

Smutek bo juz koniec tej pięknej opowiesci.Piekne zakończenie . Żyć trzeba dalej. Bohaterowie poukladli sobie sprawy i teraz mogą odetchnąć . Polecam całe trzy tomy,duzo mozna dzięki nim zrozumieć .
00



Copyright © Karolina Wilczyńska, 2026

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026

Redaktorka prowadząca: Joanna Jeziorna-Kramarz

Marketing i promocja: Judyta Kąkol

Redakcja: Barbara Kaszubowska

Korekta: Agnieszka Śliz, Magdalena Owczarzak

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki i strony tytułowe: Anna Slotorsz | artnovo.pl

Fotografie na okładce: © CHAIYAPHON, © Salomi art, © Destina, © Galushchenkova, © AnnAza, © Artranq, © Komora | Adobe Stock

Fotografia autorki na skrzydełku: Agnieszka Filipowska | Studio Niebieski Królik

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68800-74-6

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

Ostatnie dni sierpnia miały w sobie coś niejednoznacznego – jakby świat stał jedną nogą na progu lata, a drugą już w chłodnym przedsionku jesieni. Powietrze było jeszcze ciepłe, ale o świcie czuło się w nim cienką, ledwie wyczuwalną warstwę wilgoci. Trawa w ogrodzie pachniała mokrą ziemią, choć już nie padało, a poranne światło miękko otulało krzewy i drzewa. Nad rabatą z hortensjami unosiła się mgiełka, która znikała powoli, gdy niebo zaczynało się przecierać z nocnego granatu chmur.

Agnieszka obudziła się przed dzwonkiem budzika. To nie był przypadek – jej ciało od lat działało jak precyzyjnie zaprogramowany mechanizm. Leżała chwilę w półmroku, wsłuchana w ciszę domu. Rafał oddychał spokojnie, równomiernie, lekko pochrapywał. Ulicą przejechał pierwszy samochód, a odległy, stłumiony dźwięk silnika przypominał, że świat już się budzi.

Wstała cicho, na jedwabną piżamę narzuciła cienki szlafrok i zeszła do kuchni. Gdy otworzyła okno, do środka wdarł się podmuch powietrza – świeżego, pachnącego trawą i czymś jeszcze, trudnym do uchwycenia. Może to była woń pierwszych opadających z brzozy liści, a może czegoś zupełnie innego. Agnieszka zamknęła szybko okienne skrzydło i szczelniej otuliła się szlafrokiem.

Na stole leżał jej notes. Otworzyła go, przesuwając palcem po wczorajszych zapiskach. Telekonferencja o dziewiątej. Zestawienia kwartalne. Telefon do kontrahenta z Krakowa w sprawie błędnej faktury. Niżej, pod linią oddzielającą sprawy zawodowe od domowych, dopisała wieczorem: Eliza – strój na rozpoczęcie roku. Sprawdzić buty. Fryzjer?

Zatrzymała się przy tym punkcie. Eliza zaczynała nową szkołę. Nowe środowisko, nowe twarze. Agnieszka chciała, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik – biała bluzka, granatowa spódnica, eleganckie buty. Nic nie mogło wyglądać przypadkowo.

Włączyła ekspres. Cichy szum wypełnił kuchnię, przerywając poranną ciszę. Gdy kawa zaczęła sączyć się do filiżanki, oparła dłonie o blat i zamknęła oczy. To była jej krótka chwila dla siebie, zanim dom zacznie żyć.

I zaraz na schodach rozległ się stłumiony krok.

Rafał zszedł wolniej niż zwykle, jakby jeszcze nie do końca się obudził. Miał na sobie jasny T-shirt i dresowe spodnie. Włosy sterczały mu w nieładzie, co kiedyś Agnieszka uważała za urocze. Teraz patrzyła na to bardziej jak na niedbalstwo.

– Dzień dobry – powiedział cicho.

– Dzień dobry – odpowiedziała, podając mu filiżankę z kawą.

Usiadł przy stole i przez chwilę patrzył w okno. Słońce wspinało się powoli ponad linię dachów okolicznych domów. W jego świetle ogród wyglądał jak scena z pocztówki. Rafał upił łyk kawy i zmrużył oczy. Ciepło napoju rozlało się przyjemnie w przełyku i popłynęło do żołądka. Jednak razem z nim pojawił się lekki ucisk w klatce piersiowej. Wardecki go zignorował.

Z góry dobiegł dźwięk otwieranych drzwi.

Zosia zeszła pierwsza. Miała na sobie luźną koszulkę i długie, jasne spodnie. Włosy opadały jej swobodnie na ramiona. Emanował z niej spokój. Usiadła bez słowa przy stole i sięgnęła po kubek.

– Cześć – powiedziała cicho.

– Dzień dobry – poprawiła ją Agnieszka odruchowo, choć ton miała łagodniejszy niż zwykle.

Zosia uniosła wzrok i przez chwilę patrzyła na matkę. W jej spojrzeniu nie było już buntu, raczej uważność.

– Dzień dobry – powtórzyła posłusznie.

Eliza pojawiła się chwilę później, w krótkich szortach i obszernej bluzie, którą podkradła ojcu i nosiła mimo protestów Agnieszki, że moda na zbyt duże ubrania jest nie do przyjęcia i nie ma nic wspólnego z klasą i elegancją. Młodsza córka Wardeckich miała przed sobą ostatnie dni wakacji, więc jej poranki nie miały w sobie szkolnej nerwowości. Przetarła oczy i uśmiechnęła się nieśmiało.

– Ale chłodno – mruknęła.

– To tylko o poranku – odpowiedziała Agnieszka. – W dzień będzie ciepło.

– Ale czuć już jesień – wtrąciła Zosia, spoglądając w stronę ogrodu.

Rafał podążył za jej spojrzeniem. Rzeczywiście, na trawie leżało kilka pojedynczych liści. Żółtych. Zbyt wcześnie. Sierpniowe upały i susza sprawiły, że szybciej poddawały się nadchodzącej jesieni.

– Jeszcze jest lato – powiedział cicho, jakby chciał przekonać samego siebie.

Przy stole zapadła cisza. Słychać było tylko stuk łyżeczki o filiżankę i delikatne brzęczenie ekspresu, który kończył pracę. Agnieszka przeglądała w telefonie kalendarz, przesuwając palcem po ekranie.

– Eliza, po śniadaniu przymierzysz bluzkę – zarządziła. – I sprawdzimy buty. Nie chcę niespodzianek tuż przed rozpoczęciem roku.

Eliza westchnęła i skinęła głową. Wiedziała, że sprzeciw na nic się zda.

Rafał przyglądał się córkom z mieszanką czułości i irracjonalnego niepokoju, który narastał w nim od kilku tygodni.

Zosia była już dorosła. Zaczynała podejmować własne decyzje, stała na progu poważnego życia. Miała swoje plany, myśli, które nie zawsze zdradzała. Eliza dopiero wchodziła w świat poważnych ocen i porównań. A on? Coraz częściej czuł wątpliwości, czy dobrze się sprawdza w roli ojca.

Dotknął dłonią klatki piersiowej. Tylko na moment. Jakby chciał sprawdzić, czy serce nadal pracuje równo. Zosia zauważyła ten gest i zapytała cicho:

– Tato? Źle się czujesz?

– Nie, wszystko w porządku – odpowiedział szybko. – Po prostu źle spałem.

Agnieszka podniosła wzrok.

– Powinieneś wcześniej się kłaść – stwierdziła rzeczowo. – Organizm potrzebuje regularności, równowagi.

Nie odpowiedział. W jego oczach pojawił się cień zmęczenia.

Zosia wciąż patrzyła na ojca. Czuła, że nie powiedział całej prawdy. Ale milczała. Wiedziała, że w tej rodzinie każde nierozważne słowo może wywołać lawinę, na którą nikt nie ma siły.

Eliza zaczęła opowiadać o koleżance z obozu, która przysłała jej zdjęcia znad morza. Jej głos był beztroski i pełen energii. Ta zwyczajna opowieść działała kojąco – jakby świat wciąż był prosty, jakby największym problemem był wybór koloru plecaka.

Agnieszka wstała, zebrała talerze i odstawiła je do zlewu. Ruchy miała szybkie, zdecydowane. Każdy przedmiot miał swoje miejsce, a każda czynność – swoją kolejność.

Zosia podeszła do okna i podniosła wyżej roletę. Więcej światła wpadło do kuchni, rozświetlając twarze domowników. Przez chwilę wszystko wydawało się zwyczajne, spokojne i prawie sielankowe. Tylko powietrze było inne. Gęstsze. A może tak się tylko Zosi wydawało?

Rafał wstał powoli. Nieoczekiwanie zakręciło mu się w głowie. Oparł się o stół, udając, że poprawia krzesło. Zosia i to zauważyła. Ich spojrzenia się spotkały. W jej oczach było pytanie. W jego – prośba o dyskrecję. Dziewczyna ledwie dostrzegalnie skinęła głową.

Agnieszka wróciła do stołu i ponownie sięgnęła po notes.

– Elizo, po południu pojedziemy jeszcze do galerii. Chcę kupić ci nowe buty. Wybierzemy coś eleganckiego.

– Mamo, to tylko nowa szkoła – zaprotestowała dziewczynka z uśmiechem.

– Właśnie dlatego – odparła Agnieszka. – Pierwsze wrażenie jest ważne.

Zosia odwróciła się od okna.

– Nie wszystko da się zaplanować – powiedziała cicho.

Agnieszka spojrzała na nią karcąco.

– Właśnie dlatego trzeba planować to, co się da.

Córka nie odpowiedziała.

Za oknem słońce wspięło się wyżej. Ogród rozświetlił się złotym blaskiem. Lato jeszcze trwało, ale w cieniu jabłoni czaiła się już chłodniejsza nuta.

W domu Wardeckich pozornie wszystko wyglądało normalnie. Cztery osoby w kuchni pachnącej kawą, rodzina celebrująca jeden z ostatnich poranków wakacji. A jednak nadchodziło coś nieuchronnego. Jak zmiana pory roku, która nie pyta o zgodę. Jak cień chmury na słonecznym niebie.

Jeszcze nikt nie wiedział, że ten zwyczajny poranek stanie się granicą. Że za chwilę ich świat zupełnie się zmieni.