10,00 zł
Krótka historia o lojalności, opowiedziana oczami ślepego pieska.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 20
Rok wydania: 2023
ZAPACH
Pamiętam gdy pierwszy raz poczułem ZAPACH. ZAPACH różni się od zapachu tym, że ZAPACH jest tym najważniejszym zapachem. Zapachem JEGO. Byłem w tym miejscu, gdzie inne psy mieszkały na zimnym betonie, w klatkach z kwaśnego żelaza. I wtedy w mieszaninie zapachów starej suki po lewej i młodego, głośnego kurdupla po prawej pojawiło się coś nowego. Najpierw poznałem zapachy tych ludzi, którzy się nami zajmują i są mili choć trochę zmęczeni, a potem był on. Pachniało dziwnie, lekko kawą, lekko kwaśnym męskim potem. Ale też miętą i tą wodą, w której ludzie myją swoje ubrania, jakoś nigdy nie miałem okazji ich spytać, jak to się nazywa. Było coś jeszcze w tym zapachu, coś niespotykanego, co od razu mi się spodobało. Poczułem takie ciepło tam w środku i mój ogon jak zwykle zaczął sam z siebie machać.
Potem usłyszałem, jak moje żelazo jest rozsuwane i ZAPACH wchodzi do mojego miejsca. Jestem bardzo ciekawskim psem a gdy byłem młodym szczeniakiem to w ogóle lubiłem wszystko wąchać, jako, że to mój główny sposób poznawania świata. Stara suka obok mówiła, że większość psów „widzi”, cokolwiek to znaczy ale ja nigdy nie widziałem. Za to całkiem dobrze słyszę i wiem o wiele więcej od reszty psów, które polegają na widzeniu i wąchaniu a przez to zaniedbały zasady mowy ludzkiej, które ja opanowałem całkiem dobrze.
Zwłaszcza lubię, gdy nastaje wielkie ciepło a dla tych co widzą jest to poranek i wschodzi słońce, wówczas mój ulubiony opiekun Marek, który ma bardzo miękki i przyjemny głos, wchodzi do naszych kojców wyprowadzić nas po kolei na pierwszą potrzebę. Najbardziej u Marka lubię to, że słucha z rana profesora Miodka, który z wielkim podnieceniem opowiada mi o niuansach ludzkiej mowy o których sam mówi „polszczyzna”.
Gdy ZAPACH wszedł do mojego kojca usłyszałem, jak jeden z opiekunów, ten który śmierdzi kwaśnym dymem, mówi o moim braku widzenia. Ludzie nazywają to ślepotą nie wiem dlaczego. Poczułem, jak on klęka przede mną i wtedy moje nozdrza zostały w pełni wypełnione ZAPACHEM, co było całkiem przyjemne, tak przyjemne, że zacząłem mocniej merdać ogonem i wsadziłem pysk w sam środek ZAPACHU. To było bardzo przyjemne bo on miał bardzo ciepłe i pewne ręce i zaczął mnie głaskać tak, jak lubię: za uchem, po szyi, po karku a potem po brzuchu. Bardzo przypadliśmy sobie do gustu i po chwili byłem prowadzony gdzieś na smyczy. Nadal sporo czasu spędziłem na terenie schroniska, ale wiedziałem już, co się święci. Wszyscy skandowali ADOPCJA, ADOPCJA, ADOPCJA a ja z dumą merdałem ogonem, bo wiedziałem, że nadeszła moja kolej.
W końcu opuściliśmy gwar i weszliśmy do jego pojazdu, który cały był wypełniony ZAPACHEM. Byłem często głaskany bo to była dopiero druga jazda w moim życiu i nieźle trzęsło, ale dałem radę. Potem wysiedliśmy i mój człowiek zabrał mnie do swojego miejsca na który mówi dom.
Dom był duży i pełen zapachów, które zwabiają młodego szczeniaka. Wielokrotnie tego dnia i następnych obijałem się tak, że aż mnie nos od tego wszystkiego rozbolał. Ale byłem zbyt szczęśliwy, by na to zważać. Byłem już z moim człowiekiem. I byłem szczęśliwy. Po jakimś czasie doskonale wiedziałem, gdzie jest każdy kąt, gdzie jest fotel, gdzie jedzenie. Wiedziałem też, że mój człowiek wstaje kiedy w moim ulubionym miejscu przy tak zwanym oknie robi się trochę ciepło co zapewne zwiastuje to słońce, o którym wszyscy szczekali.
Pierwsze co mój człowiek robi, gdy wstaje to wychodzi za potrzebą ale on robi to w domu, co zawsze uważałem za nienaturalne, ale cóż, o gustach się nie dyskutuje. Zawsze wówczas cierpliwie czekam, bo człowiek nie lubi, gdy siedzę wówczas z nim, choć nie jest łatwo wytrzymać, gdy spod drzwi unosi się tak przyjemny zapach kupy. Na szczęście potem jest już moja kolej i człowiek zabiera mnie na dwór. Idziemy na tyły domu, gdzie jest kolejne chodzące żelazo o kwaśnym zapachu i wychodzimy na coś, o czym towarzystwo mówi łąka. Łąka to wielkie pachnące coś, pełne mokrości, śladów po innych psach, kotach a nawet lisach. Człowiek często spotyka się tam z innymi ludźmi, którzy wyszli ze swoimi psami. Ja mam wówczas okazję pogadać z ich psami o pogodzie, polityce, tym co miałem na śniadanie. Nie wstydzę się tego kompletnie, ale bardzo lubię też powąchać po zadzie małą sukę, którą wyprowadza inny człowiek, który według profesora Miodka byłby bynajmniej ordynarny. Albo jakoś tak. Mój człowiek nie słucha radia i już nie bardzo pamiętam. Suka przedstawiła się jako ciułała Marlenka. Nie mam pojęcia, jak takie ciułały wyglądają, ale jednego jestem pewien, Marlenka jest tak głośną suką, jak jej pan ordynarnym chamem. Mój człowiek jest jednak wysoce kulturalny i zawsze przytakuje na coś co potem nazywa litanią kurew.
Po skończonej potrzebie wracamy by mój człowiek mógł zażyć kąpieli. Przestaje wówczas śmierdzieć tak miło potem i muszę długo czekać, zanim znowu zacznie pachnieć tak, jak lubię. Ludzie to bardzo dziwne istoty ale cóż, osiągnęli więcej niż psy więc taka widocznie jest cena wielkości.
Gdy mój człowiek się umyje następuje bardzo przyjemny etap bowiem zaczyna w tak zwanej kuchni przyrządzać jedzenie. Najbardziej lubię zapach jajecznicy z boczkiem. Niestety mogę ją dostać tylko na urodziny, gdyż przez resztę roku dostaję specjalną karmę bym żył długo i zdrowo. Nie rozumiem po co mam żyć długo skoro tak rzadko jest mi dane cieszyć się smakiem jajecznicy z boczkiem ale trudno, ludziom tego nie da rady wyperswadować.
Gdy człowiek przygotuje sobie śniadanie napełnia moją miskę po czym idzie do pokoju z kanapą i puszcza pudło z odgłosami zwane telewizorem. Gdy człowiek zje mogę się dosiąść na kanapę, gdyż kiedy jest w trakcie jedzenia to za bardzo cieknie mi ślina i brudzę. Więc gdy już człowiek zje to siedzimy na kanapie i oglądamy te idiotyczne komedie, oni nawet nie mówią tam po polsku. Ale miło mi się siedzi z moim człowiekiem. Nie widzę obrazków na telewizorze więc wsłuchuje się w słowa i już nawet opanowałem podstawy angielskiego. Według mnie dosyć plebejski język. Człowiek ogląda a ja wtulam nos w jego bluzę i chłonę ZAPACH i wówczas jestem bardzo szczęśliwy i macham dosyć bezwiednie ogonem.
Potem człowiek musi iść do pracy i jest to moment, którego najbardziej nie lubię. Zaczyna szybko chodzić po mieszkaniu a ja chodzę za nim a, że nie widzę gdzie ma zaraz pójść to często się plączę pod nogami. Co prawda człowiek ma swoje trasy ale czasem dokonuje zwrotów o których nie raczy mnie informować. Dajmy na to zawsze chodzi z plecakiem po mieszkaniu i ładuje do niego rzeczy. Z kuchni bierze jedzenie, z sypialni brzęczące coś. Ja mu wiernie towarzyszę. Pewnego razu był już w sypialni, wychodził z niej po czym nagle się wrócił i potknął o niczego nie spodziewającego się mnie. Gdzie tu moja wina, że zapomniał brzęczące coś?
Innym razem gdy już wyszedł i miał przekręcać klucz – a trzeba wiedzieć, że mam wówczas nos utkwiony w drzwiach by złapać jak najwięcej znikającej świeżości ZAPACHU - musiał znowu czegoś zapomnieć bo nagle jeszcze raz otworzył drzwi, które zatrzymały się na moim nosie. Człowiek co prawda przepraszał i był bardzo poruszony, ale wystarczyło, jakby powiedział, że wraca, to bym się odsunął. No nie dogadasz się z tymi ludźmi.
Oczekiwanie na człowieka jest zawsze męczące. Nie ma go i nie ma. Trochę pośpię, trochę pochłepczę wodę z miski. Obwącham wszystkie kąty, czy nic się nie zmieniło. ZAPACH pozostaje stały co jest dobrym objawem bowiem znamionuje, że człowieka nie ma tylko przez bardzo długi czas a nie przez wieczność. Jakoś w połowie nieobecności człowieka pogadam sobie z owczarkiem z sąsiedztwa. Przez uchylone okna wymieniamy się informacjami który kamień ostatnio obsikaliśmy, czyi zad obwąchaliśmy i generalnie orientujemy się wzajemnie w polityce zagranicznej – ostatnio w okolicy ktoś wziął na spacer jakąś sporą sukę i nikt nie może określić jakiej była rasy. Jedno jest pewne, jadła zagraniczną karmę, nie naszą.
Dopóki ZAPACH unosi się w mieszkaniu, dopóty jestem w miarę spokojny. Najbardziej lubię, gdy człowiek przed wyjściem w pośpiechu nie zamknie drzwi do toalety. Ma tam taki koszyk w którym trzyma rzeczy, które już ładnie śmierdzą. Nie mam doprawdy pojęcia, dlaczego jest niekontent, gdy wciskam tam nos, ale zapach jest oszałamiający.
Miałem kiedyś koszmar, w którym chodziłem po mieszkaniu ale w żadnym kącie nie mogłem znaleźć jego ZAPACHU. Jestem psem niewidomym i węch to wszystko co mam, by rozpoznać swojego człowieka. Zostaje oczywiście słuch, ale słuch nic nie daje gdy tylko człowiek sobie pójdzie. ZAPACH pozostaje i nadal mogę się czuć szczęśliwy, choć nie tak często macham ogonem jak kiedy człowiek jest w mieszkaniu. Gdy się zbudziłem z tego koszmaru natychmiast obiegłem wszystkie kąty i na szczęście ZAPACH był wszędzie tam, gdzie być powinien.
Pewnego razu człowiek przyprowadził innego człowieka. Było to podejrzane, gdyż człowiek często miał u siebie ludzi i byli całkiem mili. Głaskali mnie i dawali mi smakołyki. Jednak tamten człowiek był inny. Pojawiał się sam, pachniał w miarę ładnie, choć nie umywa się to do ZAPACHU. Za to u mojego człowieka czułem wyraźną zmianę w jego pocie, gdy pojawiał się drugi człowiek. Od razu wiedziałem, że to nie są zwykli ludzie. Zwłaszcza, gdy zaczęli zamykać się w sypialni i wydzielać bardzo ładne i intensywne zapachy. Niestety nigdy nie było mi dane zbliżyć się wówczas chociaż na chwilę. Na początku czułem smutek, gdyż mój człowiek nie chciał, bym brał w czymś udział co było częścią jego życia ale potem skonsultowałem to z innymi psami i widocznie jest to tradycja. W takich sprawach najbardziej obyta jest ta mała suka Marlenka, gdyż gdy jej pana nie ma w domu jej panią odwiedzają inne samce i wydzielają sporo zapachów. Ponoć to naturalne zachowanie u ludzi.
Polubiłem drugiego człowieka, czasem ze mną wychodzi gdy mój człowiek jest bardzo zmęczony. Dwa razy spał nawet u mnie gdy mojego człowieka nie było. Cóż, przynajmniej ktoś dotrzymał mi towarzystwa, gdy czekałem na pana.
Pojąłem, że coś zaczyna się dziać, gdy ZAPACH się zmienił. Było w nim coś nowego coś takiego niemile gorzkiego. Pan raz wrócił i to już było. Bardzo się niepokoiłem więc cały czas chodziłem za człowiekiem i dawałem mu znać, że pachnie inaczej. Najpierw się tym nie przejął.
Zaczęli się przejmować dopiero potem, gdy człowiek oprócz pachnieć inaczej zaczął się też szybko męczyć. Nie wychodził już ze mną na spacery tak długie jak kiedyś. Potem ludzie wrócili raz od weterynarza choć mnie do niego nie zabrali – wiedziałem, bo pachnieli podobnie jak wtedy, gdy zjadłem zdechłą mysz i mój żołądek nie umiał sobie z nią poradzić. Ludzie wrócili i czułem, że są bardzo smutni. Ludzie czasem bywają smutni. Kiedy drugi człowiek się wprowadził na stałe, parę razy szczekali na siebie co nazywa się kłótnią. Potem jeden szedł do kuchni zapalić papierosa a drugi siedział w sypialni i czasem nawet płakał. Wydzielał w tedy taki zapach jakby coś bardzo kwaśnego i kłującego siedziało w nim i rosło i wylewało się przez skórę i oczy. Czasem był tam też zapach gniewu który przypomina trochę w nosie straszne zmęczenie.
Był też raz, gdy mój człowiek długo płakał. Było to wówczas, gdy nagle jego mama przestała przyjeżdżać. Pachniała zawsze trochę podobnie do człowieka i dawała mi smakołyki pod stołem. Potem przestała i człowiek był długo smutny. Ale wtedy pachniał pusto, jakby coś mu ze środka ubyło i wtedy wstrząsały nim takie drgawki. Doskonale go rozumiem gdyż raz mój człowiek wyjechał na długo i jak wrócił pachniał wielką wodą. Gdy go nie było każdej nocy czułem, jak coś mi w środku ubywa i nogi mi drżały i mój ogon nie potrafił już samoistnie machać. Dlatego podchodziłem wówczas do człowieka i chciałem mu powiedzieć, że jego mama pewnie też pojechała nad wielką wodę jak on wtedy.
Różnie pachnie smutek ale ten smutek - gdy wrócili od weterynarza - był inny. Człowiek pachniał, jakby czegoś mu ubyło albo zaraz miało ubyć, jak ja gdy człowiek wychodzi z domu beze mnie. Ale był w nim też taki gorzki zapach, człowiek był zły tylko nie wiem na co. Ludzie wrócili i płakali i mnie też się zrobiło bardzo smutno. Pamiętam, że wtedy pozwolili mi spać w ich łóżku co nie robią tak często bo ich budzę gdy śni mi się, że biegam z moim człowiekiem po łące pachnącej wszystkimi zapachami. I zapachem wilgoci jaki jest rano i zapachem gorącej trawy gdy świeci na nią słońce i takim wytrawnym wieczornym chłodem. I wszystkie te zapachy za jednym razem! Przeleżeliśmy wówczas całą noc i z jednej strony byłem bardzo szczęśliwy ale z drugiej było mi smutno bo nie rozumiałem co smuci moich ludzi.
Potem zrobiło się gorzej. Poczułem w zapachu mojego człowieka coraz więcej gorzkich niedobrych nut. Człowiek coraz częściej znikał i gdy wracał pachniał weterynarzem. Gdybym tylko wiedział, że człowieka trzeba przez zły zapach brać do weterynarza to wówczas, gdy pierwszy raz to poczułem chodziłbym za nim dzień i noc i szczekał aż w końcu by zrozumiał, o co mi chodzi.
Teraz leżę i wspominam ten dzień w którym ostatni raz wzeszło ciepłe słońce i mnie obudziło i mogłem jeszcze pomerdać ogonem. Człowiek zniknął już jakiś czas temu i był ze mną drugi człowiek. Drugi człowiek też był bardzo smutny więc wiele razy na wilczą modłę wyliśmy do księżyca, by mój człowiek mógł nas znaleźć w nocy. Nic to jednak nie dało. Pamiętam tamten dzień. Słońce wstało, drugi człowiek zabrał mnie na spacer a potem po spacerze nasypał mi karmy. Sam nic nie jadł. Od dłuższego czasu drugi człowiek jadł mało.
Tego dnia zniknął na długo i wrócił bez mojego człowieka pachnąc weterynarzem. Wziął smycz więc myślałem, że idziemy na spacer, jednak człowiek zabrał mnie do samochodu. Dawno nie jeździłem i nawet o tym zapomniałem, więc przez chwilę merdałem w miarę szczęśliwy ogonem. W aucie był ZAPACH więc czułem się bezpiecznie. Przypomniało mi się, jak z człowiekiem jeździliśmy tym autem do lasu, to były dni pachnące ciepłem. Teraz pojechaliśmy do miejsca, z którego ludzie wracali z zapachem weterynarza. Gdy zrozumiałem, że jedziemy do mojego człowieka, nawet się nie przeraziłem, że zabierają mnie do weterynarza, byle tylko był tam mój człowiek. Szliśmy długo po miejscach pachnących słabymi ludźmi. Nie podobały mi się te zapachy. Aż wreszcie wywąchałem ZAPACH i poczułem jak wypełnia mnie szczęście. Usłyszałem jego głos jak mnie przywołuje i zacząłem go energicznie szukać. Drugi człowiek wziął mnie na ręce i położył na łóżku obok mojego pana.
Człowiek źle pachniał, tak kwaśno zmęczeniem. I był bardzo chudy, jego ręce były zimne a głos cienki. Ale to był mój człowiek i szalałem z radości, nie mogłem powstrzymać mojego ogona. Człowiek długo mnie głaskał i był bardzo smutny. Potem przyszli jacyś ludzie i drugi człowiek musiał mnie zabrać. Gdy wracaliśmy autem do domu nagle zatrzymał się i zaczął mocno płakać i wyć. Próbowałem go pocieszyć i pozwolił mi wejść sobie na kolana. Wtulił się w mój kołnierz i długo drżał a ja drżałem razem z nim. Było już bardzo późno, gdy wróciliśmy do domu.
Następnego dnia drugi człowiek dostał telefon i zniknął i nie było go cały dzień. Gdy wrócił pachniał kwaśno. Co najgorsze nie poczułem, by był na nim nowy ZAPACH. Potem człowiek długo się do mnie nie odzywał tylko siedział w sypialni i pachniał pustką. Potem pojawiło się dużo ludzi i każdy nie pachniał tak jak trzeba. Każdy był smutny i od każdego czuć było tęsknotę. Wielu mnie chciało pogłaskać ale byłem na nich zły i warczałem bo wnieśli do domu swoje zapachy i przez nie czułem ZAPACHU. Zamknęli mnie na dole w piwnicy, żebym nie przeszkadzał ale tutaj prawie w ogóle nie pachniało moim człowiekiem. Byłem wówczas bardzo zły i zacząłem szczekać. A gdy już się wyszczekałem to poczułem taką tęsknotę wzbierającą w moim wnętrzu, że zacząłem wyć tak głośno, by nawet przez beton moje wycie wydobyło się do księżyca i dotarło do mojego człowieka, który widocznie się zagubił. Mimo to, człowiek nie przyszedł. Gdy miałem już zdarte gardło zacząłem krążyć po piwnicy i wówczas poczułem to. ZAPACH. Stary, nie taki jak trzeba ale to był ten ZAPACH. Dochodził ze starego pudła które pośpiesznie rozszarpałem i wtedy poczułem go mocniej i mi się przypomniało. Stare buty człowieka, w których kiedyś wychodził beze mnie bo chciał biegać a ja się co chwila potykałem. Bardzo lubiłem te buty ale człowiek nigdy nie pozwalał mi ich pożuć. Teraz w końcu mogłem to zrobić ale nie chciałem, by moja ślina zabiła ZAPACH, więc tylko położyłem na nich nos i tak usnąłem.
Człowiek długo nie wracał. Wypuszczono mnie gdy wszyscy już sobie poszli i zostawili swoje zapachy. Normalnie byłbym ukontentowany i chodził po domu smakując te nowe wonie. Ale wtedy jedyne o czym myślałem, to o ZAPACHU. A przez ich zapachy ZAPACH znikał. Na szczęście nie tak łatwo pozbyć się woni mojego człowieka. Bardziej martwiło mnie co się stało z moim człowiekiem, gdyż ten długo nie wracał. Drugi człowiek nie wył już ze mną do księżyca, ale gdyby sam miał teraz ogon to byłby on ciągle podkulony. Ja czekałem ciągle, bo byłem pewien, że człowiek wróci.
Nie pamiętam ile czasu minęło. Ale już kilka razy poczułem, jak księżyc rośnie i maleje. Nigdy go nie widziałem ale czuję, gdy księżyca jest dużo. Wszyscy czujemy. Zaczęło się robić zimno na dworze i normalnie z upragnieniem czekałbym na zimny puszek który spadał na łąkę. Co prawda zabijał zapachy ale za to był miły w dotyku i lubiłem się w nim tarzać. Ale lubiłem to robić tylko z moim człowiekiem. Drugi człowiek ze mną został ale nie czerpał już takiej przyjemności z puchu zwanego przez ludzi śniegiem.
Ciągle pamiętam człowieka, ale nie wiem ile już minęło od kiedy go nie ma. Musiał pojechać bardzo daleko skoro jeszcze nie wrócił. Pamiętam chociaż takim jak ja, ciężko jest pamiętać. To co było kiedyś jakby się zaciera. Pamiętam, że byłem w schronisku i pamiętam niektóre rzeczy, ale wiem też, że wielu rzeczy już nie pamiętam. Boję się, że zapomnę mojego człowieka. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym go zapomniał.
Minęło sporo czasu. Drugi człowiek wygląda, jakby już przestał czekać na człowieka. Nie wiem, jak można przestać czekać bo po prostu ktoś nie przychodzi. My psy, całe życie czekamy. Aż człowiek się obudzi, aż wstanie, aż zje, aż odpocznie. Aż wróci z pracy. Ludzie jakoś nie nawykli do czekania, wszystko biorą kiedy chcą a kiedy tego nie dostają to przestają czekać bardzo szybko. Tylko czasem gdy jest późno i człowiek jeszcze nie śpi to czuję w jego zapachu tęsknotę. Człowiek tak już wysprzątał mieszkanie, że prawie nie czuję ZAPACHU. Od dawna jest inny, wyblakły. Kiedyś mój człowiek ciągle roztaczał swój zapach i mogłem go poczuć w każdym kącie. Teraz zostało go bardzo mało. W sypialni za łóżkiem jest jedna skarpeta, która jeszcze go trochę nosi ale bardzo mało. W garderobie jest sterta ubrań, które wciąż mają w sobie odrobinę tego jak dawniej pachniały. Najwięcej ZAPACHU jest tam, gdzie go odkryłem tamtego dnia. W piwnicy, stare buty człowieka nadal mają w sobie coś takiego, co mi przypomina gdy człowiek po mnie przyjechał i mnie zabrał. I wtedy ZAPACH był dla mnie czymś nowym i jeszcze nie wiedziałem – choć już przeczuwałem – że ten zapach stanie się całym moim światem.
Raz człowiek bez mojej wiedzy zabrał gdzieś rzeczy z garderoby. Już nie ma tam ZAPACHU. Jak mógł to zrobić bez konsultacji ze mną? Skarpeta również zniknęła. Pozostało mi iść do piwnicy ale człowiek nie zawsze mnie tam wpuszcza.
Ostatnio zapomniałem gdzie mogę znaleźć ZAPACH. Zdarzyło mi się to pierwszy raz. Nie jestem tak młody, jak byłem kiedyś. Nie mam już sił wbiegać ciągle po schodach do sypialni człowieka. Zresztą to przywodzi złe wspomnienia. Zostaję na dole gdzie drugi człowiek zniósł mi posłanie. Obudziłem się i czułem, że była noc. Przez chwilę miałem wrażenie, że wystarczy, że wbiegnę po schodach do sypialni i mój człowiek będzie leżał w swoim łóżku. Potem sobie przypomniałem, że człowiek jeszcze nie wrócił i z domu zniknął jego ZAPACH. Nagle nie czułem go w nozdrzach i całe moje ciało się trzęsło, bo nie umiałem sobie przypomnieć, gdzie ZAPACH jest. Zacząłem chodzić po domu aż poczułem powiew chłodu z piwnicy i wówczas sobie przypomniałem. Zbiegłem na dół do starego pudła i butów i zanurzyłem w nie pysk. ZAPACH był ledwo wyczuwalny. Był tak wyczuwalny jak pewnego dnia latem zaczyna się czuć zimę. Wówczas zrozumiałem, że ZAPACH w końcu zniknie i nie będzie go dopóki człowiek nie wróci. Myśl o tej utracie mnie przeraziła tak samo jak myśl o tym, że kiedy człowiek wróci nie będzie mógł mnie poznać bo zapomni jak ja pachnę. Była noc a psom nie wolno w nocy wyć. Ale ja byłem bardzo samotnym psem i zacząłem wyć w zimnej piwnicy do księżyca, który był gdzieś nad sufitem. Wyłem tak głośno, żeby usłyszano mnie z daleka i żeby mój człowiek mógł w końcu odnaleźć drogę do domu.
Ostatnio strasznie bolą mnie łapy. Nie mogę wychodzić już na długie spacery. Mała suka przestała się również pokazywać. Jej pan wychodzi z jakimś szczeniakiem który nic nie wie o tym, co mogło się z nią stać. Stary Borys, ponoć sznaucer, powiedział, że zdechła i teraz idzie na bezkresną łąkę, gdzie będzie czekać na swojego właściciela, który też kiedyś zdechnie i też przyjdzie na tę łąkę i wtedy będą już razem na zawsze. Spytałem go o to miejsce i powiedział, że jest bardzo daleko. Skoro jest tak daleko, to może mój człowiek tam poszedł? Borys powiedział jednak, że nie mogę tam po prostu pójść, nikt nie zna drogi. Ale trafię tam w końcu bo wszystkie psy tam trafiają. Jest tam łąka ze wszystkimi zapachami. Jest zimna woda i jest też śnieg. Nie ma łańcuchów ani kojców, wszystkie psy biegają gdzie mają ochotę. Te, które zawsze były głodne, mają tam miski pełne jedzenia. I wszystkie czekają na swoich ludzi, którzy prędzej czy później pojawią się na tej łące i będą zawsze razem. Stary sznaucer powiedział również, że gdy tam trafię to zapewne będę mógł widzieć.
Gdy wróciłem do domu i zszedłem na dół do piwnicy, by przypomnieć sobie ZAPACH, nie mogłem go nigdzie znaleźć. W miejscu, w którym miały leżeć buty z zapachem leżały buty bez zapachu. Zrozumiałem, że minęło już tyle czasu, że zapach zniknął. Wówczas poczułem się prawdziwie ślepy pierwszy raz w życiu. Położyłem się na ziemi bowiem nie miałem już gdzie iść, nie było woni, za którą mogłem podążać. Gdy wstałem rano nie miałem sił wejść na górę. Człowiek musiał mnie wnosić. Ale w sumie chodzenie i tak nie miało już większego sensu.
Znów musiało minąć sporo czasu. U drugiego człowieka zaczął pojawiać się inny człowiek. Ale już nie czuję tak wyraźnie, więc nawet mnie nie denerwują te nowe zapachy. Leżę przy oknie gdzie słońce miło nagrzewa moją sierść i czekam. Nie pamiętam już dokładnie na co ale czekam. Czekam na człowieka, który wróci. Usłyszę jego kroki na zewnątrz i potem otworzą się drzwi i z dworu na nowo wleci ta cudowna woń ukochanego człowieka. Nie pozostaje mi już nic innego jak czekać.
Zapomniałem jak pachnie ZAPACH. Próbowałem sobie przypomnieć ale było tak dawno kiedy ostatni raz go poczułem, że nie pamiętam już tej jedynej woni, którą chciałem pamiętać. Nie pamiętam od dawna jego głosu a teraz nawet nie wiem jak pachniał. Stary sznaucer mówił, że gdy w końcu trafię na łąkę dla wszystkich psów to odzyskam wzrok. Ale ja nie chcę wzroku bo i tak nigdy nie widziałem mojego człowieka. Jedyne czego pragnę, to sobie przypomnieć, jak pachniał mój człowiek. Nie mam już sił wstać, wyjść ani nawet zawyć by może ostatni raz spróbować, by mój człowiek mnie usłyszał. Zaraz odejdę stąd tam, gdzie odeszła ta mała suka. Gdzie idą wszystkie psy cierpliwie czekać na swojego człowieka. Być może gdy już się tam zjawię, przypomnę sobie jak pachniał i wtedy będę mógł czekać. Będę leżał w trawie, czasem biegał i nie muszę nawet widzieć. Będę brodził w wodzie aż pewnego dnia biegnąc gdzieś poczuję znowu z powiewem wiatru tę woń, która mnie wypełni. I znowu będę mógł machać ogonem bo będę wiedział, że wrócił mój człowiek. Ten który pewnego dnia przyjechał do schroniska i mnie stamtąd zabrał i wypełnił moje nozdrza ZAPACHEM.
Teraz już chyba odchodzę. Ciężko mi się oddycha ale to nieważne. Miałem życie jakiego nie miał żaden inny pies. Idę tam i wierzę, że mój człowiek tam właśnie czeka. Teraz zasnę a jutro gdy się obudzę, to poczuję jak ktoś dmucha na mój nos i to będzie on. Tak mnie budził kiedyś, gdy spaliśmy w jednym łóżku. Delikatnie dmuchając na mnie, by ZAPACH mnie obudził.
19.08.2020
ZAPACH
Bartosz Staniszewski
ISBN 978-83-967677-0-7
