Zagubieni w mroku - Joanna Jax - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Zagubieni w mroku ebook i audiobook

Joanna Jax

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Polska architektka, Ewa Zakrzewska, otrzymuje możliwość odbycia stażu w jednej z najlepszych pracowni projektowych w Berlinie Wschodnim. Przed wyjazdem obiecuje przyjaciółce, Helenie, że na miejscu spróbuje zdobyć informacje na temat zbrodniarza wojennego, który może mieć związek z zaginięciem jej brata. Nie spodziewa się jednak, że niewinna prośba koleżanki wrzuci ją w tryby tajemniczej historii pewnej niemieckiej rodziny.

Mimo piętrzących się przeszkód Ewa dociera do prawdy, a ta okazuje się mroczna i skomplikowana. W pewnym momencie nie wie już, komu może ufać, a kto jest jej największym wrogiem. Trudna i bolesna przeszłość kobiety również nie pomaga jej w otwarciu się na nowe uczucie, które nagle pojawia się w jej życiu.

To powieść o powojennej traumie, poplątanych ludzkich losach, a wreszcie o ponurej egzystencji pod koniec lat sześćdziesiątych w cieniu tajnych służb NRD.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 292

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 43 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Elżbieta Kijowska

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redakcja

Anna Jeziorska

Projekt okładki, redakcja techniczna, skład i przygotowanie wersji elektronicznej

Maksym Leki

Fotografia na okładce

© LightField Studios / shutterstock.com

© Willy Pragher / Wikimedia Commons

Korekta

Urszula Bańcerek

Marketing

[email protected]

Wydanie I, Siemianowice Śląskie 2026

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12

tel. +48 600 472 609, +48 664 330 229

[email protected]

www.videograf.pl

© Wydawnictwa Videograf SA, Mikołów 2025

tekst © Joanna Jakubczak

ISBN 978-83-8293-361-1

Mojej siostrze Dorocie

Rozdział 1

Zamość, 1969

Ewa Zakrzewska z trudem zamknęła ogromną torbę podróżną. Wyjeżdżała na pół roku, musiała więc zabrać ze sobą zarówno cieplejsze ubrania, jak i te nieco lżejsze. Na szczęście miała w co się spakować, bo udało się jej nabyć nową walizkę. Ta, która towarzyszyła jej w czasach, gdy Ewa studiowała i pracowała w Krakowie, do niczego się już nie nadawała. Popatrzyła na swój bagaż i pomyślała, że jest on symbolem czegoś nowego w jej życiu. Obecnie odnosiła wrażenie, że znalazła się w jakimś zawieszeniu i jedyne co robi, to miota się pomiędzy tym, co słuszne, a tym, co wygodne.

Czuła dumę, że otrzymała możliwość odbycia stażu w jednej z berlińskich pracowni architektonicznych, chociaż nie obyło się bez wyrzeczeń. Jednym z nich była konieczność wstąpienia do PZPR. Nie była zwolenniczką obecnego ustroju i kibicowała wszystkim wywrotowym ruchom, a jednak, gdy pojawiła się możliwość wyjazdu, schowała swoje poglądy do kieszeni i przyjęła legitymację partyjną. Jej serdeczna przyjaciółka, Helena Kotek, pocieszała ją, że to i tak niska cena za możliwość podróży poza Polskę. Nieważne, że tylko do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Wyjazd do pracy w innym kraju w jej fachu oznaczał awans, bo na takie delegacje wysyłano jedynie najlepszych. Wszystkie kraje bloku wschodniego po cichu ze sobą konkurowały i porównania do innych państw demokracji ludowej wykorzystywały w codziennej propagandzie. Oczywiście o tym, że Polska Ludowa jest w czymś lepsza od sąsiada, informowano z uśmiechem i sympatią dla przyjaciół zza granicy. Była pewna, że inne kraje robiły podobnie. Niby demoludy żyły w idyllicznej zgodzie, ale to nie zmieniało ich podejścia do własnych sukcesów lub porażek.

Podeszła do lustra i poprawiła włosy, które wysunęły się z upiętego koka. Potem uśmiechnęła się do swojego odbicia i pomyślała, że jej starania i ciężka praca przyniosły w końcu rezultat. Postanowiła, że już nie będzie zastanawiała się nad słusznością swojego wyboru, bo dokonała go i nie zamierzała się z tego wycofać. Uznała, że robienie rachunku sumienia i ocena własnego zachowania są w tej chwili bez sensu. Miała kupiony bilet kolejowy do Berlina Wschodniego, zapewniony staż i pokój w hotelu. Nie mogłaby już z tego wszystkiego zrezygnować bez konsekwencji. Może NRD to nie Szwecja czy Francja, ale zawsze zagranica, co będzie mogła po powrocie wpisywać w swoją ankietę personalną. A wtedy drzwi do każdego biura projektów staną przed nią otworem.

Wyszła do przedpokoju i zaczęła zakładać płaszcz.

– Wychodzisz? – zapytał dość obojętnym głosem Krzysztof.

– Tak, idę na kawę z Helcią.

– Przecież jutro skoro świt wyjeżdżasz – burknął.

– Sugerujesz, że powinnam ostatni wieczór przed podróżą spędzić z małżonkiem? – prychnęła.

– Nie. Sugeruję, że powinnaś wcześniej położyć się spać, bo czeka cię ciężki dzień – odparł bez złośliwości.

– Nie będę długo siedzieć. Wrócę przed dziewiątą, więc zdążę się wyspać.

– W takim razie miłego wieczoru.

– Dziękuję – mruknęła pod nosem i opuściła mieszkanie.

Umówiła się z Heleną w centrum miasta. Widywały się niemal codziennie i Ewa doskonale zdawała sobie sprawę, że najbardziej będzie tęskniła za najlepszą przyjaciółką.

Zobaczyła ją z daleka. Mimo nienajlepszej aury Helena spacerowała po zamojskim rynku, co chwilę zerkając na zegarek, jakby wyczekiwała ukochanego. Zakrzewska podeszła do niej i zamiast powitania zapytała:

– Matko jedyna, jak ja sobie bez ciebie poradzę?

– Ja też nie wiem – westchnęła Helena. – Jeszcze nie wyjechałaś, a ja już tęsknię. Ale tak sobie myślę, że jeśli i tobie będzie brakowało naszych spotkań, będziesz pisała do mnie więcej listów… A może kogoś poznasz, w końcu się rozwiedziesz i zapomnisz o przyjaciółce.

– Oszalałaś? Musiałabym całkiem stracić pamięć. Idziemy tam, gdzie zawsze? Do Ratuszowej? – zapytała Ewa, bo nie chciała rozmawiać z przyjaciółką pośrodku zamojskiego rynku.

– Pewnie, tam podają najlepszą kawę i najsmaczniejszą szarlotkę. – Helena się uśmiechnęła i ruszyła w kierunku ich ulubionej kawiarni.

Wybrały miejsce tuż przy oknie, gdyż stąd mogły obserwować zarówno salę, jak i rynek. Jednocześnie stolik był nieco oddalony od innych i nie musiały się obawiać, że ktoś może je podsłuchać. Zamówiły kawę i po kawałku szarlotki. Zanim jednak zaczęły delektować się ulubionym ciastem, Helena wyciągnęła z siatki niewielką paczuszkę owiniętą szarym papierem i przewiązaną czerwonym sznurkiem.

– Proszę. To prezent na nową drogę życia – powiedziała ze śmiechem.

– Z jakiej to okazji? – zdziwiła się Zakrzewska, bo nie miała tego dnia ani urodzin, ani tym bardziej imienin, które obchodziła w Wigilię, jak większość kobiet obdarzonych imieniem Ewa.

– Nie będzie cię w Polsce w urodziny. – Helena wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się kpiarsko. – Poza tym ten podarek będzie ci przypominał, żebyś i ty mi coś sprezentowała. Podobno w enerdowskich sklepach jest całkiem niezły wybór towarów.

– Oczywiście, że ci coś przywiozę, wariatko! – Ewa zachichotała i sięgnęła po paczkę. Rozwiązała sznurek i rozerwała papier. W środku zobaczyła kolorową, jedwabną apaszkę z Milanówka. Musiała być piekielnie droga.

– Zwariowałaś? – zapytała. – To bardzo drogi upominek.

– Powiedziałam: liczę na wzajemność – Helena nie przestawała żartować. Po chwili jednak mina jej zrzedła. – Nie wiem, jak to będzie, gdy wyjedziesz… Nigdy nie rozstawałyśmy się na tak długo. Nawet gdy studiowałaś, co niedzielę mogłyśmy się spotkać. I wtedy, gdy już obie wyszłyśmy za mąż, miałyśmy ze sobą kontakt prawie codziennie… – westchnęła.

– Ja też będę tęskniła… Komu opowiem o swoich rozterkach, radościach i wątpliwościach? Ech… Szkoda, że nie będziesz mi towarzyszyła – odparła zupełnie szczerze Ewa.

Helena chyba doszła do wniosku, że za chwilę ich spotkanie zamieni się w stypę i zepsuje przyjaciółce radość z wyjazdu. Postanowiła więc zmienić temat, choć na równie drażliwy.

– Krzysiek się nie wkurzał, że wychodzisz w ostatni wieczór? – zapytała.

– Helcia, z tej mąki chleba nie będzie. Oboje się z tym pogodziliśmy. Problem w tym, że rozwód oznaczałby dla mnie wyprowadzkę albo dalej mieszkałabym z Krzysztofem jako rozwódka. Po co ludzie mają sobie strzępić języki? Może gdy wyjadę, Krzysiek w kimś się zakocha, wyprowadzi się do nowej faworyty, a mnie łaskawie zostawi lokum. W końcu nie ma tam szczególnych wygód, więc powinien bez żalu opuścić nasz dom. A ty cały czas uważasz, że Krzysiek próbuje coś między nami naprawić. Już dawno sobie odpuścił. Może nigdy mnie nie kochał i odpowiada mu moja pasywna postawa, a może poznał na tyle dobrze, żeby nie mieć złudzeń.

– Ciesz się, że masz w domu centralne ogrzewanie – prychnęła Helena. – Dobrze, że Stefan ma krzepę, bo gdybym miała sama targać węgiel z piwnicy na drugie piętro, zamarzlibyśmy na kość. A co do Krzysztofa… Wiesz, że na początku nie budził mojego zaufania, ale potem, gdy poznałam go lepiej, dałabym sobie rękę uciąć za jego lojalność i oddanie.

– Dziwnie wyglądałabyś bez ręki. – Ewa uśmiechnęła się kwaśno.

– Pociesza mnie, że gdybyście mieli z Krzyśkiem dzieci, byłoby ci jeszcze trudniej…

– Kiedyś żałowałam, że ich nie mam, teraz patrzę na to inaczej. Gdyby pojawiły się na świecie, już do końca życia byłabym z człowiekiem, z którym tak niewiele mnie łączy. Oboje byśmy się męczyli, bo musielibyśmy zachować pozory. W obecnej sytuacji nie ma takiej potrzeby.

– Mówiłam, że nie dogadasz się z facetem o siedemnaście lat starszym. To kiedyś musiało pęknąć, chociaż sądziłam, że to ty szybciej zniechęcisz się do tego związku niż on. Teraz jesteś pełną życia i żądną przygód atrakcyjną kobietą po trzydziestce, a twój mąż rozgląda się za kraciastym kocem i kapciami – zadrwiła Helena.

– Bliżej mi do czterdziestki… i nie zapominaj, że to on mnie zdradził. Ta cała Adela, jego ostatnia zdobycz, miała dokładnie tyle lat co ja, gdy wychodziłam za Krzyśka. On po prostu lubi nieopierzone siksy, które patrzą w niego jak w obraz święty i słuchają jego monologów niczym prawdy objawionej. Też tak reagowałam. Uważałam, że jest prawdziwym erudytą, dopóki nie odkryłam, że wcale nie jest taki mądry.

– A ja sądziłam, że zaczęła ci przeszkadzać jego władczość i rozwiązłość, a nie braki intelektualne. – Helena się zaśmiała.

– To również. Od samego początku próbował rozstawiać mnie po kątach, a kiedy na to nie pozwalałam, usiłował mi wmawiać, że jestem niedojrzała… Patrz: głupia. Nie myślałam wtedy trzeźwo, bo byłam zakochana jak wariatka i dopiero po czasie spadły mi klapki z oczu. Gdy zrozumiałam, że Krzysiek najnormalniej w świecie mnie urabia i zbuntowałam się, znalazł sobie inną. Uległą, grzeczną, a jednocześnie ślepą i głuchą.

– Szukałaś ojca, a znalazłaś starego zgreda – skwitowała Helena.

– Nie – odparła stanowczo Ewa. – Szukałam dojrzałego mężczyzny, który mnie zaakceptuje razem z moimi wadami i demonami z dzieciństwa, a dostałam despotycznego pedanta, uważającego się za pępek świata. Ma powód, żeby tak o sobie myśleć, w końcu złamał serca kilku niedoświadczonym dziewczynom. Proszę, nie rozmawiajmy o nim. Jutro wyjeżdżam w nieznane i mam lekką tremę, a Krzysiek niech robi, co chce.

Helena zamilkła, a potem nachyliła się w jej stronę.

– Posłuchaj, jeśli chodzi o moją prośbę, musisz być bardzo ostrożna.

– Dlaczego? – Zakrzewska wzruszyła ramionami. – Nie jestem szpiclem z imperialistycznego kraju, ale dziewczyną, która szuka zaginionej rodziny. Nikt nie musi wiedzieć, że chodzi o twojego brata. Zresztą… Helcia, wiem, że ta sprawa cię boli i uwiera, ale nie rób sobie zbyt wielkich nadziei. Twój brat najpewniej nie żyje, podobnie jak nasi rodzice. Minęło tyle lat, że przestałam mieć złudzenia. Obiecałam jednak, że poszukam właściwego urzędu i spróbuję czegoś się dowiedzieć…

– Jeśli uważasz, że Maciek zginął, to dlaczego do tej pory nie odnalazłam jego grobu? – zapytała Helena, a po chwili dodała: – Wiem, że brak informacji o czyjejś śmierci nie oznacza, że ta osoba nadal żyje. Może w dzisiejszych czasach istniałaby większa nadzieja, ale nie podczas wojny. Te potwory paliły ludźmi w piecach… Dlaczego więc mieliby przejmować się dokumentami? Ale ten bydlak, a może raczej jego podstępna żonka powinni coś wiedzieć o moim bracie. Wiem, co sądzisz o moich przypuszczeniach, ale zaufaj mi. Nie pomyliłam się.

– Nie złość się. Obiecałam, że to sprawdzę i zrobię to. A jak tylko dowiem się czegoś o Ernście Kaufmannie, od razu do ciebie napiszę. Nie zakładaj jednak, że Kaufmannowie mieli coś wspólnego ze zniknięciem Maćka. Uważam, że mogłaś się pomylić. Byłaś zdruzgotana i wiele rzeczy ci się wydawało. Niemiecka machina urzędnicza była dobrze naoliwiona i dzieciak dostał się w jej tryby. Nawet jeśli masz dobre przeczucia i twój brat żyje, jest teraz innym człowiekiem i zapewne zapomniał już o dawnej rodzinie. Helcia, on miał zaledwie pięć lat. Może zapamiętał jakieś drobiazgi, ale nie założyłabym się o to. Pomyśl, czy gdyby żył i wiedział przynajmniej to, jak się naprawdę nazywa, nie szukałby ciebie albo swojej matki…?

– Ja to wszystko rozumiem, ale do końca życia będę próbowała czegoś się o nim dowiedzieć. Nie chcę jednak z powodu swojej obsesji narażać najlepszej przyjaciółki. Po prostu uważaj na siebie i jeśli na miejscu dojdziesz do wniosku, że twoje poszukiwania mogą narazić cię na kłopoty, odpuść! – Helena podniosła głos.

– To NRD, a nie Argentyna – odparła spokojnie Ewa. – Zamierzam szukać dawnego faszysty, który skrzywdził wielu ludzi… Nikt nie będzie się o coś takiego mnie czepiał. Przecież NRD odcięła się od dawnego reżimu i ściga tych drani z wielką zaciekłością.

– Wiem, ale pomyśl. Gdyby coś wiedzieli o Kaufmannie, już dawno wtrąciliby go do więzienia albo powiesili. Z tego, co czytałam w prasie, choć nie wiem, czy była to absolutna prawda, wynika, że w NRD odbyło się więcej procesów nazistów i otrzymali surowsze wyroki niż ci po drugiej stronie muru berlińskiego. Ale wiesz, jak jest, pewne dane należy podzielić przez trzy… Po co więc masz się narażać? To był głupi pomysł i najlepiej bym zrobiła, gdybym nigdy ci czegoś podobnego nie zaproponowała.

– Może więc dowiem się, że go powiesili albo wsadzili do ciupy? W tym drugim przypadku postaram się o widzenie i zapytam, dokąd odesłał twojego brata. O ile naprawdę miał z tym coś wspólnego. Naprawdę nie widzę w tym niczego złego i sądzę, że enerdowskie władze mają podobne podejście. Co innego, gdybym wypytywała o jakiegoś kacapa. Wtedy rzeczywiście mogliby się mną zainteresować.

– To wszystko pięknie wygląda, ale jeden znajomy mi mówił, że tam bezpieka działa na jeszcze szerszą skalę niż u nas. Podobno co drugi Niemiec donosi władzom i należy bardzo uważać. W każdym razie, jeśli znajdziesz tego drania, uduś go, nawet jeśli nie będzie pamiętał naszej rodziny – ostatnie zdanie wypowiedziała ze złością.

Ewa położyła rękę na sercu.

– Obiecuję, że jeśli tylko ktoś zechce się do mnie zbliżyć, będę udawała niemowę. Co do duszenia… Wiesz, że mam siłę kanarka. Za to mogę go zasztyletować, jeśli będzie ku temu okazja.

– Przecież ja tylko żartowałam – żachnęła się przyjaciółka.

Zakrzewska dotknęła jej dłoni.

– Helcia, pamiętasz, jak uciekłyśmy z domu Eugenii Traczyńskiej? Ostrożność stała się dla nas czymś tak naturalnym, jak oddychanie. Zapewniam cię, że i tym razem będę czujna. Myślę jednak, że panikujesz i źle oceniasz nasze dobrosąsiedzkie stosunki z enerdowskimi przyjaciółmi – stwierdziła.

– Wiem, a jednak zamartwiam się o ciebie. Bywasz cholernie uparta i boję się, że pewnego dnia to może cię zgubić. A mnie tam nie będzie. Najlepiej najpierw zapoznaj się z nowymi kolegami z pracy, a dopiero potem udaj się do właściwej komórki i zapytaj o Ernsta Kaufmanna. Dobrze by było, abyś dopracowała swoją historyjkę na wypadek, gdyby ktoś zbyt wnikliwie dopytywał o powód twoich poszukiwań. Najlepiej powiedz prawdę, wtedy nie będziesz musiała się obawiać, że ktoś przyłapie cię na kłamstwie.

– Masz słuszność, prawda jest lepsza od kłamstwa, ale pomyśl, Helcia: jeśli się przyznam, że szukam informacji dla przyjaciółki, machną ręką i być może nawet nie poszperają w archiwach. Jeżeli jednak sprzedam im historyjkę o zaginionym w czasie wojny bracie, bardziej się postarają i moja boleściwa mina wypadnie wiarygodnie.

– To jest okropne… – Helena westchnęła i pokręciła głową. – Tyle lat po wojnie, blok wschodni brzydzi się faszyzmem, a my wciąż boimy się pytać…

– Ja się nie boję, tylko ty. I zupełnie nie wiem dlaczego. Już bardziej zrozumiałabym twoje obawy, gdybym pojechała do RFN-u. – Ewa wzruszyła ramionami. – Naprawdę nie ma nic złego w poszukiwaniu bliskich i demaskowaniu zbrodniarzy. Zwłaszcza w kraju demokracji ludowej, który jednoznacznie odciął się od hitlerowskich zbrodni.

– Wiem, że gadam głupoty, ale mam jakieś złe przeczucie.

– Może masz je z zupełnie innego powodu. Na przykład okażę się kiepskim architektem i po miesiącu odeślą mnie do domu.

Ewa naprawdę nie rozumiała lęków przyjaciółki. Sprawa była czysta, zrozumiała dla każdego i mogła jedynie wzbudzać czyjąś litość, a nie wzmagać czujność władzy.

– Wierzę, że okażesz się najlepsza. Tak czy siak, uważaj na bezpiekę. Tam podobno nawet muzyka może budzić kontrowersje. U nas niby też, ale nikt nie traktuje tego zbyt poważnie. W NRD może być inaczej. W końcu skoro co drugi szkopek para się donosicielstwem, to muszą o czymś pisać. Co za naród – skwitowała z westchnieniem.

– Może to tylko plotki? Komu chciałoby się pisać donosy z powodu bigbitu? Myślę, że i oni dawno mają za sobą okres błędów i wypaczeń. – Ewa się zaśmiała, bo rzeczywiście pewne historie, opowiadane w zaciszach domów, wydawały się jej niezbyt wiarygodne.

– Pomyśl, Ewa, tylko jeden mur będzie cię dzielił od wolności – powiedziała cicho Helena, zamykając temat zagrożeń czyhających na przyjaciółkę w Berlinie Wschodnim.

– Podejrzewam, że to najpilniej strzeżony mur na świecie. A w Europie na pewno. Nie obawiaj się, że zechcę zwiać. Aż tak szalona nie jestem. W końcu po coś ten mur postawiono. Poza tym jestem lojalnym członkiem PZPR – ostatnie zdanie wymówiła z udawaną powagą.

– Wielkie mi co – prychnęła Helcia. – Gorzej, gdybyś się związała ze Służbą Bezpieczeństwa i została ich wtyczką.

– Z SB to tylko wówczas, gdybym chciała pojechać do tego drugiego Berlina. Musieliby jedynie uwierzyć, że nie zechcę tam zostać. Wiesz jednak, że na coś takiego bym nie poszła. Szpiclowanie innych uważam za wyjątkowo obrzydliwe. Dlatego na Zachód nigdy nie wyjadę, a o dżinsach i płytach Beatlesów mogę sobie jedynie pomarzyć – odparła Ewa i spojrzała na zegarek. – Muszę wracać. Jutro czeka mnie daleka podróż.

– Pamiętaj, od razu, jak się urządzisz, napisz do mnie. – Helena pogroziła jej palcem, bo przyjaciółka nie przepadała za wymianą korespondencji i wolała rozmowę przez telefon albo tak jak teraz, twarzą w twarz.

– Dobrze, nawet jeśli będzie to krótki list… – Uśmiechnęła się.

– Nigdy nie lubiłaś zbytnio się rozpisywać. Co innego ja… Wracajmy do domu, już prawie dziewiąta – odparła Helena, po czym podniosła się z krzesła.

Nie chciała zatrzymywać przyjaciółki, dla której staż w Berlinie Wschodnim mógł stać się przepustką do dobrej posady w stolicy albo innym dużym mieście. Zamość był dla Ewy Zakrzewskiej zdecydowanie za mały i Helena zdawała sobie z tego sprawę. Ewa wiedziała jednak, że gdy wyjedzie, najbardziej będzie jej brakowało codziennych pogawędek z Helcią. Ta kobieta była nie tylko jej najwierniejszą przyjaciółką, ale także najbliższą sercu osobą. Przez wiele lat były nierozłączne, a problemy, które napotykały, i tragedie, które przeżywały, sprawiły, że traktowały się niemal jak rodzone siostry. Były dziećmi, gdy straciły wszystkich bliskich i próbowały jakoś sobie poradzić w tym trudnym i bezdusznym świecie. Ich więź wielokrotnie była wystawiana na próbę, a ich przyjaźń mogła się zakończyć z wielkim hukiem, ale zawsze wychodziły z owych prób zwycięsko.

Pewnego dnia obiecały sobie, że jedna drugiej nigdy nie zostawi w potrzebie i trzymały się tej zasady przez następne lata. Dlatego Ewa bardzo chciała pomóc przyjaciółce, nawet jeśli rozum nakazywał, by sobie odpuścić, bo minęło wiele czasu od chwili, gdy Maciej zniknął z ich życia. Zakrzewska wiedziała jednak, że nie zawiedzie, bo na jej miejscu Helena zrobiłaby dokładnie to samo. Gdyby pewnego dnia Ewa kogoś zamordowała i poszła z tym do Helci, ta najpierw pomogłaby jej zakopać trupa, a dopiero potem zapytała o motywy. Dlatego Ewa postanowiła, że podejmie próbę i poszuka jakichś informacji na temat Ernsta Kaufmanna, nawet jeśli szanse na jego znalezienie były bliskie zeru. Na tym polegała przyjaźń.