Zabierz mnie do domu - Marie Aubert - ebook

Zabierz mnie do domu ebook

Marie Aubert

3,7

106 osób interesuje się tą książką

Opis

Tęsknota za młodością i ówczesnymi marzeniami, nieporozumienia małżeńskie, błędy życiowe… w swoim literackim debiucie, dziewięciu krótkich, ale treściwych opowiadaniach, Marie Aubert tworzy małe światy, w których możemy przeglądać się jak w lustrze.

Autorka świetnie przyjętej w Polsce powieści Dorośli doskonale radzi sobie z krótkimi formami. Zbiór opowiadań Zabierz mnie do domu, podobnie jak powieść, pokazuje, jak dużo się dzieje pod powierzchnią zwykłej codzienności, jak bardzo buzują emocje i ile pozornie bliskie sobie osoby mają do ukrycia.

 

Książka Marie Aubert to migawki z życia zwykłych ludzi, którzy gubią się w swoich oczekiwaniach, nie umieją odczytywać własnych i cudzych pragnień. Jest to proza gorzka i dotkliwa, bo autorka operuje w dobrze znanych nam wszystkim rejestrach – ciągłego rozczarowania i wielkich nadziei. Na przemian. Jak to w życiu.
Anna Dziewit-Meller, „BUKBUK”

Bohaterowie Marie Aubert szukają stabilności, spokoju, chcą spełniać swoje ukryte, niewypowiedziane pragnienia i są gotowi na… wiele podłości, by zyskać to, na czym im zależy. Ta autorka ubiera w słowa uczucia, których się wstydzimy, dlatego raczej nie mówimy o nich publicznie. Robi to doskonale.
Agnieszka Kalus, „Czytam, bo lubię”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 111

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału Kan jeg bli med deg hjem

Przekład Karolina Drozdowska

Redakcja Ewa Pawłowska

Korekta Marcin Grabski, Anna Gądek

Projekt okładki Egil Haraldsen & Ellen Lindeberg, Exil Design

Adaptacja okładki i projekt stron tytułowych Tomasz Majewski

KAN JEG BLI MED. DEG HJEM

Copyright © by Marie Aubert

First published by Forlaget Oktober AS, Oslo 2016

Published in agreement with Oslo Literary Agency and Book/Lab Literary Agency

All rights reserved.

Copyright © for the Polish translation by Karolina Drozdowska, 2021

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Pauza, 2021

Zdjęcie autorki na okładce Copyright © Agnete Brun

 This translation has been published

 with the financial support of NORLA.

Skład i łamanie Dariusz Ziach

ISBN 978-83-959007-1-6 (EPUB); 978-83-959007-1-6 (MOBI)

Wydawnictwo Pauza

Warszawa 2021

Wydanie pierwsze

Wydawnictwo Pauza

ul. Meksykańska 8 m. 151,

03-948 Warszawa

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Po prostu

Możemy zostać takimi przyjaciółmi od seksu – powiedziałam po wszystkim.

Starałam się, by mój głos zabrzmiał w ciemnościach lekko i żartobliwie.

Wybuchnął śmiechem.

– Popisujesz się? – zapytał.

Byliśmy wcześniej w knajpie i piliśmy piwo. To ja go zaprosiłam. Wstawiłam się bardziej niż on i mimo jego deklaracji, że nie szuka dziewczyny, przytrzymałam go siłą przed Teddy’s i całowałam się z nim tak długo, aż w końcu się poddał i zabrał mnie do domu.

Następnego dnia pożegnaliśmy się buziakiem i krótkim „do widzenia”. Miałam jeszcze urlop, usiadłam więc w kawiarnianym ogródku z gazetą, nie wzięłam wcześniej prysznica. Nie zdarzyło mi się wstać tak wcześnie przez całe wakacje. Na mokrych od rosy plastikowych krzesłach siedziało oprócz mnie tylko kilku robotników drogowych. Kręciło mi się w głowie, byłam oszołomiona i chciało mi się śmiać. To było moje pierwsze wolne lato od dawna, rok wcześniej dostałam stałą pracę i nie musiałam sobie niczego szukać na wakacje. Rozlałam kawę i dwa razy upuściłam gazetę na ziemię, zastanawiałam się, czy on o mnie myśli.

Nie kontaktowałam się z nim. Po trzech tygodniach dostałam wiadomość, w której pytał, czy jestem gdzieś na mieście.

– No nie chce mi się wierzyć! – zawołałam do Karin.

Stałyśmy przy barze, próbując zwrócić na siebie uwagę barmana.

– Nie?! – odwrzasnęła. – A ja byłam pewna, że się w końcu odezwie!

Następnego ranka odkryłam na ciele siniaki, tak samo było zresztą po kolejnych razach. Nie mogłam się zdecydować, czy mi się to podoba. A on ciągnął mnie za włosy, gdy robiłam mu laskę, wbijał mi palce w boki, kiedy byłam na górze, ja zaś szczypałam wnętrza jego ud, aż jęczał z zachwytu, i tak się nawzajem nakręcaliśmy. Niczym dwa zapamiętałe w zabawie szczeniaki. Z reguły byliśmy tak pijani, że żadne z nas nie dochodziło.

Nadal wynajmowałam mieszkanie na spółkę z innymi dziewczynami, ale już nie dla frajdy, traktowałam to jako rozwiązanie tymczasowe, do momentu, aż znajdę coś własnego. Z moimi współlokatorkami nawet za bardzo nie rozmawiałam. Były pielęgniarkami, a może studiowały pielęgniarstwo, nie bardzo już pamiętam. Raz usłyszałam, jak jedna z nich wraca z dyżuru i przechodzi pod moimi drzwiami dokładnie w chwili, gdy on wepchnął we mnie cztery palce. Musiała mnie usłyszeć, ale nigdy o tym nawet nie wspomniała, nie rozmawiałyśmy na takie tematy.

– Jakie to fajne, że można się z tobą trochę ostrzej zabawić – mawiał, dając mi klapsa w tyłek.

To była dla mnie zupełnie nowa sytuacja, inna od tego, do czego zdążyłam przywyknąć. Podobało mi się, że sobie z tym radzę, że jestem kimś, kto nie oczekuje stałego związku i wieczornego przytulania.

Zaczęłam się zastanawiać nad odejściem z pracy. Pod koniec września kupiłam sobie nowe ubrania i botki na tak wysokim obcasie, że nie mogłam w nich chodzić do biura. Włożyłam je za to któregoś dnia na spacer po St. Hanshaugen z Karin i jej przyjaciółką. Kopałyśmy kasztany, brodziłyśmy w liściach, świeciło cudowne ostre słońce i miałyśmy stamtąd widok aż na fiord. Na mieście jak grzyby po deszczu wyrastały nowe bary i restauracje, wychodziłyśmy gdzieś co weekend. Czułam się jak wtedy, gdy miałam dwadzieścia lat i dopiero zaczynałam studia, przepełniało mnie radosne oczekiwanie jak w dniu pierwszych zajęć, chęć, by biegać trochę szybciej i mówić trochę głośniej. Karin i jej przyjaciółka zapytały o niego, a ja odparłam, że czasem się spotykamy, ale na nic się nie nastawiam, zero stresu. Skomentowały, że brzmi to tak, jakbyśmy się razem dobrze bawili, i że to do mnie niepodobne traktować facetów z takim luzem. Nie należałam do dziewczyn, które miewają przyjaciół od seksu, byłam raczej jedną z tych, które płaczą, przeżywają głęboki zawód, romantyzują związki, a gdy jest już po wszystkim, strasznie tęsknią.

– No ale on musi cię chyba chociaż trochę lubić – zauważyła moja przyjaciółka Karin.

Odrzekłam jej, że chciałabym polecieć do Nowego Jorku, pomieszkać tam może z pół roku po świętach, znaleźć pracę, uczyć się języka i czytać książki.

– Powinnaś to zrobić – stwierdziła Karin. – To przecież całkiem wykonalne. Jak nie teraz, to kiedy?

– No ale etat i w ogóle – odparłam. – Ale byłoby jednak super po prostu złożyć wypowiedzenie i pojechać.

Widziałam oczyma duszy szerokie chodniki i wysokie zielone drzewa, mieszkania z wielkimi oknami i skrzypiącym parkietem na podłogach, stosy książek, bary dla wtajemniczonych, w których można palić, długie rozmowy z sarkastycznymi żydowskimi chłopakami o kręconych włosach i dziewczynami podobnymi do Leny Dunham.

Zadzwonił do mnie o wpół do dziesiątej w październikowy wieczór. Była środa, a on nigdy wcześniej nie kontaktował się ze mną w tygodniu. Zaproponował, żebyśmy przenocowali pod namiotem, wystarczy wsiąść w autobus do Maridalen i gdzieś tam się rozbić. Mógł zabrać z sobą piwo, w jego głosie słychać było zapał.

– A może lepiej przyjedź do mnie do domu – zaproponowałam. – Muszę jutro iść do pracy.

– Przywiozę namiot i zobaczymy, może zmienisz zdanie – odrzekł.

Przygotowałam śpiwór, wełniany sweter i paczkę herbatników, właściwie mogłabym to po prostu zrobić, być osobą otwartą na wszystko, godzącą się na spontaniczne wycieczki pod namiot. Ale mój entuzjazm szybko stopniał, byłam zmęczona i zmarznięta, temperatura za oknem spadła poniżej zera, a ja nie wyjeżdżałam na biwak od jakichś sześciu lat.

– Widać, że naprawdę bardzo nie masz ochoty – powiedział i się roześmiał, gdy go wpuściłam do środka.

– Zamulam, co? – spytałam.

– Wcale nie – odrzekł. – Nie wszyscy muszą wszystko lubić.

Piliśmy piwo pod kołdrą, chichocząc. Wrzasnęłam z zachwytu, gdy w końcu przewrócił mnie na plecy i zaczął zdejmować mi majtki. Później obejrzeliśmy pierwsze Gwiezdne wojny, te stare. Film był, moim zdaniem, nudny i od czasu do czasu trochę przysypiałam.

– Jak możesz spać, skoro tego wcześniej nie widziałaś? – spytał i przycisnął usta do mojej szyi, wydając pierdzący odgłos.

– Nie wszyscy muszą wszystko lubić – odparłam, przedrzeźniając ton jego głosu.

– Kurwa, ale się popisujesz – rzucił.

– On musi cię chyba chociaż trochę lubić – powiedziała Karin.

– To w ogóle nie jest nic z tych rzeczy – odparłam.

– No ale mimo wszystko – stwierdziła Karin, a ja się uśmiechnęłam, nie mogłam się powstrzymać.

Pisaliśmy do siebie raz na jakiś czas, ale on nie proponował spotkania. W któryś piątek zebrałam się w końcu w sobie, siedząc w swoim pokoju, i wysłałam mu wiadomość z pytaniem, czyby do mnie nie przyjechał. Odpisał po dłuższym czasie, że czemu nie, ale że najpierw wybiera się na imprezę. Spałam już od kilku godzin, gdy w końcu rozległ się dzwonek do drzwi, obudziłam się rozgrzana, ociężała i skołowana. Miałam ochotę w ogóle go nie wpuszczać. Śmierdział jak gorzelnia i dosłownie wtoczył się do środka. Zachichotałam i rzuciłam „o rany”.

Wszedł we mnie za szybko. Byłam strasznie zmęczona, chciałam iść spać, ale mimo to przez chwilę się pieprzyliśmy.

– Wystarczy, zaczyna mnie boleć – odezwałam się w końcu.

– No co ty – rzucił dziecinnym tonem, nie przestając.

– Mówię poważnie – powiedziałam. – Chcę iść spać.

Musiałam to powtórzyć, tym razem bez uśmiechu, oparłam dłonie na jego klatce piersiowej.

– Zaczyna cię boleć, też coś – odparł takim głosem, jakby mówił we śnie. Wciąż się we mnie poruszał, w przód i w tył, położył swoje ręce na moich i wcisnął mi dłonie w materac. Musiałam odwrócić głowę, by móc złapać oddech. Był taki ciężki.

Rano przytuliłam go na progu. Uśmiechnął się, mrużąc oczy, i odwzajemnił mój uścisk.

– Jezu, ale mam kaca – powiedział.

– Wcale mnie to nie dziwi – odrzekłam.

Nie chciałam go wypuścić, przywarłam do niego, naga, sama właściwie nie wiedząc, o co proszę. Zaśmiał się i poklepał mnie po plecach.

– To do zgadania – rzucił.

Wzięłam prysznic i ubrałam się jak zawsze. Wypiłam kawę z koleżankami na mieście, pochodziłyśmy po sklepach, kupiłam sobie zieloną bluzę, ale ich rozmowy i żarty gdzieś mi umykały, wszystko się we mnie ściskało w jakiś punkcik, gdzie było cicho i pusto.

Nie rozmawialiśmy z sobą od tamtego czasu. Parę razy obudziłam się, widząc, że mam od niego nieodebrane połączenie, ale nigdy nie oddzwoniłam.

Pojawił się ciekawy wakat, złożyłam więc podanie i udało mi się dostać tę posadę. Do Nowego Jorku mogłam przecież zawsze pojechać na urlop, trochę ewentualnie przedłużony. Kupiłam swoje pierwsze mieszkanie, poznałam pewnego mężczyznę i po kilku miesiącach zostaliśmy parą, a ja sprzedałam to mieszkanie przed upływem roku.

Minęło sześć lat, zanim zaczęłam myśleć o tamtym jak o czymś więcej niż ostatnim spapranym związku, ostatnim facecie, co do którego się oszukiwałam. Poszłam na spacer z wózkiem na St. Hanshaugen, trwał właśnie mój drugi urlop macierzyński. Kupiliśmy niedawno dom szeregowy w Oppsal, do którego mieliśmy się wprowadzić w listopadzie. Nie byłam pewna, czy nadal kocham mojego męża, ale wciąż przytłaczało mnie moje nowe życie, jego zwyczajność i wielkie wzloty, dziecięce głosy, uściski, zapachy i maleńkie sweterki, mąż za moimi plecami w łóżku każdej nocy, nowy dom z kawałkiem ogródka.

Stałam na szczycie St. Hanshaugen i spoglądałam na miasto, a moja córeczka spała w swoim wózku. Jesień była mokra i ciepła, lekkie krople deszczu padały z ukosa na moją twarz. Widok nie sięgał aż do fiordu. I właśnie w tym momencie przypomniałam to sobie, tak dokładnie, że aż puściłam uchwyt wózka i musiałam usiąść na ławce. Nie samą końcówkę, ale początek, z obcasami, siniakami i planem wielkiego wyjazdu.

Możliwe, że przesadzam. Zawsze tak robię, romantyzuję to, co minęło, pozłacam, upiększam i tęsknię. Ale jestem pewna, że w tamtej właśnie chwili oddałabym całe to życie, dom, dzieci, męża i w ogóle wszystko, by tylko odzyskać tamto, tamtą wiarę, że mogę wznieść się ponad siebie samą i stać się kimś innym. I że będzie to równie łatwe, jak włożenie tamtych nowych butów.

[...]

Wydawnictwo Pauza powstało jesienią 2017 roku

na Saskiej Kępie w Warszawie. Zrodziło się z pasji –

do czytania i dobrej prozy zagranicznej.

Pauza specjalizuje się w literaturze z wyższej półki,

która wciąga, pochłania, wywołuje emocje.

Czytelnicy znajdą u nas znane i nagradzane książki

z całego świata, ale też mocne debiuty literackie.

Zabierz mnie do domu to trzydziesta książka

Wydawnictwa Pauza.

Wcześniej ukazały się:

2018

Legenda o samobójstwie – David Vann

Pierwszy bandzior – Miranda July

Nasz chłopak – Daniel Magariel

Historia przemocy – Edouard Louis

Tirza – Arnon Grunberg

2019

Pasujesz tu najlepiej – Miranda July

O zmierzchu – Therese Bohman

Piękna młoda żona – Tommy Wieringa

Czekaj, mrugaj – Gunnhild Øyehaug

Floryda – Lauren Groff

Przyjaciel – Sigrid Nunez

Madame Zero i inne opowiadania – Sarah Hall

Mój rok relaksu i odpoczynku – Ottessa Moshfegh

Brud – David Vann

Koniec z Eddym – Edouard Louis

2020

Zgiń, kochanie – Ariana Harwicz

Linia – Elise Karlsson

Nocny prom do Tangeru – Kevin Barry

Ta druga – Therese Bohman

Dorośli – Marie Aubert

Turbulencje – David Szalay

Nikolski – Nicolas Dickner

Fauna Północy – Andrea Lundgren

Witajcie w Ameryce – Linda Boström Knausgård

Pełnia miłości – Sigrid Nunez

Przejście – Pajtim Statovci

Niebieska Księga z Nebo – Manon Steffan Ros

Dziennik upadku – Michel Laub

2021

Halibut na Księżycu – David Vann