47,99 zł
Wiem, jak trudna potrafi być walka z uzależnieniem. Ponieważ sam przeszedłem tę drogę i od wielu lat pracuję z osobami uzależnionymi, zdaję sobie sprawę, jakie wyzwania możesz napotkać na swojej ścieżce. Wiem też, co możesz zyskać, jeśli je podejmiesz.
Wiele osób uzależnionych, którym pomogłem, znajdowało się kiedyś w tym samym miejscu co ty, a dziś cieszą się dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym, stabilizacją życiową i wartościowymi, wspierającymi relacjami. Wszystko to osiągnęły dzięki trzeźwości.
Ta książka pomoże ci lepiej zrozumieć wewnętrzne mechanizmy stojące za twoim uzależnieniem oraz wskaże skuteczne sposoby ich przezwyciężania. Zamiast szukać wymówek, zyskasz wiedzę i narzędzia, które pomogą ci pokonać nałóg. Sięgnij po nią, jeśli naprawdę pragniesz zmiany. Nie mogę ci obiecać, że ten proces będzie szybki, ale z moim wsparciem stanie się łatwiejszy i skuteczniejszy.
Każdy dzień przynosi szansę na lepsze jutro – to do ciebie należy decyzja, czy postanowisz z niej skorzystać.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 342
Data ważności licencji: 7/14/2030
Skoro sięgnąłeś po tę książkę, to wiedz, że coś się z tobą dzieje. Prawdopodobnie już myślisz o zmianie albo na przykład zacząłeś się zastanawiać, czy przypadkiem nie jesteś uzależniony. A może dostałeś tę książkę od bliskiej ci osoby? Pamiętaj, że masz w ręku narzędzie, które może ci pomóc wyjść z uzależnienia.
Moim celem było stworzenie instrumentu, który sprawdzi się na każdym etapie procesu twojego trzeźwienia i będzie cię wspierać w twoim nowym, trzeźwym już życiu. Dzięki tej książce nie tylko masz większe szanse, by wyjść z uzależnienia, ale możesz też poukładać swoje życie tak, aby nie wrócić do tego syfu. Jestem przekonany, że każdy znajdzie tutaj coś, co może pomóc mu odnaleźć szczęście oraz życiową równowagę. Jeśli jesteś gotowy na taki wzmacniający zastrzyk i chętny do działania, to wykorzystaj możliwość, którą ci daję, zaangażuj się w czytanie całym sobą i sprawdź, czy mam rację.
Jeśli zaś nie jesteś na to gotowy, to odłóż tę książkę i wróć do niej dopiero, gdy spadniesz na swoje dno. Pamiętaj tylko o jednym: im dłużej czekasz, tym mniej życia uda ci się uratować. Może więc warto się zaangażować już teraz…
Do dzisiaj pielęgnuję wspomnienia związane z upadkiem na moje własne dno. Kiedyś nie przypuszczałem nawet, że pomoże mi to wyjść z uzależnienia, ale dziś już wiem: to jeden z najlepszych sposobów, aby nie wrócić do picia czy ćpania. Za dużo bólu i cierpienia doświadczyłem, kiedy wychodziłem z tego gówna, żebym miał się znowu w nim zagłębić.
Pamiętam wyraźnie, jak siedziałem przez kilka godzin w szafie – zaćpany, bezradny i wystraszony. Nie potrafiłem się powstrzymać przed wciąganiem kreski za kreską. Czułem wstręt do samego siebie. Schowałem się tam, ponieważ myślałem, że ktoś mnie szuka i chce mi wyrządzić krzywdę. Szafa dawała namiastkę bezpieczeństwa.
Te sytuacje się powtarzały. Stały się częścią mojego życia. Miałem dość i chciałem, żeby ten stan już się skończył, ale nie wiedziałem, jak z niego wyjść. Im więcej wciągałem, tym cięższe miałem paranoje. Nie umiałem ich odróżnić od rzeczywistości. Wierzyłem, że to wszystko dzieje się naprawdę. Byłem przerażony. Doszedłem do tego, że wolałem umrzeć, niż doświadczać lęków, ale nie umiałem ze sobą skończyć. Wbrew pozorom zaćpać się wcale nie jest łatwo. Jakie to wszystko popierdolone!
Czasami świadomość wracała do mnie w jakichś dziwnych sytuacjach. Któregoś razu obudziłem się nagi na podłodze. Byłem sparaliżowany, nie mogłem się ruszyć. Nie wiem, czy wtedy coś mi się stało, czy był to po prostu efekt działania używek. Myślałem, że to koniec. Wiedziałem, że jest ze mną bardzo źle. W takich sytuacjach uzależnienie bierze jednak górę. Miałem w dupie, czy umrę, czy zostanę sparaliżowany. Chciałem tylko się naćpać. Zobaczyłem rozsypane na podłodze kilka gramów kokainy. Nie miałem pojęcia, skąd się tam wzięły, ale jak menel doczołgałem się do towaru. Nie mogłem wtedy ruszać rękoma, więc w zasadzie nie wyglądało to nawet jak czołganie. Powoli, za pomocą niezdarnych ruchów dotarłem do koksu i wciągnąłem kilka razy biały proszek. Chwilę później stałem już na nogach i piłem wódkę z gwinta. Kurwa mać, jadę dalej!
Pamiętam też sytuację, gdy znalazłem się w lesie i stanąłem przed wyborem. Miałem już przygotowany pasek i wybrane drzewo. Chciałem popełnić samobójstwo. Od pewnego czasu nie piłem ani nie brałem i strasznie się męczyłem. Nie widziałem sensu w trzeźwym życiu, zwłaszcza po tym, jak uświadomiłem sobie, do czego doprowadziłem. Zadałem sobie ostatni raz pytanie, po co mam żyć. I wtedy uratowała mnie myśl o mojej sześcioletniej córce. „Przecież jest jeszcze ona. Nie mogę jej tego zrobić, ona mnie kocha, a ja ją”. Chociaż nie mieszkaliśmy razem, była, jest i będzie miłością, dla której warto żyć. „Nie zrobię tego”, postanowiłem. Pamiętam jak dziś, że wtedy, w lesie podjąłem decyzję, aby walczyć o swoje życie. „Dam z siebie sto pięćdziesiąt procent! Zrobię to, bo już nie chcę dalej cierpieć. Chcę w końcu chociaż raz się uśmiechnąć”, dodałem w myślach. To był moment przełomowy w moim życiu.
Kto by się spodziewał, że zostanę terapeutą leczenia uzależnień i współtwórcą ośrodka dla osób uzależnionych, a także autorem książki i współautorem dziennika dla osób walczących z uzależnieniem! Nigdy bym nie pomyślał, że tysiące, a nawet miliony osób miesięcznie będą oglądać zamieszczane przeze mnie w mediach społecznościowych materiały i inspirować się moimi przemyśleniami na temat wyjścia z uzależnienia. Że stworzę wokół siebie trzeźwy, szczęśliwy świat. Nie liczyłem już na to, że będę szczęśliwym ojcem i partnerem we wspaniałym, opanowanym emocjonalnie, trzeźwym związku, z planem na życie, celami i marzeniami. Nie spodziewałem się, że odbiję się od mojego dna, że przeżyję upadek, powstanę i zacznę znowu działać.
W wieku trzydziestu siedmiu lat straciłem dosłownie wszystko. Cały majątek, trzy restauracje Subway, kilka spółek, mieszkania i kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych ziemi. Niemal z dnia na dzień z faceta, który odniósł sukces biznesowy, zmieniłem się w biedaka – z jedną walizeczką wylądowałem u swojej mamy, a przede mną ustawiła się kolejka komorników, wierzycieli i dilerów domagających się, aby zwrócił im pieniądze za towar. Do dzisiaj nie podliczyłem łącznej kwoty, którą straciłem, ale były to miliony. Nadal ceruję dziury po swoich złych decyzjach. A wszystko przez jedną rzecz, którą robiłem systematycznie – przez zażywanie substancji psychoaktywnych.
Moje finanse były w ruinie, ale straciłem coś jeszcze, coś dużo cenniejszego – poczucie własnej wartości. Bez niego nic tak naprawdę nie ma dla nas sensu i nic się nam nie może udać. Nie opanujemy uzależnienia, nie poznamy wartościowej osoby, nie staniemy się dobrymi rodzicami, nie będziemy szczęśliwi. Myślę, że właśnie poczucie własnej wartości najtrudniej odbudować, a gdy już podejmiemy tę próbę, to szczególnie wymagające będą początki. Dlaczego? Bo jak trzeźwiejemy, to zaczynamy wyraźnie dostrzegać, do czego doprowadziliśmy, ile straciliśmy, ilu ludzi skrzywdziliśmy oraz gdzie jesteśmy. Moja psychika tego nie wytrzymywała. Nie mogłem znieść tego, że z cenionego przedsiębiorcy stałem się alkoholikiem i narkomanem, żyjącym z emerytury swojej siedemdziesięcioletniej wtedy mamy. To było 2500 złotych. Miałem ogromny żal do siebie i było mi wstyd.
Przez prawie rok nie wychodziłem z łóżka. Na moją codzienność składały się depresja, leki i strach. Nie mogłem na siebie patrzeć bez obrzydzenia. Stan upojenia wydawał mi się w tamtym czasie lepszy, bo tępił ból – pozwalał osłabić cierpienie i uniknąć oglądania tego całego syfu, w który sam zmieniłem swoje życie. O wiele łatwiej było mi, gdy znajdowałem się „pod wpływem”, ponieważ nie przejmowałem się tak bardzo utratą szacunku do samego siebie. Pijany tkwiłem w swoim matriksie. Bez alkoholu czułem tylko wstyd i obrzydzenie.
Pamiętam, jak pierwszy raz wróciłem z samodzielnego wyjścia na zakupy, a mama i moja narzeczona Natalia zaczęły bić mi brawo. Klaskały, ponieważ zdołałem przełamać lęk i wstyd przed ludźmi. Wcześniej bałem się nawet chodzić do sklepu! Za dużo się wydarzyło. Paraliżował mnie strach, że kogoś spotkam, że będą się ze mnie śmiać, że nie dam rady i się upiję. Tamtego dnia też się bałem, ale zgarbiony, w kapturze, mimo wszystko postanowiłam się przełamać i wyjść. Uczyłem się funkcjonowania od nowa. Miałem prawie czterdziestkę i dostałem brawa, że udało mi się kupić bułki w sklepiku. Masakra! Tak niszczy nas ta choroba – psychicznie i fizycznie. Zabiera nam to, co najcenniejsze, i później się z nas śmieje.
Dzisiaj wiem, że podjęcie walki i rozpoczęcie pracy nad sobą to była najlepsza decyzja mojego życia. Odzyskałem kontrolę nad prawie wszystkim. Nauczyłem się żyć na trzeźwo i być szczęśliwym. To ostatnie było dla mnie szczególnie ważne. Nie chciałem być tylko trzeźwy, zależało mi też na szczęściu. Pragnąłem mieć wokół siebie fajnych, wartościowych ludzi, rodzinę, i być spełnionym. Czy mi to wyszło? Gdy porównam moje życie sprzed kilku lat z tym, jak żyję teraz, mogę powiedzieć: tak, na pewno. Czy to jest już koniec mojej pracy nad sobą? Oczywiście, że nie! Chcę być codziennie lepszą wersją samego siebie.
Przeczytaj uważnie poniższy fragment książki Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie, którą napisał Brain Tracy, i spróbuj ten opis odnieść do siebie:
Jesteś całkowicie dobrym człowiekiem. Zasługujesz na wspaniałe życie, wypełnione sukcesem, szczęściem, radością i przyjemnościami. Masz prawo do udanych związków, doskonałego zdrowia, pracy dającej poczucie spełnienia i niezależności finansowej. To jest twoje prawo należne ci od urodzenia. Twoje życie powinno obfitować w te rzeczy.
Jesteś stworzony, żeby odnieść sukces, i tak zaprojektowany, by być z siebie dumnym, mieć wysokie poczucie własnej wartości i szacunku do siebie. Jesteś wyjątkowy; w całej historii ludzkości nigdy nie było nikogo takiego jak ty. Kryjesz w sobie niezwykłe, niewykorzystane talenty i zdolności, które – odpowiednio odblokowane i zastosowane – mogą dać ci wszystko, czego tylko możesz zapragnąć.
Żyjesz w najlepszych czasach w historii ludzkości. Otacza cię mnóstwo możliwości, z których możesz skorzystać, żeby spełnić swoje marzenia. Jedyne granice określające, kim możesz się stać, czym zajmować lub co mieć, to granice, które wyznaczasz sobie swoimi własnymi myślami. Twoja przyszłość jest dosłownie nieograniczona1.
Zobacz! Twoje życie to swego rodzaju arcydzieło, które po prostu zaniedbałeś. Musisz zobaczyć na trzeźwo, jak ono wygląda, wziąć za nie odpowiedzialność i zacząć powolutku układać je na nowo. Dysponujesz niesamowitymi możliwościami, by zmienić swoją codzienność. Możesz wreszcie zacząć z nich korzystać – przecież życie jest tylko jedno. W dzisiejszych czasach mamy dostęp do wszystkiego, co jest nam potrzebne, żeby spełniać swoje marzenia. Możesz wyjechać, dokądkolwiek chcesz, możesz poznać miłość swojego życia, nie wychodząc z domu. Technologia daje ci ogromne możliwości, których nie wykorzystujesz. Dlaczego? Tak, wiem, przez pieprzoną chorobę. Zgodzisz się więc pewnie ze mną, że jedyną drogą do zaznania wszystkiego, o czym pisze Brian Tracy w swojej książce, jest zapanowanie nad uzależnieniem. To co, bierzesz się do roboty?
Aby zrobić porządek ze swoim życiem, trzeba wykonać jeden podstawowy krok – odstawić używki i wytrzeźwieć mentalnie. Kto tego nie zrobi, będzie dalej krążył bez celu i doprowadzał swoje życie do katastrofy. Wiem, o czym mówię, bo pijąc i ćpając, straciłem wiele lat swojego życia. Znowu ci przypomnę: życie masz tylko jedno, więc je szanuj. Jedyna rzecz, której nigdy nie odzyskasz, to czas, a jak dobrze wiesz, nasze uzależnienie uwielbia go zabierać. Nie wiem, czy i tobie rok za rokiem uciekał dotychczas jak rakieta Elona Muska. Uzależnieni bardzo często tego doświadczają. Czas im pędzi, a oni nic z tego nie pamiętają. Tracą własne życie. Więc weź się, kurwa, w końcu w garść, przeczytaj tę książkę i zrób to, co jest w niej napisane. Przestań się nad sobą użalać i poświęć kilka lat swojego życia na coś pożytecznego, bądź trzeźwy i szczęśliwy.
Tak, ty też możesz być szczęśliwy. Żeby jednak tak się stało, musisz wdrożyć to, co ci przekazuję. Musisz zrobić wszystko, co możliwe, żeby posprzątać bałagan, który cię otacza. Całe swoje życie pracowałeś na stan, w którym się obecnie znajdujesz. Po twojej bitwie z życiem pozostał burdel. Czas wziąć się do roboty i, krok po kroku, w końcu wszystko ogarnąć.
Wszystko zależy od ciebie. Tak, wiem, zaraz mi powiesz: „Nie miałem wpływu na śmierć mojej żony/ na to, że zostałem zwolniony z pracy/ na rozwód/ na wypadek samochodowy, z powodu którego muszę teraz jeździć na wózku”. Zgadzam się, na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to, co z nimi dalej zrobimy. Wiem, co znaczy śmierć bliskiej osoby. Gdy miałem dziesięć lat, zmarł mój ojciec. To odcisnęło piętno na moim dzieciństwie i młodości. Przez długi czas żyłem w cieniu tej śmierci. Dzisiaj jednak radzę sobie ze skutkami tego, co się wtedy stało, a z ojcem, moim najlepszym przyjacielem, rozmawiam bardzo często w naszym ulubionym miejscu: na cmentarzu.
Są też rzeczy, do których sami się przyczyniamy. Zwolnili cię z roboty? Nikt cię nie zwolni, jeżeli robiąc to, co lubisz, angażujesz się w pracę – no, chyba że firma się zamyka. Żona wysłała papiery rozwodowe? Może to skutek twojego chlania i ćpania i miała w końcu dość? Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. A może twoja żona była dla ciebie toksyczna i dobrze, że jesteście osobno? W takim razie łatwiej będzie ci wyjść z uzależnienia, nikt nie będzie cię wkurwiał. „Przecież jeżdżę na wózku, życie jest niesprawiedliwe…” – OK, rozumiem i nikomu nie życzę takich trudności, ale może czas zacząć szanować to, co masz? Jeździsz na wózku, ale wyjdź z uzależnienia, uprawiaj sport, bo to możesz robić mimo ograniczeń, i bądź przykładem dla innych uzależnionych alkoholików czy narkomanów, że w każdej sytuacji można się ogarnąć. Jest mnóstwo osób z niepełnosprawnością, które mogą potrzebować takiego mentora jak ty. Tylko pamiętaj: najpierw ogarnij siebie, a potem możesz pomagać innym.
Wiem dokładnie, co czujesz, przyjacielu. Pisałem już wcześniej, że straciłem kilka spółek. Kilka, rozumiesz? Takich, które zarabiały. Straciłem też nieruchomości, a miesiąc przed ślubem rozstałem się z narzeczoną. Straciłem wszystko, a teraz jestem szczęśliwy. Dlaczego? Bo wyszedłem z matriksa. Codziennie pracuję nad swoim życiem i oczywiście jestem ciągle uważny w uzależnieniu. Mam większą pokorę, dbam o siebie i o swoją przestrzeń. Dzięki chorobie zacząłem się rozwijać i w końcu myśleć o przyszłości. Wreszcie zacząłem o siebie dbać.
Ty też możesz to wszystko poukładać i naprawić, ale pod jednym warunkiem: najpierw musisz być trzeźwy fizycznie i mentalnie. Nie będzie łatwo, ale na pewno będzie warto.
Jest jedna bardzo ważna zasada trzeźwości:
Nigdy, ale to nigdy się nie poddawaj. Ucz się na błędach i nie popełniaj ich znowu, wyciągaj wnioski, a będzie dobrze.
Czy masz dziecko? Jeśli tak, to co chcesz mu dać? Wiesz, że uzależnienia przechodzą z pokolenia na pokolenie? Dziecko rodzi się z niezapisanym dyskiem, ale bardzo szybko go zapełnia. To my, rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za to, w jakie zasoby będzie wyposażone. Pamiętaj, że jeśli twoje dziecko widzi cię pijanego, naćpanego, agresywnego, to bardzo często zapisuje na swoim dysku właśnie to. Pomyśl o tym. Pomyśl, co robisz innym, przychodząc do domu „pod wpływem”. Wiem, że często trudno to zobaczyć, kiedy samemu się cierpi, ale skoro czytasz tę książkę, to mam nadzieję, że otworzysz oczy. Może uświadomisz sobie, jak uzależnienie wpływa na miłości twojego życia. Los naszych dzieci w dużej mierze zależy od nas, dorosłych.
Możesz teraz zdecydować, że będziesz ostatnią osobą w rodzinie, która doświadczy negatywnego wpływu choroby. To ty wybierasz, jakie wartości przekażesz kolejnemu pokoleniu. To ty możesz się zmienić i pokazać swoim dzieciom, że da się żyć bez alkoholu czy narkotyków. Mnie się to udało. Nie piję i nie ćpam. Staram się za to spędzać z córką dużo wartościowego czasu, bo wiem, że tym, czego najbardziej potrzebują nasze dzieci, są zaangażowanie i uwaga rodziców. Kiedy ostatni raz powiedziałeś swoim dzieciom, że je kochasz? Kiedy wyłączyłeś komórkę i spędziłeś z nimi cały weekend? Czy co wieczór siadasz z dzieciakami na chwilkę pogadać? Czy alkohol albo narkotyki nie są ważniejsze? „Należy mi się po pracy, zasłużyłem na to” – nie mówisz sobie tak czasem? Za każdym razem, jak będziesz sięgać po używki, pomyśl o swoich dzieciach, że one się od ciebie tego uczą.
Kiedyś w pewnym ośrodku socjoterapeutycznym dla młodzieży szesnastoletnia dziewczyna powiedziała mi: „Jestem w takim momencie mojego życia, że zastanawiam się, czy żyć, czy się zabić”. Miała mnóstwo blizn, była już cała pocięta… Wiesz dlaczego? Bo w jej domu źle się działo. Bo były tam używki, a jak one, to i agresja. Zastanów się nad tym i zacznij działać! Przecież twoje dzieci powinny mieć dobre dzieciństwo, powinny się bawić, cieszyć życiem, a nie cierpieć z twojego powodu. Większość dzieciaków wychowywanych przez uzależnionych rodziców też z czasem zaczyna uciekać w uzależnienia. Chcesz tego? Może świadomość wpływu na własne dziecko pomoże ci zdobyć odpowiednią motywację do trzeźwego życia?
Dla mnie córka była jednym z głównych motywatorów do odstawienia używek i za to jej będę dziękować do końca życia. Nie chciałem, żeby widziała ojca, który się zagubił. Nie chciałem, żeby miała tatę, który nie może jej przekazać niczego poza uzależnieniem. Chciałem dać jej pozytywne wartości. Ty też możesz sprawić, żeby twoje dziecko było szczęśliwe. Możesz odwrócić wiele negatywnych konsekwencji swojego nałogu, ale musisz zacząć od siebie. Możesz wybrać całkowitą abstynencję i uzdrowić funkcjonowanie swojej rodziny. Możesz zrobić to dla siebie i swoich bliskich. A jeśli jeszcze niestety nie jesteś gotowy, żeby podjąć wysiłek, to zostaw swoją rodzinę i niech chociaż oni zaczną żyć normalnie. Zmień się albo idź się zapić w miejscu, w którym najbliżsi nie będą musieli cię oglądać.
Wierzę jednak, że jeśli masz dzieci, to chciałbyś je zaprogramować na życie wolne od używek. Pokaż więc swojemu dziecku, że da się żyć na trzeźwo, a przy tym szczęśliwie. W końcu dzieci najlepiej uczą się od nas przez obserwację. Przyglądają się temu, jak się zachowujemy, a potem nas kopiują. To co, chcesz być kimś, kogo warto skopiować?
A teraz usiądź wygodnie, bo mam ci dużo do powiedzenia. Na podstawie moich doświadczeń oraz doświadczeń osób, którym pomogłem wyjść z uzależnienia, wiem, że jesteś w stanie odmienić swoje życie. Przeczytaj uważnie to, co ci przekazuję w tej książce, zrób notatki i najważniejsze: wprowadzaj wiedzę w życie. Po co masz wymyślać koło od początku? Po co masz wytyczać w dżungli drogę maczetą? Ścieżka już tam jest. Wystarczy nią podążać. W ten sposób szybciej i efektywniej osiągniesz swoją trzeźwość.
Tak jak napisałem na początku – jeżeli sam kupiłeś tę książkę lub ktoś ci ją sprezentował, to znaczy, że w twoim życiu prawdopodobnie dzieje się coś niepokojącego. Może spadasz na swoje dno lub już na nim jesteś? Może ktoś się o ciebie martwi? Zresztą najważniejsze jest nie to, w jakiej dokładnie sytuacji się znajdujesz, tylko co możesz ze swoim życiem zrobić.
Jak możesz zareagować na to, co przeczytasz na kolejnych stronach?
Możesz cisnąć tę książkę w kąt, ponieważ boisz się prawdy o tym, w jak głębokiej dupie się znajdujesz.
Możesz jej nie przeczytać, ponieważ ktoś ci ją kupił, a ty nie podjąłeś decyzji, że chcesz żyć na trzeźwo, i na ten moment masz to w dupie.
Możesz, czytając tę książkę, zadzwonić do dilera lub pobiec do sklepu, żeby się najebać.
Możesz płakać, przepraszać bliskich, mogą ci puścić nerwy.
Możesz pójść na terapię, ponieważ dostrzeżesz w niej sens i uznasz, że skoro ja dałem radę oraz skoro radę dało wiele osób, o których tutaj piszę, to ty też możesz.
Możesz być wdzięczny, że przeczytałeś tę książkę i zastosowałeś wiedzę, która uratowała ci życie.
Co zrobisz? W jakim kierunku pójdziesz? Jeśli nie chcesz dowiedzieć się prawdy o sobie i nie jesteś gotowy na zmianę, to pewnie musisz najpierw obudzić się w swojej „szafie”, pierdolnąć o ziemię, spaść na swoje dno. Dopiero wtedy coś może się zmienić. Każdy ma swoje dno. Gdzie jest twoje – nie wiem. Nawet ty sam się tego nie dowiesz, dopóki się na nim nie znajdziesz. Wiem tylko, że chwila, w której poznałem swoje dno, była najgorszym momentem w moim życiu.
Jeśli nie chcesz zmienić swojego życia, to nawet nie zagłębiaj się w lekturze, ponieważ ona może wywrócić do góry nogami twoje myślenie na temat uzależnienia i używek. Odbierze ci komfort picia, ćpania czy grania. Da ci też wiedzę i sposoby, jak dokonać życiowej zmiany i być szczęśliwym. Po przeczytaniu tej książki jedyną przeszkodą, aby zacząć działać, możesz być ty sam. Tylko my sami mamy wpływ na swoje myśli i na to, co robimy. Nasza choroba niestety nie pomaga w odzyskiwaniu sprawczości. Ona uwielbia ludzi słabych emocjonalnie. Słabość zapewnia jej idealne podłoże do rozwoju.
Ile ja bym dał, żeby dziesięć, piętnaście lat temu ktoś podsunął mi do przeczytania to, co teraz piszę dla ciebie. Ile ja bym dał, żeby spotkać na drodze do trzeźwego życia takiego drugiego Krystiana… Trzymasz w ręku narzędzie, które może uratować twoje życie, więc wykorzystaj tę szansę i podejdź do uzależnienia jak do każdej innej choroby. Tak jakbyś miał raka i dostał lek na niego. Po prostu poświęć kilka godzin swojego popierdolonego życia i przeczytaj to, co dla ciebie napisałem, a potem zrób, co będziesz chciał. Na to już nie mam wpływu.
Skondensowałem w tej książce całą wiedzę potrzebną do tego, abyś mógł krok po kroku zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w naszej chorobie i jak ją leczyć. Napisałem ten tekst na podstawie mojego ponaddwudziestoletniego doświadczenia związanego z uzależnieniem oraz wiedzy, jaką zdobyłem, prowadząc terapię. Wiele osób, które zaufały mi jako terapeucie, dziś jest żywym dowodem na to, że metody, które przekazuję, działają. Dzieje się tak pod jednym warunkiem: trzeba je zastosować. Ja mogę ci pomóc mentalnie – mogę pokazać ci nowy styl codziennego funkcjonowania, zaopatrzyć cię w niezbędne narzędzia oraz zmotywować do ich wdrożenia – ale to ty musisz ruszyć swój śliczny tyłeczek i zrobić raz, a konkretnie porządek ze swoim życiem. Im większy jest w nim bałagan, tym dłużej będzie to trwało i więcej energii cię kosztowało. Dlatego potrzebujesz pomocy osób trzecich. Dzięki nim będzie ci łatwiej pokonywać tę drogę.
Początek zmiany w życiu bardzo boli, zwłaszcza gdy w grę wchodzi ta choroba. Nie będę ci słodził, że jest to łatwe, bo nie jest. Będziesz musiał dać z siebie 150 procent, ale pamiętaj, że warto.
Zwróć uwagę, że wszystko, co znajdziesz w tej książce, jest poparte nie tylko teorią, ale i praktyką. Każdy system, sposób, narzędzie, o którym piszę, sprawdziłem na sobie i innych.
Dowiesz się ode mnie:
jakie są etapy rozwoju uzależnienia i jak powstało uzależnienie w twoim życiu;
jakie są rodzaje uzależnień;
dlaczego uzależnienie jest tak niebezpieczne;
jak wyjść z uzależnienia i jak brzmią trzy zasady trzeźwości;
co najlepiej działało na mnie i na innych;
dlaczego tak trudno jest zacząć znowu kontrolować swoje życie;
o różnych narzędziach, które ułatwią ci przejęcie kontroli nad własnym życiem;
co robić po zaprzestaniu picia, ćpania, grania;
na co zwracać uwagę i co może być dla ciebie niebezpieczne w początkowych miesiącach;
ile czasu będziesz trzeźwieć i co najlepiej wtedy robić;
jak zbudować pewność siebie;
co mówić innym o twojej chorobie;
jak naprawić swoje relacje i jak zbudować sieć wsparcia;
jak odróżnić toksyczne relacje od zdrowych;
jak się motywować do trzeźwego życia;
dlaczego trzeba być egoistą;
i wiele innych…
Wprowadź zatem zmiany, przyjacielu lub przyjaciółko, i systematycznie stosuj zasady trzeźwości. Pamiętaj, że to od ciebie zależy, czy to jest ten właściwy moment na zmianę, na życie w trzeźwości i szczęściu. Jednak nie zapominaj też, że proces, w który wchodzisz, nie będzie trwał krótko. Na swój obecny stan pracowałeś latami, więc teraz na naprawę również potrzebujesz kilku lat. Tyle że czas i tak leci, a im dłużej będziesz czekać, tym będzie gorzej.
Część I
Jak wszystko się zaczyna?
Rozdział 1
Dlaczego się uzależniamy?
Długo się zastanawiałem, jak mam ci opisać, czym naprawdę jest uzależnienie. Sztywne regułki to nie mój styl. Postanowiłem wytłumaczyć ci istotę problemu zgodnie z obecnym stanem wiedzy, ale po swojemu i przez pryzmat mojego doświadczenia. Chcę, żebyś zrozumiał, dlaczego ciągnie cię do substancji psychoaktywnych i dlaczego tak trudno jest wyjść z tego stanu matriksa do normalności. Chcę, żebyś zrozumiał zasady działania naszej choroby. Co tobą kieruje i dlaczego nawet, jak sobie obiecasz dzień wcześniej, że nie będziesz pić, to nie jesteś w stanie dotrzymać danego sobie czy najbliższym słowa. O co tutaj, kurwa, chodzi? Przecież masz pracę, majątek czy pozycję w firmie albo wartościową rodzinę, i twoje życie z boku może wyglądać super, a ty dalej pijesz lub ćpasz. A może już to wszystko straciłeś, tak jak ja kiedyś, i nawet nie obiecujesz sobie, że od jutra przestaniesz pić…
Zacznijmy od początku. Kto tak naprawdę się uzależnia? Wiadomo, że nie wszyscy, którzy mieli kontakt z alkoholem, zostaną alkoholikami. Przecież nie każdy, kto ostro balangował w młodości, popadł w uzależnienie. Przykładem są moi koledzy z młodzieńczych lat. Kiedyś latali ze mną po klubach i imprezowali, a dzisiaj mają rodziny i piją sporadycznie, nie tak destrukcyjnie, jak robiłem to ja. Dlaczego tak jest? Znam też przypadki rodzeństw, które mieszkały w tym samym domu, były wychowywane przez tych samych rodziców, chodziły do tej samej szkoły, a tylko jedno z nich zostało alkoholikiem, podczas gdy drugie prowadzi normalne życie. Kiedyś do naszego ośrodka pewien mężczyzna przywiózł bardzo zaniedbanego, cuchnącego faceta, który okazał się jego bratem. Ten pierwszy miał normalną rodzinę i dzieci, wartościową pracę i poukładane życie, a drugi to był prawdziwy menel, który spał razem ze świniami w chlewie. Tak, dobrze czytasz: ze świniami. Zrobił sobie z kartonów daszek i przykrywał się śmierdzącym kocem. Nie uwierzyłbym w to, gdybym nie widział zdjęcia, które pokazał nam jego brat. Najlepsze, że ten menel pięć lat wcześniej był sportowcem, i to dość dobrym. Walczył w MMA, nawet oglądałem jakieś materiały z jego walk na YouTubie, dobry koleś. Jak to jest, że jeden z braci był ogarnięty, szczęśliwy z rodziną, a drugi prawie umarł wśród świń? Przecież pochodzili z tego samego domu i tych samych czasów!
Podobny przykład został opisany w rozdziale czwartym książki Anthony’ego Robbinsa pt. Obudź w sobie olbrzyma2. Mówi on o Antonim Maciado, alkoholiku i narkomanie, który nie raz prawie przedawkował. Dzisiaj odsiaduje dożywocie za zabicie kasjera. Ma dwóch synów, między którymi jest zaledwie jedenaście miesięcy różnicy. Jeden z nich wyrósł na „drugiego tatę”. Był narkomanem, który żył z kradzieży i rabunków do momentu, aż trafił do więzienia za usiłowanie morderstwa. Jego brat był zupełnie inny. Wychowywał troje dzieci, czerpał olbrzymią radość z małżeństwa i wydawał się naprawdę szczęśliwy. Praca szefa regionu w dużej firmie była dla niego wyzwaniem i dawała mu satysfakcję. Był zdrowy, silny i nie miał problemów ani z narkotykami, ani z alkoholem. Jak tych dwóch chłopców mogło pójść tak różnymi drogami, skoro wychowali się w tym samym środowisku? Obu zadano to samo pytanie: „Dlaczego twoje życie potoczyło się w taki właśnie sposób?”. Każdy z nich, o dziwo, w odpowiedzi stwierdził: „A czymże innym mógłbym się stać, skoro wychował mnie taki, a nie inny ojciec?”.
Naszego życia nie kształtują bowiem wydarzenia, tylko nasze własne przekonania na temat tych wydarzeń. Siła tych przekonań może budować, ale może też niszczyć.
Jednym z czynników powstania uzależnienia są kody i programy, które funkcjonują w naszej podświadomości. Inaczej mówiąc: najprawdopodobniej kiedyś doświadczyliśmy czegoś, co ukształtowało nasze przekonania co do używek, wywołało dane podejście do nich – takie, które może zniszczyć, lub takie, które może pomóc nam zbudować nasze życie. Ale zastanówmy się trochę głębiej, o co tutaj tak naprawdę chodzi.
Uzależnieniem kieruje nasz gadzi mózg, czyli najstarszy ewolucyjnie obszar mózgu, odpowiadający za instynkty niezbędne do przetrwania. W toku ewolucji człowieka odegrał on ogromną rolę. W uproszczeniu można powiedzieć, że gadzi mózg kierował się dwiema podstawowymi potrzebami – ucieczką DO przyjemności i ucieczką OD cierpienia czy zagrożenia. Miliony lat temu, gdy ludzkość prehistoryczna mieszkała jeszcze w jaskiniach, trzymanie się tych dwóch zasad zapewniało ludziom przeżycie i rozwój. Dzięki temu jesteśmy dzisiaj rozwiniętą cywilizacją.
Ucieczka do przyjemności pozwalała gatunkowi ludzkiemu zwiększać swoją liczebność i zapewniała przedłużenie gatunku. Chyba jeszcze wtedy ludzie nie potrafili się komunikować słowami, ale seks zdecydowanie poprawiał im samopoczucie, więc go uprawiali. Przyjemne doznania dawało im również zaspokojenie głodu, więc robili wszystko, żeby zdobyć jedzenie – kobiety zbierały rośliny jadalne, a faceci chodzili na polowania. Natomiast ucieczka od cierpienia ograniczyła ryzyko śmierci poszczególnych osobników i wyginięcia gatunku. A mianowicie: gdy znienacka wyskakiwał na naszego przodka jakiś drapieżnik, to mózg człowieka samoczynnie wysyłał impulsy, że ten ma jak najszybciej spierdzielać.
Takie instynktowne zachowania występują też współcześnie. Jak masz sytuację zagrożenia, to odruchowo uciekasz. Jeśli ktoś znienacka cię zaatakuje, to automatycznie dajesz nogę lub uderzasz napastnika. Z seksem i jedzeniem jest podobnie. Dają przyjemność, więc się im oddajemy. Właśnie wtedy kieruje nami gadzi mózg. Czy widzisz, jaki związek ma on z uzależnieniem? Jaką rolę odegrał u ciebie czy u mnie? Ja tak.
Kiedyś, w początkowym okresie naszego picia czy ćpania, braliśmy używki właśnie w tych dwóch przypadkach: jak chcieliśmy, żeby dana chwila była jeszcze lepsza, jeszcze bardziej nas kręciła, bo było nam za mało, lub jeśli poczuliśmy wkurzenie, zagrożenie czy cierpienie, które chcieliśmy wyciszyć. Tylko wtedy sięgaliśmy po substancję, która odpowiednio mogłaby nam ten stan jeszcze bardziej podbić lub go osłabić. Pamiętaj o jednym: teraz opisuję początki naszej choroby. Nie mówię tutaj o stanie uzależnienia, tylko o tym, jak to się zaczęło. Dlaczego zaczęliśmy brać? Dlaczego tak szybko to poszło?
Pamiętam, że moje uzależnienie od marihuany właśnie tak się zaczęło. Koledzy, PlayStation, granie całą noc. Albo wyjazdy na rowerze – sam wypad z kumplami już był superpomysłem, ale mnie było za mało. Trzeba było jeszcze bardziej go podkręcić i zajarać, najlepiej przy piwie. Spotkania z kolegami – tylko przy trawce. Nawet do liceum chodziłem na haju, wszędzie widziałem okazje, żeby zmaksymalizować swoje wrażenia, poczuć się jeszcze lepiej. Czy ty też tak podchodziłeś do używek? Sięgałeś po alkohol czy narkotyki, żeby podkręcić swoje przeżycia? Żeby było jeszcze lepiej? Czyli na imprezach, randkach, w trakcie seksu, na wakacjach, na rybach, na spotkaniach biznesowych – tylko po to, żeby poczuć większą euforię i zadowolenie z danej sytuacji?
Podobnie uzależniłem się od kokainy. Jak tylko zdobywałem kasę, jechałem do hotelu ze swoją ówczesną dziewczyną, aby spędzić z nią dwie-trzy noce wypełnione ćpaniem i uprawianiem seksu. Zobacz, że tutaj dodałem jeszcze jeden element: aby poczuć się lepiej, zacząłem łączyć dwa uzależnienia – od narkotyków i seksu. Sam wyjazd z dziewczyną mi nie wystarczał, trzeba było go podbijać używkami i współżyciem. Właśnie wtedy kierowałem się gadzim mózgiem, który naturalnie, od milionów lat dąży do przyjemności. Takie zachowania i przekonania spowodowały, że się uzależniłem. Pamiętam jak dzisiaj – najpierw organizowałem wyjazdy z eksdziewczyną raz na rok, potem co kilka miesięcy, a na koniec już prawie co weekend. Po latach takiego życia mój mózg się zaprogramował na czerpanie przyjemności jedynie z używek i seksu. Nic innego nie potrafiło dać mi radości.
DAREK
Jeden z pacjentów naszego ośrodka, czterdziestosiedmioletni Darek, miał poukładane życie. Ustawiony finansowo, właściciel dobrze prosperującej firmy, miał odchowane, samodzielne dzieci i superrelacje z byłą żoną. Wydawałoby się, że na tym etapie powinien odcinać kupony od wcześniejszych sukcesów i czuć się szczęśliwy i spełniony. Jednak wylądował w ośrodku. Dlaczego? Właśnie dlatego, że kierował nim gadzi mózg, a szczególnie ucieczka do przyjemności. Darek podbijał alkoholem swoje częste wyjazdy na Mazury, randkowanie i układy z dziewczynami. Z czasem stracił kontrolę nad tymi zachowaniami. Był jak jaskiniowiec, który zaciągał swoje kobiety do jaskini, aby kopulować. Ostatecznie, choć z pozoru niczego mu nie brakowało, wylądował w ośrodku z ludźmi, którzy prawie skończyli na ulicy, byli po ciężkich rozwodach i bez pracy.
Choć ja też w pogoni za przyjemnością wpadłem w spiralę używek i seksu, dzisiaj wiem, że te same doznania mogę uzyskać bez alkoholu czy kokainy. Wiem też, że aby osiągnąć ten stan, trzeba tylko zmienić przekonania i dokonać przewartościowań. Nauczyć się innego myślenia. Piszę „tylko”, ale mam świadomość, że zmiana przekonań nie jest łatwa. Trzeba przestawić wszystko w głowie, a to wymaga czasu i energii.
Nasz gadzi mózg automatycznie dąży również do tego, by unikać cierpienia. To drugi powód, dla którego tak łatwo się uzależniamy. Powiem ci szczerze, że pod koniec nie czułem już przyjemności z ćpania i picia. Dzięki używkom udawało mi się tylko na chwilę zapomnieć o ciągłym bólu i cierpieniu. Czy uśmierzanie cierpienia narkotykami i alkoholem jest rozwiązaniem? Oczywiście, że nie, ale nie widzisz tego, jak jesteś w ciągu. Ileż to razy przy większym napięciu, porażce, po popełnieniu błędu musiałem się napić, naćpać, aby nie czuć tego aż tak bardzo! Wiesz, o czym mówię? Przeżycie tych emocji bez używek było wtedy niemożliwe. Nie byłem w stanie poradzić sobie z tym, co się działo ze mną w środku. Ból i cierpienie były tak wielkie, że potrzebowałem ulgi, którą mogłem uzyskać, tylko sięgając po alkohol czy narkotyki.
Gdy pisałem tę książkę, miałem telefon od chłopaka, który szukał pomocy. W trakcie krótkiej rozmowy okazało się, że zaczął bardzo dużo pić po śmierci ojca, który zmarł rok wcześniej, i od tego czasu chłopak nie mógł się pozbierać. Alkohol przynosił mu ulgę, dzięki niemu nie czuł aż tak bardzo swojego wewnętrznego bólu. Wiedziałem, że postępując w ten sposób, bardzo szybko można się uzależnić. Powiedziałem mu, że jeśli nic z tym nie zrobi, w jego mózgu powstaną połączenia neuronów, pod wpływem których alkohol już zawsze będzie mu się kojarzył z ulgą od cierpienia. Wiedziałem, że tak tworzy się fałszywa asocjacja, czyli powiązanie narkotyków lub alkoholu z przyjemnością i ulgą od bólu. Nasz mózg po prostu zapamiętuje, że jak jest źle, to trzeba zażywać, i jak jest dobrze, to też trzeba zażywać. Wówczas powstaje uzależnienie. Czy to oznacza, że za każdym razem, kiedy chłopak poczuje lęk, strach lub dyskomfort, będzie chciał się napić? Tak, i właśnie tę trudną do zignorowania potrzebę nazywamy głodem alkoholowym czy narkotykowym.
Pamiętam, jak zostałem oszukany na bardzo duże pieniądze. Wtedy zamiast działać i szukać rozwiązania, zaszyłem się w swoim uzależnieniu. Jakby odpalił się u mnie program, który miałem zainstalowany. Zamiast ratować sytuację, tylko ją pogorszyłem. Pamiętam, że gdy straciłem biznesy, to piłem i ćpałem do upadłego. Najgorsze, że stan ulgi po zażyciu już się nie pojawiał, ale ciągle się łudziłem, że w końcu poczuję się lepiej. Mój gadzi mózg i ścieżki neuronalne robiły mnie w konia. Tak właśnie działa uzależnienie.
Niestety, jeśli zakodujemy w swojej podświadomości, że alkohol, narkotyk czy jakieś czynności behawioralne (np. hazard, granie w gry komputerowe, seks) dają efekt w postaci miłych odczuć lub ucieczki od cierpienia, to w naszym mózgu przez całe życie będzie już istniała ścieżka neuronalna połączona z uzależnieniem. I choćby przez długi czas nie była używana, to w sytuacji cierpienia, związanego na przykład ze śmiercią bliskiej osoby, rozstaniem, utratą pracy czy kłótnią, ta ścieżka automatycznie się uaktywni. Łatwo wtedy sięgnąć po używkę, aby sobie ulżyć. Jest to zapisane w naszym mózgu, tak jak sposób wiązania sznurówek. wykonujemy tę czynność automatycznie.
Nasze przekonania na temat alkoholu czy narkotyków są zakodowane i ciągle mamy wrażenie, że po wypiciu czy zaćpaniu będziemy czuć się o wiele lepiej. Problem w tym, że to wrażenie jest mylne, my jednak zachowujemy się tak, jakbyśmy tego nie dostrzegali. Nie widzimy, że pozytywne doznania trwają coraz krócej, nie tak jak na początku. Dlatego wpadamy w ciągi. Mamy nadzieję, że w końcu poczujemy to, co kiedyś, przed uzależnieniem, czyli właśnie ulgę, podekscytowanie, radość. W uzależnieniu osiągamy jednak odwrotny skutek – im więcej zażywamy, tym głębszą mamy depresję, tym silniejszych doświadczamy lęków, tym większą czujemy złość, tym niższe jest nasze poczucie własnej wartości. Poziom dopaminy podnosi nam się tylko przed zażyciem substancji. Czujemy zadowolenie, podniecenie, jak biegniemy do sklepu po alkohol. Niestety ten stan trwa jedynie do momentu, kiedy się napijemy czy naćpamy.
Do dzisiaj moim największym wyzwalaczem do wciągnięcia kreski jest myśl, że po takiej przerwie fajnie byłoby się naćpać kokainą i uprawiać seks. Jak to piszę, to czuję już delikatne podenerwowanie. Tak to działa – o tym, jak sobie z tym radzić, piszę w dalszej części książki. Tymczasem zwróć uwagę, jak silne i trwałe jest to połączenie neuronów w moim mózgu, skoro po latach trzeźwości i doświadczeniu depresji alkoholowej i narkotykowej on nadal pamięta, że było fajnie i przyjemnie. Muszę wejść na poziom świadomości, żeby zdać sobie sprawę, że jak bym dzisiaj wziął kreskę, to bym dostał od razu stanu depresyjnego, lęków i wyrzutów sumienia, ale tego mózg już nie chce zakodować.
Pamiętaj, że im silniejsze masz przekonanie o tym, że picie czy ćpanie jest fajne, tym więcej będziesz musiał włożyć pracy w zmianę myślenia i tego przekonania. Pamiętaj też, że to się da zrobić. Możesz stworzyć w swoim mózgu skojarzenie alkoholu, narkotyków czy innych uzależnień z cierpieniem i bólem. Możesz zapisać nowy program w swojej głowie. Pokażę ci na kilka sposobów, jak przeprowadzić cały proces.
Teraz, kiedy już wiesz, że twoje uzależnienie powstaje w podświadomości, w wyniku wytworzenia się pewnej ścieżki neuronalnej, pewnie łatwiej ci będzie zrozumieć, dlaczego dwóch braci z naszego przykładu, którzy wychowywali się w podobnych warunkach, zupełnie inaczej pokierowało swoim losem. Brat, którzy poradził sobie w życiu, miał zakodowane, że alkohol przynosi ból i cierpienie oraz zabiera szczęście. Natomiast drugi z braci podświadomie połączył neurony w taki sposób, że używki kojarzą mu się z czymś dobrym, przyjemnym lub dającym ulgę w momencie bólu i cierpienia. Niestety on już ma predyspozycje do uzależnień i musi przeprogramować swoje przekonanie na temat używek. Jedna rodzina, jedno otoczenie, a całkiem odmienne przekonania na temat alkoholu czy narkotyków.
Oczywiście oprócz kwestii związanych z działaniem naszego gadziego mózgu jest wiele innych spraw, które mogą przyczyniać się do tego, że ktoś zaczyna zażywać środki psychoaktywne. Najczęstsze to: zaniżone poczucie własnej wartości; nieokazywanie troski, zrozumienia i miłości przez rodziców w dzieciństwie; aspołeczność; uzależnienia u któregoś z rodziców lub u obojga; śmierć bliskiej osoby; długotrwałe doświadczanie wyśmiewania; depresja; patologie w rodzinie pochodzenia; posiadanie w dzieciństwie wszystkiego, czego tylko się chciało… Można by tego rodzaju czynniki długo wymieniać, ale każdy wie, czy raczej uciekał OD cierpienia, czy może DO przyjemności. Tutaj nie chodzi jednak tylko o to, z jakiego powodu zacząłeś, ale też o to, dlaczego nie umiałeś ocenić sytuacji i przeżyć emocji na trzeźwo. Twój mózg oduczył się odczuwania emocji w sposób biologiczny.
Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy naszym mózgu, żebyś dobrze wszystko zrozumiał. Nie będę ci wrzucał niezrozumiałych formułek, zamiast tego postaram się wytłumaczyć jak najprzystępniej główne kwestie. Tym razem mam na myśli neuroprzekaźniki. Pewnie wiesz, czym one są, ale na wszelki wypadek przypomnę, że to takie substancje, za pomocą których komunikują się ze sobą komórki nerwowe (neurony). Można powiedzieć, że to właśnie neuroprzekaźniki nas programują. Jeśli mamy przekonania i skojarzenia, że wypicie alkoholu jest fajne, daje nam relaks, szczęście i ulgę, to wtedy neurony kodują to doświadczenie za pośrednictwem neuroprzekaźników za każdym razem przed wypiciem czy zażyciem jakiejś substancji psychoaktywnej.
Do najbardziej znanych neuroprzekaźników należą hormony wpływające na dobre samopoczucie, takie jak dopamina, endorfiny, serotonina czy oksytocyna. Dopamina, hormon odpowiedzialny za motywację i przetrwanie, jest wydzielana w sytuacjach, gdy doświadczamy lub oczekujemy czegoś przyjemnego. Kiedy poziom tego neuroprzekaźnika rośnie, zwiększa się nasza motywacja do powtarzania zachowań, które powodują jego wyrzut. Czyli kiedy robisz coś fajnego lub szykujesz się na przyjemność, na przykład picie, ćpanie czy seks, poziom dopaminy rośnie, a ty zaczynasz dążyć do tego, by znów osiągnąć ten stan. Co ważne, poziom dopaminy podnosi się nie w trakcie zażywania substancji, tylko moment przed jej przyjęciem. Właśnie dlatego jest to tak zgubne. Jak czujemy głód i chcemy się napić lub naćpać, to jesteśmy już na dopaminowym haju i wyłącza nam się racjonalne myślenie. Pragniemy za wszelką cenę szybko zrealizować nasz plan. Nic innego się nie liczy. Kto pamięta, jak biegł kilka kilometrów na stację benzynową po alkohol lub dzwonił w nocy do dilera? To właśnie dopamina wzmocniła stan euforii i podniecenia, który towarzyszył naszemu głodowi.
Poziom dopaminy rośnie również, jak objadamy się czekoladą, dlatego tak trudno jest zjeść tylko jedną kostkę. Można powiedzieć, że wpadamy w ciąg czekoladowy i w krótkim czasie pochłaniamy wszystko, ponieważ przed jedzeniem rośnie nam stężenie dopaminy, a potem szybko opada. Nawet siedzenie na TikToku działa identycznie i włącza wszystkie mechanizmy odpowiedzialne za uzależnienie. Poziom dopaminy wzrasta i opada. To ostatnie powoduje spadek nastroju. Kiedy zaczynamy go odczuwać, rzucamy się do oglądania następnych filmików, byle tylko się podniósł. Może ty tak nie masz, ale znasz kogoś, kto potrafi siedzieć na TikToku po kilka godzin dziennie?
Ta sama zasada działa w uzależnieniu od substancji psychoaktywnych, lecz różnice w poziomach dopaminy są większe. Zresztą rozmaite substancje psychoaktywne też różnią się między sobą wielkością wyrzutów dopaminy, dlatego od poszczególnych substancji uzależniamy się w różnym stopniu. Porównajmy różne czynności i substancje, które mają związek ze skokami poziomu dopaminy.
Długotrwałe nadużywanie prowadzi do zmian w mózgu, które osłabiają reakcję na naturalne bodźce i zwiększają potrzebę przyjęcia substancji lub wykonania czynności dla uzyskania tej samej satysfakcji. Mówiąc wprost: nasze neurony pamiętają, że za każdym razem, kiedy piliśmy lub ćpaliśmy, było super, więc sama myśl o tym podnosi poziom dopaminy w naszych mózgach. Ponieważ piliśmy lub ćpaliśmy w przeszłości, to teraz trudniej nam czerpać radość z czegokolwiek innego niż alkohol lub narkotyki, a poza tym za każdym razem chcemy dostarczyć sobie większą porcję substancji. Niestety, choć przed wypiciem lub zaćpaniem czujemy wyrzut dopaminy, to – jeśli jesteśmy już uzależnieni – po zażyciu danej substancji poziom dopaminy już nie rośnie. Dlatego wzrasta nam tolerancja i mamy ciągi – chcemy za wszelką cenę znaleźć się w stanie, w którym byliśmy kiedyś. Stanu, który znamy sprzed uzależnienia, stanu, który pamiętają nasze neurony.
Im wyższy poziom dopaminy zapewniała nam kiedyś dana substancja, tym silniej jesteśmy zaprogramowani do powtórzenia działania, które wtedy prowadziło do wyrzutu tego neuroprzekaźnika. Dlatego wracamy za wszelką cenę do picia czy ćpania.
Okres dzieciństwa jest jednym z najważniejszych etapów naszego życia. Po narodzinach jesteśmy jak czysta kartka albo jak nowiutki twardy dysk do komputera. Zobacz: rodzimy się bez cierpienia, nałogów, wartości, bólu i bez żadnego doświadczenia. Jako dzieci nie mamy żadnego wpływu na to, co zostanie zapisane na naszym dysku. Dysk jest obsługiwany przez otoczenie, czyli najczęściej rodzinę, a szczególnie rodziców. To oni go programują, pokazują, jak żyć, przekazują nam swoje wartości i zasady. To oni poprzez swoje reakcje na nasze doświadczenia i poprzez swoje zachowania przekazują nam to, czego sami się nauczyli. Wielu z nich nie uświadamia sobie, jak wielką rolę odgrywają w życiu swojego dziecka. Przecież są odpowiedzialni za niewinną istotę, która chłonie wiedzę i kopiuje tych, których kocha.
Mówi się, że większość informacji, które znajdą się na naszym dysku, jest zapisywana do szóstego roku życia. Tak, tylko do szóstego roku! W czasie tych pierwszych kilku lat budujemy swój sposób myślenia, swoje wartości i przekonania. W tym czasie nasiąkamy jak gąbka wszystkim, co daje nam środowisko rodzinne. Od swoich bliskich możemy dostać zarówno to, co dobre, jak i to, co złe, w tym toksyczne zachowania wobec siebie i innych, a także uzależnienie. Możemy przejąć nawet to, czego u nich nie akceptujemy. Czy znasz może kogoś, kto mówił, że nigdy nie będzie jak ojciec lub matka, a właśnie kimś takim się stał? Tak samo traktuje swoich najbliższych, dzieci… Tak samo pije i nie potrafi okazywać uczuć. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że tak został zaprogramowany w dzieciństwie przez swoich rodziców.
Wielu rodziców nie potrafi poukładać swojego życia – mają problemy z regulowaniem emocji, nie umieją kochać, codziennie piją alkohol lub zażywają narkotyki. Jak możemy wtedy zbudować stabilne fundamenty jako dzieci? Przecież nie mamy wpływu na nasze życie na tak wczesnym etapie! To rodzice powinni nam zapewnić dobry punkt wyjścia. Ale jak mają to zrobić, skoro sami się pogubili lub skoro im też nikt nie dał solidnej podstawy?
Wspominałem już o osobach, które są niby poukładane, mają rodziny, dzieci, zabezpieczenie finansowe i powinny być szczęśliwe, a jednak się uzależniły. Możliwe, że wzięło się to z okresu ich dzieciństwa. Może ojciec bił matkę, więc dziecko zaczęło mieć problem z agresją. Może nikt mu nigdy nie mówił, że je kocha, więc jako dorosły ma problem z okazywaniem uczuć. Taki człowiek w głębi duszy nigdy nie jest szczęśliwy, bo tak go zaprogramowano. Nic go nie cieszy, bo z dzieciństwa zna głównie uczucie smutku. Zachowuje się agresywnie i często krzyczy, ponieważ tak rozmawiali z nim rodzice. A może nie potrafi sobie poradzić z życiem, bo mama ciągle mówiła mu, że jest wspaniały, piękny i będzie bogaty, rzeczywistość jednak nie sprostała tym oczekiwaniom.
Dobrze, powiesz, ale jaki jest związek między wgraniem w dzieciństwie zawirusowanego programu a używkami? Już tłumaczę. To dzięki używkom nasz wirus zostaje chwilowo dezaktywowany, czujemy się lepiej, nic nas nie boli fizycznie ani psychicznie. Czujemy swoją wartość i patologiczne dzieciństwo nie wydaje się takie straszne. Mamy odwagę, chęci do działania i w końcu czujemy się fajnie. Tak jest, ale tylko na początku. Później okazuje się, że to wszystko fikcja.
Czas dzieciństwa to nasz fundament emocjonalny, a jeśli on jest niestabilny, to trzeba zbudować go od nowa. Aż 90 procent naszych traum i lęków bierze się właśnie z okresu, kiedy byliśmy dziećmi. To z niego wywodzi się na przykład potrzeba ucieczki od emocji, którą maskuje się za pomocą używek. Terapia pozwala na zidentyfikowanie problemów. Trzeba wyrzucić to, czego nie chcemy w naszym życiu, i na nowo poukładać wszystko w swoim wnętrzu. Trzeba skasować program i wgrać nowy. Osoba uzależniona ma za zadanie zatrzymać się w piciu, ćpaniu czy graniu, znaleźć problemy do przepracowania i dokonać głębokich przewartościowań. Czy to jest trudne? Ależ oczywiście! Przecież jedynym znanym nam sposobem, aby poczuć się lepiej, było dotychczas sięgnięcie po używkę. Nie umiemy zachowywać się inaczej. Żyliśmy w ten sposób po dwadzieścia, trzydzieści, a czasem i więcej lat. Nie da się tego zmienić w ciągu miesiąca. To zbyt duża praca. Przecież mamy odszukać błędy i je wykasować, a potem wgrać nowe wartości. To może potrwać nawet kilka lat i być bardzo trudne.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Brian Tracy, Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie, przekł. K. Dumińska, MT Biznes, Warszawa 2023, s. 13. [wróć]
A. Robbins, Obudź w sobie olbrzyma, przekł. P. Cichawa, Studio Emka, Warszawa 2009. [wróć]
