Wygraj trzeźwe życie. O uzależnieniu bez ściemy - praktyczny plan wyjścia - Krystian Nagaba - ebook

Wygraj trzeźwe życie. O uzależnieniu bez ściemy - praktyczny plan wyjścia ebook

Krystian Nagaba

0,0
47,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wiem, jak trudna potrafi być walka z uzależnieniem. Ponieważ sam przeszedłem tę drogę i od wielu lat pracuję z osobami uzależnionymi, zdaję sobie sprawę, jakie wyzwania możesz napotkać na swojej ścieżce. Wiem też, co możesz zyskać, jeśli je podejmiesz.

Wiele osób uzależnionych, którym pomogłem, znajdowało się kiedyś w tym samym miejscu co ty, a dziś cieszą się dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym, stabilizacją życiową i wartościowymi, wspierającymi relacjami. Wszystko to osiągnęły dzięki trzeźwości.

Ta książka pomoże ci lepiej zrozumieć wewnętrzne mechanizmy stojące za twoim uzależnieniem oraz wskaże skuteczne sposoby ich przezwyciężania. Zamiast szukać wymówek, zyskasz wiedzę i narzędzia, które pomogą ci pokonać nałóg. Sięgnij po nią, jeśli naprawdę pragniesz zmiany. Nie mogę ci obiecać, że ten proces będzie szybki, ale z moim wsparciem stanie się łatwiejszy i skuteczniejszy.

Każdy dzień przynosi szansę na lepsze jutro – to do ciebie należy decyzja, czy postanowisz z niej skorzystać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 342

Data ważności licencji: 7/14/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wprowadzenie

Skoro się­gną­łeś po tę książkę, to wiedz, że coś się z tobą dzieje. Praw­do­po­dob­nie już myślisz o zmia­nie albo na przy­kład zaczą­łeś się zasta­na­wiać, czy przy­pad­kiem nie jesteś uza­leż­niony. A może dosta­łeś tę książkę od bli­skiej ci osoby? Pamię­taj, że masz w ręku narzę­dzie, które może ci pomóc wyjść z uza­leż­nie­nia.

Moim celem było stwo­rze­nie instru­mentu, który spraw­dzi się na każ­dym eta­pie pro­cesu two­jego trzeź­wie­nia i będzie cię wspie­rać w twoim nowym, trzeź­wym już życiu. Dzięki tej książce nie tylko masz więk­sze szanse, by wyjść z uza­leż­nie­nia, ale możesz też poukła­dać swoje życie tak, aby nie wró­cić do tego syfu. Jestem prze­ko­nany, że każdy znaj­dzie tutaj coś, co może pomóc mu odna­leźć szczę­ście oraz życiową rów­no­wagę. Jeśli jesteś gotowy na taki wzmac­nia­jący zastrzyk i chętny do dzia­ła­nia, to wyko­rzy­staj moż­li­wość, którą ci daję, zaan­ga­żuj się w czy­ta­nie całym sobą i sprawdź, czy mam rację.

Jeśli zaś nie jesteś na to gotowy, to odłóż tę książkę i wróć do niej dopiero, gdy spad­niesz na swoje dno. Pamię­taj tylko o jed­nym: im dłu­żej cze­kasz, tym mniej życia uda ci się ura­to­wać. Może więc warto się zaan­ga­żo­wać już teraz…

Wstęp

Kim jestem?

Do dzi­siaj pie­lę­gnuję wspo­mnie­nia zwią­zane z upad­kiem na moje wła­sne dno. Kie­dyś nie przy­pusz­cza­łem nawet, że pomoże mi to wyjść z uza­leż­nie­nia, ale dziś już wiem: to jeden z naj­lep­szych spo­so­bów, aby nie wró­cić do picia czy ćpa­nia. Za dużo bólu i cier­pie­nia doświad­czy­łem, kiedy wycho­dzi­łem z tego gówna, żebym miał się znowu w nim zagłę­bić.

Pamię­tam wyraź­nie, jak sie­dzia­łem przez kilka godzin w sza­fie – zaćpany, bez­radny i wystra­szony. Nie potra­fi­łem się powstrzy­mać przed wcią­ga­niem kre­ski za kre­ską. Czu­łem wstręt do samego sie­bie. Scho­wa­łem się tam, ponie­waż myśla­łem, że ktoś mnie szuka i chce mi wyrzą­dzić krzywdę. Szafa dawała namiastkę bez­pie­czeń­stwa.

Te sytu­acje się powta­rzały. Stały się czę­ścią mojego życia. Mia­łem dość i chcia­łem, żeby ten stan już się skoń­czył, ale nie wie­dzia­łem, jak z niego wyjść. Im wię­cej wcią­ga­łem, tym cięż­sze mia­łem para­noje. Nie umia­łem ich odróż­nić od rze­czy­wi­sto­ści. Wie­rzy­łem, że to wszystko dzieje się naprawdę. Byłem prze­ra­żony. Dosze­dłem do tego, że wola­łem umrzeć, niż doświad­czać lęków, ale nie umia­łem ze sobą skoń­czyć. Wbrew pozo­rom zaćpać się wcale nie jest łatwo. Jakie to wszystko popier­do­lone!

Cza­sami świa­do­mość wra­cała do mnie w jakichś dziw­nych sytu­acjach. Któ­re­goś razu obu­dzi­łem się nagi na pod­ło­dze. Byłem spa­ra­li­żo­wany, nie mogłem się ruszyć. Nie wiem, czy wtedy coś mi się stało, czy był to po pro­stu efekt dzia­ła­nia uży­wek. Myśla­łem, że to koniec. Wie­dzia­łem, że jest ze mną bar­dzo źle. W takich sytu­acjach uza­leż­nie­nie bie­rze jed­nak górę. Mia­łem w dupie, czy umrę, czy zostanę spa­ra­li­żo­wany. Chcia­łem tylko się naćpać. Zoba­czy­łem roz­sy­pane na pod­ło­dze kilka gra­mów koka­iny. Nie mia­łem poję­cia, skąd się tam wzięły, ale jak menel doczoł­ga­łem się do towaru. Nie mogłem wtedy ruszać rękoma, więc w zasa­dzie nie wyglą­dało to nawet jak czoł­ga­nie. Powoli, za pomocą nie­zdar­nych ruchów dotar­łem do koksu i wcią­gną­łem kilka razy biały pro­szek. Chwilę póź­niej sta­łem już na nogach i piłem wódkę z gwinta. Kurwa mać, jadę dalej!

Pamię­tam też sytu­ację, gdy zna­la­złem się w lesie i sta­ną­łem przed wybo­rem. Mia­łem już przy­go­to­wany pasek i wybrane drzewo. Chcia­łem popeł­nić samo­bój­stwo. Od pew­nego czasu nie piłem ani nie bra­łem i strasz­nie się męczy­łem. Nie widzia­łem sensu w trzeź­wym życiu, zwłasz­cza po tym, jak uświa­do­mi­łem sobie, do czego dopro­wa­dzi­łem. Zada­łem sobie ostatni raz pyta­nie, po co mam żyć. I wtedy ura­to­wała mnie myśl o mojej sze­ścio­let­niej córce. „Prze­cież jest jesz­cze ona. Nie mogę jej tego zro­bić, ona mnie kocha, a ja ją”. Cho­ciaż nie miesz­ka­li­śmy razem, była, jest i będzie miło­ścią, dla któ­rej warto żyć. „Nie zro­bię tego”, posta­no­wi­łem. Pamię­tam jak dziś, że wtedy, w lesie pod­ją­łem decy­zję, aby wal­czyć o swoje życie. „Dam z sie­bie sto pięć­dzie­siąt pro­cent! Zro­bię to, bo już nie chcę dalej cier­pieć. Chcę w końcu cho­ciaż raz się uśmiech­nąć”, doda­łem w myślach. To był moment prze­ło­mowy w moim życiu.

Kto by się spo­dzie­wał, że zostanę tera­peutą lecze­nia uza­leż­nień i współ­twórcą ośrodka dla osób uza­leż­nio­nych, a także auto­rem książki i współauto­rem dzien­nika dla osób wal­czą­cych z uza­leż­nie­niem! Ni­gdy bym nie pomy­ślał, że tysiące, a nawet miliony osób mie­sięcz­nie będą oglą­dać zamiesz­czane przeze mnie w mediach spo­łecz­no­ścio­wych mate­riały i inspi­ro­wać się moimi prze­my­śle­niami na temat wyj­ścia z uza­leż­nie­nia. Że stwo­rzę wokół sie­bie trzeźwy, szczę­śliwy świat. Nie liczy­łem już na to, że będę szczę­śliwym ojcem i part­ne­rem we wspa­nia­łym, opa­no­wa­nym emo­cjo­nal­nie, trzeź­wym związku, z pla­nem na życie, celami i marze­niami. Nie spo­dzie­wałem się, że odbiję się od mojego dna, że prze­żyję upa­dek, powstanę i zacznę znowu dzia­łać.

W wieku trzy­dzie­stu sied­miu lat stra­ci­łem dosłow­nie wszystko. Cały mają­tek, trzy restau­ra­cje Sub­way, kilka spółek, miesz­ka­nia i kil­ka­dzie­siąt tysięcy metrów kwa­dra­to­wych ziemi. Nie­mal z dnia na dzień z faceta, który odniósł suk­ces biz­ne­sowy, zmie­ni­łem się w bie­daka – z jedną wali­zeczką wylą­do­wa­łem u swo­jej mamy, a przede mną usta­wiła się kolejka komor­ni­ków, wie­rzy­cieli i dile­rów doma­ga­ją­cych się, aby zwró­cił im pie­nią­dze za towar. Do dzi­siaj nie pod­li­czy­łem łącz­nej kwoty, którą stra­ci­łem, ale były to miliony. Na­dal ceruję dziury po swo­ich złych decy­zjach. A wszystko przez jedną rzecz, którą robi­łem sys­te­ma­tycz­nie – przez zaży­wa­nie sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych.

Moje finanse były w ruinie, ale stra­ci­łem coś jesz­cze, coś dużo cen­niej­szego – poczu­cie wła­snej war­to­ści. Bez niego nic tak naprawdę nie ma dla nas sensu i nic się nam nie może udać. Nie opa­nu­jemy uza­leż­nie­nia, nie poznamy war­to­ściowej osoby, nie sta­niemy się dobrymi rodzi­cami, nie będziemy szczę­śliwi. Myślę, że wła­śnie poczu­cie wła­snej war­to­ści naj­trud­niej odbu­do­wać, a gdy już podej­miemy tę próbę, to szcze­gól­nie wyma­ga­jące będą początki. Dla­czego? Bo jak trzeź­wie­jemy, to zaczy­namy wyraź­nie dostrze­gać, do czego dopro­wa­dzi­li­śmy, ile stra­ci­li­śmy, ilu ludzi skrzyw­dzi­li­śmy oraz gdzie jeste­śmy. Moja psy­chika tego nie wytrzy­my­wała. Nie mogłem znieść tego, że z cenio­nego przed­się­biorcy sta­łem się alko­ho­li­kiem i nar­ko­ma­nem, żyją­cym z eme­ry­tury swo­jej sie­dem­dzie­się­cio­let­niej wtedy mamy. To było 2500 zło­tych. Mia­łem ogromny żal do sie­bie i było mi wstyd.

Przez pra­wie rok nie wycho­dzi­łem z łóżka. Na moją codzien­ność skła­dały się depre­sja, leki i strach. Nie mogłem na sie­bie patrzeć bez obrzy­dze­nia. Stan upo­je­nia wyda­wał mi się w tam­tym cza­sie lep­szy, bo tępił ból – pozwa­lał osła­bić cier­pie­nie i unik­nąć oglą­da­nia tego całego syfu, w który sam zmie­ni­łem swoje życie. O wiele łatwiej było mi, gdy znaj­do­wa­łem się „pod wpły­wem”, ponie­waż nie przej­mo­wa­łem się tak bar­dzo utratą sza­cunku do samego sie­bie. Pijany tkwi­łem w swoim matrik­sie. Bez alko­holu czu­łem tylko wstyd i obrzy­dze­nie.

Pamię­tam, jak pierw­szy raz wró­ci­łem z samo­dziel­nego wyj­ścia na zakupy, a mama i moja narze­czona Nata­lia zaczęły bić mi brawo. Kla­skały, ponie­waż zdo­ła­łem prze­ła­mać lęk i wstyd przed ludźmi. Wcze­śniej bałem się nawet cho­dzić do sklepu! Za dużo się wyda­rzyło. Para­li­żo­wał mnie strach, że kogoś spo­tkam, że będą się ze mnie śmiać, że nie dam rady i się upiję. Tam­tego dnia też się bałem, ale zgar­biony, w kap­tu­rze, mimo wszystko posta­no­wi­łam się prze­ła­mać i wyjść. Uczy­łem się funk­cjo­no­wa­nia od nowa. Mia­łem pra­wie czter­dziestkę i dosta­łem brawa, że udało mi się kupić bułki w skle­piku. Masa­kra! Tak nisz­czy nas ta cho­roba – psy­chicz­nie i fizycz­nie. Zabiera nam to, co naj­cen­niej­sze, i póź­niej się z nas śmieje.

Dzi­siaj wiem, że pod­ję­cie walki i roz­po­czę­cie pracy nad sobą to była naj­lep­sza decy­zja mojego życia. Odzy­ska­łem kon­trolę nad pra­wie wszyst­kim. Nauczy­łem się żyć na trzeźwo i być szczę­śli­wym. To ostat­nie było dla mnie szcze­gól­nie ważne. Nie chcia­łem być tylko trzeźwy, zale­żało mi też na szczę­ściu. Pra­gną­łem mieć wokół sie­bie faj­nych, war­to­ścio­wych ludzi, rodzinę, i być speł­nio­nym. Czy mi to wyszło? Gdy porów­nam moje życie sprzed kilku lat z tym, jak żyję teraz, mogę powie­dzieć: tak, na pewno. Czy to jest już koniec mojej pracy nad sobą? Oczy­wi­ście, że nie! Chcę być codzien­nie lep­szą wer­sją samego sie­bie.

Prawda o tobie

Prze­czy­taj uważ­nie poniż­szy frag­ment książki Zmień myśle­nie, a zmie­nisz swoje życie, którą napi­sał Brain Tracy, i spró­buj ten opis odnieść do sie­bie:

Jesteś cał­ko­wi­cie dobrym czło­wie­kiem. Zasłu­gu­jesz na wspa­niałe życie, wypeł­nione suk­ce­sem, szczę­ściem, rado­ścią i przy­jem­no­ściami. Masz prawo do uda­nych związ­ków, dosko­na­łego zdro­wia, pracy dają­cej poczu­cie speł­nie­nia i nie­za­leż­no­ści finan­so­wej. To jest twoje prawo należne ci od uro­dze­nia. Twoje życie powinno obfi­to­wać w te rze­czy.

Jesteś stwo­rzony, żeby odnieść suk­ces, i tak zapro­jek­to­wany, by być z sie­bie dum­nym, mieć wyso­kie poczu­cie wła­snej war­to­ści i sza­cunku do sie­bie. Jesteś wyjąt­kowy; w całej histo­rii ludz­ko­ści ni­gdy nie było nikogo takiego jak ty. Kry­jesz w sobie nie­zwy­kłe, nie­wy­ko­rzy­stane talenty i zdol­no­ści, które – odpo­wied­nio odblo­ko­wane i zasto­so­wane – mogą dać ci wszystko, czego tylko możesz zapra­gnąć.

Żyjesz w naj­lep­szych cza­sach w histo­rii ludz­ko­ści. Ota­cza cię mnó­stwo moż­li­wo­ści, z któ­rych możesz sko­rzy­stać, żeby speł­nić swoje marze­nia. Jedyne gra­nice okre­śla­jące, kim możesz się stać, czym zaj­mo­wać lub co mieć, to gra­nice, które wyzna­czasz sobie swo­imi wła­snymi myślami. Twoja przy­szłość jest dosłow­nie nie­ogra­ni­czona1.

Zobacz! Twoje życie to swego rodzaju arcy­dzieło, które po pro­stu zanie­dba­łeś. Musisz zoba­czyć na trzeźwo, jak ono wygląda, wziąć za nie odpo­wie­dzial­ność i zacząć powo­lutku ukła­dać je na nowo. Dys­po­nu­jesz nie­sa­mo­wi­tymi moż­li­wo­ściami, by zmie­nić swoją codzien­ność. Możesz wresz­cie zacząć z nich korzy­stać – prze­cież życie jest tylko jedno. W dzi­siej­szych cza­sach mamy dostęp do wszyst­kiego, co jest nam potrzebne, żeby speł­niać swoje marze­nia. Możesz wyje­chać, dokąd­kol­wiek chcesz, możesz poznać miłość swo­jego życia, nie wycho­dząc z domu. Tech­no­lo­gia daje ci ogromne moż­li­wo­ści, któ­rych nie wyko­rzy­stu­jesz. Dla­czego? Tak, wiem, przez pie­przoną cho­robę. Zgo­dzisz się więc pew­nie ze mną, że jedyną drogą do zazna­nia wszyst­kiego, o czym pisze Brian Tracy w swo­jej książce, jest zapa­no­wa­nie nad uza­leż­nie­niem. To co, bie­rzesz się do roboty?

Aby zro­bić porzą­dek ze swoim życiem, trzeba wyko­nać jeden pod­sta­wowy krok – odsta­wić używki i wytrzeź­wieć men­tal­nie. Kto tego nie zrobi, będzie dalej krą­żył bez celu i dopro­wa­dzał swoje życie do kata­strofy. Wiem, o czym mówię, bo pijąc i ćpa­jąc, stra­ci­łem wiele lat swo­jego życia. Znowu ci przy­po­mnę: życie masz tylko jedno, więc je sza­nuj. Jedyna rzecz, któ­rej ni­gdy nie odzy­skasz, to czas, a jak dobrze wiesz, nasze uza­leż­nie­nie uwiel­bia go zabie­rać. Nie wiem, czy i tobie rok za rokiem ucie­kał dotych­czas jak rakieta Elona Muska. Uza­leż­nieni bar­dzo czę­sto tego doświad­czają. Czas im pędzi, a oni nic z tego nie pamię­tają. Tracą wła­sne życie. Więc weź się, kurwa, w końcu w garść, prze­czy­taj tę książkę i zrób to, co jest w niej napi­sane. Prze­stań się nad sobą uża­lać i poświęć kilka lat swo­jego życia na coś poży­tecz­nego, bądź trzeźwy i szczę­śliwy.

Tak, ty też możesz być szczę­śliwy. Żeby jed­nak tak się stało, musisz wdro­żyć to, co ci prze­ka­zuję. Musisz zro­bić wszystko, co moż­liwe, żeby posprzą­tać bała­gan, który cię ota­cza. Całe swoje życie pra­co­wa­łeś na stan, w któ­rym się obec­nie znaj­du­jesz. Po two­jej bitwie z życiem pozo­stał bur­del. Czas wziąć się do roboty i, krok po kroku, w końcu wszystko ogar­nąć.

To ty decydujesz

Wszystko zależy od cie­bie. Tak, wiem, zaraz mi powiesz: „Nie mia­łem wpływu na śmierć mojej żony/ na to, że zosta­łem zwol­niony z pracy/ na roz­wód/ na wypa­dek samo­cho­dowy, z powodu któ­rego muszę teraz jeź­dzić na wózku”. Zga­dzam się, na pewne rze­czy nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to, co z nimi dalej zro­bimy. Wiem, co zna­czy śmierć bli­skiej osoby. Gdy mia­łem dzie­sięć lat, zmarł mój ojciec. To odci­snęło piętno na moim dzie­ciń­stwie i mło­do­ści. Przez długi czas żyłem w cie­niu tej śmierci. Dzi­siaj jed­nak radzę sobie ze skut­kami tego, co się wtedy stało, a z ojcem, moim naj­lep­szym przy­ja­cie­lem, roz­ma­wiam bar­dzo czę­sto w naszym ulu­bio­nym miej­scu: na cmen­ta­rzu.

Są też rze­czy, do któ­rych sami się przy­czy­niamy. Zwol­nili cię z roboty? Nikt cię nie zwolni, jeżeli robiąc to, co lubisz, anga­żu­jesz się w pracę – no, chyba że firma się zamyka. Żona wysłała papiery roz­wo­dowe? Może to sku­tek two­jego chla­nia i ćpa­nia i miała w końcu dość? Taki sce­na­riusz jest bar­dzo praw­do­po­dobny. A może twoja żona była dla cie­bie tok­syczna i dobrze, że jeste­ście osobno? W takim razie łatwiej będzie ci wyjść z uza­leż­nie­nia, nikt nie będzie cię wkur­wiał. „Prze­cież jeż­dżę na wózku, życie jest nie­spra­wie­dliwe…” – OK, rozu­miem i nikomu nie życzę takich trud­no­ści, ale może czas zacząć sza­no­wać to, co masz? Jeź­dzisz na wózku, ale wyjdź z uza­leż­nie­nia, upra­wiaj sport, bo to możesz robić mimo ogra­ni­czeń, i bądź przy­kła­dem dla innych uza­leż­nio­nych alko­ho­li­ków czy nar­ko­ma­nów, że w każ­dej sytu­acji można się ogar­nąć. Jest mnó­stwo osób z nie­peł­no­spraw­no­ścią, które mogą potrze­bo­wać takiego men­tora jak ty. Tylko pamię­taj: naj­pierw ogar­nij sie­bie, a potem możesz poma­gać innym.

Wiem dokład­nie, co czu­jesz, przy­ja­cielu. Pisa­łem już wcze­śniej, że stra­ci­łem kilka spółek. Kilka, rozu­miesz? Takich, które zara­biały. Stra­ci­łem też nie­ru­cho­mo­ści, a mie­siąc przed ślu­bem roz­sta­łem się z narze­czoną. Stra­ci­łem wszystko, a teraz jestem szczę­śliwy. Dla­czego? Bo wysze­dłem z matriksa. Codzien­nie pra­cuję nad swoim życiem i oczy­wi­ście jestem cią­gle uważny w uza­leż­nie­niu. Mam więk­szą pokorę, dbam o sie­bie i o swoją prze­strzeń. Dzięki cho­ro­bie zaczą­łem się roz­wi­jać i w końcu myśleć o przy­szło­ści. Wresz­cie zaczą­łem o sie­bie dbać.

Ty też możesz to wszystko poukła­dać i napra­wić, ale pod jed­nym warun­kiem: naj­pierw musisz być trzeźwy fizycz­nie i men­tal­nie. Nie będzie łatwo, ale na pewno będzie warto.

Jest jedna bar­dzo ważna zasada trzeź­wo­ści:

Ni­gdy, ale to ni­gdy się nie pod­da­waj. Ucz się na błę­dach i nie popeł­niaj ich znowu, wycią­gaj wnio­ski, a będzie dobrze.

Możesz to zrobić także dla swoich dzieci

Czy masz dziecko? Jeśli tak, to co chcesz mu dać? Wiesz, że uza­leż­nie­nia prze­cho­dzą z poko­le­nia na poko­le­nie? Dziecko rodzi się z nie­za­pi­sa­nym dys­kiem, ale bar­dzo szybko go zapeł­nia. To my, rodzice, jeste­śmy odpo­wie­dzialni za to, w jakie zasoby będzie wypo­sa­żone. Pamię­taj, że jeśli twoje dziecko widzi cię pija­nego, naćpa­nego, agre­syw­nego, to bar­dzo czę­sto zapi­suje na swoim dysku wła­śnie to. Pomyśl o tym. Pomyśl, co robisz innym, przy­cho­dząc do domu „pod wpły­wem”. Wiem, że czę­sto trudno to zoba­czyć, kiedy samemu się cierpi, ale skoro czy­tasz tę książkę, to mam nadzieję, że otwo­rzysz oczy. Może uświa­do­misz sobie, jak uza­leż­nie­nie wpływa na miło­ści two­jego życia. Los naszych dzieci w dużej mie­rze zależy od nas, doro­słych.

Możesz teraz zde­cy­do­wać, że będziesz ostat­nią osobą w rodzi­nie, która doświad­czy nega­tyw­nego wpływu cho­roby. To ty wybie­rasz, jakie war­to­ści prze­ka­żesz kolej­nemu poko­le­niu. To ty możesz się zmie­nić i poka­zać swoim dzie­ciom, że da się żyć bez alko­holu czy nar­ko­ty­ków. Mnie się to udało. Nie piję i nie ćpam. Sta­ram się za to spę­dzać z córką dużo war­to­ściowego czasu, bo wiem, że tym, czego naj­bar­dziej potrze­bują nasze dzieci, są zaan­ga­żo­wa­nie i uwaga rodzi­ców. Kiedy ostatni raz powie­dzia­łeś swoim dzie­ciom, że je kochasz? Kiedy wyłą­czy­łeś komórkę i spę­dzi­łeś z nimi cały week­end? Czy co wie­czór sia­dasz z dzie­cia­kami na chwilkę poga­dać? Czy alko­hol albo nar­ko­tyki nie są waż­niej­sze? „Należy mi się po pracy, zasłu­ży­łem na to” – nie mówisz sobie tak cza­sem? Za każ­dym razem, jak będziesz się­gać po używki, pomyśl o swo­ich dzie­ciach, że one się od cie­bie tego uczą.

Kie­dyś w pew­nym ośrodku socjo­te­ra­peu­tycz­nym dla mło­dzieży szes­na­sto­let­nia dziew­czyna powie­działa mi: „Jestem w takim momen­cie mojego życia, że zasta­na­wiam się, czy żyć, czy się zabić”. Miała mnó­stwo blizn, była już cała pocięta… Wiesz dla­czego? Bo w jej domu źle się działo. Bo były tam używki, a jak one, to i agre­sja. Zasta­nów się nad tym i zacznij dzia­łać! Prze­cież twoje dzieci powinny mieć dobre dzie­ciń­stwo, powinny się bawić, cie­szyć życiem, a nie cier­pieć z two­jego powodu. Więk­szość dzie­cia­ków wycho­wy­wa­nych przez uza­leż­nio­nych rodzi­ców też z cza­sem zaczyna ucie­kać w uza­leż­nie­nia. Chcesz tego? Może świa­do­mość wpływu na wła­sne dziecko pomoże ci zdo­być odpo­wied­nią moty­wa­cję do trzeź­wego życia?

Dla mnie córka była jed­nym z głów­nych moty­wa­to­rów do odsta­wie­nia uży­wek i za to jej będę dzię­ko­wać do końca życia. Nie chcia­łem, żeby widziała ojca, który się zagu­bił. Nie chcia­łem, żeby miała tatę, który nie może jej prze­ka­zać niczego poza uza­leż­nie­niem. Chcia­łem dać jej pozy­tywne war­to­ści. Ty też możesz spra­wić, żeby twoje dziecko było szczę­śliwe. Możesz odwró­cić wiele nega­tyw­nych kon­se­kwen­cji swo­jego nałogu, ale musisz zacząć od sie­bie. Możesz wybrać cał­ko­witą abs­ty­nen­cję i uzdro­wić funk­cjo­no­wa­nie swo­jej rodziny. Możesz zro­bić to dla sie­bie i swo­ich bli­skich. A jeśli jesz­cze nie­stety nie jesteś gotowy, żeby pod­jąć wysi­łek, to zostaw swoją rodzinę i niech cho­ciaż oni zaczną żyć nor­mal­nie. Zmień się albo idź się zapić w miej­scu, w któ­rym naj­bliżsi nie będą musieli cię oglą­dać.

Wie­rzę jed­nak, że jeśli masz dzieci, to chciał­byś je zapro­gra­mo­wać na życie wolne od uży­wek. Pokaż więc swo­jemu dziecku, że da się żyć na trzeźwo, a przy tym szczę­śli­wie. W końcu dzieci naj­le­piej uczą się od nas przez obser­wa­cję. Przy­glą­dają się temu, jak się zacho­wu­jemy, a potem nas kopiują. To co, chcesz być kimś, kogo warto sko­pio­wać?

A teraz usiądź wygod­nie, bo mam ci dużo do powie­dze­nia. Na pod­sta­wie moich doświad­czeń oraz doświad­czeń osób, któ­rym pomo­głem wyjść z uza­leż­nie­nia, wiem, że jesteś w sta­nie odmie­nić swoje życie. Prze­czy­taj uważ­nie to, co ci prze­ka­zuję w tej książce, zrób notatki i naj­waż­niej­sze: wpro­wa­dzaj wie­dzę w życie. Po co masz wymy­ślać koło od początku? Po co masz wyty­czać w dżun­gli drogę maczetą? Ścieżka już tam jest. Wystar­czy nią podą­żać. W ten spo­sób szyb­ciej i efek­tyw­niej osią­gniesz swoją trzeź­wość.

Po co czytasz tę książkę i co w niej znajdziesz?

Tak jak napi­sa­łem na początku – jeżeli sam kupi­łeś tę książkę lub ktoś ci ją spre­zen­to­wał, to zna­czy, że w twoim życiu praw­do­po­dob­nie dzieje się coś nie­po­ko­ją­cego. Może spa­dasz na swoje dno lub już na nim jesteś? Może ktoś się o cie­bie mar­twi? Zresztą naj­waż­niej­sze jest nie to, w jakiej dokład­nie sytu­acji się znaj­du­jesz, tylko co możesz ze swoim życiem zro­bić.

Jak możesz zare­ago­wać na to, co prze­czy­tasz na kolej­nych stro­nach?

Możesz cisnąć tę książkę w kąt, ponie­waż boisz się prawdy o tym, w jak głę­bo­kiej dupie się znaj­du­jesz.

Możesz jej nie prze­czy­tać, ponie­waż ktoś ci ją kupił, a ty nie pod­ją­łeś decy­zji, że chcesz żyć na trzeźwo, i na ten moment masz to w dupie.

Możesz, czy­ta­jąc tę książkę, zadzwo­nić do dilera lub pobiec do sklepu, żeby się naje­bać.

Możesz pła­kać, prze­pra­szać bli­skich, mogą ci puścić nerwy.

Możesz pójść na tera­pię, ponie­waż dostrze­żesz w niej sens i uznasz, że skoro ja dałem radę oraz skoro radę dało wiele osób, o któ­rych tutaj piszę, to ty też możesz.

Możesz być wdzięczny, że prze­czy­ta­łeś tę książkę i zasto­so­wa­łeś wie­dzę, która ura­to­wała ci życie.

Co zro­bisz? W jakim kie­runku pój­dziesz? Jeśli nie chcesz dowie­dzieć się prawdy o sobie i nie jesteś gotowy na zmianę, to pew­nie musisz naj­pierw obu­dzić się w swo­jej „sza­fie”, pier­dol­nąć o zie­mię, spaść na swoje dno. Dopiero wtedy coś może się zmie­nić. Każdy ma swoje dno. Gdzie jest twoje – nie wiem. Nawet ty sam się tego nie dowiesz, dopóki się na nim nie znaj­dziesz. Wiem tylko, że chwila, w któ­rej pozna­łem swoje dno, była naj­gor­szym momen­tem w moim życiu.

Jeśli nie chcesz zmie­nić swo­jego życia, to nawet nie zagłę­biaj się w lek­tu­rze, ponie­waż ona może wywró­cić do góry nogami twoje myśle­nie na temat uza­leż­nie­nia i uży­wek. Odbie­rze ci kom­fort picia, ćpa­nia czy gra­nia. Da ci też wie­dzę i spo­soby, jak doko­nać życio­wej zmiany i być szczę­śli­wym. Po prze­czy­ta­niu tej książki jedyną prze­szkodą, aby zacząć dzia­łać, możesz być ty sam. Tylko my sami mamy wpływ na swoje myśli i na to, co robimy. Nasza cho­roba nie­stety nie pomaga w odzy­ski­wa­niu spraw­czo­ści. Ona uwiel­bia ludzi sła­bych emo­cjo­nal­nie. Sła­bość zapew­nia jej ide­alne pod­łoże do roz­woju.

Ile ja bym dał, żeby dzie­sięć, pięt­na­ście lat temu ktoś pod­su­nął mi do prze­czy­ta­nia to, co teraz piszę dla cie­bie. Ile ja bym dał, żeby spo­tkać na dro­dze do trzeź­wego życia takiego dru­giego Kry­stiana… Trzy­masz w ręku narzę­dzie, które może ura­to­wać twoje życie, więc wyko­rzy­staj tę szansę i podejdź do uza­leż­nie­nia jak do każ­dej innej cho­roby. Tak jak­byś miał raka i dostał lek na niego. Po pro­stu poświęć kilka godzin swo­jego popier­do­lo­nego życia i prze­czy­taj to, co dla cie­bie napi­sa­łem, a potem zrób, co będziesz chciał. Na to już nie mam wpływu.

Skon­den­so­wa­łem w tej książce całą wie­dzę potrzebną do tego, abyś mógł krok po kroku zro­zu­mieć, o co tak naprawdę cho­dzi w naszej cho­ro­bie i jak ją leczyć. Napi­sa­łem ten tekst na pod­sta­wie mojego ponad­dwu­dzie­sto­let­niego doświad­cze­nia zwią­za­nego z uza­leż­nie­niem oraz wie­dzy, jaką zdo­by­łem, pro­wa­dząc tera­pię. Wiele osób, które zaufały mi jako tera­peu­cie, dziś jest żywym dowo­dem na to, że metody, które prze­ka­zuję, dzia­łają. Dzieje się tak pod jed­nym warun­kiem: trzeba je zasto­so­wać. Ja mogę ci pomóc men­tal­nie – mogę poka­zać ci nowy styl codzien­nego funk­cjo­no­wa­nia, zaopa­trzyć cię w nie­zbędne narzę­dzia oraz zmo­ty­wo­wać do ich wdro­że­nia – ale to ty musisz ruszyć swój śliczny tyłe­czek i zro­bić raz, a kon­kret­nie porzą­dek ze swoim życiem. Im więk­szy jest w nim bała­gan, tym dłu­żej będzie to trwało i wię­cej ener­gii cię kosz­to­wało. Dla­tego potrze­bu­jesz pomocy osób trze­cich. Dzięki nim będzie ci łatwiej poko­ny­wać tę drogę.

Począ­tek zmiany w życiu bar­dzo boli, zwłasz­cza gdy w grę wcho­dzi ta cho­roba. Nie będę ci sło­dził, że jest to łatwe, bo nie jest. Będziesz musiał dać z sie­bie 150 pro­cent, ale pamię­taj, że warto.

Zwróć uwagę, że wszystko, co znaj­dziesz w tej książce, jest poparte nie tylko teo­rią, ale i prak­tyką. Każdy sys­tem, spo­sób, narzę­dzie, o któ­rym piszę, spraw­dzi­łem na sobie i innych.

Dowiesz się ode mnie:

jakie są etapy roz­woju uza­leż­nie­nia i jak powstało uza­leż­nie­nie w twoim życiu;

jakie są rodzaje uza­leż­nień;

dla­czego uza­leż­nie­nie jest tak nie­bez­pieczne;

jak wyjść z uza­leż­nie­nia i jak brzmią trzy zasady trzeź­wo­ści;

co naj­le­piej dzia­łało na mnie i na innych;

dla­czego tak trudno jest zacząć znowu kon­tro­lo­wać swoje życie;

o róż­nych narzę­dziach, które uła­twią ci prze­ję­cie kon­troli nad wła­snym życiem;

co robić po zaprze­sta­niu picia, ćpa­nia, gra­nia;

na co zwra­cać uwagę i co może być dla cie­bie nie­bez­pieczne w począt­ko­wych mie­sią­cach;

ile czasu będziesz trzeź­wieć i co naj­le­piej wtedy robić;

jak zbu­do­wać pew­ność sie­bie;

co mówić innym o two­jej cho­ro­bie;

jak napra­wić swoje rela­cje i jak zbu­do­wać sieć wspar­cia;

jak odróż­nić tok­syczne rela­cje od zdro­wych;

jak się moty­wo­wać do trzeź­wego życia;

dla­czego trzeba być ego­istą;

i wiele innych…

Wpro­wadź zatem zmiany, przy­ja­cielu lub przy­ja­ciółko, i sys­te­ma­tycz­nie sto­suj zasady trzeź­wo­ści. Pamię­taj, że to od cie­bie zależy, czy to jest ten wła­ściwy moment na zmianę, na życie w trzeź­wo­ści i szczę­ściu. Jed­nak nie zapo­mi­naj też, że pro­ces, w który wcho­dzisz, nie będzie trwał krótko. Na swój obecny stan pra­co­wa­łeś latami, więc teraz na naprawę rów­nież potrze­bu­jesz kilku lat. Tyle że czas i tak leci, a im dłu­żej będziesz cze­kać, tym będzie gorzej.

Część I. Jak wszystko się zaczyna?

Część I

Jak wszystko się zaczyna?

Rozdział 1. Dlaczego się uzależniamy?

Roz­dział 1

Dla­czego się uza­leż­niamy?

Długo się zasta­na­wia­łem, jak mam ci opi­sać, czym naprawdę jest uza­leż­nie­nie. Sztywne regułki to nie mój styl. Posta­no­wi­łem wytłu­ma­czyć ci istotę pro­blemu zgod­nie z obec­nym sta­nem wie­dzy, ale po swo­jemu i przez pry­zmat mojego doświad­cze­nia. Chcę, żebyś zro­zu­miał, dla­czego cią­gnie cię do sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych i dla­czego tak trudno jest wyjść z tego stanu matriksa do nor­mal­no­ści. Chcę, żebyś zro­zu­miał zasady dzia­ła­nia naszej cho­roby. Co tobą kie­ruje i dla­czego nawet, jak sobie obie­casz dzień wcze­śniej, że nie będziesz pić, to nie jesteś w sta­nie dotrzy­mać danego sobie czy naj­bliż­szym słowa. O co tutaj, kurwa, cho­dzi? Prze­cież masz pracę, mają­tek czy pozy­cję w fir­mie albo war­to­ściową rodzinę, i twoje życie z boku może wyglą­dać super, a ty dalej pijesz lub ćpasz. A może już to wszystko stra­ci­łeś, tak jak ja kie­dyś, i nawet nie obie­cu­jesz sobie, że od jutra przesta­niesz pić…

Zacznijmy od początku. Kto tak naprawdę się uza­leż­nia? Wia­domo, że nie wszy­scy, któ­rzy mieli kon­takt z alko­ho­lem, zostaną alko­ho­li­kami. Prze­cież nie każdy, kto ostro balan­go­wał w mło­do­ści, popadł w uza­leż­nie­nie. Przy­kła­dem są moi kole­dzy z mło­dzień­czych lat. Kie­dyś latali ze mną po klu­bach i impre­zo­wali, a dzi­siaj mają rodziny i piją spo­ra­dycz­nie, nie tak destruk­cyj­nie, jak robi­łem to ja. Dla­czego tak jest? Znam też przy­padki rodzeństw, które miesz­kały w tym samym domu, były wycho­wy­wane przez tych samych rodzi­ców, cho­dziły do tej samej szkoły, a tylko jedno z nich zostało alko­ho­li­kiem, pod­czas gdy dru­gie pro­wa­dzi nor­malne życie. Kie­dyś do naszego ośrodka pewien męż­czy­zna przy­wiózł bar­dzo zanie­dba­nego, cuch­ną­cego faceta, który oka­zał się jego bra­tem. Ten pierw­szy miał nor­malną rodzinę i dzieci, war­to­ściową pracę i poukła­dane życie, a drugi to był praw­dziwy menel, który spał razem ze świ­niami w chle­wie. Tak, dobrze czy­tasz: ze świ­niami. Zro­bił sobie z kar­to­nów daszek i przy­kry­wał się śmier­dzą­cym kocem. Nie uwie­rzył­bym w to, gdy­bym nie widział zdję­cia, które poka­zał nam jego brat. Naj­lep­sze, że ten menel pięć lat wcze­śniej był spor­tow­cem, i to dość dobrym. Wal­czył w MMA, nawet oglą­da­łem jakieś mate­riały z jego walk na YouTu­bie, dobry koleś. Jak to jest, że jeden z braci był ogar­nięty, szczę­śliwy z rodziną, a drugi pra­wie umarł wśród świń? Prze­cież pocho­dzili z tego samego domu i tych samych cza­sów!

Podobny przy­kład został opi­sany w roz­dziale czwar­tym książki Anthony’ego Rob­binsa pt. Obudź w sobie olbrzyma2. Mówi on o Anto­nim Maciado, alko­ho­liku i nar­ko­ma­nie, który nie raz pra­wie przedaw­ko­wał. Dzi­siaj odsia­duje doży­wo­cie za zabi­cie kasjera. Ma dwóch synów, mię­dzy któ­rymi jest zale­d­wie jede­na­ście mie­sięcy róż­nicy. Jeden z nich wyrósł na „dru­giego tatę”. Był nar­ko­ma­nem, który żył z kra­dzieży i rabun­ków do momentu, aż tra­fił do wię­zie­nia za usi­ło­wa­nie mor­der­stwa. Jego brat był zupeł­nie inny. Wycho­wy­wał troje dzieci, czer­pał olbrzy­mią radość z mał­żeń­stwa i wyda­wał się naprawdę szczę­śliwy. Praca szefa regionu w dużej fir­mie była dla niego wyzwa­niem i dawała mu satys­fak­cję. Był zdrowy, silny i nie miał pro­ble­mów ani z nar­ko­ty­kami, ani z alko­ho­lem. Jak tych dwóch chłop­ców mogło pójść tak róż­nymi dro­gami, skoro wycho­wali się w tym samym śro­do­wi­sku? Obu zadano to samo pyta­nie: „Dla­czego twoje życie poto­czyło się w taki wła­śnie spo­sób?”. Każdy z nich, o dziwo, w odpo­wie­dzi stwier­dził: „A czymże innym mógł­bym się stać, skoro wycho­wał mnie taki, a nie inny ojciec?”.

Naszego życia nie kształ­tują bowiem wyda­rze­nia, tylko nasze wła­sne prze­ko­na­nia na temat tych wyda­rzeń. Siła tych prze­ko­nań może budo­wać, ale może też nisz­czyć.

Podłoże neurologiczne

Gadzi mózg

Jed­nym z czyn­ni­ków powsta­nia uza­leż­nie­nia są kody i pro­gramy, które funk­cjo­nują w naszej pod­świa­do­mo­ści. Ina­czej mówiąc: naj­praw­do­po­dob­niej kie­dyś doświad­czy­li­śmy cze­goś, co ukształ­to­wało nasze prze­ko­na­nia co do uży­wek, wywo­łało dane podej­ście do nich – takie, które może znisz­czyć, lub takie, które może pomóc nam zbu­do­wać nasze życie. Ale zasta­nówmy się tro­chę głę­biej, o co tutaj tak naprawdę cho­dzi.

Uza­leż­nie­niem kie­ruje nasz gadzi mózg, czyli naj­star­szy ewo­lu­cyj­nie obszar mózgu, odpo­wia­da­jący za instynkty nie­zbędne do prze­trwa­nia. W toku ewo­lu­cji czło­wieka ode­grał on ogromną rolę. W uprosz­cze­niu można powie­dzieć, że gadzi mózg kie­ro­wał się dwiema pod­sta­wo­wymi potrze­bami – ucieczką DO przy­jem­no­ści i ucieczką OD cier­pie­nia czy zagro­że­nia. Miliony lat temu, gdy ludz­kość pre­hi­sto­ryczna miesz­kała jesz­cze w jaski­niach, trzy­ma­nie się tych dwóch zasad zapew­niało ludziom prze­ży­cie i roz­wój. Dzięki temu jeste­śmy dzi­siaj roz­wi­niętą cywi­li­za­cją.

Ucieczka do przy­jem­no­ści pozwa­lała gatun­kowi ludz­kiemu zwięk­szać swoją liczeb­ność i zapew­niała prze­dłu­że­nie gatunku. Chyba jesz­cze wtedy ludzie nie potra­fili się komu­ni­ko­wać sło­wami, ale seks zde­cy­do­wa­nie popra­wiał im samo­po­czu­cie, więc go upra­wiali. Przy­jemne dozna­nia dawało im rów­nież zaspo­ko­je­nie głodu, więc robili wszystko, żeby zdo­być jedze­nie – kobiety zbie­rały rośliny jadalne, a faceci cho­dzili na polo­wa­nia. Nato­miast ucieczka od cier­pie­nia ogra­ni­czyła ryzyko śmierci poszcze­gól­nych osob­ni­ków i wygi­nię­cia gatunku. A mia­no­wi­cie: gdy znie­nacka wyska­ki­wał na naszego przodka jakiś dra­pież­nik, to mózg czło­wieka samo­czyn­nie wysy­łał impulsy, że ten ma jak naj­szyb­ciej spier­dzie­lać.

Takie instynk­towne zacho­wa­nia wystę­pują też współ­cze­śnie. Jak masz sytu­ację zagro­że­nia, to odru­chowo ucie­kasz. Jeśli ktoś znie­nacka cię zaata­kuje, to auto­ma­tycz­nie dajesz nogę lub ude­rzasz napast­nika. Z sek­sem i jedze­niem jest podob­nie. Dają przy­jem­ność, więc się im odda­jemy. Wła­śnie wtedy kie­ruje nami gadzi mózg. Czy widzisz, jaki zwią­zek ma on z uza­leż­nie­niem? Jaką rolę ode­grał u cie­bie czy u mnie? Ja tak.

Kie­dyś, w począt­ko­wym okre­sie naszego picia czy ćpa­nia, bra­li­śmy używki wła­śnie w tych dwóch przy­pad­kach: jak chcie­li­śmy, żeby dana chwila była jesz­cze lep­sza, jesz­cze bar­dziej nas krę­ciła, bo było nam za mało, lub jeśli poczu­li­śmy wku­rze­nie, zagro­że­nie czy cier­pie­nie, które chcie­li­śmy wyci­szyć. Tylko wtedy się­ga­li­śmy po sub­stan­cję, która odpo­wied­nio mogłaby nam ten stan jesz­cze bar­dziej pod­bić lub go osła­bić. Pamię­taj o jed­nym: teraz opi­suję początki naszej cho­roby. Nie mówię tutaj o sta­nie uza­leż­nie­nia, tylko o tym, jak to się zaczęło. Dla­czego zaczę­li­śmy brać? Dla­czego tak szybko to poszło?

Ucieczka do przyjemności

Pamię­tam, że moje uza­leż­nie­nie od mari­hu­any wła­śnie tak się zaczęło. Kole­dzy, Play­Sta­tion, gra­nie całą noc. Albo wyjazdy na rowe­rze – sam wypad z kum­plami już był super­po­my­słem, ale mnie było za mało. Trzeba było jesz­cze bar­dziej go pod­krę­cić i zaja­rać, naj­le­piej przy piwie. Spo­tka­nia z kole­gami – tylko przy trawce. Nawet do liceum cho­dzi­łem na haju, wszę­dzie widzia­łem oka­zje, żeby zmak­sy­ma­li­zo­wać swoje wra­że­nia, poczuć się jesz­cze lepiej. Czy ty też tak pod­cho­dzi­łeś do uży­wek? Się­ga­łeś po alko­hol czy nar­ko­tyki, żeby pod­krę­cić swoje prze­ży­cia? Żeby było jesz­cze lepiej? Czyli na impre­zach, rand­kach, w trak­cie seksu, na waka­cjach, na rybach, na spo­tka­niach biz­ne­so­wych – tylko po to, żeby poczuć więk­szą eufo­rię i zado­wo­le­nie z danej sytu­acji?

Podob­nie uza­leż­ni­łem się od koka­iny. Jak tylko zdo­by­wa­łem kasę, jecha­łem do hotelu ze swoją ówcze­sną dziew­czyną, aby spę­dzić z nią dwie-trzy noce wypeł­nione ćpa­niem i upra­wia­niem seksu. Zobacz, że tutaj doda­łem jesz­cze jeden ele­ment: aby poczuć się lepiej, zaczą­łem łączyć dwa uza­leż­nie­nia – od nar­ko­ty­ków i seksu. Sam wyjazd z dziew­czyną mi nie wystar­czał, trzeba było go pod­bi­jać używ­kami i współ­ży­ciem. Wła­śnie wtedy kie­ro­wa­łem się gadzim mózgiem, który natu­ral­nie, od milio­nów lat dąży do przy­jem­no­ści. Takie zacho­wa­nia i prze­ko­na­nia spo­wo­do­wały, że się uza­leż­ni­łem. Pamię­tam jak dzi­siaj – naj­pierw orga­ni­zo­wa­łem wyjazdy z eksdziew­czyną raz na rok, potem co kilka mie­sięcy, a na koniec już pra­wie co week­end. Po latach takiego życia mój mózg się zapro­gra­mo­wał na czer­pa­nie przy­jem­no­ści jedy­nie z uży­wek i seksu. Nic innego nie potra­fiło dać mi rado­ści.

DAREK

Jeden z pacjen­tów naszego ośrodka, czter­dzie­sto­sied­mio­letni Darek, miał poukła­dane życie. Usta­wiony finan­sowo, wła­ści­ciel dobrze pro­spe­ru­ją­cej firmy, miał odcho­wane, samo­dzielne dzieci i super­re­la­cje z byłą żoną. Wyda­wa­łoby się, że na tym eta­pie powi­nien odci­nać kupony od wcze­śniej­szych suk­ce­sów i czuć się szczę­śliwy i speł­niony. Jed­nak wylą­do­wał w ośrodku. Dla­czego? Wła­śnie dla­tego, że kie­ro­wał nim gadzi mózg, a szcze­gól­nie ucieczka do przy­jem­no­ści. Darek pod­bi­jał alko­ho­lem swoje czę­ste wyjazdy na Mazury, rand­ko­wa­nie i układy z dziew­czy­nami. Z cza­sem stra­cił kon­trolę nad tymi zacho­wa­niami. Był jak jaski­nio­wiec, który zacią­gał swoje kobiety do jaskini, aby kopu­lo­wać. Osta­tecz­nie, choć z pozoru niczego mu nie bra­ko­wało, wylą­do­wał w ośrodku z ludźmi, któ­rzy pra­wie skoń­czyli na ulicy, byli po cięż­kich roz­wo­dach i bez pracy.

Choć ja też w pogoni za przy­jem­no­ścią wpa­dłem w spi­ralę uży­wek i seksu, dzi­siaj wiem, że te same dozna­nia mogę uzy­skać bez alko­holu czy koka­iny. Wiem też, że aby osią­gnąć ten stan, trzeba tylko zmie­nić prze­ko­na­nia i doko­nać prze­war­to­ścio­wań. Nauczyć się innego myśle­nia. Piszę „tylko”, ale mam świa­do­mość, że zmiana prze­ko­nań nie jest łatwa. Trzeba prze­sta­wić wszystko w gło­wie, a to wymaga czasu i ener­gii.

Ucieczka od cierpienia

Nasz gadzi mózg auto­ma­tycz­nie dąży rów­nież do tego, by uni­kać cier­pie­nia. To drugi powód, dla któ­rego tak łatwo się uza­leż­niamy. Powiem ci szcze­rze, że pod koniec nie czu­łem już przy­jem­no­ści z ćpa­nia i picia. Dzięki używ­kom uda­wało mi się tylko na chwilę zapo­mnieć o cią­głym bólu i cier­pie­niu. Czy uśmie­rza­nie cier­pie­nia nar­ko­ty­kami i alko­ho­lem jest roz­wią­za­niem? Oczy­wi­ście, że nie, ale nie widzisz tego, jak jesteś w ciągu. Ileż to razy przy więk­szym napię­ciu, porażce, po popeł­nie­niu błędu musia­łem się napić, naćpać, aby nie czuć tego aż tak bar­dzo! Wiesz, o czym mówię? Prze­ży­cie tych emo­cji bez uży­wek było wtedy nie­moż­liwe. Nie byłem w sta­nie pora­dzić sobie z tym, co się działo ze mną w środku. Ból i cier­pie­nie były tak wiel­kie, że potrze­bo­wa­łem ulgi, którą mogłem uzy­skać, tylko się­ga­jąc po alko­hol czy nar­ko­tyki.

Gdy pisa­łem tę książkę, mia­łem tele­fon od chło­paka, który szu­kał pomocy. W trak­cie krót­kiej roz­mowy oka­zało się, że zaczął bar­dzo dużo pić po śmierci ojca, który zmarł rok wcze­śniej, i od tego czasu chło­pak nie mógł się pozbie­rać. Alko­hol przy­no­sił mu ulgę, dzięki niemu nie czuł aż tak bar­dzo swo­jego wewnętrz­nego bólu. Wie­dzia­łem, że postę­pu­jąc w ten spo­sób, bar­dzo szybko można się uza­leż­nić. Powie­dzia­łem mu, że jeśli nic z tym nie zrobi, w jego mózgu powstaną połą­cze­nia neu­ro­nów, pod wpły­wem któ­rych alko­hol już zawsze będzie mu się koja­rzył z ulgą od cier­pie­nia. Wie­dzia­łem, że tak two­rzy się fał­szywa aso­cja­cja, czyli powią­za­nie nar­ko­ty­ków lub alko­holu z przy­jem­no­ścią i ulgą od bólu. Nasz mózg po pro­stu zapa­mię­tuje, że jak jest źle, to trzeba zaży­wać, i jak jest dobrze, to też trzeba zaży­wać. Wów­czas powstaje uza­leż­nie­nie. Czy to ozna­cza, że za każ­dym razem, kiedy chło­pak poczuje lęk, strach lub dys­kom­fort, będzie chciał się napić? Tak, i wła­śnie tę trudną do zigno­ro­wa­nia potrzebę nazy­wamy gło­dem alko­holowym czy nar­ko­ty­ko­wym.

Pamię­tam, jak zosta­łem oszu­kany na bar­dzo duże pie­nią­dze. Wtedy zamiast dzia­łać i szu­kać roz­wią­za­nia, zaszy­łem się w swoim uza­leż­nie­niu. Jakby odpa­lił się u mnie pro­gram, który mia­łem zain­sta­lo­wany. Zamiast rato­wać sytu­ację, tylko ją pogor­szy­łem. Pamię­tam, że gdy stra­ci­łem biz­nesy, to piłem i ćpa­łem do upa­dłego. Naj­gor­sze, że stan ulgi po zaży­ciu już się nie poja­wiał, ale cią­gle się łudzi­łem, że w końcu poczuję się lepiej. Mój gadzi mózg i ścieżki neu­ro­nalne robiły mnie w konia. Tak wła­śnie działa uza­leż­nie­nie.

Nie­stety, jeśli zako­du­jemy w swo­jej pod­świa­do­mo­ści, że alko­hol, nar­ko­tyk czy jakieś czyn­no­ści beha­wio­ralne (np. hazard, gra­nie w gry kom­pu­te­rowe, seks) dają efekt w postaci miłych odczuć lub ucieczki od cier­pie­nia, to w naszym mózgu przez całe życie będzie już ist­niała ścieżka neu­ro­nalna połą­czona z uza­leż­nie­niem. I choćby przez długi czas nie była uży­wana, to w sytu­acji cier­pie­nia, zwią­za­nego na przy­kład ze śmier­cią bli­skiej osoby, roz­sta­niem, utratą pracy czy kłót­nią, ta ścieżka auto­ma­tycz­nie się uak­tywni. Łatwo wtedy się­gnąć po używkę, aby sobie ulżyć. Jest to zapi­sane w naszym mózgu, tak jak spo­sób wią­za­nia sznu­ró­wek. wyko­nu­jemy tę czyn­ność auto­ma­tycz­nie.

Nasze prze­ko­na­nia na temat alko­holu czy nar­ko­ty­ków są zako­do­wane i cią­gle mamy wra­że­nie, że po wypi­ciu czy zaćpa­niu będziemy czuć się o wiele lepiej. Pro­blem w tym, że to wra­że­nie jest mylne, my jed­nak zacho­wu­jemy się tak, jak­by­śmy tego nie dostrze­gali. Nie widzimy, że pozy­tywne dozna­nia trwają coraz kró­cej, nie tak jak na początku. Dla­tego wpa­damy w ciągi. Mamy nadzieję, że w końcu poczu­jemy to, co kie­dyś, przed uza­leż­nie­niem, czyli wła­śnie ulgę, pod­eks­cy­to­wa­nie, radość. W uza­leż­nie­niu osią­gamy jed­nak odwrotny sku­tek – im wię­cej zaży­wamy, tym głęb­szą mamy depre­sję, tym sil­niej­szych doświad­czamy lęków, tym więk­szą czu­jemy złość, tym niż­sze jest nasze poczu­cie wła­snej war­to­ści. Poziom dopa­miny pod­nosi nam się tylko przed zaży­ciem sub­stan­cji. Czu­jemy zado­wo­le­nie, pod­nie­ce­nie, jak bie­gniemy do sklepu po alko­hol. Nie­stety ten stan trwa jedy­nie do momentu, kiedy się napi­jemy czy naćpamy.

Do dzi­siaj moim naj­więk­szym wyzwa­la­czem do wcią­gnię­cia kre­ski jest myśl, że po takiej prze­rwie faj­nie byłoby się naćpać koka­iną i upra­wiać seks. Jak to piszę, to czuję już deli­katne pode­ner­wo­wa­nie. Tak to działa – o tym, jak sobie z tym radzić, piszę w dal­szej czę­ści książki. Tym­cza­sem zwróć uwagę, jak silne i trwałe jest to połą­cze­nie neu­ro­nów w moim mózgu, skoro po latach trzeź­wo­ści i doświad­cze­niu depre­sji alko­ho­lo­wej i nar­ko­ty­ko­wej on na­dal pamięta, że było faj­nie i przy­jem­nie. Muszę wejść na poziom świa­do­mo­ści, żeby zdać sobie sprawę, że jak bym dzi­siaj wziął kre­skę, to bym dostał od razu stanu depre­syj­nego, lęków i wyrzu­tów sumie­nia, ale tego mózg już nie chce zako­do­wać.

Pamię­taj, że im sil­niej­sze masz prze­ko­na­nie o tym, że picie czy ćpa­nie jest fajne, tym wię­cej będziesz musiał wło­żyć pracy w zmianę myśle­nia i tego prze­ko­na­nia. Pamię­taj też, że to się da zro­bić. Możesz stwo­rzyć w swoim mózgu sko­ja­rze­nie alko­holu, nar­ko­ty­ków czy innych uza­leż­nień z cier­pie­niem i bólem. Możesz zapi­sać nowy pro­gram w swo­jej gło­wie. Pokażę ci na kilka spo­so­bów, jak prze­pro­wa­dzić cały pro­ces.

Teraz, kiedy już wiesz, że twoje uza­leż­nie­nie powstaje w pod­świa­do­mo­ści, w wyniku wytwo­rze­nia się pew­nej ścieżki neu­ro­nal­nej, pew­nie łatwiej ci będzie zro­zu­mieć, dla­czego dwóch braci z naszego przy­kładu, któ­rzy wycho­wy­wali się w podob­nych warun­kach, zupeł­nie ina­czej pokie­ro­wało swoim losem. Brat, któ­rzy pora­dził sobie w życiu, miał zako­do­wane, że alko­hol przy­nosi ból i cier­pie­nie oraz zabiera szczę­ście. Nato­miast drugi z braci pod­świa­do­mie połą­czył neu­rony w taki spo­sób, że używki koja­rzą mu się z czymś dobrym, przy­jem­nym lub dają­cym ulgę w momen­cie bólu i cier­pie­nia. Nie­stety on już ma pre­dys­po­zy­cje do uza­leż­nień i musi prze­pro­gra­mo­wać swoje prze­ko­na­nie na temat uży­wek. Jedna rodzina, jedno oto­cze­nie, a cał­kiem odmienne prze­ko­na­nia na temat alko­holu czy nar­ko­ty­ków.

Oczy­wi­ście oprócz kwe­stii zwią­za­nych z dzia­ła­niem naszego gadziego mózgu jest wiele innych spraw, które mogą przy­czy­niać się do tego, że ktoś zaczyna zaży­wać środki psy­cho­ak­tywne. Naj­częst­sze to: zani­żone poczu­cie wła­snej war­to­ści; nie­oka­zy­wa­nie tro­ski, zro­zu­mie­nia i miło­ści przez rodzi­ców w dzie­ciń­stwie; aspo­łecz­ność; uza­leż­nie­nia u któ­re­goś z rodzi­ców lub u obojga; śmierć bli­skiej osoby; dłu­go­trwałe doświad­cza­nie wyśmie­wa­nia; depre­sja; pato­lo­gie w rodzi­nie pocho­dze­nia; posia­da­nie w dzie­ciń­stwie wszyst­kiego, czego tylko się chciało… Można by tego rodzaju czyn­niki długo wymie­niać, ale każdy wie, czy raczej ucie­kał OD cier­pie­nia, czy może DO przy­jem­no­ści. Tutaj nie cho­dzi jed­nak tylko o to, z jakiego powodu zaczą­łeś, ale też o to, dla­czego nie umia­łeś oce­nić sytu­acji i prze­żyć emo­cji na trzeźwo. Twój mózg oduczył się odczu­wa­nia emo­cji w spo­sób bio­lo­giczny.

Neuroprzekaźniki

Zatrzy­majmy się jesz­cze na chwilę przy naszym mózgu, żebyś dobrze wszystko zro­zu­miał. Nie będę ci wrzu­cał niezro­zu­miałych for­mu­łek, zamiast tego posta­ram się wytłu­ma­czyć jak naj­przy­stęp­niej główne kwe­stie. Tym razem mam na myśli neu­ro­prze­kaź­niki. Pew­nie wiesz, czym one są, ale na wszelki wypa­dek przy­po­mnę, że to takie sub­stan­cje, za pomocą któ­rych komu­ni­kują się ze sobą komórki ner­wowe (neu­rony). Można powie­dzieć, że to wła­śnie neu­ro­prze­kaź­niki nas pro­gra­mują. Jeśli mamy prze­ko­na­nia i sko­ja­rze­nia, że wypi­cie alko­holu jest fajne, daje nam relaks, szczę­ście i ulgę, to wtedy neu­rony kodują to doświad­cze­nie za pośred­nic­twem neu­ro­prze­kaź­ni­ków za każ­dym razem przed wypi­ciem czy zaży­ciem jakiejś sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nej.

Do naj­bar­dziej zna­nych neu­ro­prze­kaź­ni­ków należą hor­mony wpły­wa­jące na dobre samo­po­czu­cie, takie jak dopa­mina, endor­finy, sero­to­nina czy oksy­to­cyna. Dopa­mina, hor­mon odpo­wie­dzialny za moty­wa­cję i prze­trwa­nie, jest wydzie­lana w sytu­acjach, gdy doświad­czamy lub ocze­ku­jemy cze­goś przy­jem­nego. Kiedy poziom tego neu­ro­prze­kaź­nika rośnie, zwięk­sza się nasza moty­wa­cja do powta­rza­nia zacho­wań, które powo­dują jego wyrzut. Czyli kiedy robisz coś faj­nego lub szy­ku­jesz się na przy­jem­ność, na przy­kład picie, ćpa­nie czy seks, poziom dopa­miny rośnie, a ty zaczy­nasz dążyć do tego, by znów osią­gnąć ten stan. Co ważne, poziom dopa­miny pod­nosi się nie w trak­cie zaży­wa­nia sub­stan­cji, tylko moment przed jej przy­ję­ciem. Wła­śnie dla­tego jest to tak zgubne. Jak czu­jemy głód i chcemy się napić lub naćpać, to jeste­śmy już na dopa­mi­no­wym haju i wyłą­cza nam się racjo­nalne myśle­nie. Pra­gniemy za wszelką cenę szybko zre­ali­zo­wać nasz plan. Nic innego się nie liczy. Kto pamięta, jak biegł kilka kilo­me­trów na sta­cję ben­zy­nową po alko­hol lub dzwo­nił w nocy do dilera? To wła­śnie dopa­mina wzmoc­niła stan eufo­rii i pod­nie­ce­nia, który towa­rzy­szył naszemu gło­dowi.

Poziom dopa­miny rośnie rów­nież, jak obja­damy się cze­ko­ladą, dla­tego tak trudno jest zjeść tylko jedną kostkę. Można powie­dzieć, że wpa­damy w ciąg cze­ko­la­dowy i w krót­kim cza­sie pochła­niamy wszystko, ponie­waż przed jedze­niem rośnie nam stę­że­nie dopa­miny, a potem szybko opada. Nawet sie­dze­nie na Tik­Toku działa iden­tycz­nie i włą­cza wszyst­kie mecha­ni­zmy odpo­wie­dzialne za uza­leż­nie­nie. Poziom dopa­miny wzra­sta i opada. To ostat­nie powo­duje spa­dek nastroju. Kiedy zaczy­namy go odczu­wać, rzu­camy się do oglą­da­nia następ­nych fil­mi­ków, byle tylko się pod­niósł. Może ty tak nie masz, ale znasz kogoś, kto potrafi sie­dzieć na Tik­Toku po kilka godzin dzien­nie?

Ta sama zasada działa w uza­leż­nie­niu od sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych, lecz róż­nice w pozio­mach dopa­miny są więk­sze. Zresztą roz­ma­ite sub­stan­cje psy­cho­ak­tywne też róż­nią się mię­dzy sobą wiel­ko­ścią wyrzu­tów dopa­miny, dla­tego od poszcze­gól­nych sub­stan­cji uza­leż­niamy się w róż­nym stop­niu. Porów­najmy różne czyn­no­ści i sub­stan­cje, które mają zwią­zek ze sko­kami poziomu dopa­miny.

Jedze­nie pod­nosi poziom dopa­miny mniej wię­cej o 50 pro­centSeks pod­nosi poziom dopa­miny mniej wię­cej o 100 pro­centMari­hu­ana pod­nosi poziom dopa­miny mniej wię­cej o 150 pro­centAlko­hol pod­nosi poziom dopa­miny mniej wię­cej o 200 pro­centNiko­tyna pod­nosi poziom dopa­miny mniej wię­cej o 250 pro­centKoka­ina pod­nosi poziom dopa­miny mniej wię­cej o 400 pro­centAmfe­ta­mina pod­nosi poziom dopa­miny mniej wię­cej o 1000 pro­cent

Dłu­go­trwałe nad­uży­wa­nie pro­wa­dzi do zmian w mózgu, które osła­biają reak­cję na natu­ralne bodźce i zwięk­szają potrzebę przy­ję­cia sub­stan­cji lub wyko­na­nia czyn­no­ści dla uzy­ska­nia tej samej satys­fak­cji. Mówiąc wprost: nasze neu­rony pamię­tają, że za każ­dym razem, kiedy pili­śmy lub ćpa­li­śmy, było super, więc sama myśl o tym pod­nosi poziom dopa­miny w naszych mózgach. Ponie­waż pili­śmy lub ćpa­li­śmy w prze­szło­ści, to teraz trud­niej nam czer­pać radość z cze­go­kol­wiek innego niż alko­hol lub nar­ko­tyki, a poza tym za każ­dym razem chcemy dostar­czyć sobie więk­szą por­cję sub­stan­cji. Nie­stety, choć przed wypi­ciem lub zaćpa­niem czu­jemy wyrzut dopa­miny, to – jeśli jeste­śmy już uza­leż­nieni – po zaży­ciu danej sub­stan­cji poziom dopa­miny już nie rośnie. Dla­tego wzra­sta nam tole­ran­cja i mamy ciągi – chcemy za wszelką cenę zna­leźć się w sta­nie, w któ­rym byli­śmy kie­dyś. Stanu, który znamy sprzed uza­leż­nienia, stanu, który pamię­tają nasze neu­rony.

Im wyż­szy poziom dopa­miny zapew­niała nam kie­dyś dana sub­stan­cja, tym sil­niej jeste­śmy zapro­gra­mo­wani do powtó­rze­nia dzia­ła­nia, które wtedy pro­wa­dziło do wyrzutu tego neu­ro­prze­kaź­nika. Dla­tego wra­camy za wszelką cenę do picia czy ćpa­nia.

Rola dzieciństwa

Okres dzie­ciń­stwa jest jed­nym z naj­waż­niej­szych eta­pów naszego życia. Po naro­dzi­nach jeste­śmy jak czy­sta kartka albo jak nowiutki twardy dysk do kom­pu­tera. Zobacz: rodzimy się bez cier­pie­nia, nało­gów, war­to­ści, bólu i bez żad­nego doświad­cze­nia. Jako dzieci nie mamy żad­nego wpływu na to, co zosta­nie zapi­sane na naszym dysku. Dysk jest obsłu­gi­wany przez oto­cze­nie, czyli naj­czę­ściej rodzinę, a szcze­gól­nie rodzi­ców. To oni go pro­gra­mują, poka­zują, jak żyć, prze­ka­zują nam swoje war­to­ści i zasady. To oni poprzez swoje reak­cje na nasze doświad­cze­nia i poprzez swoje zacho­wa­nia prze­ka­zują nam to, czego sami się nauczyli. Wielu z nich nie uświa­da­mia sobie, jak wielką rolę odgry­wają w życiu swo­jego dziecka. Prze­cież są odpo­wie­dzialni za nie­winną istotę, która chło­nie wie­dzę i kopiuje tych, któ­rych kocha.

Mówi się, że więk­szość infor­ma­cji, które znajdą się na naszym dysku, jest zapi­sy­wana do szó­stego roku życia. Tak, tylko do szó­stego roku! W cza­sie tych pierw­szych kilku lat budu­jemy swój spo­sób myśle­nia, swoje war­to­ści i prze­ko­na­nia. W tym cza­sie nasią­kamy jak gąbka wszyst­kim, co daje nam śro­do­wi­sko rodzinne. Od swo­ich bli­skich możemy dostać zarówno to, co dobre, jak i to, co złe, w tym tok­syczne zacho­wa­nia wobec sie­bie i innych, a także uza­leż­nie­nie. Możemy prze­jąć nawet to, czego u nich nie akcep­tu­jemy. Czy znasz może kogoś, kto mówił, że ni­gdy nie będzie jak ojciec lub matka, a wła­śnie kimś takim się stał? Tak samo trak­tuje swo­ich naj­bliż­szych, dzieci… Tak samo pije i nie potrafi oka­zy­wać uczuć. Dla­czego? Praw­do­po­dob­nie dla­tego, że tak został zapro­gra­mo­wany w dzie­ciń­stwie przez swo­ich rodzi­ców.

Wielu rodzi­ców nie potrafi poukła­dać swo­jego życia – mają pro­blemy z regu­lo­wa­niem emo­cji, nie umieją kochać, codzien­nie piją alko­hol lub zaży­wają nar­ko­tyki. Jak możemy wtedy zbu­do­wać sta­bilne fun­da­menty jako dzieci? Prze­cież nie mamy wpływu na nasze życie na tak wcze­snym eta­pie! To rodzice powinni nam zapew­nić dobry punkt wyj­ścia. Ale jak mają to zro­bić, skoro sami się pogu­bili lub skoro im też nikt nie dał solid­nej pod­stawy?

Wspo­mi­na­łem już o oso­bach, które są niby poukła­dane, mają rodziny, dzieci, zabez­pie­cze­nie finan­sowe i powinny być szczę­śliwe, a jed­nak się uza­leż­niły. Moż­liwe, że wzięło się to z okresu ich dzie­ciń­stwa. Może ojciec bił matkę, więc dziecko zaczęło mieć pro­blem z agre­sją. Może nikt mu ni­gdy nie mówił, że je kocha, więc jako doro­sły ma pro­blem z oka­zy­wa­niem uczuć. Taki czło­wiek w głębi duszy ni­gdy nie jest szczę­śliwy, bo tak go zapro­gra­mo­wano. Nic go nie cie­szy, bo z dzie­ciń­stwa zna głów­nie uczu­cie smutku. Zacho­wuje się agre­syw­nie i czę­sto krzy­czy, ponie­waż tak roz­ma­wiali z nim rodzice. A może nie potrafi sobie pora­dzić z życiem, bo mama cią­gle mówiła mu, że jest wspa­niały, piękny i będzie bogaty, rze­czy­wi­stość jed­nak nie spro­stała tym ocze­ki­wa­niom.

Dobrze, powiesz, ale jaki jest zwią­zek mię­dzy wgra­niem w dzie­ciń­stwie zawi­ru­so­wa­nego pro­gramu a używ­kami? Już tłu­ma­czę. To dzięki używ­kom nasz wirus zostaje chwi­lowo dez­ak­ty­wo­wany, czu­jemy się lepiej, nic nas nie boli fizycz­nie ani psy­chicz­nie. Czu­jemy swoją war­tość i pato­lo­giczne dzie­ciń­stwo nie wydaje się takie straszne. Mamy odwagę, chęci do dzia­ła­nia i w końcu czu­jemy się faj­nie. Tak jest, ale tylko na początku. Póź­niej oka­zuje się, że to wszystko fik­cja.

Czas dzie­ciń­stwa to nasz fun­da­ment emo­cjo­nalny, a jeśli on jest nie­sta­bilny, to trzeba zbu­do­wać go od nowa. Aż 90 pro­cent naszych traum i lęków bie­rze się wła­śnie z okresu, kiedy byli­śmy dziećmi. To z niego wywo­dzi się na przy­kład potrzeba ucieczki od emo­cji, którą maskuje się za pomocą uży­wek. Tera­pia pozwala na ziden­ty­fi­ko­wa­nie pro­ble­mów. Trzeba wyrzu­cić to, czego nie chcemy w naszym życiu, i na nowo poukła­dać wszystko w swoim wnę­trzu. Trzeba ska­so­wać pro­gram i wgrać nowy. Osoba uza­leż­niona ma za zada­nie zatrzy­mać się w piciu, ćpa­niu czy gra­niu, zna­leźć pro­blemy do prze­pra­co­wa­nia i doko­nać głę­bo­kich prze­war­to­ścio­wań. Czy to jest trudne? Ależ oczy­wi­ście! Prze­cież jedy­nym zna­nym nam spo­so­bem, aby poczuć się lepiej, było dotych­czas się­gnię­cie po używkę. Nie umiemy zacho­wy­wać się ina­czej. Żyli­śmy w ten spo­sób po dwa­dzie­ścia, trzy­dzie­ści, a cza­sem i wię­cej lat. Nie da się tego zmie­nić w ciągu mie­siąca. To zbyt duża praca. Prze­cież mamy odszu­kać błędy i je wyka­so­wać, a potem wgrać nowe war­to­ści. To może potrwać nawet kilka lat i być bar­dzo trudne.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Brian Tracy, Zmień myśle­nie, a zmie­nisz swoje życie, przekł. K. Dumiń­ska, MT Biz­nes, War­szawa 2023, s. 13. [wróć]

A. Rob­bins, Obudź w sobie olbrzyma, przekł. P. Cichawa, Stu­dio Emka, War­szawa 2009. [wróć]