Wroga miłość. Part 2 - Ana Rose - ebook

Wroga miłość. Part 2 ebook

Rose Ana

4,4

19 osób interesuje się tą książką

Opis

ON – miał ją zabić.

ONA – miała być jego wyczekiwaną nagrodą po latach poszukiwań.

Stało się jednak coś, czego żadne z nich nie przewidziało. Pojawiło się UCZUCIE.

 

Największym koszmarem dla Adeline jest Evan. Dziewczyna wpada w jego łapy, ale dzięki niespodziewanej pomocy ucieka i ukrywa się.

Pytanie co teraz… Czy Damion nadal chce jej śmierci?

Tym razem problem tkwi jednak w tym, że prócz niego szukają jej ONI. A ONI są wytrwali w swoich poszukiwaniach i Damion musi zrobić wszystko, aby być pierwszym, który ją odnajdzie.

 

Adeline zmienia się… I nie chodzi tu tylko o wygląd, ta zmiana zaczyna się wewnątrz niej, na nowo ją kształtuje. Staje się silniejszą i żądną zemsty KOBIETĄ. Jest twardsza i prędzej sama się zabije, niż pozwoli na to komukolwiek innemu.

 

A czy zmieniło się coś po tym, gdy Adeline oddała się swojemu prześladowcy – Damionowi…? Tak, ich wzajemne przyciąganie nie ustało, a wręcz się nasiliło.

Czy to może się udać? Czy może stanie się coś, czego żadne z nich nie przewidziało?

 

Uczucie narasta, a śmierć czyha za rogiem…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 338

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (105 ocen)
73
16
10
2
4
Sortuj według:
zancia12

Nie oderwiesz się od lektury

Książka petarda
20
mamaaarona

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna książka
20
oleczka199122

Nie oderwiesz się od lektury

I część była super ale 2 to już zwala z nóg ❤❤❤ polecam super książka bardzo wciągająca 😍😍😍
10
19Iwona

Nie oderwiesz się od lektury

Jak na końcu napisane prawdziwy Happy end. Świetna książka czyta się jednym tchem
10
muckers

Z braku laku…

Drażni infantylny język .
10

Popularność




Spis treści

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 10

ROZDZIAŁ 11

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 13

ROZDZIAŁ 14

ROZDZIAŁ 15

ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17

ROZDZIAŁ 18

ROZDZIAŁ 19

ROZDZIAŁ 20

ROZDZIAŁ 21

EPILOG 1

EPILOG 2

PODZIĘKOWANIA

Copyright © by Ana Rose, 2018Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2021All rights reservedWszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora i Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Janusz Muzyczyszyn

Korekta: Angelika Ślusarczyk

Projekt okładki: Marta Lisowska

Zdjęcie na okładce: © Gstockstudio1 | Dreamstime.com

Ilustracje w środku książki: copyright by © pngtree

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek

Wydanie I - elektroniczne

ISBN 978-83-67024-09-9

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Uwaga – kontynuacja powodująca skrajne emocje; tylko dla czytelników, których trudno wyprowadzić z równowagi! Takie ostrzeżenie powinno znaleźć się na okładce, Wrogiej miłości 2. Nie jestem pewna, czy bardziej pragnę uściskać autorkę za to, że pokierowała dalsze losy bohaterów TAKIM torem i obudziła we mnie tyle emocji, czy może przekląć ją za zafundowanie mi przeprawy pełnej nieświadomych niespodzianek, nerwów i napięcia. Powrót do świata Damiona i Adeline zapewnia moc wrażeń. Rozpoczęła się gra, z której ktoś może nie wyjść żywym… Czy warto tańczyć na krawędzi urwiska, wiedząc, że w każdej chwili można spaść? Niebezpieczeństwo. Miłość. Namiętność. Zemsta. Ana Rose nie przestaje zaskakiwać! Polecam!

KATARZYNA GÓRKA (Katherine_the_bookworm)

Ana Rose zrobiła to ponownie! Podała na tacy nietuzinkową kontynuację Wrogiej miłości. Znajdziecie tu wiele zwrotów akcji, jak i zaskakujących sytuacji. Wkroczycie po raz kolejny w świat mafii, która się rządzi własnymi prawami. Czy po tym wszystkim, przez co przeszli, Adeline i Damion dostaną w końcu swój wymarzony happy end? Z całego serduszkapolecam!!!

KATARZYNA ABDULLAH (Girlsbookslovers)

Kontynuacja losów Adeline i Damiona to spora dawka emocji. Nie wiemy, jak potoczą się losy dziewczyny, która zaczyna niebezpieczną grę. Autorka wciąga nas do świata tajemnic rodzinnych, niebezpieczeństwa, ale i miłości. Wszystko to razem składa się na świetną książkę, która trzyma w napięciu i nie pozwala sięnudzić.

JUSTYNA DZIURA (justyska_books)

Ana Rose po raz kolejny zabiera nas w świat pełen uczuć i niebezpieczeństw. Czy porywy serca nie są bardziej groźne od lufy pistoletu przy skroni? Musicie się o tymprzekonać.

AGATA WRÓBLEWSKA (snieznooka)

Nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach może pojawić się uczucie. Jednak zadanie było inne. Czy zauroczenie będzie w stanie przełamać nienawiść? Chęć zemsty, miłość i nienawiść, pragnienie życia, zmiany, przyciąganie, chemia, zaskoczenie… To wszystko znajdziecie w tejpowieści!

AGNIESZKA NIKCZYŃSKA-WOJCIECHOWSKA (Książki takie jakmy)

Dla Kasi Abdullah.Teraz już oficjalnie Damion jest Twóji tylko Ty masz do niego prawo!

ROZDZIAŁ 1

Damion

Wracam do mieszkania z nowym postanowieniem. Chcę na spokojnie omówić z Adeline całą sytuację. To, co wydarzyło się między nami wiele zmienia. Nie wiem czy potrafiłbym jązabić.

Jestem zabójcą i niejednokrotnie robiłem sto razy gorszerzeczy.

Cholera, ale toAdeline.

Ta sama, słodka i cudownaAdeline.

Mojabłękitnooka.

Zanim powiem o wszystkim ojcu, muszę ustalić pewne kwestie najpierw z nią. Nie chcę jej śmierci, więc zrobię wszystko co w mojej mocy, aby byłabezpieczna.

Mieszkanie skąpane jest w pieprzonej ciszy, która w jakiś dziwny sposób zaczyna mnie niepokoić. Simone ma dziś wolne i wiem, że nie ma jej w apartamencie. Otwieram drzwi sypialni i zamieram. Łóżko jest w nieładzie, ale nie ma w nim Adeline. Co tu się, do cholery, dzieje? Zostawiłem ją w moim łóżku mniej niż godzinę temu. Przebiegłem dobre kilka mil. Mój mózg zaczął wszystko analizować na najwyższych obrotach, a stopy same niosły mnie przed siebie. Zanim się obejrzałem wróciłem z powrotem przed mój wieżowiec. Właśnie tam na górze spała w moim łóżku niczego nieświadoma Adeline. Gdzie jest teraz…? Ogarnęła mnie chęć mordu. Czy mogłem się aż tak pomylić? Czy byłem aż tak ślepy? Cholerajasna.

Wracam na górę. Rozglądam się z nadzieją, że jest może pod prysznicem, ale tam też nie ma po niej śladu. Jej telefon nadal leży na szafce nocnej, a obok jej torebka. Za to zniknęły jej ubrania. Co tu się stało, kiedy mnie niebyło?

Podchodzę do łóżka i dotykam pościeli. Czuć tu jeszcze delikatne ciepło po jej ciele i słodki zapach, który wskazuje, że mi się to nie przyśniło. Wtedy zauważam, że jej telefon ma kilka nieodebranych połączeń. Nie mogąc się powstrzymać, sięgam po niego i zerkam od kogo one są. Ekran rozświetla się i gaśnie co chwilę, widzę z dziesięć połączeń od niejakiego Stevena. Kim, do jasnej cholery, jest Steven? Mam ogromną chęć zadzwonić do tego gościa, ale zamiast tego, biorę ostry zamach i rzucam telefonem w ścianę. Rozpada się i drobne części spadają na podłogę. Moja wściekłość coraz bardziej rośnie. Szarpię za pościel, gdy dzwoni mój telefon. Okazuje się, że toAlonso.

– Stary, jest z tobą Adeline? – pyta, zanim mogę się odezwać. Jego głos zdradzaniepokój.

– Nie, nigdzie jej nie ma – odpowiadam sam zaniepokojony. – A czy nie powinno być z tobą właśnieKelly?

– Była, ale uparciuch wyszła po kawę – wyjaśnia szybko. – Myślałem, że może dowiem się czegoś od Adeline. No nic, poczekam nanią.

– Dawno wyszła? – podpytuję, zanim mu o czymkolwiekpowiem.

– Z pół godziny temu – odpowiadaprzejęty.

– Ja też dopiero wróciłem. – Decyduję się mu powiedzieć trochę przez telefon. – Zostawiłem Adeline w łóżku, a jak wróciłem już jej w nim nie było. Nigdzie jej nie ma, ale zostawiła u mnie większość swoichrzeczy.

– Cholera, co jest grane? – Słyszę zamieszanie po drugiej stroniesłuchawki.

– Dzwoniłeś do niej? – dopytuję.

– Nie, zostawiła telefon u mnie. – Jego głos brzmigorzko.

– Znam ich tajemnicę – wypalam, zanim sięopamiętuję.

– Co? Jaką tajemnicę? – Słyszę jak krząta się pomieszkaniu.

– Nawet nie masz pieprzonego pojęcia kim one są. – Nie jest to dość jasna odpowiedź, ale tyle mogę mu powiedzieć przeztelefon.

– Co ty pieprzysz? – Wiem, że czuje sięzdezorientowany.

– Czekaj, będę u ciebie niedługo. – Rozłączam się, zanim może cośpowiedzieć.

Wsiadam na swoją Agustę i rozpędzam się do niebotycznych prędkości. Chcę jak najszybciej być u Alonsa. Nie zważam na nic, po prostu mknę przez miasto, chcąc jak najszybciej dotrzeć do swojego najlepszego przyjaciela, który mieszka na przedmieściach LA. Jazda zajmuje mi całe dwadzieścia minut, które wydają mi się ciągnąć wnieskończoność.

– To, co to za tajemnica? – pyta Alonso, gdy przestępuję próg jegodomu.

– Zwali cię z nóg. – Mijam go i kieruję się do jego minibarku.

Potrzebuję czegoś mocnego, zanim mu wszystko powiem. Nalewam również jemu i wyciągam do niego dłoń ze szkłem wypełnionymalkoholem.

– Pij. – Trącam go szklanką wklatę.

Nic nie mówi i bierze jeden głębszy łyk. Idę za jego przykładem i piekący strumień przedziera się przez moje gardło niczymostrze.

– Czekam. – Popędzamnie.

Siadam na kanapie i biorę jeden głębszy wdech, zanim decyduję się powiedzieć mu tęnowinę.

– Adeline i Kelly są siostrami Adler. – Nie owijam w bawełnę, lepiej żeby poznał prawdę bez odwlekania jej. Jego zszokowana mina mówi sama za siebie. Nie miał o tym zielonego pojęcia, tak samo jak ja. Zanim jest w stanie zebrać szczękę z podłogi, mówiędalej.

– A najlepsze, że zorientowałem się dopiero po spędzonej nocy z nią. – Kiwa głową, abym mówił dalej. – Te pieprzone gwiazdki… te na jej gładkiej skórze pleców. One ją zdradziły. Dlatego wyszedłem, musiałem to wszystko przemyśleć. A dokładniej mówiąc, wybiegać. Chciałem dać temu szansę. Dowiedzieć się od ojca, o co ta cała wojna, zanim sam powiedziałbym mu, kim ona jest. Ale ona zniknęła. Zapadła się pod ziemię. Wszystko inne zostawiła, próczubrań.

– Nie dziwi cię to? – wtrąca swojespostrzeżenie.

– Jasne, że mnie dziwi, jak cholera – zgadzam się z nim. Obstawiałbym raczej, że skonfrontowałaby się ze mną. Nie zniknęłaby bezsłowa.

– Kurwa, gdzie jest Kelly? – Przeczesuje włosy sfrustrowany. – Powinna jużwrócić.

– Zniknęła tak samo jak Adeline – zauważam i obaj patrzymy na siebie, przeczuwając co się właśniedzieje.

One ponownie uciekają. Tylko gdzie chcą się przed nami ukryć? Teraz jesteśmy krok przed nimi, znamy ich wygląd. Nadal naiwnie wierzą, że pozwolimy im takodejść?

Kurwa, jasne, że nie. Nie po tym, co się stało. Nie po tym, co z naswyciągnęły.

Nie po tym, co do nichczujemy…

Adeline

Prawie miesiąc później

Nie mam pojęcia ile minęło czasu, od kiedy Damion sprzedał mnie Evanowi. Miałam jednak cichą nadzieję, że to on będzie moimkatem.

Evan…

Co mogę o nim powiedzieć? To psychopata w męskiej postaci, z całkiem przystojną buźką. Ale to jedynie ciało, za którym ukryta jest jego prawdziwa, dzika natura. Nie dotknął mnie jeszcze, tak jak mi to obiecał tego pamiętnego dnia. Mimo to, jego ręce już niejednokrotnie błądziły po moim ciele, kreśląc palące ślady na spoconej skórze. Coś go hamuje przed posunięciem się dalej. Nie wiem czy jest to Damion, czy zupełnie cośinnego.

Usta mam tak suche i spragnione wody, że nawet ślina nie jest w stanie ich nawilżyć. Podwiesili mnie na ścianie ze związanymi z tyłu rękami. Codziennie odbywa się ten sam rytuał. Evan przychodzi ze swoimi ludźmi, zdejmują mnie ze ściany, a on sam swoimi obślizgłymi łapskami przeciąga mnie na twarde, prozaiczne łóżko. Bez koca, bez poduszki. Tak właśnie śpię od wielu dni. Moje więzienie jest istnym koszmarem. Dawne przyjemności zniknęły, gdy znalazłam się w tym, zapomnianym przez Bogamiejscu.

Dziś Evan zaskakuje mnie swoim dość wczesnym pojawieniemsię.

– Będziesz miała gościa – informuje mnie z lubieżnymuśmieszkiem.

Jego oczy błądzą po moim ciele, które pod jego spojrzeniem wydaje mi sięnagie.

– Kto? – ledwopytam.

– Twój wróg. – Oblizuje perfidnieusta.

– Pić – bełkoczę.

– Och, jak my cię tu brzydko traktujemy – szydzi zemnie.

– Pić – proszę, w kącikach oczu czuję zbierające sięłzy.

Nie chcę płakać, nie chcę aby widział, że mnie złamał. Nie dam mu tejsatysfakcji.

– Andre, przynieś jakąś pieprzoną wodę! – krzyczy do kogoś przezramię.

– Tak jest szefie! – odpowiada głos zzaściany.

Evan podchodzi do mnie blisko, czuję jego oddech na ustach. Odwracam natychmiast twarz, przez co jego oddech muska teraz mójpoliczek.

– Nie przypuszczałem, że będziesz aż tak uparta. – Jego usta dotykają mojegopoliczka.

– Pić – proszę i zamykamoczy.

– Andre! – krzyczy, a moje bębenki ażpękają.

W drzwiach pojawia się barczysty mężczyzna, Evan odsuwa się, bierze od niego butelkę wody i machnięciem ręki pozbywa się go z mojejceli.

– Pij. – Podnosi mój podbródek i wlewa mi do ustwodę.

Krztuszę się, ale łapczywie jej kosztuję, zachłannymi łykami piję tyle, ile jestem w stanie. Z początku czuję piekący ból, bo nie wiem kiedy ostatni raz miałam coś w ustach. Z każdym kolejnym łykiem, a właściwie strumieniem, nawadniam moje ciało. Odsuwa butelkę od moich ust i rzuca ją w róg celi, reszta wody wylewa się na suchybeton.

– Koniec tej dobroci – rzuca do mnie, mrużąc oczy. – Niedługo powinni tubyć.

– Kto? – pytam ostro, czując narastającą we mnie siłę po napiciusię.

Moje ciało powoli wraca do siebie. Czuję palący ból w miejscu gdzie jestem zapięta w łańcuchy, ale nie daję tego po sobie poznać. Nie odpowiada, tylko uśmiecha się domnie.

– Jesteś pieprzonym draniem. – Mam ochotę wydrapać muoczy.

– Twój gość jest jeszcze większym draniem – sugeruje z podłymuśmieszkiem.

– Czy to będzie Damion? – pytam, choć znam jużodpowiedź.

– Strzał w dziesiątkę. – Klaszcze dla efektu wdłonie.

– Jesteście chorzy, wszyscy. – Pluję mu wtwarz.

Wyciera się, po czym odwraca na pięcie i odchodzi dumnym krokiem, nie przestając zanosić się przyprawiającym o ciarki śmiechem. Drzwi zamykają się za nim z hukiem, a jego demoniczny chichot ustaje dopiero po zamknięciu się kolejnej parydrzwi.

Nie wiem kiedy usnęłam, ale budzi mnie dochodzące z korytarzazamieszanie.

– Gdzie ona jest?! – Poznaję ten władczygłos.

Damion O’Donnell. Diabeł we własnej osobie. Przyszedł dokonać tego, czego pragnął, odkąd sięurodził.

– Czeka w celi – informuje goEvan.

– Z tobą rozmówię się później. – To jest ostrzeżenie dlaEvana.

– Damion! – odzywa się głębszy, ostry męskigłos.

– Wybacz ojcze – przepraszaDamion.

Przyszedł tu z ojcem. Po prostu nie mogło być jeszczelepiej.

Słyszę zbliżające się kroki, gdy w drzwiach pojawia się najpierw ojciec Damiona, a zaraz za nim sam diabeł. Jego wzrok nic nie zdradza, ale próbuje przeanalizować wszystko, cowidzi.

– Czemu ona jest przypięta? – pyta wściekłyDamion.

– A co, mam ją traktować jak księżniczkę? – kpiEvan.

– Evan! – Teraz pan O’Donnell karciEvana.

– Wybacz, wuju. – Evan robi się przy nim natychmiastmalutki.

To tak wygląda władza, którą posiada rodzina O’Donnellów. Oni mają ostatnie zdanie. To z nimi trzeba sięliczyć.

W tej właśnie chwili przypominam sobie o Kelly. Setki razy o niej myślałam. Co się z nią dzieje? Czy jest traktowana tak samo jak ja? Czy może udało jej się uciec i jestbezpieczna?

– Witaj ponownie, Adeline. – Ojciec Damiona podchodzi do mnie jako pierwszy. – Rozkućją!

Pojawia się przy mnie dwóch elegancko ubranych mężczyzn. Rozkuwają mnie, a ja prawie upadam na szorstki beton. Jednak, o dziwo, ratuje mnie przed tym sam Damion. Jego zapach owiewa moje zmysły i wracam do tej pamiętnej nocy, którą spędziliśmy razem. W jego łóżku. Kochając się, poznając siebie nawzajem, krok pokroku.

– Drań – cedzę cicho przezzęby.

Nic nie mówi, ale jego ciało zdradza wszystko. Jest spięty, ale tylko ja to wiem, bo mogę dotknąć jego napiętych mięśni. Pomaga mi usiąść na moje prowizorycznełóżko.

– Damion, to jest nasz wróg – przypomina mu cierpko Evan – którego mamyzabić.

– Zamknij mordę! – warczy na niegoDamion.

– Wuju, kiedy nadejdzie jej koniec? – pyta Evan, nic nie robiąc sobie z ostrzeżeniaDamiona.

– Niedługo – odpowiadakrótko.

Muszę stąd uciec jak najszybciej. Tylko jak mam to zrobić? Ciało mam całe posiniaczone i poranione małymi cięciami. Evan zadał mi kilkakrotnie mocne ciosy, które odebrały mi przytomność. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu. To było straszne, ale nie poddałam mu się ani razu. Może zadawać mi ból, ale nigdy nie będę muposłuszna.

– Wychodzimy! – mówi ostro pan O’Donnell. – Damion!

Damion odsuwa się ode mnie niechętnie i z zaskoczenia uderza mnie mocno w twarz. Mój wzrok rozmazuje się, a głowa uderza o ścianę. Zamracza mnie na chwilę, a ostatnie co widzę, to oddalające się plecy Damiona. Co to miało być? Najpierw traktuje mnie z czułością, aby później uderzyć tak bestialsko…? To jestchore!

Tej nocy już nikt nie pojawia się u mnie. Rozmasowuję swoje dłonie w miejscu, gdzie nadal jest zaschnięta krew. Próbuję choć trochę ją zdrapać, ale rana na nowo otwiera się i krwawi. Zastanawia mnie to, czy ktoś mnie szuka. Czy ojciec poddał się w moich poszukiwaniach? Czy postawił na mnie krzyżyk? Zasypiam z tymi myślami, ale po niedługim czasie budzi mnie hałas dochodzący zza drzwi. Staram się udawać, że śpię, gdy ktoś wchodzi do mojejceli.

– Adeline? – pyta szeptem męskigłos.

Wewnątrz panuje całkowita ciemność, więc w ten sposób ten ktoś badateren.

– Czego chcesz i kim jesteś? – pytamcicho.

– Jestem posłańcem od twojego ojca. – Zamurowuje mnie na tesłowa.

– Mojego ojca? – upewniamsię.

– Tak, mamy mało czasu. – Przypomina mi o tym, gdzie nadal się znajdujemy. – Jestem ich kretem. To wszystko było zaplanowane. Po zabiciu Xandlera, wszystko się posypało – tłumaczy szybko. – Jedyną opcją było pozwolić na schwytaniewas.

– Was? – Czyżby mówił o Kelly? – Kelly?

– Tak – odpowiadakrótko.

– Gdzie ona jest? – Moje uczucia buzują wemnie.

– Mają ją, ale nic jej nie grozi – uspokajamnie.

– Tak jak mi – kpię z tego copowiedział.

– Nie mam czasu ci tego tłumaczyć. – Nie owija w bawełnę. – Mamy mało czasu. Masz tu fałszywe papiery. Musisz się przefarbować. Ukryj się na jakiś czas w jakimś najobskurniejszym motelu w mieście. Nie wychylaj się. Masz tu również kasę na przeżycie. Po tygodniu jedź prosto na lotnisko i uciekaj do Londynu. Tam się ukryj. My zajmiemy się w tym czasieKelly.

Wciska mi do rąk grubą kopertę i ciągnie zasobą.

– Gdzie mnie prowadzisz? – pytam szeptem, gdy wychodzimy zbudynku.

– Tu czeka na ciebie auto. – Kiwa głową na stojący samochód w cieniudrzew.

– Ale gdzie? – Szukam u niegopomocy.

– Tu kończy się moja robota. – Klepie mnie dla wsparcia w plecy. – Od teraz musisz radzić sobiesama.

Na samą myśl o tym przełykam ciężko ślinę. Wsiadam do auta, które natychmiast rusza, zostawiając mojego wybawcę zasobą.

Zostałam sama. Nie ma ochrony. Nie ma Kelly. Jestem całkowicie sama. Zdana wyłącznie na samą siebie. Nie mogę od teraz nikomu ufać, prócz samej sobie. Mężczyzna w średnim wieku zostawia mnie na obskurnych obrzeżach LA. Okolica wygląda na niebezpieczną, ale szybko, zaledwie po kilku krokach, które pokonuję w dół ulicy, dostrzegam neonowy szyld, oznaczający dla mnie – w tej sytuacji – schronienie. Płacę czarnoskórej kobiecie za kilka dni z góry, po czym dostaję klucze do pokoju. Natychmiast przekonuję się, że daleko mu do tego określenia. Śmierdzi w nim stęchlizną, a pościel wygląda na praną już niezliczoną ilość razy. Wzdrygam się, ale pokonuję swój lęk przed zarazkami i ściągam wszystko z łóżka. Jestem w stanie jeszcze te kilka dni spać bez pościeli, w końcu od dłuższego czasu właśnie tak spałam. Moje oczy robią się ciężkie i usypiam. Budzi mnie dopiero słońce, starające się przebić do pokoju przez brudne szyby i zakurzone ciemne zasłony. Moje ciało płonie z bólu i zmęczenia. Zwlekam się z łóżka i wchodzę do małej kwadratowej łazienki, która nie wygląda ani trochę lepiej od pokoju. W kątach są grube pajęczyny, a prysznic jest tak zapuszczony, że aż strach pod niego wejść. Patrzę pod nogi i stwierdzam, że moje ciało nie wygląda lepiej od tego syfu panującego w pokoju czy łazience. Spycham gdzieś w głąb siebie myśli o jakichś chorobach, zdejmuję ubrania i wchodzę pod letni strumień wody. Kontakt wody z moimi ranami wywołuje ból. Syczę, ale zaciskam mocno zęby i pozwalam wodzie, by mnie obmyła. Nigdzie nie ma mydła czy ręcznika. Zakręcam wodę po kilku minutach i wychodzę mokra spod prysznica. W pokoju w szafce znajduję jakiś koc i nakrywam się nim. Szorstki materiał ani trochę nie pomaga, ale daje choć trochę ciepła. Po krótkiej drzemce decyduję się wyjść z pokoju i zaopatrzyć się w potrzebne mi do przeżycia rzeczy. Domyślam się, że mnie szukają, więc nie oddalam się zbyt daleko od swojego schronienia. Kupuję kilka ubrań w pobliskim lumpeksie, a w sklepie jedzenie, farbę do włosów i coś do odkażenia ran, po czym wracam zmęczona do pokoju. Biorę ponownie prysznic, dezynfekuję rany i ubieram się w czyste i świeże ubrania. Teraz czuję się o wiele lepiej. Następnego dnia, kiedy czuję się na siłach, farbuję swoje ukochane blond włosy na czarne. Moje serce zaciska się z bólu, ale nie mam wyjścia. Jeżeli chcę uciec za ocean, muszę to zrobić. Więc to po prosturobię.

Kolejne dni mijają mi na oglądaniu telewizji i sporadycznym wychodzeniu z pokoju. Po tygodniu mam dość i tak jak zasugerował mój wybawca, wsiadam w pierwszą lepszą taksówkę i jadę na lotnisko. Przechodzę przez odprawę bez problemu i czuję ulgę, gdy siedzę już w samolocie na swoim miejscu. Ludzie ciągle napływają, a samolot za pół godziny maodlecieć.

– Nie wiem co się dzieje, ale jacyś dziwni ludzie przeczesują lotnisko – mówi mężczyzna przedemną.

– Też to zauważyłem – mówi szeptemdrugi.

– Chyba nie myślisz, że szukają jakiejś bomby – szepcze przejęty kobiecygłos.

– Wszystkiego można się spodziewać w tych czasach – odpowiada jeden zmężczyzn.

Odzywa się głos z głośnika, prosząc o zapięcie pasów, bo za chwilę rozpoczniemy lot. Moje ciało rozluźnia się dopiero wtedy, gdy jesteśmy już w powietrzu, a panorama LA pod nami staje się coraz mniejsza, aż całkiem znika, zlewając się w wielką kolorowąplamę.

Odlatuję w spokojny sen, pierwszy od kilku ostatnich dni. Tak szczerze mówiąc, nie pamiętam kiedy ostatni raz spałam tak swobodnie. Było to chyba tej nocy, kiedy przespałam się z Damionem. Na samą myśl o tym, łzy szczypią mnie w oczy. Moje serce krwawi, ale wiem, że ból po jakimś czasie będzie słabszy. Może będzie mi dane, że uleczy się i znajdę kogoś wartego mojejmiłości.

Kołujemy na lotnisku w Londynie, który jest spowity we mgle i deszczu. W porównaniu do klimatu wiecznie słonecznego LA, aura jest tutaj niezwykle ponura. Czemu właśnie tu miałam się schronić? Czy to byłozaplanowane?

Z tymi myślami wychodzę z pokładu samolotu za masą innych ludzi, którzy przyjechali tu w interesach i sprawachrodzinnych.

Ja, jako jedyna chyba, nie wiem co mam robić w tym deszczowymmieście.

Jakby pojawiając się spod ziemi, staje przede mną taksówka i nie zastanawiając się, ani sekundy wskakuję do niej z moim małym plecakiem i proszę taksówkarza o zawiezienie do jakiegoś przyjemnego hotelu. Mężczyzna kiwa tylko głową i rusza. Nasza podróż odbywa się w całkowitej ciszy. On o nic nie pyta, ani ja nie zadaję żadnych pytań. Jestem nieufna i czuję się zagubiona w obcym mi mieście. Boże, jestem na zupełnie innym kontynencie, pozostawiona na pastwę losu, który jest dla mnie niewiadomy. Zatrzymujemy się dopiero pod małympensjonatem.

– To nie hotel, ale pensjonat, a rodzina, która go prowadzi jest bardzo miła – wyjaśnia, gdy widzi moją minę. – Jak mniemam jest panienka pierwszy raz w mieście i nie zna go, więc myślę, że to najlepsze miejsce, aby zacząć zapoznawanie znim.

– Dziękuję – odpowiadam i niepewnie otwieramdrzwi.

Po tym co mnie spotkało, stałam się mniej ufna i analizuję wszystko sto razy, zanim coś zrobię. Taksówka odjeżdża, a ja stoję pod małym, szeregowym domkiem z równie małym napisem informującym o pensjonacie. Nagle drzwi otwierają się, a na ganku pojawia się kobieta z torbą na zakupy. Deszcz nadal leje, nie pozostawiając na mnie ani jednej suchejnitki.

– Boże, dziecko. – Kobieta otwiera parasolkę i pędzi do mnie. – Czemu tak tu stoisz? Jesteś sama? – Rozgląda się dookoła zaniepokojona. – Coś ci się stało? Wyglądasz jakśmierć.

– Ma pani wolny pokój? – pytam łamiącym sięgłosem.

– Tak – odpowiada szybko. – Lepiej ukryjmy się w środku przed tąulewą.

Bez zastanowienia ruszam ramię w ramię z nią. Starsza, czuła kobieta wprowadza mnie do ciepłego, schludnego korytarza, po czym zamyka za nami drzwi. A ja podskakuję, gdy słyszę ich cichy trzask. Kobieta o nic nie pyta, tylko wprowadza mnie do kuchni, sadza na krześle i zabiera się za robienie czegoś ciepłego do picia. O dziwo, czuję się tu bezpieczniej niż gdziekolwiek do tejpory.

ROZDZIAŁ 2

Adeline

Pani Dorothy proponuje mi pokój z jedzeniem, w zamian za pomoc w drobnych pracach domowych. Zgadzam się bez zastanowienia, choć dotychczas nigdy nie musiałam pracować. Z początku idzie mi to mozolnie. Po tygodniu wszystko staje się coraz prostsze, a ja popadam w rutynę. Nigdy nie przypuszczałam, że zmywanie podłóg, czy mycie naczyń jest takpracochłonne.

Dorothy jest dyskretna i jeżeli chce zapytać mnie o coś związanego z moją przeszłością, robi to delikatnie i z uczuciem. Choć jest przemiłą staruszką, nadal jestem wobec niej ostrożna. Nie chcę ściągnąć na siebie żadnych kłopotów, a tym bardziej na nią. Jest całkowicie nieświadoma tego, komu pomaga i to może ją dużokosztować.

Myślałam, że po kilku dniach ludzie ojca znajdą mnie i przeniosą w znacznie bezpieczniejsze miejsce. Bez przerwy zamartwiam się o Kelly. Czy jest bezpieczna? Czy może oni nadal ją przetrzymują i nie miała tyle szczęścia coja…

Nocami płaczę w poduszkę, zatracając się w swoich żalach iproblemach.

Chciałabym prawdziwego życia, bez zmartwień, ale na każdym kroku muszę się za siebie oglądać. Nie chcę ponownie trafić w łapska Evana, a tym bardziejDamiona…

Nadal czuję na policzku jego uderzenie. Minęły już dokładnie dwa tygodnie a ja ciągle odtwarzam to zdarzenie. Brzydzę się tym wszystkim, ale to silniejsze ode mnie. Moje ciało, nawet nie mając z nim kontaktu, pożąda go i tęskni za nim. A ja? Właśnie, to idealne pytanie. Mam ochotę własnymi rękoma go rozszarpać. Za to, co mi zrobił i na co pozwolił tej bestii w ludzkiejskórze.

– A, czy możesz pozwolić na chwilkę do mnie? – krzyczy z dołu pani Dorothy. Kazałam jej nazywać się A, nie chciałam zdradzać jej całego imienia, wolałam pozostawić choć maleńką cząstkę tego kim byłamnaprawdę.

Gramolę się z łóżka i schodzę nadół.

– W czym mogę ci pomóc Dorothy? – pytam, wchodząc do kuchni, bo wiem, że ją tamznajdę.

Moim oczom natychmiast ukazuje się młoda kopia mojej gospodyni. Ma tak samo jak ona, ciemne brązowe włosy, zielone duże oczy i ze swoją idealną sylwetką wygląda jak modelka z czasopism dlakobiet.

– Hej – wita się ze mnądziewczyna.

– A, to jest Sienna, moja wnuczka – mówi ze śmiechem Dorothy. – Sienna, to jestA.

– Cześć – mówięcicho.

– Więc, A? – Podnosi pytająco jednąbrew.

– Tak. – Kiwam głową, ale widzę, że czeka nawyjaśnienie.

– To jakiś skrót? – podpytujezaciekawiona.

– Skrót? – Wpatruję się w niązdezorientowana.

– No, na przykład od imienia. – Śmieje się, gdy siadam obok niej. Jest to jedyne miejsce, które jest wolne. Bo reszta zawalona jest tobołkami. Dorothy chyba łapie mój wędrujący wzrok, bo od razuwyjaśnia.

– Sienna zamieszka z nami jakiś czas – odpowiada na moje niewypowiedzianepytanie.

– Myślałam, że twoja rodzina mieszka w Londynie – mówięzaskoczona.

– Mieszka, ale Sienna woli pobyć trochę z babcią – tłumaczy mi Dorothy, puszczając do mnieoko.

Jakoś, w dziwny sposób, mam wrażenie, że zupełnie o czym innymmyśli.

– Więc A, jak brzmi twoje całe imię? – Nie daje za wygraną Sienna. Zastanawiam się nad tym przez chwilę. Ostatecznie decyduję się na kolejnekłamstwo.

– Ana. – Uśmiecham się doniej.

– Ładnie. – Szturcha mnie łokciem. – Co robisz dziświeczorem?

Nie, proszę, oby mnie tylko nie wyciągała na te głośne i przepełnione tłumem ludziimprezy.

– Oczywiście, że nic – wtrąca się Dorothy. – Jak co dzień spędzi swój wolny czas w swoimpokoju.

Tam jest mi dobrze. Czuję się bezpiecznie. A imprezy wszelakiej maści są wyłącznie kłopotami. Przynajmniej dlamnie.

– To dziś wychodzisz ze mną w miasto dziewczyno. – Klaszcze podekscytowanaSienna.

– Nie mogę – bronię się, choć wiem, że to kiepskie idaremne.

– Widzę cię z powrotem za godzinę – wyrzuca z siebie Sienna, łapie za walizkę i znika zadrzwiami.

Ta dziewczyna pełna jest energii, którą jeszcze niedawno miałam ija.

Ale świat nie jest tak kolorowy, jak każdy gomaluje.

Mój stał się czarno-biały i nigdy chyba nie wrócą do niegokolory.

– Kochanie, pozwól jej zająć się sobą. – Wyrywa mnie z moich myśliDorothy.

– To nie jest dobry pomysł – marudzę.

– Obie jesteście sobie potrzebne, aby wrócić do życia. – Zaskakuje mnie swoimisłowami.

– Obie? Do życia? – powtarzam po niej. – Coś jej sięstało?

– To nie ja powinnam opowiedzieć tę historię – zbywa mniekrótko.

Wracam do siebie i ciągle zastanawiam się, co to za historia z tą Sienną, że Dorothy nie chce o tymrozmawiać.

Szykuję się niechętnie do wyjścia i nie wkładam w to prawie żadnego wysiłku, bo wolę się zbytnio niewychylać.

Oczywiście Sienna nie potrafi usiedzieć na dole i nagle widzę ją zniecierpliwioną w drzwiach mojegopokoju.

Skutek tego jest taki, że w mgnieniu oka zostaję wsadzona w obcisłe czarne legginsy i czerwony top z głębokimdekoltem.

Pozwalam jej nawet zrobić sobie mały makijaż, ale nic zbytekstrawaganckiego.

– Boże, ale masz wspaniałe oczy. – Rozpływa się nadnimi.

– Dzięki. – Uśmiecham się do niej delikatnie. – Z chęcią zamieniłabym się na twojezielone.

– Trudny okres, co? – Jej uśmiech lekkodrga.

– Tak jakby – odpowiadam, wzruszając ramionami. – A co tam uciebie?

– U mnie…? – Zastanawia się przez chwilę. – Można powiedzieć, że zakończyło się coś, co niesamowicie sięzaczęło.

– Kiepsko. – Patrzę się na nią w odbiciulustra.

– Obie jesteśmy skażone. – Obie równocześnie wybuchamy śmiechem z powodu mojego wisielczegohumoru.

W takich właśnie chwilach zaczyna brakować mi Corine, Ariny i Diny. Może nie znałyśmy się nie wiadomo ile, ale przywiązałyśmy się dosiebie.

– Masz tu przyjaciół? – Wyskakuję z tym pytaniem nie wiadomoskąd.

– Miałam, ale nie było mnie tu już kupę lat – odpowiada obojętnie. – Ale mam terazciebie.

– Nie jestem zbyt dobrym kompanem. – Odsuwam takie rzeczy odsiebie.

– Tak jak ja – puszcza do mnie oko – ale zabawić się nikt nam niezabroni.

– No nie. – Kiwamgłową.

Żegnamy się z Dorothy, która zaskakuje nas maleńką sumą pieniędzy, życząc udanej zabawy i zamyka za nami drzwi, zanim możemy zaprotestować. Znam krótko moją gospodynię, ale wiem, że jeżeli na coś się uprze nie przegadasz jej, więc odpuszczam, a jej wnuczka robi dokładnie tosamo.

Sienna zabiera mnie do przepełnionego klubu na obrzeżach miasta. Muzyka dudni mi w uszach, gdy przepychamy się przez tłum. Po chwili na Siennę rzuca się kilka osób. Na ich twarzach maluje się wyraźnie zaskoczenie. Wszyscy są dla niej mili i zachęcają ją do spotkania na neutralnym gruncie. Dziewczyna odpowiada im krótko i ciągnie mniedalej.

– Gdzieś tu powinien być mój brat. – Zaskakuje mnie swoimisłowami.

– Brat? – Zatrzymuję się, a ona razem ze mną. Zerka przez ramię na mnie i czyta z mojego wyrazutwarzy.

– Spokojnie, nic ci nie grozi. – Pokazuje dwa palce jak u skauta. – Chcę się z nim tylko przywitać. Dawno się nie widzieliśmy. Kumpluje się z chłopakami z DJ-ki.

– DJ-ki? – powtarzam zanią.

– To tamci zza konsoli. – Kiwa głową na podium, na którym stoi grupka kolesi w czapkach zdaszkami.

Wyglądają jak napakowane koksy po przedawkowaniu. Znam to z własnego doświadczenia, kolesie tacy jak oni to nic dobrego. Dlatego wolę trzymać się z dala odnich.

– Idź, znajdź go, a ja zamówię sobie coś przy barze. – Próbuję wykręcić się z towarzyszenia jej. – Zamówić coś itobie?

– Jak chcesz. – Daje za wygraną, a ja czuję ulgę. – Zamów mipiwo.

– Okej. – Rozdzielamysię.

Podchodzę pod zapełniony bar. Wszyscy barmani są akurat po drugiej stronie, z dala ode mnie. Wzdycham i czekam spokojnie, aż któryś z nich wróci w moje rejony. Stoję już kilka minut, przestępując z nogi na nogę, już nieźle zniecierpliwiona. Mój temperament zaczyna dawać o sobie znać. Mam uczucie, że jeszcze chwila, a komuś się dostanie. Wtedy wciska się przede mnie jakiś wyrośnięty koleś i spycha mnie w dalszy kąt, a po chwili pojawia się przy nim barman. O co tu chodzi? Ja stoję tu wieczność, a ten palant pojawia się jak spod ziemi, wpieprza się w moją miejscówkę i barman leci do niego jak do Boga. Powinno mnie to zastanowić bardziej, ale nie wytrzymuję i walę kolesia w bok. Zgina się od tego ciosu i strzela na mnie swoim miodowymspojrzeniem.

– Co to miało być? – pyta, pocierając swójbok.

– Byłam tu pierwsza – cedzę przezzęby.

– Tak? – zaczyna kpić ze mnie. – No popatrz, nie zauważyłemcię.

– Widocznie jesteś ślepy – warczę.

Wygląda jak niejeden mokry sen kobiecy. Ale ja znam te przypadki i lepiej znikać z ich pola widzenia jak najszybciej. Brunet z dwoma seksownymi dołeczkami w policzkach, białymi, równiutkimi ząbkami, ciałem jak u jakiegoś sportowca, no i tym jego ostrym męskim, zachodzącym w każdy twój por, zapachem.

– Declan. – Słyszę za sobą słodki głosik, który jak okazuje się, należy do blond cycatejpanienki.

– Lina. – Widzę jak mota się między nami, więc postanawiam mu w tympomóc.

– Lepiej poszukam koleżanki. – Wstaję, mijam go i słyszę jak wciąga głębokopowietrze.

– Lina, poczekaj tu chwilę na mnie – instruuje dziewczynę, gdy ja od nichodchodzę.

Ta, niezadowolona gdera coś pod nosem, ale jej potencjalny partner do łóżka najwyraźniej już się nią nie interesuje. Ktoś znienacka łapie mnie za rękę i staję jak wmurowana. Każda poprzednio przeżyta noc wraca z podwójną mocą. Ale kiedy moje oczy lądują na osobie, która to zrobiła, czuję pewnąulgę.

– Nie poznałem twojego imienia – mówinieznajomy.

– Nie jest ci ono do niczego potrzebne. – Próbuję wyszarpnąć się z jego ciepłego dotyku, ale jestsilniejszy.

– Imię – powtarza z pewnym siebieuśmieszkiem.

– Boże, Declan znaleźć cię w tym tłumie to istne szaleństwo – mówi nagle jakaś inna dziewczyna. Oglądam się i teraz stoję podwójniezszokowana.

Tą dziewczyną okazuje się być Sienna, która, jak się domyślam, jest siostrą tegochłopaka.

– Ana? – Strzela oczami na mnie. – Declan? – Zerka na jego dłoń, która trzyma mnie. – Co tu siędzieje?

– Twój brat okazał się dupkiem, wciskającym się w kolejkę – cedzę przez zęby, wyszarpując dłoń z jegouścisku.

– Znacie się? – Teraz odzywa sięDeclan.

– Tak – odpowiada mu krótkoSienna.

– Skąd? – Jego pytania nie mająkońca.

– Boże, może przywitałbyś się, idioto, z siostrą. – obrusza się na jego zachowanieSienna.

On w jednej chwili zostawia mnie, a ja robię dwa kroki dotyłu.

Bierze Siennę w swoje ogromne ramiona i przytula mocno do siebie, aż ta krzyczy z bólu i równocześnie śmiejesię.

– Kiedy wróciłaś? – pytaDeclan.

– Dziś – odpowiada musucho.

– W porządku z tobą? – Porozumiewają sięspojrzeniem.

– Bywało lepiej. – Posyła mu mały uśmiech, który nie dociera do jejoczu.

– Przykro mi… – Sienna zakrywa mu usta, aby nic niemówił.

– Nie zaczynaj – besztago.

Obserwuję ich relację, która przypomina mi o Kelly. Moje oczy zachodzą łzami. Tęsknię za nią. Może nie była za mądra i lubiła wpadać w kłopoty, ale bez względu na to wszystko, była moją siostrą. Cholera, ona nadal nią jest. Nie ma nawet takiej opcji, aby nieżyła.

Nie zauważam, że tłum spycha mnie nieco dalej od dwójki rodzeństwa. Pozwalam im nacieszyć się sobą i schodzę im z drogi. Idę prosto do wyjścia. Trafię sama do domu. Sienna jest wśród swoich znajomych, nie jestem jej dłużej potrzebna. Mam już wyjść, gdy ktoś ponownie łapie mnie za rękę i ciągnie na twardą rozgrzaną klatę. Mam ochotę zapaść się pod ziemię, bo czuję się jak jakaśniezdara.

– Teraz lepiej. – Śmieje mi się do ucha głęboki męskigłos.

– Declan, nie zachowuj się na jej widok jak typowy samiec alfa. – Sienna beszta go i ratuje mnie przednim.

Zostawiamy go i wracamy do baru, w którym o dziwo zostajemy od razu obsłużone. Szybko przekonuję się, czym to jestspowodowane.

– Kupę czasu, piękna. – Jeden z barmanów posyła Siennie flirciarskiuśmiech.

– Jak wiesz, byłam na drugim kontynencie – przypomina muoschle.

– Miło było cię widzieć znowu. – Puszcza do niejoko.

– Odpuść, Fin – mówi nieco ostrzejSienna.

– Taka sama jak zawsze – drażni się znią.

– Fin. – Piorunuje gowzrokiem.

– Odpuść, bracie – wtrąca się Declan. – Już raz spieprzyłeśsprawę.

Zaczynam nieco łapać. Fin i Sienna chyba kiedyś byli ze sobą. Ale chłopak musiał coś nieźle spaprać i wszystko sięposypało.

– To gdzie mogę cię znaleźć? – zagaduje do mnieDeclan.

– Nawet nie wpadłbyś na to. – Śmieje się tym razemSienna.

– Sienna! – Błagam jąwzrokiem.

– Kochana, on zorientuje się prędzej czy później – zauważa.

– Więc? – dopytujeDeclan.

– Mieszkam i pracuję u twojej babci. – Sama odpowiadam mu napytanie.

– Fakt, dawno u niej nie byłem – stwierdza z uśmiechem, zadowolony z siebie. – Ale teraz to sięzmieni.

– Declan! – Pojawia się ponownie blondlalunia.

– Miłe panie… – Patrzy na mnie, jakby czekał na jakiś znak ode mnie. Nie odzywam się, więc odpycha się odbaru.

– Czas się zabawić. – Mruga do mnie arogancko i oplata ramię wokół blondynki. – Do zobaczeniapóźniej.

Odchodzą oboje, a ja wracam do swojego piwa. Wypijam je, po czym wychodzimy ze Sienną i wracamy zmęczone dodomu.

– Witajcie, skowroneczki. – Dorothy wchodzi do kuchni w radosnymnastroju.

– Co się takiego stało babuniu, że masz od rana taki wyśmienity humor? – pyta zaciekawionaSienna.

O dziwo obie razem pojawiłyśmy się w kuchni bladym świtem, spragnionekawy.

– A, bo będę miała miłego gościa – odpowiadatajemniczo.

– Jaki to gość? – Teraz to ja zadajępytanie.

– Mój wnuczek – odpowiada dumnieDorothy.

– Wiedziałam. – Śmieje się Sienna. – To było do przewidzenia. Wpadła mu w okoAna.

– Tak? – Dorothy uśmiecha sięzadowolona.

– Ale on mnie nie interesuje. – Pokazuję im obujęzyk.

Nie zamierzam angażować się w nic poważnego. Mam dość facetów na dłuższy czas. Jeden zaszedł mi ostro za skórę i nie chce z niejwyjść.

– Mój chłopiec nie należy do tych, którzy poddają się tak łatwo – oświadcza dumnieDorothy.

– To będzie bolesny upadek – mówi ze śmiechemSienna.

Jemy śniadanie i każda wraca do swoich zajęć. Właśnie gdy kończę codzienne porządki w domu, dzwoni dzwonek do drzwi. Czym prędzej niezauważona czmycham do swojego pokoju i zaszywam się w nim, dopóki w drzwiach nie pojawia się Sienna z przepraszającąminą.

– Nie odpuszczą – oznajmia z grymasem naustach.

– Serio? – Patrzę na niązrezygnowana.

– Ten czubek ciągle o ciebie wypytuje – informuje mnie. – A babcia niezmiernie się tymcieszy.

Wstaję zrezygnowana i idę za nią na dół. Atmosfera jest bardzo przyjemna i nigdzie nie czuje się napięcia. Declan miło zaskakuje mnie swoim zachowaniem, bo stara się być uprzejmy i odpuszcza sobie nawet tę wieśniackągadkę.

Może to Dorothy tak pozytywnie na niegowpływa.

– To skąd jesteś, Ana? – Declan zaskakuje mnie tympytaniem.

Dorothy ze Sienną natychmiast piorunują go wzrokiem za to pytanie, ale ja przyjmuję je dość normalnie. Postanawiam, że jeżeli chodzi o tę jedną kwestię, będęuczciwa.

– Ze Stanów – odpowiadamszczerze.

– Jak miło, Sienna stamtąd właśnie wróciła – informujemnie.

– Nie zaczynaj – warczy na niegoSienna.

Ten podnosi ręce w górę, w geście obronnym. Wkrótce rozmowa przestaje się dalej kleić i razem ze Sienną wracamy do siebie do pokoi, a Declan zostaje, dotrzymując towarzystwaDorothy.

Minął dokładnie miesiąc od dnia, kiedy udało mi się uciec ze Stanów z rąk rodziny O’Donnellów. Nadal staram się być ostrożna, ale przecież muszę próbować żyć na nowo, mimo czyhającego niebezpieczeństwa. A to wszystko dzięki Siennie, która stała się dla mnie kolejną bratnią duszą. Oczywiście, nie zapomniałam o moich trzech wspaniałych przyjaciółkach, które na pewno się o mnie zamartwiają, ale na tę chwilę nie mogę się z nimi kontaktować i dać znać, że ze mną wszystko w porządku. Dodatkowo, dzięki Dorothy, znalazłam pracę jako asystentka redaktorki w jednym z brukowców. Mam już za sobą nawet kilka pierwszych korekt jej prac, które ją zadowoliły. Praca jest przyjemna, ale to wszystko dzięki Camili, mojej szefowej. W tej samej gazecie pracę dostała Sienna, która jak okazało się jest z wykształcenia dziennikarką. Dostała kilka zleceń na artykuły i zawzięcie teraz pracuje, zapominając nawet o zabawie, którą wiem, żeuwielbia.

– Puk, puk! – Drzwi otwierają się, a zza nich ukazuje się Sienna. – Czy ktoś może tutaj jestspragniony?

Macha przede mną butelką jakiegoś wina, a w drugiej ręce trzyma dwakieliszki.

– Trudny dzień? – pytam, bo wiem, że dziś byłazalatana.

– Oj, tak. – Opada na łóżko obok mnie. – Mam ochotę wyjść gdzieś i sięzabawić.

– To idź – podjudzamją.

– Jasne, że pójdę, a ty razem ze mną. – Wyraźnie się ze mnądroczy.

– Muszę jutro rano wstać. – Robię kwaśną minę. – Camila potrzebuje mojej pomocy bladymświtem.

– Kiepsko. – Nalewa nam po lampcewina.

– Pij. – Podaje mi kieliszek. – Dobrze każdej z nas tozrobi.

– Dzięki. – Biorę od niej wino i kosztuję delikatnie każdyłyk.

– W piątek wychodzimy do klubu – zarządza stanowczo. – Musimy odreagować ten całystres.

– Ty musisz. – Śmiejęsię.

– A ty ze mną. – Trąca mniełokciem.

– Pójdę jedynie jako przyzwoitka. – Pokazuję jejjęzyk.

Sienna przypomina mi nieco Corine. Jest tak samo jak ona zabawna i lubi się rozerwać, ale ma głowę na karku. Wie dobrze, kiedyprzestać.

– Declan chyba już odpuścił, co? – pyta.

– Tak, tyle razy dostał kosza, że chyba sobie darował – odpowiadam.

Chłopak przez tydzień zawzięcie mnie podrywał, ale zdał sobie szybko sprawę, że nie ma szans i tak jakby sobieodpuścił.

– Wiesz, jeżeli chodzi o niego – śmieje się Sienna – on nigdy nie narzeka na brakzainteresowania.

– Wiem, czaruś z niego niezły. – Zgadzam się z nią w każdym calu. – Widziałam już, jak ciągnie się za nim wianuszek panienek – zaśmiałam się lekko podnosem.

Pijemy, plotkując na różne tematy, dopóki butelka nie jest pusta, a my nieco wstawione. Usypiamy obie w moimłóżku.

Budzę się rano z ręką Sienny na głowie. Nasza pozycja na łóżku jest dość śmieszna. Ja leżę z nogami zwisającymi z łóżka, a Sienna leży na mojej poduszce z ręką na mojej głowie i nogą na moim brzuchu. Jak mogłyśmy przespać całą noc w tej pozycji? Zerkam na zegarek i gdy widzę godzinę, zrywam się, zwalając z łóżka Siennę. Ta podnosi się z jękiem i patrzy na mniezdezorientowana.

– Usnęłyśmy – wyjaśniam jejkrótko.

Nie zadaje więcej pytań i ze śmiechem wychodzi z mojejsypialni.

Wbiegam zdyszana do biura, gdzie zza biurka załadowanego papierami wychyla sięCamila.

– Masz kawę? – pytazmęczona.

Pamiętałam, aby zajechać po drodze po kawę dla nas. Camila, tak jak ja, musi dostać z rana swoją dawkękofeiny.

Stawiam przed nią kubek, a ona jęczy z aprobatą i wypija pierwszy łyk, ciesząc się tąchwilą.

– Mówiłam ci, że jesteś moim aniołem – mówi znad kubka. – Nawet, gdy się spóźniasz – dodaje.

– Przepraszam – kajam się, choć Camila jest bardzowyrozumiała.

– Daj spokój, jesteś młoda. – Macharęką.

Sama jest gdzieś po trzydziestce, co nie oznacza, że jeststara.

Nieźle się trzyma i niejeden facet w gazecie chciałby ją poderwać. Widziałam nawet kilku delikwentów, którzy próbowali tego, ale szybko ich odprawiła z kwitkiem. Zastanawiam się nawet czasem, czy ona nie woli kobiet. Niedługo z nią pracuję, ale nigdy nie gadałyśmy o facetach, co mnie dziwi. Kobiety przynajmniej od czasu do czasu plotkują między sobą o swoich obiektach westchnień. A tunic.

Resztę dnia spędzam nad papierkową robotą, a Camila na kilku spotkaniach poza biurem. Zbiera materiały na kolejnyartykuł.

Po całym dniu ostrej pracy wracam do domu padnięta. Odpływam, gdy tylko moja głowa dotykapoduszki.

ROZDZIAŁ 3

Damion

Moje nerwy są już na granicy wytrzymałości. Chciałbym trzymać w swoich ramionach Adeline, jednak przez to, jak ze mną postąpiła, należała się jej nauczka. Ale największą ochotę miałem, aby posłać pieprzonego Evana na ten drugi świat. Perfidnie wyciągnął ją z mojego łóżka i nie raczył mnie o tym powiadomić. Dowiedział się podobno zaledwie kilka godzin wcześniej, kim jest Adeline. Ta cała sprawa była jego pieprzonym priorytetem. Tak przynajmniej powiedział mojemu ojcu, a ten przekazał mi to prosto w twarz. Widziałem w jego oczach, po raz pierwszy w życiu, ogrom rozczarowania. Liczył, że to ja będę tym, który pierwszy odnajdzie siostry Adler, a ja, jak każdy zaślepiony pożądaniem facet, dałem się perfidniepodejść.

Staram się wrócić do normalnegożycia.

Życia bez Adeline, która często odwiedza moje myśli. Chcę to przerwać i decyduję się wcześniej niż planowałem skupić się na powrocie do swojego fachu. Tym razem mam przy boku najlepszego przyjaciela, który zdecydował się dołączyć do naszych szeregów. Pierwsze podjęte przeze mnie zlecenia są przeciętne, w porównaniu do tych, na których najczęściej sięskupiałem.

Jednak Alonso jest moim przyjacielem i daję mu z początku taryfę ulgową. Widać po nim, że martwi się o Kelly, której los nie jest mi znany i zresztą nie ukrywam, że nie interesuje mnie ani trochę. Mam swoje własne spieprzone życie, a jej życie wisi na włosku. Ojciec zajął się nią osobiście i zastanawia mnie tylko ta jedna rzecz. Czemu ojciec jeszcze jej nie zabił? Co ona ma takiego w sobie, czego nie ma Adeline, która była torturowana przez Evana? Mam ochotę zabić tego imbecyla za to, że pozwolił jej nawiać, a w dodatku ojciec nie ukarał go za tak poważneniedopatrzenie.

– Słyszałeś coś o Kelly? – pyta Alonso, gdy jedziemy do naszego nowegocelu.

– A ty dalej o niej? – westchnąłem.

– A może ciebie nie interesuje, co się dzieje z Adeline? – warczy wodpowiedzi.

– Jest jedną z tych nic niewartych lasek – cedzę przezzęby.

Każda próba rozmowy ze mną na jej temat działa na mnie jak czerwona płachta na byka. Ona jest moją pieprzoną piętą achillesową, ale nikt nie może się o tym dowiedzieć. Tego jednego nie chcę mówić Alonsowi, choć on najwidoczniej już dawno mnieprzejrzał.

– Ta, a nocami usychasz z tęsknoty za nią. – Śmieję się na jego słowa. – Ja przynajmniej sam siebie nie okłamuję i uparcie nie próbuję wmawiać tego innym. Nawet przyjaciołom – dodaje.

Wiem, że ma żal do mnie o to, że nie chcę z nim o tym gadać, ale to boli. A najlepszym wyjściem w takiej sytuacji jest po prostu nie rozmawianie otym.

– Zapytaj o nią Aarona, powinien wiedzieć coś więcej. – Kieruję go, bo nie jestem skończonym dupkiem, a wiem, że mój brat widział ją kilkarazy.

– Ma z nią kontakt? – pytazaskoczony.

– Widział ją kilka razy, nic więcej nie wiem – wyjaśniam muszybko.

Ucichł i wyciągnął telefon zmarynarki.

– Co robisz? – pytam, choć wiem co właśnierobi.

Sam chciałbym mieć taką możliwość, ale Adeline zapadła się jak kamień wwodę.

A Evan wychodzi z siebie, aby ją odnaleźć. Jestem pewny, że jeżeli nie znajdzie jej w ciągu miesiąca, pojawią się u niego pierwsze siwewłosy.

Powinno być mi go szkoda, ale nie jest, wręcz życzę muporażki.

– Piszę do Aarona – mówi to, co sam dobrzewiem.

Reszta drogi mija nam w ciszy, bez odpowiedzi ze strony Aarona. Co bardzo złościAlonsa.

Stoję nad jednym z kolesi, który posuwał córkę jednego z najwyżej postawionych senatorów, który dał nam wcześniej jasno do zrozumienia, że nie życzy sobie tego. Mamy tylko wybić mu to porządnie zgłowy.

– Po cholerę ci to było, koleś? – pytam zciekawości.

– Widziałeś ją? – pyta gość z lekkim uśmiechem na ustach, z których spływa trochę krwi, jako że wcześniej dostał kilka razy ode mniepięścią.

– To nie ty jesteś tutaj od zadawania pytań – warczę naniego.

– Wyluzuj. – Podnosi na mnie oczy. – Nie dość, że to najlepsza dupa na mieście, to w dodatku sama uparcie pchała się do łóżka. Nie tknąłbym jej, jeżeli nie chciałabytego.

– Widocznie twoje życie nie jest dla ciebie dużo warte – mówię, kucając przed nim, a Alonso stoi zamną.

– Mam swoje potrzeby. – Wzrusza ramionami. – Co kazał wam mizrobić?

– Mój kolega ma przekazać ci pozdrowienia od niego. – Wstaję i robię miejsce dla Alonsa. – Jesttwój.

Wychodzę, nie oglądając się za siebie, pozostawiam tych dwóch samych sobie. Wiem, że Alonso zajmie się nim tak jak należy, a ja równie dobrze mogę ten czas spędzić w aucie. Odpalam radio, gdy zaczyna dzwonić mój telefon. Okazuje się, że toAaron.

– Jest z tobą Alonso? – pyta bez ogródek, gdy tylkoodbieram.

– Ma robotę – wyjaśniam, wystarczająco jak dla niego. – Dzwonisz w sprawie jego wiadomości, tak?

– Musi sobie ją odpuścić – oznajmia przejęty. – To nie laska dla niego. Poza tym ojciec planuje ją zabić niedługo. Przetrzymuje ją u nas w domu w piwnicach, próbując wszystkiego, aby wyciągnąć z niej informacje. To właśnie miał załatwić Evan z Adeline, ale ta zwiała i przeszło to na młodsząsiostrunię.

Sama wzmianka o Adeline doprowadza mnie do szału. Gdzie ona się podziewa? Czy jest bezpieczna? Zdrowa? Kręcę głową, aby wyrzucić z niej myśli oniej.

– Powiedz mu to sam – odpowiadam.

– Wyjeżdżam na kilka dni, nie będzie mnie w mieście. – Wzdycha z rezygnacją. – Najchętniej zostałbym, ale ojciec uparł się, abym w jego imieniu odebrał coś wLondynie.

– W Londynie? – pytam, choć nie jestem tym zaskoczony. Ojciec nie lubi jeździć do Europy, a Londyn i Berlin, są głównymi miastami, których wprostnienawidzi.

– Tak, muszę kończyć. – Słyszę u niego w tle małe zamieszanie. – Przekaż Alonsowi, że nie będę osiągalny przez kilkadni.

– Dobra, powiem mu – mówię i kończymyrozmowę.

Alonso wraca dziesięć minut później, ze ścierką w ręku, którą wyciera ręce. Nie ma na niej krwi, bo zdążył ją zmyć. Wsiada i jedziemy w ciszy, dopóki nie wyciąga telefonu i chcezadzwonić.

– Jeżeli dzwonisz do Aarona, to wyjechał – informujęgo.

– To jakieś pieprzone zrządzenie losu. – Wkurza się. – Jedyna osoba, która wie coś o Kelly, właśniewyjechała.

– Kazał mi przekazać, że jest cała. – Staram się gouspokoić.

– Rozmawiałeś z nim o niej? – Skupia się teraz namnie.

– Tak, powiedział, abyś sobie ją odpuścił – brnę w to dalej. – Dokładnie to samo, co powiedziałem ci kilka godzinwcześniej.

– Odwieź mnie do domu – burczy i odwraca się w stronę bocznejszyby.

Kolejne dni nie są lepsze. Cała ta sytuacja zaczyna odbijać się na Alonsie, co mnie zaczyna niepokoić. Boję się w dodatku, że jak dojdzie do poważnego zadania, on coś spieprzy, narażając nasze życie. Dlatego mówię mu, aby zrobił sobie kilka dni przerwy, a po niej planuję dla niego coś konkretniejszego, niż te spotkania, mające na celu nabicie trochę rozumu gnojowatymkolesiom.

Zajeżdżam pod dom moich rodziców, gdzie odbywa się spotkanie głównych członków organizacji. Niestety nie mam przy swoim boku Alonsa, który po wielokrotnych namowach został w domu, ani Aarona, który został oddelegowany przez ojca. Wiem, że dzisiejszego wieczora zobaczę tę parszywą gębę Evana. Jak na złość jest pierwszą osobą, którą widzę przed domem, akurat kończy palić swojegopapierosa.

– Jak miło, że uraczyłeś nas swoją osobą – kpi, gasząc peta stopą na schodachrodziców.

– Grzecznie radzę ci podnieść to. – Staram się zabrzmiećspokojnie.

– Chyba sobie kpisz. – Parska śmiechem. – Służba jest odtego.

– Jest, ale uszanuj ich pracę – warczę, powstrzymując się przed przywaleniemmu.

– Pieprz się. – Odwraca się i wchodzi dodomu.

Ruszam za nim rozwścieczony i doganiam go przy wejściu dosalonu.

Nie zamierzam tknąć go odwróconego do mnie plecami, więc pcham go do przodu. Łapie równowagę i zrywa się do mnie, ale ja już jestem przygotowany. Pierwszy cios trafia w jego szczękę, a drugi w nos, z którego natychmiast leje się krew. Robi się wokół nas niezłe zamieszanie, gdy nasrozdzielają.

– Pieprzony palant! – krzyczy Evan, wycierając nos rękawem koszuli. – Pożałujesztego.

Wtedy pojawia się mój ojciec z wujem Igro. Obaj karcą nas wzrokiem i gestem głowy pokazują nam, że chcą się z nami zobaczyć w gabinecie ojca. Ruszam pierwszy, siadam przed biurkiem i czekam, aż ostatni z nich zamknie za sobądrzwi.

– Co to miało być? – Te słowa są skierowane do mnie przez mojegoojca.

– Ten śmieć, nie potrafi nawet sprzątnąć po sobie swoich śmieci – warczę.

– Czy wy kiedykolwiek zakończycie swoją wojnę? – pyta wujek Igro. – Synu, to twój kuzyn. Rodzina. Nie walczymy międzysobą.

– Sam zaczął – burczyEvan.

– Macie zakończyć tę wzajemną walkę – mówi rozwścieczony ojciec. – Od dziś działacie razem. Macie znaleźć wspólnymi siłami Adeline Adler. Działacie razem, odpowiadacie za to razem. Nie ma taryfy ulgowej. A jeżeli… – przerywa ojciec, zatrzymując się spojrzeniem na mnie – nie dokonacie tego w przeciągu miesiąca, sprowadzę ludzi Bartollego. A wiecie jak oni działają. Dostają zlecenie i wiesz, że ta osoba znika z powierzchniziemi.

– Znając mozolny tryb pracy wuja syna, proponowałbym, aby już po nich zadzwonić – drwiEvan.

– Zamilcz, idioto! – krzyczy ojciec, uderzając mocno wbiurko.

– Przepraszam, wuju. – Evan natychmiast się przed nimpłaszczy.

– Wracamy na spotkanie – zarządza ojciec i wychodzi jakopierwszy.

– Rób swoje, a ja swoje – cedzę przez zęby, gdy wyszedł wujIgro.

– Ta twoja panienka jest dobra w ukrywaniu się. – Śmiejesię.

– Ona nie jest moją panienką. – Chcę wstać i odejść, ale jego jadaczka nie chce się zamknąć. – Założę się, że musiała być dobra w łóżku, skoro była w stanie zaślepić takiego gościa jakty.

– Nie mów tak o niej – ostrzegam.

– Czemu jej sam nie znajdziesz? – pyta tym razempoważnie.

– Nie twój pieprzony interes. – Zaciskam pięści zezłości.

– Bronisz się przed tym, ale ja to widzę – mówi to i już go niema.

Czy naprawdę jest to aż tak po mnie widać? Muszę wypieprzyć porządnie jakąś laskę, aby sięodstresować.

Spotkanie trwa godzinę, omawiamy przydział zadań na kilka następnych miesięcy. Ojciec powiadamia mnie, że mam udać się do Amsterdamu i Londynu, ale to dopiero za kilka tygodni, gdy ustali więcej szczegółów zezleceniodawcą.

Wychodzę z domu i udaję się prosto do mieszkania Alonsa. Jestem pewny, że siedzi tam już jak na szpilkach. Wiem, że nie pomyliłem się, gdy otwiera mi drzwi z napiętąszczęką.

– Szykuj się, wychodzimy – zarządzam, przeciskając się obok niego, aby wejść dośrodka.

– Gdzie chcesz iść? – pyta, zamykając za sobądrzwi.

– Myślałem o klubie, musimy coś wypić i zaliczyć – wyjaśniam mu swój punktwidzenia.

– Nie jestem w nastroju. – Macha na mój pomysłręką.

Pół godziny później udaje mi się go wyciągnąć i jedziemy moim autem do klubu Tropicana. Uprzedza mnie, że zamierza dziś tylko pić, nie ma ochoty posuwać panienek, kiedy nie wie, co dzieje się z Kelly. Zastanawiam się tylko, dlaczego jeszcze sam nie poszedł do mojego ojca poinformacje.

Moje oko przykuwa blondynka, stojąca tyłem do mnie przy barze. Moje serce bije mocniej, bo jej sylwetka jest identyczna jak Adeline. Ale gdy tylko odwraca się, a jej oczy spotkają się z moimi, widzę, że nie są tak oczarowujące, jak mojej błękitnookiej. Uśmiecha się do mnie zalotnie i stwierdzam, że mógłbym się z nią zabawić, wyobrażając sobie Adeline. Moje myśli wracają do naszej pierwszej wspólnej nocy. Jej miękkie, aksamitne ciało na moim, jej dotyk na mnie, oczy przepełnione pożądaniem i czymś jeszcze, czego do tej pory nie rozszyfrowałem. Jej ciche jęki rozkoszy, wykrzykiwanie mojego imienia, gdy doszła razem ze mną, a ja już wiedziałem, że to ta właściwa kobieta. Pobudka w nocy, gdy spała, była dla mnie ciosem. Widok tego przeklętego tatuażu, rozerwał mnie na kawałki, nie potrafiłem pozbierać myśli i wyszedłem. Zostawiłem ją, choć serce chciało zostać. To był mój największy błąd, wszystko mogło potoczyć się inaczej. A teraz nie ma jej, a ja jestem rozbity emocjonalnie i przed każdym muszę się z tym kryć. Czuję jak moje krocze robi się niewygodne, to jest dowód na to, że sama myśl o Adeline jest dla mnie męczarnią, a blondynka, która właśnie tańczy na środku parkietu w prowokujących ruchach, zaprasza mnie do siebie. Mogę wziąć ją od tyłu, udając, że to Adeline. Jakbym robił to z nią. Jakbym karał ją za to, co zrobiła mi. Nam. Odwracam się do Alonsa, który rozwalony leży na kanapie, pije piwo i rozgląda się doklubie.

– Niech zgadnę – jego usta wyginają się we wszechwiedzącym uśmieszku – blondynka. Czyżbyśmy mieli sentyment doblondynek?

– Pieprz się. – Śmieję się, ma wyczucie nie maco.

– Idź, jeżeli potrafisz pieprzyć inną panienkę prócz niej – rzuca, a jego słowa wzdrygająmną.

– Radziłbym ci zrobić to samo – zalecammu.

– Nie, dzięki. – Macha ręką w stronę blondynki. – Idź, bo co chwilę tuzerka.

– Ale, że na mnie czeka? – żartuję, choć prawda jest taka, że wiele lasek w tym klubie poszłaby ze mną na całość. – Nie potrwa to długo. Szybki numerek, aby rozładować akumulatory – dodaję.

Alonso śmieje się i kręci głową. Wstaję i wolnym krokiem podchodzę do blondynki. Natychmiast mnie zauważa i zaczyna swoimi dłońmi bezwstydnie wędrować po swoim ciele. Mój fiut pulsuje boleśnie wspodniach.

Łapię ją za rękę i obracam wkoło, tak że mam po chwili jej ciało dociśnięte do mnie tyłem. Wykonuję ruch, a mój fiut wbija się w jej okrągły tyłek. Jęczy i zaczyna ocierać się o mnie. Zjeżdża nisko i z powrotem podnosi się i tak kilka razy. Dotykam ustami jej gołej skóry szyi i czuję zbyt dużą ilość intensywnych zapachów i ponownie przypomina mi się Adeline ze swoim delikatnym cukierkowym zapachem. Ta laska zdecydowanie lubi znacznie intensywniejsze zapachy i ciekaw jestem, czy lubi też intensywny seks. Mam się przekonać o tym już niebawem. Odwraca się do mnie przodem i wpija się w moje usta. Otwieram je na spotkanie z jej językiem i ponownie wraca wspomnienie Adeline z tymi jej subtelnymi, ale pełnymi pożądania pocałunkami. Nie jestem w stanie nie porównywać wszystkiego z nią. To jest moja zguba, ale moje ciało tak bardzo tęskni zanią.

– Pieprz mnie – szepcze do mojego ucha blondynka. Nawet nie pytam się jej o imię, nie interesuje mnie to anitrochę.

Chcę wykorzystać jej podobieństwo do Adeline, chcę poczuć się jakbym był tylko znią.

Pociągam ją za rękę w stronę tylnych toalet w sekcji dla Vipów, wiem, że tam nie ma takiego tłoku, jak w tych ogólnodostępnych toaletach. Szybko przekonuję się, że się nie myliłem. Toaleta męska jest pusta, przekręcam zamek, przyciemniam światło i popycham blondynkę naścianę.

– Odwróć się po mnie tyłem, oprzyj ręce o ścianę i wypchnij w moim kierunku tyłek – polecamjej.

Nie chcę widzieć jej buźki, nie mogę powiedzieć, że nie jest ładna, ale nie jest Adeline. Wiele jej do niejbrakuje.

Robi to, co chcę i po chwili jestem w niej, bez zbędnej gry wstępnej. Od razu jest dla mnie przemoczona, przez co mój kutas wchodzi i wychodzi z niej jak na jakimś smarze. Chwytam ją i pociągam jej głowę do tyłu, wbijam się w nią szaleńczo, a ona wypycha tyłek na spotkanie ze mną, błagając o więcej. Wychodzę z niej, wyciągam prezerwatywę i zakładam na mojego stojącego na bacznośćkutasa.

– Pieprz mnie – błaga łamiącym sięgłosem.

Nie jestem skończonym palantem, więc wchodzę w nią mocno, wyobrażając sobie, że to Adeline. Pragnę, aby to była ona, ta która chce mnie, chce bym ją wypełnił. Dwa mocne pchnięcia i dochodzę w spazmach orgazmu, a blondynka mi wtóruje. Nie czekam na nią, aż doprowadzi się do porządku, nie mam na to ochoty. Szybki seks, który mi zafundowała i uwolnienie, to było jedyne, czego od niej chciałem. Nie mam zamiaru bawić się w dżentelmena. Zostawiam ją z niezadowolonym wyrazem twarzy i wracam do Alonsa, który ma towarzystwo. Siedzą z nim Zack, Dikson iEthan.

– Jak tam numerek? – pyta żartemZack.

– Przynajmniej opróżniłem jaja, nie to co wy. – Pokazuję im środkowy palec i siadam obokEthana.

Wszyscy piją piwo, a swojego nie widzę już na stole. Rozglądam się za kelnerką, a gdy ją zauważam, przywołuję ją machnięciem ręki. Zamawiam po kolejce dla wszystkich, a ona po minucie wraca z moim zamówieniem. Biorę pierwszy długi łyk i czuję, że powoli schodzi ze mnie napięcie. Opieram się o kanapę i zamykamoczy.

– Wszystko z tobą w porządku? – pyta siedzący obok mnieEthan.

– Zależy o co pytasz – odpowiadamwymijająco.

– Nadal siedzi ci w głowie Adeline? – podpytuje. – Zniknęła i jesteś jakiśinny.

– Możemy o niej nie gadać? – proszę delikatnie. Jest moim kumplem i nie chcę być dla niegoniemiły.

– Okej, ale Kelly też nie ma. – Przechodzi na drugą z sióstr. – Alonso też wariuje, jakty.

– Ten temat też lepiej omińmy – mówię, pijącpiwo.

– Wyjechały? – Nie daje zawygraną.

Taki właśnie jest Ethan. Gdy widzi, że coś dzieje się z jednym z jego najlepszych kumpli, wałkuje temat w kółko na różne sposoby, aby dowiedzieć się co jestgrane.

– Ethan, odpuść tym razem, proszę. – Ostatnie słowo wychodzi z moich ust nie jak prośba, alerozkaz.

– Dobra. – Wiem, że teraz odpuści i tak się dzieje. Nie zadaje już więcej pytań, ale wiem, że pomimo tego, że nic nie wie, mam jego stuprocentowewsparcie.

Kolejnego dnia budzę się z pieprzonym kacem i opróżniam za jednym razem prawie całą butelkę wody. Ten moment wybiera sobieSimone.

– Trudna noc? Nie, czekaj, raczej pełna alkoholu, a nie trudna – żartuje na powitanie. – Co chcesz dzieciaku naśniadanie?

– Poproszę coś, co zniweluje tego kaca. – Patrzę na nią z błaganiem woczach.

– Nie patrz na mnie tak. – Śmieje się. – To nie ja kazałam ci tyle wczorajpić.

– Daj mi to swoje magiczne lekarstwo, które zawsze mi serwujesz. – Wyciągam do niej ręce w błagalnymgeście.

Kiwa głową na zgodę i podchodzi do lodówki. Nigdy nie wiedziałem z czego składał się ten jej magiczny wywar, ale wywracam oczy z przerażenia, gdy widzę, że wyjmuje jajka i cytrynę. Jajka? Po cholerę jejjajka?

– Jajka? – wypowiadam to nagłos.

– Tak – odpowiadakrótko.

– Chyba wolałbym tego nie widzieć. – Czuję jak mój żołądek wywraca się do górynogami.

Simone zaczyna śmiać się pod nosem i kręci głową. Nie czekając dłużej, wychodzę z kuchni i czekam na nią wsalonie.

Po dziesięciu minutach stawia przede mną pełną szklankę swojej magicznej mikstury i wraca do kuchni. Wypijam napój za jednym razem, tym razem wyczuwając jakiś dziwny posmak. Czyżby to surowejajko?

Czuję jak wszystko cofa mi się w gardle, ale przełykam szybko i kładę się na kanapie. Zamykam oczy i odprężam się. Simone budzi mnie z przygotowanym dla mnieśniadaniem.

– Lepiej? – pyta z małymuśmieszkiem.

Jak zawsze po tym napoju, czuję się jak nowo narodzony. Nie ma nawet śladu pokacu.

– Tak. – Patrzę na stolik przede mną, zapełniony naleśnikami, tostami i sokiempomarańczowym.

– To teraz porządnie zjedz. – Pokazuje najedzenie.

– I to wszystko dla mnie? – pytam zniedowierzaniem.

– Nie – odpowiada z nikczemnym uśmieszkiem. – Kiedy ty spałeś, miałam telefon od chłopaków, że wpadają na śniadanie z kacem mordercą. – Śmiejesię.

Odkąd wiedzą, że Simone zna lekarstwo na kaca, zawsze po naszej szalonej nocy wpadają do mnie, aby pozbyć się kaca z pomocąSimone.

– Powinienem to przewidzieć. – Sam sięśmieję.

– Dobra, idę robić magiczny napój dla chłopaków. – Stawia jeszcze na stolik syrop klonowy. – Trochę pracy przedemną.

Moja pomoc domowa znika w kuchni, a ja głodny jak wilk zabieram się za te smakołyki, które pachną niebiańsko. Właśnie za to kocham i cenię Simone. Ona jako jedyna wie, jak o mniezadbać.