Wroga miłość. Part 1 - Ana Rose - ebook

Wroga miłość. Part 1 ebook

Rose Ana

4,5

Opis

Co byś zrobiła, gdyby całe Twoje życie było skupione na ukrywaniu się? Gdy nie możesz żyć pełnią życia, bo ciągle zagraża Ci śmiertelne niebezpieczeństwo?

Adeline nigdy nie mogła czuć się bezpiecznie. Jej rodzina od lat ukrywała ją i jej siostrę przed wrogami ich ojca. Polowali na nie najlepsi łowcy na świecie. Dlatego głowa rodziny Adler przenosi je w nowe otoczenie, aż pod sam nos rodziny O'Donnell, wprost przed najpotężniejszych wrogów!

Plan jest prosty: nie rzucać się w oczy. Być ostrożnym. Wróg tylko czeka na to, by zadać śmiertelny cios.

Jednak jedna z sióstr zawsze była buntowniczką, robiła wszystkim na przekór i łamała wszelkie zasady.

Damion O'Donnell to pierworodny syn bossa mafijnego władającego całym Los Angeles; to… najmłodszy zabójca na świecie! Z uwagi na swoje umiejętności nazywany DEMONEM, jako jeden z nielicznych potrafi wyśledzić prawie każdego i zmieść go z powierzchni ziemi. Ale jego piętą achillesową okazują się siostry Adler.

Kiedy te trafiają pod sam nos wroga, od razu budzą jego gniew. Przede wszystkim Adeline, która od pierwszego spojrzenia przyciąga jego zainteresowanie.

Czy Adeline zostanie w końcu rozpoznana?

Czy może coś połączy tych dwoje?

Czy Damion uratuje Adeline, czy może okaże się jej katem?

Ich drogi krzyżują się bez przerwy, ale czy czas pozwoli im dojrzeć do pewnych rzeczy?

Adeline jest waleczna, lecz czy to ją ocali? Bo przecież na każdego przychodzi w końcu czas.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 329

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (197 ocen)
140
33
18
3
3
Sortuj według:
19Iwona

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna książka. Polecam już zabieram się za drugą część!!!!!
20
muckers

Z braku laku…

Fabuła być może ciekawa ,ale język prosty ,dialogi rodem z podstawówki , a niektóre sformuowania tak niedorzeczne , że aż śmieszne np."wziąłem sobie urlop od zabijania " , poza tym masa błędów .
20
oleczka199122

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna książka polecam ❤❤❤
10
gosiastanowska87

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo fajna historia
10
helenanowak

Dobrze spędzony czas

dobrze się czyta
10

Popularność




Spis treści

PODZIĘKOWANIA

PROLOG

ROZDZIAŁ I

ROZDZIAŁ II

ROZDZIAŁ III

ROZDZIAŁ IV

ROZDZIAŁ V

ROZDZIAŁ VI

ROZDZIAŁ VII

ROZDZIAŁ VIII

ROZDZIAŁ IX

ROZDZIAŁ X

ROZDZIAŁ XI

ROZDZIAŁ XII

ROZDZIAŁ XIII

ROZDZIAŁ XIV

ROZDZIAŁ XV

ROZDZIAŁ XVI

ROZDZIAŁ XVII

ROZDZIAŁ XVIII

ROZDZIAŁ XIX

ROZDZIAŁ XX

EPILOG

Copyright © by Ana Rose, 2018Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2021All rights reservedWszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora i Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Janusz Muzyczyszyn

Korekta: Angelika Ślusarczyk

Projekt okładki: Marta Lisowska

Ilustracje w środku książki: copyright by © pngtree

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek

Wydanie I - elektroniczne

ISBN 978-83-67024-10-5

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Wroga miłość to historia, która wciąga już od pierwszych stron. Prolog tej książki jest jak mroczne preludium, zapowiadające prawdziwą tragedię, która czai się tuż za rogiem. Ana Rose zabiera czytelników do świata mafii, w którym nie ma miejsca na żadne sentymenty, a miłość jest towarem deficytowym. Mimo to Damion i Adeline podejmują ryzyko i zaczynają igrać z ogniem. Tylko jakie konsekwencje będą musieli oni ponieść za swoje wybory?? Cała historia trzyma w napięciu do samego końca i już nie mogę się doczekać kolejnej części. Polecam!!!

Justyna Matysewicz (coffee_cup)

Jak poradzi sobie buntowniczka w niebezpiecznym świecie? Adeline od zawsze robiła wszystko na przekór, w opozycji do zasad, aż w końcu wpadła w sidła niebezpieczeństwa. Kto okaże się wrogiem, a kto przyjacielem? Wroga miłość to powieść o pokonywaniu przeszkód, łamaniu schematów i całej gamie emocji, które są z czytelnikiem od początku, aż do ostatniej strony. Gorącopolecam!

Agnieszka Nikczyńska (Książki takie jakmy)

Mafia, broń i zakazana miłość. Romans, w którym niebezpieczeństwo czyha od pierwszych stron. Oryginalna, ryzykowna i intrygująca. Studenckie życie, któremu koniecznie musicie się oddać. Historia gwarantująca mnóstwo emocji i przeżyć. Naprawdępolecam!

Weronika Gosek (weraandksiazka)

Nowa książka Any Rose to kolejna opowieść o magnetyzującej i trudnej miłości, która potrafi się narodzić w najmniej oczekiwanym momencie. Wróg, który nigdy nie okazał litości, po raz pierwszy odczuwa słabość do swojej zdobyczy. Czy piętrzące się trudności między Damionem a Adeline będą ich zgubą? Kochać nie zawsze znaczy tosamo…

Margareta Stanek (witchmargo

Miłość, która doprowadza do śmierci. śmierć od której uratować może tylko MIŁOŚĆ. Czy jesteście w stanie poznać Wrogą miłość? O tej historii długo nie zapomnicie. Pozbawi Was tchu i zatrzyma serce. Porazi namiętnością i zachłannością. A odkrycie tajemnic bohaterów może byćzgubne…

Daria Słonopas i Kasia Filipowicz (PapieroweKsiężniczki)

Dla moich czytelników, którzy byli ze mną od samego początku powstania tej książki

PODZIĘKOWANIA

Cieszę się, że mogę realizować dalej swoje marzenia i oddaję w Wasze ręce kolejną z moich książek. Z całego serca dziękuję za to Agnieszce Przyłuckiej z Wydawnictwa WasPos, która dała mi szansę i bez której ta historia nie ujrzałaby światładziennego.

Cieszę się również, że na mojej drodze spotkałam tak cudowne dziewczyny, które ciągle we mnie wierzą i są dla mnie wsparciem. Zwłaszcza chcę tu podziękować: Kasi Górce (Katherine_the_bookworm), Justynie Matysiewicz (coffee_cup), Kasi Abdullah (girlsbookslovers) i Margarecie Stanek (witchmargo). Rozmowy z Wami są bezcenne i nigdy chyba nie będę miała ich dość. Kolejne dziewczyny, którym należą się podziękowania to: Agnieszka Nikczyńska (Książki takie jak my), Paula Peeters (Girlsbookslovers), Justyna Dziura (justyska_books), Daria Słonopas i Kasia Filipowicz (Papierowe Księżniczki) oraz Weronika Gosek (weraandksiazki). Dziękuję Wam, że wspieracie mnie i tak chętnie patronujecie moimksiążkom.

A przede wszystkim dziękuję mojej rodzinie, która wspiera mnie od samegopoczątku.

I na samym końcu nie mogę zapomnieć o swoich oddanych czytelnikach, bez których motywacji nie byłoby moich powieści. Dziękuję Wam i będę robiła to za każdym razem, bo to właśnie dla Was piszę i dzielę się swoją miłością do książek. Jesteścienajlepsi.

Całusy Ana

PROLOG

Leżę w łóżku z kobietą, która przebiła się przez moje mury obronne. Nigdy nie przypuszczałem, że do tegodojdzie.

Ja, zawzięty i twardo stąpający po ziemi facet, dałem się podejść. Opierałem się temu, ale coś mnie w niej intrygowało. Może chodziło o jej oczy? A może o to, jak na mnie działa, gdy tylko pojawia się w polu mojego widzenia. Potrafię ją już z daleka wyczuć. Jakby nasze przyciąganie do siebie powodowane było jakimś pieprzonymmagnesem.

Nagle ona odwraca się do mnie plecami i zamieram jak cholerny słup soli. Moje serce przestaje a na chwilębić.

Tentatuaż…

Gdzieś go jużwidziałem…

Pytanie tylko gdzie, a raczej z kim mogę gopowiązać?

Sam mam kilka tatuaży, które zrobiłem sobie jakiś czas temu, ale ten jest imponujący. Ciągnie się od szyi, przez całą długość kręgosłupa i kończy nad samym idealnie jędrnym tyłkiem Adeline. Motywem przewodnim są wyłącznie gwiazdki, niektóre są zakolorowane, a reszta jest tylko zarysem. Jedne są małe, drugie większe. Ten, kto to zrobił, znał się na rzeczy i wykonał kawał dobrej roboty. Nagle zapala mi się czerwona lampka i do mojej spowitej przez mgłę świadomości dociera, że wiem, kim jest ta dziewczyna. Przeczuwałem to, czułem to w swoich kościach. Dostawałem pełno wskazówek, ale za każdym razem zawzięcie je ignorowałem. Idiota ze mnie. Dałem się podejść panience, którą tropiłem przez wiele długich lat, a ona zaszyła się tuż pod moim nosem. Mam ochotę wyciągnąć z szafki spluwę i w końcu zrobić to, czego pragnąłem, od kiedy tylko sięgam pamięcią. Zakończyć to tak, jak było zaplanowane. Ale ona teraz leży przede mną, taka krucha, słaba i bezbronna. Na samą myśl o tym, moje serce zaciska się mocno. Czuję nieznane dotąd uczucie, budujące się gdzieś głęboko we mnie, ale szybko je przeganiam. Nie jestem takim facetem. Jestem pieprzonym zabójcą i nie zmienia tego fakt, że kochałem się z nią kilka godzintemu.

Wstaję i sfrustrowany przeczesuję włosy. Zastanawiam się, co powinienem teraz zrobić? Jak do tego wszystkiego podejść? Siadam na fotelu w rogu mojej sypialni i skupiam wzrok na tej kobiecie. Co ja sobie myślałem, w ogóle zaczynając z nią coś? Gdzie był mój pieprzony instynkt? Mój rozum? Tropiłem ją, dostałem istotne wskazówki na jej temat. Najlepszą z nich była informacja o tatuażu. Mam teraz to, czego chciałem, ale zupełnie nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Spluwa nadal leży na swoim miejscu, a ja czuję jak moje ciało spina się. Nie potrafię jej zabić. Przynajmniej nieteraz.

Adeline ponownie przekręca się i słyszę jak jęczy moje imię, ale na całe szczęście nie budzi się. Dobrze dla niej, a może i lepiej dla mnie. Muszę się przejść. Zaczerpnąć świeżego powietrza. Przetrawić wszystko na trzeźwo, z dala od niej. Podrywam się, zakładam szorty do biegania i bez koszulki wychodzę z sypialni. Zatrzymuję się na chwilę, ostatni raz zerkam w jej stronę i zamykam drzwi. Nadal rozbrzmiewają w mojej głowie jej ostatnie słowa: „Nigdy się ode mnie nie odwracaj. Bez względu na wszystko pozwól mi ze sobą porozmawiać. Rzeczy nigdy nie są takie, jak ktoś ci wmawia. Ufaj zawsze sobie, a zwłaszcza swojemu przeczuciu i sercu”. W tamtej chwili zbagatelizowałem te słowa, bo byłem zajęty zupełnie czymś innym. Nią… Kręcę głową, przeganiam z niej wspomnienia i wyruszam na moją chłodną przebieżkę. Muszę to wszystko przemyśleć. Drzwi zamykają się za mną, a ja kieruję się w otaczającą mnie, jak zawsze, ciemność. Pieprzoną ciemność, bo jasność została wraz z nią. To właśnie widziałem w jej oczach, jasność, która ogrzewała mnie odśrodka.

Czy jestem w stanie pozbyć się tejjasności?

Wrócić dociemności?

ROZDZIAŁ I

Adeline

Noweżycie.

Nowy dom i jedna wielkaniewiadoma.

Moje życie zawsze jest pod ciągłą kontrolą.Nie pozwalają mi żyć tak, jak moi rówieśnicy. Chciałabym zasmakować nastoletniej beztroski, ale rzeczywistość wymaga ode mnie wielu poświęceń.Mój ojciec jest wysoko postawioną osobą, a co za tym idzie ściąga na siebie wielu wrogów. Jednak to na nas od zawsze skupia się największe zainteresowanie. Wrogom naszego ojca zależy wyłącznie na mnie i mojej siostrze Kelly. Jesteśmy najcenniejszą kartą przetargową, zdają sobie sprawę, że dzięki nam mogą dobrać się do niego.Spytacie, gdzie jest mój dom…? Nigdy nie miałam tego jednego miejsca, które mogłabym nim nazwać.Znajdujemy się wciąż pod samym nosem naszych wrogów i grozi nam ogromne niebezpieczeństwo. Nikt z nich nie spodziewa się tego, nie przypuszczają, że ojciec w ostateczności posunie się do tak drastycznego kroku i poda im nas prawie jak na tacy. Jednak zrobię wszystko, aby ochronić siebie iKelly.

Domyślam się, znając charakter mojej siostry, że będzie to bardzo trudne. Jedno jest pewne, ona nigdy nie stosowała się do żadnych zasad, wręcz je łamała. Z tego powodu wiele razy byłyśmy w niezłych opałach. Dlatego teraz, od samego początku, muszę mieć na niąoko.

Dom, który zaakceptowała mama, jest ogromny i krzyczy bogactwem. Wolałabym zamieszkać w mniejszym i przytulnym domku, który nie rzuca się w oczy, jak ten kolos. Niestety, mama postawiła ten jeden, jedyny warunek i ojciec musiał na niego przystać. Mamy żyć i prowadzić nasz tryb życia nadal na wysokim poziomie. Kelly to pasuje, bo nie wyobraża sobie życia bez ciągłych zakupów, spa, masaży i przeróżnych tego typu rzeczy. Ja jestem inna, wystarczyłby mi mały, zadbany i przytulny domek, jak z reklam – biały płotek, kwiaty w oknach i pies. Ale musiałam przyjąć to bez żadnychprotestów.

– Widziałaś mój pokój?! – krzyczyKelly.

Spoglądam w górę i widzę jej rozradowaną twarz, gdy opiera się o balustradę zdobiącą rozległe piętro tego istnegopałacu.

– Nie, ale domyślam się, że jest niesamowity – wołam.

– Pewnie tak samo, jak twój – słowa niosą się echem za nią, gdy znika zaścianą.

Kręcę głową, nie wierzę, że nadal potrafi cieszyć się z tak banalnychrzeczy.

Wchodzę do salonu, gdzie spotykam naszego rodzinnego ochroniarza, który jest z nami, odkąd tylko sięgam pamięcią. Woli, gdy mówimy mu po imieniu – Steven, niż miałybyśmy wołać na niego wuj. Jednak tym razem sytuacja wymaga, aby przez jakiś czas udawał naszego ojca, jako przykrywka. Mamy tworzyć obraz szczęśliwej i kochającej się rodzinki, która idealnie się ze sobądogaduje.

– Witaj Steven – mówię i podchodzę doniego.

– Ach, Adeline. – Obejmuje mnie ramieniem. – Od dziś musisz mówić do mnie tato, żeby nie wzbudzaćpodejrzeń.

– Pamiętam, nie musisz mi o tym przypominać. – Kiwam głową. – Jednak jakoś dziwnie mi z tym, że mam cię taknazywać.

– Kochanie, robimy to, aby zapewnić tobie i Kelly bezpieczeństwo – tłumaczy, ściskając nieco mocniej mojeramię.

– Musisz porozmawiać z Kelly, z nią będzie trudniej – przypominam mu o swojej niesfornejsiostrze.

– Wiem, ta rozmowa będzie trudna. – Czuję, jak jego ramiona opadają. – Kelly jest typową buntowniczką, niczego nieułatwia.

– Jest młoda, nie dziw się jej. – Nie wiem czemu, ale jejbronię.

– Tak samo jak ty – zauważa trafnie. – Jest młodsza tylko o niecały rok. Ale jej zachowanie jest zadziwiające, bo ty przecież jesteś wyjątkowo rozważną i mądrądziewczyną.

Nagle w holu robi się ogromna wrzawa i oboje ruszamy w tamtąstronę.

Chociaż nic jeszcze nie widzę, to i tak wiem, że za wszystko odpowiedzialna jest Kelly. Nie ma dnia, gdy nie próbuje pokazać swojejwładzy.

– Co tu się dzieje? – pyta Steven, gdy docieramy do kłócącej siępary.

– Panienka Kelly chce wyjść – wyjaśnia młody, całkiem przystojny chłopak. Musi być niewiele starszy ode mnie iKelly.

– Zapomniałaś już o tym, co mówiłem? – Steven zwraca się nieco ostrzej doKelly.

– Nie jesteś moim ojcem, nie masz prawa mówić mi, co mogę robić, a czego nie – burzy się Kelly. – Zabierz mi lepiej tego imbecyla z drogi. Skąd ty bierzesz tychidiotów?

– Daniel jest bardzo dobrym ochroniarzem. – Steven nie okazuje już więcej swojego podenerwowania. Wiele lat pracy dla mojej rodziny w charakterze ochroniarza, dało mu możliwość nabyciapraktyki.

Obserwuję jak młody chłopak spina się, gdy Kelly obrzuca go nieprzychylnymiepitetami.

– Kelly, nie bądź niegrzeczna – zwracam jej uwagę. – Jutro zaczynają się zajęcia. Wytrzymasz ten jeden dzień. Potem pojedziemy odprężyć się podczas zakupów. Pasuje ci takiukład?

Nie jesteśmy z Kelly bliźniaczkami, ale urodziłyśmy się tego samego roku. Ja jestem z początku roku, a ona zkońca.

Mama zaszła w ciążę, gdy miałam trzy miesiące. Było to dla wszystkich podobno zaskoczeniem, ale rodzice bardzo cieszyli się z kolejnejcórki.

– Ad, czemu stosujesz wobec mnie takie chwyty? – Trąca mnie palcemwskazującym.

– Musisz wymienić swoją szafę. – Wyszukuję szybko na poczekaniu jakieś preteksty i tylko to mi przychodzi namyśl.

– W porządku – zgadza się i bez słowa zostawia nassamych.

Słyszę głośne westchnienie i odwracam się w stronę osoby, która to zrobiła. Okazuje się, że to ten młodychłopak.

– Jesteś nowy, więc próbuje wejść ci na głowę. – Staram się podnieść go naduchu.

– Musi się przyzwyczaić i to szybko – odzywa sięSteven.

– A to czemu? – pytam.

– Daniel od dziś jest jej ochroniarzem – wyjaśnia.

Boże, daj temu chłopakowi nerwy ze stali. Kelly nigdy nie ułatwia życia swoimochroniarzom.

– Będzie dobrze. – Choć wiem, że początek będzietrudny.

– Nie wątpię. – Kiwa na zgodę młodyochroniarz.

Zostawiam go ze Stevenem i idę do swojej sypialni, aby odpocząć. Jesteśmy tu dopiero pierwszy dzień, a Kelly już próbuje każdymrządzić.

Zostawiam Kelly razem z Danielem pod jej salą. Widzę jej skwaszony wyraz twarzy, ale szybko doprowadzam ją do pionu twardym spojrzeniem, mówiącym „daj już spokój”. Wzdycha i znika wewnątrz. Teraz kolej na mnie, aby znaleźć moją salę. Odnajduję ją po pięciu minutach. Mój ochroniarz stara się wtopić w tłum, ale z jego postawą i silną sylwetką, nie jest to proste. Stanowczo muszę na ten temat pogadać ze Stevenem. To jest zbyt ryzykowne i musimy z tej jednej opcji ochronyzrezygnować.

Idę schodami w górę środkiem ogromnej auli, aby znaleźć dla siebie wolnemiejsce.

Nie zwracam nawet uwagi na trzy dziewczyny, które z ożywieniem o czymś rozmawiają i siadam obok jednej z nich. Wyjmuję swojego laptopa i przygotowuję się do pierwszychzajęć.

– Hej – słyszę oboksiebie.

Odwracam się w lewą stronę i widzę rudowłosą, roześmianądziewczynę.

– Jestem Corine. – Wyciąga do mnie przyjacielsko dłoń i czeka na mój ruch. Ściskam ją szybko i odwzajemniam jejuśmiech.

– Adeline. – Dziewczyna wydaje się miła, a warto byłoby z kimś się tu zaprzyjaźnić. Nigdy nie miałam okazji nawiązać bliższych znajomości z osobami spoza mojego środowiska. Obracałam się jedynie w kręgu dziewczyn, których członkowie rodzin pracowali dla mojego ojca. Wiem jednak, że większość z nich robiła to nasiłę.

– Rzadkie imię. – Nawiązuje dalszą rozmowę. – Przedstawiłabym ci moje dwie przyjaciółki, ale chyba są terazzajęte.

Kiwnięciem głowy wskazuje za siebie i przewracaoczami.

– Spoko – mówię.

– One tak zawsze – wyjaśnia, podtrzymując rozmowę. – Chętnie cię poznają, ale wiesz, niektóre z nas lubią zainteresowanie ze strony płcibrzydkiej.

– Rozumiem. – Uśmiecham się do niejlekko.

– Może zechcesz wybrać się z nami na lunch? – Zaskakuje mnie tym pytaniem. Może jednak uda mi się znaleźć tutaj pierwszych przyjaciół i właśnie jedną z nich okaże sięCorine?

– Muszę sprawdzić, co z moją siostrą – wyrzucam zsiebie.

– Jesteś jej niańką? – Wybucha śmiechem, jednak po chwili zauważa, że jestem całkiem poważna i sama szybkopoważnieje.

– Przepraszam, to było niemiłe z mojej strony. – Dostrzegam w jej oczach skruchę. – To miał być żart, ale powinnam ugryźć się wjęzyk.

– Moja siostra jest ode mnie młodsza o niecały rok – wyjaśniam. – Lubi ładować się w kłopoty, więc wolę mieć ją naoku.

– Jakbym słuchała teraz o swojej siostrze. – Śmieje sięponownie.

– Masz siostrę? – pytamzaciekawiona.

– Tak, rok młodszą – odpowiada. – Jest wybitnie uzdolniona i w tym roku również poszła do college’u. Jednak jest tak żywiołowa, że ciągle ładuje się w kłopoty. W dodatku zadaje się z takimi kolesiami, że przeraża mnie towszystko.

– Z jakimi kolesiami? – zadaję kolejnepytanie.

– Z braćmi O’Donnellami.

Jej słowa mrożą mi krew w żyłach. Właśnie ich mamy unikać, to oni na nas polują. Zwłaszcza jeden z nich, który jest jednym z najlepszych zabójców na świecie. Dotychczas widziałam go tylko na zdjęciach, nigdy na żywo i mam nadzieję, że nigdy to się nie stanie. Wygląda pewnie jak jeden wielki diabeł w ludzkiejskórze.

– Adeline, wszystko okej? – Dociera do mnie zaniepokojony głosCorine.

– Tak. – Dochodzę do siebie. – To mówisz, że twoja siostra chodzi z jednym znich?

– Tak, od niedawna – przytakuje. – Ci chłopcy… oni władają tym miastem. Ich rodzina ma ogromne wpływy, nawet poza granicamimiasta.

To, co mówi, nie jest dla mnie niczym nowym. Sama dobrze o tymwiem.

– Co ty tu kombinujesz, Corine? – Zza Corine wysuwa się głowa blondynki, która wygląda jak porcelanowalalka.

– Poznaję nową koleżankę, gdy wy flirtujecie – odgryza siężartobliwie.

– Hej, jestem Dina. – Blondynka macha do mnie, pokazując rząd idealnie równych białych zębów. – A ta za mną – odchyla się i ciągnie do siebie trzecią dziewczynę – toArina.

– Hej! – Macha do mnie brunetka, której uśmiechu nie można nieodwzajemnić.

– Hej, jestem Adeline – witam się znimi.

– Jesteś stąd? – pyta zaciekawionaArina.

– Dopiero co przeprowadziłam się tutaj razem z siostrą – odpowiadam. Nie chcę zdradzać zbyt wielu informacji na swójtemat.

– Czyli, nie znasz miasta – dodajeCorine.

– Nie – potwierdzam.

– To musimy ci je pokazać. – Decyduje podekscytowanaDina.

– Nie trzeba, macie na pewno lepsze rzeczy do roboty. – Próbuję się z tego wywinąć. – Nie chcę zawracać wam głowy swojąosobą.

– Nie żartuj – beszta mnie Corine. – Umówimy się na jakiś dzień i pozwiedzamy. Nam też przyda się mały rekonesans. Może natkniemy się na jakąś gwiazdęHollywood?

– Na przykład Mario Casasa – rozpływa sięDina.

– Nie, Paula Wesleya – piszczy Arina. – Młody i seksownywampir.

– Odpuście. – Corine sprowadza je na ziemię. – Czas wziąć się za robotę, z tego co wiem, pan Fillington nie lubi gadulstwa. Więccisza.

Każda z nas milknie i zajmuje się zadaniem. Jestem tak pochłonięta projektem, który został nam przydzielony na samym początku, że nawet nie zauważam, iż zajęcia dobiegłykońca.

– To co, zjesz z nami? – pyta Corine, podnosząc się ze swojegomiejsca.

– Muszę znaleźć siostrę – odpowiadam.

– Niech idzie z nami – mówiArina.

– No właśnie – popiera jąDina.

– Nie masz wyjścia. – Śmieje się Corine. – Zostałaśprzegłosowana.

– W porządku, tylko musimy ją znaleźć – zgadzam się niechętnie, cały czas myśląc oKelly.

Ruszamy w stronę miejsca, gdzie zostawiłam Kelly, która ma tam na mnie czekać. Jako pierwszego zauważam Daniela, stoi z boku i obserwuje wszystko czujnie z bezpiecznejodległości.

Nagle podbiega do nas młoda, filigranowa, rudowłosadziewczyna.

– Aaron zaprosił mnie na imprezę – piszczypodekscytowana.

– Adeline, poznaj moją siostrę. – Corine zwraca się do mnie. – To o niej cimówiłam.

– Hej – mówię i kiwam lekko głową naprzywitanie.

Ta macha do mnie i skupia się z powrotem naCorine.

– Mogę iść? Przekonasz mamę? Proooszę, no weź, Corine. – Prawie kaja się u jejstóp.

Zastanawiam się, ile ma lat. Zachowuje się jak jakieś dziecko, które przez większość życia jest zamknięte i dopiero teraz ktoś je wypuścił, a ona nie potrafi tegoogarnąć.

– Wiesz, co mama o tym sądzi – odzywa się twardo Corine. – Mnie też nie podoba się to, z kim się obecniezadajesz.

– Aaron i Damion są w porządku. – Kojarzę skądś teimiona.

– Bracia O’Donnellowie, oni nie wróżą niczego dobrego. – Corine nie daje sięprzekonać.

– Hej. – W tym czasie obok mnie stajeKelly.

– Kelly, pomóż przekonać mi siostrę co do imprezy Aarona – młoda zwraca się tym razem do mojejsiostry.

Z początku to do mnie nie dociera, ale mija chwila i otwieram oczy corazszerzej.

Nie, proszę, tylko nieto.

Ona chyba nie chce zadawać się z naszymi wrogami? Czy ona jest szalona? Moja siostra zgłupiała doreszty?

– Lena, to moja siostra. – Kelly wskazuje na mnie. – Tak jak ci wcześniej mówiłam, ona nie potrafi sięzabawić.

– Kelly! – warczę na nią. Jak mogła powiedzieć coś takiego o mnie i to w obecności całkiem obcychosób?

– No co? – Zerka na mnie. – Prawda boli, co?

– Co się z tobą dzieje? – Piorunuję jąwzrokiem.

– Mam dość zamknięcia w czterech ścianach. – Robi się coraz bardziej pyskata. – A, i dla twojej informacji. Idę na tęimprezę.

– Jasne, Ste… – Przypominam sobie, bo mam mówić o nim, jak o ojcu. – Tata będzieniezadowolony.

Kelly prycha na wzmiankę o Stevenie, odwraca się na pięcie i odchodzi z wysoko uniesionągłową.

– Więc idę razem z Kelly – woła Lena i biegnie zanią.

Zaczyna się, a miałam nadzieję, że minie trochę czasu, zanim do czegoś takiego dojdzie. Kątem oka zauważam, że Daniel rusza za nimi, a ja odwracam się do dziewczyn. Corine ma skwaszoną minę, a Arina i Dina wymieniają się jedyniespojrzeniami.

– Ona tak zawsze? – zaskakuje mnie tym pytaniemCorine.

Odwracam się do niej i kiwam głową zrezygnacją.

– Niestety, taka jest, nikt i nic do niej nie potrafi dotrzeć – odpowiadam.

– To się idealnie dobrały – stwierdzaCorine.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – pytamzdezorientowana.

– Lena jest buntowniczką, znalazła teraz oparcie w twojej siostrze – kwituje.

– A, o to ci chodzi. – Podchodzę do okna i przyglądam się ludziom na zewnątrz. Gdy Corine staje obok mnie, kontynuuję: – Nie chcę nawet myśleć o tym, co one we dwie mogą wykombinować. Ale jestem pewna, że nic dobrego z tego niewyjdzie.

– Oj tak, kochana, bracia O’Donnellowie to zło wcielone samo w sobie – mówi i opiera się o parapet. – Nie potrafię jej wybić tego młodszego zgłowy.

– Znasz ich? – podpytuję.

– Osobiście nie, ale często widuję ich na kampusie – mówi. – Zawsze są otoczeni przez swoją paczkę, no i rzecz jasna wianuszek chętnych panienek. A moja siostrunia myśli, że Aaron stracił dla niej głowę. Nawet nie wie, w jak wielkim jest błędzie. Zachowuje się, jak jedna z tych naiwnych panienek. Przykro mi mówić tak o mojej siostrze, ale jest młoda ibezmyślna.

– To chyba normalne – wtrącam się jejwywód.

– Każdy traktuje ich tu jak elitę – zauważa. – Wszyscy się ich boją, a jak ktoś ma problem z kimś, to za odpowiednią opłatą zajmują się po cichu takim delikwentem. Czasem zastanawiam się, czy oni kogoś już niezabili?

– Boże, Corine, uważaj co mówisz w tym miejscu – ucisza ją Dina. – Chcesz, aby to do nichdotarło?!

Na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Wiem do czego są zdolni ci kolesie i wolę trzymać się od tego zdala.

– Lepiej nie mówić w ten sposób o nich – wyrażam cicho swojezdanie.

Nie chcę rzucać się w oczy, więc próbuję namówić do tego samegoCorine.

– Mam gdzieś to, kim są, i że wszyscy dookoła się ich boją – złościsię.

– Pogadasz z Leną i zobaczysz, jak sprawy stoją – uspokaja jąArina.

Rozstajemy się z dziewczynami przed głównym wejściem dokampusu.

Dzisiejszy dzień daje mi bardzo w kość. Jestem szczęśliwa, bo udało mi się zapoznać z szalonymi, ale szczerymi dziewczynami, no i – jak zawsze niestety – Kelly musiała być w centrum zainteresowania. Czy ta dziewczyna kiedykolwiek skończy z tym swoim wrednym zachowaniem? Mam dość niańczenia jej, ilemożna…?

Leżę sobie w łóżku, rozkoszując się chwilą ciszy i czytam przy tym jedną z moich ulubionych książek. Tę chwilę wybiera sobie Kelly, która wpada do mnie jak dosiebie.

– Idziemy na imprezę – rzuca od wejścia, a ja spoglądam na nią jak nawariatkę.

– Nie ma takiej opcji – wyrzucam z siebie szybko. – Steven nigdy nam na to niepozwoli.

– Wiesz, gdzie mam Stevena? – pyta, a ja zakrywam uszydłońmi.

– Oszczędź mi tego – mamroczę.

– To chodź ze mną, nie bądź taką sztywniarą. – Zdejmuje mi dłonie z uszu, gdy tomówi.

– Kelly, wiesz, że musimy uważać – przypominamjej.

– Wiem, jednak oni nie wiedzą, jak wyglądamy. – Próbuje mnie przekonać. – Lena powiedziała, że oni są spoko. Nie poznałam ich jeszcze, ale z jej opowieści wynika, że są tacy jakmy.

– To przykrywka! – Sprowadzam ją na ziemię. – Oni udają, zresztą tak samo, jak my. To tylko właśnie ich sposób gry, udają nieszkodliwych, a później jak im zaufasz, przystępują do ataku i zanim zorientujesz się co jest grane, na wołanie o pomoc jest już zapóźno.

– Czy ty musisz widzieć wszystko w czarnych kolorach? – Nie umyka mi malujący się w jej oczach ból. Wiem, że pragnie od dawna normalnego życia. Jednak to nie nasza bajka, niestety nie jest nam dane w ten sposób żyć. Musimy pilnować się, nie możemy żyć, zachowując siębeztrosko.

– Obudź się, nie chcę, aby coś ci się stało! – Mój głos łamiesię.

– Nie bądź ckliwa. – Wraca do swojej twardej postawy. – Nie chcesz iść ze mną, okej. Twoja sprawa, ale nie masz prawa mi tegozabraniać.

– Ciekawa jestem jak uwolnisz się od Daniela? – Patrzę na nią spodoka.

– Poczekam, aż zaśnie – oznajmia pewnie. – On też prędzej czy później musispać.

– Umywam od tego ręce – poddajęsię.

Wiem, że i tak mnie nie posłucha. Za to jestem pewna, że będzie na siebie uważała. Może i wpada łatwo w kłopoty, ale to zawsze dzieje się, gdy jestem z nią. Moje oczy od zawsze przyciągają do nas innych. Są dla facetów jak magnes. Dlatego dziś zostaję, a ona idzie sama. Przemilczę to i nie powiem o tymStevenowi.

Rano schodzę na dół ogromnymi, błyszczącymi, wijącymi się jak pnącza schodami i obserwuję, jak przez imponująco wielkie okna do domu wlewa się mnóstwo słońca. Dzisiejszy dzień zapowiada się upalnie. W kuchni zastaję samą Kelly. Wygląda okropnie i przeszukuje ze skrzywioną minąszafki.

– Dobrze się bawisz? – pytamszeptem.

– Nic nie mów, moja głowa zaraz eksploduje – szepcze, mrużąc z bóluoczy.

– Sama jesteś sobie winna. – Strącam jej dłoń ze swoich ust. – Cuchnie odciebie.

– Potrzebuję aspiryny. A w tym przeklętym domu nic nie mogę znaleźć – marudzi.

– Idź, poproszę Marie o coś ciepłego do jedzenia dla ciebie – popędzam ją, aby jak najszybciej stąd wyszła. – Sama też coś zjem i przyjdę z tym, co ci potrzebne dożycia.

– Wiedziałam, że zawsze mogę na ciebie liczyć – zgadza się bez żadnychkłótni.

Kiedy Kelly znika, ja zaglądam do pomieszczenia dla służby. Marie szybko mnie zauważa i podchodzi domnie.

– Już szykuję dla panienki śniadanie. – Uśmiecha się do mnieczule.

Marie jest naszą pomocą kuchenną od wielu lat. Jest po pięćdziesiątce, a nas traktuje jak swoje wnuczki, których nigdy się nie doczekała. Jej syn zginął w młodym wieku i dlatego poświęca nam nawet swój wolny czas. Mama postanowiła, że zabierzemy ją z nami, tak jak kilka innych pomocy domowych. Dlatego, pomimo nowego miejsca, jesteśmy otoczone przez znajome i lubianetwarze.

– Poproszę coś dla Kelly, źle się czuje. – Widzę zaniepokojenie na jej pomarszczonejtwarzy.

– Głowa ją tylko trochę boli – uspokajamją.

– Dobrze, kochanie. – Zgarnia mnie szybko w swoje silne objęcia i po chwili zabiera się za swojąpracę.

Takich ludzi jak Marie jest coraz mniej na tym świecie. Dziękuję losowi, że nam jązesłał.

ROZDZIAŁ II

Damion

Siedzę rozwalony na jednej z kampusowych ławek, a kumple i mój brat wymieniają się między sobą wrażeniami z ubiegłej nocy. Impreza zorganizowana przez Aarona okazała się strzałem w dziesiątkę, miałem okazję załapać się na niezły trójkącik z dwiema bliźniaczkami. Jednak dziś nie mam ochoty na przechwałki, choć wiem, że tak naprawdę to ja miałem najlepsze pieprzenie z całej tej paczki. Wsłuchuję się w to, co opowiada Aaron i kręcę z niesmakiem głową. Dorwał jakąś kolejną naiwną cnotkę i zakłada się z chłopakami, że w przeciągu dwóch tygodni ją rozdziewiczy. Nie ingeruję w to co robi, ale jestem też człowiekiem z odrobiną sumienia, schowanego gdzieś głęboko w otchłani mojej czarnej duszy. Wiem, że to, co wyprawia z naiwnymi panienkami, jest karygodne, mimo to przymykam na to oko. Jest dorosłym facetem, z niecodziennym fachem w ręku, więc nie zamierzam goniańczyć.

Od małego obaj byliśmy przygotowywani przez ojca do najgorszego typu działań. Obecnie jesteśmy płatnymi mordercami, a ja jestem w tym najlepszy. Dlatego wielu ludzi dobija się do mnie, abym im pomógł w pewnych sprawach. Nie pracuję dla każdego. Jestem panem sam dla siebie. Ojciec daje mi wolną rękę. Choć jest pewien mankament i pieprzony cierń w mojej nieposzlakowanej opinii zabójcy. Siostry Adler. Nikt nigdy ich nie widział. Nikt nie ma pojęcia, jak one wyglądają. Kiedy jestem już na ich tropie, te znikają i zapadają się ponownie pod cholerną ziemię, jakby w ogóle nie istniały. Ich ochrona składa się z najlepszych ludzi w tym fachu. Ale ja jestem tropicielem i pieprzonym zabójcą. Wiem, że prędzej czy później znajdę je i przyprowadzę przed oblicze ojca, a one będą klęczeć przed nim i błagać rozpaczliwie o życie swoje i najbliższych. Z miłą chęcią splamię swe ręce ich krwią. Od kilku lat pragnę tego tak, jak nie pragnąłem niczego innego w życiu. Jak tylko skończyłem piętnaście lat ojciec zadecydował, że najwyższy czas, abym stał się pełnoprawnym członkiem naszej organizacji. Wtedy po raz pierwszy zabiłem, co jakoś bardzo nie odbiło się na mnie. Odkąd pamiętam, widziałem, jak ludzie ojca radzili sobie na różne sposoby z parszywymi typami. Zdążyłem do tego przywyknąć i pierwsza krew, którą upuściłem swojej ofierze była dla mnie jak namaszczenie i poczułem wtedy, że mogę wszystko. W końcu miałem zostać taki jak ojciec i zająć w przyszłości jegomiejsce.

Chwilowo postanowiłem zrobić sobie urlop od zabijania. Chcę się zabawić, posmakować życia studenckiego i ten rok zamierzam poświęcić wyłącznie na to. Później biorę się ostro za poszukiwania siostrzyczek Adler i z miłą chęcią zabiję je gołymirękami.

– Damion, a twoje bliźniaczki? – Dixon wyrywa mnie zzamyślenia.

– Co moje bliźniaczki? – pytam z triumfującym uśmieszkiem na ustach. Rozkładam ręce na całą długość oparcia ławki i szczerzę się doniego.

– Cholera, jak zawsze on zalicza najlepsze – wyrzuca z siebieLeon.

– Człowieku, czy ty dasz nam kiedyś siebie pokonać? – wtrącaSilvio.

– Ekhm. – Aaron zwraca naszą uwagę. – Myślę, że następnym razem to ja będę naczele.

– Twoje niedoczekanie, młody. – Pokazuję mu dla żartu środkowypalec.

– Poczekaj, zaliczę Lenę i będę lepszy od ciebie. – Odwdzięcza się swoim środkowympalcem.

– A właśnie, wczoraj wpadła mi w oko jej kumpela – odzywa sięAlonso.

– Kelly? – pytaAaron.

– Przynajmniej wiem teraz, jak ma na imię. – Alonso zaciera ręce w obliczuwyzwania.

– Ta laska zachowuje się tak, jakby ktoś spuścił ją ze smyczy. – Silvio kręci z niesmakiemgłową.

– Też to zauważyłem – popiera goAlonso.

– Co chcecie przez to powiedzieć? – dopytujęzaciekawiony.

– Laska jest tak napalona na punkcie imprez, że szok – tłumaczy Silvio. – Piła jak szalona i odleciała zanim impreza rozkręciła się nadobre.

– Dopiero teraz o tym mówisz? – Alonso ma do niego o to pretensje. – Zająłbym się nią z miłą chęcią. Myślałem, że jesteśmykumplami.

– Alonso, jaki ty jesteś czasem zakręcony – dołącza do rozmowyAaron.

– Czyli wszyscy to widzieli, tylko nie ja. – Alonso wypuszcza głośnopowietrze.

– Zajęty byłeś pieprzeniem tej blondyny na górze – przypominammu.

Odwraca się na pięcie i szybkim, zamaszystym krokiem odchodzi odnas.

– Stary, wracaj! – krzyczę zanim.

– Odezwę się później! – Odwraca się na chwilę i dodaje: – Dajcie mi znać czy coś planujecie nadzisiaj.

Po pięciu minutach rozchodzimy się każdy w swoją stronę. Ja wsiadam do SUV-a i jadę do swojego mieszkania. Od dwóch lat mieszkam sam i niezmiernie się z tego cieszę. Mam apartament wyłącznie dla siebie i mogę zapewnić, że wykorzystuję to na wszelkie możliwesposoby.

Niedziela to dzień rodzinny, który spędzam u rodziców. Odbieram Aarona z jego mieszkania, w którym mieszka dopiero od kilku tygodni. To prezent od rodziców za rozpoczętą naukę w college’u. Od niedawna dopiero zarabia sam na siebie, wykonując małe zlecenia dla ojca. Ja w jego wieku miałem już na karku kilka morderstw, a także doskonaliłem się w torturowaniu ludzi, którzy zawadzali ojcu. Dlatego mam obecnie dostęp do niezłej sumki, którą na tym zarobiłem. Jestem na własnym utrzymaniu i mogę pozwolić sobie na życie na wysokim jak dotychczaspoziomie.

Mama z siostrami przygotowują obiad dla całej rodziny, a my wędrujemy do mężczyzn. Wszyscy jak zawsze siedzą w salonie i dyskutują na przeróżne tematy. Ojciec od razu przejmuje mnie w drzwiach. Witam się z nim zszacunkiem.

– Witaj, ojcze.

– No, jesteś w końcu, Damion – mówi. – Evan pytał się, czy już coś wiadomo w sprawie sióstrAdler?

Zaciskam pięści, aby niewybuchnąć.

Evan to mój kuzyn, który za wszelką cenę próbuje mnie zdetronizować, rywalizując ze mną we wszystkim. Mam ochotę podejść do niego i zmazać mu ten triumfujący wyraztwarzy.

Jednak powstrzymuję się, spoglądam na Aarona i daję mu znać, abyinterweniował.

Wolę nie odzywać się, bo zaraz powiem coś, co nikomu się niespodoba.

– Ojcze, byliśmy już na ich tropie – informuje Aaron. – Niestety, ale od kilku miesięcy już tam niemieszkają.

– Nie rozumiem tego – wtrąca wuj Devan, brat ojca. – Jak dwie poszukiwane przez sporą grupę ludzi dziewczyny, mogły zapaść się pod ziemię? Vincent Adler ma łeb na karku i zaufanych ludzi. Nikt nie chce puścić pary z ust. A te dwie przemykają się pomiędzy naszymi palcami. Nikt ich nie widział i nie zna nawet ich imion. Jak ten człowiek potrafił utrzymać je w tajemnicy? Zaledwie dziesięć lat temu dowiedzieliśmy się o ich istnieniu. Jak mogło nam to wcześniejumknąć?

– Bracie, wierzę, że Damion z Aaronem je odnajdą – uspokaja go ojciec. – Wiesz, że Damion jest w tymnajlepszy.

– Evan jest równie dobry – dołącza do rozmowy wuj Igro, brat cioteczny taty, ojciec Evana. – Dajcie mu się w końcuwykazać.

– Ja odpuszczam na rok – odzywam się, a w jednej chwili robi się ogłuszająca cisza. Wszyscy spoglądają po sobie i czekają, kto się pierwszy odezwie. Pada na mojegoojca.

– Mój syn ma do tego prawo. – Popiera mnie. – Ciągle pracuje i nie ma czasu na odpoczynek. To jest okazja dla Evana do wykazaniasię.

– Ogromnie się z tego cieszę – odzywa się zadowolony wuj Igro. – Mój syn zajmie się siostramiAdler.

– Mimo to, chcę być na bieżąco z tą sprawą. – Obserwuję jak Evan zaciska mocno szczękę, słysząc mojesłowa.

– Tak będzie – zgadza się natychmiast wuj Igro. – Synu, masz na bieżąco zdawać relacjęDamionowi.

Cisza ze strony Evana oznacza, że nie jest mu to na rękę. Gdyby mógł, wzbraniałby się przed tym, ale to ja tu jestem u szczytu i nie pozwolę sobie na takietraktowanie.

– Evan! – Wuj podnosigłos.

– Oczywiście ojcze. – Zgrzyta zębami, gdyodpowiada.

– Masz z tym jakiś problem? – pytam, napinającsię.

Nie pozwolę nikomu się w ten sposób traktować. Nawet komuś z rodziny, choć Evan zachowuje się, jakbym był jego największym wrogiem, a nierodziną.

– Z tobą, zawsze! – odgryza sięEvan.

– Spokój! – Mój ojciec doprowadza nas do pionu. – Gdzie wy jesteście? To mój dom i nikomu nie pozwolę w nim w ten sposóbmówić.

– Przepraszam, ojcze – mówię ze skruchą. Jest jedyną osobą, którą darzę największym szacunkiem i przyjmuję spokojnie każdąreprymendę.

– Wybacz, wuju. – Evan od razu kaja się do jegostóp.

Naszą rozmowę przerywa mama, która zaprasza wszystkich na obiad. Zasiadamy w jadalni do ogromnego stołu. Nasza rodzina jest liczna i bardzo ze sobą zżyta. Od pokoleń zajmujemy się nielegalnymi interesami, poczynając od narkotyków, broni, aż po zabójstwa. Nasi ludzie są wykwalifikowani w wielu dziedzinach. Mój ojciec stoi na czele tego wszystkiego. Jest naszym przywódcą, a jego słowo jest jak pieprzona przysięga. On scala nas i kieruje nami. Kiedyś to wszystko przejdzie na mnie i będę u steru tej potęgi. Jednak na razie chcę pożyć normalnym studenckim życiem. Nie jest mi w smak oddanie sprawy sióstr Adler w ręce Evana, ale nie mam wyjścia. Choć wiem, że i tak nic z tym nie zrobi. Nie jest aż tak dobry jak ja. Potrafię wyśledzić każdego. Zawsze trafiam na jakiś trop siostrzyczek, ale znikają mi sprzed nosa w ostatniej chwili. Po moim powrocie staną się ponownie moimpriorytetem.

Kolejna impreza i kolejne pieprzenie. Schodzę właśnie schodami w dół holu, gdzie w najlepsze dudni głośny bas, a w tle przebija się melodyjny damski głosik. Zatrzymuję się w połowie drogi i rozglądam po pijanym tłumie. Większość ludzi jest tak zalana, że ledwo już trzyma się na nogach. Dostrzegam na kanapie Aarona i jego nową pannę – Lenę. Laska jest zdecydowanie nie w jego typie, ale czego to facet nie zrobi dla zaliczenia kolejnej chętnej, która rozkłada przed nim nogi, na dodatek dziewicy. Obok niej siedzi jej nowa kumpela. Chyba ma na imię Kelly. A obok siedzi Alonso i z ożywieniem o czymś z nią rozmawia. Nie umyka mi, że ma ją już owiniętą wokół palca. Dziewczyna przepadła, bo z Alonsa jest dobry bajerant, potrafi sprzedać naiwnej panience każdą historyjkę. Nagle czyjaś dłoń ląduje na mojej klacie, a ciało delikwentki dociska się do mnie odtyłu.

– Czekałam na ciebie – szepcze mi do ucha i lekko jeprzygryza.

Zastanawiam się przez chwilę, czy chcę drugiej rundy z kolejną panienką, ale jestem tylko facetem i nie odmawiam. Odwracam się, a przede mną staje wytapetowana szatynka. Nie jest jakoś za bardzo okryta ubraniem, o ile to co ma na sobie, w ogóle można ubraniem nazwać. Nie wiem, czy wciąż chcę ją pod sobą, ale w pokojach panuje mrok, a bzykanko umila mi życie. Ruchem ręki wskazuję jej, aby szła pierwsza i pieprzę ją w ciemnościach, aż do utraty tchu. Nie widzę wcale jej twarzy, wyłącznie słyszę jej jęki i paplaninę, jaki to ja jestem diabelnie zajebisty w łóżku. Wychodzę, zanim dochodzi do siebie i dołączam do reszty mojejekipy.

– Gdzie Aaron? – pytamAlonsa.

– Poszedł z Leną poszukać czegoś na górze – odpowiada mi kumpela Leny. – Tak w ogóle to jestem Kelly. – Zerkam na jej wyciągniętą dłoń i zastanawiam się, w co gra talaska.

– To jest Damion. – Wyręcza mnie w tym Alonso. – Pewnie miał kiepskie ruchanko i dlatego jest taki małomówny w stosunku do nowejkoleżanki.

– Jakbyś wyjął mi to z ust – wyrzucam z siebie i ściskam jej dłoń, która ani na sekundę nie drgnie. Czeka cierpliwie cały czas, aż ją uścisnę. Ta panna wydaje mi się jakaś dziwna i zdecydowanie muszę na nią uważać. Za dobrze znam się naludziach.

– Więc mówicie, że mój braciszek zabrał ze sobą laskę? – upewniamsię.

– Lenę – poprawia mnieKelly.

– Lenę – wzdycham.

– Tak, bracie – potwierdza Alonso. – Pomóż mi namówić na to samoKelly.

– Wiem, co oni tam robią. – Dziewczyna karci go natychmiast wzrokiem. – Nawet nie pogrywaj ze mną w tensposób.

Wybucham śmiechem, gdy dostrzegam minę Alonsa. Mój przyjaciel trafił z deszczu pod rynnę. Jego nowa zdobycz nie jest tak naiwna, jak się wydaje. Nie zgrywa się i nie jest kolejną słodkąidiotką.

– Dziewczyna ma głowę na karku. – Dla żartu uderzam go w tył głowy. – Wpadłeś jak śliwka wkompot.

– Chcesz przez to powiedzieć, że liczył na bzykanko ze mną? – pyta. Miałem właśnie napić się piwa, które podał mi Silvio, ale całe szczęście nie robię tego, bo wylądowałoby na mojej koszulce. Laska zaskoczyła mnie swoją otwartością i swobodą, z jaką o tymmówi.

– Nie, no co ty – broni sięAlonso.

– Bracie, trafiłeś na ostrą laskę. – Śmieje się z niegoSilvio.

– Zamknij się – warczy na niegoAlonso.

– On ma rację. Nie jestem kolejną naiwną panienką na jedną noc. – Po raz kolejny Kelly zaskakujemnie.

Jest w niej coś, co skądś kojarzę, ale w tej chwili nie mam do tego głowy. Więc po prostu ignoruję to i wybucham śmiechem. Ciągle jednak pozostaję przy niejczujny.

– Dobra, przyznaję, chciałem cię w swoim łóżku – stwierdza Alonso. – Jednak teraz chcę cię w nim jeszczebardziej.

– Z taką postawą na pewno tam ze mną nietrafisz.

Kręcę z niedowierzaniem głową.

– Trafił swój na swego – mówię, przybijam piątkę z Kelly i zostawiam ichsamych.

Dzisiejsza noc zapewnia mi wiele wrażeń, ale szybko sobie odpuszczam, potrzebuję teraz trochęsnu.

Zajeżdżam swoim ścigaczem MV Agusta F4 RR na kampusowyparking.

Dźwięk wydobywający się z czterech luf wydechu przypomina nawałnicę. Wszystkie pary oczu na parkingu są zwrócone na mnie i moje cacko. Moja Agusta jest jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa i unikatowa. Większość facetów zerka z tęsknotą, nie potrafiąc oderwać od niej oczu. Na całym świecie jest jedynie sto takich egzemplarzy. Zwykły człowiek nie jest w stanie sobie na nią pozwolić. Jednak ja należę do grona tych szczęśliwców, którzy mogą ją posiadać. Od małego interesuję się motocyklami i tak mi zostało do tej pory. W swojej kolekcji posiadam wiele cacuszek, ale Agusta jest tą najcenniejszą. Prędkość, którą na niej osiągam, gdy wciskam pedał gazu, daje mi poczucie wolności i wiatru wżaglach.

Parkuję na swojej stałej miejscówce i ruszam do chłopaków, którzy czekają na mnie tam gdzie zawsze. Spotykamy się tu od samego początku, spędzamy w tym miejscu prawie każdą dłuższą przerwę między zajęciami. Już z daleka widzę, że mają towarzystwo kilku panienek, ale ignoruję je i podchodzę do Aarona, który stoi z jakąś dziewczyną, ale o dziwo nie jest toLena.

– Kolejna? – Ruchem oczu pokazuję na brunetkę, wciskającą się między jegonogi.

– Aha. – Nie rozwodzi się na tentemat.

Nagle, jakby spod ziemi pojawia się przy nas Lena. Nic nie mówię, czekam, aż rozpęta siępiekło.

– Co to ma znaczyć? – Wskazuje palcem na laskę, która teraz klei się doAarona.

– A na co ci to wygląda? – kpi z niej mój brat. – To powinien być dla ciebie znak, że z namikoniec.

– Ale jak to? Myślałam, że my… – zacinasię.

– Myślałaś, że co? Że porzucę moje życie dla pierwszej lepszejlaski?

Szkoda mi trochę tejdziewczyny.

Jest młoda i łatwowierna, a powinna być na toprzygotowana.

To było pewne, że Aaron wymieni ją prędzej czy później nakolejną.

– Ale my… – Jej oczy wypełniają sięłzami.

– My co? Wypieprzyłem cię, powinnaś być dumna, że zrobiłaś to z kimś takim jak ja. – Dziewczyna łamie się i prawie upada naziemię.

W ostatniej chwili łapie ją Kelly, którą dopiero terazzauważam.

Musiała stać za mną bezsłowa.

– Zachowałeś się jak pieprzony dupek – cedzi przez zębyKelly.

– Zawsze nim byłem – wybucha bezczelnym śmiechemAaron.

Kelly puszcza Lenę i rzuca się na niego, ale zanim jest w stanie cokolwiek mu zrobić, łapię ją i odciągam z dala odniego.

– Twoja kumpela powinna wiedzieć, w co się pakuje – tłumaczę jej mój punkt widzenia. – Wszyscy wokół wiedzą, jacy jesteśmy. Pieprzymy dlazabawy.

– Wszyscy jesteście popaprani – wypluwa ze złością tesłowa.

– Uważaj co mówisz i do kogo – ostrzegamją.

Wściekłość widoczna w jej oczach, w ciągu sekundy zmienia się w przerażenie. Jest w nich coś, co mniezaciekawia.

– Czy my się skądś nie znamy? – pytam, a onasztywnieje.

– Nie. – Kręci szybkogłową.

– Na pewno? – pytam ponownie, podejrzliwie.

– Na pewno – odpowiada, tym razemstanowczo.

– Okej. – Notuję sobie w głowie, że muszę czegoś się o niejdowiedzieć.

– Powinnam zająć się Leną. – Wyrywa mi się i zgarnia ze sobą Lenę, po czym znikają za jednym zbudynków.

– Te laski są chore – odzywa się pierwszyAaron.

Jego dziewczyna zniknęła gdzieś i ani trochę mnie to nieinteresuje.

– Musisz stawiać sprawy nieco jaśniej między sobą, a pannami – nakazuję mu. – Nie powinno dochodzić do tego typu rzeczy. Mam dość tych akcji z płaczącymilaskami.

– Jeszcze z nią nie skończyłem – oznajmia, a ja patrzę na niegozdezorientowany.

– Co masz na myśli? – pytam.

– Wyjaśnię jej pewne kwestie, żadna zdzira nie będzie się na mnie rzucała i pokazywała swoich fochów – odpowiadapodenerwowany.

– Bez rękoczynów – ostrzegam go, bo nie chcę, aby ktoś przez nią dobrał się mu do tyłka. – Nie chcę krwi i żadnych zranień – szepczę doniego.

– Wiem. – Kiwa głową na zgodę. – Ale muszę pokazać, kto turządzi.

– Rozumiem – odpowiadam. Nie mam nic dotego.

– To co, dziś wyścigi? – Alonso zmienia temat i włącza nas do rozmowy z resztąchłopaków.

– Jasne, moje cacuszko jest gotowe. – Uśmiecham się do niego zdumą.

– Jesteś perfidny – droczy się ze mną Silvio. – Jak zawsze zmieciesz swoich rywali, pozostawiając ich wtyle.

– Nie inaczej. – Przybijam piątkę z moim bratem. – Moja dziecinka jestnajlepsza.

– Chciałbym zobaczyć, jak ktoś skopałby twój zarozumiały tyłek – dołącza do nasLeon.

– A ja chciałbym zobaczyć panienkę, która roztopiłaby jego zlodowaciałe serce – dodajeZack.

– To się nigdy nie stanie. – Popycham go w żartach. – Jeszcze nie urodziła się taka, która potrafiłaby skraść meserce.

– Nigdy nie mów „nigdy” – Aaron popieraZacka.

– Zejdźcie ze mnie, lepiej pomówmy o waszych podbojach – próbuję zmienićtemat.

Gawędzimy jeszcze o tym przez chwilę, po czym rozchodzimy się w swoje strony. Ruszam ramię w ramię z Alonsem, z którym mam prawie wszystkie zajęcia. Całkiem przypadkiem wybraliśmy ten sam kierunek – biznes – i, mimo że znamy się od lat, wzmocniliśmy jeszcze bardziej naszą przyjaźń. On, jako jedyny z naszej paczki – nie wliczając w to Aarona, który jest w tym od zawsze – wie, czym się zajmuję i całkowicie mnie w tym wspiera, nigdy nie oceniając. Nawet, gdy miałem już prawie w swoich rękach siostry Adler, a w ostatniej chwili okazało się, że zwiały, on motywował mnie i nie pozwolił mi siępoddać.

W kółko powtarza, że prędzej czy później same wpadną, a ja mam tylko pozostać w ukryciu i czekać na tenmoment.

Zaproponowałem mu nawet wejście w ten interes, ale powiedział, że to nie jegoświat.

Po studiach planuje przejąć interes ojca i zostać prezesem ogromnej firmybudowlanej.

– Jak tam stoją sprawy z siostrami Adler? – pyta przyciszonym głosem, gdy mijamy grupkęstudentów.

– Odpuszczam na rok, wspominałem o tym ci wcześniej – odpowiadam. – Evan przejmuje stery. Nie liczę, że posunie się coś w tej sprawie, ale niech chłopak się popisze, jak tak pragnie udowodnić każdemu dookoła, że jest ode mnielepszy.

– Ten koleś działa mi na nerwy. – Alonso wyraźnie się denerwuje. – Nie znam go osobiście, ale z twoich opowieści wynika, że ma jakąś obsesję na punkcie rywalizacji ztobą.

– Od zawsze jest porównywany ze mną – tłumaczę mu tę sytuację. – Kiedy Evan nie mógł czegoś dokończyć, ja robiłem to za niego za pierwszym podejściem. I nie mówię tu, że specjalnie się wychylałem. Ojciec z wujem mnie o toprosili.

– Więc, co? – Patrzy na mnie z chytrymuśmieszkiem.

– Co? – Spoglądam na niego kręcącgłową.

– Jesteś moimi plecami? – pyta, a ja nie kumam, o co mu biega. – Cholera, stary, ale ty jesteś czasemtępy.

Komuś innemu przywaliłbym w gębę za ten tekst, ale choć Alonsa może i nie znam całe życie, to jest dla mnie jakbrat.

– To co z tymi plecami? – dopytuję.

Zatrzymujemy się przy szafkach, przeznaczonych dla dziennych studentów pierwszego roku. Opieram się o jedną z nich, gdy ktoś chrząknięciem zwraca na siebie mojąuwagę.

– To moja szafka – głos należy do jakiejśdziewczyny.

Odsuwam się, ignorując ją i nadal kontynuuję rozmowę zAlonsem.

– Więc teraz planuję ostro imprezować – paplam, ale oczy Alonsa utkwione są za mną. – Stary, tu jestem. – Macham mu przed oczami swojądłonią.

– Sorry. – Pociera ręką o kark. – Widziałeś tępannę?

Wpatruję się w niego, nie rozumiejąc, o czym mówi. Wtedy za plecami słyszę dźwięki obcasów, odbijających się od płytek podłogowych, którymi wyłożone są wszystkie budynki w tej uczelni. Natychmiast dociera do mnie, o co, a raczej, o kogo, mu chodzi. Odwracam głowę za osobą, która tak przykuła jego uwagę, ale nie jest mi dane zobaczyć tej panienki, bo znika za rogiem. Odwracam się do Alonsa, którego wzrok utkwiony jest w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą zniknęładelikwentka.

– Więc co z tą laską? – pytamzaciekawiony.

– Jej oczy. – Wzruszam ramionami, bo nadal nie wiem, o co w tym wszystkim tyleszumu.

– Możesz konkretniej? – popędzam go. – Zaczęły się zajęcia, a my jak te durnie nadal stoimy nakorytarzu.

– Jeszcze nigdy nie widziałem tak hipnotyzujących błękitnych oczu – wypala szybko. – Pierwszy raz ją tutaj widziałem. Dziewczyny takie jak ona, rzucają się w oczy. Jak to się stało, że jeszcze jej wcześniej niedostrzegłem?

– Pewnie dlatego, że to pierwszak – wyjaśniam mu coś, co dla mnie jest oczywiste. Dziwne, że on sobie tego jeszcze nieuzmysłowił.

– Cholera, racja. – Uderza się w czoło, a ja wybucham śmiechem. – Nie śmiej się, nie widziałeś jej. Ona jest inna. Sam zgłupiałbyś na jejwidok.

– Co mam rozumieć przez to określenie „inna”? – dopytuję.

– Wygląda jak bogini Afrodyta, piękno samo w sobie. – Kręcę z niedowierzaniem głową na jegogłupotę.

– Masz gorączkę, czy co? – pytam wżartach.

– Nie, ale ona mnie doprowadziła do białej gorączki – odpowiada.

– Zaczynam się o ciebie martwić – mówię i odpycham się odszafek.

– Teraz będę jej wypatrywał – oznajmia z pewnością siebie. – Udowodnię ci niedowiarku, że jest coś w niej. Coś innego. A te jej oczy. Boże, one topią cię odśrodka.

– Straciłeś głowę dla laski, którą zobaczyłeś pierwszy raz? – pytamkpiąco.

– Poczekasz, a przekonasz się. – Nie daje za wygraną. Jest tak uparty, że zaczyna mnie tointrygować.

– Tylko się nie zakochuj. – Popycham go, aby dotrzeć w końcu doauli.

– Oszalałeś. – Parska śmiechem. – Będziemy ostro się bawić, a ona będzie moją wisienką natorcie.

– Mhm. – Puszczam mimo uszu jego słowa. Poczekam cierpliwie na to, bo mówi to z taką pewnościąsiebie.

Wchodzimy do auli dość sporo spóźnieni i siadamy na swoichmiejscach.

ROZDZIAŁ III

Adeline

Widzę go przy mojej szafce i nie wiem jak mam się zachować. Wiem jedno. Jest za późno, żeby się wycofać i uciec jak najdalej poza jego zasięg. Czuję ulgę, gdy totalnie mnie olewa, kiedy się do niego odzywam. Dawno temu zaznajomiono mnie z tym człowiekiem, począwszy od cech jego charakteru, poprzez ludzi, z którymi się spotyka, po jego ulubione rzeczy i wiele innych głupot, a kończąc na wyglądzie. Jednak zdjęcia ani trochę nie oddają jego rzeczywistej postury i grozy, którą od niego czuć. Wygląda imponująco i ewidentnie bije od niego władczość. Nie umykają mi nawet jego perfekcyjnie wyrzeźbione mięśnie, które nadają mu miano samca alfa, w pełnym tego słowa znaczeniu. Jego włosy wyglądają tak, jakby dopiero wyszedł z łóżka po kolejnym zajebistym seksie – jak to zawsze określa Kelly, kiedy widzi ciacho, takie jak on. Mówiąc o tym, mam na myśli potargane włosy, lubieżne i kuszące usta, oczy koloru bezkresnej nocnej otchłani i zachrypnięty, niski głos. Wszystko w nim jest nieskazitelne, a zarazem mroczne. Jego wygląd nie może mnie zmylić. Wiem, czego dokonuje i niejednemu na pewno zmroziłoby to krew w żyłach. Jest jednym z tych ludzi, których lepiej unikać jak ognia. Właśnie takie jest moje zadanie. Nie rzucać się w oczy, byćniewidzialna.

– Uwierzycie, że ten palant Aaron O’Donnell rzucił Lenę po tym jak ją wykorzystał? – wyrzuca z siebie wściekłaCorine.

Siedzimy wszystkie u niej w pokoju i szykujemy się na jakieś wyścigi. Dziewczyny od samego rana nie mówią o niczym innym, tylko o jakimś „Białym kręgu”. Nie wiedzą zbyt wiele o tej organizacji. Tylko tyle, że należy do niej wiele wpływowych i znaczących w tym mieście młodych mężczyzn, takich jak Damion czy Aaron O’Donnell i ich kumple. Zaciekawia mnie to, ale wiem, że one nie odpowiedzą na pytania, które co rusz przychodzą mi dogłowy.

– I co teraz? – pyta Dina, odwracając się odtoaletki.

– Jak to, co? – burczy obruszonaCorine.

– Uuu, wyczuwam, że nie będzie to nic fajnego – wtrącaArina.

– Zamierzam powiedzieć mu prosto w twarz, co o nim sądzę – obwieszcza to, co oczywiste, przynajmniej wedługniej.

– To ja odpadam. – Podnoszę ręce w górę w geście poddania. Im dalej jestem od tego typu akcji, tym jestembezpieczniejsza.

– Co?! – Potrząsa mną natychmiastDina.

– Corine robi sobie jaja. – Arina próbuje zamienić to w głupiżart.

– Jeżeli ona nie idzie, ja też. – Spoglądam zszokowana naCorine.

– Super, zaraz okaże się, że zostaniemy w domu – obrusza się Arina. – To rozpoczęcie sezonu. Nie chcę tegoominąć.

– Corine, nie będziesz rzucała się na tego dupka O’Donnella, co nie? – pytaDina.

– Dobra, odpuszczam. – Corine siada obok mnie. – Ale jeżeli usłyszę coś o Lenie, to nie ręczę zasiebie.

Tym samym zostaję przegłosowana, ale wiem, że dziewczyny nie będą rzucać się w oczy. Choć, patrząc na każdą z nas i na to jak jesteśmy ubrane, będzie to cud, jeżeli tak się stanie. Corine wygląda seksownie ze swoimi pofalowanymi rudymi włosami i krwiście czerwonymi ustami. Prezentuje się jak jeden wielki seks, chodzący w zielonej, obcisłej sukience, która idealnie kontrastuje z jej lśniącymi malachitowymi oczami i krwistymi ustami. Opaloną skórę podkreśla waniliowy olejek, który dociera do twoich zmysłów. Dina ma na sobie czerwoną sukienkę, ledwo sięgającą jej za tyłek, a blond włosy spadają kaskadą na jej odkryte smukłe ramiona; jej skóra jest iście porcelanowa, jakby miała zaraz pęknąć – jak u jednej z tych porcelanowych lalek. Wygląda obłędnie i nie wątpię, że jej pojawienie się zrobi duże wrażenie na sporej ilości facetów. Za to Arina najbardziej odstaje od nas swoim ubiorem. Ma na sobie białą, zwiewną bluzkę i czarne, skórzane legginsy, a całość dopełnia czarna ramoneska. Brązowe włosy ma przewiązane czerwoną bandanką. Jedna rzecz nadal nas dzieli, są nimi wysokie obcasy. Jeżeli chodzi o mnie, nigdy w życiu nie miałam na sobie czegoś takiego. Moje ciało jest wciśnięte w czarną dopasowaną sukienkę, którą co chwilę muszę poprawiać, bo zsuwa mi się z tyłka. Dziewczyny zrobiły mi do tego mocny makijaż, który sprawia, że wyglądam jak nie ja. Ciągle nazywają mnie seksbombą, co natychmiast zbywam śmiechem. Blond włosy związane mam w luźny warkocz, który opada na praweramię.

Te dziewczyny są niesamowite. Każda zupełnie inna, ale w pewien sposób tak do siebie podobne. Są do siebie przyjacielsko nastawione i jestem pewna, że jeżeli musiałyby, jedna wskoczyłaby za drugą w ogień. To nazywa się przyjaźń aż po sam grób. Cieszę się, że je poznałam, bo dopiero teraz mogę zobaczyć, jak wygląda prawdziwa przyjaźń. One nic nie robią na pokaz, po prostu są takie. Nikt im niczego nie nakazuje, robią to, co kochają. Dzielą się ze sobą wszystkim. A ja powoli staję się maleńką częścią ichświata.

Gdy zajeżdżamy na miejsce, przed oczami ukazuje mi się ogromny, ogrodzony teren, pełen młodych ludzi. Do tego dochodzi przeraźliwy dla uszu ryk motocykli i szybkichaut.

Corine pokazuje przepustkę wyrośniętemu, wytatuowanemu facetowi, który jak na moje oko ma okołotrzydziestki.

Wygląda groźnie, a jego kilku kumpli, którzy stoją niedaleko, nie odstają od niego ani trochę. Wytatuowany gościu kiwa głową, a Corine rusza przed siebie. Po zaparkowaniu przy ogrodzeniu, przed którym są wydzielone miejsca na samochody, gramolimy się z auta. Od razu zwracam uwagę na głośne zamieszanie, panujące pod zadaszonym pawilonem bez ścian. Ludzie gromadzą się tam, tworząc wielki krąg. Do moich uszu docierają odgłosy uderzających o siebie ciał, zaś z drugiej strony słyszę warkot mocnych silników aut i motocykli. Ludzie stoją i przyglądają się każdemu z tych przedstawień, choć największą popularnością cieszą się ścigacze, ustawione przy samym torze, który stanowi prosta droga, tuż za pasem startowym. Znacznie dalej widoczne są wysokie budynki, chyba jakieś stare hangary dla samolotów czy awionetek. Teren wydaje się ciągnąć wnieskończoność.

– Witaj w białym kręgu – szepcze mi do ucha Corine, biorąc mnie pod ramię. – A teraz chodźmy się trochęzabawić.

– Oni się tutaj biją i ścigają? – pytam zzaciekawieniem.

– Tak, biały krąg złożony jest z dwóch części – wyjaśnia mi Arina. – Walk i wyścigów. Ścigać można się samochodami, albo motocyklami, to zależy od uczestnika. Jednak odkąd Damion O’Donnell bierze w tym udział, największą popularnością cieszą się wyścigi ścigaczami. Choć nie mniejszą widownię mają walki, kiedy udział bierze jego brat, Aaron.

– Czyli bracia O’Donnellowie są tu największą atrakcją – stwierdzam.

– W praktyce i przenośni – śmieje sięDina.

– Oni tu rządzą – dodaje gorzkoCorine.

– Tak, oni są panami tego miejsca – kwituje szybko ten tematArina.

Docieramy do kręgu, gdzie odbywają się walki. Przytrzymuję się Corine, gdy widzę całego we krwi chłopaka i stojącego nad nim młodszego brata Damiona – Aarona. Zastanawiam się gdzie jest ten drugi, rozglądam się wokół, ale nigdzie go nie widzę. Głośne uderzenie i jęk chłopaka przykuwają z powrotem moją uwagę. Koleś, który przegrywa, podnosi się na kolana, ale Aaron jednym mocnym ciosem z półobrotu kładzie go znowu na glebę. Twarz chłopaka wykrzywia się z bólu, słyszę dźwięk łamiących się kości od serii zadanych mu ciosów. Aaron wychodzi na środek i jak jakaś małpa zaczyna się uderzać w swoją nagą pierś. Szczerzy się dumnie, a mój żołądek przeżywa rewolucję. Czuję, że jeżeli stamtąd zaraz nie odejdę, puszczę pawia. Odwracam się i odbiegam na bok. Nie zamierzam przyglądać się tej chorej walce. Jak można cieszyć się z tego, że ktoś rani drugiego człowieka? Jak on mógł bez mrugnięcia okiem złamać coś temu chłopakowi? Teraz jestem pewna, że on jest nieobliczalny. A jego brat nie może byćlepszy.

– Co ci jest? – pyta Corine, gdy dobiega domnie.

– Nie mogę patrzeć, gdy drugiemu człowiekowi dzieje się krzywda – wyduszam zsiebie.

– To chodźmy pooglądać wyścigi – proponuje, a ja czuję ulgę. – Pójdę tylko podziewczyny.

Kiwam głową, a ona wbiega z powrotem w tłum. Trwa to chwilę, lecz gdy wraca, nadal jestsama.

– Dziewczyny zostają – oznajmia. – Później nasznajdą.

Ruszamy w stronę kolejnego tłumu, który zasłania nam widok głośno ryczących maszyn. Zaczynamy przeciskać się przez to zbiegowisko, słyszymy rzucane w naszym kierunku nieprzyjazne epitety, ale ignorujemy je. Corine wydostaje się jako pierwsza, a ja zaraz za nią. Zrównuję się z nią i mamy stąd idealny widok na to, co się dzieje natorze.

Przede mną stoi kilka ścigaczy, które wyglądają jak rasowe bestie. Ciekawa jestem, jak to jest jechać na jednej z nich i czuć wiatr we włosach. Nigdy nie robiłam tak niewinnych, a raczej tak niebezpiecznych rzeczy. Chciałabym choć raz poczuć smak adrenaliny, ale muszę trzymać się zboku.

Do motocykli podchodzi dwóch zamaskowanych, nieźle zbudowanych kolesi. Każdy z nich ma na sobie idealnie dopasowany kombinezon. Ukrywam się za Corine, bo mam gdzieś głęboko w sobie dziwne uczucie, które mówi mi, abym pozostała niewidoczna. Wtedy jeden z nich zdejmuje kask, a moje serce przyśpiesza. Rozpoznaję w tym chłopaku kolesia spod szafek i zamieram, gdy drugi z nich postanawia zdjąć swój. Okazuje się, że to Damion O’Donnell. Wygląda wstrząsająco przystojnie. Ma na sobie czarno-czerwony kombinezon, który opina się na nim jak druga skóra. Dziewczyny zaczynają piszczeć jego imię, jakby był jakąś gwiazdą, a on uśmiecha się dumnie i przeczesuje dłonią włosy, nadając im niesforny wygląd. Czuje się w swoim ciele pewnie i wykorzystuje to na każdym kroku. Obaj wsiadają na swoje ścigacze, budzą te bestie do życia i palą gumę, wreszcie podjeżdżają do reszty grupy, która stoi na środku i czeka na nichcierpliwie.

– To teraz zacznie się najlepsze. – Podskakuję na dźwięk głosu Corine. – Wszystko z tobą w porządku? Dziwnie sięzachowujesz.

– Nie, wszystko okej – zbywam ją. – Co masz na myśli mówiąc, żenajlepsze?

– Będą pokazywać triki – wyjaśnia.

Jeden z motocykli rusza i podjeżdża do białej linii namalowanej nabetonie.

– Jakie triki? – dopytujęsię.

– Obserwuj, zaraz sama zobaczysz. – Kiwa głową na kolesia, który stoi przed linią, grzejącsilnik.

Nie zadaję więcej pytań. Czekam tylko na to, co będzie siędziało.

Rozbrzmiewa głośny dźwięk, dający znać mężczyźnie na ścigaczu, że może zaczynać. Rusza z piskiem opon, po czym ześlizguje się tyłkiem z siedzenia i przechyla na bok; dzieli go zaledwie parę centymetrów od betonu, a jego kolano ociera się ochraniaczem oziemię.

Krzywię się i odwracam głowę. Wtedy zauważam, że kumpel Damiona spod szafek marszczy czoło i z zainteresowaniem mi się przygląda. Wbija łokieć w bok przyjaciela i z szerokim uśmiechem oraz ożywieniem zaczyna do niego coś mówić. Damion po chwili rozpoczyna przeczesywać wzrokiem tłum, a