Wampir z Osielska - Krzysztof Drozdowski - ebook + książka
NOWOŚĆ

Wampir z Osielska ebook

Drozdowski Krzysztof

4,2

36 osób interesuje się tą książką

Opis

Czasem trzeba przedrzeć się przez mroki zła, by ujrzeć światło prawdy.

Bydgoszcz, połowa lat 60. W lesie na obrzeżach jednego z osiedli zostają znalezione zwłoki kobiety. Śledczy ruszają w teren, lecz im więcej pytań zadają, tym wyraźniej czują, że błądzą pozbawieni technik, które dziś wydają się oczywiste. Gdy dziewięć miesięcy później ginie kolejna kobieta, miasto zaczyna żyć jednym słowem: „Wampir”.

Rozpoczyna się nerwowe polowanie na sprawcę. Pojawiają się mylne tropy, sensacyjne zeznania i podejrzany, który zdaje się idealnie pasować do profilu mordercy. W tle krąży postać „Bogacza” — mężczyzny epatującego w lokalach plikiem banknotów, jakby szukał ofiary lub próbował coś udowodnić. Każdy dzień bez przełomu podsyca strach, szczególnie wśród kobiet. „Wampir z Osielska” to nie tylko historia zbrodni, lecz także obraz realiów śledztwa w PRL: presji, błędów i mozolnego zbierania okruchów prawdy z protokołów, wizji lokalnych oraz relacji świadków. Finał rozgrywa się na sali sądowej: proces, wyrok i zamknięcie sprawy, która na lata zapisała się w pamięci regionu.

To książka dla czytelników szukających w true crime nie sensacji, lecz odpowiedzi: jak rodzi się zło i w jaki sposób państwo próbuje je uchwycić nawet wtedy, gdy wciąż brakuje pewników.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 182

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (5 ocen)
2
2
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Poczytajzemna

Nie oderwiesz się od lektury

Są takie sprawy kryminalne, które mimo upływu lat wciąż budzą dreszcz i ogromną ciekawość. Jedną z nich jest historia nazywana przez media „Wampirem z Osielska”. Dlatego kiedy zobaczyłam zapowiedź książki o tym tytule, autorstwa Krzysztofa Drzydowskiego, wiedziałam, że nie mogę przejść obok niej obojętnie. Gdy po raz pierwszy ujrzałam głównego bohateta tej książki, który doskonale wiemy, że został schwytany, od razu zaczęłam się zastanawiać, jak w połowie lat sześćdziesiątych śledczy próbowali dojść do prawdy i jak im się to udało. Przecież nie było wtedy nowoczesnych technik kryminalistycznych, badań DNA czy komputerowych baz danych. A jednak ktoś musiał krok po kroku poskładać wszystkie elementy tej układanki. Jak odnaleziono trop? Jak wpadł w ręce milicji człowiek, który wzbudzał wśród mieszkańców tak ogromny strach? I jak wyglądały jego przesłuchania, co mówił, jak się tłumaczył... Drozdowski, to autor, którego bardzo cenię za dokładność i ogrom pracy wkładany w przygotowanie ma...
10
Voncohn

Dobrze spędzony czas

Bardzo rzetelnie i „po Bożemu” napisane. Autor skupia się na przestępstwach, sprawcy i procesie, nie rozpisując się na tematy poboczne. Nie pompuje sztucznie tekstu, nie mądrzy się i nie udaje beletrysty. Co chyba najważniejsze - ani przez chwilę nie pojawia się jako czuły narrator, zakochany w sobie erudyta ani nie bredzi o marksistowskim tle losu ofiar, które jako kobiety, seksworkerki bądź zdominowane przez patriarchat wyzwolone, świadome swej seksualności feminy, skazane były w PRL na gorsze traktowanie przez organy ścigania.
00

Popularność




Gdy poznam smak pierwszego grzechu, to do następnego zostanę naprawdę sprowokowany: morderstwo jest tak bliskie żądzy, jak płomień dymowi.

William Shakespeare – „Perykles, książę Tyru”

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Wstęp

Rozdział 1. Zbrodnia

Przypisy

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści

Wstęp

Seryjni zabójcy seksualni odzwierciedlają szczególnie przerażający rodzaj przestępców, których motywację stanowią głównie perwersyjne potrzeby cielesne.

W latach 70. XX wieku w USA działał Ted Bundy, wykorzystujący swój urok i atrakcyjny wygląd. Aby zwabiać ofiary, często udawał rannego lub niepełnosprawnego, prosząc o pomoc niczego nieświadome młode kobiety. Szacuje się, że zamordował ich ponad trzydzieści. Od 1978 do 1990 r. na terenie ZSRR grasował Andriej Czikatiło, który atakował w odosobnionych miejscach, głównie w lasach i w pobliżu dworców kolejowych. Po dokonaniu morderstw często okaleczał i kanibalizował ciała. Zamordował co najmniej pięćdziesiąt dwie osoby, głównie kobiety i dzieci. Gary Ridgway, znany jako morderca z Green River, działał w USA na terenie stanu Waszyngton w latach 80. i 90. XX wieku. Czyhał głównie na prostytutki, dusząc je, a następnie porzucał ich ciała w ustronnych miejscach. Przyznał się do zamordowania siedemdziesięciu jeden kobiet, chociaż liczba ta może być wyższa. Schwytany w 2001 roku, został skazany na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego. W tym samym czasie w Wisconsin grasował Jeffrey Dahmer odpowiedzialny za śmierć siedemnastu młodych mężczyzn. Wabiąc ich do domu, narkotyzował i gwałcił, a w konsekwencji zabijał. Po dokonaniu zbrodni często okaleczał i kanibalizował ciała swoich ofiar. Schwytano go w 1991 roku i zasądzono dożywocie. Zginął w więzieniu w 1994 roku, pobity przez innego osadzonego. W latach 70. w Illinois w USA działał John Wayne Gacy, mając na sumieniu co najmniej trzydziestu trzech młodych chłopców i mężczyzn. Zwabiał ich, a następnie gwałcił i mordował, większość ciał zakopując w piwnicy własnego domu. W 1994 roku został skazany na karę śmierci i stracony. Od 1976 roku, przez dwa lata, w Nowym Yorku swoje krwawe rzemiosło praktykował David Berkowitz zwany Synem Sama, który zamordował sześć osób, a kolejnych siedem dotkliwie poranił. Atakował pary siedzące w samochodach, strzelając do nich z pistoletu kaliber 44. Mężczyzna twierdził, że działał pod wpływem demonów. Schwytany w 1977 roku został skazany na sześciokrotne dożywocie. W latach 1984–1985 na terenie Kalifornii Richard Ramirez, znany jako Night Stalker, zamordował czternaście osób – włamywał się do domów, atakował śpiące ofiary, gwałcił je, a potem zabijał. Schwytano go w 1985 roku, skazując na karę śmierci. Zmarł na raka w 2013 roku, wciąż oczekując na wykonanie wyroku.

Każdy z zaprezentowanych przestępców wykazywał unikalne metody tzw. modus operandi, ale łączyło ich jedno – ekstremalna brutalność i brak empatii wobec ofiar. Poza Czikatiłem wszyscy działali na terenie USA. Dziś ich historie na nowo odżywają za sprawą swego rodzaju „mody” na seryjnych morderców.

W okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej również odnotowano kilku seryjnych morderców, w tym seksualnych. W latach 1964–1970 na terenie Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego działał Zdzisław Marchwicki, który zamordował co najmniej czternaście kobiet. Atakował on zazwyczaj w odosobnionych miejscach, bijąc je, a następnie gwałcąc i dusząc. Jego zbrodnie wywołały w regionie ogromne przerażenie. Został schwytany i oskarżony o morderstwa na podstawie poszlak. Skazano go na karę śmierci, którą wykonano w 1977 roku. Istnieją kontrowersje dotyczące jego winy, a niektórzy badacze uważają nawet, że mógł być niewinną ofiarą błędów wymiaru sprawiedliwości. Na Pomorzu – ale głównie w okolicach Trójmiasta – w latach 1975–1983 grasował Paweł Tuchlin zwany Skorpionem. Zamordował dziewięć kobiet, a wiele innych zaatakował i zranił. Napadał swoje ofiary w ustronnych miejscach, najczęściej uderzając je ciężkim przedmiotem w głowy. Po ataku często je gwałcił. Został schwytany w 1983 roku po długim śledztwie. W 1985 roku skazano go na karę śmierci i stracono dwa lata później. W podobnym przedziale czasowym na Górnym Śląsku mordował Joachim Knychała – Frankenstein, odpowiedzialny za śmierć pięciu kobiet i ataki na kilka kolejnych. Napadał on w zacisznych miejscach, używając młotka do zadawania śmiertelnych ciosów w głowy. Po atakach często gwałcił swoje ofiary. Schwytany został w 1982 roku, skazany na karę śmierci i stracony w 1985 roku. Również w latach 70., na terenie Warszawy, działał Tadeusz Ołdak, który zamordował cztery kobiety. Napadał na nie, dusił, a następnie gwałcił i mordował. Został złapany, skazany na karę śmierci w 1979 i później stracony. Ogromne poruszenie wywołało w 1988 roku morderstwo czterech chłopców dokonane w Piotrkowie Trybunalskim przez Mariusza Trynkiewicza. Zwabiał on nastolatków, obiecywał im różne atrakcje, a następnie gwałcił i mordował. Został schwytany i skazany na karę śmierci, która w wyniku amnestii została zamieniona na 25 lat pozbawienia wolności. Po odbyciu kary umieszczono go w ośrodku zamkniętym, uznając za osobę niebezpieczną. Te przypadki były jednymi z najbardziej znanych w PRL i odbiły się szerokim echem w społeczeństwie często nieprzygotowanym na brutalność i okrucieństwo tych zbrodni. Wtenczas wielu z działających w Polsce seryjnych morderców okrzyknięto „wampirami”. Stąd mamy: „Wampira z Zagłębia”, „Wampira z Bytowa”, „Wampira z Gałkówka” czy „Wampira z Krakowa”. W mniejszym stopniu poznany został „Wampir z Osielska”, którego historia czekała na opowiedzenie.

Sprawą Stefana Rachubińskiego, uznanego na kartach literatury za „Wampira z Osielska”, zainteresowałem się kilka lat temu. Wówczas jednak bardziej jako ciekawostką na fali rosnącej popularności powieści kryminalnych oraz true crime. Okazało się, że jak dotąd opublikowano jedynie jeden rozdział w książce J. Derendy i B. Sygita zatytułowanej Pitawal bydgoski oraz kilka artykułów prasowych, które ograniczały się do najbardziej sensacyjnych fragmentów, nie wyczerpując zagadnienia. Dopiero w ostatnim czasie ukazał się podcast Marcina Myszki oraz odcinek serii Kryminalne śledztwa PRL emitowany w jednej ze stacji telewizyjnych.

Swoje rozpoznanie tematu rozpocząłem od rozmów ze znajomymi mi Bydgoszczanami, pamiętającymi tamte czasy. Następnie skierowałem wniosek do prezesa Sądu Okręgowego w Bydgoszczy, w którego archiwach znajdują się akta sprawy o sygnaturze IIIK 39/67. Uargumentowałem, że dostęp do nich jest mi potrzebny do pracy nad książką. Już po kilku dniach otrzymałem odpowiedź… odmowną. Jako powód podano, że akta są stare i mogą ulec zniszczeniu. Ponieważ w swoich badaniach archiwalnych każdego dnia mam do czynienia ze znacznie starszymi dokumentami, to argument ten wydał mi się dość kuriozalny, zwłaszcza że przez kilka miesięcy spędzałem wiele godzin na kwerendzie akt śledztwa toczącego się znacznie wcześniej. I w ten sposób postanowiłem też odpowiedzieć, załączając prośbę o indywidualne spotkanie, tak bym mógł na żywo wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Po około dwóch tygodniach telefonicznie zostałem zaproszony na spotkanie z panią wiceprezes Sądu Okręgowego. Szedłem na nie nieco spięty, wiedząc, że jeśli nie otrzymam tego dostępu, będę musiał porzucić plan opisania tej historii. Spotkanie przebiegło jednak w bardzo miłej atmosferze, przy kawie i rozmowach zarówno o interesującej mnie sprawie, jak i wielu innych tematach. Okazało się, że pani wiceprezes czytała kilka moich książek i cieszyła się na możliwość osobistego poznania. Dlatego wracałem do domu, będąc pewnym uzyskania zgody. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy zaledwie pięć dni później otrzymałem pismo od prezesa SO w Bydgoszczy, który kolejny raz odmówił mi dostępu do akt. No cóż – jak to mówią, do trzech razy sztuka. Wiedziałem, że przede mną dostęp otrzymał wspomniany już Marcin Myszka tworzący podcast Kryminatorium. To był mocny argument, jako że twierdzono, iż nikomu nie udostępnia się tych akt. Po dość dosadnej odpowiedzi ponownie zadzwonił telefon i powtórnie zostałem zaproszony do Sądu. Tym razem jednak przyjął mnie sam prezes. Treść rozmowy pozostanie jedynie między nami, bo taką złożyłem obietnicę. Uzyskałem zgodę na wgląd, jednak bez możliwości fotografowania, co oznaczało, że będę musiał w czytelni spędzić mnóstwo czasu, by robić notatki. Gdy jednak nadszedł list ze zgodą na dostęp do akt śledztwa, zawarta została tam również zgoda na wykonanie potrzebnych fotokopii. A więc kolejny raz mój upór w dążeniu do celu się opłacił. Udałem się również z całą rodziną na cmentarz w Miłostowie w Poznaniu, aby odszukać istniejący do dziś grób Stefana Rachubińskiego. Wiedząc, że on istnieje, musiałem nad nim stanąć, przetrawić pewne myśli. Niejako swoim zwyczajem dotknąć historii, tak by móc potem przekazać ją swoim czytelnikom.

Co ciekawe, po zaznajomieniu się z dokumentami, sporządzeniu dużej liczby zdjęć, odłożyłem prace nad książką na kilka kolejnych miesięcy. Musiałem zająć się pracą nad publikacjami, które już miałem wpisane w kalendarz i na które podpisałem umowy wydawnicze. A to dla mnie zawsze priorytet. Prawdopodobnie nie doprowadziłbym tej opowieści do końca, gdyby nie niespodziewany email od Rafała Bielskiego, szefa Skarpy Warszawskiej. Prosił o nadsyłanie tekstów do magazynów historycznych wydawanych przez Wydawnictwo i ewentualnie pomysłów na książki. Długo się nie wahałem. Odpisałem, że jestem w trakcie prac nad książką o „Wampirze z Osielska”, opisując pokrótce całą historię. Już następnego dnia dostałem zaskakującą odpowiedź: nie dość, że przyjęto moją propozycję, to jeszcze poproszono o napisanie kolejnej publikacji, tym razem związanej z historią ostatnich miesięcy II wojny światowej. Potem już tylko dogadanie szczegółów, spotkanie w siedzibie redakcji, podpisanie dwóch umów wydawniczych, pamiątkowe zdjęcie i powrót do pracy nad książką. W ten sposób właśnie owoc wspólnej pracy – mojej i zespołu redakcyjnego – trafia do Waszych rąk. Stąd też proszę o życzliwe przyjęcie i dzielenie się swoimi uwagami po lekturze. Możecie je przesyłać na adres: [email protected]. Piszcie również wtedy, kiedy macie do opowiedzenia jakąś ciekawą historię, wartą opisania.

Jak zawsze przy pracy nad książką spotkałem się z pomocą i życzliwością wielu osób. Na specjalne podziękowania zasługuje Katarzyna Milczarek-Kozak, która kolejny raz pomogła mi przebrnąć przez meandry sądowego archiwum. Dziękuję również ekipie wydawniczej za zaufanie i chęć współpracy. Dziękuję również Iwonie Niezgodzie, która podjęła się pracy nad redakcją niniejszej publikacji. Na koniec szczególne wyrazy wdzięczności kieruję pod adresem mojej żony Karoliny, która dzielnie znosi jedynie moją cielesną obecność w domu, gdyż myślami jestem daleko, pochłonięty kolejnymi historiami.

Rozdział 1. Zbrodnia

Trzynastego czerwca 1965 roku o godzinie 7.35 oficer dyżurny Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Bydgoszczy odebrał telefon od Rozalii Czyż, która podczas spaceru w lesie na Jachcicach odkryła zwłoki. Jak później zezna w trakcie śledztwa oraz rozprawy sądowej:

Zauważyłam coś białego. Podeszłam bliżej i zauważyłam, że to kobieta, leżała na wznak, twarz miała przykrytą szmatą, brzuch miała rozcięty, obok leżała rozrzucona torebka1.

Przestraszona, szybko wróciła do domu i natychmiast zatelefonowała na Komendę Milicji Obywatelskiej. Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie.

Dyżurny, po otrzymaniu zgłoszenia, powiadomił Komendę Dzielnicową MO, że w lesie w okolicy Jachcic, jednego z bydgoskich osiedli, dokonano zabójstwa kobiety. Zwłoki znaleziono na końcowym przystanku autobusowym. Po zakończonej rozmowie komendant dzielnicowy wysłał na miejsce trzech funkcjonariuszy: kierownika referatu st. sierż. Banasiaka, st. sierż. Betlejewskiego oraz dzielnicowego st. sierż. Michałowskiego. Powiadomiono również prokuratora ob. Skibińskiego, który w towarzystwie lekarza Jana Domaniewskiego także udał się na miejsce.

Jeszcze tego samego dnia oficer dochodzeniowy, por. Lucjan Ziębicki, podpisał postanowienie o wszczęciu dochodzenia w sprawie śmierci Zofii Ługowskiej – tak jak wkrótce ustalono na podstawie dokumentów znalezionych przy zwłokach, nazywała się ofiara. Tym samym machina śledcza ruszyła.

Milicjanci sporządzili protokół opisujący miejsce znalezienia zwłok. Czytamy w nim:

W zachodniej części miasta jest usytuowana dzielnica mieszkaniowa Jachcice. Główną ulicą tej dzielnicy, która prowadzi w kierunku zachodnim, jest ul. Saperów, po której biegnie linia autobusowa nr 54. Przy końcu tej ulicy znajduje się końcowy przystanek tej linii. Na końcowym przystanku znajduje się poczekalnia dla pasażerów, zbudowana z desek. Od poczekalni tej w kierunku północnym prowadzi ul. Smukalska. Ulica ta biegnie w kierunku miejscowości Bożenkowo, która to miejscowość leży na terenie pow. bydgoskiego. Ulica Smukalska od poczekalni na przestrzeni 200 m jest brukowana, a dalsza jej część jest o podłożu naturalnym. Przy ul. Smukalskiej w odległości 700 m od poczekalni stoi słup wysokiego napięcia, konstrukcji metalowej, który jest oddalony od ul. Smukalskiej w kierunku wschodnim o 59 m. Linia wysokiego napięcia biegnie w kierunku wschodnim do centrum miasta. Następny słup tej linii od słupa konstrukcji metalowej w kierunku miasta jest słup konstrukcji drewnianej, czteronożny, oddalony o 200 m od słupa konstrukcji metalowej. Na północ od słupa konstrukcji metalowej w odległości 200 m biegnie polna droga w kierunku wschodnim od Smukalskiej. Za tą drogą w odległości 10 m znajduje się las, w odległości 101 m od słupa konstrukcji metalowej w kierunku wschodnim od drogi polnej prowadzącej do ul. Smukalskiej w kierunku południowym, w odległości 96 m oraz od słupa wysokiego napięcia konstrukcji drewnianej w kierunku północno-zachodnim w odległości 130 m leżą pomiędzy krzakami z sosny obnażone zwłoki denatki. Wokół zwłok rozrzucona odzież damska, różne osobiste przedmioty i fotografie. Zwłoki ułożone są w kierunku zachodnim. Od głowy w kierunku południowym stoi krzak sosny wysokości ok. 4 m. W kierunku północnym od głowy stoi krzak sosny wysokości ok. 3 m, w odległości 160 cm, w kierunku wschodnim w odległości 310 cm stoi krzak sosny. Od nóg, o wysokości 200 cm, w kierunku północno-zachodnim od głowy w odległości 420 cm stoi krzak sosny wysokości 150 cm. Opisany teren jest porośnięty krzakami sosny na różnych wysokościach do 5 m. Teren ten jest pokryty sosnami skarłowaciałymi, nie sadzonymi ręką ludzką planowo (samosiejki). Podłoże terenu jest piaszczyste, porośnięte miejscami mchem, wrzosami i kępami trawy. Ponadto na terenie tym są transzeje (rowy strzeleckie), między innymi jeden znajduje się w odległości 9 m na zachód od zwłok. Teren jest nierówny, pagórkowaty, falisty i pomiędzy niektórymi drzewami leżą śmieci w postaci papieru i szkła. Ponadto wzdłuż ul. Smukalskiej są wysypiska śmieci i gruzu. W kierunku północnym od denatki w odległości 840 cm stoi krzak sosny, pod którego gałęziami leży pudełko puste koloru niebieskiego z białą nakrywką z napisem „Zet”, które zabezpieczono. Na tym oględziny miejsca przerwano.

Fot. 1. Szkic ogólny miejsca znalezienia zwłok Zofii Ługowskiej

Po przeszukaniu najbliższego terenu wokół zwłok postanowiono rozszerzyć obszar poszukiwań do promienia 1500 metrów. Wówczas znaleziono słoik z bakielitową pokrywką, wypełniony różnej wielkości kawałkami papieru zapisanego ołówkiem oraz atramentem. Odnaleziono także – co miało znaczenie dla dalszego śledztwa – zamknięty scyzoryk z dwoma ostrzami i korkociągiem, o okładzinach z masy w kolorze kremowym. Na okładzinie znajdował się znak fabryczny, którego jednak nie udało się rozpoznać ze względu na znaczne podniszczenie materiału.

O godzinie 9.30 o znalezieniu zwłok poinformowano podprokuratora J. Skibickiego, który tak wspomina te chwile:

Niezwłocznie z dr Domaniewskim udałem się na miejsce znalezienia zwłok. Ponieważ w tym czasie oczekiwano na przybycie technika dochodzeniowego, który powinien zrobić zdjęcia miejsca przestępstwa oraz zwłok, korzystając z chwili czasu wolnego, zawiadomiłem o tym wypadku szefa Prokuratury Powiatowej dla m. Bydgoszczy, Karola Klorka, który przybył na miejsce przestępstwa. Nieżyjąca nazywała się Zofia Ługowska. Zwłoki były zupełnie obnażone, i oprócz rany na powłokach brzusznych widoczne były ślady pourazowe na głowie oraz szyi. O powyższym zajściu powiadomiłem Naczelnika Wydziału II Prok. Woj., Prokuratora Obuchowicza.

Również prokurator Klorek pozostawił z tego wydarzenia krótką notatkę:

W dniu 13 czerwca 1965 r. około godz. 10-tej, przybył do mnie do domu pprok. Skibicki, zawiadamiając (…), iż w lesie na Jachcicach znaleziono zwłoki kobiety, przy czym, z uwagi na rozcięte powłoki brzuszne istnieje podejrzenie zabójstwa.

Udałem się więc natychmiast samochodem milicyjnym na miejsce znalezienia zwłok.

Zwłoki płci żeńskiej znajdowały się w lesie północno-wschodnim od ulicy Smukalskiej. Były one rozebrane, przy czym obok leżały skrwawione części odzieży damskiej, zdjęcia fotograficzne, butelka, dokumenty osobiste i bułka.

Na miejscu zastałem ob. Domaniewskiego, Komendanta Miasta MO, i funkcjonariuszy KWMO. Zwłoki miały rozcięte powłoki brzuszne. Dr Domaniewski poinformował mnie także, iż zwłoki mają głęboką ranę na szyi (część głowy i szyi zakryta była zdjętą suknią).

Z dokumentów (otwartych) które leżały obok, wynikało, iż zmarła nazywała się Zofia Ługowska (…).

W rozmowie z dr. Domaniewskim ustaliłem, iż rany zadane zostały najprawdopodobniej nożem, przy czym zgon mógł nastąpić najprawdopodobniej w godzinach wieczornych w dniu 11 VI względnie rannych 12 tegoż miesiąca.

Dr Domaniewski nie przeprowadzał oględzin zwłok, gdyż będący uprzednio na miejscu Komendant Wojewódzki MO poinformował go, iż Komenda Główna MO podjęła decyzję, aby oględziny miejsca przestępstwa dokonane zostały przez pracowników Zakładu Kryminalistyki KGMO. Na miejscu użyto dwukrotnie psa milicyjnego, który doszedł do przystanku autobusowego.

Z tych względów ograniczono się jedynie do sporządzenia (w mojej obecności) oględzin ogólnych terenu, z których sporządzono odpowiedni protokół, oraz zabezpieczono miejsce znalezienia zwłok. Poszukiwania narzędzia, którym dokonano zabójstwa, nie dały rezultatów.

Około godz. 15-tej udałem się wspólnie z Komendantem Miasta MO do domu, gdyż ekipa KGMO, która miała przyjechać około godz. 12-tej, do tego czasu do Bydgoszczy nie przybyła. Poinformowałem jednocześnie Komendanta Miasta, iż cały czas będę przebywać w domu.

Fot. 2. Szkic szczegółowy miejsca znalezienia zwłok Zofii Ługowskiej

Do oględzin miejsca zbrodni wrócono o godzinie 17.30, kiedy do milicjantów z Bydgoszczy dołączyli biegli z Zakładu Kryminalistyki KGMO w Warszawie: kpt. lek. med. sądowej Antoni Michałowski i starszy ekspert działu daktyloskopii Stanisław Owczarkowski. Pomimo mocno popołudniowej godziny było ciągle jasno, co stanowiło wielką zaletę długich czerwcowych dni. Niestety, kiedy przystąpiono do dalszych oględzin, zaczął padać deszcz, który mógł rozmyć wszystkie ślady. Milicjanci musieli się śpieszyć. W protokole z oględzin czytamy:

Denatka leży na plecach, ze szczytem głowy skierowanym w kierunku zachodnim, kończynami dolnymi – w kierunku wschodnim. Kończyny górne są wyprostowane, odwiedzione w bok. Prawa dłoń znajduje się w odległości 50 cm od krzaka sosny, a lewa – w odległości 130 cm od drugiego krzaka strony przeciwnej. Kończyny dolne: prawa, zgięta w stawie biodrowym i kolanowym odwiedziona w bok, w kierunku południowym. Okolica kolanowa uniesiona w górę, na wysokość 10 cm. Podudzie ze stopą skierowane są do środka, w kierunku linii środkowej ciała. Stopa prawa swą boczną powierzchnią silnie oparta jest o ziemię, przy czym część ziemi jest przesunięta, tworząc kupkę, która dotyka do powierzchni podeszwowej stopy. Kończyna dolna lewa, z udem wyprostowanym, tworzącym przedłużenie tułowia, zgięta w stawie kolanowym, z podudziem i stopą odwiedzioną w bok, w kierunku północnym, i skręconą do wewnątrz. Okolica kolanowa również nie dotyka do ziemi i oddalona jest o 10 cm od podłoża. Głowa denatki zwrócona jest w kierunku północnym i przykryta – w zakresie prawej połowy – resztkami brudnożółtej spódniczki. W lewej, zaciśniętej dłoni denatki znajduje się koniec gałązki sosny, pokrytej igliwiem, małego krzaczka oddalonego o 15 cm w kierunku zachodnim od dłoni lewej. Na powłokach zewnętrznych denatki, od strony przedniej, znajdują się drobne, wilgotne gałązki starego igliwia sosny, przy czym większość z nich znajduje się w zakresie wzgórka łonowego i pachwin. Na ziemi przed prawym kolanem leży cielista pończocha, którą zabezpieczono. W odległości 40 cm od prawego kolana leży pantofel z prawej nogi, palcami skierowany w kierunku południowo-wschodnim, który zabezpieczono. W odległości 35 cm od prawej dłoni denatki, w kierunku południowym, leży drugi, podobny pantofel z lewej nogi, który zabezpieczono. Tuż przy pantoflu, na ziemi i na gałązce, znajdują się dwa nieduże kawałki halki koloru różowego, które zabezpieczono. W odległości 255 cm od palucha stopy lewej, w kierunku wschodnim, leży zdjęcie przedstawiające kobietę na tle budynku. Na odwrocie – odręczny, atramentowy napis: „1963”. Zdjęcie zabezpieczono. W odległości 90 cm, w kierunku północnym od palucha stopy lewej, leży papier firmowy „wiosenny ZPC Goplana Poznań”, jednostronnie drukowany, który zabezpieczono. W okolicy prawej dłoni leży pudełko zapałek – pudełko zabezpieczono. W odległości 100 cm od pięty lewej, w kierunku północnym, leży zdjęcie przedstawiające trzy kobiety, w tym dwie zakonnice, jedna z nich w białym, a druga w czarnym habicie – zdjęcie zabezpieczono. W odległości 8 cm od lewego biodra leży wąska gumka koloru białego, związana, którą zabezpieczono. W odległości 27,4 cm od gumki leżą dwa zdjęcia: bliższe przedstawiające zdjęcie ślubne, a drugie (…) – kobietę trzymającą psa na ręku, z napisem na odwrocie „1963” – zdjęcie zabezpieczono. W okolicy lewej dłoni, na ziemi, leży zdjęcie zakonnicy w czarnym habicie, które zabezpieczono. W odległości 25 cm w kierunku zachodnim od lewej dłoni leży zdjęcie przedstawiające mężczyznę w szkłach, które zabezpieczono. W odległości 13 cm od prawej dłoni leży kawałek halki, który zabezpieczono. Na ramieniu prawym, w docinku górnym, znajdują się (ramię jest przełożone) dwa ramiączka od stanika i halki, z resztkami tej odzieży. Podobnie są (…) na ramieniu lewym. Odzież tę zabezpieczono. Po podniesieniu z głowy spódniczki i jej zabezpieczeniu stwierdza się, że na szyi znajduje się zawiązany, zakrwawiony szalik. Na palcu prawym prawej ręki jest obrączka z żółtego metalu, z literami „ME”, którą zdjęto i zabezpieczono.

Fot. 3. Widok z ulicy Smukalskiej na miejsce znalezienia zwłok pierwszej ofiary

Zabezpieczenie śladów oraz resztek odzieży trwało około godziny. W trakcie tych czynności ujawniono kilka istotnych elementów, mających odegrać znaczącą rolę w rozpoczętym śledztwie. Deszcz nie ustawał, a na biegłych czekał jeszcze znaczny zakres pracy w terenie. Następnie przystąpiono do oględzin zwłok, które przybrały już trupio blade zabarwienie. Na tylnej powierzchni ciała widoczne były plamy opadowe, nieustępujące pod wpływem nacisku. Stężenie pośmiertne, utrzymujące się w mięśniach żuchwy oraz kończyn górnych i dolnych, dawało się łatwo przezwyciężyć.

Fot. 4. Końcowy przystanek autobusowy przy ul. Smukalskiej

Na szyi denatki zaobserwowano liczne obrażenia w postaci ran kłutych i ciętych oraz otarć naskórka. Jedno z cięć przebiegało przez całą grubość szyi aż do kręgosłupa. W obrębie klatki piersiowej ujawniono wiele nacięć, które – jak później ustalono – powstały już po śmierci. Okolica brzucha nosiła ślady wielokrotnego zadawania ciosów ostrym narzędziem. Z dalszych oględzin zwłok zrezygnowano z uwagi na pogarszające się warunki atmosferyczne. Ciało przewieziono do Szpitala Ogólnego nr 1, gdzie zaplanowano przeprowadzenie sekcji.

Po odtransportowaniu zwłok kontynuowano czynności procesowe. W ich trakcie ujawniono i zabezpieczono fotografię z wizerunkiem mężczyzny, legitymację ubezpieczeniową nr 40850 wystawioną w 1963 roku przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Łodzi na nazwisko Zofia Ługowska, a także trzy zdjęcia, z których jedno przedstawiało mężczyznę w mundurze. Dodatkowo zabezpieczono dwa odpisy skróconego aktu urodzenia wystawione na to samo nazwisko oraz kartkę papieru biurowego w linie z odręcznie zapisaną treścią, rozpoczynającą się słowami: „Kochana Zosiu”.

Fot. 5. Lewa ręka Zofii Ługowskiej

Wśród pozostałych przedmiotów znajdowały się: korek, butelka o pojemności 250 ml po wódce porterówce, czerwona portmonetka zawierająca kwotę 1,15 zł, modlitewnik, białe majtki, rozłożony fragment gazety, papieros marki „Sport” oraz beżowa torebka damska. W jej wnętrzu znaleziono kawałek papieru pergaminowego, w który owinięto plastikową torebkę z wędliną, pończochę w poprzeczne prążki oraz fragment papieru gazetowego. W pewnym oddaleniu od miejsca ujawnienia zwłok leżał jasnoniebieski sweter oraz części różowej bluzki, na których widoczne były plamy krwi. Nieco dalej odnaleziono pocięty żakiet. W bezpośrednim otoczeniu miejsca zdarzenia rozrzucone były liczne fotografie.

Fot. 6. Twarz Ługowskiej przykryta spódnicą

Fot. 7. Twarz Ługowskiej po zdjęciu spódnicy. Widoczne zadzierzgnięcie oraz zawiązany szalik

Oględziny zakończono o godzinie 19.30. Sporządzono dokumentację fotograficzną oraz szkice miejsca zdarzenia. Deszcz towarzyszył czynnościom do samego ich zakończenia. Na podstawie wstępnej oceny ustalono, że zgon nastąpił około dwóch dni wcześniej, w godzinach wieczornych. Szczegółowe wyniki miała przynieść sekcja zwłok.

Badanie pośmiertne przeprowadzili lekarze Jan Domaniewski i Antoni Michałowski. Dokonali starannej oceny zewnętrznej ciała, nie pomijając żadnego zadrapania ani nakłucia. W zwłokach nie dopatrzyli się wad rozwojowych ani innych nieprawidłowości. Analiza wyglądu dłoni, w szczególności paznokci, pozwoliła im wysnuć wniosek, że kobieta nie przywiązywała większej wagi do swojego wyglądu. Na ciele 25-letniej kobiety ujawniono szereg obrażeń, w tym: otarcie naskórka na brodzie; pięć łukowatych otarć po lewej stronie szyi oraz dwa po stronie prawej; ranę o przebiegu poziomym, kształtu wrzecionowatego, zlokalizowaną około 2,5 cm poniżej dolnego brzegu żuchwy; siedmiocentymetrowe nacięcie prawej strony szyi; rozległe, ziejące uszkodzenie szyi o wymiarach 10 × 4 cm, sięgające tkanek miękkich kręgosłupa; osiem nacięć długości około 12 cm na klatce piersiowej; rozległe przecięcie powłok brzusznych, biegnące od wyrostka mieczykowatego do wzgórka łonowego, z ominięciem pępka po lewej stronie, o długości około 25 cm, miejscami odsłaniające jelita; a także nacięcia w obrębie piersi.

Fot. 8, 9. Poderżnięta szyja oraz widoczne pręgi w okolicy piersi pierwszej ofiary

Ponadto medycy odnotowali znaczną liczbę drobniejszych otarć i powierzchownych obrażeń powstałych wskutek działania ostrego narzędzia. Wszystkie spostrzeżenia szczegółowo ujęli w protokole sekcyjnym.

W dalszej kolejności przeprowadzono oględziny wewnętrzne. Z jamy czaszki oraz przekrojów mózgu wyczuwalna była słaba woń alkoholu. Każdy z narządów został oceniony pod względem wyglądu, a następnie zmierzony i zważony. Stwierdzono przecięcie lewego stawu mostkowo-obojczykowego oraz uszkodzenie pierwszego lewego żebra.

W podsumowaniu sekcji zwrócono uwagę na dużą liczbę obrażeń powstałych po śmierci. Obejmowały one m.in.: liczne nacięcia klatki piersiowej, ranę kłutą po lewej stronie tułowia oraz przecięcie powłok brzusznych. Wskazywało to, że sprawca nie opuścił miejsca zdarzenia bezpośrednio po dokonaniu zabójstwa, lecz pozostawał tam przez pewien czas, wykorzystując swoją przewagę nad ofiarą. Nie wykluczono również, że mógł czerpać z tego satysfakcję o charakterze seksualnym. Jako bezpośrednią przyczynę zgonu lekarze wskazali masywną utratę krwi spowodowaną przecięciem narządów szyi.

Wieści o dokonanym morderstwie błyskawicznie rozeszły się po mieście. Na milicję zaczęły zgłaszać się osoby, które znały Ługowską lub widziały ją w ostatnim czasie. Istotne były przesłuchania kierowców taboru miejskiego, którzy – jak się okazało – kojarzyli ofiarę z widzenia. Była widywana w autobusie linii 54, zmierzającym z dworca PKP na Jachcice.

Kierowcy określali ją jako kobietę lekkich obyczajów, toteż – mimo że nie stwierdzono tego wprost – domyślali się, iż udawała się na Jachcice w celu odbycia stosunku seksualnego. Na komendę stawiła się również Maria Lica, która znała Ługowską od kilku lat. Tak zeznała:

Ługowską Zofię widziałam ostatni raz w dniu 10 VI 65 r., około godz. 18:00, kiedy spotkałam ją w autobusie nr 54, jadąc do swojego miejsca zamieszkania. Po spotkaniu zauważyłam, że w autobusie siedziała z mężczyzną, mnie osobiście nieznanym, który miał następujący wygląd: około 30 lat, niskiego wzrostu, włosy koloru ciemnego, ubrany w ciemną marynarkę i koszulę w kratę koloru czerwono-niebieskiego. Zaznaczam, że mężczyzna ten był brudny i miał również zabrudzoną opisaną garderobę. Pozostałej części ubioru nie widziałam, ponieważ widziałam go, jak siedział. Kiedy Ługowska zauważyła, że jestem w autobusie, odeszła od tego mężczyzny i przeszła obok mnie, gdzie się przywitała, a następnie zaczęła rozmawiać. Mówiła mi, że z tym mężczyzną, z którym siedziała, jedzie na Jachcice; bliżej nie określiła, gdzie jedzie i w jakim celu. Nadmieniła, że wiezie ze sobą kiełbasę i wódkę, którą zamierza z tym mężczyzną wypić. Na inne okoliczności z nią nie rozmawiałam, ponieważ wysiadłam z autobusu przy Kąpielowej.

Kolejni stawiający się zeznawali, że w ostatnich dniach widzieli denatkę w towarzystwie różnych osób. Podobne informacje przekazywali również milicjanci próbujący odtworzyć ostatnie chwile życia ofiary. Raz widziano ją w jednym z lokali, siedzącą przy stoliku z „Niemcami”, a kiedy indziej z żołnierzami Wojska Polskiego. Niektórzy mieli się nawet kobiecie odgrażać.

Jeden ze zgłoszonych przypadków był dość „obiecujący” dla prowadzonego śledztwa. Otóż koleżanka, prowadząca szalet miejski przy Dworcu PKP, Jadwiga Sz., zeznała dodatkowo, że:

W dniu 21 VI 65 r., w godzinach rannych, ok. 8:00, siedząc na ławce przed dworcem PKP, widziałam siedzącego na drugiej ławce starszego mężczyznę, którego rozpoznałam z twarzy, ponieważ Ługowska Zofia w maju 1965 r. pokazywała mi tego mężczyznę i oświadczyła mi, że jest to „dusiciel”, ponieważ Ługowska z nim była gdzieś i dał jej 50 zł za stosunek płciowy, następnie żądał od niej zwrotu tych pieniędzy, a Ługowska nie chciała mu ich zwrócić. Wówczas mężczyzna ten, jak mi mówiła Ługowska, zaczął ją dusić, gdy była z nim w lesie, lecz zdążyła mu zbiec. Mężczyzna ten, po powiadomieniu MO, został zatrzymany przez Komisariat Kolejowy MO i doprowadzony do Komisariatu MO. Nazwiska i imienia tego nie znam.

Milicjanci postanowili podążyć tym tropem.

Przypisy

1 Wszystkie cytaty wykorzystane w niniejszej publikacji pochodzą z akt śledztwa, chyba że zaznaczono inaczej. Zachowano oryginalną pisownię, oddającą ducha tamtych czasów.

Redakcja

Iwona Niezgoda

 

Korekta

Janusz Sigismund

 

Skład i łamanie wersji do druku

Marcin Labus

 

Projekt graficzny okładki

Joanna & Grzegorz Japoł – LUNA Design Studio

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z akt sprawy przeciwko S. Rachubińskiemu. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, sygn. IIIK 39/67, chyba, że zaznaczono inaczej.

 

© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2026

© Copyright by Krzysztof Drozdowski, Warszawa 2026

 

Wydanie pierwsze

ISBN: 9788384302071

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

 

WYDAWCA

Agencja Wydawniczo-Reklamowa

Skarpa Warszawska Sp. z o.o.

ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2

00-036 Warszawa

tel. 22 416 15 81

[email protected]

www.skarpawarszawska.pl

@skarpawarszawska

 

Przygotowanie wersji elektronicznej