Tajemnice niemieckich obozów koncentracyjnych - Drozdowski Krzysztof - ebook + książka

Tajemnice niemieckich obozów koncentracyjnych ebook

Drozdowski Krzysztof

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

JAK DALEKO MOŻE SIĘ POSUNĄĆ CZŁOWIEK, GDY IDEOLOGIA ZOSTAJE POSTAWIONA PONAD MORALNOŚCIĄ, A NIENAWIŚĆ I UPRZEDZENIA STAJĄ SIĘ FUNDAMENTEM POLITYKI PAŃSTWA?

Niemieckie obozy koncentracyjne i zagłady stały się symbolem absolutnego zła, zbrodni zorganizowanej, która systematycznie pochłaniała miliony ludzkich istnień. Mechanizm stworzony w Trzeciej Rzeszy zyskał wymiar dotąd niespotykany: totalny, planowy i industrialny. Obóz przestał być tylko miejscem izolacji czy represji, a stał się narzędziem masowej eksterminacji.

Jak to możliwe, że zbrodnie o takiej skali były tak długo ignorowane przez opinię publiczną?

Ile niemieckie społeczeństwo wiedziało o tym, co dzieje się za drutami obozów?

Dlaczego funkcjonariusze państwowi i naukowcy powołani do służby człowiekowi stali się architektami ludobójstwa?

Niniejsza książka nie opowiada historii obozów, lecz mówi o sprawach mniej znanych, często pomijanych lub zepchniętych na margines powszechnej świadomości.

System powstały w 1933 roku z biegiem lat rozbudowano i udoskonalono, czyniąc z obozów nie tylko miejsca kaźni, lecz także swoiste laboratoria ideologii i przemocy. Obok tych najbardziej znanych istniały setki mniejszych, rozsianych po całej Europie, gdzie więźniowie ginęli w takich samych męczarniach, często zmuszani do nieludzkiej pracy. Wiele obozów stało się poligonami testowania technik i metod stosowanych później na masową skalę w obozach zagłady.

LEKTURA NA TAKI TEMAT NIE MOŻE BYĆ ŁATWA, ALE TRZEBA O NIM PISAĆ I MÓWIĆ, BO – JAK PROROCZO ZAUWAŻYŁ JEDEN Z ESESMANÓW – PLAN HITLERA ZAKŁADAŁ, ŻE NAWET GDYBY ZNALEŹLI SIĘ ŚWIADKOWIE, NIKT IM NIE UWIERZY.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 273

Data ważności licencji: 4/28/2035

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



W serii Tajemnice Historii

Wydawnictwo REPLIKA poleca także:

Krzysztof Drozdowski

Medyczne zbrodnie nazistów

Krzysztof Drozdowski

Krwawe ślady.

Gwałty, mordy i grabieże Armii Czerwonej na Polakach

Krzysztof Drozdowski

Polskie tajemnice II wojny światowej

Krzysztof Drozdowski

Sowieckie tajemnice II wojny światowej

Krzysztof Drozdowski

Ostatnie tajemnice nazistów

Hubert Kozieł

Demony nazistów.

Nawiedzone miejsca i okultyzm III Rzeszy

Hubert Kozieł

Mroczne sekrety II wojny światowej

Leszek Adamczewski

„Heweliusz” i inne przemilczane katastrofy powojennej Polski

Copyright: © Krzysztof Drozdowski, 2026

Copyright: © Wydawnictwo Replika, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja:

Iga Wiśniewska

Korekta:

Danuta Urbańska

Izabela Durasiewicz

Skład i łamanie:

Joanna & Grzegorz Japoł - LUNA Design Studio

Projekt okładki:

Mikołaj Piotrowicz

Zdjęcia w książce pochodzą ze zbiorów autora

oraz wskazanych przy nich źródeł

Wydanie I

ISBN 978-83-68742-29-9

Wydawnictwo Replika

ul. Szarotkowa 134

60–175 Poznań

[email protected]

www.replika.eu

Fere libenter homines id quod volunt credunt

Ludzie chętnie wierzą w to, w co chcą wierzyć

– Gajusz Juliusz Cezar, Wojna Galijska

Nie będzie nikogo, kto by mógł opowiedzieć światu, co się tu działo. Ale nawet gdyby się tacy świadkowie znaleźli – i właśnie na tym polega genialny plan naszego Führera – nikt im nie uwierzy.

– SS-Unterscharführer Joachim Wolff

Wyobraźcie sobie tylko, że te obozy, w stanie, w jakim się teraz znajdują, zostaną zajęte przez wroga. Jakie to wywoła oburzenie.

– Joseph Goebbels, minister propagandy Trzeciej Rzeszy, 1 kwietnia 1945 roku

Wstęp

Historia XX wieku nie pozostawia złudzeń co do tego, jak daleko może się posunąć człowiek, gdy ideologia zostaje postawiona ponad moralnością, a nienawiść i uprzedzenia stają się fundamentem państwowej polityki. Niemieckie obozy koncentracyjne i zagłady, powstające od pierwszych miesięcy rządów Hitlera aż po ostatnie chwile wojny, stały się symbolem absolutnego zła, zbrodni zorganizowanej z niemiecką precyzją i systematycznością, wciągającej w tryby śmierci miliony ludzi.

Trzeba jednak pamiętać, że Niemcy nie byli ani pierwszymi, ani ostatnimi, którzy stworzyli obozy koncentracyjne. Ich geneza sięga konfliktów kolonialnych czy wojen początku XX wieku. Jednak to, co wydarzyło się w Trzeciej Rzeszy, zyskało wymiar dotąd niespotykany: totalny, planowy i industrialny. Tutaj obóz przestał być tylko miejscem izolacji czy represji politycznej, a stał się narzędziem masowej eksterminacji.

Niniejsza książka nie jest pełną historią systemu obozów, lecz próbą opowiedzenia o sprawach mniej znanych, często pomijanych lub zepchniętych na margines powsze-chnej świadomości. Obozy bowiem nie były monolitem, różniły się między sobą funkcją, skalą, czasem funkcjonowania. Nie wszystkie mieściły się w powszechnym wyobrażeniu o „fabrykach śmierci”. Wiele z nich było obozami przejściowymi, miejscami eksperymentów, poligonami testowania metod mordowania, a także areną codziennego terroru i upokorzenia.

Już od pierwszych miesięcy 1933 roku, gdy w Dachau i innych obozach pojawili się przeciwnicy polityczni Hitlera, aresztowani w wyniku pożaru Reichstagu i represji wobec komunistów, narodził się system, który z czasem stał się jednym z fundamentów Trzeciej Rzeszy. Z biegiem lat rozbudowywano go, udoskonalano, czyniąc z obozów nie tylko miejsca kaźni, lecz także swoiste laboratoria ideologii i przemocy. W Dachau opracowano regulaminy, w Poznaniu i Chełmnie testowano pierwsze komory gazowe, w Auschwitz osiągnięto „doskonałość” masowej zagłady.

Książka ta ukazuje również, że historia obozów nie sprowadza się jedynie do ich najbardziej znanych nazw: Auschwitz, Majdanek, Treblinka. Istniały setki mniejszych obozów i podobozów rozsianych po całej Europie, gdzie więźniowie ginęli w męczarniach lub byli zmuszani do nieludzkiej pracy.

W trakcie pracy nad książką nie uciekałem od pytań trudnych i niewygodnych. Jak to możliwe, że zbrodnie o takiej skali były przez długi czas ignorowane lub bagatelizowane przez opinię publiczną? Ile niemieckie społeczeństwo wiedziało o tym, co dzieje się za drutami obozów? Dlaczego niektórzy funkcjonariusze aparatu państwowego i naukowcy, powołani do służby człowiekowi, stali się architektami ludobójstwa?

Przywołane dokumenty, relacje świadków i wyniki badań ukazują nie tylko fakty, lecz także mechanizmy stojące za „fabrykami śmierci”. Widać w nich zarówno bezwzględny cynizm, jak i banalność zła, codzienne kradzieże wśród esesmanów, administracyjną buchalterię śmierci, a także propagandę, która miała przekonać Niemców, że eksterminacja jest „koniecznością dziejową”.

Nie jest to lektura łatwa. Książka o obozach nie powinna być łatwa. Ale właśnie dlatego trzeba o nich pisać i mówić, bo jak proroczo zauważył jeden z esesmanów, plan Hitlera zakładał, że nawet gdyby znaleźli się świadkowie, nikt im nie uwierzy. Ta książka jest więc nie tylko przywołaniem zapomnianych faktów, lecz także głosem sprzeciwu wobec zapomnienia, a jeszcze bardziej wobec chęci zanegowania tych wydarzeń.

Niniejsza publikacja ukazuje się w cyklu pt. Tajemnice historii i jako autor mam nadzieję, że zostanie przyjęta przez recenzentów i czytelników równie życzliwie, jak poprzednie moje publikacje. Jednocześnie pragnę tym samym podziękować wszystkim osobom, które sięgają po moje teksty, komentują je na forach i w mediach społecznościowych, a jeszcze bardziej tym, którzy mają jeszcze potem chęć i siłę podzielić się swoją opinią na popularnych portalach recenzenckich. Każda dobra opinia, dodana gwiazdka itp. stanowi dodatkowe wynagrodzenie dla autora i potwierdzenie, że trud włożony w pisanie, zwłaszcza tak niełatwej książki, jest dla kogoś ważny. Zatem dziękuję. Chciałbym też podziękować w tym miejscu całemu zespołowi wydawniczemu za pracę nad moimi książkami, dzięki czemu ostateczna wersja jest zawsze produktem ze wszech miar dopracowanym i wartym znalezienia się na Waszych domowych półkach. Na koniec pragnę podziękować mojej żonie, Karolinie, dzięki której wszystko w realnym życiu jest, choć niekiedy z trudem, ale zawsze osiągalne. Mówi się, że za każdym mężczyzną sukcesu stoi jakaś kobieta. Jeśli więc mogę uznać, że w jakimś stopniu odniosłem sukces, to tą kobietą jest właśnie moja Żona.

Rozdział 1

Dachau nie było pierwsze

Przegrana Wielka Wojna, jak wkrótce po jej zakończeniu określono I wojnę światową, oraz chęć wytłumaczenia niemieckiemu społeczeństwu i szeregowym żołnierzom faktu, że niemiecka armia, stojąc nadal na francuskiej ziemi niepokonana, kapituluje, spowodowały, że dość szybko zaczęto kolportować legendę o „ciosie w plecy” (niem. Dolchstoßlegende). Winnymi klęski byli demokraci i socjaliści oraz Żydzi. I to właśnie w dużej mierze wykorzystanie tej legendy przyczyniło się do systematycznego zwiększania się popularności środowisk radykalnych w Republice Weimarskiej, w tym również w Niemieckiej Partii Robotników, przekształconej w 1920 roku w Narodowosocjalistyczną Niemiecką Partię Robotników – NSDAP. Z małej partii nacjonalistycznej działającej w Bawarii przerodziła się ona, za sprawą Adolfa Hitlera, w ruch masowy.

Po nieudanym puczu monachijskim w listopadzie 1923 roku (tzw. puczu piwiarnianym), podczas którego Hitler próbował obalić rząd w Bawarii siłą, został on aresztowany i skazany na karę więzienia. To właśnie podczas dość luksusowej odsiadki w Landsbergu napisał Mein Kampf, książkę będącą zarówno manifestem ideologicznym, jak i zapowiedzią jego politycznych celów.

Po wyjściu z więzienia w 1924 roku zmienił taktykę. Zamiast przejmować władzę siłą, postanowił zdobyć ją legalnie, poprzez udział w wyborach. W latach 1924-1928 partia nie odnosiła jednak znaczących sukcesów. Dopiero kryzys gospodarczy, po wielkim krachu na giełdzie nowojorskiej w 1929 roku, radykalnie odmienił sytuację polityczną w Niemczech. Masowe bezrobocie, upadek klasy średniej i poczucie narodowego upokorzenia doprowadziły do gwałtownego wzrostu poparcia dla partii radykalnych, w tym NSDAP.

W wyborach do Reichstagu w 1930 roku partia nazistowska zdobyła ponad osiemnaście procent głosów i stała się drugą co do wielkości w parlamencie. W 1932 roku Hitler wystartował w wyborach prezydenckich przeciwko Paulowi von Hindenburgowi i uzyskał ponad trzydzieści sześć procent głosów w drugiej turze. Choć przegrał, potwierdził swoją pozycję lidera masowego ruchu. W tym samym roku jego partia zdobyła w wyborach parlamentarnych trzydzieści siedem i cztery dziesiąte procent głosów, stając się najsilniejszą w Reichstagu. Pomimo sukcesu wyborczego, NSDAP nie mając parlamentarnej większości, przy braku możliwości koalicyjnych, nie była w stanie samodzielnie objąć władzy. Niemniej wzrastające napięcia polityczne, strach przed rewolucją komunistyczną oraz naciski ze strony kręgów przemysłowych sprawiły, że prezydent Hindenburg, namówiony przez byłego kanclerza Franza von Papena oraz swojego syna Oskara, choć z niechęcią, to jednak 30 stycznia 1933 roku mianował Adolfa Hitlera kanclerzem Niemiec. Była to decyzja podjęta także pod wpływem elit konserwatywnych, które liczyły, że uda się kontrolować Hitlera i jego partię.

Objęcie stanowiska kanclerza nie oznaczało jeszcze dyktatury, ale pozwoliło NSDAP na szybkie przejęcie pełni władzy. W lutym 1933 roku, po pożarze Reichstagu, który naziści wykorzystali jako pretekst do rozprawy z komunistami, wprowadzono dekret o ochronie narodu i państwa, zawieszający podstawowe prawa obywatelskie. W marcu tego samego roku Hitler doprowadził do uchwalenia Ustawy o pełnomocnictwach (niem. Ermächtigungsgesetz), która de facto przekazała mu władzę ustawodawczą i umożliwiła rządy dekretowe. Był to koniec Republiki Weimarskiej i początek Trzeciej Rzeszy – totalitarnego państwa nazistowskiego.

W kolejnych miesiącach NSDAP rozprawiła się z opozycją polityczną, zlikwidowała wolne związki zawodowe, podporządkowała sobie sądy i administrację. W czerwcu 1934 roku, podczas tzw. „nocy długich noży”, Hitler pozbył się przeciwników wewnątrz partii i umocnił swoją pozycję jako jedynego przywódcy. Po śmierci Hindenburga w sierpniu 1934 roku połączył funkcje kanclerza i prezydenta, ogłaszając się „Führerem”, czyli wodzem Rzeszy. Tak zakończył się proces zdobywania władzy przez NSDAP rozpoczęty od marginalnej grupy politycznej, a zakończony totalitarną dyktaturą.

Od samego początku politycznej działalności w Republice Weimarskiej Adolf Hitler i tworzona przez niego Narodowosocjalistyczna Partia Niemiec podnosili hasła wyższości narodu niemieckiego nad innymi rasami, w tym nad Słowianami, a zwłaszcza Żydami, których wręcz uważano za podludzi. Często padały ubliżające analogie, które zamieszczano na plakatach czy też w filmach propagandowych, gdzie porównywano Żydów ze szczurami. Ideolodzy niemieccy poszli jednak w tym wypaczeniu znacznie dalej. Wraz ze wzmacnianiem „brunatnej siły” do głosu coraz silniej dochodzili ludzie szerzący pogląd o konieczności oczyszczenia narodu niemieckiego. Miało się to stać w znacznej mierze poprzez eliminację ze społeczeństwa najsłabszych jednostek, stanowiących obciążenie dla szczytnego celu budowy silnego narodu. Ubrano to w prawny płaszcz ogłoszonych 5 września 1935 roku niesławnych Ustaw norymberskich (niem. Nürnberger Gesetze albo Nürnberger Rassengesetze), skierowanych głównie w stronę osób narodowości żydowskiej. Komentarze do tychże ustaw napisali Heinz Globke, pełniący po wojnie funkcję szefa urzędu kanclerskiego przy Konradzie Adenauerze, oraz Wilhelm Stuckart, w późniejszym czasie gorący orędownik ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej i uczestnik konferencji w Wannsee1. Jednakże zanim do tego doszło, jedną z pierwszych ważnych decyzji nowego ładu było utworzenie obozu, w którym można by pomieścić przeciwników politycznych. Była to konsekwencja podpalenia Reichstagu, do którego doszło nocą z 27 na 28 lutego 1933 roku. Gmach Reichstagu stanął w płomieniach około godziny dwudziestej pierwszej. Pożar bardzo szybko objął dużą część budynku, a w jego wnętrzu znaleziono młodego, dwudziestoczteroletniego murarza z Lejdy, Holendra Marinusa van der Lubbego, byłego członka holenderskiej partii komunistycznej, który przyznał się do podpalenia. Twierdził, że działał sam, kierując się motywami politycznymi. Chciał wstrząsnąć społeczeństwem i dać wyraz swojemu sprzeciwowi wobec kapitalizmu i stagnacji niemieckiego społeczeństwa. Dowódca pruskiej policji politycznej, Rudolf Diels, który niezwłocznie przybył na miejsce zdarzenia, opisał w 1949 roku okoliczności zatrzymania i przesłuchiwania van der Lubbego:

Kiedy wcisnąłem się do płonącego budynku z [moim starym kolegą] Schneiderem, musieliśmy przeskakiwać przez nabrzmiałe węże berlińskiej straży pożarnej, choć jak dotąd było niewielu gapiów. Kilku funkcjonariuszy z mojego wydziału było już zajętych przesłuchiwaniem Marinusa van der Lubbego. Nagi od pasa w górę, umazany brudem i spocony, siedział przed nimi, ciężko oddychając. Dyszał, jakby wykonał ogromne zadanie. W płonących oczach na jego bladej, wychudłej młodej twarzy błyszczał dziki triumf. Tej nocy kilkakrotnie siedziałem naprzeciwko niego w komendzie policji i słuchałem jego pogmatwanych opowieści. Czytałem komunistyczne broszury, które nosił w kieszeniach spodni. Były z rodzaju tych, które w tamtych czasach publicznie rozdawano wszędzie. A z prymitywnych hieroglifów jego pamiętnika próbowałem prześledzić jego podróże na Bałkany.

Dobrowolne zeznania Marinusa van der Lubbego powstrzymały mnie przed myślą, że podpalacz, tak biegły w swoim szaleństwie, potrzebuje pomocy. Czemużby jedna zapałka miała nie wystarczyć, by podpalić zimny, lecz łatwopalny przepych Izby, stare tapicerowane meble, ciężkie zasłony i wyschniętą na kość drewnianą boazerię! Ale ten fachowiec zużył cały plecak pełen łatwopalnych materiałów. Był tak aktywny, że rozpalił kilkadziesiąt ognisk. Za pomocą podpałki, „Pracowitej Gospodyni”, podpalił Izbę. Następnie popędził przez wielkie korytarze z płonącą koszulą, którą wymachiwał w prawej ręce jak pochodnią, by rozpalić kolejne ogniska pod starymi skórzanymi sofami. Podczas tej gorączkowej akcji został obezwładniony przez urzędników Reichstagu2.

Według Dielsa na miejsce wkrótce przybyli Adolf Hitler, Joseph Goebbels, Wilhelm Frick, Wolf-Heinrich von Helldorf i Hermann Göring, który miał wówczas powiedzieć: „To jest początek powstania komunistów, uderzą teraz! Nie wolno nam tracić ani minuty!”3. Wtórować miał mu Hitler:„Nie ma teraz litości; kto stanie nam na drodze, będzie zniszczony. Niemiecki naród nie będzie miał zrozumienia dla okoliczności łagodzących. Wszyscy komuniści będą rozstrzeliwani na miejscu. Posłowie partii komunistycznej muszą jeszcze dziś w nocy zostać powieszeni. Trzeba znaleźć wszystkich powiązanych z komunistami. Także dla socjaldemokratów […] nie będzie już litości”4.

Już następnego dnia, 28 lutego 1933 roku, prezydent Paul von Hindenburg, na wniosek Hitlera, podpisał tzw. Dekret o ochronie narodu i państwa (niem. Verordnung des Reichspräsidenten zum Schutz von Volk und Staat). Akt ten miał charakter nadzwyczajny i zawieszał podstawowe prawa obywatelskie gwarantowane przez konstytucję Republiki Weimarskiej, w tym:

wolność osobistą,wolność słowa,wolność prasy,wolność zgromadzeń i stowarzyszeń,nietykalność mieszkania i tajemnicę korespondencji.

Dekret nadawał rządowi Rzeszy – de facto Hitlerowi i NSDAP – szerokie uprawnienia do inwigilacji obywateli, przeprowadzania rewizji, aresztowań bez nakazów sądowych oraz zakazywania działalności opozycyjnych organizacji i partii.

Podpalenie Reichstagu stało się zatem pretekstem do rozpoczęcia brutalnych represji wobec niemieckich komunistów i socjaldemokratów. W ciągu kilku dni aresztowano tysiące działaczy KPD, zlikwidowano ich prasę i zdelegalizowano wiece wyborcze. Szeroko zakrojone represje miały na celu nie tylko zniszczenie partii komunistycznej, lecz także zastraszenie całej opozycji. Dodatkowo ogłoszono dekret O zdradzie narodu niemieckiego i przygotowaniu zdrady głównej (niem. Die Verordnung des Reichspräsidenten gegen Verrat am Deutschen Volke und hochverräterische Umtriebe), którym zawieszono konstytucyjne swobody obywatelskie oraz umożliwiono stosowanie tzw. aresztu prewencyjnego.

Liczba wrogów systemu rosła w zastraszającym tempie. Normalne więzienia nie mogłyby wszystkich pomieścić, a istniejące prawo i regulaminy uniemożliwiałyby przetrzymywanie w nich osób bez wyroków sądowych. Stąd powstał pomysł utworzenia obozów koncentracyjnych. Choć uważa się powszechnie, że Dachau było pierwszym obozem koncentracyjnym, nie jest to prawda.

Pierwszy obóz został założony w pobliżu wsi Nohra w Turyngii. Pierwsi jego więźniowie, którzy byli komunistami i stanowili połowę frakcji komunistycznej w parlamencie Turyngii, pojawili się tu już 3 marca 1933 roku.

Warunki w obozie były tragiczne z uwagi na brak praktycznie jakiejkolwiek infrastruktury. Nie istniały więc również wieże wartownicze czy też ogrodzenia z drutu kolczastego, znane z późniejszych obozów. Więźniowie przebywali tam we własnych ubraniach, a za posłanie służyły im brudne koce i stara słoma. Już drugiego dnia istnienia obozu liczba więźniów przekroczyła dwieście osób, z których większość umieszczono na pierwszym piętrze znajdującej się tam trzypiętrowej ceglanej szkoły. Straż pełnili szturmowcy z SA. Co ciekawe, 5 marca wszystkich więźniów zawieziono do lokali wyborczych, by mogli zagłosować, co przełożyło się na zwiększone poparcie dla partii komunistycznej. To tylko utwierdziło nowe władze w przeświadczeniu, że więźniów nie można traktować pobłażliwie. Pomimo że w zasadzie nie stosowano w obozie tortur, nie nakazywano więźniom katorżniczej pracy, to i tak zdecydowana większość podpisała zobowiązanie nieangażowania się w życie polityczne. Po sześciu tygodniach zostali oni wypuszczeni na wolność, a obóz zamknięto. Tych, którzy zdecydowali się nie podpisywać takiego zobowiązania, przeniesiono do pobliskiego więzienia w Ichtershausen5.

Niemalże równocześnie z założeniem lagru w Nohrze zaczęto rozglądać się za odpowiednim miejscem na stworzenie dużego obozu na wzór sowieckich gułagów. Wybór padł na teren dawnej fabryki prochu i amunicji w Dachau nad rzeką Amper, oddalonym o około osiemnaście kilometrów od Monachium. Miejsce wybrał osobiście szef SS Heinrich Himmler, który jednego dnia wizytował opuszczoną fabrykę, składającą się z ponad trzystu budynków, mogących pomieścić około pięć tysięcy osób, a następnego już wysłał ekipę remontową, mającą przywrócić elektrykę oraz usprawnić instalację wodno-kanalizacyjną.

Teodor Musioł, który opublikował monografię dotyczącą KZ Dachau, tak opisał jego początki:

Zalążek Dachau stanowiły zabudowania wspomnianej już fabryki prochu, którą Niemcy po I wojnie światowej – zgodnie z postanowieniami traktatu wersalskiego – musieli zamknąć. […] Budynki były zdewastowane, a mieszkańcy miasteczka zabierali cegły i belki do budowy własnych domków. […] Obóz koncentracyjny miał dostarczyć taniej siły roboczej do jego [obozu szkoleniowego dla esesmanów – przyp. autora] rozbudowy i urządzenia. Zabudowania fabryki składały się z zespołu kamiennych baraków, przeważnie parterowych. […] Całość otoczona była drutem kolczastym. Na sześciu wieżach rozstawiono wartowników uzbrojonych w automaty. Kuchnia znajdowała się poza ogrodzeniem. Poza obrębem obozu dla więźniów mieszkała także załoga esesmanów z rodzinami6.

22 marca z rozkazu Reichsführera-SS Heinricha Himmlera, który równocześnie pełnił funkcję prezydenta policji monachijskiej, obóz koncentracyjny w Dachau został oficjalnie otwarty. Tak tłumaczył on ten krok w wywiadzie prasowym: „W środę, 22 marca 1933 roku, w pobliżu Dachau otwarty zostaje pierwszy obóz koncentracyjny. Pomieści pięć tysięcy osób. Podjęliśmy to przedsięwzięcie na taką skalę bez oglądania się na drobiazgowe zastrzeżenia, w przekonaniu, że działamy dla uspokojenia ludności narodowej i w jej interesie”7.

W tym samym czasie co Dachau zakładano inne, tzw. „dzikie” obozy w rożnych rejonach Niemiec. Tworzyły je zarówno ministerstwo spraw wewnętrznych, jak i policja, SA oraz SS, a ich liczba doszła prawdopodobnie aż do czterdziestu dwóch8. Z tej liczby sześć uznano za obozy państwowe. Znajdowały się one w Quednau, Sonnenburgu, Hammerstein, Lichtenburgu, Werden i Bauweiler9. Istniały dość krótko. Dachau systematycznie stawało się dla innych tzw. obozem wzorcowym. Przyczynił się do tego również jeden z komendantów obozu, którym został Theodor Eicke10, który w październiku 1933 roku ogłosił wzór regulaminu obozowego zawierającego brutalne sankcje wobec więźniów oraz przepisy dla wartowników z SS.

Eicke pełnił obowiązki komendanta obozu do listopada 1934 roku. Kolejnymi komendantami byli:

SS-Oberführer Heinrich Deubel do marca 1936 roku,SS-Oberführer Hans Loritz do 31 sierpnia 1939 roku,SS-Sturmbannführer Alex Piotrowsky do końca sierpnia 1942 roku,SS-Obersturmbannführer Martin Weiss do 31 października 1943 roku,SS-Obersturmbannführer Eduard Weiter do 29 kwietnia 1945 roku11.

Pierwszych więźniów do Dachau przywieziono samochodami ciężarowymi 22 marca 1933 roku. Umieszczono ich na piętrze budynku administracyjnego, który otoczono prowizorycznym ogrodzeniem z drutu kolczastego. Prowizoryczne było też wszystko inne. W pomieszczeniach, gdzie przebywali zatrzymani, nie było żadnej infrastruktury. Brakowało stołów, krzeseł czy nawet pryczy. Każdy z więźniów otrzymywał po jednym kocu, a w nocy musieli leżeć na betonowej podłodze. Dopiero po kilku dniach zwieziono do obozu deski, z których więźniowie sami zbudowali sobie prycze. Problemem okazało się również utrzymanie więźniów. Nie przeznaczono żadnych pieniędzy na zakup wyżywienia. Pilnujący ich policjanci kupowali im jedzenie za własne pieniądze, co oczywiście wzbudzało ich złość. Pisano listy do Gauleitera Wagnera z prośbą o poprawę ich sytuacji, a nawet groźbą opuszczenia obozu, gdyż policjanci uznawali, że nie jest to służba, do której zostali powołani. Takie postawienie sprawy musiało przesądzić o tym, że kilka dni później do obozu weszła kompania SS dowodzona przez Hauptsturmführera von Malsena, która przejęła nadzór nad obozem. Malsen już pierwszej nocy zarządził apel, w trakcie którego oznajmił, że wszyscy, którzy uważają więźniów za ludzi, nie znoszą widoku krwi, powinni w tej chwili wystąpić z szeregu. Oczywiście nikt nie wystąpił, a oglądający ukradkiem tę scenę więźniowie mogli spodziewać się najgorszego. Jak podaje T. Musioł, badający historię Dachau, struktura obozu wyglądała następująco:

Zgrupowano ich [więźniów – przyp. autora] początkowo w tzw. kompaniach, z których każda liczyła około trzysta osób i była podzielona na drużyny. Drużyna obejmowała około pięćdziesięciu czterech więźniów, zajmujących jedną izbę. Na czele kompanii stał dowódca kompanii (tak nazywał się wówczas kierownik bloku – Kompanieführer). Jego pomocnikiem był więzień sierżant – Feldwebel (tak nazywano wówczas blokowego). Na czele drużyny stał kapral – Korporalschaftsführer (tak nazywano wówczas izbowego), więzień polityczny, który uczył innych więźniów porządku i czystości12.

Co ciekawe, już w miesiąc po utworzeniu obozu został do niego wpuszczony reporter z „New York Timesa”, który następnie opisał swoje wrażenia13. Niestety nie udało się ustalić, kim był ów dziennikarz, gdyż tekst nie został podpisany. Jest on dość wyważony w opiniach, podejrzliwy wobec tego, co mu pokazano i opowiedziano. Kończy jednak stwierdzeniem, że sądząc po wyglądzie niektórych więźniów, usunięcie ich ze społeczeństwa mogło być dla niego korzystne14.

W rok po otwarciu obozu znajdowało się w nim prawie trzy tysiące więźniów podzielonych na dziesięć kompanii. Ta liczba sukcesywnie się zwiększała, w 1936 roku w obozie znajdowało się ponad jedenaście tysięcy więźniów. W 1937 roku podjęto decyzję o budowie nowego obozu, wraz z osiedlem mieszkalnym dla esesmanów. Oczywiście całą pracę przy budowie wykonywali przebywający w Dachau więźniowie, pilnowani, poniżani i katowani przez swoich strażników, wśród których znajdowali się późniejsi komendanci obozów koncentracyjnych w Auschwitz (Rudolf Höss), Ravensbrück (Johan Schwarzhuber) czy też Sachsenhausen (Hermann Baranowski).

Prace budowlane zostały zakończone w sierpniu 1938 roku. Od teraz obóz otoczony był wysokim murem, a teren dookoła był patrolowany przez strażników z psami. Więźniów do obozu wprowadzano przez budynek zwany Jourhaus, mieszczący biura administracyjne władz obozowych15. W jego środkowej części mieściła się żelazna brama z cynicznym napisem „Arbeit macht frei”. Była to parafraza biblijnego stwierdzenia „Wahrheit macht frei”, czyli „prawda czyni wolnym”, które stało się tytułem książki Lorenza Diefenbacha opublikowanej w 1872 roku, popularnej wśród narodowych socjalistów. Pomysłodawcą umieszczenia na bramie obozowej takiego sloganu był Theodor Eicke. Napis ten umieszczono również w obozach we Flossenbürgu, Theresienstadt, Gross-Rossen i Auschwitz, gdzie został wykuty – na polecenie szefa obozowej ślusarni Kurta Müllera, wykonawcy konstrukcji bramy – przez więźnia Jana Liwacza (nr obozowy 1010). Przy montażu więźniowie odwrócili literę „B”. Jak oświadczył Liwacz, „była to pewnego rodzaju złośliwość, która dała nam małą satysfakcję”16. W nocy z 17 na 18 grudnia 2009 roku tablica z napisem została skradziona na polecenie szwedzkiego kolekcjonera. Muzeum zastąpiło ją wcześniej wykonaną kopią. Oryginalną tablicę, pociętą na trzy fragmenty, odzyskano 20 grudnia 2009 roku, a sprawców kradzieży zatrzymano i skazano na kary pozbawienia wolności. W 1937 roku na bramie obozu w Buchenwaldzie umieszczono inskrypcję „Jedem das Seine”, co należałoby przetłumaczyć jako „Każdemu to, co mu się należy”17.

Dachau stało się również areną rozliczeń chcących usamodzielnić się spod władzy SA, tworzonych przez Himmlera jednostek SS.SA (niem. Sturmabteilung) była paramilitarną organizacją NSDAP, która odegrała kluczową rolę w dochodzeniu Hitlera do władzy. Jej członkowie, tzw. „brunatne koszule”, stanowili bojówkę partyjną, zastraszającą przeciwników politycznych i rozbijającą zgromadzenia innych ugrupowań. Na czele SA stał Ernst Röhm, stary druh Hitlera jeszcze z czasów puczu monachijskiego z 1923 roku, jedna z nielicznych osób, która mogła zwracać się do niego po imieniu. Z czasem jednak SA zaczęła stanowić zagrożenie nie tylko dla porządku publicznego, lecz także dla władzy Führera. Röhm miał własną wizję przyszłości Niemiec. Marzył o „drugiej rewolucji narodowosocjalistycznej”, która miałaby doprowadzić do likwidacji starego porządku społecznego, a zwłaszcza wpływów wielkiego kapitału i armii. Domagał się także wcielenia Reichswehry do SA i objęcia przez siebie dowództwa nad nową armią narodową. Pomysł ten spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem generalicji, a także Himmlera i Göringa, którzy widzieli w Röhmie groźnego konkurenta.

Wiosną 1934 roku napięcie między SA a resztą struktur państwowych osiągnęło punkt krytyczny. Röhm i jego ludzie otwarcie krytykowali „reakcyjnych generałów”, a z drugiej strony wśród konserwatywnych elit narastał niepokój wobec rozpasania i brutalności SA, liczącej już wówczas ponad trzy miliony członków.

W tym samym czasie szef SS Heinrich Himmler oraz minister spraw wewnętrznych Prus Hermann Göring rozpoczęli intensywną kampanię przeciwko Röhmowi. Zbierano materiały kompromitujące, kolportowano pogłoski o przygotowywanym zamachu stanu, a nawet fabrykowano dowody na domniemaną zdradę. Nie bez znaczenia był również nieukrywany homoseksualizm szefa SA i jego najbliższego otoczenia. Kluczową rolę odegrał w tych działaniach Reinhard Heydrich, szef służb wywiadowczych SS (SD), który opracował listy „wrogów państwa”.

Hitler długo zwlekał z decyzją. Röhm, jak już wspomniano, był jego starym przyjacielem, a SA odgrywała ważną rolę symboliczną w ruchu narodowosocjalistycznym. Jednak w obliczu groźby utraty zaufania armii, bez której Führer nie mógł marzyć o dalszej ekspansji, zdecydował się na ostateczne rozstrzygnięcie.

Rozprawa rozpoczęła się 30 czerwca 1934 roku. Hitler, wspólnie z oddziałem SS i jednostką lojalnych wobec niego żołnierzy, udał się do hotelu w Bad Wiessee, gdzie przebywał Röhm wraz ze ścisłym kierownictwem SA. Röhm został aresztowany osobiście przez Hitlera, a jego współpracownicy, m.in. Edmund Heines, Karl Ernst i Hans Hayn, zostali natychmiast rozstrzelani.

W kolejnych godzinach i dniach aresztowano i zlikwidowano dziesiątki działaczy SA oraz przeciwników politycznych reżimu. Często były to osobiste porachunki, jak w przypadku byłego kanclerza Kurta von Schleichera, zamordowanego wraz z żoną, czy Gregora Strassera, dawnego rywala Hitlera z łona NSDAP. Zginęli także konserwatywni przeciwnicy reżimu; Erich Klausener czy Gustav von Kahr. Do Dachau wywieziono, a następnie rozstrzelano ponad dwudziestu członków SA.

Röhm, przetrzymywany przez kilka godzin w monachijskim więzieniu Stadelheim, został ostatecznie zastrzelony przez SS-Brigadeführera Theodora Eickego 1 lipca po odmowie popełnienia samobójstwa. Oficjalnie mówiono o „zdradzie stanu” i „planowanym puczu röhmowskim”, ale nie przeprowadzono żadnego dochodzenia ani procesu.

„Noc długich noży” miała kilka fundamentalnych skutków dla ustroju Trzeciej Rzeszy:

Ugruntowanie władzy Hitlera – Führer wystąpił w roli „strażnika porządku” i „likwidatora rewolucyjnej anarchii”. Społeczeństwo niemieckie w znacznej części zaakceptowało czystkę, jako krok konieczny dla „ratowania ojczyzny”.Złamanie SA – organizacja została zredukowana do roli pomocniczej, a jej wpływy znacząco ograniczono. Władzę nad aparatem represji przejęła SS, która od tej chwili stała się głównym filarem państwa totalitarnego.Sojusz z armią – Hitler zyskał poparcie Reichswehry, zobowiązując się do zachowania jej autonomii. Po śmierci prezydenta Paula von Hindenburga w sierpniu 1934 roku armia złożyła osobistą przysięgę wierności Führerowi.Demonstracja brutalności systemu – wydarzenia z czerwca i lipca 1934 roku pokazały, że narodowy socjalizm nie zna żadnych ograniczeń moralnych ani prawnych, a władza Hitlera nie podlega już żadnym mechanizmom kontroli.

Propaganda nazistowska szybko nadała wydarzeniom oficjalną narrację. 13 lipca 1934 roku Hitler wygłosił przemówienie w Reichstagu, w którym wziął na siebie „pełną odpowiedzialność” za rozkaz dokonania egzekucji. Później powie: „W tym momencie byłem sędzią najwyższym narodu niemieckiego”18.

W społeczeństwie niemieckim reakcje były mieszane. Część opinii publicznej zareagowała szokiem, ale większość zaakceptowała wersję oficjalną.

Nazistowski terror eliminował ze społeczeństwa kolejne osoby. Dachau pomimo rozbudowy nie było w stanie pomieścić rosnącej liczby więźniów. Stąd w krótkim czasie podjęto decyzję o budowie kolejnych obozów w Esterwegen, Oranienburgu, Lichtenbergu i Sachsenbergu. Ponadto powstawało wiele „dzikich” obozów, zakładanych przez lokalne oddziały SS. Często zamykano je po kilku tygodniach czy miesiącach działania.

Lekkie odprężenie przyszło w 1934 roku po śmierci prezydenta Hindenburga. Wówczas Hitler ogłosił referendum dotyczące połączenia urzędu kanclerza z urzędem prezydenta Rzeszy. Wypuszczono wówczas wielu więźniów przetrzymywanych w obozach koncentracyjnych i więzieniach. Himmler, który pomimo ślepej jeszcze wówczas wiary w Hitlera był przeciwnikiem tych działań, stwierdził, że „całkowicie myląc się w ocenie przeciwnika, opróżniliśmy wszystkie obozy koncentracyjne z wyjątkiem ich nieznacznej części. Był to jeden z najpoważniejszych błędów politycznych, jakie mogło popełnić narodowosocjalistyczne państwo”19.

Nie można dziwić się podejściu Himmlera, którego władza i znaczenie rosły wraz z rozbudową systemu terroru. Stąd też, pomimo ogłoszonej amnestii praktycznie zaraz po opuszczeniu więzień, osoby te były zatrzymywane przez SS i umieszczane w obozach koncentracyjnych.

Do osłabienia terroru doszło znów w 1936 roku, kiedy to w Niemczech odbywały się letnie Igrzyska Olimpijskie, a władze bardzo liczyły na międzynarodową aprobatę. Jednakże tuż po ich zakończeniu powrócono do sprawdzonych metod i porządkowania całego systemu obozów koncentracyjnych, co stało się głównym zadaniem Himmlera. Doszło do zamknięcia części z nich i rozbudowy innych, tak jak to miało miejsce w przypadku Dachau. Powstał wówczas zbudowany na planie trójkąta obóz w Sachsenhausen. Takie ukształtowanie miało umożliwić lepszą obserwację terenu z wież wartowniczych. Wkrótce jednak zmieniono ten zamysł, gdyż obóz wymagał znaczącej rozbudowy.

W 1934 roku Theodor Eicke powołał do życia organizację SS-Totenkopfverbände (pol. Oddziały Trupiej Czaszki), których zadaniem było zarządzanie oraz służba wartownicza w tworzonych obozach wartowniczych. W marcu 1936 roku na polecenie Himmlera zwiększono stan osobowy formacji strażników obozowych, z tysiąca ośmiuset do około trzech tysięcy pięciuset. W roku 1937 doszło do kolejnej reorganizacji: Totenkopfverbände podzielono na trzy pułki: I-Oberbayern, II-Brandenburg i III-Thuringen. W 1938 roku, w związku z dokonanym Anschlussem Austrii, stworzono kolejny, czwarty pułk: IV-Ostmark. Każdy dzielił się na trzy bataliony, te zaś składały się z trzech kompanii piechoty i jednej kompanii karabinów maszynowych.

26 października 1938 roku szef służby bezpieczeństwa Rzeszy Reinhard Heydrich ogłosił rozporządzenie o natychmiastowym wydaleniu z Niemiec wszystkich polskich Żydów, którzy nie posiadali uregulowanego statusu prawnego. Funkcjonariusze niemieckiej policji dostarczali Żydom nakaz deportacji, po czym (często nie pozwalając im wziąć ze sobą nawet najpotrzebniejszych rzeczy) transportowali ich na stacje kolejowe. Stamtąd w zaplombowanych pociągach przewożono ich do granicy z Polską. W nocy z 27 na 28 października na granicznych stacjach w Zbąszyniu, Bytomiu, pod Chojnicami i Wschową znalazło się kilka tysięcy Żydów, których Niemcy następnie przepędzili przez granicę. Według niemieckich szacunków Polenaktion, jak określono te działania, objęto siedemnaście tysięcy ludzi. Część z nich rok później została przez Niemców zabrana z granicy i umieszczona w obozach koncentracyjnych.

7 listopada 1938 roku Herszel Grynszpan, siedemnastoletni Żyd z Hanoweru, którego rodzina została przymusowo deportowana z Niemiec do Polski, dokonał w Paryżu zamachu na niemieckiego dyplomatę Ernsta vom Ratha. Grynszpan, mieszkający nielegalnie we Francji, chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko prześladowaniom Żydów oraz deportacji jego rodziców, którzy utknęli w dramatycznych warunkach na granicy polsko-niemieckiej w Zbąszyniu. Udał się do ambasady niemieckiej i poprosił o rozmowę z którymś z urzędników. Gdy został przyjęty przez sekretarza Ernsta vom Ratha, oddał w jego kierunku pięć strzałów z pistoletu, wykrzykując przy tym po francusku: „Ohydny szkopie, to masz za dwanaście tysięcy Żydów”20. Dwa pociski trafiły dyplomatę, który zmarł dwa dni później, 9 listopada 1938 roku. Po zamachu Grynszpan został aresztowany przez francuską policję i osadzony w więzieniu. W jego kieszeni znaleziono pożegnalną pocztówkę do rodziców:

Z pomocą Boga. Moi drodzy rodzice, nie mogłem uczynić inaczej, niech Bóg mi przebaczy, serce krwawi, kiedy słyszę o tragedii waszej i dwunastu tysięcy Żydów. Muszę zaprotestować tak, żeby cały świat się dowiedział o moim proteście, i uczynię to. Przebaczcie mi. – Hermann21.

Po kapitulacji Francji w 1940 roku Grynszpan trafił w ręce Gestapo i został przewieziony do Niemiec. Planowano pokazowy proces, mający udowodnić istnienie „międzynarodowego żydowskiego spisku”, ale nigdy się on nie odbył. Los Grynszpana po 1942 roku pozostaje nieznany, prawdopodobnie zginął w jednym z obozów koncentracyjnych22.

Zamach Grynszpana został natychmiast wykorzystany przez nazistowską propagandę jako pretekst do rozpętania masowych pogromów Żydów na terenie III Rzeszy. Choć władze niemieckie znały motywy zamachowca, jego indywidualne działania przedstawiono jako część „światowego spisku żydowskiego” przeciwko Niemcom.

Najbardziej bezpośrednią i dramatyczną konsekwencją zamachu była tzw.„Noc Kryształowa” (niem. Kristallnacht), która miała miejsce z 9 na 10 listopada 1938 roku. Był to zorganizowany przez nazistowskie władze pogrom Żydów, w trakcie którego zniszczono i spalono ponad tysiąc czterysta synagog, domów modlitwy i instytucji żydowskich, zdemolowano i obrabowano tysiące sklepów należących do Żydów, zamordowano co najmniej dziewięćdziesiąt jeden osób oraz aresztowano i deportowano do obozów koncentracyjnych około trzydzieści tysięcy Żydów.

12 listopada 1938 roku w gmachu Ministerstwa Lotnictwa w Berlinie odbyła się konferencja, której przewodniczył Hermann Göring. W jej trakcie skrytykowano pogromy, do których doszło w Niemczech, choć gwoli ścisłości nie tyle same pogromy, ile dokonane zniszczenia mienia. Jak się okazało, nie przemyślano tego, że Żydzi mogli domagać się odszkodowań od niemieckich firm ubezpieczeniowych, a ponadto zniszczone okna i witryny szklane trzeba było zastąpić nowymi, zaś aby to zrobić, należało je zakupić za granicą, co oznaczało wydanie znacznej ilości posiadanej zagranicznej waluty. Minister lotnictwa stwierdził nawet, że wolałby, żeby zabito „dwustu Żydów” niż dokonano takich zniszczeń23.

„Noc Kryształowa” była przełomowym momentem w nazistowskiej polityce wobec Żydów. Od tej pory przemoc wobec nich zaczęła być otwarcie sankcjonowana przez państwo. Pogrom ten zapoczątkował nową fazę represji, która ostatecznie doprowadziła do Zagłady (Holokaustu).

Zarówno w Europie, jak i nawet szerzej na świecie zaczęto masowo zastanawiać się, co robić z Żydami, którzy są wydalani lub uciekają przed prześladowaniami z terenu Trzeciej Rzeszy?

Latem 1938 roku z inicjatywy prezydenta USA Franklina Roosevelta w malowniczym francuskim kurorcie Évian nad Jeziorem Genewskim spotkali się przedstawiciele aż 32 państw. Wśród nich nie było Polski, Czechosłowacji oraz Rumunii. Środowiska żydowskie, bez prawa głosu reprezentowała Golda Meir. Temat był poważny: jak pomóc dziesiątkom tysięcy Żydów uciekających z hitlerowskich Niemiec i Austrii po fali prześladowań, które nasiliły się po Anschlussie.

Atmosfera konferencji była pełna pięknych słów o współczuciu i humanitaryzmie, ale gdy przyszło do konkretów, niemal wszyscy zaczęli się wycofywać. Stany Zjednoczone nie chciały zwiększyć limitów imigracyjnych, Wielka Brytania obawiała się reakcji Arabów, jeśli otworzy Palestynę, kraje Ameryki Łacińskiej zasłaniały się trudną sytuacją gospodarczą, a przedstawiciel Australii powiedział bez ogródek: „nie mamy problemu żydowskiego i nie zamierzamy go importować”24. Spośród wszystkich trzydziestu dwóch krajów wymierną pomoc w postaci przyjęcia aż stu tysięcy uchodźców zadeklarowała wyłącznie mała i biedna Dominikana.

Efekt? Żadnych realnych decyzji. Powołano jedynie komitet, który w praktyce niewiele mógł zrobić. Dla Hitlera była to jasna informacja: świat nie zamierza stanąć w obronie Żydów. Konferencja w Évian przeszła do historii jako symbol obojętności Zachodu. To wydarzenie pokazało, że nawet gdy świat wiedział o prześladowaniach, nie miał odwagi ani chęci, by realnie pomóc ofiarom.

Ostatni akord żydowskiego exodusu przed II wojną światową rozpoczął się 13 maja 1939 roku. Wówczas z portu w Hamburgu wypłynął MS „St. Louis”, na pokładzie którego znajdowało się dziewięćset trzydzieści siedem osób, w tym dziewięćset trzydzieści pochodzenia żydowskiego. Aby dostać się na pokład, uchodźcy musieli zapłacić osiemset (pierwsza klasa) lub sześćset marek (druga klasa). A do tego uiścić „opłatę dodatkową” w wysokości dwustu trzydziestu marek. Statek obrał kurs na Hawanę, jednakże po dotarciu do portu 27 maja okazało się, że dokumenty imigracyjne pasażerów zostały anulowane przez kubański rząd. Dodatkowo każdy musiał wnieść opłatę w wysokości pięciuset dolarów. Niemcy pozwolili Żydom wywieźć jedynie dziesięć marek, co było równowartością czterech dolarów. Kuba odmówiła ich przyjęcia. Na ląd zeszło jedynie dwudziestu dwóch pasażerów. Statek ruszył w kierunku wybrzeża amerykańskiego, by tam szukać azylu. Jednakże prezydent Roosevelt nie zamierzał im pomagać. Dodatkowo, by odstraszyć intruzów, jednostka została ostrzelana przez kanonierki obrony wybrzeża. Kapitan „St. Louis” podjął jeszcze próbę wyokrętowania pasażerów w Kanadzie, ale tu również Żydzi spotkali się z odmową. Nie było innego wyjścia, jak wrócić do Europy. Ostatecznie 17 czerwca 1939 roku statek zacumował w Antwerpii z dziewięćset siedmioma osobami na pokładzie. Prowadzone negocjacje spowodowały, że dwustu osiemdziesięciu ośmiu pasażerów udało się do Wielkiej Brytanii, dwustu dwudziestu czterech do Francji, dwustu czternastu do Belgii, a stu osiemnastu do Holandii. W późniejszym czasie część z tych, którzy trafili na kontynent europejski, zginęła z rąk Niemców.

1 Mianem konferencji w Wannsee określa się spotkanie, które odbyło się 20 stycznia 1942 roku w willi przy Grosser Wannsee 56/58 w Berlinie, w trakcie którego omówione zostało „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”, jak eufemistycznie Niemcy określali eksterminację wszystkich europejskich Żydów.

2 R. Diels, Lucifer ante portas: … es spricht der erste Chef der Gestapo, Zurych 1949, s. 142.

3 Ibidem, s. 143.

4 Ibidem, s. 144.

5 A. Pitzer, Noc, która się nie kończy. Historia obozów koncentracyjnych, Kraków 2020, s.179-180.

6 T. Musioł, Dachau 1933-1945, Katowice 1968, s. 31-32.

7 „Münchener Zeitung” z 21.03.1933, Nr 79, s. 4.

8 H. Kühnrich, Der KZ-Staat. Rolle und Entwicklung der Iaschistischen Konzentrationslager 1932-1944, Berlin 1960, s. 17- 18.

9 M. Broszat, Nationalsozialistische Konzentrationslager 1933-1945, Olten-Freiburg im Breisgau 1965, s. 25.

10 Od 1931 roku Eicke znajdował się konflikcie z gauleiterem Nadrenii-Palatynatu Josefem Bürckelem. 10 marca 1933 roku Eicke zorganizował pucz przeciwko Bürckelowi. Esesmani zajęli szturmem siedzibę NSDAP w Ludwigshafen i zamknęli gauleitera w schowku ze szczotkami. Bürckel został uwolniony dopiero dzięki interwencji policji porządkowej. Himmler, rozwścieczony wyczynami Eickego, nakazał usunąć go z szeregów SS i zamknąć bezterminowo w szpitalu psychiatrycznym. Wydawało się, że kariera Eickego jest już zakończona, jednak z pomocą zaprzyjaźnionego lekarza zdołał przekonać Reichsführera-SS, że wypadki w Ludwigshafen były jednorazowym wyskokiem, który więcej się nie powtórzy. Himmler, który uwierzył w te zapewnienia, przywrócił Eickego w szeregi SS i mianował go komendantem nowo utworzonego obozu koncentracyjnego w Dachau.

11 T. Musioł, Dachau 1933-1945, Katowice 1968, s. 47.

12 T. Musioł, op. cit., s. 32- 33.

13 Nazis Schot Down Fleeing Prisoners, „New York Times” z 23.04.1933, s. 22.

14 Ibidem.

15 Na piętrze znajdowały się biura Lagerführera i jego zastępców oraz oficera ds. śledczych. Na parterze mieściły się wartownia oraz biura Rapportführerów.

16 Jan Liwacz. Człowiek z żelaza, I.pl, https://i.pl/jan-liwacz-czlowiek-z-zelaza/ar/223282 (dostęp: 26.07.2025 r.).

17 A. Pitzer, op. cit., s. 203.

18M. Domarus, The complete Hitler. A Digital Desktop Reference to His Speeches and Proclamations 1932-1945, t. 1, Wauconda 2007, s. 485.

19A. Pitzer, op. cit., s. 199.

20G. Schwab, The Day the Holocaust Began. The Odyssey of Herschel Grynszpan, Nowy Jork 1990, s. 51.

21Ibidem, s. 53.

22W ramach ciekawostki warto dodać, że rodzice Grynszpana przeżyli i przedostali się do ZSRR, a następnie do Izraela. Ojciec zeznawał później jako świadek na procesie Adolfa Eichmanna.

23L. Rees, Holokaust. Nowa historia, Warszawa 2018, s. 175.

24 Evian conference, YadVashem.org, https://web.archive.org/web/20120726044549/http://www1.yadvashem.org/yv/en/exhibitions/this_month/resources/evian_conference.asp (dostęp: 17.08.2025 r.).

Heimatschule Mitteldeutschland w Nohrze, późniejsza siedziba pierwszego obozu koncentracyjnego w hitlerowskich Niemczech.

Źródło: Wikimedia Commons

Pierwszy transport więźniów autobusem dociera do bram dawnej fabryki, 22 maca 1933 r.

Źródło: Stadtarchiv München

Oficerowie SS-Totenkopfverbände na placu apelowym KL Sachsenhausen. Od lewej stoją: SS-Hauptscharführer (Rappordführer) Campe, SS-U-Scharführer (Blockführer) Meyer, SS-U-Scharführer (Blockführer) Saathoff, SS-Hauptscharführer (Blockführer) Hohmann, SS-Scharführer (Blockführer) Krämer, SS-U-Scharführer (Blockführer) Schröter, SS-U-Scharführer (Blockführer) Seifert. 1936 r.

Źródło: Bundesarchiv, Bild 183-78612-0010/CC-BY-SA 3.0