W rytmie namiętności - Nana Bekher - ebook + książka

W rytmie namiętności ebook

Bekher Nana

4,3

Opis

Gdy pomiędzy braci wchodzi kobieta, nic nie jest oczywiste. Miłosny trójkąt napędzany rytmem namiętności tylko jednemu może przynieść laur zwycięstwa. Ona, rozdarta między sercem a rozumem, będzie musiała dokonać wyboru, a igranie z ogniem stanie się niebezpiecznie kuszące.

Słowa budzą myśli, muzyka emocje.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 302

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (53 oceny)
33
7
10
2
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
GosiaGosiaKasia

Nie oderwiesz się od lektury

świetna
10
aleksandras1995

Nie oderwiesz się od lektury

przyjemnie się czyta
10
MMoniaa78

Nie oderwiesz się od lektury

Super, polecam
10
Svieta

Nie oderwiesz się od lektury

Na początku wydawała się dość banalna, ale potem akcja nabrała tępa. Polecam
10
paumok

Nie oderwiesz się od lektury

Super ! Może czasami ciutek nudna ale warto przeczytać
00

Popularność




Copyright © by Nana Bekher, 2021Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2022 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Magdalena Czmochowska

Zdjęcie na okładce: © by feedough/iStock

Ilustracje wewnątrz książki: © by macrovector/Freepik

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

ISBN 978-83-8290-198-6

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Tej autorki w Wydawnictwie WasPos

CYKL WŁOSKIE POŻĄDANIE

Ginger. Tom 1

Odnajdę Cię. Tom 2

Mój Mefisto Tom 3

POZOSTAŁE POZYCJE

Nieznośny milioner

Będziesz moja

Przez żołądekdo…

Wszystkie pozycje dostępne również w formie e-booka na Legimi.pl

Spis treści

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 10

ROZDZIAŁ 11

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 13

ROZDZIAŁ 14

ROZDZIAŁ 15

ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17

ROZDZIAŁ 18

ROZDZIAŁ 19

ROZDZIAŁ 20

ROZDZIAŁ 21

ROZDZIAŁ 22

ROZDZIAŁ 23

ROZDZIAŁ 24

ROZDZIAŁ 25

ROZDZIAŁ 26

ROZDZIAŁ 27

ROZDZIAŁ 28

ROZDZIAŁ 29

ROZDZIAŁ 30

ROZDZIAŁ 31

ROZDZIAŁ 32

ROZDZIAŁ 33

ROZDZIAŁ 34

OSTATNIA PIOSENKA

PLAYLISTA

PODZIĘKOWANIA

Nienawidzę być tam, gdzie jej nie ma, kiedy jej niema.A jednak zawsze odchodzę tam, gdzie ona nie może za mnąpodążyć.

Audrey Niffenegger

ROZDZIAŁ 1

ANGEL

W życiu trzeba mieć plan. Wszystko musi być poukładane, dopracowane, szczegóły dopięte na ostatni guzik, inaczej zapanuje wokół nas chaos i tylko stracimy czas na porządkowanie. Tego uczył mnie mój ojciec i choć bardzo nie chciałam stać się taka jak on, chłonęłam jego nauki jak gąbka wodę. Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam dziesięć lat. Przez pięć lat mieszkałam z mamą, a weekendy spędzałam u taty. Nigdy nie dogadywałam się zbyt dobrze z ojcem, dlatego mimo wszystko cieszyłam się z takiego rozwiązania. Niestety siedem lat temu moja mama zmarła. Jako że byłam niepełnoletnia, musiałam wrócić do taty. Przez trzy lata żyłam jak w wojsku. Odkładałam pieniądze, marząc o dniu osiemnastych urodzin, kiedy będę mogła uwolnić się od musztry ojca. Uciekłam z Liverpoolu, napisawszy tacie list, że wyjeżdżam i żeby mnie nie szukał. Wsiadłam do pociągu, zostawiając to wszystko za sobą, i zatrzymałam się w Salisbury. Złożyłam papiery na uniwersytet, a po skończeniu go zaczęłam studiować prawo. Dostałam stypendium, ale dorabiałam w kawiarni. Wstyd mi przyznać, lecz przez te cztery lata ani razu nie odwiedziłam ojca, nawet niezadzwoniłam.

A dziś? Właśnie siedzę trzecią godzinę w pociągu, jadąc na jego pogrzeb. To najgorsze, co może nas spotkać. Nie zdążyłam się z nim pogodzić ani pożegnać. Chyba nigdy sobie tego nie wybaczę. Z Salisbury zabrałam wszystkie rzeczy. Postanowiłam zamieszkać w Liverpoolu, w domuojca.

Na miejscu czeka już pan Edward Lincoln. To przyjaciel mojego taty. Poznali się jeszcze w dzieciństwie i przez te wszystkie lata się przyjaźnili. Dawno go nie widziałam, ale moje ogromne podobieństwo do mamy sprawia, że mężczyzna szybko mnie rozpoznaje ipodchodzi.

– Witaj, Angel. – Uśmiecha sięłagodnie.

– Dzień dobry, panie Lincolnie. – Ściskam jegodłoń.

– Daj, pomogę ci z bagażami – proponuje i wychodzimy na zewnątrz, naparking.

Jest chłodne, grudniowe popołudnie, więc owijam się cieplej szalikiem i naciągam czapkę na uszy. Jakoś nie przepadam za zimą. Jest mroźnie, często są opóźnienia w komunikacji miejskiej, a jak już zacznie sypać śnieg, to najchętniej zaszyłabym się w domu, pod ciepłymkocykiem.

– Bardzo panu dziękuję, że pan po mnieprzyjechał.

– Żaden problem, Angel.

– A… a może ma pan klucze do mieszkania taty? – pytam.

– Mieszkania? – Pan Lincoln zaskoczony unosibrwi.

– Tak. Ja ich nie mam. – Spuszczam na chwilęwzrok.

– Angel, ale twój ojciec przecież sprzedał mieszkanie – oznajmia.

Prostuję się, nic kompletnie z tego niepojmując.

Ojciec zmarł wczoraj. Jak mógł je sprzedać? To gdzie onmieszkał?

– Chyba nie rozumiem. – Potrząsam głową. – Jak to: sprzedałmieszkanie?

– Kilka tygodni po tym, jak zamieszkał w domu opieki, sprzedał swoje mieszkanie – wyjaśnia. – Mówił, że ty tu nie będziesz chciała wrócić, ale zostawił dla ciebie pieniądze zesprzedaży.

Słucham tego wszystkiego z otwartą buzią. Wiem, że to niekulturalne, ale jestem totalniezaskoczona.

– Jakim domuopieki?

Teraz to pan Lincoln jest mocnozaskoczony.

Marszczy brwi i przecieraczoło.

– Angel, no przecież twój ojciec ostatni rok spędził w domu opieki – mówi tak, jakby mi toprzypominał.

– Boże, ja nic o tym nie wiedziałam. – Opieram się o drzwi auta, a w głowie mam totalnymętlik.

– Ale przecież Roger twierdził… – urywa. – Zresztą, to już nie maznaczenia.

Nie potrafię powstrzymać napływających do oczu łez. Jestem potworem, a nie człowiekiem. Jak mogłam być taką egoistką i nie interesować sięojcem?

Pan Lincoln podaje michusteczkę.

– Dziękuję. – Pociągam nosem. – Jestem najgorszą córką na świecie – wyrzucamsobie.

– Angel, nie bądź taka surowa dlasiebie.

– Co pan mówi? – Podnoszę na niego zapłakany wzrok. – Mój ojciec od roku mieszkał w domu opieki, zachorował i zmarł, a ja nie miałam o niczym pojęcia, i to z własnegowyboru.

– Angel, czasu niecofniesz.

– Nawet nie zdążyłam się z nim pożegnać. – Łkam.

– Zrobisz to jutro. Najważniejsze, że w tej ostatniej drodze będziesz z nim – próbuje mniepocieszyć.

Wstyd mi za siebie. Jak ja mogłam tak postąpić? Czy się dogadywaliśmy, czy nie, to był mój ojciec, a ja go tak bardzo zawiodłam. Nic o nim niewiedziałam.

– Zawiezie mnie pan do jakiegoś hotelu? – Spoglądam namężczyznę.

– Angel, a może zatrzymałabyś się u nas? – proponuje, zaskakującmnie.

– Nie chcę sprawiać kłopotu. – Lekko potrząsamgłową.

– Żaden kłopot. – Uśmiecha się. – Pamiętasz moich synów? Travisa iCamerona?

– Tak, ale widzieliśmy się ostatnio jakieś szesnaście lat temu – przypominam sobie. – Byliśmy wtedydzieciakami.

Z Travisem i Cameronem spotkałam się może dwa, trzy razy, i to na jakichś przyjęciach. Nie przyjaźniliśmy, nie odwiedzaliśmy, nawet z wyglądu ledwo ich kojarzę. Później wyjechałam z mamą doWrexham.

– Teraz to już mężczyźni. Travis ma dwadzieścia osiem lat i pracuje ze mną w kancelarii. Cameron jest rok młodszy od niego… – urywa panLincoln.

– A czym się zajmuje Cameron? – pytam z czystejciekawości.

– Jest muzykiem – mówi zamyślony. – Angel, mamy spory dom – dodaje. – Miejsca wystarczy dlakażdego.

– Dobrze – zgadzam się z lekkim uśmiechem na twarzy. – Dziękujępanu.

– Nie ma za co, Angel. Twój ojciec był moimprzyjacielem.

Po chwili wsiadamy do samochodu i ruszamy w kierunku dzielnicy OldSwan.

Opieram głowę o szybę, wpatrując się w mijające budynki. Nie było mnie cztery lata, a miasto wygląda, jakby czas się tu zatrzymał. Za trzy tygodnie Boże Narodzenie i ulice już są przystrojone kolorowymi światełkami. Nie jestem zwolenniczką świąt. Ostatnie trzy lata spędziłam je sama. Nie było choinki, prezentów ani tej ciepłej, rodzinnej atmosfery. Teraz, kiedy o tym myślę, wiem, że straciłam ten czas. Mogłam chociaż przyjechać do ojca nawigilię.

Niedługo później docieramy do posiadłości pana Lincolna. To faktycznie duży dom z niewielkim ogrodem i garażem. W odróżnieniu od budynków, które mijaliśmy po drodze, ten jeszcze nie czuje zbliżających sięświąt.

Wnętrze jest gustownie urządzone. Chłodne i stonowane. Ściany pokryto śnieżnobiałą farbą. Meble utrzymane są w jasnym, naturalnym kolorze drewna. Pomieszczenia duże i przestronne, niezagracone niepotrzebnymi przedmiotami. Pan Lincoln wyjaśnia mi rozkład poszczególnych pokoi w domu. Na dole znajdują się salon z wyjściem na taras, kuchnia z jadalnią, łazienka, dwie sypialnie, gabinet pana Lincolna i biblioteczka. Na górze zaś cztery sypialnie, łazienka i wolnypokój.

Dziwi mnie tylko jedno. Cameron, syn pana Lincolna, mieszka w wyremontowanym pokoju nad garażem, choć tu ma swoją sypialnię. Dziwne. Kiedy schodzimy na dół, otwierają się drzwi i wchodzi jeden z synów pana Lincolna. Wysoki, ciemny blondyn o dosyć muskularnej budowie ciała, ubrany jest w elegancki, długi płaszcz, a teczka, którą trzyma w dłoni, wskazuje na to, że jest toTravis.

– Cześć, Travis – mówi pan Lincoln. – To właśnie Angel. Pamiętaszją?

Chłopak patrzy na mnie ciepło iserdecznie.

– Cześć, Angel. – Uśmiecha się. – Miło cię widzieć polatach.

– Hej, Travis. – Lekko odwzajemniamuśmiech.

– Angel zatrzyma się u nas przez jakiś czas – oznajmia panLincoln.

– Jak dla mnie, możesz tu zostać na stałe. – Travis nie odrywa ode mnie wzroku, co jest trochękrępujące.

– Dziękuję. – Spoglądam na niegonieśmiało.

– To może coś zjemy, skoro jesteśmy w komplecie? – Chłopak zacieradłonie.

– W komplecie? – Zerkam na nich. – A pana drugisyn?

– Cameron? – prycha Travis. – Mój brat gej stroni od takich nudziarzy jakmy.

– Travis! – beszta goojciec.

– Uprzedzam tylko Angel, że Cameron niczym wampir zaszywa się w swojej jaskini i wychodzi dopiero po zmroku. – Wzruszaramionami.

– Wystarczy tego! – syczy mężczyzna. – Siadajmy do stołu. – Uśmiecha się lekko, zażenowany tąsytuacją.

Okej, rozumiem, że bracia za sobą nie przepadają. Nie mam nic przeciwko homoseksualistom i w sumie chciałabym poznać tego Camerona. Travis, mimo wyraźnej niechęci do brata, wydaje się w porządku. Pewnie będę miała okazję częściej przebywać w jego towarzystwie niż w towarzystwieCamerona.

– Angel, a czym właściwie się zajmowałaś? – pyta mnie pan Lincoln, gdy w trójkę siadamy dostołu.

– Skończyłam studia prawnicze, a tydzień temu ukończyłam aplikację w kancelarii – mówię lekkozamyślona.

– Prawniczka? – Travis spogląda na mnie. – To już mamy coś wspólnego. – Posyła mi ciepły uśmiech. – Jeślibyś szukała pracy, to zapraszam donas.

– Och… – Jestem zaskoczona jego propozycją. – Poważnie?

– Jak najbardziej – odpowiada, dokładając sobieziemniaków.

– Travis by cię wprowadził do firmy – dodaje pan Lincoln. – Na razie mogłabyś muasystować.

– Ja nie mam nic przeciwko – stwierdzachłopak.

– Jesteście pewni? – Unoszę brwi, niedowierzając.

– Spróbuj – zachęca. – Jeśli ci się nie spodoba, odejdziesz, ale – nachyla się mocniej – gwarantuję ci, że pokochasz tępracę.

– W takim razie zgadzam się i dziękuję zaofertę.

– Jeśli chcesz, możemy później pojechać do kancelarii – proponujeTravis.

– Właściwie to planowałam zająć się przygotowaniami do pogrzebu taty – mówię.

– Zostało kilka formalności, resztą zajął się dom opieki – wyjaśnia panLincoln.

Po prostu spisałam się na medal. Tak, do końca życia będę się tymzadręczać.

– Jeśli chciałabyś pojechać do tego domu opieki, to mogę cięzawieźć.

– Będę panu bardzo wdzięczna – odpowiadam.

– Nie ma sprawy, dziecko. – Patrzy na mnie ztroską.

– Odświeżę się tylko, jeślimogę.

– Angel, czuj się jak u siebie w domu. – Pan Lincoln uśmiecha sięlekko.

– Dziękuję.

Pan Lincoln jest dla mnie taki dobry, mimo że wcale na to nie zasługuję. Uciekłam od ojca, zostawiłam go, a powinnam była być przy nim. Może wtedy to wszystko by się nie wydarzyło. Nie trafiłby do domu opieki, nie miałby wylewu. Cztery lata, a zmieniły takwiele.

Jakiś czas później rozpakowuję walizki w moim nowym pokoju. Sypialnia jest duża, z balkonem. Ściany są pokryte tą samą śnieżnobiałą farbą. Na jednej wisi piękny obraz, przedstawiający wodospad, w otoczeniu niesamowitej roślinności, co sprawia, że miejsce nabiera ciepła i egzotyki. Na środku stoi drewniane łóżko, z szafką nocną po prawej stronie. Po lewej zaś stoją dwudrzwiowa komoda z czterema szufladami oraz duża szafa i niewielki regał. Pięknietu.

Wiem, że z czasem będę musiała znaleźć jakieś mieszkanie. Nie chcę siedzieć panu Lincolnowi na głowie, ale teraz naprawdę nie mam na to siły. Biorę ubrania na zmianę, ręcznik, kosmetyczkę i idę do łazienki na końcu korytarza. To duże i przestronne pomieszczenie. Znajdują się tu wanna z hydromasażem, obszerna kabina prysznicowa, umywalka, sedes, kilka szafek i piękne lustro w czarnej oprawie. Decyduję się na szybki prysznic. Nie mam zbyt wiele czasu, a pan Lincoln na pewno też ma swoje sprawy. Po kąpieli wycieram ciało i ubieram się. Wkładam dżinsy i granatowy sweterek, a długie, blond włosy tylko rozczesuję. Gdy jestem gotowa, schodzę na dół. Będąc już na ostatnim stopniu, nagle zderzam się z kimś, kto wyłonił się zza rogu. Przed upadkiem ratują mnie silne ramiona chłopaka. Wpatruję się w jego szaroniebieskie oczy, lekko się uśmiechając. Można się w nichzatracić.

– Uważaj, jak chodzisz – rzucaszorstko.

I czarprysł.

– Nie będę cię wiecznie ratował – dodaje chłodno ochrypłymgłosem.

Wiecznie?

Och… Nie chce mi się wierzyć, że to ten Cameron. Nie wygląda mi na geja, ale mogę się mylić. Jest wysoki, dobrze zbudowany, ma jasnobrązowe włosy, przystrzyżone na jeżyka, kilka tatuaży, ale to spojrzenie… Przechodzi mnie zimny dreszcz, gdy mężczyzna tak patrzy, co sprawia, że wiem, by nie wchodzić mu wdrogę.

– Je… jestem Angel. – Niepewnie wyciągam dłoń, ale z grzeczności wypada się przedstawić, zwłaszcza że będę tumieszkać.

– Nie pytałem. – Ignoruje mnie i podchodzi do stolika wholu.

Okej. Może faktycznie ma alergię na dziewczyny. Powinnam iść, ale zostaję, by zobaczyć, co robi. Chłopak podnosi ze stolika jakąś kopertę i szybkim szarpnięciem rozrywa ją. Wyciąga z niej list i trzymając mocno kartkę, zapoznaje się ztekstem.

– Kurwa! – warczy, ażpodskakuję.

Mężczyzna gniecie papier i minąwszy mnie bez słowa, udaje się do kuchni. Nic z tego nie rozumiem. Nim zdążę pozbierać myśli po spotkaniu z Panem Nie Jestem Twoim Bohaterem, z gabinetu ojca wychodziTravis.

– Wszystko w porządku? – pyta, spoglądając namnie.

Zdaje się, że wyglądam jak wystraszonaowieczka.

– Tak, tak. – Rozmyślam. – Travis, był tu chłopak. Jasne brązowe włosy, tatuaże, skórzana kurtka – opowiadam, lekko potrząsającgłową.

– Książę ciemności wyłonił się ze swej jamy – prychaTravis.

– Więc to na sto procent był Cameron? – Otwieram szeroko oczy. – Dość specyficznyjest.

– Mało powiedziane. Nie licz na bliższe poznanie go – mówi. – Chowa się pod tą swoją skorupą, nie dopuszczając nikogo dosiebie.

– Rozumiem. – Zamyślamsię.

Po chwili z gabinetu wychodzi i panLincoln.

– Gotowa? – pyta, spoglądając namnie.

– Tak, tak – odpowiadam i sięgam po kurtkę. – Jeszcze raz bardzo panudziękuję.

– Nie ma sprawy, Angel. – Uśmiecha się. – Chodźmy.

Jestem wdzięczna panu Lincolnowi za pomoc, sama bym chyba nie dała rady z tym wszystkim. Moje myśli krążą wokół tajemniczego Camerona. Może jednak pod tą maską kryje się normalnyfacet?

ROZDZIAŁ 2

ANGEL

Dziś pogrzeb mojego taty. Nie mam już mamy, nie mam taty… Zostałam sama. Na ceremonię przybyło sporo ludzi. Są znajomi mojego ojca z dawnych lat, panie z domu opieki, sąsiedzi, oczywiście pan Lincoln z Travisem. Nie widzę tylko nigdzie Camerona. Właściwie to czemu oczekuję, że miałby tu być? Dlatego, że chcę go zobaczyć w innej odsłonie czy po prostu chcę go zobaczyć? W jego oczach jest coś, co sprawia, że nie da się o nich zapomnieć, ale zachowanie i ton głosu każą mi się trzymać od niego zdaleka.

– Angel – Travis podchodzi bliżej – czekasz jeszcze na kogoś? – pytadyskretnie.

– Nie, nie. – Potrząsamgłową.

Chłopak bierze głęboki wdech, zupełnie jakby przejrzał mnie nawylot.

– On nie przyjdzie – mówi.

– Kto? – udaję, że nie wiem, o kogochodzi.

– Cameron. Brakuje tylko jego. – Rozgląda się pokaplicy.

Czuję dziwne ukłucie wsercu.

– Leczy kaca – szepcze mi do ucha, nachyliwszysię.

– To jego sprawa – rzucam obojętnie i podchodzę doksiędza.

Co mnie obchodzi Cameron? Arogancki, bezczelny dupek. Przecież wcale nie musi tu być. Dziś żegnam się ze swoim tatą i to jest najważniejsze. Przez całe życie nie zdążyłam mu powiedzieć, że go kocham i że mimo rygorystycznego wychowywania był troskliwym ojcem. Zawsze dbał, abym wszystko miała, choć tego nie chciałam. Dlaczego tak istotne sprawy uświadamiamy sobie, gdy jest już za późno? Przepraszam, tato…

Wieczorem schodzę do kuchni napić się wody. Pan Lincoln pracuje w swoim gabinecie, a Travis musiał jechać po jakieś akta do kancelarii. W domu panuje całkowita cisza. Nie jestem zbytnio do tego przyzwyczajona, bo w Salisbury moimi sąsiadami w kamienicy było małżeństwo z czwórką dzieci. Przywykłam do hałasu, cisza jest taka mroczna, tajemnicza… Zupełnie jak Cameron. Potrząsam głową. Powinnam się za to zdecydowanie strzelić w twarz. Nalewam sobie wody mineralnej do szklanki i upijam łyk, gdy słyszę jakieś dźwięki. Kuchnia łączy się z jadalnią, ale są też drzwi. Pamiętam, że pan Lincoln mówił, iż tam mieszka Cameron. Faktycznie jakby w jakiejśjaskini.

Odstawiam naczynie na stół i kieruję się w stronę drzwi. Powoli naciskam klamkę i idę schodami na górę, podążając za dźwiękiemgitary.

I po co ty to robisz? – besztam samąsiebie.

A jak on znowu wyskoczy na mnie z tym piekielnym spojrzeniem? Wchodzę na terytorium Pana Ciemności. Staram się być najciszej, jak się da. Podchodzę bliżej jego drzwi i przysłuchuję się, jak gra. Lubię dźwięk gitary. Zawsze kojarzył mi się z czymś radosnym, wesołym, ale melodia, którą gra Cameron, jest smutna. Tak jakby wyrażała ból, tęsknotę. Po chwili muzyka ustaje. Znów panuje cisza. To nie wróży niczego dobrego. Szybko idę na schody i gdy jestem już za rogiem, słyszę, jak na moment otwierają się drzwi. Cameron. Serce wali mi jak szalone, a nogi trzęsą się jak galarety. Następnym razem pomyślę dwa razy, zanim zdecyduję się zejść do piekieł. Wracam do swojego pokoju, niczym mała dziewczynka wbiegam na łóżko i nakrywam się kołdrą po sam czubekgłowy.

Rano wstaję przed budzikiem. Umówiłam się z Travisem, że zabierze mnie dziś do kancelarii. Po porannej toalecie, wyszykowana schodzę na śniadanie. Zazwyczaj jadłam pierwszy posiłek, będąc jeszcze w szlafroku, ale teraz mieszkam z samymi facetami i czułabym się skrępowana. Kiedy wchodzę do kuchni, spotykamTravisa.

– Hej – witam się, podnosząc na niegowzrok.

– Hej – odpowiada z uśmiechem. – Gotowa?

– Prawie.

– Zrobiłbym ci kawę, ale nie wiem, czy pijesz. – Marszczynos.

– Czarną z mlekiem – mówię, a Travis wstaje i sięga po filiżankę. – Spokojnie, zrobięsobie.

– W takim razie ja idę spakować wszystkie dokumenty i będziemy jechać za pół godziny. Może być? – pyta.

– Jasne.

Travis stanowi zupełne przeciwieństwo brata. Jest miły, towarzyski i nie patrzy, jakby chciał mniezabić.

Nagle słyszę kroki dobiegające zza drzwi prowadzących do pokoju Camerona. Przechodzi mnie zimny dreszcz i mam ochotę stąd uciec ze strachu. Gdy drzwi się otwierają, nieśmiało podnoszę wzrok i wbijam go w postać, która stoi dosłownie kilka kroków przede mną. Cameron. Na jego widok przygryzam dolną wargę, co chłopak szybko zauważa. Kretynka! Mężczyzna ma na sobie koszulkę z krótkim rękawem, odsłaniającą ręce pokryte tatuażami. Przyglądam im się, zdając sobie sprawę, jakie są przerażające. Węże, czaszki i kostucha. Nawet na szyi ma tatuaż, ale to jakiś napis. Cameron patrzy na mnie z dziwnym błyskiem w oku, który wcale nie jestserdeczny.

– Cześć – mówi, mijającmnie.

Chyba się przesłyszałam. Aż oglądam się za nim, upewniając się, czy toon.

– Cześć – odpowiadamnieśmiało.

– Angel, tak? – Odwraca się w mojąstronę.

Udaje, że nie pamięta mojego imienia? Tylko w jakimcelu?

– Tak – przytakuję.

– Sorry, że nie byłem na pogrzebie twojegoojca.

Sorry? Ja wiem, że nie jesteśmy przyjaciółmi, ale on naprawdę uważa, że „sorry” to odpowiedniesłowo?

– Sorry? – powtarzam.

– Nie mogłem przyjść. – Kieruje się do drzwi swojejjaskini.

– Wiem, leczyłeś kaca – mówię, a on sięzatrzymuje.

– Masz z tym jakiś problem? – syczygniewnie.

Nagle wpadam na coś szalonego. Zawsze starałam się pomagać takim ludziom jak on. Zamkniętym, odizolowanym od świata. Szybko okazuje się jednak, że nie zdawałam sobie sprawy, że w tym przypadku to nie zadziała, a jedyne, co zrobię, to pośmiewisko zsiebie.

– Okej, źle zaczęliśmy, ale może uda nam się zakolegować, lepiej poznać? – Dziwnie się czuję, gdy Cameron marszczy brwi, słuchając, co mówię. – Dlatego może wybierzemy się wieczorem na spacer, pogadamy? – proponuję.

Chrzanię to, że jest zimno i pada ten cholerny śnieg. Wiem z doświadczenia, że to dobre podejście, ale Cameron jest inny. Wybucha głośnym śmiechem, aż zaczynam drżeć. Brawo, zrobiłam z siebie totalnąidiotkę!

– Na spacer? – prycha.

– Chcia… – urywam. – Chciałamtyl…

Szlag!

– Co chciałaś? – Splata ostentacyjnie ręce, posyłając mi chłodne spojrzenie. – Wyprowadzić mnie na spacer? Weź sobie pieska, Travisa! – rzucagniewnie.

– Przepraszam.

Już wolę nic więcej niemówić.

Odwracam się w drugą stronę, by nie widział mojego zażenowania. Czuję się naprawdę idiotycznie, aż policzki mipłoną.

Nagle zauważam dłoń Camerona, opartą na stole. On sam nachyla się i robi coś, czego bym się nigdy nie spodziewała. Odgarnia mi włosy i zaciąga się moim zapachem. Cholerajasna!

– Czego ode mnie oczekujesz, Angel? – szepcze tuż za moimuchem.

Jego ochrypły głos sprawia, że aż poskakuję wystraszona. Odsuwa się, a ja zrywam się z krzesła i staję naprzeciw Camerona. On mnie przeraża, a jednocześnie w jakiś sposóbintryguje.

– Chciałam… – Przełykam ślinę. – Chciałamtylko…

– Nie baw się w to, Angel.

Krzywię się, słysząc chłód w jegotonie.

– Zostaw mnie w spokoju – warczy lekko, dając mi do zrozumienia, że jest cholerniepoważny.

Mija mnie obojętnie i kieruje się do swojej jaskini. Co to, kurczę, było? Chciałam tylko być miła, znaleźć z nim jakiś wspólny język, skoro jakby nie patrzeć, mieszkamy pod jednym dachem, ale z niego oczywiście wyszedł totalny dupek. Totalny, przerażający dupek. On jest niczym wychodzący spod łóżka potwór z koszmaru z dzieciństwa. Dobrze, że Travis to normalny facet, bo gdyby go nie było, tobym tu chyba niezamieszkała.

Nie zamierzam o tym dłużej myśleć, a tym bardziej o jego zachowaniu. Najlepiej będzie, jak będziemy trzymać się od siebie z daleka. Zresztą i tak pewnie nieczęsto będę go widzieć. Travis mówił, że Cameron schodzi tu wyłącznie w ostateczności. Nawet łazienkę ma u siebie, a także lodówkę ikuchenkę.

Kiedy dopijam kawę, do kuchni wchodzi Travis. Chłopak posyła mi uśmiech i wyciąga do mnie rękę. O właśnie! Oni są tak różni, że trudno mi uwierzyć, iż są braćmi. Zupełnie jak ogień i woda. Tylko dlaczego mnie zawsze pociąga tenogień…?

– Jedziemy? – pyta.

– Jasne. – Chwytam jego dłoń i wstaję zkrzesła.

Wkładam kurtkę i buty, a Travis otwiera mi drzwi. Prowadzi mnie do swojego auta i wpuszcza do środka. Cameron pewnie zatrzasnąłby mi te drzwi przed nosem. Kancelaria pana Lincolna znajduje się w centrum miasta, więc mamy kawałekdrogi.

– Mówiłaś, że ukończyłaś aplikację – wspomina.

– Tak – odpowiadam, lekko sięspinając.

Travis, nie ciągnij tego tematu – proszę wduchu.

Nie ukończyłam tej aplikacji. Zrobiłam coś strasznego, ale nie chcę do tego wracać. Liczę, że to nigdy nie wyjdzie najaw.

– A co to zakancelaria?

Szlag!

– Pytam tak tylko z ciekawości. – Odwraca się w moją stronę zuśmiechem.

– To kancelaria prowadzona przez małżeństwo, państwoMorag.

– Mam nadzieję, że u nas ci sięspodoba.

– Na pewno – odpowiadam.

– Nie chcę się chwalić, ale nasza kancelaria jest jedną z najlepszych w mieście – opowiada. – Mamy szeroki zakres działalności, a w zeszłym roku wygraliśmy ranking na najlepsząkancelarię.

– Gratuluję – posyłam mu uśmiech – cieszę się, że będę mogła z wamipracować.

Jakiś czas później do docieramy na miejsce. Kancelaria pana Lincolna znajduje się na czwartym piętrze wieżowca przy ulicy Water. Stąd jest piękny widok na rzekęMersey.

Lubiłam tu przychodzić. Najczęściej bywałam tu z mamą. Brała sztalugę, farby, pędzle, siadałyśmy na Dokach i malowała. Mama pracowała w sklepie ogrodniczym, ale jej pasją było malowanie i miała do tego ogromny talent, którego ojciec niestety nie doceniał. Zawsze mówił, że to strata czasu. Tata był zupełnie inny. Twardy, rygorystyczny, z zasadami. Na pewno byłby dumny z tego, że poszłam na studia prawnicze, ale już niekoniecznie z tego, cozrobiłam…

Wchodzimy do środka i wjeżdżamy windą na czwarte piętro. To spory budynek i oprócz kancelarii znajdują się tu między innymi bistro na parterze, agencja pracy, drukarnia, fotograf orazkrawiec.

Travis przedstawia mnie pracownikom i pokazuje pomieszczenia. Oprócz Travisa i jego ojca pracują tu jeszcze adwokaci: Martha Smith, Joseph Norton, Peter Lane, sekretarka Juliette Feast i księgowa Melanie Blake. Przechodzimy do biura Travisa. Pomieszczenie jest elegancko urządzone, w jasnych, stonowanych kolorach. Ściany są biało-szare, a meble w ciemniejszym odcieniu szarości. Moje biuro znajduje się tuż obok biura Travisa, a właściwie z jego biura prowadzą drzwi domojego.

– I jak? – pyta. – Podoba ci siętu?

– Bardzo. – Z radością rozglądam siędookoła.

– Cieszę się. – Chłopak odwzajemnia uśmiech. – Angel, ja za pół godziny mam spotkanie na mieście z klientem – oznajmia. – Zostawię ci kilka rzeczy do zrobienia, ale… – urywa na chwilę, lekko się rumieniąc. – Może dałabyś zaprosić się dziś na kolację? – pytaniepewnie.

O matko, on się zaczerwienił. Czy ja go onieśmielam? Muszę przyznać, że tosłodkie.

– Przepraszam, wygłupiłem się? – Wykrzywia usta, robiąc maślaneoczy.

– Chętnie zjem z tobą kolację – odpowiadam i widzę ulgę na jegotwarzy.

– Dziękuję. To co, ja ci przyniosę dokumenty i jak coś, to dzwoń – mówiciepło.

– Jasne, szefie.

– Szefie? – Puszcza do mnieoko.

Trochę odnoszę wrażenie, że Travis zaprosił mnie na randkę… Znowu ponosi mnie wyobraźnia. W sumie przyda mi się towarzystwo. Może powinnam odnowić stare znajomości? Może któryś z moich dawnych przyjaciół tu został? Wolę nie narażać się na przypadkowe spotkanie Camerona. Travis mówił, że jego brat w ogóle nie schodzi na dół, a w ciągu trzech dni widziałam go dwa razy. Może przychodzi częściej, a po prostu Travis nie ma o tym pojęcia? Od pana Lincolna słyszałam, że Cameron gra w jakimś klubie, ale sam nie pamięta nazwy. Może, gdy się dowiem, pójdę tam, by posłuchać, jak gra? Tylko będzie mi potrzebny kamuflaż, bo jak mnie zobaczy, będę miała przechlapane. Ciekawego, dlaczego w ogóle się wyprowadził nad ten garaż? Dobra, wystarczy tego. Czas skupić się na pracy, a nie na PanuCiemności.

ROZDZIAŁ 3

ANGEL

Dzień w kancelarii upłynął mi dosyć szybko. Zapoznałam się ze sprawami, w których będę asystować Travisowi, i posegregowałamdokumenty.

Prawem zaczęłam interesować się w szkole średniej. Wstąpiłam do samorządu uczniowskiego i tam poznałam niesamowitych ludzi. Ich zapał, determinacja i chęć pomocy pokazały mi, że warto robić coś dla drugiego człowieka. My nie występowaliśmy przeciwko nauczycielom czy dyrekcji szkoły, ale pomagaliśmy wszystkim uczniom. Organizowaliśmy imprezy, zajęcia pozalekcyjne w ramach korepetycji, wycieczki, zdarzały się nawet protesty. Wtedy poczułam, że chcę zgłębiać tajniki prawa. Zaczęłam odkładać pieniądze, by po osiągnięciu pełnoletniości uciec stąd. Oczywiście ojciec pochwaliłby mnie za wybór prawa, ale nie chciałam, by przypisywał to sobie. Wiedziałam, że powie, iż to dzięki niemu, jego zasadom i wychowaniu zdecydowałam się na taki kierunekstudiów.

Kilka dni po moich osiemnastych urodzinach wyjechałam. Miałam szczęście, bo w pociągu do Salisbury poznałam Evę. Dziewczyna też rozpoczynała studia, ale pedagogiczne. Zaproponowała mi, żebym zatrzymała się u niej. Miała wszystko zorganizowane, wynajmowała dwupokojowe mieszkanie i szukała współlokatorki. Cieszyłam się, bo zrobiła na mnie dobre wrażenie, a propozycja wspólnego mieszkania była niczym manna z nieba. Łatwiej mi było skupić się na znalezieniu pracy, mając dach nad głową. Na stałe pracowałam popołudniami w kawiarni, a od czasu do czasu dorabiałam jako hostessa. W ostatniej chwili złożyłam papiery na prawo, ale z moją średnią dostałam się bez egzaminów. Studia ukończyłam z wyróżnieniem i rozpoczęłam naprawdę świetną aplikację. Wszystko szło dobrze, dopóki nie złamałamzasad…

Właśnie przygotowuję się na kolację z Travisem. Nie traktuję tego jak randki, choć muszę przyznać, że zmieszanie Travisa było słodkie. To miły, sympatyczny facet i do tego nieziemsko przystojny. Widziałam, jak ta sekretarka z kancelarii na niego patrzyła. Nie mam wątpliwości, że jej się podoba, i wcale mnie to niedziwi.

Zabieram naszykowane ubrania i idę do łazienki. Rozbieram się, po czym odsuwam drzwi i wchodzę pod prysznic. Odkręcam ciepłą wodę i sięgam po żel waniliowy. Cała kabina wypełnia się cudownym ciepłym zapachem. Uwielbiam go. Jest słodki, kojący i relaksująco działa na zmysły. Zupełnie jak dźwiękgitary…

Mimowolnie wspominam chwilę, gdy usłyszałam grę Camerona. Ta melodia, mimo iż była smutna, nadal pozostaje w mojej pamięci. Chciałabym usłyszeć jego głos, kiedy śpiewa. Zastanawiam się, czy jest równie ochrypły i seksowny? Szlag! Dlaczego ja w ogóle myślę o Cameronie? Chciałam mu pomóc, pogadać, ale widzę, że jest to niemożliwe. On jest taki niedostępny. Sama już nie wiem, czy on nikogo do siebie nie dopuszcza, czy tylko mnie? Ciekawe, czy na innych też takwarczy?

Po skończonym prysznicu osuszam ciało ręcznikiem i się ubieram. Zdecydowałam się na ulubioną sukienkę. Dopasowana, śliwkowa, długości do kolan. Ma duży dekolt, ale założę naszyjnik i będzie super. Włosy lekko kręcę, robię delikatny makijaż i spryskuję się najlepszymi perfumami. To kompozycja piżma, białej herbaty, bergamotki i konwalii. Bardzo lubię tenzapach.

Gotowa schodzę na dół, gdzie już czeka na mnie Travis, ubrany w czarne, eleganckie spodnie i błękitną koszulę. No, no, prezentuje się zjawiskowo. Chłopak posyła mi szeroki uśmiech i podaje dłoń, gdy jestem już na ostatnimschodku.

– Wow, Angel – uważnie mierzy mnie wzrokiem – wyglądaszprzepięknie.

– Dziękuję. – Czuję delikatny rumieniec natwarzy.

– Cóż się dziwić. Piękna kobieta we wszystkim będzie wyglądać pięknie – komplementujemnie.

– Czaruś zciebie.

– Tylko stwierdzamfakty.

Gdy sięgamy po płaszcze, z gabinetu wychodzi pan Lincoln. Czuję się trochę niezręcznie. Nie chcę, by pomyślał, że umawiam się z Travisem ze względu napracę.

– Wychodzicie? – pytamężczyzna.

– Tak – przytakuje Travis. – Idziemy nakolację.

– Polecam wam tę nową restaurację koło parku na Penny Lane – mówi pan Lincoln, czym mnie trochęzaskakuje.

– Dzięki, tato.

Okej, może po prostu za bardzowyolbrzymiam.

Jakiś czas później jesteśmy w drodze do restauracji. Słabo znam te okolice, mieszkałam w zupełnie innej dzielnicy kawałek stąd, naSpeke.

– Travis, mogę o coś zapytać? – Odwracam głowę w jegostronę.

– Pytaj.

– Chodzi o twojego brata – odpowiadam, a on marszczy brwi. – Dlaczego on sięwyprowadził?

Chłopak przez chwilę milczy. Chyba nie lubi mówić o Cameronie. Na pewno coś się między nimi wydarzyło. Ludzie ot tak nie przestają się do siebie odzywać, zwłaszcza rodzeństwo. A może przestają? Zresztą co ja mogę o tym wiedzieć? Jestemjedynaczką.

– Ja i Cameron nie rozmawiamy ze sobą od paru lat – wyznaje w końcu. – Zrobił coś, czego nie potrafię mu wybaczyć – wzdycha.

– Powiesz, co sięstało?

– Angel, nie zrozum mnieźle…

– Przepraszam, nie powinnam była pytać. – Potrząsam lekkogłową.

– Zresztą w sumie powinnaś wiedzieć. – Spogląda na mnie. – Trzy lata temu miałem narzeczoną. Cameron niby jej nie lubił, ale obrał ją sobie zacel.

– Co masz namyśli?

– Postanowił udowodnić mi, że może mieć wszystko, nawet moją dziewczynę – wyjaśnia. – Uważał się za Bóg wie kogo i mówił, że wystarczy, iż pstryknie palcami, a laska jest w jego łóżku. Wtedy… – urywa na moment. – Pewnego dnia pokazał mi nagranie, na którym ją pieprzył. Gdyby nie ojciec, chybabyśmy się pozabijali – dodaje.

– Przykro mi. – Spuszczamwzrok.

Zdaje się, że niepotrzebniepytałam.

– Stare dzieje. – Zaciska delikatnie usta. – Nie daj mu się omamić, Angel.

– Co? – Ściągam brwi. – On mnieprzeraża.

– Uwierz, jest przerażający. Pieprzony gej – rzuca podnosem.

– Więc teraz jestgejem?

– Podobno tak. Co prawda nie widziałem go z żadnym mężczyzną, ale kumple mówią, że klub, w którym wcześniej grał, to lokal dla gejów, a Cameron występował tam, bo jego facet go wprowadził – wyjaśnia. – Jesteśmy. – Kończy temat brata i uśmiecha się domnie.

Chwilę później siedzimy w restauracji i czekamy na zamówiony posiłek. Wnętrze jest piękne, przytulne i w moich ulubionych kolorach: żółtym i zielonym. Pan Lincoln trafił w dziesiątkę z poleceniem nam tegomiejsca.

– Czyli nie byłaś tu od ośmiu lat? – pyta Travis, gdy rozmawiamy już od jakiegośczasu.

– Wstyd, co nie? – Czuję, jak oblewam sięrumieńcem.

– Nie oceniam cię. Musiałaś mieć powód – mówi zwyrozumiałością.

– Najbardziej absurdalny, jaki sięda.

– Angel, ja wychodzę z założenia, że człowiek uczy się nabłędach.

– A wyglądasz na perfekcjonistę. – Podnoszę na niegowzrok.

– Nawet perfekcjonista może się pomylić. – Upija łyk czerwonego wina. – Widzisz, ja pomyliłem się co do brata i byłej narzeczonej. Aty?

– Co ja? – pytamniepewnie.

– Zawsze wszystko, co robiłaś, było dobre, zgodne z prawdą i moralne? – Wbija we mnie niebieskie tęczówki, a ja czuję, jakby był w moimumyśle.

Boże, a jak on wie? Ale skąd? Tak strasznie mi wstyd. Policzki mnie pieką, gdy pojawiają się na nich rumieńce, a serce przyspiesza swójrytm.

– Ja… ja – jąkamsię.

– Przepraszam – wtrąca chłopak, zanim kompletnie się pogrążę. – Wiem, że chodzi o twojegoojca.

Co za ulga, a już się bałam, że wszystko sięwyda.

– Angel, nie obwiniaj się. Jesteś świetną dziewczyną i nie powinnaś się już zamartwiać – mówi.

– Ledwo mnie znasz. – Spoglądam na niegonieśmiało.

– Może będzie szansa poznać się lepiej. – Uśmiecha siętajemniczo.

Dwie godziny później wracamy do domu. Travis parkuje na podjeździe i wysiadamy z auta. Mimowolnie podnoszę głowę i zerkam w okno Camerona. Mogłabym przysiąc, że widziałam, jak poruszyła sięfiranka.

– Angel, zaczekaj. – Travis mniezatrzymuje.

– Tak?

– Dziękuję ci za ten cudowny wieczór. – Powoli chwyta moją dłoń. – Świetnie czułem się w twoimtowarzystwie.

– Ja w twoim również. – Uśmiecham sięlekko.

– Angel, nie będę ukrywał – mówi, a moje serce zaczyna szybciej bić. – Bardzo mi się podobasz, lubię cię i chciałbym, żebyśmy poznali siębliżej.

– Travis… – Patrzę mu prosto w oczy, w których błyszczą niesamowiteiskierki.

Nagle chłopak robi coś, czego bym się raczej nie spodziewała po pierwszym spotkaniu. Chwyta moją twarz w dłonie, po czym składa na ustach czuły i delikatny pocałunek, aż przechodzi mnie dreszcz. To takie subtelne muśnięcie, trochę jakby nieśmiałe. Po chwili jednak przerywampieszczotę.

– Przepraszam, Travis. – Opieram rękę o jegotors.

– To ja przepraszam, zagalopowałem się. – Smutnieje.

– Nie zrozum mnie źle, ale… po prostu… – mieszamsię.

– Przepraszam – drapie się po karku – chciałem się z tobą spotykać, a schrzaniłemto.

Co? On chce ze mną chodzić? Kurczę, nie spodziewałam się tego. To chyba trochę za szybko… A może za dużo sobiewyobrażam?

– Angel – chwyta mnie za dłonie – czy dasz się zaprosić na kolejnespotkanie?

Uśmiecham się. Widzę jego lekkie zawstydzenie, co jest naprawdęurocze.

– Może to być kino, restauracja, spacer, koncert – wymienia.

– Okej – zgadzam się. – Umówmy się tak niezobowiązująco, poprzyjacielsku.

– Bardzo się cieszę – unosi moje palce do ust i je całuje – i oczywiście dziękuję ci zato.

Och, ten Travis. Na jakąkolwiek relację jest za wcześnie, ale dlaczego by nie poznać się bliżej? Sama nie wiem, czy chciałabym czegoś więcej. Najpierw trzeba spędzić razem trochę czasu, spotkać kilka razy, poczuć coś do siebie, a dopiero później można mówić o związku. Podręcznikowo przecież tak to wygląda. Podręcznikowo… Travis, owszem, mógłby być dobrym przykładem z książki, bo Cameron to… z pewnością z jakiegośhorroru.

ROZDZIAŁ 4

ANGEL

Czas tak szybko leci. Minął już tydzień, odkąd pracuję w kancelarii. Panuje tam sympatyczna atmosfera, nie ma jakiejś chorej rywalizacji. Każdy ma swoich klientów, a ja na razie asystuję Travisowi. Miło mi w jego towarzystwie, dogadujemy się. Byliśmy w kinie i na zakupach. Travis jest otwarty, pomocny, taki do rany przyłóż. Nie jesteśmy parą, po prostu się spotykamy. Przynajmniej on nie chodzi po domu jak jakaśzjawa.

Kiedy jestem w kuchni i słyszę kroki na schodach za drzwiami, po prostu uciekam. Cameron przychodzi codziennie do domu, nie siedzi ciągle zamknięty w swoim pokoju, jak to przedstawiał Travis. A może po prostu sam nie wiedział? W ogóle tu jest strasznie pusto. Travis często pracuje do późna, pan Lincoln wieczory spędza głównie poza domem i tak naprawdę najczęściej jestem z Cameronem, mimo iż rzadko sięwidzimy.

Teraz też akurat jestem sama. Nie licząc oczywiście Pana Ciemności. Przebieram się już w koszulkę nocną i zarzucam szlafrok. Travis wróci najwcześniej za godzinę, a pan Lincoln pewnie koło północy. Schodzę do kuchni coś zjeść. Otwieram lodówkę i wyjmuję słoik z sałatką. Świetny wybór. Próbuję odkręcić pokrywkę, ale zdaje się, że nie dam rady, bo ona ani drgnie. No, cholera jasna! Już mnie dłonie bolą, a ta sałatka wygląda tak smakowicie. Właśnie w takiej chwili przydałby się silny facet do pomocy. Kiedy o tym myślę, słyszę kroki na schodach. Nie, no serio? Przecież nie będę całe życie przed nim uciekać. Początkowo go ignoruję, gdy drzwi się otwierają. On nie zwraca na mnie uwagi, więc po co ja miałabym to robić? Dalej szarpię się z tym słoikiem, mrucząc pod nosem, by w końcuodpuścił.

– No dalej – szepczę.

Nagle czuję, jak chłopak się zbliża. Nie odwracaj się, nie odwracaj, Angel.

Cameron stoi tuż za mną. Widzę, jak jego ręka przesuwa się wzdłuż mojej i łapie za słoik. Mimowolnie wciągam zmysłowy zapach. O cholera! Przechodzi mnie dreszcz, gdy mężczyzna dotyka mojej dłoni. Dlaczego drżę? Serce zaczyna mi szybciej bić i dostrzegam, jak porusza mi się klatkapiersiowa.

– Daj, pomogę ci. – Słyszę za plecami ochrypłygłos.

Powoli odwracam się, podając mu słoik. W tym momencie mój wzrok skupia się tylko na nim. Ma na sobie granatową bluzę i ciemne dżinsy, a kilkudniowy zarost dodaje mu takiego pazura. Oddaje mi otwarty słoik, bez skrępowania patrząc mi w oczy. Jego lodowate spojrzenie sprawia, że przechodzą mnie kolejne dreszcze, które odbijają się w mojej kobiecości. Mam nadzieję, że nie widzi, jak drżę z podniecenia. Cholera! Zauważył to, bo się uśmiecha, ukazując seksowne dołeczki. Szlag!

– Dzię… dziękuję. – Jeszcze tego brakowało, bym sięjąkała.

Cameron uważnie mi się przygląda, jakby badał każdy centymetr mojego ciała, a ja durna mam na sobie krótki, satynowy szlafrok. Zakrywam się nim szczelniej, czując, jak mężczyzna rozbiera mnie wygłodniałym wzrokiem. Patrzy tak łobuzersko, po czym oblizuje usta, pocierając nos kciukiem i palcemwskazującym.

– Przy… przyłączysz się? – proponuję trochęmimowolnie.

Szlag! To jąkanie się nie działa na moją korzyść. Jeszcze chłopak źle to zinterpretuje. Właściwie nie sądzę, by w ogóle się nad tym zastanawiał. NieCameron.

– Nie – odpowiada. – Mam ciekawsze rzeczy doroboty.

Och, serio, nie może się wysilić na odrobinę uprzejmości? Musi być taki zimny iobojętny?

– Na przykładco?

Mimo jego odpychającej odpowiedzi staram się jakoś pociągnąć rozmowę. Może w końcu dowiem się czegoś o nim od niegosamego?

– Przecież dobrze wiesz, co robię. – Podchodzibliżej.

– O czym mówisz? – pytam drżącymgłosem.

Cameron przysuwa się na niebezpieczną odległość. Każdy jego krok zmniejsza dystans między nami. Zaczynam się trząść jak galareta. Wycofuję się, ale natrafiam na szafkę. Chłopak podchodzi pewnie, przewiercając mnie chłodnym spojrzeniem. Czy on naprawdę musi być taki przerażający? Skrada się niczym morderca. Spokojny, opanowany, ale w każdej chwili gotowy doataku.

Rozchylam usta, głośno wciągając powietrze. Nasze ciała dzielą dosłownie centymetry. Cameron kładzie dłonie na blacie, więżąc mnie między nimi. Teraz to dopiero szybko bije mi serce. Normalnie jakbym biegła w maratonie. Mam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi i stracę również je, bo rozum zdecydowanie mi odebrało, skoro pozwalam chłopakowi na takiezbliżenie.

Nieśmiało podnoszę głowę, by spojrzeć w jego mroczne oczy. Cameron pochyla się, sięgając moich ust. Nie, nie całuje mnie. Robi zupełnie coś innego. Coś, przez co chyba zaraz kompletnie oszaleję. Delikatnie, ale to bardzo delikatne przejeżdża ustami po mojej dolnej wardze. To jest niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Ledwo wyczuwalne, ale pozostawiające ogromny niedosyt. Mam ochotę przyciągnąć go do siebie i wpić się w jego usta. Dokończyć to, co sam zaczął. Zaciskam mocno uda, czując, jak to odbija się w mojejkobiecości.

Boże, co się ze mną dzieje? Dlaczego on torobi?

Dlaczego ja chcę więcej? Cameron jest zaprzeczeniem samym w sobie. Szorstki, opryskliwy lekkoduch, który teraz sprawia, że każda komórka mojego ciała drży, czując jego ciepło. Cholera no! Pewnie wyglądam jak desperatka, spragniona faceta. Brawo, Angel.

– Angel – szepczezmysłowo.

– Cameron…

Dlaczego, do cholery, niemalże jęczę jegoimię?

– Nie przychodź więcej pod moje drzwi – dodaje.

Spoglądam na niego, otrząsając się z tego transu, w który mnie wprowadził, a on posyła mi drwiący uśmiech i odwróciwszy się triumfalnie, udaje się do swojej jaskini. Szlag! Nie wiem, co to było, ale moja kobiecość zareagowała na jego głos, na jego dotyk, na to muśnięcie wargami, a on po prostu sobieposzedł.

Zostawiam już tę sałatkę. Nie jestem w stanie nic przełknąć. Dłonie mi drżą, a moje wnętrze wciąż pulsuje po huraganie Cameronie. Zakręcam słoik, chowam go do lodówki i biegnę do swojej sypialni. Zrzucam szlafrok i kładę się do łóżka. Jestem tak rozpalona, że nawet nie przykrywam się kołdrą. Dlaczego on zadziałał na mnie w taki sposób? Nie chcę tego, bo czuję, że to mniezgubi.

Rano wstaję z lekkim bólem głowy. W domu panuje całkowita cisza. Zabieram ubrania i idę do łazienki. Biorę szybki prysznic, ubieram się, myję zęby i robię delikatny makijaż. Przydałaby mi się wizyta u fryzjera. Moje włosy wołają już o pomstę do nieba. Ciekawe, czy na Garston jest wciąż ten zakład fryzjerski, do którego chodziłam. Muszę tosprawdzić.

Ubrana schodzę do kuchni. Zjem coś, wypiję kawę i chyba wezmę jakieś proszkiprzeciwbólowe.

– Hej – witam się zTravisem.

Mężczyzna właśnie kończy pićkawę.

– O, cześć. – Wstaje i podchodzi. – Dobrzespałaś?

– Tak, tylko trochę mnie głowaboli.

Travis przystawia dłoń do mojegoczoła.

– Nie mam gorączki. To zwykłyból.

– To weź wolne – proponuje.

– Jesteś kochany, ale nie mogę brać wolnego za każdym razem, gdy coś mnie rozboli. – Uśmiecham sięlekko.

– Kochany mówisz? – Przysuwa siębardziej.

Czuję, jak krew uderza do moich policzków, sprawiając, że zapewne wyglądam teraz jak nos Rudolfa Czerwononosego. Spuszczam głowę, lecz Travis unosi mój podbródek i wręcz przenika mnie błękitnymi tęczówkami. Chwyta moją twarz w dłonie, delikatnie rozchyla usta, po czym przybliża się i całuje mnie tak namiętnie, że jestem w stanie zapomnieć o całym otaczającym nasświecie.

– Przepraszam. – Odsuwa się powoli. – Nie mogłem siępowstrzymać.

– Nie przepraszaj. – Kręcę głową, nie odrywając od niegowzroku.

Chcę znów poczuć jego usta. Unoszę się na palcach stóp i zarzucam mu ręce za szyję, całując go. I choć nie drżę z podniecenia, zmysły mi nie szaleją, to podoba mi się ten pocałunek. Boże, ja chyba wariuję. Travis? Cameron? Co ze mną jest nietak?

Przerywa nam głośny huk dobiegający z góry, a konkretnie z pokojuCamerona.

– Co to było? – pytamprzestraszona.

– Przebudzenie bestii – prychaTravis.

– A jeśli mu się coś stało? – Marszczębrwi.

– Jemu? Proszę cię, on jest niezniszczalny. – Zdaje się w ogóle tym nieprzejmować.

– Słyszyszto?

– Co? – dopytujesię.

– Tacisza.

– Angel…

– Travis, on może tam leżeć nieprzytomny – zaczynam się już poważnie niepokoić. – Idźtam.

– Nic mu nie jest – upierasię.

Czy on jest niepoważny? To, że się nie odzywają, nie jest powodem, by nie sprawdzić, co się stało z bratem. A jak trzeba wezwać pogotowie? Dlaczego on jest takiobojętny?

– To ja idę – mówię, uwalniając się z jegoobjęć.

– Nie idź tam sama. – Łapie mnie zarękę.

– To chodź zemną.

– Do niego? – Unosibrwi.

– To wciąż twój brat, który właśnie może potrzebować pomocy, a nie jakiś seryjny morderca. – Dźgam go palcem wtors.

– No dobra, chodź – zgadza sięniechętnie.

Ja wiem, że są skłóceni, ale w takiej sytuacji trzeba odłożyć wszelkie waśnie na bok. Jemu naprawdę mogło się cośstać.

Travis oplata mnie jedną ręką w talii i wspinamy się po schodach. Z nerwów aż cała się trzęsę. Boże, a jak on nie żyje? Już czarniejszych myśli to nie mogę mieć. Podchodzimy do drzwi, ale z pokoju Camerona nie dobiegają żadnedźwięki.

– Cameron? – Pukam. – Cameron, wszystko wporządku?

Chłopak się nie odzywa. To nie wróży niczegodobrego.

– Cameron – mówi Travis, obejmując mniemocniej.

Chyba i on sięwystraszył.

– Cameron, wchodzimy – oznajmiam i na chwilę odwracam się doTravisa.

Gdy chcę złapać za klamkę, drzwi się otwierają. Cameron zdecydowanie nie jest zadowolony, że nas widzi. Spogląda na rękę Travisa, która spoczywa na mojej talii, po czym podnosi wzrok na mnie. Jest zły, gniewnie ściąga brwi, ale zauważam też, że jestrozczarowany.

– Czego chcesz? – syczy, ignorując swojegobrata.

– Ej, grzeczniej trochę – upomina goTravis.

– Z tobą nie gadam – odburkujemu.

– Usłyszeliśmy huk – mówię. – Zmartwiliśmy się – dodaję, próbując załagodzićsytuację.

– Wzruszające – prychaCameron.

– Cameron, nie bądź taki. – Spoglądam na niegołagodnie.

– Dobra, pieprzcie się! – rzuca i zatrzaskuje nam drzwi przednosem.

Co. To. Było? Gdybym stała bliżej, to właśnie miałabym roztrzaskanynos.

– Mówiłem ci, że nic mu nie jest. – Travis całuje mnie wewłosy.

Darowałby sobie tentekst.

– Dobra – potrząsam głową – jedźmy już do pracy. – Schodzę nadół.

– A może wieczorem kino? – Obejmuje mnie od tyłu jednąręką.

– Jak uporam się z pozwem pani White. – Odwracam się doniego.

– Spokojnie, pomogę ci. – Chłopak uśmiecha sięciepło.

Trochę martwi mnie, że dalej nie wiem, co się stało Cameronowi. Nie miał żadnych widocznych obrażeń, ale też tak otworzył drzwi, że niewiele byłowidać.

Dzień w pracy mija dosyć szybko. Gdy już wychodzimy, przyjeżdża pani White i zatrzymuje nas jeszcze na godzinę, dlatego do domu docieramy dopiero popiątej.

Travis idzie do gabinetu ojca, by omówić z nim kilka spraw, a ja udaję się do kuchni. Zrobię nam herbatę, potem odświeżymy się i pójdziemy do kina. Wyciągam filiżanki, nastawiam wodę i rozglądam się po pomieszczeniu, kierując wzrok na drzwi, prowadzące do jaskini Pana Pieprzcie Się. Kuchnia to jest złe miejsce. Gdy tu jestem, jakaś niewidzialna siła pcha mnie w stronę tych przeklętych drzwi. I na co mi to? Po co chcę go ratować, pomagać mu, skoro on sam tego nie chce? Ewidentnie coś go trapi, męczy, ale prędzej piekło zamarznie, niż znajdę z nim wspólny język. Moja ciekawość jednak wygrywa i naciskam klamkę. Po cichu wchodzę na górę, słysząc podniesiony głos Camerona. Przysuwam się, kurczę ipodsłuchuję.

– Powiedziałem, że nie! – warczy. – Mam gdziegrać.

Zdaje się, że rozmawia przez telefon, bo słyszę tylko jegogłos.

– To przyjdź i posłuchaj – ciągnie. – Koło ósmej, w Fuse, naKremlin.

To chyba nazwa klubu, w którym występuje. Kojarzę, gdzie jest taulica.

– Jutro – mówi. – Dobra, bo ja wychodzę. Chcesz, to wpadnij jutro doklubu.

O cholera, a jeśli zejdzie tędy? Szybko schodzę na dół i zamykam za sobą drzwi. Wyłączam gotującą się wodę, zaparzam nam herbaty i zabieram filiżanki do salonu. Tam Cameron nieprzychodzi.

Klub Fuse. Przypominam sobie. A więc mam plan na jutro. Posprawdzam tylko wszystko wcześniej na necie, bo nie mam pojęcia, co to za lokal. A, i chyba będę musiała iść sama. Travis ze mną nie pójdzie. Zresztą nie zaproponuję mu tego, to byłby raczej głupi pomysł. Ba! Nie raczej, a na pewno. Coś wymyślę. Chciałabym zobaczyć Camerona w innej odsłonie. Choć czy on ma inną odsłonę? Może dla wszystkich jest taki zimny i obojętny? Sama już niewiem…

ROZDZIAŁ 5

ANGEL

Po filmie idziemy z Travisem na gorącą czekoladę. Kawiarnia jest niewielka, ale bardzo przytulna. Ściany pomalowane są wrzosową farbą, ozdobione obrazami i innymi malunkami. My zajmujemy miejsce w rogu, przy oknie. Stoją tu dwie brązowe kanapy, tworzące „L”, a przed nimi drewniany stolik. Pięknietu.

– Dzięki za film. – Uśmiecham się doTravisa.

– Podobał ci się? – pyta.

– Tak, tak – odpowiadamrozkojarzona.

– O czym tak intensywnie myślisz? – zauważa.

OCameronie…

– Przepraszam – potrząsam głową – ten dzień był dosyćtrudny.

– Końcówka roku zawsze jest bardziej pracowita – stwierdza. – A teraz mamy sporo rozpoczętych spraw i kilka nowych – dodaje.

– Co robisz w święta i Nowy Rok? – zmieniam temat, bo nie chcę już mówić opracy.

– Święta tradycyjnie w domu, a w sylwestra miałem lecieć ze znajomymi do Paryża – odpowiada i upija łykczekolady.

– Dlaczego miałeś? – Podnoszę na niegowzrok.

– Chyba zmienięplany.

– Och, czemu?

Zdaje się, że za bardzo siędopytuję.

– Pojawił się ktoś niespodziewany – odpowiadałagodnie.

Czy jemu chodzi o… omnie?

– Przezemnie?

– Nie, nie przez ciebie – prostuje – ale owszem, ma to związek z tobą, bo nie chcę zostawiać cię samej zCameronem.

– Travis, ja nie jestem małym dzieckiem. – Krzywięsię.

– Słuchaj, a może byś poleciała ze mną? – proponuje.

Och… Zaskoczył mnie. Oczywiście, że chciałabym polecieć do Paryża, ale raczej nie na tym etapie naszej znajomości. To byłoby w jakiś sposób wiążące i zobowiązujące, a ja nie jestem na togotowa.

– Dziękuję, ale myślę, że tego sylwestra spędzę jednak w domu – odpowiadamwymijająco.

– Mogę ci towarzyszyć, jeśli chcesz. – Wpatruje się we mnie, lekko rozchylającusta.

– Spokojnie, nie zmieniajplanów.

– Wiesz, ojca też nie będzie – mówichłopak.

Sztywnieję. Czyli naprawdę zostanę sama z Cameronem? Przyznaję, trochę mnie toprzeraża.

– Pan Lincoln dokądś się wybiera? – dopytujęsię.

– Pewnie zauważyłaś, że nie ma go częstowieczorami?

– No tak – przytakuję.

– Ojciec się z kimśspotyka.

– Och…

Nie wiem, dlaczego jestem trochęzaskoczona.

– Prawdopodobnie będzie u nas w święta, więc ją poznasz – dodaje.

– A Cameron? – pytam niepewnie, bo dla Travisa to drażliwytemat.

– Nie chcę rozmawiać o Cameronie. – Podnosi na mniewzrok.

Wstaje i siada obok mnie, obejmując ramieniem, a ja mimowolnie wtulam się wniego.

– Angel, cieszę się, że tu jesteś. – Całuje mnie wewłosy.

Spoglądam na niego, uśmiechając się. Naprawdę superfacet z niego. Czuły, troskliwy, opiekuńczy. Marzenie.

– Angel, przepraszam cię, że jestem taki nachalny – mówi.

– Nie jesteś nachalny. – Potrząsamgłową.

– Wiesz, ja po prostu – zerka lekko zawstydzony – dawno nie miałem dziewczyny. Ostatnia, z którą się spotykałem, toLisbeth.

– Twojanarzeczona?

– Była.

– To znaczy, że nie byłeś na randce od trzechlat?

– Cieszę się, że teraz jestem na randce, i to z tobą. – Uśmiecha sięszeroko.

Szlag! Przyznałam, że torandka.

– Och, ty – prycham.

Travis szybko chwyta moją twarz i czule mnie całuje. Robi to tak subtelnie, a zarazem namiętnie, że mimowolnie przechodzi mnie dreszcz. Ma takie miękkie i delikatne usta. Normalnie stworzone do całowania. Podobają mi się jego pocałunki, jest w nich tyleczułości.

– Przepraszam. – Gładzi mójpoliczek.

– Przestań mnie przepraszać za każdym razem, kiedy mnie całujesz. – Spoglądam naniego.

– Nie chcę niczego na tobiewymuszać.

– Gdybym nie chciała, toby mnie tu nie było – wyznaję szczerze. – Teraz. Z tobą – dodaję.

– Ty naprawdę jesteś niesamowita. – Unosi moje dłonie do ust icałuje.

– Zawstydzasz mnie – mówię, czując, jak oblewam sięrumieńcem.

Muszę przyznać, że Travis w jakiś sposób mnie intryguje. Zdecydowanie jest mężczyzną, o którym marzy każda dziewczyna. No bo która nie chciałaby miłego, czarującego, pomocnego, troskliwego, świetnie całującego, a do tego niesamowicie przystojnego faceta? Na pewno pragnę poznać go bliżej, a co będzie dalej, zobaczymy…

Przez cały następny dzień moje myśli krążą wokół wieczornego występu Camerona. Ledwo jestem w stanie skupić się na pracy. Mam nadzieję, że Travis niczego nie zauważył, bo co miałabym mu powiedzieć? Że myślę o jego bracie? Sama nie wiem, co się ze mną dzieje. Z jednej strony jest właśnie on, facet, który się mną interesuje, jest dla mnie miły i dobry, a mnie bardziej ciągnie do dupka, któremu zależy tylko na tym, by mnie upokorzyć. Przeczuwam, że będą z tegokłopoty.

Punktualnie o wpół do siódmej zaczynam się szykować. Travisa jeszcze nie ma, ale nie ukrywam, że akurat dziś jest mi to na rękę. Najpierw coś szybkiego na kolację, prysznic, strój, makijaż i jestem gotowa. W międzyczasie wysyłam SMS do Travisa, że wychodzę na dłuższy spacer. Oczywiście chłopak proponuje, że pójdzie ze mną, jeśli na niego zaczekam, ale przykro mi, Travis, nie dziś. Za dwadzieścia ósma jestem na przystanku. Przestępuję z nogi na nogę, bo robi się coraz zimniej, a autobusu wciąż nie widać. Nie mówcie, że nie przyjedzie. Na piechotę to około godziny drogi, a ten ziąb to chyba mnie zamrozi. Właśnie dlatego nie lubię zimy. Jestem zdecydowanie ciepłolubna i przy takiej temperaturze aż dygoczę. To głupie, bo marznę, by posłuchać Camerona, i mam nadzieję, że on to doceni, co jest jeszcze głupsze. Jak go znam, to z jego ust padnie coś w stylu: „Nie przychodź tuwięcej”.

Tak się zamyśliłam, że nawet nie zwróciłam uwagi na drogę. Cholera! To był mój przystanek. No nic, wysiądę na kolejnym i przejdę ten kawałek. Tak też robię. Wciskam guzik i autobus zjeżdża na pobocze. Niemalże wyskakuję z pojazdu i biegnę w stronę ulicy Kremlin Drive. Jest już piętnaście po ósmej i pewnie właśnie przegapiłam występ Camerona. Idę szybkim krokiem, rozglądając się za klubem. Szlag! Wszystko posprawdzałam, ułożyłam plan, o której zacząć się szykować, o której wysłać Travisowi wiadomość, o której wyjść z domu. Na przystanku byłam punktualnie za dwadzieścia ósma. No, ale nie przewidziałam, że autobus nie przyjedzie i będę musiała czekać na następny. Może to był znak, by się tu nie wybierać? Wszelkie wątpliwości jednak odchodzą, gdy stoję przed lokalem i podnosząc głowę, zauważam napis: FUSECLUB.

No dobra, skoro już tu jestem, to warto wejść. Kieruję się schodami na górę, gdzie odbywa się impreza. Jest tu już sporo ludzi, słyszę muzykę i śpiew. Jego śpiew. Głęboki, niezwykle zmysłowy, seksowny męski głos z lekką chrypką momentalnie dociera do moich uszu, od czego przechodzi mnie dreszcz. Podążam za nim niczym za syrenim śpiewem. Pierwszy raz słyszę, jak Cameron śpiewa, ale już wiem, że ta chwila na zawsze zostanie w mojej pamięci. Jego głos jest taki magiczny, hipnotyzujący. Chłopak stoi na niewielkiej scenie, a tuż pod nią tłum piszczących dziewczyn, bardziej rozebranych niż ubranych. Kurczę, on jest prawdziwą gwiazdą. Mając cały czas na oku Camerona, podchodzę do baru i zamawiam sobie kolorowego drinka. Siadam przy barze, skąd mam dobry widok na scenę i na wokalistę. Ma na sobie białą koszulkę z nadrukiem, opinającą mięśnie, i czarne dżinsy. Fanki pod sceną szaleją, wyciągają do niego ręce. Nie, nie chce mi się wierzyć, że jest gejem. Nagle Cameron spogląda w stronę baru i nasze spojrzenia się spotykają. Nie widzę dobrze, co wyraża jego wzrok, ale przerwa, którą na moment robi, uświadamia mi, że mam przechlapane. Mogłam się tak nie rzucać w oczy i zaszyć gdzieś w tłumie, a nie siadać przy barze, gdzie łatwo kogokolwiek dostrzec. Z nerwów wypijam naraz całego drinka i odstawiam szklankę. Cameron kończy piosenkę i odwraca się do perkusisty tuż za nim. Przez chwilę chyba rozmawiają, po czym Cameron idzie na swoje miejsce. Unosi gitarę i poprawiamikrofon.

– Macie ochotę na kolejny kawałek? – pyta, a tłum piszczy z radości i bije mocnebrawa.

Oni go uwielbiają. Może dla nich nie jest taki mroczny? Może tylko mnie nielubi?

Cameron nachyla się do jakiejś piszczącej fanki. Czy oni się całują? Cholera, stąd nie widzę. Chłopak podnosi się i przesuwa delikatnie palcami postrunach.

– Mamy prośbę o dedykację – mówi – więc ten utwór dedykuję tobie, aniołku.

Mężczyzna niespodziewanie kieruje wzrok na mnie, ale zaraz go spuszcza, uśmiechając się do dziewczyny w pierwszym rzędzie. W co on, kurczę, gra? Piosenka, którą wybrał, jest bardzo wymowna. Wsłuchuję się w jego hipnotyzujący głos w akompaniamencie dźwięków gitary iperkusji.

When you came in, the air went out

And every shadow filled up with doubt

I don’t know who you think you are

But before the night is through

I wanna do bad things withyou.

I’m the kind to sit up in his room

Heart sick and eyes filled up with blue

I don’t know what you’ve done to me

But I