Pokusa dotyku - Nana Bekher - ebook + książka

Pokusa dotyku ebook

Bekher Nana

4,3

Opis

Nie cierpią się, a jednak coś przyciąga ich do siebie jak magnes. Leila to beztroska dziewczyna lubiąca cieszyć się życiem, Natán ma swój świat, z którego wcale nie zamierza rezygnować. Wiadomość o tym, że ojcowie zaplanowali im wspólną przyszłość, spada na Leilę i Natána jak grom z jasnego nieba. Okazuje się, że znaleźli się w niebezpiecznej grze, o której nie mieli pojęcia. Namiętność i zagrożenie to mieszanka wybuchowa…

Jakie sekrety odkryją?

Czy uda im się przezwyciężyć to, co ich dzieli?

Czy oprócz pożądania pojawi się między nimi także miłość?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 329

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (92 oceny)
56
18
11
7
0
Sortuj według:
Renata_Chrpyt

Nie oderwiesz się od lektury

świetnie się czyta!
10
Karolina1385

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna gorąca historia 🔥 polecam każdemu
10
Betina1991

Nie oderwiesz się od lektury

Lekka, przyjemna polecam
10
malgorzata_zielonka

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna 😀
10
anniula89

Nie oderwiesz się od lektury

FENOMENALNA!!!
10

Popularność




Copyright © Nana Bekher Copyright © 2021 by Lucky
Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Skład i łamanie: Mariusz Dański
Redakcja i korekta: Barbara Ramza-Kołodziejczyk
Wydanie I
Radom 2021
ISBN 978-83-66332-84-3
Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom
Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54
Konwersja: eLitera s.c.

Moim wspaniałym Czytelnikom

PROLOG

ANA

Ktoś mógłby powiedzieć, że w życiu nie można być pewnym niczego. Ja zaś jestem pewna, że wybierając życie z Miguelem, dokonałam najwłaściwszego wyboru z możliwych. Ktoś mógłby powiedzieć, że dawanie mu szansy po tym wszystkim, co się wydarzyło, to naiwność, ale kim byłabym, gdybym nie potrafiła mu wybaczyć? Gdy dwadzieścia dwa lata temu pierwszy raz zobaczyłam Miguela w moim domu, nie sądziłam, że nasze drogi kiedyś jeszcze się zejdą. Jednak udowodnił mi, że naprawdę mnie kocha i żałuje tego, jak się między nami zaczęło. Nie chcę już wracać do przeszłości. Musieliśmy sobie zaufać i każdego dnia pielęgnować naszą miłość. Jesteśmy w końcu rodziną. Udało nam się. Oczywiście mamy wzloty i upadki, bo nasze życie nie jest usłane tylko różami, jednak potrafimy się podnieść. Miguel jest porywczy, wybuchowy, ale też bardzo czuły i troskliwy. Jest wspaniałym ojcem i kochającym mężem. Zaopiekował się moim synem Natánem, traktując go jak własne dziecko. Trudno uwierzyć, że nie są spokrewnieni, bo Natán to wykapany Miguel. Może nie z wyglądu, ale za to pod względem charakteru jest kopią mojego męża. Dziewczynki są spokojniejsze, choć Naomi ma upartą naturę i zawsze stawia na swoim. Felicia zaś to romantyczna dusza, uwielbia literaturę, interesuje się sztuką. Z kolei Fabian, bliźniak Felicii, jest nieco zamknięty w sobie, niezbyt ufny, ale bardzo mądry i ambitny. Wybrał studia medyczne, bo w przyszłości chciałby zostać kardiologiem. Natán skończył naukę na college’u. Planował wprawdzie rozpocząć studia na kierunku stosunki międzynarodowe, ale zafascynowany pracą w klubie ojca, zmienił plany. Nie do końca mi się to podoba. Nie chciałam, by któreś z dzieci weszło w świat przestępczy, choć moja szwagierka Elaine uświadomiła mnie, że to raczej nieuniknione. Liczę tylko na to, że Miguel będzie trzymał rękę na pulsie i znajdzie się zawsze krok przed Natánem, bo widząc, jak mojemu synowi imponuje takie zajęcie, bardzo się o niego martwię. Ku mojemu niezadowoleniu na osiemnaste urodziny Miguel podarował mu broń. Stwierdził, że chłopak musi nauczyć się strzelać i lepiej jak dostanie broń od niego, niż gdyby sam coś kombinował. W spojrzeniu Natána dostrzegłam wtedy, jak bardzo chce wkroczyć do tego świata. Dlatego tak mnie to przeraża.

Mimo strachu byłam pewna, że panuję nad wszystkim, że dobrze znam męża, dzieci i wiem, czego mogę się po nich spodziewać. Moja pewność była jednak złudna. Nie wiedziałam, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi...

ROZDZIAŁ 1

NATÁN

Otwieram oczy, gdy słyszę dzwoniący telefon. Próbuję się podnieść, ale jest to niemożliwe, bo do mojego prawego boku przytula się śpiąca brunetka, a do lewego – przebudzająca się blondynka.

Ożeż kurwa! Tym razem przegiąłem. Zabijcie mnie, ale nie pamiętam ich imion.

Sięgam po komórkę i wyłączam alarm. Rozglądam się dookoła, zdając sobie sprawę, jak bardzo mam przejebane. Znowu zabalowałem w klubie, dobrze, że ojciec tego nie widzi, bo zacząłby te swoje kazania. A matka? Ona by mi od razu urwała głowę. Wyciągam rękę spod brunetki, ale gdy próbuję wstać, zatrzymuje mnie druga dziewczyna.

– A dokąd to uciekasz? – pyta z łobuzerskim uśmiechem.

– Właściwie to czas na was.

– Dziesięć minut nikogo nie zbawi – mówi i wsuwa dłoń pod koc.

Doskonale wiem, co się wydarzy. Nie żebym nie chciał, ale ojciec mnie po prostu zajebie, jak się dowie, co wyprawiam w klubie. Staram się wykazać silną wolą, ale gdy dziewczyna najpierw przesuwa dłonią po moim fiucie, a potem go ściska, poruszając ręką w górę i dół, nie jestem w stanie się powstrzymać. Blondynka posyła mi szeroki uśmiech, po czym znika pod kocem i już po chwili czuję, jak ssie mojego penisa. Zdecydowanie nie mam silnej woli. Podnoszę lekko koc i natrafiam na zamglony wzrok dziewczyny, a mój sprzęt znika głęboko w jej ustach.

– O kurwa! – wydaję zbyt głośny jęk, który budzi brunetkę.

Przeciera oczy i przeczesuje włosy, spoglądając najpierw na mnie, a potem na koc, który raz po raz się unosi.

– Zabawiacie się beze mnie? – udaje oburzenie i zrzuca z nas nakrycie.

Koleżanka podnosi na nią spojrzenie i wysuwa mojego fiuta z ust.

– Natánie, chcesz mnie poczuć? – pyta brunetka.

Super, że pamięta moje imię – ironizuję w myślach.

– Nie pytaj, mała, tylko się nim zajmij – zachęcam ją.

Gdzieś z tyłu głowy mam, że ojciec mnie zabije, ale przynajmniej umrę szczęśliwy i zaspokojony. Dziewczyny na przemian pieprzą mnie ustami, biorąc mnie coraz mocniej, głębiej i szybciej. Zupełnie jakby urządziły sobie jakieś zawody – która lepiej obciąga? Jest mi wszystko jedno, w których ustach właśnie się znajduję, bo jest mi tak kurewsko dobrze, że zaraz skończę. Czuję, jak moje ciało zaczynają atakować rozkoszne prądy. Unoszę nieco głowę, a moje spojrzenie spotyka się z utkwionym we mnie wzrokiem brunetki. Widzę, że właśnie tego chce, dlatego chwytam ją za włosy, dociskam jej głowę do swojego krocza i spuszczam się do jej gardła.

– Nie podzielisz się? – słyszę zazdrosny głos blondynki.

Brunetka spogląda na nią triumfalnie, po czym wysuwa mojego fiuta z ust i oblizuje wargi. Mój sprzęt od razu ląduje w buzi drugiej koleżanki, która zlizuje z niego resztki nasienia i jeszcze raz bierze go głęboko do gardła. Okej, koniec tej zabawy, bo ojciec mnie serio zapierdoli.

– No nic, miłe panie – mówię i wstaję z sofy, po czym sięgam po ubrania – byłyście świetne, ale musicie znikać.

– Ej, a co z pracą? – pyta blondynka, również się podnosząc.

– Jaką pracą? – dopytuję, bo nic nie pamiętam.

– Obiecałeś nam pracę w klubie – wyjaśnia brunetka.

Co, kurwa?! Owszem, trochę wczoraj wypiłem, ale żeby tak urwał mi się film?

– No dobrze, pogadam z menadżerem i zobaczymy, czy możemy kogoś przyjąć – zbywam ją.

– Kpisz sobie? – oburza się blondynka, a ja się prostuję. – Robiłeś z nami, co chciałeś, pieprzyłeś na wszelkie możliwe sposoby i myślisz, że to za darmo?

Śmiałe posunięcie z jej strony, albo raczej głupie, bo chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, z kim zadziera. W dwóch szybkich krokach znajduję się przy niej, chwytam ją za gardło i dociskam do ściany, tak że dziewczyna ledwo łapie oddech.

– Posłuchaj mnie, dziwko – warczę wściekle, patrząc w jej pełne przerażenia oczy. – Jeśli jeszcze kiedykolwiek zechcę cię wypieprzyć, sama grzecznie do mnie przyjdziesz i zrobisz wszystko, co ci każę, inaczej przekonasz się, jak bardzo mam w dupie twoje życie! Rozumiesz to?

– Bo... boli – łka wystraszona.

– Pytałem, czy rozumiesz? – Dociskam ją mocniej, aż czuję, jak wali jej serce.

– Ta... tak – odpowiada, a z jej oczu zaczynają płynąć łzy.

– To bardzo dobrze. – Puszczam ją, a ona odkasłuje, nerwowo łapiąc oddech. – A teraz obie wypierdalać! – W momencie, gdy nakazuję im to surowym tonem, otwierają się drzwi, w których staje mój ojciec.

To, że jest wściekły, to mało powiedziane. Wygląda niczym sam pan piekieł w swoim najgroźniejszym wydaniu.

– Natán – odzywa się, o dziwo, spokojnie, choć widzę, jak zaciska usta.

Dziewczyny szybko zbierają swoje rzeczy i wręcz wybiegają. Wiem, że ojciec mi nie odpuści. Taki już jest. Ostrzegał mnie, bym tak nie postępował, ale wczoraj była naprawdę dobra impreza.

– Natán, co ty, do kurwy nędzy, wyprawiasz?! – Jego głos przybiera już ten szorstki, władczy ton.

– Wiem, moja wina – przyznaję się.

– Gdzie twoja ochrona? – pyta, rozglądając się.

– Odesłałem ich.

– Natán – syczy, zaciskając usta.

– To się więcej nie powtórzy, obiecuję.

– Owszem, bo odbieram ci klub – mówi.

– Co?

– Udowodniłeś, że jesteś gówniarzem, któremu tylko imprezy w głowie, a ja potrzebuję kogoś, kto porządnie zajmie się klubem, zamiast go rozpieprzać – mówi stanowczo.

– Wiem, nawaliłem – powtarzam. – Pozwól mi to naprawić.

– To nie jest klub dla przedszkolaków i nie wszystkie interesy, które tu prowadzimy, są legalne, a ty nas pogrążysz – podkreśla.

– Nie ufasz mi – rzucam. – Fabianowi oddałbyś klub bez mrugnięcia okiem, ale w moich żyłach nie płynie krew Navarro. O to ci chodzi.

– Przestań! – warczy. – Grasz nieczysto. Dobrze wiesz, że traktuję cię tak samo jak Fabiana, Felicię czy Naomi. Nie próbuj pogrywać ze mną w ten sposób.

– Więc daj mi szansę.

Ojciec wsuwa dłonie w kieszenie spodni i się prostuje. Przechadza się po pomieszczeniu, rozglądając się, ale już nie komentuje.

– Doprowadź się do porządku – odzywa się wreszcie oschle. – Lepiej żeby matka nie widziała cię w takim stanie. Posprzątaj tu i przewietrz – dodaje ze skrzywioną miną.

– Jasne.

Jeszcze raz na mnie spogląda, po czym wychodzi. Brawo! Po prostu, kurwa, brawo!

To nieprawda, że traktuje mnie gorzej niż moje przyrodnie rodzeństwo. Gdy kilka lat temu rodzice wyznali mi, że Miguel nie jest moim biologicznym ojcem, byłem na nich wściekły, a kiedy dowiedziałem się, co zrobił ten, który mnie spłodził, było mi wstyd. To Miguel opowiedział mi, jak mama trafiła do jego domu, a ja byłem kompletnie zmieszany. Owszem, obaj źle postąpili, ale doszedłem do wniosku, że w tym wszystkim to Miguel okazał mamie więcej serca niż James. Może i się mylę, bo nie mam pojęcia, jak to jest być zakochanym, ale mimo tej dziwnej sytuacji oni widocznie się w sobie zakochali. Zdaję sobie sprawę, że pewnie mają jeszcze jakieś tajemnice, ale to ich sprawa. Miguel przez te wszystkie lata udowodnił mi, że jestem dla niego tak samo ważny jak moje rodzeństwo.

Muszę się ogarnąć i faktycznie tu posprzątać. Nie chcę stracić klubu. Dobrze go prowadzę, a ta wpadka nie może rzutować na całą moją pracę. Wczoraj była tu dobra impreza. Litry najlepszego alkoholu, najgorętsze tancerki i najbogatsi klienci, którzy zostawili mnóstwo kasy. Przy podobnych zyskach otworzę jeszcze dziesięć takich miejsc.

Jakiś czas później jadę do siebie. Lepiej żeby matka mnie dzisiaj nie oglądała, bo wpadnie w histerię. Później do niej zadzwonię i ją uspokoję, zanim sama mnie odwiedzi. Z domu rodzinnego wyprowadziłem się dwa lata temu. Chciałem posmakować trochę niezależności, choć wcale nie wyjechałem na drugi koniec kraju, bo zamieszkałem zaledwie dziesięć minut drogi od nich, ale mam swój dom, swoje cztery ściany. Mieszka tu ze mną ochrona, trzech chłopaków, i gosposia. Nie mam nikogo na stałe, a dziewczyn na jedną noc nie sprowadzam do domu.

Idę pod prysznic w końcu się odświeżyć, po czym wskakuję do łóżka. Muszę się trochę przespać, bo w nocy miałem inne zajęcia. Te dwie były całkiem dobre. Nie pamiętam, żebym gadał z nimi o pracy, ale seks był niezły. Póki co i tak nie potrzebuję nowych dziewczyn. Zresztą nie mam czasu, by je porządnie sprawdzić. Ojciec nie do końca wie, co się dzieje w klubie. Z założenia jest to klub tylko ze striptizem, ale dwie moje tancerki chciały sobie dorobić. Generalnie na to nie pozwalam, jednak to te dwie ściągają tu najwięcej klientów i nie chciałbym ich stracić. Owszem, zarabiają też więcej niż inne, jednak twierdzą, że mają spore wydatki, dlatego się na to zgodziłem. Pieprzyłyby się poza klubem, a tak mam je pod kontrolą. Obowiązuje je oczywiście tajemnica w tej kwestii i pozostałe dziewczyny nie wiedzą, co te dwie robią w czasie prywatnych tańców, a jeśli cokolwiek wyjdzie na jaw, wylecą, więc mają dużo do stracenia. Sam pilnuję, żeby ojciec o niczym się nie dowiedział, bo na pewno by się na to nie zgodził.

Następnego dnia przed wyjściem do pracy odbieram telefon od ojca. Pamiętam, że mamy dzisiaj spotkanie z klientem, ale dopiero po obiedzie.

– Tak, tato? – odzywam się zaciekawiony.

– Jesteś już w klubie?

– Jeszcze w domu, zaraz wyjeżdżam.

– Podjedź na chwilę do nas.

– Coś się stało?

Nie wiem dlaczego, ale myślę, że ojciec nie chce się widzieć ze mną ot tak. Coś wymyślił.

– Przekonaj mnie, że jesteś odpowiedzialnym facetem – mówi tajemniczo.

– To znaczy? – Marszczę lekko brwi, bo nic z tego nie rozumiem.

– Mam dla ciebie propozycję. Przyjedź, a wszystkiego się dowiesz – wyjaśnia.

– Jasne, będę za dziesięć minut.

Jestem bardzo ciekawy, o co takiego może chodzić, choć mam dziwne przeczucie, że wcale mi się to nie spodoba.

ROZDZIAŁ 2

NATÁN

Zabieram od razu wszystkie potrzebne rzeczy i wydaję dyspozycje chłopakom. Jadę z Estebanem i Parkerem, a Dylan zostaje w posiadłości. Ojciec chce, bym udowodnił mu, że jestem odpowiedzialny, więc pewnie powierzy mi jakieś ważne zadanie. To dobrze, bo będę mógł się zrehabilitować i pokazać, że nie jestem głupim gówniarzem. Wiem, ostatnie wydarzenia świadczą o czymś innym, ale ojciec nie wziął pod uwagę sytuacji. To była impreza. Miałem pracowity zeszły tydzień i wystarczyło trochę alkoholu, by mnie rozłożyło. Nawet nie pamiętam, jak znalazłem się z dziewczynami w biurze. Mam przebłyski, wspomnienia częściowo powracają, wiem, że mój kumpel Hudson urwał się wcześniej, ale potem mam pustkę i nagle poranna pobudka. Już sam nie wiem, co się odpierdoliło.

Niedługo potem jestem u rodziców. Bez trudu ich znajduję, bo podniesiony głos ojca słychać już na korytarzu. Idę do gabinetu, jednak z doświadczenia wiem, że dobrze dać im chwilę, bo mogę dowiedzieć się czegoś bardzo ciekawego. Podchodzę blisko drzwi i wyłapuję, o czym rozmawiają.

– Powiedziałam ci, że się na to nie zgadzam – mówi mama.

– A ja ci powiedziałem, że twoje zdanie nie ma żadnego znaczenia – odpowiada ojciec.

– Miguel, proszę cię, nie rób tego. – Głos mamy jest wręcz błagalny, co zaczyna mnie niepokoić. – Wiesz, że nienawidzę tego człowieka. Nie wpuszczaj go do naszej rodziny.

– Ano, przestań! Zawsze kierujesz się uczuciami, a tu chodzi o interesy.

– I o dzieci.

O, robi się coraz ciekawiej.

– Zajmij się domem jak do tej pory, dobrze? W moje interesy nie musisz się wtrącać.

– Co ty wygadujesz, Miguel? Wciągasz w to wszystko Natána i oczekujesz, że będę się temu biernie przyglądać?

Hmm... Czyli chodzi o mnie.

– Oczekuję, że będziesz na tyle rozsądna, by się nie mieszać. – Ojciec stawia na swoim, nie ugnie się przed nią.

– Miguel, zabraniam ci! – mówi stanowczo mama, jednak to tylko wywołuje jego śmiech.

– Jesteś zabawna, kochanie. Możesz zabronić ogrodnikowi przesadzania tych twoich kwiatków, ale od moich interesów trzymaj się z daleka.

– Twoich?

– Moich, Ano – podkreśla. – Moich interesów, do których nie masz prawa się wtrącać.

Dobra, wystarczy tego. Naciskam na klamkę i wchodzę do środka, a rodzice spoglądają na mnie tak, jakby byli świadomi, że słyszałem ich rozmowę.

– Skoro już padło moje imię, to możecie mi wyjaśnić, o co chodzi? – pytam, patrząc na nich.

– Miguel, proszę cię – szepcze mama.

– Ano, lepiej zostaw nas samych.

– Miguel...

– Ano! – woła władczo ojciec.

Mama podchodzi do mnie i czule mnie obejmuje. Wiem, że się martwi, ale nie wiem dlaczego. Co takiego ojciec wymyślił, że tak bardzo ją zaniepokoiło?

– Ojciec oszalał – szepcze mi do ucha, tak by on nie słyszał. – Na nic się nie zgadzaj – dodaje, po czym uśmiecha się z pewną obawą, gładzi mnie po twarzy i wychodzi.

Teraz i mnie zaczyna się to nie podobać.

– Tato? – Odwracam się do niego.

– Ach! Spotkanie jest przełożone, więc masz dziś wolne popołudnie – oznajmia, jednak nie to miałem na myśli.

– Okej, a o co chodziło z mamą?

– Matka jak zawsze niepotrzebnie panikuje – rzuca zupełnie na luzie, podchodzi do barku i nalewa sobie whisky.

– Zdradzisz mi swój plan? – pytam trochę niepewnie.

– Oczywiście – odpowiada i opróżnia szklankę – w końcu jesteś jego częścią.

– Co miałbym zrobić? – Zaczynam się robić podejrzliwy.

– Powoli, synu – uspokaja mnie. – Wiesz, jak ważna jest dobra pozycja i korzystne sojusze – wyjaśnia, a ja marszczę brwi, bo zgaduję, że znowu połączył siły z kimś szemranym.

– Zdaję sobie sprawę – przytakuję.

– Planuję wejść na rynek z dawnym znajomym, jako wspólnicy – dodaje.

– Dalej nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego – dociekam coraz bardziej niecierpliwie.

– Jak wiesz, cenionym przypieczętowaniem współpracy jest na przykład ślub – mówi tajemniczo.

– Możesz jaśniej, tato? Czyj ślub? – Przełykam głośno ślinę.

– Twój i córki mojego wspólnika.

Przymykam na moment oczy, bo normalnie nie wierzę, że ojciec wpadł na tak absurdalny pomysł.

– To będzie też twoja szansa na udowodnienie, że jesteś dojrzały, odpowiedzialny, godny powierzania ci ważnych zadań.

– I ślub ma być tego dowodem? – pytam zaskoczony. – No dobrze, a z kim mam się ożenić? – To mnie chyba najbardziej ciekawi.

– Mam dla ciebie bardzo dobrą partię, świetną dziewczynę, dobrze wychowaną – wymienia, jakby dawał jej rekomendacje. – Studiuje ekonomię, zna trzy języki obce...

– Tato, do sedna – pospieszam go. – Jak się nazywa?

– Leila Quesada – odpowiada, a ja sztywnieję.

Kurwa mać! Każda, tylko nie ona.

– Mała Quesada? – upewniam się z nadzieją, że nie o niej ojciec mówi.

– Już nie taka mała. Ma dziewiętnaście lat.

I jest zdrowo pojebana.

– I mnie nienawidzi – przypominam mu. – Zresztą vice versa.

Ja pierdolę! Nie ma takiej opcji. Po prostu nie ma. Ta dziewczyna jest okropna. Okej, przyznaję, wygląda jak bóstwo, ale nie wytrzymam z nią nawet pięciu minut. Mieliśmy pewien epizod dwa lata temu. Ona się we mnie podkochiwała, a ja przeleciałem jej kuzynkę. Cisnęła we mnie takimi gromami, że jestem pewien, iż burza, która się wtedy rozpętała, była jej sprawką. To istna wiedźma. Doskonale rozumiem, dlaczego mama się tak martwiła. Nie dość, że ojciec wymyślił ślub, to jeszcze z córką Quesady, którego mama szczerze nienawidzi. Miguel jest naprawdę szalony.

– Synu, więcej wiary. Jestem pewien, że się dogadacie, musicie po prostu lepiej się poznać – próbuje mnie przekonać do tego wariactwa.

– To się nie uda. – Kręcę głową. – Pozabijamy się. A Quesada wie, co wymyśliłeś?

– Oczywiście, to był nasz wspólny pomysł – przytakuje.

No świetnie, dwóch wariatów.

– Wybacz, tato, ale ja w to nie wchodzę – odmawiam, ale na jego ustach pojawia się cwany uśmieszek.

– Natán, ja cię tylko informuję, a nie pytam, czy wchodzisz w to, czy nie – mówi z wyższością.

– Więc nie mam nic do gadania? – Wzruszam ramionami.

– Opłaci ci się to. Quesada to nie byle kto. Zajmiesz ważne miejsce w firmie. Część udziałów będzie należała do Leili, ale z pewnością nie będzie nimi zarządzać, tylko zajmiesz się tym ty – zachwala, jakby miało mnie to zachęcić.

– Dlaczego akurat ona? Dlaczego to nie może być normalna dziewczyna? – Unoszę bezradnie dłonie.

– Synu... – Ojciec urywa, podchodzi do okna i przez moment przez nie wygląda. – Tak musi być. Po prostu.

Też mi wytłumaczenie.

– Jak ty to sobie wyobrażasz? – pytam czysto teoretycznie. – Ten cały śmieszny ślub?

– Za kilka dni spotkamy się z Quesadą i jego rodziną, ustalimy zaręczyny, a potem twoja wybranka...

– Ona nie jest moją wybranką – poprawiam go.

– Twoja przyszła żona – podkreśla – przeprowadzi się do ciebie.

– To istne szaleństwo! – Potrząsam głową. – Jesteśmy jak ogień i... – urywam na moment, szukając w głowie odpowiednich słów – ...i ogień – stwierdzam. – To doprowadzi do wybuchu, armagedonu.

– Jesteś Navarro. – Podchodzi do mnie i klepie mnie po ramieniu. – Poradzisz sobie z kobietą.

Jasne...

Jeszcze przez chwilę rozmawiam z ojcem, ale cały czas mam wrażenie, że jestem w ukrytej kamerze. Nie wiedziałem, co on wymyśli, jednak tego bym się nie spodziewał. Nie ukrywam, że nie chcę ślubu, nie jest mi w ogóle na rękę, a do tego z Leilą. Mógłbym liczyć, że ona nie wyrazi zgody, ale skoro ja nie mam nic do gadania, to jej tym bardziej nikt nie będzie pytał o zdanie. Zostanie postawiona przed faktem dokonanym mniej więcej tak jak ja. Nie mam szans na przekonanie ojca. Dla niego liczy się sojusz z Quesadą, któremu najwyraźniej pomysł ze ślubem bardzo się podoba, czyli jestem w dupie. Nie wyobrażam sobie życia z tą dziewczyną.

Miałem jechać do klubu, ale jestem tak rozkojarzony, że nie wiem, co bym tam robił. Rozmowa z ojcem ciągle siedzi mi w głowie i na niczym innym nie mogę się skupić. Wracam do siebie, bo inaczej chyba zwariuję. Całą drogę do domu się nie odzywam. Esteban co jakiś czas zerka w lusterko, ale ani on, ani Parker nie śmią nic powiedzieć. I dobrze. Nie mam zamiaru nikomu się tłumaczyć, wyjaśniać, w ogóle nie chce mi się o tym gadać. Po tym, co dziś usłyszałem, zdecydowanie muszę porządnie się wyżyć. Odpuszczam strzelanie, bo nie ręczę za siebie, dlatego wybieram worek treningowy. Dobrze jest mieć siłownię w domu, nie mam teraz ochoty na towarzystwo. Po krótkiej rozgrzewce zdejmuję koszulkę, zakładam rękawice treningowe i zaczynam napieprzać w worek. Wyprowadzam cios za ciosem, czując, jak wszystkie mieszane uczucia powoli opuszczają moje ciało. To prawda, że praca z workiem bokserskim umożliwia pozbycie się nadmiaru energii i wyładowanie negatywnych emocji. A tych ojciec mi dziś sporo przysporzył tym durnym pomysłem. Chyba spędzę tu całą noc. Nie wyobrażam sobie, jak miałbym wpuścić tę dziewczynę do mojego domu, życia, łóżka...

Aż mnie dreszcz przeszedł. Nie wiem tylko, czy z podniecenia, czy zniechęcenia. Po tym zajściu między nami widziałem ją może ze trzy razy na różnych bankietach i przyznaję, wyglądała bosko. Oczywiście za każdym razem obrzucaliśmy się masą wyzwisk, aż dziwne, że nie doszło do rękoczynów. Choć nie – raz doszło. Mała Quesada wkurzyła się, bo według niej byłem dla niej niemiły, i zarobiłem od niej z liścia. To istna diablica, a ja mam z nią spędzić resztę życia? Nigdy! Muszę pogadać z ojcem, może uda się zawrzeć w umowie okres trwania tej całej szopki, bo nie mam zamiaru zmarnować najlepszych lat na niańczenie rozkapryszonej gówniary.

Muszę coś wykombinować.

Tak się zamyśliłem, że po mocnym uderzeniu w worek dostaję nim w twarz. Koniec na dziś!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki