W cieniu sosnowego lasu - Anna Szczęsna - ebook + audiobook + książka

W cieniu sosnowego lasu ebook i audiobook

Anna Szczęsna

5,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.



Dowiedz się więcej.

20 osób interesuje się tą książką

Opis

Agata kocha swoją rodzinę, lecz czuje się coraz bardziej samotna, gdy bliscy mają dla niej mniej czasu. Niepewność w pracy i nadopiekuńcza mama dodatkowo burzą jej spokój. W poczuciu zagubienia musi zmierzyć się z nadchodzącymi zmianami. Pewnego dnia znajduje w pociągu notes i odsyła go właścicielce, co niespodziewanie prowadzi do zaproszenia na kawę. Tak poznaje Lenę – starszą, tajemniczą kobietę, która wprowadza w jej życie świeżą energię. Kolejne spotkania inspirują Agatę do odważnych decyzji. Wyjazd nad jezioro w sosnowym lesie staje się momentem refleksji nad jej życiem. Tam konfrontuje się z własnymi emocjami i sytuacją, w której utknęła.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 336

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 45 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Monika ChrzanowskaChrzanowska Monika

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Monik8

Nie oderwiesz się od lektury

Czasami wystarczy jedna książka, żeby na chwilę zwolnić, odłożyć wszystko na bok i pomyśleć o własnym życiu. „W cieniu sosnowego lasu” Anny Szczęsnej właśnie taka dla mnie była. To historia spokojna, pełna emocji i takich momentów, które zostają w głowie jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony. Główna bohaterka Agata to kobieta, która na co dzień stara się być dla wszystkich. Rodzina, praca, obowiązki… a gdzieś pomiędzy tym wszystkim zaczyna brakować miejsca dla niej samej. Choć ma bliskich, coraz częściej czuje się samotna i zagubiona i myślę, że właśnie dlatego tak łatwo było mi ją polubić. Bo ile razy sami zapominamy o sobie, próbując zadbać o wszystkich wokół. Pewnego dnia Agata znajduje w pociągu notes. Chce go zwrócić właścicielce i ten z pozoru zwyczajny gest sprawia, że na jej drodze pojawia się Lena. Spotkanie tych dwóch kobiet pokazuje, że czasami jedna osoba może pojawić się w naszym życiu dokładnie wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebujemy. Bardzo podobało mi się to...
00



Copyright © by Anna Szczęsna, 2026

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: vero.nick

Zdjęcie na okładce: © Fotograf/Adobe Stock

Redakcja: Urszula Jakubowska

Korekta: Agnieszka Luberadzka, Olga Smolec-Kmoch

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

PR & marketing: Sławomir Wierzbicki

ISBN: 978-83-8441-690-7

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

ROZDZIAŁ PIERWSZY KRAINA ŁAGODNOŚCI

– Jak to robisz, że zawsze jesteś taka spokojna? – Słowa koleżanki rozbrzmiewały echem w głowie Agaty przez resztę dnia.

Wcześniej nie zwróciła na nie uwagi, była przytłoczona nadmiarem obowiązków, ale gdy wracała do domu, nie dały się zignorować i zmusiły ją do zatrzymania się.

Słońce przyjemnie grzało. W parku panowała atmosfera relaksu i rozleniwienia. Usiadła na brzegu ławki. Obok położyła torby pełne zakupów. Rozsupłała apaszkę, rozpięła płaszcz i otarła czoło. Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko.

Właściwie nie musiała się spieszyć. Dzieci wracały coraz później, Darek pojechał po pracy do swojego brata na działkę i wspomniał, żeby na niego nie czekała. Świadomość, że powoli przestaje być potrzebna swojej rodzinie, wprawiła ją w melancholię. Dopóki dom tętnił życiem, wydawało się, że panuje nad codziennością. Teraz wymykała się jej z rąk. Dni uciekały, coraz cichsze i puściejsze.

Ze smutkiem zerknęła na pobliski plan zabaw. Kiedyś takie miejsca były pełne rozbawionych i hałasujących dzieciaków. A dzisiaj? Siedziała tam tylko jedna młoda kobieta z wózkiem, którym bujała, nie odrywając nosa od komórki. Za to kilka metrów dalej, w ogrodzonej siatką przestrzeni, szalało stado psów, a ich właściciele głośno rozmawiali, dzieląc się wskazówkami, radami i anegdotami o swoich pupilach.

– Dzień dobry!

Chwila zadumy została przerwana niespodziewanym spotkaniem.

– Już po zakupach? Ja dopiero się wybieram. – Sąsiadka nie czekała na odpowiedź. Umościła się na ławce i z zadowoleniem rozejrzała wokoło.

– Piękna pogoda dzisiaj, aż żal w domu siedzieć. Już po pracy?

– Tak. Właśnie zrobiłam zakupy i chciałam nacieszyć się słońcem – odpowiedziała uprzejmie.

– Wszystko w porządku u pani?

Agata nabrała powietrza, ale nie zdążyła się odezwać.

– Słyszałam niedawno, że szykują się zwolnienia na pani uczelni. – Halinka nachyliła się i szeptała konspiracyjnie.

– Skąd pani o tym wie?

– A co? U was nic nie mówią?

– Nie słyszałam. Owszem, ostatnio są problemy z liczbą studentów, ale szkoła ma już ugruntowaną pozycję…

– A tam, pozycję! – Kobieta machnęła ręką, zakołysała się i poprawiła zapięcie płaszcza. Ciasno opinał jej krągłości, uwydatniając wałeczki. Założyła nogę na nogę i znowu zaczęła szeptać. – Moja siostra zna sprzątaczkę w tej biznesowej szkole…

– Bankowej… – poprawiła Agata, ale została zignorowana.

– …Jadzię, pewnie pani kojarzy. No i mówiła, że zlikwidują. To już postanowione…

– Jeśli już, to połączą z inną uczelnią – wyjaśniła cierpliwie, chociaż ścisnęło ją w dołku.

– Na pani miejscu, Agatko, rozglądałabym się za nową pracą. Żeby się nie obudzić z ręką w nocniku. – Uśmiechnęła się chytrze. – No, czas na mnie. Muszę rybkę kupić, w końcu jutro piątek. To miłego popołudnia. – Podniosła się z jękiem z ławki, pomasowała po krzyżu i ruszyła, kolebiąc się na boki. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy, że kilkoma zdaniami zmąciła dobry nastrój młodszej sąsiadki.

Agata nie mogła się dłużej oszukiwać. Z każdym rokiem w jej pracy działo się coraz gorzej. Liczyła, że dotrwa na swoim stanowisku do emerytury, ale miała dopiero czterdzieści osiem lat. Dopiero albo aż, biorąc pod uwagę sytuację, gdyby musiała szukać nowej posady. Kto ją zechce?

Jednak znajoma z pracy miała rację. Agata była spokojna. Z ufnością witała każdy kolejny dzień. I teraz też nie zamierzała martwić się na zapas.

Westchnęła i ruszyła w odwrotnym kierunku niż sąsiadka. Zwróciła myśli ku drobnym przyjemnościom czekającym na nią w domu. Stosik nowości z pobliskiej biblioteki przyniesiony kilka dni wcześniej. Porządki na półkach z jej kolekcją powieści, sadzenie pelargonii, które miał kupić Darek. Nie narzekała na nudę i niewiele potrzebowała do szczęścia. Wszystko, o czym marzyła, ziściło się.

Miała męża, którego mimo upływu dekad nadal kochała, i to z wzajemnością. Idealne dzieci, coraz śmielej wkraczające w dorosłość. Niewielkie mieszkanie, które urządziła wygodnie i funkcjonalnie, a przy tym przytulnie. Rośliny cieszące oczy różnorodnością kształtów liści, odcieniami zieleni i z rzadka kwiatami wypełniały parapety, kwietnik w salonie umiejscowiony pod oknem, półki, a w sezonie balkon. Nie mogła się doczekać, aż znowu będzie mogła na nim usiąść i czytać w pięknym otoczeniu.

Przewidywalna codzienność, pełna poczucia spokoju i bezpieczeństwa – niczego więcej nie pragnęła.

* * *

W domu ugotowała obiad, nastawiła pranie, wzięła kąpiel i zorientowała się, że za oknem zapadł zmrok. Zapaliła stojącą lampę i usiadła na fotelu. Na kolana położyła koc i sięgnęła po książkę. Nie otworzyła jej jednak. Andrzej uczył się u kolegi i wysłał SMS-a, że wróci dopiero koło północy. Kinga nocowała u koleżanki, a Darek obiecał zrobić większe zakupy, póki market był jeszcze otwarty.

Towarzyszyło jej tylko tykanie zegara i dziwne napięcie. Uczucie dla niej obce. Podwinęła nogi pod siebie, szczelniej się otulając, jakby obudził się lęk z dzieciństwa przed potworem kryjącym się w zacienionych zakamarkach pokoju i czyhającym na dogodną okazję, aby chwycić za kostkę i wciągnąć niewinną ofiarę w bezdenną pustkę. Wzdrygnęła się.

Postukała paznokciami w okładkę wciąż nieotwartej książki. Przygryzła dolną wargę, wysiliła się, by zlokalizować źródło nieprzyjemnego odczucia. Im bardziej się skupiała, tym klarowniej przypominała sobie pozornie nieistotne, ale ostrzegawcze sygnały z ostatnich miesięcy. Znikający wykładowcy, niemal puste sale i korytarze. Podenerwowani koledzy i koleżanki szepczący po kątach i paradoksalnie coraz więcej pracy, która nie leżała w zakresie jej obowiązków.

Na przykład dzisiaj przełożony kazał przynieść na jej biurko zawartość szafy jednego z profesorów, który zmarł pod koniec zimy, i zlecił uporządkowanie materiałów. Dlaczego nie asystent albo ktoś bardziej kompetentny od niej? Zdążyła zajrzeć do jednego z segregatorów i znalazła tam wszystko. Od starych dokumentów z delegacji, poprzez notatki do artykułów naukowych. Jednym słowem wielki bałagan, w którym mogły skrywać się skarby. Mogły, ale ona w to wątpiła. Pożółkłe, wymięte kartki wymiecione z biurka wyglądały, jakby od lat nikt po nie nie sięgał.

Aż usiadła z wrażenia. Czekał ją ogrom pracy i znikąd nie mogła oczekiwać pomocy. Nie tak to miało wyglądać. Została przyjęta na stanowisko bibliotekarki. Potem awansowała na kierowniczkę. Teraz częściej zastępowała sekretarkę, kogoś w dziekanacie albo delegowano ją do zajęć niezwiązanych z jej kwalifikacjami. Rzadko mogła zajmować się swoimi obowiązkami wynikającymi z umowy. Kochała zapach książek, wyszukiwanie konkretnych tytułów, tworzenie bibliografii, udzielanie informacji czytelnikom i kupowanie nowości, nie znosiła być wykorzystywana, a tak ostatnio się czuła. Niestety, teraz biblioteką zajmowała się jej podwładna i młodsza koleżanka. Niby Agata usłyszała, że to wyróżnienie i wyraz zaufania, jest w szkole prawie od początku, więc znała jej organizację lepiej niż ktokolwiek, ale zadania jej przydzielone przeczyły tym słowom. Spadały na nią obowiązki, którymi po prostu nikt nie chciał się zająć.

Wolałaby wrócić do biblioteki i skupić się na tym, co było zgodne z jej wykształceniem. Niestety. Nie była tam potrzebna. Coraz mniej osób zaglądało do katalogu i korzystało z księgozbioru. Bazy danych, artykuły, publikacje naukowe, wszystko było dostępne online. Wystarczył telefon czy laptop.

Musiała wreszcie to przyznać, jej czas w pracy się kończył. Nie znosiła zmian, ale sąsiadka miała rację. Może podjąć działania wcześniej, uprzedzić nieuchronne i spaść na cztery łapy. Gdyby tylko miała pomysł, co dalej…

Perspektywa bezrobocia przeraziła ją tak bardzo, że zeskoczyła z fotela. Koc wraz z książką wylądowały na podłodze. Przebiegła po wszystkich pokojach i zapaliła światła. Wstawiła wodę, zaparzyła sobie melisę z dwóch torebek i włączyła telewizor, żeby zagłuszyć coraz głośniejsze obawy.

– Cześć, Agatko!

Poczuła się uratowana, gdy wrócił mąż. Zapachniało farbą, mokrą ziemią, potem i wilgocią. Nieogrzewany domek na działce miał swój charakterystyczny zapach, którego nie przeganiało ani wietrzenie, ani porządki czy remont.

– Cześć, kochanie. Odgrzeję ci zupę.

– Jaka dzisiaj? – Cmoknął ją w czoło, po czym zamknął się w łazience.

– Krupnik. Może być?! – odkrzyknęła, zapalając gaz pod garnkiem. Nie usłyszała odpowiedzi, ale i tak wyciągnęła talerz i przygotowała kromki chleba.

– Pysznie pachnie. Zgłodniałem. – Po kilku minutach usiadł przy stole.

– Nic nie jedliście?

– Pizzę, ale dawno. Jak skończyliśmy malowanie. Potem trochę sprzątaliśmy. Sporo jeszcze zostało do zrobienia.

– A masz coś dla mnie? – zapytała przymilnie. Marzyła, by już obsadzić pierwsze skrzynki. Pora była ku temu odpowiednia i pogoda sprzyjała.

– Wiem, wiem… pelargonie. Przywiozę, ale nie dzisiaj.

– Jeszcze nie kupiłeś?

– Nie zdążyłem. Muszę pojechać do ogrodniczego, bo tam są najwcześniej dostępne. Gdyby ci się tak nie spieszyło, kupilibyśmy za miesiąc, dwa na targu.

– W takim razie gdzie są zakupy spożywcze?

– W samochodzie. Zapomniałem wypakować.

Cały Darek. Rozkojarzony, zapominający… co by bez niej zrobił? Kochała się nim opiekować. Pieszczotliwie przeciągnęła dłonią po jego rozczochranych, poprószonych siwizną włosach.

– Jak zjesz, wrzuć ubranie do prania. – Skrzywiła się na widok brudnych mankietów flanelowej koszuli i wciąż wyczuwalnego przykrego zapachu.

– Zaraz…

Nielubiane przez Agatę słowo zaklęcie zawisło między nimi.

Miało magiczną moc podnoszenia jej ciśnienia i jednoczesnego wyłączenia funkcji empatii. Jedynym sposobem, żeby nie stracić panowania nad sobą, było działanie.

– Wiesz co? Przyniosę torby. – Przeszła do przedpokoju i wyjęła kluczyki do samochodu z koślawej ceramicznej miseczki wykonanej przez malutką Kingę na zajęciach w domu kultury.

– Nie! Ja się tym zajmę, daj mi chwilę. – Deklaracja nie znalazła odbicia w rzeczywistości. Zamiast odgłosów jedzenia, Agata usłyszała stuknięcie drzwi lodówki, a następnie syk otwieranej puszki piwa.

Zmieniła buty, narzuciła jeszcze zimową kurtkę, żeby ukryć domowe ubranie, przejechała ręką wciąż wilgotne włosy i wyszła z domu. Liczyła, że nikogo znajomego nie spotka, i los się do niej uśmiechnął. Ulice zalane rozmytym światłem rzadko rozstawionych ulicznych latarni świeciły pustkami. Chłodne powietrze przegoniło irytację.

Znowu przypomniała sobie, jak bardzo jest wdzięczna za rodzinę. Niepotrzebnie się denerwuje tym, co może nigdy nie nadejść. A jeśli nawet straci pracę, to co? Z głodu nie umrą, mają oszczędności, a ona zawsze może aplikować do biblioteki publicznej. W mieście jest dużo filii, na pewno znajdzie się dla niej miejsce.

Pokrzepiona rozejrzała się w poszukiwaniu samochodu, aż znalazła go zaparkowanego za śmietnikiem. Nie spieszyła się. Wyjęła z bagażnika reklamówki. Gdy zawróciła do domu, ugięły się pod nią nogi. Przeklęła swoją nieprzemyślaną decyzję podyktowaną dumą. Powinna pozwolić dokończyć Darkowi to, co zaczął. Nawet jeśli musiałaby poczekać.

Dlatego czasami warto po prostu zachować dystans i nie działać pochopnie.

Zasapana wróciła do domu, ale dzięki krótkiemu spacerowi z dodatkowymi, niebagatelnymi ciężarami odzyskała spokój. Czekał ją miły wieczór.

ROZDZIAŁ DRUGI HERBATA Z NOSTALGIĄ

Sobota powitała ją czystym niebem i radosnym świergotem ptaków splatającym się z chrapaniem Darka. Ostrożnie wysunęła się spod kołdry i szerzej uchyliła okno. Powietrze pachniało wiosną.

Szybko przygotowała śniadanie i zaczęła pakować niewielką torbę. Wieczorem zdążyła upiec placek.

– Już wstałaś?

Do kuchni weszła rozczochrana i zapuchnięta od snu Kinga. Czarne włosy spływały lśniącą kaskadą aż do połowy pleców, za to buzia pozbawiona makijażu wciąż cieszyła oczy matki naturalnym dziewczęcym urokiem.

Chociaż tłumaczyła sobie, że córka eksperymentuje, z trudem akceptowała jej wypracowany i skopiowany od koleżanek albo influencerek wizerunek. Tylko rankami miała rzadką okazję przebywać w towarzystwie osiemnastolatki, którą urodziła, bo później ta zamieniała się w obcą i przerażającą wampirzycę. Cera biała jak porcelana, mocno zarysowane cienkie linie brwi, upiorne cienie na powiekach i usta pociągnięte chyba kawałkiem węgla. Nic dziwnego, od kilkunastu miesięcy ulubionym kolorem Kingi była czerń i wyglądało, że szybko się to nie zmieni.

– Co na śniadanie? – Sięgnęła po kubek i zrobiła sobie kawę. Oczywiście czarną jak smoła.

– A co byś chciała?

– Jajecznicę?

– Usmażę, a ty się ogarnij. – Cmoknęła córkę w policzek i sięgnęła po patelnię. Mimo tego, jak bardzo czasami nie rozumiała swoich dzieci, uważała, że i tak ma z nimi dobry kontakt. Nie sprawiały kłopotów. Jedyne, co ją martwiło, to zbyt wyzywający styl Kingi i nocne siedzenie przy komputerze Andrzeja. Poza tym dobrze się uczyli i wciąż jeszcze chcieli z nią rozmawiać. Niestety, ostatnio jakby mniej.

– Pojedziesz ze mną do babci? – zaproponowała, krojąc szczypiorek.

– Kiedy?

– No, dzisiaj.

– Mamo, nie dam rady. Umówiłam się z dziewczynami. Idziemy do centrum handlowego.

– Naprawdę? Nie wspominałaś.

– Oj, bo wczoraj się umówiłyśmy. Zakupy, potem kino.

– Dobrze, już dobrze. Ale wiesz, jak babcia za wami tęskni.

– Pozdrów ją. Przekaż, że może za tydzień wpadnę. Dasz mi trochę pieniędzy?

Agata kiwnęła głową na zgodę. Zostały jeszcze dwie próby. Nie uśmiechało się jej jechać samej. Rozczarowanie, choć wyczuwalne, zostało wyparte przez wyrozumiałość doświadczonej matki. Ruszyła do pokoju Andrzeja.

Miała rację. Nie spał. Zastała skotłowaną pościel, zaduch i szum pracującego wiekowego i wielokrotnie przerabianego komputera.

– Może najpierw zjesz?

– A która godzina? – Oderwał nieprzytomny wzrok od monitora, ziewnął i się przeciągnął.

– Po dziewiątej. Najwyższa pora odwiedzić łazienkę, ale już. – W łagodny zwykle ton wkradła się ostrzejsza nuta.

– Przecież jest weekend.

– Ale to nie znaczy, że możesz przez dwa dni kisić się we własnym pokoju. Dalej, ruszaj. – Otworzyła szeroko okno.

Andrzej się wzdrygnął. Wyciągnął rękę, sięgnął na łóżko po kołdrę i jednym zdecydowanym ruchem narzucił ją sobie na ramiona.

– Jadę do babci, może masz ochotę ją odwiedzić?

– Yyyyy… będę się uczył. Na kolokwium. Mówiłem ci.

– No tak. Racja. Weź prysznic i zjedz śniadanie. Szkoda czasu. I wyjdź trochę na dwór.

Zniechęcona wróciła do kuchni, gdzie zastała umyte naczynia po śniadaniu Kingi. Chociaż tyle.

Podjęła ostatnią próbę. Zajrzała do sypialni. Darek przewrócił się w jej stronę i wciąż zaspany potarł oczy. Usiadła przy nim i pogłaskała go po karku.

– Kochanie, już rano. Wstawaj. Pojedziesz ze mną?

– Dokąd? – mruknął niewyraźnie.

– Do mamy – szepnęła przymilnie.

– Chciałem kupić sadzonki, no i mam umówiony warsztat. Trzeba zmienić opony, bo wciąż na zimowych jeżdżę. Wybierzesz się pociągiem? – Lista zadań zdawała się nie mieć końca. Odchylił kołdrę i położył ciepłą dużą rękę na jej biodrze. – Poza tym wieczorem jest mecz, zamierzałem obejrzeć z Piotrem. Już mu obiecałem.

Nie mogła się o to złościć. Szwagier, wieczny kawaler, został zupełnie sam po śmierci jej teściów. Większą część wolnego czasu spędzał na odziedziczonej działce. Za jedyne towarzystwo miał Darka. Czasami zapraszali go na obiad i na święta. Jednak najlepiej czuł się u siebie.

– Niech ci będzie.

– Baw się dobrze. I powiedz mamie, że przywiozę jej magnolię. Tylko jeszcze nie znalazłem odpowiedniej.

– Jasne, od kilku lat tak mówisz – prychnęła z niedowierzaniem.

– Dzisiaj kupię. Obiecuję. Zobacz, wszystko zanotowałem. – Podał jej wymięty kawałek papieru z szafki nocnej. Faktycznie wypisał na niej wszystkie jej życzenia, plus to, na czym zależało Elżbiecie.

– Dobrze, już dobrze. Sam sobie zrób śniadanie, muszę się zbierać.

– O której wrócisz? – Potarł oczy i założył okulary.

– Jeszcze nie wiem. Odezwę się.

* * *

Siedziała na peronie z torbą pod bokiem. Wiatr bawił się jej włosami i szarpał za poły płaszcza, a ona nie zwracała uwagi na te zaczepki. Wokół niej zgromadził się niewielki tłum. Mimo to czuła się samotna. Zwykle, jadąc w odwiedziny do mamy, miała towarzystwo. Po raz kolejny tłumaczyła sobie, że tak już jest, a ona musi się pogodzić z tym, że dzieci dorastają i mają swoje sprawy.

Pociąg podjechał. Zajęła miejsce przy oknie. Współpasażerowie rozpierzchli się po wagonach i zdawało się, że skład jest prawie pusty. Wreszcie świadomość, że za chwilę zobaczy się z mamą, obudziła radosną ekscytację i wyparła tęsknotę za minionymi czasami.

Elżbieta miała siedemdziesiąt cztery lata i niespożyte zasoby energii. Mieszkała w starym domu z werandą i dobrze utrzymanym ogrodem, w towarzystwie psa i dwóch kotów. Nie stroniła od ludzi, ale też nie zabiegała o ich towarzystwo. Doświadczona przez los za młodu, wypracowała sobie godną podziwu postawę pełną dystansu i akceptacji. Owdowiała niedługo po narodzinach Agaty i chociaż była niegotowa na samotne mierzenie się z macierzyństwem, nie tylko podołała obowiązkom mamy, ale także odnalazła się poza nimi. Pracowała, miała hobby, wychowywała córkę. Pewnie to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie przeprowadziła się do swojej matki. Agata pamiętała babcię jak przez mgłę, ale jej dzieciństwo było pełne miłości i beztroski. Niczego jej nie brakowało.

* * *

Po krótkim spacerze ze stacji znalazła się przed skrzypiącą i porośniętą bluszczem furtką. Owładnęło ją znajome ciepło. Wróciła do domu. Chociaż od dawna jako dorosła dbała o własną rodzinę, to po wejściu na podwórko wydawało się jej, że znowu ma pięć lat, rozsypujące się warkoczyki i zdarte od zabaw na dworze kolana.

Zastała Elżbietę czekającą na nią na werandzie. Zalane blaskiem słońca szklane pomieszczenie przypominało tropikalny ogród.

– No proszę, odwiedziła mnie moja ulubiona córka. – Kobieta wzięła pod pachę leżącego na jej kolanach białego kota ze złamanym ogonem i uściskała Agatę ze wszystkich sił.

– I dodajmy, jedyna. Auć, moje żebra… – jęknęła żartobliwie. – Co ty robisz, że masz taką siłę?

– Jak to co, na siłownię chodzę.

– Od kiedy?

– Od stycznia. Nie wspomniałam ci ostatnio? Nowy rok, nowa ja! Udało mi się dotrzymać postanowienia.

– Żartujesz.

– Ani trochę. Otworzyli w budynku po szkole, chciałam sprawdzić, jak wygląda, spodobało mi się i teraz dwa razy w tygodniu jestem na ćwiczeniach. Ośrodek kultury się z nimi dogadał i zorganizował zajęcia dla seniorów, z takim młodym instruktorem. Tylko nie myśl sobie, że daje nam fory. Nic z tych rzeczy. Do domu wracam na miękkich nogach.

– Też powinnam o tym pomyśleć.

– Przydałoby się zrobić coś dla siebie, a nie tylko dom i praca.

– Przecież mam hobby.

– Eee tam. Książki. – Elżbieta machnęła lekceważąco wypielęgnowaną dłonią. – Czasem trzeba zmienić otoczenie, nakarmić duszę, spotkać się z ludźmi, wyjść do kina, albo lepiej, do teatru. – Sięgnęła po przygotowany dzbanek i napełniła dwie filiżanki aromatyczną herbatą. – A co robią Kinia i Andrzej? Dawno ich nie widziałam. I co u Darka? Zdrowi są?

– Daj mi chwilkę, zaraz wszystko opowiem.

Z ulgą weszła do kuchni, w której panowała dużo niższa temperatura niż na oszklonej werandzie. Wreszcie zdjęła kurtkę i podwinęła rękawy bluzki. Przygotowała niewielki poczęstunek składający się ze słodkości, które upiekła. Dołożyła winogrona znalezione w lodówce i mieszankę orzechów. Nie od razu jednak wróciła do Elżbiety.

Przeszła się po domu, zajrzała do każdego pomieszczenia, rozkoszując się znajomym zapachem ubogaconym aromatami ziół. Mama uparcie rozkładała je wszędzie, wierząc, że zaradzą myszom, gdyby zechciały przezimować w domu, pająkom, odegnają złe sny i pecha.

Podłoga skrzypiała pod jej ciężarem przy każdym kroku. Wokół panowały idealny porządek i atmosfera spokoju. Agata czasami tęskniła za tym miejscem. Jedynym w swoim rodzaju i jakże innym od mieszkania w bloku. Mogłaby przysiąc, że pokolenia kolejnych lokatorów, pod postacią duchów, dobrotliwych i sprzyjających Elżbiecie, przechadzają się po pokojach.

– Zgubiłaś się? – odezwała się na jej widok mama, gdy wróciła po wycieczce w przeszłość.

– Patrzyłam, czy coś się zmieniło.

– A co się miało zmienić. Na razie wszystkie sprzęty działają, więc niczego nie wymieniałam. – Oczy jej rozbłysły na widok słodkości. – Dlaczego mnie drożdżowe tak nie wychodzi? – Wzięła kawałek ciasta, uniosła go w dwóch palcach, mierząc wzrokiem, a następnie nacisnęła, sprawdzając puszystość. – Pachnie obłędnie.

– Dobrze, że chociaż tego nie potrafisz. Inaczej niczym nie mogłabym cię zaskoczyć. – Agata rozsiadła się wygodnie na wysłużonej wiklinowej sofce wyścielonej poduchami.

Otaczały ją rozczapierzające liście palmy w glinianych donicach, eleganckie alokazje, śródziemnomorskie oleandry, straszące kolcami wilczomlecze i brugmansje lekko wyczerpane po zimie. Wszystkie rośliny, które kochały światło i nie mieściły się w domu.

Dopiero wtedy, jak spod ziemi, wyrósł tuż przy jej stopach Maniek. Niewielki kundelek z domieszką jamnika. Skoczył kilka razy i zaskomlał, markując niedołęstwo.

– Już, już… – Agata pomogła mu usiąść przy swoim boku i sięgnęła po filiżankę. – Pytałaś, co w domu. No cóż. Andrzej dużo się uczy.

– Pierwszy rok. Dobrze, że mu zależy.

– Kinga jest duszą towarzystwa.

– Niech korzysta. Jak pójdzie na studia, to skończy się balowanie, a zacznie nocne wkuwanie. – Zachichotała rozbawiona przypadkową rymowanką. – A Darek?

– Wiosna przyszła, to majsterkuje z Piotrem, czy co oni tam robią na działce. Obiecał, że w końcu kupi ci magnolię.

– A tam… już straciłam nadzieję. – Elżbieta upiła napar i poprawiła włosy.

Wysoka temperatura panująca w pomieszczeniu nie robiła na niej wrażenia. Wydawało się, że wręcz rozkwita w blasku słońca i specjalnie obraca się w jego kierunku niczym liście dorodnego filodendrona stojącego kawałek dalej. Odgarnęła proste, jasne włosy sięgające ramion, miała lekki makijaż. Agata zazdrościła mamie wyczucia i umiejętności prawie niezauważalnego podkreślania urody. Szminka w naturalnym odcieniu, tusz do rzęs, perłowy cień od święta, paznokcie zawsze pomalowane dyskretnym lakierem i biżuteria. Tej miała pod dostatkiem. Siedziała bosa, z dumą prezentując pedicure i bransoletkę na kostce, odsłonięte przez nogawki szerokich spodni z naturalnej tkaniny. Stylizacji dopełniała koszulka na ramiączkach w intensywnie szafirowym kolorze i szeroka półprzezroczysta narzutka. Na dekolcie kołysał się kamień na łańcuszku, a przy każdym ruchu grzechotały bransoletki.

– Też jestem rozczarowana. – Agata westchnęła.

– Rozczarowana?

– Niestety. Moja rodzina oddaliła się od siebie. Takie odnoszę wrażenie.

– Nie przesadzasz? – Na kolanach Elżbiety pojawił się drugi kot. Przez chwilę na nich leżał, by wstać i skoczyć na nagrzany parapet. Wcisnął się między rośliny. Przymknął oczy i wydawało się, że zapadł w drzemkę. Zdradzał go jedynie czujny ogon, podrygujący przy każdym głośniejszym dźwięku.

– Jest inaczej, niż było. Wiesz, wolałam, kiedy dzieci były mniejsze. Nawet Darek miał wtedy więcej czasu dla nas.

– Ale teraz możesz wreszcie skupić się na sobie – trafnie zauważyła mama. – Poza tym już nie pamiętasz, jak to z tobą było?

– Nie chodziłam wymalowana…

– Bo to były inne czasy! – Elżbieta przerwała. – Nie narzekaj. Ciesz się, że Kindze i Andrzejowi dobrze idzie i że mąż na tobie nie wisi. Możesz nawet wziąć sobie wolne od gotowania, nie zauważy.

– Mówisz, jakbym ciągle harowała, a to nie tak.

–  A niby jak? Byłam u was nie raz. Twoje życie kręci się wokół domu. Może wreszcie gdzieś wyjdziesz, wyjedziesz, spotkasz się z kimś?

– Przecież spotykam się cały czas, w pracy. – Agata skrzyżowała ręce na piersiach, niechcący trącając łokciem psa. Rzucił jej urażone spojrzenie i zmienił pozycję, wypinając się do świata tyłkiem.

– Chodzi o to, że zamiast poddawać się rozpamiętywaniu tego, co minęło, skorzystaj z okazji i zrób coś dla siebie. Jesteś kimś więcej niż tylko żoną i matką. Wiem, że podobała ci się rola bycia centrum świata Andrzeja i Kingi, ale oni już dorośli.

Na chwilę zapadło milczenie przerywane mruczeniem kota i cichymi sapnięciami Mańka.

– Herbata się skończyła. Masz ochotę na kaszotto?

Mama nie poczekała na odpowiedź córki. Złapała za puste naczynia, ustawiła je na tacy i zniknęła w głębi domu, zostawiając nieprzyjemnie zaskoczoną córkę.

ROZDZIAŁ TRZECI SPOTKANIE W DRODZE

Czyżby za bardzo przejmowała się tym, co mówili o niej inni?

Najpierw koleżanka w pracy skomentowała jej reakcję na ponadprogramowe obowiązki. Nie zrozumiała, czy mówiła z podziwem, czy z sarkazmem. Może oczekiwała, że Agata tupnie nogą, zbuntuje się, podniesie głos albo czymś ciśnie. Nie zrobiła tego, to nie było w jej stylu. Po prostu uznawała, że nie warto się złościć na niektóre rzeczy. To tylko praca. Wykonywała polecenia, a potem wracała do zajęć, które miały sens. Do ukochanych osób, czterech ścian, książek i kwiatów.

A teraz mama. Dlaczego to powiedziała? Agata osiągnęła wszystko, na czym jej zależało. Czuła się spełniona. Jednak dzisiaj po raz pierwszy zrozumiała, że dla niektórych to za mało. Powinna wyruszyć w wyprawę dookoła świata? Skakać ze spadochronem? Po co? Codzienność dostarczała jej wystarczającej dawki emocji.

Pociąg toczył się zdecydowanie za wolno, aż stanął w szczerym polu. Pewnie czekali na spóźniający się pośpieszny. Zrobiło się późno. Słońce barwiło widok za oknem złotym blaskiem. Minuty mijały leniwie, a Agatę ogarnęła trudna do pokonania senność. Przymknęła oczy.

– Przepraszam, czy to miejsce jest wolne?

Ocknęła się z drzemki na dźwięk obcego głosu. Zamrugała oszołomiona. Stali na stacji. Zorientowała się, że wciąż nie są w połowie drogi.

– Tak, oczywiście, proszę! – odpowiedziała, siląc się na uprzejmość. Wyprostowała się i potarła oczy. Od trwania w nienaturalnej pozycji rozbolała ją szyja. Ostrożnie poruszyła głową. Zamarzyła się jej gorąca herbata. Według rozkładu powinni właśnie dojeżdżać do stacji docelowej. Wyglądało, że opóźnienie może się zwiększyć.

– Dziękuję. – Kobieta ściągnęła cienką czapkę, rozwinęła zwoje kolorowej chusty i rozpięła kurtkę. Zajęła miejsce naprzeciwko. Obok siebie postawiła niewielką torbę, rozpięła ją i wyjęła opasły notes.

Agata, z braku lepszego zajęcia, dyskretnie ją obserwowała. Zwykle podróżni trzymali w dłoniach telefony, ale nie jej współtowarzyszka. Założyła nogę na nogę i zza okładki wysunęła długopis. Zębami zdjęła skuwkę i zawzięcie notowała. Wyróżniała się z otoczenia. Mogły być rówieśniczkami, ale biła z niej młodzieńcza energia. Może przez luźno zapleciony warkocz, z którego wysnuły się pojedyncze wijące się pasma włosów zacieniające ładną, lekko poznaczoną dodającymi uroku zmarszczkami twarz, a może przez styl. Przy każdym ruchu z jej butów trekkingowych za kostkę obsypywały się sosnowe igły. Sztruksowe, buraczkowe spodnie podkreślały zgrabne kształty, a rozpięta kurtka odsłoniła zabawny nadruk na koszulce.

Zaciekawiona Agata próbowała wyczytać z ruchu długopisu, co kobieta pisze. Przerwała jej nagła potrzeba. Gdy wróciła, odkryła, że jej towarzyszka zniknęła. Rozejrzała się i przez szybę dostrzegła, że wysiadła. Rozczarowana klapnęła na swoim miejscu, próbując wyłowić ją w tłumie kłębiących się na peronie ludzi. Nie udało się. Za to na stoliku leżał notes. Zapomniała go! Agata odruchowo chwyciła zeszyt obiema rękoma. Chciała dać znać, krzyknąć przez okno albo wybiec z pociągu, niestety gwizdek konduktora ogłosił, że ruszają.

Patrzyła na pozostawioną zgubę i zastanawiała się, co dalej. Dylemat. Czy miała prawo go zabrać? Jeśli zostawi, wyląduje w śmieciach albo ktoś go wykorzysta, nie wiadomo w jakim celu, a odniosła wrażenie, że był ważny dla właścicielki. Pękaty, przepasany zużytą gumką, z pofalowanymi kartkami, między którymi skryły się sekrety. Kusił, by go otworzyć. Nie zrobiła tego. Kierowana impulsem włożyła go do swojego bagażu. Wyprostowała się, poprawiła ubranie i starała się o nim nie myśleć. Po co go wzięła? Oczywiście, żeby go oddać. Tylko w jaki sposób? Spodziewała się, że odpowiedź znajduje się między stronami, ale jednocześnie zajrzenie do środka oznaczało naruszenie czyjejś prywatności. Wzorem kobiety, która samym pojawieniem się wytrąciła spokojną zwykle Agatę z równowagi, założyła nogę na nogę. Kołysała nią nerwowo i zaczęła skubać końcówki włosów przerzuconych przez ramię.

Ekran umieszczony obok drzwi wyświetlał informację, że czeka ją jeszcze dobry kwadrans podróży. Wokół niej nie było nikogo. Dopiero kilka siedzeń dalej plotkowały dwie starsze panie. Świadków brak. Wbrew swoim zasadom, ale w dobrej intencji, wyjęła notes i jednym ruchem otworzyła na przypadkowej stronie. Okazała się pusta. Przewróciła kolejne. Prawie wysypała na podłogę jakieś pocztówki, wizytówki, ulotki. Nie zagłębiała się, na ile to możliwe, w uważne studiowanie, pobieżnie przeglądała odręcznie nabazgrane notatki. Pisane, jakby w pośpiechu, wykraczające poza linie, fragmentami wręcz nieczytelne. Trafiła na zasuszony liść dębu, zabawne rysunki, cytaty, wiersze, listy spraw do załatwienia, terminy. Czuła się coraz gorzej. Podglądała zupełnie obcą osobę i to bez jej zgody. W końcu jednak zatrzymała się na podpowiedzi. Tak! O to chodziło. Złożona kilka razy faktura ze sklepu internetowego z turystyczną odzieżą, no i z adresem nabywcy. Była prawie pewna, że dokładnie w tym miejscu mieszka kobieta, Lena Malinowska, jak przeczytała. Agatę opuściło napięcie, a nawet lekko się do siebie uśmiechnęła. Ponownie schowała własność kobiety do torby. Już wiedziała, co zrobi. Jednocześnie zyskała pewność, że to nie był zwykły notes trzymający codzienność w ryzach. Raczej pamiętnik łamany przez planer. Rzecz ważna, osobista i taka, do której nikt postronny nie powinien zaglądać. Lena na pewno odczuje jego brak.

* * *

Po powrocie wypakowała kilka drobiazgów od mamy. Plastikowe pudełko z resztą kaszotta i kotlety do odgrzania schowała do lodówki. Darek zostawił jej kartkę, że kupił wszystko z listy, zaniósł do piwnicy i jest u Piotra. Kinga wysłała wiadomość, że wróci za dwie godziny. A po Andrzeju został tylko karton z niedojedzoną pizzą.

Przysiadła na taborecie i wzięła zimny kawałek. Stwierdziła, że to jej wystarczy. Nie musiała robić kolacji. Zresztą dla kogo? Radzili sobie bez niej, a ona nie czuła głodu. Poza tym miała coś ważnego do załatwienia.

Korzystając z ciszy i spokoju, znalazła kartkę i kopertę bąbelkową, do której bez problemu zmieścił się znaleziony notes.

Gdy już miała wszystko przygotowane, zawahała się. Długo wpatrywała się w pustą kartkę, nim nakreśliła kilka zdań.

Czternastego kwietnia jechałyśmy tym samym pociągiem. Siedziałam naprzeciwko pani. Wyszłam na chwilę do toalety, a gdy wróciłam, Pani już nie było. Znalazłam ten notes na stoliku i jestem prawie pewna, że należy do Pani.

Z poważaniem

Agata Łapińska

Gdy miała włożyć list do koperty, coś ją tknęło. Postukała się długopisem w brodę, a potem uzupełniła.

PS Przepraszam, że zajrzałam do środka, ale szukałam namiarów na Panią.

Po postawieniu ostatniej kropki zirytowała się. Po co się tłumaczy? To chyba oczywiste, że nie szperała ze wścibstwa, tylko w poszukiwaniu adresu. Zresztą kobieta może się ucieszyć, że odzyskała zgubę, ale również mieć pretensje. Agata nie ma na to wpływu i powinna przestać przejmować się tą coraz bardziej absurdalną sprawą. Zadziwiające, ile czasu jej to zajęło.

* * *

Pierwszy wrócił Darek

– Już jestem. Co słychać u mamy?

– W porządku. A tobie jak minął dzień?

Kwadrans później byli w komplecie. Zadowoleni z minionego dnia przerzucali się wrażeniami i przez chwilę było jak dawniej.

– Sadzonki dla ciebie są w piwnicy, a magnolię zostawiłem na działce. Jest idealna, ale trzeba szybko ją posadzić. Jak tylko samochód wróci z warsztatu, pojedziemy do mamy, niestety najwcześniej w przyszły weekend. Przez cały tydzień pracuję.

– Ja też się zabiorę z wami do babci. – Kinga zgłosiła się na ochotnika.

Agata prawie rozpłynęła się w atmosferze bliskości, za którą tak bardzo tęskniła. Podgrzała kaszotto, na które połakomiła się cała rodzina. Wbrew przekonaniu, że nie jest głodna, usiadła wraz z nimi.

– Baśka przekłuła sobie nos, a Sara ma nowy tatuaż. Mamo, ja też bym chciała… – Kinga ledwie spróbowała jedzenia, wciąż zaaferowana spotkaniem z koleżankami.

Za to Andrzej wydawał się nie zauważać harmidru wokół.

– Mogę resztę? – Jego pytanie zniknęło między innymi głosami. Nie poczekał na zgodę, tylko zgarnął kaszę do końca i opróżnił talerz w kilku kęsach. Poprawił ciastem drożdżowym, rozrzucając wokół siebie okruszki.

– Rozmawiałyśmy o tym. Będziesz się utrzymywała, to zrobisz, co zechcesz. Teraz możemy pójść co najwyżej na hennę. To też bardzo ładne. I co najważniejsze, po jakimś czasie znika. – Agata w niektórych sprawach potrafiła być stanowcza. – Przyniesiesz jutro pelargonie? Posadzę je. Wydaje mi się, że przymrozków już nie będzie – zwróciła się do męża.

– Jasne. Aha, żeby na balkonie już teraz było kolorowo, wybrałem kilka bratków. Żółte.

– Będą pasować do niebieskich skrzynek. Dziękuję. – Przyjemne ciepło rozlało się jej w piersi. Mimo tylu lat Darek wciąż starał się zaskoczyć żonę drobnymi gestami i sprawić jej przyjemność. Wstała, żeby zebrać naczynia i wstawić wodę na herbatę, ale najpierw mocno go uściskała.

* * *

Późnym wieczorem, gdy kładli się spać, mąż wskazał na leżącą na nocnej szafce kopertę.

– Co to jest?

– W poniedziałek przed pracą przejdę się na pocztę i wyślę. – Wmasowywała krem w dłonie i już nabrała powietrza, by opowiedzieć, co jest w środku i jak znalazło się w jej rękach, gdy Darek wyparował z sypialni, rzucając przez ramię:

– Muszę coś sprawdzić w telefonie. Chyba został w kurtce.

Lekko urażona brakiem zainteresowania wskoczyła pod kołdrę i zakryła się po czubek nosa. Gdy wrócił, uznał, że śpi. Zgasił światło i położył się obok niej. Nie minęła minuta, a pokój wypełnił jego równomierny oddech. Za to Agata była jak najdalsza od zaśnięcia.

Właśnie do niej dotarło, że mama miała rację. Przez lata bycia żoną i matką straciła osobowość, stała się przezroczysta. W domu traktowano ją jak mebel. Niby pytano, jak minął dzień, ale nikt nie czekał na odpowiedź. Po prostu nie była interesująca ani dla męża, ani dla dzieci. Wypełniała swoją rolę niezauważalnie.

Skuliła się i mocno zmięła róg pościeli. Ogromny smutek usiadł jej na piersiach, a za nim pojawiła się tęsknota. Nie potrafiła określić jej źródła. Dotkliwa i bolesna. Zapragnęła ukojenia. Zmieniła pozycję i przywarła do ciepłych pleców męża. Dostrzegła srebrzysty blask księżyca oblewający nocną szafkę i leżącą na niej kopertę.

Lena na pewno prowadzi ciekawsze i bardziej ekscytujące życie ode mnie. I ma wokół siebie ludzi, dla których jest ważna – pomyślała. Szkoda, że nigdy jej nie poznam.

Westchnęła i zacisnęła mocno powieki.

ROZDZIAŁ CZWARTY JAK TO WAKACJI NIE BĘDZIE?

Niewytłumaczalne nocne przygnębienie zniknęło wraz z porankiem. Wstała pierwsza i wyszła z kawą na balkon. Nie mogła się doczekać sadzenia nowych roślin. Nic skuteczniej nie przeganiało drobnych smutków niż zajęcie. Oparła się o parapet i przytuliła kubek do piersi. Zapowiadał się piękny dzień, ale o tak wczesnej porze temperatura była jeszcze niska. Chłodne podmuchy wiatru przyprawiły ją o gęsią skórkę na łydkach, jednak nie skłoniło to Agaty do skrycia się w ciepłym wnętrzu mieszkania. Jaskrawa zieleń ledwie musnęła pobliskie drzewa. Niebo ponad dachami bloków przybrało najpiękniejszy odcień błękitu, a słońce złociło okolicę. Wciągnęła głęboko do płuc świeże powietrze wzbogacone aromatem kawy. Cieszyła się niezwykłą dla osiedla ciszą. Szczelniej otuliła się szlafrokiem. Planowała dzień. Żal byłoby nie skorzystać i nie wyjść na spacer. Może wybiorą się na lody i ciastko do pobliskiej kawiarni? Kiedyś lubili wspólne wyjścia. Wcześniej jednak, po śniadaniu, jak tylko Darek przyniesie sadzonki i meble balkonowe, zmieni to miejsce w urokliwy zakątek. Niebawem znowu zacznie spędzać na nim wolne popołudnia. Na początek posadzi bratki i pelargonie, a przy najbliższej okazji pojedzie na targ po sadzonki pomidorów, mięty, rozmarynu i bazylii. Marzyły się jej jeszcze petunie i surfinie, ale nie była pewna, czy je zmieści. Stanowczo brakowało jej miejsca. Mogła tylko marzyć o przestrzeni dla roślin, jaką dysponowała Elżbieta.

– Już wstałaś? – Darek wyjrzał na balkon. W samych bokserkach i koszulce wyszedł boso na zimne kafelki.

– Co robisz? Przeziębisz się. Uciekaj się ubrać. – Prawie siłą wepchnęła go do domu. Sama też weszła i zamknęła drzwi.

Po chwili w mieszkaniu zapanował znajomy harmider. Ktoś włączył telewizor, ktoś inny wstawił wodę. Ubierała się w łazience, gdy czajnik zaczął gwizdać, ale celowo zagłuszyła go szumem wody z kranu. Ktoś inny dokończył robienie herbaty.

Przygotowała śniadanie i wyekspediowała Darka z Andrzejem do piwnicy po potrzebne rzeczy. Nic już jej nie interesowało oprócz tego, co zamierzała zrobić. Wróciła na balkon ubrana w stare dżinsowe ogrodniczki, włosy zebrała w kok i przystąpiła do pracy. Długo czekała na tę chwilę. Gdy przesypywała ziemię do skrzynek, w jej głowie pojawiały się kolejne pomysły. Wahała się między groszkiem pachnącym, wilcem a nasturcją. Najchętniej posadziłaby wszystko, niestety, musiała wybierać.

Dwie godziny później uprzątnęła pozostałości ziemi, przetarła doniczki mokrą ścierką, rozłożyła stolik i dwa krzesła, a następnie usiadła i napawała się poczuciem satysfakcji z dobrze wykonanego zadania i otaczających ją wątłych roślin.

– Jesteśmy pierwsi w bloku. Nikt jeszcze nie ma kwiatów. – Darek tylko czekał, aż Agata skończy. Przyniósł herbatę w jej ulubionym kubku i zajął krzesło naprzeciwko.

– Zaraz się wezmę za obiad – poinformowała go odruchowo, chociaż nie pytał.

– Ziemniaki już obrane. Makaron do rosołu ugotowałem i chyba zjemy kotlety od twojej mamy, z buraczkami, może być?

– Dziękuję, że ogarnąłeś. Jesteś kochany. – Zrzuciła znoszone klapki, wyciągnęła nogi i położyła mu na kolanach. Zaczął masować jej stopy. – Wiesz, tak sobie myślę. Pora zająć się wynajmem kwatery na wakacje. Gdzie lepiej pojechać? Krynica Morska czy może Giżycko? Dawno nie byliśmy na Mazurach. – Zrelaksowana snuła wakacyjne plany. Gdy uniosła rękę, żeby odgarnąć włosy, zorientowała się, że musi zrobić manicure. Następnego dnia szła do pracy i nie wszyscy musieli wiedzieć, że w niedzielę grzebała w ziemi.

– Na Mazury, mówisz? A może… – Usłyszała dźwięk pocierania opuszków palców o skórę policzków z jednodniowym zarostem. Darek nie zdążył się ogolić. – Z roku na rok wakacje są coraz droższe.

– Przecież oszczędzaliśmy… – jęknęła, szykując się na dłuższą dyskusję. Jeszcze nie wiedziała, do czego mąż zmierza, ale już się jej to nie podobało. – Dzieci są coraz większe, niebawem nie zechcą z nami jeździć.

– No właśnie. Czy jest sens zmuszać je, a potem przez dwa tygodnie patrzeć na ich skwaszone miny?

Agata gwałtownie zmieniła pozycję. Stopy oparła o podłogę i się wyprostowała. Przyjemne rozleniwienie zniknęło. Słońce schowało się za sąsiednim blokiem. Zadrżała.

– Czy my do czegoś zmuszamy Kingę i Andrzeja?

– Nie, ale… – Na twarzy Darka malowała się niepewność. Poprawił okulary. – Kochanie. Jeździliśmy co roku, dla dzieci, ale sama wiesz, jak bywało. A to nieustannie padał deszcz, a to ktoś się struł. A pamiętasz, jak dwa lata temu, nad jeziorem, mieliśmy w domku obok imprezującą młodzież?

– I co w związku z tym?

– Nie sądzisz, że rozsądniej byłoby zostać w domu?

– Chcesz, żebyśmy przez całe lato prażyli się w mieście? – Chłód narastał. Agata objęła się i potarła ramiona. Już dawno powinni się schować, ale nie zamierzała przerywać rozmowy, dopóki nie dojdą do porozumienia.

– A czy to takie złe? Kinga przecież mówiła, że pieniądze z osiemnastki przeznaczy na jakiś tam festiwal w Gdyni i wyjazd ze znajomymi.

– Przecież nie spędzi z nimi dwóch miesięcy.

– Andrzej pochwalił się, że w wakacje będzie pracował nad morzem w jakiejś smażalni ryb.

– Nic mi nie mówił.

– Sam się dowiedział dopiero niedawno. Kolega mu naraił pracę u swojego wujka. Jadą razem.

– Zamierza pracować przez cały sezon?

– Z tego, co wiem, dokładnie tak. Powinniśmy się cieszyć, że jest tak zaradny i rozsądny.

Agata zacisnęła usta. Była jak najdalsza od rodzicielskiej dumy. Nie rozumiała, po co synowi pieniądze, przecież wybrał uczelnię w ich mieście. Nie płacił za czynsz ani rachunki. Poza tym wyglądało, że od drugiego roku załapie się na stypendium naukowe. Na jego potrzeby wystarczy. Niczego nie odmawiali dzieciom, skąd ta nagła potrzeba poświęcenia lata na niełatwą pracę?

– Nawet jeśli mają swoje plany, to czy nie byłoby romantycznie, gdybyśmy wybrali się we dwoje? – Zmieniła kierunek rozmowy. Szukanie jasnych stron wszystkich nagłych życiowych zawirowań weszło jej w nawyk tak bardzo, że teraz od razu odkryła, jak mogą wykorzystać wolność od obowiązków rodzicielskich. – Przecież ustalaliśmy urlopy już w styczniu. Mam zaklepany. Nie chcę rezygnować z odpoczynku. Potrzebuję odmiany, oddechu – upierała się.

– Agatuś. Naprawdę powinniśmy zacisnąć pasa. Kinga ma za chwilę maturę. Jest mądra i zdolna. Nasza uczelnia ma dobrą renomę, ale ona ma inne aspiracje, wyjedzie jak nic.

Nie mogła nie przyznać mu racji. Stancja albo akademik i utrzymanie w obcym mieście to studnia bez dna. Czy byli na to przygotowani? Wydawało się jej, że tak. Do tej pory.

– Pozostanie w domu też ma swoje plusy. Jest tyle możliwości. – Darek nie ustępował i próbował przekonać żonę.

– Na przykład jakich?

– Nie chcesz spędzić trochę czasu z mamą? – Łypnął na nią chytrze.

– W sumie to nie takie głupie. Mógłbyś zerknąć, czy u niej w domu nie trzeba czegoś naprawić. Upierała się, że wszystko działa, ale na pewno znajdzie się jakaś poluzowana klamka czy klepka w podłodze.

– Wiesz, ja to bym najchętniej pojechał na dwa tygodnie na działkę. – Głos Darka zabrzmiał niepewnie.

– Och… – Nagle zabrakło jej słów. – Czy Piotr nie będzie pracował?

– Będzie, ale mi to nie przeszkadza. Wybiorę się na ryby, a on i tak zawsze wpada po pracy, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. – Potarł ramiona, też poczuł chłód. – Późno się zrobiło, wstawię ziemniaki. Nie siedź już tutaj, przeziębisz się.

Została sama. Trzęsła się bardziej z oburzenia niż z zimna. To będzie pierwszy raz w ciągu całego ich małżeństwa, kiedy nie wyjadą w wakacje. Ceniła sobie beztroski czas, gdy spędzali całe dnie razem, na łonie przyrody. Nie gotowała, za to odwiedzali pobliskie restauracje, chodzili na długie spacery i wylegiwali się nad wodą. Mimo wybierania ciągle tych samych, sprawdzonych miejsc, zawsze było inaczej. Inaczej z malutkim Andrzejem, potem z dwójką maluszków, inaczej, gdy dzieci zaczęły biegać i mówić. Wszelkie niedogodności nie miały dla niej znaczenia. Liczyło się tylko to, że byli razem.

Zapatrzyła się na rachityczne sadzonki. Posadziła po trzy w jednej skrzynce. Małe, z kilkoma pączkami, wydawały się jej bezbronne. Miała rękę do roślin i zawsze się przyjmowały, ale tym razem wątpiła, że za kilka tygodni będą cieszyć oczy pięknymi, dorodnymi kwiatami. Powinna się postarać, bo zapowiadało się, że tego lata najwięcej czasu spędzi właśnie na balkonie. Może posadzi coś większego? Bardziej spektakularnego? Na przykład przywieziony z werandy od mamy oleander. Wyglądało na to, że musi zadowolić się namiastką południowego klimatu w doniczce. Beztroskich wakacji mieć nie będzie. A przynajmniej nie takie, jakich by chciała.

Kochała mamę i pomysł, żeby do niej pojechać na dłużej niż na kilka godzin, wydawał się rozsądny, ale co na to Elżbieta? Darek wszystko sobie zaplanował. On miał zajęcie. Wystarczała mu ta przeklęta działka. Chwilowo Agata nie znosiła tego miejsca i nie chciała nawet o nim słyszeć. Męska jaskinia. Była tam kilka razy na grillu, gdy jeszcze teściowie żyli, ale panowały tam dość prymitywne warunki, co skutecznie ją odstraszyło od częstszych wizyt, mimo namawiania przez Darka, by się wybrała razem z nim. Zdecydowanie brakowało tam kobiecej ręki, ale wydawało się, że bracia byli zadowoleni, że mają swoją przestrzeń i zajęcia. Ryby, piwo, drobne remonty i naprawy. Bez pośpiechu i krytycznych uwag osób postronnych. Czysta wolność!

Nie, nie może się na to zgodzić. Jeśli Darek nie chce z nią nigdzie jechać, nawet na krótszy pobyt, nie szkodzi, ale ona nie musi siedzieć w mieszkaniu. Nie należała do zapalonych podróżników, ale cały rok czekała na krótką odmianę. Teraz miała z tego zrezygnować i nie dostać nic w zamian?

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział pierwszy. Kraina łagodności

Rozdział drugi. Herbata z nostalgią

Rozdział trzeci. Spotkanie w drodze

Rozdział czwarty. Jak to wakacji nie będzie?

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji