3,99 zł
Narratorem opowiadania jest mężczyzna, który po opuszczeniu więzienia pisze zbiór opowiadań na podstawie zasłyszanych w czasie odsiadywania wyroku historii. Długo i bezskutecznie poszukuje wydawcy swojej prozy, wreszcie pomaga mu Eugeniusz, właściciel podupadającego wydawnictwa. Korzystając ze swojej wiedzy i kontaktów, wprowadza debiutanta w branżę, obnażając przed nim panującą w niej nieuczciwość. Gdy promowany przez Eugeniusza autor odnosi lokalny sukces, obydwaj mężczyźni zaczynają mieć nadzieję, że to początek drogi do pisarskiej sławy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 25
K. S. Rutkowski
Saga
Układy i układzikiZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2020 K. S. Rutkowski i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone. ISBN: 9788726770797
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
www.sagaegmont.com
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Eugeniusza poznałem w 1998 roku. Jakiś czas wcześniej wyszedłem z więzienia, napisałem książkę i próbowałem wydać. Ale wszyscy ją odrzucali, nie wyjaśniając powodów. Najczęściej odpowiedź ograniczała się tylko do lakonicznego zdania: Niestety nie skorzystamy – i do zwrotu maszynopisu.
Po upływie kolejnych paru miesięcy trafiłem do wydawnictwa Eugeniusza. Tydzień przedtem wysłałem mu pocztą maszynopis z adnotacją, że za parę dni osobiście zgłoszę się po opinię. I żeby nie próbował mnie zwodzić, wykręcić się od rozmowy i w ogóle olać. Byłem w desperacji. I powiedziałem sobie wóz albo przewóz, muszę się w końcu od kogoś dowiedzieć, co jest z tym moim pisaniem nie tak. Wydawnictwo, którym kierował, miało siedzibę w naszym mieście, książka była o więzieniu, ostra jak brzytwa i miała cechy autobiografii. To i mój stanowczy liścik chyba wystarczyło, aby się wystraszył i nie kombinował. Kiedy więc w końcu się pojawiłem, starszawa sekretarka wpuściła mnie do niego bez problemu.
Gabinet był duży, zawalony książkami, a facet za biurkiem nie wyróżniał się niczym szczególnym. Choć sprawiał raczej odpychające wrażenie. Ponad czterdziestoletniej, otyłej kluchy z mocno przerzedzonymi włosami. Kogoś, kto – gdyby dzień później wylądował w pudle – po kilku godzinach, płacząc, obciągałby już druta współwięźniowi.
– Posłuchaj – zacząłem bez ceregieli – oświeć mnie. Od roku próbuję wcisnąć swoją książkę takim jak ty i chuj z tego wychodzi. Powiedz mi więc: w czym tkwi problem?
– W tobie – odparł.
– No dobra – stwierdziłem, siadając w fotelu naprzeciw niego. – Powiedz mi, dlaczego tak uważasz, w prosty i zrozumiały sposób, jak niedorozwiniętemu.
Szczerze się roześmiał.
– Uważasz, że skoro siedziałeś w więzieniu i spisałeś na gorąco parę historyjek zza krat, to w zupełności wystarczy – powiedział po chwili.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
