Opowieść więzienna - K. S. Rutkowski - ebook + audiobook

Opowieść więzienna ebook

K.S. Rutkowski

3,7
2,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Bycie intelektualistą w więzieniu to niełatwe zadanie. Opowiadanie o nienawiści, okrucieństwie, przyjaźni i miłości, które w warunkach więziennych nieustannie się ze sobą przeplatają. Czy w skazanych pozostaje choć odrobina człowieczeństwa po odsiadce? Historia pełna cierpienia i niesprawiedliwości, która poruszy każdego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 18

Oceny
3,7 (7 ocen)
4
1
0
0
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
JustynaNowakowska

Nie oderwiesz się od lektury

świetne!
00



K. S. Rutkowski

Opowieść więzienna

 

Saga

Opowieść więziennaZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2006, 2020 K. S. Rutkowski i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726711936

 

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

 

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

 

SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont.

K.S.Rutkowski

Opowieść więzienna

Na wolności był menelem i gdy go przymknęli, nie miał co tu szukać szacunku. W więziennej hierarchii stał trochę wyżej od cwela, ale niżej od frajera. Mimo że odgibał już kilka wyroków i ciało upstrzone miał wzorkami – wszystkie te rozkraczone panny i napisy – tutaj był jednak nikim. Gnida żebrał o szlugi jak cwele i jak oni był kopany po dupie. Różnił się od nich tylko tym, że jego nikt nie chciał dymać. Bo mimo wszystko miał jakąś przeszłość. Zaliczonych parę sanatoriów. No i nie był zbyt piękny, więc choćby dlatego nie stanowił dla cweli żadnej konkurencji.

Chyba jako jedyny w całym więzieniu traktowałem go jak człowieka. Nie trzymałem z grypserą, nie bratałem się z frajerstwem. Całymi dniami czytałem książki, pisałem i uczyłem się korespondencyjnie. Ale że nie miałem aparycji gogusia, tylko niezłego pakera, nawet stara recydywa, której takie odludki nigdy się nie podobają, dawała mi spokój. Nie stawiałem się, ale i nie pozwalałem sobą pomiatać. Miałem charakter, który dla wszystkich stanowił szlaban. A Gnida go nie miał. Nie był stary i gdyby chciał, mógłby jeszcze fiknąć, jednak to co chlał na lufcie – jabole i podobne gówno – całkowicie zabiło w nim odwagę, zeszmaciło do cna. Był bezsilny wobec twardej, bezlitosnej rzeczywistości, w której przyszło mu żyć. Rzeczywistości, w której mocna piącha to wyznacznik władzy, a długość pajdy pozwalała awansować na odpowiednie stanowisko. Gnida nie był już nawet trybikiem w owej machinie przemocy. Chyba że kiedyś, na początku swej przestępczej drogi... Teraz jednak leżał gdzieś na dnie maszyny, dawno oderwany od macierzy i przerdzewiały niczym złom.