3,99 zł
Główny bohater, a zarazem narrator opowiadania, spotyka na ulicy dziewczynkę. Dziecko usiłuje sprzedać przechodniom zniszczone zabawki. Mężczyzna kupuje wszystkie, a następnie opowiada żonie o osobliwym spotkaniu. Niebawem znów dostrzegają dziewczynkę, dowiadują się, że wraz z matką jest maltretowana przez ojca. Bohater-narrator, wspominając własne tragiczne dzieciństwo, postanawia pomóc dziecku.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 27
K. S. Rutkowski
Saga
Te i inne miejscaZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2020 K. S. Rutkowski i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone. ISBN: 9788726770803
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
www.sagaegmont.com
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Wracałem do domu i wtedy ją zobaczyłem. Siedziała na murku naprzeciw McDonalda, przy rozłożonym na chodniku kocyku, na którym coś wyłożyła. Miała może z sześć lat, w każdym razie nie wyglądała na więcej. A na dworze szalała jesień i był ziąb jak diabli. Przystanąłem przy niej zaciekawiony.
– Co tam masz, malutka? – zapytałem.
– Spsedaję zabawki, psze pana – odparła cichutko spod gęstej grzywki.
– Zabawki? – spytałem, życzliwie przyglądając się rzeczom na kocyku. Dopiero po chwili w tym, co tam leżało, dostrzegłem coś, czym dziecko mogłoby się bawić, choć zabawki ledwo to przypominało. Jakiś mocno zniszczony samochodzik bez jednego kółka, kilka odartych z farby żołnierzyków, lalkę, która wyglądała na taką, co się rozleci, gdy tylko weźmie się ją do ręki. Wszystko to stanowiło żałosny widok, tak cały ten straganik, jak i sama dziewczynka.
– Mogę obejrzeć? – spytałem, sięgając po autko.
– Tak, baldzo plosę – odparła grzeczniutko, wyraźnie sepleniąc.
– O, bardzo ładny – skłamałem, oglądając samochodzik z każdej strony, a tak naprawdę spoglądając ukradkiem na dziecko.
– Był mojego blata – oznajmiła smutno, a coś w jej głosie nakazywało nie drążyć tematu. – To urwane kółko tes miałam, ale chyba zgubiłam, gdy tu słam – powiedziała po chwili bardziej ożywionym głosem. – Moze pan dopasować jakieś inne, na psykład z jakiegoś dlugiego samochodziku i jesce będzie się nim mozna bawić – zachwalała mi rezolutnie swój towar jak stara handlara. – Za to kółko opuscę panu cenę.
– Naprawdę? A ile byś za niego chciała? – zapytałem.
Zaczęła się zastanawiać.
– Hm?... Hm?... – chwilę mruczała teatralnie pod noskiem, wykrzywiając groteskowo dziecięcą twarzyczkę w parodii głębokiego namysłu, i zapytała, już śmielej się na mnie patrząc: – A ile by mi pan za to zapłacił?
– Niech pomyślę... – zacząłem, dalej udając, że oglądam zabawkę. – Myślę, że takie fajowe auto jest warte nawet dwadzieścia złotych.
– Dwadzieścia?! – wykrzyknęła radośnie, ale zaraz się chyba zreflektowała, że to nie tak załatwia się handlowe negocjacje, bo jej maleńka, słodka buźka na powrót przybrała minę biznesowej profesjonalistki.
– Właśnie... Właśnie tyle za nie chcę – powiedziała z kamienną twarzyczką, choć oczy nadal błyszczały jej z ekscytacji. – Kupi pan? – dodała z nadzieją.
Udałem, że jeszcze się zastanawiam.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
