Syndrom Śnieżki - Małgorzata Lisińska - ebook

Syndrom Śnieżki ebook

Gosia Lisińska

4,5

Opis

Kiedy odrobinę tylko zazdrosna krasnoludka wybierze się poznawać byłe kochanki swojego Pierwotnego, różne dziwne historie mogą się zdarzyć. Może, na ten przykład, zabłądzić do magicznego domku w zaklętym lesie, a tam...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 27

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (2 oceny)
1
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Syndrom Śnieżki

Dla Oli i Kasi

Dziewczyna znów straciła równowagę i runęła w zaspę.

– Jasna cholera! Weźże mnie rozwiąż! – wrzasnęła, potrząsając głową, żeby pozbyć się śniegu. – Ile razy muszę jeszcze dupnąć?! Co ci mogę zrobić, ha?! Wielkiś jak góra łajna, co to żem ją w jednej wsi widziała. I zdaje się, że i rozumny jako i ona – dokończyła, kiedy gwardzista poderwał ją wreszcie z ziemi. – Jakbyś chociaż trochę rozumu miał, puściłbyś mnie i spieprzał gdzie oczy poniosą. Nie mówili ci, żem czarodziejowa? W perzynę obróci to wasze księstewko, jak mnie jeden włos ze łba spadnie!

– Czarodziej daleko, a królowa w zamku – filozoficznie odrzekł mężczyzna. – Kazali ubić w lesie, to mnie słuchać, a nie nad magami deliberować.

– Oż, trafił się mnie posłuszny łosieł! Toż pomyśl, durnoto, co gorsze! Ta twoja pani czy mój kochany, co palcami pstryknie, a z waszego królestwa jeno szczury podziemne zostaną.

– Jakby on taki wasz był, to siedziałby z wami, a nie samej po miastach puszczać się pozwalał, ha!

– No i patrzajta, wydumał wreszcie – wyszeptała Beneria, kolejny raz żałując, że pokłóciła się z Pierwotnym i uciekła, kiedy spał. Ale czy to, cholera, jej wina, że nie chciał wraz z nią swoich byłych odwiedzać? Przecież normalne, że kobita chce poznać poprzednie flamy swojego czarodzieja, nie? No, może i trochę żółć ją zalała, kiedy tamtą syrenę zobaczyła… No, może i ciuteńkę przesadziła z pazurami, lecąc na rybie puszczadło. Ale jak się łuskata do Stroidara uśmiechnęła…

Na owo wspomnienie znów Benerię krew zalała, a że ukochanego pod ręką nie miała, postanowiła żale wylać przed najbliższym przedstawicielem płci przeciwnej.

– A pozwala, jasna cholera! A jak się dowie, że mnie jakiś mieszaniec muła z łajnem po lesie ciągał, i to jeszcze związaną jak sarna na pieczyste, to ślad po was nie zostanie! A co?! – Zatrzymała się gwałtownie. – Nie idę, kurwa, dalej! Śniegu na kopy! Co dwa kroki zrobię, gębą w zaspę walę! Już u mnie pewnikiem nochal czerwony jak dupa jednego stwora, co na obrazkach… No, nie idę! Chcesz ubijać, ubijaj! Ale tu, bo do lasu nie polezę, kurwa, związana jak szynka!

Żołnierz spojrzał niepewnie na krasnoludkę. Do lasu zostało ledwie kilkadziesiąt kroków, ale kobieta najwyraźniej się zaparła. Musiałby ją nieść, i to jeszcze zapewne wierzgającą i wyzywającą nieustannie. A miała dziewuszka gadane, oj, miała. Buźka jej się nie zamykała, odkąd wyszli z zamku. Całkiem ładna buźka… To nagłe spostrzeżenie tak wstrząsnęło gwardzistą, że cofnął się o krok. Światło księżyca oświetliło naburmuszoną Benerię i zdała mu się naraz nieprawdopodobnie urodziwa, doskonała.

– Aleście piękna – wyszeptał w podziwie, którego bynajmniej nie zmniejszyło rozdziawienie ust owej piękności. – Takem sobie wyobrażał boginię Triosi.

Porównanie do bogini miłości kompletnie zaskoczyło krasnoludkę. Przez chwilę chciała zapytać, czy chłopinie jaki wywar do łba nie uderzył albo czy za dziecka nie tłukli go po tej łysej makówce, żeby rozumu wbić, co najwyraźniej nie pomogło. Tak, przez chwilę nad tym dumała.

– To może mnie uwolnicie? – zapytała jednak łagodnie. A co? Warto spróbować, przecie jak się chłopu coś naraz poprzestawiało, trza wykorzystać.

– A dacie buziaka? – nabożnie poprosił gwardzista.

Potem, pomyślała Beneria, potem się, cholera, zastanowię, o co chodzi.

– Jasne. Nawet dwa, tylko mnie rozwiążcie.

Rozanielony mężczyzna przyskoczył, żeby rozciąć więzy dziewczyny. Nie odrywał przy tym błędnego spojrzenia od najcudniejszej istoty, jaką dane było mu widzieć.

Najcudniejsza istota poruszyła dłońmi, sprawdzając, czy nadal ma w nich czucie.

– A teraz zamknijcie oczy i pochylcie się nieco – poleciła, uśmiechając się słodko do żołnierza.

Gwardzista wykonał polecenie, a dziewczyna sięgnęła po wcześniej upatrzony drąg. Zważyła go w rękach i zamachnęła się z całej siły, by trafić w pochyloną głowę.