Święta w Kopenhadze - Maggie Cox - ebook
Opis

Gdy Ailsa poślubiła bogatego i przystojnego Jake’a Larsena, wydawało jej się, że będzie już zawsze szczęśliwa. Jednak wypadek i utrata dziecka  wszystko zburzyły. Nie umieli poradzić sobie z rozpaczą i poczuciem winy i rozwiedli się. Teraz, po czterech latach, Jake i Ailsa spotykają się ponownie…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 148

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maggie Cox

Święta w Kopenhadze

Tłumaczenie: Piotr Art

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Słysząc warkot silnika nadjeżdżającego samochodu, Ailsa podbiegła do okna. Przed domkiem zatrzymał się elegancki SUV w metalicznym kolorze, należący do jej byłego męża, Jake’a. Dach i maskę miał zasypane śniegiem, który padał bez końca, jakby rozsypywany anielską ręką. Ailsa zapewne podziwiałaby piękną scenerię zimową, gdyby nie to, że martwiła się o bezpieczeństwo córki, którą były małżonek miał przywieźć do domu. Życie na angielskiej prowincji ma wiele zalet, jednak zimą wąskie, górskie drogi bywają zdradliwe. Stojąc w otwartych drzwiach, patrzyła, jak kierowca wysiada z pojazdu i kieruje się w jej stronę.

Nie był to jednak Alain, szczupły szofer w eleganckim garniturze, którego się spodziewała. Zazwyczaj to właśnie francuski kierowca Jake’a przywoził Saskię do domu z dwutygodniowych odwiedzin u ojca w Londynie lub w Kopenhadze, gdzie Jake prowadził interesy. Kiedy przez padający śnieg Ailsa dostrzegła błysk, ukochanych dawniej, błękitnych oczu, poczuła, że serce jej zamiera.

– Cześć! – przywitał ją mężczyzna.

Ailsa nie widziała męża od dawna i stwierdziła, że jego piękna twarz wciąż robi na niej wrażenie. Podobnie jak na wielu innych kobietach. I to pomimo okropnej blizny na policzku, na której widok Ailsa poczuła ucisk w dołku.

Przez chwilę dała się pochłonąć mrocznym wspomnieniom, ale zdała sobie sprawę, że Jake wpatruje się w nią, czekając, aż go powita.

– Cześć, Jake… kopę lat. A gdzie jest Saskia? – spytała zaniepokojona.

– Próbowałem dodzwonić się do ciebie przez cały dzień, ale nie było sygnału. Czy naprawdę musiałaś wyprowadzić się na koniec świata?

Ignorując wyraźną irytację w jego głosie, Ailsa skrzyżowała ręce na piersi.

– Co się stało? Dlaczego nie przywiozłeś Saskii?

Wpatrywała się w samochód w nadziei, że dojrzy w jego wnętrzu córkę. Kiedy jednak zorientowała się, że auto jest puste, ugięły się pod nią kolana.

– Właśnie to chciałem powiedzieć ci przez telefon. Saskia chciała zostać do świąt u babci w Kopenhadze. Zgodziłem się. A ponieważ bała się, że będziesz z tego powodu niezadowolona, obiecałem, że sam cię o tym powiadomię. Słyszałem prognozę pogody, ale nie przypuszczałem, że będzie aż taka okropna.

Jake niecierpliwie strzepnął śnieg z jasnej czupryny, ale chwilę później znów pokryły ją srebrzyste płatki. Przez chwilę Ailsa nie wiedziała, co powiedzieć. Było jej przykro, ponieważ długo planowała, jak spędzi okres przedświąteczny z córką. Miały się wybrać na zakupy do Londynu, zatrzymać w eleganckim hotelu, pójść do teatru i na kolację. Norweską sosnę, którą zamówiła, przywieźli dopiero wczoraj. Stała w salonie, czekając, aż obie przystroją ją bombkami przy dźwiękach kolęd. Nie mogła pogodzić się z tym, że nie zobaczy córki aż do Bożego Narodzenia.

– Jak mogłeś mi to zrobić? I ty, i twoja mama mieliście ją przez cały tydzień. Liczyłam na to, że ją dziś przywieziesz.

Jake wzruszył ramionami.

– Odmawiasz córce pobytu u babci, która właśnie straciła męża? Nikt nie potrafi poprawić jej nastroju tak jak Saskia – powiedział.

Znając wesołą naturę córki, Ailsa w głębi duszy przyznała mu rację, co jednak nie ukoiło jej żalu. Co gorsza, poczuła żal z powodu śmierci teścia. Jakob Larsen senior był nieco onieśmielający, ale zawsze traktował ją z najwyższym szacunkiem. Kiedy urodziła się Saskia, uznał, że jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie.

Jake’a musi bardzo boleć śmierć ojca, pomyślała Ailsa. Nie miał z nim idealnych stosunków, ale z pewnością bardzo go kochał.

– Przykro mi z powodu odejścia twojego ojca… był dobrym człowiekiem. Ale już wystarczająco stęskniłam się za Saskią. Chyba rozumiesz, że chciałam, by tu była przed Gwiazdką. Planowałam…

– Przykro mi, ale plany mają to do siebie, że czasami nie wypalają. Nasza córka jest bezpieczna u babci w Kopenhadze i nie musisz się o nią martwić – powiedział Jake. – Po drodze wpadłem na blokadę policyjną. Ostrzegali kierowców, żeby dalej nie jechać. Przepuścili mnie dopiero, kiedy powiedziałem, że zamartwisz się na śmierć, jeśli nie dotrę tu i nie wyjaśnię, co się dzieje z Saskią. Ledwie dojechałem, nawet z napędem na cztery koła. Chyba byłbym szalony, próbując w tych warunkach jechać z powrotem na lotnisko.

Ailsa zdała sobie sprawę, że Jake stoi na mrozie i dygocze z zimna. Jeszcze kilka minut i jego przepięknie wyrzeźbione wargi zsinieją. Choć wcale nie pociągała jej perspektywa towarzystwa byłego męża, nie miała innego wyjścia, jak zaprosić go do środka, podać coś gorącego do picia i zaproponować nocleg.

– W takim razie wejdź – powiedziała.

– Dzięki za serdecznie przyjęcie – odparł ironicznie, wchodząc do środka.

Ailsa poczuła się dotknięta do żywego. Ich rozwód nie należał do najstraszniejszych, ale ponieważ doszło do niego w niecały rok po tym, jak ich długo wyczekiwane drugie dziecko zginęło w wypadku samochodowym, nie przebiegł zbyt polubownie. Za dużo było ciężkich oskarżeń, zbędnych słów, które zapadły obojgu głęboko w pamięć. Jednak nawet teraz, myśląc o tamtych strasznych czasach, czuła się głównie odrętwiała z bólu i smutku.

Od kiedy rozstała się z mężem, minęły cztery długie, trudne lata. Wtedy Saskia miała zaledwie pięć lat. Wciąż, nawet podczas snu, Ailsie brzmiało w uszach pytanie córeczki: „Dlaczego tatuś nas zostawił?”.

– Nie chciałam być niegrzeczna – uśmiechnęła się przepraszająco. – Jestem tylko nieco rozczarowana, to wszystko. Wejdź, dam ci coś na rozgrzanie.

Kiedy Jake przechodził obok Ailsy, poczuła znajomą woń drogiej wody kolońskiej, która przyprawiła ją o ucisk w dołku. Wzięła głęboki oddech i szybko zamknęła drzwi.

Szesnastowieczny dom, którego progu Jake nigdy wcześniej nie przekroczył, był wyjątkowo uroczy i przytulny. Na fioletowych ścianach wąskiego korytarza wisiały obrazy przedstawiające martwą naturę oraz śliczne zdjęcia Saskii w różnym wieku. Obok dębowych, wypolerowanych schodów stał zegar wahadłowy, którego regularne tykanie przerywało idealną ciszę. Ciszę, której tak mu brakowało. Ta śliczna chatka wydała się Jake’owi w znacznie większym stopniu domem niż jego własny apartament, w którym spędzał samotnie czas podczas pobytów w Londynie, a nawet niż kopenhaska kamieniczka, w której mieszkał większość czasu. Pod względem przytulności temu domowi mógł dorównać wyłącznie podmiejski biały dom mamy Jake’a, stojący tuż pod lasem.

Kiedy Ailsa kupiła tę nieruchomość wkrótce po ich rozstaniu, był wściekły na nią, że nie pozwoliła mu kupić dla niej i Saskii czegoś znacznie większego i bardziej eleganckiego.

– Nie chcę żadnych posiadłości – wyjaśniała mu. – Chcę mieszkać w takim miejscu, w którym będę się czuła u siebie.

Jake przypomniał sobie z ciężkim sercem, że willa w Primrose Hill, którą kupili po ślubie, nie była już dla żadnego z nich domem. Przynajmniej od czasu, kiedy tragiczny i bezsensowny wypadek zniszczył ich wielką miłość.

– Daj mi płaszcz.

Jake rozpiął guziki zesztywniałymi z zimna palcami. Podając płaszcz Ailsie, nie mógł się powstrzymać, by nie zerknąć w niezwykłe bursztynowe oczy byłej żony. Zawsze czuł się zahipnotyzowany ich wyrazem, nawet teraz. Ailsa gwałtownie spuściła wzrok.

– Chodźmy do saloniku, przy ogniu szybko się rozgrzejesz.

Opanowując gwałtowne emocje, Jake podążył za Ailsą. Tak bardzo pragnął dotknąć jej długich kasztanowych warkoczy spływających po plecach, że aż musiał schować dłonie głęboko w kieszenie.

Niewielki salonik był azylem pełnym ciepła i wygody, z dużym kominkiem na środku ściany, w którym paliło się drewno. W kącie Jake dostrzegł rozłożystą choinkę w srebrzystym wiadrze, czekającą na udekorowanie. Poczuł wyrzuty sumienia.

– Usiądź. Zaparzę herbaty… chyba że wolisz brandy? – zaproponowała.

– Nie tykam już alkoholu. Najchętniej napiję się kawy… Dziękuję.

Teraz to on musiał uciec wzrokiem. Ale zdążył jeszcze zauważyć, że Ailsa zmarszczyła brwi ze zdziwieniem.

– Zaraz przyniosę – powiedziała i wyszła z saloniku.

Jake usiadł na kanapie i odetchnął z ulgą. Przez chwilę przyglądał się śnieżycy za oknem, po czym wyobraził sobie córkę bawiącą się lalkami na jaskrawym dywanie. Przypomniał sobie, jak Saskii, kiedy była małym dzieckiem, nigdy nie zamykała się buzia. Jednak było to wspomnienie z innego świata, który do czasu, aż skończyła pięć lat, obiecywał jej bezpieczne dorastanie w kochającej rodzinie. Niestety, wszystko to skończyło się gwałtownie, wraz z rozwodem.

Nie zauważył, że Ailsa wróciła do saloniku. Stanęła przed nim z kubkiem aromatycznej, parującej kawy. Jake wziął go z wdzięcznością.

– Jak mama sobie radzi po śmierci taty? – spytała Ailsa.

Jake przyglądał się z podziwem, jak jego była żona dosłownie płynie nad podłogą w stronę drugiej sofy. Zawsze wyróżniała się krokiem i figurą baletnicy, a dziś dodatkowo miała na sobie obcisłe dżinsy, które podkreślały jej powabne kształty. Jake z trudem ukrył rozczarowanie, że nie usiadła obok niego. Ailsa objęła kubek palcami; na żadnym z nich nie było obrączki. Jake przypomniał sobie, że bardzo rzadko pijała kawę. Nie poświęcił jednak więcej uwagi tej myśli, skupiając się na fakcie braku obrączki, jeszcze jednym bolesnym objawie tego, że ich małżeństwo naprawdę się rozpadło.

– Próbuje udawać, że radzi sobie doskonale – odparł. – Natomiast to, co dzieje się w jej duszy, to zupełnie inna sprawa.

Zauważył, że ten opis jak ulał pasuje do niego samego.

– Cóż, w takim razie może dobrze, że Saskia zostanie z nią nieco dłużej. Ile czasu upłynęło od śmierci taty? Pół roku?

– Mniej więcej. – Jake upił łyk kawy i skrzywił się, bo gorący napar poparzył mu język. Nawet jeśli Ailsa próbuje wyciągnąć do niego przyjazną dłoń, nie narzekając już na nieobecność córki, on nie zamierza tego odwzajemnić. Zbyt doskwiera mu myśl, że była żona doskonale radzi sobie w życiu bez niego.

– A ty? – spytała, pochylając się nieco w jego stronę i spoglądając z troską.

– Co ja?

– Jak ty sobie radzisz po śmierci ojca?

– Mam mnóstwo pracy, handel nieruchomościami to ciężki kawałek chleba. Brak mi czasu na myślenie o czymkolwiek innym niż firma i córka.

– Nie masz czasu na żałobę po ojcu? To niedobrze.

– Czasami trzeba się zdobyć na pragmatyzm. – Jake odstawił kubek na stolik i położył dłonie na kolanach. Jak widać, Ailsa nadal lubi drążyć problemy, docierać do ich sedna. Tyle że on już nie ma najmniejszej ochoty, by się przed nią wywnętrzać. Było, minęło. I pozostawiło blizny na sercu.

– Pamiętam, że różniliście się w wielu sprawach i wydawało mi się, że jego śmierć jest dobrą okazją, by podsumować wasze stosunki. To wszystko.

– Jak powiedziałem, mam mnóstwo pracy. Ojciec nie żyje, co jest smutne, ale sam mnie nauczył, żeby się wznosić ponad emocje i stawiać czoło wyzwaniom. To bardziej pomogło mi radzić sobie z życiem niż użalanie się nad sobą. Przykro mi, ale taka jest prawda.

Poczuł, że zachowuje się irracjonalnie. A przecież sam nie lubił tego u innych. Przypomniał sobie, że nie jest jedyną osobą, dla której to małżeństwo zakończyło się piekłem. W ciągu czterech lat od rozwodu Ailsa zmizerniała, a wokół jej słodkich ust pojawiły się ledwie widoczne zmarszczki. Może w obecnym życiu wcale nie radzi sobie aż tak dobrze? Bardzo chciał dowiedzieć się, jak jest naprawdę. Wiedział od Saskii, że jej matka poświęca dużo czasu pracy, nawet podczas weekendów. A przecież może sobie pozwolić na to, by nie pracować w ogóle. Podczas rozwodu Jake doskonale zabezpieczył ją finansowo, z własnej nieprzymuszonej woli.

– Po co tak ciężko pracujesz? – spytał.

– Co takiego?

– Saskia powiedziała mi, że zajmujesz się tym swoim interesem dniami i nocami.

– „Tym swoim interesem”? – Ailsa najwyraźniej poczuła się urażona. – Prowadzę dobrze prosperujący biznes, który zapewnia mi zajęcie, kiedy nie zajmuję się Saskią, i który uwielbiam. Czego oczekiwałeś? Że po naszym rozstaniu będę siedziała z założonymi rękami? Albo że będę wydawać pieniądze, które dostaję od ciebie, na nowe modne ciuszki lub na najnowszy model sportowego samochodu? Że co rok będę wynajmować architektów wnętrz, żeby zmienili wystrój domu?

Jake podrapał się w podbródek, zaskoczony jej słowami. Kiedy się poznali, nie przypuszczał, że wyrośnie z niej bizneswoman.

– Cieszę się, że ci dobrze idzie. Jeśli zaś chodzi o zabezpieczenie finansowe, to, na co wydajesz pieniądze, jest wyłącznie twoją sprawą, pod warunkiem, że dbasz o Saskię. Tylko o to mi chodzi. Zauważyłem, że wyglądasz na zmęczoną i że bardzo schudłaś. Dlatego zapytałem. Nie chcę, żebyś się zapracowywała, skoro nie musisz.

Ailsa ze smutną miną zacisnęła dłonie na kubku.

– Nie zapracowuję się. Wyglądam na zmęczoną, bo nie sypiam zbyt dobrze. To wszystko. Obawiam się, że wciąż przeżywam wypadek. Ale nic mi nie jest… Staram się odsypiać, kiedy tylko mogę, czasami nawet w ciągu dnia.

Jake spojrzał na nią z troską.

– Mówiłem ci już lata temu, żebyś poszła do lekarza, który znajdzie radę na bezsenność. Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś?

– Jestem już zmęczona chodzeniem po lekarzach. Poza tym nie chcę brać pigułek nasennych, po których czuję się jak zombie. Dopóki medycyna nie znajdzie skutecznego leku na usunięcie bolesnych wspomnień, bo to właśnie one nie pozwalają mi zasnąć, muszę jakoś z tym żyć.

– Dobry Boże! – Jake zerwał się na równe nogi. Ból w jej głosie był nieznośny. Ból, za który on sam się winił.

Owszem, tamtego mrocznego deszczowego wieczora, kiedy ich świat rozpadł się na kawałki, wjechał w nich pijany kierowca. Jednak Jake wciąż się obwiniał, że nie zdołał uniknąć wypadku. Bywały takie noce, kiedy we śnie słyszał rozdzierający serce krzyk żony na sąsiednim fotelu. Ślubował, że będzie ją zawsze kochał i chronił, ale tamtej grudniowej nocy nie dotrzymał przysięgi. Dziękował Bogu, że Saskia była wtedy u jego rodziców. Przecież mogła zostać ciężko ranna, tak samo jak jej mama.

Jake pomyślał, że zachowuje się jak masochista. Po co tu przyjechał? Przecież mógł wysłać szofera, Alaina. Robił to przez ostatnie cztery lata, żeby nie patrzeć w oczy kobiecie, którą kiedyś tak bardzo kochał. Bez wątpienia unikał jej, żeby nie omawiać głębokich problemów, które prawdopodobnie oddaliły ich od siebie jeszcze bardziej niż sam wypadek. Westchnął głęboko. Zostanie tu tylko jedną noc. Gdy drogi znów będą przejezdne, natychmiast pojedzie na lotnisko i wsiądzie do samolotu do Kopenhagi. Spędzi cenny dzień lub dwa z córką i matką, a potem wróci do okazałej siedziby międzynarodowej firmy deweloperskiej Larsen and Son i zajmie się pracą.

– Mam w samochodzie torbę z najpotrzebniejszymi drobiazgami, którą wziąłem na wszelki wypadek. Pójdę po nią – powiedział.

Przy drzwiach spojrzał na Ailsę siedzącą w milczeniu na kanapie.

– Nie bój się, nie nadużyję twojej gościnności. Wyjadę, kiedy tylko drogi będą przejezdne – dodał i wyszedł na zewnątrz, nie czekając na jej reakcję.

Ailsa zagryzła mocno wargi, ale i tak łzy napłynęły jej do oczu.

– Dlaczego? – szepnęła z rozpaczą w głosie. – Dlaczego przyjechałeś i znów rozdrapujesz rany? Doskonale daję sobie radę bez ciebie. Doskonale!

Zmęczona nieustannym bólem, który zawsze jej sprawiała już sama myśl o Jake’u lub o wypadku, nie mówiąc o osobistym kontakcie z byłym mężem, odgoniła złe myśli i ze stoickim spokojem poszła do pokoju gościnnego, żeby posłać łóżko.

Po drodze zajrzała do pokoju córki. Na różowych ścianach wisiały plakaty bohaterów programów dla dzieci i lalki Barbie. A wśród nich jeden przedstawiający popularnego idola nastolatek. Ailsa pokręciła głową z niedowierzaniem, że córeczka dorasta tak szybko. Czy dla Saskii byłoby lepiej, gdyby nie wychowywała się w rozbitej rodzinie?

Jak każdy kochający rodzic zaczęła się zastanawiać, czy jest dobrą matką. Być może nieświadomie robi córce krzywdę? Czy to źle, że dba o karierę? Że pragnie być niezależna? Ale może postępowała samolubnie, odpychając Jake’a emocjonalnie i fizycznie, aż w końcu zażądał rozwodu? Powinna była więcej z nim rozmawiać. Ze smutkiem przypomniała sobie, jak bardzo pogarszały się ich stosunki. W końcu nie byli w stanie na siebie patrzeć.

Słysząc trzaśnięcie drzwiami, szybko przeszła do pokoju gościnnego. Na staromodnym łóżku z żelazną ramą leżało mnóstwo rozmaitych kłębków wełny i innych materiałów, których używała w pracy. Szybko przełożyła je na biurko. Nie ma czasu na sprzątanie. Jutro zaniesie je do ogrzewanej chatki w ogrodzie służącej za biuro. Teraz musi pościelić Jake’owi łóżko.

Rozkładając nieskazitelnie białą pościel, Ailsa zauważyła, że drżą jej ręce. Dawno już nie spała z Jakiem pod jednym dachem. A przecież był taki czas, że nie rozdzieliłoby ich dosłownie nic, nawet klęska żywiołowa. Często, po upojnym wieczorze, zasypiała w jego ramionach i budziła się rano w tej samej pozycji. Teraz czuła palącą tęsknotę za tym, co utraciła.

– Nie szkodzi, to tylko jedna noc – wyszeptała pod nosem. – Jutro już go nie będzie.

A jednak, spoglądając na gęsty śnieg padający za oknem, Ailsa pomyślała, że to wcale nie musi okazać się prawdą.

Jake udał się na górę, by wziąć prysznic i przebrać się. Ailsa skorzystała z okazji i poszła do kuchni, by zastanowić się, co ugotować na kolację. Zaplanowała, że kiedy przyjedzie Saskia, zjedzą makaron, ale to pewnie nie wystarczy zdrowemu, silnemu mężczyźnie. Jake zawsze uwielbiał dobre jedzenie i sam był zaskakująco dobrym kucharzem. Dlatego czuła się niepewnie, znów mu gotując. Nigdy nie była zbyt dobrą gospodynią, a w dawnych czasach Jake z humorem traktował jej kulinarne eksperymenty, choć najczęściej kończyli w jednej z jego ulubionych restauracji. Wielokrotnie proponował, że zatrudni kucharza, ale Ailsa zawsze protestowała, twierdząc, że uwielbia gotować dla męża i córki. W głębi duszy była tradycjonalistką i czułaby się niespełnioną kobietą, gdyby nie przyrządzała domownikom posiłków. Wychowała się w sierocińcu, więc nic dziwnego, że jej największym marzeniem była własna rodzina.

Z dachu spadła wielka czapa śniegu. Ailsa sięgnęła po słuchawkę, ale panowała w niej martwa cisza. Tak bardzo pragnęła usłyszeć głos Saskii i dowiedzieć się, czy jest jej dobrze u babci w Kopenhadze. Znając uroczą, ciepłą Tildę Larsen nie miała najmniejszych wątpliwości, ale z chęcią usłyszałaby to od córki.

Sięgnęła po fartuch i włączyła piekarnik. Wyszorowała i opłukała kilka dużych ziemniaków, nakłuła je widelcem i położyła na blasze. Potem wyjęła z lodówki mielone mięso, cebulę i czosnek. Wrzuci je na patelnię razem z sosem do makaronu, doda nieco fasoli i szybko przyrządzi chili con carne. To przynajmniej umie gotować, więc ryzyko katastrofy jest niewielkie.

– Bardzo zajęta?

Tak zaskoczył ją niski głos Jake’a, że nieomal upuściła nóż. Odwróciła się i spojrzała w piękne jasnobłękitne oczy. Poczuła niebezpieczną słabość w nogach.

– Gotuję kolację.

– Nie rób sobie kłopotu z mojego powodu.

– To żaden kłopot. Oboje musimy coś zjeść, prawda?

Jake zlustrował produkty na marmurowym blacie.

– Pomóc ci?

– Nie, dziękuję.

Ailsa zabrała się za krojenie cebuli, ale przychodziło jej to z trudem, bo wciąż była pod wrażeniem Jake’a w obcisłym swetrze w kolorze burgunda, doskonale skrojonych czarnych spodniach, ze złocistymi włosami wciąż lekko wilgotnymi po kąpieli.

– Wiem, że kiedy byliśmy małżeństwem, gotowałam okropnie, ale przez ostatnie lata nabrałam wprawy, więc niewykluczone, że miło cię zaskoczę.

Jake milczał przez dłuższą chwilę. Ailsa słyszała jego ciężki oddech.

– Dlaczego uważasz, że gotowałaś okropnie?

– Zawsze kończyło się tak, że proponowałeś wyjście do restauracji. Pewnie chciałeś dać mi coś do zrozumienia.

Jake bez słowa stanął obok, delikatnie wyjął jej nóż z dłoni i odłożył na blat.

– Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek zaproponował restaurację po tym, kiedy ty spędziłaś już dużo czasu w kuchni, gotując. A jeśli namawiałem cię na obiad poza domem, to tylko po to, żebyś odpoczęła. Wiele razy przyrządzałaś doskonałe potrawy. Czy przyjechałbym tu, gdyby było inaczej?

Cóż jest w nim takiego, co sprawia, że ten figlarny uśmiech tak bardzo rozdziera jej serce? Cóż takiego jest w tych błękitnych oczach? Ailsa poczuła, że puls gwałtownie jej przyspiesza.

Tytuł oryginału: The Lost Wife

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Maggie Cox

© for the Polish edition by Harpercollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3259-3

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.