Świat, w którym nie było - Niziołek Olga - ebook + audiobook

Świat, w którym nie było ebook i audiobook

Niziołek Olga

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Świat Marty opanowały monotonia i przepracowanie, pomimo tego próbuje żyć i funkcjonować normalnie. Jednak kiedy w jej świecie znikają marchewki - ze sklepów, kulinarnych przepisów i z pamięci wszystkich dookoła, musi zadać sobie pytanie co jeszcze mogła po drodze stracić.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 18

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 34 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Mikołaj Krawczyk

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Świat, w którym nie było

Od trzech miesięcy tylko gapiła się w telefon, pracowała i płakała, więc kiedy pojawiła się w niej jakakolwiek chęć na cokolwiek, rzuciła się na nią jak na motek włóczki prowadzący do wyjścia z labiryntu.

W lodówce więdło pół główki kapusty, czerwona soczewica czekała w szafce, a przyprawy na półce. Reszty składników brakowało.

Szła po markecie z pamięci, wrzucała do koszyka krojone pomidory w puszce, ziemniaki, por… tylko marchewki nie było. Przeszła warzywną alejką dwa razy, ale na nic. Nawet etykietki nie znalazła.

Kapuśniak nie smakował tak jak zawsze, ale nie był zły. Jak wiele rzeczy w jej życiu, one też nie były złe i ono samo – w sumie – też nie.

* * *

Nie miała na nic czasu, ciągnęła dwa etaty. Tak czasem bywa, kiedy człowiek chce zmienić uczelnię i ta druga już go chce, a ta pierwsza jeszcze robi problemy.

– Będziesz bardzo bogata – rzuciła znajoma.

– I nieżywa ze zmęczenia – odpowiedziała, choć to akurat obie wiedziały doskonale.

Tamta spoważniała i nachyliła się lekko w jej stronę.

– Dbaj o siebie – powiedziała, zniżając głos. Gdyby znały się lepiej, pewnie położyłaby Marcie rękę na kolanie albo poklepała ją po ramieniu.

Marta wzdrygnęła się wewnętrznie na samą myśl, skinęła głową na znak obietnicy, wpisując się w rzewną poetykę amerykańskiego wyciskacza łez, a potem pożegnały się nad pustymi filiżankami i tamta odjechała ruchomymi schodami w górę. Równa grzywka, migdałowe oczy, ściągnięty w pasie camelowy trencz. Cała rozmowa natychmiast wywietrzała z myśli Marty, zostało tylko jakieś niejasne przeczucie, jakby pobrzękiwanie, postukiwanie aluminiową łyżeczką o talerz: zadbać o siebie. Zadbać o siebie.

Posłusznie zjechała w podziemia galerii, aby kupić coś zdrowego do jedzenia. Świeżo wyciskany sok. Smoothie. Sałatka z dużą ilością zielonych warzyw. Jednak sok. I wyciśnie go sama. Zadba o siebie. Karoten, zdrowa opalenizna, te sprawy.

Tyle że między cebulą a pietruszką, między nacią a selerami ani w żadnym innym miejscu nie było marchewki czy choćby pustej przegródki ze stosowną etykietką, która mówiłaby Marcie, że się spóźniła i to inni, przezorniejsi od niej, będą sączyć prozdrowotne eliksiry. Dbać o siebie.

Marchewki nie było.

Nie było soku marchewkowego ani surówki z marchwią.

Były ziemniaki, kiełki, egzotyczne owoce więdnące po cichu na swoich półeczkach. Był tłum ludzi i nijaka muzyka w tle. Pomidory w wiaderku, suszone grzyby w woreczku, kiszona kapusta w półotwartej beczce.